Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 179051.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.84%) |
| Czas w ruchu: | 6676:44 |
| Średnia prędkość: | 26.44 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2071211 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3854739 kcal |
| Liczba aktywności: | 2775 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Trening 85
Niedziela, 28 sierpnia 2016 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2016, w grupie
| Km: | 117.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:18 | km/h: | 27.21 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 3265kcal | Podjazdy: | 2070m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Grupowy trening po górach w okolicy Żywca. Pogoda i towarzystwo dopisało, szkoda, że noga nie podawała jak powinna i to mnie martwi bo po dobrej dotychczasowej części sezonu może przyjść kryzys i ostatnie starty mogą być słabsze a to od razu zrodzi pochopnie wyciągnięte wnioski przez innych.
Start treningu o 6:00, trochę wcześnie ale można do tego przywyknąć. Na dzień dobry Przegibek i tutaj już mocne tempo, na szczęście mnie nie urwali i wjechałem jako jeden z pierwszych na szczyt, na zjeździe trochę zaryzykowałem i nie straciłem zbytnio dystansu ale dalej było różnie, niepotrzebne przyśpieszenia i grupa się porwała na strzępy a później spowolnienie i połączenie grupy w Wielkiej Puszczy. Równa jazda po zmianach do końca dolinki a ostatnie stromsze kilkaset metrów każdy jechał swoim tempem, postanowiłem przepalić nogę i pojechałem na maksa, niestety mocy nie było i pomimo tego, że byłem pierwszy na szczycie to czas wyszedł dosyć słaby. Po zjeździe do Targanic czekał na nas Kocierz, fajny podjazd na równą jazdę, początek jechaliśmy w 4 a później już nastąpiła selekcja aż zostałem sam, nie jechałem na maksa, ale czas wyszedł aż o 2:30 gorszy niż rekord, na szczycie chwilowy postój i spokojny zjazd do Łękawicy. Kolejhnym podjazdem był Rychwałdek, tutaj sobie odpuściłem i straciłem prawie minutę do najlepszych, po zjeździe fajna jazda po zmianach przez Jeleśnię do Sopotni Małej. Podjazd na Przełęcz u Poloka przejechałem średnim tempem i nawet dobrze poszło. Kolejny odcinek do Węgierskiej Górki znowu przejechaliśmy po równych zmianach a później już było różnie. Poznałem nowy fajny podjazd do Przybędzy z nachyleniem ponad 10%, znowu grupka się porwała i nawet dobry czas osiągnąłem, dalsza jazda to już raczej samotna do Godziszki gdzie złapałem Dominika. Do Buczkowic ciężko się jechało bo był sfrezowany asfalt. Do Bielska dojechaliśmy mocnym tempem po zmianach a od Olszówki już spokojnym tempem i później każdy w swoją stronę. Mam nadzieję, że w Karpaczu będę w lepszej formie, bo narazie to czarno widzę.
https://www.strava.com/activities/691607089
Start treningu o 6:00, trochę wcześnie ale można do tego przywyknąć. Na dzień dobry Przegibek i tutaj już mocne tempo, na szczęście mnie nie urwali i wjechałem jako jeden z pierwszych na szczyt, na zjeździe trochę zaryzykowałem i nie straciłem zbytnio dystansu ale dalej było różnie, niepotrzebne przyśpieszenia i grupa się porwała na strzępy a później spowolnienie i połączenie grupy w Wielkiej Puszczy. Równa jazda po zmianach do końca dolinki a ostatnie stromsze kilkaset metrów każdy jechał swoim tempem, postanowiłem przepalić nogę i pojechałem na maksa, niestety mocy nie było i pomimo tego, że byłem pierwszy na szczycie to czas wyszedł dosyć słaby. Po zjeździe do Targanic czekał na nas Kocierz, fajny podjazd na równą jazdę, początek jechaliśmy w 4 a później już nastąpiła selekcja aż zostałem sam, nie jechałem na maksa, ale czas wyszedł aż o 2:30 gorszy niż rekord, na szczycie chwilowy postój i spokojny zjazd do Łękawicy. Kolejhnym podjazdem był Rychwałdek, tutaj sobie odpuściłem i straciłem prawie minutę do najlepszych, po zjeździe fajna jazda po zmianach przez Jeleśnię do Sopotni Małej. Podjazd na Przełęcz u Poloka przejechałem średnim tempem i nawet dobrze poszło. Kolejny odcinek do Węgierskiej Górki znowu przejechaliśmy po równych zmianach a później już było różnie. Poznałem nowy fajny podjazd do Przybędzy z nachyleniem ponad 10%, znowu grupka się porwała i nawet dobry czas osiągnąłem, dalsza jazda to już raczej samotna do Godziszki gdzie złapałem Dominika. Do Buczkowic ciężko się jechało bo był sfrezowany asfalt. Do Bielska dojechaliśmy mocnym tempem po zmianach a od Olszówki już spokojnym tempem i później każdy w swoją stronę. Mam nadzieję, że w Karpaczu będę w lepszej formie, bo narazie to czarno widzę.
https://www.strava.com/activities/691607089
Trening 84
Sobota, 27 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2016, w grupie
| Km: | 96.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:30 | km/h: | 27.43 |
| Pr. maks.: | 70.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 173173 ( 88%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 2700kcal | Podjazdy: | 1470m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening w grupie, niestety z awarią i przez to nie pojechałem dobrze Tokarni ale dobrze, że stało się to na treningu a nie na żadnym maratonie czy wyścigu. Do Skoczowa dojechałem spokojnie a później już w grupie po zmianach do Ustronia. Pierwszy podjazd czyli Równicę wjechaliśmy razem, dawno nie miałem czasu powyżej 20 minut a wyszło 22:40 i cały czas w tlenie i oszczędziłem trochę sił. Na zjeździe trochę straciłem ale później już było lepiej i do podnóża Tokarni dojechałem w grupie, przed podjazdem zostałem z tyłu i kiedy próbowałem zrzucić na mniejszą tarczę to coś przeskoczyło w przerzutce i po chwili na stromym spadł mi łańcuch, musiałem podejść kawałek ale później nie potrafiłem ustawić przerzutki tak aby nie obcierał łańcuch i musiałem jechać cały czas na blacie, wjechałem kawałek ale było zbyt stromo a jazda 2-3 km/h to nie moja bajka i musiałem zejść z roweru. Co za wstyd, myślałem, że jestem dobrym góralem ale widać i dobrym zawodnikom zdarzają się wpadki. Ostatnie 300 metrów wjechałem i spokojnie zjechałem do Wisły. Później w grupie jechaliśmy dalej w kierunku Czarnego. Kiedy wyszedłem na zmianę to musiałem podkręcić tempo by nie jechać zbyt siłowo i chyba trochę za mocno jechałem, na Zameczek też jechałem na blacie i wjechałem cały podjazd na 53x21. Do połowy dojechałem w grupie a później już samemu na szczyt. Na Kubalonce postój i później równa jazda po zmianach do Skoczowa. Od Skoczowa już samotnie do domu. Okazało się, że pękła sprężyna naprężająca przerzutkę i po wymianie przerzutka chodzi tak jak przed awarią.
https://www.strava.com/activities/690521985
https://www.strava.com/activities/690521985
Trening 83
Wtorek, 23 sierpnia 2016 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2016
| Km: | 163.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:43 | km/h: | 28.51 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 131( 67%) |
| Kalorie: | 3467kcal | Podjazdy: | 1400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny trening wytrzymałościowy. Trasa fajna przez Słowację, ruch duży ale dało się przeżyć, kilka miejsc ze zwężeniami i robotami drogowymi, na większości dobrej jakości drogi i przyjemnie się jechało.
Wyjechałem o 7 i było zimno, trochę źle się ubrałem i później tego żałowałem. Teoretycznie przez połowę trasy miałem mieć wiatr w plecy ale nie przewidziałem porannych mgieł i zawirowań powietrza więc tak naprawdę wiatr w plecy miałem na odcinku od Jeleśni do Namiestowa. Początkowo jechało się ciężko i nie wiedziałem jak będzie dalej, później było już lepiej i noga powoli się rozkręcała. Pierwsze zwolnienie przed Żywcem gdzie był korek do ronda, miasto minąłem bokiem i za Żywcem pierwszy bufet, zjadłem banana i w Świnnej zwężenie drogi przez uszkodzony most i znowu postój, kiedy dojechałem do Jeleśni to mgła opadła i temperatura wzrosła do ponad 10 stopni i dalej jechało się już dobrze. Równa spokojna jazda i dystans uciekał i nawet nie wiem kiedy dojechałem do granicy. Na górze niestety kontrola dowodu osobistego i kolejny przymusowy postój. Po drugiej stronie granicy służby porządkowe kosiły pobocza i znowu był korek ale udało się jakoś minąć i mogłem jechać dalej aż do Namiestowa. Tam zwężenie i remont drogi, korzystając z przymusowego postoju napełniłem bidony bo brakowało już picia i jechałem dalej, Za miastem znowu zwolnienie tym razem przez traktor, trochę mnie to już zaczęło denerwować. Po skręcie na drogę w kierunku Orawskiej Leśnej zrobiłem kolejny bufet i zjadłem tym razem batona i żela, na odcinku do Zakamennego nie minął mnie nawet jeden samochód, po skręcie na drogę w kierunku granicy zorientowałem się, że czeka mnie walka z wiatrem do samego domu, masakra. Droga do granicy w niezbyt dobrym stanie, da się jechać ale trzęsie starsznie. Przed granicą zjadłem banana a po przekroczeniu granicy krótki postój przed zjazdem do Rajczy. Na zjeździe nie szalałem i dalej już probówałem jechać jak najrówniejszym tempem bez szarpania, początkowo się to udawało, gdy tylko zaczęły się górki za Węgierską Górką to straciłem rytm i musiałem zwolnić by nie jechać za mocnym tempem. Przed Lipową na zjeździe pszczoła wleciała mi pod rękawiczkę i mnie użądliła, nie miałem się jak zatrzymać i żądło wyciągnąłem dopiero po minucie. Początkowo lała się krew, udało się zatamować i nic się nie działo. W Lipowej zatankowałem bidony i dalej już mi się nie chciało jechać, dojechałem do domu a tam dopiero zorientowałem się, że palec w który zostałem użądlony jest dużo większy niż pozostałe i miałem problem ze zdjęciem rękawiczki. Nic się nie działo do wieczora ale rano gdy wstałem to cała dłoń już była większa niż druga i muszę coś z tym zrobić. Odpuściłem środowy trening w grupie i niedzielny Rajd Wokół Tatr, może do czwartku zejdzie opuchlizna abym mógł coś jeszcze pojeździć przed Karpaczem bo forma jest bardzo niestabilna.
https://www.strava.com/activities/685874018
Wyjechałem o 7 i było zimno, trochę źle się ubrałem i później tego żałowałem. Teoretycznie przez połowę trasy miałem mieć wiatr w plecy ale nie przewidziałem porannych mgieł i zawirowań powietrza więc tak naprawdę wiatr w plecy miałem na odcinku od Jeleśni do Namiestowa. Początkowo jechało się ciężko i nie wiedziałem jak będzie dalej, później było już lepiej i noga powoli się rozkręcała. Pierwsze zwolnienie przed Żywcem gdzie był korek do ronda, miasto minąłem bokiem i za Żywcem pierwszy bufet, zjadłem banana i w Świnnej zwężenie drogi przez uszkodzony most i znowu postój, kiedy dojechałem do Jeleśni to mgła opadła i temperatura wzrosła do ponad 10 stopni i dalej jechało się już dobrze. Równa spokojna jazda i dystans uciekał i nawet nie wiem kiedy dojechałem do granicy. Na górze niestety kontrola dowodu osobistego i kolejny przymusowy postój. Po drugiej stronie granicy służby porządkowe kosiły pobocza i znowu był korek ale udało się jakoś minąć i mogłem jechać dalej aż do Namiestowa. Tam zwężenie i remont drogi, korzystając z przymusowego postoju napełniłem bidony bo brakowało już picia i jechałem dalej, Za miastem znowu zwolnienie tym razem przez traktor, trochę mnie to już zaczęło denerwować. Po skręcie na drogę w kierunku Orawskiej Leśnej zrobiłem kolejny bufet i zjadłem tym razem batona i żela, na odcinku do Zakamennego nie minął mnie nawet jeden samochód, po skręcie na drogę w kierunku granicy zorientowałem się, że czeka mnie walka z wiatrem do samego domu, masakra. Droga do granicy w niezbyt dobrym stanie, da się jechać ale trzęsie starsznie. Przed granicą zjadłem banana a po przekroczeniu granicy krótki postój przed zjazdem do Rajczy. Na zjeździe nie szalałem i dalej już probówałem jechać jak najrówniejszym tempem bez szarpania, początkowo się to udawało, gdy tylko zaczęły się górki za Węgierską Górką to straciłem rytm i musiałem zwolnić by nie jechać za mocnym tempem. Przed Lipową na zjeździe pszczoła wleciała mi pod rękawiczkę i mnie użądliła, nie miałem się jak zatrzymać i żądło wyciągnąłem dopiero po minucie. Początkowo lała się krew, udało się zatamować i nic się nie działo. W Lipowej zatankowałem bidony i dalej już mi się nie chciało jechać, dojechałem do domu a tam dopiero zorientowałem się, że palec w który zostałem użądlony jest dużo większy niż pozostałe i miałem problem ze zdjęciem rękawiczki. Nic się nie działo do wieczora ale rano gdy wstałem to cała dłoń już była większa niż druga i muszę coś z tym zrobić. Odpuściłem środowy trening w grupie i niedzielny Rajd Wokół Tatr, może do czwartku zejdzie opuchlizna abym mógł coś jeszcze pojeździć przed Karpaczem bo forma jest bardzo niestabilna.
https://www.strava.com/activities/685874018
GMJ 2016
Niedziela, 21 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2016, w grupie
| Km: | 91.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:28 | km/h: | 26.25 |
| Pr. maks.: | 73.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 193193 ( 98%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 3015kcal | Podjazdy: | 2000m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejne, już 6 Górskie Mistrzostwa Jas-Kółek. W tym roku miałem trudne zadanie, obrona tytułu z zeszłego roku, nie przywiązywałem do tego wagi tylko planowałem jechać swoje. Trasa była dobra, pogoda na szczęście też się utrzymała, dopiero po przejechaniu trasy zaczęło padać.
Na rozgrzewkę pojechałem z domu na Kubalonkę, na miejscu byłem o 8:45. Po 9 ruszyliśmy w 14 osobowym składzie w kierunku Wisły. Za rondem był start, od początku mocne tempo, byłem pewny, że nie wszyscy wytrzymają do podnóża podjazdu, pomyliłem się, przed podjazdem na Kubalonkę większość osób jechała razem, postanowiłem już wtedy podkręcić maksymalnie tempo. Nie czułem się najlepiej ale jechałem ile sił w nogach, na kole jechał tylko Kamil z którym już jechałem do końca wyścigu. Na podjeździe zrobiliśmy ponad minutę przewagi, na zjeździe o dziwo nie było przeszkód i nawet szybko udało się zjechać a w Istebnej na zmarszczkach jeszcze udało się trochę powiększyć przewagę. Za rondem w Jaworzynce nie było widać reszty z tyłu i później trochę straciliśmy na zjeździe do Czadeczki. Na kolejnym podjeździe Kamil już trochę odstaje i później dogania mnie przed zjazdem, na który ledwo zdążyliśmy skręcić. Niebezpieczny zjazd na którym Kamil prawie wylatuje z drogi, dobrze, że było sucho i nie jechał żaden samochód bo mogłoby być nieciekawie. Kolejny podjazd pojechałem też mocno i Kamil znowu trochę został z tyłu a na zjeździe dojechał i później dojechaliśmy na rondo gdzie stał Sebastian i Robert. Podjazd do Istebnej pojechałem znowu mocno i Kamil znowu trochę stracił, mieliśmy kilka minut przewagi i już trochę odpuściliśmy i dalej jechałem średnim tempem, po wjeździe na Kubalonkę zostało tylko 10 kilometrów do mety. Dalej jechaliśmy spokojniejszym tempem a reszty z tyłu nie było widać, w Dolinie Czarnej Wisełki dużo turystów i kilka razy musieliśmy zwalniać, na Zameczek już każdy wjechał swoim tempem, wiedziałem, że nikt już mnie nie dogoni i wjechałem już na luzie na dosyć wysokiej kadencji. Na mecie miałem czas 1:47 i nad Kamilem 40 sekund przewagi. Tętno było niższe niż zazwyczaj na wyścigach czyli mogłem jeszcze mocniej pojechać ale nie miało to większego sensu. Po wyścigu zaczęło padać i poszliśmy na napoje i ciasto do schroniska.
Kolejny trening we wtorek, dłuższa pętla wytrzymałościowa.
https://www.strava.com/activities/683667087/segmen...
Na rozgrzewkę pojechałem z domu na Kubalonkę, na miejscu byłem o 8:45. Po 9 ruszyliśmy w 14 osobowym składzie w kierunku Wisły. Za rondem był start, od początku mocne tempo, byłem pewny, że nie wszyscy wytrzymają do podnóża podjazdu, pomyliłem się, przed podjazdem na Kubalonkę większość osób jechała razem, postanowiłem już wtedy podkręcić maksymalnie tempo. Nie czułem się najlepiej ale jechałem ile sił w nogach, na kole jechał tylko Kamil z którym już jechałem do końca wyścigu. Na podjeździe zrobiliśmy ponad minutę przewagi, na zjeździe o dziwo nie było przeszkód i nawet szybko udało się zjechać a w Istebnej na zmarszczkach jeszcze udało się trochę powiększyć przewagę. Za rondem w Jaworzynce nie było widać reszty z tyłu i później trochę straciliśmy na zjeździe do Czadeczki. Na kolejnym podjeździe Kamil już trochę odstaje i później dogania mnie przed zjazdem, na który ledwo zdążyliśmy skręcić. Niebezpieczny zjazd na którym Kamil prawie wylatuje z drogi, dobrze, że było sucho i nie jechał żaden samochód bo mogłoby być nieciekawie. Kolejny podjazd pojechałem też mocno i Kamil znowu trochę został z tyłu a na zjeździe dojechał i później dojechaliśmy na rondo gdzie stał Sebastian i Robert. Podjazd do Istebnej pojechałem znowu mocno i Kamil znowu trochę stracił, mieliśmy kilka minut przewagi i już trochę odpuściliśmy i dalej jechałem średnim tempem, po wjeździe na Kubalonkę zostało tylko 10 kilometrów do mety. Dalej jechaliśmy spokojniejszym tempem a reszty z tyłu nie było widać, w Dolinie Czarnej Wisełki dużo turystów i kilka razy musieliśmy zwalniać, na Zameczek już każdy wjechał swoim tempem, wiedziałem, że nikt już mnie nie dogoni i wjechałem już na luzie na dosyć wysokiej kadencji. Na mecie miałem czas 1:47 i nad Kamilem 40 sekund przewagi. Tętno było niższe niż zazwyczaj na wyścigach czyli mogłem jeszcze mocniej pojechać ale nie miało to większego sensu. Po wyścigu zaczęło padać i poszliśmy na napoje i ciasto do schroniska.
Kolejny trening we wtorek, dłuższa pętla wytrzymałościowa.
https://www.strava.com/activities/683667087/segmen...
Przepalenie
Sobota, 20 sierpnia 2016 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 14.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:32 | km/h: | 26.25 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 131( 67%) |
| Kalorie: | 361kcal | Podjazdy: | 210m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 82
Czwartek, 18 sierpnia 2016 Kategoria Samotnie, Szosa, Trening 2016
| Km: | 67.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:23 | km/h: | 28.11 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 175175 ( 89%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1637kcal | Podjazdy: | 770m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 81
Środa, 17 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Trening 2016, w grupie
| Km: | 63.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1382kcal | Podjazdy: | 310m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazdy, rozgrzewki, itp.
Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1530kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Road Trophy 2016 etap 4
Poniedziałek, 15 sierpnia 2016 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 70.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:26 | km/h: | 28.77 |
| Pr. maks.: | 80.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 156( 80%) |
| Kalorie: | 2478kcal | Podjazdy: | 1700m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ostatni etap znowu pechowy. Tym razem ustawiłem się bardziej z przodu ale początek znowu nerwowy z lekkim zatorem na pierwszej ściance w Koniakowie. Odcinek do Przełęczy Koniakowskiej wyglądał tak samo jak dzień wcześniej z tą różnicą, że nie miałem tyle szczęścia i musiałem jechać miejscami wolniej niż mógłbym, najpierw musiałem gonić aby dołączyć do ogona peletonu a później powoli się przesuwałem. Zjazd do Kamesznicy tym razem fatalny w moim wykonaniu, trafiłem na gościa zjeżdżającego jeszcze gorzej niż ja i bałem się go wyprzedzić i straciłem sporo miejsc i czasu, Marek i Dominik śmignęli koło mnie jak strzały i tyle ich widziałem. Na podjeździe próbowałem gonić ale kilka zatorów było i momentami jechałem 6km/h, dopiero za połową podjazdu wyprzedziłem wszystkich i jechałem sam, na szczycie miałem około 100 metrów starty do 2 grupy, zjeżdżałem w towarzystwie zawodnika z Bikeatelier i nawet dobrze nam szło, po przejechaniu pod ekspresówką towarzysz się zagapił i pojechał w lewo, zanim się kapnął to dojechała duża grupa z Markiem i ja miałem nad nimi jakieś 30 metrów przewagi, strata do 2 grupy wynosiła prawie 500 metrów. Jechałem równym i mocnym tempem i w końcu udało się złapać grupę w której jechali m.in. Przemek Szlagor i Marcin Bartolewski. Początkowo współpraca układała się wzorowo i po drodze łapaliśmy pojedynczych kolarz, m.in. Michała Leśniewskiego i Tomka Matogę. Dobrze się jechało do Hyrczawy, tam kiedy zjechałem ze zmiany na początku stromego odcinka zjazdu wyjechała ciężarówka na środek drogi, grupa podzieliła się na dwie, ja ledwo dojechałem a dodatkowo coś strzeliło mi w kole i zaczęło bić lekko na boki. Dalsza jazda już była dosyć asekuracyjna, ponadto współpracy w grupie nie było i poszedł mocny atak na który nie odpowiedziałem i dobrze, bo później został skasowany. Za bufetem złapała nas duża grupa z Markiem i w tym momencie jechało nas prawie 30. Mocne tempo do granicy i tam niestety zauważyłem brak powietrza w tylnym kole. Zatrzymałem się i chciałem zmieniać dętkę, zauwazyłem, że powietrze schodzi wolno i zaryzykowałem pompując dętkę nabojem, straciłem 3 minuty i mocnym tempem jechałem do mety, powietrza ubywało i podjazd na Złoty Groń pokonałem już na obręczy. Szkoda tego defektu bo czas z licznika wyszedł nawet lepszy niż zwycięscy finiszu z tej grupy, ogólnie to nie było źle, miejsce nie powala 45 w OPEN i 16 w kategorii A, niezmiennie w każdej innej kategorii byłbym wyżej. Tegoroczne pechowe Road Trophy skończyłem na 37 miejscu w OPEN i 14 w kategorii A. Gdyby nie te defekty to zapewne skończyłbym w 10 kategorii A i 22 miejscu w OPEN, przewaga nad rywalami na czasówce była wystarczająca by ją utrzymać na etapach. Szkoda ale taki jest ten sport, w przyszłym sezonie już rywale nie będą mieć tak łatwo ponieważ zmieniam sprzęt na lepszy i przez to skończy się odpuszczanie na zjazdach. Wyścig wygrał Piotr Tomana do którego straciłem ponad 45 minut, najniższa moja starta do zwycięzcy w historii moich startów w etapówkach. W generalce spadłem na 9 miejsce i chyba wyżej nie będę na koniec sezonu. Kolejny ważny punkt w moim kalendarzu to Karpacz.
https://www.strava.com/activities/676954874
https://www.strava.com/activities/676954874
Road Trophy 2016 etap 1
Sobota, 13 sierpnia 2016 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:17 | km/h: | 21.18 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 191191 ( 97%) | HRavg | 183( 93%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 330m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejna etapówka w moim wykonaniu, niestety znowu trochę pecha miałem i przez to nie zająłem zbyt wysokiego miejsca ale trudno, łatwo być nie może. Pogoda w tym roku dobra, prognozy straszyły deszczem ale tylko chwilę popadało.
Pierwszy etap to od dwóch lat czasówka, w tym roku na nowej i moim zdaniem ciekawszej i trudniejszej trasie. Startowałem jako jeden z ostatnich co oznaczało mniej czasu na regenerację i przygotowanie do drugiego etapu na rundach.
Wystartowałem o 12:11 i od początku jechałem mocnym tempem, po około kilometrze musiałem się prawie zatrzymać z powodu traktoru który wyjechał na drogę z bocznej uliczki. Po tym krótkim zwolnieniu dalej już bez przeszkód, pierwszą ściankę w Koniakowie wjechałem na blacie i w połowie trasy wyprzedziłem Tomka startującego minutę wcześniej, przed kolejnym stromszym odcinkiem zrzuciłem na mniejszą tarczę i jechałem w równym rytmie, z tyłu nikt mnie nie gonił a z przodu też nikogo nie widziałem, łatwiejszy odcinek z dwoma zjazdami pokonałem bez problemów i na kolejnej ściance już czułem dobry czas, noga kręciła a dystans szybko mijał. Kiedy wjechałem na ostatni 2 kilometrowy odcinek którego nie znałem zaczynało lekko padać a im dalej tym droga mokrzejsza, przy mocniejszym wciśnięciu na pedały tylne koło się ślizgało i musiałem jechać na siedząco. Seria kilku ścianek i wypłaszczeń trochę mnie wymęczyła i z trudem pokonałem ostatnie kilkaset metrów do mety. Na kresce wyprzedziłem jeszcze zawodnika startującego kilka minut wcześniej niż ja i po 17 minutach i 1 sekundzie walki przejechałem przez matę. Dobry czas dał mi 6 miejsce w kategorii A i 12 w OPEN. Poziom w tym roku wysoki, 30 sekund gorszy czas dałby już miejsce gorsze o 15. Do zwycięzcy straciłem aż 1:39, kosmos.
Po chwili odpoczynku zjechałem w lekkim deszczu do miejsca startu.
https://www.strava.com/activities/674908356?segmen...
Pierwszy etap to od dwóch lat czasówka, w tym roku na nowej i moim zdaniem ciekawszej i trudniejszej trasie. Startowałem jako jeden z ostatnich co oznaczało mniej czasu na regenerację i przygotowanie do drugiego etapu na rundach.
Wystartowałem o 12:11 i od początku jechałem mocnym tempem, po około kilometrze musiałem się prawie zatrzymać z powodu traktoru który wyjechał na drogę z bocznej uliczki. Po tym krótkim zwolnieniu dalej już bez przeszkód, pierwszą ściankę w Koniakowie wjechałem na blacie i w połowie trasy wyprzedziłem Tomka startującego minutę wcześniej, przed kolejnym stromszym odcinkiem zrzuciłem na mniejszą tarczę i jechałem w równym rytmie, z tyłu nikt mnie nie gonił a z przodu też nikogo nie widziałem, łatwiejszy odcinek z dwoma zjazdami pokonałem bez problemów i na kolejnej ściance już czułem dobry czas, noga kręciła a dystans szybko mijał. Kiedy wjechałem na ostatni 2 kilometrowy odcinek którego nie znałem zaczynało lekko padać a im dalej tym droga mokrzejsza, przy mocniejszym wciśnięciu na pedały tylne koło się ślizgało i musiałem jechać na siedząco. Seria kilku ścianek i wypłaszczeń trochę mnie wymęczyła i z trudem pokonałem ostatnie kilkaset metrów do mety. Na kresce wyprzedziłem jeszcze zawodnika startującego kilka minut wcześniej niż ja i po 17 minutach i 1 sekundzie walki przejechałem przez matę. Dobry czas dał mi 6 miejsce w kategorii A i 12 w OPEN. Poziom w tym roku wysoki, 30 sekund gorszy czas dałby już miejsce gorsze o 15. Do zwycięzcy straciłem aż 1:39, kosmos.
Po chwili odpoczynku zjechałem w lekkim deszczu do miejsca startu.
https://www.strava.com/activities/674908356?segmen...







