Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Trenażer 65

Sobota, 2 kwietnia 2022 Kategoria Trenażer
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:15 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 151( 77%)
Kalorie: 982kcal Podjazdy: m Aktywność: Jazda na rowerze
Ciężko było się zmotywować do testu, zwłaszcza jak czasu brakuje więc już samo zwleczenie się z łóżka o 5:30 było wyzwaniem dla organizmu. Po lekkim śniadaniu i chwili na przetrwanie wsiadłem na trenażer. Na rozgrzewce szybka próba i porównanie mocy z trenażera i Garmina Vector 2, całe 3 % mniej wskazywał Garmin i ten pomiar zastosowałem jako właściwy do testu. Ciężko było się rozkręcić ale już 5 minutowa wstawka na wyższej mocy wydawała się całkiem dobra więc byłem dobrej myśli. Udało się znowu całkowicie odciąć myśli i bujać w obłokach. Będąc w swoim świecie nie czułem bólu a na twarzy nie było grymasu który zwykle towarzyszył mi podczas intensywnych wysiłków. Po kilkunastu minutach zdałem sobie sprawę, że nie jestem wyjechany i mam rezerwy, także w płucach więc postanowiłem kręcić do odcięcia. Minęło 20 minut a ja byłem w stanie dołożyć kolejne Waty, już chwilę później brakowało mi oddechu i czułem coraz bardziej płonące mięśnie, po 28 minutach powoli miałem dość ale siłą woli dokręciłem do 30 minut. Nie myślałem o wyniku tylko skupiłem się na tym aby wyrównać oddech i znowu doprowadzić tlen do mięśni. Po kilku minutach spokojnego kręcenia poczułem ulgę. Z oszacowaniem progu FTP nie miałem problemu, najlepszą moc z 20 minut zmniejszyłem o 10 % i stwierdziłem, że mój FTP wzrósł od ostatniej próby o całe 1,3 %, niby nie dużo ale na tym poziomie i przy treningu zupełnie nieukierunkowanemu na poprawę mocy progowej nie jest to zły wynik, lepszy delikatny plus niż stagnacja lub regres. Specjalnie nie zawyżam FTP, lepiej trenować na 101 – 105 % i czuć satysfakcję, niż na około 95 % i czuć frustrację z powodu zbyt słabej jazdy i nie trzymania mocy progowej. Cały sekret sytuacji w jakiej się znalazłem jest taki, że nie czuję się jakbym był obecnie w formie, odczucia są podobne jak w poprzednich 2 sezonach, z tą różnicą, że w nogach jest więcej mocy. Na tydzień przed startem sezonu jestem w dobrej sytuacji i może już od początku będę w stanie naciskać na czołówkę peletonu.

Trenażer 64

Piątek, 1 kwietnia 2022 Kategoria Czasówka Testowa, Trenażer
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:59 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 140( 71%)
Kalorie: 539kcal Podjazdy: m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
W nocy padający deszcz zmienił się w śnieg więc już darowałem sobie jazdę na zewnątrz i odkurzyłem trenażer, tym razem postawiłem go w innym miejscu bo już schowałem go do szafy a rower przystosowałem do jazdy więc łatwiej było znieść trenażer niżej niż czyścić dokładnie rower by wstawić go do mieszkania na poddaszu. Z tego też względu zrezygnowałem z aplikacji treningowych, nie chciało mi się brać komputera a telefon musiałem mieć cały czas w pogotowiu. Po kilku dniach pracy po 10 -12 godzin byłem zmęczony i nie był to dobry stan na test mocy ale dawno go nie robiłem a warunki atmosferyczne sprzyjały wyłącznie treningom pod dachem więc łatwiej było zmobilizować mi się na test niż konkretny trening według planu. Zrobiłem po raz kolejny próbę miernika mocy, po kalibracji porównałem wskazania mocy na dwóch urządzeniach. Najpierw połączyłem Direto XR z licznikiem IGPSPORT IGS 620 a Garmin Vector 2 z Garminem Edge 830. Przy lekkiej jeździe na poziomie 100 – 150 Wat różnica była około 3 % na korzyść Direto, przy depnięciu około 400 Wat już prawie 5 % na korzyść Direto. Po kilku minutach zrobiłem zmianę, IGPSPORT połączyłem z Vectorami a Direto XR z Garminem Edge 830. Przy podobnym teście jak wcześniej różnica była stała na poziomie 4 %, zimą przy treningu regularnym było to między 5 a 7 % na korzyść Direto. Test jednak postanowiłem zrobić na Vectorach aby ewentualnie być zawiedzionym słabą mocą. W ubiegłym roku dwa razy wykonałem pełny test na krzywą mocy, wyniki były dobre i wydaje się, że miarodajne ale test jest bardzo wymagający i czasochłonny i do pełnego obrazu wystarczy tradycyjny test FTP poprzedzony próbami na 5, 1 minutę oraz 15 sekundowym sprintem. Do testu podszedłem na luzie i zupełnym spontanie więc nie spodziewałem się niczego i zaskoczyć mnie mógł zarówno słaby jak i dobry rezultat. Rozgrzewka była taka jak zwykle przy testach czyli spokojna jazda z kilkoma minutowymi zrywami, noga nie chciała kręcić jak należy więc już podświadomie myślałem aby odpuścić mocną jazdę. Jak już zacząłem test to wypadało go jednak skończyć. Gdy przyszedł czas pierwszej próby całkowicie wyłączyłem myślenie i parłem ile sił w nogach, po około 3 minutach zaczęło mi się dłużyć ale dzielnie walczyłem do końca, ostatnie sekundy już na totalnych oparach ale wycisnąłem z siebie absolutne maksimum i poczułem ulgę gdy mogłem zluzować nogę. Na przypalonych już mięśniach każdy mocniejszy obrót korbą był odczuwalny a czekała mnie jeszcze minuta maksymalnej jazdy. Tą próbę zapamiętam na długo, po cichu wymówiłem sporo przekleństw próbując utrzymać maksymalną moc przez jak najdłuższy czas, brakło mnie na ostatnich sekundach ale chyba źle nie było. Sprint zrobiłem już z obowiązku będąc pewnym tego, że jak zwykle wyszedł słabo. Po odklepaniu kilkunastu minut zupełnie luźnej jazdy dopiero spojrzałem na wyniki i byłem bardzo zaskoczony, do maksymalnej mocy w sprincie co prawda trochę brakło ale zarówno w czasie 5 minut oraz 1 minuty wygenerowane Waty wyszły rekordowe osiągane zwykle w czerwcu danego sezonu więc jest dobrze. Nie traciłem czasu na dłuższe analizy czy myślenie o teście czy wynikach tylko zająłem się innymi sprawami które pozwoliły zapomnieć o rowerze. Wieczorem Świat który ostatnio zaczął stawać się bardziej kolorowy znowu stał się czarny, śmierć bliskiej mi osoby zmieniła wiele spraw w moim i nie tylko życiu i pozwoliła docenić bardziej to co mam i zrozumieć co jest najważniejsze.

Podsumowanie marca

Czwartek, 31 marca 2022
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Marzec był dla mnie wymagającym czasem w którym znalazło się miejsce na różne rzeczy, zarówno te konieczne jak i bardziej przyjemne. Początek miesiąca spędziłem jeszcze w Calpe, rozpoczynając go od jednej z najbardziej wymagających tras jakie udało się w życiu przejechać. Wówczas mogłem skupić się na jak najlepszym przygotowaniu do jazdy, pilnować czasu regeneracji oraz tego co i w jakiej ilości jem. Nawet przy większej objętości treningu zmęczenie nie było tak odczuwalne jak zazwyczaj gdy musiałem godzić wielogodzinną pracę z treningami co zazwyczaj nie wychodziło najgorzej ale moja dyspozycja na rowerze potrafiła być skrajnie różna. Po powrocie z Hiszpani wróciłem na moment na rower MTB i dopiero w połowie miesiąca wyjechałem na szosie, po raz pierwszy od połowy października ubiegłego roku. Po przesiadce z MTB czułem jakby ten rower sam jechał, warto było męczyć się całą zimę dla tej chwili. Przez dwa tygodnie celowo zwlekałem z testem nowych kół, gdy wreszcie udało się je przetestować pojawiły się problemy z napędem. Z tego względu sezon zacząłem od walki ze sprzętem którą przegrałem. Mam nadzieję, że następne starty będą już bardziej szczęśliwe. Końcem miesiąca po raz pierwszy zaliczyłem górską trasę z czterema podjazdami które pokonałem w bardzo dobrym tempie. Do sezonu jestem przygotowany bardzo dobrze, regularne i różnorodne treningi od listopada do marca przyniosły efekt w postaci mocnej nogi na początku sezonu. Zdrowotnie jest lepiej niż w ubiegłym roku ale płuca potrzebują jeszcze czasu aby wrócić do siebie i pójść za tym co znajduje się w nogach. Ze sprzętem prędzej czy później dam sobie radę, motywację mam wysoką, problemów jest znacznie mniej niż w poprzednim roku a wszystko powoli wraca do normy i już w kwietniu będzie nie jedna okazja aby sprawdzić nogę podczas zawodów. Wygląda na to, że w tym roku mogę walczyć o czołowe miejsca ale jak zwykle wszystko wyjdzie w praniu.
Od lat byłem znany z tego, że nie przywiązuję dużej wagi do sprzętu. Dlatego dopiero w 2017 roku gdy moje wyniki były na tyle dobre by myśleć o lepszym sprzęcie przesiadłem się na rower karbonowy. Przez 3 lata miałem mało awarii ale w tym jedną bardzo poważną – uszkodzenia mocowania haka tylnej przerzutki w ramie. Oczywiście zostało to naprawione ale jakiś problem cały czas występował bo zbyt często musiałem regulować ustawienie tylnej przerzutki. W 2019 roku kilka razy strzeliła mi linka przerzutki, zarówno przedniej jak i tylnej i zauważyłem coraz gorsze działanie klamkomanetek, wcześniej wymieniłem przerzutkę na nową – ze średnim wózkiem. Wtedy też podjąłem decyzję o wymianie osprzętu. Szybko zdecydowałem się na Di2 co było przyczyną kolejnych problemów ze sprzętem. Od początku przerzutka tylna nie działała płynnie co wiązało się z tym, że co jakiś czas blokowało łańcuch, dwa razy udało się go zerwać aż w końcu zerwałem hak uszkadzając reperowane już wcześniej mocowanie haka w ramie. Wówczas zdecydowałem się na zakup nowej ramy, nieco nowszej ale model niższej niż ta którą posiadałem. Decydując się na tą ramę zostałem postawiony pod ścianą, rama jest przystosowana wyłącznie pod Di2 więc przy zmianie osprzętu będę musiał zdecydować się na nowszą grupę Di2 lub wymienić ramę na nową. Po kilku tygodniach na nowej ramie znowu zerwałem łańcuch i wtedy stwierdziłem, że wymienić muszę wózek przerzutki który jest krzywy bo od początku w nowej ramie przełożenia nie zmieniały się płynnie. Dostępność części zamiennych do osprzętu rowerowego jest mocno uboga więc zakupiłem zamiennik wózka dedykowanego do Ultegry R8000 na innej wielkości kółeczkach które pozwalają zyskać kilka Wat. Na początku nie chciało mi to działać jak należy, później przez dłuższy czas było dobrze, przełożenia zmieniały się płynnie ale dosyć często musiałem prostować hak w ramie, mimo tego, że rower nie przewrócił mi się ani razu ani nigdy nie opierałem go o przerzutkę. Korzystając z roweru na kilku różnych łańcuchach, od chińskiego za 50 złotych, po Ultegrę czy KMC za 140 złotych nie zauważyłem wyraźnych różnic w działaniu osprzętu. Dużą wadą tego wózka jest fakt, że nie działa jak oryginalny shimanowski i obsługuje znacznie mniejszy wachlarz przełożeń, aby jeździć na dużych zębatkach z tyłu i blacie z przodu muszę zrezygnować z jazdy na 4 najmniejszych zębatkach przy małej tarczy z przodu. Jeżdżę na maksymalnym działającym wachlarzu, napęd działa płynnie, często zmieniam koła, kasety, łańcuchy więc nie zauważyłem zwiększonego zużycia łańcucha czy kasety. Po 2 latach użytkowania eklektycznej grupy mam zastrzeżenia wyłącznie do działania tylnej przerzutki ale to raczej wina tego, że w poprzedniej ramie miałem krzywy hak i przez to przerzutka została uszkodzona i nie działa poprawnie. Chcąc zaoszczędzić nieco pieniędzy kupiłem zamiennik wózka, zakup nowej przerzutki byłby lepszym rozwiązaniem ale musiałem się o tym przekonać po czasie w którym walczyłem z niepoprawnym działaniem napędu. W 2022 roku zaczęły dziać się cuda z ładowaniem baterii, pewnego dnia z 70 % naładowania baterii napięcie spadło w krótkim czasie do 0 i zacząłem szukać przyczyny. Problemem okazało się gniazdo łączące 4 przewody schowane w ramie. Aby się tam dostać musiałem zdjąć korbę, nie wiem jakim cudem dostała się tam wilgoć i ładowanie baterii raz działało raz nie, podobnie było z przewodem od przedniej przerzutki. Po 2 latach mogło się coś uszkodzić ale wygląda na to, że przyczyną było gniazdo łączące wszystkie przewody. Po 2 latach nie zauważyłem spadku wydajności i płynności zmiany przełożeń, w poprzednim roku bateria nadal wystarczała na 1500 – 1700 kilometrów. Nie wiem jakim cudem dostała się do ramy woda, nie jeździłem zbyt często w deszczu. Rower poza problemami z napędem spisuje się bardzo dobrze a jest totalną mieszanką części i komponentów dobranych według własnego uznania i predyspozycji. Ostatnio kupiłem nowe koła, to była jedna z ostatnich okazji aby wyhaczyć topowe koła pod hamulce szczękowe, dopóki Di2 będzie jakoś działać lub rower nie ulegnie jakieś poważniejszej awarii będzie mi służył jako główny rower. Nie mam za bardzo manewru odnośnie zmiany osprzętu na tradycyjny, mechaniczny czy przejścia na hamulce tarczowe więc już w planie mam zakup nowego roweru. Czy nastąpi to przed kolejnym sezonem czy rok później będzie zależeć od tego jak będzie sprawował się osprzęt Di2, z opinii i doświadczeń innych osób to właśnie 3 sezon użytkowania osprzętu elektrycznego jest kluczowy i wtedy pojawiają się największe problemy z osprzętem.
1.Informacja o parametrach ciała:
Wszystkie parametry ciała mieściły się w granicach normy. Pojedyncze wartości w poszczególnych dniach mnie lub bardziej odbiegały od wartości średniej . Największy problem miałem z parametrem PNN50 który przyjmował dolne dopuszczalne wartości, ma to związek z problemami z układem oddechowym spowodowane niewydolnością płuc po zakażeniu Covid19 i powikłaniach jakie pojawiły się po przejściu tej choroby.
2.Dane o obciążeniu treningowym:
W marcu treningi były bardzo zróżnicowane, najpierw sporo godzin treningowych w Hiszpani, następnie odpoczynek i treningi na różnych intensywnościach w drugiej połowie miesiąca. Tygodniowe sumy TSS różniły się od siebie, miało to wpływ na wartości pozostałych parametrów takich jak ATL, CTL czy TSB. Przez kilka tygodni wartości były nawet stabilne by na koniec miesiąca znowu zmienić się diametralnie. Same liczby jednak nie oddają tego, jaki wpływ mają poszczególne trening na organizm, odczucie zmęczenia czy długość procesu regeneracji. W Hiszpani nie miałem problemu z dziennymi treningami po kilka godzin i ponad 200 TSS a po powrocie nie byłem w stanie przez dwa dni z rzędu zrealizować treningu z podobną ilością TSS a zmęczenie było bardziej odczuwalne. Gdyby stan z Hiszpani się utrzymał to mógłbym powiedzieć, że powoli łapię formę. Do niej jednak daleko i nie wiem jakbym przepracował pierwszą część sezonu to przed czerwcem ciężko oczekiwać formy. Od kilku lat z wyjątkami wymuszonymi chorobami i mniejszą ilością treningu najlepszy okres przypada u mnie na przełom czerwca i lipca a drugi na wrzesień. Dlatego też za wszelką cenę nie będę utrzymywał wysokich obciążeń treningowych i sterował TSS tak aby najbardziej optymalną formę mieć właśnie w czerwcu i później we wrześniu. Odkąd korzystam z pomiaru mocy właśnie tak się u mnie dzieje choćbym stosował różne kombinacje i inne plany treningowe. Kiedyś po lipcowym szczycie formy nie umiałem już wskoczyć na wyższy poziom w sierpniu czy wrześniu ale wyciągając odpowiednie wnioski od kilku lat jesień jest moim dobrym fragmentem sezonu. Nigdy nie byłem wiosennym kolarzem i nic się chyba w tym zakresie nie zmieniło.
3.Najlepsze wartości mocy w marcu:
W marcu nie generowałem szczytowych wartości mocy. Większość najlepszych wartości mocy w poszczególnych odcinkach czasu byłem w stanie generować podczas kilku następujących po sobie powtórzeń.
4.Podjazdy:

W poprzednich latach w marcu zaczynałem jeździć po górach i zaliczałem pierwsze podjazdy w sezonie. W obecnym roku dzięki wyjazdowi do Hiszpani góry zaliczyłem już w lutym i dzięki temu na koniec marca mam już w nogach ponad 70 podjazdów, prawie 50 z nich zaliczyłem w marcu a po powrocie z Hiszpanii podjechałem ponad 20 wzniesień:
W marcu zaliczyłem następujące podjazdy:
W Hiszpanii warunki do jazdy były bardzo dobre więc zaliczyłem sporo podjazdów , przez 3 dni nazbierało się ich prawie 30. Po powrocie do karju gdzie warunki do jazdy okazały się dużo gorsze udało się zaliczyć już kilka przełęczy i gór ( Ochodzita od Istebnej, Równica od Mostu na Wiśle, Przełęcz Kubalonka od Wisły, Zameczek, Orle Gniazdo od Szczyrku ) – po razie oraz Przełęcz Przegibek ( od Straconki, od Międzybrodzia ) – po 6 razy oraz mnóstwo mniejszych podjazdów w Beskidzie Małym czy Żywieckim i Makowskim. Czasy podjazdów mimo, że nie najważniejsze w tej zabawie wychodziły niezłe jak na początek sezonu.
5.Projekt roweru na kolejne sezony:
W głowie już mam projekt nowego roweru jaki zamierzam w przyszłości złożyć, po raz kolejny będzie to sprzęt stworzony według indywidualnego projektu, poza pojedynczymi komponentami, takimi jak pedały z pomiarem mocy czy licznik zamierzam go zbudować na częściach włoskich, z hamulcami tarczowymi. W dobie popularności sprzętów Treka, Specialized czy Gianta takie sprzęty są rzadkością i raczej będzie to sprzęt złożony na lata do jazdy w terenie górskim a nie maszyna do ścigania. W ostatnim czasie dostępność części rowerowych jest mocno ograniczona, co jakiś czas pojawiają się nowe grupy osprzętu, po przygodzie z Di2 nie jestem przekonany do zakupu kolejnej grupy elektrycznej i raczej nastawię się na wysoki model mechanicznej grupy lub całkowicie bezprzewodowy system Sram Etap AXS, z takim osprzętem już idzie kupić gotowy rower. W rowerze nie będę kombinował z kołami i zakupię jeden, topowy model karbonowy, tym razem na oponę i hamulce tarczowe. Po wizycie w Hiszpani przekonałem się do tarcz w szosie, spisują się dobrze a w moim terenie na stromych zjazdach sprawdzą się znakomicie. Nie mam nic do Treka czy innych topowych grup, podobnie jak osprzętu Shimano który jest najpopularniejszy ale chcę mieć sprzęt który przede wszystkim będzie cieszył moje oko i spełni oczekiwania i przede wszystkim będzie unikatowy. Będzie to duży wydatek ale wynagrodzi mi te pierwsze lata w kolarstwie gdy nie było mnie stać nawet na dobry łańcuch i przede wszystkim będzie to sprzęt na lata, nawet jak skończę ze ściganiem to rower nadal będzie mi służył do jazdy. Może uda się wyłapać jakiś gotowy rower w odpowiednim rozmiarze i konfiguracji ale obecnie jest z tym problem i dlatego już teraz rozglądam się po rynku rowerowym ale na razie w tym segmencie na który się zapatruję nie ma dużego wyboru i dostępności rowerów więc raczej nastawiam się na składanie sprzętu od podstaw i być może szukanie okazji na tańsze komponenty.

Rozjazd 6

Czwartek, 31 marca 2022 Kategoria 0-50, B"twin '22, Regeneracja, Samotnie, Szosa
Km: 26.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:04 km/h: 24.38
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 4.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 111( 56%)
Kalorie: 683kcal Podjazdy: 330m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pogoda uległa pogorszeniu więc w rowerze treningowym wylądowały błotniki i ruszyłem na krótką przejażdżkę po okolicy. Jechało się ciężko w tych warunkach a żeby było ciekawie to tym razem czujnik tętna miał słabą baterię co wiązało się z tym, że pokazywał stałe wartości mimo tego, że na podjazdach jechałem mocniej a na zjazdach odpuszczałem. Po dniach w których temperatura przekraczała 10 stopni podczas jazdy, dobre kilka stopni mniej było bardzo nieprzyjemne. Po godzinnej przejażdżce i pętli po najbliższej okolicy, na mokrych drogach i przy lekkim deszczu byłem tak wyziębnięty, że w domu wszedłem pod ciepły koc. Coś niedobrego się ze mną dzieje, kiedyś lepiej znosiłem niskie temperatury a teraz poniżej 5 stopni mój organizm nie funkcjonuje jak trzeba i dopiero przy 15 wskakuję na właściwe obroty. Staram się z tym walczyć ale na razie nic z tego nie wychodzi.

Trening 23

Wtorek, 29 marca 2022 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2022
Km: 53.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:04 km/h: 25.65
Pr. maks.: 69.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 127( 65%)
Kalorie: 1393kcal Podjazdy: 1000m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Po raz pierwszy w tym roku wyjechałem na treningowej szosie – Triban 5. Rower ma już swoje lata a dalej dzielnie służy, zimą do treningów na trenażerze a w sezonie do dojazdów w rożne miejsca i zadań specjalnych a takim okazała się awaria Di2 w podstawowym dla mnie sprzęcie. Jakoś nie zauważyłem gorszej pracy roweru czy tego, żeby mi się jechało ciężej. Motywacją do jazdy była dobra kawa serwowana w Międzybrodziu więc tam się wybrałem. Remonty wzdłuż jezior skutecznie demotywują do robienia pętli przez Kobiernice czy Tresną więc idealnym wyborem jest zaliczenie Przegibka z dwóch stron. Warunki na drodze całkiem niezłe ale ten wiatr wiejący z zachodu, robiący robotę na dojeździe do Przegibka, podjeździe na przełęcz czy zjeździe a skutecznie utrudniający jazdę na powrocie. Dzięki warunkom wietrznym szybko dostałem się do Międzybrodzia, kawa smakowała jak zwykle wyśmienicie, w połączeniu z dobrą drożdżówką dała energię na powrotną walkę z wiatrem. Podjazd poszedł całkiem nieźle a zjazd sobie odpuściłem, wracając zaliczyłem jeszcze dwa podjazdy aby nabić przewyższenia. Wciąż brakowało mi do 1000 metrów w pionie więc postanowiłem dokręcić. Niestety nie przewidziałem jednego, że może zacząć padać, stało się to jakiś kilometr przed domem, jechałem bardzo szybko aby nie zmoknąć, przy samym domu przestało padać więc pojechałem dokręcić do kilometra w pionie i przy okazji pozbyć się zapieku który powstał w momencie gdy śpieszyłem się do domu. Jazda na rowerze treningowym, mimo tego, że oporniejsza była całkiem przyjemna. Nie przyjmowałem do siebie myśli, że ta jazda może być ostatnią przed zapowiadanym atakiem zimy. Postanowiłem więc zweryfikować swój plan treningowy i przystąpić do pierwszego od 10 miesięcy pełnego testu mocy, sam jestem ciekaw wyników bo z jednej strony, jestem mocny a z drugiej, moje płuca mnie strasznie ograniczają i nie pozwalają na zbyt mocną jazdę w dłuższym czasie.

Miasto 6

Poniedziałek, 28 marca 2022 Kategoria B"twin '22, Miasto
Km: 38.00 Km teren: 2.00 Czas: 01:48 km/h: 21.11
Pr. maks.: 40.00 Temperatura: 7.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1096kcal Podjazdy: 390m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 22

Poniedziałek, 28 marca 2022 Kategoria 100-200, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2022
Km: 100.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:51 km/h: 25.97
Pr. maks.: 72.00 Temperatura: 10.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 2551kcal Podjazdy: 2040m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Co drugi poniedziałek mam możliwość zaliczyć dłuższy trening więc zdecydowałem się wykorzystać sprzyjające okoliczności. Przed jazdą naładowałem baterię Di2 ale coś mnie zaniepokoiło, bateria ładowała się prawie 4 godziny a zwykle trwało to maksymalnie 120 minut. Zmieniłem też łańcuch na taki który przy próbnych przejażdżkach nie przeskakiwał. Gdy rower był gotowy do jazdy zacząłem kombinować z trasą, miałem kilka opcji do wyboru – objazd Rury na Kocierz, runda przez rozkopany Beskid Mały czy kilka wersji pętli w Beskidzie Śląskim. Postanowiłem odbić sobie te lata gdy przez Wisłę nie dało się normalnie przejechać i zaliczyłem moją tradycyjną pętlę przez Salmopol i Zameczek z przystawką w postaci Orlego Gniazda i Równicą na deser. Przed jazdą jeszcze kilka dylematów ubraniowych oraz konieczność sięgnięcia po rezerwowy licznik, bo Garmina nie naładowałem. Już od wyjazdu z domu zauważyłem, że rower nie działa jak należy, łańcuch sobie ładnie przeskakiwał w okolicy miejsca zamontowania spinki i tak niemal przy każdym zetknięciu z górnym kółkiem przerzutki. Starałem się jechać lekko aby stwierdzić czy da się normalnie jechać z tym przeskakującym łańcuchem. Cały czas walczyłem z jakimiś przeciwnościami, najpierw przejazd przez Bielsko gdzie kilka razy musiałem hamować i traciłem czas na skrzyżowaniach. Później już walka z wiatrem, postanowiłem minąć ścieżkę rowerową w Bystrej i równoległą drogą dotarłem do Mesznej. W Buczkowicach zdecydowałem, że jadę najpierw na Orle Gniazdo ale bez Podmagury. Już po zjeździe z głównej pojawił się znak informujący o tym, ze droga nie nadaje się do ruchu pojazdów. Po 300 metrach już wiedziałem dlaczego, w poprzednim roku był asfalt z wieloma dziurami a obecnie są dziury z plamami asfaltu, nie wiem jakim cudem wpadłem tylko w 2 dziury, bałem się o koła które miały przejść test w górach. Jadąc na tyle aby płuca dawały radę, slalomem miedzy dziurami, z przeskakującym łańcuchem wjechałem w czasie ledwie 40 sekund gorszym od najlepszego, uzyskanego w dużo lepszych warunkach. Zjazd po lepszej drodze był wolny bo samochodowy skutecznie mnie blokowały. Po zjeździe znalazłem rozwiązanie dla przeskakującego łańcucha, jadąc na 52x28 lub 25 dało się normalnie jechać, ale pod wiatr i w górę wiązało się to z niską kadencją. Chwilę się tak męczyłem ale stwierdziłem, że dla kolan i mięśni lepsza jest wyższa kadencja i starty mocy na przeskakującym łańcuchu. Podjazd na Salmopol znowu jechałem z rezerwą, sporo pod wiatr a znowu czas wyszedł bardzo dobry jak na marzec i jako jeden z 10 moich najlepszych. Niestety moje płuca obecnie nie pozwalają nie więcej a w nogach są jeszcze rezerwy. Zjazd z kolei był słaby, wolny i zimny ale jakoś przetrwałem. Po zjeździe postój, rozebranie kurtki i kolejny podjazd – Zameczek. Po tym jak na Salmopol pojawił się nowy asfalt, chociaż po zimie nie wygląda już jak nowy to Zameczek to istna tragedia, sporo dziur i samochodów. które nie pozwalają ich mijać. Tutaj też największe katusze związane z napędem i płucami. Znowu nie byłem zbytnio zadowolony z podjazdu, na więcej mnie nie stać a czas całkiem dobry. W końcu pojawiła się okazja aby sprawdzić koła na zjeździe, momentami było szybko, dobrze technicznie ale też momenty w których musiałem hamować. Warunki na drodze robiły swoje i obecnie ciężko jest puścić rower w dół i skupić się tylko na optymalnym pokonywaniu zakrętów czy patelni. W Wiśle było mi zimno mimo wielu warstw ale widząc trzech kolarzy w krótkim rękawie czy spodenkach stwierdziłem, ze chyba ze mną jest faktycznie coś nie tak, skoro na 4 kolarzy tylko ja byłem naubierany, termometr chyba mi też zaniża bo pokazywał 10 stopni. Planowałem jechać prosto do domu ale jadąc przez Ustroń odruchowo odbiłem w lewo na Równicę. Zdjąłem kurtkę i ruszyłem aby zaliczyć tylko podjazd. Z wiatrem szybko pokonałem pierwszy kilometr, z niedziałającym napędem nawet Równica nie była tak przyjemna jak zwykle, jechałem na granicy możliwości płuc i dopiero jakieś 1500 metrów przed szczytem zauważyłem, że jadę na dobry czas. Nie miałem za bardzo z czego już dołożyć więc cisnąłem podobnym tempem, jakiś kilometr przed szczytem musiałem zwolnić przez prace drogowe, tego co tam straciłem zabrakło aby złamać 17 minut. Nie miałem już czasu więc szybko się ubrałem, zjechałem do Zawodzia i dokładając kilka pagórków ruszyłem w kierunku Bielska. Nie planowałem postoju w sklepie ale brakło mi wody wiec w Brennej zatrzymałem się w sklepie. Pierwszy raz od dana nie założyłem nic na twarz, czułem się co najmniej dziwnie ale pewnie szybko człowiek przywyknie do nowej rzeczywistości. Wracając do domu udało się zyskać nieco czasu, wiatr który rano utrudniał jazdę teraz pomagał. Mimo tego, że sporo rzeczy odbierało przyjemność z jazdy jestem zadowolony, zaliczyłem konkretny trening, w ubiegłym roku takich było jak na lekarstwo a w tym już w marcu jestem w stanie tak skutecznie walczyć z podjazdami a maksymalnego poziomu jeszcze nie udało się uzyskać więc może być pod każdym względem tylko lepiej. Koła zdały kolejny test i podsumowując wszystko jednym zdaniem, są najlepsze jakich kiedykolwiek używałem. Po jeździe stan baterii w Di2 wskazywał 30 % więc coś jest na rzeczy.

Podsumowanie 14 tygodnia 2022

Niedziela, 27 marca 2022 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Trudny dla mnie był to tydzień. Czasu miałem mało i musiałem liczyć się z tym, że wybierając się na trening będę go kończył w spadającej temperaturze oraz po zmroku. Udało się jednak znaleźć kompromis i przy treningach krótszych niż 2 godziny, tylko raz wróciłem w niesprzyjających dla mnie warunkach. Treningowo nie był to zbyt wybitny tydzień, wybrałem się po raz pierwszy w tym roku w prawdziwy teren gdzie stwierdziłem, że wciąż mam braki techniczne ale moja jazda mimo trudnych warunków w terenie wyglądała lepiej niż w ubiegłym roku. Po pracy zwykle wyjeżdżałem na trening już zmęczony ale nie przeszkodziło mi to w tym aby realizować założenia treningowe. Podczas treningów znalazłem również czas na różnego rodzaju testy. Najpierw pracowałem nad ustabilizowaniem kadencji i podczas jednego z treningów udało mi się uzyskać zadowalający efekt, nawet przy zmęczeniu jestem w stanie utrzymywać wysoki rytm a wcześniej był z tym wyraźny problem. Kolejny test był już bardziej przyjemny, wreszcie założyłem nowe koła – FFWD F3R z szytkami Continental Competition w rozmiarze 700 x 28 C. Jazda na tych kołach to poezja, prawdziwy miód na serce, żadne z poprzednich kół tak nie niosły i nie były sztywne jak te. Niestety wraz ze zmianą kół pojawiły się spore problemy ze sprzętem co miało swoje odzwierciedlenie podczas czasówki otwierającej sezon 2022. Podczas czasówki dałem z siebie wszystko ale sprzęt zabrał mi sporo czasu, na płaskim brakowało przełożenia a pod górę przeskakujący łańcuch zabierał cenne Waty które tego dnia i tak nie były takie na jakie mnie obecnie stać. Rozpoczęcie sezonu w klubie dało mi sporo odpowiedzi na pytania. Pierwsza niewiadoma to była moja dyspozycja na tle innych, biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności jakie w tym roku nastąpiły nie stałem wcale na pozycji faworyta zawodów. Co prawda przepracowałem solidnie zimę i mam za sobą zgrupowanie w Calpe ale to tylko epizod, odskocznia od codzienności która nie pozwala mi trenować na 100 % i poświęcać tyle czasu co inni na rower. Mam też problemy z regularnością i bilansem przyjmowanych posiłków i zakłócony proces regeneracji. Dodatkowym utrudnieniem są niesprawne po Covid 19 płuca. Na trasie doszedł jeszcze problem ze sprzętem który spowodował kilka dodatkowych problemów, nie byłem w stanie przeprowadzić odpowiedniej rozgrzewki, w związku z tym motywację do walki na 100 % straciłem już na starcie zawodów, na trasie też nie obyło się bez problemów które jednak miały już znacznie mniejszy wpływ na straty czasu. Bez motywacji i od niechcenia jechałem tą czasówkę licząc tylko na to, że nic się już po drodze nie zepsuje. Zupełnie obojętnie podszedłem do zawodów co nie było takie łatwe w obliczu problemów jakie miałem na trasie. Jeszcze 2 lata temu byłbym wkurzony, gotowy rzucić rowerem w krzaki i nawet olać zawody ale praca nad sferą mentalną jaką wykonałem w ostatnich miesiącach przyniosła zaskakujące efekty. Sama czasówka to była oczywiście walka z własnymi słabościami bo trasa i warunki jak najbardziej mi odpowiadały bo predysponowały najmocniejszych zawodników a nie przypadkowych kolarzy. Już od lat potwierdza się scenariusz, że nie liczę się w czołówce zawodów z reguły przez problemy sprzętowe i zazwyczaj to jedyna szansa aby ze mną wygrać. Tak też mogło być tym razem ale mimo słabości jaką zaprezentowałem podczas zawodów znalazłem się w tym samym miejscu co zwykle i kolejny sezon zacząłem z wysokiego poziomu. Mimo tego, że nie zaprezentowałem pełni swoich możliwości to czuję jakąś satysfakcję, że podczas gdy inni jeżdżą na rowerze i trenują po wiele godzin dziennie ja pracuję po kilkanaście godzin na dobę, wracam zmęczony, mam braki snu, znajduję jeszcze czas na studia i obowiązki w domu osiągnąłem poziom do którego inni nie potrafią się zbliżyć. Teoretycznie to ja stoję na straconej pozycji a potrafię z niej skutecznie atakować, dla mnie te zawody to tylko trening a dla wielu jeden z najważniejszych startów w roku. Sezon się dopiero zaczyna i będzie jeszcze okazja pokazać swoje możliwości które w tym roku mam ogromne. Kategoria wiekowa się zmienia więc i poziom musi być wyższy, myślę, że sprostam temu wyzwaniu ale gdzieś z tyłu głowy pozostaje niepewność o sprzęt.
1.Informacje o parametrach ciała:
Waga w ostatnim czasie poszła do góry ale spodziewałem się tego i miałem na to wpływ, pozostałe parametry zmieniały się ale w przyjętych wcześniej granicach.
2.Dane o obciążeniu treningowym:
Ten tydzień nie wyglądał najlepiej treningowo, jeździłem niby dużo ale krótko i tylko 2 jazdy były mocniejsze, nie miało to jednak wpływu na CTL ale już TSB zmieniało się w różne strony.

Trening 21

Niedziela, 27 marca 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2022, Zawody 2022
Km: 72.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:04 km/h: 23.48
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 12.0°C HRmax: 192192 ( 98%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 1662kcal Podjazdy: 1070m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po zmianie czasu na letni, ciężko było się zebrać do jazdy. Miałem jeszcze inne obowiązki i z dłuższej jazdy nic nie wyszło. Wyjechałem z domu około 10:30, od samego początku sprzęt nie działał jak należy. Łańcuch przeskakiwał na niemal każdym przełożeniu, Di2 raz zmieniało przełożenie, raz nie chciało, do tego pokazujący głupoty miernik mocy i czujnik tętna. Noga jakoś kręciła ale żadnej przyjemności z jazdy nie miałem. Starałem się jechać jak najtrudniejszą trasą skoro czasu na dłuższą jazdę nie miałem. Wiatr w plecy pozwolił zaliczyć kilka podjazdów i będąc w Skoczowie zatrzymałem się aby sprawdzić czy da się coś zrobić z rowerem. Przednia przerzutka już umarła i zmuszony byłem jechać na małej tarczy, zmiana położenia wózka przerzutki tylnej nie wiele pomogło i łańcuch dalej przeskakiwał. Przyjemności nie było już żadnej, dojechałem jednak na klubowe Rozpoczęcie Sezonu by chociaż zaznaczyć swoją obecność. Nie miałem ochoty na rozgrzewkę więc tylko przez chwilę pokręciłem i stanąłem na starcie. Trasa czasówki bardzo mi pasowała więc gdzieś w głębi serca czułem żal, że mój sprzęt nie działa jak należy. Nie przywiązywałem do tego większej wagi, miałem zamiar dać z siebie wszystko, bez względu na okoliczności tak by być zadowolonym i zmęczonym na mecie. Już na starcie miałem kilka sekund w plecy bo nie umiałem szybko i pewnie ruszyć i wpiąć w pedały. Szybko łańcuch znalazł się na możliwe twardym przełożeniu, patrząc na wskazania mocy mogłem już pomstować bo pomiar wskazywał, że nie przekraczam nawet 3 strefy mocy, po kilkuset metrach trafiłem na wąskie gardło, jadący środkiem rowerzysta na elektryku a z przeciwka motocykl i musiałem jeszcze zwolnić. Później udało się znowu rozpędzić i przyjąć inną taktykę, jadąc w górę rozkręcałem rower do maksymalnie wysokiej kadencji a na zjazdach przyjmowałem pozycję aerodynamiczną i dzięki temu nie traciłem tyle, bardzo odpowiadało mi to, że cały czas jest pod wiatr bo moje straty nie były tak duże. Dużo czasu zajął mi dojazd do Dębowca ale w drugiej części trasy mogłem tylko zyskać ze względu na to, że czekało na mnie więcej podjazdów. Pierwszy z nich nie poszedł mi zbyt dobrze, przeskakujący łańcuch nie sprzyjał utrzymywaniu równej mocy i w ten sposób kilka kolejnych sekund straciłem. Na kolejnym podjeździe już widziałem, że nie jest tak źle jak być mogło bo zobaczyłem przed sobą kolarza. Nie dałem sobie rady z tym podjazdem, starałem się jechać mocno ale niewiele z tego wyszło. Na najtrudniejszym technicznie zjeździe najadłem się sporo strachu bo na niewidocznym łuku w prawo wyskoczył mi samochód a ja jechałem dosyć szybko ale zmieściłem się na drodze, na kolejnym łuku w lewo musiałem uważać na biegającego sobie pieska. Na ostatnim podjeździe już dałem z siebie wszytko, w nogach była jeszcze przerwa a płuca już nie dawały rady. Wyprzedziłem jedną osobę ale w końcówce podjazdu już na tyle mnie brakowało, że musiałem spuścić z tonu, ostatnie 500 metrów nie było już tak dobre, nawet nie wiem jaki osiągnąłem czas ale moc była dosyć słaba więc nie mam żadnego punktu zaczepienia. Mogę z siebie być zadowolony, noga podaje całkiem nieźle, po raz kolejny moją słabością był sprzęt który miał bezpośredni wpływ na to jak wyglądała moja jazda. Ta wyglądała bardzo słabo zarówno technicznie jak i pod względem wykorzystania możliwości mojego organizmu. Stać mnie było na dużo lepszy czas, do sezonu jestem przygotowany bardzo dobrze, ważne starty dopiero przede mną więc nie przykładam żadnej wagi do tych zawodów, potraktowałem je jako trening. Po czasówce pojechałem jeszcze na kawę do Dębowca gdzie był czas m.in. na rozmowy. Wracałem znowu zaliczając sporą ilość hopek. Za Skoczowem Di2 umarło już całkowicie, na moje nieszczęście stało się to na podjeździe i łańcuch został na przełożeniu 36x25 więc powrót był bardzo wolny ale z wysoką kadencją. Tego dnia podjąłem tez kolejną decyzję i większą uwagę muszę przywiązywać do sprzętu ale niekoniecznie brać pod uwagę uwagi innych osób bo nie zawsze przemawia przez nich troska a czasami także zwrócenie na siebie uwagi i potrzeba wpływu na osiągniecia innych osób skoro nasze są przewidywalne bo łatwiej wymagać czegoś od innych niż od siebie samego.

Trening 20

Piątek, 25 marca 2022 Kategoria 50-100, Cube '22, Samotnie, Szosa, Trening 2012, Trening 2022
Km: 59.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:04 km/h: 28.55
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 12.0°C HRmax: 135135 ( 69%) HRavg
Kalorie: 1545kcal Podjazdy: 730m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Wyjazd w sumie spontaniczny. Uświadomiłem sobie, że jeszcze nie testowałem nowych kół i postanowiłem to nadrobić. Trochę czasu zajęło mi zamontowanie kasety, łańcucha i okładzin hamulcowych. Zdecydowałem się na kasetę 11-32 i łańcuch na którym jeździłem całą jesień a nie jest jeszcze wyciągnięty nawet do 0,75. Po wyjeździe z domu czułem, że jedzie się lekko i przyjemnie ale było tak tylko do momentu wjazdu na główną drogę gdzie pojawiły się nieprzyjemne podmuchy wiatru w twarz. Pierwsze wrażenia z jazdy na kołach FFWD F3R oraz szytkach Continental Competition były bardzo pozytywne, koła niosły bardzo dobrze i nieźle radziły sobie na wietrze. Po dojeździe do pagórków kolejny test, tym razem w warunkach interwałowych, pod górę dawały sobie nieźle radę a na zjeździe łatwiej było uzyskać prędkość i ją utrzymać. Przyjemnie się jechało do Skoczowa a nawet dalej. Później zaszła potrzeba aby się zatrzymać, zrobiłem przy okazji zdjęcie kół w rowerze które całkiem nieźle się komponują z ramą i resztą komponentów. Po postoju ciężko się było rozkręcić a dodatkowo musiałem uważać na sporą ilość dziur w drogach. Prawdziwym miodem był zjazd z Zamarsk do Hażlach, mimo bocznego a nawet przeciwnego wiatru nie musiałem mocno kręcić aby utrzymać wysoką prędkość. Dłużej cieszyć się przyjemnością z nowych kół nie mogłem bo zacząłem marznąć, mimo ciepłego ubioru przy spadku temperatury zaczynałem odczuwać duży termiczny dyskomfort. Według pierwotnych prognoz do Bielska miałem jechać przy pomocy zachodniego wiatru, o ile podmuchy nie były w ogóle odczuwalne w Dębowcu czy na podjazdach w Simoradzu tak po zjeździe do zakorkowanego Skoczowa przekonałem się, że łatwo wrócić do domu nie będzie. Zimny wiatr odbierał resztki przyjemności z jazdy a w połączeniu z niską temperaturą powodował, że nie miałem za bardzo czym jechać. W połowie drogi jeszcze zapadł zmrok więc włączyłem oświetlenie. Jakoś doczłapałem do domu. Koła zdały pierwszy test a mój organizm po raz kolejny przegrał z warunkami. Mocne nogi to nie wszystko, muszę walczyć o poprawę dyspozycji w niskich temperaturach bo nie zawsze na trasie będzie przynajmniej 15 stopni a męczarnia w trudnych warunkach odbiera mi całą radość z jazdy na rowerze.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 14036 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 16398 km
Evo 2 9995 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum