Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

50-100

Dystans całkowity:96036.50 km (w terenie 1710.50 km; 1.78%)
Czas w ruchu:3524:10
Średnia prędkość:26.63 km/h
Maksymalna prędkość:92.00 km/h
Suma podjazdów:1040163 m
Maks. tętno maksymalne:202 (103 %)
Maks. tętno średnie:179 (89 %)
Suma kalorii:2006710 kcal
Liczba aktywności:1405
Średnio na aktywność:68.35 km i 2h 33m
Więcej statystyk

Trening 83

Niedziela, 4 sierpnia 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 56.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:04 km/h: 27.10
Pr. maks.: 69.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 151151 ( 77%) HRavg 125( 64%)
Kalorie: 849kcal Podjazdy: 780m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Po dniu wolnym i powrocie z Zakopanego wybrałem się na spokojny trening. Na trasie oczywiście musiał znaleźć się podjazd na Przegibek. Wyjechałem przed 10 i pierwsze co zauważyłem to wiatr który dawał się we znaki. Wiało z zachodu i dlatego przejazd przez miasto był szybki i całkiem przyjemny. Ruch nie był zbyt duży i mogłem skupić się na jak najrówniejszej jeździe. Pod Przegibkiem byłem w bardzo dobrym czasie ale mocną jazdę pod górę odpuściłem. Jechałem cały czas na pograniczu 2 i 3 strefy, na trudniejszych fragmentach mocniej a na łatwiejszych słabiej. W całkiem niezłym tempie wdrapałem się na szczyt i zacząłem zjazd. Początkowo nie czułem się pewnie ale z każdym kolejnym zakrętem było coraz lepiej. Gdy wyjechałem z lasu i pokonałem techniczny fragment zjazdu to postanowiłem wykorzystać wiatr wiejący w plecy i w jak najlepszym tempie zjechać do skrzyżowania w Międzybrodziu. Udało się jechać równo i całkiem szybko co zaowocowało poprawą czasu na odcinku z Przegibka do Międzybrodzia o kilka sekund. Po skręcie w prawo dalej byłem w stanie jechać w dobrym tempie ale im bliżej Tresnej tym większy wpływ niekorzystnych podmuchów wiatru. Po wdrapaniu się na Zaporę i przejechaniu sekcji brukowej zaczęła się walka z wiatrem aż do końca treningu. Często musiałem zmieniać przełożenia aby nie jechać za mocno lub za spokojnie i tak aż do Zarzecza. Przez Łodygowice przejechałem w dosyć ślimaczym tempie, na więcej nie pozwoliły warunki, gdy zaczął się podjazd w Huciskach to postanowiłem pojechać trochę mocniej. Podjazd nie jest trudny i długi wiec szybko się skończył a później kolejny zjazd, tym razem pod silny wiatr. Przybrałem maksymalnie aerodynamiczną pozycje jaką potrafiłem i cały czas dokręcając zjechałem do Wilkowic. Ostatnie kilkanaście kilometrów było szarpanych, na podjazdach dawałem z siebie dużo a na odcinkach prowadzących w dół odpuszczałem. Po pokonaniu ostatniego podjazdu z małym finiszem na końcu odpuściłem zupełnie i na zupełnym luzie dojechałem do domu.
Fajny trening na rozkręcenie nóg po ciężkich dniach.


Informacje o podjazdach:

Trening 81

Czwartek, 1 sierpnia 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 52.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:01 km/h: 25.79
Pr. maks.: 69.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 167167 ( 85%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 978kcal Podjazdy: 1140m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Początek miesiąca nie przyniósł zmian w pogodzie, w dalszym ciągu pochmurno, niezbyt ciepło a w prognozach deszcze i burze. Ten dzień wyglądał inaczej niż poprzednie ale nie z powodu pogody. Zamiast treningu na rowerze wybraliśmy się na pieszą wędrówkę w Tatry. Gorsza pogoda spowodowała, że nie było tłumów na szlakach i można było ruszyć trochę później. Było dla mnie ważne aby być właśnie tam tego dnia niekoniecznie przy takiej pogodzie. Przynajmniej było mniej świadków. Był to moment który będę pamiętał przez całe życie. Samo wejście nie było długie a trasa wydała się łatwiejsza niż wskazywały na to drogowskazy. Niestety po wejściu na szczyt pogoda się załamała, zrobiło się zimno i szybko trzeba szybko się ewakuować. Podczas zejścia w dół zaczęło padać, z przerwami padało aż do Doliny Strążyska. Na dole zauważyłem, że na butach jest pełno błota a ubrania nie wyglądały lepiej. Zejście było bardzo trudne, na mokrych, wyślizganych kamieniach ciężko było złapać przyczepność. Ciepła herbata po zejściu ze szlaku postawiła Nas na nogi i kolejne 3 kilometry do Zakopanego były przyjemniejsze.
Po południu pogoda poprawiła się znacznie, miałem trochę wolnego czasu wiec wybrałem się na kolejną około 2 godzinną rundkę po okolicznych podjazdach. Nogi po pieszej wędrówce bolały ale żal było marnować pogody i czasu. Wydostanie się z Zakopanego było tradycyjnie kłopotliwe ale jakoś się udało. Na początek szybki ale i nieprzyjemny dojazd do Poronina wśród sporej ilości samochodów, na rondzie tym razem skręciłem w kierunku Bukowiny. Pierwsze kilka kilometrów przez Poronin wiodło lekko w górę, dopiero za skrętem na Murzasichle nachylenie wzrosło ale tak naprawdę ostatnie 2 kilometry były wymagające. Noga podawała całkiem nieźle i z dobrą mocą pokonałem końcowy fragment podjazdu i znalazłem się na rondzie w Bukowinie. Na zjeździe do Białki same spowolnienia, najpierw autobus który w końcu zjechał na pobocze a następnie traktor który udało się wyprzedzić dopiero w połowie zjazdu. Ostatnie 2 kilometry to była walka przede wszystkim z silnym wiatrem wiejącym w twarz. Próbowałem przybrać maksymalnie aerodynamiczną pozycje, zjazd był całkiem szybki jak na warunki. Za sobą miałem najłatwiejszą część trasy, czekało na mnie jeszcze ponad 30 kilometrów z trzema wymagającymi podjazdami. Na pierwszy rzut poszedł Wierch Rusiński. Podjazd którego nigdy jeszcze nie jechałem od początku do końca. Najtrudniejsze sekcje występują w pierwszej części i to tam też pojechałem najmocniej. Udało się dosyć sprawnie dojechać do wypłaszczenia przed drugą łatwiejszą częścią podjazdu. Szybko pokonałem ten odcinek i myślałem, że nie będzie większych trudności przed zjazdem do Białego Dunajca. Na trasie czekały na mnie jeszcze dwie krótkie ścianki ponad 10 procentowe i niespodzianka w postaci zamkniętej drogi w kierunku Białego Dunajca. Chcąc czy nie chcąc musiałem zjechać Ścianą Bukowina. O szybkiej jeździe nie było mowy bo przede mną było sporo samochodów których wyprzedzić się nie dało. Jakoś dotarłem do Białego Dunajca gdzie sprawnie przejechałem dwa zakręty 90 stopni i przedostałem się na drugą stronę Zakopianki gdzie zaczął się kolejny podjazd. Odcinek który pokonywałem wielokrotnie w dół ma nową nawierzchnie wiec jedzie się przyjemniej. Na początek krótka ścianka około 20 % a później zmienne nachylenie, długi odcinek prawie płaski i trochę trudniejsza końcówka. Po wjeździe na główną drogę do Zebu ciągle jest pod górę. Dalej kilka zjazdów i krótkich podjazdów przed dłuższym odcinkiem prowadzącym w dół do Nowego Bystrego. Na zjeździe nie byłem w stanie jechać szybko i dobrze technicznie ale bezpiecznie dostałem się do początku ostatniego już podjazdu pod Butorowy Wiech. Narzuciłem dosyć dobre tempo które udało mi się utrzymać aż do samego szczytu. Zjazd do Kościeliska znów niezbyt szybki i dobry technicznie. Na szczęście dojazd do Zakopanego bez spowolnień i dopiero po przejechaniu pierwszego ronda pojawiły się utrudnienia. Ostatni kilometr potraktowałem jako rozjazd.
Całkiem dobry trening, bardzo fajne podjazdy w dobrym tempie ale słabe zjazdy, jakoś nie umiałem zjeżdżać szybko a i technicznie nie wyglądało to lepiej. Idealna trasa i długość treningu przed królewskim dystansem jaki planowałem na piątek.


Informacje o podjazdach:


Trening 78

Poniedziałek, 29 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: 58.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:13 km/h: 26.17
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 22.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 142( 72%)
Kalorie: 1201kcal Podjazdy: 1300m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Wreszcie udało się wybrać na kilka dni z domu, w tym roku mam duży problem z znalezieniem czasu na dłuższe eskapady treningowe i dlatego taki kilkudniowy wyjazd nawet w niezbyt dalekie rejony jest dla mnie ważny. Nie przyjechałem tutaj wyłącznie trenować ale plan na poszczególne dni mam dosyć elastyczny i nawet w przypadku niekorzystnych prognoz pogodowych będę mógł tak zagospodarować czas aby jeździć w możliwie najlepszych warunkach. Do Zakopanego przyjechałem około 14 i przed 17 byłem gotowy do jazdy.
Na początek wybrałem klasyczną trasę Tour de Pologne którą ostatni raz kolarze pokonywali podczas wyścigu w 2016 roku. Zakwaterowanie przy głównej ulicy prowadzącej do Centrum Zakopanego ma zarówno swoje plusy jak i minusy. Jedną z wad jest bardzo duży ruch pojazdów tworzący korki. Wydostanie się z miasta w kierunku Poronina zabrało mi trochę czasu który szybko mogłem nadrobić dzięki szybkiej jeździe. Na początek czekał mnie kilkukilometrowy łagodny zjazd do Poronina, gdyby nie kilka sytuacji w których musiałem mocno hamować nadrobiłbym cały stracony czas a jazda byłaby bardzo płynna. Będąc już w Poroninie zaskoczony byłem nową organizacją ruchu i niesymetrycznym rondem na którym musiałem bardzo się skupić aby skręcić w kierunku Zębu a nie np. Bukowiny. Pierwszy podjazd powiedział mi dużo o mojej dyspozycji. Nogi nie chciały współpracować i nie wiedziałem dlaczego tak się dzieje. Mimo to starałem się jechać równo i efektywnie. Gdy dojeżdżałem do szczytu na niebie pojawiły się ciężkie ołowiane chmury które mówiły jedno – będzie padać. Zdążyłem tylko przejechać Bustryk i skręcić w Leszczyny a już kropiło. Cały zjazd był jakiś asekuracyjny, częściowo po mokrej drodze z lepszym czasem niż kilka lat temu gdy jechałem tam ostatni i raz. Po zjeździe nie padało ale miałem problem z przedostaniem się na druga stronę Zakopianki. Gdy wreszcie się udało to wypadł mi batonik i musiałem się zatrzymać. Baton od razu zjadłem i ruszyłem w kierunku słynnej ściany Bukowina w Gliczarowie. Odcinek dojazdowy pokonałem spokojnie a gdy tylko zrobiło się stromiej to zacząłem dawać z siebie więcej. Na najtrudniejszych 300 metrach zagiąłem się na maksa i generując ponad 400 Wat przez około 2 minuty poprawiłem znacznie swój czas na tym odcinku. Do najlepszych przepaść, na ten moment nie byłem w stanie dać z siebie więcej i pokonać szybciej tego odcinka. Kolejny fragment trasy był bardzo ciężki, na początek ciągłe zmiany nachylenie wymagające częstych zmian przełożeń a później, nierówny i dziurawy zjazd do Białki Tatrzańskiej. Bezpiecznie dojechałem do dolnego ronda w Bukowinie i zacząłem finałowy podjazd królewskiego etapu ostatnich edycji TDP. Początek jest wymagający a później dużo łatwiejszy odcinek aż do ronda. Skupiłem się na jeździe w 3 strefie i przez to nie jechałem tak szybko jak mogłem. Do Zakopanego chciałem wrócić przez Głodówkę i Brzeziny. Podczas wspinaczki zaczęło się robić ciemno, nie była to oznaka zbliżającego się zmroku ale armagedonu pogodowego który spotkał mnie kilkanaście minut później. Na zjeździe z Głodówki nie skupiłem się na niczym innym niż w ostatnich tygodniach. Dobra i techniczna jazda pozwoliła na szybie pokonanie zjazdu i podjazd w kierunku Brzezin zaczynałem już w lekkim deszczu. Nie zmotywowało mnie to do mocniejszej jazdy i trzymałem się tempa dobranego już na poprzednim podjeździe. Po wjeździe do Zakopanego rozlało się na dobre. Zjazd z Cyrchli przypominał rzekę, napęd zaczął pracować coraz głośniej, w butach chlupało a ciuchy były tak zanieczyszczone jakbym właśnie wyjechał z błotnistego lasu. Później czekała mnie kolejna niespodzianka. Zamknięta droga w kierunku górnego ronda w Zakopanem i musiałem skręcić w objazd albo przez Drogę do Olczy albo przez Kuźnice. Niewiele widziałem na oczy i ostatecznie odruchowo pojechałem na Kuźnice. Padało jakby mniej ale było tak mokro, że nie było żadnej różnicy. Zjazd przez miasto dosyć szybki, zatrzymać się musiałem dopiero w Centrum gdzie nie padało a drogi nie były tak mokre jak na ostatnich kliku kilometrach. Ostatnie 2 kilometry pokonałem już po zakorkowanych drogach. Dobry trening na początek kilkudniowego pobytu. Noga nie była najlepsza a ulewa na koniec spowodowała, że musiałem suszyć ciuchy i buty a także czyścić rower co spowodowało, że musiałem poświecić czas który zamierzałem zagospodarować w inny sposób.


Informacje o podjazdach:

Już pierwszego dnia pomimo nie najlepszej nogi udało się poprawić najlepsze czasy na trzech podjazdach. Jeden z wyników poprawiłem także kilka dni później i w tabeli nie jest on ujęty jako rekord. 

Trening 75

Czwartek, 25 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 86.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:04 km/h: 28.04
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 182182 ( 93%) HRavg 140( 71%)
Kalorie: 1444kcal Podjazdy: 1340m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny trening zawierał 15 minutowe powtórzenia na FTP. W tym celu pojechałem do Ustronia z myślą o trzykrotnym zaliczeniu podjazdu na moją ulubioną Równicę. Kolejny raz dobrze się rozgrzałem i dało to oczekiwany rezultat. Pierwszy podjazd zacząłem mierzyć około 300 metrów za skrzyżowaniem w Jaszowcu. Zacząłem odrobinę za mocno i musiałem zluzować. Nie byłem zadowolony z jazdy w dalszej części podjazdu ale moc wyszła dobra. Na zjeździe próbowałem ćwiczyć technikę ale żwir w kilku miejscach skutecznie mnie zniechęcił. Drugi podjazd zacząłem w innym miejscu i po 15 minutach jazdy byłem dokładnie na końcu podjazdu. Zjazd wyglądał podobnie ale pojawiły się utrudnienia, wycinka drzew w Jaszowcu spowodowała, że co jakiś czas droga była nieprzejezdna. Musiałem zawrócić dużo wcześniej i jechać mocno prawie do Skibówki. Końcówka już na oparach i od razu zjazd w dół. Rozpocząłem go bardzo dobrze a później nie wszystko wyglądało już tak dobrze. Po drodze do domu zrobiłem jeszcze kilka podjazdów na mocy progowej.



Miasto 18

Poniedziałek, 22 lipca 2019 Kategoria 50-100, b'Twin 2019, blisko domu, Miasto, Samotnie, Szosa
Km: 71.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: 1410kcal Podjazdy: 550m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 72

Czwartek, 18 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 84.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:11 km/h: 26.39
Pr. maks.: 68.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 1611kcal Podjazdy: 1500m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Po środowym lekkim treningu postanowiłem wykorzystać większą ilość wolnego czasu i pojechać na spokojną rundkę z podjazdami. Wyjechałem o podobnej porze jak w poprzednich dniach. 
Na początek tradycyjnie czekał na mnie Przegibek. Dosyć szybko dojechałem do Straconki i w dobrym tempie wjechałem na przełęcz. Jedyny problem to świeży, klejący się do opon asfalt w kilku miejscach.  Na zjeździe próbowałem ćwiczyć technikę ale nie bardzo mi to wyszło. Dużo lepiej poszedł mi łatwiejszy odcinek zjazdu w Międzybrodziu. Na takich odcinkach zwykle sobie nie radzę i tracę sporo czasu. Później starałem się jechać równym tempem i nawet mi to wychodziło. Przed kolejnym podjazdem czekał mnie jeszcze pagórkowaty odcinek wzdłuż jeziora. Skupiłem się na równym tempie bez szarpania i musiałem często zmieniać przełożenia aby utrzymać równą moc. Przed Kocierzem pojawił się krótki odcinek bez nawierzchni i ruch wahadłowy. To była dopiero przymiarka do tego co czeka mnie na podjeździe. Do łatania dziur wykorzystano bardzo popularną metodę lepikowania i wysypywania na wierzchnią warstwę drobnych kamyczków. Kamyki były wszędzie, przeszkadzały nawet w wolnej jeździe pod górę. Czystsza droga pojawiła się dopiero w drugiej części podjazdu. Na zjeździe chciałem poćwiczyć technikę i początek wyglądał nieźle, idealnie i dosyć szybko wchodziłem  w zakręty, dalej już pojawiły się schody a później także samochody i nie mogę być zadowolony z tego zjazdu. Krótki, stromy podjazd w Targanicach wjechałem bardzo wolno, by jechać wolniej musiałbym wyjść ze strefy komfortu jeżeli chodzi o kadencje. Zjazd do Porąbki również nie należał do najszybszych i najlepszych w moim wykonaniu. W dobrym tempie wjechałem na Przegibek a na zjeździe znowu w jednym miejscu musiałem hamować bo pojawił się samochód na poboczu a drugi moment w którym zwykle nie radziłem sobie najlepiej tym razem wyglądał lepiej. W sumie bardzo szybko zjechałem z przeleczy, około 10 sekund dłużej zjeżdżałem niż podczas najlepszego zjazdu. Przez Bielsko przejechałem sprawnie i wykorzystując wolny czas stanąłem jeszcze w bufecie na uzupełnienie płynów. 
Dawno nie miałem czasu na dłuższy trening po pracy. Tym razem się udało pojeździć aż 3 i pół godziny. Trening był taki jak lubię najbardziej, kilka podjazdów w spokojnym tempie i próba technicznych zjazdów które wyglądają coraz lepiej. W tym elemencie zrobiłem duży krok do przodu w tym roku i bardzo się z tego cieszę. 

Trening 71

Środa, 17 lipca 2019 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 58.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:52 km/h: 31.07
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 150150 ( 76%) HRavg 130( 66%)
Kalorie: 1143kcal Podjazdy: 300m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy od jakiegoś czasu trening na bardziej płaskiej trasie. Żeby nie było tak łatwo to cały czas towarzyszył mi dający w kość wiatr. Zdecydowałem się na wyjazd zaraz po pracy i dzięki temu już o 15:30 siedziałem na rowerze. Pierwsze utrudnienia pojawiły się już w Jasienicy gdzie na zakorkowanym węźle przy MC Donaldzie straciłem trochę czasu. Właściwy trening mogłem zacząć dopiero po przejechaniu problematycznego odcinka. Starałem się jechać z równą mocą i pagórkowaty odcinek w Rudzicy przystopował mnie dosyć mocno. Na zjeździe nie  byłem w stanie jechać mocno i równą prace zacząłem dopiero w Landeku. Silny wiatr w twarz nie przeszkadzał mi tak bardzo, noga podawała całkiem dobrze i dlatego przyjemność z jazdy była większa. Odcinek z przejazdami kolejowymi i zwężeniami przejechałem bez postojów a schody zaczęły się za Strumieniem gdy okazało się, ze wiatr zmienił kierunek i zamiast wiać w plecy to był boczny. W żaden sposób nie zdemotywowało mnie to do dalszej jazdy. Siłę wiatru odczułem dopiero w Łące gdzie by jechać z odpowiednią mocą musiałem jechać ponad 40 km/h. Niestety w Goczałkowicach znowu musiałem się zatrzymać. Straciłem tam trochę czasu ale za to Zapora była prawie pusta i mogłem bez problemów dostać się do Zabrzega. Warunki pozwoliły na szybką jazdę aż do Mazańcowic gdzie pojawił się podjazd. Przed Bielskiem stopniowo zmniejszałem tempo a ostatni kilometr przejechałem już na luzie. Fajny, szybki trening był idealną odskocznią od ciężkich sesji treningowych z podjazdami w roli głównej.       

Rozjazd 17

Wtorek, 9 lipca 2019 Kategoria 50-100, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: 32.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:29 km/h: 21.57
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: 135135 ( 69%) HRavg 102( 52%)
Kalorie: 396kcal Podjazdy: 500m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Drugi luźny wyjazd w tym tygodniu. Tym razem już trudniejsza trasa z Przegibkiem po drodze. Przez miasto głównie ścieżkami rowerowymi a sam podjazd wjechałem na zupełnym luzie. Było chłodno i po raz pierwszy od dawna użyłem rękawków i kamizelki. Niestety był to ostatni wyjazd przed TRR. Przyplątało się do mnie jakieś przeziębienie i nie chce puścić. Zmienna pogoda zrobiła swoje.


Pętla Beskidzka 2019

Sobota, 6 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019, Wyścig, Zawody 2019
Km: 91.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:12 km/h: 28.44
Pr. maks.: 86.00 Temperatura: 24.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 167( 85%)
Kalorie: 2088kcal Podjazdy: 2170m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Połowa sezonu już za nami a wiec przyszedł czas na Pętlę Beskidzką – kultowy już wyścig znajdujący stałe miejsce w moim kalendarzu startów. Miał to być ostatni sprawdzian przed Tatrą Road Race i dlatego chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. W ostatnim tygodniu przed startem pojawiło się sporo dodatkowych problemów, m.in. zamknięcie kolejnych dróg i wprowadzenie dodatkowych odcinków z ruchem wahadłowym wpłynęło na ostateczną długość przebieg trasy. W tym roku najdłuższy dystans liczył 92 kilometry z sumą przewyższeń prawie 2200 metrów. Z jednej strony idealna trasa na sprawdzenie nogi a z drugiej nastawiałem się na dłuższe dystanse i takie 90 kilometrów w dobrym tempie jechałem po raz ostatni w zeszłym sezonie.
Przed startem przespałem całą noc a w poprzedzającym wyścig tygodniu regularnie się nawadniałem. Myślałem, że wszystko zrobiłem dobrze i w dzień startu popełniłem jeden błąd. Zjadłem bardzo syte śniadanie około 3,5 godziny przed startem a później tylko banana i batona a powinienem coś konkretniejszego. Rozgrzewka była dosyć dobra i z wyprzedzeniem zjawiłem się w sektorze startowym. Stanąłem w miejscu które było określone jako pierwsza linia startu, później jednak zjawili się czołowi zawodnicy i stanęli z przodu a cześć także poza wyznaczonym miejscem. Na starcie pojawili się także mocni zawodnicy bez numerów co już zmniejszyło moją chęć do ścigania.
Gdy nadeszła godzina startu to zrobił się straszny ścisk. Nie umiałem ruszyć normalnie i już kilka miejsc w plecy, później zaczęli mnie wyprzedzać zawodnicy i z bardzo dobrej pozycji na starcie zrobiła się średnia przed podjazdem na Zameczek. Już wtedy pomimo umiarkowanie mocnego tempa zaczynały się robić dziury, nie wiem czego niektórzy oczekiwali stając z przodu i zdając sobie sprawę, że tempa czołówki i tak nie utrzymają a mogą innym rozwalić wyścig. Zamiast jechać spokojnie w zwartej grupie już musiałem gonić odjeżdżającą czołówkę. Selekcja trwała cały czas i tego przeciskania się i jazdy slalomem pomiędzy innymi zawodnikami było sporo. Były momenty, że się nie dało i za górną bramą gdy czołówka podkręciła tempo miałem już starte i nie byłem w stanie odpowiedzieć na atak. Jechałem cały czas bardzo mocno, niemal na maksa ale to nic nie dało. Łapałem pojedyncze osoby, kilku było w zasięgu ale czołówki nie było widać. Dla mnie wyścig się skończył i zaczęła walka o złapanie się do jakiejś dobrej grupy która ścigać się będzie już nie o podium a o miejsce w 2 czy 3 dziesiątce OPEN. Z jednej strony byłem zadowolony, dawno nie pojechałem tak mocno pierwszego podjazdu na wyścigu a z drugiej byłem zrezygnowany, że tak szybko musiałem pożegnać się z czołówką. Kończąc Zameczek miałem już 30 sekund w plecy, w niedalekiej odległości widziałem przed sobą kilku zawodników, za moimi plecami też było parę osób wiec była szansa na stworzenie dosyć licznej grupy. Nie odpuściłem nawet na moment, praktycznie sam dociągnąłem do dwójki zawodników a na bardzo szybki, niebezpiecznym i pełnym różnych sytuacji zjeździe ze Stecówki dojechali kolejni. Zjechałem całkiem dobrze chociaż miałem spore problemy aby utrzymać tempo towarzyszy i w Zaolziu zjechaliśmy się w jedną grupę. Byłem już zmęczony, zdecydowanie za mocno pojechałem pierwsze 10 kilometrów a moc znormalizowana ponad 300 Wat potwierdziła tylko jak musiałem się namęczyć aby znaleźć się w tym miejscu. Skupiłem się na utrzymaniu koła grupy i do Koczego Zamku nie dawałem zmian. Tam powinienem spróbować nadawać tempo grupie ale nie byłem w stanie. Przy okazji złapaliśmy jeszcze jedną osobę która już odpadła od wcześniejszej grupy. Przez ten chaos na Zameczku nawet nie wiedziałem ile rzeczywiście osób jedzie z przodu ale nie miałem ani czasu ani ochoty aby o tym myśleć. Jakoś przetrwałem do końca podjazdu i liczyłem na chwile wytchnienia na zjeździe. Zaczynając go z tyłu bałem się, że odpadnę od grupy i już jej nie dogonię. Niestety moje przypuszczenia okazały się słuszne, ku mojemu zdziwieniu nie byłem najsłabszy na zjazdach w tej grupie i pomimo tego, że zjechałem jako ostatni to miałem przed sobą dwójkę zawodników. Początkowo jechaliśmy po zmianach, starałem się jechać bardzo mocno i w pewnym momencie zauważyłem, że zaczynamy się zbliżać do grupy. Po jednej ze zmian zluzowałem na moment i nie złapałem koła i dwójka odskoczyła na kilkanaście metrów. Przewaga trochę wzrosła i gdy zaczął się krótki ale stromy podjazd to grupa zwolniła. Jeden zawodnik zdołał doskoczyć do reszty a ja wciąż miałem stratę. W tym momencie dalej moc znormalizowana była bliska 300 Wat a w nogach już ponad 20 kilometrów. Zjadłem żela i zagiąłem się aby spróbować jeszcze dołączyć. Tempo w grupie było mocne bo dwie lub trzy osoby odpadły a ja wciąż miałem grupę w zasięgu. Po łatwiejszym fragmencie z krótkim zjazdem zaczął się około 500 metrowy podjazd z nachyleniem przekraczającym miejscami 10 %. Zrzuciłem ząbek niżej i zdołałem dojechać do grupy. Odpocząłem trochę na kole grupy i na zjeździe odpiął mi się czujnik od miernika mocy. Na początku nie wiedziałem co to jest ale gdy skręciliśmy na krótki ale stromy podjazd w Suchem to się zorientowałem. Trzymałem się z tyłu i gdy tylko się wypłaszczyło to naprawiłem usterkę. Oczywiście straciłem kilkanaście metrów i musiałem znowu gonić. Udało się dopiero na końcu zjazdu przed rondem i na podjeździe przesunąłem się do środka. Gdy tylko skręciliśmy w kierunku Jaworzynki to wyszedłem na zmianę. Jechało się dobrze, dosyć szybko i mocno. Powoli zaczynałem dochodzić do siebie po zbyt mocnym początku i tych wszystkich pogoniach po zjazdach czy problemach z utrzymaniem koła. Z przodu trzymałem się do początku zjazdu i wtedy prawie wszyscy mnie wyprzedzili. Wiedziałem, że niedługo zacznie się podjazd i nawet gdy starce kilka metrów to powinienem doskoczyć na stromiźnie. Na szczęście nie byłem ostatni i podjazd na WyrchCzadeczkę wjechałem w grupce. Na wypłaszczeniu dałem krótką zmianę a na zjeździe nie czułem się zbyt pewnie i ponownie straciłem dystans. Dołączyłem dopiero na początku kolejnego podjazdu w kierunku Istebnej. Do bufetu trzymałem się z tyłu, wymieniłem bidon na pełny i zacząłem przesuwać się do przodu. Na główną wjechałem już na dobrej pozycji i starałem się ją utrzymać do początku podjazdu na Ochodzitą. Pagórkowaty odcinek do Koniakowa przejechałem z przodu a gdy tylko droga zaczęła się wznosić do góry to wyszedłem na czoło i dyktowałem tempo aż do końca podjazdu. Tempo było mocne ale z rezerwami, wystarczyło to jednak aby rozciągnąć stawkę, nie wiem czy wszyscy się utrzymali bo wolałem skupić się na zjeździe. Tym razem lepiej poszedł ale i tak musiałem hamować bo nie wszyscy jechali całkiem pewnie. Przez Kamesznice współpracy nie było wcale, kto mocniej pociągnął to odjeżdżał. Ja dobrze 2 kilometry jechałem około 30 metrów przed grupą. Na podjeździe wzdłuż ekspresówki sam prowadziłem grupę, na zjeździe odpuściłem i stromy podjazd w Suchem znowu jechałem na końcu. Na zjeździe tym razem bez gonienia innych i na zmianę wyszedłem przed skrętem w kierunku Jaworzynki. Po kilkuset metrach gdy schodziłem ze zmiany to na czoło wyszedł Przemek Szlagor i zaczynał zyskiwać przewagę. Ja nie miałem ochoty go gonić a inni tez najwidoczniej nie chcieli a przy dobrej współpracy na pewno odjazd by nie wyszedł. Gdy zaczął się zjazd popełniłem błąd przy zmianie przełożeń i spadł mi łańcuch, szybko udało się wrzucić go spowrotem na blat bez zatrzymywania się. Do mety pozostało niecałe 20 kilometrów, w kieszeni powinienem mieć jeszcze dwa żele a tam był tylko jeden. No cóż, wziąłem tego ostatniego żela z myślą, że na tym dojadę do mety. Na zjeździe poprzedzającym podjazd do bufetu jeden z zawodników prawie wypadł z trasy. Jechałem bezpośrednio za nim i musiałem mocno hamować, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dalsza część zjazdu była już zachowawcza. Na podjeździe w kierunku bufetu i głównej drogi w Istebnej zrobiła się delikatna selekcja. Ja wjechałem z przodu i dzięki temu mogłem kontrolować to co się dzieje. Jeden z zawodników odpadł, zostało nas 8 osób. Na interwałowym odcinku do Jaworzynki zrobiła się kolejna selekcja, trzech zawodników odjechało na zjeździe a gonitwa jakoś nie przynosiła rezultatów lub nie każdy jechał na tyle mocno aby dojechać do uciekinierów na podjeździe za granicą. Zostało nas 5 i w takim składzie wjechaliśmy spowrotem do Polski. Wśród 4 osób które mi towarzyszyły były aż dwie z mojej kategorii wiekowej. Niestety zaczynałem czuć, że zbliżają się skurcze, brakło tego jednego żela oraz chyba większej ilości picia na trasie. Sięgnąłem po magnes który wziąłem na wszelki wypadek. Gdy go skończyłem to jadącego przede mną Mateusza Kwiatkowskiego zaatakowały skurcze. Pewnie więcej osób miało ten sam problem. Mimo faktu, że byłem już ujechany i świadomy tego, że magnes może nie pomóc starałem się trzymać w grupce. Po kilku minutach strzelił jeden zawodnik z mojej kategorii wiekowej i zostało nas trzech. Wiedziałem, że chcąc wjechać ostatni podjazd w jakimś rozsądnym tempie to muszę trochę zwolnić i oszczędzić trochę sił. Tak też zrobiłem, dwójka odjechała ale chwile później już każdy jechał sam. Sądziłem, że na koniec jest trudniejsza wersja podjazdu na Olecki. Była ta łatwiejsza i dzięki temu nie straciłem tyle na samym podjeździe. Podjazd zacząłem około minutę za Kubą i 30 sekund za Pawłem. Zmotywowałem się aby dać z siebie więcej i cisnąłem ile mogłem w kierunku mety. Udało się odrobić jedną pozycję, na ostatnich ściankach dałem z siebie już maksimum i nie odpuściłem aż do mety. Zdecydowałem się na finisz, nie łatwo się ściga z samym sobą i nie byłem w stanie wycisnąć z siebie więcej niż 650 Wat. Byłem pewien, że jestem 6 w kategorii A i zapewne w 3 dziesiątce OPEN. Nim sprawdziłem wyniki to zdążyłem lekko rozjechać nogi i zjeść sporo kawałków arbuza. Ostatecznie sklasyfikowano mnie jako 15 zawodnika całego wyścigu. Całkiem nieźle biorąc pod uwagę przebieg całej rywalizacji oraz moje tego sezonowe osiągnięcia. Przez większą cześć wyścigu pozostawałem w grze o pierwszą 10 OPEN co do tej pory zdarzało mi się bardzo rzadko a najczęściej kończyło już w pierwszej połowie wyścigu. Do najlepszych straciłem prawie 20 minut co mówi tylko o tym ile mnie jeszcze pracy czeka aby wskoczyć poziom wyżej. Jest to trzeci wyścig ze startu wspólnego który kończę na 15 miejscu OPEN. Poprzednio mi się to zdarzyło w 2014 roku w Toruniu gdy klasyfikowany byłem jeszcze w kategorii H a wyścig ukończyło zaledwie 25 osób oraz w 2018 roku w Ujsołach gdy dojechałem w czołówce w słabiej obsadzonym i rozgrywanym na dużo łatwiejszej trasie wyścigu w którym o zajętym miejscu decydował finisz około 20 osobowej grupy.
Wynik z Pętli Beskidzkiej oceniam jako największy sukces jeżeli chodzi o moje starty w wyścigach. Praktycznie przez cały wyścig jechałem maksymalnie w 10 osobowej grupie bez pomocy osób bez numerów, pokonałem całą bardzo trudną trasę w dobrym tempie, z problemami które nie miały dużego wpływu na wynik. Na słabiej obsadzonym krótszym dystansie z taką jazdą zmieściłbym się w 10 OPEN i być może na podium w kategorii. Lepszej możliwości sprawdzenia swojej formy nie było.
Popełniłem kilka błędów, dużo ryzykowałem ale się opłaciło, wycisnąłem z siebie tego dnia bardzo dużo i na mecie czułem zmęczenie. Nigdy tak mocno nie pojechałem żadnego początku wyścigu, płaciłem za to przez pierwszą godzinę wyścigu. Za mało zjadłem przed startem a na trasie o jeden żel za mało, ten którego nie umiałem znaleźć a był w innej kieszeni niż pozostałe. Zbyt mało piłem co doprowadziło do stanu przed skurczowego i chyba zbyt dużo czasu spędzałem na zmianach. Inną sprawą jest, że po mocnym początku nie byłem w stanie generować na podjazdach więcej niż 300 Wat w dłuższym czasie. W każdym z tych elementów są jakieś rezerwy do wykorzystania. Może by to nie dało zbyt wiele ale przynajmniej wiem jak lepiej przygotować się do startu przed Tatra Road Race.
Po wyścigu zjechałem do Wisły i dosyć sprawnie przejechałem remontowany odcinek i około 15:30 byłem już w domu. Później równie przyjemna część soboty która mogła trochę zaburzyć regeneracje przed niedzielną czasówką.



 

Trening 70

Środa, 3 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019, w grupie, avg>30km\h
Km: 90.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:43 km/h: 33.13
Pr. maks.: 68.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 180180 ( 92%) HRavg 144( 73%)
Kalorie: 1475kcal Podjazdy: 770m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni trening przed Pętlą Beskidzką. Tym razem udało się wygospodarować więcej czasu i trening podzieliłem na dwie części. Pierwsza miała być seria powtórzeń w 7 strefie mocy a drugą mocne rundy z TwomarkSport. Wyjeżdżając z domu czułem się nieźle, noga całkiem dobrze podawała. Gdy przyszło do powtórzeń to zaczęły się schody. Postanowiłem zrealizować trening w Dolinie Wapienicy. Na początek źle dobrałem odcinek testowy i zacząłem zdecydowanie zbyt późno. Po pierwszym sprincie i odpowiedniej przerwie drugi zryw był fatalny. Nie udało się wytrzymać 30 sekund a wpływ na to miał zbyt duży ruch pieszych w Dolinie. Zrezygnowałem z dalszych powtórzeń ale gdy wjechałem na ostatni asfaltowy fragment to zrobiłem jednak dwa kolejne, ale nie za dobre sprinty. Po spokojnym zjeździe w dół ostatnie dwa powtórzenia zrobiłem na ulicy Dębowiec. Podsumowując ten trening to nie był to zbyt dobry dzień na tak mocne akcenty. Miałem problem z utrzymaniem mocy powyżej 500 Wat co później miało swoje skutki na treningu z Twomark. Po zjeździe do Wapienicy sporo czasu straciłem na przedostanie się przez rozkopane skrzyżowanie.
Na treningu zjawiło się dosyć dużo osób ale tych najsilniejszych nie było tak dużo. To dawało mi jakieś szanse na dłuższe utrzymanie w czołówce. Tym razem już od początku trzymałem się bliżej przodu i przy spokojnej jeździe nie miałem problemów z utrzymaniem dobrej pozycji. Schody zaczęły się gdy przed Rudzicą tempo wzrosło, nie czułem się zbyt pewnie w dużej grupce i trzymałem się bardziej z nawietrznej strony przez co traciłem niepotrzebnie siły. Na podjazdach zbliżyłem się do przodu i na rundę wjechałem jako jeden z pierwszych. Na zjeździe oczywiście straciłem i znalazłem się w drugiej części rozciągniętej grupy. Po skręcie w prawo na Bronów poszło tempo i zaczęło się wszystko rwać. W końcu zrobiła się dosyć duża dziura i zdecydowałem się na próbę przeskoczenia do około 10 osobowej czołówki. Goniłem około kilometra generując około 400 Wat i po skręcie w kierunku Międzyrzecza dołączyłem do czołówki. Było nas ponad 10 osób i w takim składzie dojechaliśmy do podjazdu. Pomimo długiej gonitwy znalazłem siły na zmianę. Bezpiecznie przejechaliśmy zwężenie z sygnalizacją świetlną i gdy tylko zaczął się podjazd to znowu wszystko się porozrywało. Miałem problemy z jazdą powyżej 500 Wat i trochę straciłem. Po wypłaszczeniu zebraliśmy się w 3 i dołączyliśmy do najlepszej trójki. Po zmianach dotarliśmy do ronda i kolejna runda. Wtedy też zaczęły się schody, źle się czułem w grupie i sporo sił traciłem na próbach utrzymania koła, mimo wszystko dawałem tak samo długie i mocne zmiany jak reszta. Na podjeździe znowu trójka odjechała a nas zostało dwóch i znowu po kilkuset metrach pogoni dojechaliśmy do czołówki. Na trzeciej rundzie odpadły dwie osoby a moja jazda wyglądała nieco lepiej. To co najważniejsze wydarzyło się przed wjazdem na ostatnią rundę. Na podjeździe swobodnie odjechał Janek i utrzymywał przewagę do końca rundy. Na rondzie mieliśmy około 5 sekund starty i wtedy pojawiło się kilku zawodników którzy wcześniej nie jechali. Odskoczyli nam na zjeździe i ciężko było myśleć o pogoni. Około 200 metrów przewagi było nie do odrobienia. W pewnym momencie odpuściłem ale mój towarzysz dzielnie walczył i postanowiłem mu pomóc i znowu zacząłem mocniej pracować. Z czołówki odpadł jeden zawodnik i dołączył do nas. Na bardzo nierównym odcinku przed Międzyrzeczem pękło mi mocowanie licznika. Zdążyłem tylko wypiąć licznik i schować do kieszeni. Ostatnie 5 kilometrów jechałem bez patrzenia na dane ale i bez żadnej kalkulacji. Na zwężeniu trafiliśmy na zielone światło a czołówka zapewne miała czerwone a co za tym idzie gorsze warunki przejazdu i wtedy pojawiła się nadzieja na odrobienie strat. Na podjeździe zostałem sam i zacząłem się zbliżać do dwójki która odpadła od najlepszych. Ostatnie 2 kilometry przejechaliśmy razem i ku mojemu zdziwieniu koledzy również dawali zmiany i do końca przewaga malała i zabrakło bardzo niewiele. Jest to pierwszy od ponad dwóch lat trening grupowy na którym praktycznie do końca utrzymywałem się w czołówce. Najczęściej pękałem po pierwszym zjeździe lub jednej czy dwóch rundach. Zaskoczony byłem swoją mocą a także sposobem w jaki zdołałem dołączyć do czołówki i przy tej ilości sił straconych na niewłaściwej jeździe w grupie bardzo mnie to podbudowało przed najbliższymi wyścigami.
Potrzebowałem takiego sprawdzenia się w warunkach wyścigowych co tylko potwierdziło moją obecną formę i było zwieńczeniem długiego i intensywnego okresu przygotowań do TRR.





kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum