Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%) |
| Czas w ruchu: | 6556:08 |
| Średnia prędkość: | 26.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2024461 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3763302 kcal |
| Liczba aktywności: | 2724 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Odpoczynek 2
Środa, 4 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 47.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 22.74 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 135135 ( 69%) | HRavg | 102( 52%) |
| Kalorie: | 879kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Druga jazda
typowo regeneracyjna, wyjazd dwie godziny wcześniej i przy innej pogodzie.
Kilka stopni cieplej i więcej słońca, dlaczego takiej pogody nie było na Pętli
Beskidzkiej, byłoby na pewno ciekawiej. Trasa trochę dłuższa, tempo podobne a
na koniec napój regeneracyjny i powrót do domu.






Odpoczynek 1
Wtorek, 3 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 33.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:29 | km/h: | 22.25 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 131131 ( 67%) | HRavg | 97( 49%) |
| Kalorie: | 637kcal | Podjazdy: | 290m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Połowa sezonu
minęła, przyszła pora na odpoczynek. Zwykle o tym zapominałem i prędzej czy
później przychodziło zmęczenie i ostatnie kilka tygodni sezonu były ciężkie a
dyspozycja poniżej oczekiwań. W tym roku postanowiłem to zmienić, luka w
kalendarzu startów i trochę mniej czasu na trening idealnie się z tym zgrały.
Pierwszy tydzień typowo regeneracyjny. Jazda na zupełnym luzie, bez patrzenia na licznik. Po drodze sporo utrudnień, chciałem sprawdzić jedną drogę która na mapie wyglądała obiecująco. Jak tylko wjechałem w nieznany teren to pojawiły się płyty i spore nachylenie, po około 100 metrach dałem sobie spokój i wróciłem na znaną drogę. 90 minut jazdy minęło szybko, po powrocie czułem się lepiej niż przed wyjazdem.



Pierwszy tydzień typowo regeneracyjny. Jazda na zupełnym luzie, bez patrzenia na licznik. Po drodze sporo utrudnień, chciałem sprawdzić jedną drogę która na mapie wyglądała obiecująco. Jak tylko wjechałem w nieznany teren to pojawiły się płyty i spore nachylenie, po około 100 metrach dałem sobie spokój i wróciłem na znaną drogę. 90 minut jazdy minęło szybko, po powrocie czułem się lepiej niż przed wyjazdem.



Rozgrzewka i Rozjazd
Niedziela, 1 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 12.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:28 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 55.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 230kcal | Podjazdy: | 160m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
ITT Czarna Wisełka 2018
Niedziela, 1 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:14 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 321kcal | Podjazdy: | 240m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po sobotnim
wyścigu, w niedziele czekała na zawodników czasówka na zmienionej trasie, dłuższej
i ciekawszej niż Zameczek. Czułem się lepiej niż w sobotę, ale warunki do jazdy
były jeszcze mniej sprzyjające niż dzień wcześniej. Podczas rozgrzewki temperatura
spadła nawet do 6 stopni, było tak zimno, że nogi nie chciały kręcić. Kilka
mocniejszych akcentów rozgrzało mnie i mogłem rozebrać część ubrań i ustawić się
na starcie. Ruszyłem mocno, nie miałem problemów z wpięciem się i nie straciłem
na tym nic. Nie zabrałem opaski tętna i bazowałem tylko na mocy. Po mocnym
początku trochę popuściłem i trzymałem równe tempo przez pierwsze dwa
kilometry. Po skręcie w prawo na najtrudniejszy fragment dałem z siebie dużo więcej,
bardzo mocna jazda pozwoliła mi sporo zyskać i wyprzedziłem jedną osobę a drugi
zawodnik był blisko z przodu. Dobry czas przeczuwałem już przy schronisku na
Stecówce. Ostatni fragment czasówki to już typowo interwałowy odcinek.
Wrzuciłem na dużą tarcze z przodu i jechałem już ile mogłem, miałem dwa momenty
słabości ale jakoś je przezwyciężyłem i z dobrym czasem minąłem linię mety. Nie
wiedziałem jak pojadą rywale i czekałem z niecierpliwością na dojazd wszystkich
do mety. Nie wszyscy wystartowali i mój czas dał wysokie 6 miejsce OPEN i 3 w
mojej kategorii wiekowej, nie tak dużo
brakło by być wyżej, ale tego dnia nie byłem w stanie dać z siebie więcej i
jestem bardzo zadowolony. Wreszcie przełamałem passę czasówek z miejscami 4-6,
na kilkanaście czasówek jakie pojechałem w ostatnich latach, 2 razy udało się wygrać
a pozostałe to najczęściej były miejsca 4-6 stąd to 3 miejsce cieszy jeszcze
bardziej. Biorąc pod uwagę małe problemy zdrowotne to taki wynik przed startem
brałbym w ciemno. Był to kolejny bardzo dobry weekend startowy wieńczący
pierwszą, bardzo intensywną część sezonu. Początek sezonu był pechowy ale gdy
pech odpuścił to poniżej pewnego poziomu nie zszedłem i wiem co muszę poprawić
przed dalszą częścią sezonu. Planuje przerwę w startach ale być może treningowo
gdzieś wystartuje, najbliższe ważniejsze starty to Przełomy Wisłoka i czasówka
w Rymanowie.






Rozgrzewka i Rozjazd
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 23.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:50 | km/h: | 27.60 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 174174 ( 89%) | HRavg | 131( 67%) |
| Kalorie: | 450kcal | Podjazdy: | 120m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pętla Beskidzka 2018
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 86.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:51 | km/h: | 30.18 |
| Pr. maks.: | 85.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 165( 84%) |
| Kalorie: | 2693kcal | Podjazdy: | 1650m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Już połowa roku
minęła, więc przyszedł czas na Pętlę Beskidzką. Ten maraton zawsze dla mnie był
sentymentalny, od tego maratonu w 2009 roku zacząłem amatorsko startować w
imprezach amatorskich i nie wiem czy bym w ogóle wrócił do startów gdyby nie
ten maraton.
Kilka razy szykowałem najlepszą formę na ten dzień i nie inaczej było w tym roku. Jak się nastawiałem na wynik to zawsze coś stawało na przeszkodzie, w tym roku znowu nie wszystko zagrało jak powinno. Od dłuższego czasu miałem problemy ze zdrowiem. Przy dłuższym mocniejszym wysiłku brakowało mnie, nie był to problem z mocą a z oddechem, brakowało mi tlenu. Jest to skutek nieco zmienionych w ostatnim czasie warunków pracy a także zmiennych warunków atmosferycznych i słabej regeneracji. Wizyta u lekarza potwierdziła wszystko i zalecono mi oszczędzanie się i zmniejszenie wysiłku.
Nie miałem zamiaru rezygnować ze startu w Pętli ale w dzień startu miałem spory dylemat. Rano czułem się źle, nie byłem w stanie zjeść normalnego śniadania a temperatura powietrza nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Jedyną słuszną decyzją była zmiana dystansu na jedną rundę, bałem się, że nie podołam dłuższej trasie a 6 godzin w ciągu dnia w tym roku jeszcze nie jechałem. Była to chyba słuszna decyzja i wcale jej nie żałuję.
Na rozgrzewce nic nie wskazywało na dobrą jazdę i jedynym światełkiem w tunelu był fakt, że zjadłem normalny posiłek przed startem. Po kilku decyzjach o ubiorze zdecydowałem się na krótki strój i rękawki. Na start przyjechałem dosyć późno i nie miałem dobrej pozycji startowej. W moim przypadku to jest kluczowe, nie jestem w stanie przepychać się do przodu a jadąc na czele peletonu jestem w stanie utrzymać w miarę równe tempo. Udało mi się wystartować z nieco lepszej pozycji ale po starcie już zacząłem tracić i kilka razy było niebezpiecznie, im bliżej startu ostrego tym więcej było zrywów i kilka razy trzeba było hamować, te stary honorowe są bardzo niebezpiecznie i nie wiem czy lepi nie byłoby od razu puścić peletonu i zacząć ściganie dużo wcześniej. Pierwszy krótki podjazd przed zaporą poszedł mi fatalnie, w ogóle nie byłem w stanie kręcić swoim tempem i nic nie zyskiwałem. Przed Zameczkiem byłem już za peletonem i nie bardzo wierzyłem w to, że zaliczę dobry wyścig. Na początku Zameczka zacząłem nadrabiać, spory tłum trochę to utrudnił ale później stopniowo szło coraz lepiej, czas wyszedł bardzo przeciętny ale nadrobiłem sporo. Czołówka była daleko z przodu ale do drugiej grupy załapać się mogłem. Na zjeździe oczywiście straciłem, ale nie dużo i dogoniło mnie tylko kilka osób. Po zjeździe do Istebnej jechaliśmy we 4 a zmiany dawałem tylko ja i Marcin Wróbel. Przed Koniakowem pracowaliśmy we trzech ale to nic nie dało i dogoniło nas sporo osób. Nie wiem ile nas było dokładnie, trzymałem się z przodu i tak dojechaliśmy do Koczego Zamku. Niecałą minutę przed nami była spora grupa, ale dogonić nie było szans. Jechałem dosyć mocno i udało mi się zrobić niewielką przewagę na podjeździe. Na stromym zjeździe nie straciłem wiele i miałem zapas. Po około 2 kilometrach musiałem wyhamować z około 50 km/h do 20, nie wiem jakim cudem uniknąłem zderzenia z wjeżdżającym z pobocza dostawczakiem i wtedy dogoniła mnie grupa i jakimś cudem złapałem koło. Trzymałem się środka i jakoś jechałem. Im bliżej Milówki tym spływałem do tyłu i na rondo wjechałem na ostatniej pozycji. Zaczął się znienawidzony przeze mnie odcinek do Węgierskiej Górki . Tutaj wyszła cała prawda o poszczególnych zawodnikach. Współpracy nie było a jazda po zmianach była szarpana i chaotyczna. Ja starałem się jechać na tyle mocno jak potrafię ale nie wychodziło to tak jak powinno. Za bufetem znowu towarzystwo się rozluźniło i prowadziliśmy praktycznie we dwóch, w okolicy Lipowej zaczynałem trochę tracić, na zjazdach zostawałem za grupą, na podjazdach dojeżdżałem i tak aż do Buczkowic. Tam siłą woli zjadłem żela i widząc, że tempo jest niemal wycieczkowe przesunąłem się na przód. Po wjeździe na główną drogę w Szczyrku podkręciłem nieco tempo, nie było one na tyle mocne, że mogliśmy nadrobić cokolwiek do czołówki. Jakoś nikt nie był chętny do współpracy i jechałem cały czas na przodzie grupy aż do Soliska. Jak zaczął się podjazd na Salmopol to nie podkręciłem tempa i jeszcze grupa była w całości. Po kilkuset metrach zrobiła się przerwa, dojechał do mnie jeden zawodnik i wspólnie wjechaliśmy na szczyt. Blisko było kilka osób a reszty grupy nie było widać. Początek zjazdu nie należał do najszybszych, sporo samochodów przez które nie można było jechać z dobrą prędkością, druga część zjazdu już dużo szybsza, o dziwo nikt mnie nie wyprzedził. Dopiero w Wiśle Malince dojechały do mnie 3 osoby i po zmianach jechaliśmy na tyle ile się dało. Przed Zameczkiem wyprzedziliśmy dwie osoby które odpadły z lepszej grupy. Ostatni podjazd wjechałem już na 90 %, wiedziałem, że nikogo już nie dogonię, a towarzysze jechali kilka metrów za mną. W równym tempie dojechałem do mety. Nie wiedziałem dokładanie jak mi poszło, po sprawdzeniu wyników okazało się, że bardzo dobrze pojechałem, nieduża starta do najlepszych i dobre miejsce. Biorąc pod uwagę, fakt, że nie byłem w pełni sił a warunki nie należały do moich ulubionych oraz słaby początek to lepiej być nie mogło. Poziom który prezentowałem przez ostatni miesiąc utrzymany i kolejny start bez pecha, oby tak dalej.




Kilka razy szykowałem najlepszą formę na ten dzień i nie inaczej było w tym roku. Jak się nastawiałem na wynik to zawsze coś stawało na przeszkodzie, w tym roku znowu nie wszystko zagrało jak powinno. Od dłuższego czasu miałem problemy ze zdrowiem. Przy dłuższym mocniejszym wysiłku brakowało mnie, nie był to problem z mocą a z oddechem, brakowało mi tlenu. Jest to skutek nieco zmienionych w ostatnim czasie warunków pracy a także zmiennych warunków atmosferycznych i słabej regeneracji. Wizyta u lekarza potwierdziła wszystko i zalecono mi oszczędzanie się i zmniejszenie wysiłku.
Nie miałem zamiaru rezygnować ze startu w Pętli ale w dzień startu miałem spory dylemat. Rano czułem się źle, nie byłem w stanie zjeść normalnego śniadania a temperatura powietrza nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Jedyną słuszną decyzją była zmiana dystansu na jedną rundę, bałem się, że nie podołam dłuższej trasie a 6 godzin w ciągu dnia w tym roku jeszcze nie jechałem. Była to chyba słuszna decyzja i wcale jej nie żałuję.
Na rozgrzewce nic nie wskazywało na dobrą jazdę i jedynym światełkiem w tunelu był fakt, że zjadłem normalny posiłek przed startem. Po kilku decyzjach o ubiorze zdecydowałem się na krótki strój i rękawki. Na start przyjechałem dosyć późno i nie miałem dobrej pozycji startowej. W moim przypadku to jest kluczowe, nie jestem w stanie przepychać się do przodu a jadąc na czele peletonu jestem w stanie utrzymać w miarę równe tempo. Udało mi się wystartować z nieco lepszej pozycji ale po starcie już zacząłem tracić i kilka razy było niebezpiecznie, im bliżej startu ostrego tym więcej było zrywów i kilka razy trzeba było hamować, te stary honorowe są bardzo niebezpiecznie i nie wiem czy lepi nie byłoby od razu puścić peletonu i zacząć ściganie dużo wcześniej. Pierwszy krótki podjazd przed zaporą poszedł mi fatalnie, w ogóle nie byłem w stanie kręcić swoim tempem i nic nie zyskiwałem. Przed Zameczkiem byłem już za peletonem i nie bardzo wierzyłem w to, że zaliczę dobry wyścig. Na początku Zameczka zacząłem nadrabiać, spory tłum trochę to utrudnił ale później stopniowo szło coraz lepiej, czas wyszedł bardzo przeciętny ale nadrobiłem sporo. Czołówka była daleko z przodu ale do drugiej grupy załapać się mogłem. Na zjeździe oczywiście straciłem, ale nie dużo i dogoniło mnie tylko kilka osób. Po zjeździe do Istebnej jechaliśmy we 4 a zmiany dawałem tylko ja i Marcin Wróbel. Przed Koniakowem pracowaliśmy we trzech ale to nic nie dało i dogoniło nas sporo osób. Nie wiem ile nas było dokładnie, trzymałem się z przodu i tak dojechaliśmy do Koczego Zamku. Niecałą minutę przed nami była spora grupa, ale dogonić nie było szans. Jechałem dosyć mocno i udało mi się zrobić niewielką przewagę na podjeździe. Na stromym zjeździe nie straciłem wiele i miałem zapas. Po około 2 kilometrach musiałem wyhamować z około 50 km/h do 20, nie wiem jakim cudem uniknąłem zderzenia z wjeżdżającym z pobocza dostawczakiem i wtedy dogoniła mnie grupa i jakimś cudem złapałem koło. Trzymałem się środka i jakoś jechałem. Im bliżej Milówki tym spływałem do tyłu i na rondo wjechałem na ostatniej pozycji. Zaczął się znienawidzony przeze mnie odcinek do Węgierskiej Górki . Tutaj wyszła cała prawda o poszczególnych zawodnikach. Współpracy nie było a jazda po zmianach była szarpana i chaotyczna. Ja starałem się jechać na tyle mocno jak potrafię ale nie wychodziło to tak jak powinno. Za bufetem znowu towarzystwo się rozluźniło i prowadziliśmy praktycznie we dwóch, w okolicy Lipowej zaczynałem trochę tracić, na zjazdach zostawałem za grupą, na podjazdach dojeżdżałem i tak aż do Buczkowic. Tam siłą woli zjadłem żela i widząc, że tempo jest niemal wycieczkowe przesunąłem się na przód. Po wjeździe na główną drogę w Szczyrku podkręciłem nieco tempo, nie było one na tyle mocne, że mogliśmy nadrobić cokolwiek do czołówki. Jakoś nikt nie był chętny do współpracy i jechałem cały czas na przodzie grupy aż do Soliska. Jak zaczął się podjazd na Salmopol to nie podkręciłem tempa i jeszcze grupa była w całości. Po kilkuset metrach zrobiła się przerwa, dojechał do mnie jeden zawodnik i wspólnie wjechaliśmy na szczyt. Blisko było kilka osób a reszty grupy nie było widać. Początek zjazdu nie należał do najszybszych, sporo samochodów przez które nie można było jechać z dobrą prędkością, druga część zjazdu już dużo szybsza, o dziwo nikt mnie nie wyprzedził. Dopiero w Wiśle Malince dojechały do mnie 3 osoby i po zmianach jechaliśmy na tyle ile się dało. Przed Zameczkiem wyprzedziliśmy dwie osoby które odpadły z lepszej grupy. Ostatni podjazd wjechałem już na 90 %, wiedziałem, że nikogo już nie dogonię, a towarzysze jechali kilka metrów za mną. W równym tempie dojechałem do mety. Nie wiedziałem dokładanie jak mi poszło, po sprawdzeniu wyników okazało się, że bardzo dobrze pojechałem, nieduża starta do najlepszych i dobre miejsce. Biorąc pod uwagę, fakt, że nie byłem w pełni sił a warunki nie należały do moich ulubionych oraz słaby początek to lepiej być nie mogło. Poziom który prezentowałem przez ostatni miesiąc utrzymany i kolejny start bez pecha, oby tak dalej.




Sprawdzenie roweru
Piątek, 29 czerwca 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:15 | km/h: | 24.00 |
| Pr. maks.: | 45.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 110kcal | Podjazdy: | 80m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miasto 14
Piątek, 29 czerwca 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 90.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1790kcal | Podjazdy: | 1200m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 61
Środa, 27 czerwca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 58.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 28.76 |
| Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 167167 ( 85%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 1401kcal | Podjazdy: | 360m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ostatnia jazda
przed Pętlą Beskidzką. Pojechałem na lepszym sprzęcie w celu sprawdzenia czy
nic nie trzeba jeszcze zrobić. Trasa bardzo łatwa, bez trudniejszych podjazdów
ale za to z wiatrem wiejącym z każdej strony przez co prawie 80 % czasu jechałem
pod wiatr. Żeby było ciekawiej to po dojechaniu do Rudzicy musiałem kombinować,
jak przejechać nie trafiając na utrudnienia. Pierwszy skręt i od razu zamknięta
droga. Druga próba była udana ale kawałek dalej pojawiły się dwa zwężenia.
Jakbym wiedział to nadłożyłbym drogi przez Łazy i ominął wszystkie utrudnienia.
Ostatnie kilometry już na zupełnym luzie.








Trening 60
Wtorek, 26 czerwca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:53 | km/h: | 29.20 |
| Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 1111kcal | Podjazdy: | 380m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ostatni tydzień
przed Pętlą Beskidzką przeznaczam na odpoczynek, luźne jazdy bez mocnych
akcentów. Nie chciało mi się przekładać pomiaru mocy z drugiego roweru i
jechałem bez danych. Wybrałem się na dawno nie jechaną trasę, kiedyś często ją
jeździłem. Czas szybko minął i po jeździe.













