Trening 22
Piątek, 2 kwietnia 2021 Kategoria 100-200, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 147.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:01 | km/h: | 29.30 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 3039kcal | Podjazdy: | 1050m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj dałem organizmowi odpocząć co nie oznacza że nic nie robiłem. Zwykle gdy jest kilka dni dobrej pogody pod rząd jeden z nich wykorzystuję na prace w ogródku i tak też było tym razem. Dobre dwie godziny sprzątałem koło domu po zimie, znalazłem też chwilę na wyczyszczenie rowerów. Jak się okazało był to najcieplejszy dzień tego roku ale nie żałuję, że nie wykorzystałem go na rower. Co nie udało się w czwartek wyszło w piątek. Wykorzystałem pierwszy dzień urlopu w tym roku i zaliczyłem kolejną, ciekawą i długą trasę. Rano miałem kilka rzeczy do zrobienia a później próbowałem bezskutecznie wgrać trasę do licznika i wyjechałem w samo południe, jak się okazało przynajmniej 30 minut za wcześnie. Przez pierwszą godzinę było zimno, wietrznie a miejscami nawet mokro. Ubrałem się na 10 stopni a przez dłuższą chwilę na termometrze były ledwie 4 stopnie i zmarzłem. Można powiedzieć, że po przekroczeniu Wisły pogoda się zmieniła, zrobiło się cieplej, niebo było coraz bardziej pogodne aż wyszło słońce. Noga pracowała bardzo dobrze ale trzymałem się założeń i starałem się nie przekraczać 200 Wat, nie miałem problemów z jazdą na wysokiej kadencji, tętno było zadziwiająco niskie jak na mnie. Przez pierwszą godzinę nie robiłem zbędnych postojów, zatrzymywałem się tylko na skrzyżowaniach ze światłami. Pierwszy dylemat pojawił się po przekroczeniu drogi 933 gdy wjechałem na zapomniany nieco odcinek łączący dwie wojewódzkie drogi. Zatrzymałem się na moment ale po chwili byłem pewny, że muszę jechać na północny wschód i ruszyłem w dalszą drogę. Jak po sznurku dojechałem do drogi 931 na Bieruń, czekało mnie teraz kilkanaście kilometrów jazdy nudną, płaską drogą. Nawierzchnia była dobra, ruch niewielki, wiatr nieodczuwalny i drogi szybko ubywało. Nawet nie wiem kiedy znalazłem się w Bieruniu na skrzyżowaniu z drogą 44. Miałem dwie opcje, skręcić w prawo i przejechać jakieś 300 metrów krajówką lub wybrać nieznany łącznik omijający tą drogę. Stanęło na tej drugiej opcji ale swoje musiałem na skrzyżowaniu odstać. Później miałem jednak zupełnie pustą drogę i nawet na główną na Lędziny wjechałem bezpiecznie i bez długiego stania. Teraz już byłem na drodze którą już jechałem ale ostatni raz blisko 12 lat temu, zaskoczyła mnie jakość tej drogi, bliska obecność kopalni zwykle wpływała na złą jakość nawierzchni a ta droga była dosyć równa i bez dziur. Wiedziałem, że mam jechać prosto aż do Mysłowic a najbardziej charakterystyczny punkt trasy to wzgórze Klimont znajdujące się po lewej stronie trasy. Wypatrywałem go z oddali ale gdzieś go przeoczyłem, trzymałem się jednak głównej drogi i dojechałem do skrzyżowania z drogą na Wesołą, zmylił mnie jednak jeden fakt, byłem pewny, że najpierw muszę przekroczyć S1 a później skręcić w lewo a okazało się, że to właśnie była ta droga którą najszybciej dostanę się na Katowice. Jechałem jednak prosto i coś mi nie pasowało, kierowałem się za bardzo na wschód wzdłuż drogi S1 i w końcu postanowiłem się zatrzymać. Moja pomyłka nie była tak kosztowana jak ostatnio i skręciłem w pierwszą dróżkę w prawo. Nawierzchnia była bardziej nierówna ale bez dziur i dojechałem do drogi która prowadziła na Kostuchnę. Na rondzie z charakterystycznym czerwonym diabelskim kołem zatrzymałem się by odebrać telefon, okazało się, że nawet 60 kilometrów od domu, na rowerze, w kasku i kolarskim stroju zostałem rozpoznany. Ten telefon trochę wybił mnie z rytmu, ale na szybkim odcinku przez las rozkręciłem się na nowo. Gdy minęły 2 i pół godziny jazdy pojawiło się to co zwykle działo się już kilkanaście minut szybciej czyli kryzys tętna, znowu przy podobnej mocy jak wcześniej wartości były o 10-20 uderzeń wyższe, już teraz wiem, że należy olewać ten temat bo na razie nie wymyśliłem na to sposobu. Katowice okazały się dla mnie pułapką nawigacyjną, chciałem jak najszybciej przejechać na Mikołów i dwa razy zjechałem z dobrej trasy na skróty. Druga pomyłka była o tyle kosztowna, że w Mikołowie wylądowałem na dwupasmówce i 300 metrów musiałem pokonać tą drogą. W mieście jakieś remonty, objazdy i ostatecznie lekka modyfikacja trasy, zamiast na Chudów pojechałem na Łaziska wspominając IC na które przyjeżdżałem 8-9 lat temu gdy w Bielsku nie było jeszcze regularnych ustawek. Hopki na trasie zmęczyły mnie bardzo, miałem chwilowy kryzys który minął jednak w Orzeszu, tam jednak popełniłem kolejną wpadkę. Zamiast na Zazdrość pojechałem na Zawiść, dawało to 2 kilometry więcej drogi do Królówki oraz bark otwartego sklepu. W efekcie przez kilka kilometrów jechałem z pustymi bidonami i bez jedzenia. Tam jednak uzupełniłem zapasy, odżyłem ale zmodyfikowałem trasę, zamiast jechać na Wisłę Wielką i Strumień pojechałem najkrótszą drogą na Pszczynę. Na tym odcinku przekonałem się jak zmienny może być wiatr, wiało raz z lewej, raz z prawej, chwilami nawet w plecy. Noga całkiem nieźle podawała, nie przejmowałem się wysokim tętnem i jechałem równym tempem trzymając założoną kadencję. Ostatni podjazd poszedł całkiem sprawnie a później już dobie odpuściłem i spokojnie dojechałem do domu. Zamknięcie Czech ma swoje plusy ponieważ można odwiedzić zapomniane tereny, nie trzeba wcale jeździć stale po tych samych drogach. Ta trasa była niby płaska ale wyszło ponad 1000 metrów w pionie głownie dzięki sekwencji hopek między Katowicami a Orzeszem. W tym roku chciałbym jeszcze odwiedzić Kraków i wtedy wszystkie stare trasy zostaną odświeżone, na drugą stronę GOP na razie nie będę się zapuszczał. Ta trasa mimo , że nie była zbyt atrakcyjna widokowo ale prowadziła w większości po bardzo dobrych asfaltach. Noga na całej trasie była co najmniej dobra ale wciąż czegoś brakuje do pełniej satysfakcji. Kolejne długie trasy już w trudniejszym terenie. Może w końcu waga nieco spadnie. Okres świąteczny będzie wyglądał jak zazwyczaj, sobota po takim dystansie będzie czasem na odpoczynek, w niedzielę jak pogoda pozwoli to atakuję Równicę z myślą o jak najlepszym czasie a w poniedziałek lekki rozjazd przed kolejnymi treningami.

Podsumowanie marca
Środa, 31 marca 2021 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Marzec jest zawsze dla mnie najważniejszym miesiącem pod kątem treningu rowerowego. W tym czasie staram się budować tzw. bazę tlenową na której później opieram formę. Perypetie zdrowotne z przeszłości oraz kilkukrotne poddanie organizmu wysiłkowi znacznie przekraczającemu wytrzymałość organizmu sprawiają że nie mogę bazować na tym co wypracowałem w poprzednim roku i muszę odpowiednią ilość godzin wyjeździć. Ten rok jest trudny dla mnie m.in. ze względu na bardzo małą ilość czasu. Wiedziałem że objętość treningowa z poprzednich lat jest nieosiągalna ale chciałem jak najbardziej się do niej zbliżyć. Nie pomagała w tym pogoda która była bardzo zmienna i ogólnie kiepska. Mimo to ledwie 3 razy skorzystałem z trenażera. Swój plan treningowy zrealizowałem w 98%. Zmienne warunki atmosferyczne sprawiły że trenowałem na trzech rowerach. Przetestowałem nowe komponenty w rowerze, ustawiłem optymalną pozycję i zaliczyłem kilka ciekawych tras. Cztery razy było mi dane trenować podjazdy co przy tych warunkach jest dobrym wynikiem. Dobrze przepracowałem ten miesiąc i jestem gotowy na sezon. Z każdym tygodniem zbliżałem się do optymalnej dyspozycji, noga coraz lepiej pracowała i z tego trzeba się cieszyć. Był to także owocny miesiąc na tle zawodowym, udało się doprowadzić do końca jeden z dwóch projektów nad którymi pracowałem od 2019 roku i cenię to sobie bardziej niż całą gablotę trofeów zdobytych na zawodach.
1.Waga w marcu:
Przez pierwsza połowę miesiąca waga szła powoli w dół ale w końcówce znowu skoczyła w górę, przybrałem głownie mięsnie lecz wielkiego znaczenia to nie ma. Pozostałe parametry w normie.
2.Obciążenie treningowe:
Każdy kolejny tydzień przyniósł wzrost CTL, liczba TSS w poszczególnych tygodniach była różna stąd odmienne wartości ATL czy wzrost TSB w połowie miesiąca. W kolejnych tygodniach nie przewiduję dużego wzrostu TSS oraz dużych skoków CTL.
3.Najlepsze wartości mocy:
Maksymalne moce wyszły dobre jak na marzec. Poprawiłem wszystkie wyniki z testu przeprowadzonego w styczniu. Największy progres osiągnąłem w maksymalnym minutowym wysiłku i poprawiłem swój życiowy wynik o 10 Wat. Tradycyjnie najlepiej radziłem sobie na 20-30 minutowym odcinku. Pozostałe wyniki również były lepsze niż w lutym. Przy obecnej wadze jednak nie wygląda to tak różowo jak na papierze.
4.Dane liczbowe:
4.1.Dane ogólne:

4.2.Rozkład tętna:
Najwięcej czasu spędziłem w zakresie tętna od 130 do 150 bpm.
4.3.Rozkład mocy:
Najwięcej minut nazbierało się w zakresie od 180 do 210 Wat.
4.4.Rozkład kadencji:
Moją ulubioną kadencją jest zakres od 90 do 110 rpm, to właśnie trzymając taki rytm nazbierało się najwięcej minut.
4.5.Rozkład prędkości:
Nigdy nie należałem do szybkich kolarzy, nic w tym aspekcie się nie zmieniło i nawet na płaskim nie byłem w stanie utrzymywać 30 km/h przez dłuższy czas.
4.6.Czas w strefach zmęczenia:
Mniej treningów na wysokiej intensywności wpłynęło na to, że tylko kilka razy na kilka minut spadłem poniżej krytycznej wartości W’ a zazwyczaj utrzymywałem się w najbardziej bezpiecznej strefie.
4.7.Dane o podjazdach:
W marcu udało się kilka razy wjechać w góry. Pogoda nie była zbyt łaskawa i na wiele liczyć nie mogłem. Moja dyspozycja na podjazdach wygląda nieźle ale do najlepszych czasów sporo brakuje i jest nad czym pracować. Może gdy warunki się ustabilizują na dobrym poziomie to już będzie lepiej ale chyba muszę dołożyć coś od siebie, dobra forma gdzieś jest blisko ale nie mogę jej na razie dosięgnąć.
4.8.Inne statystyki:
To zestawienie stworzyłem z czystej ciekawości. Jak na razie ten rok jest bardzo nijaki, jeżeli się wyróżnia to tylko na niekorzyść, jak w przypadku wagi. Już trzeci rok mam problem z czasem ale dopiero w tym roku było to widoczne w postaci mniejszej ilości treningów. Starałem się nawiązać do 2-3 ostatnich lat podczas których trenowałem już z pomiarem mocy i przez 2 ostatnie lata miałem całkiem przyzwoity sezon po dobrej zimie i solidnym marcu. Pogoda w tym roku nie była zbyt łaskawa ale wpłynęło to tylko w nieznacznym stopniu na ilość i jakość treningów. Na tą tabelę patrzę jednak z przymrużeniem oka bo np. w 2015 roku po kompletnie odpuszczonej zimie zaliczyłem przyzwoity jak na tamte czasy sezon a dane z marca w większości były najgorsze na przestrzeni 8 lat.
5.Plany na kwiecień:
W kwietniu planowałem rozpocząć starty w zawodach. Niewiele jednak wskazuje na to, że sezon rozpocznie się zaraz po Świętach, pierwsze wyścigi już zostały przełożone a w Czechach nawet zawody planowane na Maj są przenoszone na lato, to nie wróży dobrze w kontekście wyścigów. To daje mi jednak czas na wypracowanie lepszej formy i redukcję wagi która nie pozwala na tak efektywne pokonywanie podjazdów jak w ubiegłym roku. Postanowiłem również zmodyfikować plan treningowy głównie ze względu na brak czasu. W każdym tygodniu planuję jeden trening siłowy, dwa intensywniejsze treningi, jeden z krótkimi lub dłuższymi podjazdami, jeden w górach z dużą swobodą wyboru tempa na podjazdach oraz jeden trening typowo tlenowy i dłuższy trening w terenie pagórkowatym z mocą poniżej FTP. W kwietniu już się coś wyjaśni w sprawie startów, w sumie bym się nie obraził gdyby wszystko wyglądało podobnie jak w ubiegłym roku. Dawało to dużo swobody w kontekście treningów i regulacji obciążeń treningowych. Brak wyścigów ma także dobre strony i jestem w stanie je znaleźć i docenić.
1.Waga w marcu:
Przez pierwsza połowę miesiąca waga szła powoli w dół ale w końcówce znowu skoczyła w górę, przybrałem głownie mięsnie lecz wielkiego znaczenia to nie ma. Pozostałe parametry w normie.
2.Obciążenie treningowe:
Każdy kolejny tydzień przyniósł wzrost CTL, liczba TSS w poszczególnych tygodniach była różna stąd odmienne wartości ATL czy wzrost TSB w połowie miesiąca. W kolejnych tygodniach nie przewiduję dużego wzrostu TSS oraz dużych skoków CTL.
3.Najlepsze wartości mocy:
Maksymalne moce wyszły dobre jak na marzec. Poprawiłem wszystkie wyniki z testu przeprowadzonego w styczniu. Największy progres osiągnąłem w maksymalnym minutowym wysiłku i poprawiłem swój życiowy wynik o 10 Wat. Tradycyjnie najlepiej radziłem sobie na 20-30 minutowym odcinku. Pozostałe wyniki również były lepsze niż w lutym. Przy obecnej wadze jednak nie wygląda to tak różowo jak na papierze.
4.Dane liczbowe:
4.1.Dane ogólne:

4.2.Rozkład tętna:

Najwięcej czasu spędziłem w zakresie tętna od 130 do 150 bpm.
4.3.Rozkład mocy:

Najwięcej minut nazbierało się w zakresie od 180 do 210 Wat.
4.4.Rozkład kadencji:

Moją ulubioną kadencją jest zakres od 90 do 110 rpm, to właśnie trzymając taki rytm nazbierało się najwięcej minut.
4.5.Rozkład prędkości:

Nigdy nie należałem do szybkich kolarzy, nic w tym aspekcie się nie zmieniło i nawet na płaskim nie byłem w stanie utrzymywać 30 km/h przez dłuższy czas.
4.6.Czas w strefach zmęczenia:

Mniej treningów na wysokiej intensywności wpłynęło na to, że tylko kilka razy na kilka minut spadłem poniżej krytycznej wartości W’ a zazwyczaj utrzymywałem się w najbardziej bezpiecznej strefie.
4.7.Dane o podjazdach:

W marcu udało się kilka razy wjechać w góry. Pogoda nie była zbyt łaskawa i na wiele liczyć nie mogłem. Moja dyspozycja na podjazdach wygląda nieźle ale do najlepszych czasów sporo brakuje i jest nad czym pracować. Może gdy warunki się ustabilizują na dobrym poziomie to już będzie lepiej ale chyba muszę dołożyć coś od siebie, dobra forma gdzieś jest blisko ale nie mogę jej na razie dosięgnąć.
4.8.Inne statystyki:

To zestawienie stworzyłem z czystej ciekawości. Jak na razie ten rok jest bardzo nijaki, jeżeli się wyróżnia to tylko na niekorzyść, jak w przypadku wagi. Już trzeci rok mam problem z czasem ale dopiero w tym roku było to widoczne w postaci mniejszej ilości treningów. Starałem się nawiązać do 2-3 ostatnich lat podczas których trenowałem już z pomiarem mocy i przez 2 ostatnie lata miałem całkiem przyzwoity sezon po dobrej zimie i solidnym marcu. Pogoda w tym roku nie była zbyt łaskawa ale wpłynęło to tylko w nieznacznym stopniu na ilość i jakość treningów. Na tą tabelę patrzę jednak z przymrużeniem oka bo np. w 2015 roku po kompletnie odpuszczonej zimie zaliczyłem przyzwoity jak na tamte czasy sezon a dane z marca w większości były najgorsze na przestrzeni 8 lat.
5.Plany na kwiecień:
W kwietniu planowałem rozpocząć starty w zawodach. Niewiele jednak wskazuje na to, że sezon rozpocznie się zaraz po Świętach, pierwsze wyścigi już zostały przełożone a w Czechach nawet zawody planowane na Maj są przenoszone na lato, to nie wróży dobrze w kontekście wyścigów. To daje mi jednak czas na wypracowanie lepszej formy i redukcję wagi która nie pozwala na tak efektywne pokonywanie podjazdów jak w ubiegłym roku. Postanowiłem również zmodyfikować plan treningowy głównie ze względu na brak czasu. W każdym tygodniu planuję jeden trening siłowy, dwa intensywniejsze treningi, jeden z krótkimi lub dłuższymi podjazdami, jeden w górach z dużą swobodą wyboru tempa na podjazdach oraz jeden trening typowo tlenowy i dłuższy trening w terenie pagórkowatym z mocą poniżej FTP. W kwietniu już się coś wyjaśni w sprawie startów, w sumie bym się nie obraził gdyby wszystko wyglądało podobnie jak w ubiegłym roku. Dawało to dużo swobody w kontekście treningów i regulacji obciążeń treningowych. Brak wyścigów ma także dobre strony i jestem w stanie je znaleźć i docenić.
Trening 21
Środa, 31 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:07 | km/h: | 25.98 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 1406kcal | Podjazdy: | 1210m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nietypowy trening. Rano musiałem być służbowo w Skoczowie i postanowiłem wykorzystać ten fakt i połączyć wyjazd z treningiem. Sprawy załatwiłem szybko i już o 8 mogłem wyjechać na trening. Gdy przygotowałem rower do jazdy zauważyłem, że lewe ramię korby jest zupełnie luźne. Skręcając rower nie wpadłem na pomysł aby dokręcić śrubę mocującą kluczem dynamometrycznym tylko dokręciłem do oporu zwykłym imbusem. Pech chciał, że zestaw kluczy jaki miałem kończył się na 8 a potrzebowałem 10. Całe szczęście obok był sklep gdzie kupiłem zestaw kluczy z 10 i dokręciłem korbę, zestaw jest podręczny i zmieścił się w kieszonce. Niestety miałem za mało kieszonek aby wszystko pomieścić a na bluzę było za ciepło i zdecydowałem się jechać w 2 koszulkach, rękawkach, spodenkach ¾ z wiatrówką w kieszeni. Wyjechałem z 15 minutowym opóźnieniem i o tyle miałem mniej czasu więc musiałem zmodyfikować trasę i rozgrzewkę. Postanowiłem jechać do Ustronia cały czas dwupasmówką, to pozwoliło zrobić rozgrzewkę którą dodatkowo utrudnił wiatr. Tradycyjnie przed pierwszym podjazdem się zatrzymałem, nie umiałem się zorganizować i kolejne kilka minut bezsensownie straciłem. Ostatni raz Równicę jechałem jesienią i nie byłem pewny w którym miejscu ruszyć mocno aby nie dokręcać na ostatnim, płaskim fragmencie. Początek podjazdu od Jaszowca sobie odpuściłem, pojawienie się drogowców kończących prace przy chodnikach w niczym mi nie przeszkodziło, nawet zanieczyszczona mocno droga na odcinku kilometra nie miała żadnego wpływu na jakość. Zakładałem, że na rozwidleniu dróg powinienem być po 2 minutach mocnej jazdy i orientacyjnie wybrałem miejsce początku pierwszego powtórzenia na FTP. Zacząłem zbyt mocno i jakoś ciężko było zejść z mocą o 10 Wat i cały pierwszy podjazd poszedł zadecydowanie za mocno. Już wiedziałem, że skończę szybciej niż zakładałem ale postanowiłem dociągnąć w założonym tempie do kreski co dało dodatkowe 25 sekund. Przed zjazdem czekało mnie to co lubię najbardziej czyli ubieranie się na zjazd, przy okazji zjadłem banana, na zjeździe nie poszalałem, odpuściłem go zupełnie ale nie wyglądał tragicznie czego mogłem się spodziewać. Przed drugim podjazdem znowu postój na rozebranie kurtki i nawrót. Ruszyłem nieco później i spokojniej i cały podjazd był równiejszy, z mniejszą mocą ale wcale nie wolniejszy. Do kreski brakło tym razem około 10 sekund i znowu dociągnąłem w założonym tempie. Powtórka czynności sprzed 20 minut i równie spokojny zjazd. Trzeci podjazd zwykle mam najmocniejszy ale tym razem utrzymałem poziom z drugiego, ruszyłem jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej i kończyłem równo z kreską. Trzy wjazdy dały bardzo podobne czasy, niewielką rozbieżność tętna, mocy czy kadencji. Powoli wszystko idzie w dobrą stronę ale na powrót do tego co było rok temu jeszcze muszę cierpliwie poczekać. Czułem się nieźle ale nie zdecydowałem się na szybszy zjazd. Po zjeździe rozebrałem kurtkę bo bym się ugotował, cieszyłem się, że do Skoczowa będzie z wiatrem. Jeszcze bardziej się ucieszyłem gdy po skręcie w prawo na Skoczów dostałem lufę w twarz. Ostatnie 12 kilometrów to walka z wiatrem w twarz, pracowałem równo aby nie stracić więcej czasu bo byłem już spóźniony. Dopiero ostatnie 3 minuty zluzowałem. Był to chyba najlepszy trening w tym roku, zdecydowanie najlepsza noga i całkiem niezłe podjazdy. Chyba częściej będę powtarzał ten schemat, dojazd samochodem choćby do Pogórza jak tym razem pozwolił oszczędzić 30 minut a jakość treningu nie ucierpiała. Mimo dobrego samopoczucia przed następnym treningiem daję organizmowi 48 godzin na regenerację. Podczas treningu po raz kolejny przekonałem się jak minimalne znaczenie na podjeździe ma sprzęt, Równicę zdobywał również „kolarz” na rowerze wartym ponad 50000 złotych, obwieszony elektroniką i gadżetami i nim zaliczył jeden podjazd ja zdążyłem wjechać, zjechać i jeszcze go minąłem przed szczytem, jakbym ja tak wolno jechał i z taką kadencją to bym się przewrócił, w sumie kto bogatemu zabroni ale są jakieś granice. Tym bardziej cieszę się, ze mój sprzęt nie jest tyle warty i coraz częściej myślę, że jestem jakiś nie normalny bo zadowalają mnie drobiazgi do których doszedłem ciężką pracą i nie muszę wydawać na zabawki x tysięcy złotych.




Trening 20
Wtorek, 30 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:51 | km/h: | 29.19 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 151151 ( 77%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1117kcal | Podjazdy: | 660m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wykorzystałem chwilę czasu i dobrej pogody na przejażdżkę regeneracyjną. Wybrałem trasę którą w ubiegłym roku przejechałem wiele razy. Przed wyjazdem zrobiłem restart oprogramowania miernika mocy oraz aktualizację Di2. Jazdy regeneracyjne zwykle wykorzystuję na testy. Po wyjeździe z domu zauważyłem że przerzutki wyraźnie lepiej działają i zmieniają się błyskawicznie, wcześniej zdarzało się że zmiana przełożenia trwała kilka sekund. Nie zauważyłem niczego dziwnego we wskazaniach mocy, rozkład na nogi był bardzo proporcjonalny ale gdy zacząłem jechać pod wiatr to wskazania wydały mi się za wysokie. Kilka minut myślałem nad przyczyną aż w końcu wpadłem na to że nowa korba ma dłuższe ramiona i stąd wskazania kilka % wyższe. Wybór tej trasy okazał się strzałem w dziesiątkę, pojawiło się kilka nowych asfaltów ale głównie na podjazdach, niektóre zjazdy są fatalne i aż strach puszczać hamulcowe. Ostatnie kilometry to walka z wiatrem i kierowcami wymuszającymi hamowanie nawet na zjazdach. Mimo dobrej i słonecznej pogody było dosyć chłodno i wybrany strój okazał się idealny a byłem pewny że będzie mi za ciepło.

Miasto 13
Poniedziałek, 29 marca 2021 Kategoria Miasto
| Km: | 57.00 | Km teren: | 2.00 | Czas: | 02:30 | km/h: | 22.80 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 6.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1208kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Podsumowanie 12 tygodnia 2021
Niedziela, 28 marca 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień przyniósł huśtawkę pogody, od niskich temperatur na początku, przez wiosenną aurę na starcie weekendu po następny spadek temperatury w niedzielę. To definiowało pośrednio układ i ilość treningów. Zacząłem od wymagającego treningu na 14 kilogramowym rowerze, następnie testowałem swój najlepszy sprzęt, zdążyłem po raz pierwszy przejechać trasę z 4 górskimi podjazdami i zakończyć tydzień ciekawą i długą trasą. Dyspozycja na przestrzeni tygodnia wahała się znacznie, najlepiej kręciło mi się o dziwo po 8 godzinach pracy niż będąc wypoczętym. Duży wpływ na to miały moje eksperymenty żywieniowe które mają wpłynąć na redukcję wagi która od listopada jest stabilna ale wyższa niż przez ostatnie 2 sezony. To chyba największy mój problem w tym momencie, gdybym miał odpowiednio więcej mocy i porównywalnie radził sobie na podjazdach a w tym elemencie radzę sobie zauważalnie gorzej niż w dobrych dla mnie czasach. Jest nad czym pracować, jak inne elementy nie grają to nawet najlepszy sprzęt nie pomaga. Może być tak, że nie uda się zbić wagi i będę musiał się z tym pogodzić, na razie ten rok nie zaczął się dla mnie dobrze, w listopadzie przymusowa przerwa i walka z bólem kolana, biodra czy barku, w lutym odnowienie się kontuzji stawu skokowego z powodu której przez 2 tygodnie miałem ograniczoną ruchomość i jeszcze te problemy z wagą. Może to zapłata za poprzedni, bardzo intensywny sezon. Przekonam się o tym za kilka miesięcy bo równie dobrze, za tydzień czy miesiąc mogę wrócić na właściwe tory czy nawet poprawić osiągnięcia sprzed roku. Posługiwanie się jakimiś schematami nie ma sensu bo nic dwa razy się nie zdarza i ciężko przewidzieć co wydarzy się za jakiś czas. Mimo tych problemów cały czas jestem zmotywowany, potrafię się skoncentrować i wiem co mam robić. Dzięki temu jestem w stanie utrzymywać regularność i przy ograniczonym czasie wolnym poświęcać naprawdę sporo czasu na trening. Jak się uda utrzymać ten stan to będę zadowolony, dobrą pracę wykonałem w zimie i efekty prędzej czy później powinny nadejść.
1.Waga w ostatnim tygodniu:
Po obiecującej końcówce poprzedniego tygodnia waga wróciła na swój wcześniejszy poziom. Tętno spoczynkowe utrzymywało się na zbliżonym poziomie a ciśnienie było stale niskie. Pod tym względem nie ma powodów do niepokoju.
2.Obciążenie treningowe:

Pod względem TSS był to rekordowy tydzień. Wpłynęło to na wzrost ATL i CTL oraz duże wahania TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce może nie rekordowe ale powtarzalne.
4.Dane liczbowe:

1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po obiecującej końcówce poprzedniego tygodnia waga wróciła na swój wcześniejszy poziom. Tętno spoczynkowe utrzymywało się na zbliżonym poziomie a ciśnienie było stale niskie. Pod tym względem nie ma powodów do niepokoju.
2.Obciążenie treningowe:

Pod względem TSS był to rekordowy tydzień. Wpłynęło to na wzrost ATL i CTL oraz duże wahania TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce może nie rekordowe ale powtarzalne.
4.Dane liczbowe:

Trening 19
Niedziela, 28 marca 2021 Kategoria 100-200, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 155.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:20 | km/h: | 29.06 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | 153153 ( 78%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 3444kcal | Podjazdy: | 1140m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dobry trening zrealizowany. Już na starcie trochę problemów przez które wyjechałem później niż zakładałem. Gdybym miał czas to jeszcze bym opóźnił wyjazd po drogi po nocnych i porannych opadach były jeszcze mokre. Po wczorajszej jeździe wprowadziłem kilka poprawek odnośnie roweru i miało już być dobrze. Zaplanowałem ciekawą trasę która jednak w tych warunkach była wymagająca. Muszę w końcu zgubić te kilogramy które przeszkadzają mi na podjazdach i zdecydowałem się zabrać mniej jedzenia ale napój izotoniczny zamiast wody. Wydawało mi się, że jest to dobre rozwiązanie ale w trakcie jazdy przekonałem się, że tak nie było. Po raz pierwszy od dawna miałem taką sytuację, że najpierw jechałem z wiatrem a później walczyłem z silnym wiatrem w twarz. Jak ruszyłem to już czułem, że nogi są lepsze niż dzień wcześniej, To jednak był tylko słabszy dzień a nie jakiś dołek dyspozycji. Początkowo jechałem bardzo zachowawczo ze względu na mokre drogi i niską temperaturę, połączenie tych dwóch elementów mogło oznaczać śliskie drogi. Podczas jazdy pilnowałem by regularnie pić i jeść. Tym razem odpuściłem sobie pilnowanie kadencji i starałem się tylko jechać równo, często wstawałem z siodełka na kilka do kilkunastu sekund. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ilością samochodów na drogach, było ich jak na lekarstwo, to pierwszy taki dzień w tym roku a na kolejne ciężko liczyć. Dobrze znane drogi chciałem jak najszybciej przejechać ale z tyłu głowy miałem to, że muszę oszczędzać siły na powrót. Pierwszy postój planowałem po około 90 minutach ale przeciągnąłem ten moment o kolejne 20. Jak po sznurku dotarłem do drogi Andrychów-Zator, nie znałem większości dróg od Osieka, jakość asfaltów bardzo różna ale mimo to ta okolica jest bardzo ciekawa i dzisiaj także zupełnie pusta więc miałem przez kilka kilometrów szosę tylko dla siebie. Na trasie jednak popełniłem kilka wpadek nawigacyjnych, pierwsza z nich trafiła się w Zatorze gdzie wybrałem zły pas i musiałem objechać rynek. Mimo jedzenia i picia dającego blisko 50 g węglowodanów na godzinę znowu dopadł mnie kryzys tętna. Tym razem nastąpił 15 minut później niż zwykle ale był chyba spowodowany wiatrem który od Zatoru wiał już bardziej w twarz niż w plecy. Odcinek Zator-Babice pokonywałem zwykle w przeciwnym kierunku i ten wariant po raz ostatni wybrałem 12 lat temu, szmat czasu. W tym właśnie momencie na niebo naszły ciemniejsze chmury a temperatura spadła z 9 do 7 stopni, odczuwalne było jeszcze mniej. Od Wygiełzowa do Płazy prowadzi popularny wśród kolarzy podjazd który okazał się najtrudniejszy na całej trasie. Nie planowałem kolejnego postoju w tak krótkim odstępie od poprzedniego ale gdy tylko zjechałem z trasy na Chrzanów zadzwonił telefon. Sprawa była ważna i musiałem odebrać, mimo pustej drogi postanowiłem się zatrzymać niż dzielić uwagę podczas jazdy. Po postoju nie umiałem się rozkręcić i popełniłem kolejną wpadkę nawigacyjną, tym razem okazała się ona kosztowna i nadrobiłem kilka kilometrów wjeżdżając nieplanowanie do Chrzanowa. Wróciłem na właściwą trasę i w nagrodę miałem dosyć szybki odcinek z wiatrem do drogi Kraków-Bieruń. Tam już taryfy ulgowej nie było i czekała mnie długa walka z wiatrem oraz narastającym zmęczeniem. W bidonach już pustki więc przy najbliższej okazji miałem napełnić bidon izotonikiem który miałem w butelce w kieszeni. Okazja trafiła się szybciej niż myślałem, w Bieruniu musiałem się zatrzymać na przejeździe kolejowym. Postój był długi i przy okazji zjadłem kolejnego batona. Postój po raz kolejny wybił mnie z rytmu i dalsza jazda była strasznie szarpana. Szukałem także otwartego sklepu ale na jedyne trafiłem w centrum Woli gdzie ludzi było jak mrówek i nie chciałem się tam zatrzymywać bojąc się o rower który musiałbym pozostawić bez opieki. Każda kolejna minuta to coraz trudniejsza jazda, wiatr robił swoje, z opresji wyrwał mnie kolejny telefon. Jakoś zmobilizowałem się do dalszej jazdy, z bidonu szybko ubywało a jedzenia już nie było. Sklepu nie było także w Miedźnej i dopiero w Ćwiklicach trafiłem na Biedronkę. Spotkałem tam też dwójkę kolarzy, jeden z nich przypilnował mi rower a później gdy on robił zakupy odwdzięczyłem się tym samym. W tym czasie zdążyłem uzupełnić braki energii, napełnić bidony i chwilę odsapnąć. Ostatnia godzina jazdy wyglądała o niebo lepiej niż poprzednia. Wciąż walczyłem z wiatrem ale noga lepiej podawała, jazda nie była już tak szarpana. Momentami wiatr się uspokajał ale chwilę później sytuacja wracała do normy. Po prawie 5 godzinach w siodle czułem się całkiem nieźle, nie żałuję, że pojechałem dłuższą drogą przez Bieruń a nie krótszą przez Brzeszcze. Ostatni podjazd na trasie nie zmęczył mnie tak jak często się zdarza ale nie wjechałem bez większego wysiłku. Zjazd do Bielska był jeszcze szybki a później mozolna walka z wiatrem i nachyleniem ze spadającą mocą i powoli opadającym tętnem, W domu byłem dokładnie o takiej godzinie jak planowałem, sporo straciłem na postojach ale chyba udało się nieco zredukować wagę. Mimo, że czułem się lepiej niż w sobotę ten dzień nie należał do najlepszych. Kolejna trasa już będzie trudniejsza gdzie pojawią się dodatkowe podjazdy, przejechałem ją już w 2019 roku i będzie okazja do porównania.




Trening 18
Sobota, 27 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:20 | km/h: | 25.50 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 2587kcal | Podjazdy: | 1670m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj pojawiła się prawdziwie wiosenna pogoda ale nie miałem czasu jej wykorzystać. Ruszyłem więc z samego rana. Czekałem na weekend cały tydzień bo wiedziałem, że wtedy będę mógł po raz pierwszy pojechać w góry. Od rana jednak mocno wiało i nie bardzo wiedziałem jak się ubrać, postawiłem na cieplejsze ciuchy bo w górach zwykle jest kilka stopni mniej niż w Bielsku. Ruszając byłem optymistycznie nastawiony, pierwszy podjazd zawsze mówi prawdę i tym razem ta prawda okazała się brutalna, noga nie podawała. W takich sytuacjach zwykle miało to różne skutki, albo puszczało po jakimś czasie, nic nie zmieniało się po drodze lub kończyło się spektakularną bombą. Olałem jednak ten temat zostawiając wszystko przypadkowi. Przejazd przez Bielsko ogólnie był walką z wiatrem, nieco dłużej niż zakładałem zajął mi dojazd do Straconki. Pierwszy Przegibek sobie odpuściłem i trzymałem około 90 % FTP i kadencję około 90. Na tym podjeździe mementami czułem, że nogi zaczynają pracować lepiej. Ostatnie metry podjazdu próbowałem pojechać nieco mocniej ale nie wyszło to jak powinno. Przed zjazdem ubrałem kurtkę, zjeżdżałem wolno, momentami sporo syfu i wody na drodze. Druga część zjazdu była z kolei walką z przeciwnym wiatrem, starałem się cały czas trzymać rytm ale momentami puszczałem korby. Po zjeździe zatrzymałem się tylko po to aby rozebrać kurtkę, w Międzybrodziu po raz pierwszy poczułem wiatr w plecy ale nie na długo. Jechało się coraz ciężej i chwilę później już wiedziałem, że konieczny będzie kolejny postój. W tym roku jeszcze nie złapałem kapcia na szosie i przyszedł właśnie ten pierwszy raz. Powietrze zeszło do pewnego momentu i trochę zostało ale jechać na tym ciśnieniu się nie dało. Szukanie dziury w dętce to jak szukanie igły w stogu siana. Dobre kilka minut szukałem dziury i ostatecznie zorientowałem się, że dętka była łatana i ta łata po napompowaniu 8 barów puściła, nie musiałem więc szukać dziury ani ciała obcego w oponie. Od tego momentu szybko się uwinąłem z wymianą, napompowałem tyle powietrza na ile pozwoliła ręczna pompka czyli około 6 bar, dużo pary mam w rękach ale pompka ma swoje ograniczenia i nie dało się napompować więcej. Jak już ruszyłem to z tyłu głowy miałem to, że muszę uważać aby nie dobić opony na dziurze. Jechałem więc ostrożnie, ochoty do jazdy już nie było a mocy też jakby mniej. Męczyłem się niemiłosiernie ale jechałem dalej swoje. Przejazd przez Wielką Puszczę zawsze mi się dłuży i tak też było tym razem. Postanowiłem przepalić nieco nogę i płuca na ostatnich 700 metrach, zacząłem jednak zbyt zachowawczo a później pilnowałem aby nie wskoczyć do 7 strefy mocy, końcówka podjazdu już na stojąco z niską kadencją, w takich wypadkach nie ma innego wyjścia jak jazda siłowa i muszę do tego przywyknąć. Sam podjazd poszedł całkiem nieźle, rezerw chyba już nie było ale gorzej też być mogło. Na zjeździe znowu blokada i asekuracyjna jazda przed krótkim postojem przed najtrudniejszym podjazdem dnia. Po postoju nic się nie zmieniło, nogi nie puściły co zapowiadało walkę o przetrwanie na podjeździe. Walczyłem nie tylko z własnymi słabościami ale i sprzętem który nie chciał działać, co jakiś czas na trzech koronkach które najbardziej mi pasowały przeskakiwał co jakiś czas. Jechałem na mocy odpowiadającej FTP a wydawało mi się jakbym jechał co najmniej strefę wyżej, nie miałbym już z czego dołożyć. Jazda była strasznie szarpana, im wyżej tym więcej syfu na jezdni, utrzymałem tempo do samej przełęczy ale nie byłem zadowolony z jazdy mimo dobrej mocy na segmencie. Zjazd znowu nie najszybszy ale już lepszy technicznie, w końcówce nieco strachu bo jacyś kierowcy urządzili sobie wyścigi zostawiając mi tylko kilkanaście centymetrów, poradziłem sobie jednak w tej trudnej sytuacji. Kolejne kilometry to walka z przeciwnym wiatrem i niedyspozycją. Jak wiatr zaczął pomagać to pojawiły się krótkie podjazdy które mnie wykańczały bardziej niż dłuższy odcinek pod wiatr. Wiatr nie pozwalał się nudzić, co chwilę zmieniał kierunek, walczyłem też z dziurami w drodze oraz samochodami który było trochę więcej. Szybko znalazłem się u podnóża przełęczy Przegibek. Nigdy nie lubiłem tego długiego, nudnego dojazdu do Przełęczy od Międzybrodzia, zawsze łapie mnie tam kryzys. Tym razem kryzys trwał już od dłuższego czasu i na tym odcinku była jego kontynuacja. Ostatnie 3 kilometry podjazdu pokonałem znowu mocniej, nie byłem zadowolony ze swojej jazdy ale moc wyszła dobra a czas całkiem niezły. Na Przegibku się nawet nie zatrzymywałem a zjazd odpuściłem. Przejazd przez Bielsko był już walką o dotarcie do domu, mimo to wróciłem najtrudniejszą trasą. Nie był to mój najlepszy dzień, było wszystko co zawsze negatywnie wpływało na ocenę mojej jazdy, trudne warunki, wymiana dętki, słaba dyspozycja i kilka sytuacji które mogły się źle dla mnie skończyć. Mimo to jestem chociaż trochę zadowolony bo wiem, że może być już tylko lepiej. Przy obecnej wadze na lepsze czasy nie mogę liczyć, jak na pierwszy raz było całkiem nieźle ale jest nad czym pracować.


Trening 17
Czwartek, 25 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 28.55 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 148148 ( 75%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1688kcal | Podjazdy: | 850m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy dłuższy wyjazd na najlepszym sprzęcie, długo czekałem na ten dzień. Pogoda była jeszcze
lepsza niż w środę a drogi niemal całkowicie wyschły. Miałem do wyboru kilka
wariantów tras, płaskie odrzuciłem w przedbiegach i wybrałem około 60
kilometrową trasę z wieloma krótkimi podjazdami. Już pierwsze minuty jazdy były
przyjemne, początek jechałem spokojnie a później powoli się rozkręcałem. Byłem
pewny, ze przesiadka na korbę 175 będzie odczuwalna i przyniesie zmniejszenie
kadencji. Okazało się jednak, że nie było czuć różnicy i nawet łatwiej było
kręcić z wyższą kadencją. Pierwsze podjazdy na trasie wyjaśniły mnie
całkowicie. Spośród brakujących elementów układanki najbardziej odczuwalna jest
waga która wciąż pokazuje za dużo. Przy okazji kapnąłem się, że jadę z
wyłączonym GPS i zdecydowałem się zatrzymać i skorygować ustawienie licznika. Na
trasie bawiłem się w liczenie, najpierw samochodów które wymuszały na mnie
pierwszeństwo, było ich jednak tak dużo, że po około 20 straciłem rachubę.
Kolejny cel to liczenie dziur w drodze ale i ich było za dużo, później chciałem
sprawdzić czy rzeczywiście jadę z taką kadencją jaką pokazuje licznik ale i w
tym się pogubiłem. Łatwiej by było gdybym przepychał 50-70 obrotów na minutę
niż 90-100. Egzaminu na koncentrację na wskazanym celu nie zdałem. Po wielu
godzinach pracy jednak ciężko się skupić. Podczas jazdy regularnie jadłem,
piłem i ci jakiś czas wstawałem z siodełka, tyłek już się przyzwyczaił do twardszego
„ poddubka”. Przy okazji miałem możliwość sprawdzenia sztywności roweru, na tej
korbie dużo łatwiej przyśpieszyć i utrzymać
tempo niż na Ultegrze. Nie byłbym sobą gdybym na koniec nie dołożył
przynajmniej jednego dodatkowego podjazdu. Trening był całkiem dobry, na
podjazdach wciąż radzę sobie najwyżej średnio a zjazdy z reguły odpuszczałem
dając odpocząć trochę nogom. Następna jazda już w prawdziwie górskim terenie i
w mocniejszym tempie. Liczę na przełamanie w górach bo sezon już się zaczyna i
czasu na poprawę coraz mniej.
Siłownia 30
Środa, 24 marca 2021 Kategoria Zima, Zima 2021
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 128128 ( 65%) | HRavg | 79( 40%) | |
| Kalorie: | 147kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary | |||
Wymagający trening siłowy z dodatkowym ćwiczeniem. Tym razem postawiłem na szybką ale konkretną i dokładną rozgrzewkę i już od pierwszego ćwiczenia szło mi całkiem nieźle. Gdy już przebrnąłem przez ogólnorozwojówkę i w grę weszły konkretne ciężary zaczęła się zabawa. Dołożyłem kolejne kilogramy i ćwiczenia na biceps czy klatkę piersiową bolały jak nigdy. Przy ćwiczeniu na nogi zostałem przy poprzednim obciążeniu dokładając dwa powtórzenia do każdej z 3 serii. Zamiast 4 ćwiczeń na różne partie wykonałem pięć. Niezbyt dobrze oszacowałem czas przerw między seriami czy ćwiczeniami bo nie byłem w stanie całkowicie się zregenerować. Może i dobrze, ze tak się stało, trening bardziej wszedł w organizm i może przyniesie lepsze efekty. W tym roku planuję kontynuować ćwiczenia przez cały sezon, co z tego wyjdzie to zobaczymy.







