Calpe Trening Camp 10
Piątek, 4 marca 2022 Kategoria Calpe Trening Camp 2022
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni dzień w Calpe był deszczowy i chłodny więc mniejszy żal nam towarzyszył w drodze na dworzec autobusowy skąd mieliśmy jechać wprost na lotnisko w Alicante. Z wnętrza autobusu mogłem po raz ostatni podziwiać okolicę co z przyjemnością czyniłem.

Po dojeździe na lotnisko przestało padać ale wciąż było pochmurno. Formalności na lotnisku związane z nadaniem bagażu nie trwały zbyt długo i miałem czas na ostatnie zakupy w Hiszpani i na pokładzie samolotu zameldowałem się jakieś 15 minut przed odlotem. Mając już doświadczenia z poprzedniego lotu byłem lepiej przygotowany na podróż która minęła spokojnie i bezpiecznie ale w Krakowie pojawiły się niespodziewane komplikacje. Warunki pogodowe były trudne i czekaliśmy na autobus który miał nas przetransportować jakieś 200 metrów. Moim zdaniem to trochę absurdalna sytuacja ale może takie są standardy. Na lotnisku swoje musiałem odstać czekając na bagaż ale w końcu go odebrałem i mogłem ruszyć w kierunku Bielska. Po drodze zabrałem jeszcze jedną osobę, gdybym miał większy samochód to być może zabrałbym także ukraińską rodzinę szukającą transportu ale miejsca dla wszystkich nie było. O godzinie 18 byłem w domu, równo 10 godzin od momentu w którym opuściłem kwaterę w Calpe.

Po dojeździe na lotnisko przestało padać ale wciąż było pochmurno. Formalności na lotnisku związane z nadaniem bagażu nie trwały zbyt długo i miałem czas na ostatnie zakupy w Hiszpani i na pokładzie samolotu zameldowałem się jakieś 15 minut przed odlotem. Mając już doświadczenia z poprzedniego lotu byłem lepiej przygotowany na podróż która minęła spokojnie i bezpiecznie ale w Krakowie pojawiły się niespodziewane komplikacje. Warunki pogodowe były trudne i czekaliśmy na autobus który miał nas przetransportować jakieś 200 metrów. Moim zdaniem to trochę absurdalna sytuacja ale może takie są standardy. Na lotnisku swoje musiałem odstać czekając na bagaż ale w końcu go odebrałem i mogłem ruszyć w kierunku Bielska. Po drodze zabrałem jeszcze jedną osobę, gdybym miał większy samochód to być może zabrałbym także ukraińską rodzinę szukającą transportu ale miejsca dla wszystkich nie było. O godzinie 18 byłem w domu, równo 10 godzin od momentu w którym opuściłem kwaterę w Calpe.
Calpe Trening Camp 9
Czwartek, 3 marca 2022 Kategoria 100-200, Calpe Trening Camp 2022, Szosa, w grupie
| Km: | 127.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:58 | km/h: | 25.57 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 175175 ( 89%) | HRavg | 117( 60%) |
| Kalorie: | 3539kcal | Podjazdy: | 2100m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Ostatni wyjazd w Calpe. Prognozy pogody mówiły o możliwym załamaniu aury późnym popołudniem więc chcieliśmy wrócić wcześniej do Calpe. Wyjechaliśmy po 10 w kierunku Altei. Początkowo miałem problemy by się utrzymać w grupie ale jakoś się to udawało do momentu aż nastąpiły pierwsze zrywy mające na celu m.in. wyprzedzenie dużej grupy. Mnie na razie nie stać na charce,, nogi może by chciały ale płuca nie dają rady i obserwowałem jak różnica między mną a grupką się powiększa aż w końcu zniknęli w oddali. Wiedziałem jak mam jechać więc jechałem swoim tempem. Na pierwszym podjeździe zrobiłem małe przepalenie składające się z trzech minutowych akcentów. Następny podjazd poszedł mi już lepiej i na końcu spotkałem się z resztą. Z głównej drogi zjechaliśmy w boczną nad urokliwe jeziorko położone między wzniesieniami.

Jadąc wzdłuż akwenu stopniowo wspinaliśmy się w górę, ale najcięższy podjazd był dopiero przed nami. Na rozwidleniu dróg odbiliśmy w prawo i w momencie nachylenie wzrosło do 10 % a po kilkudziesięciu metrach już zrobiło się 15 ?sfalt zamienił w betonowe płyty. Na wąskiej drodze ciężko było jechać zakosami a podjazd w dalszej części był jeszcze bardziej wymagający, na ponad 500 metrowym odcinku nachylenie nie spadało poniżej 20 % a trudności podjazdowy dodawał fakt, że przez ponad 300 metrów droga prowadziła prosto w górę i przed sobą widziałem tylko ścianę, taki podjazd początkiem marca jest bardzo wymagający i trudny, w końcówce już ciężko się jechało, po 7 dniach wymagających treningów czułem w nogach już zmęczenie ale jakoś przemęczyłem cały podjazd.

Moc ze wspinaczki wyszła niezła a nachylenie nie sprzyjało mocnej i równej jeździe więc mogę być z siebie zadowolony. Na szczycie odpocząłem nieco w słońcu przed jak się okazało przełajowym zjazdem w dół. Na tym zjeździe nie czułem się pewnie, nawet na tarczowych hamulcach, w połowie zjazdu jeszcze zadzwonił telefon co było pretekstem aby się zatrzymać na moment i dać odpocząć dłoniom. Niewiele jednak na tym straciłem a zjazd nie był na tyle długi aby musieć robić dodatkowe postoje. Po zjeździe ruszyliśmy w kierunku centrum Castel de Castilas gdzie wypiliśmy kawę i gdy tylko ruszyliśmy po przerwie to zaczęła się zabawa czyli popularne w tym sporcie zrywy. Pierwszy niestety przespałem a dodatkowo nastąpił na zjeździe, nie tarciłem wiele wiec gdy tylko zaczął się kolejny podjazd doścignąłem grupę i ruszyłem do przodu, z tyłu była gonitwa ale przed zjazdem do Val de Ebo nie dałem się doścignąć. Na zjeździe już nie walczyłem bo czego bym nie zrobił, byłem bez szans. Swojej przewagi upatrywałem na kolejnym podjeździe pod Col deVal de Ebo. Podjazd niezbyt długi i wymagający ale z podmuchami wiatru które próbowały mnie wytracić z równowagi. Wykrzesałem z siebie bardzo dużo mocy i wjechałem w niezłym czasie który jednak odbiegał od czołówki o ponad 2 minuty, to mówi wszystko o poziomie kolarstwa na świecie i moich miejscu w szeregu a jednak nie prezentuję na podjazdach poziomu przeciętnego ale nieco wyższy. Na przełęczy zatrzymałem się na moment i spokojnie zjechałem w dół do Pego na obiad.

Po drodze straciłem trochę czasu na nawigację ale trafiłem tam gdzie trzeba i miałem okazję rozkoszować się daniem regionalnym na zakończenie mojego pobytu w Calpe. Po postoju trzeba było jeszcze dojechać do Calpe, postanowiłem wracać z grupą i próbować utrzymać się na kole. Jechało się jednak na tyle dobrze, że dawałem nawet zmiany i dopiero przed Calpe odpuściłem luźno kręcąc przez ostatnie 15 minut. Wiązało się to z tym, że zostałem za grupą ale wszystko było kontrolowane, wolałem jechać w swoim tempie i skupić się an bezpiecznym przejeździe przez Calpe niż pilnować koła grupy i mając ograniczoną uwagę i kontrolę nad obserwacją otoczenia. Bezpiecznie dojechałem na kwaterę i miałem jedynie godzinę na to by zdać rower.

Jadąc wzdłuż akwenu stopniowo wspinaliśmy się w górę, ale najcięższy podjazd był dopiero przed nami. Na rozwidleniu dróg odbiliśmy w prawo i w momencie nachylenie wzrosło do 10 % a po kilkudziesięciu metrach już zrobiło się 15 ?sfalt zamienił w betonowe płyty. Na wąskiej drodze ciężko było jechać zakosami a podjazd w dalszej części był jeszcze bardziej wymagający, na ponad 500 metrowym odcinku nachylenie nie spadało poniżej 20 % a trudności podjazdowy dodawał fakt, że przez ponad 300 metrów droga prowadziła prosto w górę i przed sobą widziałem tylko ścianę, taki podjazd początkiem marca jest bardzo wymagający i trudny, w końcówce już ciężko się jechało, po 7 dniach wymagających treningów czułem w nogach już zmęczenie ale jakoś przemęczyłem cały podjazd.

Moc ze wspinaczki wyszła niezła a nachylenie nie sprzyjało mocnej i równej jeździe więc mogę być z siebie zadowolony. Na szczycie odpocząłem nieco w słońcu przed jak się okazało przełajowym zjazdem w dół. Na tym zjeździe nie czułem się pewnie, nawet na tarczowych hamulcach, w połowie zjazdu jeszcze zadzwonił telefon co było pretekstem aby się zatrzymać na moment i dać odpocząć dłoniom. Niewiele jednak na tym straciłem a zjazd nie był na tyle długi aby musieć robić dodatkowe postoje. Po zjeździe ruszyliśmy w kierunku centrum Castel de Castilas gdzie wypiliśmy kawę i gdy tylko ruszyliśmy po przerwie to zaczęła się zabawa czyli popularne w tym sporcie zrywy. Pierwszy niestety przespałem a dodatkowo nastąpił na zjeździe, nie tarciłem wiele wiec gdy tylko zaczął się kolejny podjazd doścignąłem grupę i ruszyłem do przodu, z tyłu była gonitwa ale przed zjazdem do Val de Ebo nie dałem się doścignąć. Na zjeździe już nie walczyłem bo czego bym nie zrobił, byłem bez szans. Swojej przewagi upatrywałem na kolejnym podjeździe pod Col deVal de Ebo. Podjazd niezbyt długi i wymagający ale z podmuchami wiatru które próbowały mnie wytracić z równowagi. Wykrzesałem z siebie bardzo dużo mocy i wjechałem w niezłym czasie który jednak odbiegał od czołówki o ponad 2 minuty, to mówi wszystko o poziomie kolarstwa na świecie i moich miejscu w szeregu a jednak nie prezentuję na podjazdach poziomu przeciętnego ale nieco wyższy. Na przełęczy zatrzymałem się na moment i spokojnie zjechałem w dół do Pego na obiad.

Po drodze straciłem trochę czasu na nawigację ale trafiłem tam gdzie trzeba i miałem okazję rozkoszować się daniem regionalnym na zakończenie mojego pobytu w Calpe. Po postoju trzeba było jeszcze dojechać do Calpe, postanowiłem wracać z grupą i próbować utrzymać się na kole. Jechało się jednak na tyle dobrze, że dawałem nawet zmiany i dopiero przed Calpe odpuściłem luźno kręcąc przez ostatnie 15 minut. Wiązało się to z tym, że zostałem za grupą ale wszystko było kontrolowane, wolałem jechać w swoim tempie i skupić się an bezpiecznym przejeździe przez Calpe niż pilnować koła grupy i mając ograniczoną uwagę i kontrolę nad obserwacją otoczenia. Bezpiecznie dojechałem na kwaterę i miałem jedynie godzinę na to by zdać rower.
Calpe Trening Camp 8
Środa, 2 marca 2022 Kategoria 50-100, Calpe Trening Camp 2022, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 88.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:40 | km/h: | 24.00 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 2067kcal | Podjazdy: | 1140m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po wymagającym dniu należał się odpoczynek więc zdecydowałem się na zupełnie luźną jazdę. Inni mieli różne plany więc w trójkę wyjechaliśmy z Calpe dobrze znaną drogą w kierunku Morajry. Przez ostatnie dni zauważyłem, że mam problemy z równą jazdą i utrzymywaniem wysokiej kadencji więc postanowiłem nad tym nieco popracować. Wyjeżdżając z Calpe ani razu nie wrzuciłem na dużą tarczę z przodu i starałem się jechać bardzo miękko. Nie zawsze to wychodziło i gdy tylko nie było mocno pod górę to kręciłem z kadencją ponad 90. Momentami odstawałem od grupki ale starałem się dotrzymać koła, jechaliśmy w nieznane mi jeszcze miejsce nad morzem. Po drodze zaliczyliśmy kilka podjazdów i wjechaliśmy na wysokość około 100 m. n. p. m. i by dojechać na przystań czekało nas sporo zjazdu. Do miejsca w które jechaliśmy prowadzi tylko jedna droga więc trzeba było później wrócić tą samą trasą do głównej drogi do Pego.

Po dojeździe nad morze i krótkim postoju jechaliśmy spowrotem i później się rozdzieliliśmy. Wraz z Darkiem ruszyłem w kierunku Xalo zaliczając po drodze po raz kolejny przejazd przez wąwóz między górami. Ta droga chyba nigdy mi się nie znudzi, w ciągu 8 dni jechałem nią aż trzy razy. Po dojeździe do Xalo odwiedziliśmy belgijską, kolarską knajpkę.
Po dobrych naleśnikach i kawie przyjemnie wracało się do Calpe, dalej jechałem spokojnie, kilka razy zostając z tyłu. Przed powrotem na kwaterę pokręciłem się jeszcze po Calpe. Uzbierało się ponad 80 kilometrów i 1000 metrów przewyższenia co jest takim minimum jakie założyłem sobie przed wyjazdem. Odpocząłem po wtorkowej jeździe i nabrałem sił na pożegnanie z Calpe i wymagający trening zaplanowany na czwartek.

Po dojeździe nad morze i krótkim postoju jechaliśmy spowrotem i później się rozdzieliliśmy. Wraz z Darkiem ruszyłem w kierunku Xalo zaliczając po drodze po raz kolejny przejazd przez wąwóz między górami. Ta droga chyba nigdy mi się nie znudzi, w ciągu 8 dni jechałem nią aż trzy razy. Po dojeździe do Xalo odwiedziliśmy belgijską, kolarską knajpkę.

Po dobrych naleśnikach i kawie przyjemnie wracało się do Calpe, dalej jechałem spokojnie, kilka razy zostając z tyłu. Przed powrotem na kwaterę pokręciłem się jeszcze po Calpe. Uzbierało się ponad 80 kilometrów i 1000 metrów przewyższenia co jest takim minimum jakie założyłem sobie przed wyjazdem. Odpocząłem po wtorkowej jeździe i nabrałem sił na pożegnanie z Calpe i wymagający trening zaplanowany na czwartek.
Calpe Trening Camp 7
Wtorek, 1 marca 2022 Kategoria 200-300, Calpe Trening Camp 2022, Samotnie, Szosa
| Km: | 202.00 | Km teren: | 2.00 | Czas: | 08:34 | km/h: | 23.58 |
| Pr. maks.: | 75.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 164164 ( 84%) | HRavg | 122( 62%) |
| Kalorie: | 5832kcal | Podjazdy: | 4370m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Na wtorek zapowiadano naprawdę dobrą pogodę w rejonie Costa Blanca. Postawiłem to wykorzystać i zaliczyć całodzienną wycieczkę krajoznawczą. Miałem problem aby wgrać kurs do Garmina więc na szybko stworzyłem trasę przy pomocy licznika. Na mapie brakowało kilku dróg i stąd wszystkie problemy. Mogłem wyznaczyć nieco inaczej trasę oddalając się dalej od Calpe ale wówczas nie miałbym okazji zaliczyć 2 ciekawych i trudnych podjazdów. Poranek był chłodny więc ubrałem się ciepło ale nie przemyślałem jednej kwestii, gdzie schowam ciuchy gdy zrobi się ciepło. Kieszonki miałem wypełnione żelami, bananami i batonami i na razie miejsca w nich nie było.
O godzinie 9 ruszyłem w trasę, z Calpe wjechałem drogą którą dotychczas tylko zjeżdżałem, do pokonania były m.in. trzy odcinki z nachyleniem ponad 10 %. Przed zjazdem było już mi
zbyt ciepło ale moment rozebrania wiatrówki przeciągnąłem aż do drugiego zjazdu na trasie, za Bennisą.
Dotychczas tempo mojej jazdy było zabójcze, niecałe 15 kilometrów jechałem 45 minut. Niby na trasie nie było dużych podjazdów a 400 metrów w pionie już się uzbierało. Kontynuując jazdę przez wioski wypatrywałem jakiegoś podjazdu. Dojechałem aż do Pego gdzie byłem po 90 minutach jazdy. Przez blisko 30 minut wspinałam się na Cal deVal de Ebo.
Widoki z podjazdu i przełęczy wynagradzały wszelki wysiłek jaki musiałem włożyć aby wdrapać się na szczyt, po kilku dniach nogi już były zmęczone. Na wysokości 520 m.n.p.m. było na tyle ciepło, że na zjazd nie musiałem naciągać rękawków. Krótko zjeżdżałem w dół do Val de Ebo skąd znowu wspinałam się w nieznanym mi kierunku. Do pokonania miałem kilka fragmentów z nachyleniem ponad 10 %. Dosyć dobrze sobie z tym radziłem ale zacząłem się nieco denerwować bo GPS wskazywał że za chwilę będę miał skręcić w prawo a widziałem tam jedynie przepaść. Bliżej skrzyżowania jednak widziałem wijącą się zboczem drogę, kontrolnie zatrzymałem się na skrzyżowaniu dróg i upewniłem że jadę we właściwym kierunku. Na początek zaliczyłem kilka hopek a następnie stromy i bardzo techniczny zjazd, nierówną drogą.

Cieszyłem się że mój rower został w domu, nie wyobrażałem sobie tego zjazdu na tradycyjnych hamulcach. W końcu dostałem się do jakiejś wioski skąd Garmin ciągnął mnie w kierunku Pego. Chciałem jechać w przeciwnym kierunku i tak też zrobiłem. Po krótkim płaskim odcinku wspinałem się w kierunku Al Petro łagodnym podjazdem. Tam znowu zagwozdka lokalizacyjna i skręt w kolejną boczną drogę, najpierw króciutki zjazd a następnie kilka kilometrów podjazdu równą drogą ale z fragmentami o ponad 10 % nachyleniu. Zbyt dużego wrażenia na mnie to nie zrobiło, większe już pojawiło się w momencie gdy zobaczył wierzchołki szczytów które dotychczas były zasłonięte górkami na które się wspinałem.
Zatrzymałem się więc na moment na kolejne zdjęcia i myślałem, że nieco odpocznę na zjeździe. Zanim tak się stało musiałem pokonać jeszcze blisko 3 kilometry miejscami wymagającego podjazdu. Nie zjeżdżałem na wariata tylko znowu kontrolowałem przebieg trasy w Garminie.

Już bez problemów kurs prowadził mnie wyznaczonymi drogami do Calpe. Miałem już połowę zaplanowanego przewyższenia na 40 % dystansu, nie wiedząc, że najtrudniejszy podjazd jeszcze przede mną. Profilaktycznie wsunąłem żela i ruszyłem na podjazd, znów boczną drogą. Czekało na mnie kilka ścian z nachyleniem dochodzącym do 20% z wypłaszczeniami i odcinkami szutrowymi. Zmęczył mnie ten podjazd, wjechałem bez postojów w całkiem niezłym tempie pokonując 500 metrów przewyższenia na 7 kilometrach podjazdu.
Że szczytu znów piękne widoki więc porobiłem fotki I ruszyłem na zjazd. Początkowo puściłem hamulce i rozpędziłam się do niemal 70 km/h. W drugiej części zjazdu już tak szybko nie jechałem, wysokie nachylenie, zakręty oraz wąska droga skutecznie zahamowały moje zapędy. W końcu dojechałem do głównej drogi i powoli zaczynałem rozglądać się za bufetem. Długo nic nie było, najpierw jadąc płaskim odcinkiem z bocznym wiatrem trochę zacząłem się nudzić, w końcu wyszukałem w liczniku restauracji i najbliższa była dopiero za jakieś 10 kilometrów. Przerywnikiem na trasie był krótki podjazd do miejscowości Benniares a później znowu nieco płaskiego i okazało się, żeby coś zjeść musze zjechać z trasy do miejscowości Muro de Alcoy. Tam wreszcie zjadłem konkretny posiłek – spaghetti Carbonara, wypiłem kawę i Colę z pomarańczą, która bardzo mi przypadła do gustu. Po przerwie ciężko było ruszyć w dalszą drogę więc szybko zatrzymałem się by uzupełnić bidony. Po tym postoju stopniowo się rozkręcałem w pagórkowatym terenie, ruch na drogach był znikomy a krajobraz za bardzo stabilny więc zrobiłem się senny, przerywnikiem były nieco trudniejsze fragmenty podjazdu i krótkie postoje wybijały mnie z tej monotonii.

W pewnym momencie GPS też zaczął dokładać swoje trzy grosze. Ciągnął mnie jakimiś opłotkami i przestałem się tym kierować. W końcu na trasie pojawił się podjazd który poczułem w nogach – Puerto de San Creuta. Zmęczyłem się nieco na podjeździe i musiałem się ubrać aby nie zmarznąć na zjeździe. Nie szalałem już czując zmęczenie i rozkojarzenie po niemal 170 kilometrach trasy i ponad 4000 metrów w pionie. Spokojnie zjechałem w dół w kierunku Callosa d’en Sarria. Lekki podjazd na trasie nie zrobił na mnie wrażenia i dojazd od Altei znowu mi się dłużył. Przed Calpe dostałem kolejnego kopa i w dobrym tempie pokonałem ostatnie kilometry, wyprzedzając wszystkich jak leci. Poza czterema literami nie czułem żadnego bólu i tylko minimalne zmęczenie. Sam jestem zaskoczony jak wytrzymały jest mój organizm, brakuje nieco lepszego tempa i innych elementów ale podstawy zbudowałem solidne więc jest na czym oprzeć przyszłą formę pozwalającą na starty w zawodach.
O godzinie 9 ruszyłem w trasę, z Calpe wjechałem drogą którą dotychczas tylko zjeżdżałem, do pokonania były m.in. trzy odcinki z nachyleniem ponad 10 %. Przed zjazdem było już mi
zbyt ciepło ale moment rozebrania wiatrówki przeciągnąłem aż do drugiego zjazdu na trasie, za Bennisą.
Dotychczas tempo mojej jazdy było zabójcze, niecałe 15 kilometrów jechałem 45 minut. Niby na trasie nie było dużych podjazdów a 400 metrów w pionie już się uzbierało. Kontynuując jazdę przez wioski wypatrywałem jakiegoś podjazdu. Dojechałem aż do Pego gdzie byłem po 90 minutach jazdy. Przez blisko 30 minut wspinałam się na Cal deVal de Ebo.

Widoki z podjazdu i przełęczy wynagradzały wszelki wysiłek jaki musiałem włożyć aby wdrapać się na szczyt, po kilku dniach nogi już były zmęczone. Na wysokości 520 m.n.p.m. było na tyle ciepło, że na zjazd nie musiałem naciągać rękawków. Krótko zjeżdżałem w dół do Val de Ebo skąd znowu wspinałam się w nieznanym mi kierunku. Do pokonania miałem kilka fragmentów z nachyleniem ponad 10 %. Dosyć dobrze sobie z tym radziłem ale zacząłem się nieco denerwować bo GPS wskazywał że za chwilę będę miał skręcić w prawo a widziałem tam jedynie przepaść. Bliżej skrzyżowania jednak widziałem wijącą się zboczem drogę, kontrolnie zatrzymałem się na skrzyżowaniu dróg i upewniłem że jadę we właściwym kierunku. Na początek zaliczyłem kilka hopek a następnie stromy i bardzo techniczny zjazd, nierówną drogą.

Cieszyłem się że mój rower został w domu, nie wyobrażałem sobie tego zjazdu na tradycyjnych hamulcach. W końcu dostałem się do jakiejś wioski skąd Garmin ciągnął mnie w kierunku Pego. Chciałem jechać w przeciwnym kierunku i tak też zrobiłem. Po krótkim płaskim odcinku wspinałem się w kierunku Al Petro łagodnym podjazdem. Tam znowu zagwozdka lokalizacyjna i skręt w kolejną boczną drogę, najpierw króciutki zjazd a następnie kilka kilometrów podjazdu równą drogą ale z fragmentami o ponad 10 % nachyleniu. Zbyt dużego wrażenia na mnie to nie zrobiło, większe już pojawiło się w momencie gdy zobaczył wierzchołki szczytów które dotychczas były zasłonięte górkami na które się wspinałem.
Zatrzymałem się więc na moment na kolejne zdjęcia i myślałem, że nieco odpocznę na zjeździe. Zanim tak się stało musiałem pokonać jeszcze blisko 3 kilometry miejscami wymagającego podjazdu. Nie zjeżdżałem na wariata tylko znowu kontrolowałem przebieg trasy w Garminie.

Już bez problemów kurs prowadził mnie wyznaczonymi drogami do Calpe. Miałem już połowę zaplanowanego przewyższenia na 40 % dystansu, nie wiedząc, że najtrudniejszy podjazd jeszcze przede mną. Profilaktycznie wsunąłem żela i ruszyłem na podjazd, znów boczną drogą. Czekało na mnie kilka ścian z nachyleniem dochodzącym do 20% z wypłaszczeniami i odcinkami szutrowymi. Zmęczył mnie ten podjazd, wjechałem bez postojów w całkiem niezłym tempie pokonując 500 metrów przewyższenia na 7 kilometrach podjazdu.
Że szczytu znów piękne widoki więc porobiłem fotki I ruszyłem na zjazd. Początkowo puściłem hamulce i rozpędziłam się do niemal 70 km/h. W drugiej części zjazdu już tak szybko nie jechałem, wysokie nachylenie, zakręty oraz wąska droga skutecznie zahamowały moje zapędy. W końcu dojechałem do głównej drogi i powoli zaczynałem rozglądać się za bufetem. Długo nic nie było, najpierw jadąc płaskim odcinkiem z bocznym wiatrem trochę zacząłem się nudzić, w końcu wyszukałem w liczniku restauracji i najbliższa była dopiero za jakieś 10 kilometrów. Przerywnikiem na trasie był krótki podjazd do miejscowości Benniares a później znowu nieco płaskiego i okazało się, żeby coś zjeść musze zjechać z trasy do miejscowości Muro de Alcoy. Tam wreszcie zjadłem konkretny posiłek – spaghetti Carbonara, wypiłem kawę i Colę z pomarańczą, która bardzo mi przypadła do gustu. Po przerwie ciężko było ruszyć w dalszą drogę więc szybko zatrzymałem się by uzupełnić bidony. Po tym postoju stopniowo się rozkręcałem w pagórkowatym terenie, ruch na drogach był znikomy a krajobraz za bardzo stabilny więc zrobiłem się senny, przerywnikiem były nieco trudniejsze fragmenty podjazdu i krótkie postoje wybijały mnie z tej monotonii.

W pewnym momencie GPS też zaczął dokładać swoje trzy grosze. Ciągnął mnie jakimiś opłotkami i przestałem się tym kierować. W końcu na trasie pojawił się podjazd który poczułem w nogach – Puerto de San Creuta. Zmęczyłem się nieco na podjeździe i musiałem się ubrać aby nie zmarznąć na zjeździe. Nie szalałem już czując zmęczenie i rozkojarzenie po niemal 170 kilometrach trasy i ponad 4000 metrów w pionie. Spokojnie zjechałem w dół w kierunku Callosa d’en Sarria. Lekki podjazd na trasie nie zrobił na mnie wrażenia i dojazd od Altei znowu mi się dłużył. Przed Calpe dostałem kolejnego kopa i w dobrym tempie pokonałem ostatnie kilometry, wyprzedzając wszystkich jak leci. Poza czterema literami nie czułem żadnego bólu i tylko minimalne zmęczenie. Sam jestem zaskoczony jak wytrzymały jest mój organizm, brakuje nieco lepszego tempa i innych elementów ale podstawy zbudowałem solidne więc jest na czym oprzeć przyszłą formę pozwalającą na starty w zawodach.
Podsumowanie lutego
Poniedziałek, 28 lutego 2022 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Początek lutego był dla mnie bardzo trudnym czasem. Z powodu problemów z nadgarstkiem musiałem zrezygnować z treningów siłowych i ogólnorozwojowych a treningi na trenażerze były w pewnym stopniu utrudnione. Biorąc pod uwagę to co działo się ze mną w ostatnim roku jest to tylko drobna niedyspozycja zdrowotna. Pogoda była mniej stabilna niż w styczniu ale za to pozwoliła na kilka treningów w terenie. Bardzo ciężko jednak mi się jeździło ale nie znam przyczyny tego stanu i nie zamierzam jej szukać. Uświadomiłem sobie nagle, że do sezonu zostało już tylko kilka tygodni i zacząłem zastanawiać się w jakim właściwie jestem miejscu pod względem sportowym i treningowym. Ostatnie miesiące były dla mnie intensywne treningowo, trenowałem sporo, robiłem masę nowych ćwiczeń nie tracąc motywacji. Wszystko było podporządkowane wyjazdowi treningowemu do Hiszpani. Planowałem jechać dwa tygodnie szybciej ale problemy z nadgarstkiem przesunęły wyjazd o kilkanaście dni. Patrząc z perspektywy kilku tygodni wiem, że była to dobra decyzja bo miałem więcej czasu na przygotowanie organizmu do wysiłku jaki czekał mnie na południu Europy. Przed 20 lutego odpuściłem treningi na kilka dni i z grubej rury ruszyłem już w Hiszpani. Ciężko było mi dopasować się do roweru na jakim miałem okazję jeździć i z perspektywy czasu już wiem, że następny wyjazd już tylko z własnym sprzętem. Stan zdrowia w lutym był sinusoidą, najpierw wspomniany nadgarstek, później drobna infekcja którą szybko wyeliminowałem ale skutki odczuwałem jeszcze w pierwszych dniach pobytu na Półwyspie Iberyjskim.
1. Dane o parametrach ciała:
Przez cały miesiąc utrzymywałem stałą wagę a inne parametry mieściły się w ramach przyjętej wcześniej normy.
2. Analiza obciążenia treningowego:

Przez trzy pierwsze tygodnie lutego trenowałem na zbliżonym poziomie a w ostatnim znacznie zwiększyłem obciążenie.
1. Dane o parametrach ciała:

Przez cały miesiąc utrzymywałem stałą wagę a inne parametry mieściły się w ramach przyjętej wcześniej normy.
2. Analiza obciążenia treningowego:

Przez trzy pierwsze tygodnie lutego trenowałem na zbliżonym poziomie a w ostatnim znacznie zwiększyłem obciążenie.
Calpe Trening Camp 6
Poniedziałek, 28 lutego 2022 Kategoria 100-200, Calpe Trening Camp 2022, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 147.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:48 | km/h: | 25.34 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 4091kcal | Podjazdy: | 2770m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Nowy tydzień w Calpe zaczął się pogodnie ale chłodno. Z czasem jednak zrobiło się cieplej więc ruszyliśmy w górę, z zamiarem wjazdu na Port de Tudons położone na wysokości 1024 m.n.p.m. Wyjechaliśmy we 4 z Calpe a już za miasteczkiem zrobił się większy peleton z dwoma mocnymi Duńczykami na czele. Tempo było konkretne i oczywiście miałem nie małe problemy aby utrzymać się w grupie. Udawało się to jednak i nawet szybka jazda między samochodami nie odseparowała mnie od grupy. Młodzi kolarze zaciągli nas aż do Benidormu gdzie mieliśmy małe problemy lokalizacyjne ale szybko udało się trafić na właściwą szosę w kierunku Senji. Po wjeździe na szeroką szosę prowadzącą pod Port de Tudons czekało nas 17 kilometrów drogi prowadzącej w większości pod górę. Na podjeździe jechałem swoim tempem, zacząłem spokojnie by później stopniowo podkręcać tempo. Podjazd wcale mi się nie dłużył a wyprzedzający mnie co jakiś czas kolarze uświadamiali mnie, że wcale mocno nie jadę. Przełomowy moment na podjeździe nastąpił jak wyprzedziła mnie ta mocna dwójka Duńczyków, postanowiłem się do nich dokleić, dałem nawet jedną zmianę ale jazda z mocą około 350 Wat była dla mnie zbyt mocna i po 5 minutach mocnej jazdy puściłem koło. Aby się utrzymać musiałbym znowu dołożyć watów a na to stać mnie już nie było. Mocno jechałem jednak do końca podjazdu co pozwoliło na całkiem niezły czas na ostatnich 5 kilometrach podjazdu.

Na szczycie było jednak zimno więc ubrałem się szybko i zjechałem 1500 metrów w dół. Tam chwila postoju i powrót na szczyt już w spokojniejszym tempie dostosowanym do najspokojniej jadącego zawodnika z naszej grupy. Zjazd z przełęczy był dosyć szybki i przyjemny ale w moim przypadku wyglądało to dosyć słabo. Szybko po zjeździe nastąpił następny podjazd, kilka kilometrów wspinaczki ze stromymi fragmentami pokonałem już dużo spokojniej i na szczucie już tyle nie czekałem na towarzyszy.
Zjazd to oczywiście powiększanie straty do grupki. Uratował mnie postój na kawę gdzie mogłem nieco odpocząć ale nie spodziewałem się, że po postoju będzie bardzo szybki i techniczny odcinek. Zostałem już na samym początku i nie miałem szans dojść więc zmieniłem trasę i wróciłem przez Cal de Rates. Na podjeździe pod Taudernę zrobiłem jedną tempówkę na 90 % FTP długości około 15 minut i już spokojnie jechałem dalej. Na Cal de rates było dosyć chłodno, założyłem co mam i zjechałem w dół poprawiając swój czas na zjeździe o 30 sekund.

Wracając do Calpe jechałem bezpośrednio do Benissy i zjechałem główną drogą omijając Fusterę. Zjazd był szybki ale nieco czasu straciłem w samym Calpe szukając otwartego sklepu rowerowego. Nic nie udało się zlokalizować więc wróciłem na kwaterę. Prawie 150 kilometrów i 2700 metrów pionu było na ten moment najlepszym wynikiem podczas pobytu w Calpe. Królewski etap czekał mnie już następnego dnia.

Na szczycie było jednak zimno więc ubrałem się szybko i zjechałem 1500 metrów w dół. Tam chwila postoju i powrót na szczyt już w spokojniejszym tempie dostosowanym do najspokojniej jadącego zawodnika z naszej grupy. Zjazd z przełęczy był dosyć szybki i przyjemny ale w moim przypadku wyglądało to dosyć słabo. Szybko po zjeździe nastąpił następny podjazd, kilka kilometrów wspinaczki ze stromymi fragmentami pokonałem już dużo spokojniej i na szczucie już tyle nie czekałem na towarzyszy.
Zjazd to oczywiście powiększanie straty do grupki. Uratował mnie postój na kawę gdzie mogłem nieco odpocząć ale nie spodziewałem się, że po postoju będzie bardzo szybki i techniczny odcinek. Zostałem już na samym początku i nie miałem szans dojść więc zmieniłem trasę i wróciłem przez Cal de Rates. Na podjeździe pod Taudernę zrobiłem jedną tempówkę na 90 % FTP długości około 15 minut i już spokojnie jechałem dalej. Na Cal de rates było dosyć chłodno, założyłem co mam i zjechałem w dół poprawiając swój czas na zjeździe o 30 sekund. 
Wracając do Calpe jechałem bezpośrednio do Benissy i zjechałem główną drogą omijając Fusterę. Zjazd był szybki ale nieco czasu straciłem w samym Calpe szukając otwartego sklepu rowerowego. Nic nie udało się zlokalizować więc wróciłem na kwaterę. Prawie 150 kilometrów i 2700 metrów pionu było na ten moment najlepszym wynikiem podczas pobytu w Calpe. Królewski etap czekał mnie już następnego dnia.
Podsumowanie 9 tygodnia 2022
Niedziela, 27 lutego 2022 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień mogę podzielić na dwie zasadnicze części. Pierwszą poświeciłem na prace i ostatnie przygotowania do wyjazdu a drugą na odpoczynek i trening w Hiszpani. Przed wyjazdem złapały mnie lekkie problemy zdrowotne i miałem ograniczone możliwości oddechowe. W pracy spędziłem przez 2 dni ponad 20 godzin aby podczas urlopu na tracić czasu na załatwianie spraw zawodowych. Jakoś nie czułem podniecenia wyjazdów które mi towarzyszyło w ostatnich tygodniach. Duży nacisk położyłem na aklimatyzację w innych warunkach klimatycznych. Te hiszpańskie kilkanaście stopni to jak u nas około 20, zupełnie inne powietrze ale równie dokuczliwy wiatr. Na początek sezonu to jednak idealne warunki do treningów. Tak jak zaplanowałem, oderwałem się od rzeczywistości i mogłem uwolnić głowę od pracy. Nawet podróż samolotem przebiegła sprawnie i bez komplikacji. W Hiszpani kolejne zaskoczenie w postaci bardzo dobrej wytrzymałości. Gdzieś z tyłu głowy miałem fakt, że odpowiednio zbilansowane treningi na trenażerze okażą się wystarczającą bazą do treningów w Hiszpani ale, że będzie aż tak dobrze to się nie spodziewałem.
1. Dane o parametrach ciała:

Przed wyjazdem do Calpe moja waga była stabilna, nie zabrałem ze sobą wagi więc nie monitorowałem na bieżąco jej zmian. Inne parametry były w normie i organizm normalnie zareagował na wzrost obciążeń treningowych.
2.Analiza obciążenia treningowego:

W ostatnich dniach więcej trenowałem co od razu zaowocowało wzrostem wskaźników ATL i CTL oraz gwałtownym spadkiem TSB.
1. Dane o parametrach ciała:

Przed wyjazdem do Calpe moja waga była stabilna, nie zabrałem ze sobą wagi więc nie monitorowałem na bieżąco jej zmian. Inne parametry były w normie i organizm normalnie zareagował na wzrost obciążeń treningowych.
2.Analiza obciążenia treningowego:

W ostatnich dniach więcej trenowałem co od razu zaowocowało wzrostem wskaźników ATL i CTL oraz gwałtownym spadkiem TSB.
Calpe Trening Camp 5
Niedziela, 27 lutego 2022 Kategoria 50-100, Calpe Trening Camp 2022, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 71.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:24 | km/h: | 20.88 |
| Pr. maks.: | 73.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 138138 ( 70%) | HRavg | 108( 55%) |
| Kalorie: | 1818kcal | Podjazdy: | 1230m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po trzech dniach na długich trasach organizm potrzebował nieco luzu więc spokojnym tempem ruszyłem z grupą w kierunku Morajry na kawę. Wyjechałem nieco szybciej i sprawdziłem jedną drogę prowadzącą w górę Calpe wzdłuż drogi N332. Ciekawy teren ale nie na spokojną jazdę. Nie miałem też zbyt wiele czasu i na większym skrzyżowaniu na tej drodze odbiłem w kierunku drogi N332 i na czas dojechałem w miejsce spotkania. Dobrze znany i oklepany odcinek z Calpe w kierunku Fustery przejechaliśmy spokojnie, podjazd sobie odpuściłem luźno kręcąc na tyle grupy, robiąc postój na zdjęcia. Na zjeździe znowu miałem delikatne problemy przez które straciłem kontakt wzrokowy z grupą przed Teuladą. Tam skróciłem sobie drogę jadąc bezpośrednio do Morajry gdzie spotkałem się z resztą. Tam sporo czasu szukaliśmy wolnego stolika a później czekaliśmy na jedzenie. Mimo słońca nie było zbyt ciepło więc później ciężko było ruszyć.

Do Calpe wróciłem już sam wybierając możliwie górzystą trasę. Miałem jeszcze czas, siły i ochotę więc na koniec dołożyłem sobie 2 podjazdy pod Fusterę ćwicząc przy okazji zjazd. Spokojny wyjazd pozwolił mi naładować akumulatory przed kolejnymi dniami treningowymi.

Do Calpe wróciłem już sam wybierając możliwie górzystą trasę. Miałem jeszcze czas, siły i ochotę więc na koniec dołożyłem sobie 2 podjazdy pod Fusterę ćwicząc przy okazji zjazd. Spokojny wyjazd pozwolił mi naładować akumulatory przed kolejnymi dniami treningowymi.
Calpe Trening Camp 4
Sobota, 26 lutego 2022 Kategoria 100-200, Calpe Trening Camp 2022, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 147.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:23 | km/h: | 27.31 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 156156 ( 80%) | HRavg | 122( 62%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 1640m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Trzeci poranek w Calpe był pochmurny, zapowiadano przelotne opady deszczu więc zabrałem się z grupą na płaską trasę. To był błąd bo jeszcze w Calpe miałem problem by utrzymać się w grupie. Pierwsze kilometry przetrzymałem aby na dłuższym zjeździe odpaść i zostać daleko z tyłu. Później udało się jeszcze doskoczyć i kilka kilometrów utrzymać na kole ale szybki, płaski odcinek prowadzący do Pego załatwił mnie ostatecznie. Jadąc swoim równym tempem nie miałem szans na dociągnięcie do grupy. Nie wiedziałem dokładnie jak jechać więc z Pego odbiłem w kierunku Denii. Wiele kilometrów walki z wiatrem kosztowało mnie sporo sił więc zatrzymałem się w centrum na kawę. Po przerwie ruszyłem niezłym tempem, pogoda się poprawiła więc ruszyłem w góry. Najpierw musiałem jednak przejechać kilka kilometrów po płaskim. Im bliżej gór tym jechało się lepiej i w końcu trafiłem na drogi które znałem z poprzednich dni. Najpierw malowniczy wąwozik a później nieco szybszy odcinek do Xialo skąd zaczyna się podjazd na Bernię. Ponad 10 kilometrów podjazdu zleciało szybko. Znowu miałem ułatwione zadanie widząc tabliczki z dystansem do końca i średnim nachyleniem na kolejnych kilometrach. Podjazd na papierze wyglądał inaczej niż w rzeczywistości. Fragmentami droga nieco opadała by później zaskoczyć nieco wyższym nachyleniem, wdrapałem się jednak dosyć szybko na szczyt gdzie zrobiłem przerwę na zdjęcia i ubranie się na zjazd.

Podczas zjazdu jeszcze kilka razy zatrzymywałem się robić zdjęcia. W końcu jednak zjechałem w dół, zrobiło się późno i chłodno więc po dojechaniu na Fusterę zjechałem najkrótszą drogą na kwaterę. Zjazd momentami był stromy i niebezpieczny ale udało się bezpiecznie dojechać do celu.

Zdecydowanie najłatwiejsza trasa okazała się dla mnie wyzwaniem, brakuje mnie jeszcze na płaskim i w grupie ale jest to kwestia rozjeżdżenia, po długiej przerwie od szosy i treningów po kilka godzin ciężko mi złapać odpowiedni rytm i stąd te problemy.

Podczas zjazdu jeszcze kilka razy zatrzymywałem się robić zdjęcia. W końcu jednak zjechałem w dół, zrobiło się późno i chłodno więc po dojechaniu na Fusterę zjechałem najkrótszą drogą na kwaterę. Zjazd momentami był stromy i niebezpieczny ale udało się bezpiecznie dojechać do celu.

Zdecydowanie najłatwiejsza trasa okazała się dla mnie wyzwaniem, brakuje mnie jeszcze na płaskim i w grupie ale jest to kwestia rozjeżdżenia, po długiej przerwie od szosy i treningów po kilka godzin ciężko mi złapać odpowiedni rytm i stąd te problemy.
Calpe Trening Camp 3
Piątek, 25 lutego 2022 Kategoria 100-200, Calpe Trening Camp 2022, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 146.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:44 | km/h: | 25.47 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 163163 ( 83%) | HRavg | 123( 63%) |
| Kalorie: | 3758kcal | Podjazdy: | 2320m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Drugi dzień w Caple przywitał nas nieco gorszą pogodą. Udało się wyjechać o podobnej porze jak wczoraj ale trzeba było ubrać się cieplej. Przez cały dzień mogły pojawiać się przelotne deszcze więc pelerynka znalazła się w kieszonce. Wyjechaliśmy w 3 osoby w kierunku Morairy, z wiaterkiem przyjemnie się jechało po zmianach. Tempo było spokojne, nie znając okolicy nie wyrywałem się do przodu. Po kilkunastu kilometrach ruchliwymi szosami wjechaliśmy w bardziej boczne drogi a w dalszej kolejności w bardzo przyjemny wąwóz między górami. Tam trochę odstałem od grupki ale trzymałem cały czas zbliżony dystans. Po godzinie jazdy zaczęło kropić ale nie na tyle aby zmoknąć. Po 40 kilometrze trasy wjechaliśmy już w drogi które znałem z pierwszego dnia. W grupce utrzymałem się do Fustery a na technicznym zjeździe już odpadłem i jechałem swoim rytmem. Zjazd do Caple nie był zbyt dobrym wyborem bo musiałem albo zawrócić albo przejechać całe Calpe i ruszyć w kierunku Altei. Druga opcja wydawała mi się ciekawszą bo tam jeszcze nie byłem. Niestety musiałem jechać bardzo ruchliwą główną drogą do Altei. Tam po niecałych 80 kilometarch zatrzymałem się na kawę. Wpadł mi do głowy pomysł aby wrócić górami do Calpe.

Tak też zrobiłem i ruszyłem na zachód, cały czas podjeżdżając dojechałem do miejsca skąd odbiłem na Col de Rates. Z głównej szosy zjechałem w boczną dróżkę, tak prowadził mnie GPS. Podjazd wąską dróżką był ciekawy, szczególnie z powodu nachylenia rzędu 15 % które towarzyszyło mi na dłuższym odcinku. Na końcu dojechałem do głównej drogi i hopkami dotarłem na opustoszałe Col de Rates. Zjazd z góry wolny, chodny i asekuracyjny i powrót do Caple znaną już drogą. Ostatnim wyzwaniem dnia była Fustera skąd mogłem zjechać bezpośrednio na kwaterę ale znowu przeoczyłem skręt i musiałem przejechać przez Calpe.

W sumie wyszedł ciekawy trening, w niepewnej pogodzie, noga kręciła lepiej niż pierwszego dnia ale nie nie było żadnego przepalenia więc odczucia nie są zbyt obiektywne.

Tak też zrobiłem i ruszyłem na zachód, cały czas podjeżdżając dojechałem do miejsca skąd odbiłem na Col de Rates. Z głównej szosy zjechałem w boczną dróżkę, tak prowadził mnie GPS. Podjazd wąską dróżką był ciekawy, szczególnie z powodu nachylenia rzędu 15 % które towarzyszyło mi na dłuższym odcinku. Na końcu dojechałem do głównej drogi i hopkami dotarłem na opustoszałe Col de Rates. Zjazd z góry wolny, chodny i asekuracyjny i powrót do Caple znaną już drogą. Ostatnim wyzwaniem dnia była Fustera skąd mogłem zjechać bezpośrednio na kwaterę ale znowu przeoczyłem skręt i musiałem przejechać przez Calpe.

W sumie wyszedł ciekawy trening, w niepewnej pogodzie, noga kręciła lepiej niż pierwszego dnia ale nie nie było żadnego przepalenia więc odczucia nie są zbyt obiektywne.







