Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Dojazdy, rozgrzewki, rozjazdy, itp.

Poniedziałek, 13 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 70.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:00 km/h: 23.33
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: 1390kcal Podjazdy: 500m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze

Road Trophy 2018 Etap 3

Niedziela, 12 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 109.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:49 km/h: 28.56
Pr. maks.: 79.00 Temperatura: 24.0°C HRmax: 175175 ( 89%) HRavg 151( 77%)
Kalorie: 2037kcal Podjazdy: 1950m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Po słabo przespanej nocy czułem zmęczenie, regeneracja nie przebiegła jak powinna i byłem pełen obaw przed najdłuższym etapem tegorocznego Road Trophy. Zjadłem porządne śniadanie, wypiłem sporo płynów. Sprawdziłem i nasmarowałem wyczyszczony sprzęt który jednak odczuł sobotnie mokre warunki i wydawał z siebie dźwięki. Nie przeszkodziło to i nie wpływało na jazdę więc wolałem nic z tym nie robić by nie przedobrzyć. Zrobiłem dobrą rozgrzewkę i ustawiłem się na starcie. Tym razem wybrałem miejsce w trzecim rzędzie i po starcie nie miałem takich problemów jak dzień wcześniej. Kilka pozycji straciłem już po starcie, kilka przed pierwszą stromizną i kilka przed podjazdem na przełęcz Koniakowską. Na szczyt wjechałem z niezbyt dużą startą ale czułem, że nie ma odpowiedniej mocy. Na zjeździe wszystko się rozciągło i musiałem gonić, udało się dospawać do około 35 osobowego peletonu i tak dojechaliśmy do Milówki. Na podjeździe zacząłem się przesuwać do przodu aż znalazłem się na czele. Dałem zmianę ale nie trwało to długo, tempo nie było zbyt mocne i gdy poszła poprawka to ledwo się utrzymałem. Na moment straciłem kontakt ale jakoś udało się złapać tyły i tak zaczął się zjazd do Tarlicznego. Nie byłem w stanie przesunąć się do przodu i były to ostatnie momenty mojej jazdy z najlepszymi. Przed podjazdem popuścił mi czujnik od pomiaru mocy a po skręcie na podjazd i podkręceniu tempa widziałem jak czołówka się oddala. Niestety byli tam wszyscy rywale z mojej kategorii, nie chciałem za wszelką cenę próbować ich złapać i traciłem kolejne sekundy. Z przodu był Darek i myślałem, że uda mu się utrzymać w głównej grupie. Pod koniec podjazdu miernik mocy przestał działać a czujnik zaplątał mi się w łańcuch i urwał. Myślałem, że zaraz urwę łańcuch, dziwne zachowanie łańcucha trwało aż do zjazdu gdzie pozostałości wtyku wypadły i jechałem już bez danych z pomiaru mocy. Przed skrętem na Sól dojechało do mnie dwóch zawodników a z przodu było widać Darka który też się nie utrzymał z najlepszymi. Po skręcie na Sól Darek miał problem z łańcuchem a dwójka mi odjechała. Jechałem swoim tempem, nie goniłem a z tyłu już widziałem 4 zawodników. Jak do mnie dojechali to zaczęliśmy współpracować, we trzech dawaliśmy fajne, równe zjazdy i drogi ubywało. Ubywało tez picia w bidonach, zorientowałem się, że za mało piję i zacząłem przywiązywać do tego większą wagę. Przez Słowację tempo było niezłe i po skręcie z głównej drogi złapał mnie pierwszy większy kryzys tego dnia. Odstałem od grupy po przejechaniu granicy w Jaworzynce i do bufetu jechałem swoim tempem. Złapałem niestety tylko jeden bidon, chęć dołączenia do grupy z którą jechałem wcześniej była większa i na niecałe 50 kilometrów musiało mi wystarczyć około 750ml picia. Siły wróciły i nawet zacząłem dawać zmiany w grupie. Na podjeździe pod Kotelnicę już nas zostało 4 i tak też jechaliśmy aż do Soli. Nawadniałem się solidnie i wody już brakowało. Tempo narzucone przez Darka i Adama Galmana było już dla mnie za mocne i puściłem koło. Przed granicą jeszcze widziałem kolegów z grupy ale ich nie dogoniłem. Wyprzedziłem tylko jednego rywala z mojej kategorii wiekowej, nic mi to nie dało bo miał już do mnie starty po 2 etapach. Na zjeździe i dojeździe do Polski pracowałem na tyle solidnie, że utrzymywałem niecałą minutę starty do grupki z Darkiem. Cudem wcisnąłem żel, niewiele to dało bo po skręcie w kierunku Krążelki już czułem zbliżające się skurcze. Zwolniłem strasznie i przed sobą nie widziałem już nikogo. Po skręcie w prawo na rozwidleniu dróg już czułem skurcz w lewej nodze. Zatrzymałem się na moment, rozmasowałem, w bidonie jeszcze miałem pół łyka wody, było to za mało, ale zawsze coś. Kolejny raz skurcz atakował po około 300 metrach. Widziałem już mroczki przed oczami i Czułem już za sobą kolejną grupę i do bufetu doczłapałem przed nimi. Na bufecie napełnienie dwóch bidonów, wypicie około 500 ml płynów, zjedzenie arbuza i po 2 minutach postoju ostatnie 10 kilometrów. Ruszyłem razem z Patrykiem i tak jechaliśmy aż do mety. Była to droga przez mękę, jechałem już tylko na dojechanie, każda próba wstania z siodełka kończyła się atakiem skurczów. Człapanie do mety trwało długo, nie wyprzedził mnie nikt w tym czasie i z ulgą zobaczyłem na jezdni napisy informujące o dystansie do mety. Po przekroczeniu linii mety usiadłem na trawie i nie mogłem się ruszyć przez kilka minut. Dopiero po wypiciu prawie litra wody, spożyciu magnezu i owoców byłem w stanie stanąć na własnych nogach. Mój żołądek też się zbuntował i musiałem skorzystać z toalety. Po ponad 20 minutach mogłem zjechać w dół i zjeść konkretny posiłek. Był to jeden z gorszych dni na rowerze w tym roku. Wszystko mogło się skończyć dużo gorzej. Najważniejsze, że się nie poddałem i ukończyłem ten trudny etap. Kolejne starty czasowe nie miały już dla mnie znaczenia. Stan w którym się znalazłem był częściowo moją winą a także problemów zdrowotnych które wpłynęły na moją zdolność regeneracji a także wydolność w wyższych temperaturach. Straciłem bardzo dużo wody i wartości energetycznych i dobrze, że nie skończyłem gdzieś w rowie a nawet w szpitalu. Szczęściem w nieszczęściu był fakt, ze największe problemy miałem przed bufetem.

Road Trophy 2018 Etap 2

Sobota, 11 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Szosa, w grupie, Wyścig
Km: 71.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:25 km/h: 29.38
Pr. maks.: 77.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 182182 ( 93%) HRavg 160( 82%)
Kalorie: 1564kcal Podjazdy: 1550m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Po dotarciu na kwaterę bardzo szybki serwis koła. Kolega Adam poratował mnie oponą i pomógł mi w wymianie dętki i opony. Zdążyłem na szybko zmienić ciuchy, zabrać potrzebne rzeczy i trzeba było jechać na start drugiego etapu. Nie byłem wcale zregenerowany i czułem, że będzie ciężko. Rozgrzewka była także w trybie ekspresowym, chcąc coś nadrobić do rywali musiałem ustawić się z przodu.
Ustawiłem się w pierwszym rzędzie, sporo zawodników jak zwykle przyjechało na ostatnią chwile i ustawiło z przodu. Był taki ścisk, że nie mogłem się ruszyć ani o centymetr. Dopiero gdy wszyscy ruszyli to mogłem się wpiąć, sprawiło to tyle problemów, że byłem bliski upadku a za mną słyszałem niecenzuralne słowa. Ruszyłem dopiero po wjeździe na drogę już ze stratą. Tempo nie było zbyt spokojne a do tego przepychanki i traciłem kolejne pozycje. Gwoździem do trumny było zwężenie na około kilometr od startu. Tam zostałem przyblokowany i byłem praktycznie na końcu peletonu. Wystarczył kilometr by stracić bardzo dobrą pozycję startową, ciężko jest wyeliminować lęk po kilku kraksach. Nadrobić też nie miałem jak, przed pierwszą stromizną oczywiście spowolnienie i już zrobiła się dziura. Noga nie podawała najlepiej i męczyłem się strasznie by dojechać do ogona peletonu. Podjazd na przełęcz Koniakowską też poszedł mi słabo, na zjeździe nie poszalałem i na drugi podjazd wjechałem już z ogromnymi stratami. Na szczęście na tym podjeździe zaczęła noga podawać i zacząłem przesuwać się do przodu. Jechałem cały czas mocno i stopniowo doganialiśmy kolejnych zawodników. Uformowała się około 10 osobowa grupka w której jechaliśmy przez większą część etapu. Grupa może liczna ale chętnych do współpracy było może 6 osób. To wystarczyło aby jechać dobrym tempem ale trochę denerwowało. Z przodu nie było nikogo widać i pozostało mocno pracować aby nikt nas nie dogonił. Przed Jaworzynką już grupa stopniała o jedną osobę. Na podjeździe miałem delikatny kryzys ale szybko minął i wróciłem na czoło i do wjazdu na główną drogę dyktowałem mocne tempo. Po wjeździe do Czech grupa trochę się rozleniwiła i wyglądało to tak, że praktycznie sam dyktowałem tempo aż do Mostów. Tam mocniejsze tempo podyktowała dwójka zawodników i spłynąłem na tył grupy. Do bufetu było przeważnie w dół wiec tempo było szybkie. Na bufecie zwolnienie i po raz kolejny wyjechałem na przód grupy. Dosyć trudny podjazd w lesie poszedł całkiem dobrze, we dwóch podyktowaliśmy takie tempo, że grupa się rozciągła a po zjeździe już było nas mniej. Dojechał do nas zawodnik który z nami wcześniej nie jechał i tempo wzrosło. Na dojeździe do Hyrczawy grupa zaczęła się dzielić, udało się zespawać a mocna jazda spowodowała, że zaczęliśmy doganiać kolejną grupkę. Trzech zawodników przeskoczyło a po wjeździe do Polski połączyliśmy się w jedną grupę. Na zjeździe zacząłem tracić i podjazd do centrum Istebnej zacząłem z kilkusekundową startą. Szybko nadrobiłem i w połowie podjazdu zacząłem przesuwać się do przodu. Tempo szło mocne i się podzieliliśmy. Na szczycie podjazdu byłem jako 2, na wypłaszczeniu nie dałem rady jechać tak mocno jak na stromym podjeździe i znowu zostałem lekko z tyłu. Po skręcie na metę miałem około 10 sekund do kilku zawodników. Byłem pewny, że meta jest na samym szczycie i nie jechałem na maksimum możliwości. Jak się okazało meta jest niżej i praktycznie bez żadnych zysków i start do poprzedzających mnie w generalce zawodników przejechałem przez matę.
Awansowałem o jedno oczko w kategorii a w OPEN o prawie 50 miejsc. Pomijając fakt, że nie byłem dobrze przygotowany do tego etapu oraz słabą dyspozycje na początku to mogę być zadowolony. Dyspozycja na trasie pozwalała na jazdę z czołówką. Patrząc na dane z licznika to był to jeden z lepszych wyścigów jakie pojechałem w tym sezonie. Defekt z pierwszego etapu pośrednio wpłynął na drugi i pozostaje niewielki niedosyt po pierwszym dniu rywalizacji.

Road Trophy 2018 Etap 1

Sobota, 11 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 5.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:13 km/h: 23.08
Pr. maks.: 41.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 181181 ( 92%) HRavg 175( 89%)
Kalorie: 221kcal Podjazdy: 250m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Przed drugim wyścigiem etapowym w tym roku nie byłem pewien swojej formy, zrobiłem co mogłem aby dobrze się do niego przygotować. Sprzęt sprawdziłem już trzy dni przed startem i wszystko chodziło idealnie. Wyczyszczony i nasmarowany rower był gotowy do startu. Nieco gorzej było z moim przygotowaniem, małe problemy ze zdrowiem jakie mi ostatnio towarzyszyły postawiły mój start pod znakiem zapytania. Ostatecznie jednak udało się stanąć na starcie. Na dzień dobry swoje trzy grosze dołożyła pogoda i wyjazd na rozgrzewkę odkładałem tak długo jak się dało. Ostatecznie wyjechałem w deszczu, noga podawała bardzo dobrze, jazda po mokrym nie należała do przyjemnych i po kilku minutach jasny strój już był mokry i brudny. Po dobrej rozgrzewce pojechałem na start.
Na starcie oczywiście kilka sekund w plecy, nie mogłem się wpiąć. Ruszyłem dynamicznie i mocno i trzymałem mocne tempo cały czas. Po kilkuset metrach zwolniłem lekko i dalej jechałem już równym tempem. Wszystko wyglądało bardzo dobrze do momentu gdy na jednym z łuków musiałem zjechać na pobocze na którym leżała masa żwiru. Dodatkowa wyrwa w asfalcie i mokra jezdnia sprawiły, że ledwo utrzymałem przyczepność. Zjazdu na pobocze by nie było gdyby nie grupka kolarzy zjeżdżająca z mety i ścinająca zakręt. Po tym chwilowym zwolnieniu wróciłem na dobry rytm ale jechało się coraz gorzej. Po 6 minutach podjazdu i 2800 metrach od startu jechałem już na obręczy. Miałem do wyboru trzy opcje, zrezygnować, iść piechotą do mety lub zmienić dętkę. Wziąłem się za wymianę, w tych warunkach nie było to przyjemne. Wymiana szła bardzo topornie a mnie po kolei mijali wszyscy rywale. Nie sprawdziłem dokładnie opony, przejeżdżając dłonią po powierzchni wyciągnąłem tylko kawałek kamienia który wbił mi się w oponę. Napompowałem około 5 bar i chciałem już jechać bo czas leciał. Dodatkowe 30 sekund walczyłem z łańcuchem i wreszcie ruszyłem na ostatnie 2 kilometry czasówki. Osiem minut postoju sprawiło, że nogi były już tak twarde, że jechałem już słabiej. Ostatni odcinek na Pietraszonkę pojechałem dobrze ale nie na miarę mojej obecnej formy. Na mecie byłem po czasie który mi dawał 2 miejsce … od końca. Straty ogromne a szans odrobienia nie było tak dużo. Czas samej jazdy dałby mi 2 miejsce w kategorii i około 10 OPEN. Po przejechaniu przez linię mety od razu zacząłem zjeżdżać. Nie ujechałem jednak daleko i po 800 metrach już byłem bez powietrza z tyłu. Dzięki pomocy wozu serwisowego ekipy z Belgii dostałem się do biura zawodów. Nie dostałem tam dętki i po zjedzeniu makaronu 6 razy dopompowując powietrze jakoś dotarłem na kwaterę. Tak „dobrze” Road Trophy jeszcze nie zacząłem. Siedząc przy makaronie byłem już bliski rezygnacji z dalszej jazdy ale stwierdziłem, że chociażby jeszcze milion kłód rzucono mi pod nogi to ten wyścig ukończę.

Miasto 17

Piątek, 10 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 92.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: 1830kcal Podjazdy: 1250m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

TDP Bielsko-Biała

Środa, 8 sierpnia 2018 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 15.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:40 km/h: 22.50
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 28.0°C HRmax: 152152 ( 77%) HRavg 115( 58%)
Kalorie: 258kcal Podjazdy: 240m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 81

Wtorek, 7 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: 87.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:07 km/h: 27.91
Pr. maks.: 68.00 Temperatura: 28.0°C HRmax: 169169 ( 86%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1639kcal Podjazdy: 770m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni trening przed Road Trophy połączony z kibicowaniem kolarzom walczącym w Tour de Pologne. Wyjechałem z domu o 12.25 i w Skoczowie dołączyłem do Jas-Kółek. Zebrało się nas 5 osób i tak bocznymi drogami dojechaliśmy do Ustronia. W Skoczowie do jazdy przygotowywał się Grześ ale nie czekaliśmy na niego. Po wjeździe na dwupasmówkę zaczęliśmy jechać po zmianach i dopóki Otfin nie złapał gumy to dobrze to wyglądało. Później zaczęły się zrywy i zaczęło się dzielić, ja trzymałem się swoich założeń, czyli równej jazdy bez szarpania i momentami odstawałem od reszty. Na skrzyżowaniu niebezpieczna sytuacja, zatrzymanie się było możliwe, ale po co hamować i zatrzymywać się na czerwonym świetle, może się uda przejechać. Na szczęście bezpiecznie udało się przejechać i dalej już bez przygód. Tempo momentami było mocne, niepotrzebnie bo czasu było sporo a nie wszyscy są tak mocni i mogłoby się to skończyć źle. W Wiśle już utrudnienia, na szczęście udało się przejechać i zatrzymać w sklepie. Po uzupełnieniu bidonów pozostało dojechanie do Zameczka. Jechaliśmy już spokojniej i przed podjazdem pod Zaporę się rozdzieliliśmy. Podjazd na Zameczek wjechałem spokojnie, na szczycie czekali już Staszek i Robert i po przekroczeniu premii górskiej stanęliśmy kawałek niżej. Ludzi powoli przybywało, udało się pozyskać gadżety Tauron a czas szybko leciał. Tempo nadjeżdżających kolarzy nie było przesadnie mocne i można było chwile dłużej podziwiać rozciągnięty Peleton. Sytuacja zmieniała się dynamicznie i podczas drugiego przejazdu przez Premie Górską peleton już był nieźle przerzedzony. Jak tylko przejechała główna Grupa to od razu wszyscy ruszyli a z tyłu jeszcze jechali zawodnicy. Dopiero radiowóz z zieloną flagą zamykał wyścig. Sporo kolarzy musiało zwalniać by przejechać, my też za szybko ruszyliśmy, ale za nami były tylko 3 pojedyncze osoby i miały dosyć dużo miejsca by nas minąć. Nagrodą za oczekiwanie był zjazd do Wisły. Bardzo dobrze zjechałem, parę osób mi przeszkodziło w jeszcze lepszym zjeździe. Za rondem zjechaliśmy się i przez zatłoczoną Wisłę i Ustroń dojechaliśmy pod sklep. Po uzupełnieniu zapasów wody i dojeździe do Skoczowa rozdzieliliśmy się. W dosyć spokojnym tempie dojechałem do domu. Noga dużo lepsza niż w weekend.





Trening 80

Niedziela, 5 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 53.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:56 km/h: 27.41
Pr. maks.: 57.00 Temperatura: 26.0°C HRmax: 153153 ( 78%) HRavg 123( 63%)
Kalorie: 820kcal Podjazdy: 480m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
O tym dniu szybko chciałbym zapomnieć. Mocy kompletnie nie było i nawet jazda na lepszym rowerze nie należała do przyjemności. Męczyłem się bardzo i nawet około 50 kilometrowa trasa bez większych podjazdów dała mi ostro w kość. Po 35 kilometrach zatrzymałem się w wodopoju i dalej szło już nieco lepiej ale dyspozycja była daleka od oczekiwanej.



Trening 79

Sobota, 4 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 129.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:08 km/h: 25.13
Pr. maks.: 65.00 Temperatura: 24.0°C HRmax: 177177 ( 90%) HRavg 137( 70%)
Kalorie: 2383kcal Podjazdy: 2270m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Plan na sobotni trening urodził się w piątek wieczorem. Nie miałem wcześniej możliwości objechać tras tegorocznego Road Trophy i dopiero na tydzień przed etapówką się udało. Nie byłem zbyt przygotowany, nie zdążyłem przygotować startowego roweru oraz wgrać tracka z trasą do licznika i w paru momentach miałem problem z orientacją.
Nie bardzo miałem ochotę na trasę 170-180 km i dlatego skorzystałem z usług PKP i wystartowałem z Milówki. Nie byłem świadom zmiany trasy etapu 2 i na dzień dobry zafundowałem sobie trudny odcinek z płytami. Już pierwszy podjazd pod wiaduktem poszedł słabo i wiedziałem, że będę się strasznie męczył. Płyty ledwo przepchałem na przełożeniu 39x32. Dalej było trochę lżej i jakoś się wtoczyłem na górę. Nie miałem za bardzo czasu na odpoczynek bo już po około kilometrze czekał mnie kolejny stromy podjazd. Poszło już nieco łatwiej ale te początkowe 7 kilometrów z przewyższeniem 300 metrów dało mi trochę popalić. Na szczęście ruch samochodowy był zerowy i na odcinku wzdłuż drogi ekspresowej nie musiałem używać hamulców. Po skręcie w kierunku Jaworzynki droga nieco zanieczyszczona przez leśników, w oddali słychać było piły. Noga nie podawała jak powinna a zbliżałem się do pierwszego zupełnie nie znanego mi fragmentu etapu 3. Zatrzymałem się przed skrętem w właściwą drogę i się upewniłem, że dobrze jadę. Początkowo był zjazd a później zrobiło się stromo, krótki stromy podjazd dał mi się we znaki i znowu nie wiedziałem gdzie jechać. Gdybym się nie zatrzymał i upewnił, że pomyliłem drogi to dojechałbym do Koniakowa. Droga była dosyć wąska ale z dobrą nawierzchnią, jeszcze raz się pomyliłem by wreszcie dojechać do głównej drogi. Jestem trochę zaskoczony tym odcinkiem, jest sporo krótkich ścianek które za drugim razem już będą bardzo odczuwalne. Zrobiło się już cieplej i musiałem więcej pić. Kolejny trudny podjazd czekał na mnie w Kiczorze. Dobrze znany mi z zeszłorocznego Road Trophy krótki podjazd dał mi nieźle w kość. Jak nie ma siły to tak to musi wyglądać. Jakoś się wtoczyłem na szczyt i szybko zjechałem w stronę Soli. Po zjeździe zaczęło się trochę lepiej jechać ale do dobrej jazdy sporo brakowało. Długi, nudny odcinek do granicy ciągnął mi się niemiłosiernie. Na Słowacji miła niespodzianka, nowa nawierzchnia na odcinku kilku kilometrów i bardzo przyjemna jazda. Dobre skończyło się za rozwidleniem na Oszczadnice i musiałem uważać na dziury których nie było jakoś szczególnie dużo ale były zauważalne. Po wjeździe na główną drogę zacząłem wypatrywać skrętu w nową drogę do Jaworzynki. Trochę się zagalopowałem, nie mogłem trafić w właściwą drogę i ominąłem fragment nieznanej mi trasy. Po wjeździe do Polski od razu stanąłem w sklepie. Później miałem pewien problem przez który o mało nie skończyłem swojej jazdy. Na szczęście szybko się z tym uporałem i mogłem jechać dalej. Na kolejnym podjeździe narzuciłem sobie trochę mocniejsze tempo. W Jaworzynce trochę więcej ludzi i samochodów, im bliżej Czech tym lepiej. W Czechach też wyremontowana droga, nie musiałem uważać na dziury na zjeździe do Bukowca. Do Polski wjechałem boczną drogą i zacząłem jechać wzdłuż Olzy. Nie dojechałem do Istebnej tylko po drodze skręciłem w lewo na nieznany mi podjazd na Bystre. Początek dosyć wymagający a dalej niemal płasko, podjazd ciągnie się ponad 5 kilometrów, po drodze małe utrudnienia przez wycinkę drzew. Podjazd kończy się nagle, dalej już tylko MTB. Zjazd w dół pomijając tą wycinkę drzew całkiem przyjemny. W Istebnej stanąłem po wodę i jedzenie i ruszyłem na Olecki, planowałem Pietraszonke ale remont drogi na Zaolzie skutecznie mnie zniechęcił. Początek jechałem spokojniej a w końcówkę już prawie na maksa. Nie był to dobry wjazd ale mogło być gorzej. Dojeżdżając na Kubalonkę wpadłem na niezbyt dobry pomysł, powrót przez Salmopol. Na zjeździe przez Zameczek spotkałem Marcina a dalej zostałem skutecznie przyblokowany przez samochód. Udało mi się go wyprzedzić na końcu zjazdu i bez utrudnień dotrzeć do Malinki. Podjazd na Salmopol poszedł słabo, upał, zmęczenie i dystans zrobiły swoje. Jakoś się wtoczyłem na górę i zacząłem zjazd. Nawierzchnia dalej pozostawia wiele do życzenia i nie poszalałem. Zostałem wyprzedzony przez Adriana Brzózkę i nawet nie próbowałem jechać na jego kole. Zjazd przez Szczyrk powolny, nie wpadłem na pomysł by jechać jeszcze Orle Gniazdo. Do Bielska szybko dojechałem i od razu wjechałem na ścieżkę rowerową, jadący przede mną kolarz zwlekał do momentu aż pojawił się radiowóz. Skręciłem w drogę prowadząca do kąpieliska i to nie był dobry pomysł. Cała droga zastawiona przez samochody a kolejka do wejścia sięgała prawie 100 metrów. Przez miasto przejechałem bez problemów i na koniec zafundowałem sobie jeszcze postój w wodopoju.






Trening 78

Czwartek, 2 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 87.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:24 km/h: 25.59
Pr. maks.: 65.00 Temperatura: 27.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 140( 71%)
Kalorie: 1571kcal Podjazdy: 1310m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Po spokojniejszej środzie chciałem pojeździć trochę w tempie wyścigowym. Wyjechałem najwcześniej jak mogłem i po 16 już jechałem przez Jaworze. Na początek spokojnym tempem, później zacząłem od kilkusekundowych zrywów i 30 sekundowego sprintu. Planowałem kilka mocnych akcentów. Na początek pętla z krętym zjazdem i stromym podjazdem. Zacząłem nietypowo, od zjazdu i początkowo jechałem mocno, do momentu dojechania do samochodu. Musiałem odpuścić i dopiero po zjeździe ruszyłem mocno, do podjazdu jechałem dosyć równo, na podjeździe wrzuciłem dosyć twarde przełożenie i jechałem ile mogłem. Moje tempo nie było zadowalające ale po podjeździe byłem zajechany a czekał mnie jeszcze kilometr łatwiejszego terenu i tam też starałem się utrzymać wysokie tempo. Na koniec pętli finisz, z niego zadowolony być nie mogę. Po spokojniejszym odcinku zrobiłem kolejny akcent wyścigowy. Tym razem dwa podjazdy i zjazdy, na początek zjazd, rozpędziłem się strasznie i ledwo wyrobiłem zakręt w lewo. Mocny interwałowy odcinek dał mi się we znaki, na przemian, podjazd, wypłaszczenie, krótki zjazd i kolejna wspinaczka. Pod koniec jechałem już naprawdę mocno i na zjeździe lekko odpuściłem. Czułem w nogach te dwie tempówki i nie planowałem już trzeciego tak długiego fragmentu. Przez Bielowicko przejechałem nieznanym mi fragmentem i czekał na mnie krótki ale stromy podjazd w Łazach. Nachylenie dochodziło do 20% na odcinku kilkuset metrów, końcówka jest już dużo łatwiejsza. Powoli brakowało już wody i jedzenia ale nie zatrzymałem się jeszcze w sklepie. Na podjeździe w kierunku Łazów znów jechałem mocniej, zacząłem zbyt wcześnie i przez skrzyżowanie musiałem odpuścić i dzięki temu przez te 2 minuty nie jechałem tak mocno jak chciałem. Po kolejnym dłuższym fragmencie spokojnej jazdy kolejne 2 minuty jechałem mocno, tym razem wyszło lepiej i spokojnie mogłem zatrzymać się w sklepie. Po uzupełnieniu zapasów zaliczyłem jeszcze jeden nowy dla mnie podjazd w Jaworzu i kilka mocnych akcentów na innych podjazdach i po powrocie do domu czułem trochę nogi. Najważniejsze, że nie złapałem bomby jak w ostatnich dniach.




kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum