Podsumowanie 15 tygodnia 2021
Niedziela, 11 kwietnia 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Po kilku dobrych tygodniach gdy wszystko jakoś się układało nadszedł gorszy dla mnie czas. Zaczęło szwankować zdrowie który miało wyraźny wpływ na wiele rzeczy. Zacząłem zastanawiać się czy nie ma to czegoś wspólnego z rządzącym całym światem wirusem. Nic jednak na to nie wskazywało, parametry krwi w normie, nawet minimalnej utraty smaku czy węchu, temperatura w normie, brak kaszlu czy kataru. Ta sytuacja nie dawała mi spokoju i w trakcie tygodnia gdy czułem że z moimi płucami coś nie w porządku wybrałem się na test antygenowy. Wynik wyszedł niespodziewany, powtórny test również dał taki sam wynik więc nie musiałem robić testu na Covid 19. Ta sytuacja dała mi odpowiedź na to dlaczego w tym roku nic mi nie wychodzi w sporcie, nie wiem jak długo mój organizm będzie jeszcze dochodził do siebie ale już teraz znam przyczynę słabej formy sportowej i szeregu dziwnych zdarzeń jakie miały miejsce w tym roku. To co mi się przytrafiło nazwałem zemstą maski ponieważ od momentu w którym wyprowadzono maseczkę muszę w niej pracować i wszędzie gdzie trzeba i gdy trzeba korzystam z maski i moje płuca w końcu tego nie wytrzymały. Myślę że przez jakieś dwa tygodnie będę się musiał pomęczyć zanim płuca odzyskają sprawność. Nie powinno to jednak w znaczący sposób wpłynąć na zmiany planu treningowego. Mimo tych problemów zaliczyłem aż 4 treningi jednak ich jakość pozostawiała do życzenia. Męczyłem się strasznie podczas jazdy i cały czas organizm reagował jakbym jechał co najmniej jedną strefę wyżej. Podczas treningów pilnowałem szczególnie jedzenia i picia ale nic to nie dało i przełomu nie odnotowałem. Po tym trudnym tygodniu miałem w planie odpoczynek co zbiegło się z kilkudniowym wyjazdem do Gdańska który dobrze mi zrobi w tej sytuacji.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Pod koniec tygodnia waga osiągnęła satysfakcjonujący poziom, po świętach nie przybrałem na wadze i o to mi w dużej mierze chodziło. Ciśnienie i tętno spoczynkowe dalej w normie.
2.Obciążenie treningowe:

Kolejny tydzień z podobną ilością TSS przyniósł wzrost CTL oraz duże zmiany TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Ten tydzień nie przyniósł żadnych wartych do odnotowania mocy.
4.Dane liczbowe:

5.Podjazdy:

Mimo tego, że nie skupiałem się na jeździe po górach nazbierało się kilka podjazdów. Zaliczyłem aż 4 nowe i poprawiłem jeden rekord jednak na bardzo zapomnianym podjeździe który ostatnio jechałem w całości ponad 10 lat temu.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Pod koniec tygodnia waga osiągnęła satysfakcjonujący poziom, po świętach nie przybrałem na wadze i o to mi w dużej mierze chodziło. Ciśnienie i tętno spoczynkowe dalej w normie.
2.Obciążenie treningowe:

Kolejny tydzień z podobną ilością TSS przyniósł wzrost CTL oraz duże zmiany TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Ten tydzień nie przyniósł żadnych wartych do odnotowania mocy.
4.Dane liczbowe:

5.Podjazdy:

Mimo tego, że nie skupiałem się na jeździe po górach nazbierało się kilka podjazdów. Zaliczyłem aż 4 nowe i poprawiłem jeden rekord jednak na bardzo zapomnianym podjeździe który ostatnio jechałem w całości ponad 10 lat temu.
Trening 27
Niedziela, 11 kwietnia 2021 Kategoria 100-200, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 158.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:39 | km/h: | 27.96 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 3810kcal | Podjazdy: | 2080m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na koniec tygodnia a zarazem cyklu treningowego zafundowałem sobie ciekawą i długą trasę. Przed jazdą przygotowałem kilka wariantów podobnej pętli przebiegającej m.in. przez Lanckoronę ale tylko jedną z nich udało mi się wgrać do licznika. Był to chyba najgorszy wariant bo przebiega przez centrum Wadowic i prowadził przez spory odcinek bez asfaltu, po drodze jeszcze były inne podobne atrakcje. Wyjechałem kilka minut przed 8 i dzięki temu przez wiele kilometrów miałem niemal zupełnie puste drogi. Na początku wydawało mi się, że organizm jest w lepszym stanie niż w poprzednich dniach ale było to złudne wrażenie. Już pierwszy podjazd na trasie powiedział całą prawdę, dalej mój organizm jest osłabiony. Musiałem się pilnować aby nie jechać za mocno podjazdów co z kolei wiązało się z faktem, że pokonywałem je na niskiej kadencji. Kolejne złudzenie jakie miałem to słaby wiatr, jak tylko wyjechałem z Bielska pojawiły się mocniejsze podmuchy ale kierunek wiatru nie był stały, przejeżdżając przez kolejne miejscowości raz wiało bardziej z boku, raz w plecy, raz w twarz. Znana mi trasa przez Witkowice, Nidek czy Wieprz była zupełnie pusta co przy dobrej jakości nawierzchni pozwoliło czerpać przyjemność z jazdy. Przed Wadowicami coś mi nie pasowało bo powinienem gdzieś skręcić w lewo aby nie wjeżdżać do miasta. Jednak ślad jaki miałem wgrany w liczniku prowadził mnie na Wadowice, tym samym władowałem się w remont który nie bardzo dało się objechać ale jakoś trafiłem na właściwą trasę. Kawałek musiałem przejechać główną drogą na Kraków ale później znowu czekało mnie kilkanaście kilometrów zupełnie nieznanymi mi drogami, ich jakość w wielu miejscach pozostawiała do życzenia. W pewnym momencie nie byłem pewny czy dobrze jadę i zatrzymałem się na moment. Za bardzo trzymałem się śladu wgranego do licznika i trafiłem na kolejny odcinek bez asfaltu. Zyskałem na tym 50 metrów trasy ale straciłem dobre pół minuty. Później już bez tego typu przygód dojechałem do głównej drogi i nieznaną mi drogą z dosyć długim podjazdem dotarłem do Lanckorony. To był punkt zwrotny na trasie i dlatego zrobiłem tam kolejny postój, wyrzuciłem wszystkie nagromadzone śmieci, przelałem wodę do bidonu i ruszyłem w zupełnie nie znanym mi kierunku, na południe. Tam spotkało mnie kolejne rozczarowanie, po zaliczeniu ciekawego i wymagającego podjazdu asfalt się skończył i musiałem wrócić tą samą drogą, ślad prowadził przez kilka kilometrów terenu który jednak był podmokły i nawet rowerem MTB chyba bym nie pokonał tego odcinka. Bez kombinowania i szukania skrótów dojechałem do drogi 953 w kierunku Zembrzyc i w tym miejscu już zabawa się skończyła. Czekało mnie ponad 40 kilometrów walki z wiatrem a także podjazdami. Podmuchy jednak były zmienne, droga prowadziła najpierw głównie w dół a później po płaskim więc jakoś szybko przeleciało ponad 10 kilometrów. W bidonach już były pustki a zapasy jedzenia na wyczerpaniu więc szukałem bufetu. W tym celu zamiast na Tarnawę Górną pojechałem na Suchą Beskidzką gdzie zatrzymałem się na stacji. Po postoju starałem się trzymać równą moc, tętno już od dłuższego czasu było kosmiczne ale noga całkiem nieźle podawała więc nie sugerowałem się tym. Walcząc z wiatrem miałem problem z utrzymaniem właściwej kadencji i strasznie szarpałem. Po raz pierwszy od dawna podjąłem decyzję aby sobie ułatwić trasę i zamiast pagórkowatego odcinka do Żywca wybrałem ten bardziej płaski przez Ślemień. Wiatr jednak nie dawał za wygraną i walczyłem z nim jakby to był kolejny, długi podjazd. Moje męczarnie miały się skończyć w Żywcu ale zanim tam dojechałem czekało mnie jeszcze kilka utrudnień. Na zjeździe wzdłuż jeziora musiałem hamować, później musiałem przepuścić karetkę pogotowia a na koniec uciec z drogi aby uniknąć czołówki z samochodem z przeciwka, mi się udało uniknąć dzwona ale samochód jadący za mną nie miał tyle szczęścia. Nie zatrzymywałem się jednak tylko jechałem dalej. Za rondem w Żywcu wreszcie poczułem, że nie ma przeciągu w twarz. Szybko dojechałem do Bielska i ostatnie kilometry pokonałem już na luzie, udało się być szybciej niż zaplanowałem, trochę zmienioną trasę pokonałem w dobrym tempie. Powoli zaczynam się przekonywać do długich dystansów, dają one więcej radości niż wymagające treningi i wyścigi których zaliczyłem już dziesiątki. Nawet jakbym miał jeszcze mniej czasu i dał rady jeździć tylko w weekendy to takie trasy nie byłyby wyzwaniem a na wyścigi przygotować się nie byłbym w stanie.
Trening 26
Sobota, 10 kwietnia 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 66.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:36 | km/h: | 25.38 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 184184 ( 94%) | HRavg | 144( 73%) |
| Kalorie: | 1848kcal | Podjazdy: | 1480m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Weekend miał przynieść przełamanie po kilku słabszych dniach. Z dużymi nadziejami wyjechałem na sobotni trening, już na starcie popełniłem kilka błędów, m.in. wybrałem zły ubiór. Miałem do wyboru w zasadzie dwie trasy albo Salmopol, zjazd do Wisły i powrót albo Żar. Długo się nie zastanawiałem i wybrałem opcję z trzema podjazdami na krótszym dystansie. Początek jazdy wyglądał obiecująco ale później już było coraz gorzej. Przepalenia przed pierwszym Przegibkiem powiedziały mi jedno, w nogach była moc ale nie miałem czym dotlenić mięśni, oddech był płytki i z trudem łapałem powietrze, taki stan oznaczał jedno – kosmicznie wysokie tętno utrzymujące się już w zasadzie od pierwszych minut treningu. Mimo to podjazd na Przegibek zacząłem według planu mocno i utrzymywałem moc 300 – 320 Wat, minąłem sporo kolarzy i nikt nie był w stanie utrzymać mojego tempa. Czas wyszedł najlepszy w tym roku i wreszcie adekwatny do moc, to co dodała waga, zabrał sprzyjający na większej części podjazdu wiatr. Zjazd do Międzybrodzia zdecydowałem się odpuścić, dopiero w drugiej części przypomniałem sobie, że powinienem coś zjeść. Wsunąłem całego banana ale mocy od tego nie przybyło. Dojazd do Czernichowa to najgorszy odcinek na trasie, nie dość, że nierówny i dziurawy to jeszcze pod czołowy wiatr. Jeszcze przed rozpoczęciem podjazdu na Żar byłem przekonany, że na szczyt nie dojadę i dlatego postanowiłem mocno pokonać najtrudniejsze 5 kilometrów, od pierwszego łuku w lewo do początku zjazdu wzdłuż zbiornika. Jechałem w większości z wiatrem ale tętno było kosmiczne, wiedziałem, że to jedynie kwestia układu oddechowego a nie braku mocy w nogach, utrzymywanie 300 – 320 Wat nie stanowiło jednak problemu i starałem się jechać równo. Tylu samochodów i pieszych na tym podjeździe jeszcze nie widziałem, nie stanowiło to problemu do momentu gdy pokonałem ostatni łuk w lewo i do końca podjazdu zostało jakieś 700 metrów po bardzo dziurawej drodze. Nie byłem w stanie uniknąć wszystkich dziur i wybiło mnie to z rytmu, końcówkę pokonałem za mocno ale nie byłem w stanie patrzeć w tym czasie na licznik. Czas na tym kontrolnym odcinku wyszedł bardzo dobry, tylko dwa razy pokonałem go szybciej ale duża w tym zasługa wiatru. Nie wiem co strzeliło mi do głowy i zjechałem w dół do miejsca w którym na drodze leżał śnieg, jak tak dalej pójdzie to przejazd będzie możliwy w maju. Zawróciłem i po raz pierwszy byłem bezradny w kontekście przełożeń i musiałem przepychać przez blisko 400 metrów sztywnego podjazdu. Zjazd musiałem znów odpuścić, samochody, piesi, dziury czy wiatr nie dawały szans na szybką jazdę a podjęcie ryzyka było zbyt niebezpieczne. Zjechałem bezpiecznie w dół i dosyć szybko dojechałem do Międzybrodzia. Ostatni podjazd dnia to Przegibek, dojazd od Międzybrodzia zwykle mnie męczy ale tym razem był ciekawszy. Szybko dojechał do mnie jakiś kolarz i z łatwością mnie wyprzedził. Utrzymywałem go w zasięgu wzroku i dzięki temu nie myślałem o tym ile mi zostało do najtrudniejszych 3 kilometrów podjazdu. Tam ruszyłem mocniej i szybko minąłem kolarza który jednak podjął próbę utrzymania się na moim kole. Nie wiem nawet kiedy został z tyłu, jadąc swoje liczyłem na to, że po 10 minutach będę na szczycie. Byłem jednak szybciej i odcinek mocnej jazdy skróciłem do 9 minut. Zjazd do Bielska znowu odpuściłem i wyszedł bardzo słabo. Chciałem jak najszybciej dojechać do domu, moc w nogach była ale za bardzo sugerowałem się tętnem i oszczędzałem siły. Samochody też nie ułatwiały jazdy i kilka razy byłem bliski dzwona. Jakoś jednak dojechałem do domu i byłem zadowolony z treningu bo założenia zrealizowałem. Problem z układem oddechowym i tętnem jest poważny, nie mogę go lekceważyć. Przyczyny problemu znam ale na razie nie mogę ich wyeliminować. Ten rok jest dla mnie trudny, jak jeden element udaje się poprawić, zaczyna szwankować następny i tak w kółko. Jak wszystko zacznie grać wtedy będę mógł myśleć o formie sportowej i stawiać sobie jakieś cele, może do lata uda się z tym uporać.





Trening 25
Piątek, 9 kwietnia 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:52 | km/h: | 28.93 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 1196kcal | Podjazdy: | 410m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień w którym coś nie grało jak trzeba. Wyjechałem zaraz po pracy bo później już miałem inne rzeczy zaplanowane i to nie był najlepszy pomysł. Wybrałem taki kierunek aby wracać z wiatrem w plecy oraz trasę którą często przejeżdżałem w ostatnich latach. Na trasie był jednak taki ruch, że nie czerpałem przyjemności z jazdy, nogi też nie pracowały jak powinny i męczyłem się a nie delektowałem jazdą. Przed Skoczowem musiałem odebrać dwa telefony po których jeszcze bardziej mi się nie chciało, zdecydowałem się wyciszyć telefon, wyłączyć powiadomienia w liczniku i już miałem spokój. Walka z wiatrem nie była przyjemna, momentami jechałem całe 22 km/h a zdarzyło się nawet 27 km/h przy mocy około 200 Wat na płaskiej drodze, musiałem się pomęczyć przez 13 kilometrów aby potem wracać z wiatrem. Jeszcze nigdy nie miało to przełożenia na zysk czasowy i tym razem było podobnie, sporo czasu straciłem na skrzyżowanych i przejściach dla pieszych w Ustroniu a później wiatr wiał bardziej z boku i też nie jechałem zbyt szybko jak na warunki. W Skoczowie znów spowolnienia i wybijanie z rytmu a później zaczęły się podjazdy na których znowu walczyłem ale tym razem z samochodami których było tyle, że nie byłem w stanie ominąć wszystkich dziur w drodze. Ostatnie 4 kilometry przed domem sobie odpuściłem. Trening na tej trasie zwykle był szybki ale tym razem tak nie było, nawet na takiej trasie nie zbliżyłem się do 30 km/h. Nie jestem niewolnikiem średniej, nigdy nie skupiałem się na tym ale na poprzednich treningach generowałem średnio 10 Wat więcej, może to przez wiatr który wymuszał ciągłe zmiany przełożenia, jazda na wysokiej kadencji bardzo mi wychodzi ale gdy nie wieje jestem w stanie generować lepsze moce, w tych warunkach utrzymywanie takiej na twardszym przełożeniu oznaczałoby moc w 3 strefie co nie bardzo mi odpowiadało. Plusem jest fakt, że jazda była bardziej równa i więcej czasu kręciłem faktycznie w 2 strefie a nie na granicy 2 i 3 strefy. Liczę, że w kolejnych dniach jazda będzie bardziej przyjemna a organizm będzie chciał współpracować bo ten tydzień od początku przynosi jakieś problemy.

Siłownia 32
Środa, 7 kwietnia 2021
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:00 | min/km: | |
| Pr. maks.: | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 131131 ( 67%) | HRavg | 76( 38%) | |
| Kalorie: | 145kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary | |||
Wieczorny trening siłowy. Czułem się lepiej jak dzień wcześniej i dlatego nie kalkulowałem i zaaplikowałem naprawdę konkretne obciążenia. Jedyny błąd to zbyt krótka rozgrzewka co wpłynęło na gorszą jakość dwóch pierwszych ćwiczeń ale później już było tylko lepiej, zostałem przy ciężarach jakie stosowałem 2 tygodnie temu ale dołożyłem 1-2 powtórzenia do każdej serii co spowodowało, że ciężko było wytrzymać daną serię i utrzymać dobrą jakość i poprawność wykonania ćwiczenia. Sporo czasu poświeciłem na regenerację po treningową dzięki czemu szybko doszedłem do siebie.


Miasto 14
Wtorek, 6 kwietnia 2021 Kategoria Miasto
| Km: | 54.00 | Km teren: | 10.00 | Czas: | 02:26 | km/h: | 22.19 |
| Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1090kcal | Podjazdy: | 1130m | Sprzęt: Hercules | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 24
Wtorek, 6 kwietnia 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 42.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:28 | km/h: | 28.64 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 4.0°C | HRmax: | 175175 ( 89%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 951kcal | Podjazdy: | 590m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Inaczej miał wyglądać ten trening ale widząc prognozy pogody na kolejne dni opadły mi ręce i zdecydowałem się na mocniejszy trening który miałem zaaplikować sobie dopiero w czwartek. Kompletnie mi się nie chciało ale jakoś się zmobilizowałem. Krótko po wyjeździe z domu zaczął znów sypać śnieg i biłem się z myślami czy jechać dalej czy zawrócić. Opady jednak były okresowe i już 2 minuty później nie sypało. Spokojnie dojechałem do ronda w Jaworzu omijając główną drogę i rozpocząłem pierwszą część rozgrzewki, tyle dobrego mogę napisać o tym treningu. Po pierwszej części rozgrzewki było już tylko gorzej. Każdy kolejny wysiłek sprawiał duże problemy, najpierw nie umiałem utrzymać kadencji a za tym poszła także moc. Warunki nie pomagały, zimno, wietrzenie i drobny śnieg sypiący od czasu do czasu. Nie poddałem się jednak i rozpocząłem trening według planu. Nie umiałem wskoczyć na obroty, nogi chciały ale płuca nie dawały rady, coś dziwnego się działo. Każde kolejne powtórzenie wchodziło coraz gorzej i już po trzech chciałem odpuścić, liczyłem jednak na przełamanie i wymęczyłem jakoś kolejne dwa. Pod względem jakości to był najgorszy trening od dawna, nierówna i trochę za niska moc, problemy z utrzymaniem kadencji i niewydajne płuca. Najlepiej wyglądały powtórzenia na niskiej kadencji co w moim przypadku nie oznacza niczego dobrego. Nie chciałem jednak ubijać bardziej mięśni i wykonałem tylko dwa powtórzenia na niskiej kadencji. Po treningu od razu wróciłem do domu, bez kręcenia po okolicy które jeszcze na początku treningu chodziło mi po głowie. Wszystkie pytania na jakie znalazłem w niedzielę odpowiedź znowu powróciły i znowu jestem w punkcie wyjścia. Patrząc jednak na to co dzieje się wokół to nic dziwnego, że mój organizm świruje. Muszę być w ciągu dnia wśród ludzi, nie mam wpływu na ich zachowanie i te problemy mogą być również początkiem infekcji która zajmuje powoli mój organizm.






Rozjazd 6
Poniedziałek, 5 kwietnia 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube '21, Samotnie, Szosa
| Km: | 25.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:06 | km/h: | 22.73 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 130130 ( 66%) | HRavg | 109( 55%) |
| Kalorie: | 429kcal | Podjazdy: | 350m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd na wyrównanie bilansu kalorycznego. Po raz kolejny wybrałem się na objazd okolicznych dróżek i wiosek. Jedynym utrudnieniem była spora ilość samochodów, musiałem się zatrzymać praktycznie na każdym skrzyżowaniu na trasie. Spodziewałem się sporej liczby pieszych ale ulice i chodniki siały pustkami. Czułem zmęczenie po niedzielnej Równicy ale mimo to wydłużyłem sobie nieco trasę zahaczając m.in. o kilkuset metrowy odcinek ścieżki rowerowej wzdłuż rzeki.


Podsumowanie 14 tygodnia 2021
Niedziela, 4 kwietnia 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień był kolejnym ze zmienną pogodą, taki stan zaczyna mnie już irytować, ileż można znosić takie huśtawki pogody, nie wpływa to dobrze zarówno na zdrowie, koncentrację czy motywację do czegokolwiek. Pod względem treningowym był to bardzo dobry tydzień, najlepszy jakościowo w tym roku. Tym razem nie musiałem zmieniać rowerów jak skarpetek i wszystkie aktywności rowerowe przeprowadziłem na swoim najlepszym sprzęcie. Trenowałem w zasadzie w każdych warunkach i każdy trening był inny, zacząłem od jazdy regeneracyjnej w przyjemnej temperaturze i słońcu, następny trening był czysto tlenowy po mokrych i zlanych olejem drogach, kolejny w bardzo przyjemnej temperaturze i na suchej drodze trening z trzema podjazdami na Równicę, później długi tlen w wietrznych warunkach i niskiej temperaturze a tydzień zakończyłem zaliczeniem Równicy w iście zimowej scenerii. Było wszystko zarówno pod względem pogody jak i różnorodności treningów. Udało się uzbierać kolejne 14 godzin treningu co uznaję za świetny wynik biorąc pod uwagę sytuację w jakiej się znajduję. Jeżdżąc sobie po drogach województwa zaliczyłem sporo zapomnianych lub nowych dróg których większość była równa jak stół, czasami warto oddalić się od domu niż krążyć po tych samych drogach które w znacznej części są dziurawe i po jakimś czasie stają się nudne. Zauważyłem także, że większość osób jakie mijam jeździ na topowym sprzęcie, mimo, że mój też nie jest z najniższej półki wygląda czy nich biednie. Na szczęście sprzęt sam nie jeździ, gdyby tak było ja już dawno byłbym statystą w tym sporcie a tak nie jest. Właśnie miał zacząć się sezon startowy na który w zasadzie jestem przygotowany ale sytuacja jest jaka jest i wszystko przesunęło się co najmniej o miesiąc ale nie chce mi się wierzyć, że już w maju jakieś zawody dojdą do skutku. Ten fakt zdecydował, że nie nastawiam się na ściganie w tym roku, jak będę miał ochotę na wyścig i równocześnie będzie opcja wystartowania to zaliczę jakiś wyścig jednak zupełnie nie mam na to ciśnienia. Może skończyć się jak w ubiegłym roku czyli jeden wyścig – TRR oraz kilka czasówek na których radzę sobie całkiem nieźle. Już pierwsza ochota na przepalenie nogi mnie naszła i zaatakowałem mój ulubiony podjazd w okolicy. Nigdy nie jechałem tego podjazdu w tak niskiej temperaturze i płatkami śniegu w tle. Nie nastawiłem się na konkretny czas, nie myślałem o wyniku, koncentrowałem się na utrzymaniu stałej mocy i założonego pułapu kadencji i pod tym względem wszystko wyszło niemal idealnie. Zaliczyłem najszybszy wjazd treningowy od prawie 2 lat, lepsze wyniki osiągałem głównie na różnego rodzaju zawodach i nie spodziewałem się takiej nogi na starcie sezonu, mimo tego do formy wciąż daleko bo inne elementy mniej lub bardziej szwankują ale obawy jakie miałem jeszcze tydzień temu okazały się bezpodstawne i nawet nieco słabiej przepracowana zima daje efekty. Chciałbym dalej trenować tym schematem jaki założyłem jakiś czas temu ale wciąż miesza pogoda a trenażerem już rzygam i mam go serdecznie dość więc w grę wchodzą jedynie treningi plenerowe.
1.Waga w ostatnim tygodniu:
W dalszym ciągu waga utrzymywała się na zbliżonym poziomie. Powoli chyba trzeba myśleć o zwiększeniu mocy niż spadku wagi bo to nie wychodzi. Tętno spoczynkowe i niskie ciśnienie się utrzymało.1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Utrzymując podobną ilość TSS nastąpił wzrost CTL a także stabilizacja TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Podczas dwóch treningów generowałem niezłe moce. Moc w zakresie 12-18 minut wyszła najlepsza w tym roku. Wcześniej uzyskałem powtarzalność mocy w czasie 14 minut na poziomie 301 Wat co w tym roku jeszcze mi się nie zdarzyło.
4.Dane liczbowe:
4.Dane liczbowe:

5.Dane o podjazdach:

Pod względem podjazdów był to dobry tydzień ale udało się zaliczyć tylko cztery podjazdy, wszystkie to Równica. Osiągnięty na koniec tygodnia czas klasyfikuje się w najlepszej 10 podjazdów treningowych oraz 20 wszystkich 79 sklasyfikowanych wyników. Jak dotąd aż 15 razy nie złamałem granicy 20 minut, po raz ostatni zdarzyło mi się to w 2016 roku, wycinając początek 2019 roku od blisko 5 lat nie zanotowałem czasu gorszego jak 19 minut a jedyne dwa wjazdy powyżej tej granicy zdarzyły mi się w 2019 roku. Nie bez powodu jest to mój ulubiony podjazd, zazwyczaj idzie mi na nim lepiej jak na innych. Poniżej tabela z najlepszymi 30 wynikami:

Jak widać 18 minut złamałem już w 2010 roku mając 18 lat i zajmując miejsca w ogonie stawki w zawodach. Na czas 17 minut czekałem kolejne 5 lat gdy zajmowałem już miejsca w górnej połowie stawki. Dwa lata później wjechałem poniżej 16 minut, udało się poprawiać swoje czasy w 2019 oraz 2020 roku ale do magicznej 15 minut wciąż brakuje. Czasy z tego podjazdu są moją wizytówką, potwierdzają tylko to, że jestem dobrym góralem i specjalizuję się w czasówkach pod górę, moje wyniki nie są przypadkowe, przez lata stawiałem kolejne kroki na sportowej drabinie i poprawiałem swoje czasy. Być może w tym roku takie próby na tym podjeździe będę wykonywał regularnie aby sprawdzać postępy. Królem Równicy nazwać siebie nie mogę bo są mocniejsi notujący lepsze czasy oraz tacy co Równicę jeżdżą kilka razy w tygodniu. Gdyby ten podjazd był bliżej to jeździłbym częściej ale w obecnej sytuacji wydaje mi się, że podjazd się oddala ode mnie bo nie mam czasu zaliczać go tak regularnie jak jeszcze kilka lat temu.
Trening 23
Niedziela, 4 kwietnia 2021 Kategoria Trening 2021, Szosa, Samotnie, Cube '21, 50-100
| Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 26.67 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 3.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 134( 68%) |
| Kalorie: | 1432kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po dobrym jednak nie tak obwitym w kalorie śniadaniu ruszyłem na trasę. Zazwyczaj po wielkanocnym śniadaniu zaliczam jakąś górę, kiedyś to był Żar, później Przegibek a ostatnimi czasy Równica, oczywiście nie zawsze się dało ale chciałem podtrzymać tą tradycję i postanowiłem zaliczyć Równicę. Pomimo tego, że wczoraj była zła pogoda i w górach pojawił się śnieg nie miałem obaw, że droga będzie nieprzejezdna. Ruszyłem nawet szybciej niż się spodziewałem przy całkiem dobrej pogodzie. Termometr wskazywał 2 stopnie ale wydawało się, że jest więcej. Początek bardzo spokojny bo nie chciałem za bardzo wybrudzić roweru, na głównej jednak było już sucho i można było jechać szybciej. Wtedy też moje nadzieje na słabsze podmuchy wiatru się skończyły bo znów wiatr dawał się we znaki. Do Ustronia miało być cały czas z wiatrem, w sumie lepiej bo mogłem jechać spokojnie ale całkiem szybko. Na drogach niestety było dużo samochodów i momentami niebezpiecznie. Musiałem być skupiony, nie mogłem bujać gdzieś w obłokach. Po około 50 minutach jazdy byłem u podnóża Równicy, zrobiłem krótką przerwę, rozebrałem co się dało i ruszyłem dosyć mocno ale nie na maksa, udało się rozpędzić do 35 km/h ale nic to nie dało bo po chwili zostałem strąbiony przez samochód i odruchowo zjechałem na lewą stronę szosy, nierówności w drodze w połączeniu z rosnącym nachyleniem spowodowały, że w momencie prędkość znacznie spadła, stromy fragment jechałem mocno ale nie na tyle aby się spalić na początku podjazdu. Nie miałem podglądu na czas co mnie motywowało do mocniej jazdy, po około 800 metrach złapałem rytm, ustabilizowałem moc i w dobrym tempie dojechałem do kostki brukowej. Na kostce nie radziłem sobie zbyt dobrze ale starałem się jechać równo i mocno. Za kostką znowu próba ustabilizowania mocy, tym razem krócej to trwało, wydawało mi się, że wolno jadę bo łuk w lewo wciąż był daleko. Do tego momentu droga była całkowicie sucha co mnie trochę zaskoczyło ale nie miałem nic przeciwko temu. Połowa podjazdu minęła bez podglądu na czas, później zaczęły się delikatne schody, przy każdej zmianie nachylenia mieszałem przełożeniami co na pewno wpłynęło na efektywność. Gdy miałem za sobą 2/3 podjazdu i wjechałem w całkowicie zalesioną część podjazdu droga już była mokra, jechało się wyraźnie ciężej, sprawy nie ułatwiali także piesi których na tym odcinku było sporo i kilkoro z nich przechodziło przez drogę tuż przed moim przednim kołem, miałem chwilę zawahania czy dla bezpieczeństwa nie zwolnić ale na szczęście do tego nie doszło. Na ostatnim łuku w lewo pierwszy raz podgląd na czas. Spodziewałem się czasu w okolicy 14 minut co byłoby dobrym wynikiem, było minutę mniej czyli znacznie lepiej niż się spodziewałem, średnia moc też była kosmiczna jak na kwiecień, czułem rezerwy pod nogą ale postanowiłem jedynie utrzymać moc jaką generowałem na przeważającej części podjazdu. Do końca walczyłem o czas poniżej 17 minut, na ostatnich 200 metrach dołożyłem blisko 100 Wat ale to nie wystarczyło, musiałem też zwolnić przed samą kreską bo na szosie pojawił się śnieg. Za kreską odpuściłem i luźno dojechałem do schroniska, ilość ludzi oraz całkowicie mokra droga i opad śniegu który w zasadzie towarzyszył mi już na ostatnich 2 kilometrach podjazdu zniechęciły mnie aby zaliczyć jeszcze Skibówkę. Nie miało to żadnego sensu treningowego a widoków i tak nie było. Postój był krótki i ruszyłem spokojnie w dół, ilość ludzi i samochodów spowodowała, że odpuściłem sobie szybki zjazd, zjechałem bezpiecznie do kostki gdzie utworzył się zator, nie chciało mi się dokładać drogi przez Jaszowiec wiec spokojnie zjechałem do mostu za samochodami. Mimo bardzo wolnej jazdy zmarzłem co było skutkiem tylko mojej głupoty, zapomniałem ubrać kurtkę na zjazd. Zrobiłem to po zjeździe bo temperatura spadła do 0 stopni a gdy ruszyłem to zaczął sypać śnieg, do tego cały czas miałem pod wiatr. Jechałem spokojnie tą samą drogą, po drodze minąłem dwóch kolarzy jadących w przeciwną stronę i dwóch w moim kierunku, jeden z nich na moment złapał koło a drugi nie był w stanie bo jechał cały czas na stojąco, taka jazda ma zastosowanie tylko na podjazdach, na płaskim pod wiatr oznacza to dużo większą powierzchnię oporową i łatwe wytracanie prędkości. Za Ustroniem już nie sypało, temperatura podskoczyła o kilka kresek ale wciąż wiało. W równym tempie dojechałem do domu, wybrałem najkrótszy wariant dojazdu i powrotu z Równicy, wiatr i wolny zjazd zabrał trochę czasu ale miałem jeszcze spory zapas którego jednak nie wykorzystałem. Pierwszy sprawdzian zaliczony, do trenażerowych testów podchodziłem z dużym dystansem ale ten test potwierdził, że jestem coraz bliżej formy. Nie spodziewałem się takiej mocy która przy normlanych warunkach i wadze spokojnie da czas poniżej 16 minut. Osiągnięty jednak czas jest bardzo dobry, lepsze osiągałem wyłącznie w miesiącach letnich lub jesiennych, wciąż jednak mam nad czym pracować by poziom z Równicy przełożyć na inne podjazdy co zazwyczaj było niemożliwe.











