Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

50-100

Dystans całkowity:96036.50 km (w terenie 1710.50 km; 1.78%)
Czas w ruchu:3524:10
Średnia prędkość:26.63 km/h
Maksymalna prędkość:92.00 km/h
Suma podjazdów:1040163 m
Maks. tętno maksymalne:202 (103 %)
Maks. tętno średnie:179 (89 %)
Suma kalorii:2006710 kcal
Liczba aktywności:1405
Średnio na aktywność:68.35 km i 2h 33m
Więcej statystyk

Dojazd, rozgrzewka, rozjazd i powrót

Niedziela, 25 września 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 57.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:25 km/h: 23.59
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: 1130kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Puchar Równicy 2016

Sobota, 24 września 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, w grupie, Wyścig
Km: 51.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:05 km/h: 24.48
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 161( 82%)
Kalorie: 1894kcal Podjazdy: 1500m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni wyścig w tym sezonie, jak to można nazwać wogóle wyścigiem, na trasie panował  starszny haos, nikt nie wiedział gdzie ma jechać, zabezpieczenie też nie było dobre jak na krótką rundę, cwanictwo też jakby się powiększa i jakby nie patrzeć to 70% zawodników powinna zostać zdyskwalifikowana za jazdę po chodniku, przepisy ruchu drogowego zakazują jazdy rowerem po chodniku, chyba, że występują sytuacje wyjątkowe, a takich dzisiaj nie było, z tego powodu się śmiano ze mnie na mecie, że jak głupek jechałem po kostce brukowej a nie po chodniku, albo jeżdżę zgodnie z regulaminem i przepisami albo nie jeżdżę wcale. Po tym wyścigu a konkretnie po kilku głupich komentarzach osób których uważałem za sprzymierzeńców odechciało mi się ścigania, jeżeli to tak ma wyglądać to ja nie widzę w tym sensu, nie wyszedł mi dzisiejszy wyścig ale ja się nie poddaję i jeszcze kiedyś może takie osoby odszczekają swoje i zobaczymy kto jest lepszy.
Do Ustronia przyjechałem z Bartkiem z Jaworza który debiutował w wyścigu i sam mówił, że to chyba jego pierwszy i ostatni raz. Na miejscu byliśmy tuż po 8, na początek do biura załatwić formalności, później przygotowanie i na rozgrzewkę. Zrobiłem długą rozgrzewkę i po 9, wróciłem do biura zawodów na herbatę bo było mi zimno. Później pojechałem poszukać kogoś z JAS-KÓŁEK, bo jeszcze nikogo nie spotkałem i po krótkim postoju pojechałem jeszcze na krótką pętlę i ustawiłem się na starcie, miałem dobrą pozycję, ale okazało się, że już tradycyjnie na Road Maraton cwaniaki ustawiły się poza sektorem i miały lepszą pozycję startową niż osoby które musiały stać i marznąć w sektorze. Po starcie tradycyjnie nerwówka i dwa razy prawie leżałem i przez długi czas jechałem pomiędzy dwoma kolarzami i nie mogłem nawet drgnąć kierownicą by się nie wysypać. Na dojeździe do podjazdu na Równicę straciłem sporo pozycji i byłem ostatni z JAS-KÓŁEK a za mną było około 50 osób, w sektorze przede mną było 30, po starcie już 70 i straciłem sporo na początkowych kilometrach. Kiedy zaczął się podjazd na Równicę to zacząłem stopniowo nadrabiać pozycje, jechało się o dziwo bardzo dobrze a tętno nie było wcale takie wysokie i jadąc równo cały czas nadrobiłem sporo i kiedy znalazłem się w grupie z którą jechałem na Road Trophy to trochę odpuściłem ale i tak im odjechałem i na nawrót wjechałem w trzeciej grupce, m.in. z Jankiem Grzempą i Mirkiem Sólnicą, po nawrocie lekko odstałem i musiałem gonić, na początku zjazdu ktoś wyleciał z drogi i musiałem sporo zwolnić by go minąć, wyprzedziło mnie kilka osób a później znowu ktoś się wlekł i musiałem hamować i dopiero w połowie zjazdu go wyprzedziłem a w tym czasie miałem już nma kole dużą grupę i na zjeździe do Jaszowca jechałem cały czas z nimi ale na podjeździe stało się coś co spowodowało, że już mi się odechciało ścigania, wszyscy skręcili na chodnik, kilku pieszych szło i ledwo zdążyli uciec by nie zostać potrąconym. Szkoda, że nie mam kamery bo gdybym to nagrał to byłby to fajny materiał dowodowy na permanentne łamanie przepisów, ten manewr spowodował, że straciłem sporo do tej grupy i musiałem jechać samotnie dalej. Na drugim okrążeniu lekko tracę a dodatkowo łapie mnie sporo osób w tym jedna JAS-KÓŁKA i wszyscy skręcają na chodnik, ja jadę swoje i nie kombinując jadę cały kilometrowy odcinek po kostce na końcu której będąc w grupce, część osób przez pomyłkę pojechała na trzecią rundę, ja się w porę kapnąłem i skręciłem w lewo, na tym zawahaniu znowu straciłem kilka pozycji. Nogi dalej podawły ale tempo na zjeździe to paranoja, jadąc prawie 70km/h nie potrafiłem złapać koła grupki i później po zakręcie jakoś cudem dospawałem i w tej grupie jechałem prawie 3 okrążenia. Okrążenie krótkie i dla mnie bardzo nieciekawe, niebezpieczny zjazd i znak stop na którym ledwo się utrzymałem bo kierowca nie patrzył wogóle na kolarzy i jechał, dobrze, że za mną nikogo nie było bo cudem się zmieściłem. Przez dwie rundy nic szczególnego się nie działo, jedynie nie miałem za bardzo kiedy jeść i jadłem mało i to pewnie była jedna z przyczyn tego nagłego zasłabnięcia. Na początku trzeciego okrążenia zjechały się dwie grupy i część była słabsza, na zjeździe w boczną uliczkę o mało co nie leżałem, jadący bez numeru Przemek Szlagor wyprzedził mnie zaraz przed zakrętem i tak skręcił, że prawie zahaczyłem o jego tylne koło. Po zjeździe zostałem z tyłu i okazało się, że zrobiła się luka i grupa z którą jechałem jest z przodu i próbując ich gonić tylko się zajechałem. Na podjeździe zdublowałem kilka osób w tym jednego z Road Maraton Team i dwie JAS-KÓŁKI, grupy już nie dogoniłem i czułem, że będzie dalej ciężko jechać tym tempem i zacząłem odpuszczać. Dwie ostatnie rundy już przejechałem niby spokojniej ale sił  już nie było i cierpiałem.  Przed Równicą wyprzedził mnie Marek i widząc jak on jedzie wiedziłem, że na podjeździe stracę wiele minut. Do kostki brukowej jakoś dojechałem, w połowie odcinka bruku musiałem stanąć, na chwilę straciłem obraz przed oczami i miałem chwilę zwątpienia, biłem się z myślami, zwrócić czy jechać dalej. Pojechałem i jadąć bardzo wolno(był to jeden z wolniejszych moich wjazdów na Równicę) dokulałem się do mety. Po drodze wyprzedziło mnie jakieś 30 osób w tym kilka JAS-KÓŁEK. Gdybym nie jeździł w JAS-KÓŁKACH to bym nie ukończył tego wyścigu. Zrobiłem to dla drużyny.
Na mecie długo dochodziłem do siebie i już sobie postanowiłem, że muszę się wsiąść za siebie i coś zrobić ze sobą, muszę przyznać, że ostatnio się trochę zaniedbałem, nie tylko treningi ale także odżywianie i odpoczynek i dobrze, że tak się to skończyło, zawsze mogłoby być gorzej. Na mecie nasłuchałem się sporo uwag na swój temat, mam to w nosie co mówią inni, jeżdżę głównie dla siebie i ja wiem co mogę w danym momencie a nie inni, zawodowcem już nie będę, wiele osób zachowuje się jak zawodowcy, z tym już nic nie zrobię, różni są ludzie. Z jednym tylko mogę się zgodzić, że nudne robi się to, że każdy wyścig wygrywa ta sama osoba. 
W przyszłym sezonie chyba sobie odpuszczę ściganie, przestało mi się podobać a także mnie bawić, szkoda zdrowia, nerwów i pieniędzy, są inne, piękniejsze dziedziny kolarstwa i może przerzucę się na turystykę i zacznę jeździć długie dystanse. 
Jutro chyba tylko przejadę czasówkę, wątpię, że będę miał siły walczyć, jestem w dołku formy i się do tego przyznaję a nie szukam wymówek. 
https://www.strava.com/activities/723255247

XIII Rajd na Równicę

Niedziela, 11 września 2016 Kategoria w grupie, Trening 2016, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: 66.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:34 km/h: 25.71
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 198198 (101%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny Rajd z metą na Równicy. Na starcie stanęło ponad 30 osób, w tym kilku mocnych zawodników. Po ostatnich przygodach jeszcze nie doszedłem do siebie, rower też nie działa jak należy. Zrobiłem wszystko by być w najlepszej możliwej dyspozycji, nie do końca to wyszło i trochę mnie jeszcze bolą kości po upadku. 
Do Skoczowa dojechałem spokojnie, od Skoczowa w jednej z dwóch grup do Ustronia także dosyć spokojnym tempem i pod Równicą chwila przerwy, zdjęcia i na start. 
Po starcie lekko zaspałem i zanim się wpiąłem i ruszyłem to czołówka już była na końcu mostu, planowałem jechać równym tempem i nie mogłem przedostać się do przodu. Po kilkuset metrach dojechałem do Grzesia i jechałem z nim aż do momentu gdy dojechałem do czołówki przed kostką brukową. Na kostce pierwsze mocniejsze przyśpieszenie i udało się tylko zmęczyć rywali, przewaga nie była duża ale stopniowo się powiększała. W połowie podjazdu wrzuciłem na blat i już nie kalkulowałem, mocne tempo udało się utrzymać do ostatniej prostej przed metą, tam nie trochę brakło, czas wyszedł dobry, jak na moje obecne możliwości. Najważniejsze, że nie było na mnie mocnych pomimo problemów ze sprzętem i zdrowiem. Na szczycie po dojechaniu wszystkich udaliśmy się na poczęstunek do schroniska. 
Mogłem wracać przez Salmopol, ale nie chciałem ryzykować i wróciłem z grupą do Skoczowa. Tempo było początkowo znośne ale później kilka gwiazdorów wyrwało do przodu i zrobiły się dwie grupy. Ja byłem w tej słabszej i w Skoczowie się odłączyłem i wróciłem do domu z kilkoma mocniejszymi akcentami.
https://www.strava.com/activities/708089918

Trening 87

Środa, 7 września 2016 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2016
Km: 53.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:37 km/h: 32.78
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 1461kcal Podjazdy: 400m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Spokojny wieczorny trening z jednym mocniejszym akcentem. Noga podawała pomimo zmęczenia i ogólnego braku chęci do jazdy. Wiatr był dzisiaj nieodczuwalny i jechałem cały czas równo. W Skoczowie dojechał do mnie jakiś kolarz i od razu zaczął opowiadać o tym jaki jest mocny i czego on to nie potrafi, doczepił się nawet do tego, że jak mogę być kolarzem skoro nie golę nóg, nie mogłem go dłużej słuchać i przyśpieszyłem, został od razu z tyłu a na podjeździe w Pogórzu jeszcze poprawiłem i już go nie widziałem. Za Pogórzem musiałem włączyć światła i pomimo ich posiadania i tak miałem pecha. Jakieś 2 kilometry przed domem zostałem znowu potrącony przez samochód, jakiś burak w samochodzie wyjeżdżał z parkingu i uderzył w mój rower, za mną był sznurek aut i nie wiem czy on wogóle coś widział, już za samą jazdę bez świateł oraz z telefonem w ręku powinien dostać solidny mandat. Gość od razu odjechał, ja się pozbierałem, na szczęście potargałem tylko strój i porysowałem solidnie rower, telefon też narazie nie działa, ale nie mam żadnych szlifów i rower też działa bez większych zarzutów. Po zdarzeniu wróciłem do domu, zobaczę czy jutro mnie nie zacznie coś boleć, jeżeli nie to jutro może pojadę na Równicę.

Trening 84

Sobota, 27 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2016, w grupie
Km: 96.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:30 km/h: 27.43
Pr. maks.: 70.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 173173 ( 88%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 2700kcal Podjazdy: 1470m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Trening w grupie, niestety z awarią i przez to nie pojechałem dobrze Tokarni ale dobrze, że stało się to na treningu a nie na żadnym maratonie czy wyścigu. Do Skoczowa dojechałem spokojnie a później już w grupie po zmianach do Ustronia. Pierwszy podjazd czyli Równicę wjechaliśmy razem, dawno nie miałem czasu powyżej 20 minut a wyszło 22:40 i cały czas w tlenie i oszczędziłem trochę sił. Na zjeździe trochę straciłem ale później już było lepiej i do podnóża Tokarni dojechałem w grupie, przed podjazdem zostałem z tyłu i kiedy próbowałem zrzucić na mniejszą tarczę to coś przeskoczyło w przerzutce i po chwili na stromym spadł mi łańcuch, musiałem podejść kawałek ale później nie potrafiłem ustawić przerzutki tak aby nie obcierał łańcuch i musiałem jechać cały czas na blacie, wjechałem kawałek ale było zbyt stromo a jazda 2-3 km/h to nie moja bajka i musiałem zejść z roweru. Co za wstyd, myślałem, że jestem dobrym góralem ale widać i dobrym zawodnikom zdarzają się wpadki. Ostatnie 300 metrów wjechałem i spokojnie zjechałem do Wisły. Później w grupie jechaliśmy dalej w kierunku Czarnego. Kiedy wyszedłem na zmianę to musiałem podkręcić tempo by nie jechać zbyt siłowo i chyba trochę za mocno jechałem, na Zameczek też jechałem na blacie i wjechałem cały podjazd na 53x21. Do połowy dojechałem w grupie a później już samemu na szczyt. Na Kubalonce postój i później równa jazda po zmianach do Skoczowa. Od Skoczowa już samotnie do domu. Okazało się, że pękła sprężyna naprężająca przerzutkę i po wymianie przerzutka chodzi tak jak przed awarią.
https://www.strava.com/activities/690521985

GMJ 2016

Niedziela, 21 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2016, w grupie
Km: 91.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:28 km/h: 26.25
Pr. maks.: 73.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 193193 ( 98%) HRavg 143( 73%)
Kalorie: 3015kcal Podjazdy: 2000m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejne, już 6 Górskie Mistrzostwa Jas-Kółek. W tym roku miałem trudne zadanie, obrona tytułu z zeszłego roku, nie przywiązywałem do tego wagi tylko planowałem jechać swoje. Trasa była dobra, pogoda na szczęście też się utrzymała, dopiero po przejechaniu trasy zaczęło padać. 
Na rozgrzewkę pojechałem z domu na Kubalonkę, na miejscu byłem o 8:45. Po 9 ruszyliśmy w 14 osobowym składzie w kierunku Wisły. Za rondem był start, od początku mocne tempo, byłem pewny, że nie wszyscy wytrzymają do podnóża podjazdu, pomyliłem się, przed podjazdem na Kubalonkę większość osób jechała razem, postanowiłem już wtedy podkręcić maksymalnie tempo. Nie czułem się najlepiej ale jechałem ile sił w nogach, na kole jechał tylko Kamil z którym już jechałem do końca wyścigu. Na podjeździe zrobiliśmy ponad minutę przewagi, na zjeździe o dziwo nie było przeszkód i nawet szybko udało się zjechać a w Istebnej na zmarszczkach jeszcze udało się trochę powiększyć przewagę. Za rondem w Jaworzynce nie było widać reszty z tyłu i później trochę straciliśmy na zjeździe do Czadeczki. Na kolejnym podjeździe Kamil już trochę odstaje i później dogania mnie przed zjazdem, na który ledwo zdążyliśmy skręcić. Niebezpieczny zjazd na którym Kamil prawie wylatuje z drogi, dobrze, że było sucho i nie jechał żaden samochód bo mogłoby być nieciekawie. Kolejny podjazd pojechałem też mocno i Kamil znowu trochę został z tyłu a na zjeździe dojechał i później dojechaliśmy na rondo gdzie stał Sebastian i Robert. Podjazd do Istebnej pojechałem znowu mocno i Kamil znowu trochę stracił, mieliśmy kilka minut przewagi i już trochę odpuściliśmy i dalej jechałem średnim tempem, po wjeździe na Kubalonkę zostało tylko 10 kilometrów do mety. Dalej jechaliśmy spokojniejszym tempem a reszty z tyłu nie było widać, w Dolinie Czarnej Wisełki dużo turystów i kilka razy musieliśmy zwalniać, na Zameczek już każdy wjechał swoim tempem, wiedziałem, że nikt już mnie nie dogoni i wjechałem już na luzie na dosyć wysokiej kadencji. Na mecie miałem czas 1:47 i nad Kamilem 40 sekund przewagi. Tętno było niższe niż zazwyczaj na wyścigach czyli mogłem jeszcze mocniej pojechać ale nie miało to większego sensu. Po wyścigu zaczęło padać i poszliśmy na napoje i ciasto do schroniska.
Kolejny trening we wtorek, dłuższa pętla wytrzymałościowa.
https://www.strava.com/activities/683667087/segmen...

Trening 81

Środa, 17 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Trening 2016, w grupie
Km: 63.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:06 km/h: 30.00
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 129( 66%)
Kalorie: 1382kcal Podjazdy: 310m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Dojazdy, rozgrzewki, itp.

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 77.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: 1530kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Road Trophy 2016 etap 4

Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 70.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:26 km/h: 28.77
Pr. maks.: 80.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 156( 80%)
Kalorie: 2478kcal Podjazdy: 1700m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni etap znowu pechowy. Tym razem ustawiłem się bardziej z przodu ale początek znowu nerwowy z lekkim zatorem na pierwszej ściance w Koniakowie. Odcinek do Przełęczy Koniakowskiej wyglądał tak samo jak dzień wcześniej z tą różnicą, że nie miałem tyle szczęścia i musiałem jechać miejscami wolniej niż mógłbym, najpierw musiałem gonić aby dołączyć do ogona peletonu a później powoli się przesuwałem. Zjazd do Kamesznicy tym razem fatalny w moim wykonaniu, trafiłem na gościa zjeżdżającego jeszcze gorzej niż ja i bałem się go wyprzedzić i straciłem sporo miejsc i czasu, Marek i Dominik śmignęli koło mnie jak strzały i tyle ich widziałem. Na podjeździe próbowałem gonić ale kilka zatorów było i momentami jechałem 6km/h, dopiero za połową podjazdu wyprzedziłem wszystkich i jechałem sam, na szczycie miałem około 100 metrów starty do 2 grupy, zjeżdżałem w towarzystwie zawodnika z Bikeatelier i nawet dobrze nam szło, po przejechaniu pod ekspresówką towarzysz się zagapił i pojechał w lewo, zanim się kapnął to dojechała duża grupa z Markiem i ja miałem nad nimi jakieś 30 metrów przewagi, strata do 2 grupy wynosiła prawie 500 metrów. Jechałem równym i mocnym tempem i w końcu udało się złapać grupę w której jechali m.in. Przemek Szlagor i Marcin Bartolewski. Początkowo współpraca układała się wzorowo i po drodze łapaliśmy pojedynczych kolarz, m.in. Michała Leśniewskiego i Tomka Matogę. Dobrze się jechało do Hyrczawy, tam kiedy zjechałem ze zmiany na początku stromego odcinka zjazdu wyjechała ciężarówka na środek drogi, grupa podzieliła się na dwie, ja ledwo dojechałem a dodatkowo coś strzeliło mi w kole i zaczęło bić lekko na boki. Dalsza jazda już była dosyć asekuracyjna, ponadto współpracy w grupie nie było i poszedł mocny atak na który nie odpowiedziałem i dobrze, bo później został skasowany. Za bufetem złapała nas duża grupa z Markiem i w tym momencie jechało nas prawie 30. Mocne tempo do granicy i tam niestety zauważyłem brak powietrza w tylnym kole. Zatrzymałem się i chciałem zmieniać dętkę, zauwazyłem, że powietrze schodzi wolno i zaryzykowałem pompując dętkę nabojem, straciłem 3 minuty i mocnym tempem jechałem do mety, powietrza ubywało i podjazd na Złoty Groń pokonałem już na obręczy. Szkoda tego defektu bo czas z licznika wyszedł nawet lepszy niż zwycięscy finiszu z tej grupy, ogólnie to nie było źle, miejsce nie powala 45 w OPEN i 16 w kategorii A, niezmiennie w każdej innej kategorii byłbym wyżej. Tegoroczne pechowe Road Trophy skończyłem na 37 miejscu w OPEN i 14 w kategorii A. Gdyby nie te defekty to zapewne skończyłbym w 10 kategorii A i 22 miejscu w OPEN, przewaga nad rywalami na czasówce była wystarczająca by ją utrzymać na etapach. Szkoda ale taki jest ten sport, w przyszłym sezonie już rywale nie będą mieć tak łatwo ponieważ zmieniam sprzęt na lepszy i przez to skończy się odpuszczanie na zjazdach. Wyścig wygrał Piotr Tomana do którego straciłem ponad 45 minut, najniższa moja starta do zwycięzcy w historii moich startów w etapówkach. W generalce spadłem na 9 miejsce i chyba wyżej nie będę na koniec sezonu. Kolejny ważny punkt w moim kalendarzu to Karpacz.
https://www.strava.com/activities/676954874

Road Trophy 2016 etap 3

Niedziela, 14 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Szosa, w grupie
Km: 96.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:19 km/h: 28.94
Pr. maks.: 81.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 154( 78%)
Kalorie: 3400kcal Podjazdy: 2100m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Drugi dzień rywalizacji na Road Trophy zawsze był dla mnie kryzysowy, w tym roku było inaczej z czego jestem zadowolony. Po dobrej rozgrzewce ustawiłem się w sektorze, był już prawie pełny i zostało miejsce z tyłu. Wiele osób ustawiło się z przodu poza sektorem, mam nadzieję, że kiedyś ktoś pójdzie po rozum do głowy i wprowadzi pomiar czasu na starcie, mata w sektorze rozwiązała by ten problem i każdy by musiał przez nią przejechać a czas startu i tak byłby liczony dla wszystkich taki sam. Początek nerwowy, staram się przesunąć trochę do przodu i nawet się to udaje do pierwszej ścianki. Tam niestety zator, znowu ktoś leży, inni próbują się wpiąć na środku drogi, dobrze, że mam 30x25 to udało się przetrwać bez zatrzymania. Po ściance miałem już około 200 metrów straty do poprzedzających zawodników, jechałem mocnym tempem i dogoniłem ogon rozciągniętego peletonu tuż przed drugim trudniejszym odcinkiem. Na podjeździe wyprzedziłem sporo osób, niektórzy próbowali mnie blokować ale udawało się znajdywać luki i omijać takich zawodników. Na zjeździe do Kamesznicy standardowo straciłem ale kolejny podjazd zrekompensował mi to z nawiązką. Na szczycie brakło mi jakieś 150 metrów do jak się okazało później pierwszej grupy i dupa blada. Zjazd rozpocząłem z dwójką zawodników z Bikeatelier i nawet udało się współpracować, ale dojechała do nas najpierw jedna większa grupa, później kolejna a w Milówce jeszcze jedna z Dominikiem i Markiem. Przed podjazdem na Kotelnicę w grupie było ponad 30 osób, dopiero podkręcenie tempa przez Przemka Szlagora trochę to rozciągnęło a końcówkę podjazdu już jechałem na czele średnim tempem i grupa uszczuplała do 15 osób, po zjeździe część osób dojechała. Przed Solą samotnie dojechał Marek i jechaliśmy razem dalszą część trasy. W tej grupce dojechaliśmy do Jaworzynki, po drodze były próby współpracy ale z reguły nieudane, mocniejsze zmiany Przemka Szlagora rozciągały grupę strasznie, nierówna nawierzchnia sprawiła, że jedna lub dwie osoby złapały gumy. Fajna współpraca była na odcinku z Mostów do Hyrczawy, na granicy był bufet i tam zaatakował Marcin Bartolewski, kolejny skuteczny atak tego zawodnika, dziwię się, że nie jechał on z pierwszą grupą. Na bufecie już odpadły dwie osoby w tym Marek Adamczyk, w Jaworzynce część osób nie zauważyła skrętu w prawo i musieli się wracać. Na zjeździe znowu lekko odstawałem od grupy ale nie zostałem z tyłu. Na odcinku w kierunku Krężelki miała miejsce dosyć niebezpieczna sytuacja z pijanym mężczyzną, próbował zatrzymać naszą grupę i miał pretensje o wyrzucanie śmieci oraz nieodpowiednie słownictwo. Przed Krężelką grupa już znowu się zmniejszyła, jechało mi się o dziwo cały czas bardzo dobrze, przed zjazdem do Czadeczki próba ataku ale nieudana, na zjeździe lekko odstałem i później samochód wjechał pomiędzy mnie a grupę i zrobiło się 200 metrów różnicy, dobrze, że był podjazd w kierunku głównej drogi i udało się dojechać, niestety w tym czasie poszedł atak o którym nie wiedziałem. Na zjeździe do ronda znowu straciłem kontakt z grupą i jechałem sam do podjazdu w Istebnej. W połowie prostej stromej drogi złapałem grupę i jechałem na jej czele do połowy podjazdu na Złoty Groń, okazało się, że na kole zostało tylko 3 zawodników z kategorii D którzy mieli walczyć o zwycięstwo na etapie i w całym wyścigu. Ostatnie 300 metrów odpuściłem i spokojnie wjechałem na metę, fajny etap, było trochę niebezpiecznych sytuacji ale ogólnie jestem zadowolony. Wynik może nie powala, 13 miejsce w kategorii A i 32 w OPEN nie jest szczytem moich możliwości ale zawsze mogło być gorzej.
 https://www.strava.com/activities/675682514/segmen...

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum