Wpisy archiwalne w kategorii
Szosa
Dystans całkowity: | 176758.50 km (w terenie 619.00 km; 0.35%) |
Czas w ruchu: | 6527:23 |
Średnia prędkość: | 26.84 km/h |
Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
Suma podjazdów: | 1954597 m |
Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
Suma kalorii: | 3659879 kcal |
Liczba aktywności: | 2604 |
Średnio na aktywność: | 67.88 km i 2h 31m |
Więcej statystyk |
Trening 31
Wtorek, 3 kwietnia 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:40 | km/h: | 22.88 |
Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 10.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1791kcal | Podjazdy: | 1270m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po dwóch dniach przerwy pierwszy z treningów których odpuścić nie mogłem. Udało się utrzymać przedświąteczną wagę i organizm bardzo dobrze się zregenerował.
Od rana dosyć mocno wieje i nie ułatwia jazdy. Początek spokojny na tyle ile się dało, sporo utrudnień w mieście i dostanie się do Straconki nie było łatwe. Tam jakoś mniej wiało i przez ruch wahadłowy nieco mniejszy ruch. W planie miałem siłę, a dokładnie 2 serie po 5 3 minutowych powtórzeń. Dobrałem odpowiednie przełożenie i jazda. Najgorszy był pierwszy raz, później już łatwiej. 3 minutowe odpoczynki też szybko leciały i po pierwszej serii, luźno pokręciłem po okolicy i druga seria wcale nie była łatwiejsza. Samochodów dużo więcej niż wcześniej i nie zawsze się dało w odpowiednim momencie zacząć ćwiczenie. Podczas ostatniego powtórzenia poczułem ból kolana i zdecydowałem się pojechać na nieco wyższej kadencji. Ból był chwilowy i przeszedł wraz z zwiększeniem kadencji. Po ćwiczeniach wjechałem jeszcze na Przegibek, złapałem odpowiedni rytm i fajnie się podjeżdżało, czas jak na jazdę w 3 strefie wyszedł niezły. Zjazd pod wiatr też nie był jakiś szybki, sporo utrudnień w drodze do domu i strata czasu na postoje. Fajny trening, nie lubię takich ćwiczeń, ale dają one dużo, dużo więcej niż jazda danej trasy w całości z blatu.



Od rana dosyć mocno wieje i nie ułatwia jazdy. Początek spokojny na tyle ile się dało, sporo utrudnień w mieście i dostanie się do Straconki nie było łatwe. Tam jakoś mniej wiało i przez ruch wahadłowy nieco mniejszy ruch. W planie miałem siłę, a dokładnie 2 serie po 5 3 minutowych powtórzeń. Dobrałem odpowiednie przełożenie i jazda. Najgorszy był pierwszy raz, później już łatwiej. 3 minutowe odpoczynki też szybko leciały i po pierwszej serii, luźno pokręciłem po okolicy i druga seria wcale nie była łatwiejsza. Samochodów dużo więcej niż wcześniej i nie zawsze się dało w odpowiednim momencie zacząć ćwiczenie. Podczas ostatniego powtórzenia poczułem ból kolana i zdecydowałem się pojechać na nieco wyższej kadencji. Ból był chwilowy i przeszedł wraz z zwiększeniem kadencji. Po ćwiczeniach wjechałem jeszcze na Przegibek, złapałem odpowiedni rytm i fajnie się podjeżdżało, czas jak na jazdę w 3 strefie wyszedł niezły. Zjazd pod wiatr też nie był jakiś szybki, sporo utrudnień w drodze do domu i strata czasu na postoje. Fajny trening, nie lubię takich ćwiczeń, ale dają one dużo, dużo więcej niż jazda danej trasy w całości z blatu.



Trening 30
Sobota, 31 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, blisko domu, 50-100
Km: | 64.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:30 | km/h: | 25.60 |
Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 137( 70%) |
Kalorie: | 1992kcal | Podjazdy: | 1040m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Inaczej miał wyglądać dzisiejszy trening. Rano dosyć późno się obudziłem i na trening grupowy nie zdążyłem. Gdy zacząłem się zbierać do wyjazdu to zaczęło padać. Zabrałem się za prace domowe i zeszło sporo czasu. Później zrobiło się cieplej i nie padało. Pogoda była jednak niepewna i postanowiłem kręcić się po okolicy. Chciałem potrenować podjazdy a konkretnie trzymanie kadencji. Zaliczyłem sporo podjazdów, różnej długości i trudności. Kilka z nich chciałem pojechać mocnym tempem. W sumie to żadnego nie pojechałem tak jak zamierzałem. Przy każdym takim wysiłku pojawiały sie przeszkody, samochody, piesi czy inni rowerzyści i musiałem zwalniać. Na trudniejszych fragmentach miałem problem z utrzymaniem właściwej kadencji, jechałem po prostu zbyt twardo. Musze nad tym pracować, ma krótkich odcinkach nigdy nie byłem mocny i w dalszym ciągu nie jestem. Pod koniec zaczynało już padać i wróciłem do domu. Fajny trening, sporo braków wyszło i jest nad czym pracować. Od kolejnego miesiąca treningi będą już bardziej specjalistyczne i zaczyna się sezon startowy. Jestem dobrze przygotowany a te drobne mankamenty jestem w stanie poprawić szybko.








Trening 29
Piątek, 30 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 87.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:14 | km/h: | 26.91 |
Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 181181 ( 92%) | HRavg | 138( 70%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 1240m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy sprawdzian w górach za mną, nie liczę testu na Równicy. Znowu nie wszystko zagrało jak powinno i nie mam dokładnych danych o dzisiejszej jeździe. Miałem okazję wyjechać trochę wcześniej niż w ostatnich dniach i zrobiłem to. Zaplanowałem standardową trasę górską którą jeżdżę kilka razy w roku przez Salmopol i Zameczek. Przez Bielsko przejechałem bocznymi drogami zaliczając kilka podjazdów, wjechałem je z marszu, bez żadnych problemów i z sporymi rezerwami. Kiedy wyjechałem na główną drogę to od razu dużo większy ruch. Kilka nerwowych ruchów kierowców i o mało co nie doszło do zderzenia dwóch samochodów, byłem w bezpiecznej odległości z tyłu i było lekko w górę, więc było w miarę bezpiecznie. Po zjeździe z Piekła trochę spokojniej ale później znowu nerwówka. Uciekłem na ścieżkę rowerową, jazda nie była przyjemna ale przynajmniej bezpieczniejsza. Rondo w Buczkowicach rozładowało ruch a miernik mocy przestał działać. Chwila przerwy i ruszył ale nie na długo. Przez Szczyrk jechało się ciężko, pod górę i wiatr. Przed samym podjazdem mały postój na porozpinanie się i jazda. Rozpocząłem spokojnie i pierwszy odcinek nie był za mocny. Gdy nachylenie zrobiło się w miare równe to złapałem fany rytm i jechało się bardzo dobrze. Po równej godzinie od wyjazdu z domu miernik ostatecznie przestał działać, dane z 2/3 podjazdu były obiecujące i myślę, że wjechałem na poziomie progu FTP. Chciałem wjechać poniżej 16 minut i czas nieco ponad 15 minut musi mnie zadowalać, góry nie są moim jedynym ważnym priorytetem w tym roku i poprawiając jeden element najczęściej inny jest trochę zaniedbany. Na szczycie sprawdziłem co z pomiarem i byłem pewny, że to bateria. Wyjąłem baterię z jednego czujnika i nie wyglądała najlepiej, charakterystyczny brązowy nalot nie napawał optymizmem. Na zjeździe nie czułem się pewnie i dlatego zjechałem asekuracyjnie. Po zjeździe przypomniałem sobie, że mam przy sobie lampkę z takimi samymi bateriami jak w mierniku mocy. Próbowałem zamienić baterię, bezskutecznie. Stałem tam 15 minut, trochę zmarzłem, zjazd też mnie nie zagrzał. Po tej przerwie ciężko się było wkręcić w dalszą jazdę. Szło topornie i podjazd na Zameczek rozpocząłem bez przekonania. Później szło coraz lepiej i samą końcówkę pojechałem mocniej. Czas też wyszedł lepszy niż oczekiwałem. Na szczycie chwila przerwy i niezbyt szybki zjazd. W Wiśle spokojnie i bezproblemowy przejazd przez miasto, gdy pojawiło się wiecej samochodów to minąłem się z Angelą. Nawet jakbym chciał to nie miałem jak zawrócić a planowałem być o 17 w domu i wszystko było na styk. Chwile później stanąłem na przejeździe kolejowym. Chciałem zrobić jeden krótki sprint ale lekko przyblokowały mnie samochody i niewiele z tego wyszło. Do Skoczowa dojechałem dosyć szybko, równie szybko znalazłem się w Pogórzu. Trochę mocniej pojechałem podjazd i ostatnie kilkanaście kilometrów już bez mocnych akcentów. Parę minut po 17 byłem w domu. Pogoda fajna, trening też, czasy jak się spodziewałem są gorsze ale biorąc pod uwagę różne czynniki to nie jestem słabszy niż rok temu. Szkoda, że znowu pomiar nie działał bo miałbym jakieś oparcie w liczbach, same czasy też dają jakiś punkt zaczepienia. W sobotę dłuższa jazda, może w grupie, może samotnie z niedługimi podjazdami. Te baterie już miałem zmienić jakiś tydzień temu, zapomniałem o tym.




Trening 28
Środa, 28 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie
Km: | 76.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:45 | km/h: | 27.64 |
Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | 181181 ( 92%) | HRavg | 140( 71%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 1020m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Bardzo ciężki trening, ciężki z kilku powodów, jednym z nich było trenowanie podjazdów a dokładnie kadencji ze sprawdzeniem nogi na kilku z nich.
Pogoda wreszcie dobra, trochę wiało, ale przynajmniej było cieplej. Na starcie nie było problemów z miernikiem mocy, bez przeszkód wyjechałem z domu, nawet ruch pojazdów był jakby mniejszy. Na początek skierowałem się na Międzyrzecze i tam pierwszy podjazd, chyba nigdy go nie jechałem, był krótki i niezbyt trudny. Zjazd wolny, kilka samochodów i wąsko, w Międzyrzeczu pierwszy podmuch wiatru w twarz. Podjazd do Rudzicy też wjechałem luźno i po 30 minutach od wyjazdu byłem na skrzyżowaniu w Rudzicy. W planie miałem 2-3 rundy obejmujące 6 podjazdów czyli w sumie 18 wspinaczek. Na początek szybki zjazd i odcinek płaskiego. Pierwszy podjazd do Roztropic pojechałem mocno, zacząłem zbyt mocno i w końcówce mnie brakło, wydawało mi się, że czas jaki mi wyszedł jest słaby. Zacząłem się zastanawiać czy nie zawrócić do domu, szybko jednak przestałem o tym myśleć. Drugi, krótki i sztywny podjazd do Wieszcząt potraktowałem ulgowo, kolejny krótki także a następny mocno, bardzo mocno. W połowie podjazdu zgubił się sygnał z miernika mocy i nie czytał danych już do końca treningu. Troche mnie to wybiło z rytmu bo chciałem sprawdzić ile jestem w stanie z siebie obecnie wycisnąć, jeszcze przyjdzie czas na kolejny test. Próbowałem coś z tym zrobić, ale nawet 10 minut postoju nie wystarczyło i pojechałem dalej bez danych z miernika. Pierwszą rundę skończyłem dosyć spokojnie i tak też zacząłem kolejną, zjazd wolniejszy, płaski odcinek również, przeznaczyłem ten czas na uzupełnienie energii i pierwszy podjazd też odpuściłem. Czas o minutę gorszy niż za pierwszym razem i na skrzyżowaniu na szczycie musiałem przyhamować, zjazd taki sobie i próbowałem się rozpędzić przed kolejnym podjazdem, nie był to super rozpęd, bo na starcie jest zakręt 90 stopni i pojawił się na nim samochód. Rozpocząłem dosyć wolno ale później byłem w stanie utrzymać dobrą prędkość do końca pomimo rosnącego nachylenia, czas też wydawał mi się słaby. Fajnie zapiekło w nogach i na zjeździe trochę odzyskałem siły, myślałem czy jechać 3 rundę, czy nie. Na krótkim sztywnym odcinku we Wieszczętach spadł mi łańcuch, to był mój błąd, że chciałem zrzucić od razu z największej tarczy na najmniejszą. Podjazd i tak miałem wjechać spokojnie więc to nie miało aż takiego znaczenia. Kolejny podjazd miałem wjechać mocniej ale jakoś się zamyśliłem i zapomniałem o tym. Na końcu rundy chwila zawahania i zjazd na 3 rundkę. Na moment złapałem koło ciężarówki i rozpędziłem się prawie do 70 km/h/. Po zjeździe i skręcie w lewo doszedłem do wniosku, że wiatr zmienił kierunek i zamiast jechać z wiatrem, męczyłem się z nim aż do podjazdu. Podjazd znów bez zaginki i czując już zmęczenie w nogach wjechałem w identycznym czasie jak poprzednio. Późnie też nie zaginałem się i poczułem, że jedzie się nieco lepiej, wykorzystałem to i zrobiłem jeszcze dwa zrywy, najpierw na tym krótkim podjeździe a później na kończącym rundę podjeździe na ulicy Strumieńskiej. Tutaj już wiedziałem, że pojechałem nieźle i byłem ciekaw rezultatu. Czułem już w nogach ten trening a czekał mnie jeszcze jeden podjazd. Wjechałem go w miarę dobrym tempie i zaryzykowałem przejazd przez remontowaną ulicę Międzyrzecką. Udało się bez problemów przejechać, co prawda musiałem się minąć z jadącym z naprzeciwka pod prąd walcem drogowym, udało się czego nie można powiedzieć o jadącym za mną samochodzie bo usłyszałem charakterystyczny dźwięk dzwonu. Nie oglądałem się za siebie i bez przygód dojechałem do domu. Ostatnie 10 minut na zupełnym luzie. W domu próbowałem jeszcze połączyć się z miernikiem mocy, Garmin go nie widział a komputer połączył się bez problemu, pomógł całkowity reset danych Garmina i wprowadzenie nowego roweru do bazy danych i miernik został wykryty. Po prostu Garmin miał dzisiaj swój słabszy dzień. Po przeanalizowaniu danych z treningu, stwierdzam, że te odczucia o słabych czasach, jeździe były zbyt pesymistyczne. Za wcześnie włączałem pomiar czasu, w rzeczywistości czasy wyszły niemal identyczne jak rekordowe na tych podjazdach. Solidnie przepracowana zima daje efekty, co nie oznacza wcale, że nie muszę trenować, kolejny plus tej sytuacji jest taki, że był to praktycznie pierwszy trening na podjazdach w tym roku, a bijąc te rekordy czasowe byłem dużo bardziej rozjeżdżony niż w tym roku.
Po takim treningu należy się dzień odpoczynku na całkowitą regenerację a w piątek jak pogoda pozwoli to sprawdzenie nogi na prawdziwych górskich podjazdach. Spodziewam się czasów nieco gorszych niż w poprzednich latach na początku roku bo moja waga jest nieco inna niż wcześniej.
Pogoda wreszcie dobra, trochę wiało, ale przynajmniej było cieplej. Na starcie nie było problemów z miernikiem mocy, bez przeszkód wyjechałem z domu, nawet ruch pojazdów był jakby mniejszy. Na początek skierowałem się na Międzyrzecze i tam pierwszy podjazd, chyba nigdy go nie jechałem, był krótki i niezbyt trudny. Zjazd wolny, kilka samochodów i wąsko, w Międzyrzeczu pierwszy podmuch wiatru w twarz. Podjazd do Rudzicy też wjechałem luźno i po 30 minutach od wyjazdu byłem na skrzyżowaniu w Rudzicy. W planie miałem 2-3 rundy obejmujące 6 podjazdów czyli w sumie 18 wspinaczek. Na początek szybki zjazd i odcinek płaskiego. Pierwszy podjazd do Roztropic pojechałem mocno, zacząłem zbyt mocno i w końcówce mnie brakło, wydawało mi się, że czas jaki mi wyszedł jest słaby. Zacząłem się zastanawiać czy nie zawrócić do domu, szybko jednak przestałem o tym myśleć. Drugi, krótki i sztywny podjazd do Wieszcząt potraktowałem ulgowo, kolejny krótki także a następny mocno, bardzo mocno. W połowie podjazdu zgubił się sygnał z miernika mocy i nie czytał danych już do końca treningu. Troche mnie to wybiło z rytmu bo chciałem sprawdzić ile jestem w stanie z siebie obecnie wycisnąć, jeszcze przyjdzie czas na kolejny test. Próbowałem coś z tym zrobić, ale nawet 10 minut postoju nie wystarczyło i pojechałem dalej bez danych z miernika. Pierwszą rundę skończyłem dosyć spokojnie i tak też zacząłem kolejną, zjazd wolniejszy, płaski odcinek również, przeznaczyłem ten czas na uzupełnienie energii i pierwszy podjazd też odpuściłem. Czas o minutę gorszy niż za pierwszym razem i na skrzyżowaniu na szczycie musiałem przyhamować, zjazd taki sobie i próbowałem się rozpędzić przed kolejnym podjazdem, nie był to super rozpęd, bo na starcie jest zakręt 90 stopni i pojawił się na nim samochód. Rozpocząłem dosyć wolno ale później byłem w stanie utrzymać dobrą prędkość do końca pomimo rosnącego nachylenia, czas też wydawał mi się słaby. Fajnie zapiekło w nogach i na zjeździe trochę odzyskałem siły, myślałem czy jechać 3 rundę, czy nie. Na krótkim sztywnym odcinku we Wieszczętach spadł mi łańcuch, to był mój błąd, że chciałem zrzucić od razu z największej tarczy na najmniejszą. Podjazd i tak miałem wjechać spokojnie więc to nie miało aż takiego znaczenia. Kolejny podjazd miałem wjechać mocniej ale jakoś się zamyśliłem i zapomniałem o tym. Na końcu rundy chwila zawahania i zjazd na 3 rundkę. Na moment złapałem koło ciężarówki i rozpędziłem się prawie do 70 km/h/. Po zjeździe i skręcie w lewo doszedłem do wniosku, że wiatr zmienił kierunek i zamiast jechać z wiatrem, męczyłem się z nim aż do podjazdu. Podjazd znów bez zaginki i czując już zmęczenie w nogach wjechałem w identycznym czasie jak poprzednio. Późnie też nie zaginałem się i poczułem, że jedzie się nieco lepiej, wykorzystałem to i zrobiłem jeszcze dwa zrywy, najpierw na tym krótkim podjeździe a później na kończącym rundę podjeździe na ulicy Strumieńskiej. Tutaj już wiedziałem, że pojechałem nieźle i byłem ciekaw rezultatu. Czułem już w nogach ten trening a czekał mnie jeszcze jeden podjazd. Wjechałem go w miarę dobrym tempie i zaryzykowałem przejazd przez remontowaną ulicę Międzyrzecką. Udało się bez problemów przejechać, co prawda musiałem się minąć z jadącym z naprzeciwka pod prąd walcem drogowym, udało się czego nie można powiedzieć o jadącym za mną samochodzie bo usłyszałem charakterystyczny dźwięk dzwonu. Nie oglądałem się za siebie i bez przygód dojechałem do domu. Ostatnie 10 minut na zupełnym luzie. W domu próbowałem jeszcze połączyć się z miernikiem mocy, Garmin go nie widział a komputer połączył się bez problemu, pomógł całkowity reset danych Garmina i wprowadzenie nowego roweru do bazy danych i miernik został wykryty. Po prostu Garmin miał dzisiaj swój słabszy dzień. Po przeanalizowaniu danych z treningu, stwierdzam, że te odczucia o słabych czasach, jeździe były zbyt pesymistyczne. Za wcześnie włączałem pomiar czasu, w rzeczywistości czasy wyszły niemal identyczne jak rekordowe na tych podjazdach. Solidnie przepracowana zima daje efekty, co nie oznacza wcale, że nie muszę trenować, kolejny plus tej sytuacji jest taki, że był to praktycznie pierwszy trening na podjazdach w tym roku, a bijąc te rekordy czasowe byłem dużo bardziej rozjeżdżony niż w tym roku.
Po takim treningu należy się dzień odpoczynku na całkowitą regenerację a w piątek jak pogoda pozwoli to sprawdzenie nogi na prawdziwych górskich podjazdach. Spodziewam się czasów nieco gorszych niż w poprzednich latach na początku roku bo moja waga jest nieco inna niż wcześniej.
Trening 27
Wtorek, 27 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:59 | km/h: | 28.74 |
Pr. maks.: | 53.00 | Temperatura: | 2.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 134( 68%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Planowałem trening z podjazdami w roli głównej, nie udało się z powodu złej pogody i pojechałem dobrą na wszystko rundę wkoło zbiornika Goczałkowickiego. Wczoraj wymieniłem suport, wyczyściłem cały rower, jechało się znacznie lepiej niż na starym suporcie, na tym też straciłem trochę sekund na Równicy. Na początku miałem problem z licznikiem, nie potrafił znaleźć miernika mocy, kilka razy się zatrzymałem by spróbować coś z tym zrobić. Od początku jechało się nieźle, podjazd w Rudzicy też w dobrym rytmie i na zjeździe zaskoczył pomiar mocy. Zatrzymałem się, szybka kalibracja i równa jazda dalej. W Chybiu tradycyjnie zamknięty szlaban i musiałem zwolnić, miałem szczęście, że już się otwierał i nie straciłem wiele czasu. Spojrzałem na termometr a tam zaledwie 2 stopnie, prognozy mówiły o 4 a zwykle o tej porze roku był już dwucyfrowy wynik na termometrze, coś ta wiosna nie może wkroczyć na dobre do pogody. Im dalej na północ tym mocniej wiało, im bardziej na wschód, tym więcej w twarz. Powietrze też coraz gorsze, w Bielsku jeszcze nie wyglądało to najgorzej ale za Wisłą to jest tragedia. Starałem się utrzymać kadencję powyżej 90, od czasu do czasu zerkając na moc i tętno, prędkość nie miała znaczenia. W Łące skręciłem w skrót do Goczałkowic a tam jak nigdy spory ruch i niełatwy przejazd. Ścieżka w Goczałkowicach też nie należała do najprzyjemniejszych odcinków, pełno piasku, żwiru i miejscami mokro. Na zaporze jak nigdy pustki i z wiatrem w plecy jechało się szybko. Za zaporą chwila przerwy i równa jazda z wiatrem do Międzyrzecza. Trzymałem cały czas założoną kadencję i moc też była w miarę stała. By ominąć zakorkowany odcinek w Wapienicy pojechałem boczną drogą przez Jasienicę. Po drodze zaliczyłem krótki aczkolwiek stromy podjazd, pojechałem go na tyle spokojnie ile się dało. Ostatnie kilometry w lekkim deszczu przechodzącym w śnieg, udało się wrócić suchym, gdybym wrócił 15 minut później to tak dobrze by już nie było. Może jutro uda się poćwiczyć podjazdy, na razie krótkie a może przed weekendem pojadę na dłuższe górskie wspinaczki.






Trening 26
Niedziela, 25 marca 2018 Kategoria w grupie, Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 90.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:21 | km/h: | 26.87 |
Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 8.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 138( 70%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 920m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Wstałem później niż chciałem i musiałem nieco zmodyfikować trasę, nie zamierzałem rezygnować z podjazdów tylko zmniejszyłem ich liczbę. Ubrałem się lżej niż w ostatnich dniach, jechało się trochę lepiej ale wciąż nie jest to optymalny poziom który prezentowałem jeszcze około tydzień temu. Po kilku kilometrach zresetowałem licznik w razie utraty danych po zmianie czasu i kierowałem się na Skoczów. Pierwsze podjazdy poszły jako tako, nie starałem się jechać mocno i bez większego problemu dojechałem do Pogórza. Po zjeździe wiatr wiał jakby mocniej i musiałem z nim walczyć. Za Skoczowem trochę mocniejsze tempo i zmarszczki dały lekko w kość. Pierwszy test chciałem zrobić w Łączce, nie rozpędziłem się jakoś szczególnie i równym mocnym tempem pokonałem kilkuset metrowy podjazd, nie pojechałem na maksimum moich możliwości a i tak byłem lekko ujechany. Zjazd do Kostkowic fatalny, droga zanieczyszczona i nierówna, wytrzepało mnie nieźle. Kolejny podjazd wjechałem niezbyt mocno i wybrałem strasznie nieciekawy odcinek do Hażlacha. Wąsko, nierówno i sporo samochodów. Za Babilonem zrobiłem krótki postój, zmiana bidonu na cieplejszy i jazda. Miałem prawie godzinę czasu i nie musiałem się śpieszyć. Do Zebrzydowic równym tempem a dalej już trochę zmian, pojawiły się krótkie podjazdy i zanieczyszczona ścieżka rowerowa. Po wjeździe do Jastrzębia zluzowałem tempo i dojechałem na miejsce zbiórki. Przyjechało około 10 osób, nie wiem dokładnie ile. Po 11 ruszyliśmy najpierw spokojnym tempem przez miasto. Później mieliśmy się podzielić na dwie grupy. Jechałem cały czas z przodu i nie wiedziałem co dzieje się z tyłu. Kiedy wjechaliśmy na obwodnicę Pawłowic zaczęliśmy jechać po zmianach. Do momentu wjazdu na dwupasmówkę było to odrobinę chaotyczne, ale przynajmniej udało się ustalić tempo odpowiadające wszystkim. Jazda była równa, każdy dawał zmiany i dobrze chronił się od wiatru. Wydawało mi się, że szybko dojechaliśmy do Ochab. Tam skręciliśmy na Wiślicę i grupa się rozjechała, na koniec pierwszego wzniesienia chciałem się sprawdzić, przyśpieszyłem i odjechałem reszcie towarzystwa. Po spokojnym zjeździe do Skoczowa poczekałem na ostatnich i skręciłem w lewo, reszta pojechała na Dębowiec a ja kierowałem się w stronę domu. Będąc na skrzyżowaniu spotkałem jeszcze trzy osoby, nie wiem jak to się stało, że zostały z tyłu. Do Jaworza dojechałem względnie spokojnym tempem z jednym akcentem na podjeździe i na koniec chciałem sprawdzić nogę na podjeździe. Sił już brakowało i nie pojechałem tak mocno jak mogłem, chociaż rezerw już prawie nie było i nieźle ujechany wróciłem do domu. Bardzo dobry trening, trochę jazdy w grupie i noga sprawdzona na podjazdach, jest nad czym pracować.




Trening 25
Sobota, 24 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, 50-100
Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:52 | km/h: | 26.86 |
Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 8.0°C | HRmax: | 164164 ( 84%) | HRavg | 135( 69%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 340m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Dzisiejszy wyjazd był trochę na siłę. Problemy żołądkowe, niewyspanie i ogólne zmęczenie jednak nie wystarczyły aby zatrzymać mnie w domu. Wiało, znowu wiało i to z tego niedobrego kierunku, taki wiat nic dobrego nie wróży. Cały dystans przejechałem spokojnie, nawet podjazdy sobie odpuściłem. Było kilka momentów gdzie musiałem uważać i straciłem trochę czasu. Pod koniec jakby trochę puściło i jechało się nieco lepiej. Jutro w planie podjazdy i trochę jazdy grupowej, jak nie będzie nogi to spokojnym tempem i odpuszczę sobie grupowy trening.





Trening 24
Piątek, 23 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 65.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:34 | km/h: | 25.32 |
Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 1.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 143( 73%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 740m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pogoda od rana fatalna, długo zastanawiałem się czy jechać czy może znowu skorzystać z trenażera. W końcu się przemogłem i przed 9 wyjechałem, zero słońca, wiatr i zimno. Sporo warstw na sobie nie ułatwiały zadania. Do podnóża Równicy zrobiłem pięć minutowych sprintów na wysokiej mocy i po godzinie byłem przed podjazdem. Porozpinałem się i ruszyłem. Miałem ruszyć przed skrzyżowaniem a ruszyłem za i brakło około 100 metrów podjazdu. Jechało się ciężko, zacząłem trochę lżej i miałem stopniowo podkręcać tempo, starałem się trzymać w miarę równe tempo ale nie było to łatwe, w pewnym momencie zorientowałem się, że jadę za twardo kadencja poniżej 80 jest za niska jak na test i taka jazda wcale nie jest przyjemna. Pod koniec czułem, że jadę na kapciu, będąc już tak blisko końca zagiąłem się i pojechałem już ile mogłem, jakieś 100 metrów za linią byłego poboru opłat mogłem odpuścić. Wiedziałem, że wyszedł super wynik, biorąc pod uwagę, problemy z rowerem, warunki i moją wagę to czas też wyszedł niezły. Na szczycie dopompowałem powietrza, było strasznie mało i prawdopodobnie cały podjazd tak jechałem. Zjazd wolny, masa żwiru i poniżej zera, trochę zmarzłem i poczułem ulgę gdy zjazd się skończył i spokojnym tempem dojechałem do domu. Miałem mało czasu i pojechałem prawie najkrótszą drogą.








Trening 23
Czwartek, 22 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 51.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:05 | km/h: | 24.48 |
Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 3.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 143( 73%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 600m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ciężki dzień, byłem niewyspany i za mało zjadłem przed jazdą. Pogoda do jazdy dobra, słaby wiatr i słońce. Chciałem wyznaczyć swoje maksymalne moce na 5 sekund, minutę i 5 minut. Największą uwagę przywiązywałem do 5 minutowej jazdy, wiedziałem, że na krótkich odcinkach jestem słaby i nie pomyliłem się. Od początku miałem bardzo wysokie tętno, wypoczęty organizm i nowa bateria w opasce zrobiły swoje. Pierwszy zryw już po 10 minutach jazdy zaraz za rondem w Jaworzu. Brakło chyba twardszego przełożenia, chociaż wiele więcej bym nie wycisnął. Po kilku minutach spokojniejszej jazdy, na jednej z górek w Grodźcu zrobiłem minutowy wysiłek. Tutaj poszło trochę lepiej, chociaż też słabo. Na 5 minutowy odcinek musiałem pojechać do ustronia, może znalazł bym coś bliżej ale znalazłem ciekawy podjazd i chciałem go sprawdzić. Nie byłem pewny czy ten podjazd jest wystarczająco długi i jako alternatywę miałem w obwodzie jeszcze Równicę. Do podnóża tego podjazdu dojechałem bez mocniejszych akcentów, rozebrałem jedną warstwę ciuchów i ruszyłem. Podjazd miał zmienne nachylenie a im dalej tym gorszą nawierzchnię, pod koniec się wypłaszczyło i brakło około 100 metrów sztywniejszego odcinka. Skojarzyłem, że już kiedyś jechałem ten podjazd będąc na rozwidleniu, do szczytu zostało jeszcze około 200 metrów ale nie jechałem do końca i po ubraniu się zacząłem zjazd w dół. Był to pierwszy tak długi i tak mocno pojechany podjazd w tym roku, brakuje jeszcze do optymalnego poziomu, dodatkowe kilogramy też nie pomagają. Będzie nad czym pracować. Później dołożyłem kilka podjazdów, jeden pojechałem mocno a resztę bez specjalnego napięcia. Na koniec wydłużyłem sobie jazdę.








Trening 22
Czwartek, 15 marca 2018 Kategoria Trening 2018, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:13 | km/h: | 27.52 |
Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 4.0°C | HRmax: | 165165 ( 84%) | HRavg | 133( 68%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy popołudniowy dłuższy wyjazd w tym roku. Ciężki dzień pod wieloma względami, przez co przyjemność z jazdy była znikoma. Na dzień dobry zapomniałem w domu kilku potrzebnych rzeczy, następnie dosyć spory ruch i szybka decyzja co do kierunku jazdy. Nie miałem żadnej koncepcji więc wybór padł na Goczałkowice. Nie był to zbyt rozsądny pomysł bo dobre 70 % trasy to była walka z wiatrem. Ostatnio udało się wyjść na remis a dzisiaj to wiatr wiódł prym. Na trasie kilka akcji które nie powinny się wydarzyć, pierwsza którą da się jakoś zrozumieć wydarzyła się na pierwszym podjeździe który chciałem pokonać równym tempem. Samochód w poprzek drogi i musiałem się zatrzymać, trwało to chwilę i kierowca przeprosił za utrudnienia. Później trochę nerwowo na skrzyżowaniach i gdy wyjechałem w bardziej odkryty teren to zorientowałem się, że mocno wieje. Po kilku kilometrach walki z wiatrem na moim kole pojawił się jakiś kolarz, próbowałem go zachęcić do jazdy po zmianach, bezskutecznie. Nie przypuszczałem jednak, że zrobi mi świństwo. Myśląc, że wychodzi na zmianę i będąc pewnym, że skrzyżowanie jest puste chciałem jechać za nim. Nagle pojawił się samochód, dobrze, że zmniejszyłem prędkość na tyle, że udało mi się zatrzymać. Kierowca też zachował się przytomnie i mimo, że to on miał pierwszeństwo i wcale nie musiał wyhamowywać do zera, zrobił to. Skończyło się na strachu, nie wiem czy to było przez przypadek czy umyślnie spowodowane ale mogło zakończyć się tragicznie bo to skrzyżowanie jest bardzo niebezpieczne. Nie miałem ochoty nawet tego " dupka " gonić, dla mnie nie jest on całkiem poważnym człowiekiem, nie chodzi tu o unikanie zmian, bo blisko połowa osób na wyścigach jedyne zmiany daje na linii mety i idąc tym tropem musiałbym tych wszystkich kolarzy przestać traktować jak godnych rywali. Nie wiem po co próbował odjechać, jak nawet nie umie zasygnalizować o swoim zamiarze, może nie umie jeździć w grupie ale zjechanie z głównej drogi powinno się sygnalizować i wyjeżdżając przed szereg powinno się o tym pamiętać. Kawałek dalej sięgając do kieszeni po jedzenie zorientowałem się, że zostało w domu. Trudno, czekała mnie jazda na samej wodzie. Taki mały test który przy tych warunkach nie należał do najłatwiejszych. Myśląc, że nic złego mnie już nie spotka, myliłem się, na ścieżce rowerowej w Goczałkowicach musiałem się znowu przymusowo zatrzymać, dowiedziałem się, że ta ścieżka służy także jako podjazd do parkowania samochodów przed wjazdem na teren posesji, wjechać można a o zatrzymywaniu się nie słyszałem, chyba jakiś nowy przepis o którym jeszcze nikt nic nie wie. Nie chciałem się kłócić i dalej pojechałem drogą, widząc radiowóz i słysząc za sobą klaksony przy najbliższej okazji wróciłem na ścieżkę, nie na długo bo przy następnej bocznej uliczce znowu jakiś typ mnie strąbił, że niby nie ustąpiłem mu pierwszeństwa przejazdu którego nie miał. Przyjemność z jazdy spadła już do minimum. Dalsza droga już bez większych przygód, zaczynało mi się robić trochę zimno. Ponad 10 kilometrowy odcinek z wiatrem poszedł mi bardzo słabo. To był mały przerywnik bo dalej to momentami boczny a przez znaczną część pod wiatr. Pod koniec dodatkowo doszły podjazdy, w tym jeden długi ponad 5 minutowy, jak na samopoczucie to poszedł nieźle. Końcówkę trasy też utrudniłem nieco i pagórki w połączeniu z wiatrem dały niezły wycisk. Mógłbym tą trasę przejechać szybciej, mocniej ale nie było źle. Cały trening można spokojnie nazwać lekcją przetrwania, przygody, wiatr, brak jedzenia i zbyt lekki ubiór. Na kolejny wyjazd będę musiał poczekać do następnego tygodnia. Mam nadzieję, że ten weekendowy atak zimy będzie krótki a zarazem ostatni i później już pogoda pozwoli jeździć normalnie. Zwłaszcza, że etap budowania bazy mam już praktycznie za sobą i czas na intensywniejsze treningi.




