Wpisy archiwalne w kategorii
avg>30km\h
| Dystans całkowity: | 23082.00 km (w terenie 1.00 km; 0.00%) |
| Czas w ruchu: | 731:48 |
| Średnia prędkość: | 31.54 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 87.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 172345 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 201 (103 %) |
| Maks. tętno średnie: | 185 (92 %) |
| Suma kalorii: | 471885 kcal |
| Liczba aktywności: | 344 |
| Średnio na aktywność: | 67.10 km i 2h 07m |
| Więcej statystyk | |
Rozgrzewka i rozjazd
Niedziela, 2 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, avg>30km\h, 0-50
| Km: | 21.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:38 | km/h: | 33.16 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 349kcal | Podjazdy: | 130m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 90
Środa, 29 lipca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Szosa
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 30.25 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 29.0°C | HRmax: | 146146 ( 74%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 1228kcal | Podjazdy: | 530m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nie miałem dzisiaj zbytnio czasu na rower. Miałem wyjechać rano ale moje nogi jednoznacznie dawały sygnały, że nie nadają się do jazdy. Przez moment chodził mi po głowie trening z TwomarkSport ale szybko odpuściłem ten pomysł. Nie wyrobiłbym się czasowo a z takimi nogami jechałbym tak czy siak solo za grupą. Kolejny dzień z rzędu organizm się nie zregenerował. Coraz więcej czynników mówi, że prawdopodobnie jestem przetrenowany, zeszły tydzień był naprawdę intensywny ale w poprzednich latach zdarzały się intensywniejsze. Nie chciałem bardziej ubijać nóg i postawiłem na trening typowo tlenowy i to na dosyć łatwej trasie, dla odmiany po kilkunastu dniach rzeźbienia podjazdów. Wyjeżdżałem w najcieplejszym momencie dnia, grzało strasznie, dzień wcześniej takie warunki mnie sponiewierały i bałem się, że może być podobnie. Mój organizm ostatnio jest strasznie rozregulowany i zaczyna mnie to coraz bardziej irytować. Przestałem o tym myśleć i ruszyłem w trasę. Początek cały czas pod górę wyglądał nieźle, nawet tętno było umiarkowane jak na profil trasy, bywało już gorzej. Ruch na trasie również umiarkowany i dzięki temu było przyjemniej. Mały zator na skrzyżowaniu w Jasienicy spowodował, że pojechałem na Skoczów, zamiast na Strumień. Tym samym zamiast 350 metrów przewyższenia miałem do pokonania 600 metrów. Dla mnie nie miało to znaczenia, prawie pustą drogę miałem do Skoczowa. Kilka dodatkowych podjazdów na trasie nie stanowiło najmniejszej trudności mimo wiatru w twarz. W Skoczowie tradycyjnie kolejka samochodów, tym razem miedzy rondem a skrzyżowaniem z Wiślanką. Na moje szczęście wszystkie samochody czekały na lewym pasie a prawy był zupełnie pusty. Szybko i sprawnie wiec pokonałem skrzyżowanie. Duży ruch był także w okolicy dworca autobusowego, momentami robiło się niebezpiecznie. Musiałem mocno zwolnić ale nie zatrzymywałem się, podjazd w kierunku Simoradza zupełnie odpuściłem, mimo wszystko jechało się nieźle, bałem się zjazdów i próbowałem się przełamać. Już pierwszy zjazd za Skoczowem wyglądał nieźle, z rozpędu wjechałem kolejny podjazd, z kolejnym już nie było tak łatwo. Zawsze jadąc przez Dębowiec narzekam na nawierzchnie, wybija z rytmu a zwykle wtedy przychodzi pora na jedzenie. Przemęczyłem ten odcinek po którym wiatr już miał być bardziej sprzyjający. Najbliższe 25 kilometrów zapowiadało się na szybie a zarazem nudne i tak też było. Kilka zmarszczek pokonywałem z rozpędu na dużej kadencji i dosyć równej mocy a na płaskim rozwinąłem większą prędkość. Jedynie w Chybiu musiałem mocno zwolnić w kilku miejscach a później znowu szybki odcinek aż do Rudzicy. Urozmaiceniem trasy był niespełna 2 kilometrowy podjazd do ronda. Złapałem dobry rytm i w niezłym tempie wjechałem cały odcinek. Później już jakoś nie szło tak dobrze. Lubię jeździć w trudniejszym terenie ale jakoś to nie wychodziło. Po 2 godzinach byłem w domu, nie spodziewałem się, że jest to ostatni tak długi wyjazd w tym tygodniu. Niestety ten tydzień w dalszym ciągu nie układa się po mojej myśli, chyba lepiej chodzić do pracy niż być na urlopie bo wtedy zwykle mam czas na rower a teraz przy innych obowiązkach w dużym stopniu go brakuje. Mimo wszystko nogi pracowały całkiem nieźle, dużo lepiej niż we wtorek.
Trening 81
Wtorek, 14 lipca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:47 | km/h: | 30.28 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 147147 ( 75%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1065kcal | Podjazdy: | 540m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny wyjazd po pracy. Trasę wybrałem taką aby nie była zbyt łatwa ale nie było na niej długich podjazdów. Wyjechałem już przed 15 mimo tego, że kilka spraw zatrzymało mnie w domu i opóźniło wyjazd o kilka minut. Nim wyjechałem z domu wprowadziłem kilka poprawek do ustawień roweru i byłem ciekawy jak wpłynie to na komfort jazdy a przede wszystkim na pozycje aerodynamiczną podczas zjazdów. Pierwsza okazja miała być już kilka minut od wyjazdu z domu. Na pierwszym podjeździe jeszcze nie wiedziałem, czy mam dobry czy zły dzień. W sumie jechałem dosyć wolno z niską mocą. Gdy tylko droga zaczęła opadać w dół przyjąłem bardziej opływową pozycje. Nie zauważyłem większych zmian w pozycji, jednak te korekty chyba nie wiele dały. Jechałem dosyć szybko ale nie wiem czy była to zasługa wiatru czy pozycji. Na rondo dojechałem w trochę krótszym czasie niż zazwyczaj. Później ruszyłem mocniej, jechało się dosyć lekko i szybko. Noga podawała nieźle ale dużo zawdzięczałem sprzyjającemu wiatru. Dobre i równe tempo utrzymałem do Skoczowa, przegapiłem drogę którą mogłem minąć zakorkowane rondo i musiałem się trochę pomęczyć zanim dostałem się na drugą stronę Wisły. Skoczów przejechałem sprawnie ale kilka razy musiałem hamować i zachować ostrożność. Za Skoczowem udało się nadrobić trochę czasu, jechałem z bocznym wiatrem który nie miał wpływu na szybkość. Nawierzchnia na tym odcinku nie była równa, niektóre fragmenty pozostawiały sporo do życzenia. Kolejne oczekiwanie na przejazd przez dwupasmówkę dłużyło mi się, w końcu zapaliło się zielone światło. W tym czasie kilka razy zmienił się kierunek wiatru i już sam nie wiedziałem czy jadę z wiatrem czy pod. Przejazd do Brennej też nie był tak spokojny jakbym oczekiwał. Wydarzyło się kilka rzeczy których się nie spodziewałem. Jedna z nich to pojawienie się zwierzęcia na drodze. Przy spotkaniu z samochodem na jezdni zostałaby kupa mięsa. Najwyraźniej któryś z lokalnych gospodarzy nie upilnował swojego inwentarza. Jakoś udało mi się minąć tą niecodzienną przeszkodę i nie zastanawiałem się co się później stanie. Po dojeździe do Brennej a raczej Górek Małych trafiłem na kombajn, znowu zwolnienie ale udało się szybko wyprzedzić wolno jadący podjazd. Przystopowało mnie znów skrzyżowanie. Przynajmniej złapałem oddech przed kolejnym odcinkiem z przeciwnym wiatrem. Na szczęście ruch na drodze był niewielki i sprawnie dojechałem do Brennej. Tam zrobiłem przerwę, uzupełniłem zapasy energii pijąc pyszny koktajl owocowy, raz za czas można sobie pozwolić na mały przerywnik byle nie za często. Po kilkunastu minutach przerwy ruszyłem w kierunku Bielska. Gdy tylko wyjechałem to od razu spotkała mnie kolejna niespodzianka, znowu wiało z przeciwnego kierunku, ten wiatr zmieniał się dzisiaj cały czas i zazwyczaj wiał w twarz. Mimo trudnych warunków jechałem cały czas dobrym tempem. Dopiero gdy zaczęły się pagórki w Grodźcu to wiatr bardziej przeszkadzał. Liczyłem na to, że dojadę przed 17 do domu, nie podkręcałem tempa i dojechałem na styk ale przed 18. Dobrze zaplanowana i przejechana trasa, tempo było optymalne, siły powoli się magazynują przed cięższymi jednostkami treningowymi i startami.


Trening 76
Wtorek, 7 lipca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:49 | km/h: | 30.18 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 139139 ( 71%) | HRavg | 120( 61%) |
| Kalorie: | 1459kcal | Podjazdy: | 470m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy z porannych wyjazdów.
Tylko na takie mogę sobie pozwolić w tym tygodniu. Dawno nie jeździłem po
płaskim i stwierdziłem, że pojawił się odpowiedni moment. Przez ostatnie
kilkanaście dni jeździłem bez rękawków, potówki czy rękawiczek, pogoda zmieniła
się i temperatura wymusiła zaopatrzenie się w dodatkowe elementy garderoby.
Kilka dodatkowych minut na przygotowanie opóźniło nieco wyjazd ale nie miało to
absolutnie żadnego znaczenia. Na początek skierowałem się na Jaworze, na
głównej wciąż trwają prace drogowe, jest odcinek z ruchem wahadłowym i wolałem
to ominąć. Już od samego domu przez 1500 metrów miałem niemal cały czas pod górę,
to wystarczyło aby się rozgrzać i stwierdzić, że noga podaje. Po zjeździe do
ronda na Cieszyńskiej ruszyłem już w lepszym tempie, za bardzo nie miałem co się
rozpędzać bo już za moment musiałem pokonać kilka skrzyżowań. Na ostatnim z
nich sobie postałem przez kierowcę który chyba zasnął za kierownicą bo gdy
zapaliło się zielone nie ruszył się z miejsca, tylko on przejechał przed
zapaleniem się czerwonego świateł. Na szczęście zapaliła się warunkowa strzałka
i mogłem wjechać wraz z kilkoma samochodami na puste skrzyżowanie. Starty czasu
mogłem nadrobić na kolejnych szybkich kilometrach, trochę z rytmu wybiły mnie
podjazdy w Rudzicy ale później czekało mnie wiele płaskich kilometrów, aby mi się
nie nudziło musiałem zmagać się ze zmiennym wiatrem. Złapałem dobry rytm,
starałem się trzymać około 200 Wat i tak uciekały kolejne kilometry. Jedyne
urozmaicenie to skrzyżowania na których co jakiś czas musiałem się zatrzymywać.
Liczyłem na to, że w drugiej połowie trasy wiatr będzie bardziej sprzyjał. Cały
czas wiał bardziej z boku i więcej na tym traciłem niż zyskiwałem. Miałem
jeszcze sporo czasu i będąc w Goczałkowicach wybrałem dłuższą ale pełną
przeszkód drogę. Zupełnie nieznaną mi drogą dojechałem do torów w Goczałkowicach,
za tunelem zauważyłem, że zapory są zamknięte, myślałem, że wygrałem dobry los
na loterii a było zupełnie inaczej. Przyjechałem kilkanaście sekund za późno,
zapory zaczęły się podnosić i zanim dojechałem do skrzyżowania samochody na Szkolnej
już ruszyły. Musiałem czekać aż wszystkie przejadą, byłem cierpliwy czego nie
można było powiedzieć o kierowcach samochodów stojących za mną, po chwili już zaczęły
odzywać się klaksony. W końcu jednak mogłem jechać dalej w kierunku Uzdrowiska.
Chciałem minąć kostkę brukową znanym mi szlakiem. Gdy już dojeżdżałem do końca
i miałem wjechać na deptak w Goczałkowicach zatrzymała mnie blokada. Okazało się,
że teren Uzdrowiska jest odizolowany od osób trzecich i musiałem zawrócić. Nie
miałem za bardzo wyjścia i około 200 metrów pokonałem dwupasmówką. W tym czasie
jednak nie minął mnie żaden samochód wiec nie był to problem. Liczyłem na to,
że już nie będzie utrudnień ale w Czechowicach przypomniałem sobie o remoncie linii
kolejowej i występujących utrudnieniach w rejonie. Nie chciało mi się jechać
przez Czechowice i pojechałem na Zabrzeg, na drugą stronę torów dostałem się niewielkim
przejściem dla pieszych które mimo remontu jest czynne. Trochę czasu straciłem
na krążeniu po Goczałkowicach i Zabrzegu i musiałem się sprężyć. Wybrałem
najkrótszą drogę do domu, wiatr już tak nie przeszkadzał i szybko byłem w Międzyrzeczu.
Po podjeździe już zluzowałem, nawet jazda ścieżką była przyjemna. Wracając do
domu widziałem ciemne chmury nad górami, żadnego deszczu z nich jednak nie było
do popołudnia. Fajny trening zaliczony, nie zmienia to jednak faktu, że jazda
po płaskim nie należy do moich ulubionych ale czasami trzeba się pomęczyć.


Trening 57
Czwartek, 4 czerwca 2020 Kategoria 0-50, avg>30km\h, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 45.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 641kcal | Podjazdy: | 600m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki ale bardzo treściwy trening. Czasu mało, pogoda wtrąciła swoje trzy grosze i wyjechałem dopiero o 18:30 po deszczu i przy mokrych drogach. Godzina była późna wiec zrezygnowałem z wyjazdu na Przegibek i pojechałem do Nałeża. Podjazd niezbyt długi i wymagający ale na krótki trening idealny. Zanim dojechałem do Jasienicy gdzie zaczyna się podjazd próbowałem się rozgrzać. Nie wyszło to tak jak powinno ale chociaż częściowo byłem rozgrzany. Pierwszy podjazd zacząłem mocno ale na złym przełożeniu i szybko doszedłem do kadencji 100 którą może bym utrzymał ale czy starczyłoby mocy na kolejne dwa podjazdy to już nie wiem. Zmieniłem przełożenie i do końca podjazdu kręciłem z kadencją 85-95. Miałem punkt odniesienia przed kolejnymi powtórzeniami. Zjazd odpuściłem mimo sprzyjającego wiatru, uzupełniłem węglowodany i zjechałem w dół do skrzyżowania. Drugi podjazd zacząłem spokojniej ale na twardszym przełożeniu, na pierwszym wypłaszczeniu wypiął mi się blok i przez kilka sekund nie kręciłem, ostatnie 5 minut pokonałem mocniej niż pierwsze 3 i zdecydowanie równiej. Na zjeździe znów odpoczywałem i jadłem. Trzeci wjazd był w moim odczuciu najlepszy i najmocniejszy. Do końca wytrzymałem obciążenie mimo tego, że miałem dość już po 6 minutach wysiłku. Wiatr w twarz zrobił dobrą robotę, tego zwykle brakowało na tym podjeździe. Do 100 TSS jeszcze brakowało wiec dołożyłem dwa podjazdy które pokonałem również na poziomie 110 % FTP. Kierunek jazdy był ten sam wiec wiatr w twarz pomagał utrzymać moc i wydłużył trochę krótkie podjazdy. Na koniec kilka minut luźnej jazdy. Zapomniałem zabrać opaskę tętna i dzięki temu łatwiej było skupić się na trzymaniu właściwej mocy. Ostatni tak intensywny trening na zewnątrz miałem w zeszłym roku. Mimo to nie byłem całkowicie ujechany, mógłbym jeszcze dołożyć TSS i kilometrów ale czasu już nie miałem. Wyszła dobra zaprawa przed weekendem mimo dużych zmian w założeniach treningowych. W weekend dam w palnik a później odpocznę przed testami mocy.




Trening 56
Środa, 3 czerwca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:44 | km/h: | 31.10 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1802kcal | Podjazdy: | 620m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny trening typowo tlenowy na
dosyć płaskiej trasie. Wyjechałem dosyć wcześnie bo już o 15, udało się szybko
wrócić z pracy, uporać z obowiązkami i miałem prawie 3 godziny na trening co w
tygodniu rzadko się u mnie zdarza, mógłbym mieć nawet więcej czasu ale wzywał
mnie m.in. zarośnięty już ogródek a pogoda ostatnio zmienna i ponad godzinę
musiałem poświęcić na skoszenie części trawnika. Wyjechałem najszybszą drogą z
miasta i szybko pokonałem pierwszy podjazd. Później czekało mnie wiele
kilometrów płaskich dróg i jak się okazało walki z czołowym lub bocznym
wiatrem. Wybrałem najprostszy wariant dojazdu do Goczałkowic. Jak już rozwinąłem
niezłą jak na warunki prędkość w Międzyrzeczu to utrzymałem ją do Zabrzega, tam
trochę komplikacji które zabrały cenny czas ale w końcu dostałem się na Zaporę.
Kilka miesięcy tam nie jechałem a dzisiaj było dosyć tłoczno, dużo ludzi
również na ścieżce pieszo-rowerowej w Goczałkowicach wiec krótki odcinek do skrętu
na Łąkę pokonałem jezdnią. Po zjeździe z głównej miałem delikatny kryzys,
jechało się ciężko ale może to przez wiatr. Dopiero po kilku kilometrach i
pokonaniu pagórków w Łące jechało się lepiej, zamiast jechać na Strumień
odbiłem w prawo na Brzeźce, na kilku kilometrach walki z wiatrem nie minął mnie
żaden samochód, aż dziwne w tym rejonie ze względu na remonty dróg w okolicy
ten odcinek jest ważnym łącznikiem miedzy drogami 939 a 933. Liczyłem, że nie będę
musiał zatrzymywać się na wahadle ale niestety złapało mnie czerwone światło i
swoje musiałem odstać. Później wjechałem już na lepszej jakości szosy i jechało
się dużo lepiej. Wszystkie newralgiczne miejsca na trasie pokonałem sprawnie aż
do Skoczowa. Wcześniej musiałem pokonać kilka podjazdów na których dwóch gości pokazało
mi jak się jeździ, na elektrykach. Wyprzedzili mnie w takim tempie, jakbym stał
w miejscu. Na zjeździe do Skoczowa trochę sobie poszalałem, puściłem się odważnie
w dół i gdy wjechałem na bardziej dziurawy odcinek drogi musiałem wytracić sporo
prędkości. Wolno przedostałem się na drugą stronę Wisły. Ostatnie kilkanaście kilometrów
z kilkoma wzniesieniami pokonałem w dobrym tempie i przed czasem pojawiłem się w
domu. Mogłem wydłużyć trasę ale nie miałem zbytnio koncepcji a ruch na
okolicznych drogach był spory. Noga po raz kolejny podawała i moja jazda
wygląda coraz lepiej. Mimo tego, że nie lubię jazdy po płaskim, dzisiejsza
trasa była przyjemna i pokonana w równym tempie.


Trening 53
Piątek, 29 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 82.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:42 | km/h: | 30.37 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 149149 ( 76%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 1745kcal | Podjazdy: | 530m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Czwarty trening z rzędu. Dawno nie miałem takiej serii ale biorąc pod uwagę prognozy pogody na weekend zdecydowałem się wykorzystać moment lepszej aury. Przy okazji przetestowałem koła w kolejnych warunkach. Były już podjazdy, pagórki i mocne zrywy, tym razem przyszła kolej na warunki typowo klasyczne czyli wąskie, mokre drogi oraz bruk. Byłem znowu trochę ograniczony czasowo i wyjechałem po 16:30 ale o 19:30 już musiałem być w domu, jakbym się postarał to dałbym rade wyjechać wcześniej ale wtedy padał deszcz. Nie planowałem trasy tylko miałem jechać przed siebie obserwując niebo. Pierwszy ruch jaki wykonałem to jazda na Jaworze czyli na zachód od Bielska. Po dojeździe do głównej nad górami były ciemniejsze chmury niż na północy ale sytuacja zmieniała się szybko i za kilkanaście minut mogłoby być już inaczej. Walcząc z wiatrem dojechałem do Skoczowa, na tych kołach szło jakoś lżej, jak już się rozkulałem to dużo łatwiej utrzymywałem prędkość, zwłaszcza po zjeździe przed Skoczowem. Wiało dosyć mocno z północy i tam też pojechałem, na wietrze czułem mniejszy opór niż na kołach z oponami, sztywność roweru na tych kołach jest nie do opisania. Na dziurawych i wąskich drogach za Pierśćcem też jechałem pewniej i szybciej. Gdy zwalniałem to jakoś ciężko było się znów rozpędzić ale utrzymanie prędkości nie stanowiło już takich trudności. Różnej jakości, szerokości i trudności drogami dojechałem do głównej drogi na Strumień. Dobrze znany mi odcinek wzdłuż jeziora Goczałkowickiego znów jechałem z bocznym, momentami przeciwnym wiatrem, brakowało prędkości. Zupełnie zapomniałem o utrudnieniach w Pszczynie i zamiast skręcić w ulice Wiejską w łące pojechałem główną do Pszczyny., Ponad 500 metrowy korek udało się minąć miedzy samochodami i pustą drogą z wiatrem w plecy dojechałem do Goczałkowic. Tam kolejny test, dosyć długi odcinek brukowy. Jechałem dosyć mocno, koła radziły sobie nieźle ale z moją wagą nie był to szybki przejazd. Później musiałem się na moment zatrzymać i wtedy podjąłem decyzje o wydłużeniu trasy o kolejne boczne drogi tym razem w Zabrzegu. Raz jechałem z bocznym, raz przeciwnym, raz sprzyjającym wiatrem, na stożkach był odczuwalny ale nie na tyle abym musiał walczyć o utrzymanie optymalnego toru jazdy. Na prostce do Międzyrzecza jechałem dosyć szybko mijając po drodze peletonik Jafi jadący z przeciwka. Wybrałem dłuższy wariant powrotu przez Jasienicę, nie miałem tego w planach wiec wjechałem w ulice Spacerową. Na podjeździe jechało się ciężko i to chyba jedyny słabszy moment na trasie. Po zjeździe w kierunku Bielska przypominałem sobie, że czeka mnie kilka kilometrów ścieżką rowerową, na karbonowych kołach nie jest to nic przyjemnego i bezpiecznego wiec skręciłem w prawo i wzdłuż ekspresówki dojechałem do Jasienicy. Dołożyłem jeszcze Jaworze z kolejnym podjazdem. Zjazd już odpuściłem, na szczęście na trasie nie było nerwowych sytuacji z kierowcami, gdyby było sucho i cieplej to przyjemność byłaby większa. Koła sprawdziły się w kolejnych warunkach, z dobrą nogą w parze ciężko mi znaleźć jakieś wady. Po treningu czułem już zmęczenie, ostatnie dni były wymagające a czekał mnie jeszcze jeden, najbardziej wyczerpujący trening i test kół w warunkach typowo górskich.


Trening 47
Środa, 20 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:33 | km/h: | 30.20 |
| Pr. maks.: | 73.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1688kcal | Podjazdy: | 780m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na ten dzień miałem już gotową trasę ale wypadły sprawy które spowodowały, że musiałem skrócić trening o godzinę i zmienić trasę, skrócił się dystans ale wzrosła ilość przewyższeń ale również ilość i długość odcinków z dziurawą i nierówną nawierzchnią. Pogoda była przeciętna, niby słonecznie ale dosyć chłodno i wiatr. Ciężko było wstrzelić się w aurę z odpowiednim strojem i ostatecznie pojechałem na krótko z rękawkami i rękawiczkami w kieszeni które się nie przydały. Doszedłem już do takiego momentu w sezonie w którym już po kilku minutach jestem w stanie ocenić czy mam dobry czy zły dzień. Początek trasy prowadził pod górę, jechałem takim tempem aby nie wykraczać poza 11 strefę a na trudniejszym odcinku trzymałem się drugiej strefy. Kilka minut jazdy i jeden 300 metrowy podjazd pozwolił stwierdzić, że noga jest całkiem dobra i kreci lepiej niż we wtorek. Początek trasy prowadził głównymi drogami, dosyć szybko dojechałem do ronda w Jaworzu. Tam też ruszyłem z kopyta, ciężko było wstrzelić się w odpowiednią strefę mocy ale z czasem jechałem już głownie w strefie 2 na dosyć równej kadencji i bez skoków tętna co ostatnio było normą. Po przejechaniu przez Jasienicę skierowałem się na Skoczów ale chciałem za wszelką cenę minąć to miasto ze względu na roboty drogowe na Wiślance tworzące gigantyczne korki. Do Ustronia dojechałem bocznymi, dziurawymi, częściowo rozkopanymi drogami przez Górki Wielkie. Momentami tak trzęsło, że modliłem się aby rower się nie rozleciał. Nie było tak źle ale trochę czułem nadgarstki po kilku takich odcinkach. Praktycznie do końca trasy jechałem raz lepszą, raz gorszą drogą walcząc z zmiennym wiatrem. Sporym ułatwieniem na gorszej jakości nawierzchni ach było to, że ruch samochodów był niewielki. Mimo optymalnej temperatury nie oszczędzałem picia w bidonach i jadłem regularnie. Kilka razy musiałem mocno zwolnić, ale sytuacji w których konieczny był postój praktycznie nie było. Na koniec dołożyłem sobie podjazd i w domu pojawiłem się kilka minut przed planowanym powrotem. Po drodze dołożyłem kilka kilometrów, jechałem dobrym tempem i miałem zapas czasowy. W sumie ten trening był jednym z lepszych, równiejszych w ostatnim czasie, mimo tego, że nieźle sobie radzę w beztlenie, moja jazda podprogowa nie wyglądała zbyt dobrze ale wygląda na to, że wszystko idzie ku dobremu. Oby tak dalej i po mocnych próbach czasowych będę w stanie jeszcze przejechać w dobrym tempie kilka podjazdów z czym ostatnio był problem.


Trening 42
Wtorek, 12 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:43 | km/h: | 31.46 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1141kcal | Podjazdy: | 430m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ciężki dzień w którym znalazłem jednak czas na rower. Odzwyczaiłem się od wczesnego chodzenia spać i wstawania po nocy a musiałem być już na nogach przed 4 rano. Z pracy byłem w domu o 15:30, sam dojazd zajął mi ponad 3 godziny, rano przy pustych drogach było szybciej, wracając w większym ruchu nie dało się już tak szybko pokonać prawie 100 kilometrów drogi. Był to pierwszy taki wyjazd, testowy a w najbliższym czasie czeka mnie jeszcze kilka takich. Dobrze, że o 14 gdy normalnie wychodziłem z pracy już byłem w 1/3 drogi do domu a później miałem więcej czasu na inne czynności. Pogoda również była bardzo zmienna, od mokrych dróg, opadów deszczu ze śniegiem i temperatury 0 stopni do 8 stopni na termometrze, suchych dróg i zimnego wiatru. O 16:30 ruszyłem trochę się przewietrzyć. Wyciągnąłem z szafy grubsze ciuchy, sprawdziłem czy nie zeszło powietrze z koła bo na szybko zmieniałem dzień wcześniej oponę i dętkę. Wybrałem się na kontrolną trasę która w poprzednich latach przejeżdżałem wiele razy różnym tempem. Przez remont i ruch wahadłowy zdecydowałem się jechać przez Jaworze nadrabiając trochę czasu ale przynajmniej nie musiałem przedzierać się przez korek i rozkopane skrzyżowanie. Czułem zmęczenie i nie jechało mi się najlepiej. Do Skoczowa cały czas było lekko pod wiatr, dzięki temu łatwiej było utrzymać założoną moc. O dziwo bez problemów przejechałem prze Jasienicę i Skoczów. Za Skoczowem przez krótki odcinek jechałem z wiatrem, im bliżej ustronia tym wiatr bardziej boczny. Na drugich ustrońskich światłach musiałem się zatrzymać. Ciężko się było rozkręcić a po nawrocie miałem znów jechać pod wiatr. W dobrym czasie dojechałem do Polany gdzie odbiłem na Centrum. Przez miasto przejechałem sprawnie trzymając równe tempo. Noga nieco się rozkręciła, nie liczyłem na to, że również przez Skoczów przejadę bez zatrzymania. Tak się jednak stało i na podjazdach w kierunku Jasienicy noga podawała już dużo lepiej niż na początku. W dobrym tempie dociągnąłem do ronda w Jaworzu po którym już odpuściłem. Odcinek testowy długości 48 kilometrów przejechałem poniżej 90 minut. Odkąd jeździłem tą trasą to jest to najlepszy czas, mimo trudnych warunków i ponad 30 sekund czasu straconego na skrzyżowaniach. Wracając do domu zatrzymałem się przy paczkomacie. Później pomyliłem guziki w liczniku i przypadkowo wyłączyłem aktywność. Ostatnie 1500 metrów pokonałem już na całkowitym luzie a jedynym ograniczeniem były przełożenia w rowerze. Wiele wolniej jechać już się nie dało. Nogi powoli puszczają i myślę, że już w weekend moje treningi wyraźnie zyskają na jakości.
Trening 41
Sobota, 9 maja 2020 Kategoria avg>30km\h
| Km: | 63.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 31.24 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 141( 72%) |
| Kalorie: | 1415kcal | Podjazdy: | 330m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Przy napiętym grafiku dnia czas miałem tylko rano. Wyjeżdżając było jeszcze chłodno wiec niechętnie założyłem potówkę i rękawki. Dawno nie jeździłem po płaskim i dzisiaj był odpowiedni dzień na taką trasę. Od wczorajszego trening minęło zaledwie 14 godzin, to mało jak na regeneracje po takim wysiłku i rano wstałem zmęczony. Wierzyłem w to, że o wczesnej porze ruch na drogach będzie niewielki ale tak niestety nie było. Zabrałem po raz kolejny dużo jedzenia i dwa bidony wody z zamiarem kontrolowania ilości i czasu jedzenia. Już po kilku minutach musiałem się zatrzymać, wypadł mi bidon, na szczęście było to na ścieżce rowerowej i nie stanowiło zagrożenia dla ruchu. Z Bielska wyjechałem najszybciej jak się dało. Na podjeździe za miastem czułem nogi ale liczyłem na to, że później będzie lepiej. Po zjeździe dopiero szukałem swojego rytmu który po chwili znalazłem i kolejne kilkadziesiąt minut jazdy było bardzo równe. Lekko wiało ale nie miało to żadnego wpływu na jakość jazdy. Skupiłem się na odpowiednim żywieniu i co kilkanaście minut przyjmowałem dawki po 10-15 gram węglowodanów i około 150 ml wody. Z czasem noga kręciła coraz lepiej. Cieszyłem się, ze zarówno przez Chybie jak i Strumień przejechałem bez zatrzymania i wtedy trafiłem na zamknięte rogatki w Goczałkowicach. Wolałem nie ryzykować i zaczekałem aż przejedzie pociąg. W dobrym tempie dojechałem do Bielska. Na koniec kilkanaście minut luźnej jazdy po bocznych uliczkach. Dobry trening jak na sobotę. Czasu na więcej nie było a przynajmniej przed niedzielnymi podjazdami coś pojeździłem, ostatnie wyjazdy robiłem po dniach wolnych i nogi nie pracowały wtedy jak powinny. Jutro mam w planie kilka wymagających podjazdów ale nie zamierzam żadnego jechać na czas.







