Trening 21
Środa, 31 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 55.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:07 | km/h: | 25.98 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 1406kcal | Podjazdy: | 1210m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nietypowy trening. Rano musiałem być służbowo w Skoczowie i postanowiłem wykorzystać ten fakt i połączyć wyjazd z treningiem. Sprawy załatwiłem szybko i już o 8 mogłem wyjechać na trening. Gdy przygotowałem rower do jazdy zauważyłem, że lewe ramię korby jest zupełnie luźne. Skręcając rower nie wpadłem na pomysł aby dokręcić śrubę mocującą kluczem dynamometrycznym tylko dokręciłem do oporu zwykłym imbusem. Pech chciał, że zestaw kluczy jaki miałem kończył się na 8 a potrzebowałem 10. Całe szczęście obok był sklep gdzie kupiłem zestaw kluczy z 10 i dokręciłem korbę, zestaw jest podręczny i zmieścił się w kieszonce. Niestety miałem za mało kieszonek aby wszystko pomieścić a na bluzę było za ciepło i zdecydowałem się jechać w 2 koszulkach, rękawkach, spodenkach ¾ z wiatrówką w kieszeni. Wyjechałem z 15 minutowym opóźnieniem i o tyle miałem mniej czasu więc musiałem zmodyfikować trasę i rozgrzewkę. Postanowiłem jechać do Ustronia cały czas dwupasmówką, to pozwoliło zrobić rozgrzewkę którą dodatkowo utrudnił wiatr. Tradycyjnie przed pierwszym podjazdem się zatrzymałem, nie umiałem się zorganizować i kolejne kilka minut bezsensownie straciłem. Ostatni raz Równicę jechałem jesienią i nie byłem pewny w którym miejscu ruszyć mocno aby nie dokręcać na ostatnim, płaskim fragmencie. Początek podjazdu od Jaszowca sobie odpuściłem, pojawienie się drogowców kończących prace przy chodnikach w niczym mi nie przeszkodziło, nawet zanieczyszczona mocno droga na odcinku kilometra nie miała żadnego wpływu na jakość. Zakładałem, że na rozwidleniu dróg powinienem być po 2 minutach mocnej jazdy i orientacyjnie wybrałem miejsce początku pierwszego powtórzenia na FTP. Zacząłem zbyt mocno i jakoś ciężko było zejść z mocą o 10 Wat i cały pierwszy podjazd poszedł zadecydowanie za mocno. Już wiedziałem, że skończę szybciej niż zakładałem ale postanowiłem dociągnąć w założonym tempie do kreski co dało dodatkowe 25 sekund. Przed zjazdem czekało mnie to co lubię najbardziej czyli ubieranie się na zjazd, przy okazji zjadłem banana, na zjeździe nie poszalałem, odpuściłem go zupełnie ale nie wyglądał tragicznie czego mogłem się spodziewać. Przed drugim podjazdem znowu postój na rozebranie kurtki i nawrót. Ruszyłem nieco później i spokojniej i cały podjazd był równiejszy, z mniejszą mocą ale wcale nie wolniejszy. Do kreski brakło tym razem około 10 sekund i znowu dociągnąłem w założonym tempie. Powtórka czynności sprzed 20 minut i równie spokojny zjazd. Trzeci podjazd zwykle mam najmocniejszy ale tym razem utrzymałem poziom z drugiego, ruszyłem jeszcze kilkadziesiąt metrów dalej i kończyłem równo z kreską. Trzy wjazdy dały bardzo podobne czasy, niewielką rozbieżność tętna, mocy czy kadencji. Powoli wszystko idzie w dobrą stronę ale na powrót do tego co było rok temu jeszcze muszę cierpliwie poczekać. Czułem się nieźle ale nie zdecydowałem się na szybszy zjazd. Po zjeździe rozebrałem kurtkę bo bym się ugotował, cieszyłem się, że do Skoczowa będzie z wiatrem. Jeszcze bardziej się ucieszyłem gdy po skręcie w prawo na Skoczów dostałem lufę w twarz. Ostatnie 12 kilometrów to walka z wiatrem w twarz, pracowałem równo aby nie stracić więcej czasu bo byłem już spóźniony. Dopiero ostatnie 3 minuty zluzowałem. Był to chyba najlepszy trening w tym roku, zdecydowanie najlepsza noga i całkiem niezłe podjazdy. Chyba częściej będę powtarzał ten schemat, dojazd samochodem choćby do Pogórza jak tym razem pozwolił oszczędzić 30 minut a jakość treningu nie ucierpiała. Mimo dobrego samopoczucia przed następnym treningiem daję organizmowi 48 godzin na regenerację. Podczas treningu po raz kolejny przekonałem się jak minimalne znaczenie na podjeździe ma sprzęt, Równicę zdobywał również „kolarz” na rowerze wartym ponad 50000 złotych, obwieszony elektroniką i gadżetami i nim zaliczył jeden podjazd ja zdążyłem wjechać, zjechać i jeszcze go minąłem przed szczytem, jakbym ja tak wolno jechał i z taką kadencją to bym się przewrócił, w sumie kto bogatemu zabroni ale są jakieś granice. Tym bardziej cieszę się, ze mój sprzęt nie jest tyle warty i coraz częściej myślę, że jestem jakiś nie normalny bo zadowalają mnie drobiazgi do których doszedłem ciężką pracą i nie muszę wydawać na zabawki x tysięcy złotych.




Trening 20
Wtorek, 30 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 54.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:51 | km/h: | 29.19 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 151151 ( 77%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1117kcal | Podjazdy: | 660m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wykorzystałem chwilę czasu i dobrej pogody na przejażdżkę regeneracyjną. Wybrałem trasę którą w ubiegłym roku przejechałem wiele razy. Przed wyjazdem zrobiłem restart oprogramowania miernika mocy oraz aktualizację Di2. Jazdy regeneracyjne zwykle wykorzystuję na testy. Po wyjeździe z domu zauważyłem że przerzutki wyraźnie lepiej działają i zmieniają się błyskawicznie, wcześniej zdarzało się że zmiana przełożenia trwała kilka sekund. Nie zauważyłem niczego dziwnego we wskazaniach mocy, rozkład na nogi był bardzo proporcjonalny ale gdy zacząłem jechać pod wiatr to wskazania wydały mi się za wysokie. Kilka minut myślałem nad przyczyną aż w końcu wpadłem na to że nowa korba ma dłuższe ramiona i stąd wskazania kilka % wyższe. Wybór tej trasy okazał się strzałem w dziesiątkę, pojawiło się kilka nowych asfaltów ale głównie na podjazdach, niektóre zjazdy są fatalne i aż strach puszczać hamulcowe. Ostatnie kilometry to walka z wiatrem i kierowcami wymuszającymi hamowanie nawet na zjazdach. Mimo dobrej i słonecznej pogody było dosyć chłodno i wybrany strój okazał się idealny a byłem pewny że będzie mi za ciepło.

Miasto 13
Poniedziałek, 29 marca 2021 Kategoria Miasto
| Km: | 57.00 | Km teren: | 2.00 | Czas: | 02:30 | km/h: | 22.80 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 6.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1208kcal | Podjazdy: | 910m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Podsumowanie 12 tygodnia 2021
Niedziela, 28 marca 2021 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień przyniósł huśtawkę pogody, od niskich temperatur na początku, przez wiosenną aurę na starcie weekendu po następny spadek temperatury w niedzielę. To definiowało pośrednio układ i ilość treningów. Zacząłem od wymagającego treningu na 14 kilogramowym rowerze, następnie testowałem swój najlepszy sprzęt, zdążyłem po raz pierwszy przejechać trasę z 4 górskimi podjazdami i zakończyć tydzień ciekawą i długą trasą. Dyspozycja na przestrzeni tygodnia wahała się znacznie, najlepiej kręciło mi się o dziwo po 8 godzinach pracy niż będąc wypoczętym. Duży wpływ na to miały moje eksperymenty żywieniowe które mają wpłynąć na redukcję wagi która od listopada jest stabilna ale wyższa niż przez ostatnie 2 sezony. To chyba największy mój problem w tym momencie, gdybym miał odpowiednio więcej mocy i porównywalnie radził sobie na podjazdach a w tym elemencie radzę sobie zauważalnie gorzej niż w dobrych dla mnie czasach. Jest nad czym pracować, jak inne elementy nie grają to nawet najlepszy sprzęt nie pomaga. Może być tak, że nie uda się zbić wagi i będę musiał się z tym pogodzić, na razie ten rok nie zaczął się dla mnie dobrze, w listopadzie przymusowa przerwa i walka z bólem kolana, biodra czy barku, w lutym odnowienie się kontuzji stawu skokowego z powodu której przez 2 tygodnie miałem ograniczoną ruchomość i jeszcze te problemy z wagą. Może to zapłata za poprzedni, bardzo intensywny sezon. Przekonam się o tym za kilka miesięcy bo równie dobrze, za tydzień czy miesiąc mogę wrócić na właściwe tory czy nawet poprawić osiągnięcia sprzed roku. Posługiwanie się jakimiś schematami nie ma sensu bo nic dwa razy się nie zdarza i ciężko przewidzieć co wydarzy się za jakiś czas. Mimo tych problemów cały czas jestem zmotywowany, potrafię się skoncentrować i wiem co mam robić. Dzięki temu jestem w stanie utrzymywać regularność i przy ograniczonym czasie wolnym poświęcać naprawdę sporo czasu na trening. Jak się uda utrzymać ten stan to będę zadowolony, dobrą pracę wykonałem w zimie i efekty prędzej czy później powinny nadejść.
1.Waga w ostatnim tygodniu:
Po obiecującej końcówce poprzedniego tygodnia waga wróciła na swój wcześniejszy poziom. Tętno spoczynkowe utrzymywało się na zbliżonym poziomie a ciśnienie było stale niskie. Pod tym względem nie ma powodów do niepokoju.
2.Obciążenie treningowe:

Pod względem TSS był to rekordowy tydzień. Wpłynęło to na wzrost ATL i CTL oraz duże wahania TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce może nie rekordowe ale powtarzalne.
4.Dane liczbowe:

1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po obiecującej końcówce poprzedniego tygodnia waga wróciła na swój wcześniejszy poziom. Tętno spoczynkowe utrzymywało się na zbliżonym poziomie a ciśnienie było stale niskie. Pod tym względem nie ma powodów do niepokoju.
2.Obciążenie treningowe:

Pod względem TSS był to rekordowy tydzień. Wpłynęło to na wzrost ATL i CTL oraz duże wahania TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Moce może nie rekordowe ale powtarzalne.
4.Dane liczbowe:

Trening 19
Niedziela, 28 marca 2021 Kategoria 100-200, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 155.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:20 | km/h: | 29.06 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | 153153 ( 78%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 3444kcal | Podjazdy: | 1140m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dobry trening zrealizowany. Już na starcie trochę problemów przez które wyjechałem później niż zakładałem. Gdybym miał czas to jeszcze bym opóźnił wyjazd po drogi po nocnych i porannych opadach były jeszcze mokre. Po wczorajszej jeździe wprowadziłem kilka poprawek odnośnie roweru i miało już być dobrze. Zaplanowałem ciekawą trasę która jednak w tych warunkach była wymagająca. Muszę w końcu zgubić te kilogramy które przeszkadzają mi na podjazdach i zdecydowałem się zabrać mniej jedzenia ale napój izotoniczny zamiast wody. Wydawało mi się, że jest to dobre rozwiązanie ale w trakcie jazdy przekonałem się, że tak nie było. Po raz pierwszy od dawna miałem taką sytuację, że najpierw jechałem z wiatrem a później walczyłem z silnym wiatrem w twarz. Jak ruszyłem to już czułem, że nogi są lepsze niż dzień wcześniej, To jednak był tylko słabszy dzień a nie jakiś dołek dyspozycji. Początkowo jechałem bardzo zachowawczo ze względu na mokre drogi i niską temperaturę, połączenie tych dwóch elementów mogło oznaczać śliskie drogi. Podczas jazdy pilnowałem by regularnie pić i jeść. Tym razem odpuściłem sobie pilnowanie kadencji i starałem się tylko jechać równo, często wstawałem z siodełka na kilka do kilkunastu sekund. Byłem bardzo pozytywnie zaskoczony ilością samochodów na drogach, było ich jak na lekarstwo, to pierwszy taki dzień w tym roku a na kolejne ciężko liczyć. Dobrze znane drogi chciałem jak najszybciej przejechać ale z tyłu głowy miałem to, że muszę oszczędzać siły na powrót. Pierwszy postój planowałem po około 90 minutach ale przeciągnąłem ten moment o kolejne 20. Jak po sznurku dotarłem do drogi Andrychów-Zator, nie znałem większości dróg od Osieka, jakość asfaltów bardzo różna ale mimo to ta okolica jest bardzo ciekawa i dzisiaj także zupełnie pusta więc miałem przez kilka kilometrów szosę tylko dla siebie. Na trasie jednak popełniłem kilka wpadek nawigacyjnych, pierwsza z nich trafiła się w Zatorze gdzie wybrałem zły pas i musiałem objechać rynek. Mimo jedzenia i picia dającego blisko 50 g węglowodanów na godzinę znowu dopadł mnie kryzys tętna. Tym razem nastąpił 15 minut później niż zwykle ale był chyba spowodowany wiatrem który od Zatoru wiał już bardziej w twarz niż w plecy. Odcinek Zator-Babice pokonywałem zwykle w przeciwnym kierunku i ten wariant po raz ostatni wybrałem 12 lat temu, szmat czasu. W tym właśnie momencie na niebo naszły ciemniejsze chmury a temperatura spadła z 9 do 7 stopni, odczuwalne było jeszcze mniej. Od Wygiełzowa do Płazy prowadzi popularny wśród kolarzy podjazd który okazał się najtrudniejszy na całej trasie. Nie planowałem kolejnego postoju w tak krótkim odstępie od poprzedniego ale gdy tylko zjechałem z trasy na Chrzanów zadzwonił telefon. Sprawa była ważna i musiałem odebrać, mimo pustej drogi postanowiłem się zatrzymać niż dzielić uwagę podczas jazdy. Po postoju nie umiałem się rozkręcić i popełniłem kolejną wpadkę nawigacyjną, tym razem okazała się ona kosztowna i nadrobiłem kilka kilometrów wjeżdżając nieplanowanie do Chrzanowa. Wróciłem na właściwą trasę i w nagrodę miałem dosyć szybki odcinek z wiatrem do drogi Kraków-Bieruń. Tam już taryfy ulgowej nie było i czekała mnie długa walka z wiatrem oraz narastającym zmęczeniem. W bidonach już pustki więc przy najbliższej okazji miałem napełnić bidon izotonikiem który miałem w butelce w kieszeni. Okazja trafiła się szybciej niż myślałem, w Bieruniu musiałem się zatrzymać na przejeździe kolejowym. Postój był długi i przy okazji zjadłem kolejnego batona. Postój po raz kolejny wybił mnie z rytmu i dalsza jazda była strasznie szarpana. Szukałem także otwartego sklepu ale na jedyne trafiłem w centrum Woli gdzie ludzi było jak mrówek i nie chciałem się tam zatrzymywać bojąc się o rower który musiałbym pozostawić bez opieki. Każda kolejna minuta to coraz trudniejsza jazda, wiatr robił swoje, z opresji wyrwał mnie kolejny telefon. Jakoś zmobilizowałem się do dalszej jazdy, z bidonu szybko ubywało a jedzenia już nie było. Sklepu nie było także w Miedźnej i dopiero w Ćwiklicach trafiłem na Biedronkę. Spotkałem tam też dwójkę kolarzy, jeden z nich przypilnował mi rower a później gdy on robił zakupy odwdzięczyłem się tym samym. W tym czasie zdążyłem uzupełnić braki energii, napełnić bidony i chwilę odsapnąć. Ostatnia godzina jazdy wyglądała o niebo lepiej niż poprzednia. Wciąż walczyłem z wiatrem ale noga lepiej podawała, jazda nie była już tak szarpana. Momentami wiatr się uspokajał ale chwilę później sytuacja wracała do normy. Po prawie 5 godzinach w siodle czułem się całkiem nieźle, nie żałuję, że pojechałem dłuższą drogą przez Bieruń a nie krótszą przez Brzeszcze. Ostatni podjazd na trasie nie zmęczył mnie tak jak często się zdarza ale nie wjechałem bez większego wysiłku. Zjazd do Bielska był jeszcze szybki a później mozolna walka z wiatrem i nachyleniem ze spadającą mocą i powoli opadającym tętnem, W domu byłem dokładnie o takiej godzinie jak planowałem, sporo straciłem na postojach ale chyba udało się nieco zredukować wagę. Mimo, że czułem się lepiej niż w sobotę ten dzień nie należał do najlepszych. Kolejna trasa już będzie trudniejsza gdzie pojawią się dodatkowe podjazdy, przejechałem ją już w 2019 roku i będzie okazja do porównania.




Trening 18
Sobota, 27 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:20 | km/h: | 25.50 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 2587kcal | Podjazdy: | 1670m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj pojawiła się prawdziwie wiosenna pogoda ale nie miałem czasu jej wykorzystać. Ruszyłem więc z samego rana. Czekałem na weekend cały tydzień bo wiedziałem, że wtedy będę mógł po raz pierwszy pojechać w góry. Od rana jednak mocno wiało i nie bardzo wiedziałem jak się ubrać, postawiłem na cieplejsze ciuchy bo w górach zwykle jest kilka stopni mniej niż w Bielsku. Ruszając byłem optymistycznie nastawiony, pierwszy podjazd zawsze mówi prawdę i tym razem ta prawda okazała się brutalna, noga nie podawała. W takich sytuacjach zwykle miało to różne skutki, albo puszczało po jakimś czasie, nic nie zmieniało się po drodze lub kończyło się spektakularną bombą. Olałem jednak ten temat zostawiając wszystko przypadkowi. Przejazd przez Bielsko ogólnie był walką z wiatrem, nieco dłużej niż zakładałem zajął mi dojazd do Straconki. Pierwszy Przegibek sobie odpuściłem i trzymałem około 90 % FTP i kadencję około 90. Na tym podjeździe mementami czułem, że nogi zaczynają pracować lepiej. Ostatnie metry podjazdu próbowałem pojechać nieco mocniej ale nie wyszło to jak powinno. Przed zjazdem ubrałem kurtkę, zjeżdżałem wolno, momentami sporo syfu i wody na drodze. Druga część zjazdu była z kolei walką z przeciwnym wiatrem, starałem się cały czas trzymać rytm ale momentami puszczałem korby. Po zjeździe zatrzymałem się tylko po to aby rozebrać kurtkę, w Międzybrodziu po raz pierwszy poczułem wiatr w plecy ale nie na długo. Jechało się coraz ciężej i chwilę później już wiedziałem, że konieczny będzie kolejny postój. W tym roku jeszcze nie złapałem kapcia na szosie i przyszedł właśnie ten pierwszy raz. Powietrze zeszło do pewnego momentu i trochę zostało ale jechać na tym ciśnieniu się nie dało. Szukanie dziury w dętce to jak szukanie igły w stogu siana. Dobre kilka minut szukałem dziury i ostatecznie zorientowałem się, że dętka była łatana i ta łata po napompowaniu 8 barów puściła, nie musiałem więc szukać dziury ani ciała obcego w oponie. Od tego momentu szybko się uwinąłem z wymianą, napompowałem tyle powietrza na ile pozwoliła ręczna pompka czyli około 6 bar, dużo pary mam w rękach ale pompka ma swoje ograniczenia i nie dało się napompować więcej. Jak już ruszyłem to z tyłu głowy miałem to, że muszę uważać aby nie dobić opony na dziurze. Jechałem więc ostrożnie, ochoty do jazdy już nie było a mocy też jakby mniej. Męczyłem się niemiłosiernie ale jechałem dalej swoje. Przejazd przez Wielką Puszczę zawsze mi się dłuży i tak też było tym razem. Postanowiłem przepalić nieco nogę i płuca na ostatnich 700 metrach, zacząłem jednak zbyt zachowawczo a później pilnowałem aby nie wskoczyć do 7 strefy mocy, końcówka podjazdu już na stojąco z niską kadencją, w takich wypadkach nie ma innego wyjścia jak jazda siłowa i muszę do tego przywyknąć. Sam podjazd poszedł całkiem nieźle, rezerw chyba już nie było ale gorzej też być mogło. Na zjeździe znowu blokada i asekuracyjna jazda przed krótkim postojem przed najtrudniejszym podjazdem dnia. Po postoju nic się nie zmieniło, nogi nie puściły co zapowiadało walkę o przetrwanie na podjeździe. Walczyłem nie tylko z własnymi słabościami ale i sprzętem który nie chciał działać, co jakiś czas na trzech koronkach które najbardziej mi pasowały przeskakiwał co jakiś czas. Jechałem na mocy odpowiadającej FTP a wydawało mi się jakbym jechał co najmniej strefę wyżej, nie miałbym już z czego dołożyć. Jazda była strasznie szarpana, im wyżej tym więcej syfu na jezdni, utrzymałem tempo do samej przełęczy ale nie byłem zadowolony z jazdy mimo dobrej mocy na segmencie. Zjazd znowu nie najszybszy ale już lepszy technicznie, w końcówce nieco strachu bo jacyś kierowcy urządzili sobie wyścigi zostawiając mi tylko kilkanaście centymetrów, poradziłem sobie jednak w tej trudnej sytuacji. Kolejne kilometry to walka z przeciwnym wiatrem i niedyspozycją. Jak wiatr zaczął pomagać to pojawiły się krótkie podjazdy które mnie wykańczały bardziej niż dłuższy odcinek pod wiatr. Wiatr nie pozwalał się nudzić, co chwilę zmieniał kierunek, walczyłem też z dziurami w drodze oraz samochodami który było trochę więcej. Szybko znalazłem się u podnóża przełęczy Przegibek. Nigdy nie lubiłem tego długiego, nudnego dojazdu do Przełęczy od Międzybrodzia, zawsze łapie mnie tam kryzys. Tym razem kryzys trwał już od dłuższego czasu i na tym odcinku była jego kontynuacja. Ostatnie 3 kilometry podjazdu pokonałem znowu mocniej, nie byłem zadowolony ze swojej jazdy ale moc wyszła dobra a czas całkiem niezły. Na Przegibku się nawet nie zatrzymywałem a zjazd odpuściłem. Przejazd przez Bielsko był już walką o dotarcie do domu, mimo to wróciłem najtrudniejszą trasą. Nie był to mój najlepszy dzień, było wszystko co zawsze negatywnie wpływało na ocenę mojej jazdy, trudne warunki, wymiana dętki, słaba dyspozycja i kilka sytuacji które mogły się źle dla mnie skończyć. Mimo to jestem chociaż trochę zadowolony bo wiem, że może być już tylko lepiej. Przy obecnej wadze na lepsze czasy nie mogę liczyć, jak na pierwszy raz było całkiem nieźle ale jest nad czym pracować.


Trening 17
Czwartek, 25 marca 2021 Kategoria 50-100, Cube '21, Samotnie, Szosa, Trening 2021
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 28.55 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 148148 ( 75%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1688kcal | Podjazdy: | 850m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy dłuższy wyjazd na najlepszym sprzęcie, długo czekałem na ten dzień. Pogoda była jeszcze
lepsza niż w środę a drogi niemal całkowicie wyschły. Miałem do wyboru kilka
wariantów tras, płaskie odrzuciłem w przedbiegach i wybrałem około 60
kilometrową trasę z wieloma krótkimi podjazdami. Już pierwsze minuty jazdy były
przyjemne, początek jechałem spokojnie a później powoli się rozkręcałem. Byłem
pewny, ze przesiadka na korbę 175 będzie odczuwalna i przyniesie zmniejszenie
kadencji. Okazało się jednak, że nie było czuć różnicy i nawet łatwiej było
kręcić z wyższą kadencją. Pierwsze podjazdy na trasie wyjaśniły mnie
całkowicie. Spośród brakujących elementów układanki najbardziej odczuwalna jest
waga która wciąż pokazuje za dużo. Przy okazji kapnąłem się, że jadę z
wyłączonym GPS i zdecydowałem się zatrzymać i skorygować ustawienie licznika. Na
trasie bawiłem się w liczenie, najpierw samochodów które wymuszały na mnie
pierwszeństwo, było ich jednak tak dużo, że po około 20 straciłem rachubę.
Kolejny cel to liczenie dziur w drodze ale i ich było za dużo, później chciałem
sprawdzić czy rzeczywiście jadę z taką kadencją jaką pokazuje licznik ale i w
tym się pogubiłem. Łatwiej by było gdybym przepychał 50-70 obrotów na minutę
niż 90-100. Egzaminu na koncentrację na wskazanym celu nie zdałem. Po wielu
godzinach pracy jednak ciężko się skupić. Podczas jazdy regularnie jadłem,
piłem i ci jakiś czas wstawałem z siodełka, tyłek już się przyzwyczaił do twardszego
„ poddubka”. Przy okazji miałem możliwość sprawdzenia sztywności roweru, na tej
korbie dużo łatwiej przyśpieszyć i utrzymać
tempo niż na Ultegrze. Nie byłbym sobą gdybym na koniec nie dołożył
przynajmniej jednego dodatkowego podjazdu. Trening był całkiem dobry, na
podjazdach wciąż radzę sobie najwyżej średnio a zjazdy z reguły odpuszczałem
dając odpocząć trochę nogom. Następna jazda już w prawdziwie górskim terenie i
w mocniejszym tempie. Liczę na przełamanie w górach bo sezon już się zaczyna i
czasu na poprawę coraz mniej.
Siłownia 30
Środa, 24 marca 2021 Kategoria Zima, Zima 2021
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 128128 ( 65%) | HRavg | 79( 40%) | |
| Kalorie: | 147kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary | |||
Wymagający trening siłowy z dodatkowym ćwiczeniem. Tym razem postawiłem na szybką ale konkretną i dokładną rozgrzewkę i już od pierwszego ćwiczenia szło mi całkiem nieźle. Gdy już przebrnąłem przez ogólnorozwojówkę i w grę weszły konkretne ciężary zaczęła się zabawa. Dołożyłem kolejne kilogramy i ćwiczenia na biceps czy klatkę piersiową bolały jak nigdy. Przy ćwiczeniu na nogi zostałem przy poprzednim obciążeniu dokładając dwa powtórzenia do każdej z 3 serii. Zamiast 4 ćwiczeń na różne partie wykonałem pięć. Niezbyt dobrze oszacowałem czas przerw między seriami czy ćwiczeniami bo nie byłem w stanie całkowicie się zregenerować. Może i dobrze, ze tak się stało, trening bardziej wszedł w organizm i może przyniesie lepsze efekty. W tym roku planuję kontynuować ćwiczenia przez cały sezon, co z tego wyjdzie to zobaczymy.
Rozjazd 4
Środa, 24 marca 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube '21, Samotnie, Szosa
| Km: | 22.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:04 | km/h: | 20.62 |
| Pr. maks.: | 45.00 | Temperatura: | 3.0°C | HRmax: | 132132 ( 67%) | HRavg | 108( 55%) |
| Kalorie: | 403kcal | Podjazdy: | 280m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
W końcu pogoda poprawiła się na tyle, że mogłem wyjechać na kolejny test sprzętu. Czekałem na ten moment by sprawdzić nowe siodełko. Wiedziałem, że ustawiłem je na oko i będą konieczne korekty. Pierwsza korekta już na starcie, podniosłem siodło o 5 milimetrów. Po przejechaniu kilkuset metrów stwierdziłem, że czub siodła za bardzo opada w przód. Zatrzymałem się po raz pierwszy i skorygowałem ustawienie siodła, czub poszedł o 5 milimetrów w górę a siodło o centymetr w tył, To był błąd który musiałem później skorygować. Siodełko w tyle wymusiło niewygodną pozycję i znów siedziałem na czubie uciskając newralgiczny punkt ciała. Samo siodło okazało się bardziej wygodnie niż wygląda. Drugi postój na trasie nastąpił po około 5 kilometrach i okazał się ostatnim. Pokręciłem się znowu bocznymi drogami zaliczając sporo nierównych asfaltów, z początku często wstawałem z siodła bojąc się zbyt dużego obciążenia na nierównościach. Z czasem jednak poczułem się bardziej pewnie. Na starcie myślałem, że wrócę czystym rowerem ale kilka kałuż na trasie których nie dało się minąć załatwiło mi nieplanowane czyszczenie sprzętu. Mając już cały brudny rower zdecydowałem się zaliczyć dodatkowy podjazd na trasie, wjechałem najwolniej jak się da, gdy nachylenie przekraczało 5 % brakowało mi przełożenia i walczyłem z chęcią dociśnięcia aby kadencja była bardziej mi odpowiadająca i cały podjazd był bardziej walką z samym sobą ale nie jechałem za mocno. Na zjeździe jeszcze bardziej ubrudziłem rower. Ustawione siodło za 4 razem okazało się najbardziej optymalnym dla mnie i teraz zostaje tylko cieszyć się jazdą.


Trening 16
Wtorek, 23 marca 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
| Km: | 35.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:24 | km/h: | 25.00 |
| Pr. maks.: | 44.00 | Temperatura: | 2.0°C | HRmax: | 176176 ( 90%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1114kcal | Podjazdy: | 390m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po labie która trwała całe dwa dni trzeba było ruszyć tyłek. Do wyboru miałem trenażer lub trening po mokrych szosach. Na samą myśl o treningu w garażu mi się odechciało i wpadłem na jeden z głupszych pomysłów w ostatnim czasie. Postanowiłem trening wykonać na ciężkim 14 kilogramowym stalowym rowerze który przynajmniej ma pełne błotniki. Musiałem też wziąć plecak bo rower nawet nie posiada koszyka na bidon. Ubrałem najgorsze ciuchy jakimi dysponuję i ruszyłem do Jaworza na krótki ale wymagający trening. Już po kilku minutach padła bateria w przedniej lampce więc nie byłem już tak dobrze widoczny ale jechałem dalej. Na rozgrzewce przekonałem się, że ten rower nie nadaje się do innych treningów niż spokojne jazdy w 2 strefie. Rozgrzewka na tym sprzęcie nie była dokładna i nie byłem z niej zadowolony. Sam trening też pozostawiał do życzenia, pod noga miałem ogromne pokłady mocy bo n30 sekundowe powtórzenia wchodziły bardzo lekko w nogi ale wydawało mi się, że stoję w miejscu, pewnie połowa mocy szła w błoto ale nie o to chodziło. W trakcie serii powtórzeń zagalopowałem się i zamiast 10 wykonałem aż 30 sprintów na różnej kadencji. Nie byłem zmęczony i zapomniałem nawet o tym, że na początku zjazdu miałem przyjąć porcję węglowodanów. Wsunąłem całego batona który dawał energię na 45 minut jazdy w tlenie, na takim treningu pewnie szybciej trzeba uzupełniać energię ale na szczęście druga seria powtórzeń była ostatnią. Podczas drugiej serii starałem się jechać równiej i nieco spokojniej bo wiele z powtórzeń zaczynałem za mocno, na wiele się to nie zdało i wszystko wyglądało podobnie z jedną różnicą, zdążyłem zrobić 11 sprintów przed końcem podjazdu. Na szosie przy podobnej mocy kończyłem na 8. Druga seria już bardziej weszła w nogi. Planowałem wrócić do domu dłuższą drogą zahaczając o często ostatnio odwiedzane boczne uliczki ale zmuszony byłem jechać główną ze względu na to, że wjazdy w boczne dróżki były zablokowane lub musiałbym się zatrzymać i czekać by dało się bezpiecznie skręcić w lewo. Trening wymagający ale na tym sprzęcie i w tych warunkach nie należał do przyjemnych. Na szczęście lepsze dni nadchodzą i już niedługo nie będę musiał wybierać na jakim rowerze jechać.







