Wpisy archiwalne w kategorii
Szosa
| Dystans całkowity: | 183822.50 km (w terenie 620.00 km; 0.34%) |
| Czas w ruchu: | 6780:57 |
| Średnia prędkość: | 26.88 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2044434 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3844166 kcal |
| Liczba aktywności: | 2695 |
| Średnio na aktywność: | 68.21 km i 2h 32m |
| Więcej statystyk | |
Klasyk Radkowski 2017
Sobota, 20 maja 2017 Kategoria 100-200, Maraton, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 195.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 06:49 | km/h: | 28.61 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 154( 78%) |
| Kalorie: | 4768kcal | Podjazdy: | 3550m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny start w tym sezonie. Tym razem przyszła kolej na Klasyk Radkowski. Impreza zaliczana do cyklu Pucharu Polski w Supermaratonach Szosowych 2017 oraz do Klasyfikacji Górskiej. Jestem zadowolony z formy, jazdy oraz wyniku. Największy minus to znowu brak szczęścia i dawka pecha.
Przed startem pojechałem na krótką rozgrzewkę, z rowerem wszystko w porządku i mogłem ustawić się na stracie. Przez omyłkę załączyłem licznik dwie minuty szybciej. Powinno być nas 10 ale ostatecznie w grupie startowało 9 osób. Na początku lekko zostałem z tyłu, wszystkie Jas-Kółki startowały razem. Już po starcie mocniejsze pociągnięcie i dwójka lekko odjechała. Paweł znalazł się z przodu, ja jakoś odruchowo szarpnąłem i zacząłem spawać grupę. W całym tym zamieszaniu zgubiliśmy Andrzeja i nie mógł dogonić nas. Zostało nas 5, jeden zawodnik dał jedną zmianę i spłynął i było nas 4, Zdzisław Kalinowski nie dawał zmian, ze względu na szacunek do niego nie przeszkadzało mi to i we 3 współpraca się układała dobrze. Na pierwszym podjeździe lekko odskoczyłem ale po asekuracyjnym zjeździe straciłem trochę do kolegów. Zaczął się podjazd pod Batorów, dosyć długi ze spokojnym początkiem i trudniejszą końcówką. Paweł po chwili został, wolał jechać swoim tempem niż się szarpać, Artur Paterek jakoś się trzymał. Na nieco trudniejszym fragmencie odjechałem na jakieś 30 sekund. Wypatrywałem numeru 27 lub 25 i nie zauważyłem. Na horyzoncie widziałem dwóch zawodników, nie mogłem się zbliżyć więc musieli to być Łukasz Łaszczuk i Remigiusz Ornowski. Przed końcem podjazdu powiedziano mi o niecałych 2 minutach straty do prowadzącej dwójki. Kilka sekund nadrobiłem na pierwszych 18 kilometrach. Zaczął się zjazd, jechałem wolno i asekuracyjnie. Po pierwszej sekcji dziur zauważyłem latająca klamkomanetkę, zatrzymałem się na nieco lepszej nawierzchni, szukałem imbusa w kieszeni, nie znalazłem, z mijających nikt nie posiadał i dopiero Paweł mnie poratował. Dwie minuty stałem bezczynnie. Nerwowo zabrałem się do pracy, zerwałem niepotrzebnie owijkę i zdjąłem gumę z klamkomanetki, dokręciłem i na szybko i byle jak założyłem gumę i owijkę. Zauważyłem też wyłamany koszyk na bidon, szybkie przepakowanie kieszonek i jeden bidon wylądował w kieszeni. W międzyczasie sporo osób mnie minęło. Nie zauważyłem Andrzeja, okazało sie, że złapał kapcia trochę wcześniej. Ruszyłem dalej, nie ujechałem 100 metrów i wpadłem w dziurę, podbiło mi koło i poczułem obręcz, po chwili nie było powietrza w przednim kole. Na szczęście nie jechałem szybko i mogłem się szybko zatrzymać, chwilę się mocowałem ze zdjęciem opony i szybko wymieniłem dętkę, nie było dziury w oponie i nawet bez problemów udało się założyć oponę. Miałem pompkę na naboje CO2, ale tylko z jednym nabojem, bojąc się o kolejny defekt, trochę powietrza napompowałem ręcznie i około pół naboju wykorzystałem. Oba defekty zabrały mi 15 minut. Spora strata, dwie grupy z Mega przejechały i trafiłem tak, że musiałem jechać sam. Po zjeździe było kilka spokojniejszych odcinków, nogi przez ten postój zrobiły się twarde, miałem nadzieję, że popuszczą później i nadrobię trochę czasu. Pierwsze miejsce już odjechało ale o drugim mogłem realnie myśleć, brakowało kogoś do współpracy, jeżeli do kogoś dojeżdżałem to za chwilę zostawał z tyłu, dojechałem do bufetu. Był tam wóz serwisowy i skorzystałem z pompki i dopompowałem koło. Wypiłem kubek wody i ogień dalej. Stojąc na bufecie minęła mnie 2 zawodników. Jedną koszulkę poznałem i wiedziałem, że jest to mocny zawodnik. Zjechałem do Kudowy a tam trochę inaczej poprowadzona trasa niż w ubiegłym roku. Zaczął się podjazd tzw. Drogą Stu Zakrętów w kierunku Karłowa. Pojechałem dosyć mocno i dogoniłem tych 2 zawodników a dodatkowo wyprzedziłem kilka osób. Na zjeździe zostałem, nie chciałem ryzykowac zbytnio, za duży ruch i koledzy odjechali a ja zablokowany przez samochody wlekłem się do samego Radkowa. Pierwszą rundę przejechałem w nieco ponad 2 godziny i 10 minut, dodając czas stracony na defekty i bufet było to 2:26. Najwolniejsze okrążenie, niestety byłem sam i miałem spory odcinek czasówki. W Wambierzycach zatrzymała mnie pielgrzymka. W Chocieszowie dogoniłem kogoś i chwile na kole. Na podjeździe pod Batorów dogoniłem sporą grupę i z nimi przejechałem prawie całe okrążenie. Straty na zjazdach odrabiałem na podjazdach, dałem kilka zmian by odciążyć kolegów, większość czasu spędziłem jednak z tyłu odpoczywając przed 3 okrążeniem. Przed bufetem dogoniłem Krzyśka Kubika, już miałem tylko dwie minuty straty do drugiego miejsca. Na bufecie lekko zostałem z tyłu i dopiero na podjeździe byłem w podzielonej już grupie, jechałem swoim tempem i wszyscy zostawali w tyle. W połowie góry dogoniłem Pawła, dopingował mnie i jechałem dalej. Zjazd znowu samotny i wjazd na 3 okrążenie. Jechało się dalej dobrze, trochę zaczęły boleć nogi. Na moje oko byłem gdzieś jako 10 z Giga i miałem szansę trochę podgonić. Nie jechałem za szybko, z przodu nikogo, z tyłu nikogo, w Chocieszowie ktoś się pojawił ale złapałem go dopiero na podjeździe pod Batorów. Dogoniłem Szymona Koziatka i jakoś dojechałem do szczytu. Miałem chwilowy kryzys, dobrze, że był zjazd, postanowiłem trochę ryzykować na zjazdach, najgorsze były te długie niezbyt strome odcinki, brakowało kogoś do współpracy. Dojechałem do bufetu. Podobno tylko 4 z Giga było z przodu. Trochę dychnąłem, wypiłem izo, zabrałem pół bidonu wody i dwa banany, zostawiłem drugi bidon i zbędne rzeczy z kieszonek i ruszyłem na ostatnie 23 kilometry. Już w Kudowie spory ruch, spowolnienia i strata cennego czasu. Cały podjazd wjechałem równym tempem, nie chciałem jechać na maksa, jechało się lepiej niż przez pierwszą część okrążenie, minąłem dwóję z Giga i wiedziałem, że muszę szybko zjechać by być prawdopodobnie 4 w OPEN. Dojechałem do szczytu i tam czas 6:48. Założenie było by zejść poniżej 7:05. Już przed Karłowem wlekłem się przez samochody, jeden prawie wyrzucił mnie z drogi, bez kierunkowskazu skręcił w prawo. Za Karłowem trafiłem na autobus który sobie chyba wyznaczył cel, nie jechać więcej niż 25 km/h. Długo się wlekłem za nim i w końcu nie wytrzymałem i na jedej z serpentyn go wyprzedziłem. Od tej pory już był ogień do mety. Jakieś 3 minuty straciłem na tym zjeździe i udało się dowieźć 4 miejsce w OPEN i 2 w M2. Nie byłem jakoś szczególnie zmęczony, trochę czułem w nogach dystans i przewyższenie ale byłem zadowolony. Koledzy też dobrze pojechali, Paweł pojechał równym tempem a Andrzej miał czasówkę i ostatecznie też źle nie wypadł. Może będzie okazja do rewanżu, kiedyś ktoś musi objechać Remigiusza Ornowskiego. To był jego 5 z rzędu wygrany Klasyk Radkowski. Organizacja maratonu na plus. Może kiedyś uda się polepszyć jakość dróg bo to chyba jedyna zła rzecz która mi przychodzi do głowy. Kolejny start w tym cyklu to prawdopodobnie Klasyk Kłodzki. Chciałbym być na podium OPEN w Klasyfikacji Górskiej tego cyklu w tym sezonie. W maju już więcej nie startuję, za tydzień w sobotę jest czasówka na Pradziada, w niedzielę kilka ciekawych imprez tylko wtedy nie mogę jechać, więc najbliższy start to Rajcza Tour. Z tą formą i odrobiną szczęścia jestem w stanie przyjechać bardzo wysoko.
https://www.strava.com/activities/997676391
Przed startem pojechałem na krótką rozgrzewkę, z rowerem wszystko w porządku i mogłem ustawić się na stracie. Przez omyłkę załączyłem licznik dwie minuty szybciej. Powinno być nas 10 ale ostatecznie w grupie startowało 9 osób. Na początku lekko zostałem z tyłu, wszystkie Jas-Kółki startowały razem. Już po starcie mocniejsze pociągnięcie i dwójka lekko odjechała. Paweł znalazł się z przodu, ja jakoś odruchowo szarpnąłem i zacząłem spawać grupę. W całym tym zamieszaniu zgubiliśmy Andrzeja i nie mógł dogonić nas. Zostało nas 5, jeden zawodnik dał jedną zmianę i spłynął i było nas 4, Zdzisław Kalinowski nie dawał zmian, ze względu na szacunek do niego nie przeszkadzało mi to i we 3 współpraca się układała dobrze. Na pierwszym podjeździe lekko odskoczyłem ale po asekuracyjnym zjeździe straciłem trochę do kolegów. Zaczął się podjazd pod Batorów, dosyć długi ze spokojnym początkiem i trudniejszą końcówką. Paweł po chwili został, wolał jechać swoim tempem niż się szarpać, Artur Paterek jakoś się trzymał. Na nieco trudniejszym fragmencie odjechałem na jakieś 30 sekund. Wypatrywałem numeru 27 lub 25 i nie zauważyłem. Na horyzoncie widziałem dwóch zawodników, nie mogłem się zbliżyć więc musieli to być Łukasz Łaszczuk i Remigiusz Ornowski. Przed końcem podjazdu powiedziano mi o niecałych 2 minutach straty do prowadzącej dwójki. Kilka sekund nadrobiłem na pierwszych 18 kilometrach. Zaczął się zjazd, jechałem wolno i asekuracyjnie. Po pierwszej sekcji dziur zauważyłem latająca klamkomanetkę, zatrzymałem się na nieco lepszej nawierzchni, szukałem imbusa w kieszeni, nie znalazłem, z mijających nikt nie posiadał i dopiero Paweł mnie poratował. Dwie minuty stałem bezczynnie. Nerwowo zabrałem się do pracy, zerwałem niepotrzebnie owijkę i zdjąłem gumę z klamkomanetki, dokręciłem i na szybko i byle jak założyłem gumę i owijkę. Zauważyłem też wyłamany koszyk na bidon, szybkie przepakowanie kieszonek i jeden bidon wylądował w kieszeni. W międzyczasie sporo osób mnie minęło. Nie zauważyłem Andrzeja, okazało sie, że złapał kapcia trochę wcześniej. Ruszyłem dalej, nie ujechałem 100 metrów i wpadłem w dziurę, podbiło mi koło i poczułem obręcz, po chwili nie było powietrza w przednim kole. Na szczęście nie jechałem szybko i mogłem się szybko zatrzymać, chwilę się mocowałem ze zdjęciem opony i szybko wymieniłem dętkę, nie było dziury w oponie i nawet bez problemów udało się założyć oponę. Miałem pompkę na naboje CO2, ale tylko z jednym nabojem, bojąc się o kolejny defekt, trochę powietrza napompowałem ręcznie i około pół naboju wykorzystałem. Oba defekty zabrały mi 15 minut. Spora strata, dwie grupy z Mega przejechały i trafiłem tak, że musiałem jechać sam. Po zjeździe było kilka spokojniejszych odcinków, nogi przez ten postój zrobiły się twarde, miałem nadzieję, że popuszczą później i nadrobię trochę czasu. Pierwsze miejsce już odjechało ale o drugim mogłem realnie myśleć, brakowało kogoś do współpracy, jeżeli do kogoś dojeżdżałem to za chwilę zostawał z tyłu, dojechałem do bufetu. Był tam wóz serwisowy i skorzystałem z pompki i dopompowałem koło. Wypiłem kubek wody i ogień dalej. Stojąc na bufecie minęła mnie 2 zawodników. Jedną koszulkę poznałem i wiedziałem, że jest to mocny zawodnik. Zjechałem do Kudowy a tam trochę inaczej poprowadzona trasa niż w ubiegłym roku. Zaczął się podjazd tzw. Drogą Stu Zakrętów w kierunku Karłowa. Pojechałem dosyć mocno i dogoniłem tych 2 zawodników a dodatkowo wyprzedziłem kilka osób. Na zjeździe zostałem, nie chciałem ryzykowac zbytnio, za duży ruch i koledzy odjechali a ja zablokowany przez samochody wlekłem się do samego Radkowa. Pierwszą rundę przejechałem w nieco ponad 2 godziny i 10 minut, dodając czas stracony na defekty i bufet było to 2:26. Najwolniejsze okrążenie, niestety byłem sam i miałem spory odcinek czasówki. W Wambierzycach zatrzymała mnie pielgrzymka. W Chocieszowie dogoniłem kogoś i chwile na kole. Na podjeździe pod Batorów dogoniłem sporą grupę i z nimi przejechałem prawie całe okrążenie. Straty na zjazdach odrabiałem na podjazdach, dałem kilka zmian by odciążyć kolegów, większość czasu spędziłem jednak z tyłu odpoczywając przed 3 okrążeniem. Przed bufetem dogoniłem Krzyśka Kubika, już miałem tylko dwie minuty straty do drugiego miejsca. Na bufecie lekko zostałem z tyłu i dopiero na podjeździe byłem w podzielonej już grupie, jechałem swoim tempem i wszyscy zostawali w tyle. W połowie góry dogoniłem Pawła, dopingował mnie i jechałem dalej. Zjazd znowu samotny i wjazd na 3 okrążenie. Jechało się dalej dobrze, trochę zaczęły boleć nogi. Na moje oko byłem gdzieś jako 10 z Giga i miałem szansę trochę podgonić. Nie jechałem za szybko, z przodu nikogo, z tyłu nikogo, w Chocieszowie ktoś się pojawił ale złapałem go dopiero na podjeździe pod Batorów. Dogoniłem Szymona Koziatka i jakoś dojechałem do szczytu. Miałem chwilowy kryzys, dobrze, że był zjazd, postanowiłem trochę ryzykować na zjazdach, najgorsze były te długie niezbyt strome odcinki, brakowało kogoś do współpracy. Dojechałem do bufetu. Podobno tylko 4 z Giga było z przodu. Trochę dychnąłem, wypiłem izo, zabrałem pół bidonu wody i dwa banany, zostawiłem drugi bidon i zbędne rzeczy z kieszonek i ruszyłem na ostatnie 23 kilometry. Już w Kudowie spory ruch, spowolnienia i strata cennego czasu. Cały podjazd wjechałem równym tempem, nie chciałem jechać na maksa, jechało się lepiej niż przez pierwszą część okrążenie, minąłem dwóję z Giga i wiedziałem, że muszę szybko zjechać by być prawdopodobnie 4 w OPEN. Dojechałem do szczytu i tam czas 6:48. Założenie było by zejść poniżej 7:05. Już przed Karłowem wlekłem się przez samochody, jeden prawie wyrzucił mnie z drogi, bez kierunkowskazu skręcił w prawo. Za Karłowem trafiłem na autobus który sobie chyba wyznaczył cel, nie jechać więcej niż 25 km/h. Długo się wlekłem za nim i w końcu nie wytrzymałem i na jedej z serpentyn go wyprzedziłem. Od tej pory już był ogień do mety. Jakieś 3 minuty straciłem na tym zjeździe i udało się dowieźć 4 miejsce w OPEN i 2 w M2. Nie byłem jakoś szczególnie zmęczony, trochę czułem w nogach dystans i przewyższenie ale byłem zadowolony. Koledzy też dobrze pojechali, Paweł pojechał równym tempem a Andrzej miał czasówkę i ostatecznie też źle nie wypadł. Może będzie okazja do rewanżu, kiedyś ktoś musi objechać Remigiusza Ornowskiego. To był jego 5 z rzędu wygrany Klasyk Radkowski. Organizacja maratonu na plus. Może kiedyś uda się polepszyć jakość dróg bo to chyba jedyna zła rzecz która mi przychodzi do głowy. Kolejny start w tym cyklu to prawdopodobnie Klasyk Kłodzki. Chciałbym być na podium OPEN w Klasyfikacji Górskiej tego cyklu w tym sezonie. W maju już więcej nie startuję, za tydzień w sobotę jest czasówka na Pradziada, w niedzielę kilka ciekawych imprez tylko wtedy nie mogę jechać, więc najbliższy start to Rajcza Tour. Z tą formą i odrobiną szczęścia jestem w stanie przyjechać bardzo wysoko.
https://www.strava.com/activities/997676391
Trening 55
Środa, 17 maja 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 69.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:29 | km/h: | 27.79 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 124( 63%) |
| Kalorie: | 1371kcal | Podjazdy: | 540m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny spokojny trening praktycznie identyczny jak wczorajszy. Jedynymi różnicami były prawie płaska trasa oraz trochę mocniejszy wiatr. Kierowcy znowu trochę utrudniali jazdę a do tego sporo objazdów i robót drogowych, ale jak to wszystko zrobią to będą kolejne odcinki z dobrą nawierzchnią oraz kilka nowych rond w okolicy. To była ostatnia jazda przed sobotnim maratonem w Radkowie. Jak mi się nic nie przytrafi to powinno być dobrze, plan już mam i trzeba go zrealizować, nawet jeżeli stracę trochę na pierwszym kółku to na następnych powinienem to odrobić. Poza jednym zjazdem trasa jest stworzona dla mnie, kilka podjazdów w tym jeden długi i przyjemny, niewiele płaskiego. Po zastanowieniu się jaki rower wybrać to ryzykuję i jadę na najlepszym sprzęcie, zmieniłem tylko opony na Michelin.
https://www.strava.com/activities/991588174
https://www.strava.com/activities/991588174
Trening 54
Wtorek, 16 maja 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:03 | km/h: | 27.80 |
| Pr. maks.: | 53.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 166166 ( 85%) | HRavg | 123( 63%) |
| Kalorie: | 1288kcal | Podjazdy: | 500m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny trening. Pogoda z rana niezbyt dobra, wyjechałem później i już było dobrze. Nawet wiatr nie przeszkadzał lub już przestałem zwracać na niego uwagę. Cały czas jechałem bardzo spokojnym tempem, nawet na górkach nie przyśpieszałem. Podczas jazdy sporo niebezpiecznych sytuacji, sam nie wiem ile razy musiałem hamować i się zatrzymywać przez bezmyślnych kierowców. Jutro powtórka.
https://www.strava.com/activities/989017091
https://www.strava.com/activities/989017091
Force Spac Bohuminska Casovka 2017
Niedziela, 14 maja 2017 Kategoria Szosa, Samotnie, avg>30km\h, 0-50
| Km: | 19.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:28 | km/h: | 40.71 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 184184 ( 94%) | HRavg | 175( 89%) |
| Kalorie: | 422kcal | Podjazdy: | 50m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy start w Czechach w tym sezonie. Jazda indywidualna na czas, po początkowych obawach była to moja życiowa czasówka. Tak szybko jeszcze nie pojechałem. Rano wyjechałem sprawdzić tylko rower i na start pojechałem tym razem samochodem, tak dla odmiany. Zaparkowałem bliżej centrum by później jeszcze odwiedzić rynek. Na start miałem jakieś 2 kilometry. Pojechałem załatwić sprawy w biurze zawodów. Myślałem o wykupieniu licencji ale nie miałem wystarczająco gotówki. Odebrałem numer i spotkałem wielu znajomych, m.in Rogelli Team, Twomark Team czy Jafi Sport Bike Team. Już wiedziałem do kogo będę mógł porównać swój rezultat. Wróciłem do samochodu się przebrać, ubrałem kombinezon czasowy, dopompowałem powietrza i sprawdziłem napęd. Schody zaczęły się gdy wyjechałem na rozgrzewkę. Noga nie podawała najlepiej, tętno z kosmosu, to nie wróżyło niczego dobrego. Po dobrej godzinie jazdy było lepiej i stanąłem na stracie. Prognozy mówiły o coraz większej sile wiatru i warunki już były trudniejsze niż podczas jazdy kobiet czy starszych kategorii. Kilkoro dobrych zawodników z listy startowej nie przyjechało i zrobiły się luki. Ja miałem wystartować o 12:11, minutę przed Ondrejem Frielą który mnie zlał rok temu w czasówce na Bahenec. Wystartowałem i szybko się rozpędziłem, równa szeroka droga, na tym odcinku nie było czuć wiatru i można było jechać 45 km/h. Po około 1,5 kilometra pojawiło się lekkie wzniesienie, na zbyt wysokim biegu próbowałem wjechać i prędkość spadła nawet do 33 km/h. Do pierwszego nawrotu jeszcze kilka wzniesień było i po prawie 6 kilometrach byłem tuż za zawodnikiem startującym minutę wcześniej. Po nawrocie wiatr boczny przeszkadzający, jednak było lekko w dół i cały czas ponad 40 km/h można było jechać. Później był trudny technicznie odcinek z przejazdem pod autostradą, zwolniłem chyba za bardzo ale parę osób tam wyleciało z drogi. Tam też minął mnie Ondrej Friela. Był to 10 kilometr. Później bardzo ostry zakręt w prawo i długa prosta z bocznym wiatrem, jechałem cały czas równo mocno, mimo to Friela się oddalał, brakowało mi 1-2 ząbków na kasecie lub tarczy 52/53 z przodu. Po nawrocie już wiedziałem, że podium nie będzie bo 2 zawodników było zbyt blisko za mną, jechałem jednak dalej swoje, były momenty pod wiatr ale mimo to cały czas 40 km/h na liczniku. Na zakręcie przed biurem zawodów niebezpieczna sytuacja, miałem skręcić w prawo ale były dwie drogi, pare osób skręciło w pierwszą, też miałem chwilę zwątpienia i jednak 2 droga była prawidłowa. Długa prosta do nawrotu była z wiatrem. Myślałem, że jeszcze 3 km do mety ale nawrót nastąpił szybciej i ostatnie 1200 metrów było pod wiatr, wykrzesałem resztkę mocy i z dobrym czasem wjechałem na metę. Czas zwycięzcy w tej kategorii 26:06, trzecie miejsce 27:38 a mój czas 28:13, średnia 41 km/h. Chyba dobry, porównując do rywali z Orzesza, tam straciłem do nich minutę a tutaj tylko 20 sekund na trasie dłuższej o 1 kilometr. Na tyle ile sprzęt i nogi pozwoliły to pojechałem. To była moja najlepsza czasówka, są oczywiście pewne kwestie do poprawy. Po zawodach posiłek w biurze zawodów, długie oczekiwanie na wyniki, w końcu się pojawiły tylko miejsca 1-3 i to jeszcze z pewnymi błędami. Nie potrzebne czekanie, gdybym wiedział to wcześniej bym poszedł na rynek na obiad. Ogólnie to fajna czasówka. Poziom też dosyć wysoki. Następna czasówka w Morawce 4 czerwca, może pojadę chociaż to nie mój profil, najpierw podjazd a do mety zjazd. Teraz czas na luźniejszy tydzień, coś tam pojeźdżę ale tylko spokojnie i za tydzień prawdziwy sprawdzian w Radkowie.
https://www.strava.com/activities/986077931
Zaginka na trasie

Wjazd na metę.
https://www.strava.com/activities/986077931
Zaginka na trasie

Wjazd na metę.
Rozgrzewka i rozjazd
Niedziela, 14 maja 2017 Kategoria Samotnie, Szosa
| Km: | 27.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:01 | km/h: | 26.56 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 173173 ( 88%) | HRavg | 131( 67%) |
| Kalorie: | 578kcal | Podjazdy: | 90m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Trening 53
Piątek, 12 maja 2017 Kategoria Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 97.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:09 | km/h: | 23.37 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 201201 (103%) | HRavg | 145( 74%) |
| Kalorie: | 3177kcal | Podjazdy: | 2040m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Drugi i ostatni trening w pięknych okolicach Jesenników. Jako główny cel obrałem Pradziada, najwyższy szczyt w okolicy. Pogoda rano nieciekawa ale pomimo tego wyjechałem. Było dosyć ciepło ale na górze głosili zaledwie 3 stopnie. Chmury i mokre drogi nie zachęcały do jazdy, wybrałem najkrótszą z wielu wariantów tras dojazdowych. Po drodze kilka podjazdów, wjechałem je spokojnym tempem i w sumie po ponad godzinie byłem w miejscowości Vrbno pod Pradeadem skąd już cały czas pod górę. Łącznie 18 kilometrów i ponad 900 metrów przewyższenia. Połowa drogi to dojazd do właściwego podjazdu. Kawałek prowadził po kostce brukowej ale większość bo dobrej jakości asfalcie. Do podnóża podjazdu minęło mnie łącznie około 10 samochodów. Przed podjazdem rozebrałem się, zostawiłem tylko rękawki ale to też był błąd, miałem szczęście, że nie było ruchu i nie musiałem mijać szlabanu bokiem i mogłem się rozpędzić lekko i od początku dosyć mocnym tempem. Po chwili ściągnąłem rękawki, czułem się jak w Alpach, po bokach drogi śnieg, jezdnia mokra i mgła, że nie było widać na 50 metrów. Jechałem cały czas równo i mocno, miałem ambitny plan, pobić najlepszy czas 34:47 i spróbować wjechać poniżej 30 minut. Nie wiedziałem ile dokładnie jest do wypłaszczenia, mgła nie pozwoliła na orientację więc musiałem sugerować się czasem i prędkością. Po około 20 minutach wyjechałem z lasu, kawałek dalej się wypłaszczyło, za Owczarnią nawet kawałek zjazdu i ujrzałem wieżę i krajobraz wokół. Czułem dobry czas i po zjeździe jechałem jeszcze mocniej, dawno tak mocno nie pracowałem, ten odcinek na szczyt jest bardzo zdradliwy. Są lekkie wypłaszczenia i wystromienia. Widok wieży motywował ale sił już brakowało i na względnie łatwych końcowych 500 metrach ujrzałem tętno 200, jechałem tam niezbyt szybko jak na finisz ale byłem już strasznie ujechany, czas leciał i w końcu dojechałem na szczyt. Trochę później wyłączyłem stoper i pokazał czas 28:50. Według GPS na Stravie mam czas 28:27, jak na 9 km podjazd z ponad 600 metrów przewyższenia to bardzo dobry wynik. Chwilę dochodziłem do siebie, na szczycie słońce i 5 stopni, na starcie było 15. Zjazd pokonałem zupełnie na luzie, chociaż tutaj można nieźle poszleć i gdy na moment puściłem klamki to od razu 70 km/h pojawiło się na liczniku. Trochę wymarzłem na zjeździe. Wrócić postanowiłem inną drogą i pojechałem w kierunku Videl, na rozwidleniu prosto i kolejny podjazd. Kiedyś tam już jechałem i kojarzyłem, że ten podjazd nie jest długi. Dosyć szybko wjechałem na górę i później długi zjazd przez Vidly do Vrbna pod Pradeadem, mogłem jechać na Jesennik ale jakoś tak skręciłem. Zjazd skończył się w centrum tej miejscowości i później cały czas lekko w górę do Hermanowic. Znowu miałem dwie opcje w prawo lub prosto, obie drogi prowadziły do Zlatych Hor. Skręciłem w prawo i później znowu w prawo i po krótkiej wspinaczce i zjeździe znalazłem się w Petrovicach. Na deser został podjazd na Biskupią Kopę, czułem już trochę nogi i ten podjazd już poszedł słabo. Wturlałem się na górę i zacząłem zjeżdżać, na dole znowu strzeliła szprycha w tylnym kole. Muszę chyba kupić nowe koła treningowe, stare wszystkie już wyeksploatowane, jakoś udało się dojechać i trening mogę zaliczyć do udanych. Z ciekawości sprawdzilem sobie czasy innych na Stravie i wyszedł wynik w 20 na ponad 1000 osób. Pierwsza 15 to zawodnicy z licencjami. Muszę wrócić tam na lepszym rowerze. Szkoda, że znowu przespałem zapisy na zawody bo byłaby szansa na zwycięstwo OPEN. Kiedyś muszę tutaj przyjechać na 2-3 dni i zrobić treningi po 120-150 km by zaliczyć wszystkie górki. To była tylko namiastka. W ciągu dwóch dni minęło mnie tyle samochodów co mija mnie średnio na 5 km trasy w moich okolicach. Jest znacznie bezpieczniej, nikt nie wymusza pierwszeństwa a i drogi są w znacznie lepszym stanie. Po takich 2 treningach w niedzielę czasówka płaska w Bohuminie.
https://www.strava.com/activities/982513148
https://www.strava.com/activities/982513148
Trening 52
Czwartek, 11 maja 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 70.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:39 | km/h: | 26.42 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 192192 ( 98%) | HRavg | 141( 72%) |
| Kalorie: | 1916kcal | Podjazdy: | 1140m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy dłuższy trening w okolicach Jesenników. Dawno tutaj nie byłem a zawsze w tych okolicach mi się podobało. Miałem wyjechać zaraz po śniadaniu czyli o 8:00 ale jeszcze miałem coś do zrobienia i było zimno. W ciągu niecałej godziny ogrzało się z 9 do 15 stopni. Wyjechałem punkt 9:00 i skierowałem się na Czechy. Chciałem sprawdzić czy da się bezpośrednio dojechać do Czech nie robiąc pętli przez Głuchołazy. Po kilometrze już byłem za granicą. Jedyną informacją był znak, po kilku minutach byłem już na głównej drodze. Przejechałem przez Zlate Hory i na dzień dobry postanowiłem wjechać na Biskupią Kopę. Początek względnie spokojny ale od ostatniej serpentyny zrzuciłem dwa ząbki niżej i mocno do końca. Tak mocno to chyba jechałem tylko w Orzeszu na czasówce. Trochę ujechany wjechałem na szczyt. Ubrałem kamizelkę i szybki zjazd, dobra droga, zero samochodów i dobra widoczność. Był to chyba najszybszy zjazd w tym roku, po zjeździe do Petrovic skręciłem w prawo. Początkowo po płaskim a im dalej tym stromiej. Końcówka podjazdu to już ponad 10%, po mocnym początku końcówkę odpuściłem. Nawierzchnia w tym miejscu pozostawiała wiele do życzenia, jednak porównując ją do naszych rejonów to była podobna. Przed szczytem lekkie wypłaszczenie i krótki zjazd w dół do głównej drogi. Chwila zawahania i skręciłem w lewo. Lekko w dół do kolejnego skrzyżowania w Hermanovicach i po skręcie w prawo. Kolejny podjazd, wjechałem go spokojnym tempem i na szczycie chwila oddechu i założenie kamizelki. Na zjeździe trochę wiało ale bardziej w plecy. Przed Zlatymi Horami odbiłem na Rejviz. Był znak o jakiś robotach drogowych. Jechałem ale żadnych remontów nie widziałem. Po kilku kilometrach podjazdu byłem na szczycie i tam dopiero jakiiś 100 metrowy odcinek bez nawierzchni, jeden pas był dopuszczony do przejazdu i mogłem jechać dalej. To był ostatni długi podjazd na trasie. Czekał mnie względnie płaski i pozornie nudny odcinek główną drogą do Głuchołaz. Równa szeroka droga i wiatr w boczny lub w plecy. Po drodze krótki odcinek w góre ale wjechałem go za samochodem, jechał moim tempem i spokojnie mogłem się go trzymać. Szybko dojechałem do Mikulovic, po drodze dwie hopki, wiadukt nad torami kolejowymi i lekki podjazd do centrum. Skręciłem w prawo na Zlate Hory, spodziewałem sie jakiegoś podjazdu a był tylko krótki dosyć stromy odcinek na przejazd kolejowy a tak to cały czas lekko w górę ale pod wiatr. Ze Zlatych Hor wróciłem do polski tą samą drogą. Fajna trasa idealna na rozgrzewkę przed piątkowym Pradziadem.
https://www.strava.com/activities/981062431
https://www.strava.com/activities/981062431
Trening 50
Wtorek, 9 maja 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:55 | km/h: | 28.70 |
| Pr. maks.: | 54.00 | Temperatura: | 5.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 953kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny trening, jechało się tak jak dzisiejsze warunki czyli źle. Noga coś nie podawała, do tego sporo utrudnień na drodze. Przemilczę temat pogody bo to już jest powoli nie do wytrzymania. Samo ubieranie się na trening zabiera sporo czasu a i tak ciężko jest się dobrze ubrać. Dzisiaj brakło grubych rękawic. Przy okazji przetestowałem napęd po wymianie łańcucha. Nie przeskakuje czyli jest dobrze. Trochę źle obrałem kierunek bo spora część trasy była pod wiatr. Na koniec lekko przyśpieszyłem i jechałem tak przez 6 minut. Pod koniec jazdy już nie czułem palców u rąk i miałem problem ze zmianą biegów. Jutro mam w planie zaliczyć jeden podjazd po drodze. Myślałem o Dlouhe Strane ale nie będę miał tyle czasu bo to ponad 12 km podjazdu i ponadto sporo śniegu leży na podjeździe i w okolicy zbiornika na szczycie. Zaliczę go innym razem a bardziej realne jest zaliczenie Cervenohorskiego Sedla, 9 km łatwiejszego podjazdu szeroką drogą i z mniejszą ilością śniegu.
https://www.strava.com/activities/978431611
https://www.strava.com/activities/978431611
Rozjazd
Niedziela, 7 maja 2017 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 41.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:43 | km/h: | 23.88 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 779kcal | Podjazdy: | 330m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny rozjazd po wczorajszym treningu. Nie czułem żadnego zmęczenia i spokojnie mogłem dzisiaj jechać dłużej ale nie chciałem. Dokładnie sobie przeanalizowałem wczorajszy wyścig i wyszło na to, że ostatni podjazd do mety pokonałem szybciej niż 2 zawodnik OPEN. Z rozmów z osobami jadącymi cały czas w pierwszej grupie wynikło, że tempo wcale nie było takie mocne, jeżeli ktoś pociągnął mocniej to tylko na chwilę a ogólnie ścigano się jak zwykle na zjazdach. Decydujący atak poszedł na 5 rundzie przed bufetem, a dokładnie to samochód oddzielił 6 zawodników od reszty i ta 6 dogoniła samotnie uciekającego Rafała Wrożynę. Mocniejsze tempo na podjeździe podzieliło grupę na dwie. Dwie ostatnie rundy nasza grupa przejechała wolno bo strata urosła z 3 do 6 minut. Mogłem zdecydować się jeszcze na jeden atak ale dosyć dużo krwii i nerwów popsułem rywalom podkręcając tempo i atakując. Nie mogli się do mnie przyczepić bo na 3 ostatnich rundach regularnie dawałem zmiany i byłem z tej grupki najmocniejszy. Zobaczyłem czasy ostatniego podjazdu zawodników z którymi przegrałem i były gorsze od 20 sekund do nawet 3 minut na 2,5 kilometrowym podjeździe. W prawdziwych górach już będzie decydować tylko forma i jak ktoś jest słaby pod dłuższe podjazdy to nie znajdzie się w czołówce. Jeden z celów na wyścig zrealizowałem i z tego jestem zadowolony. Kolejne starty powinny być lepsze.
Kolejny tydzień będzie zależał głównie od pogody a także od ilości wolnego czasu. W środę wyjeżdżam na szkolenie z pracy i potrwa ono do piątku. Z planu wynika, że czas wolny będzie między 8 a 13 więc może coś się uda pojeździć, rower zapakuję do samochodu i przy okazji torbę ciuchów na każde warunki. Wyjazd połączę także z wypoczynkiem i przedłużę sobie go do soboty. Szkolenie pierwotnie miało być w okolicy Łodzi a ostatecznie będzie w okolicy Głuchołazów. Bliżej i lepsze tereny do wypoczynku i jazdy. Oby tylko dopisała pogoda. Podładuję akumulatory przed niedzielną czasówką w Bohuminie.
https://www.strava.com/activities/975471366
Kolejny tydzień będzie zależał głównie od pogody a także od ilości wolnego czasu. W środę wyjeżdżam na szkolenie z pracy i potrwa ono do piątku. Z planu wynika, że czas wolny będzie między 8 a 13 więc może coś się uda pojeździć, rower zapakuję do samochodu i przy okazji torbę ciuchów na każde warunki. Wyjazd połączę także z wypoczynkiem i przedłużę sobie go do soboty. Szkolenie pierwotnie miało być w okolicy Łodzi a ostatecznie będzie w okolicy Głuchołazów. Bliżej i lepsze tereny do wypoczynku i jazdy. Oby tylko dopisała pogoda. Podładuję akumulatory przed niedzielną czasówką w Bohuminie.
https://www.strava.com/activities/975471366
Klasyk Annogórski 2017
Sobota, 6 maja 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017
| Km: | 80.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:25 | km/h: | 33.10 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 181181 ( 92%) | HRavg | 158( 81%) |
| Kalorie: | 2320kcal | Podjazdy: | 1120m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy wyścig w tym roku. Na początek sporo uwag organizacyjnych ale pewne rzeczy chyba już się nigdy nie zmienią i zawsze będą równi i równiejsi. Nie wiedziałem jak się ubrać, siąpiało i było dosyć chłodno, wybór padł na krótki strój i rękawki. Dosyć dobrze się rozgrzałem i byłem na starcie dokładnie na otwarcie sektora. Byłem w miarę z przodu ale po wjechaniu okazało się, że spora część osób już sobie zajęła miejsce w drugim sektorze i wjazd do pierwszego był utrudniony. Byłem gdzieś w 5 rzędzie ale część osób wogóle nie zajęła miejsce w sektorze tylko obok i na ulicy, trochę mniejsi cwaniacy i spóźnialscy przeskakiwali przez barierki by wejść do sektora. Było tak ciasno, że nie mogłem się prawie ruszać. Już na dzień dobry czekaliśmy na decyzje Policji. Wyścig mógł się nie odbyć. Po zabezpieczeniu trasy wyruszyliśmy z prawie 30 minutowym opóźnieniem. Sporo osób nie stojących w sektorze wryło się do przodu i już były pierwsze zgrzyty. Dawno nie jechałem w takim peletonie i po ostatniej kraksie chyba mam jakiś uraz i jakoś świadomie przepuszczałem kolejne osoby do przodu. Przed Górą Świętej Anny byłem w ogonie peletonu. Na podjeździe byłem skutecznie blokowany i nie mogłem sie przesuwać do przodu. Wszyscy wokół już ledwo dychali a ja nie jechałem nawet w 4 strefie. Jarek i Marcin byli daleko z przodu. Na szczycie byłem w rozciągniętej pierwszej grupie. Na zjeździe uważałem było strasznie ślisko i bałem się gleby. Nie straciłem wiele i po zjeździe mogłem powoli przesuwać się do przodu. Wyprzedziłem kilkanaście osób i gdy zaczął się pierwszy stromy podjazd w Porębie to ktoś się wypiął i musiałem się zatrzymać. Gdy ruszyłem to do poprzednich zawodników miałem jakieś 100 metrów starty a do czuba już pewnie dużo więcej. Szybko wjechałem i złapałem kilka osób. Jakaś większa grupka była niedaleko ale mając za sobą kilka osób nie bardzo widziałem szansę złapania. Przed autostradą złapałem Krzyśka Kubika z Interkolu i próbował chwilę pojechać na kole. Nikt nie dawał zmian i cały czas jechałem 50 metrów za grupą 2 w której jechał Jarek. Wiedziałem, że jestem w stanie złapać ich na podjeździe, ruszyłem mocno od początku . Dogoniłem grupkę a 150 metrów z przodu była czołowa grupa. Z rozpędu wyprzedziłem wszystkich i nikt nie złapał koła, dystans do czołówki się zmniejszał i przed szczytem złapałem i nawet przesunąłem się kilka miejsc do przodu. Zaczął się zjazd, mógł to być dla mnie ostatni zjazd. Trochę się zagapiłem, było mokro i ślisko i zbyt szybko wjechałem w zakręt i uślizgło mi się przednie koło, szybko odbiłem w lewo i ratowałem się by się utrzymać, nie wiem jak mi się to udało ale byłem cały i mogłem jechać dalej, oczywiście pierwsza grupa odjechała a mnie minął samotny kolarz który ruszył za mną na podjeździe. Od tego momentu jechałem już zachowawczo, wszystkie zjazdy odpuszczałem. Zwolniłem strasznie i mijałem już pierwsze osoby które jechały na końcu wyścigu. Poczekałem na drugą grupę i dalej jechałem już z nimi. Różnie to bywało ale sporo osób nie chciało dawać zmiany, ja się starałem pracować i nawet to wychodziło. Pod wiatr szło ciężej i nawet dublowane osoby się podpinały. Na podjeździe pod Górę Świętej Anny dałem dosyć mocną zmianę i kilka najsłabszych osób odpadło. Nie bardzo miałem już o co walczyć, kolejna ucieczka nie miała sensu i ograniczyłem się do dawania regularnych zmian. Dwie kolejne rundy szybko przeleciały. Jedynie na zjazdach lekko odstawałem ale później bez problemu doskakiwałem. Byłem zły, że nie jadę w pierwszej grupie i do tego jeszcze samochód pojawił się na wąskiej drodze. Zamiast jechać to się zatrzymał, znowu trochę zostałem z tyłu a Jarek nawet się przewrócił. Czułem się mocny i wcześniej ustaliliśmy, że każdy jedzie ile może do mety. Szybko dogoniłem grupę i przed ostatnim podjazdem wyszedłem na zmianę. Dogoniła nas 3 osobowa czołówka z kategorii C. Jarek też dołączył i było nas 20 osób. Początek podjazdu jechałem z tyłu ale po chwili wyszedłem na czoło i narzuciłem mocne tempo i po jakimś czasie było nas 7, 5 aż w końcu zostało nas 2. Rozprowadziłem Mariusza Piaseckiego i zafiniszował. Ostatni podjazd pojechałem w tempie czołówki a ostatni kilometr nawet szybciej niż większość osób z czołówki. Nawet dłuższy podjazd w tym tempie bym wytrzymał. Szkoda, forma jest bardzo dobra, gdyby nie te pechowe sytuacje i słabe tempo na pierwszej rundzie to przyjechałbym dużo wyżej i nawet 10 OPEN była dzisiaj realna. Przegrałem z wieloma anonimowymi i słabszymi zawodnikami. W Radkowie będzie inaczej, mniejszy tłok, tempo i dłuższy dystans. Po przejechaniu tych 80 km czułem się bardzo dobrze, jak zobaczyłem średnie tętno z wyścigu to się uśmiałem, takie tętno to ja miałem na Klasyku Kłodzkim czy Liczyrzepie a w poprzednich latach na tym wyścigu przynajmniej o 10 wyższe. Ja się chyba jednak nie nadaję do ścigania.
https://www.strava.com/activities/973913530/segmen...
https://www.strava.com/activities/973913530/segmen...







