Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Podsumowanie 27 tygodnia 2020

Niedziela, 5 lipca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Bardzo ciężki to był tydzień. Po ostatnich słabszych momentach pojawiło się sporo różnych myśli w głowie, m.in. takie czy to co robię ma sens. Cały tydzień poświeciłem na wyrzucenie tych śmieci z głowy i złapanie świeżości. Cel został zrealizowany, organizm wrócił do swojego rytmu a forma powoli zaczęła wracać do normy, oczywiście jeszcze sporo pracy przede mną ale obrałem właściwy kierunek. W moim planie treningowym znalazło się miejsce na treningi tlenowe jak i mocniejsze akcenty. Najbardziej zadowolony jestem z weekendu, rozpocząłem go od ciekawej trasy pokonanej w równym tempie i wysokiej jak na ostatnie miesiące temperaturze, większych błędów nie popełniłem i nie złapałem kryzysu co często było moją bolączką. Tydzień zakończyłem sprawdzianem na podjazdach który wypadł na piątkę. Mimo mniejszej ilości treningów nie był to stracony czas. Bardzo poważnie zacząłem się zastanawiać nad tym czy jednak nie wystartować w jakimś wyścigu. Ostatecznych decyzji jeszcze nie podjąłem ale być może kilka razy sprawdzę się w mocnej obsadzie. Dużo będzie zależeć od mojej dyspozycji, nie tylko możliwości organizmu ale techniki z którą zawsze miałem mniejszy lub większy problem i przez to na wyścigach nie radziłem sobie tak dobrze jak na czasówkach.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Waga znów stabilna ale wciąż jest wyższa niż wcześniej co na tym poziomie sportowym ma kolosalne znaczenie.
2.Obciążenie treningowe:

Mimo mniejszej ilości treningów i innej intensywności udało się utrzymać wartości ATL i CTL na poziomie sprzed tygodnia.
3.Najlepsze moce:

Najlepsze wartości mocy wyszły dosyć przeciętne. Nie robiłem żadnych powtórzeń na konkretnych mocach a pojedyncze zrywy nie były tak długie jak analizowane długości odcinków.
4.Intensywność treningów:

Spośród kilku treningów tylko dwa były intensywne, sumy TSS z poszczególnych treningów nie były zbyt wysokie i szybko się regenerowałem.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Ten tydzień był nieco słabszy mimo kilku ataków na podjazdy. Nogi pracowały nieco lepiej, do pełni szczęścia zabrakło niższej wagi i może chociaż jeden rekord by wpadł.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Kolejny raz nie rozpisywałem treningów. Ten tydzień ma być jeszcze spokojny i bardziej spontaniczny a dopiero po 3 dniach odpoczynku po weekendzie ruszam z mocniejszymi treningami podporządkowanymi pod starty w dalszej części sezonu. Głownie będę ćwiczył wytrzymałość z domieszką wyższych stref. Nie planuje ataków na rekordy a może jakiś wpadnie.
8.Wstępny plan startów na lato/jesień:

Na razie wybrałem te imprezy które mnie interesują. Na razie pewne są tylko dwie czasówki. W przypadku pozostałych zadecydują czynniki ode mnie niezależne. Pierwszy raz wystartować chciałbym w Mamucie. Niewiadomą jest dystans, do wyboru mam 3 i ciężko się zdecydować. Kolejne starty będą zależeć od tego który dzień weekendu będę miał wolny. Kolejne są już tak odległe, że do tego czasu może wydarzyć się wszystko. Start w TRR raczej odpada ze względu na limity, w podobnej sytuacji jest kilkaset innych osób i dlatego istnieje opcja wystartowania w ciekawej czasówce składającej się z trzech podjazdów. Sezon chciałbym zakończyć kilkoma czasówkami, może coś się jeszcze pojawi w kalendarzu. Sezon krótki ale może uda się wystartować w kilku zawodach i pokazać z dobrej strony.

Trening 75

Niedziela, 5 lipca 2020 Kategoria w grupie, Szosa, Samotnie, 50-100
Km: 90.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:19 km/h: 27.14
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 182182 ( 93%) HRavg 135( 69%)
Kalorie: 2140kcal Podjazdy: 1300m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po kilku spokojniejszych treningach chciałem nieco przepalić nogę i zaliczyć kilka podjazdów. Czasu nie miałem zbyt wiele i nie chciało mi się wstawać po nocy aby zaliczyć dłuższy trening. Wyjechałem kilka minut po 7 i skierowałem się na Jaworze. Zaliczyłem kilka pagórków i ruszyłem na Skoczów. Dopiero w połowie drogi z Bielska do Skoczowa wjechałem na główną szosę. Jechałem bardzo spokojnie, na skrzyżowaniu byłem o 7:50 ale dosyć długo czekałem na zielone światło, przy niewielkim ruchu zwykle jest tam problem i czasami zdarza się wjechać na czerwonym. Tym razem na szczęście dojechał jakiś samochód i zapaliło się zielone. Przed wiaduktem czekały już 3 osoby. Chwila jeszcze minęła zanim dojechała grupa. Na początku nie umiałem się odnaleźć i dopiero po kilku minutach poczułem się pewniej w grupie. Wtedy też dołączyłem do szyku który jechał po zmianach. Tempo było równe i dosyć spokojne, nikt nie narzekał a kilometry szybko mijały. W Ustroniu nastąpił podział na trzy grupki, ja znalazłem się w tej najsilniejszej z najtrudniejszym wariantem trasy. Pierwszy podjazd z założenia miał być spokojny, ruszyłem mocniej niż trójka towarzyszy i jako pierwszy dojechałem do skrzyżowania na którym skręcaliśmy w lewo. Na zjeździe nieco odpuściłem ale miałem w planie krótki postój i wszystko idealnie zgrało się z momentem w którym dojechali towarzysze. Drugi podjazd na trasie nie był już taki łatwy, nie chciałem już kalkulować i pojechać bardzo mocno. Ruszyłem agresywnie ale ze zbyt twardego przełożenia, później chcąc zmienić pomyliłem guziki i jeszcze pogorszyłem swoją sytuacje, zbyt siłowa jazda poskutkowała wypięciem się bloku z prawego buta. Musze jednak kupić nowe bloki bo te nie trzymają zbyt dobrze mimo, że są prawie nowe. Pozostał mi krótki spacer do wypłaszczenia, straciłem na tym kilkadziesiąt sekund. Drugą połowę podjazdu pokonałem już mocno, trochę z rytmu wybił mnie samochód a także zanieczyszczona nawierzchnia w końcówce podjazdu. Mimo to na tym odcinku urwałem kilka sekund i gdyby nie ta pechowa sytuacja na początku wspinaczki mógłbym się cieszyć z nowego rekordu bo podjazd zacząłem efektywnie i szybko. Na zjeździe musiałem bardzo uważać i jechałem wolno ale i tak szybciej niż trójka towarzyszy, jeden z nich miał problemy z kołem i musiał jechać bardzo asekuracyjnie. Chwile czekałem po zjeździe a następnie poprowadziłem grupkę bocznymi drogami aby nie jechać przez Rynek czy wahadła na głównej drodze. Na pewno trochę czasu udało się oszczędzić i dzięki temu szybciej zaczął się podjazd dnia. Dojazd do Malinki był dosyć mocny, koledzy nieźle pracowali na zmianach, nie chciałem być gorszy i również dawałem dobre zmiany. Niewielką zadyszkę dostałem przed początkiem właściwego podjazdu. Odpuściłem lekko i kryzys szybko minął. Ruszyłem mocno ale chyba zbyt asekuracyjnie, dopiero po wypłaszczeniu na pierwszym kilometrze dołożyłem nieco mocy. Z każdym kilometrem jechałem mocniej i ostatni pokonałem już na maksa, nie było rezerw w nogach. Dużą motywacją stali się wyprzedzani zawodnicy. Do końca miałem nadzieje na rekordowy czas ale ostatecznie zabrakło 10 sekund. Rezerwa była na początku podjazdu, wtedy trochę straciłem a później urwanie więcej niż kilku sekund nie było by możliwe. Mimo wszystko mogę być zadowolony, moce wracają do tych sprzed 2-3 tygodni a nogi wyraźnie lepiej kręcą. Wszystko idzie w dobrą stronę. Nagrodą za mocne podjazdy był bufet. Po uzupełnieniu płynów ruszyłem samotnie w kierunku Bielska, miałem jeszcze trochę czasu ale nie zdecydowałem się na kolejny podjazd. Szczyrk przejechałem dosyć sprawnie a później wróciłem dłuższą drogą do Bielska. Dzięki temu minąłem kłopotliwy odcinek ze ścieżką rowerową, ostatnio jak tam jeździłem zwykle napotykałem na patrol i zjeżdżałem na ścieżkę. W domu byłem o dobrej porze i dzięki temu miałem więcej czasu na odpoczynek.


Podjazdy:

Trening 74

Sobota, 4 lipca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
Km: 147.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:00 km/h: 29.40
Pr. maks.: 74.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 3297kcal Podjazdy: 1440m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po dwóch dniach przerwy spowodowanych głównie niepewną pogodą i frontami atmosferycznymi jakie krążyły po okolicy przynosząc opady i wyładowania atmosferyczne ruszyłem na jedną z ciekawszych tras jakie miałem okazje zaliczyć w tym roku. Idealnie pasowała na ten dzień. Zwykle w pierwszą sobotę lipca odbywała się tradycyjna Pętla Beskidzka, od kilku lat startująca z Wisły i prowadząca wieloma trasami. Objazd Beskidu Śląskiego planowałem już w zeszłym roku ale brakowało czasu, wybrałem prawie najłatwiejszy wariant który mogłem przejechać spokojnym tempem. Wyraźnie brakuje mi w tym roku wytrzymałości i nadrobienie braków w tym elemencie może wpłynąć na solidną formę w dalszej części sezonu. Już dzień wcześniej byłem przygotowany do jazdy, sprawdziłem rower, przygotowałem odpowiednią ilość jedzenia oraz napoje izotoniczne czy wszystkie potrzebne rzeczy, takie jak finanse czy dętki. Organizm działał jak w zegarku i obudziłem się minutę przed nastawionym budzikiem. Gotowy do jazdy byłem szybciej niż zamierzałem i na trasę ruszyłem 7 minut wcześniej. Gdyby była to niedziela to nie musiałbym się martwić o to, czy będzie ruch na drodze. Już w Bielsku miałem sporo utrudnień i postojów na skrzyżowaniach. Odcinek spokojnej jazdy wydłużyłem do 20 minut. Sprawdziłem prognozy pogody i miało wiać z północy wiec pierwsza połowa trasy miała być szybka. Pojawił się jeden problem, wiatru praktycznie nie było i dosyć ciężko jechało mi się przez Wilkowice. Później było więcej w dół niż w górę, ostatecznie noga się rozkręciła i przez Żywiec przejechałem bardzo szybko. Później zauważyłem pierwszy problem z rowerem, przykręcając koszyk na bidon zastosowałem za krótkie śruby które podczas ostatnich treningów na nienajlepszych nawierzchniach popuściły. Po niecałych 30 kilometrach zatrzymałem się by dokręcić koszyk, nie umiałem później złapać rytmu. W Węgierskiej Górce wydarzyło się to czego najbardziej się obawiałem czyli wjechałem w korek, na szczęście był on spowodowany samochodami które chciały skręcić w lewo i później się zluzowało. Do samej Rajczy ruch był niewielki a ja złapałem dobry rytm. Później zaczęły się schody, gorsza nawierzchnia, więcej podjazdów i samochodów. Najwięcej z nich wyprzedzało mnie tam, gdzie było najwięcej dziur. Pojawił się też delikatny kryzys który jednak szybko zażegnałem. Podjazd na Myto dłużył mi się niemiłosiernie, pilnowałem tempa aby nie jechać za mocno. Przed przekroczeniem granicy trochę podniosło mi się ciśnienie, nie wiedziałem czego się spodziewać zwłaszcza, ze zauważyłem spory tłok. Okazało się, że to tylko służby porządkowe i żadnych służb nie było. Z ulgą zjechałem na Słowacje a tak sporo ludzi w maseczkach, zastanawiałem się, czy nie powinienem zakryć twarzy ale stwierdziłem, że chyba nie jest to konieczne. Kolejne zaskoczenie pojawiło się na drodze, krótki odcinek z ruchem wahadłowym, w Polsce może bym zaryzykował i przejechał na czerwonym a poza terytorium RP grzecznie zatrzymałem się przed sygnalizatorem. Gdy zacząłem myśleć o postoju w sklepie ktoś zaczął na mnie trąbić, okazało się, że to mój znajomy wyjeżdżający na urlop. Lotny bufet uratował mi skórę i pozwolił zaoszczędzić kilka minut i nerwów bo zapomniałem zabrać Euro. Dosyć szybko jechałem w kierunku Czech ale zatrzymało mnie kolejne wahadło. Mimo to dosyć szybko pokonałem słowacki odcinek trasy i wjechałem do Cech. Tam również miałem dylemat, czy trzymać się głównej drogi czy jechać przez stacje bo znaki nie były jednoznaczne. Wybrany wariant okazał się trafny i za stacją wjechałem na starą drogę do Jabłonkowa. Był to idealny moment na kolejny postój. Niestety wjechałem w jakieś błoto które nagromadziło się miedzy widelcem a przednim hamulcem i musiałem odpiąć koło. Niezbyt dokładnie wyczyściłem ale jechało się lepiej. Podjazd w Mostach mimo że z wiatrem w twarz poszedł mi nieźle, gdy błoto trochę przyschło to odpadło i pełny komfort jazdy wrócił. Bidony to nie jest studnia bez dna i zbliżałem się do kolejnego postoju. Wolałem to zrobić w bardziej odludnym miejscu niż Jabłonków i dlatego dojechałem aż do Gródka gdzie zatrzymałem się pod sklepem. Postój był dłuższy bo poza napełnieniem bidonów wypiłem 500 ml Kofoli na miejscu i zjadłem dobrą drożdżówkę. Ruszając było już bardzo gorąco ale przeciwny wiatr przyjemnie chłodził. Jakoś znowu nie mogłem się rozruszać a kolejny kryzysowy moment trafił się przed samym wjazdem do Polski. Liczyłem, że uda się dojechać do Cisownicy bez przygód ale było inaczej. W Dzięgielowie zauważyłem pechowca z rozciętą oponą, zawsze wożę kawałek starej opony na takie sytuacje i zdecydowałem się go poratować. Pomogłem mu naprawić defekt i wspólnie ruszyliśmy dalej. Ja potrzebowałem po raz kolejny uzupełnić bidony a towarzysz pojechał w kierunku Cieszyna. Od postoju znowu jechało się lepiej, trochę czasu straciłem w kolejce do kasy i zdążyłem odpocząć. Nie sądziłem, że tak wymierzę trasę aby jazda trwała dokładnie 5 godzin. Ostatnie 15 minut już odpuściłem, całkiem nieźle noga podawała i mogę być zadowolony z tego dnia. Dawno nie przejechałem takiego dystansu, w nie najłatwiejszym terenie i w dobrym czasie. Pogoda była dobra i gdyby normalnie odbył się wyścig Pętla Beskidzka byłbym w stanie walczyć o coś więcej niż tylko dotarcie do mety. Wygląda na to, że najgorsze dni mam już za sobą. Daje sobie kolejny tydzień aby to potwierdzić.

Miasto 22

Środa, 1 lipca 2020 Kategoria Miasto
Km: 38.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:33 km/h: 24.52
Pr. maks.: 48.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 750kcal Podjazdy: 620m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 73

Środa, 1 lipca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 79.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:52 km/h: 27.56
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 30.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1873kcal Podjazdy: 960m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Nowy miesiąc, nowe nadzieje, nowe możliwości. Z taką myślą wyjechałem na ten trening. Ostatnio bardzo nie lubię jazd tlenowych, są po prostu nudne, zazwyczaj staram się je urozmaicić podjazdami lub ciekawymi drogami i staram się nie dublować tras. Dzisiaj wyrysowałem ciekawie wyglądającą trasę którą nawigacja trochę poprawiła. Po raz pierwszy od dawna wgrałem ślad i zamierzałem się nim kierować. Miało być ciekawie również ze względu na warunki atmosferyczne a konkretnie wiatr który w pierwszej części trasy miał mnie spowalniać. Na starcie byłem już zmęczony wiec było jeszcze trudniej zwłaszcza, że miałem do wyboru basen lub prażenie się na rowerze. Zwykle łatwo się nie poddaje więc ruszyłem z niewielkim opóźnieniem na trasę. Już po starcie tętno osiągnęło wysokie wartości czyli norma zwłaszcza gdy wyjeżdżam w godzinach popołudniowych. Tętno było odwrotnie proporcjonalne do nogi, ta była całkiem niezła. Nawet silny wiatr w twarz przeszkadzał mniej niż zwykle, dużo większy problem to duży ruch na pierwszych kilometrach. Na szczęście w Jaworzu zniknęły kupy żwiru i można było bezpiecznie i pewnie przejechać. Całkiem nieźle radziłem sobie w tych warunkach, jedynie picia w bidonach szybko ubywało, to dobry znak, bo często odwadniałem się w wysokich temperaturach. Niestety na drogach panował istny chaos, kierowcy wyprzedzali się na centymetry, nawet na przejściach dla pieszych, dało się normalnie jechać chociaż z dużą ostrożnością i niezbyt wysoką prędkością aż do Skoczowa gdzie zauważyłem korek. Na skrzyżowaniu z drogą na Landek była stłuczka, postanowiłem ominąć newralgicznie miejsce bocznymi drogami i w tym celu musiałem zawrócić. Później też sporo utrudnień aż do wyjazdu ze Skoczowa. Podjazdy tego dnia były jeszcze trudniejsze, ze względu na silny wiatr. Musiałem się bardzo pilnować aby nie przekraczać progu FTP. Brakowało mi przełożeń aby pokonywać podjazdy z komfortową dla mnie kadencją. Gdy dojechałem do Iskrzyczyna zacząłem zastanawiać się czy wziąłem odpowiedni rower, jakość dróg pozostawiała sporo do życzenia, do tego sporo żwiru, żałowałem, że wziąłem koła na szytki. Taka nawierzchnia towarzyszyła mi przez wiele kilometrów z niewielkimi przerywnikami. Za Kostkowicami skręciłem w zupełnie nieznaną mi drogę, momentami wyglądało, że twardsza nawierzchnia jest podbudową do wierzchniej warstwy żwiru i kamieni, koła dostały nieźle w kość. Na zjeździe jechałem niewiele szybciej niż pod górę. Dwa rwące potoki przepływające przez drogę dodały uroku trasie. Z ulgą dojechałem do centrum Zamarsk, nawigacja kierowała mnie na Cieszyn wiec udałem się w tym kierunku. Po drodze jeszcze sporo słabej jakości nawierzchni a później znów większy ruch. Dojazd nad Olzę zajął mi dokładnie 7 minut więcej niż zakładałem, zacisnąłem żeby i ruszyłem w kierunku domu. Powrót wyglądał podobnie, pierwsze kilometry za Cieszynem to znów nierówna nawierzchnia a gdy tylko robiło się lepiej to pojawiało się więcej samochodów i tak w kółko. Już myślałem, że za mało pije, zwykle już po godzinie potrzebowałem się zatrzymać a tym razem dopiero 40 minut później pojawiły się sygnały. Bałem się, że moja wydajność w tych warunkach spadnie ale nic takiego nie zauważyłem. Po 2 godzinach zatrzymałem się na moment ale wiedziałem, ze kolejna przerwa jest blisko, w bidonie już były resztki. Nie musiałem wjeżdżać do centrum Ustronia wiec szybko przedostałem się przez Lipowiec do Brennej gdzie planowana przerwa na uzupełnienie płynów. Po kilku minutach ruszyłem na ostatnie 40 minut jazdy. Noga do końca podawała nieźle, delikatny kryzysy miałem na podjeździe ale to również skutek jazdy na wysokiej kadencji za czym także poszła wyższa moc i dlatego wydawało mi się, że idzie ciężej. Zbliżając się do domu zauważyłem, że niewiele mi brakuje do 3 godzin ale nie zdecydowałem się na krążenie po okolicy w celu dołożenia około 10 minut. Trening całkiem niezły, swoje zrobiły warunki, nawierzchnia na trasie oraz sprzęt który jeszcze ze mną nie współpracuje w 100 % i stąd dłuższy o kilka minut przejazd tej trasy.

Podsumowanie Czerwca

Wtorek, 30 czerwca 2020 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Połowa roku minęła. Zwykle wiązało się to z Pętlą Beskidzką która w tym roku z wiadomych względów się nie odbędzie. Był to ważny punkt mojego sezonu i zwykle byłem w najwyższej formie. Taki paradoks się trafił, nie ma Pętli a forma słabsza niż kilka tygodni wcześniej. Miesiąc zacząłem z wysokiego C, od rekordowej mocy na 10 minut. Dzielnie walczyłem o kolejne rekordy czasowe na podjazdach. Z czasem odszedłem od planu treningowego i to był błąd. Po testach mocy gdzie osiągnąłem aż 3 życiowe moce kolejno na 1, 5 i 20 minut. Później pojawiły się schody, forma zaczęła falować, pogoda wtrącała swoje trzy grosze i trenowałem mało i chaotycznie co odbiło się na spadku dyspozycji. Zwykle taki stan pojawiał się w sierpniu lub wrześniu i zazwyczaj było tak samo, żadnych sygnałów i nagły spadek wydolności. Ciężko znaleźć drugiego zawodnika z takimi przypadłościami. Forma prezentowana na początku miesiąca była życiowa, przyjemnie pokonywało mi się wszystkie podjazdy, osiągane czasy dawały miejsca w czołówce na segmentach Strava, ważny aspekt był taki, że nazwiska w czołówce się pokrywały i na dobrą sprawę miałem tylko kilku konkurentów którzy atakowali te same podjazdy. Inni pojawiali się na co drugim lub co trzecim i kręcili podobne czasy jak ja. Rok temu zaledwie na 2,3 podjazdach byłem w stanie zbliżyć się do tych zawodników a na pozostałych odstawałem wyraźnie. To wyraźny skutek progresu jaki poczyniłem przez ostatnie miesiące. Ciężko to jednak porównywać bo w poprzednich latach regularnie startowałem w wyścigach z różnym skutkiem a w tym roku obciążenia są zupełnie inne chociaż cyferki wyglądają podobnie. Był to trudny miesiąc ale nie widzę powodu do wyraźnych zmartwień i radyklanych zmian. Jak dobrze pójdzie to w tym roku stanę na starcie oficjalnych zawodów i sprawdzę się na tle innych rywali. Może będą to tylko czasówki, wyścigi z różnych względów odpuszczam w tym roku i raczej zdania nie zmienię. W lipcu liczę przede wszystkim na stabilizacje pogody, czasu będę miał nieco więcej a reszta jakoś sama się poukłada.
1.Waga w ostatnim miesiącu:

2.Obciążenie treningowe:

Mocny początek miesiąca z życiową formą oraz wysokimi wartościami ATL i CTL a później słabszy czas i zjazd formy.
3.Najlepsze wartości mocy:

Dobrze widać, że lepiej było na początku czerwca, im dalej w las tym gorzej. Poprzeczka zawieszona jest wysoko i wyniki które rok temu były bardzo dobre w tym wydają się słabsze.
4.Intensywność treningów:

Z intensywnością było różnie, starałem się przeplatać mocne jednostki treningowe z typowymi treningami wytrzymałościowymi. Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej.
5.Dane liczbowe:

Liczbowo ten miesiąc był niezły, trochę mało przewyższeń ale nie zawsze dało się jeździć na zewnątrz a tym bardziej po górach. W poprzednim roku na tym etapie miałem mniej kilometrów i przewyższeń.
Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Mimo wielu trudności zaliczyłem sporo podjazdów. Poprawiłem kilka rekordów oraz poznałem nowe odcinki. Mimo wszystko ciężko będzie poprawić te czasy ale wciąz jest kilka podjazdów na ktorych rekordy są w zasiegu i zwłaszcza te segment bede atakował w lipcu. 

Trening 72

Wtorek, 30 czerwca 2020
Km: 48.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:00 km/h: 24.00
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 22.0°C HRmax: 177177 ( 90%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 1231kcal Podjazdy: 1000m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy trening w tym tygodniu. Po ostatnim dużo czasu poświeciłem na regeneracje i byłem ciekawy czy coś to dało. Zastanawiałem się czy jechać tlen czy jednak mocniejszy trening. Postanowiłem jednak przepalić nogę i zaliczyć kolejny tryptyk Przegibkowy. Podjazd nie wybacza błędów i nieprzygotowania i to idealny sprawdzian nogi. Nie miałem za dużo czasu i dlatego wyjechałem stosunkowo późno. Odbiło się to na rozgrzewce której w zasadzie nie było. Nie odbiło się to na jakości treningu po podjazdy miałem jechać ze zmienną, rosnącą mocą. Dosyć szybko dojechałem do Straconki, mimo dużego ruchu nie musiałem się nigdzie zatrzymywać po drodze. Pierwszy podjazd zacząłem nieźle, według planu. Zwiększenie mocy było płynne podobnie jak wzrost tętna, gorzej było przy kolejnym ale wtedy duży wpływ na moc miało nachylenie i zmienny wiatr. Dobrą moc utrzymałem do końca czyli przez 3 minuty a później odpuściłem. Jechałem już w 2 strefie do końca podjazdu i symbolicznie zabrakło kilku sekund aby złamać 10 minut na segmencie. Zjazd jak to zwykle przy ćwiczeniach spokojny, poświęcony na jedzenie. W sumie ponad 10 minut minęło zanim rozpocząłem drugi podjazd, po dobrym początku zabrakło płynnego przejścia na wyższą moc zarówno po pierwszych 3 minutach jak i kolejnych. Zwłaszcza ta druga zmiana nie wyglądała dobrze. Później jednak jechałem równo i mocno w założonej strefie i dzięki temu powtórzenia nie wyszły gorzej niż za pierwszym razem. Ważne dzisiaj było także tętno i również nie było zmian, można powiedzieć, że tętna były takie same podczas pierwszego jak i drugiego podjazdu. Drugi podjazd chciałem sobie odbić podczas trzeciego i znów wybrałem wariant z Międzybrodzia. Po kolejnej 10 minutowej przerwie ruszyłem energicznie i tym razem płynnie przechodziłem na wyższe moce. Tętno było nieznacznie wyższe ale w granicach normy. Błąd popełniłem na końcu zbyt słabo wciskając przycisk okrążenia i do powtórzenia zaliczyło również 20 sekund spokojniejszej jazdy. W rzeczywistości był to najmocniejszy podjazd. Waga dnia i mieszający wiatr wpłynęły na to, że czasy wyszły średnie ale porównywalne do innych pokonywanych z podobną mocą i techniką. Zjazd do Straconki odpuściłem chociaż było wyjątkowo spokojnie i można było popuścić się o szybką i techniczną jazdę bez awaryjnego hamowania. Nie dokręcałem już dystansu i czasu i najkrótszą drogą wróciłem do domu. Brakowało kilku metrów do 1000 przewyższenia i zaliczyłem je przy domu. Noga była już lepsza niż przez ostatnie dni ale do dobrego poziomu brakuje ale wierze, ze uda się na niego wrócić.
Ostatnio dużo czytałem o zdarzeniach drogowych z rowerzystami których jest coraz więcej. Podczas jazdy obserwowałem głownie rowerzystów i stwierdziłem kilkanaście złamań przepisów, nie wspominam już o jeździe bez kasku zwłaszcza osób których sprzęt jest warty fortunę. Rowerzyści na drogach nie są świeci, również łamią przepisy ale w zdarzeniach z kierowcami nie mają żadnych szans na wyjście bez szwanku. Wina leży po obu stronach i niektórzy kierowcy naprawdę mają silne argumenty aby rowerzystów nie lubić. Nie daje im to jednak prawa do łamania przepisów i narażania na niebezpieczeństwo innych uczestników ruchu bo zarówno pieszy jak i rowerzysta jest dużo słabszy na drodze i nie ma szans w zderzeniu z samochodem. Nie bez powodu w przepisach pieszy czy rowerzysta stoi wyżej niż kierowca samochodu. Nie zmienia to jednak faktu, że potrzebne są zmiany w przepisach dotyczących wydawania, posiadania i użytkowania prawa jazdy, częstsze badania kierowców nie byłyby złym rozwiązaniem a często kierowcy nieumyślnie łamią przepisy i doprowadzają do niebezpiecznych sytuacji. Są to uprawnienia jak każde inne i powinno się je odnawiać, dobry i myślący kierowca przejdzie badania i testy a ten który uzyskał uprawnienia szczęśliwie lub przez przypadek prędzej czy później wpadnie, w ten sposób wyeliminuje się przynajmniej cześć zagrożeń i zmaleje liczba niebezpiecznych sytuacji na drogach. Pomijam już przypadki gdy ktoś wsiada za kółko bez uprawnień, dla zabawy lub będąc w stanie w którym nie powinien prowadzić bo to już przejaw zwykłej głupoty.




Miasto 21

Poniedziałek, 29 czerwca 2020 Kategoria Miasto
Km: 55.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:32 km/h: 21.71
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 306kcal Podjazdy: 660m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie 26 tygodnia 2020

Niedziela, 28 czerwca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Kolejny trudny tydzień zakończony. Był pełny wzlotów i upadków na różnych płaszczyznach, m.in. rozregulowany organizm przez zmiany pogodowe i obciążenia jakim był poddawany przez ostatnie tygodnie. Spodziewałem się spadku dyspozycji ale nie w postaci słabych, nie kręcących nóg w których jednak zostało trochę mocy z pierwszej połowy miesiąca. Kiedyś już miałem podobne przypadki wiec wiedziałem co zrobić aby wyeliminować problemy i przywrócić nogi do stanu używalności. Cały czas nie da się utrzymywać wysokiego poziomu, u mnie kryzys objawił się w taki sposób, z każdego dołka się kiedyś wychodzi i z taką myślą wkraczam w kolejny tydzień. Chcąc szybko wyjść z dołka dalej forsowałem swój organizm, niby zaliczyłem tylko dwa mocne treningi ale obciążenie było znaczne, wyższe niż w 2 ostatnich tygodniach. Podstawowym problemem jaki się pojawił to zmiana pogody, kiedyś dobrze radziłem sobie w wysokich temperaturach a obecnie jest z tym dużo gorzej, głównie z tego powodu, że w tym roku było zaledwie kilka dni w których temperatura przekroczyła 25 stopni i organizm zupełnie się odzwyczaił. W takich warunkach posiłki powinny być inaczej zbilansowane, powstały niedobory np. magnezu czy białka i już proces regeneracji został zaburzony. W ostatnich dniach bardziej zaprzyjaźniłem się z rolerem, zafundowałem sobie kilka kąpieli w wodzie z rozpuszczonym magnezem i zmieniłem trochę jadłospis. Delikatną poprawę już widać ale oczekiwany efekt nie został jeszcze osiągnięty. Drugim powodem spadku dyspozycji było odejście od planu treningowego i bardziej spontaniczne podejście do sportu, efekt był taki, że trochę odpoczęła głowa a organizm się rozregulował. Mniej pożądanym skutkiem był wzrost wagi ale jak ma dzięki temu wrócić wcześniejsza dyspozycja to warto jakiś czas pomęczyć się z dodatkowym kilogramem. W sumie to cały lipiec mam na poprawę dyspozycji aby w sierpniu i wrześniu być w stanie rywalizować na wysokim poziomie w czasówkach. Wpływ na to ma również brak obciążeń wyścigowych, na treningach nie da się wszystkiego zrobić i w pełni zasymulować warunków panujących na wyścigu. Przez to wiele mocnych treningów na papierze wyglądało na lżejsze a w rzeczywistości bardzo obciążały organizm a nie znajdowało to potwierdzenia w parametrach ATL, CTL czy TSB.
Druga strona medalu jest taka, że pogoda poprawiła się na tyle, że udało się normalnie jeździć. Zaliczyłem nowy podjazd, poprawiłem kilka rekordów, w tym jeden już wiekowy. Wreszcie przetestowałem nową ramę i większych wad nie widzę. Przy większym rozmiarze rama jest lżejsza od poprzedniczki o 400 gram to jest dużo biorąc pod uwagę jak wychudzone są obecnie rowery. Przetestowałem ją w każdym możliwym terenie i jedynie nie jestem zadowolony z jazdy po kostce brukowej ale nigdy nie była to moja domena i ten argument nie jest decydujący. Rama jest niesamowicie sztywna, dużo łatwiej utrzymać moc czy zerwać się do finiszu, jedynie suport nie działa jak należy i w najbliższym czasie będzie raczej konieczna wymiana. Rower jest na razie w wersji przejściowej, z nowym widelcem czy pełni sprawną tylną przerzutką będę mógł ostatecznie stwierdzić czy jest dużo lepszy niż poprzednik.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Wahania wagi były spore, od początku tygodnia waga rosła a później znów zaczęła spadać jednak nie osiągnęła wartości z wcześniejszych tygodni.
2.Obciążenie treningowe:

Po słabszym okresie parametr TSB osiągnął najwyższe w tym roku wartości. Końcem tygodnia gdy zaaplikowałem więcej TSS parametr CTL był najwyższy w tym roku.
3.Najlepsze moce:

Do najlepszych mocy tegorocznych się nie zbliżyłem.
4.Intensywność treningów:

Intensywności treningów mimo że na papierze były podobne w rzeczywistości okazały się różne. Podczas treningów tlenowych kręciłem się w zakresie 60-70% FTP a przy górskich trasach z mocnymi pociągnięciami przekroczyłem 70 % intensywności.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Niby był to słaby tydzień ale patrząc na podjazdy można znaleźć pozytywy. Udało się poprawić aż 5 rekordów i zaliczyć jeden nowy podjazd. Inna ciekawostka jest taka, że tym razem zaliczyłem więcej różnych podjazdów i mniej niż połowa to wjazdy na Przegibek których mam już w tym roku sporo.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Na razie nie planowałem treningów ze względu na słabszą dyspozycje. Skupie się na treningach tlenowych, pojawią się również dwie mocniejsze jednostki. Prawdopodobnie na początku i końcu tygodnia.

Trening 71

Niedziela, 28 czerwca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
Km: 112.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:28 km/h: 25.07
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 25.0°C HRmax: 180180 ( 92%) HRavg 140( 71%)
Kalorie: 3087kcal Podjazdy: 2470m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Dzisiaj moja bezradność sięgnęła już zenitu. Wreszcie miałem czas, byłem przygotowany mentalnie na ciekawą i długą trasę z nowymi dla mnie podjazdami. W nocy nie spałem za dobrze i byłem pewny, że obudzi mnie budzik. Stało się inaczej, kilka minut przed planowaną pobudką przyszła burza i kolejna dawka deszczu. Nie zanosiło się na szybką poprawę pogody wiec poszedłem spać dalej. Jak już wstałem to było znów strasznie mokro. Na ta trasę mogłem jechać tylko wcześnie rano ze względu na ruch na drogach który z każdą godziną wzrasta. W tej sytuacji pozostało mi krążenie po okolicznych wzniesieniach. Nie miałem ochoty na przedzieranie się przez Szczyrk czy Wisłę i wybrałem Beskid Mały. Plan zastępczy był ambitny, jak najwięcej przewyższeń. Wyjechałem już dosyć późno i wysoki ruch i duża liczba turystów towarzyszyły mi już od samego początku. Na starcie wydawało mi się, że nogi są lepsze niż w ostatnich dniach. Takie uczucie miałem do podjazdu na Przegibek który brutalnie zweryfikował możliwości moich nóg. Na dodatek wiatr wiał ze wschodu czyli dokładnie z przeciwnego kierunku jaki był w prognozach. Po zjeździe do Międzybrodzia myślałem o zaliczeniu podjazdu na Nowy Świat, z tej drogi leciała normalna rzeka wiec pojechałem prosto, podobnie wyglądał podjazd na Hrobaczą Łąkę i liczyłem, że może do Targanic uda się dojechać lepszą drogą. Przejazd przez Wielką Puszcze dłużył mi się strasznie, żeby nie było nudno to musiałem mijać spore ilości naniesionego żwiru i luźnych kamieni. Jakoś dojechałem do ostatnich 700 metrów gdzie znów sporo wody i żwiru. Wjechałem nieco mocniej i poprawiłem najlepszy tegoroczny czas, chociaż do rekordowego zabrakło 30 sekund. Na zjeździe trochę nadrobiłem ale znowu straciłem przed skrzyżowaniem. Aby wjechać na główną drogę musiałem swoje odstać i przepuścić kilkadziesiąt samochodów. To ostatecznie utwierdziło mnie w przekonaniu, że w kierunku Andrychowa czy Wadowic nie ma co się pchać. Ruszyłem wiec na Kocierz, podjazd dosyć wymagający z łatwiejszym początkiem na którym zwykle traciłem sporo czasu. Tym razem tam zyskałem a w końcówce już nie udało się nic zyskać i tylko dzięki dobremu początkowi wjechałem poniżej 15 minut. Dawno nie miałem sytuacji w której podjazd pod górę nawet niezłym tempem nie sprawiał mi nawet najmniejszej przyjemności. Przed podjazdem na Żar chciałem zaliczyć jeszcze dwa krótsze. Pierwszy to mało znane osiedle Wysokie w Kocierzu Moszczanickim. Jechałem tam w zeszłym roku i chciałem poprawić czas. Jechałem równo, mocno i mimo tego, że kręciłem dzisiaj wyłącznie głową jechałem nie tylko po rekord ale i najlepszy czas w rankingu Strava, nawet wypięty blok po drodze mnie nie zatrzymał. Niestety segment jest tak ulokowany, że kończy się w środku osiedla już po zjeździe, byłem pewny, że tak nie jest i przed zjazdem zawróciłem tracąc pierwszego Koma w tym roku. Do kolejnego podjazdu było stosunkowo blisko ale najpierw trzeba było zjechać, gdyby nie rowki odprowadzające wodę które skutecznie utrudniają jazdę pewnie ta droga byłaby cała zalana wodą i nie miałbym możliwości tam wjechać. Udało się całkowicie bezpiecznie zjechać i wjechać spowrotem na główną. Na kolejnym wzniesieniu również chciałem atakować rekord. Podjazd sprawdziłem 4 tygodnie temu i wiedziałem, że najtrudniej jest w drugiej części. Zanim tam dojechałem to przyjąłem kolejną dużą dawkę węglowodanów. Moje zapędy już skutecznie zostały zweryfikowane na początku podjazdu gdzie musiałem zwolnić by minąć dużą grupę pieszych. Później również mogłem dać z siebie więcej, gdy zrobiło się stromiej to nie zostawiłem już żadnych rezerw, resztkami sił utrzymałem dobre tempo do końca, wcześniejszy czas poprawiłem o ponad 40 sekund. Po wartościach mocy widziałem, że przy dobrej nodze stać mnie na więcej. Przed zjazdem musiałem złapać oddech. Po chwili ruszyłem w dół a następnie w kierunku kolejnego podjazdu. Znowu coś zjadłem, picia w bidonie ubywało i zacząłem myśleć o wizycie w sklepie. Popełniłem błąd i zamiast zatrzymać się przy najbliższej okazji czekałem do momentu gdy moja dyspozycja jeszcze spadła. Przed podjazdem na Żar zaliczyłem jeszcze jeden krótszy na którym symbolicznie poprawiłem rekord. Na Żar ruszałem z niewielką ilością picia i celem był bufet na szczycie. Podjazd był męczarnią, kiedyś zwykle miałem problemy na tym podjeździe. Mimo wszystko w dobrym czasie pokonałem podjazd ale to co zobaczyłem na szczycie skłoniło mnie do natychmiastowego zjazdu. Na zjeździe jechałem slalomem mijając pieszych i w końcu mogłem zatrzymać się przy wodopoju. Niestety lokal był zamknięty i musiałem zadowolić się napojami ze sklepu. Napełniłem bidony, uzupełniłem kalorie, wypiłem ponad 500 ml płynów na miejscu i ruszyłem w dalszą drogę. Trochę odżyłem ale dyspozycja była daleka od oczekiwanej i zrezygnowałem z trzech podjazdów jakie chciałem jeszcze zaliczyć. Dwa z nich to ściany które pewnie by mnie pokonały i ruszyłem w kierunku Przegibka. Na ostatnich 3 kilometrach przepaliłem trochę nogę. Wiele rezerw już nie było a czas i moc jak na ten dzień wyszła niezła. Po mocnym podjeździe odpuściłem zjazd i już myślałem o odpoczynku który czekał mnie za kilkadziesiąt minut. Musiałem jeszcze przejechać przez Bielsko i pokonać kilka podjazdów. Poszły dosyć dobrze biorąc pod uwagę wcześniejsze problemy na trasie. Musze coś zrobić z nogami bo dopiero połowa sezonu a takie nogi miałem zwykle w końcówce sierpnia lub września i rzadko coś z nich później wyciskałem. Trening mimo wszystko udany, chciałoby się więcej ale nie zawsze jest to możliwe.

Podjazdy:

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum