Wpisy archiwalne w kategorii
Podsumowanie Miesiąca
Dystans całkowity: | b.d. |
Czas w ruchu: | b.d. |
Średnia prędkość: | b.d. |
Liczba aktywności: | 0 |
Średnio na aktywność: | 0.00 km |
Więcej statystyk |
Lutowy raport
Piątek, 28 lutego 2025 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Luty w tym roku był dla mnie bardzo
wymagającym czasem. Na treningach pracowałem nad tym co przyda mi się podczas jazdy
w Calpe. Skupiałem się nad ogólnorozwojówką i technice ćwiczeń siłowych aby
wzmocnić mięsnie całego ciała. Na trenażerze zrealizowałem 13 mniej lub
bardziej wymagających treningów, od bazy przez powtórzenia siłowe, tempówki po imitacje
podjazdów. Z większości byłem zadowolony, podobnie jak z cyferek:

Waga jak była stabilna w styczniu, tak utrzymywała się w lutym, podobnie inne parametry jak ciśnienia, saturacja czy tętno spoczynkowe. Ze snem i regeneracją bywało bardzo różnie ale to już zależało w szczególności od ilości pracy której jednak było bardzo dużo.
Niewiele więcej TSS się uzbierało, przy podobnej ilości godzin treningowych. Intensywność treningów była jednak nieco bardziej zróżnicowana niż wcześniej.
W Marcu już roweru będzie znacznie więcej. Na dzień dobry tydzień w Calpe a później już treningi tlenowe na szosie i różne ćwiczenia treningowe podporządkowane już pod pierwsze starty w zawodach.

Waga jak była stabilna w styczniu, tak utrzymywała się w lutym, podobnie inne parametry jak ciśnienia, saturacja czy tętno spoczynkowe. Ze snem i regeneracją bywało bardzo różnie ale to już zależało w szczególności od ilości pracy której jednak było bardzo dużo.
Niewiele więcej TSS się uzbierało, przy podobnej ilości godzin treningowych. Intensywność treningów była jednak nieco bardziej zróżnicowana niż wcześniej.
W Marcu już roweru będzie znacznie więcej. Na dzień dobry tydzień w Calpe a później już treningi tlenowe na szosie i różne ćwiczenia treningowe podporządkowane już pod pierwsze starty w zawodach.
Styczniowy raport
Piątek, 31 stycznia 2025 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |


Walka z wagą trwa nadal, mimo wysiłków nie da się jej zbić i chyba trzeba skupić się na razie na wzroście mocy. Mimo tego, że trenowałem mniej niż w grudniu, ilość TSS wyszła lepsza niż w poprzednim miesiącu.
Z pracy jaką wykonałem w styczniu mogę być zadowolony. Utrzymywałem zdrowy balans między wysiłkiem a regeneracją. Co jakiś czas zdrowie daje o sobie znać, pojawia się ból w różnych częściach ciała ale szybko znika i nie trwa dłużej niż kilka dni.
Podczas treningów skupiałem się na ogólnym rozwoju i wzmocnieniu mięśni górnych partii ciała a podczas treningów rowerowych oczywiści poza bazą tlenową pracowałem nad strefami 5 – 7 i po kilku treningach nie mogę jeszcze powiedzieć czy coś dały. Testy mocy po 8 tygodniach regularności w treningach dały naprawdę niezłe rezultaty. Różnica w FTP między Map Testem a próbą 20 minutową wyszła na poziomie 1-2 Watów na plus co biorąc pod uwagę fakt, że nie pracowałem w ogóle nad FTP jest zjawiskiem normalnym.
W lutym zamierzam dalej pracować nad ogólną siłą jak i budować już podstawę pod treningi na podjazdach, zaczynając pod strefy 3 po 4 a także wzmocnić siłę nóg która gdzieś w ostatnich miesiącach uleciała. W Marcu już głównie baza tlenowa, część w Hiszpani, część na trenażerze a część po polskich drogach.
Grudniowy raport
Wtorek, 31 grudnia 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Grudzień zwykle jest dla mnie miesiącem
podsumowań, przemyśleń i snucia planów na kolejny rok. Tym razem miałem więcej czasu
na tego typu rozważania ale jakoś szczególnie nie byłem zmotywowany aby dokładniej
podsumowywać minione 12 miesięcy ani snuć ambitne plany na kolejny rok. Był to
przede wszystkim czas poświęcony m.in. na trening ogólnorozwojowy a także mentalny
i odpoczynek którego przez większość roku brakowało. Dane o wszelkiego typu
parametrach były bardzo zmienne, pod tym względem był to najbardziej chimeryczny
miesiąc w całym roku.

Zaczynając od wagi. Początkowo się pilnowałem aby nie jeść za dużo i utrzymywać założoną wagę, niestety wielokrotnie podczas treningów brakowało mi energii i dopiero po świętach gdy na wadze przybyło 1,5 kilograma nie ma z tym problemu. Po świętach wróciłem do sprawdzonych wcześniej schematów żywieniowych, waga powoli idzie w dół ale uczucia braku energii już nie ma. Pozostałe parametry nie były tak wahliwe jak waga, ale zmieniały się częściej niż w poprzednich miesiącach.
Treningowo był to bardzo dobry miesiąc. Przez 5 tygodni pracowałem nad bazą pod treningi siłowe z ciężarami do których przystąpiłem już w końcówce grudnia, o tydzień wcześniej niż zakładałem. Na rowerze za dużo nie jeździłem ale według planu dopiero od połowy stycznia treningi rowerowe mają ruszyć pełną parą. Zachowałem zdrowy balans między czasem spędzanym na powietrzu, w pomieszczeniu, na odpoczynku, na treningu oraz innych aspektach życia. Wypracowałem dobre schematy i nawyki które powinny procentować w sezonie. Na teście FTP uzyskałem znacznie lepszy wynik niż zakładałem a ogólny progres w sprawności, ruchliwości i wydolności podczas treningów zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.
W styczniu zamierzam dalej pracować nad wydolnością i wprowadzić kilka nowych ćwiczeń ogólnorozwojowych i pozwalających lepiej skupić się na postawionych przed sobą zadaniach. O ile nie skupianie się na wyniku podczas zawodów zdawało egzamin w 2024 roku o tyle podczas treningów nie zawsze byłem w stanie w 100 % się skoncentrować na tym co mam do wykonania. Mimo doświadczenia treningowego wciąż szukam rezerw i staram się je wykorzystywać. Obrana ścieżka na razie prowadzi mnie tam dokąd zmierzam a co będzie dalej,

Zaczynając od wagi. Początkowo się pilnowałem aby nie jeść za dużo i utrzymywać założoną wagę, niestety wielokrotnie podczas treningów brakowało mi energii i dopiero po świętach gdy na wadze przybyło 1,5 kilograma nie ma z tym problemu. Po świętach wróciłem do sprawdzonych wcześniej schematów żywieniowych, waga powoli idzie w dół ale uczucia braku energii już nie ma. Pozostałe parametry nie były tak wahliwe jak waga, ale zmieniały się częściej niż w poprzednich miesiącach.
Treningowo był to bardzo dobry miesiąc. Przez 5 tygodni pracowałem nad bazą pod treningi siłowe z ciężarami do których przystąpiłem już w końcówce grudnia, o tydzień wcześniej niż zakładałem. Na rowerze za dużo nie jeździłem ale według planu dopiero od połowy stycznia treningi rowerowe mają ruszyć pełną parą. Zachowałem zdrowy balans między czasem spędzanym na powietrzu, w pomieszczeniu, na odpoczynku, na treningu oraz innych aspektach życia. Wypracowałem dobre schematy i nawyki które powinny procentować w sezonie. Na teście FTP uzyskałem znacznie lepszy wynik niż zakładałem a ogólny progres w sprawności, ruchliwości i wydolności podczas treningów zaskoczył mnie bardzo pozytywnie.
W styczniu zamierzam dalej pracować nad wydolnością i wprowadzić kilka nowych ćwiczeń ogólnorozwojowych i pozwalających lepiej skupić się na postawionych przed sobą zadaniach. O ile nie skupianie się na wyniku podczas zawodów zdawało egzamin w 2024 roku o tyle podczas treningów nie zawsze byłem w stanie w 100 % się skoncentrować na tym co mam do wykonania. Mimo doświadczenia treningowego wciąż szukam rezerw i staram się je wykorzystywać. Obrana ścieżka na razie prowadzi mnie tam dokąd zmierzam a co będzie dalej,
Listopadowy raport
Sobota, 30 listopada 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Listopad okazał się przełomowym miesiącem
dla mnie. Kontynuując rehabilitację po zabiegu doszedłem do momentu w którym
mój organizm znowu jest zdolny do treningów. Na razie nie daję z siebie 100 %
ale najważniejsze, że ruszyłem z miejsca i regularnie pracuję nad sobą.

Przez ostatnie 4 tygodnie wszelkie parametry były bardzo stabilne. Waga nie wzrosła, skoków ciśnienia nie było, saturacja także na odpowiednim poziomie. Jedyne rezerwy jakie mógłbym znaleźć są w śnie. Niby spałem ponad 9 godzin średnio dziennie ale było to spanie na raty. Na palcach jednej ręki mógłbym policzyć noce gdy dane mi było spać bez przerwy. Przez ostatnie 4 tygodnie mogłem do tego przywyknąć i mimo takiego szarpanego, nieregularnego snu jestem w stanie być pełny energii w ciągu dnia.
Ostatni miesiąc był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Zamiast pracy od której na razie odpoczywam musiałem nauczyć się łączyć dotychczasowe życie i obowiązki z nowymi które pojawiły się wraz z narodzinami córki. Ogólnie rzecz biorąc są to przyjemne doznania bo nie ma nic bardziej emocjonującego dla ojca jak spędzanie czasu z własnym dzieckiem. Dlatego nie mogę żyć tylko przeszłością i przyjemnościami i muszę dostosować plany treningowe i startowe do nowej rzeczywistości i stąd nie planuję startów na dystansach w następnym sezonie. Wyścigi do 3 godzin włącznie będą dla mnie wystarczającym celem i wyzwaniem.
Po przerwie w treningach powoli wdrażam coraz więcej ćwiczeń i aktywności. Zupełnie w ostatnim czasie zaniedbałem podstawy które są konieczne przed budową siły. Ćwiczenia ogólnorozwojowe i ukierunkowane na wzmocnienie górnych partii ciała są w moim przypadku kluczowe aby ruszyć z miejsca w kwestii tego co jest moją piętą achillesową czyli wydolności w strefach 6-7. Podczas treningów prezentuję przeciętny ale stabilny poziom. Na tym można zacząć budować wytrzymałość podczas treningów rowerowych i pracować nad wyższymi strefami. Zacząłem też jeździć w terenie i pracować nad techniką. Tam te podstawy nad którymi pracują mają największe znaczenie.
W listopadzie także znalazłem czas na serwis sprzętów. Basso dostał nowe opony, dętki, linki oraz klocki hamulcowe a w pozostałych nic na razie nie wymieniałem. Romet w zimie dostanie po dupie więc dopiero wiosną przejdzie gruntowny serwis, Giant niedawno został zmodernizowany i na razie chodzi jak złoto.
W grudniu czeka mnie już pierwszy sprawdzian nogi, ustalenie stref i optymalizacja planu treningowego pod kątem życia prywatnego oraz możliwości mojego organizmu. Wciąż będę się starał zachowywać odpowiedni balans między treningami na zewnątrz i w domu oraz oczywiście pilnować regeneracji.

Przez ostatnie 4 tygodnie wszelkie parametry były bardzo stabilne. Waga nie wzrosła, skoków ciśnienia nie było, saturacja także na odpowiednim poziomie. Jedyne rezerwy jakie mógłbym znaleźć są w śnie. Niby spałem ponad 9 godzin średnio dziennie ale było to spanie na raty. Na palcach jednej ręki mógłbym policzyć noce gdy dane mi było spać bez przerwy. Przez ostatnie 4 tygodnie mogłem do tego przywyknąć i mimo takiego szarpanego, nieregularnego snu jestem w stanie być pełny energii w ciągu dnia.
Ostatni miesiąc był dla mnie zupełnie nowym doświadczeniem. Zamiast pracy od której na razie odpoczywam musiałem nauczyć się łączyć dotychczasowe życie i obowiązki z nowymi które pojawiły się wraz z narodzinami córki. Ogólnie rzecz biorąc są to przyjemne doznania bo nie ma nic bardziej emocjonującego dla ojca jak spędzanie czasu z własnym dzieckiem. Dlatego nie mogę żyć tylko przeszłością i przyjemnościami i muszę dostosować plany treningowe i startowe do nowej rzeczywistości i stąd nie planuję startów na dystansach w następnym sezonie. Wyścigi do 3 godzin włącznie będą dla mnie wystarczającym celem i wyzwaniem.
Po przerwie w treningach powoli wdrażam coraz więcej ćwiczeń i aktywności. Zupełnie w ostatnim czasie zaniedbałem podstawy które są konieczne przed budową siły. Ćwiczenia ogólnorozwojowe i ukierunkowane na wzmocnienie górnych partii ciała są w moim przypadku kluczowe aby ruszyć z miejsca w kwestii tego co jest moją piętą achillesową czyli wydolności w strefach 6-7. Podczas treningów prezentuję przeciętny ale stabilny poziom. Na tym można zacząć budować wytrzymałość podczas treningów rowerowych i pracować nad wyższymi strefami. Zacząłem też jeździć w terenie i pracować nad techniką. Tam te podstawy nad którymi pracują mają największe znaczenie.
W listopadzie także znalazłem czas na serwis sprzętów. Basso dostał nowe opony, dętki, linki oraz klocki hamulcowe a w pozostałych nic na razie nie wymieniałem. Romet w zimie dostanie po dupie więc dopiero wiosną przejdzie gruntowny serwis, Giant niedawno został zmodernizowany i na razie chodzi jak złoto.
W grudniu czeka mnie już pierwszy sprawdzian nogi, ustalenie stref i optymalizacja planu treningowego pod kątem życia prywatnego oraz możliwości mojego organizmu. Wciąż będę się starał zachowywać odpowiedni balans między treningami na zewnątrz i w domu oraz oczywiście pilnować regeneracji.
Październikowy raport
Czwartek, 31 października 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Październik był najważniejszym miesiącem w tym roku dla
mnie. Nie z powodu ważnych zawodów sportowych czy wyzwań osobistych czy
zawodowych. Był ważny z powodu zdrowia, musiałem poddać się operacji która ma
wpłynąć na to, że znowu będę w stanie dawać z siebie 100 % możliwości, nie
tylko podczas treningów i startów ale i w pracy.

Analiza danych zawsze jest dla mnie ważna, w tym momencie zeszła jednak na dalszy plan. Mimo tego, że nie zwracałem na dane większej uwagi, utrzymywałem wagę na zbliżonym poziomie a pozostałe parametry osiągały również stabilne, książkowe wartości.
Po wyjeździe treningowo – krajoznawczym w Alpy Julijskie znowu złapałem potrzebną świeżość, nie było okazji sprawdzić się już w zawodach ale kilka razy sprawdziłem nogę na podjazdach i dołożyłem kolejne rekordowe wyniki m.in. na flagowym dla mnie podjeździe pod Równicę gdzie w końcu, po 17 latach od pierwszego wjazdu złamałem granicę 15 minut. To właśnie ten podjazdu uświadomił mi, że drzemie we mnie potencjał bo już w 3 wjeździe, w 2007 roku mając 15 lat wjechałem poniżej 20 minut, ciemna strona tego pamiętnego wjazdu na Równicę jest taka, że zaliczyłem fatalnie wyglądający upadek na zjeździe i nigdy nie byłem w stanie zjeżdżać tak dobrze jak podjeżdżam. Kończyłem ten sezon z dobrą nogą i spokojną głową która pozwala teraz spokojnie przechodzić proces rehabilitacji po zabiegu.
Po zabiegu kilka dni spędziłem w łóżku, niewiele się ruszając a następnie stopniowo zwiększałem aktywność w ciągu dnia. Po 2 tygodniach, po zdjęciu szwów zacząłem pracować nad ruchliwością mięśni, stawów, ścięgien, odciążając jednocześnie mięśnie brzucha i okolice operowanej przepukliny brzusznej. Z każdym dniem obserwuję delikatny progres. Po 22 dniach od zabiegu pierwszy raz wsiadłem na trenażer, chociaż mogłem to uczynić już tydzień szybciej. Miałem jednak obawy i wolałem się trochę rozruszać przed powrotem do znanej mi bardzo dobrze dyscypliny sportu.
Przez najbliższe 2 tygodnie będę kontynuował rehabilitację po zabiegu. Chodzenie nie przynosi już dyskomfortu i udało się wydłużyć już czas aktywności do 2 godzin. To pozwoli podczas zimowych wieczorów bez problemu wytrzymywać 2 godzinne sesje na trenażerze. Na sezon mam już gotowy ogólny plan treningowy. Oczywiście na razie nie ma mowy o wysoko zawieszonej poprzeczce, zamierzam powoli, krok po kroku łamać kolejne bariery i w spokoju budować formę na sezon startowy. Z 2024 roku wyciągnąłem masę wniosków, każdy udany trening i start analizowałem bardzo dokładnie, analizowałem dany dzień pod względem żywienia, nawodnienia, odczuć treningowych i błędów jakie popełniałem w trakcie treningów czy startów. Jestem dużo mądrzejszy i mimo bardzo dobrego sezonu sporo rzeczy da się poprawić i udoskonalić.
Plan treningowy podzieliłem sobie na kilka bloków. Pierwszy właśnie trwa i ma na celu rehabilitację i powrót organizmu do pełnej ruchliwości. Drugi to podstawy treningowe typu budowa wytrzymałości tlenowej, głównie na trenażerze oraz podstaw do treningów siłowych które czekają mnie w styczniu. Zimą znowu mam w planie wyjazd treningowy, jest kilka opcji do rozważenia ale raczej będzie to jak co roku kontynentalna Hiszpania, być może w 2 tygodniowych turnusach. Wiosną w zależności od dyspozycji zamierzam przeprowadzić kilka eksperymentów treningowych które mają przygotować organizm do treningów w wysokich strefach gdzie mam ogromne rezerwy. Jak nic się nie wydarzy to po latach chciałbym wrócić do treningów grupowych których brakowało w poprzednich latach. Jak wszystko pójdzie zgodnie z zamysłem to w przyszłym sezonie moje przygotowanie do startów wspólnych będzie znacznie lepsze niż w tym roku gdzie poza świetnym FTP i zdolnością do jazdy ze stałą mocą nie byłem w stanie być konkurencyjny dla innych i dlatego miałem wyniki tylko w czasówkach. Z utrzymaniem FTP nie powinno być większych problemów bo jestem już tak doświadczonym zawodnikiem, że nawet brak treningów których celem jest poprawa FTP ( jak w sezonie 2023 ) pozwala mi na czasówkach walczyć o czołowe miejsca.
Najbliższy czas poświęcam także na optymalizację sprzętów. Rozważam zakup nowych kół do Basso a także lżejszego kokpitu do Gianta aby zejść z wagą tego sprzętu poniżej 7 kilogramów. Startować mam zamiar na obu sprzętach, w zależności od długości, ukształtowania terenu i ogólnej charakterystyki trasy. Basso lepiej radzi sobie na długich dystansach i tam gdzie potrzeba szybkości a Giant daje minimalną przewagę na podjazdach gdzie liczy się waga i nie potrzeba hamulców tarczowych. Różne warianty ustawień będę sprawdzał na treningach i wyjazdach treningowych. W tym roku zaniedbałem nieco temat ogumienia, szytki Continental Competition używałem przez 3 lata i bieżnik jest już niemal zupełnie zdarty, do pierwszej gumy nie planuję wymiany. Na drugich kołach do Gianta miałem również już 3 sezon zamontowane opony – Continental Ultra Sport w rozmiarze 30 milimetrów. Toporne opony poza komfortem nie dawały odczucia szybkości, jedyną gumę złapałem w Hiszpani na podjeździe. W Basso stosowałem opony Pirelli P Zero i po 2 pełnych sezonach złapałem pierwszą gumę. Opony są już jednak zużyte ponad 10000 kilometrów na nich przejechałem i miałem wrażenie, że w tym sezonie straciły już swoje właściwości. Nowych opon jeszcze nie wybrałem, w Basso pozostaję jednak przy 28 milimetrach a w podstawowym zestawie kół do Gianta wracam do 25 milimetrów, po wymianie osprzętu na Campagnolo, 30 wchodzą na styk a gdy pojawi się trochę brudu na oponach lub hamulcach już słychać tarcie. W szosie pozostaję jednak przy dętkach, system bezdętkowy mam w MTB i to mi wystarczy, w treningowych kołach Gianta zmierzam przetestować dętki TPU które są najlżejszymi dostępnymi na rynku. Na razie rozważam wszystkie za i przeciw odnośnie wszelkich inwestycji w sprzęt, w przypadku braku większych inwestycji fundusze zaoszczędzone na sprzęcie mam zamiar przeznaczyć na dodatkowy zimowy wyjazd treningowy.

Analiza danych zawsze jest dla mnie ważna, w tym momencie zeszła jednak na dalszy plan. Mimo tego, że nie zwracałem na dane większej uwagi, utrzymywałem wagę na zbliżonym poziomie a pozostałe parametry osiągały również stabilne, książkowe wartości.
Po wyjeździe treningowo – krajoznawczym w Alpy Julijskie znowu złapałem potrzebną świeżość, nie było okazji sprawdzić się już w zawodach ale kilka razy sprawdziłem nogę na podjazdach i dołożyłem kolejne rekordowe wyniki m.in. na flagowym dla mnie podjeździe pod Równicę gdzie w końcu, po 17 latach od pierwszego wjazdu złamałem granicę 15 minut. To właśnie ten podjazdu uświadomił mi, że drzemie we mnie potencjał bo już w 3 wjeździe, w 2007 roku mając 15 lat wjechałem poniżej 20 minut, ciemna strona tego pamiętnego wjazdu na Równicę jest taka, że zaliczyłem fatalnie wyglądający upadek na zjeździe i nigdy nie byłem w stanie zjeżdżać tak dobrze jak podjeżdżam. Kończyłem ten sezon z dobrą nogą i spokojną głową która pozwala teraz spokojnie przechodzić proces rehabilitacji po zabiegu.
Po zabiegu kilka dni spędziłem w łóżku, niewiele się ruszając a następnie stopniowo zwiększałem aktywność w ciągu dnia. Po 2 tygodniach, po zdjęciu szwów zacząłem pracować nad ruchliwością mięśni, stawów, ścięgien, odciążając jednocześnie mięśnie brzucha i okolice operowanej przepukliny brzusznej. Z każdym dniem obserwuję delikatny progres. Po 22 dniach od zabiegu pierwszy raz wsiadłem na trenażer, chociaż mogłem to uczynić już tydzień szybciej. Miałem jednak obawy i wolałem się trochę rozruszać przed powrotem do znanej mi bardzo dobrze dyscypliny sportu.
Przez najbliższe 2 tygodnie będę kontynuował rehabilitację po zabiegu. Chodzenie nie przynosi już dyskomfortu i udało się wydłużyć już czas aktywności do 2 godzin. To pozwoli podczas zimowych wieczorów bez problemu wytrzymywać 2 godzinne sesje na trenażerze. Na sezon mam już gotowy ogólny plan treningowy. Oczywiście na razie nie ma mowy o wysoko zawieszonej poprzeczce, zamierzam powoli, krok po kroku łamać kolejne bariery i w spokoju budować formę na sezon startowy. Z 2024 roku wyciągnąłem masę wniosków, każdy udany trening i start analizowałem bardzo dokładnie, analizowałem dany dzień pod względem żywienia, nawodnienia, odczuć treningowych i błędów jakie popełniałem w trakcie treningów czy startów. Jestem dużo mądrzejszy i mimo bardzo dobrego sezonu sporo rzeczy da się poprawić i udoskonalić.
Plan treningowy podzieliłem sobie na kilka bloków. Pierwszy właśnie trwa i ma na celu rehabilitację i powrót organizmu do pełnej ruchliwości. Drugi to podstawy treningowe typu budowa wytrzymałości tlenowej, głównie na trenażerze oraz podstaw do treningów siłowych które czekają mnie w styczniu. Zimą znowu mam w planie wyjazd treningowy, jest kilka opcji do rozważenia ale raczej będzie to jak co roku kontynentalna Hiszpania, być może w 2 tygodniowych turnusach. Wiosną w zależności od dyspozycji zamierzam przeprowadzić kilka eksperymentów treningowych które mają przygotować organizm do treningów w wysokich strefach gdzie mam ogromne rezerwy. Jak nic się nie wydarzy to po latach chciałbym wrócić do treningów grupowych których brakowało w poprzednich latach. Jak wszystko pójdzie zgodnie z zamysłem to w przyszłym sezonie moje przygotowanie do startów wspólnych będzie znacznie lepsze niż w tym roku gdzie poza świetnym FTP i zdolnością do jazdy ze stałą mocą nie byłem w stanie być konkurencyjny dla innych i dlatego miałem wyniki tylko w czasówkach. Z utrzymaniem FTP nie powinno być większych problemów bo jestem już tak doświadczonym zawodnikiem, że nawet brak treningów których celem jest poprawa FTP ( jak w sezonie 2023 ) pozwala mi na czasówkach walczyć o czołowe miejsca.
Najbliższy czas poświęcam także na optymalizację sprzętów. Rozważam zakup nowych kół do Basso a także lżejszego kokpitu do Gianta aby zejść z wagą tego sprzętu poniżej 7 kilogramów. Startować mam zamiar na obu sprzętach, w zależności od długości, ukształtowania terenu i ogólnej charakterystyki trasy. Basso lepiej radzi sobie na długich dystansach i tam gdzie potrzeba szybkości a Giant daje minimalną przewagę na podjazdach gdzie liczy się waga i nie potrzeba hamulców tarczowych. Różne warianty ustawień będę sprawdzał na treningach i wyjazdach treningowych. W tym roku zaniedbałem nieco temat ogumienia, szytki Continental Competition używałem przez 3 lata i bieżnik jest już niemal zupełnie zdarty, do pierwszej gumy nie planuję wymiany. Na drugich kołach do Gianta miałem również już 3 sezon zamontowane opony – Continental Ultra Sport w rozmiarze 30 milimetrów. Toporne opony poza komfortem nie dawały odczucia szybkości, jedyną gumę złapałem w Hiszpani na podjeździe. W Basso stosowałem opony Pirelli P Zero i po 2 pełnych sezonach złapałem pierwszą gumę. Opony są już jednak zużyte ponad 10000 kilometrów na nich przejechałem i miałem wrażenie, że w tym sezonie straciły już swoje właściwości. Nowych opon jeszcze nie wybrałem, w Basso pozostaję jednak przy 28 milimetrach a w podstawowym zestawie kół do Gianta wracam do 25 milimetrów, po wymianie osprzętu na Campagnolo, 30 wchodzą na styk a gdy pojawi się trochę brudu na oponach lub hamulcach już słychać tarcie. W szosie pozostaję jednak przy dętkach, system bezdętkowy mam w MTB i to mi wystarczy, w treningowych kołach Gianta zmierzam przetestować dętki TPU które są najlżejszymi dostępnymi na rynku. Na razie rozważam wszystkie za i przeciw odnośnie wszelkich inwestycji w sprzęt, w przypadku braku większych inwestycji fundusze zaoszczędzone na sprzęcie mam zamiar przeznaczyć na dodatkowy zimowy wyjazd treningowy.
Wrześniowy raport
Poniedziałek, 30 września 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Wrzesień minął mi bardzo szybko i był bardzo trudnym
miesiącem. Narastające zmęczenie wynikające przede wszystkim z ciężkiej pracy
zawodowej i małej ilości odpoczynku bezpośrednio wpływało na moją dyspozycję na
rowerze.

Parametry ciała zmieniały się codziennie, momentami wahania były całkiem spore. W pierwszych dniach września na skutek wysokich temperatur waga spadła do minimalnej w tym roku i osiągnęła wartości na poziomie 63 kilogramów. Miało to odzwierciedlenie w wydolności organizmu która była po prostu jak na ostatnie kilka miesięcy kiepska co można było zobaczyć podczas Tatry Road Race gdzie na 20 ostatnich kilometrach ledwo toczyłem się w kierunku mety. Pilnowałem się w wielu kwestiach ale nie udało się osiągnąć spodziewanego efektu w postaci stabilnej i dobrej wydolności organizmu,
W sierpniu wykonałem sporo dobrych jednostek treningowych co miało przełożyć się na formę podczas TRR. Niestety ciężka praca zawodowa zabrała wszystkie rezerwy energii i znacznie osłabiła organizm, im dalej w sezon tym bardziej było to widoczne. Na treningach moja dyspozycja była czystą loterią, raz noga podawała jak szalona a drugim razem męczyłem się na płaskim i umierałem na podjazdach. Sezon w tym momencie okazał się już za długi dla organizmu który przed sezonem niemal 3 miesiące nie był poddawany obciążeniom treningowym.
O jedynym starcie we wrześniu pisałem już sporo, dałem z siebie tego dnia wszystko i nie było mnie stać na więcej. Najważniejsze, że jest motywacja do pracy nad formą przed kolejną edycją Tatry gdy znowu będzie mi przysługiwał 1 sektor startowy. Poziom sportowy w tym roku był bardzo wysoki i trudno porównywać wyniki z poprzednich lat, na podstawie mocy znormalizowanych utrzymywałem dobry poziom cały sezon ale sporo innych czynników nie zagrało jak powinno i na wiele rzeczy nie miałem wpływu.
Zwieńczeniem dobrego dla mnie sezonu był bardzo udany wyjazd w Alpy Julijskie gdzie przez 7 dni zaliczyłem sporo podjazdów i pokazałem po raz kolejny, że góry i podjazdy to jest moje królestwo gdzie czuję się najlepiej.
Przez kolejne tygodnie mam bardzo trudne zadania do wykonania a są nimi zabiegi poprawiające mój słaby stan zdrowia. 9 października czeka mnie operacja przepukliny po której przez 6 tygodni nie będę mógł wykonywać ciężkich prac a w listopadzie jeszcze profesjonalne badanie wzroku, dobór okularów które pozwolą mi na bezpieczniejszą i szybszą jazdę na rowerze czego brakowało przede wszystkim na zjazdach. Znowu czeka mnie krótszy okres przygotowawczy ale jest szansa, że zacznę trenować już w grudniu a nie jak rok temu, w lutym. Mimo tego byłem w tym roku mocniejszy niż wiele osób korzystających z usług trenera z pełnym okresem przygotowawczym
Mimo tego, że wspiera mnie na co dzień tylko garstka osób, jest to wystarczające dla mnie wsparcie, lepsze niż to fałszywe zainteresowanie wykazywane przez większość „ kolarzy” z jakimi mam styczność. Mam nadzieję, że zdrowie będzie lepsze jak przez ostatnie 4 lata i będę mógł w końcu dawać z siebie 100 % na treningach i zawodach co w ostatnim czasie zdarzało się bardzo rzadko.

Parametry ciała zmieniały się codziennie, momentami wahania były całkiem spore. W pierwszych dniach września na skutek wysokich temperatur waga spadła do minimalnej w tym roku i osiągnęła wartości na poziomie 63 kilogramów. Miało to odzwierciedlenie w wydolności organizmu która była po prostu jak na ostatnie kilka miesięcy kiepska co można było zobaczyć podczas Tatry Road Race gdzie na 20 ostatnich kilometrach ledwo toczyłem się w kierunku mety. Pilnowałem się w wielu kwestiach ale nie udało się osiągnąć spodziewanego efektu w postaci stabilnej i dobrej wydolności organizmu,
W sierpniu wykonałem sporo dobrych jednostek treningowych co miało przełożyć się na formę podczas TRR. Niestety ciężka praca zawodowa zabrała wszystkie rezerwy energii i znacznie osłabiła organizm, im dalej w sezon tym bardziej było to widoczne. Na treningach moja dyspozycja była czystą loterią, raz noga podawała jak szalona a drugim razem męczyłem się na płaskim i umierałem na podjazdach. Sezon w tym momencie okazał się już za długi dla organizmu który przed sezonem niemal 3 miesiące nie był poddawany obciążeniom treningowym.
O jedynym starcie we wrześniu pisałem już sporo, dałem z siebie tego dnia wszystko i nie było mnie stać na więcej. Najważniejsze, że jest motywacja do pracy nad formą przed kolejną edycją Tatry gdy znowu będzie mi przysługiwał 1 sektor startowy. Poziom sportowy w tym roku był bardzo wysoki i trudno porównywać wyniki z poprzednich lat, na podstawie mocy znormalizowanych utrzymywałem dobry poziom cały sezon ale sporo innych czynników nie zagrało jak powinno i na wiele rzeczy nie miałem wpływu.
Zwieńczeniem dobrego dla mnie sezonu był bardzo udany wyjazd w Alpy Julijskie gdzie przez 7 dni zaliczyłem sporo podjazdów i pokazałem po raz kolejny, że góry i podjazdy to jest moje królestwo gdzie czuję się najlepiej.
Przez kolejne tygodnie mam bardzo trudne zadania do wykonania a są nimi zabiegi poprawiające mój słaby stan zdrowia. 9 października czeka mnie operacja przepukliny po której przez 6 tygodni nie będę mógł wykonywać ciężkich prac a w listopadzie jeszcze profesjonalne badanie wzroku, dobór okularów które pozwolą mi na bezpieczniejszą i szybszą jazdę na rowerze czego brakowało przede wszystkim na zjazdach. Znowu czeka mnie krótszy okres przygotowawczy ale jest szansa, że zacznę trenować już w grudniu a nie jak rok temu, w lutym. Mimo tego byłem w tym roku mocniejszy niż wiele osób korzystających z usług trenera z pełnym okresem przygotowawczym
Mimo tego, że wspiera mnie na co dzień tylko garstka osób, jest to wystarczające dla mnie wsparcie, lepsze niż to fałszywe zainteresowanie wykazywane przez większość „ kolarzy” z jakimi mam styczność. Mam nadzieję, że zdrowie będzie lepsze jak przez ostatnie 4 lata i będę mógł w końcu dawać z siebie 100 % na treningach i zawodach co w ostatnim czasie zdarzało się bardzo rzadko.
Sierpniowy raport
Sobota, 31 sierpnia 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Sierpień był dla mnie wyjątkowo wymagającym miesiącem. Znowu
sporo godzin spędziłem w pracy co wiązało się z nadmiernym zmęczeniem i brakiem
energii a także czasu na trening i regenerację. Trenowałem więc kosztem
odpoczynku co nie dało oczekiwanego efektu finalnego.

Parametry zmieniały się niemal codziennie. Z wagą spadłem w ciągu miesiąca o prawie 2 kilogramy. Różnice w tętnie spoczynkowym czy ciśnieniu potrafiły być wyraźne na przestrzeni 2 kolejnych dni.
Trenując regularnie podniosłem znów swój pułap tlenowy, wartości ATL i CTL wzrosły, organizm był zmęczony i potrzebował odpoczynku. Trenowałem zazwyczaj w strefach 2-3 i nie byłem w stanie nadrobić braków w strefach 5-7. Warunki pogodowe do treningów były zazwyczaj dobre lub bardzo dobre ale z czasem bywało zazwyczaj słabo. Ostatecznie udało się zaliczyć więcej godzin treningowych i kilka startów w zawodach. Ogólnie liczbowo był to lepszy miesiąc niż lipiec.
Wystartowałem w kilku zawodach. Na początku miesiąca zmierzyłem się z kultowym podjazdem na Lysą Horę w ramach czasówki 3xtop.cz. Pojechałem swoje, chociaż brakło mnie w końcówce co zaowocowało czasem gorszym od zakładanego od 3 sekundy. Zaliczyłem jednak kolejną świetną czasówkę kończąc z 2 wynikiem open,
Dwa tygodnie później stanąłem na starcie Ujsoły Road Trophy. Czasówka poszła mi nieźle ale bez fajerwerków jakie byłem w stanie pokazywać w poprzednich tego typu próbach. Zmęczenie po pracy i problemy ze sprzętem zrobiły swoje ale 7 miejsce open nie jest złym wynikiem. Drugi etap musiałem sobie podarować ze względu na kolejne problemy sprzętowe a na trzecim pojechałem solidnie ale z pewnym niedosytem, że nie udało się utrzymać tempa czołówki na podjazdach. Zjazdy pozostawiały sporo do życzenia i finalnie wygrałem z 2 grupy kończąc na 12 miejscu open, czyli bardzo podobnie jak na Pętli Beskidzkiej. Kontrolny start w Górskich Mistrzostwach Jas-Kółek potraktowałem wybitnie treningowo, nawet nie jadąc na maksa pod górę byłem w stanie zgubić większość rywali. Na krótkich podjazdach w Jaworzynce zrobiłem bardzo konkretny trening. Ostatecznie okazało się, że z 2 miejsca awansowałem na 1 co jednak nie miało dla mnie większego znaczenia. Noga na tym etapie sezonu kręciła dobrze ale bardzo brakowało regeneracji i odpoczynku. Na mecie sugerowano, że wygrałem nieuczciwie ale, skupiając się na sobie nie miałem wpływu na to, że ktoś pomylił trasę lub wywalił się na zjeździe. To po raz kolejny pokazuje, że podjąłem dobrą decyzję o odejściu z Jas-Kółek ponieważ nikt w dalszym ciągu nie traktuje mnie poważnie i unika jakichkolwiek rozmów ze mną. Sportowo tez coraz bardziej odstaję od rzeszy zawodników z tego klubu, trzymając lub podnosząc swój poziom sportowy jestem znacznie lepszy od upadającego pod tym względem coraz bardziej niszowego klubu. Nie mam zamiaru jednak zaprzątać sobie głowy śmieciami i skupiam się już na tym co czeka mnie w kolejnych tygodniach.
We wrześniu planuję 1 – 2 starty w zawodach. Jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu jest dla mnie kultowy wyścig – Tatra Road Race. W tym roku zmierzę się z dystansem As i postaram się pokonać go bez żadnych kryzysów i w dobrym tempie. Następnie być może wystartuję w finałowej edycji Szutrów Śląskich w Rybniku.
Na zwieńczenie udanego sezonu czeka mnie jeszcze wyjazd w Alpy Julijskie w dniach 21 – 28.09 po czym na miesiąc odstawiam rower i skupiam się na podreperowaniu zdrowia. Co przyniosą kolejne tygodnie czy miesiące, czas pokaże.

Parametry zmieniały się niemal codziennie. Z wagą spadłem w ciągu miesiąca o prawie 2 kilogramy. Różnice w tętnie spoczynkowym czy ciśnieniu potrafiły być wyraźne na przestrzeni 2 kolejnych dni.
Trenując regularnie podniosłem znów swój pułap tlenowy, wartości ATL i CTL wzrosły, organizm był zmęczony i potrzebował odpoczynku. Trenowałem zazwyczaj w strefach 2-3 i nie byłem w stanie nadrobić braków w strefach 5-7. Warunki pogodowe do treningów były zazwyczaj dobre lub bardzo dobre ale z czasem bywało zazwyczaj słabo. Ostatecznie udało się zaliczyć więcej godzin treningowych i kilka startów w zawodach. Ogólnie liczbowo był to lepszy miesiąc niż lipiec.
Wystartowałem w kilku zawodach. Na początku miesiąca zmierzyłem się z kultowym podjazdem na Lysą Horę w ramach czasówki 3xtop.cz. Pojechałem swoje, chociaż brakło mnie w końcówce co zaowocowało czasem gorszym od zakładanego od 3 sekundy. Zaliczyłem jednak kolejną świetną czasówkę kończąc z 2 wynikiem open,
Dwa tygodnie później stanąłem na starcie Ujsoły Road Trophy. Czasówka poszła mi nieźle ale bez fajerwerków jakie byłem w stanie pokazywać w poprzednich tego typu próbach. Zmęczenie po pracy i problemy ze sprzętem zrobiły swoje ale 7 miejsce open nie jest złym wynikiem. Drugi etap musiałem sobie podarować ze względu na kolejne problemy sprzętowe a na trzecim pojechałem solidnie ale z pewnym niedosytem, że nie udało się utrzymać tempa czołówki na podjazdach. Zjazdy pozostawiały sporo do życzenia i finalnie wygrałem z 2 grupy kończąc na 12 miejscu open, czyli bardzo podobnie jak na Pętli Beskidzkiej. Kontrolny start w Górskich Mistrzostwach Jas-Kółek potraktowałem wybitnie treningowo, nawet nie jadąc na maksa pod górę byłem w stanie zgubić większość rywali. Na krótkich podjazdach w Jaworzynce zrobiłem bardzo konkretny trening. Ostatecznie okazało się, że z 2 miejsca awansowałem na 1 co jednak nie miało dla mnie większego znaczenia. Noga na tym etapie sezonu kręciła dobrze ale bardzo brakowało regeneracji i odpoczynku. Na mecie sugerowano, że wygrałem nieuczciwie ale, skupiając się na sobie nie miałem wpływu na to, że ktoś pomylił trasę lub wywalił się na zjeździe. To po raz kolejny pokazuje, że podjąłem dobrą decyzję o odejściu z Jas-Kółek ponieważ nikt w dalszym ciągu nie traktuje mnie poważnie i unika jakichkolwiek rozmów ze mną. Sportowo tez coraz bardziej odstaję od rzeszy zawodników z tego klubu, trzymając lub podnosząc swój poziom sportowy jestem znacznie lepszy od upadającego pod tym względem coraz bardziej niszowego klubu. Nie mam zamiaru jednak zaprzątać sobie głowy śmieciami i skupiam się już na tym co czeka mnie w kolejnych tygodniach.
We wrześniu planuję 1 – 2 starty w zawodach. Jednym z najważniejszych wydarzeń sezonu jest dla mnie kultowy wyścig – Tatra Road Race. W tym roku zmierzę się z dystansem As i postaram się pokonać go bez żadnych kryzysów i w dobrym tempie. Następnie być może wystartuję w finałowej edycji Szutrów Śląskich w Rybniku.
Na zwieńczenie udanego sezonu czeka mnie jeszcze wyjazd w Alpy Julijskie w dniach 21 – 28.09 po czym na miesiąc odstawiam rower i skupiam się na podreperowaniu zdrowia. Co przyniosą kolejne tygodnie czy miesiące, czas pokaże.
Majowy Raport
Piątek, 31 maja 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Maj był dobrym, solidnie przepracowanym miesiącem.
Pracowałem nad wieloma rzeczami, m.in. nad stabilizacją parametrów ciała.
Po chorobie z którą walczyłem w styczniu i lutym długo dochodziłem do siebie. Moje płuca wciąż się regenerują i w pewnym momencie znowu saturacja spadła co jednak nie jest jedynym wyznacznikiem wydolności.
Wyższa niż zazwyczaj waga także nie jest dla mnie problemem. Przy tej wadze po prostu muszę utrzymywać wyższe wartości mocy co jednak się udaje.
Nawyki żywieniowe które sobie wyrobiłem, nie zawsze wpływają na mnie korzystnie, skoki ciśnienia jakie pojawiały się w ostatnich tygodniach miały wiele przyczyn i muszę po prostu dalej się pilnować i kontrolować wszystkie parametry.
W maju zrealizowałem masę solidnych i wymagających jednostek treningowych. W dalszym ciągu wzmacniałem wytrzymałość tlenową na co zawsze jest odpowiedni moment. Trenowałem zarówno podjazdy na progu jak i w niższej i wyższej strefie a także zacząłem już żmudną pracę nad Vo2Max z czym obecnie mam największy problem. Podczas każdego treningu pilnowałem kadencji i wyrobiłem sobie już nawyk, że nawet na podjeździe trzymam wysoki rytm. Zauważyłem, że po treningu na wysokiej kadencji szybciej się regeneruję i przede wszystkim jestem w stanie dokręcać na zjazdach i nadrabiać w ten sposób braki techniczne w tym elemencie.
Maj to także owocny miesiąc podczas startów w zawodach. Pierwszą dobrą czasówkę pojechałem 12 maja gdy zmierzyłem się z podjazdem pod przełęcz Ostrą. Już wtedy utrzymywałem wysoką kadencję na podjeździe i wygenerowałem 5,2 W/kg przez 16 minut co jest jednym z lepszych moich wyników w tego typu próbach. Kilka dni później w ulubionym Pucharze Równicy spisałem się jeszcze lepiej, ta sama moc przy nieco niższej wadze dała drugi czas, pomiędzy zawodnikami z licencją Elity co absolutnie nie jest powodem do wstydu. Ostatni start to nowość dla mnie, długi maraton gravelowy z górskimi podjazdami szutrowymi. Ten start dał mi odpowiedź, że wytrzymałościowo jestem dobrze przygotowany do sezonu ale brakuje trochę techniki i odpowiedniego dawkowania węglowodanów na trasie co zaowocowało niewielkim kryzysem pod koniec zawodów. Z jednych zawodów musiałem zrezygnować ale taki to już jest rok, że na dłuższą metę nic nie mogę zaplanować. Na koniec miesiąca udało się pojechać w góry Opawskie i odwiedzić Jesenniki gdzie nie było mnie kilka lat.
W czerwcu planuję więcej treningów na podjazdach i pod kątem Vo2Max a także kilka startów w zawodach. Na razie sporo niewiadomych, jedną z nich jest wybór imprezy docelowej między Beskyd Tour na długiej trasie a Pętlą Beskidzką na dużo ciekawszej trasie niż w ubiegłym roku. Do tego kilka kontrolnych startów w czasówkach lub wyścigach pod górę i maraton MTB w celu określenia sektora startowego podczas BAM w Bielsku – Białej które już w lipcu. Wstępny kalendarz startów:
08.06.2024 – Majka Days ITT – 16 kilometrów na pagórkowatej trasie
16.06.2024 – BAM Babice – Hobby lub PRO
22.06.2024 – O Cenu Kilpi – 11 kilometrów pod górę ze startu wspólnego lub
Uphill MTB Czantoria – 13 kilometrów, po zmiennej nawierzchni
23.06.2024 – Triniec – Loukca – 7 kilometrów pod górę ze startu wspólnego
29.06.2024 – Beskyd Tour – Trasa A lub C ( przepalenie przed Pętlą Beskidzką )
30.06.2024 – Pętla Beskidzka lub w przypadku wyboru długiej trasy podczas Beskyd Tour, BAM Jeleśnia na trasie Hobby

Po chorobie z którą walczyłem w styczniu i lutym długo dochodziłem do siebie. Moje płuca wciąż się regenerują i w pewnym momencie znowu saturacja spadła co jednak nie jest jedynym wyznacznikiem wydolności.
Wyższa niż zazwyczaj waga także nie jest dla mnie problemem. Przy tej wadze po prostu muszę utrzymywać wyższe wartości mocy co jednak się udaje.
Nawyki żywieniowe które sobie wyrobiłem, nie zawsze wpływają na mnie korzystnie, skoki ciśnienia jakie pojawiały się w ostatnich tygodniach miały wiele przyczyn i muszę po prostu dalej się pilnować i kontrolować wszystkie parametry.
W maju zrealizowałem masę solidnych i wymagających jednostek treningowych. W dalszym ciągu wzmacniałem wytrzymałość tlenową na co zawsze jest odpowiedni moment. Trenowałem zarówno podjazdy na progu jak i w niższej i wyższej strefie a także zacząłem już żmudną pracę nad Vo2Max z czym obecnie mam największy problem. Podczas każdego treningu pilnowałem kadencji i wyrobiłem sobie już nawyk, że nawet na podjeździe trzymam wysoki rytm. Zauważyłem, że po treningu na wysokiej kadencji szybciej się regeneruję i przede wszystkim jestem w stanie dokręcać na zjazdach i nadrabiać w ten sposób braki techniczne w tym elemencie.
Maj to także owocny miesiąc podczas startów w zawodach. Pierwszą dobrą czasówkę pojechałem 12 maja gdy zmierzyłem się z podjazdem pod przełęcz Ostrą. Już wtedy utrzymywałem wysoką kadencję na podjeździe i wygenerowałem 5,2 W/kg przez 16 minut co jest jednym z lepszych moich wyników w tego typu próbach. Kilka dni później w ulubionym Pucharze Równicy spisałem się jeszcze lepiej, ta sama moc przy nieco niższej wadze dała drugi czas, pomiędzy zawodnikami z licencją Elity co absolutnie nie jest powodem do wstydu. Ostatni start to nowość dla mnie, długi maraton gravelowy z górskimi podjazdami szutrowymi. Ten start dał mi odpowiedź, że wytrzymałościowo jestem dobrze przygotowany do sezonu ale brakuje trochę techniki i odpowiedniego dawkowania węglowodanów na trasie co zaowocowało niewielkim kryzysem pod koniec zawodów. Z jednych zawodów musiałem zrezygnować ale taki to już jest rok, że na dłuższą metę nic nie mogę zaplanować. Na koniec miesiąca udało się pojechać w góry Opawskie i odwiedzić Jesenniki gdzie nie było mnie kilka lat.
W czerwcu planuję więcej treningów na podjazdach i pod kątem Vo2Max a także kilka startów w zawodach. Na razie sporo niewiadomych, jedną z nich jest wybór imprezy docelowej między Beskyd Tour na długiej trasie a Pętlą Beskidzką na dużo ciekawszej trasie niż w ubiegłym roku. Do tego kilka kontrolnych startów w czasówkach lub wyścigach pod górę i maraton MTB w celu określenia sektora startowego podczas BAM w Bielsku – Białej które już w lipcu. Wstępny kalendarz startów:
08.06.2024 – Majka Days ITT – 16 kilometrów na pagórkowatej trasie
16.06.2024 – BAM Babice – Hobby lub PRO
22.06.2024 – O Cenu Kilpi – 11 kilometrów pod górę ze startu wspólnego lub
Uphill MTB Czantoria – 13 kilometrów, po zmiennej nawierzchni
23.06.2024 – Triniec – Loukca – 7 kilometrów pod górę ze startu wspólnego
29.06.2024 – Beskyd Tour – Trasa A lub C ( przepalenie przed Pętlą Beskidzką )
30.06.2024 – Pętla Beskidzka lub w przypadku wyboru długiej trasy podczas Beskyd Tour, BAM Jeleśnia na trasie Hobby
Kwietniowy raport
Wtorek, 30 kwietnia 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Kwiecień był dla mnie drugim z rzędu miesiącem który w
całości przepracowałem treningowo.
Dane o parametrach ciała były przez cały miesiąc stabilne. W ostatnich dniach kwietnia wróciły problemy z płucami co wpłynęło na spadek saturacji. Już myślałem, że zdrowie będzie dopisywało i będę mógł skupić się wyłącznie na treningach. Pojawiło się jednak ziarno niepewności, więc najbliższy tydzień będzie kluczowy w kontekście bardziej wymagających treningów przed zasadniczymi startami w sezonie.

Plan treningowy z góry zakładał wzmacnianie wypracowanej już wytrzymałości i początek pracy nad VO2Max potrzebnego podczas zawodów. Rozpisany plan udało się w 100 % zrealizować, w czasie kilku tygodni było kilka szans aby sprawdzić własne możliwości. Na początku kwietnia przystąpiłem do testów mocy, szczególnie próba 20 minutowa w moim wykonaniu była bardzo dobra. Na Rozpoczęciu Sezonu z Jas-Kółkami dałem z siebie wszystko, zabrakło kilku detali ale z nóg nie byłem w stanie dać więcej. Zostawiłem w tyle większość rywali co raczej nie było takie oczywiste biorąc pod uwagę, że miałem za sobą ledwie 6 tygodni treningu a zwykle było to 5 miesięcy. Na koniec miesiąca wystartowałem w Majka Days w Dobczycach. Trasa bardzo mi spasowała, ponownie dałem z siebie wszystko, byłem aktywny na trasie i byłem w stanie odjechać przed metą. Pod względem wykonanej pracy na trasie byłem chyba wśród 10 najbardziej aktywnych zawodników ale w tym sporcie to nie wszystko więc zająłem zadowalające mnie 33 miejsce open i 11 w kategorii. Po tym wyścigu postawiłem na odpoczynek przed kolejnym cyklem treningowym.
Dobrze przepracowany miesiąc, potwierdzenie wykonanie pracy podczas testów mocy i zawodów dodały mi pewności siebie. Od początku roku jestem wyjątkowo cierpliwy i dzięki temu łatwiej jest mi wierzyć w to, że także w tym roku złapię dobrą formę wyścigową. Skupiam się na sobie i wszystko co robię, robię dla siebie. Ilość osób które we mnie wierzą i kibicują jest w tym roku mniejsza ale wiem, że to ich wsparcie jest szczere i odczuwalne. Poprzednie lata utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto nic robić dla kogoś kto tego nie zauważa i nie potrafi w żaden sposób okazać swojego zainteresowania. Tkwiłem w środowisku które nie gwarantowało rozwoju a raczej ciągło mnie w dół i aby utrzymać się na poziomie musiałem liczyć na siebie. Ostatni miesiąc pokazał, że skupiając się na sobie jestem w stanie robić rzeczy na które wcześniej w obecnej sytuacji nie byłoby mnie stać.
W maju już muszę wziąć się na konkretnej roboty treningowej. Na dobre wjeżdżam w góry i zamierzam zaliczyć sporo podjazdów. Treningów tlenowych będzie znacznie mniej a pojawi się więcej jednostek zadaniowych. Planuję starty w następujących zawodach:
12.05 – III Czasówka pod Ostrą
18.05 – Puchar Równicy lub O Cenu Żabne w Czechach
19.05 – Bohuminska Casovka lub BAM Tarnowskie Góry
25.05 – Śląskie Szutry Bielsko - Biała
Dane o parametrach ciała były przez cały miesiąc stabilne. W ostatnich dniach kwietnia wróciły problemy z płucami co wpłynęło na spadek saturacji. Już myślałem, że zdrowie będzie dopisywało i będę mógł skupić się wyłącznie na treningach. Pojawiło się jednak ziarno niepewności, więc najbliższy tydzień będzie kluczowy w kontekście bardziej wymagających treningów przed zasadniczymi startami w sezonie.

Plan treningowy z góry zakładał wzmacnianie wypracowanej już wytrzymałości i początek pracy nad VO2Max potrzebnego podczas zawodów. Rozpisany plan udało się w 100 % zrealizować, w czasie kilku tygodni było kilka szans aby sprawdzić własne możliwości. Na początku kwietnia przystąpiłem do testów mocy, szczególnie próba 20 minutowa w moim wykonaniu była bardzo dobra. Na Rozpoczęciu Sezonu z Jas-Kółkami dałem z siebie wszystko, zabrakło kilku detali ale z nóg nie byłem w stanie dać więcej. Zostawiłem w tyle większość rywali co raczej nie było takie oczywiste biorąc pod uwagę, że miałem za sobą ledwie 6 tygodni treningu a zwykle było to 5 miesięcy. Na koniec miesiąca wystartowałem w Majka Days w Dobczycach. Trasa bardzo mi spasowała, ponownie dałem z siebie wszystko, byłem aktywny na trasie i byłem w stanie odjechać przed metą. Pod względem wykonanej pracy na trasie byłem chyba wśród 10 najbardziej aktywnych zawodników ale w tym sporcie to nie wszystko więc zająłem zadowalające mnie 33 miejsce open i 11 w kategorii. Po tym wyścigu postawiłem na odpoczynek przed kolejnym cyklem treningowym.
Dobrze przepracowany miesiąc, potwierdzenie wykonanie pracy podczas testów mocy i zawodów dodały mi pewności siebie. Od początku roku jestem wyjątkowo cierpliwy i dzięki temu łatwiej jest mi wierzyć w to, że także w tym roku złapię dobrą formę wyścigową. Skupiam się na sobie i wszystko co robię, robię dla siebie. Ilość osób które we mnie wierzą i kibicują jest w tym roku mniejsza ale wiem, że to ich wsparcie jest szczere i odczuwalne. Poprzednie lata utwierdziły mnie w przekonaniu, że nie warto nic robić dla kogoś kto tego nie zauważa i nie potrafi w żaden sposób okazać swojego zainteresowania. Tkwiłem w środowisku które nie gwarantowało rozwoju a raczej ciągło mnie w dół i aby utrzymać się na poziomie musiałem liczyć na siebie. Ostatni miesiąc pokazał, że skupiając się na sobie jestem w stanie robić rzeczy na które wcześniej w obecnej sytuacji nie byłoby mnie stać.
W maju już muszę wziąć się na konkretnej roboty treningowej. Na dobre wjeżdżam w góry i zamierzam zaliczyć sporo podjazdów. Treningów tlenowych będzie znacznie mniej a pojawi się więcej jednostek zadaniowych. Planuję starty w następujących zawodach:
12.05 – III Czasówka pod Ostrą
18.05 – Puchar Równicy lub O Cenu Żabne w Czechach
19.05 – Bohuminska Casovka lub BAM Tarnowskie Góry
25.05 – Śląskie Szutry Bielsko - Biała
Marcowy raport
Niedziela, 31 marca 2024 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Marzec okazał się najlepszym miesiącem treningowym od … 4 lat. Po przejściach zdrowotnych w ostatnich kilkunastu tygodniach lekarze zalecili aktywność fizyczną na świeżym powietrzu więc realizowałem głównie treningi tlenowe budując bazę, nie robiłem tego od 2021 roku gdy po dobrym okresie przygotowawczym złapałem Covid i męczyłem się cały sezon. W marcu zrealizowałem 12 wartościowych treningów stosując różne rozwiązania. Dane liczbowe wyglądają bardzo obiecująco w kontekście zbliżającego się sezonu:

Po lutowej infekcji i zmianie w płucach cierpliwie dążyłem po poprawy saturacji, udało się z 93 uzyskać 94. Niby nie duża zmiana ale odczuwalna. Płuca wciąż się regenerują i potrzebują czasu ale już teraz jestem w stanie mocniej pociągnąć na wybranych odcinkach.
Waga i pozostałe parametry ciała były przez cały miesiąc stabilne. Nie są to jeszcze wartości które podczas startów w zawodach dawały mi najlepsze wyniki ale nie odbiegają od tych osiąganych w analogicznych okresach lat ubiegłych.
Dzięki temu, że sporo jeździłem w tlenie, przy małej ilości treningów robiłem duże objętości stosując różne formy odżywiania przed, w trakcie i po treningach ani razu nie złapała mnie bomba głodowa co w ubiegłym roku zdarzało się niemal przy każdej dłuższej jeździe. Nawet wyjeżdżając prosto z pracy, bez konkretnego posiłku przed treningiem dawałem radę kręcić po 4 godziny.
Przez kilka tygodni złapałem stabilność w kontekście mocy, kadencji, tętna oraz wyrobiłem sobie dobre nawyki żywieniowe. Kilka razy zdarzyło mi się odejść od schematów co od razu objawiało się np. podwyższonym tętnem ale były to raczej sytuacje jednorazowe.
Wszystko co dobre i stabilne kończyło się jednak w momencie wjazdu w teren bardziej pagórkowaty, na podjazdach organizm zaczynał się buntować bo szczególnie płuca były narażone na intensywniejszą pracę co przy ich stanie oznaczało znacznie podwyższone tętno.
Na koniec miesiąca poświęconego całkowicie na budowę bazy tlenowej sprawdziłem się na podjeździe pod Równicę. Od wielu lat robię taki test i nie wypadł on ani znacząco lepiej jak w poprzednich latach ani gorzej. Biorąc pod uwagę okoliczności był to jednak lepszy wjazd. Tak poważnych problemów zdrowotnych przed sezonem nie miałem od 5 lat a lat ciągle przybywa i wydolność zaczyna powoli spadać.
Przez ostatni miesiąc miałem sporo czasu aby wyłapać wszystkie swoje słabe strony jakie posiadam obecnie i na ich podstawie ułożyłem już plan treningowy na kolejne tygodnie. W dalszym ciągu motywem przewodnim jest cierpliwość i mozolne podążanie do przodu.
Na początek kolejnego cyklu treningowego mam zaplanowane tradycyjne testy mocy – CP 5, CP 1, CP 0,25 oraz CP 20. Od ich wyników będzie zależeć dalszy plan działania a także kalendarz pierwszych startów.
W najbliższym tygodniu będę wiedział czy znajdę się w pierwszym składzie drużyny CK Hobby Bohumin zgłoszonej do cyklu SPAC od czego będą zależeć priorytety startowe na ten rok. Już teraz wiem, że sezon najprawdopodobniej zacznę 20 kwietnia od startu w Molo Osiek Race lub Czasówce na Annaberg bądź od Bike Atelier Maraton w Czerwionce – Leszczynach a następnie prawdopodobnie pojawię się na Majka Days w Dobczycach 28 kwietnia.
Najważniejsze, że zdrowie uległo poprawie i mogę skupić się na treningach, reszta sama się ułoży, jestem już na tyle doświadczonym zawodnikiem i wiem co zrobić aby być w formie w najważniejszym momentach sezonu.

Po lutowej infekcji i zmianie w płucach cierpliwie dążyłem po poprawy saturacji, udało się z 93 uzyskać 94. Niby nie duża zmiana ale odczuwalna. Płuca wciąż się regenerują i potrzebują czasu ale już teraz jestem w stanie mocniej pociągnąć na wybranych odcinkach.
Waga i pozostałe parametry ciała były przez cały miesiąc stabilne. Nie są to jeszcze wartości które podczas startów w zawodach dawały mi najlepsze wyniki ale nie odbiegają od tych osiąganych w analogicznych okresach lat ubiegłych.
Dzięki temu, że sporo jeździłem w tlenie, przy małej ilości treningów robiłem duże objętości stosując różne formy odżywiania przed, w trakcie i po treningach ani razu nie złapała mnie bomba głodowa co w ubiegłym roku zdarzało się niemal przy każdej dłuższej jeździe. Nawet wyjeżdżając prosto z pracy, bez konkretnego posiłku przed treningiem dawałem radę kręcić po 4 godziny.
Przez kilka tygodni złapałem stabilność w kontekście mocy, kadencji, tętna oraz wyrobiłem sobie dobre nawyki żywieniowe. Kilka razy zdarzyło mi się odejść od schematów co od razu objawiało się np. podwyższonym tętnem ale były to raczej sytuacje jednorazowe.
Wszystko co dobre i stabilne kończyło się jednak w momencie wjazdu w teren bardziej pagórkowaty, na podjazdach organizm zaczynał się buntować bo szczególnie płuca były narażone na intensywniejszą pracę co przy ich stanie oznaczało znacznie podwyższone tętno.
Na koniec miesiąca poświęconego całkowicie na budowę bazy tlenowej sprawdziłem się na podjeździe pod Równicę. Od wielu lat robię taki test i nie wypadł on ani znacząco lepiej jak w poprzednich latach ani gorzej. Biorąc pod uwagę okoliczności był to jednak lepszy wjazd. Tak poważnych problemów zdrowotnych przed sezonem nie miałem od 5 lat a lat ciągle przybywa i wydolność zaczyna powoli spadać.
Przez ostatni miesiąc miałem sporo czasu aby wyłapać wszystkie swoje słabe strony jakie posiadam obecnie i na ich podstawie ułożyłem już plan treningowy na kolejne tygodnie. W dalszym ciągu motywem przewodnim jest cierpliwość i mozolne podążanie do przodu.
Na początek kolejnego cyklu treningowego mam zaplanowane tradycyjne testy mocy – CP 5, CP 1, CP 0,25 oraz CP 20. Od ich wyników będzie zależeć dalszy plan działania a także kalendarz pierwszych startów.
W najbliższym tygodniu będę wiedział czy znajdę się w pierwszym składzie drużyny CK Hobby Bohumin zgłoszonej do cyklu SPAC od czego będą zależeć priorytety startowe na ten rok. Już teraz wiem, że sezon najprawdopodobniej zacznę 20 kwietnia od startu w Molo Osiek Race lub Czasówce na Annaberg bądź od Bike Atelier Maraton w Czerwionce – Leszczynach a następnie prawdopodobnie pojawię się na Majka Days w Dobczycach 28 kwietnia.
Najważniejsze, że zdrowie uległo poprawie i mogę skupić się na treningach, reszta sama się ułoży, jestem już na tyle doświadczonym zawodnikiem i wiem co zrobić aby być w formie w najważniejszym momentach sezonu.