Wpisy archiwalne w kategorii
300<
Dystans całkowity: | 813.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 29:04 |
Średnia prędkość: | 27.97 km/h |
Maksymalna prędkość: | 68.00 km/h |
Suma podjazdów: | 4780 m |
Maks. tętno maksymalne: | 178 (91 %) |
Maks. tętno średnie: | 132 (67 %) |
Suma kalorii: | 13948 kcal |
Liczba aktywności: | 2 |
Średnio na aktywność: | 406.50 km i 14h 32m |
Więcej statystyk |
Trening 84
Niedziela, 16 lipca 2017 Kategoria 300<, Samotnie, Szosa, Trening 2017, w grupie
Km: | 312.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 11:10 | km/h: | 27.94 |
Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 132( 67%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 3600m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Bardzo fajny trening, dawno nie jechałem takiego dystansu, po raz ostatni w 2011 roku. Trochę się obawiałem czy dam radę a ostatecznie wyszło znacznie lepiej niż przypuszczałem. Wyjechałem o 3:45 i było 12 stopni. Ciężko się jechało, miałem bezpieczny zapas czasowy i później pomimo spadku temperatury do 5 stopni noga się rozkręcała. Spokojne i równe tempo pozwoliło mi dojechać szybko do Bohumina i tam trochę pomyliłem drogi i nadrobiłem około 3 kilometry. Na rondo w Chałupkach dotarłem dokładnie o 5:54 w identycznym czasie co reszta Jas-Kółek. Było nas 6, po chwili dołączył Andrzej i w 7 ruszyliśmy w drogę. Tempo było spokojne, głównie ze względu na Marcina który z braku doświadczenia nie potrafi jeszcze szybko przejechać takiego dystansu. Nie było zbędnych zrywów i po drodze dołączyły jeszcze 2 osoby i jechaliśmy fajnie po zmianach. Ruch był bardzo mały, trasa malownicza i ubywało dystansu. Za Bruntalem na skutek mojej pomyłki nadrobiliśmy kilka kilometrów, ostatecznie dojechaliśmy do właściwej drogi i dotarliśmy do właściwego podjazdu na Pradziada. Przed podjazdem pech jednego z kolarzy i zmiana dętki. W końcu ruszyliśmy na górę. Zacząłem podjazd jako jeden z ostatnich, miałem wjechać spokojnie a wyszło jak zwykle. Trochę mnie podpuścili i kawałek jechaliśmy w większym składzie a po chwili na kole został tylko Dominik. Mogłem przycisnąć mocniej, postawiłem na równą jazdę do górnego szlabanu a później się zobaczy. Po 2 kilometrach zostałem sam i równym tempem dojechałem do wypłaszczenia. Później trochę szarpanej jazdy i slalom między pieszymi, dwa razy musiałem zwolnić prawie do zera. Szczyt się zbliżał, miałem zamiar zafiniszować ale 100 metrów przed szczytem cała szerokość jezdni była zablokowana i musiałem zwolnić. Czas nie wyszedł zły, biorąc pod uwagę, że nie jechałem na maksa i miałem w nogach 150 kilometrów to nawet bardzo dobry wynik. Na szczycie jak zwykle wiało, widoczność dosyć dobra i można było cieszyć oczy widokami. Wolny zjazd do górnego szlabanu z postojem po wodę i szybki zjazd do parkingu na dole. Na odpoczynek i posiłek zjechaliśmy kawałek dalej i tam ponad godzinna przerwa. Droga powrotna szybsza bez dłuższych przerw, momentami się to trochę rozjeżdżało i później trzeba było zwalniać ale nie było źle. Szybko dotarliśmy do Chałupek gdzie się rozdzieliliśmy. Do Karwiny dojechałem z Andrzejem po równych zmianach, dalej już samotnie, w okolicach Babilonu brakło mi wody i do Dębowca jechałem bez picia. Krótki postój w sklepie i ruszyłem na ostatnie 20 kilometrów. Jechało się cały czas dobrze, trochę tyłek już dawał o sobie znać i co jakiś czas musiałem wstawać z siodełka. Krótkie podjazdy wjechałem w dosyć dobrym tempie i nawet nie wiem kiedy znalazłem się w Świętoszówce. Ostatnie 8 kilometrów już na luzie do domu. Nie spodziewałem się, że przejadę bez problemów taki dystans, kryzys był tylko na początku, cały czas kontrolowałem jedzenie i picie i myślę, że dłuższy dystans też bym przejechał. Po takim treningu czas na odpoczynek przed Klasykiem Kłodzkim.
https://www.strava.com/activities/1086514688
https://www.strava.com/activities/1086514688
Maraton 700km/24h Gliwice
Niedziela, 29 maja 2011 Kategoria 300<
Km: | 501.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 17:54 | km/h: | 27.99 |
Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 10.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 13948kcal | Podjazdy: | 1180m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze |
Na start zdecydowałem się dopiero w czwartek wieczorem, kiedy dostałem e-mail od organizatorów z propozycją startu za Michała Sitarza z Gliwic który zrezygnował. Rano wyjazd o 6:30 z domu do Skoczowa apotem samochodem z kolegą Pawłem do Gliwic, trochę pobłądziliśmy w Gliwicach ale na start dojechaliśmy. Padało od 7:00, bez przerwy. Na placu Krakowskim było już dużo osób. Startować mieliśmy w 2 grupy, jedna 13 osobowa startowała o 10:00 i miała do pokonania dystans 700km/24h a druga nasza 18 osobowa miała do pokonania 500/24h. Przywitałem się ze znajomymi wśród których byli: Michał, Tomek, Jarek i inni i poznałem kilku nowych kolarzy. Nie byłem najmłodszy, na starcie stanęło także dwóch 18latków z Mazowsza których pozdrawiam. ani na chwile nie przestało padać i było zimno ok.8 stopni. Podeszliśmy do namiotu i otrzymaliśmy naklejki do naklejenia na kask, rower i bidony oraz bidon. Potem schowaliśmy się na pace ciężarówki i tam siedzieliśmy prawie do 10:00 kiedy poszedłem przygotować siebie i sprzęt do jazdy. O 10:00 ruszyła pierwsza grupa. Kiedy byłem gotowy to zaniosłem plecak do busa który miał jechać za nami przez cały czas i ustawiłem się na starcie. Wystartowaliśmy o 10:25 w strugach deszczu i eskortowani przez Straż Miejską mieliśmy przejechać przez Gliwice do Sośnicowic na początek rund. Po około 4 kilometrach, pierwszy postój, Tomek złapał kapcia i wymieniał dętkę przy kamerze TVP Katowice. Kiedy już uporał się z tym problemem jechaliśmy dalej ale już bez Straży Miejskiej która nie zauważyła że się zatrzymaliśmy. Jechał z nami Mirek który przyłączył się na jedną rundę. Bez żadnych problemów jechaliśmy dalej. Rundę zaczęliśmy w Sośnicowicach kawałek przed rondem, pierwszy odcinek prowadził w kierunku Bierawy przez las, asfalt był miejscami dobry a głównie dziurawy i trzeba było uważać. W Kotlarni odbiliśmy na Starą Kuźnię i dojechaliśmy do Kędzierzyna inną drogą, po drodze co chwilę ktoś zatrzymywał się na siku. Przejazd przez Kędzierzyn trochę trwał bo dużo świateł było po drodze i łapały nas czerwone, w mieście minęliśmy druga grupę cisnących kolarzy. Kiedy wyjechaliśmy z Kędzierzyna dałem zmianę i ciągnąłem grupę aż do Bierawy gdzie z okna domu kibicował nam Andrzej. Cały czas padało ale na to już nikt chyba nie zwracał uwagi, ciągnęliśmy dalej w kierunku Kuźni Raciborskiej, za Kuźnią dałem kolejną zmianę ale mocną i pod górkę i grupa się rozciągnęła, na końcu górki stanąłem na siku a reszta pojechała ale złapałem ich przed Rudami i razem dojechaliśmy do Żernicy, po drodze któryś z zawodników powiedział że trzeba jechać prosto a mieliśmy skręcić w prawo i nadrobiliśmy ok.5km. W Żernicy postój na zjedzenie i ogrzanie się . Na liczniku 103km i średnia 31km/h. Postój trochę trwał, kiedy byliśmy gotowi to ruszyliśmy dalej, gdyby nie Tomek to postój trwałby dużo dłużej. Pierwsze kilka km to dojazd do Sośnicowic, Mirek żegna się z grupą w Sośnicowicach i wraca do Gliwic a grupka jedzie dalej do Kędzierzyna. Kilometry szybko uciekają, przed Kędzierzynem mijamy grupę 700km/h i skręcamy tym razem na obwodnicę miasta i mijamy centrum, było trochę szybciej ale 2 km dalej. Do Bierawy dojeżdżamy szybko a potem wychodzę na zmianę i trochę zwalniam bo wiem że nie wszyscy dają radę tak cisnąć. Zmiana trwa krótko bo Tomek wychodzi na zmianę i jedziemy podobnie jak wcześniej. Do końca rundy nic się nie wydarzyło i jakoś dojechaliśmy do Żernicy. Postój trwał trochę dłużej niż poprzednio ale Tomek znowu zmotywował wszystkich i ruszyliśmy, teraz przed nami 4 krótsze rundy. Do Sośnicowic spokojnie bez szarpania a potem za Sośnicowicami Staszek i Tomek podkręcili tempo i Paweł wpadł w dziurę i przewrócil się a za nim Michał. Przymusowa przerwa po 10km jazdy. Paweł ma uszkodzoną kierownicę i nie da rady dalej jechać a Michał ma lekką centrę na przednim kole i połamane dwie szprychy w tylnym kole, dzięki pomocy kolegi założył zapasowe koło wzięte z busa i mógł kontynuować jazdę. Dalej przez las jechaliśmy spokojnie a ja trzymałem się z tyłu. W połowie rundy postój, kapeć kolegi. Kiedy ruszyliśmy dalej to jechaliśmy szybciej by trochę czasu nadgonić ale za Kuźnią przód zwolnił i czekał na tył który nie nadążał. W Rudach Staszek i Szymek pojechali prosto na Sośnicowice a my mieliśmy skręcić na Pilchowice, szybko nawróciliśmy i jechaliśmy w kierunku bufetu. Do Żernicy dojechaliśmy już w spokojnym tempie. Średnia dalej prawie 31km/h, na liczniku 267km. Postój trochę dłuższy bo musieliśmy się przygotować do jazdy nocą. Tomek znowu zwołał wszystkich i ruszyliśmy, okazało się że grupa 700/24h została we trzech i odpuścili dalszą jazdę przez pogodę, dwójka dołączyła do nas: Piotrek Kurczyk(Gliwice) i Piotr Wojciechowski(Raptor) z Chorzowa i towarzyszyli nam do końca. Zapomniałem na bufecie przedniej lampki i jechałem z tylnią, dalej padał deszcz. Rundę pokonaliśmy spokojnie bez przygód, pod koniec sil zaczęło brakować i Piotrek pomagał slabszym i do bufetu dojechaliśmy. Średnia po 337km wynosiła ponad 29km/h. Na kolejną rundę ruszyliśmy w okrojonym składzie Michał i Szymek zrezygnowali, była to pierwsza rund bez deszczu ale było zimno. Bez problemów technicznych udało się na dojechać do Żernicy, była 4:00. Posiliłem się znowu i ubrałem jeszcze jedną bluzę i jechaliśmy dalej. Po 10km spotkaliśmy Raptora który ruszył sam na trasę ale złapał kapcia i czekał na grupę. Byłem strasznie słaby i ledwo jechałem, jadłem tylko co miałem i trochę było lepiej, bolał brzuch. Na 30km rundy znowu postój kolejny kapeć i wtedy odżyłem i bez problemow dojechałem do Żernicy. Na liczniku 482km średnia ponad 28km/h, na zegarze 7:30. zjadłem sobie, przebrałem się, posiedziałem chwilę i o 8:45 ruszyliśmy na spokojnie do Gliwic, jechaliśmy i ja delektowałem się widokami na które wcześniej nie zwracałem uwagi o 9:45 zameldowaliśmy się na Placu krakowskim. Odbiór nagród, podziękowania organizatorom, przebranie się, pakowanie, pożegnania i do domu. Bardzo się cieszę ze udało mi się ukończyć tą imprezę, taki dystans wymaga przygotowań, straszny wysiłek ale dałem radę. Dziękuję wszystkim za jazdę i za wszystko. szkoda trochę że grupa 700km nie ukończyła i nie przejechała tego dystansu. Za rok na pewno wystartuję, organizacja i atmosfera, czego chcieć więcej. Maraton w Radlinie odpuszczam.