Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%) |
| Czas w ruchu: | 6556:08 |
| Średnia prędkość: | 26.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2024461 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3763302 kcal |
| Liczba aktywności: | 2724 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Trening 50
Niedziela, 29 maja 2022 Kategoria 50-100, Góry, Romet '22, Samotnie, teren, Trening 2022
| Km: | 56.00 | Km teren: | 42.00 | Czas: | 04:20 | km/h: | 12.92 |
| Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 172172 ( 88%) | HRavg | 144( 73%) |
| Kalorie: | 2387kcal | Podjazdy: | 2130m | Sprzęt: Evo 2 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na koniec tygodnia wybrałem się
na pierwszy naprawdę porządny trening w terenie w tym roku. Na początek
zaliczyłem Klimczok od strony Szyndzielni więc w zasadzie od domu miałem cały
czas pod górę, na 12 kilometrach do pokonania było 800 metrów w pionie, na
szosie jakbym chciał to chyba bym nie znalazł podjazdu o podobnej trudności i
długości w bezpośredniej okolicy a Klimczok mam zaraz pod domem. W równym
tempie jechałem w kierunku szlaku a po wjechaniu w las walczyłem o stabilizację
tempa ale było zbyt szarpane i dopiero na Dębowcu złapałem dobry rytm i pod
Szyndzielnię wjechałem w niezłej kondycji ale z rezerwami mocy, w końcówce
trochę mnie brakło ale to raczej kwestia głowy niż słabej nogi. Podobna
sytuacja miała miejsce przed samym Klimczokiem gdzie znów podchodziłem około
100 metrowy odcinek. Ze szczytu bardzo słabe widoki więc długo tam nie
zabawiłem, jakoś strasznie szybko minęła mi droga w kierunku Stołowa, jedno
miejsce znowu okazało się nie do przejechania na rowerze więc znowu dreptałem a
następnie popełniłem błąd a raczej wpuściłem się w maliny wybierając kamienisty
i stromy zjazd na Karkoszczonkę, lepszego szlaku chyba nie ma a moje słabe umiejętności
techniczne będą mi ciążyć na każdej górskiej ścieżce. Z Karkoszczonki od razu
ruszyłem czerwonym szlakiem na południe, miejsc w których zmuszony byłem do
zejścia z roweru było naprawdę mało, w jednym nawet samemu sobie zaszkodziłem zbaczając
ze szlaku w drogę która ciągła mnie w dół do Szczyrku, dojeżdżając do Grabowej stwierdziłem,
że mam już mało czasu i zdecydowałem się na skrócenie trasy i ominiecie Trzech Kopców
Wiślańskich, zjechałem więc płytami do Brennej i ruszyłem stromym asfaltem na
Świniorkę. Po wjeździe na niebieski szlak czułem już zmęczenie, na liczniku
było dopiero 27 kilometrów ale ponad 1400 metrów w pionie. Jadąc w kierunku
Równicy trzymałem się niebieskiego szlaku, w jednym miejscu znowu brakło mi pary
i podprowadzałem znowu krótki odcinek. Po bitych 3 godzinach od wyjazdu z domu
zdobyłem ostatni punkt na trasie na którym mi zależało – szczyt Równicy. Zjazd
nie wyglądał tak źle jak się spodziewałem, większy problem sprawiał brak wody
niż nawierzchnia i nachylenie. Z ulgą więc zatrzymałem się w Brennej w Żabce.
Po postoju który się nieco przedłużył w głowie pojawił się szalony pomysł aby
zaliczyć jeszcze Błatnią. Gdybym miał na to czas to może i bym tak zrobił ale
popołudnie już miałem zaplanowane więc ruszyłem znanymi ścieżkami do Jaworza
gdzie zaliczyłem jeszcze jedne podjazd i chyba najlepszy od lat zjazd w
terenie. Czułem satysfakcję, że stało się to po ponad 4 godzinach jazdy w
trudnym terenie. Czułem zmęczenie po jeździe ale zaliczyłem najtrudniejszą
trasę MTB w życiu wiec nie ma się co dziwić, w takim tempie mogę jeździć, na
maraton na dłuższym dystansie jestem jeszcze za słaby więc zostanę przy Mini
gdzie stać mnie na walkę o najwyższe cele.
Velka Cena Racinku Olesna
Sobota, 28 maja 2022 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Cube '22, Samotnie, Szosa, Zawody 2022
| Km: | 18.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:27 | km/h: | 40.00 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 176( 90%) |
| Kalorie: | 529kcal | Podjazdy: | 190m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Przez ostatnie kilka dni chodził mi po głowie niezbyt mądry pomysł a był nim start w Mamut Tour na długim dystansie. Stan zdrowia, ilość treningów i ogólna sytuacja w jakiej się znajduję nie sprzyja takim wyzwaniom więc zrezygnowałem z tego pomysłu i całkiem spontanicznie wystartowałem w czasówce w Moravce w ramach cyklu Spac. Nie przygotowywałem się w ogóle pod ten start, lemondkę przykręciłem do roweru kilka godzin przed startem, robiąc to zupełnie na oko. Według listy startowej na linii startu miałem pojawić się o 11:23 tuż za mocnymi zawodnikami z Power of Science. Do zawodów podszedłem całkiem na luzie. Z odpowiednim zapasem czasowym pojawiłem się w Moravce, wiedząc o wahadle na dojeździe do miejsca startu samochód zostawiłem w Raszkowicach przy knajpce nad rzeką i ruszyłem na rowerze w kierunku startu. Po wizycie w biurze zawodów rozpocząłem rozgrzewkę, nie była tak dobra jak planowałem ale najważniejsze, że ponad 30 minut pokręciłem przed startem. Mając jeszcze kilka minut wypatrywałem samochodu PoS ale nigdzie go nie było, w związku z tym startowałem 3 minuty po poprzednim zawodniku, o zaplanowanej godzinie. Już na starcie miałem poważny problem, przednia przerzutka sfiksowała i łańcuch zjechał z blatu na małą tarczę co oznaczało ponad 10 sekund w plecy, gdy udało się wrzucić na blat ruszyłem z kopyta, przez kilka sekund generowałem prawie 9 W/kg ale później ustabilizowałem moc na poziomie 5,5 – 6 W/kg przez pierwszą minutę i nieco ponad 5 W/kg na pierwszym podjeździe. Dawałem z siebie wszytko ale byłem pewny, że to za mało aby liczyć na cos więcej niż poprawę czasu sprzed 5 lat na tej trasie. Po około 1,5 kilometrze trasy złapałem dobry rytm, Waty nie były imponujące ale stabilne więc trzymałem się tego poziomu, długo nikogo nie widziałem przed sobą ale nadrobić minimum 3 minuty na niecałych 10 kilometrach to nie lada wyczyn. Parłem nieźle pod górę i na nawrocie byłem już po 15 minutach i 20 sekundach walki z czasem. Tam kolejne kilka sekund w plecy i już nie tak dobra jazda w kierunku mety, nieco lepiej wyglądał około 2 minutowy podjazd na trasie i tam zorientowałem się, że wyraźnie poprawię swój czas na tej trasie. Zjazd przed metą całkowicie mnie rozkojarzył i dopiero ostatnie 200 metrów pojechałem z dobrą jak na warunki mocą. Czas na mecie był dobry ale niedosyt pozostał. Czekałem jednak cierpliwie na wyniki i poczułem satysfakcję gdy okazało się, że wykręciłem 8 czas dnia i 2 spośród zawodników w kategorii B. Warto męczyć się na treningach, dawać z siebie wszystko na zawodach bo wciąż stać mnie na miejsce na podium. Nie jest to jeszcze mój optymalny poziom ale pozwala walczyć . Po ponad 2 latach wróciłem na trasę czasówki podczas której niezbędne jest użycie lemondki i po raz pierwszy udało się wyszarpać podium, zawody nie były całkiem ogórkowe bo rozdano medale w jeździe indywidulanej w ramach Mistrzostw SPAC więc większość czasowców pojawiła się na starcie. Nic nie wskazywało na to, że powalczę o czołowe miejsce i topowy czas na tej trasie, nie mam roweru czasowego, nie mam czasu na regularny trening i wogóle nie trenuję jazdy indywidualnej więc jestem mega zaskoczony i zadowolony bo tego dnia noga nie była najlepsza a stawy znowu dawały o sobie znać po czasówce.
Rozgrzewka i rozjazd
Sobota, 28 maja 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Samotnie, Szosa
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:10 | km/h: | 24.92 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | |
| Kalorie: | 1746kcal | Podjazdy: | 1060m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po czasówce pojechałem jeszcze na trening w okolicy, korzystając z tej możliwości wdrapałem się na Lysą Horę. Nie byłem tam ponad rok i podjazd jak zwykle dał mi w dupę. Nim ruszyłem musiałem przeczekać dosyć wyraźne oberwanie chmury ale po chwili dało się jechać, drogi były raz bardziej mokre, raz mniej ale rower szybko był brudny. Ciężko mi się jechało już pod Łysą Górę wiec zatrzymałem się przed podjazdem, zrzuciłem zbędne ciuchy i ruszyłem na podjazd. Watów brakowało i odbiło się to w czasie podjeżdżania, w połowie znowu dawka deszczu ale jakoś dałem sobie z nim radę, ostatnie 3 kilometry to znowu droga przez mękę, długie proste dobijały mnie mocno psychicznie ale jakoś pokonałem słabości i wdrapałem się na szczyt. Z czasu nie byłem zadowolony, mimo tego, że zmieściłem się w 35 minutach a nawet niewiele brakło do tego aby wjechać poniżej 34 minut. Dla wielu ten czas jest marzeniem a dla mnie podłogą bo wiem, że stać mnie na wjazd poniżej 30 minut ale nie z taką nogą, po czasówce i z deszczami chodzącymi po okolicy. Zjazd oczywiście nie należał do przyjemnych ale zjeżdżając do samochodu udało się uniknąć deszczu. Po meczącej czasówce dobiłem nogi konkretnie i ciężko wracało się samochodem do Bielska. Po drodze zatrzymałem się na obiad w Cieszynie.
[removed][removed]
[removed][removed]
<button>Cancel</button><button>Copy Embed Code</button>
Trening 49
Czwartek, 26 maja 2022 Kategoria 50-100, blisko domu, Cube '22, Samotnie, Szosa, Tlen, Trening 2022
| Km: | 48.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:50 | km/h: | 26.18 |
| Pr. maks.: | 71.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1217kcal | Podjazdy: | 880m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wyjazd o którym nie ma co nawet pisać. Wyjechałem z domu to już zaczęły się problemy a konkretnie duży ruch nawet na wąskich dróżkach osiedlowych. Następnie bardzo szarpana jazda przez Bielsko, z silnym wiatrem w plecy na zjazdach nie mogłem puścić klamek hamulca i jechałem dużo wolniej niż przy pustych drogach bez pomocy wiatru. Zanim dojechałem do Straconki już straciłem sporo czasu i ochoty na jazdę. Podjazd pod Przegibek poszedł gładko, po zjeździe do Międzybrodzia gdzie też nie wykorzystałem potencjału wiatru nieco lepiej wyglądała moja jazda na powrocie. Znowu wróciłem przez centrum Bielska tracąc na tym kolejne minuty cennego czasu. Następnym razem dwa razy się zastanowię czy warto jechać podczas spokojnego treningu na Przegibek, chyba więcej bym potrenował jadąc na Cieszyn.
Trening 48
Środa, 25 maja 2022 Kategoria 0-50, blisko domu, Romet '22, Samotnie, teren, Trening 2022
| Km: | 16.00 | Km teren: | 13.00 | Czas: | 00:59 | km/h: | 16.27 |
| Pr. maks.: | 44.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 141( 72%) |
| Kalorie: | 557kcal | Podjazdy: | 460m | Sprzęt: Evo 2 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny wyjazd zakończony awaryjnym powrotem do domu z powodu deszczu. Wyjeżdżałem już przy niepewnej pogodzie ale według prognoz miałem jakieś 90 minut na trening. Nie planowałem trudnej trasy ale oczywiście wyszło jak zwykle. Na początek jednak kręciłem polnymi drużkami, następnie wjechałem w las w Jaworzu Górnym i jadąc już w stronę Bielska odbiłem w prawo na szlak, wdrapałem się na Borowinę bardzo sztywnym zboczem, momentami miałem problemy z przyczepnością ale nie zszedłem z roweru. Niebo robiło się coraz ciemniejsze ale mimo to zdecydowałem się na zaliczenie jeszcze 2 zjazdów przedzielonych podjazdem. Przed ostatnim zjazdem zaczęło już padać a im bliżej domu tym padało mocniej. W ciągu kilku minut bardzo zmokłem ale nie dostałem nawet kataru więc z moją odpornością jest już chyba dobrze. Trening mogę uzna za udany chociaż zauważyłem kilka drobiazgów które odbierają mi przyjemność z jazdy, zwłaszcza na zjazdach i muszę nad nimi popracować.
Trening 47
Wtorek, 24 maja 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Ćwiczenia, Góry, Samotnie, Szosa, Trening 2022
| Km: | 52.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 26.00 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 180180 ( 92%) | HRavg | 145( 74%) |
| Kalorie: | 1667kcal | Podjazdy: | 1480m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zaplanowany na ten dzień miałem trening z kilkunastominutowymi powtórzeniami na podjazdach z względnie stałą mocą. Czasu jak zazwyczaj nie miałem zbyt dużo więc zamiast Przegibka postanowiłem trenować na innym podjeździe. Z szerokiej gamy wybrałem Kocierz gdzie w tym roku jeszcze mnie nie było. Już po 7 wyjechałem samochodem w kierunku Porąbki gdzie ruszyłem na trasę. Na początek dosyć mocny przejazd przez Wielką Puszczę zakończony atakiem na ostatnich 500 metrach. Nie był to zły pomysł bo w niskiej temperaturze od razu zrobiło mi się cieplej. Na początku podjazdu na Kocierz zaczął padać deszcz, nie zatrzymałem się jednak i moknąc mknąłem w kierunku przełęczy. Nie byłem zadowolony z tego podjazdu ale dosyć szybko byłem na szczycie więc jednak tak źle nie było. Kolejne podjazdy wyglądały już tylko lepiej ale czułem narastające zmęczenie, pogoda była zmienna więc złapanie jakiegoś rytmu pedałowania czy komfortu cieplnego nie było możliwe. Równie kapryśna pogoda towarzyszyła mi również podczas powrotu do Porąbki. Nie trafiłem idealnie z pogodą ale trening został zaliczony.
Rozgrzewka i rozjazd
Niedziela, 22 maja 2022 Kategoria 0-50, Romet '22, Samotnie
| Km: | 6.00 | Km teren: | 4.00 | Czas: | 00:32 | km/h: | 11.25 |
| Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 110kcal | Podjazdy: | 20m | Sprzęt: Evo 2 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Bike Atelier Maraton Tarnowskie Góry 2022
Niedziela, 22 maja 2022 Kategoria 0-50, Romet '22, Samotnie, teren, w grupie, Zawody 2022
| Km: | 18.00 | Km teren: | 17.00 | Czas: | 00:49 | km/h: | 22.04 |
| Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 635kcal | Podjazdy: | 260m | Sprzęt: Evo 2 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po sobotniej czasówce miałem mało czasu na regenerację przed kolejnymi zawodami – Bike Atelier Maraton w Tarnowskich Górach. Po udanym debiucie w Rybniku nabrałem apetytu na kolejne równie dobre starty w MTB więc wystartowałem w trzecim etapie cyklu na trudniejszej niż w Rybniku trasie. Znowu pojawiłem się w miasteczku zawodów dosyć późno i zrezygnowałem z klasycznej rozgrzewki. Tym razem miało to kolosalne znaczenie na trasie i w zasadzie wpłynęło na to, że przestałem się liczyć w stawce już na starcie. Coś tam pokręciłem przed pojawianiem się w sektorze ale nie wystarczyło to na szybki i efektywny start. Mimo tego, że pojawiłem się w sektorze już na 15 minut przed startem byłem na jego końcu, muszę w końcu dostosować się do realiów panujących w tym cyklu i wtedy będzie mi dużo łatwiej. Po starcie już mogłem zrezygnować z mocnej jazdy, przez kilka minut na siłę próbowałem się wpiąć w pedały a cały czas był problem z prawym butem. W końcu to olałem i zacząłem walczyć o pozycje, gdzie się dało wyprzedzałem i w pewnym momencie popełniłem poważny błąd, postanowiłem wyprzedzać lewą stroną gdzie leżało pełno luźnych kamieni, na jednym z nich dobiłem oponę do obręczy i przedziurawiłem dętkę, powietrze schodziło wolno więc jechałem dalej, czułem się coraz mniej pewnie ale walczyłem dalej o jak najlepszy rezultat. Na jednym z trudniejszych technicznie odcinków pojawił się zator i zawahałem się, wytraciłem prędkość i w efekcie zeskoczyłem z roweru, mimo tego, że jak większość zawodników za mną prowadziłem rower pod górę robiłem to znacznie szybciej niż inni a gdy siadłem na rower to jeszcze nadrobiłem. Sytuacja przed tym podjazdem była dla mnie dobra bo z przodu była kilkuosobowa grupka z którą spokojnie mogłem jechać do mety i walczyć o podium. Po podjeździe nie umiałem znaleźć optymalnej pozycji na rowerze i fatalnie przejechałem przez kamieniołom gdzie pojawiło się kilka niebezpiecznych zjazdów i odcinków bardzo technicznych. Tam straciłem kilka pozycji i pewność siebie. Rower na kapciu z tyłu był bardzo trudny do sterowania i bardzo asekuracyjnie jechałem dalej, na podjazdach brakowało przyczepności a na zjazdach bałem się puścić hamulce aby nie zaliczyć gleby a blisko mnie było sporo osób więc byłem zagrożeniem nie tylko dla siebie ale i dla innych. Aby problemów technicznych było mało, jakieś 4 kilometry przed metą poluzowało mi się siodełko, dokręcałem je przed startem i okazało się, że śruba nie trzyma jak należy. Postanowiłem się zatrzymać i straciłem kilkadziesiąt sekund na tym, że dokręcałem siodło. Powietrza wolałem nie dopompowywać aby dziura w dętce się nie powiększyła. Ostatni odcinek pokonałem już na luzie, bez ciśnienia na wynik bo ten nie mógł być dobry. Bardzo szkoda mi tego startu bo na podjeździe przed metą mogłem zrobić przewagę nad innymi bo na krótkich podjazdach byłem w stanie generować nawet 400 – 500 Wat i robić po kilka sekund różnicy. Podtrzymałem tegoroczną tradycję i linię mety minąłem w tempie spacerowym. Ostatecznie skończyłem jako 10, do pierwszego miejsca spora starta ale już drugie było w zasięgu. Liczyłem na solidną zaliczkę punktową do klasyfikacji generalnej ale się nie udało. Jeżeli miałem w głowie pomysł odpuszczenia maratonu w Raciborzu kosztem zawodów na szosie to już nie ma tematu, w Raciborzu powinienem się pojawić aby jeszcze liczyć się w walce w KG bo wiem, że jesienią nie będę miał okazji aby startować w tym cyklu.
Przez niesprawny rower nie zrobiłem rozjazdu ale nie było to konieczne bo nie byłem ujechany na mecie. Atmosfera jaka panuje w miasteczku zawodów bardzo mi pasuje. Tutaj nikt niczego ode mnie nie wymaga, jestem początkującym zawodnikiem w MTB i starty na dystansie Mini są dla mnie na ten moment optymalne. Poznałem już kilka nowych osób i coraz bardziej przekonuję się do MTB, nie wiem co trzymało mnie tyle lat przy szosie, obecnie to MTB ma większy potencjał organizacyjny w naszym kraju a ilość imprez tylko w województwie śląskim potwierdza ten fakt. Wyścigi szosowe stały się dla mnie zbyt niebezpieczne, za dużo tam cwaniactwa i chorych oczekiwań a także przypadku. Tutaj jak ktoś jest mocny i jeździ dobrze technicznie automatycznie jest wysoko, na szosie nie będąc w czołówce automatycznie zajmuje się miejsca w dolnej połowie stawki, w MTB różnice między poszczególnymi zawodnikami są dużo mniejsze i czasem w minucie znajduje się nawet 20 zawodników, nie ważne czy w czołówce, czy w połowie stawki. Na razie nie stać mnie na to by spróbować swoich sił na dystansie Hobby ale nie od razu Kraków zbudowano i z czasem powinno być lepiej.
Przez niesprawny rower nie zrobiłem rozjazdu ale nie było to konieczne bo nie byłem ujechany na mecie. Atmosfera jaka panuje w miasteczku zawodów bardzo mi pasuje. Tutaj nikt niczego ode mnie nie wymaga, jestem początkującym zawodnikiem w MTB i starty na dystansie Mini są dla mnie na ten moment optymalne. Poznałem już kilka nowych osób i coraz bardziej przekonuję się do MTB, nie wiem co trzymało mnie tyle lat przy szosie, obecnie to MTB ma większy potencjał organizacyjny w naszym kraju a ilość imprez tylko w województwie śląskim potwierdza ten fakt. Wyścigi szosowe stały się dla mnie zbyt niebezpieczne, za dużo tam cwaniactwa i chorych oczekiwań a także przypadku. Tutaj jak ktoś jest mocny i jeździ dobrze technicznie automatycznie jest wysoko, na szosie nie będąc w czołówce automatycznie zajmuje się miejsca w dolnej połowie stawki, w MTB różnice między poszczególnymi zawodnikami są dużo mniejsze i czasem w minucie znajduje się nawet 20 zawodników, nie ważne czy w czołówce, czy w połowie stawki. Na razie nie stać mnie na to by spróbować swoich sił na dystansie Hobby ale nie od razu Kraków zbudowano i z czasem powinno być lepiej.
Rozgrzewka i rozjazd
Sobota, 21 maja 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Ćwiczenia, Samotnie, Szosa
| Km: | 71.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:38 | km/h: | 26.96 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1410kcal | Podjazdy: | 660m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Milówka Challenge 2022
Sobota, 21 maja 2022 Kategoria 0-50, Cube '22, Samotnie, Szosa, Zawody 2022
| Km: | 10.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:24 | km/h: | 25.00 |
| Pr. maks.: | 45.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 184184 ( 94%) | HRavg | 177( 90%) |
| Kalorie: | 506kcal | Podjazdy: | 410m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kiedy
usłyszałem o tym, że w tym roku będzie kolejna próba organizacji jazdy
indywidualnej na czas pod Górę Żar już wiedziałem, że nie może mnie na tej
imprezie zabraknąć. Ten sezon nie układał się dla mnie najlepiej więc właśnie
od tego startu miałem zacząć zasadniczy sezon startowy. Kilkanaście dni przed
startem okazało się, że organizacja jazdy na czas na Górę Żar jest niemożliwa
więc organizator przygotował wariant zastępczy – Milówka Challenge. Nie miało
to dla mnie zbytniego znaczenia bo trasa była ciekawa i trudna, niekoniecznie
przez nachylenie terenu. Po raz pierwszy w tym roku przyłożyłem się do BPS. Już
kilka dni przed startem nawadniałem się, przyjmowałem optymalne dawki witamin i
minerałów, postawiłem na większą ilość snu oraz więcej regeneracji.
Przygotowałem sprzęt który udało się przetestować, nie zapomniałem o niczym
ważnym co zdarzało się w przypadku poprzednich startów. Postawiłem także na niestandardowy
wariant dojazdu na start, ze względu na darmowe przejazdy KŚ dojechałem
pociągiem do Milówki. Miałem idealną ilość czasu na formalności w biurze i rozgrzewkę.
Zwykle startowałem na końcu stawki więc nowością dla mnie był start już jako 14
zawodnik na liście. Zaplanowałem 40 minutową rozgrzewkę więc już o 11:30
ruszyłem grzać nogę. Udało się wszystko zrobić według planu ale nie
przewidziałem dodatkowego buforu czasowego na dodatkowe, niezaplanowane czynności.
Tym samym po dojeździe na miejsce startu miałem niecałe 2 minuty do
rywalizacji.
Start nie wyszedł mi zupełnie, nie mogłem się wpiąć a później złapać rytmu na kostce brukowej, straciłem kilka sekund a kolejne zostawiłem na kostce musząc lawirować przed zawodnikami którzy start mieli nawet za 30 minut i nie musiało ich być w okolicy startu. Po minucie walki z trasą wjechałem na asfaltowy odcinek, moc była niezła ale nie byłem przekonany czy utrzymam ten pułap do końca. Wydawało mi się jednak, że jadę słabo bo nie byłem w stanie jechać nawet 20 km/h, oczywiście nie wpadłem na to, że czołowy wiatr może zabierać szybkość i to w znacznym stopniu. Gdy zacząłem doganiać zawodniczki startujące przede mną stwierdziłem, że tak źle nie jest. Trochę straciłem podczas przejazdu pod ekspresówką oraz na szukaniu optymalnego przełożenia na kolejnym trudniejszym fragmencie. Cisnąłem jednak z niezłą mocą więc motywacja była aby utrzymać ten poziom. Niestety każde wypłaszczenie na trasie i mieszanie biegami to starty czasu które wraz z dystansem od startu nabierały coraz większych rozmiarów. Cały czas przesuwałem się do przodu, z równą częstotliwością wyprzedzając kolejne osoby, dobra i efektywna jazda skończyła się w momencie końca odcinka gdzie dawniej leżała kostka brukowa. Od tego momentu Waty nie były już tak dobre a jazda strasznie szarpana, odliczałem już dystans do końca. Gdzieś po 20 minutach już nie było takiej motywacji do mocnej jazdy jak na początku, później pojawiły się jakieś samochody które zmusiły mnie do zmiany toru i bardzo kontrolowanej jazdy. Przed wjazdem na płyty prowadzące do mety popełniłem największy błąd na trasie, zamiast jechać sobie lewą stroną gdzie nikt nie jechał zjechałem na prawą i szybko dojechałem do 2 zawodniczek i nie bardzo miałem jak wyprzedzić więc spokojniej niż byłem w stanie dojechałem do mety. Z czasu byłem umiarkowanie zadowolony, ale już starta do Przemka Niemca nie była tak duża jak na Rurze na Kocierz więc z całości czasówki byłem zadowolony. Dziwnie się czułem czekając na rozwój wydarzeń już na mecie. Mocno wiało więc założyłem rękawki które momentami nie wystarczały do komfortu termicznego. Widząc w jakim tempie inni dojeżdżają do mety byłem pewny, że mój czas przejazdu jest słaby ale tak nie było. Długo miałem najlepszy czas w kategorii M3 oraz utrzymywałem się w czołówce Open, dopiero przejazd faworyta zawodów – Alexeya Kmetsa zmienił klasyfikację Open. Na Kocierzu miałem czas gorszy od niego o prawie 4 minuty a tutaj niecałe 2 minutki. Gdy wszyscy liczący się zawodnicy byli już na mecie mój czas zamykał 10 Open a w kategorii pozwalał zajmować 4 miejsce. Taki wynik też znalazł się w wynikach oficjalnych. Nie jest to powód do wstydu ale też niekontrolowanego zachwytu, mam w sobie jeszcze spore rezerwy, wiem w którym miejscu jestem i pojechałem na miarę obecnych możliwości.
Po długim postoju na mecie zjazd nie należał do przyjemności, ciężko się było zagrzać, ale bezpiecznie zjechałem do Milówki skąd do dobrej kiełbasie z grilla ruszyłem w spokojnym tempie do Bielska.
Start nie wyszedł mi zupełnie, nie mogłem się wpiąć a później złapać rytmu na kostce brukowej, straciłem kilka sekund a kolejne zostawiłem na kostce musząc lawirować przed zawodnikami którzy start mieli nawet za 30 minut i nie musiało ich być w okolicy startu. Po minucie walki z trasą wjechałem na asfaltowy odcinek, moc była niezła ale nie byłem przekonany czy utrzymam ten pułap do końca. Wydawało mi się jednak, że jadę słabo bo nie byłem w stanie jechać nawet 20 km/h, oczywiście nie wpadłem na to, że czołowy wiatr może zabierać szybkość i to w znacznym stopniu. Gdy zacząłem doganiać zawodniczki startujące przede mną stwierdziłem, że tak źle nie jest. Trochę straciłem podczas przejazdu pod ekspresówką oraz na szukaniu optymalnego przełożenia na kolejnym trudniejszym fragmencie. Cisnąłem jednak z niezłą mocą więc motywacja była aby utrzymać ten poziom. Niestety każde wypłaszczenie na trasie i mieszanie biegami to starty czasu które wraz z dystansem od startu nabierały coraz większych rozmiarów. Cały czas przesuwałem się do przodu, z równą częstotliwością wyprzedzając kolejne osoby, dobra i efektywna jazda skończyła się w momencie końca odcinka gdzie dawniej leżała kostka brukowa. Od tego momentu Waty nie były już tak dobre a jazda strasznie szarpana, odliczałem już dystans do końca. Gdzieś po 20 minutach już nie było takiej motywacji do mocnej jazdy jak na początku, później pojawiły się jakieś samochody które zmusiły mnie do zmiany toru i bardzo kontrolowanej jazdy. Przed wjazdem na płyty prowadzące do mety popełniłem największy błąd na trasie, zamiast jechać sobie lewą stroną gdzie nikt nie jechał zjechałem na prawą i szybko dojechałem do 2 zawodniczek i nie bardzo miałem jak wyprzedzić więc spokojniej niż byłem w stanie dojechałem do mety. Z czasu byłem umiarkowanie zadowolony, ale już starta do Przemka Niemca nie była tak duża jak na Rurze na Kocierz więc z całości czasówki byłem zadowolony. Dziwnie się czułem czekając na rozwój wydarzeń już na mecie. Mocno wiało więc założyłem rękawki które momentami nie wystarczały do komfortu termicznego. Widząc w jakim tempie inni dojeżdżają do mety byłem pewny, że mój czas przejazdu jest słaby ale tak nie było. Długo miałem najlepszy czas w kategorii M3 oraz utrzymywałem się w czołówce Open, dopiero przejazd faworyta zawodów – Alexeya Kmetsa zmienił klasyfikację Open. Na Kocierzu miałem czas gorszy od niego o prawie 4 minuty a tutaj niecałe 2 minutki. Gdy wszyscy liczący się zawodnicy byli już na mecie mój czas zamykał 10 Open a w kategorii pozwalał zajmować 4 miejsce. Taki wynik też znalazł się w wynikach oficjalnych. Nie jest to powód do wstydu ale też niekontrolowanego zachwytu, mam w sobie jeszcze spore rezerwy, wiem w którym miejscu jestem i pojechałem na miarę obecnych możliwości.
Po długim postoju na mecie zjazd nie należał do przyjemności, ciężko się było zagrzać, ale bezpiecznie zjechałem do Milówki skąd do dobrej kiełbasie z grilla ruszyłem w spokojnym tempie do Bielska.







