Rozjazd 35
Niedziela, 4 października 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 40.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:47 | km/h: | 22.43 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 659kcal | Podjazdy: | 620m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Plany
na ten dzień zmieniały się wielokrotnie Ostatnie z nich nie zakładały wyjazdu
na rower ale pojawiło się około godzinne okno czasowe które postanowiłem
wykorzystać. Wciąż mocno wiało z południa, nie miałem planu na trasę ani ochoty
na mocne podrygi wiec pojechałem w luźnym tempie w kierunku Ustronia. Wybrałem
jak zazwyczaj trasę z największą ilością podjazdów, możliwie blisko gór gdzie
wiatr jest mniej odczuwalny. Wyjeżdżając z domu było ciepło ale wiatr
skutecznie obniżał temperaturę odczuwalną. W ostatniej chwili wróciłem się po
rękawki. Jak mocno wiało przekonałem się już w momencie gdy ruszyłem z miejsca.
Generując około 200 Wat miałem problem aby jechać powyżej 10 km/h. Momentami
dało się szybciej jechać ale 20 km/h wskakiwało na licznik rzadko. Mogłem
próbować szybko zjeżdżać ale na drogach było sporo pieszych i przyśpieszanie
nie miało sensu bo po chwili musiałem hamować. Było mokro, drogi strasznie
zanieczyszczone i szkoda mi było klocków hamulcowych wiec i zjazdy sobie
odpuściłem. Wody było sporo i nawet mimo bardzo wolnej jazdy ubrudziłem rower.
Na następnym zjeździe złapałem nieco wiatru w plecy ale nie wykorzystałem go
mogąc jechać dużo szybciej. Na taki wiatr musiałem później długo czekać i po
chwili znów walczyłem z silnymi podmuchami. Ciężko się jechało mimo tego, że
starałem się nie szarżować tempa, na drogach poro liści, gałęzi a nawet konarów
drzew i wiele razy musiałem hamować. Najgorzej wygadała sytuacjaGrodźcu gdzie na około 100 metrowym odcinku
nie było czystegofragmentu jezdni.
Jadąc środkiem pod kołami był żwir a po bokach rzeki przykrywające w całości
opony. Jakoś przejechałem ten odcinek brudząc jeszcze bardziej rower, później
już było czyściej na drodze ale pod wiatr co bardzo przeszkadzało na zjeździe który
zwykle był szybki. Dużo czasu zajął mi dojazd do ronda w Górkach, zwykle byłem
tam 5-10 minut szybciej. Miałem jednak jeszcze czas aby dołożyć kilka
kilometrów, zrobiłem około 5 kilometrową pętelkę z jednym podjazdem i sporą ilością
złej jakości nawierzchni, nawet na głównej drodze asfalt był łatany i nierówny.
W końcu dojechałem do momentu w którym miałem jechać już z wiatrem w kierunku
Bielska. Podjazd w Górkach był najtrudniejszy na trasie, wrzuciłem co mam ale i
to okazało się za mało aby nie przepychać. Mimo przeszkód wróciłem tą samą
drogą do Grodźca. Nagrodą miał być szybki zjazd ulicą Solarską, z wiatrem w
plecy. Początek zjazdu wyglądał nieźle technicznie i nawet szybko a później
musiałem niestety hamować i odpuściłem, miałem jeszcze zapas czasowy i
dołożyłem jeden wymagający podjazd którego w tym roku jeszcze nie zaliczyłem. Nie
ukrywam, że podjazd dał mi w kość, może dlatego, że jechałem najwolniej jak się
da i brakowało przełożenia. Znowu zjazd nie był szybki z podobnych powodów jak
wcześniej czyli sporo zanieczyszczeń na drodze przez które nie dało się szybko
wchodzić w zakręty. Udało się za to szybko zjechać w kierunku Świętoszówki i wykorzystać
szybkość na podjeździe. Później skręciłem w bardziej boczne drogi i walcząc ze
zmiennym wiatrem kierowałem się już do domu. Na przedostatnim, bardzo
technicznym zjeździe dokonałem rzeczy niemal niemożliwej, jechałem dużo wolniej
niż pod górę, momentami poniżej 10 km/h. Powodem były tłumy pieszych i dwa
samochody które zaplątały się między nimi, odechciało mi się już jazdy ale nie
skróciłem trasy. Miałem jeszcze około 15 minut czasu ale nie wykorzystałem go
na wydłużenie jazdy. Dzięki tej jeździe mogłem sobie zrobić wolne od roweru w
poniedziałek.
Ponikiew Time Trial 2020
Sobota, 3 października 2020 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:12 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 37.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 190190 ( 97%) | HRavg | 180( 92%) |
| Kalorie: | 206kcal | Podjazdy: | 170m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Od ostatniego startu minęły trzy
tygodnie, w tym czasie starałem się utrzymać regularność treningów. Nie było to
łatwe i dopiero ostatni tydzień był gorszy. Mimo to postanowiłem wystartować w
czasówce organizowanej przez Klub Sportowy Aquila Peleton Wadowice. O tej
imprezie usłyszałem już w 2018 roku, wtedy nie pasował mi termin. Po raz
pierwszy pojawiłem się na starcie w 2019 roku, organizacyjnie wszystko było
dopięte na ostatni guzik i już wtedy mogłem powiedzieć, że ta czasówka znajdzie
stałe miejsce w moim kalendarzu. Tegoroczna edycja zapowiadała się obiecująco,
jedną z widocznych zmian jest elektroniczny pomiar czasu mówiący o tym, że
impreza się rozwija. Obstawa zawodów była bardzo podobna jak rok temu, zarówno
ilościowo jak i jakościowo, przed startem był jeden wyraźny faworyt ale to nie
on odgrywał najważniejszą role tylko utrudniający wszystkim jazdę południowy
wiatr który raz zawiewał bardziej ze wschodu, raz z zachodu.
Przed startem nie miałem żadnych oczekiwań. Po słabym tygodniu postanowiłem dojechać na start na rowerze nadrabiając braki treningowe, jechałem w miarę spokojnie ale nie odmówiłem sobie okazji do zaliczenia podjazdu na Przegibek. Początek był trudny, byłem bardzo niezadowolony ze swojej dyspozycji, jednak im bliżej Wadowic tym jechało się lepiej. Po drodze nie obyło się bez kilku niespodzianek, m.in. połamanych drzew tarasujących drogi czy remontu mostu w Andrychowie. Nie wpłynęło to jednak na wydłużenie czasu dojazdu i w biurze zawodów pojawiłem się planowo o 13:15. To wystarczyło aby znaleźć się w połowie listy startowej. Do startu miałem jeszcze 90 minut. Czas szybko zleciał, najpierw na jedzeniu, pogaduchach z dawno nie widzianymi znajomymi z innych zawodów czy wreszcie na rozgrzewce. Rozgrzewka była bardzo dokładna i efektywna. Na start przyjechałem dobrze przygotowany ale nie liczyłem na cuda.
Często miałem problem z efektywnym wystartowaniem ale tym razem ruszyłem szybko, pewnie i mocno. Po kilkudziesięciu sekundach jednak spuściłem z tonu i starałem się złapać rytm i trzymać równą kadencje, było to bardzo trudne i moja jazda była mniej lub bardziej szarpana. Wydawało mi się, że słabo jadę, na pierwszym trudniejszym fragmencie trasy prędkość spadła poniżej 30 km/h i później ciężko się było już rozkręcić i zamiast 35-37 km/h doszedłem do 34 km/h. Po trzech kilometrach już nawet tyle nie byłem w stanie utrzymać, pracowałem cały czas mocno i myślami byłem już na ostatnim kilometrze gdzie było bardziej odpowiadające mi nachylenie, przed wjazdem na trudniejszy odcinek byłem po około 9 minutach. Do tego momentu wyprzedziłem dwie osoby co niewiele mówiło o jakości mojej jazdy. Czułem już zmeczenie, jechało się ciężko ale dałem z siebie maksimum na ostatnich 1300 metrach podjazdu, doping przed metą wyzwolił ze mnie wszystkie moce i zafiniszowałem. Blisko minutę dochodziłem do siebie po czasówce, ujechałem się, rok temu miałem lepszą moc ale 15 sekund gorszy czas. Po 2 minutach i uzupełnieniu poziomu płynów dowiedziałem się, że mam najlepszy czas i ponad 10 sekund lepszy niż drugi. Na końcowe wyniki jeszcze musiałem poczekać bo jeszcze około 30 osób nie dotarło do mety. Nie czekałem jednak na dojazd wszystkich i spokojnie zjechałem na dół. Warunki wciąż były trudne i wszyscy walczyli ze zmiennym wiatrem. Kilkanaście minut oczekiwania na wyniki minęło szybko i byłem już pewny, że po 10 latach startów, wielu miejscach na podium w kategorii i kilku w OPEN po raz pierwszy wykręciłem najlepszy czas na czasówce. Kolejny dowód na to, że obecny sezon jest dla mnie życiowy. Ze swojej jazdy nie jestem w pełni zadowolony ale w tym wypadku nie ma co wyciągać z tego wniosków skoro wystarczyło to aby być najszybszym.
Organizacja imprezy stała na wysokim poziomie. Niskie wpisowe, bogaty pakiet startowy, optymalne zabezpieczenie trasy, dobra atmosfera i sponsorzy. Pod tym względem ląduje w czołówce tych w jakich miałem okazje brać udział.

Przed startem nie miałem żadnych oczekiwań. Po słabym tygodniu postanowiłem dojechać na start na rowerze nadrabiając braki treningowe, jechałem w miarę spokojnie ale nie odmówiłem sobie okazji do zaliczenia podjazdu na Przegibek. Początek był trudny, byłem bardzo niezadowolony ze swojej dyspozycji, jednak im bliżej Wadowic tym jechało się lepiej. Po drodze nie obyło się bez kilku niespodzianek, m.in. połamanych drzew tarasujących drogi czy remontu mostu w Andrychowie. Nie wpłynęło to jednak na wydłużenie czasu dojazdu i w biurze zawodów pojawiłem się planowo o 13:15. To wystarczyło aby znaleźć się w połowie listy startowej. Do startu miałem jeszcze 90 minut. Czas szybko zleciał, najpierw na jedzeniu, pogaduchach z dawno nie widzianymi znajomymi z innych zawodów czy wreszcie na rozgrzewce. Rozgrzewka była bardzo dokładna i efektywna. Na start przyjechałem dobrze przygotowany ale nie liczyłem na cuda.
Często miałem problem z efektywnym wystartowaniem ale tym razem ruszyłem szybko, pewnie i mocno. Po kilkudziesięciu sekundach jednak spuściłem z tonu i starałem się złapać rytm i trzymać równą kadencje, było to bardzo trudne i moja jazda była mniej lub bardziej szarpana. Wydawało mi się, że słabo jadę, na pierwszym trudniejszym fragmencie trasy prędkość spadła poniżej 30 km/h i później ciężko się było już rozkręcić i zamiast 35-37 km/h doszedłem do 34 km/h. Po trzech kilometrach już nawet tyle nie byłem w stanie utrzymać, pracowałem cały czas mocno i myślami byłem już na ostatnim kilometrze gdzie było bardziej odpowiadające mi nachylenie, przed wjazdem na trudniejszy odcinek byłem po około 9 minutach. Do tego momentu wyprzedziłem dwie osoby co niewiele mówiło o jakości mojej jazdy. Czułem już zmeczenie, jechało się ciężko ale dałem z siebie maksimum na ostatnich 1300 metrach podjazdu, doping przed metą wyzwolił ze mnie wszystkie moce i zafiniszowałem. Blisko minutę dochodziłem do siebie po czasówce, ujechałem się, rok temu miałem lepszą moc ale 15 sekund gorszy czas. Po 2 minutach i uzupełnieniu poziomu płynów dowiedziałem się, że mam najlepszy czas i ponad 10 sekund lepszy niż drugi. Na końcowe wyniki jeszcze musiałem poczekać bo jeszcze około 30 osób nie dotarło do mety. Nie czekałem jednak na dojazd wszystkich i spokojnie zjechałem na dół. Warunki wciąż były trudne i wszyscy walczyli ze zmiennym wiatrem. Kilkanaście minut oczekiwania na wyniki minęło szybko i byłem już pewny, że po 10 latach startów, wielu miejscach na podium w kategorii i kilku w OPEN po raz pierwszy wykręciłem najlepszy czas na czasówce. Kolejny dowód na to, że obecny sezon jest dla mnie życiowy. Ze swojej jazdy nie jestem w pełni zadowolony ale w tym wypadku nie ma co wyciągać z tego wniosków skoro wystarczyło to aby być najszybszym.
Organizacja imprezy stała na wysokim poziomie. Niskie wpisowe, bogaty pakiet startowy, optymalne zabezpieczenie trasy, dobra atmosfera i sponsorzy. Pod tym względem ląduje w czołówce tych w jakich miałem okazje brać udział.

Trening 122
Piątek, 2 października 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 18.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:41 | km/h: | 26.34 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 175175 ( 89%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 441kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd w celu sprawdzenia nogi i sprzętu przed sobotnią czasówką. Zastanawiałem się czy warto założyć karbonowe koła i lemondke, nie miałem na to czasu. Ustawienie lemondki zwykle zajmowało 1-2 dni a na tej ramie jeszcze z nią nie jechałem i pozostałem przy zwykłych kołach i kierownicy. Nogi ostatnio nie pracowały tak dobrze jak przed Tatra Road Race i nie oczekiwałem cudów. Wyjechałem w kierunku Jaworza bo na Przegibek czasu nie było i trzy razy przepaliłem tłoki. Pierwszy mocny zryw zacząłem mocno i utrzymałem do końca. Przed kolejnym miałem chwile na odpoczynek ale chyba za krótką bo nie byłem w stanie się zregenerować. Drugi podjazd już dłuższy również poszedł nieźle ale znów długo dochodziłem do siebie. Przed ostatnim olejna przerwa ale niewystraczająca. Popełniłem błąd i jechałem za mocno co wpłynęło na samopoczucie Ostatni podjazd był o 30 sekund krótszy niż drugi i tyle samo dłuższy niż pierwszy, moc się zgadzała wiec nie było powodów do narzekań. Sprzęt działał jak należy i specjalnie nie wydłużałem jazdy. Chciałem jeszcze zrobić jeden zjazd ale jak z bocznej wjechał samochód wprost przed je przednie koło to zrezygnowałem. Wracając do domu już określiłem taktykę na sobotnią czasówkę, przyjechać na start, rozgrzać się odpowiednio, wystartować, przejechać i dopiero myśleć o wyniku, zwykle dochodziłem do startu inaczej i zazwyczaj czułem niedosyt.


Garaż
Czwartek, 1 października 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:33 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1214kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po wtorkowym wyjeździe w trudnych warunkach nie miałem ochoty na kolejną mojrą jazdę więc er i zrobiłem kolejny eksperyment. Po kilku latach musiałem kupić nowy laptop do pracy bo starty był już za słaby na moje potrzeby ale wystarczający na działanie różnych aplikacji treningowych. Na początek zainstalowałem zaktualizowaną wersje GoldenCheetach i zgrałem przypadkową trasę z Rouvy wykorzystując do tego jeden ze starych plików jaki miałem na komputerze. Dzięki temu miałem trasę z bazy łącznie z profilem i filmem bez konieczności opłacania subskrypcji na Rouvy. Nie obyło się bez problemów z konfiguracją czujników. Najważniejszy z nich udało się połączyć i miałem dane wyłącznie o mocy i kadencji co w pełni wystarczało. Po ostatnim treningu zdecydowałem się na równą jazdę w 2 strefie a konkretnie trzymanie 200-220 Wat. Mimo jazdy w zamkniętym pomieszczeniu jakoś to wyglądało i czułem się całkiem nieźle. Przejechanie tej trasy zajęło mi około 90 minut, tyle też miałem czasu na trening. W tym bardzo nieprzyjemnym pogodowo tygodniu musiało to wystarczyć ale na regularne korzystanie z trenażera to jeszcze nie pora.


Podsumowanie września
Środa, 30 września 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Wrzesień zwykle był dla mnie przejściowym miesiącem. Zazwyczaj kończył się już sezon startowy a zaczynał czas roztrenowania, zmęczenie było ogromne a resztki formy uciekały. Ten rok jest inny i sezon startowy wciąż trwa. Tak się złożyło, że dopiero we wrześniu wystartowałem w pierwszym wyścigu w sezonie. Moja dyspozycja pozwalała na dużo, ale technika dzięki której niemal cały dystans jechałem sam i traciłem w pozornie łatwych momentach nawet do zawodników z drugiej połowy stawki wpłynęła na końcowy rezultat. Nie miałem żadnych oczekiwań przed wyścigiem, ale będąc zawiedziony swoją postawą wyciągnąłem na gorąco same złe wnioski. Szukając pozytywów które zazwyczaj jakieś są przeanalizowałem listę wyników i stwierdziłem, że moje miejsce odzwierciedla właściwą pozycje w stawce zawodników. Nigdy nie radziłem sobie dobrze w wyścigach, gdy bardziej przykładałem się do treningu i więcej trenowałem w grupie, często dostając lanie czułem się dużo lepiej na wyścigach i przyjeżdżałem wyżej ale w słabszej stawce. Większość zawodników miało już przynajmniej jeden wyścig w nogach w obecnym sezonie. Kolejny argument potwierdzający mój wynik to fakt, że treningi musiałem godzić z innymi obowiązkami których mam więcej niż inni i nie jestem w stanie więcej trenować a robienie tego kosztem odpoczynku nie dałoby pozytywnych skutków. Po zastanowieniu się musze zaakceptować to w jakiej jestem sytuacji i skupić się na próbie poprawy słabych stron i podkreślaniu mocnych na czasówkach, W tym roku już większych postępów nie będzie i gdy odpocznę, oczyszczę głowę, wprowadzę nowe bodźce treningowe i z nową wiarą zacznę na wiosnę trenować w grupie to może będzie lepiej. To będzie dla mnie ostatnia szansa na przełamanie, jak się nie uda to będę trenował wyłącznie do czasówek na których mam szanse być dalej w czołówce a sam trening nie wymaga tyle czasu. Po tym wyścigu moja forma była wysoka i stabilna, dopiero w końcówce miesiąca gdy pogoda się załamała i czasu było znacznie mniej dyspozycja zaczęła spadać. Mimo to wystartuje w dwóch jazdach indywidulanych na czas licząc na dobrą nogę która towarzyszyła mi przez większą część sezonu.
1. Średnia tygodniowa waga:

2.Obciążenie treningowe:

W ostatnim miesiącu starałem się utrzymać wartości ATL i CTL, udało się to z nawiązką. Wprowadziłem nowe dane do tabeli a konkretnie dotyczące dni potrzebnych na całkowitą regenerację organizmu, gdy TSB spadało poniżej 0 to liczba dni rosła i w pewnym momencie wynosiła nawet 8. Ten parametr jest też zależny od innych czynników nie zawartych w tej tabeli.
3. Najlepsze wartości mocy:

W ostatnim czasie udało się wygenerować życiową moc w czasie 15 minut oraz bardzo dobrą w czasie 10 minut. Pozostałe już tak dobre nie były.
4. Dane liczbowe:

Dane szczegółowe:

5.Podjazdy:

Pod tym względem był to najlepszy miesiąc w tym roku. Sporo rekordów i kilka nowych podjazdów. Najbardziej wartościowe rekordy to oczywiście Przegibek, Magurka czy Orle Gniazdo gdzie na poprawe rekordu czekałem 8 lat.
1. Średnia tygodniowa waga:

2.Obciążenie treningowe:

W ostatnim miesiącu starałem się utrzymać wartości ATL i CTL, udało się to z nawiązką. Wprowadziłem nowe dane do tabeli a konkretnie dotyczące dni potrzebnych na całkowitą regenerację organizmu, gdy TSB spadało poniżej 0 to liczba dni rosła i w pewnym momencie wynosiła nawet 8. Ten parametr jest też zależny od innych czynników nie zawartych w tej tabeli.
3. Najlepsze wartości mocy:

W ostatnim czasie udało się wygenerować życiową moc w czasie 15 minut oraz bardzo dobrą w czasie 10 minut. Pozostałe już tak dobre nie były.
4. Dane liczbowe:

Dane szczegółowe:

5.Podjazdy:

Pod tym względem był to najlepszy miesiąc w tym roku. Sporo rekordów i kilka nowych podjazdów. Najbardziej wartościowe rekordy to oczywiście Przegibek, Magurka czy Orle Gniazdo gdzie na poprawe rekordu czekałem 8 lat.
Trening 121
Wtorek, 29 września 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 28.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:07 | km/h: | 25.07 |
| Pr. maks.: | 51.00 | Temperatura: | 818.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 145( 74%) |
| Kalorie: | 11kcal | Podjazdy: | 490m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd w przerwie od deszczu. Przed wyjazdem przełożyłem korbę do drugiego roweru zaoszczędzając kilka minut na przekładaniu miernika mocy. Ubrałem się nieodpowiednio bo w ciuchy przeciwdeszczowe w których było bardzo niewygodnie. Na rozgrzewce nie przeszkadzało to ale przed właściwym treningiem rozebrałem nogawki i kurtkę, schowałem do reklamówki i położyłem w niewidocznym miejscu. Przez ponad 20 minut planowałem pokonać kilka jazdy 800 metrowy odcinek w dwóch kierunkach. Byłem dobrze rozgrzany i nie przeszkadzało mi nawet zimno i bardzo trudne warunki na trasie, sporo wody, piachu i błota. Dawno nie miałem okazji jeździć w takich warunkach których za bardzo nie lubię. Planowałem trzymać kadencje około 80 i w miarę stałą moc, liczyłem na 5 powtórzeń i z takim założeniem rozpocząłem pierwsze. Po 5 znalazłem jednak motywacje na jeszcze jedno. Zacząłem bardzo mocno i myślałem, że uda się utrzymać wyższą moc ale brakło. W tych warunkach nie dało się jechać szybciej, w poprzednich latach również trenowałem na tym odcinku i wtedy generowałem minimum 10 Wat mniej ale wjeżdżałem kilka sekund szybciej. Po 6 podjazdach zatrzymałem się i ubrałem, w sumie nie miało to sensu, byłem cały mokry i brudny a rama zmieniła barwę z białej na brązową. Po zjeździe zdecydowałem, że zaliczę jeszcze dwa podjazdy około 90 sekundowe. Pierwszy z nich rozpocząłem mocno ale później wyszło, że wybrałem złe przełożenie i brakowało mnie w końcówce. Ostatni podjazd był bardzo podobny z tą różnicą, że brakło mnie w końcówce i odpuściłem zbyt szybko. Trening był krótki ale bardzo intensywny, gdyby było więcej czasu to dokręciłbym jeszcze do 100 TSS. Ten wyjazd nie miał zbyt dużego sensu, dużo ciuchów do prania i rower do czyszczenia na co musiałem poświęcić ponad godzinę i dlatego był to jedyny wyjazd przy niepewnej pogodzie.


Miasto 33
Poniedziałek, 28 września 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 35.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:25 | km/h: | 24.71 |
| Pr. maks.: | 44.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 690kcal | Podjazdy: | 320m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Podsumowanie 36 tygodnia 2020
Niedziela, 27 września 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Miniony tydzień znowu nie należał do najłatwiejszych. Sporo się działo i mała ilość odpoczynku wpłynęła na gorsze samopoczucie. Jednak nie mogę narzekać na brak wrażeń. Niecodziennie pokonuje się Polskę lecąc kilkaset metrów nad ziemią a mi zdarzyło się to dwukrotnie w ciągu ledwie 40 godzin. Dodatkowo około 10 byłem nad morzem by około 8 godzin później być w górach. Podróże zawsze mnie męczą i tak też było tym razem. Ogólnie cały tydzień czułem się nie najlepiej co było widoczne podczas treningów. Przez ostatnie tygodnie miałem spokój z płucami które znowu dały o sobie znać, na razie lepiej nie będzie, 8 godzin dziennie w masce nie wpływa dobrze na organizm. Tydzień zakończył się znów bólem pleców. Najbliższy tydzień zapowiada się na mniej intensywny i może problem z plecami zniknie. Spodziewałem się spadku formy i przymusowe początek roztrenowania. W dwóch czołówkach nie spodziewam się cudów ale liczę na to że poniżej minimum prezentowanego w tym sezonie nie zejdę. Pora kończyć ten sezon i zrobić twardy reset.
1.Waga w ostatnim czasie:

Sytuacja z poprzednich tygodni znowu się powtórzyła i waga utrzymała się na zbliżonym poziomie.
2.Obciążenie treningowe:

Dobry tydzień wpłynął na wzrost ATL i CTL a także spadek TSB który objawił się narastającym zmęczeniem.
3.Najlepsze wartości mocy:

Słaby to był tydzień, jedyne niezłe wyniki to moce z 5 i 20 minut ale do maksymalnych brakuje sporo.
4.Intensywność treningów:

Treningi były bardzo zróżnicowane co potwierdzają dane w tej tabeli. Nie trzymałem planu treningowego i pozwoliłem sobie na sporo luzu.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe

6.Podjazdy:

Ilość podjazdów była dosyć umiarkowana. Poprawiłem najlepsze czasy na 3 podjazdach dokładając kolejne cegiełki do tego co już udało się osiągnąć w tym roku.
7. Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Ten tydzień nie zapowiada się dobrze, jak się uda cokolwiek pojeździć to będzie dobrze. Liczę, że forma zbytnio nie spadnie i będę w stanie powalczyć podczas 2 ostatnich czasówek w tym roku.
1.Waga w ostatnim czasie:

Sytuacja z poprzednich tygodni znowu się powtórzyła i waga utrzymała się na zbliżonym poziomie.
2.Obciążenie treningowe:

Dobry tydzień wpłynął na wzrost ATL i CTL a także spadek TSB który objawił się narastającym zmęczeniem.
3.Najlepsze wartości mocy:

Słaby to był tydzień, jedyne niezłe wyniki to moce z 5 i 20 minut ale do maksymalnych brakuje sporo.
4.Intensywność treningów:

Treningi były bardzo zróżnicowane co potwierdzają dane w tej tabeli. Nie trzymałem planu treningowego i pozwoliłem sobie na sporo luzu.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe

6.Podjazdy:

Ilość podjazdów była dosyć umiarkowana. Poprawiłem najlepsze czasy na 3 podjazdach dokładając kolejne cegiełki do tego co już udało się osiągnąć w tym roku.
7. Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Ten tydzień nie zapowiada się dobrze, jak się uda cokolwiek pojeździć to będzie dobrze. Liczę, że forma zbytnio nie spadnie i będę w stanie powalczyć podczas 2 ostatnich czasówek w tym roku.
Trening 121
Niedziela, 27 września 2020
| Km: | 122.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:01 | km/h: | 30.37 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 10.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 2658kcal | Podjazdy: | 1200m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Prognoza na niedziele zmieniała się w ostatnich dniach kilkakrotnie. Przez pewien czas była to sinusoida mówiąca albo o ciągłych opadach lub o ich całkowitym braku. Jedyne co było stałe to temperatura która miała nie przekroczyć 10-12 stopni. Dawno nie miałem treningu typowo bazowego, jak jeździłem w tlenie to maksymalnie po 2-2,5 godziny a dłuższy robiłem ostatnio na początku lipca. Warunki były idealne na taki trening a czas pozwalał nawet na 5 godzin jazdy. Ostatecznie ustaliłem trasę na około 4 godziny jazdy po względnie płaskim terenie. Przed wyjazdem miałem kilka dylematów, jednym z nich była kwestia ubioru, ostatecznie wybrałem ciepłą kurtkę, ocieplane nogawki, ochraniacze na buty i rękawiczki z długimi palcami. Był to idealny zestaw ciuchów, do tego dołożyłem kilka kanapek, dwa banany i dwa duże bidony wody. Na takim prowiancie nie jechałem od wiosny a wówczas się sprawdzał. Przez niepewną pogodę i przejazd przez dwa kraje zdecydowałem się na jazdę na lampkach. Planowałem wyjechać o 8, będąc gotowy szybciej wyjechałem kilka minut przed założoną godziną. Pierwsze 10 kilometrów jechałem z pomocą wiatru wiec było dosyć szybko. Nogi mimo temperatury i niewygodnych ciuchów pracowały chyba lepiej niż przez ostatnie dni. Pierwszy podjazd tego nie potwierdził ale czułem się nieźle i liczyłem na szybki przejazd trasy. Na zjeździe mimo tego, że nie skupiłem się wystarczająco pojechałem nieźle technicznie i szybko. Później pojawił się problem poboru optymalnego przełożenia i przez pewien czas przerzucałem łańcuch między koronkami. Gdy dojechałem do ronda w Ligocie zauważyłem dwójkę kolarzy ubranych na zupełnie inną temperaturę, wyglądałem przy nich co najmniej dziwnie. Miałem nadzieje, że uda się złapać ich koło i kawałek pojechać w grupie ale się nie udało. Moja moc oscylująca miedzy 200 a 250 Wat to za mało aby dotrzymać koła kolarzom. Jechałem wiec swoje tracąc ich z pola widzenia. Z każdą chwilą jechało mi się ciężej, przy podobnej mocy jechałem wolniej i szarpałem coraz bardziej szukając optymalnej kadencji. Ciągle mam z tym problem. Najgorzej było przed Chybiem gdzie wiatr był najbardziej odczuwalny. Następnie sprawdziłem przejazd kolejowy po remoncie, nie trzeba już w tym miejscu hamować, pociągi na razie nie jeżdżą a droga jest równiutka jak stół. Dawno nie byłem w tym rejonie i już zapomniałem, że nawet w niedzielę ruch jest spory, musiałem zwolnić przed skrzyżowaniem. Powoli warunki się stabilizowały, temperatura oscylowała około 10 stopni i wiał odczuwany południowo-zachodni wiatr. Oznaczało to szarpaninę przez kolejne 40 kilometrów i tak też było, cały czas walczyłem z silnym wiatrem. Po niespełna godzinie jazdy zatrzymałem się po raz pierwszy, źle uporządkowałem kieszonki i nie umiałem wyjąc jedzenia. Przepakowałem szybko kieszonki wkładając po jednej kanapce do kieszeni i dwa banany do trzeciej. Ostatnią kanapkę zacząłem konsumować. Zwykle w takich warunkach radziłem sobie słabo a gdy byłem w słabej formie traciłem sporo na wiatrach. To był także test dla organizmu. Mimo tego, że jechałem wolno to moc się zgadzała a kadencja była zmienna. Ostatnio stawiałem przed sobą różne cele i zazwyczaj przy takich treningach było to utrzymywanie mocy około 200 Wat i kadencji około 90. Z mocą nie było problemów ale kadencja była niższa, szczególnie na krótkich podjazdach. Najgorzej było w Kaczycach gdzie do wiatru doszedł interwałowy odcinek ze zniszczoną nawierzchnią i niespodzianka w postaci zwiniętego asfaltu w kierunku Karwiny. Zdecydowałem się objechać utrudnienia i wjechać do Karwiny drugim przejściem z Kaczyc. Nie pamiętałem wszystkich dróg i konieczny był postój aby sprawdzić najkrótszą drogę. Postój trwał około 3 minuty po których ruszyłem i zapomnianą całkowicie drogą dojechałem do drogi w n kierunku Karwiny. Po przekroczeniu granicy czekał mnie zjazd, cały czas kręciłem z mocą około 200 Wat, gdyby nie wiatr w twarz brakłoby przełożeń. Kiedyś bardzo lubiłem jeździć po Czechach, miedzy innymi dzięki temu, że był mniejszy ruch i inna kultura jazdy wśród kierowców. Od tego czasu sporo się zmieniło, samochodów było sporo i większość wyprzedzała na centymetry. Lepiej zrobiło się dopiero za Stonawą i Olbrachcicami gdzie znów wiatr był bardziej odczuwalny. Jednym z plusów takich warunków było to, że swobodnie mogłem dokręcać na zjazdach trzymając założoną moc, zwykle odpuszczałem zjazdy ale nie było to najlepsze rozwiązanie. Miałem już powoli dość tego wiatru ale moje cierpienia miały się wkrótce skończyć bo zbliżał się moment zmiany kierunku. Najpierw jednak musiałem pokonać dosyć wymagający podjazd który dał mi nieźle w kość. Nagrodą był szybki odcinek z wiatrem aż do Trzyńca. Trochę żałowałem, że wybrałem tą trasę bo na głównej drodze w Trzyńcu był bardzo duży ruch i dobrze, że zjeżdżałem z niej na rondzie. Kolejny szybki odcinek został przerwany przez skrzyżowanie na którym musiałem się zatrzymać i później nie byłem w stanie złapać swojego rytmu i byłem trochę rozbity. Nie liczyłem na szybki powrót do domu, co prawda jechałem z wiatrem ale czekało mnie jeszcze prawie 500 metrów przewyższenia na niecałych 40 kilometrach. Kolejna niespodzianka spotkała mnie na podjeździe w kierunku Lesznej. W końcówce podjazdu pojawił się nowy, równy dywanik ale nie do samego przejścia granicznego. Nie przypominam sobie aby ten odcinek miał jakąś złą nawierzchnie. Kolejny zjazd oznaczał dla mnie znów szybką jazdę i próbę utrzymania mocy, tym razem było z wiatrem wiec nie była to taka łatwa sprawa. Po raz kolejny przekonałem się, że równowaga w przyrodzie musi zostać zachowana i pojawiła się kolejna niespodzianka, niezbyt miła. Miałem jechać przez Goleszów i Międzyświeć ale okazało się, że droga w tym kierunku jest nieprzejezdna. Kilka tygodni temu były prowadzone prace w Goleszowie i pewnie ostatnim etapem jest wymiana nawierzchni. Chcąc czy nie chcąc musiałem jechać bardzo nielubianym odcinkiem w kierunku Cisownicy. Znowu się z nim męczyłem nie czerpiąc żadnej przyjemności a dodatkowo pojawił się kolejny raz ból pleców. Stało się to dokładnie po 3 godzinach jazdy i już wiedziałem że z równej i efektywnej jazdy nici. Musiałem często zmieniać pozycję co oznaczało że zmieniała się również kadencja a na niej mi bardzo zależało. Mimo dużego dyskomfortu dokręcałem na zjazdach by na prostych i podjazdach szukać optymalnej pozycji, przynajmniej nie miałem problemu z utrzymaniem mocy. Sprawnie przejechałem przez Ustroń, przed Brenną skorzystałem z pomocy wiatru i liczyłem na szybkie pokonanie podjazdu i zjazdu. Podjazd poszedł nieźle ale zjazd już gorzej, musiałem dwa razy hamować co wybiło mnie z rytmu. Średnio co minutę podnosiłem tyłek z siodełka w celu rozprostowania pleców. To był jedyny problem z jakim się zmagałem, żadnych oznak kryzysu i dobrze pracujące nogi w niskiej temperaturze to rzadko spotykana na dystansach sytuacja w moim przypadku. Sprawdzian nastąpił na pagórkach w Grodźcu gdzie dołożyłem trochę mocy a nie nastąpił gwałtowny wzrost tętna. Aż do Jaworza gnałem z wiatrem starając się utrzymać moc, zamontowałem niewielki spadek i utrzymywałem poziom na ostatnim podjeździe. Przejechanie tej trasy w takich warunkach zajęło mi dokładnie 4 godziny. Jak na mnie to było dosyć szybko, gdyby nie problem z plecami i utrzymaniem kadencji byłbym bardzo zadowolony z jazdy a tak to tylko umiarkowanie. Ten trening to już zaliczka na kolejny tydzień który zapowiada się słabo rowerowy ale z intensywnym końcem.


Rozjazd 34
Sobota, 26 września 2020
| Km: | 34.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:24 | km/h: | 24.29 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 548kcal | Podjazdy: | 490m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nie liczyłem na to, że będzie się dało pokręcić po suchych drogach, prognozy zapowiadały deszcz przez całą sobotę ale około 12 się wypogodziło. Wraz z poprawą pogody przyszło ochłodzenie wymuszające wyciągniecie cieplejszych ciuchów z szafy. Nie miałem zbytnio czasu i udało się wyskoczyć na 90 minut. To wystarczyło aby trochę się dotlenić i rozkręcić nogi po ciężkim piątku. Zwykle w takich sytuacjach jeździłem na Przegibek, ale tym razem pojechałem na objazd wiosek gdzie również niewiele jest płaskiego. Sama trasa nie należała do ciekawych, początek możliwie najtrudniejszy, później kilka zjazdów na których poćwiczyłem technikę, ale nie wyglądało to zbyt dobrze, jakaś blokada pojawiła się znowu w głowie, później było już lepiej. Im dłużej jechałem tym było zimniej. W kilku miejscach znowu musiałem hamować a raczej decydowałem się na to m.in. gdy pojawił się znak o robotach drogowych które jednak dotyczyły pobocza a nie jezdni. W bocznych uliczkach było spokojnie a na głównych więcej samochodów ale nie utrudniających jazdy. W połowie trasy zaczęło mocniej wiać i miałem to szczęście, że na sporym odcinku wiatr pomagał. Na koniec dołożyłem sobie naprawdę trudny podjazd składający się z dwóch ścianek ponad 10 %. Pogoda zmieniała się diametralnie, raz świeciło słońce by po chwili zostać zakryte przez ciemne chmury. Dynamiczna sytuacja na niebie odwiodła mnie od opcji wydłużenia jazdy i najkrótszą drogą, a dokładnie ścieżką rowerową wróciłem do domu.









