Wpisy archiwalne w kategorii
50-100
| Dystans całkowity: | 96036.50 km (w terenie 1710.50 km; 1.78%) |
| Czas w ruchu: | 3524:10 |
| Średnia prędkość: | 26.63 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 92.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 1040163 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 202 (103 %) |
| Maks. tętno średnie: | 179 (89 %) |
| Suma kalorii: | 2006710 kcal |
| Liczba aktywności: | 1405 |
| Średnio na aktywność: | 68.35 km i 2h 33m |
| Więcej statystyk | |
Trening 63
Sobota, 26 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Trening 2021, Szosa
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:54 | km/h: | 28.95 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 126( 64%) |
| Kalorie: | 1358kcal | Podjazdy: | 650m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mimo wolnej od pracy soboty miałem dużo obowiązków i na rower czas znalazł się dopiero późnym popołudniem. Nie miałem jakoś ochoty na kolejny Przegibek i wybrałem się w kierunku Skoczowa gdzie ostatnio zaglądałem raczej rzadko. Rower po serwisie i czyszczeniu działał dobrze poza suportem który ostatnio zaczął stukać, wolałem tam nie zaglądać bo nie miałem jeszcze nowego na wymianę i bałem się, że jak go rozbiorę to nie uda się go złożyć spowrotem. Wahałem się czy nie założyć lżejszych kół ale mając w perspektywie zaliczenie podjazdów o sporym nachyleniu zostałem przy aluminiowych z kasetą 11-32. Warunki tym razem przypominały te z piątku gdy było pochmurno, chłodniej o kilka stopni, ostatnio jednak nie ma to dla mnie znaczenia i przy tym, że noga coraz lepiej kręci nawet przy 20 stopniach i braku słońca jechało mi się całkiem nieźle. Musiałem jednak zweryfikować swoje plany i zmienić trasę, w Skoczowie zamiast na Dębowiec gdzie wciąż remontowany jest kilkusetmetrowy odcinek drogi, ostatnio nadzoruję dużo większą inwestycję i wiem ile trwa remont krótkiego odcinka drogi. Ruszyłem więc na Goleszów mając przed sobą kilka mniejszych podjazdów niż na pierwotnej trasie, już odruchowo biorę dwa duże bidony i na 2 godziny to starcza więc na postoje nie liczyłem. Pojechałem trochę na pamięć i zaliczyłem dobrze mi znaną rundę zahaczając o Ustroń i Brenną, trzymałem się planu który zakładał spokojną jazdę. Miernik tym razem pokazywał nieco więcej Wat ale i tak mniej niż powinien na tej trasie. Różnice 20 Wat na podjazdach przy podobnej wadze były zauważalne ale jakoś mi to już nie przeszkadza. Nie spodziewałem się, że na trasie znów wezmę kąpiel. Jak tylko wjechałem do Jasienicy na drodze pojawiła się rzeka, w momencie byłem cały mokry i brudny, nie wspominając o rowerze. W Jaworzu dodatkowo zaczęło padać, szukając plusów tej sytuacji zaoszczędziłem trochę na wodzie, zamiast brać 2 pryszniców w domu wystarczył tylko jeden, schłodziłem się już na trasie i później tylko musiałem zmyć ten cały syf nagromadzony na drogach i oczywiście wyczyścić rower. Ta pogoda jednak w tym roku jest bardzo kapryśna, długo czekałem na lato które przyszło później niż zazwyczaj a i tak zdarzają się załamania pogody i deszcze, szkoda, że łapią mnie wtedy gdy jestem na trasie i wymuszają niemal codzienne czyszczenie roweru.
Trening 62
Czwartek, 24 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 25.33 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 30.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 1514kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po dniu gorszej pogody znowu wróciło słońce i wysoka temperatura. Nie miałem możliwości wyjechania wcześniej i kręciłem w największym upale. Postanowiłem w końcu zaliczyć podjazd pod Żarnówkę, większość dolinek w rejonie Soły już znam a ta była plamą na mojej mapie. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie zaliczył dodatkowo przynajmniej jednego podjazdu na Przegibek. Pojechałem tradycyjną drogą do Straconki i zaliczyłem jeden z lepszych podjazdów w ostatnim czasie. Noga szła całkiem dobrze i musiałem się nawet pilnować aby nie przesadzić z tempem. W tym cieple szybko ubywało picia w bidonach i dobrze, że zabrałem dwa duże. Zjazd do Międzybrodzia początkowo dobry technicznie ale dwa ostatnie zakręty spaliłem a później nie umiałem jechać na tyle szybko aby zaliczyć ten zjazd do udanych. Cały czas byłem jakoś zamyślony i jadąc w kierunku Porąbki przegapiłem skręt w lewo, mijając drogę na Hrobaczą nie kapnąłem się i pomyłkę stwierdziłem dopiero przy Zaporze, przejechałem dodatkowo jakieś 3 kilometry zanim wjechałem na właściwą drogę. Podjazd okazał się nudny i po nierównej nawierzchni, do tego jechałem pod wiatr który wykorzystałem natomiast na zjeździe. Powrót pod Przegibek był jak zwykle męczący ale mimo ciepła czułem się całkiem nieźle, w końcówce rozpiąłem koszulkę aby ograniczyć pot ale zapomniałem o tym przed zjazdem i już wiem czemu dobry zjazd był tak wolny, dobre kilka sekund straciłem na aerodynamice która miała kluczowe znaczenie na tym zjeździe. Powoli kończył mi się czas więc ruszyłem najkrótszą drogą do domu. Wygląda na to, że naprawdę wróciłem do lat kiedy najlepiej czułem się w wysokich temperaturach. Nawet moc za bardzo przypomina tamte czasy.
Trening 61
Środa, 23 czerwca 2021 Kategoria 50-100, blisko domu, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 51.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:58 | km/h: | 25.93 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1339kcal | Podjazdy: | 1040m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy zaplanowany trening po przerwie, nie ukrywam, że bałem się go bardzo biorąc pod uwagę fakt, że ostatnio miernik mocy nie działa jak należy i podaje chyba niższe wartości co potwierdziło kilka wyjazdów z rzędu. Już na starcie skorygowałem swoje FTP obniżając je o 10 Wat co wydawało mi się słusznym i dosyć dokładnym zabiegiem. Ten trening właśnie oparty był na powtórzeniach FTP z krótką wstawką wyższej mocy i niższej kadencji. Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie popełnił kilku głupich błędów, pierwszym z nich było zbyt luźne podejście do rozgrzewki która ostatecznie była zbyt lekka. Jednym z powodów był znowu szwankujący miernik mocy, przez to pierwszy podjazd na papierze był za mocny a w rzeczywistości poszedł słabiej niż dwa kolejne. Miałem wyraźny problem z przejściem z wyższej kadencji na niższą, nie wstawałem z siodełka, wówczas byłoby łatwej. Po raz kolejny przekonałem się, że jakaś rozbieżność mocy występuje bo przy podobnej jeździe czasy jakie miałem były gorsze i analogicznie teraz potrzebowałem prawie 20 Wat mniej aby uzyskać wynik. Jakoś to po mnie spłynęło, zrobiłem swoje podczas 3 podjazdów. Warunki były trudne więc obrałem kierunek dom. Zjazdy tego dnia sobie podarowałem, na ten moment nie jestem w stanie skupić się jednocześnie na zjazdach i podjazdach. Najważniejsze, że po tym treningu czułem się nieźle bo ostatnie intensywne treningi były bardziej odczuwalne dla organizmu i znacznie dłużej się regenerowałem.
Trening 59
Sobota, 19 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 49.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:56 | km/h: | 25.34 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 31.0°C | HRmax: | 169169 ( 86%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 1310kcal | Podjazdy: | 940m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pracę skończyłem o 2 godziny szybciej niż zakładałem ale i tak w całym tygodniu nazbierało się 50 godzin co jest niezłym wynikiem biorąc pod uwagę, że jest to i tak o 100 % więcej niż w przypadku wielu „kolarzy”. Dzięki temu mogłem ruszyć szybciej na trening. Nie odmówiłem sobie kolejnej okazji do odwiedzenia Międzybrodzia gdzie postanowiłem zrobić sobie bufet kawowy. Już po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że znowu pojawił się trend jaki w ostatnich dniach mi towarzyszył. Podczas jazdy moc była w założonych strefach, odczucia do tego pasowały a tętno minimum strefę wyżej. Czas wywalić chyba opaski bo wprowadzają one tylko zamęt i jeszcze większy mentlik w głowie. Przejechałem przez miasto bez zbędnych postojów i dojazd na Przegibek zajął mi kilka minut mniej niż ostatnim razem. Na zjeździe znowu trochę poszalałem, próbowałem dokręcać na prostych ale wpływało to znów na to, że wolniej wchodziłem w zakręty musząc przed nimi hamować więc czasowo wyszło na to samo a w zjazd włożyłem więcej wysiłku. Druga część zjazdu wolna ze względu na przeciwny wiatr ale cały czas kręciłem, w ten sposób zapracowałem sobie na ten postój. Dojeżdżając do Międzybrodzia jeden bidon był już pusty a w drugim resztki więc zrobiłem wszystko aby się nie odwodnić. Mając dużo czasu pozwoliłem sobie na dłuższy postój, uzupełniłem kalorie, poziom płynów i bidony i ruszyłem w powrotną drogę. Upał robił swoje, lało się ze mnie jak z fontanny, przez ponad 20 minut podjazdu opróżniłem trzeci już bidon i w ciągu ledwie 100 minut wypiłem prawie 2500 ml płynów. Podjazd na Przegibek szedł mi całkiem nieźle, jedynie tętno nie pasowało do reszty danych i odczuć. Chyba jednak odzwyczaiłem się od upałów i mój organizm tak reaguje a może to skutek niedawnych problemów zdrowotnych. Nie zastanawiałem się jednak nad tym i postanowiłem znowu poszaleć na zjeździe. Tym razem zyskałem kilka sekund ale mogłem bardziej dokręcać na prostych i uniknąć błędu w jednym zakręcie. Miałem jeszcze do załatwienia sprawy w centrum więc skręciłem w ul. Brzóski tam zatrzymałem się by pomóc kolarzowi który stał na poboczu. Problem jednak nie był do rozwiązania na drodze więc po kilku minutach ruszyłem dalej. W mieście dosyć mały ruch jak na pogodę i porę. Trochę pokombinowałem z wyborem drogi powrotnej i nie wybrałem najbardziej optymalnego wariantu. Ostatnie 2 kilometry jechałem już bez wody ale nie zatrzymywałem się po drodze bo w domu płynów było pod dostatkiem. Jeszcze kilka tygodni temu po takiej jeździe w takich warunkach czułbym zmęczenie lub dyskomfort a teraz tego nie było. To chyba oznaka, ze wszystko idzie ku dobremu.
Trening 58
Czwartek, 17 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa
| Km: | 62.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:11 | km/h: | 28.40 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 159159 ( 81%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 1548kcal | Podjazdy: | 770m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po wczorajszym dniu wahałem się czy kolejna jazda ma jakiś sens ale zmobilizowałem się i wyjechałem tym razem w kierunku Skoczowa. Byłem zmęczony już przed jazdą więc chciałem się po prostu przejechać nie zwracając uwagi m.in. na to, że powrót będzie z silnym wiatrem w twarz. Miałem kilka koncepcji tras w głowie ale ostatecznie postawiłem na wariant który jechałem już w ubiegłym roku tylko w drugą stronę. Miałem także alternatywę pozwalającą ominąć Skoczów w razie dużego ruchu na drodze. Było jednak na tyle spokojnie, że nie musiałem nic kombinować i bez problemów znalazłem się w Skoczowie. Za miastem na moim kole pojawił się jakiś turysta na elektryku, później się zrównał ze mną, chciałem go puścić do przodu ale wówczas też zwalniał, najwyraźniej bawiło go to, że ja muszę się męczyć z podjazdem a on jedzie sobie bez wysiłku. Na szczęście nasze drogi rozeszły się w Międzyswieciu gdzie ja pojechałem prosto a towarzysz w prawo na Iskrzyczyn. Irytowało mnie to, że po raz kolejny nie byłem w stanie wykorzystać sprzyjającego wiatru, na zjeździe musiałem hamować z powodu dziur lub samochodów jadących dużo wolniej a na podjeździe brakowało rozpędu aby wjechać szybko bez wchodzenia w wyższe strefy. Nawet nie było zawiesić na czym oczu bo góry były zamglone i ledwo dojrzałem Lysą Horę w oddali. Gdy tylko zjechałem z głównej drogi w prawo już poczułem niesprzyjający wiatr, miałem jeszcze czas aby się przyzwyczaić do tego, że przez najbliższą godzinę będę miał stały opór przed sobą. Na podjazdach starałem się trzymać w 2 strefie mocy ale zazwyczaj wchodziłem na moment do 3, kadencja też była cały czas wysoka a tylko momentami gdy wstawałem z siodełka spadała poniżej 80. Nie musiałem nawet pilnować tego elementu i mogłem się skupić na innych. Gdy jechałem pod wiatr każdy podjazd wydawał się dużo trudniejszy, nawet na płaskim nie byłem w stanie jechać równo. W poprzednich latach przychodził moment, że wiatr przestał robić na mnie wrażenie i radziłem sobie dobrze w każdych warunkach, w tym roku jeszcze ten moment nie nadszedł. Mimo to starałem się jak mogłem aby utrzymać dobry poziom do końca treningu. Nie wszystko jednak wyszło jak trzeba, tą trasę miałem przejechać na 2 bidonach ale już po 54 kilometrach nie było wody wiec zatrzymałem się w sklepie. To już chyba ten czas, że bez postoju po wodę się nie obędzie nawet podczas krótkich treningów, zabieranie bardziej pojemnych bidonów tez nie zawsze rozwiąże sprawę. Po postoju jechałem już spokojniej, temperatura zrobiła się bardziej przyjemna ale nie zdecydowałem się na wydłużenie jazdy bo z planowanych 2 godzin zrobiło się 10 minut więcej. Po treningu nie byłem bardziej zmęczony niż przed, noga podawała całkiem fajnie to kolejny znak, ze wszystko idzie w dobrym kierunku i jest duża szansa na dobrą nogę jesienią tego roku.
Trening 57
Środa, 16 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa
| Km: | 63.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:25 | km/h: | 26.07 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 159159 ( 81%) | HRavg | 134( 68%) |
| Kalorie: | 1503kcal | Podjazdy: | 930m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po raz kolejny wybrałem się na Przegibek z zamiarem powrotu przez Kobiernice. Jednak już po paru minutach żałowałem, w każdym możliwym miejscu stałem, sporo jechałem w korku i do Straconki jechałem dłużej niż podczas jazd regeneracyjnych. Dopiero od Przegibka mogłem trzymać dobre i równe tempo, podjazd poszedł mi słabo ale lepszy był zjazd, mimo wiatru w twarz cisnąłem cały czas równo starając się nie wychodzić z 2 strefy, Na końcu zjazdu wypadła mi lampka z uchwytu, w ostatniej chwili ją złapałem ale by włożyć spowrotem w uchwyt musiałem się zatrzymać. Będąc w Porąbce skręciłem na Bukowiec, dołożyłem jeden podjazd i zarazem zjazd. Znowu na zjeździe szło lepiej jak pod górę, nagle nie stałem się zjazdowcem tylko podjazdy po prostu mi w tym momencie nie wychodzą. Przez remonty w Kętach i Kozach postanowiłem wrócić główną drogą do Lipnika by zaliczyć jeszcze jeden szybki zjazd. Podjazdy męczyłem tak jak wcześniejsze, zjazdy wyglądały dobrze ale czegoś brakło, najbardziej tego, że nie mogłem puścić hamulców i pójść na całość tylko musiałem w kilku miejscach zwolnić z powodu samochodów. Ten zjazd pokonałem już na sucho, bez wody więc postój w sklepie był konieczny. Przejazd przez Bielsko znowu w korkach i utrudnieniach, powinienem sobie darować jazdę wokół lotniska ale tradycyjnie przejechałem jedną pętlę. Tempo był strasznie szarpane, w kilku miejscach robiło się naprawdę niebezpiecznie, nie codziennie komuś ucieka deskorolka spod nóg i jedzie wprost pod koła mojego roweru, gdybym nie depnął dostałaby się idealnie między przednie a tylne koło a tak uderzyła w tylne i skończyło się na strachu. Cały dzień był jakiś dziwny, nerwowy, bez ładu i składu, zadowolony mogę być jedynie z odcinka między Straconką a Lipnikiem, wtedy faktycznie wszystko składało się do kupy, ponad połowa czasu to jednak walka o przetrwanie na drodze. Czas chyba zmienić kierunek i popołudniami jeździć na Skoczów, Cieszyn, Goleszów a Przegibek zostawić sobie na weekendy lub dni kiedy treningi będą przed południem.
Trening 56
Niedziela, 13 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 29.75 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 138138 ( 70%) | HRavg | 120( 61%) |
| Kalorie: | 1350kcal | Podjazdy: | 420m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Luźny wyjazd po solidnej dawce snu której brakowało w ostatnich dniach. Nie miałem zbyt wielu czasu a temperatura nie zachęcała do postojów więc przejechałem cały dystans ciągiem zahaczając o kilka odcinków dróg z nową nawierzchnią. Ta niższa temperatura podziałała na mnie bardzo mobilizująco bo jechało mi się całkiem nieźle. Powoli te tlenowe treningi zaczynają wychodzić mi bokiem. Czasami chociaż warto zrobić odmianę i pojeździć trochę po płaskim. Wyjechałem dosyć późno i pustek na drogach nie było, duży ruch też to nie był ale to wystarczyło aby pojawiło się kilka niebezpiecznych sytuacji. Pierwszy odcinek z nową nawierzchnią to słynny lasek między Pierścem a Iłownicą, takie fragmenty dróg często są problemem bo nie wiadomo kto faktycznie za nie odpowiada i pewnie dlatego wcześniej odnowiono drogi dochodzące do tego miejsca a około 500 metrowy odcinek został bez zmian. Wyczyszczony rower został zabrudzony bo w lesie było mokro i trochę błota, na szczęście to jedyny taki punkt na trasie. Dalej walczyłem już ze zmiennym wiatrem, zahaczyłem o takie miejsca które zazwyczaj omijam szerokim łukiem, np. Czechowice-Dziedzice. Miałem jeszcze czas i siły więc wróciłem przez Bestwinę, zaskoczony byłem, że przez kilka kilometrów nie minął mnie żaden samochód i to na terenie Bielska. Wracając już przez miasto postanowiłem sprawdzić łącznik między al. Andersa a Hulanką, kawałek jechałem główną drogą na której teoretycznie jest zakaz jazdy rowerem. W pewnym momencie podbiło mi rower, wypadł korek z kierownicy który został zmiażdżony przez koło wyprzedzającego mnie samochodu. Ostatni sprawdzony odcinek to wreszcie otwarta dla ruchu ulica Cieszyńska, na zjeździe rozpędziłem się zbyt mocno i miałem problem z wyhamowaniem przed rondem. Trochę było mi zimno, ale do domu blisko więc od razu po jeździe zafundowałem sobie ciepłą herbatę. Po tej jeździe znowu uwierzyłem w to, ze coś dobrego mnie w tym roku jeszcze czeka. Ja taki stan się utrzyma to za tydzień wracam do wyższych obciążeń treningowych i akcentów ponad progowych.
Trening 54
Czwartek, 10 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 53.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 25.24 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 1301kcal | Podjazdy: | 930m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pogoda w ostatnich dniach jest plażowa więc postanowiłem też zaznać nieco relaksu nad wodą. Idealnym miejscem było Międzybrodzie bo by tam dojechać musiałem się trochę pomęczyć by zasłużyć na odpoczynek. Po trzech dniach pracy po 10 godzin nie byłem tak zmęczony jak się spodziewałem ale gdzieś to jednak w organizmie zostało. Jechało się odrobinę lepiej niż w poprzednich dniach, pilnowałem tych parametrów na których mi zależało, tętno znów skakało między strefami nawet przy podobnej mocy. Podjazdy poszły jakby odrobinę lepiej, na zajazdach starałem się jechać odrobinę szybciej niż zwykle ale nie wyszło. Zmiany organizacji ruchu w Międzybrodziu coraz bliżej co oznacza, że już niedługo lista tras które da się przejechać bez korków, spowolnień i dużej ilości skrzyżowań znowu się skurczy. Prawie godzinę jechałem do Międzybrodzia aby odpocząć 15 minut i ruszyć w powrotną drogę. Chętnie posiedziałbym tam i godzinę ale nie miałem na to czasu. Czas jednak znalazł się na kolejną pętelkę wokół lotniska, staje się to powoli tradycją, że po każdej jeździe zaliczam jedno lub kilka okrążeń. Wracałem podobnie jak w ostatnim czasie bezpieczniejszą drogą. Wciąż potrzebuję czasu i spokojnych jazd aby wrócić na tory jakimi jechałem jeszcze w marcu.
Trening 53
Wtorek, 8 czerwca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:16 | km/h: | 26.91 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 164164 ( 84%) | HRavg | 140( 71%) |
| Kalorie: | 1436kcal | Podjazdy: | 820m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po pierwszym dniu w nowych warunkach pracy nie byłem w najlepszej kondycji. Dodatkowo miałem opcję wyjechać tylko rano po 3 godzinach snu. Mimo wczesnej pory było na tyle ciepło, że rękawki wylądowały prowizorycznie w kieszeni. Wybrałem trasę której jeszcze w tym roku nie jechałem czyli Przegibek i powrót przez Zarzecze. Jadąc przez miasto nie było tak źle jak zwykle i tylko kilka razy musiałem się zatrzymać na skrzyżowaniach. Noga podawała całkiem nieźle ale tętno było bardzo wysokie, już przestałem rozumieć swój własny organizm. Podjazd na Przegibek szedł ciężko, z trudem utrzymywałem założoną kadencję. Niestety skupisko problemów pojawiło się na zjeździe i musiałem zrezygnować z technicznej jazdy. Dokręciłem nieco podczas drugiej części zjazdu ale do dobrego i szybkiego zjazdu brakowało sporo. Kolejne niemiłe zaskoczenie to ruch wahadłowy w Czernichowie. Później dowiedziałem się, że to początek kolejnego dużego remontu w regionie, ograniczony dojazd do Wisły stwarza już duże problemy dla przyjezdnych, w Beskidzie Małym może być podobnie. Nie miałem jednak czasu by się nad tym zastanawiać bo nie miałem zbyt wiele czasu. Hopki nad jeziorem były męczące, starałem się nie wychodzić poza 2,3 strefę i zazwyczaj się udawało. Musiałem się jednak bardzo pilnować, przed Wilkowicami na podjeździe kilka razy przeskoczył mi łańcuch i w domu postanowiłem sprawdzić przymiar łańcucha. Na zjeździe z kolei próbowałem znowu technicznej i szybkiej jazdy ale samochody i warunki nie pozwoliły na to. Przez miasto znowu przejechałem sprawnie i znalazłem czas na jedną pętlę wokół lotniska. Przejechałem ją w dobrym tempie notując najlepszy swój czas na tym odcinku. Ten wyjazd w żaden sposób nie przybliżył mnie do lepszej dyspozycji, wciąż sporo brakuje aby myśleć o mocniejszej jeździe.
Trening 52
Niedziela, 6 czerwca 2021 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 91.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:01 | km/h: | 30.17 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 2131kcal | Podjazdy: | 500m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wyjazd przed którym miałem dużo wątpliwości. Bardzo ciągło mnie w góry ale nie chciałem znów przesadzić. Miałem opcję jechać po płaskim w grupie ale bałem się tego, że tempo narzucone przez konie pociągowe będzie zbyt mocne, nawet będąc zdrowy i dużo mocniejszy zostawałem za grupą prędzej czy później, z różnych powodów. Nie widziałem innej opcji jak samotna pętla po płaskim. Nakreśliłem ciekawą pętlę, z postojem w Pszczynie. Tak długo się zbierałem, zastanawiałem, że wyjechałem 15 minut później niż planowałem, miałem jednak bufor czasowy który był większy niż wspomniane 15 minut. Przed jazdą tradycyjne sprawdzenie sprzętu, m.in. ciśnienia w szytkach, wszystko było w normie więc ruszyłem spokojnym tempem. Po odpoczynku i dużej ilości snu noga podawała już od startu. Przez Bielsko przejechałem najkrótszą drogą zahaczając m.in. o nieotwarty jeszcze odcinek ulicy Cieszyńskiej, zaskoczył mnie za to brak asfaltu przed Hulanką gdzie o mało nie wpadłem w dziurę którą zauważyłem w ostatniej chwili. Ogólnie przez Bielsko przejechałem bez większych problemów, pomijając samochód który zatrzymał się na środku wiaduktu na podwójnej ciągłej nie musiałem ryzykować zdrowia na jakieś gwałtowne manewry. Za Bielskiem niemal zerowy ruch i tak przez wiele kilometrów, gdyby nie świtała w Jawiszowicach czy Brzeszczach nie musiałabym się zatrzymywać aż do Chrzanowa. Jazda głównymi drogami w weekend jest nawet przyjemna, nawierzchnia na większości trasy do Chrzanowa była niemal idealna. Dalej też nie było gorzej, po prawie 60 kilometrów zdecydowałem się na krótki postój który przedłużył się do kilku minut. Miałem jechać inną drogą na Chełm Śląski ale nawigacja poprowadziła mnie na Chełmek, odcinek przez las znam bardzo dobrze ale jechałem go tylko w drugim kierunku. W pewnym momencie nawigacja wyprowadziła mnie w las a konkretnie na szuter, odcinek według mapy nie był długi ale nie chciałem ryzykować i pojechałem inną ale ciekawą drogą, widoki były ładne ale nawierzchnia już niekoniecznie, nawigacja prowadziła mnie jakimiś drogami i miałem wrażenie, że kręcę się w kółko, szyb kopalni Bieruń raz był z lewej, raz z prawej strony, w końcu dojechałem do Bierunia gdzie coś schrzaniłem i znowu zaufałem za bardzo nawigacji aż w końcu trafiłem na właściwy szlak. Nie przypuszczałem, że moja jazda skończy się za kilka minut. Zwykle do Pszczyny jeździłem przez Wolę i inny wybór okazał się dużym błędem. W pewnym momencie jadąc równą drogą bez dziur strzeliła szytka, zatrzymałem się, próbowałem ją załatać na różne sposoby, stwierdziłem, że uszkodzenie jest przy wentylu, posmarowałem odruchowo klejem aby coś chwyciło, wlałem sporą ilość uszczelniacza do środka. Próbowałem lekko pompować, ale bezskutecznie, pomoc osób trzecich nic nie pomogła, w bezsilności i zrezygnowaniu zrobiłem kolejną głupią rzecz i wpakowałem cały nabój CO2. Pozostało szukać transportu do domu, najpierw minęła chwila aż miłe państwo z rowerami zatrzymało się i podwiozło mnie do Pszczyny, tam chwilę czekałem na PKP do Bielska gdzie zostawiłem rower u znajomego w centrum, do domu wróciłem komunikacją miejską a później już samochodem podjechałem po rower. Cała akcja ewakuacyjna trwała ponad 2 godziny, wykorzystałem w ten sposób cały bufor czasowy. Czasami zastanawiam się co mnie jeszcze trzyma przy tym sporcie, z formą jestem na dnie, zdrowia nie ma za grosz a problemy sprzętowe przypominają mi „najlepsze lata”, każdy z nich byłby dobrym pretekstem aby rzucić kolarstwo w kąt. Jeszcze nie zdobyłem nowej śruby do korby a już muszę kupić nową szytkę, już chyba na zawsze wyleczyłem się z firmy Continental, wiele osób chwali produkty tej firmy a ja mam najgorsze z nimi wspomnienia. Nie tylko w rowerze ale i w samochodzie opony Continentala kończyły żywot szybciej niż powinny. Na razie zmienię koła na aluminiowe gdzie mam dobre opony i przy najbliższej okazji wymienię tą uszkodzoną szytkę. Gdyby nie ten defekt ten wyjazd byłby całkiem udany i przyjemny. Szukając jednak plusów, po raz pierwszy w tym roku na końcu jazdy miałem więcej niż 30 km/h na liczniku. Nie jeżdżę dla średnich i mają one dla mnie charakter statystyczny, ostatni taki rok w którym nie byłem w stanie do czerwca osiągnąć 30 km/h to był 2009 kiedy byłem jeszcze żółtodziobem. Nie przywiązuję do tego jednak wagi bo jakby to miało jakieś znaczenie to zamiast ponad 30 miejsc na podium w zawodach miałbym znacznie więcej lokat w ogonie stawki a takich mam tylko kilka, zazwyczaj zajmowanych po mniejszych lub większych defektach na trasie.







