Trening 53
Czwartek, 7 czerwca 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 37.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:31 | km/h: | 24.40 |
| Pr. maks.: | 45.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 907kcal | Podjazdy: | 510m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki, treściwy trening. Chciałem wyznaczyć sobie wartości mocy z 5 sekund, 1 minuty i 5 minut. Nie chciałem odjeżdżać zbyt daleko od domu bo pogoda ostatnio bardzo niepewna. Po krótkiej rozgrzewce przyszedł czas na to czego bardzo nie lubię czyli bardzo krótki wysiłek. Pierwsze podejście było nieudane, nie pojechałem tak jak potrafiłem i zrobiłem jeszcze kontrolnie dwie próby. Wartości wyszły takie, że najlepsi sprinterzy w zawodowym peletonie nie mają ze mną żadnych szans. Wiedziałem, że jest słaby na sprintach i nic się nie zmieniło. W czasie jednej minuty też mogłem wycisnąć z siebie nieco więcej ale niezbyt dobrze dobrałem odcinek testowy. Na początku trochę żwiru i brakło około 3-5 sekund trudniejszego podjazdu by wynik wyszedł w pełni satysfakcjonujący. Po dłuższej chwili luźnego kręcenia przystąpiłem do 5 minutowej próby mocy. Ciężko w okolicy znaleźć w okolicy podjazd o równym nachyleniu i nie udało się cały czas trzymać założonej mocy. Wynik tego testu wyszedł bardzo dobry, jest widoczny progres od ostatniego razu i z takim rezultatem mogę z optymizmem czekać na najbliższe starty. Żeby trening nie był całkiem udany to na koniec złapałem gumę.
Trening 52
Wtorek, 5 czerwca 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 65.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:29 | km/h: | 26.17 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1601kcal | Podjazdy: | 470m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny trening
na rozruszanie nóg po weekendzie. Godzina wyjazdu nie była najlepsza i przy skrzyżowaniu
z główną drogą musiałem się zatrzymać, czekałem chwile do momentu gdy jadący z
lewej kierowca przepuścił mnie. Nie ujechałem daleko i ledwo uniknąłem czołówki
z jakimś idiotą wyprzedzającym pod prąd, ułamkiem oka zdążyłem zerknąć na jego
tablice rejestracyjną i odbiłem w prawo. Przejechałem przez pobocze i
zatrzymałem się w trawiastym rowie, spodenki zdarte, owijka brudna i to tyle ze
start. Odechciało mi się dalszej jazdy, zwłaszcza, że na horyzoncie pojawiły się
chmury. Jechałem spokojnie dalej i w Skoczowie zaczęło padać, wjechałem na
Simoradz a tam mocniej padało. Nie chciałem wracać wiec skręciłem w prawo i
boczną drogą miałem dojechać do Ochab. Gdzieś coś sknociłem i wyjechałem w
Wiślicy. Tam niespodzianka – nowy asfalt na krótkim odcinku, szkoda, że te
najgorsze dziury na zjeździe są dalej. W Ochabach już było sucho i postanowiłem
pokręcić się po bocznych drogach. Znalazłem ciekawą drogę i według mapy miał
być przejazd a w pewnym momencie szosa się skończyła, było trochę mokro i nie
ryzykowałem jazdy taką drogą. Znalazłem inną drogę, też z fragmentem terenu i
dojechałem do Drogomyśla. Trochę szybszej jazdy dobrze znanymi drogami i po
wjeździe do Bielska już spokojniejsza jazda do bufetu.
Lubelska Vuelta 2018 Etap 4
Niedziela, 3 czerwca 2018 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 14.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:19 | km/h: | 44.21 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 180180 ( 92%) | HRavg | 169( 86%) |
| Kalorie: | 414kcal | Podjazdy: | 10m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po bardzo dobrej
regeneracji - basen zrobił swoje i dobrym śniadaniu byłem gotowy na walkę w
ostatnim 4 etapie Lubelskiej Vuelty. Udało się załatwić lemondkę, co prawda nie
ustawiłem pozycji idealnie ale nie straciłem na tym zbyt wiele czasu.
Solidna ponad godzinna rozgrzewka, bałem się zatrzymać by nie zostać zjedzony przez plagę much czy komarów latających wszędzie wokoło i praktycznie przed startem zatrzymałem się na pół minuty. Nie był to chyba najlepszy pomysł bo znowu straciłem kilka sekund na wpięcie się. Ruszyłem za spokojnie, nie mogłem się rozkręcić i ten początek mogłem pojechać lepiej. Później przyśpieszyłem i jechałem mocno, za mocno jak na ten etap czasówki i po około 2 minutach mocnej jazdy zluzowałem trochę i zamierzonym tempem podążałem dalej, wyprzedziłem kilka osób, dwie z nich na zakrętach i tam musiałem lekko zwalniać. Ostatni kilometr chciałem pojechać na maksa, na początku pojawił się pieszy którego musiałem ominąć i już zostało tylko 800 metrów do mety. Przed samą metą musiałem zwolnić by nie wpaść na zawodniczkę jadącą sporo wolniej niż ja, cudem nie wjechałem w nią za metą, bo miejsca na ominiecie nie było za dużo. Czas wyszedł dobry, jednak była szansa na lepszy rezultat. Był to mój najlepszy etap a patrząc na to z kim rywalizowałem i przegrałem to wstydu nie ma. Nie wiem czy przede mną znalazł się chociaż jeden zawodnik bez karbonowych kół. Osób bez rowerów czasowych naliczyłem aż 3, 22 na 25 osób w czołówce jechała na rowerach czasowych a to już jest duża różnica w jeździe i wyraźny zysk czasowy w stosunku do mojego roweru, karbonowe koła by już dały około 10-15 sekund, wyższy stożek kolejne i tak można wyliczać. Noga jest dobra i kolejne starty na trasach o bardziej sprzyjających profilach powinny to potwierdzić. Analizując, była to jedna z najlepszych czasówek jakie przejechałem.
W sumie to jestem zadowolony z całego weekendu. Co prawda etapy ze startu wspólnego mi nie wyszły ale zdobyłem cenne doświadczenie. Przez lata unikałem płaskich wyścigów jak ognia a dokładając do tego słabą głowę po kraksach nie mogło wyjść inaczej. Mogłem na 2 czy 3 etapie pojechać trochę szybciej ale zyskałbym na tym niewiele i wyższego miejsca bym nie zajął. Dobrze pojechałem czasówkę, prolog poszedł słabiej ze względu na fakt, że jestem słaby na krótkich odcinkach a poprawienie tego wymaga czasu, mam przynajmniej już jeden cel na zimę. Po tym wyścigu należy mi się krótka przerwa w startach.
Solidna ponad godzinna rozgrzewka, bałem się zatrzymać by nie zostać zjedzony przez plagę much czy komarów latających wszędzie wokoło i praktycznie przed startem zatrzymałem się na pół minuty. Nie był to chyba najlepszy pomysł bo znowu straciłem kilka sekund na wpięcie się. Ruszyłem za spokojnie, nie mogłem się rozkręcić i ten początek mogłem pojechać lepiej. Później przyśpieszyłem i jechałem mocno, za mocno jak na ten etap czasówki i po około 2 minutach mocnej jazdy zluzowałem trochę i zamierzonym tempem podążałem dalej, wyprzedziłem kilka osób, dwie z nich na zakrętach i tam musiałem lekko zwalniać. Ostatni kilometr chciałem pojechać na maksa, na początku pojawił się pieszy którego musiałem ominąć i już zostało tylko 800 metrów do mety. Przed samą metą musiałem zwolnić by nie wpaść na zawodniczkę jadącą sporo wolniej niż ja, cudem nie wjechałem w nią za metą, bo miejsca na ominiecie nie było za dużo. Czas wyszedł dobry, jednak była szansa na lepszy rezultat. Był to mój najlepszy etap a patrząc na to z kim rywalizowałem i przegrałem to wstydu nie ma. Nie wiem czy przede mną znalazł się chociaż jeden zawodnik bez karbonowych kół. Osób bez rowerów czasowych naliczyłem aż 3, 22 na 25 osób w czołówce jechała na rowerach czasowych a to już jest duża różnica w jeździe i wyraźny zysk czasowy w stosunku do mojego roweru, karbonowe koła by już dały około 10-15 sekund, wyższy stożek kolejne i tak można wyliczać. Noga jest dobra i kolejne starty na trasach o bardziej sprzyjających profilach powinny to potwierdzić. Analizując, była to jedna z najlepszych czasówek jakie przejechałem.
W sumie to jestem zadowolony z całego weekendu. Co prawda etapy ze startu wspólnego mi nie wyszły ale zdobyłem cenne doświadczenie. Przez lata unikałem płaskich wyścigów jak ognia a dokładając do tego słabą głowę po kraksach nie mogło wyjść inaczej. Mogłem na 2 czy 3 etapie pojechać trochę szybciej ale zyskałbym na tym niewiele i wyższego miejsca bym nie zajął. Dobrze pojechałem czasówkę, prolog poszedł słabiej ze względu na fakt, że jestem słaby na krótkich odcinkach a poprawienie tego wymaga czasu, mam przynajmniej już jeden cel na zimę. Po tym wyścigu należy mi się krótka przerwa w startach.
Rozgrzewki i Rozjazdy
Niedziela, 3 czerwca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:00 | km/h: | 21.25 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1690kcal | Podjazdy: | 150m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Lubelska Vuelta 2018 Etap 3
Sobota, 2 czerwca 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, w grupie, Wyścig
| Km: | 73.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:56 | km/h: | 37.76 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 174174 ( 89%) | HRavg | 150( 76%) |
| Kalorie: | 1753kcal | Podjazdy: | 80m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Sobota przywitała
nas deszczem i jadąc na start jeszcze kropiło. Było mokro i po piątkowym upale
nie było śladu. Przed starem przeszła konkretna ulewa i rozgrzewka była bardzo
krótka. Ustawiłem się z tyłu, po starcie mieliśmy spokojnie wyjechać poza teren
miasta i dopiero podkręcić tempo. Spokojna jazda trwała kilka sekund i za
pierwszym zakrętem już poszedł ogień. Próbowałem przebić się do przodu i
zapłaciłem za to wypchaniem z zakrętu. Za rondem nie było sensu gonić, wszystko
było porozrywane a czołówki nie było widać. Jechałem bardzo mocno i łapałem
kolejnych zawodników, nikt nie próbował mi dać zmiany, dopiero gdy w zasięgu
wzroku pojawiła się kilkuosobowa grupa to współpracując udało się dołączyć.
Początkowo był lekki chaos i współpraca nie była wzorowa. W grupie jechało
kilka osób które nie miały większego pojęcia o współpracy w grupie i psuło to
trochę szyk. W pewnym momencie zauważyłem problem w tylnym kole Izy. Strzeliła
szprycha i dalsza jazda była trochę nerwowa. Od tego momentu sporo czasu
jechałem w ogonie pilnując by Iza nie została z tyłu. Od czasu do czasu dawałem
zmiany a i tak byłem jednym z najczęściej jadących na czele grupy zawodników.
Ostatnie około 20 kilometrów było walką z wiatrem. Tempo trochę siadło, mógłbym
próbować się oderwać ale nie widziałem w tym sensu i ograniczyłem się do
dawania dłuższych i mocniejszych zmian. Na finisz się nie napalałem, na
zakręcie i byłem na 5-6 pozycji i tak też wjechałem na metę. Nasza grupa
straciła niecałe 15 minut do czołówki i 4 do 2 grupy. Przy równej i mocnej
współpracy te 4 minuty były spokojnie do nadrobienia.
Lubelska Vuelta 2018 Etap 1 - Prolog
Piątek, 1 czerwca 2018 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 7.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:10 | km/h: | 42.00 |
| Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 190190 ( 97%) | HRavg | 180( 92%) |
| Kalorie: | 231kcal | Podjazdy: | 10m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Przyszedł czas na
pierwszy wyścig etapowy w tym sezonie. Nie nastawiałem się na nie wiadomo co
ale takiej beznadziei się nie spodziewałem. Mam pewne problemy przez które nie
jestem w stanie swobodnie jeździć w peletonie i ciężko jest je wyeliminować z
dnia na dzień. Na etapówkę też nie przyjechałem w pełni sił i to też miało
jakiś wpływ na całość rywalizacji w moim wykonaniu.
Udało się wypocząć przed pierwszym etapem i byłem bardzo zmotywowany. Na rozgrzewce wszystko wyglądało jak powinno, przez moment bałem się, że się spóźnię na start, przejazd kolejowy był zamknięty a musiałem przedostać się na drugą stronę. Zdążyłem na czas i stanąłem na starcie niespełna 7 kilometrowego prologu. Nie miałem żadnego doświadczenia w tak krótkich próbach czasowych, jazda pod górę to jednak co innego. Na starcie oczywiście miałem problem z wpięciem i na dzień dobry kilka sekund w plecy. Później się rozkręciłem i w miarę to szło. Nie umiałem jechać na wysokiej kadencji i też na tym trochę straciłem. Do nawrotu było z wiatrem wiec musiałem oszczędzać siły na powrót. Po około kilometrze jazdy poczułem, że coś pęka, nie czułem by była to guma i po chwili zorientowałem się, że to lemondka. Dalsza jazda już nie była tak komfortowa i pozycja też nie taka jak być powinna. Przy dojeździe do nawrotu zobaczyłem strażaka na środku jezdni z flagą i zacząłem hamować bo myślałem, że to już nawrót. Do nawrotu było jeszcze około 200 metrów i kolejne starty. Nawrót też nie wyszedł i na dalsze starty nie mogłem sobie pozwolić. Pod wiatr szło topornie, jechałem bardzo twardo a tempo spadało i nie byłem w stanie utrzymać stałej prędkości. Do mety dotarłem po niecałych 10 minutach, nie wiem ile straciłem na trasie, sprzęcie, itp. Wiem tyle, że na pewno stać było mnie na więcej co znalazło potwierdzenie w wynikach. Było co odrabiać na kolejnych etapach.
Udało się wypocząć przed pierwszym etapem i byłem bardzo zmotywowany. Na rozgrzewce wszystko wyglądało jak powinno, przez moment bałem się, że się spóźnię na start, przejazd kolejowy był zamknięty a musiałem przedostać się na drugą stronę. Zdążyłem na czas i stanąłem na starcie niespełna 7 kilometrowego prologu. Nie miałem żadnego doświadczenia w tak krótkich próbach czasowych, jazda pod górę to jednak co innego. Na starcie oczywiście miałem problem z wpięciem i na dzień dobry kilka sekund w plecy. Później się rozkręciłem i w miarę to szło. Nie umiałem jechać na wysokiej kadencji i też na tym trochę straciłem. Do nawrotu było z wiatrem wiec musiałem oszczędzać siły na powrót. Po około kilometrze jazdy poczułem, że coś pęka, nie czułem by była to guma i po chwili zorientowałem się, że to lemondka. Dalsza jazda już nie była tak komfortowa i pozycja też nie taka jak być powinna. Przy dojeździe do nawrotu zobaczyłem strażaka na środku jezdni z flagą i zacząłem hamować bo myślałem, że to już nawrót. Do nawrotu było jeszcze około 200 metrów i kolejne starty. Nawrót też nie wyszedł i na dalsze starty nie mogłem sobie pozwolić. Pod wiatr szło topornie, jechałem bardzo twardo a tempo spadało i nie byłem w stanie utrzymać stałej prędkości. Do mety dotarłem po niecałych 10 minutach, nie wiem ile straciłem na trasie, sprzęcie, itp. Wiem tyle, że na pewno stać było mnie na więcej co znalazło potwierdzenie w wynikach. Było co odrabiać na kolejnych etapach.
Lubelska Vuelta 2018 Etap 2
Piątek, 1 czerwca 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, w grupie, Wyścig
| Km: | 94.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:40 | km/h: | 35.25 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 154( 78%) |
| Kalorie: | 2148kcal | Podjazdy: | 70m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po szybkiej
regeneracji i dobrym obiedzie przyszedł czas na etap 2. Przed samym wyjazdem z
hotelu zauważyłem, że w przednim kole mam kapcia. Nie traciłem czasu, sił i
nerwów na naprawę tylko skorzystałem z zapasowego koła od Darka i mogłem jechać
na start. Ponad 8 kilometrowy dojazd na start był bardzo dobrą rozgrzewką, było
dosyć ciepło i szukałem cienia. Na starcie ustawiłem się w miarę z przodu w
zacienionym miejscu. Po starcie tempo
nie było zbyt mocne, oczywiście zaczęły się przepychanki i wszystkie blokady w
mojej głowie się uruchomiły i zacząłem spływać na tył peletonu. Te wszystkie
kraksy i upadki nie pozwalają mi swobodnie jechać w peletonie, boję się kraksy
i nawet przy tej dosyć niskiej prędkości było kilka niebezpiecznych sytuacji
które mogły skończyć się źle. Myślałem, że później jakoś się to ułoży i słabsi
zawodnicy poodpadają i zrobi się trochę bezpieczniej. Z czasem tempo wzrosło, nie
było równe i moja pozycja w peletonie ulegała zmianie. Po około 15 kilometrach zrobiło
się bardzo niebezpiecznie, pojawiło się rondo, ktoś przyhamował i ja musiałem
odbić w lewo, jadący obok Darek znalazł lukę z prawej i jakoś przemknął, ja
musiałem całe rondo objechać i miałem już około 200 metrów starty. Darek też
tracił ale mniej i był w stanie jeszcze dołączyć do peletonu. Tempo oczywiście
poszło mocne i nie miałem praktycznie żadnych szans na dołączenie do peletonu.
Zacząłem gonić, bardzo mocno pracowałem i powoli zmniejszałem stratę do reszty,
z peletonu strzelały kolejne osoby a ja dalej goniłem. Miałem około 100 metrów
starty i przez ponad 2 kilometry jechałem tempem grupy. Powoli zaczynało
brakować i już nie miałem szans dogonić. Jechałem cały czas mocno, nie miało to
zbytniego sensu, bo raczej nikt już z peletonu nie odpadł a kolejna czasówka
nie miała sensu. Na około 25 kilometrze odpuściłem gonitwę i zacząłem myśleć o
bufecie. Udało się dostać wodę od strażaka i dalej jechałem spokojnie czekając
na Izę. Po ponad 10 kilometrach samotnej spokojnej jazdy dojechała do mnie Iza
w towarzystwie Kuby. Po chwili dogoniliśmy jeszcze jednego zawodnika i dalej
jechaliśmy już w 4 osobowej grupce. Początkowo wszyscy dawali zmiany,
próbowałem przekonać Izę, że nie musi tego robić i od tego momentu pracowaliśmy
praktycznie we dwóch. Kuba narzekał na skurcze, daliśmy się na to nabrać a to
była tylko podpucha. Przez cały czas namawiał mnie na atak, odjazd, ściganie a
nie miało to sensu. Na około 10 kilometrów do mety zostałem sam na czele i
przez większość czasu dyktowałem tempo. Około kilometr do mety poszedł atak,
Kuba wyrwał do przodu a za nim pognał drugi kolega. Ja nie miałem ochoty na
finisz i dopiero ostatnie 300 metrów pojechałem mocniej. Iza dojechała zaraz za
mną awansując na 1 miejsce z ponad 11 minutową przewagą. Mój występ lepiej
przemilczeć, moc jest, forma jest, brakuje pewności siebie i cwaniactwa, wynik
nie jest dla mnie najważniejszy, straciłem szansę na awans w Generalce ale spaść
niżej już nie mogłem.
Na mecie myślałem tylko o wodzie, ostatnie 10 kilometrów jechałem bez picia. Wypiłem prawie 1 litr duszkiem i poczułem się lepiej. Ja wiem, że się skompromitowałem ale się tym nie przejmuję.
Na mecie myślałem tylko o wodzie, ostatnie 10 kilometrów jechałem bez picia. Wypiłem prawie 1 litr duszkiem i poczułem się lepiej. Ja wiem, że się skompromitowałem ale się tym nie przejmuję.
Miasto 11
Czwartek, 31 maja 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 72.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1430kcal | Podjazdy: | 1100m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Podsumowanie maja
Czwartek, 31 maja 2018
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Kolejny miesiąc
minął, sezon startowy zaczął się na dobre i startowałem w każdy weekend. Poza
wyścigami znalazł się czas na obóz treningowy w Bukowinie Tatrzańskiej. Objętość
treningów nieco spadła, ciężko jest pogodzić cotygodniowe starty z dużą ilością
treningów oraz innymi sprawami. Solidnie przepracowana zima, dobra baza
wypracowana wiosną oraz skonkretyzowane treningi nie zajmujące dużej ilości
czasu pozwoliły zbudować bardzo dobrą formę. Niestety nie szło to w parze ze szczęściem
i na wyścigach miałem sporo pecha.
Pierwszy majowy wyścig był kompletnie nieudany, przegrywając wyścig zaledwie 2 kilometry od startu podczas rundy „honorowej” nie mogę dobrze wspominać tego startu. Miałem dużo szczęścia i wyszedłem z tej kraksy prawie bez szwanku a rower wyglądał fatalnie. Dobre kilka minut doprowadzałem go do stanu używalności i ruszyłem na trasę, żeby było ciekawie jeszcze pomyliłem drogi i nadrobiłem dystans.

Cały czas jechałem swoim równym tempem i przesunąłem się bliżej przodu. Patrząc na wynik to nie ma się czym chwalić ale sama jazda wyglądała sporo lepiej niż wskazuje na to pozycja na mecie.

Po tym wyścigu na obozie treningowym powtórzyłem test FTP który nie wyszedł idealnie i miarodajnie, niby był progres ale nie taki jak być powinien. Solidna robota wykonana podczas obozu miała dać efekty w dalszej części sezonu. Na koniec obozu kontrolnie wystartowałem w wyścigu Podhale Tour.

Kolejny zimny prysznic i wnioski wyciągnięte. Kraksa z Leśnicy odnowiła uraz do jazdy w peletonie i już po starcie znalazłem się z tyłu peletonu, tam było nerwowo i po chwili już widziałem oddalający się peleton. Próbowałem gonić ale cały czas brakowało, dwa razy zwalniałem niemal do zera i to chyba przesądziło o tym, że miałem kolejną czasówkę.

Po luźnym tygodniu pojechałem na wyścig do Zduńskiej Woli, zupełnie nie mój profil trasy i jeszcze defekt sprzętu spowodowały, że kolejny wyścig był dla mnie kompletnie nieudany.

Powoli traciłem cierpliwość i chciałem przestać jeździć na wyścigi. Przełomowym momentem był kolejny wyścig w Ujsołach. Ciekawa trasa, stosunkowo słaba obsada spowodowały, że pojechałem dużo lepiej niż w dotychczasowych wyścigach. Próbowałem odjazdów, zrobiłem selekcje na podjeździe dnia i dojechałem w czołówce do mety. Brakło na finiszu ale pojawiła się ulga, że z formą jest wszystko w porządku a to, że nie wychodziło to była głównie zasługa braku szczęścia i jazdy na treningowym rowerze. Od tego wyścigu szło już dobrze a pech mnie opuścił.
Cały miesiąc mogę ocenić dobrze, było trochę pechowych sytuacji ale też takich które pozytywnie na mnie wpłynęły i dodały motywacji do dalszej ciężkiej pracy.
Podsumowanie liczbowe:

Najlepsze moce:

Wszystkie jazdy:

Pierwszy majowy wyścig był kompletnie nieudany, przegrywając wyścig zaledwie 2 kilometry od startu podczas rundy „honorowej” nie mogę dobrze wspominać tego startu. Miałem dużo szczęścia i wyszedłem z tej kraksy prawie bez szwanku a rower wyglądał fatalnie. Dobre kilka minut doprowadzałem go do stanu używalności i ruszyłem na trasę, żeby było ciekawie jeszcze pomyliłem drogi i nadrobiłem dystans.

Cały czas jechałem swoim równym tempem i przesunąłem się bliżej przodu. Patrząc na wynik to nie ma się czym chwalić ale sama jazda wyglądała sporo lepiej niż wskazuje na to pozycja na mecie.

Po tym wyścigu na obozie treningowym powtórzyłem test FTP który nie wyszedł idealnie i miarodajnie, niby był progres ale nie taki jak być powinien. Solidna robota wykonana podczas obozu miała dać efekty w dalszej części sezonu. Na koniec obozu kontrolnie wystartowałem w wyścigu Podhale Tour.

Kolejny zimny prysznic i wnioski wyciągnięte. Kraksa z Leśnicy odnowiła uraz do jazdy w peletonie i już po starcie znalazłem się z tyłu peletonu, tam było nerwowo i po chwili już widziałem oddalający się peleton. Próbowałem gonić ale cały czas brakowało, dwa razy zwalniałem niemal do zera i to chyba przesądziło o tym, że miałem kolejną czasówkę.

Po luźnym tygodniu pojechałem na wyścig do Zduńskiej Woli, zupełnie nie mój profil trasy i jeszcze defekt sprzętu spowodowały, że kolejny wyścig był dla mnie kompletnie nieudany.

Powoli traciłem cierpliwość i chciałem przestać jeździć na wyścigi. Przełomowym momentem był kolejny wyścig w Ujsołach. Ciekawa trasa, stosunkowo słaba obsada spowodowały, że pojechałem dużo lepiej niż w dotychczasowych wyścigach. Próbowałem odjazdów, zrobiłem selekcje na podjeździe dnia i dojechałem w czołówce do mety. Brakło na finiszu ale pojawiła się ulga, że z formą jest wszystko w porządku a to, że nie wychodziło to była głównie zasługa braku szczęścia i jazdy na treningowym rowerze. Od tego wyścigu szło już dobrze a pech mnie opuścił.
Cały miesiąc mogę ocenić dobrze, było trochę pechowych sytuacji ale też takich które pozytywnie na mnie wpłynęły i dodały motywacji do dalszej ciężkiej pracy.
Podsumowanie liczbowe:

Najlepsze moce:

Wszystkie jazdy:

Test roweru
Środa, 30 maja 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 13.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:33 | km/h: | 23.64 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 250kcal | Podjazdy: | 100m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||







