Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%) |
| Czas w ruchu: | 6556:08 |
| Średnia prędkość: | 26.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2024461 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3763302 kcal |
| Liczba aktywności: | 2724 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Trening 67
Wtorek, 23 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 91.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:06 | km/h: | 29.35 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 159159 ( 81%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 2091kcal | Podjazdy: | 870m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po kilku nieprzyjemnych dniach wreszcie wyszło słońce i można było z czystym sumieniem wyjechać na szosę. Czekałem na ten dzień z tego względu, że miałem w planie przetestowanie roweru na nowej ramie. Przed wyjazdem jeszcze kilka poprawek m.in. delikatna korekta ustawienia siodła czy montaż miernika mocy i w drogę. Nie mam ostatnio zaufania do prognoz pogody i wolałem ubrać się cieplej niż zmarznąć i dlatego ubrałem potówek, rękawki i rękawiczki których w okresie letnim zazwyczaj nie używam. Ostatnio wymieniałem bloki i coś jest z nimi nie tak bo potrafią się wypinać podczas jazdy w najmniej oczekiwanym momencie i już na starcie miałem z nimi problem. Pierwsze metry na tym rowerze wystarczyły aby stwierdzić, że rama jest niesamowicie sztywna, poprzednia w porównaniu z tą była miękka. Wiedziałem, że po drodze może mnie czekać wiele przerw na zmianę ustawień i pierwsza nastąpiła już po kilometrze. Za nisko ustawiłem siodło i musiałem podnieść sztycę o około 1 centymetr. Brak klucza dynamometrycznego spowodował, że musiałem bardzo ostrożnie dokręcać śrubę by zarówno trzymała sztycę jak i nie była dociągnięta za mocno. Udało się bo nie miałem już później problemów z opadającą sztycą. Znowu dopisało mi szczęście i od samego początku jechałem z wiatrem wiejącym w twarz. Dzielenie sobie radziłem z warunkami obserwując zachowanie roweru. Przez pierwsze 40 minut wyszły kolejne niedociągnięcia, zapomniałem sprawdzić zaciski kół przed jazdą a tylny nie trzymał zbyt dobrze i musiałem go poprawić. Drugi problem to poprowadzenie przewodu od Di2, musiałem go owinąć wokół pancerza bo latał na boki wydając irytujące dźwięki. Później nic się nie działo, wybrałem wymagającą trasę z wieloma podjazdami oraz odcinkami o złej nawierzchni. Kilka razy kierowcy podnieśli mi ciśnienie wykonując niebezpieczne manewry przez które musiałem awaryjnie hamować. Na kilku odcinkach dróg ruch był spory i żałowałem, że tamtędy jechałem. Noga nie była zbyt dobra i ogólnie jazda nie układała się po mojej myśli. Jadłem regularnie i dużo piłem przez co musiałem zrobić awaryjny postój w niezbyt komfortowym miejscu. Na jednym z wielu dziurawych odcinków najpierw wypadła mi pompka, zapomniałem zabezpieczenia i zdecydowałem się schować ją do kieszeni, później podczas konsumpcji batona jego połowa wylądowała na jezdni, podbiło mi rower i to wystarczyło, niby tylko połowa batona ale miałem wszystko wyliczone na styk i tego później brakowało. Kolejny dziurawy odcinek znowu mnie załatwił, popuściły stery a w dodatku wyprzedziło mnie kilku kolarzy z taką prędkością, ze wydawało mi się, że stoję w miejscu. Nim przedostałem się na drugą stronę Wisły zatrzymałem się ostatni raz i dokręciłem stery, widocznie zapomniałem dokręcić jedną ze śrub kluczem dynamometrycznym i przy pełnej nierównych i dziurawych odcinków trasie stery poluzowały się. Później mimo tego, że jeszcze towarzyszyły mi gorsze nawierzchnie nic się niepokojącego nie działo. Nie byłem zdecydowany którą drogą wrócić do domu i skierowałem się na Chybie. Po drodze dojechałem do ciągnika rolniczego, nie wiem czemu nie wyprzedziłem go, trochę odpocząłem jadąc za nim ale gdy skręcił na stacje benzynową przyśpieszyłem po to aby zwolnić przed skrzyżowaniem. Zjadłem ostatnią dawkę węglowodanów która musiała wystarczyć jeszcze na minimum 40 minut jazdy. Jechałem cały czas znanymi drogami, trochę na pamięć i dopiero gdy na rondzie w Ligocie skręciłem w prawo zorientowałem się, że lepiej było jechać na Mazańcowice. Pojechałem jednak na Międzyrzecze i później na Jasienicę. Dopiero
wtedy poczułem, że wiatr mi sprzyja, wcześniej walczyłem z bocznymi i
przeciwnymi podmuchami. Na podjeździe mocy już brakowało, czułem, ze bomba nadchodzi ale udało się bez niej dojechać do Jaworza skąd już blisko miałem do domu. Wracałem do domu z myślą, że za 2 godziny będę już w pracy a okazało się, że już dzisiaj mam wolne, gdybym wiedział to rano to wybrałbym się na dłuższą trasę. Po pierwszej jeździe jestem zadowolony, nie podoba mi się jedynie praca suportu i kilka mniejszych rzeczy które uda się poprawić. Po przyjeździe czyszczenie i dociągniecie śrub. Przez najbliższe dni zrobię kolejne testy ramy m.in. w górach czy na dłuższym dystansie. Ustawiona pozycja na początku jazdy okazała się optymalna i na razie nie będę w nią ingerował. Po dzisiejszej jeździe mam mieszane uczucia w odniesieniu do formy. Niby moc w nogach pozostała ale zmęczyłem się na tej trasie bardziej niż zwykle.
Trening 66
Środa, 17 czerwca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 39.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:32 | km/h: | 25.43 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 951kcal | Podjazdy: | 670m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po wczorajszym przepaleniu dzisiaj ciągnęło mnie w góry,
chciałem zrobić nietypowy trening i ćwiczyć finisze na podjazdach z czym zwykle
miałem problemy. Jak to ostatnio często bywa musiałem zadowolić się dużo
krótszą jazdą w pobliżu domu. Nie miałem czasu aby wyjechać wcześniej a pogoda
była bardzo niepewna, deszcze i burze wisiały w powietrzu i w każdej chwili mogły
zaatakować. Postanowiłem objechać prawie wszystkie pagórki w okolicy. Jest ich
kilka idealnie się nadają na sprinty 1-3 minutowe. Na rozgrzewkę pokonałem
jeden długi podjazd, ciągnie się od samego domu przez ponad 2 kilometry.
Kolejny już nie był spokojny. Na początek 1 minuta w 6 strefie mocy a dokładnie
w okolicy 400 Wat. Nie zbiegło się to dokładnie z segmentem i kiedyś wjechałem
go kilka sekund szybciej. Przed kolejnym miałem trochę czasu na odpoczynek.
Następne dwa wyglądały bardzo podobnie, również nie było w tym miejscu
segmentów a na pozostałych fragmentach podjazdów jechałem dużo wolniej i
spokojniej. Kolejna próba już miała być dłuższa. Zbyt późno się do niej
zabrałem i mało brakowało abym przestrzelił skrzyżowanie na którym skręcałem w
lewo. Wysiłek dłuższy niż minuta był już odczuwalny i czas regeneracji dłuższy.
Przed kolejnym już 3 minutowym akcentem nie miałem zbyt dużo czasu na
odpoczynek. Miałem dużo szczęścia, że na skrzyżowaniu które znajduje się przed
początkiem podjazdu nie musiałem się zatrzymywać i mogłem ruszyć z kopyta. Nie
byłem zadowolony z tego powtórzenia, na łatwym fragmencie wypiął mi się blok i
przez kilka sekund nie kręciłem tracąc na mocy i prędkości. Później jechałem
już odpowiednio mocno ale słabszego momentu nie dało się zamaskować. Pogoda
znacznie się pogorszyła, nad głową pojawiły się ciemne chmury a coraz bliżej
słychać było grzmoty. Liczyłem, że uda się zaliczyć jeszcze 2,3 podjazdy.
Pierwszy z nich był nijaki, za długi na 2 minuty a za krótki na 3 minuty mocnej
jazdy. Po dwóch minutach odpuściłem mocną jazdę, kolejny krótki podjazd również
pojechałem spokojniej. Po drodze musiałem zatrzymać się na moment, robiło się
coraz bardziej nieciekawie ale nie poddawałem się. Cały czas czułem moc w
nogach co mnie zaskoczyło bo zwykle po takich obciążeniach byłem już zmęczony.
Mimo wszystko skracając kolejny podjazd o połowę poczułem ulgę bo nie byłem
pewny czy wytrzymam 2 minuty. Zbliżając się do zjazdu zaczynało kropić, z każda
chwilą padało coraz mocniej. Chciałem już jechać w kierunku domu ale
zmotywowałem się do ostatniego mocniejszego podjazdu. To był chyba błąd, w
deszczu musiałem się zatrzymać przed skrzyżowaniem i przepuścić kilkanaście
samochodów. Ruszając z zatrzymania szybko osiągnąłem dobrą moc, trzymałem ją
przez 2 minuty gdy zaczęły się schody, zagiąłem się i utrzymałem do końca.
Słabszy moment był na skrzyżowaniu na którym trafiłem na wolniej jadącego
rowerzystę i musiałem na moment przestać kręcić. Później już ciężko było
osiągnąć dobrą moc. Wracając do domu modliłem się aby nie przyszło oberwanie
chmury które nastąpiło jednak kilkanaście minut później gdy byłem już w domu. Z
kolejnego dnia wycisnąłem co mogłem, przy kilku godzinach pracy i innych
obowiązkach bardzo trudno znaleźć czas na rower a zmieszczenie się w oknie
pogodowym to już nie lada sztuka. Miałem dużo szczęścia które zostało
zrównoważone przez sekundowe straty do najlepszych czasów na kilku podjazdach.
Noga solidnie przepalona ale patrząc na prognozy pogody to chyba na trening w
normalnych warunkach trzeba będzie poczekać do przyszłego tygodnia.






Trening 65
Wtorek, 16 czerwca 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 44.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:49 | km/h: | 24.22 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1122kcal | Podjazdy: | 830m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień w którym miałem mniej czasu niż się spodziewałem.
Wyjechałem dosyć późno i nie liczyłem na nic więcej jak na kolejne 2 godziny
tlenowej jazdy. Nie czułem się na siłach aby jechać mocniej, pogoda również nie
zachęcała do jazdy, było znów chłodniej niż w ostatnich dniach, pochmurno i
wiało. Gdy wyjechałem to nic się nie składało, nie potrafiłem trzymać mocy, szarpałem
się strasznie, na mieście duży, rozpraszający całkowicie ruch pojazdów. W
Straconce nawet miałem w głowie myśli aby zawrócić i nie męczyć się z
Przegibkiem. Podjazd nie poszedł mi najlepiej, jechałem spokojnie ale czułem zmęczenie
i nie byłem zadowolony ze swojej dyspozycji. Na zjeździe wpadłem na głupi
pomysł i postanowiłem sprawdzić się na segmencie z Międzybrodzia na Przegibek w
ramach rywalizacji #BikeStoreStravaChallenge. Nie byłem rozgrzany, miałem za
dużo niepotrzebnych rzeczy, rower tez nie był przygotowany do ataku na podjazd.
Ta decyzja była całkowicie spontaniczna i dlatego nie miałem żadnych oczekiwań.
Zatrzymałem się na moment przed początkiem podjazdu. Ruszyłem mocno ze skrzyżowania
ale nie potrafiłem znaleźć odpowiedniego rytmu, ciężko było zmotywować się do
mocniejszej jazdy. Dłużyło mi się strasznie i czekałem na trudniejszy fragment
podjazdu. O dobrym czasie mogłem zapomnieć, miałem około minutę straty do najlepszych
w połowie podjazdu. Postanowiłem dać z siebie wszystko na ostatnich 3 kilometrach.
Jechałem bardzo mocno, bez żadnej kalkulacji i w końcówce mnie brakowało, dałem
z siebie absolutne maksimum i prawie poprawiłem swój rekord na tym segmencie
ale jednak kilku sekund brakowało. Nie pamiętałem czasów innych osób na odcinku
i byłem pewny, że mój czas nie daje miejsca w najlepszej 10. Nie zatrzymywałem się
przed zjazdem, na odcinku w dół odpoczywałem i spokojnie wróciłem do domu.
Wiem, że lepszego czasu nie byłbym w stanie w tym dniu, warunkach, na tym sprzęcie
i bez rozgrzewki uzyskać i mimo niedosytu byłem zadowolony. Czekam już na pierwszą
jazdę na nowej ramie, aby uzyskać lepszy czas na tym rowerze musiałbym zmienić korbę
i suport, waga byłaby trochę lepsza a starty mocy mniejsze i kilkanaście sekund
dałoby się urwać. Nie planuje kolejnych prób, zrobiłem swoje i ostatecznie na
ten moment znalazłem się w najlepszej 10 klasyfikacji. Z tego nie najlepszego
dnia udało się coś wycisnąć. Lubię takie momenty w których nie trzymię się planu treningowego bo często wychodzą wtedy fajne rzeczy.






Rozjazd 18
Poniedziałek, 15 czerwca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 31.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 20.67 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 132132 ( 67%) | HRavg | 109( 55%) |
| Kalorie: | 580kcal | Podjazdy: | 520m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po kilku intensywnych dniach należał się odpoczynek. Zwykle w poniedziałki rozjeżdżam nogi po weekendzie i tym razem było tak samo. W dalszym ciągu lepszy sprzęt nie poskładany i pojechałem na aluminiowym. Z planowanego szybkiego wyjazdu po pracy nic nie wyszło i do jazdy gotowy byłem kilkadziesiąt minut później niż zamierzałem. Nie miało to dużego wpływu na nic bo ruch na drogach był tak samo duży. Standardowo wybrałem się na Przegibek. Wyjeżdżając z domu nie spodziewałem się, że poprawie kilka niechlubnych rekordów na tej trasie. Pierwszy z nich to dojazd do Straconki, nigdy nie jechałem tak długo. Gdy tam już dojechałem to zacząłem podjeżdżać na Przegibek. Również podjazd jechałem najdłużej w tym roku, gdyby nie to, że w zeszłym roku raz udało mi się wjeżdżać kilkanaście sekund dłużej to czas byłby najgorszy od wielu lat. Tempo było całkowicie regeneracyjne, od wolniejszej jazdy powstrzymywały mnie jedynie przełożenia i kadencja którą starałem się utrzymywać na poziomie minimum 70. Na zjeździe poszedłem na całość, przyjąłem bardzo aerodynamiczną pozycje, był to prawdopodobnie najlepszy technicznie zjazd w tym roku ale szybkości brakowało i ciężko mi znaleźć wytłumaczalny powód takiego stanu rzeczy. Na zupełnym luzie wróciłem do domu, dla odmiany wiatr pomagał ale dużego znaczenia to nie miało. Po raz kolejny potwierdził się fakt, że na tym rowerze jeżdżę zauważalnie wolniej niż na karbonowym, sama różnica w wadze to prawie 3 kilogramy a i części są bardziej zużyte.

Trening 64
Niedziela, 14 czerwca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 115.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:28 | km/h: | 25.75 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 2950kcal | Podjazdy: | 2240m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dobry trening w górach. Miałem kilka wariantów trasy na ten dzień ale ostatecznie zdecydowałem się na bardzo podobny jak tydzień temu. W Wiśle miałem dołączyć do Jas-Kółek wiec wyjechałem odpowiednio wcześnie. Noga na początku nie podawała, mimo jazdy z wiatrem poruszałem się wolno z niską mocą. Pierwszym podjazdem miało być Orle Gniazdo ale tylko do Sanktuarium i zjazd ulicą Wrzosową. Gdy w końcu dojechałem do Szczyrku to zamyśliłem się i prawie przejechałem skrzyżowanie na którym odbiłem w prawo. Początek podjazdu był słaby, później jechało się nieco lepiej ale do komfortu brakowało, dosyć duży ruch samochodów nie ułatwiał zadania, ciężej było omijać dziury które zawsze mnie irytują. Gdy dojechałem do Kościoła odwidziało mi się i zamiast zjechać ulicą Wrzosową odbiłem w prawo w kierunku Podmagury. Już po pierwszym zakręcie pojawiała się ostra mgła i widoczność spadła do kilku metrów, te warunki miały swój klimat. Na szczycie pojawiłem się po ponad 15 minutach podjazdu, szybciej niż tydzień temu mimo gorszego sprzętu i porównywalnej mocy. Nie chciałem tracić czasu na myślenie i zacząłem zjeżdżać, momentami było mokro i dlatego jechałem bardzo asekuracyjnie. Mgła odpadła ale słońca w dalszym ciągu brakowało. Miałem jeszcze czas na dodatkowy podjazd, do wyboru były dwa, jeden już jechałem a drugi był niewiadomą, wiedziałem tylko gdzie się zaczyna i postanowiłem go zaliczyć. Początek mnie zaskoczył, nie najlepszy asfalt i niskie nachylenie, później się to zmieniło, nachylenie skoczyło do kilkunastu % a nawierzchnia była bardziej równa. Zaskoczeniem był fakt, że asfalt skończył się nagle i trzeba było nawrócić, szybko zjechałem w dół i ruszyłem już na Salmopol. Podjazd pokonałem nieco mocniej, noga podawała lepiej ale nie na tyle aby przekraczać próg FTP. Po 4 kilometrach pokonanych równym tempem dołożyłem nieco mocy w końcówce i urwałem kilka sekund które pozwoliły na uzyskanie dobrego czasu. Przed zjazdem zatrzymałem się na moment, było dosyć chłodno, nie zabrałem nic ciepłego do ubrania i bałem się, że zmarznę na zjeździe. Początkowo jechałem spokojnie a później pozwoliłem sobie na odrobinę szybkiej i technicznej jazdy. Fragment zjazdu wyglądał bardzo obiecująco ale końcówka znów nie poszła zbyt dobrze. W dobrym tempie dojechałem do ronda w Wiśle, przez kilka kilometrów walczyłem z czołowym wiatrem. Na rondzie już czekały dwie osoby, po chwili dojechały jeszcze trzy i w skromnym składzie ruszyliśmy na Kubalonkę. Po kilku minutach już nastąpił podział na dwie grupki o różnym poziomie zaawansowania, pierwsza w której się znalazłem miała zaliczyć dwa podjazdy a druga tylko jeden. Początkowo jechaliśmy dalej a później zaczęło się dzielić, najpierw swobodnie odjechał Darek później skoczył Marek a Otfin pilnował mojego koła, ja nie miałem w planie ataku i mocnej jazdy, obserwowałem co dzieje się z przodu, towarzysze cały czas byli w zasięgu mojego wzroku. W połowie podjazdu i Otfin mi odjechał, towarzystwo tasowało się na ostatnim kilometrze i w sumie nie wiem jaka była kolejność na szczycie. Wjechałem jako czwarty, głównym celem na ten podjazd było rozgrzanie nogi przed kolejnym wyzwaniem. To się udało bo nogi puściły i czułem przypływ mocy której wcześniej nie było. Na zjeździe znowu skupiłem się na technice i wyszło nieźle. Podjazd na Olecki jechałem po raz pierwszy w tym roku, jakoś nigdy nie atakowałem go na czas, nie licząc czasówki na Road Trophy zwykle jechałem tam z rezerwami. Tym razem nie było idealnie, na wypłaszczeniach popuszczałem a gdy tylko robiło się stromiej dokładałem do pieca, wszystkie ścianki pokonałem z mocą około 400 Wat. Po takim wysiłku zasłużyłem na przerwę, po raz pierwszy w tym, roku zatrzymałem się na uzupełnienie płynów. Gdybym był sam pewnie zrezygnowałbym z tej przyjemności. Po około 30 minutach ruszyliśmy w dół, na zjeździe odstałem od reszty ale nie przejąłem się tym faktem, wracałem inną drogą i od tego momentu jechałem sam. Za rondem w Wiśle miałem lekki kryzys, zjadłem całego batona zamiast połowy i przed podjazdem czułem się już lepiej. Całe 5 kilometrów na przełęcz pokonałem w równym i dobrym tempie osiągając niezły czas. Nawet na zjeździe jechało się dobrze mimo tego, że był duży ruch i ciężko było minąć wszystkie dziury. W Szczyrku trochę utrudnień ale poradziłem sobie z nimi. Chciałem jak najszybciej być w domu, wybrałem najbardziej optymalną trasę i w domu byłem kilka minut przed 12. Wyjeżdżając później musiałbym liczyć się z większymi utrudnieniami na trasie czego staram się unikać i wcześniejsze wyjazdy dają dużo komfortu psychicznego i są bezpieczniejsze niż przedzieranie się przez zatłoczone miejscowości dwa razy, jadąc w góry i wracając.


Dane o podjazdach:



Dane o podjazdach:

Trening 63
Sobota, 13 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 27.27 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 1165kcal | Podjazdy: | 860m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dłuższego weekendu ciąg dalszy. Tym razem spokojniejsza 2 godzinna jazda. Nie miałem pomysłu na trasę wiec postanowiłem okrążyć Magurkę zaczynając od Przegibka. Dzień zaczął się nietypowo od urwanej linki tylnej przerzutki, dosyć częsta przypadłość której powodem była niesprawna klamkomanetka. Około 20 minut roboty i mogłem jechać. Byłem mocno ograniczony czasowo i nie planowałem żadnych przerw. Wyjechałem punktualnie o 7 i postanowiłem jechać najkrótszą drogą do Straconki. Na skrzyżowaniach zostałem kilka razy przytrzymany ale nie na wszystkich i nie straciłem za dużo czasu. Kilka kilometrów po mokrych drogach wystarczyło aby napęd nie pracował jak należy. Zapomniałem naoliwić łańcuch i już po kilku kilometrach piszczał. Podjazd na Przegibek poszedł bardzo sprawnie, na zjeździe również radziłem sobie nieźle. Później trzy grosze wtrącił wiatr i ciężko było jechać równym tempem. Odcinek wzdłuż jezior również był interwałowy, starałem się nie wykraczać poza 3 strefę mocy ale nie zawsze się dało. Na jednym z krótkich zjazdów musiałem się zatrzymać, samochody zablokowały drogę, jeden z nich gwałtowanie zahamował i zatrzymał się na środku drogi. Po chwili mogłem jechać dalej, z przyzwyczajenia skręciłem w prawo na Bierną i dołożyłem sobie dwa krótkie podjazdy. Dłuższy czekał mnie w Wilkowicach, na zjeździe z kolei puściłem się odważnie w dół, z wiatrem rozpędziłem się prawie do 60 km/h bez dokręcania, dobrze by było gdybym nie musiał hamować przed końcem zjazdu. Przynajmniej nie musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniu bo trafiłem na zielone, szybko pokonałem kilka rond i dotarłem do Bystrej gdzie już musiałem zwolnić. Do Bielska wjechałem ścieżką rowerową, jadąc traktem wyprzedziłem kilku rowerzystów korzystających z drogi. Trochę nerwów straciłem na skrzyżowaniu z łącznikiem miedzy ul. Bystrzańską a Żywiecką, zorientowałem się, że sygnalizacja nie działa jak należy i jadąc z południa można czekać sobie na zielone światło które zapali się dopiero wtedy gdy jedzie ktoś z przeciwka. Później już spokojniej ale ludzi na mieście już sporo a na zegarze dochodziła godzina 9. Kilka minut później byłem już w domu. Noga podawała całkiem nieźle ale na mocniejsze akcenty się nie zdecydowałem. Zabrakło motywacji aby wsiąść udział w rywalizacji BikesoreStravaChallenge gdzie stać mnie było na czas dający miejsce w TOP 10.
Trening 62
Piątek, 12 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 79.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:04 | km/h: | 25.76 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 1919kcal | Podjazdy: | 1080m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj poświeciłem wyjątkowo
dużo czasu na regeneracje wiec dzisiaj rano wstałem wypoczęty i zmotywowany.
Miałem dużo czasu wiec wyjechałem nieco później. Do Wisły tym razem chciałem
dojechać inną drogą niż zwykle. Skierowałem się na Skoczów a później bocznymi
drogami do Ustronia. Dawno tam nie byłem i na kilku odcinkach zwinięto asfalt.
Zamiast zaoszczędzić trochę czasu nieco nadłożyłem drogi. Liczyłem na szybki
przejazd przez Ustroń. Przed wjazdem do centrum zdążyłem zrobić trzy minutowe
sprinty a później straciłem dużo czasu na przejechanie Ustronia. Przed testem
chciałem jeszcze przepalić nogę na podjeździe pod Tokarnie, aby wygenerować moc
około 350 Wat nie musiałem się wysilać, na tak stromym podjeździe musiałem jechać
z kadencją poniżej 70 i założoną moc generowałem. Zjazd wolny, asekuracyjny, wśród
pieszych. Przejazd przez Wisłę to jeszcze większa walka z utrudnieniami niż w
Ustroniu, duży korek w centrum ale znalazłem fragment zatłoczonej ścieżki i nie
musiałem szukać luk koło samochodów. Przed skocznią zrobiłem krótki postój a
później ruszyłem już w kierunku Szczyrku. Mniej więcej w tym samym miejscu co
rok temu zacząłem test. Ruszyłem mocno ale nie za mocno, na łatwiejszej części trasy
jechałem trochę lżej ale gdy zrobiło się stromiej to moc poszła w górę. Przy
zajezdni miałem 5:20 czyli około 14:40 do szczytu, taki czas oznaczałby rekord
a warunki nie były najlepsze wiec nie groziło mi to. Cały czas jechałem równo,
głównie w siodle, od czasu do czasu wstając z siodełka. Ostatnie 5 minut
jechałem delikatnie mocniej ale zrezygnowałem z tradycyjnego sprintu na koniec
który zawyża zwykle wynik. Kończąc test brakowało mi około 200 metrów do szczytu,
nie dużo patrząc na to, że cały podjazd jechałem sporo wolniej niż rok temu na
teście generując zbliżoną moc. Ostatecznie wynik wyszedł nieznacznie lepszy ale
uzyskany przy niższej wadze i po raz kolejny ponad 5 W/kg. Oczywiście czas
mógłby być lepszy, rozpoczęcie testu około 300 metrów dalej pozwoliłoby
skończyć go na szczycie Salmopola. Wtedy czas wyniósłby około 15:20 czyli 30
sekund mniej niż udało się uzyskać. Kilka lat temu cieszyłem się z czasów
poniżej 17 minut a teraz są one normą a coraz częściej wjeżdżam poniżej 16
minut. Na szczycie spotkałem Patryka z którym dłuższą chwile rozmawiałem o
tematach głównie rowerowych i treningowych. Nie chciało mi się jechać już na
kolejne podjazdyi spokojnie zjechałem do Szczyrku, uzupełniłem bidony po czym ruszyłem w kierunku domu. Jechało się całkiem przyjemnie mimo walki z czołowym
wiatrem. W domu byłem przed 13. Chwile później odebrałem nową ramę, brakuje mi
jeszcze sterów i kilku innych drobiazgów aby złożyć rower i chyba dopiero po weekendzie
będę mógł go przetestować.




Trening 61
Czwartek, 11 czerwca 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, blisko domu
| Km: | 27.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:02 | km/h: | 26.13 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 741kcal | Podjazdy: | 320m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj znowu nie miałem możliwości pojeździć. Gdy zbierałem się do wyjścia z domu zaczęło padać, wcześniej doprowadziłem rower do stanu używalności, wreszcie tylny hamulec i przednia przerzutka działają poprawnie, konieczna była wymiana linek. Odechciało mi się jazdy w deszczu i odpuściłem. Był to pierwszy błąd który pewnie wpłynęła na przebieg dzisiejszego dnia. Drugi błąd popełniłem rano, nie chciało mi się wstawać z łóżka, przez ostatnie 10 dni wstawałem przed 5 i brakowało snu. W takim układzie mogłem wyjechać najwcześniej o 10:30. To był drugi błąd, bo w okolicy już pełno ludzi, rowerzystów i samochodów na drogach. Kolejny błąd to zmiana trasy, zamiast jechać na Przegibek to wybrałem Nałęże. Po raz pierwszy od dawna było naprawdę ciepło, można powiedzieć, że wreszcie moje warunki, tak dawno w nich nie jechałem, że odzwyczaiłem się. Już po wyjeździe mogłem zawrócić, niepotrzebnie zabrałem opaskę tętna bo widząc wartości ponad 140 zaraz po starcie wiedziałem, że raczej niczego dobrego nie mogę się spodziewać. Rozgrzewka poszła sprawnie, pierwsza próba na 5 minut była dla mnie najważniejsza, ruszyłem efektywnie z dobrego przełożenia. Później niestety musiałem większą uwagę przywiązywać do tego czy nie rozjadę pieszego, nie zostanę potrącony przez samochód lub czy z bocznej drogi nie wyskoczy mi rowerzysta, jazda była trochę szarpana ale w efekcie wygenerowałem najlepszą moc w czasie 5 minut. Ta próba była lepsza niż się spodziewałem czego niestety nie można powiedzieć o kolejnych. Jakoś zregenerowałem się przed 1 minutowym sprintem. Ruszyłem szybko i efektywnie, dobrałem optymalne przełożenie i jechałem mocno przez 15 sekund. Musiałem się zatrzymać, samochody z dwóch stron, sporo rowerzystów, mogłem ryzykować jazdę na czołówkę, ale bezpieczeństwo jest ważniejsze od jakiegoś głupiego wyniku na 1 minutę. Motywacja spadła do zera, drugą próbę podjąłem już w innym miejscu. Nie zbliżyłem się do tego co prezentowałem na początku pierwszej próby, początek wyglądał jeszcze nieźle, ale później słabłem, generowałem coraz mniejszą moc, musiałem wyminąć dwóch rowerzystów, jeden z nich jechał slalomem i musiałem dodatkowo krzyczeć i niewiele brakowało abym i tej próby nie zaliczył. Poprawiłem wynik sprzed roku o kilka Wat ale progres powinien być większy. Nie mogłem być zadowolony z tej próby bo wyszła przeciętna, na wyścigu odpadłbym przy pierwszym zrywie od peletonu a na treningach z elementami ścigania walczyłbym z przeciętniakami mimo tego, że stać mnie na dużo więcej. Mimo sporego zawodu przystąpiłem do próby na 15 sekund, pierwsza była bardzo słaba a druga fatalna, z takim sprintem nie miałbym szans nawet w Grupetto. Nie potrafię generować dużych moc chwilowych, może jak wymienię bloki na takie które nie wypinają się podczas jazdy i zmienię sprzęt na sztywniejszy to będzie lepiej. Na aluminiowej rowerze z dosyć miękkimi kołami i oponami czułem się jakbym płynął a nie jechał, pogodziłem się z tym, że dalej tkwię w przeciętności i nawet dobra moc na 5 minut i kilkanaście podjazdów z dobrymi czasami tego nie zmieni. Jutro ważniejsza próba, za bardzo się nie obawiam bo wiem, że warunki do równej jazdy będą lepsze, nawet wiatr w twarz nie będzie stanowił dla mnie problemu, z tym rowerem i tak dobrego czasu na podjeździe nie uzyskam a gdy wieje w twarz to łatwiej utrzymać moc.




Trening 60
Wtorek, 9 czerwca 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 50-100
| Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 27.14 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 153153 ( 78%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 1199kcal | Podjazdy: | 780m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy wyjazd w tym tygodniu. Wczoraj nawet nie miałem czasu spojrzeć w kierunku roweru, dzisiaj było już więcej czasu ale musiałem trochę go poświęcić na przygotowanie roweru do jazdy. Założyłem lepsze koła do roweru treningowego, zamontowałem miernik mocy ale zapomniałem go skalibrować. Kilka rzeczy w tym rowerze wymagało jeszcze regulacji ale nie miałem na to zbytnio czasu, dało się jechać ale trochę mocy szło w gwizdek.
Wyjechałem dosyć późno bo około 17, nie była to zbyt optymalna pora Boruch na mieście spory. Udało się sprawnie przejechać przez Bielsko ale niezbyt szybko. Podjazd na Przegibek też wydawał mi się męczarnią ale sprzęt nie miał zbyt dużego znaczenia przy dobrej nodze. Z nieba zaczęło coś lecieć, drobny deszcz towarzyszył mi do końca treningu. Na zjeździe znowu odpuściłem, początkowo dało się szybko jechać a im bliżej centrum Międzybrodzia tym mocniej wiało. Nie przeszkadzało mi to bo dzięki takim warunkom byłem w stanie jechać równo i generować odpowiednią moc. Ruch na drodze do Kobiernic był duży ale wolałem jechać tą trasą niż przez Porąbkę i DK52. Później ze zmiennym szczęściem do warunków dojechałem do Kóz, momentami jechałem za mocno ale zbyt niego znaczenia to nie miało. Po wjeździe do Bielska znowu walczyłem z dużym ruchem, chciałem minąć Hałcnów ale również ulice Krakowską wiec trochę kluczyłem bocznymi drogami aby dostać się w kierunku Lotniska. Przedzierając się przez Centrum dojechał do mnie jakiś kolarz. Wspólnie przejechaliśmy kilka kilometrów, towarzysz dawał trochę za mocne zmiany, byłem w stanie się za nim utrzymać ale wychodziłem poza 3 strefę mocy. Ostatni zjazd i 1500 metrów pokonałem już w luźnym tempie. Przez całą drogę miałem włączone światła ale chyba nic to nie dało, nie czułem się bezpiecznie na drodze a kierowcy często nie zwracali na mnie uwagi i wyjeżdżali prosto pod moje koła mimo tego, że jechałem drogą z pierwszeństwem. Pogoda znowu zaczyna mieszać, mogę jeździć popołudniami gdy zwykle jest gorzej niż wtedy gdy jestem w pracy.

Wyjechałem dosyć późno bo około 17, nie była to zbyt optymalna pora Boruch na mieście spory. Udało się sprawnie przejechać przez Bielsko ale niezbyt szybko. Podjazd na Przegibek też wydawał mi się męczarnią ale sprzęt nie miał zbyt dużego znaczenia przy dobrej nodze. Z nieba zaczęło coś lecieć, drobny deszcz towarzyszył mi do końca treningu. Na zjeździe znowu odpuściłem, początkowo dało się szybko jechać a im bliżej centrum Międzybrodzia tym mocniej wiało. Nie przeszkadzało mi to bo dzięki takim warunkom byłem w stanie jechać równo i generować odpowiednią moc. Ruch na drodze do Kobiernic był duży ale wolałem jechać tą trasą niż przez Porąbkę i DK52. Później ze zmiennym szczęściem do warunków dojechałem do Kóz, momentami jechałem za mocno ale zbyt niego znaczenia to nie miało. Po wjeździe do Bielska znowu walczyłem z dużym ruchem, chciałem minąć Hałcnów ale również ulice Krakowską wiec trochę kluczyłem bocznymi drogami aby dostać się w kierunku Lotniska. Przedzierając się przez Centrum dojechał do mnie jakiś kolarz. Wspólnie przejechaliśmy kilka kilometrów, towarzysz dawał trochę za mocne zmiany, byłem w stanie się za nim utrzymać ale wychodziłem poza 3 strefę mocy. Ostatni zjazd i 1500 metrów pokonałem już w luźnym tempie. Przez całą drogę miałem włączone światła ale chyba nic to nie dało, nie czułem się bezpiecznie na drodze a kierowcy często nie zwracali na mnie uwagi i wyjeżdżali prosto pod moje koła mimo tego, że jechałem drogą z pierwszeństwem. Pogoda znowu zaczyna mieszać, mogę jeździć popołudniami gdy zwykle jest gorzej niż wtedy gdy jestem w pracy.

Trening 59
Niedziela, 7 czerwca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 109.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:19 | km/h: | 25.25 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 174174 ( 89%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 2903kcal | Podjazdy: | 2510m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Słodko-gorzki dzień. Zaczął się dosyć przyjemnie, mimo niepewnej aury byłem zdecydowany na trening w górach. Wyjechałem o podobnej jak wczoraj porze, wokół krążyły chmury deszczowe ale przedpołudnie miało być pogodne wiec liczyłem, że objadę na sucho. Noc dobrze przespałem, ręka nie dawała już o sobie znać, zregenerowałem się po wczorajszym intensywnym dniu, niczego nie brakowało. Wczoraj zrobiłem delikatny przegląd roweru, łańcuch już kwalifikował się do wymiany i miał to być ostatni trening przed zmianą, zdecydowałem się na karbonowe koła mimo obaw o zjazdy. Miałem moment zawahania i zastanawiałem się czy jechać czy odpuścić ale dawno nie miałem tyle czasu na rower i nie mogłem tego zmarnować. Po raz pierwszy od miesiąca wybrałem się w Beskid Śląski, główny powód dla którego tam nie jeździłem to remonty dróg w Wiśle. Wczesny wyjazd ma dużo plusów, jednym z nich są zupełnie puste drogi, podczas przejazdu przez Bielsko spotkałem ledwie 5 samochodów. Trochę większy ruch był na drodze w kierunku Szczyrku, miejscami było mokro, nie padało ale rower znów nadawał się do czyszczenia. W końcu dojechałem do pierwszego podjazdu. Ilekroć jadę na Orle Gniazdo to mam wrażenie, ze nawierzchnia jest w coraz gorszym stanie. Nieco lepiej jest na ostatnim kilometrze chociaż zdarzają się momenty z dużo gorszą nawierzchnią. Początek podjazdu pokonałem równym tempem a ostanie 1100 metrów w okolicy progu FTP. Jechało się nieźle ale czas wyszedł przeciętny, liczyłem na 15 minut ale średni początek zabrał sporo sekund. Zjazd był podobnie jak wczoraj fatalny, dopiero w końcówce zacząłem sobie przypominać o tym jak się zjeżdża. Ludzi i samochodów przybyło i przejazd przez Szczyrk w kierunku Wisły nie był już tak przyjemny. Podjazd na Salmopol pokonałem podobnym tempem jak Orle Gniazdo i w końcówce też dołożyłem trochę Wat. Tym razem 15 minut złamane ale też nie był to jakiś wybitny czas nawet przy tym tempie. Przed zjazdem ubrałem się cieplej i ruszyłem w dół, w drugiej części rozkręciłem się i moja jazda wyglądała już nieźle, powoli wracałem do tego co prezentowałem jeszcze tydzień temu. Ze względu na to, że nie byłem pewny, że kolejny zjazd będzie równie dobry odpuściłem kolejny podjazd którym miał być Cieńków. Podjazd to pikuś ale trzeba jakoś zjechać a wąskie, kręte i strome drogi wybitnie mi nie poodchodzą w tym względzie. Zamiast tego podjazdu po raz kolejny przejechałem przez Groń, na stromej części wspinaczki przepaliłem nieco nogę i poprawiłem poprzedni czas o blisko 30 sekund. Po zjeździe i krótkim postoju ruszyłem w kierunku Istebnej. Pod Kubalonkę jechałem nieco mocniej niż pod Salmopol i cały czas równo, z tego czasu byłem zadowolony bo wiedziałem ile brakuje do rekordu zarówno pod względem czasu jak i mocy. Kolejnym wyzwaniem miał być Zameczek ale jak zobaczyłem ile samochodów czeka w kolejce do wjazdu na zwężenie zrezygnowałem i zjechałem główną drogą do Istebnej. Na tym zjeździe nie skupiałem się na technice i jechałem dosyć wolno. Kolejny podjazd to mało znana droga na Bystre Górne. Jechałem tam około dwa lata temu, nie pamiętałem tego podjazdu a okazał się całkiem przyjemny. Początek był wymagający a później dosyć szybkie fragmenty były przedzielane krótkimi odcinkami z wyższym nachyleniem. Cały odcinek ma ponad 5 kilometrów a na końcu jest szlaban i kilka budynków. Swój czas z 2018 roku poprawiłem o prawie 2 minuty a jeszcze sporo jest do urwania. Tempo jakim jechałem było zbliżone do tego z poprzednich podjazdów. Nie chciałem się pchać w głąb Trójwsi i postanowiłem wracać zwłaszcza, że miałem już wystarczająco TSS a i dystans miał wyjść najdłuższy od miesiąca. Podjazd na Kubalonkę zacząłem drogą którą nie jechałem 10 lat. Nachylenie momentami było spore ale duża ilość wypłaszczeń zaniżyła mocno średnią jego wartość. Ostatnie 1800 metrów podjazdu prowadziło jednak główną drogą, wjechałem w nieco słabszym tempie niż wcześniejsze góry by na szczycie zdecydować się jechać jednak Zameczek. Najpierw musiałem zjechać w dół. Od Kubalonki do Czarnego przejechałem aż trzy wahadła a nawierzchnia spokojnie może już konkurować z Orlim Gniazdem, dziur znacznie więcej niż rok temu. Podjazd zacząłem w momencie gdy było zielone światło, jechałem nieco mocniej ale równo. Podjazd jest wymagający i przy tym tempie osiągnięty czas uznałem za dobry. Przed zjazdem zatrzymałem się na moment, najwięcej z wielu mijanych znajomych spotkałem właśnie w okolicy Kubalonki, wśród nich był także duet Jas-Kółkowy. Nie miałem jednak czasu aby zawrócić i przejechać z nimi kawałka trasy, pierwsza część zjazdu wyglądała bardzo dobrze do momentu w którym dojechałem do samochodów, nie było szans ich wyprzedzić, nie ryzykowałem jazdy pod prąd i cierpliwie jechałem za samochodami bo i tak musiałem zatrzymać się w sklepie, w bidonach już panowała susza. Nie traciłem czasu na przejazd przez rondo w Centrum Wisły i przejechałem przez Groń. Krótki podjazd był wymagający, nachylenie doszło do 20 %, gdybym przejechał skrzyżowanie to taki gradient towarzyszyłby mi na znacznie dłuższym odcinku. Sprawnie dostałem się do drogi w kierunku Malinki. Od skoczni walczyłem z wiatrem i mimo dobrej mocy na podjeździe znów czas wyszedł średni. Zjazd pokonałem pewnie i dosyć szybko. Przejazd przez Szczyrk dosyć szybki i bez utrudnień. Te pojawiły się w Buczkowicach gdzie na rondzie zakończyłem jazdę w niespodziewany sposób. Kilka rzeczy wydarzyło się w tym samym czasie i niestety finał był tragiczny w skutkach. Miałem ułamki sekundy na reakcje, hamować czy depnąć i wjechać na rondo. Bałem się zablokowania koła i lotu przez kierownice i dla bezpieczeństwa chciałem zmienić przełożenie aby móc dynamicznie przejechać rondo i szybko z niego zjechać, zamiast zrzucić na małą tarcze z przodu omyłkowo przytrzymałem nie ten guzik na tylnej klamkomanetce, w efekcie zablokowało mi łańcuch, próbując przekręcić korbą urwałem hak, przerzutka skasowała szprychę. Byłem mega wkurzony, dwa dni temu gleba na ścieżce nie z mojej winy, teraz uszkodzony sprzęt. Mam dużo mocy w nogach ale bez przesady, napęd od czasu do czasu szwankował ale liczyłem, że objadę ten trening po którym miałem wymienić łańcuch, koszty jakie będę musiał ponieść będą dużo większe. Na pierwszy rzut oka nie widziałem urwanej szprychy i myślałem, że skrócenie łańcucha i wyciągniecie przerzutki pomoże, kilkanaście minut walczyłem z rowerem i gdy chciałem ruszać to okazało się, że jedna szprycha jest urwana i koło nie mieści się w widelcu. Zmuszony byłem dzwonić po wóz serwisowy, tak piękny to był dzień ale zakończył się dużym pechem, nie wiem kiedy uda się naprawić usterkę i chyba w najbliższym czasie będę musiał korzystać z roweru na aluminiowej ramie.









