Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Marszobieg 2

Wtorek, 29 października 2019 Kategoria Inne, Zima, Zima 2020
Km: 10.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:29 min/km: 8:54
Pr. maks.: Temperatura: 10.0°C HRmax: 174174 ( 89%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 603kcal Podjazdy: 320m Aktywność: Bieganie
Po ostatnim marszobiegu nie miałem żadnych problemów z regeneracją wiec nic nie stało na przeszkodzie aby przystąpić do kolejnego marszobiegu. Wprowadziłem pewne utrudnienia, wydłużyłem czas biegu do 2 minut utrzymując 4 minuty marszu a także wybrałem trudniejszą trasę na której się dodatkowo pogubiłem.
Było chłodniej niż ostatnio i musiałem zastosować inny zestaw ciuchów. Dobrane ubrania okazały się idealne, zapomniałem jedynie okularów które jednak nie były niezbędne.
Po dobrzej rozgrzewce ruszyłem dosyć spokojnie od marszu i po 5 minutach pierwsza wstawka biegu. Szukałem optymalnego tempa które jednak ciężko było dobrać ze względu na ukształtowanie terenu które zmieniało się cały czas. Po kilku wstawkach biegowych czułem się już nieźle i w niezłym tempie wkroczyłem w najtrudniejszy odcinek trasy. Ścieżka była wydeptana i nie musiałem się przejmować liśćmi i tym co pod nimi było. Po dotarciu na Dębowiec chciałem wrócić inną drogą i trafiłem na drogę która wyglądała ciekawie, okazało się, że jest to droga do ściągania drzewa która w dodatku za chwile się skończyła. Po kilku minutach kluczenia trafiłem na lepszą ścieżkę, ale była wąska i zanieczyszczona co nie pozwoliło na szybsze tempo. Po kilku minutach oznaczenia się straciły i na właściwy szlak trafiłem po krótkim odcinku na dziko. Ciekawe doświadczenie i odmiana od dobrze mi znanych szlaków. Powrotna droga wyglądała identycznie. Dzięki temu, że wiało mocniej w plecy a droga biegła lekko w dół to wróciłem szybszym tempem.

Podsumowanie 44 tygodnia 2019

Niedziela, 27 października 2019 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Tydzień przejściowy po okresie roztrenowania minął bardzo szybko. Po dwóch dniach całkowitego odpoczynku zacząłem aktywności typowo ogólnorozwojowe a konkretnie takie które przyzwyczają organizm do innego niż w ostatnich miesiącach wysiłku. Cztery dni wprowadzające wykorzystałem bardzo dobrze. W najbliższym czasie najczęstsza aktywnością będzie marszobieg przeplatany sesjami na siłowni podczas których skupiał się będę na różnych partiach mięśni. Dlatego też krótkie marsze i ćwiczenia bez ciężarów były idealne na początek. Poza treningiem ustalałem już plan pracy na najbliższe miesiące a także zrobiłem dokładny przegląd i serwis sprzętu a dokładnie rozebrałem wszystkie rowery na części pierwsze i poskładałem od nowa w innych konfiguracjach. Udało się złożyć dwa rowery. Jeden będzie przeznaczony na ewentualne treningi zimowe a także zwykłe jazdy, złożony na ramie ze starej zimówki, kołach z B’Twina i mieszanym osprzęcie jaki nie nadaje się już do bardziej wyczynowej czy treningowej jazdy. Tego sprzętu nie będzie mi szkoda na żadne warunki. Drugim jest odświeżony B’Twin który dostał osprzęt i koła z Cube. Będzie to rower zarówno do jazdy treningowej w najbliższym czasie a być może także w 2020 roku a także do katowania na trenażerze. Rama z Cube czeka na nowy osprzęt i koła treningowe z systemem bezdętkowym. Sprzętowo jestem przygotowany do zimy. Ewentualnie rozważę jeszcze zakup butów do nart biegowych jakby warunki były na tyle sprzyjające.
  • 1.Waga w ostatnim tygodniu:

W dalszym ciągu staram się utrzymać wagę a jej ewentualne zmiany cały czas monitorować. Pod koniec tygodnia zacząłem wprowadzać nowe nawyki żywieniowe, daje sobie kilka miesięcy na to aby utrwalić zmiany i wyrzucić z diety niepotrzebne produkty.
  • 2.Obciążenie treningowe:

Odpuszczenie treningów rowerowych spowodowało spadek ATL i CTL i duży wzrost TSB. Do momentu wprowadzenia większej ilości treningów rowerowych ten proces będzie dalej postępował.
  • 3.Czas aktywności:

  • 4.Wstępny rozpis na 45 tydzień 2019:

W najbliższym tygodniu skupie się na ćwiczeniach siłowych i marszobiegach. Podczas marszobiegów będę korygował czas marszu i biegu i stopniowo wprowadzał dłuższe odcinki biegów aby nie przedobrzyć. Jak pogoda pozwoli to w weekend wrócę na rower. Treningi na trenażerze zaczynam w drugiej połowie listopada. Istotną zmianą będzie fakt, ze nie będzie żadnych treningów typowo tlenowych z użyciem trenażera. Marszobiegi lub biegi na nartach zastąpią je idealnie a od lutego chciałbym już jeździć na szosie. Wszystkie treningi trenażerowe będą na wyższych intensywnościach, nie braknie też jazd regeneracyjnych. Dużą uwagę skupiam na zwiększeniu masy mięśniowej zwłaszcza w górnych partiach ciała i to jest na razie najważniejszy cel.



Marszobieg 1

Niedziela, 27 października 2019 Kategoria Zima, Zima 2020
Km: 10.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:26 min/km: 8:36
Pr. maks.: Temperatura: 21.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 117( 60%)
Kalorie: 444kcal Podjazdy: 130m Aktywność: Bieganie
Czas w którym mogłem sobie pozwolić na większą spontaniczność już minął i czas rozpocząć właściwe przygotowania do sezonu 2020. Pierwsze 3 tygodnie to będzie typowa ogólnorozwojówka a później już ciężkie treningi na siłowni i trenażerze, często łączone. Pogoda zachęcała do wyjścia na zewnątrz wiec wybrałem się na pierwszy od prawie 6 lat marszobieg. Wciąż staram się umiejętnie podchodzić do tematu treningu i stwierdziłem, że na początek krótkie wstawki biegu będą idealne a później będę stopniowo ten czas wydłużał. Rozpocząłem od 10 minutowej rozgrzewki przed domem i dopiero gdy byłem pewny, ze organizm jest gotowy do wysiłku to ruszyłem. Na początek 5 minut szybkiego marszu idealne na dojście do leśnej ścieżki. Organizm nie był jeszcze w 100 % gotowy i męczyłem się strasznie. Pilnowałem aby nie biec za długo i w odpowiednim momencie przeszedłem do marszu. Z czasem organizm zaczął pracować wydajniej ale na trudniejszych fragmentach dawało o sobie znać nieprzygotowanie do tego typu aktywności. Krótki odcinek prowadzący dosyć mocno pod górę dał mi się we znaki. Z czasem zaczęli przeszkadzać ludzie i rowerzyści których w lesie było pełno. Kondycyjnie czułem się nieźle ale siły trochę brakowało. Druga część trasy wyraźnie szybsza bo prowadziła w dół. Na początku myślałem, że ubrałem się zbyt zachowawczo ale wcale nie było mi za ciepło a wręcz komfortowo i żadnych większych minusów nie mogę znaleźć. Jak na pierwszy raz wyszło całkiem nieźle a przy następnych będę stopniowo wydłużał odcinki biegu nie zwiększając tempa i za jakiś czas czas biegu będzie dłuższy niż marszu.

Orbitrek 1

Sobota, 26 października 2019
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:30 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Ćwiczenia
Krótki wieczorny trening znowu ukierunkowany na przygotowanie mięśni do treningu siłowego. Tym razem wybór padł na orbitrek z którym dużo miałem do czynienia poprzedniej zimy. Stwierdziłem, ze 30 minut wysiłku wystarczy i tyle też ćwiczyłem. Później jeszcze rozciągnąłem odpowiednio mięsnie i wsunąłem podwójną porcje makaronu.

Marsz 2

Piątek, 25 października 2019
Km: 7.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:01 min/km: 8:42
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Chodzenie
Drugi marsz tej jesieni. Wyszedłem odrobine wcześniej niż ostatnim razem ale i trasa była dłuższa wiec wróciłem znów w zapadającym zmroku. Tempo było bardzo podobne, trasa trudniejsza z wieloma przeszkodami, m.in. powalone drzewa, spora ilość liści czy śliskie podejścia. Trudniejsze odcinki starałem się podbiegać i dzięki temu bardziej zmęczyłem organizm.

Gimnastyka 1

Czwartek, 24 października 2019 Kategoria Zima 2020
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:45 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Ćwiczenia
Pierwsza aktywność przygotowująca organizm do treningu siłowego. Jakieś pojedyncze ćwiczenia robiłem już od jakiegoś czasu ale nie zajmowały one więcej niż 5-10 minut dziennie wiec nie obawiałem się, że przeforsuje swój organizm. Ćwiczenia nie trwały długo ale udało się zrobić trochę pompek, przysiadów czy ćwiczeń na mięsnie brzucha. Wszystko to przyda się w momencie rozpoczęcia treningów z obciążeniami. Na koniec tradycyjne rozciąganie i rolowanie mięśni.

Marsz 1

Środa, 23 października 2019 Kategoria Zima
Km: 5.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:48 min/km: 9:36
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Chodzenie
Po dwóch dniach spędzonych w garażu przy rowerach nie wytrzymałem bez aktywności i wybrałem się na krótki marsz po okolicy. Taka aktywność ma mnie przygotować do marszobiegów które po raz ostatni robiłem 6 lat temu z marnym skutkiem. Wtedy przedobrzyłem a na początku miałem duży problem z zakwasami bo przystępowałem do nich bez odpowiedniego przygotowania i zbyt szybko zwiększałem obciążenie doprowadzając do urazu kolana. Stwierdziłem, że warto spróbować wrócić do tego typu aktywności jednak podchodzę do tego z dużą dozą ostrożności. Szybkie marsze robiłem po raz ostatni jesienią 2017 i wtedy zaczynałem od godziny i tym razem miało być tak samo. Nie ustaliłem trasy tylko szedłem przed siebie, najpierw asfaltowymi drogami, momentami w dużym ruchu znacznie utrudniającym orientację, następnie wkroczyłem w las i walczyłem z wieloma przeszkodami, czy to połamanymi drzewami blokującymi ścieżkę, czy błotem ukrytym pod dużą ilością liści. Las o tej porze roku ma swój urok i starałem się jak najdłużej korzystać z leśnych dróg. Dopiero ostatnie 500 metrów prowadziło znów asfaltem w zapadającej już ciemności.

Podsumowanie 43 tygodnia 2019

Niedziela, 20 października 2019 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Okres roztrenowania dobiegł końca, przez ostatnie trzy tygodnie nie realizowałem żadnych założeń treningowych a jedyne na czym się skupiałem to doskonalenie techniki. Bardzo dobra pogoda pozwoliła jeździć równie często jak w poprzednich miesiącach. Poznałem kilka nowych dróg, niektóre nadają się do jazdy szosówką, inne mniej. Jeździłem zarówno w terenie płaskim, pagórkowatym jak i górskim. Stopniowo schodziłem z obciążeń treningowych co skutkowało większymi wahaniami dyspozycji. Dwa razy sprawdziłem się w zawodach i pomimo dużo gorszej formy niż we wrześniu spisałem się bardzo dobrze m.in. dzięki technice. Jeszcze w zeszłym roku nie potrafiłem dobrze zjeżdżać, finiszować, miałem problem z jazdą w grupie a o skutecznym ataku mogłem tylko marzyć. Lepszego zakończenia sezonu nie mogłam oczekiwać, zwycięstwo po solowej jeździe i zdecydowanie najskuteczniejszym finiszu w żaden sposób nie może być podważalne. W ostatnich latach sezon kończyłem w słabym stylu, nie udawało się w ostatnim tygodniu zaliczyć dłuższej jazdy na ciekawej trasie. Tym razem było inaczej i w ostatnim dniu przejechałem ciekawą trasę z trzema wymagającymi pojazdami. Dopisała pogoda a także noga co pozwoliło czerpać przyjemność. Takiego okresu roztrenowania nie pamiętam, zwykle moje aktywności w tym czasie były bardzo chaotyczne, regularność a także brak większych wahań pozwoliły zakończyć sezon na niezłym poziomie sportowym.
  • 1.Waga w ostatnim tygodniu:
Udało się utrzymać wagę pomimo wcześniejszych wahań. Monitorowanie wagi jest dla mnie bardzo ważne i nawet w okresie bez treningowym nie mogę z tego zrezygnować.
  • 2.Obciążenie treningowe:

Początek tygodnia przyniósł stopniowy spadek zarówno CTL jak i ATL ale intensywny weekend przywrócił te wartości do tych z początku tygodnia.
  • 3.Najlepsze wartości mocy:

Udało się zanotować jedną z lepszych mocy godzinnych, pozostałe wyniki też wyszły niezłe chociaż sporo gorsze o najlepszych.
  • 4.Intensywność treningów:

Nie skupiałem się na intensywności i zależała ona głównie od dnia i tego co działo się podczas każdej jazdy.
5. Dane liczbowe:
5.1. Podsumowanie z programu Golden Cheetach:
5.1.1. Dane ogólne:

5.1.2. Dane szczegółowe:

5.1.3. Czas w strefach:

5.2. Wstępny rozpis na 44 tydzień 2019:
Najbliższy tydzień będzie zupełnie luźny. Jak czas pozwoli to pojawi się kilka aktywności służących jako wprowadzenie do siłowni i marszobiegów które w najbliższym czasie będą przodować w moim planie treningowym. 
5.3. Podsumowanie podjazdów:

Udało się zaliczyć trasę z ciekawymi podjazdami i na sam koniec sezonu poprawić czas na podjeździe na Budzin. Nie było to trudne bo ostatni raz podjeżdżałem tam 8 lat temu prezentując kilka klas gorszy poziom.
6. Podsumowanie sezonu:
Na podsumowanie sezonu przyjdzie czas tradycyjnie na koniec roku, na razie tylko kilka zdań na gorąco.
Zakończony sezon był inny niż poprzednie. Kosztował mnie bardzo dużo sił, najpierw nad powrotem do zdrowia, następnie nad budową i utrzymaniem formy. Bardzo dużo czasu poświęciłem na poprawę techniki i pod tym względem zrobiłem duży postęp. Forma także poszła do góry ale nie było to całkowicie zauważalne ze względu na ogólny wzrost poziomu sportowego. Ograniczyłem znacznie ilość startów co przyczyniło się do lepszych rezultatów. W znacznym stopniu opuścił mnie pech co było jednym z czynników decydujących o tym że był to jeden z najlepszych sezonów w moim wykonaniu. Osiągnąłem poziom który daje nadzieję na zrobienie kolejnych kroków w kierunku czołówki. Masa wyciągniętych wniosków z poprzednich lat pozwoliła stwierdzić , że muszę jak najlepiej przepracować zimę a w sezonie trenować mniej na wyższej intensywności i startować w takich zawodach do których mam predyspozycje, na ten moment są to czasówki i wyścigi nie trwające dłużej niż 3 godziny w trudnym terenie. Ogólny plan pracy już mam prawie gotowy, najważniejszym okresem będzie dla mnie koniec maja, czerwiec i początek lipca. Głównym celem na zimę jest zwiększenie masy mięśniowej, praca nad siłą, szybkością i Vo2Max. Szykuje się kilka mniejszych lub większych zmian które na pewno będą mieć wpływ na jakość treningów. Między innymi dlatego jak najlepsze przepracowanie zimy jest takie ważne. Jestem bardzo zmotywowany do ciężkiej pracy i nowe bodźce treningowe powinny pomóc w utrzymaniu motywacji do wiosny a także w kolejnym sezonie. Moje motto na najbliższe miesiące i sezon 2020 jest takie: „ Nie siła a technika zrobi z ciebie zawodnika”.
Cały sezon uznaje za udany bez względu na osiągnięcia. Rok temu niewiele wskazywało na to, że będę w stanie regularnie jeździć na średnim poziomie a tymczasem udało się osiągnąć poziom wyższy niż rok wcześniej, mimo dużych problemów zdrowotnych a także konieczności dysponowania czasem i dzielenie go pomiędzy kilka ważnych aspektów życia udało się regularnie trenować, zaliczyć ponad 500 godzin treningowo-startowych i nie zaniedbać pracy czy innych obowiązków jak to miało miejsce w 2018 roku. Często bierze się za przykład kolarzy prezentujących najlepszy poziom sportowy nie zdając sobie sprawy jak wygląda ich życie i plan dnia poza rowerem. Ja w tym roku dałem przykład, że pracując na etacie, dbając także o dom czy inne sprawy z powodzeniem można trenować i osiągnąć wysoki poziom. Pomijam już aspekty zdrowotne w wyniku których zaczynałem rok z dużo niższego pułapu sportowego jak inni.

Roztrenowanie 13

Niedziela, 20 października 2019 Kategoria 100-200, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: 112.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:23 km/h: 25.55
Pr. maks.: 75.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 180180 ( 92%) HRavg 137( 70%)
Kalorie: 1946kcal Podjazdy: 2050m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni wyjazd przed planowaną przerwą regeneracyjną. Korzystając z wolnego dnia pospałem dłużej i wstałem dopiero po 8:30. Zjadłem zbyt lekkie śniadanie i godzinę później już byłem gotowy do jazdy. Ubrałem się podobnie jak wczoraj biorąc dodatkowo do kieszonki kamizelkę. Chciałem zakończyć sezon jakąś fajną trasą i wiedząc co działo się np. w zeszłą sobotę na Równicy zdecydowałem się wybrać na Czechy. W tym roku nie byłem jeszcze na Jaworowym i Kozińcu i taki był plan.
Wyjechałem tradycyjnie już w kierunku Jaworza i trzymałem się jak najbliżej gór. Noga podawała całkiem nieźle od samego początku co zapowiadało bardzo przyjemną jazdę. Dobrze znaną drogą dojechałem do Grodźca i Górek gdzie po raz pierwszy poczułem mocniejszy podmuch wiatru w twarz. Najbardziej we znaki dawały się tłumy ludzi przy kościołach których na około 10 kilometrowym odcinku mijałem aż cztery. Uspokoiło się dopiero w Ustroniu gdzie z kolei pojawiło się więcej rowerzystów którzy w połączeniu ze wzmożonym ruchem samochodowym wymuszali częste używanie hamulców. Na poprawę sytuacji musiałem czekać do wjazdu do Czech. Pogoda była wyborna i wszystkie ważniejsze szczyty Beskidu Śląsko-Morawskiego były widoczne jak na dłoni. Nie mogłem cieszyć się szybkim zjazdem na którym karty rozdawał wiatr, później nie był już tak odczuwalny a ruch samochodowy był tak niewielki, że bez problemów przedostałem się przez Trzyniec. Zdecydowałem, że najpierw wjadę na Koziniec. Zmartwiła mnie ogromna liczba samochodów zaparkowanych przy głównej drodze ale nie po to jechałem 40 kilometrów aby nie zaliczyć żadnego podjazdu. Na podjeździe nie było dużego ruchu, minęły mnie tylko dwa samochody a dużo większym utrudnieniem były liście i inne zanieczyszczenia na drodze. Na podjeździe nie jechałem na maksa, dawałem z siebie tyle na ile pozwoliło przełożenie przy kadencji 75-85. Całkiem nieźle poszedł mi podjazd na szczycie którego nie było ani jednego wolnego miejsca postojowego. Trochę czasu straciłem na ubranie się na zjazd, założyłem tylko rękawki które zdjąłem przed podjazdem. Zjazd był bardzo asekuracyjny i wolny. Na zanieczyszczonej drodze łatwo było o kapcia lub wywrotkę i liczyło się tylko bezpieczeństwo. Po zjeździe podjąłem decyzje o odpuszczeniu Jaworowego i zaliczenia odjazdu na Luczkę. Była to chyba dobra decyzja, na Jaworowym były pewnie tłumy a nawierzchnia na podjeździe nie zachęcała do jazdy. Dosyć sprawnie dojechałem do podnóża podjazdu przed którym znowu zdjąłem rękawki. Już na początku wspinaczki we znaki dawał się bardzo silny południowy wiatr znacznie utrudniający jazdę. Starałem się jechać spokojnie i tak mniej więcej wyglądały pierwsze 3 kilometry podjazdu. Zabawa zaczęła się w momencie zwężenia drogi. Nachylenie gwałtownie wzrosło, łańcuch szybko znalazł się na 32 z tyłu. Ten podjazd zdecydowanie był za trudny jak na moją obecną formę. Nie lubię ścianek na których trzeba przepychać korbę a ponad połowa końcowej części wspinaczki na Luczkę właśnie tak wyglądała. Tutaj już wielkich rezerw nie byłem w stanie zachować. Dodatkowy urok dawała zanieczyszczona droga wśród drzew i dużych objętości liści, momentami ciężko było stwierdzić gdzie jechać i czy jest tam pod spodem droga. Męczyłem się strasznie ale w końcu znalazłem się na szczycie. Ładne widoki wynagrodziły trudy wspinaczki i nie żałowałem, ze wybrałem ten podjazd. Na szczycie dużo ludzi i nie zabawiłem tam długo. Przed zjazdem ubrałem rękawki i kamizelkę która przydała się na długim zjeździe. Jazda wyglądała jeszcze gorzej niż na poprzednim zjeździe. Robiłem wszystko aby jak najbezpieczniej zjechać nie przegrzewając obręczy. Udało się i zatrzymałem się na moment sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na szerokim zjeździe puściłem się odważniej, na dwóch zakrętach spanikowałem i wytraciłem dużo prędkości, za to na ostatnim kilometrze z wiatrem w plecy dokręciłem na maksa. Kamizelka powodowała zbyt duży opór i nie jechałem tak szybko jakbym mógł. Po zjeździe stwierdziłem, że zasłużyłem na postój. Wstąpiłem do cukierni z myślą o Kofoli. Niestety nie było i musiałem zadowolić się sokiem owocowym. Wiedziałem, że Kofoli napiję się przy granicy Czesko-Polskiej i po uzupełnieniu bidonu w pobliskim sklepie ruszyłem w dalszą drogę. Z wiatrem leciało się naprawdę fajnie i szybko. Chcąc ominąć Trzyniec skręciłem w boczną drogę i do przejścia granicznego w Lesznej dojechałem odcinkiem który dotąd jechałem tylko w przeciwną stronę. Krótki postój i mała Kofola dały mi jeszcze motywacje na zaliczenie jeszcze jednego, bardzo nielubianego przeze mnie podjazdu na Budzin od strony Lesznej. Na podjeździe o mocy w dużej mierze decydowało przełożenie i kadencja. Starałem się trzymać ponad 70 obr./min. ale nie wychodziło to idealnie. W drugiej części podjazdu sporo samochodów i pieszych wymuszających kilkukrotne hamowanie. Widoki wynagrodziły trudy wspinaczki ale podobnie jak na poprzednich szczytach duża liczba turystów nie zachęcała do dłuższego postoju. Ubrałem szybko rękawki i ruszyłem na kolejny znienawidzony odcinek – zjazd do Cisownicy. Skupiłem się wyłącznie na bezpieczeństwie i nawet dużo czystsza droga nie zachęciła mnie do puszczenia klamek. Po technicznej części zjazdu odetchnąłem z ulgą i przez Cisownicę przejechałem szybko i sprawnie. Do domu zdecydowałem się wrócić tą samą drogą która dojechałem do Ustronia. W nogach już czułem spory jak na październik dystans ale wiatr wiejący w plecy pozwalał na spokojniejszą jazdę. Wszelkie mocne zrywy już sobie podarowałem i powoli kulałem się w stronę Bielska. Dojeżdżając do Jaworza stwierdziłem, że nie warto pchać się w stronę gór i już najprostszą drogą wróciłem do domu. Nie spodziewałem się tak przyjemnego końca sezonu, w ostatnim czasie już czułem zmęczenie sezonem i myślę, że jest to idealny moment na odpoczynek, przedłużanie sezonu na siłę nie ma sensu. Ostatnio już miałem kilka niebezpiecznych sytuacji które mogły skończyć się tragicznie a każdy incydent mógłby wpłynąć na moją motywacje i znacznie wpłynąć na technikę którą z niezłym skutkiem staram się poprawić. Najważniejsze, że sezon kończę z tarczą, zupełnie inaczej niż trzy poprzednie.

Zakończenie sezonu z Jas-Kółkami

Sobota, 19 października 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: 84.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:53 km/h: 29.13
Pr. maks.: 70.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 188188 ( 96%) HRavg 148( 75%)
Kalorie: 1599kcal Podjazdy: 1060m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Każdy sezon kiedyś się kończy, jednym z wydarzeń kończących umownie ten okres jest tradycyjny wyścig na Zakończenie sezonu z Jas-Kółkami. W tym roku nie przywiązywałem dużej wagi do przygotowania a samą rywalizacje chciałem potraktować jako zabawę. Nie miałem nawet ochoty na rozgrzewkę i z domu wjechałem o takiej porze aby na starcie w Dębowcu być około 10-15 minut przed startem. Pogoda była bardzo dobra, dosyć ciepło ale żeby było ciekawiej to wiało. Ubrałem rękawki które miałem zamiar zdjąć przed startem. Nie wziąłem za dużo jedzenia ale miało to wystarczyć, zapomniałem o magnezie i o mały włos aby się przydał.
Spokojnym tempem dojechałem do Dębowca. Prawie cały czas jechałem z wiatrem i to pozwoliło dosyć szybko dojechać do celu. Na starcie zabrakło kilku mocnych zawodników ale mimo to zjawiło się około 20 osób. Start opóźnił się o kilka minut i nie było mocnego tempa na początku. Po chwili ruszył Marek, można powiedzieć, że tradycyjnie, podobnie wyglądał start GMJ i Rajdu z Metą na Równicy. Odtwarzając sobie w głowie poprzednie edycje wyścigu na których Marek po mocnym początku był w stanie wygrać wyścig, nie mogłem odpuścić. Jadąc równym tempem zacząłem przesuwać się do przodu, po około kilometrze byłem już na kole Marka, wyszedłem na czoło ale po chwili zmienił mnie Patryk. Nie wiedziałem co dzieje się z tyłu i ruszyłem mocniej, przed zjazdem jechałem z Patrykiem po zmianach a później na czoło wyszedł Marek i odjechał. Na zjeździe pod wiatr odstałem, Patryk również tracił dystans ale wszystko było do nadrobienia. Po wjeździe na główną drogę znowu znalazłem się na czele, jechałem dosyć mocno, nie wiedziałem ile osób jest na moim kole. Lekko obróciłem się do tyłu i zobaczyłem, że jestem sam. Nie wiem co się stało, ale Patryka nie było widać, Marek miał już kilka sekund starty a za nim kilkuosobowa grupka. Nie zastanawiałem się długo i ruszyłem mocno nie kalkulując. Będąc świadomym tego, że w tych warunkach nie mam większych szans na samotną ucieczkę i dojechanie do mety. Cisnąłem ile mogłem, na zjeździe zawahałem się na zanieczyszczonym liśćmi łuku i pewnie straciłem kilka sekund. Druga cześć zjazdu już dużo lepsza i dzięki temu z rozpędu wjechałem krótki podjazd do główniejszej drogi. Na zakrętach ryzykowałem, dawałem z siebie wszystko, dobrą moc udało się utrzymać na całym podjeździe w Kostkowicach. Dobre predyspozycje do jazdy na czas dodały mi skrzydeł na szybkim, prowadzącym lekko w dół odcinku do Dębowca. Na drugą rundę wjechałem w dobrym tempie nie oglądając się za siebie. Byłem bardzo zmotywowany do walki i dzięki temu dawałem z siebie jeszcze więcej, jechałem na 100 %. Miałem dużo szczęścia i na każdym skrzyżowaniu nie musiałem hamować. Nie zauważyłem spadku sił i postanowiłem jechać mocno aż do odcięcia. Wolałem padnąć na trasie po walce niż po raz kolejny jechać w grupce i czaić się na finisz jak to zwykle bywało. Zjazdy na drugiej rundzie wyglądały bardzo dobrze a na podjazdach nie brakowało mocy. Bałem się, że dobra współpraca w grupce goniącej pozwoli na zlikwidowanie mojej przewagi na odcinku do Dębowca. Cisnąłem tam ile mogłem, chwile wcześniej wziąłem żela który miał mi dodać energii na decydującą fazę wyścigu. Podjazd kończący drugą rundę ciągnął mi się a w dodatku zacząłem odczuwać zbliżające się skurcze w nogach. Na zjeździe do drogi Skoczów-Cieszyn rozluźniłem się trochę i prawie wypadłem z drogi, na podjeździe jechałem już na maksa i za zakrętem zobaczyłem zbliżającego się Patryka. Moja przewaga nie była duża i jedyną nadzieją na utrzymanie prowadzenia było zachowanie przewagi do początku finałowego podjazdu. Od tego momentu już nie kalkulowałem, jechałem na maksa mimo zbliżających się skurczy. Byłem już nieźle ujechany, znowu szczęście dopisało i miałem pustą drogę aż do Dębowca. Minął mnie tylko jeden samochód ale jechał za szybko by próbować się za niego złapać. Agresywnie wszedłem w ostatni newralgiczny zakręt na trasie, rozpędziłem się ile mogłem. Nie oglądałem się już za siebie, znalazłem jeszcze rezerwy mocy i ostatnie 3 minuty były bardzo mocne i równe. Podjazd bardzo mi spasował. Już w połowie byłem niemal pewny, że jak się nic nie wydarzy to zwycięstwo mam w kieszeni. Mimo to nie odpuściłem na chwile i linie mety minąłem jako pierwszy zawodnik. Zwycięstwo było zasłużone i zdecydowane. Na dobrą sprawę miałem tylko jednego rywala któremu tym razem nie dopisało szczęście. Lepszego zakończenia sezonu nie mogłem sobie wymarzyć. Przewaga nad kolejnymi zawodnikami była bardzo wyraźna. Warunki na trasie były trudne, niesprzyjające samotnej jeździe i dlatego to zwycięstwo jest dla mnie cenniejsze, to nagroda za ciężką prace wykonaną w tym roku na treningach a także zwieńczenie bardzo udanej końcówki sezonu.
Po wyścigu już spokojniejszym tempem wróciłem do domu. Sił już nie miałem ale wiatr się odwrócił i znowu pomagał.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum