Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Pętla Beskidzka 2019

Sobota, 6 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019, Wyścig, Zawody 2019
Km: 91.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:12 km/h: 28.44
Pr. maks.: 86.00 Temperatura: 24.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 167( 85%)
Kalorie: 2088kcal Podjazdy: 2170m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Połowa sezonu już za nami a wiec przyszedł czas na Pętlę Beskidzką – kultowy już wyścig znajdujący stałe miejsce w moim kalendarzu startów. Miał to być ostatni sprawdzian przed Tatrą Road Race i dlatego chciałem pokazać się z jak najlepszej strony. W ostatnim tygodniu przed startem pojawiło się sporo dodatkowych problemów, m.in. zamknięcie kolejnych dróg i wprowadzenie dodatkowych odcinków z ruchem wahadłowym wpłynęło na ostateczną długość przebieg trasy. W tym roku najdłuższy dystans liczył 92 kilometry z sumą przewyższeń prawie 2200 metrów. Z jednej strony idealna trasa na sprawdzenie nogi a z drugiej nastawiałem się na dłuższe dystanse i takie 90 kilometrów w dobrym tempie jechałem po raz ostatni w zeszłym sezonie.
Przed startem przespałem całą noc a w poprzedzającym wyścig tygodniu regularnie się nawadniałem. Myślałem, że wszystko zrobiłem dobrze i w dzień startu popełniłem jeden błąd. Zjadłem bardzo syte śniadanie około 3,5 godziny przed startem a później tylko banana i batona a powinienem coś konkretniejszego. Rozgrzewka była dosyć dobra i z wyprzedzeniem zjawiłem się w sektorze startowym. Stanąłem w miejscu które było określone jako pierwsza linia startu, później jednak zjawili się czołowi zawodnicy i stanęli z przodu a cześć także poza wyznaczonym miejscem. Na starcie pojawili się także mocni zawodnicy bez numerów co już zmniejszyło moją chęć do ścigania.
Gdy nadeszła godzina startu to zrobił się straszny ścisk. Nie umiałem ruszyć normalnie i już kilka miejsc w plecy, później zaczęli mnie wyprzedzać zawodnicy i z bardzo dobrej pozycji na starcie zrobiła się średnia przed podjazdem na Zameczek. Już wtedy pomimo umiarkowanie mocnego tempa zaczynały się robić dziury, nie wiem czego niektórzy oczekiwali stając z przodu i zdając sobie sprawę, że tempa czołówki i tak nie utrzymają a mogą innym rozwalić wyścig. Zamiast jechać spokojnie w zwartej grupie już musiałem gonić odjeżdżającą czołówkę. Selekcja trwała cały czas i tego przeciskania się i jazdy slalomem pomiędzy innymi zawodnikami było sporo. Były momenty, że się nie dało i za górną bramą gdy czołówka podkręciła tempo miałem już starte i nie byłem w stanie odpowiedzieć na atak. Jechałem cały czas bardzo mocno, niemal na maksa ale to nic nie dało. Łapałem pojedyncze osoby, kilku było w zasięgu ale czołówki nie było widać. Dla mnie wyścig się skończył i zaczęła walka o złapanie się do jakiejś dobrej grupy która ścigać się będzie już nie o podium a o miejsce w 2 czy 3 dziesiątce OPEN. Z jednej strony byłem zadowolony, dawno nie pojechałem tak mocno pierwszego podjazdu na wyścigu a z drugiej byłem zrezygnowany, że tak szybko musiałem pożegnać się z czołówką. Kończąc Zameczek miałem już 30 sekund w plecy, w niedalekiej odległości widziałem przed sobą kilku zawodników, za moimi plecami też było parę osób wiec była szansa na stworzenie dosyć licznej grupy. Nie odpuściłem nawet na moment, praktycznie sam dociągnąłem do dwójki zawodników a na bardzo szybki, niebezpiecznym i pełnym różnych sytuacji zjeździe ze Stecówki dojechali kolejni. Zjechałem całkiem dobrze chociaż miałem spore problemy aby utrzymać tempo towarzyszy i w Zaolziu zjechaliśmy się w jedną grupę. Byłem już zmęczony, zdecydowanie za mocno pojechałem pierwsze 10 kilometrów a moc znormalizowana ponad 300 Wat potwierdziła tylko jak musiałem się namęczyć aby znaleźć się w tym miejscu. Skupiłem się na utrzymaniu koła grupy i do Koczego Zamku nie dawałem zmian. Tam powinienem spróbować nadawać tempo grupie ale nie byłem w stanie. Przy okazji złapaliśmy jeszcze jedną osobę która już odpadła od wcześniejszej grupy. Przez ten chaos na Zameczku nawet nie wiedziałem ile rzeczywiście osób jedzie z przodu ale nie miałem ani czasu ani ochoty aby o tym myśleć. Jakoś przetrwałem do końca podjazdu i liczyłem na chwile wytchnienia na zjeździe. Zaczynając go z tyłu bałem się, że odpadnę od grupy i już jej nie dogonię. Niestety moje przypuszczenia okazały się słuszne, ku mojemu zdziwieniu nie byłem najsłabszy na zjazdach w tej grupie i pomimo tego, że zjechałem jako ostatni to miałem przed sobą dwójkę zawodników. Początkowo jechaliśmy po zmianach, starałem się jechać bardzo mocno i w pewnym momencie zauważyłem, że zaczynamy się zbliżać do grupy. Po jednej ze zmian zluzowałem na moment i nie złapałem koła i dwójka odskoczyła na kilkanaście metrów. Przewaga trochę wzrosła i gdy zaczął się krótki ale stromy podjazd to grupa zwolniła. Jeden zawodnik zdołał doskoczyć do reszty a ja wciąż miałem stratę. W tym momencie dalej moc znormalizowana była bliska 300 Wat a w nogach już ponad 20 kilometrów. Zjadłem żela i zagiąłem się aby spróbować jeszcze dołączyć. Tempo w grupie było mocne bo dwie lub trzy osoby odpadły a ja wciąż miałem grupę w zasięgu. Po łatwiejszym fragmencie z krótkim zjazdem zaczął się około 500 metrowy podjazd z nachyleniem przekraczającym miejscami 10 %. Zrzuciłem ząbek niżej i zdołałem dojechać do grupy. Odpocząłem trochę na kole grupy i na zjeździe odpiął mi się czujnik od miernika mocy. Na początku nie wiedziałem co to jest ale gdy skręciliśmy na krótki ale stromy podjazd w Suchem to się zorientowałem. Trzymałem się z tyłu i gdy tylko się wypłaszczyło to naprawiłem usterkę. Oczywiście straciłem kilkanaście metrów i musiałem znowu gonić. Udało się dopiero na końcu zjazdu przed rondem i na podjeździe przesunąłem się do środka. Gdy tylko skręciliśmy w kierunku Jaworzynki to wyszedłem na zmianę. Jechało się dobrze, dosyć szybko i mocno. Powoli zaczynałem dochodzić do siebie po zbyt mocnym początku i tych wszystkich pogoniach po zjazdach czy problemach z utrzymaniem koła. Z przodu trzymałem się do początku zjazdu i wtedy prawie wszyscy mnie wyprzedzili. Wiedziałem, że niedługo zacznie się podjazd i nawet gdy starce kilka metrów to powinienem doskoczyć na stromiźnie. Na szczęście nie byłem ostatni i podjazd na WyrchCzadeczkę wjechałem w grupce. Na wypłaszczeniu dałem krótką zmianę a na zjeździe nie czułem się zbyt pewnie i ponownie straciłem dystans. Dołączyłem dopiero na początku kolejnego podjazdu w kierunku Istebnej. Do bufetu trzymałem się z tyłu, wymieniłem bidon na pełny i zacząłem przesuwać się do przodu. Na główną wjechałem już na dobrej pozycji i starałem się ją utrzymać do początku podjazdu na Ochodzitą. Pagórkowaty odcinek do Koniakowa przejechałem z przodu a gdy tylko droga zaczęła się wznosić do góry to wyszedłem na czoło i dyktowałem tempo aż do końca podjazdu. Tempo było mocne ale z rezerwami, wystarczyło to jednak aby rozciągnąć stawkę, nie wiem czy wszyscy się utrzymali bo wolałem skupić się na zjeździe. Tym razem lepiej poszedł ale i tak musiałem hamować bo nie wszyscy jechali całkiem pewnie. Przez Kamesznice współpracy nie było wcale, kto mocniej pociągnął to odjeżdżał. Ja dobrze 2 kilometry jechałem około 30 metrów przed grupą. Na podjeździe wzdłuż ekspresówki sam prowadziłem grupę, na zjeździe odpuściłem i stromy podjazd w Suchem znowu jechałem na końcu. Na zjeździe tym razem bez gonienia innych i na zmianę wyszedłem przed skrętem w kierunku Jaworzynki. Po kilkuset metrach gdy schodziłem ze zmiany to na czoło wyszedł Przemek Szlagor i zaczynał zyskiwać przewagę. Ja nie miałem ochoty go gonić a inni tez najwidoczniej nie chcieli a przy dobrej współpracy na pewno odjazd by nie wyszedł. Gdy zaczął się zjazd popełniłem błąd przy zmianie przełożeń i spadł mi łańcuch, szybko udało się wrzucić go spowrotem na blat bez zatrzymywania się. Do mety pozostało niecałe 20 kilometrów, w kieszeni powinienem mieć jeszcze dwa żele a tam był tylko jeden. No cóż, wziąłem tego ostatniego żela z myślą, że na tym dojadę do mety. Na zjeździe poprzedzającym podjazd do bufetu jeden z zawodników prawie wypadł z trasy. Jechałem bezpośrednio za nim i musiałem mocno hamować, na szczęście wszystko dobrze się skończyło i dalsza część zjazdu była już zachowawcza. Na podjeździe w kierunku bufetu i głównej drogi w Istebnej zrobiła się delikatna selekcja. Ja wjechałem z przodu i dzięki temu mogłem kontrolować to co się dzieje. Jeden z zawodników odpadł, zostało nas 8 osób. Na interwałowym odcinku do Jaworzynki zrobiła się kolejna selekcja, trzech zawodników odjechało na zjeździe a gonitwa jakoś nie przynosiła rezultatów lub nie każdy jechał na tyle mocno aby dojechać do uciekinierów na podjeździe za granicą. Zostało nas 5 i w takim składzie wjechaliśmy spowrotem do Polski. Wśród 4 osób które mi towarzyszyły były aż dwie z mojej kategorii wiekowej. Niestety zaczynałem czuć, że zbliżają się skurcze, brakło tego jednego żela oraz chyba większej ilości picia na trasie. Sięgnąłem po magnes który wziąłem na wszelki wypadek. Gdy go skończyłem to jadącego przede mną Mateusza Kwiatkowskiego zaatakowały skurcze. Pewnie więcej osób miało ten sam problem. Mimo faktu, że byłem już ujechany i świadomy tego, że magnes może nie pomóc starałem się trzymać w grupce. Po kilku minutach strzelił jeden zawodnik z mojej kategorii wiekowej i zostało nas trzech. Wiedziałem, że chcąc wjechać ostatni podjazd w jakimś rozsądnym tempie to muszę trochę zwolnić i oszczędzić trochę sił. Tak też zrobiłem, dwójka odjechała ale chwile później już każdy jechał sam. Sądziłem, że na koniec jest trudniejsza wersja podjazdu na Olecki. Była ta łatwiejsza i dzięki temu nie straciłem tyle na samym podjeździe. Podjazd zacząłem około minutę za Kubą i 30 sekund za Pawłem. Zmotywowałem się aby dać z siebie więcej i cisnąłem ile mogłem w kierunku mety. Udało się odrobić jedną pozycję, na ostatnich ściankach dałem z siebie już maksimum i nie odpuściłem aż do mety. Zdecydowałem się na finisz, nie łatwo się ściga z samym sobą i nie byłem w stanie wycisnąć z siebie więcej niż 650 Wat. Byłem pewien, że jestem 6 w kategorii A i zapewne w 3 dziesiątce OPEN. Nim sprawdziłem wyniki to zdążyłem lekko rozjechać nogi i zjeść sporo kawałków arbuza. Ostatecznie sklasyfikowano mnie jako 15 zawodnika całego wyścigu. Całkiem nieźle biorąc pod uwagę przebieg całej rywalizacji oraz moje tego sezonowe osiągnięcia. Przez większą cześć wyścigu pozostawałem w grze o pierwszą 10 OPEN co do tej pory zdarzało mi się bardzo rzadko a najczęściej kończyło już w pierwszej połowie wyścigu. Do najlepszych straciłem prawie 20 minut co mówi tylko o tym ile mnie jeszcze pracy czeka aby wskoczyć poziom wyżej. Jest to trzeci wyścig ze startu wspólnego który kończę na 15 miejscu OPEN. Poprzednio mi się to zdarzyło w 2014 roku w Toruniu gdy klasyfikowany byłem jeszcze w kategorii H a wyścig ukończyło zaledwie 25 osób oraz w 2018 roku w Ujsołach gdy dojechałem w czołówce w słabiej obsadzonym i rozgrywanym na dużo łatwiejszej trasie wyścigu w którym o zajętym miejscu decydował finisz około 20 osobowej grupy.
Wynik z Pętli Beskidzkiej oceniam jako największy sukces jeżeli chodzi o moje starty w wyścigach. Praktycznie przez cały wyścig jechałem maksymalnie w 10 osobowej grupie bez pomocy osób bez numerów, pokonałem całą bardzo trudną trasę w dobrym tempie, z problemami które nie miały dużego wpływu na wynik. Na słabiej obsadzonym krótszym dystansie z taką jazdą zmieściłbym się w 10 OPEN i być może na podium w kategorii. Lepszej możliwości sprawdzenia swojej formy nie było.
Popełniłem kilka błędów, dużo ryzykowałem ale się opłaciło, wycisnąłem z siebie tego dnia bardzo dużo i na mecie czułem zmęczenie. Nigdy tak mocno nie pojechałem żadnego początku wyścigu, płaciłem za to przez pierwszą godzinę wyścigu. Za mało zjadłem przed startem a na trasie o jeden żel za mało, ten którego nie umiałem znaleźć a był w innej kieszeni niż pozostałe. Zbyt mało piłem co doprowadziło do stanu przed skurczowego i chyba zbyt dużo czasu spędzałem na zmianach. Inną sprawą jest, że po mocnym początku nie byłem w stanie generować na podjazdach więcej niż 300 Wat w dłuższym czasie. W każdym z tych elementów są jakieś rezerwy do wykorzystania. Może by to nie dało zbyt wiele ale przynajmniej wiem jak lepiej przygotować się do startu przed Tatra Road Race.
Po wyścigu zjechałem do Wisły i dosyć sprawnie przejechałem remontowany odcinek i około 15:30 byłem już w domu. Później równie przyjemna część soboty która mogła trochę zaburzyć regeneracje przed niedzielną czasówką.



 

Trening 70

Środa, 3 lipca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019, w grupie, avg>30km\h
Km: 90.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:43 km/h: 33.13
Pr. maks.: 68.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 180180 ( 92%) HRavg 144( 73%)
Kalorie: 1475kcal Podjazdy: 770m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni trening przed Pętlą Beskidzką. Tym razem udało się wygospodarować więcej czasu i trening podzieliłem na dwie części. Pierwsza miała być seria powtórzeń w 7 strefie mocy a drugą mocne rundy z TwomarkSport. Wyjeżdżając z domu czułem się nieźle, noga całkiem dobrze podawała. Gdy przyszło do powtórzeń to zaczęły się schody. Postanowiłem zrealizować trening w Dolinie Wapienicy. Na początek źle dobrałem odcinek testowy i zacząłem zdecydowanie zbyt późno. Po pierwszym sprincie i odpowiedniej przerwie drugi zryw był fatalny. Nie udało się wytrzymać 30 sekund a wpływ na to miał zbyt duży ruch pieszych w Dolinie. Zrezygnowałem z dalszych powtórzeń ale gdy wjechałem na ostatni asfaltowy fragment to zrobiłem jednak dwa kolejne, ale nie za dobre sprinty. Po spokojnym zjeździe w dół ostatnie dwa powtórzenia zrobiłem na ulicy Dębowiec. Podsumowując ten trening to nie był to zbyt dobry dzień na tak mocne akcenty. Miałem problem z utrzymaniem mocy powyżej 500 Wat co później miało swoje skutki na treningu z Twomark. Po zjeździe do Wapienicy sporo czasu straciłem na przedostanie się przez rozkopane skrzyżowanie.
Na treningu zjawiło się dosyć dużo osób ale tych najsilniejszych nie było tak dużo. To dawało mi jakieś szanse na dłuższe utrzymanie w czołówce. Tym razem już od początku trzymałem się bliżej przodu i przy spokojnej jeździe nie miałem problemów z utrzymaniem dobrej pozycji. Schody zaczęły się gdy przed Rudzicą tempo wzrosło, nie czułem się zbyt pewnie w dużej grupce i trzymałem się bardziej z nawietrznej strony przez co traciłem niepotrzebnie siły. Na podjazdach zbliżyłem się do przodu i na rundę wjechałem jako jeden z pierwszych. Na zjeździe oczywiście straciłem i znalazłem się w drugiej części rozciągniętej grupy. Po skręcie w prawo na Bronów poszło tempo i zaczęło się wszystko rwać. W końcu zrobiła się dosyć duża dziura i zdecydowałem się na próbę przeskoczenia do około 10 osobowej czołówki. Goniłem około kilometra generując około 400 Wat i po skręcie w kierunku Międzyrzecza dołączyłem do czołówki. Było nas ponad 10 osób i w takim składzie dojechaliśmy do podjazdu. Pomimo długiej gonitwy znalazłem siły na zmianę. Bezpiecznie przejechaliśmy zwężenie z sygnalizacją świetlną i gdy tylko zaczął się podjazd to znowu wszystko się porozrywało. Miałem problemy z jazdą powyżej 500 Wat i trochę straciłem. Po wypłaszczeniu zebraliśmy się w 3 i dołączyliśmy do najlepszej trójki. Po zmianach dotarliśmy do ronda i kolejna runda. Wtedy też zaczęły się schody, źle się czułem w grupie i sporo sił traciłem na próbach utrzymania koła, mimo wszystko dawałem tak samo długie i mocne zmiany jak reszta. Na podjeździe znowu trójka odjechała a nas zostało dwóch i znowu po kilkuset metrach pogoni dojechaliśmy do czołówki. Na trzeciej rundzie odpadły dwie osoby a moja jazda wyglądała nieco lepiej. To co najważniejsze wydarzyło się przed wjazdem na ostatnią rundę. Na podjeździe swobodnie odjechał Janek i utrzymywał przewagę do końca rundy. Na rondzie mieliśmy około 5 sekund starty i wtedy pojawiło się kilku zawodników którzy wcześniej nie jechali. Odskoczyli nam na zjeździe i ciężko było myśleć o pogoni. Około 200 metrów przewagi było nie do odrobienia. W pewnym momencie odpuściłem ale mój towarzysz dzielnie walczył i postanowiłem mu pomóc i znowu zacząłem mocniej pracować. Z czołówki odpadł jeden zawodnik i dołączył do nas. Na bardzo nierównym odcinku przed Międzyrzeczem pękło mi mocowanie licznika. Zdążyłem tylko wypiąć licznik i schować do kieszeni. Ostatnie 5 kilometrów jechałem bez patrzenia na dane ale i bez żadnej kalkulacji. Na zwężeniu trafiliśmy na zielone światło a czołówka zapewne miała czerwone a co za tym idzie gorsze warunki przejazdu i wtedy pojawiła się nadzieja na odrobienie strat. Na podjeździe zostałem sam i zacząłem się zbliżać do dwójki która odpadła od najlepszych. Ostatnie 2 kilometry przejechaliśmy razem i ku mojemu zdziwieniu koledzy również dawali zmiany i do końca przewaga malała i zabrakło bardzo niewiele. Jest to pierwszy od ponad dwóch lat trening grupowy na którym praktycznie do końca utrzymywałem się w czołówce. Najczęściej pękałem po pierwszym zjeździe lub jednej czy dwóch rundach. Zaskoczony byłem swoją mocą a także sposobem w jaki zdołałem dołączyć do czołówki i przy tej ilości sił straconych na niewłaściwej jeździe w grupie bardzo mnie to podbudowało przed najbliższymi wyścigami.
Potrzebowałem takiego sprawdzenia się w warunkach wyścigowych co tylko potwierdziło moją obecną formę i było zwieńczeniem długiego i intensywnego okresu przygotowań do TRR.





Trening 69

Wtorek, 2 lipca 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 43.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:28 km/h: 29.32
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 24.0°C HRmax: 181181 ( 92%) HRavg 139( 71%)
Kalorie: 724kcal Podjazdy: 540m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Jeden z najkrótszych treningów w tym roku. Miałem bardzo mało czasu i nawet wyjazd na Przegibek nie wchodził w grę. Aby zrealizować mocną jednostkę treningową wybrałem się do Jasienicy z zamiarem pięciokrotnego przejechania odcinka w kierunku Nałęża. Po drodze kilka przepaleń, 1 minuta, 30 sekund i 15 sekund i byłem gotowy do właściwego treningu. Po raz pierwszy wprowadziłem do treningu interwały dwustrefowe, na początek długość powtórzenia ustaliłem na 4 minuty. Po 210 sekundach jazdy w 5 strefie następuje 30 sekund w strefie 6. Ruszyłem z założoną mocą i byłem w stanie ją trzymać przez określony czas. Przyśpieszenie poszło całkiem sprawnie i po pierwszym powtórzeniu nie czułem jeszcze nóg. Czas odpoczynku był różny i z każdym kolejnym powtórzeniem które miało być odrobinę mocniejsze czułem coraz większe zmęczenie. Po 5 dobrych powtórzeniach ruszyłem w kierunku domu. Na koniec zafundowałem sobie jeszcze 3 minuty w strefie 6 i spokojny rozjazd. Krótki ale i jeden z najbardziej intensywnych treningów odhaczony.





Miasto 15

Poniedziałek, 1 lipca 2019 Kategoria 50-100, blisko domu, Miasto
Km: 87.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1730kcal Podjazdy: 1230m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie czerwca

Niedziela, 30 czerwca 2019 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Kolejny miesiąc kończący pierwszą połowę roku minął. W czerwcu zanotowałem duży progres formy. Widać to zarówno po tym, że czerpie dużo większą przyjemność z jazdy, moje czasy i generowane moce są lepsze niż wcześniej a na testach osiągnąłem same życiowe rezultaty. Do pełni szczęści zabrakło większej ilości czasu jaką mógłbym poświecić na rower. Przez dwa pierwsze tygodnie trenowałem bardzo sumiennie i solidnie, wpadło kilka bardzo udanych sesji treningowych z konkretnymi przewyższeniami oraz sumą TSS. Na razie zrezygnowałem z treningów typowo tlenowych w 2 strefie, takie wrócą w większej ilości w lipcu. Na treningach sporo czasu spędziłem w strefach 5-6 mocy i zrobiłem dużo powtórzeń na konkretnych mocach. Początek miesiąca to był dla mnie najbardziej intensywny okres treningowy od czasu gdy korzystam z miernika mocy. Fakt, że jestem w tak dobrej formie zawdzięczam głównie pracy jaką wykonałem kilka tygodni temu. Niestety koniec miesiąca był dla mnie bardzo nieszczęśliwy. Najpierw uszkodziłem samochód który nabyłem dwa miesiące temu a później szytkę którą na szczęście udało się zregenerować. Pomimo trudności jakie mnie cały czas spotykają staram się funkcjonować normalnie. Nie mając dużej ilości czasu z powodzeniem łącze treningi z pracą i innymi obowiązkami. Większość sesji treningowych jest bardzo krótka ale tez intensywna. Czuje, że zrobiłem wszystko aby na początku lipca być w najlepszej od dawna formie a jak jest naprawdę to okaże się podczas startów w zawodach.
1.Średnia tygodniowa waga:

Wraz ze wzrostem formy zaczęła spadać moja waga, na koniec miesiąca udało się opanować ten problem.
2.Obciążenie treningowe:

W powyższej tabeli bardzo dobrze widać jak wyglądały poszczególne tygodnie. Pierwsza połowa miesiąca była intensywna a druga luźniejsza. Gdy wypocząłem to zauważyłem, że jeździ mi się dużo lżej niż przed intensywnym okresem treningowym. Jak ciężki to był okres to widać po wartościach TSB które z okolic -30 zmieniły się na 0.
3.Wygenerowane wartości mocy:
3.1.Krótkie odcinki:

3.2.Dłuższe odcinki:

W czerwcu zanotowałem życiowe moce w prawie wszystkich zakresach czasowych. Jedyny wynik jakiego nie udało się poprawić to jazda godzinna. Do najlepszej mocy zabrakło 15 Wat.
3.3. Wartości W/kg:

Znacznie lepiej wyglądają moje dane w przeliczeniu na kilogram masy ciała. Nie spodziewałem się, że uda się przekroczyć m.in. 6 W/kg w czasie 5 minut.
4. Intensywność treningów:

Intensywność treningów w poszczególnych tygodniach malała. Duży wpływ na to miała także zmiana stref treningowych. Mimo wszystko tygodniowe sumy TSS wyszły bardzo wysokie.
5. Podsumowanie liczbowe:
5.1.Podsumowanie z programu Golden Cheetach:
5.1.1.Podsumowanie ogólne:
5.1.2.Czas w strefach:

5.1.3.Podsumowanie szczegółowe:

5.3.Wstępny rozpis na lipiec:
Cel na ten miesiąc jest jeden – Tatra Road Race. Ostatnim testem i startem kontrolnym będzie Pętla Beskidzka. Jestem dobrze przygotowany do startu i teraz trzeba pokazać się z jak najlepszej strony w wyścigu. Po TRR wracam do dłuższych jazd w celu przygotowania do bardzo trudnego i długiego wyścigu Krušnoton gdzie zamierzam wystartować na dystansie 250 kilometrów. Jak wszystko się dobrze poukłada to na przełomie lipca i sierpnia wyjadę na kilkudniowy obóz treningowy w góry. Mam nadzieje, że czas pozwoli na dłuższe treningi.
5.4.Wstępny plan lipcowych startów:

5.3.Podsumowanie podjazdów:

Udało się zaliczyć kilka nowych i ciekawych podjazdów w różnych regionach głównie w Czechach. Poza tym poprawiłem kilka rekordów czasowych z których na szczególną uwagę zasługuje podjazd pod Salmopol który jest jednym z najmocniejszych podjazdów jakie zaliczyłem. Najczęściej byłem na Przełęczy Przegibek i mam taki mały cel na ten rok aby pojawić się na tej górze ponad 50 razy. Na razie dochodzę do 30.
6.Dane o Vo2max:
Od początku sezonu moje Vo2max zmieniło się znacznie:

Wartości oczywiście są szacunkowe i mogą różnić się od prawidłowych. Nie zmienia to faktu, że duży postęp zrobiłem w tym zakresie, m.in., dzięki treningom w 5 strefie mocy.

Podsumowanie 26 tygodnia 2019

Niedziela, 30 czerwca 2019 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Tydzień o którym chciałbym bardzo szybko zapomnieć. Czasu na trening nie było za dużo a dodatkowo nie wystartowałem w zaplanowanym wyścigu i to trochę zaburzyło rytm przygotowań do TRR które są już na ostatniej prostej. Podczas sesji treningowych skupiłem się głownie na strefach 5 i 6 i w tym elemencie wyglądam nieźle. Dobre moce jestem w stanie generować i utrzymywać je w dłuższym czasie. Przy stałym i niskim poziomie wagi daje to dobre rezultaty na podjazdach, nieco gorzej jest na zjazdach i płaskich odcinkach. Nie miałem za bardzo czasu aby w dalszym ciągu pracować nad techniką zjazdu. Na koniec tygodnia zaliczyłem mocny trening z podjazdami w roli głównej. Na dłuższych podjazdach jestem w stanie dać z siebie dużo, im krótszy odcinek tym gorzej. Moja dobra jazda zaczyna się w momencie gdy trzeba utrzymać równą moc w czasie ponad 2 minut. Na krótszych odcinkach na razie odstaje od innych.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Waga ustabilizowała się na dobrym i chyba najniższym dopuszczalnym dla mnie poziomie.
2.Obciążenie treningowe:

Krótkie, intensywne treningi wpłynęły na wzrost ATL i CTL. Po luźniejszych dniach TSB znowu uzyskało wartości dodatnie.
3.Wygenerowane wartości mocy:
3.1.Krótkie odcinki:

3.2.Dłuższe odcinki:

Podczas mocnego treningu niedzielnego uzyskałem fajne wartości mocy w czasie 10-20 minut.
4. Intensywność treningów:

Po zmianie stref starałem się utrzymać podobną intensywność treningów. W znacznym stopniu się to udało co zaowocowało wzrostem mocy znormalizowanych
5. Podsumowanie liczbowe:
5.1.Podsumowanie z programu Golden Cheetach:
5.1.1.Podsumowanie ogólne:

5.1.2.Czas w strefach:

5.1.3.Podsumowanie szczegółowe:

5.2.Wstępny rozpis na 26 tydzień 2019:
Nie zapowiada się abym w najbliższym tygodniu mógł przeznaczyć więcej czasu na rower. Treningi będą znów krótkie i intensywne i myślę, że nic już nie stanie na przeszkodzie aby w sobotę wystartować w wyścigu. Pętla Beskidzka ma dla mnie charakter sentymentalny. Uczestniczyłem w niej już 10 razy i mam z nią niewyrównane rachunki i nawet różne zawirowania z remontami dróg oraz zmianami trasy nie skłoniły mnie do rezygnacji. Krótsza trasa nie jest dla mnie zbyt dobrą informacją, w ogóle nie zakładałem w tej części sezonu startów krótszych niż 4 godziny. Około 90 kilometrów wymusza inne podejście i taktyka nie może być inna jak mocna jazda od startu. Albo utrzymam się w dobrej grupie i dojadę z nią do mety albo strzelę po drodze i do mety dotrę resztkami sił. Profil trasy mi odpowiada a i przewyższenie jest spore. Ostatni sprawdzian przed pierwszym celem na ten rok.
5.3.Podsumowanie podjazdów:

Zaliczyłem dwa nowe i ciekawe podjazdy. Przy okazji udało się poprawić rekordowe wyniki na dwóch innych segmentach.

Trening 68

Niedziela, 30 czerwca 2019 Kategoria 100-200, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 131.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:04 km/h: 25.86
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 184184 ( 94%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 2380kcal Podjazdy: 2330m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Po tym jak w sobotę nie udało się solidnie sprawdzić na trudnej trasie chciałem zrobić to w niedzielę. Miałem kilka koncepcji i nie wiedziałem którą wybrać. Przez drobne niedopatrzenie nie zdążyłem na trening z Twomark, startowali 15 minut wcześniej i mój budzik zadzwonił za późno aby się wyrobić. Wyjechałem sam kilka minut po 6 w bardzo przyjemnej temperaturze. Skierowałem się na zachód z myślą objazdu trasy Pętli Beskidzkiej. Nie miałem tyle czasu aby całą przejechać wiec chciałem sprawdzić tylko zapomniane podjazdy. Jakbym miał zmienić zdanie to wziąłem również ze sobą korony i to był przyczynek to zmiany trasy. Dojeżdżając do Ustronia postanowiłem pojechać na Czechy, szybko rosnąca temperatura oraz zbyt duży ruch pojazdów w kierunku Wisły były decydującym czynnikiem. Sprawdziłem również nową drogę do Cisownicy. Fajna alternatywa dla głównej ale odcinek prowadzący do osiedli położonych na wzniesieniu miał złą nawierzchnie która w końcu przeszła w żwir i zawróciłem. Przez Cisownicę nie minął mnie żaden samochód a gdy tylko skręciłem w kierunku Budzina to pojawiły się trzy. Ruszyłem mocno i na ściankach dałem z siebie dużo, noga dopiero się rozkręcała i podjazd szybko się skończył. Na zjeździe nie czułem się pewnie i dojazd do przejścia granicznego w Lesznej też nie był zbyt dobry. Chcąc minąć Trzyniec skręciłem w boczną drogę i trafiłem na remontowany odcinek, dało się przejechać ale musiałem strasznie uważać. Na krótkiej ściance przepaliłem nogę. Czułem, że jeszcze to nie jest to, czego oczekiwałem i trochę bałem się kolejnego, nieznanego mi podjazdu. Słyszałem, że jest bardzo trudny i zaraz miałem się o tym przekonać. Trafiłem na niego od strzału bez zbędnych postojów i dogłębnego studiowania mapy. Nie wiedziałem, gdzie dokładnie zacząć mierzyć czas i pierwszy kilometr za rondem w Bystrzycy wydawał mi się zbyt łatwy. Dopiero za łukiem w prawo pojawiło się większe nachylenie i wtedy stoper wystartował. Starałem się trzymać cały czas moc progową. Szło całkiem nieźle, poprzednie podjazdy były potrzebne aby się rozkręcić i móc wykorzystać pełnie możliwości organizmu. Początek podjazdu prowadził szeroką i równą drogą, nachylenie nie było wysokie i tylko momentami dochodziło do 10 %. Wiedziałem, że druga cześć odcinka jest dużo trudniejsza i starałem się jechać równo a dopiero tam dać z siebie maksa. Po około 3 kilometrach pojawiła się zatoczka, restauracja po lewej i ściana do nieba. Z daleka wyglądało to gorzej a gdy zacząłem podjeżdżać to nie było tak tragicznie. Jechałem bardzo mocno, nachylenie nie spadało poniżej 15 % a maksymalnie przekroczyło 20, na bardzo trudnych 500 metrach do pełni komfortu zabrakło 34 zębów z tyłu. Jazda na przełożeniu 36x32 to było już przepychanie, nie lubię tego ale od czasu to czasu można się pomęczyć. Dalsza część podjazdu ma zmienne nachylenie oraz pogarszającą się nawierzchnię. Warunki były już piekielne a mój organizm nie dawał żadnych oznak kryzysu. Powoli zbliżałem się do końca podjazdu, jechałem już prawie na maksa, byłem maksymalnie zlany potem co później miało swoje skutki na szczycie. Po niecałych 20 minutach dotarłem do miejsca gdzie asfalt przechodzi w żwir i jeszcze około minutę męczyłem się aby dostać się na szczyt. Nie wiedziałem czy czas jaki uzyskałem był dobry ale gdybym miał tam jechać na czas i odpuścić inne podjazdy to niewiele mógłbym dołożyć, zbyt mocna jazda w pierwszej części mogłaby poskutkować odcięciem w końcówce. Na ostatnich kilometrach nie byłbym w stanie urwać więcej niż kilka sekund. Nagrodą za wysiłek były piękne widoki ale i plaga much które od razu mnie oblazły i szybko musiałem się ewakuować. Celem na zjazd było tylko bezpieczne dostanie się na dół. Na stromej wąskiej drodze starałem się nie rozpędzać a umiejętne posługiwanie się dźwigniami hamulców nie doprowadziło do przegrzania obręczy. Na szerszej drodze pozwoliłem sobie na więcej fantazji ale na dwóch ostatnich zakrętach bałem się zaryzykować i wytracałem zbyt dużo prędkości. Odcinek kapitalny, nie sądziłem, że w okolicy jest taki podjazd. Nie byłbym sobą gdybym nie dołożył kolejnego podjazdu. Wiedziałem, że blisko jest krótki ale trudny podjazd. Znalazłem na mapie odcinek który wyglądał mi właśnie na ten podjazd i ruszyłem w jego kierunku. Po drodze zaliczyłem ciekawy podjazd, przegapiłem skręt w boczną, wąską i niebezpieczną drogę prowadzącą w dół do głównej szosy. Trafiając na właściwy tor zauważyłem już bardzo małą ilość picia w bidonach. Na podjazd miało wystarczyć dlatego nie szukałem na razie bufetu. Po dwukrotnym kontrolnym sprawdzeniu mapy trafiłem od strzału na właściwą drogę. Podjazd wyglądał na ciekawy. Zmienne nachylenie i nienajlepsza nawierzchnia sprawiła, że odcinek był ciężki do pokonania. Jechałem cały czas bardzo mocno, prawie na maksa i nie wiedząc dokładnie gdzie podjazd się kończy zacząłem niepotrzebnie kalkulować. Koniec odcinka asfaltowego zaskoczył mnie bardzo, sadziłem, że podjazd kończy się w bardziej cywilizowanym miejscu. Po zjeździe do centrum Nydka miałem dylemat, czy jechać na Koziniec czy dłuższy ale łatwiejszy podjazd w Gródku. Po dojeździe do Bystrzycy gdzie nie wypatrzyłem otwartego sklepu skierowałem się w kierunku Gródka i uzupełniłem bidony na stacji benzynowej. Odcinek do początku podjazdu dłużył mi się strasznie, gdy tam już dotarłem to nie umiałem złapać rytmu. Dopiero po kilkuset metrach zaczęło mi się kręcić lepiej. Jechałem odrobine za mocno i po 3 kilometrach wspinaczki zaczęło mnie brakować. Cisnąłem do końca podjazdu ale byłem już nieźle ujechany. Dałem z siebie wszystko i na kolejny podjazd brakowało już sił i motywacji. Motywował mnie już zasłużony bufet w Lesznej. Zjechałem dosyć szybko i z wiatrem fajnie leciało się aż do Trzyńca. Pod Leszną podjeżdżało mi się ciężko. Z ulgą stanąłem na bufecie i po raz pierwszy w tym roku miałem okazję napić się Kofoli. Nigdy nie smakowała tak dobrze. Przerwa 10 minutowa była wskazany a gdy chciałem ruszać dalej to zauważyłem flak w przednim kole. Zdecydowałem się dopompować powietrza i ruszyć dalej. Tak też zrobiłem i musząc stanąć w sklepie po wodę nie wiedziałem jaki dystans przejadę bez dopompowywania. Po szybkiej wizycie w sklepie dopompowałem powietrza i ruszyłem najkrótszą drogą do domu. Nie chcąc uszkodzić koła postanowiłem częściej dopompowywać aby jazda była bardziej komfortowa. Przez problemy z uciekającym powietrzem zapomniałem o jedzeniu i tętno z każdą chwilą rosło. Piłem w miarę regularnie a tempo jakie byłem w stanie trzymać było całkiem dobre. Większość podjazdów jechałem z mocą progową aby jeszcze bardziej dobić nogi. Z rytmu wybiły mnie tylko dwie przerwy poświęcone na dopompowanie koła. Na sam koniec tradycyjny rozjazd i w domu zjawiłem się równo o 12. Czasami opłaca się wyjechać wcześnie rano aby wrócić o takiej porze aby całe popołudnie przeznaczyć na odpoczynek.



Informacje o podjazdach:


Trening 67

Sobota, 29 czerwca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 48.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:30 km/h: 32.00
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 27.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 132( 67%)
Kalorie: 775kcal Podjazdy: 360m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Dopiero około południa wróciłem do domu i po kilku godzinach odpoczynku wyjechałem na spokojną przejażdżkę. Wybrałem dosyć łatwą trasę do Brennej i powrót. Temperatura podczas jazdy dochodziła do 30 stopni i nie byłem pewny czy dwa bidony wystarczą. Początkowo noga nie podawała, walka z wiatrem do Skoczowa nie była przyjemna. Później szło coraz lepiej, ruch na drogach umiarkowany i mogłem cieszyć się jazdą. Nad rzeką pełno ludzi a w lokalach gastronomicznych także tłoczno. Udało się cały czas trzymać równe tempo i bardzo szybko znalazłem się w Brennej. Ludzi jak mrówek, samochodów sporo i w centrum zawróciłem. Postanowiłem wstąpić na lody i zrobić krótką przerwę. Nie musiałem stać w kolejce i przerwa nie była długa. Na powrocie narzuciłem trochę mocniejsze tempo starając się oszczędzać na podjazdach. Ilość jedzenia i picia była dobrana idealnie. Taki dystans w tych warunkach i na trasie o łatwym profilu był idealny na ten dzień.


Beskyd Tour 2019

Sobota, 29 czerwca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa
Km: 29.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:14 km/h: 23.51
Pr. maks.: 53.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 143143 ( 73%) HRavg 107( 54%)
Kalorie: 318kcal Podjazdy: 420m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Powinien pojawić się długi opis wyścigu ale go nie będzie. Mój wyścig skończył się szybciej niż zaczął z powodów ode mnie niezależnych. W normalnych warunkach pojechałbym na miejsce startu już w piątek i przenocował. Niestety kolidowało to z pracą którą skończyłem dopiero w piątek wieczorem. Aby nie powtórzyć błędów z poprzednich wyścigów gdy w biurze zawodów byłem na ostatnią chwilę wyjechałem dużo wcześniej by mieć czas na spokojny dojazd, przygotowanie, jedzenie, formalności w biurze i dobrą rozgrzewkę. Ponadto jestem uprzedzony do szybkiej jazdy po Czechach, niedawno słono zapłaciłem i od tego czasu ograniczam wyjazdy samochodem do tego kraju do minimum. Tym razem nie było mi dane nawet wjechać do Czech. Jadąc niezbyt szybko drogą ekspresową nagle pojawiło się przede mną stado saren. Musiały dostać się którąś z bocznych dróg dochodzących do ekspresówki. Nie miałem szans na całkowicie bezpieczne wyście z sytuacji. Ocaliłem własne życie i zdrowie, samochód kompletnie uszkodzony i o dalszej jeździe nie było mowy. Znalazłem się chyba w nieodpowiednim miejscu w złym czasie. Ta sytuacja wpłynęła na dalszy przebieg weekendu. Do domu wróciłem spokojnie na rowerze a po samochód wróciłem lawetą ze znajomym później.


Trening 66

Środa, 26 czerwca 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, No Limited 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
Km: 65.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:17 km/h: 28.47
Pr. maks.: 69.00 Temperatura: 25.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 1019kcal Podjazdy: 760m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Drugi zaplanowany na ten tydzień trening został nieco skrócony. Podobnie jak dzień wcześniej miałem problemy z wcześniejszym wstaniem z łóżka i wyjechałem blisko godzinę później niż zamierzałem. Było już ciepło a czekały mnie powtórzenia w 6 strefie mocy. Nie chcąc po raz kolejny walczyć z drogowcami na podjeździe pod Przegibek zdecydowałem się pojechać na Równicę. Podjazd który bardzo lubię i na którym jestem w stanie dawać z siebie wszystko wydawał się idealny na taki trening. Nie mając czasu postanowiłem na jednym podjeździe zrobić to samo co miałem zrobić na dwóch odcinkach w górę. Wymusiło to zwiększenie długości powtórzeń z 60 do 90 sekund. Po dobrej rozgrzewce szybko dotarłem do podnóża Równicy. Ruszyłem spokojnie a gdy tylko zrobiło się stromo to ogień. Wysokie nachylenie ułatwiło mocną jazdę. Po 90 sekundach sprintu, luźniejsza jazda przez 60 sekund nie wystarczyła na odpoczynek i każde powtórzenie zaczynałem na większym zmęczeniu. Pod koniec tętno już było maksymalnie wysokie. Chcąc zaliczyć w sumie 10 minut w strefie 6 ostatnie powtórzenie trwało 60 sekund a skończyło się akurat na linii poboru opłat. Byłem zmęczony, w bidonach już pustki a żar już lał się z nieba. Na zjeździe dosyć szybko jechałem, jedynie w dwóch miejscach musiałem sporo zwolnić. Odcinek kostki nie był dzisiaj komfortowy a na ostatniej prostej musiałem hamować z ponad 60 km/h prawie do zera. Później stanąłem w pierwszym napotkanym sklepie, napełniłem bidony i ruszyłem dosyć mocnym tempem do domu. Kilka podjazdów wjechałem z mocą w okolicy progu FTP. Pomimo zmęczenia noga podawała całkiem nieźle i gdyby nie upał i wiejący z różnych kierunków wiatr który utrudniał jazdę to przyjemność byłaby jeszcze większa. Kolejny mocny trening zaliczony, szkoda, że nie ma czasu na dłuższe treningi.




kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum