Trening 67
Środa, 14 czerwca 2017 Kategoria Trening 2017, Szosa, Samotnie, 50-100
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:21 | km/h: | 23.40 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 112( 57%) |
| Kalorie: | 1263kcal | Podjazdy: | 759m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Myślałem, że wyczerpałem już limit pecha, w tej kwestii dal mnie chyba nie ma limitu, nawet w urodziny musiałem mieć przygody na trasie. Wyjechałem przed 7 i spokojnie bez utrudnień przez Bielsko. W Straconce dojechał do mnie kolarz i chwilę jechaliśmy razem, chciałem wjechać na Przegibek i dlatego puściłem go przodem. Jechałem równym tempem cały podjazd i na około kilometr przed szczytem go złapałem, nie miał już sił i dojechał za mną na górę. Zacząłem spokojnie zjeżdżać i po chwili śmignął koło mnie jak burza. Po kilometrze zobaczyłem go zbierającego się z pobocza, tak się kończą szaleńcze zjazdy, nie poważnego mu się nie stało i jechaliśmy dalej, chciał pokazać, że jest mocny a nie wyszło. W Międzybrodziu skręciłem w prawo, on w lewo i dalej jechałem już sam. Coś mi strzeliło w rowerze, myślałem, że to korba ale chyba nie. Dojechałem do Czernichowa i drugą stroną jeziora na zaporę w Tresnej. Na początku bruku coś strzeliło drugi raz i rower zaczął latać na boki. Zatrzymałem się, sprawdziłem korbę, przerzutkę, tylne koło i nic. Problemem było przednie koło, a dokładnie piasta, nie wiem jak to się stało ale się rozkręciła, większość kulek udało się znaleźć i wybrać wszystkie i schować do torebki. Jakiś miesiąc temu serwisowałem to koło i nic się później nie działo, zwykle takie rzeczy wychodzą po pierwszej jeździe. Kombinowałem co zrobić by zmniejszyć bicie koła, po długich kombinacjach wyjąłem porozcinaną dętkę i napchałem gumy i przykleiłem taśmą, koło biło ale nie na tyle by nie mieściło się w widełkach i bardzo wolno ruszyłem dalej. Droga do domu to katorga, bałem się przekroczyć 20 km/h, do tego sporo krótkich podjazdów, dwa lub trzy razy musiałem się zatrzymać i poprawić koło i jakoś dowlekłem się do domu. Miały być dobre lody w Szczyrku a wyszło znowu nic. Może jutro sobie odbiję, w planie pierwszy z trzech długich treningów w górach przygotowujących do Pętli Beskidzkiej.
https://www.strava.com/activities/1035924820
https://www.strava.com/activities/1035924820
Trening 66
Wtorek, 13 czerwca 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 84.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:01 | km/h: | 27.85 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 165165 ( 84%) | HRavg | 126( 64%) |
| Kalorie: | 1863kcal | Podjazdy: | 1010m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny trening, spory ruch na drogach i sporo bardzo wolnych odcinków. Wyjechałem po 7 i znowu odruchowo pojechałem na główną a miałem jechać przez Jaworze. Dojechałem do kolejki samochodów i skręciłem w prawo i bocznymi przedostałem się do Jasienicy. Po drodze zauważyłem kolarza walczącego z dętką, zatrzymałem się i użyczyłem mu pompki. Pojechał w przeciwną stronę. Od Jasienicy do Skoczowa nie było większych utrudnień może poza silnym wiatrem w twarz. W Skoczowie znowu korek i postój. Kolejny odcinek był ciężki, kilka górek i spory odcinek drogi lekko w górę co w połączeniu z wiatrem nie było największą przyjemnością. W Kaczycach skręciłem w lewo na Cieszyn i zaczęło się jechać dużo lepiej. Wiatr też lekko zmienił swój kierunek i jazdy z wiatrem idealnie w plecy nie było zbyt dużo. Bardzo szybki odcinek nową drogą do Cieszyna i tam znowu lekkie utrudnienia. Skręciłem w prawo na rondzie na Ustroń i dosyć sprawnie jechałem pagórkowatym odcinkiem do Goleszowa. Później znowu kilka spowolnień i znalazłem się w Ustroniu. Do domu wróciłem zaliczając jeszcze kilka górek po drodze. Jutro znowu spokojna jazda tylko chyba obiorę inny kierunek, za dużo samochodów i utrudnień jest na drodze w kierunku Skoczowa.
https://www.strava.com/activities/1034204412
https://www.strava.com/activities/1034204412
Wieczorne przepalenie
Niedziela, 11 czerwca 2017 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 35.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:22 | km/h: | 25.61 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 126( 64%) |
| Kalorie: | 874kcal | Podjazdy: | 570m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wymieniłem przednią oponę i dopompowałem powietrza. Wyjechałem o 17:30 z zamiarem pojechania Przegibka na czas. Po drodze kilka podjazdów i dwa krótkie przepalenia, sporo ludzi i samochodów na drodze, musiałem bardzo uważać, dosyć szybko dojechałem do Straconki. Mocną jazdę miałem zacząć od mostu z którego zawsze mierzę czas. Zacząłem jednak o 500 metrów wcześniej przy przystanku autobusowym. Ruszyłem bardzo mocno i pierwszy kilometr przejechałem w 2 i pół minuty. Później było już gorzej, jechałem równo mocno do wypłaszczenia na którym musiałem lekko zwolnić i troszkę straciłem, druga część podjazdu zaczyna się trudniejszym fragmentem na którym mnie lekko przytkało ale i tak było ciągle bardzo dobrze, lekkie zmiany biegów były ale ogólnie cały czas na blacie. W pewnym momencie musiałem jechać bardziej siłowo i na chwilę wstałem z siodełka. Ostatnie 700 metrów pojechałem już bardzo mocno i szybko, może odrobinę więcej mógłbym jeszcze z siebie wykrzesać i ostatecznie rekord poprawiony o prawie 30 sekund. Na szczycie chwila odpoczynku i powolny zjazd do Straconki i już luźny powrót do domu trochę inną drogą. Cała złość jaką miałem przed jazdą mi przeszła i myślę, że ten czas jest bardzo dobry, do Przemysława Niemca na tym odcinku straciłem około 1 minuty a on też jechał wtedy na maksa i był w dosyć dobrej formie. Za tydzień na Javorovym spróbuję potwierdzić swoją formę. Jutro jak w każdy poniedziałek dzień wolny od roweru.
Przełęcz Przegibek od Straconki 3,4 km 190 m ( 5,6 % ) 0:08:45(23,31) 175(88%) - puls niski(chyba słaba bateria)
https://www.strava.com/activities/1031956205/overv...
Przełęcz Przegibek od Straconki 3,4 km 190 m ( 5,6 % ) 0:08:45(23,31) 175(88%) - puls niski(chyba słaba bateria)
https://www.strava.com/activities/1031956205/overv...
Bardzo pechowy dzień
Niedziela, 11 czerwca 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 80.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:06 | km/h: | 25.81 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 164164 ( 84%) | HRavg | 123( 63%) |
| Kalorie: | 2000kcal | Podjazdy: | 1250m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miały być zawody w Czechach a wyszło wielkie ... nic. Jedyny pozytyw z dzisiejszego dnia jest taki, że nic poważnego mi się nie stało. Wyjechałem planowo o 7 i o 9 miałem być w biurze zawodów. Spokojnie jechałem tak by idealnie być na czas, do zjazdu z Kubalonki. Przed jednym z zakrętów wyskoczył z przeciwka samochód który wyprzedzał na zakręcie, jakiś po...any gościu powinien od razu stracić Prawo Jazdy. Byłem w takiej pozycji, że nie bardzo miałem co zrobić, hamować lub na czołówkę, zdecydowałem się na hamowanie i niestety przez pewien odcinek opona tarła o asfalt do momentu przetarcia. Zatrzymałem się, telefon mi wypadł z kieszeni i wylądował na poboczu. Kierowca wyskoczył z swojego samochodu i zaczął wyjaśniać i jako tłumaczenie mówił, że ja jechałem za szybko. Nie chciałem się z nim kłócić, ja byłem cały, dętkę się wymieni a telefon powinien działać. Gościu szybko odjechał ale mam numery rejestracyjne i już Policja wie o całym zajściu. Wziąłem się za wymianę dętki, oponę z tyłu rzuciłem na przód a na tył założyłem lepszą. Zabezpieczyłem największą dziurę w oponie i założyłem dętkę. Napompowałem szybko oba koła i wziąłem telefon. Straciłem prawie 15 minut. Ruszyłem dalej w dół i po jakiś 2 kilometrach już w Istebnej przy stacji znowu powietrze zeszło, tym razem w obu kołach jednocześnie. O zawodach już mogłem zapomnieć, wziąłem się za łatanie dętek. Miałem tylko 2 łatki i musiały wystarczyć. Okazało się, że w przedniej oponie jest jeszcze jedna dziura w innym miejscu. Nie miałem jej czym załatać więc wziąłem kamień, dziurawą dętkę i z niej zrobiłem łatę. Dętki szybko załatałem, przednią napompowałem na tyle by spokojnie jechać a tylną na tyle ile pozwoliła mi pompka, nie wziąłem pompki na naboje i męczyłem się ręczną. W pośpiechu urwałem wentyl w tylnym kole. Jak skończyłem to była 9:45, biuro zwodów już 15 minut zamknięte a start za 15 minut. Nie mając już chęci ruszyłem bardzo wolno na Kubalonkę i nie dojechałem do szczytu a tył znowu "pływał". Nie miałem już zapasowej dętki i łatek. Zdenerwowałem się, podczas tych wczystkich postojów i napraw wyprzedziły mnie dziesiątki kolarzy i rowerzystów, nikt się nie zatrzymał ani nawet zapytał czy coś potrzeba. Mignęła nawet koszulka Jas-Kółek i nic. Parę razy wołałem ale nikt nie reagował. Byłem już totalnie zniechęcony z różnymi dziwnymi myślami w głowie, telefon nie działał, nie mogłem nawet zadzwonić po pomoc. Postanowiłem dojść do Wisły piechotą i kupić dętkę. Dokładnie 6 kilometrów musiałem iść. Gdyby nie skrót z Kubalonki to byłoby dalej. W Centrum byłem około 12:30 i znalazłem sklep, w którym mnie skierowali do drugiego oddalonego o około 1 kilometr. Jeszcze sobie źle skręciłem i nadrobiłem kolejny kilometr. W końcu znalazłem sklep, kupiłem dętkę i wymieniłem. O 13:15 ruszyłem dalej i bez przygód już wróciłem do domu. Noga była dzisiaj mocna tylko nie mogłem tego pokazać, może wieczorem jeszcze wyskoczę na Magurkę lub Przegibek i pojadę na czas. Dawno nie miałem aż takiego pecha, powoli zastanawiam się czy mnie kiedykolwiek pech opuści, przez ostatnie lata mogę policzyć na jednej ręce zawody w których pecha nie miałem. Po dzisiejszym dniu stwierdzam, że przyjęte motto " Umiesz liczyć to licz na siebie" znowu się sprawdziło. Każdy oczekuje pomocy jak mu się coś stanie a sam takiej pomocy nie udzieli. Straciłem prawie cały weekend a prawie nic nie pojeździłem, bardzo chciałem dzisiaj zaliczyć kolejny start w tym sezonie, nie udało się. Tym samym w czerwcu będę miał chyba tylko 3 starty, jedne zawody przeniesiono na lipiec i za tydzień tylko Javorovy, nie mam tam zbyt dużych szans, niby jest pod górę ale dużo za mocnych zawodników tam startuje. Teraz czekają mnie 2 luźne treningi i czwartkowy ciężki trening w górach. Planuję około 150 km i ponad 3000 m przewyższenia.
Trening 65
Czwartek, 8 czerwca 2017 Kategoria 100-200, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 116.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:08 | km/h: | 28.06 |
| Pr. maks.: | 56.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 2433kcal | Podjazdy: | 1020m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny trening, w nogach czułem dwa poprzednie dni i pomimo dobrze kręcącej nogi moc nie była najwyższa. W Jastrzębiu miałem być o 17 i wyjechałem około 15:20. Po drodze jeszcze do załatwienia klika spraw. Miałem jechać przez Centrum Jaworza a odruchowo pojechałem na główną i od razu korek. Zdenerwowałem się lekko i zrobiłem sobie sprint chodnikiem. Po przejechaniu kilku kilometrów wróciłem na drogę. W Świętoszówce postój w kantorze i równym tempem do Skoczowa. Wiało jak zwykle w twarz lub bocznie, pomimo tego udało się jechać równym tempem,, w Skoczowie znowu korek i jakoś się przepchałem pomiędzy samochodami. Po wjeździe na dwupasmówkę równym spokojnym tempem zajechałem do Bąkowa. Po skręcie w lewo zwolniłem, miałem zapas czasu a stać pod McD za długo mi się nie chciało. W Bziu na moment się zatrzymałem i na miejscu byłem o 16:55. Parę minut po 17 ruszyliśmy w kierunku Marklowic Górnych. Nieznajomymi mi drogami z różnego stanu nawierzchnią i spokojnym tempem dojechaliśmy do głównej drogi. Do Petrovic już trochę szybszym tempem i tam 3 podjazdy. Pierwszy długi, o różnym nachyleniu ale nie na tyle trudny by móc się samotnie oderwać. Rozpocząłem z tyłu i już po starcie miałem sporą stratę, kiedy zrobiło się stromiej przyśpieszyłem na tyle by w krótkim czasie znaleźć się z przodu, dałem mocną zmianę ale nie udało się oderwać i później jechałem z tyłu grupy nie wysilając się zbytnio i miałem próbować na kolejnych podjazdach. Po dojechaniu wszystkich i spokojnym zjeździe przyszedł czas na drugi podjazd. Nawet zbytnio nie zauważyłem tego podjazdu, nim się na dobre nie rozpoczął to już się skończył. Odpuściłem sobie szarpaninę i nawet będąc na dobrej pozycji po podjeździe na głównej drodze zostałem wyprzedzony, lubię takie sytuacje jak widzę jak wszyscy się zaginają a ja sobie luźno jadę. Miałem plan by "pójść w trupa" na trzecim podjeździe. Podjazd też był krótki z nerwowym początkiem, sporo zakrętów i niemal płasko nie sprzyjało agresywnej jeździe. Zacząłem z tyłu i trochę straciłem na początku, gdy zrobiło się trudniej przyśpieszyłem na tyle by dogonić resztę ale podjazd się skończył i do końca było niemal płasko i wjechałem tuż za najlepszą czwórką. Fajne podjazdy, ale dla mnie za krótkie, w górach sytuacja wygląda inaczej. Po raz kolejny jestem słabszy od innych na treningu, tak już chyba musi być. W sumie wolę się wykazać na zawodach. Po tych trzech podjazdach pojechaliśmy na kofolę to knajpy. Jednak nim to nastąpiło czekał nas jeszcze jeden podjazd. Krótki i stromy, przed dojazdem do niego oczywiści mi odjechali i wjechałem jako jeden z ostatnich ale bardzo szybko i na blacie. Po półgodzinnej przerwie pojechałem z Adamem w kierunku Zebrzydowic. Po drodze mineliśmy jadącego z przeciwka Pawła. Jazda po zmianach zakończyła się w Kończycach skąd już spokojnym tempem do domu. Jutro wolne lub godzinny rozjazd i w niedzielę Bahenec. Cel to czas poniżej 17 minut.
https://www.strava.com/activities/1027140876
https://www.strava.com/activities/1027140876
Trening 64
Środa, 7 czerwca 2017 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 63.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:50 | km/h: | 34.36 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 148( 75%) |
| Kalorie: | 1217kcal | Podjazdy: | 330m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miał być fajny trening w grupie, po zmianach i nie było tak jak się spodziewałem. Początek o 18 i w planie runda prawie 80 kilometrów. Początkowo było nas 9 osób. Tempo od początku szybkie i średnia rosła z kilometra na kilometr. Właściwa jazda po zmianach rozpoczęła się w Jasienicy. Założenie było takie, że każdy daje minutową zmianę i schodzi na tył. Jeden kolega był pierwszy raz i z racji tego nie dawał zmian. Przy dobrej współpracy i organizacji w grupie nie byłoby żadnych problemów, niestety kilka osób nie potrafiła pokazywać dziur, ostrzegać przed utrudnieniami i hamowała w ostatniej chwili. Tempo też nie było równe, tylko byle szybciej i lepiej. Moja zmiana przypadła na granicy z Rudzicą i na szczęście skończyła się przed podjazdem. Na pierwszej górce nie było przyśpieszenia i udało się utrzymać koło, na drugiej niestety już trochę gorzej i jeden kolega zaczął odstawać i w porę nie przeskoczyłem do grupki i wjechałem parę sekund za resztą. Na zjeździe uparcie goniłem, ale różnica się powiększyła, dopiero po lekkim zwolnieniu w grupie do ... 45 km/h dojechałem do grupy. Mocne tempo było cały czas, spore odcinki ponad 50 km/h, w głowie siedzi dalej kraksa z marca i nie jestem w stanie jechać na kole, tylko trochę z tyłu. Wielu osobom się to nie podobało, trudno, każdy tylko potrafi krytykować, nikt nie potrafi zrozumieć. Parę razy musiałem przepuścić innych bo się pchali i przez to większość czasu wspólnej jazdy jechaliśmy na kole. Nie liczyłem ile razy wpadłem w dziurę, prawie nikt ich nie pokazywał, prostych zasad nie znają a chcą jechać szybko i agresywnie. Przestało mi się to podobać i stwierdziłem, że skracam trasę bez względu na to czy utrzymam tempo grupy czy nie. Jakoś udało się jeszcze wyjść na zmianę, jedną z niewielu równych zmian na trasie, jechałem cały czas "tylko" 45-48 km/h i to było za mało. Odpuściłem po minucie i wtedy zjeżdżając na tył wpadłem w dziurę, coś w kole zatrzeszczało, łańcuch się zaklinował i po jeździe. Tempo oczywiście wzrosło i te kilka sekund bez kręcenia korbą zrobiło około 15 metrową różnicę, już ie do odrobienia. Wściekle goniłem, ale po kilometrze stwierdziłem, że nie ma to sensu. W tym momencie miałem średnią prawie 41 km/h. Masakra, tempo jak na wyścigu, tylko kolarze jak z piaskownicy. W Pszczynie skręciłem na główną do Bielska i tak do Goczałkowic. Nogi kręciły coraz gorzej i jechałem spokojnie dalej w kierunku Czechowic ale już bocznymi drogami. Przez Mazańcowice do Międzyrzecza, chciałem mocno pojechać podjazd ale mnie brakło i już na zupełnym luzie do domu. Nie było źle, tylko szkoda, że co drugi kolarz to "gwiazdor" który myśli kim on to nie jest i co nie potrafi a przychodzi prawdziwy wyścig i "dętka" i ciągle ta sama śpiewka "nie wyszło, noga nie podawała, formy nie ma". Jutro trening z Jas-Kółkami i myślę, że tam mnie nie zostawią.
https://www.strava.com/activities/1025544113
https://www.strava.com/activities/1025544113
Trening 63
Wtorek, 6 czerwca 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:23 | km/h: | 25.12 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 194194 ( 99%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 2328kcal | Podjazdy: | 1480m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj chciałem zrobić trening na podjazdach. Miałem trzy warianty do wyboru, męczenie Przegibka, Pętlę przez Salmopol i Zameczek lub Kocierz. Wybór padł na tą trzecią opcję. Niemal rok temu wykręciłem swój rekordowy czas na Kocierz od strony Targanic, dzisiaj postanowiłem spróbować poprawić czas od strony Żywca. Wyjechałem o 15:30 i przez miasto duże utrudnienia, na bocznych drogach sporo samochodów i bardzo dużo czasu zajęło przedostanie się do Straconki. Pierwszy podjazd na Przegibek spokojnie, zjazd dosyć asekuracyjny i walka z wiatrem w Międzybrodziu. Przed zaporą w Tresnej miałem paru kolesi na MTB na kole, po wjechaniu na tamę już byli z tyłu i nie dogonili mnie. Spokojnie dojechałem do Łękawicy i skręciłem w lewo w stronę Kocierza. Przed samym podjazdem zrównał się ze mną gościu, nie zauważyłem na jakim rowerze jedzie tylko to, że ważył dobrze ponad setkę. Zaczął się podjazd, jechałem mocno od początku a gościu trzymał się za mną i nie dawał żadnych oznak wysiłku. Po kilkuset metrach w jego rowerze coś strzeliło i został z tyłu. Na serpentynie odwróciłem się i zauważyłem dym wychodzący z silnika w rowerze. Jechałem dalej mocno i przed wypłaszczeniem już wiedziałem, że będzie bardzo dobry czas. Przyszło wypłaszczenie i łańcuch powoli wędrował w dół kasety. Jakieś 150 metrów do szczytu chciałem wrzucić na blat i zablokowało łańcuch, łańcuch się urwał, na spince i nie myśląc już o niczym szybko wyskoczyłem z butów rzuciłem rower na ramię i sprint do końca podjazdu. Czas wyszedł rekordowy 11:17 ale była realna szansa wjechać poniżej 11 minut. Zjechałem na luzie na pierwszą serpentynę i wziąłem się za naprawę, miałem ze sobą spinki, jedna była na 11 a druga była mieszana 8 i 9 i dupa blada, tą 8 próbowałem założyć ale nie dało się. Miałem też zapasowego i pina i szukałem jakiegoś kamienia by go wbić i jechać dalej. Wtedy zatrzymał się jakiś kolarz i użyczył mi spinki, uratował mi skórę. Straciłem sporo czasu i w końcu mogłem jechać dalej. Zjazd na luzie i czekał kolejny podjazd w Targanicach. Wjechałem go średnim tempem i zjazd do Wielkiej Puszczy. W potoku umyłem trochę uświnione ręce i spokojnym tempem do domu. Konkretna moc jest w nogach, w niedzielę może być bardzo dobry czas na Bahenec. Jutro w planie Trening z Twomark a w czwartek z Jas-Kółkami.
https://www.strava.com/activities/1024047753
https://www.strava.com/activities/1024047753
Dojazd, rozgrzewka i powrót
Niedziela, 4 czerwca 2017 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 126.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:54 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 2530kcal | Podjazdy: | 1500m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
FORCE SPAC - Velká cena Frýdku-Místku 2017
Niedziela, 4 czerwca 2017 Kategoria 0-50, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 18.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:29 | km/h: | 37.24 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 169( 86%) |
| Kalorie: | 335kcal | Podjazdy: | 180m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Bardzo trudny dzień, rano jak wstałem biłem się z myślami czy jechać , czy nie. Ostatecznie pojechałem na rowerze, dojazd na czasówki na rowerze zawsze w podobnych sytuacjach mi pomagał i częściowo było tak i tym razem. Wyjechałem ze sporym zapasem bo start miałem dopiero po 12. Spokojnie jechałem cały czas i noga powoli się rozkręcała. Cały czas był pod wiatr lub z bocznym wiatrem. Z godzinnym zapasem byłem w biurze zawodów. Chwilę odpocząłem i pojechałem na rozgrzewkę. Każda próba przyśpieszenia kończyła się klapą, od razu ułożyłem sobie plan w głowie i w przypadku braku szansy na dobry wynik miałem luźno dojechać do mety. Kręciłem praktycznie do samego startu i gdy była moja kolej to ustawiłem się na linii. Na dzień dobry miałem problem wpiąć się i już straciłem kilka sekund, sam początek był zupełnie płaski i powinienem się rozpędzić by najtrudniejszy fragment pokonać z rozpędu, rozpędziłem się do 33 km/h i ciężko było jechać szybciej. Nie usprawiedliwiał mnie silny wiatr w twarz, byłem po prostu słaby. Podjazd jakoś wjechałem i później wypłaszczenie i skoki nachylenia cały czas, jechało się fatalnie. Odpuściłem na moment ale chwilę później zmotywowałem się do mocniejszej jazdy. W połowie drogi do nawrotu był zjazd i przekroczyłem 40 km/h po raz pierwszy na trasie. Później jednak znowu w górę i na nachyleniu 2-3 % nie byłem w stanie przekroczyć 30 km/h. W końcu dojechałem do nawrotu ale czas ponad 17 minut nie dawał nadziei na dobry wynik. Czas w sumie nie był taki zły, tylko myśląc o dobrej lokacie musiałem mieć około minuty przewagi na tym odcinku nad resztą a tej przewagi nie było wcale. Odcinek do mety to głównie zjazd, szybko wrzuciłem co miałem i powyżej 50 km/h nie udało się jechać, brakowało, na kompakcie czasówek nie powinno się jeździć. Jechałem cały czas na tyle ile pozwalała korba i nawet krótki podjazd pokonałem dosyć szybkim tempem. Dystans mijał i czas leciał, myślałem, że uda się przejechać poniżej 29 minut co było absolutnym minimum jakie sobie wyznaczyłem na ten dzień. Ostatnie kilometr to konkretny zjazd i powinienem tam przekroczyć 70 km/h, nie udało się i tyle co straciłem na tym odcinku do najlepszych, to brakło do czasu 29 minut. Ostatecznie z czasem 29:04 udało się zająć 10 miejsce w kategorii A i 38 OPEN na ponad 100 osób. Najgorsza czasówka w tym sezonie. Wczorajszy wyścig też zostawił jakiś ślad, większość startujących jechała na świeżości i dokładnego porównania nie mam. Ma nadzieję, że za tydzień sobie to odbiję na Bahenec.
https://www.strava.com/activities/1020698501
https://www.strava.com/activities/1020698501
Rozgrzewka i rozjazd
Sobota, 3 czerwca 2017 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:50 | km/h: | 24.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 390kcal | Podjazdy: | 170m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||







