Rozjazd 18
Wtorek, 2 czerwca 2020
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 21.33 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 132132 ( 67%) | HRavg | 109( 55%) |
| Kalorie: | 584kcal | Podjazdy: | 550m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj wykorzystałem czas maksymalnie jak mogłem. Dzisiaj już nie miałem możliwości dłuższego treningu i pojechałem tradycyjny rozjazd na Przegibek. Początek wyjazdu wyglądał podobnie jak wczoraj, przez kilka kałuż w lesie przejechałem wolno a przez ostatnią musiałem szybko się przedostać bo zbliżał się z dużą szybkością samochód. Później już było spokojniej, do Straconki dojechałem w dobrym czasie i bez większych problemów. Podjazd na Przegibek poszedł sprawnie, poza tym, że znów wiało to nic nie zakłóciło przyjemności z jazdy. Na szczycie zatrzymałem się na moment, ubrałem się cieplej na zjazd, nie było szans na szybką jazdę wiec skupiłem się tylko i wyłącznie na technice, poza jednym zakrętem nie można było się do niczego przyczepić. Gdyby na tym zakręcie było sucho i czysto to może pojechałbym lepiej. Powrót do domu to walka ze zmiennym wiatrem i dużą ilością rowerzystów na elektrykach. Po drodze spadło kilka kropel deszczu ale obyło się bez oberwania chmury. Noga cały czas kręciła dobrze i taki wyjazd nie był nawet potrzebny ale lepsza krótka jazda niż jej brak.


Miasto 18
Poniedziałek, 1 czerwca 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:22 | km/h: | 22.87 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1530kcal | Podjazdy: | 1290m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 55
Poniedziałek, 1 czerwca 2020 Kategoria Samotnie, Szosa
| Km: | 87.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:30 | km/h: | 24.86 |
| Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 1730kcal | Podjazdy: | 1800m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Niezbyt szczęśliwy początek kolejnego miesiąca. Nastawiłem się na trening w górach, w ciągu dnia kilka razy pojawiła się spora niepewność i niewiele brakowało abym w ogóle nie wyjechał z domu na trening. Wychodząc z pracy byłem jednak bardzo pozytywnie nastawiony i nawet spore opóźnienie spowodowane obowiązkami które musiałem wypełnić nim wyjechałem nie wpłynęło na moją motywacje. Wyjechałem przed 16 i pierwszy raz od miesiąca nie musiałem śpieszyć się do domu, cel miałem jeden, poprawić swój czas na Przegibek. Zanim tam dojechałem już zaliczyłem kilka wpadek i nieprzyjemnych sytuacji. Pierwsza z nich miała miejsce już kilkaset metrów od domu, wjeżdżając do lasu pojawiła się mokra nawierzchnia i kilka jezior na drodze. Pierwsze przejechałem z minimalną prędkością i praktycznie nie ubrudziłem roweru. Przy kolejnym już nie miałem tyle szczęścia, byłoby to możliwe gdyby nie zbliżający się z bardzo dużą szybkością samochód. Wybierając miedzy wybrudzeniem roweru a prysznicem z góry na dół przystałem na pierwsza opcję, przejechałem szybko przez ogromną kałuże a gdy samochód z impetem wjechał w wodę słyszałem rozprysk za sobą ale woda mnie nie dotknęła. Kolejne dwie sytuacje miały miejsce na skrzyżowaniach już w Bielsku, tam kilku kierowców znowu dawało popis szybkości i nie sygnalizowało swoich zamiarów, przekonał się o tym boleśnie jeden pieszy który musiał uciekać z jezdni i potknął się o krawężnik. Nic poważnego mu się nie stało ale jego winy nie było, przechodził prawidłowo przez przejście dla pieszych a kierowca nawet nie zwolnił. Bałem się co będzie dalej ale nie było tak źle. Jakoś się rozgrzałem przed podjazdem na Przegibek, nie chciałem się zatrzymywać przed rozpoczęciem czasówki i dlatego już w domu ubrałem się jak najlżej a cieplejsze ciuch wziąłem do kieszeni. Dosyć szybko znalazłem się w Straconce. Gdy nadeszła godzina próby to ruszyłem z kopyta. Początek wyglądał obiecująco ale na tym mógłbym zakończyć opis mojej walki z czasem na tym podjeździe. Jechałem cały czas równo, jednak czas szybko leciał. Już w połowie miałem za słaby czas jak na walkę o rekord. Walczyłem do końca ale swojego najlepszego wyniku nie poprawiłem. Nie udało się wskoczyć do TOP 10 na tym podjeździe i dla mnie to rozczarowanie. Rozczarowany jestem warunkami które po raz kolejny były niesprzyjające, marzyłem o tym aby jechać przy bezwietrznej pogodzie ale znów z tego nic nie wyszło, wiatr hulał na całym podjeździe i to on rozdawał karty. Na szczycie miałem ochotę rzucić rowerem ale w porę się opamiętałem, odechciało mi się dalszej jazdy ale nie chciałem marnować czasu bo kto wie kiedy po pracy znowu będę mógł wyskoczyć na kilka godzin w góry. Na technicznej części zjazdu do Międzybrodzia trochę sobie poszalałem ale później uszło ze mnie powietrze i już bez ciśnienia zjechałem do skrzyżowania. Nie wiedziałem gdzie jechać, Nowy Świat, Magurka, Żar czy Kocierz. Wybrałem Kocierz ale od południowej strony, po drodze chciałem jeszcze zaliczyć trzy krótsze podjazdy. Pierwszy z nich to ulica Akacjowa w Międzybrodziu Żywieckim, krótki ale stromy podjazd. Tydzień temu tam zjeżdżałem a po raz ostatni w górę jechałem tam kilka lat wcześniej. Wjechałem takim tempem na jakie pozwoliło przełożenie i kadencja którą chciałem utrzymać na poziomie minimum 70. Końcowy fragment podjazdu znajdował się w lesie gdzie było mokro, pobliski potok szumiał tak głośno, że nic poza nim nie słyszałem. Po zjeździe równie stromą ulicą Widokową do głównej drogi ruszyłem w kierunku Oczkowa. Całkiem nieźle poszedł mi podjazd po kostce ale oczekiwanie na wyjazd na główną drogę spowodowało, że siły znów odeszły. Długo zbierałem się w sobie i dopiero przed kolejnym, zupełnie mi nie znanym podjazdem zaczęło jechać się lżej. Na początku wspinaczki pod Oczków pojawił się komunikat o słabej baterii, znowu zapomniałem naładować licznik, o Di2 pamiętałem a o liczniku nie pomyślałem. Liczyłem na to, że uda się wjechać na szczyt i poszukać jakiejś zastępczej aplikacji w telefonie. Początek podjazdu wydawał mi się nudny ale później zrobiło się ciekawiej. Ostatnie kilkaset metrów było strome, nachylenie przekraczało 10 % i wrzuciłem co mam. Jechałem z rezerwą ale nie chciałem dawać z siebie wszystkiego na tym podjeździe i dlatego nie zwiększałem tempa. Na szczycie zatrzymałem się, widok był wspaniały, cały Beskid Żywiecki jak na dłoni. Znalazłem w telefonie dwie aplikacje rowerowe, Endomondo i Rouvy. Zapis trasy robiło tylko Endomondo, sygnał z Internetu był tak słaby, że niemożliwe było pobranie innej, załączyłem synchronizacje aplikacji z moim kontem i ruszyłem w dół. Cała operacja trwała kilkanaście minut i dopiero przed podjazdem Na Kocierz udało się włączyć i ustawić aplikacje, niestety nie wiedziało czujnika mocy i musiały wystarczyć dane o tętnie. System GPS w telefonie tak rzadko używałem, że nie chciało mi znaleźć sygnału. Ruszyłem spokojnie na Kocierz i po kilku minutach licznik padł. Telefon dalej nie łapał sygnału GPS i czas pomierzyłem ręcznie. W zaokrągleniu na segmencie wyszło około 13 minut, moc określiłem orientacyjnie według czasów jakie miałem tam wcześniej. Tętno mierzyło cały czas i w przybliżeniu mam dane z podjazdu, oprócz śladu na mapie i przewyższenia. Na Kocierzu wreszcie udało się złapać sygnał GPS ale nie na długo. Zjazd w dół należał do najlepszych w moim życiu, jechałem szybko, technicznie i bardzo pewnie pokonywałem kolejne zakręty. Dopiero na ostatnim musiałem hamować bo pojawiły się samochody. Kolejny podjazd na trasie to ścianka w Targanicach, wjechałem siłą woli i długi zjazd Wielką Puszczą odpuściłem. Do pokonania został mi jeszcze jeden podjazd, Przegibek. Zacząłem go bez woli walki ale na ostatnich 3 kilometrach rozkręciłem się i w dobrym tempie wjechałem na Przegibek. Od dziewczyn pokonujących podjazd dowiedziałem się o poważnym w skutkach wypadku w Wilkowicach. Nikt nie znał szczegółów i nie wiedziałem kto ucierpiał. Automatycznie odpuściłem zjazd i spokojniej przejechałem przez Bielsko. Przze problem z licznikiem i telefonem odpuściłm jeden podjazd którego brakło do 2000 metrów przewyższenia.
Wymagający to był dzień, znów brakło szczęścia, niestety nie miały go również dwie dziewczyny potrącone przez samochód. Nigdy takich informacji nie przyjmuje się dobrze i całym sercem jestem przy nich i liczę na to, że oboje wyjdą z tego. Na drogach jest niebezpiecznie a w obecnych czasach chyba jeszcze bardziej i na pewno trudniej dojść do zdrowia niż np. rok temu. Sporo ostatnio się czyta o zdarzeniach z udziałem rowerzystów i kierowców. Wina leży po obu stronach, nikt nie jest bez winy, raz zawini kierowca, innym razem rowerzysta. Brak wzajemnego szacunku i poszanowania powoduje niechęć kierowców do rowerzystów i odwrotnie. Najbardziej zaczynają denerwować mnie użytkownicy rowerów elektrycznych, wielu z nich powoduje nerwowe sytuacje i często nie potrafi dostosować prędkości do warunków panujących na drodze, napędzając rower siłami własnych mięśni spojrzenie na niektóre sytuacje jest inne niż wówczas gdy możemy skorzystać ze wspomagania. To powoli jest plaga z którą prędzej czy później trzeba będzie zacząć walczyć bo niepotrzebnych kolizji i niebezpiecznych sytuacji będzie więcej i ciężko będzie szukać winy wyłącznie u kierowców samochodów.
W domu po analizie podjazdu na Przegibek stwierdziłem, że ta moc powinna dać czas około 30 sekund lepszy. Warunki były trudne, z reguły na takie trafiam, na tym podjeździe miałem już super czas osiągnięty w zupełnie innych warunkach i sytuacji i dając z siebie wszystko nie byłem w stanie go poprawić. Kolejną próbę podejmę w momencie gdy nie będzie wiatru lub będzie bardzo słaby i wtedy gdy nie będę po 8 godzinach pracy. Idealnym podsumowaniem mojego wysiłku jest życiowa moc na 10 minut, do ostatniego wyniku dołożyłem kilka Wat. Noga się rozkręca, sezon już w pełni i być może niedługo odbędzie się jakiś wyścig. Nie będzie ich dużo w moim kalendarzu ale za to same konkretne i wymagające gdzie o wynik będzie ciężko ale dla mnie im trudniej tym lepiej. Na czasówkach na 90 % byłbym w czołówce a na wyścigach musiałbym coś dołożyć do swojej jazdy aby być konkurencyjnym. Na razie jest jeszcze czas się podciągnąć, do tego momentu będzie pewne już czy i jakie wyścigi się w tym roku odbędą. Dwa starty w Czechach są już niemal pewne, trzeci planowany jest na wrzesień, do tego kilka czasówek i krótki ale treściwy sezon zaplanowany.

Wymagający to był dzień, znów brakło szczęścia, niestety nie miały go również dwie dziewczyny potrącone przez samochód. Nigdy takich informacji nie przyjmuje się dobrze i całym sercem jestem przy nich i liczę na to, że oboje wyjdą z tego. Na drogach jest niebezpiecznie a w obecnych czasach chyba jeszcze bardziej i na pewno trudniej dojść do zdrowia niż np. rok temu. Sporo ostatnio się czyta o zdarzeniach z udziałem rowerzystów i kierowców. Wina leży po obu stronach, nikt nie jest bez winy, raz zawini kierowca, innym razem rowerzysta. Brak wzajemnego szacunku i poszanowania powoduje niechęć kierowców do rowerzystów i odwrotnie. Najbardziej zaczynają denerwować mnie użytkownicy rowerów elektrycznych, wielu z nich powoduje nerwowe sytuacje i często nie potrafi dostosować prędkości do warunków panujących na drodze, napędzając rower siłami własnych mięśni spojrzenie na niektóre sytuacje jest inne niż wówczas gdy możemy skorzystać ze wspomagania. To powoli jest plaga z którą prędzej czy później trzeba będzie zacząć walczyć bo niepotrzebnych kolizji i niebezpiecznych sytuacji będzie więcej i ciężko będzie szukać winy wyłącznie u kierowców samochodów.
W domu po analizie podjazdu na Przegibek stwierdziłem, że ta moc powinna dać czas około 30 sekund lepszy. Warunki były trudne, z reguły na takie trafiam, na tym podjeździe miałem już super czas osiągnięty w zupełnie innych warunkach i sytuacji i dając z siebie wszystko nie byłem w stanie go poprawić. Kolejną próbę podejmę w momencie gdy nie będzie wiatru lub będzie bardzo słaby i wtedy gdy nie będę po 8 godzinach pracy. Idealnym podsumowaniem mojego wysiłku jest życiowa moc na 10 minut, do ostatniego wyniku dołożyłem kilka Wat. Noga się rozkręca, sezon już w pełni i być może niedługo odbędzie się jakiś wyścig. Nie będzie ich dużo w moim kalendarzu ale za to same konkretne i wymagające gdzie o wynik będzie ciężko ale dla mnie im trudniej tym lepiej. Na czasówkach na 90 % byłbym w czołówce a na wyścigach musiałbym coś dołożyć do swojej jazdy aby być konkurencyjnym. Na razie jest jeszcze czas się podciągnąć, do tego momentu będzie pewne już czy i jakie wyścigi się w tym roku odbędą. Dwa starty w Czechach są już niemal pewne, trzeci planowany jest na wrzesień, do tego kilka czasówek i krótki ale treściwy sezon zaplanowany.

Podsumowanie Maja
Niedziela, 31 maja 2020 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Wyjątkowo kapryśny maj był w tym roku. Po ciężkim kwietniu który minął pod znakiem pandemii Korona wirusa w maju cześć ograniczeń została zniesiona ale za to pogoda dodała swoje trzy grosze, było chłodno, wiało i często padało, zupełnie jak jesienią a nie wiosną. Pogoda miała duży wpływ na moje samopoczucie i często wymuszała zmiany w moim napiętym planie dnia, najczęściej zmiany te wpływały negatywnie, nie wyrabiałem się ze wszystkim i zdarzały się momenty, że na odpoczynek przeznaczałem zbyt mało czasu. Myślę, że maj był ostatnim miesiącem w którym musiałem bardzo kombinować aby np. wyjechać na dłuższy trening czy wyjść domu gdzieś dla relaksu a nie po to by załatwić sprawę czy ważną potrzebę. Również ja odczułem skutki epidemii, zwłaszcza obowiązek zakrywania twarzy do którego się bezwzględnie stosowałem wpłynął negatywnie na moje zdrowie i samopoczucie. Ten obowiązek wprowadzony był na wyrost ponieważ jakby maski miały faktycznie chronić musiałyby być wykonane ze specjalnego materiału i mieć specjalne certyfikaty których zwykłe produkty za kilka złotych nie miały. Wszystko co działo się w Polsce przez ostatni czas to zwykła Polityka od której staram się trzymać jak najdalej. Części rozwiązań można było uniknąć ale niektóre były niezbędne dla bezpieczeństwa, lepiej zrobić coś źle niż wcale i dlatego jednoznaczne obwinianie Rządu za wszystkie podjęte decyzje jest niepoważne zwłaszcza że wirus wciąż jest wśród nas i pewnie długo jeszcze będzie i możliwe ograniczenie kontaktu z innymi jest wskazane zwłaszcza w sytuacjach które nie są niezbędne dla poprawnego funkcjonowania. Imprezy masowe za którymi wszyscy tęsknią pewnie wkrótce będą organizowane tylko nie wiadomo na jakich zasadach, w wielu przypadkach wymogi bezpieczeństwa okażą się nie do przeskoczenia a bez ich zastosowania nie będzie zgody na organizacje żadnej imprezy masowej. Ten rok jest trudny, inny niż wszystkie, dla wielu to okazja aby przemyśleć swoje zachowanie i zrozumieć co jest ważne, bez niektórych rzeczy da się żyć, ale są takie których brak znacząco pogorszy jakość życia i to na ich zapewnieniu powinno się teraz skupić aby sytuacja wróciła do normy. Za parę lat będziemy wspominać ten rok, szczególnie te osoby które w większy sposób zostały dotknięte przez epidemie, wiele ludzi na Świecie marzy o takim dostatku w jakim żyją m.in. Polacy i dlatego te kilka miesięcy ograniczeń np. brak usług rozrywkowych czy imprez masowych powinno się traktować jako coś co może się wydarzyć i liczyć się z tym, że taka sytuacja może występować częściej, w wielu krajach ludzie nie mają co jeść, nie mówiąc już o ubraniach na zmianę, pracy czy nawet domu przy tym brak rozrywek jest niczym. Wszystko zależy od podejścia, dla jednych ważne są rozrywki, dla drugich bezpieczeństwo, dla trzecich zaspokojenie codziennych potrzeb. Trzeba zrozumieć co w życiu jest najważniejsze i wówczas z każdą sytuacją łatwiej się pogodzić.
Zwykle w maju dużo trenuję i forma dochodzi do szczytowej. W tym roku było z tym różnie, głównie ze względu na pogodę dwa razy skorzystałem z trenażera. Treningi pod dachem w maju wymagają zwykle więcej cierpliwości, na obciążeniach jakie narzuciłem pierwszy ledwo przetrwałem a podczas drugiego musiałem zweryfikować założenia aby jakoś dotrwać do końca. Treningi na szosie były bardzo zróżnicowane jednak nie dłuższe niż 4 godziny, na tyle pozwalał czas i to zazwyczaj w weekendy. Nie był to problem ale przez to trenowałem mocniej i krócej a później poświęcałem dużo czasu na odpoczynek, wahania formy cały czas występowały ale im bliżej końca miesiąca tym były mniejsze i na koniec miesiąca pojawiła się większa przyjemność z jazdy. Jeszcze bardziej polubiłem podjazdy i poprawiłem kilka swoich nawet wyśrubowanych rekordów co jest najlepszą zapłatą za prace na treningach. Na konfrontacjach z konkurentami na podjazdach wypadam nieźle a na inną rywalizacje będę musiał poczekać przynajmniej do lipca. Chciałem wypracować życiową formę na ten sezon i jestem od tego o krok.
1.Waga w ostatnim miesiącu:

Przez pierwsze dwa tygodnie walczyłem ze zmienną wagą, później waga była stała a nawet lekko spadała ale krytycznej wartości minimalnej nie osiągnęła.
2.Obciążenie treningowe:

Wartości ATL i CTL rosły z każdym tygodniem, w porównaniu do poprzednich lat są trochę niższe ale różne przyczyny nie pozwoliły na większą ilość treningów.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym miesiącu osiągnąłem życiowe moce w czasie 10 i 12 minut. Nie są to wyniki dużo lepsze niż te w poprzednich latach ale osiągnięte przy nieco niższej wadze i w innym momencie roku.
4.Intensywność treningów:

Treningi w maju były zróżnicowane, najmocniejsze dochodziły do 85 % FTP ale były też takie na poziomie 50 % progu oraz jazdy regeneracyjne poniżej tej wartości.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Spis wszystkich podjazdów:

Był to dobry miesiąc. Zaliczyłem sporo podjazdów, kilka nowych. Udało się poprawić kilka rekordów a większość czasów było dobrych lub bardzo dobrych nawet wtedy gdy nie poprawiłem rekordów czasowych. To nie jest moje ostatnie słowo w tym temacie w obecnym sezonie.
Zwykle w maju dużo trenuję i forma dochodzi do szczytowej. W tym roku było z tym różnie, głównie ze względu na pogodę dwa razy skorzystałem z trenażera. Treningi pod dachem w maju wymagają zwykle więcej cierpliwości, na obciążeniach jakie narzuciłem pierwszy ledwo przetrwałem a podczas drugiego musiałem zweryfikować założenia aby jakoś dotrwać do końca. Treningi na szosie były bardzo zróżnicowane jednak nie dłuższe niż 4 godziny, na tyle pozwalał czas i to zazwyczaj w weekendy. Nie był to problem ale przez to trenowałem mocniej i krócej a później poświęcałem dużo czasu na odpoczynek, wahania formy cały czas występowały ale im bliżej końca miesiąca tym były mniejsze i na koniec miesiąca pojawiła się większa przyjemność z jazdy. Jeszcze bardziej polubiłem podjazdy i poprawiłem kilka swoich nawet wyśrubowanych rekordów co jest najlepszą zapłatą za prace na treningach. Na konfrontacjach z konkurentami na podjazdach wypadam nieźle a na inną rywalizacje będę musiał poczekać przynajmniej do lipca. Chciałem wypracować życiową formę na ten sezon i jestem od tego o krok.
1.Waga w ostatnim miesiącu:

Przez pierwsze dwa tygodnie walczyłem ze zmienną wagą, później waga była stała a nawet lekko spadała ale krytycznej wartości minimalnej nie osiągnęła.
2.Obciążenie treningowe:

Wartości ATL i CTL rosły z każdym tygodniem, w porównaniu do poprzednich lat są trochę niższe ale różne przyczyny nie pozwoliły na większą ilość treningów.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym miesiącu osiągnąłem życiowe moce w czasie 10 i 12 minut. Nie są to wyniki dużo lepsze niż te w poprzednich latach ale osiągnięte przy nieco niższej wadze i w innym momencie roku.
4.Intensywność treningów:

Treningi w maju były zróżnicowane, najmocniejsze dochodziły do 85 % FTP ale były też takie na poziomie 50 % progu oraz jazdy regeneracyjne poniżej tej wartości.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Spis wszystkich podjazdów:

Był to dobry miesiąc. Zaliczyłem sporo podjazdów, kilka nowych. Udało się poprawić kilka rekordów a większość czasów było dobrych lub bardzo dobrych nawet wtedy gdy nie poprawiłem rekordów czasowych. To nie jest moje ostatnie słowo w tym temacie w obecnym sezonie.
Podsumowanie 22 tygodnia 2020
Niedziela, 31 maja 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Bardzo ciężki i nerwowy tydzień wreszcie dobiegł końca. Głównym powodem wszystkich problemów i nerwów była pogoda. Tak feralnej i zmiennej nie było już dawno i ciężko było trzymać się wcześniej ustalonych planów i kilka razy musiałem je zmieniać przez co nie wyrobiłem się z wszystkimi zadaniami na ten tydzień. Tak czasem bywa zwłaszcza wtedy gdy brakuje czasu.
Drugi tydzień z rzędu byłem na bakier z treningiem. Robiłem wszystko co w mojej mocy i z pogody i dostępnego czasu wycisnąłem tyle ile mogłem ale to było odrobine za mało, takie obciążenia tygodniowe końcem maja są trochę za niskie aby utrzymać wypracowany pułap sportowy. Udało się zaliczyć zaledwie jeden konkretny trening a powinny być takie dwa. Jazda w górach zawsze sprawia mi dużo radości, niewiele brakowało abym w tym tygodniu nie zaliczył żadnego treningu z podjazdami a to byłaby już porażka. Ciągłe manipulacje i zmiany służą przede wszystkim popełnianiu i utrwalaniu błędów które nie przynoszą niczego dobrego, a w efekcie obniżają poziom sportowy na który pracowałem latami. Ciągle walczę z eliminacją starych nawyków i błędów, liczba przeszkód jaka się pojawia nie sprzyja temu a w tym tygodniu było to wyraźniej widoczne. Wciąż czekam na moment gdy wszystko złoży się w logiczną całość i będę mógł czerpać przyjemność z tego co robię a nie rozpraszać się innymi rzeczami które ciągle siedzą w mojej głowie. Gdyby nie cierpliwość już dawno rower leżałby w kącie a ja byłbym nie wiadomo gdzie bo zdecydowanie nie należę do osób którym wszystko wychodzi i mają ogromną ilość szczęścia. Do wszystkiego doszedłem ciężką pracą która i tak w znacznej części się marnuje ale nic z tym nie mogę zrobić.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

W ostatnim czasie zacząłem znów. gubić wagę ale udało się opanować ten proces i dalszego spadku raczej nie będzie.
2.Obciążenie treningowe:

Tydzień był bardzo podobny do poprzedniego, nazbierałem nieco więcej TSS ale i tak poniżej przyjętej wartości. Na ostatni tydzień przed odpoczynkiem zostało podobnie jak miesiąc wcześniej ponad 800 TSS, przy sprzyjającej pogodzie nie będzie to trudne zadanie, jak się nie uda to po prostu wartości będą niższe także od tych jakie były na początku czerwca w 2018 i 2019 roku.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym tygodniu nie atakowałem żadnych podjazdów na czas i wszystkie wartości mocy nie są maksymalne tylko byłbym w stanie je powtórzyć kilka razy podczas jednej sesji treningowej.
4.Intensywność treningów:

Treningi w tym tygodniu były zróżnicowane. Trochę pracy nad FTP, jedna sesja poświęcona na VO2Max, nieco wytrzymałości oraz jeden konkretny trening w górach. W związku z tym intensywności były różne mimo tego, że TSS wynikało również z długości a nie intensywności ćwiczeń.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Spis podjazdów:

Mało podjazdów i praktycznie wszystkie zaliczone podczas jednego treningu. Pojawiły się aż trzy nowe a na dwóch poprawiłem swoje rekordy czasowe mimo tego, że nie nastawiałem się na to. Różnice były symboliczne bo wynosiły około 10 sekund.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Wszystko zależy od pogody. Jeden trening z powtórzeniami i aż trzy w górach. Może w końcu wpadnie 3000 metrów w pionie podczas jednego treningu.
Drugi tydzień z rzędu byłem na bakier z treningiem. Robiłem wszystko co w mojej mocy i z pogody i dostępnego czasu wycisnąłem tyle ile mogłem ale to było odrobine za mało, takie obciążenia tygodniowe końcem maja są trochę za niskie aby utrzymać wypracowany pułap sportowy. Udało się zaliczyć zaledwie jeden konkretny trening a powinny być takie dwa. Jazda w górach zawsze sprawia mi dużo radości, niewiele brakowało abym w tym tygodniu nie zaliczył żadnego treningu z podjazdami a to byłaby już porażka. Ciągłe manipulacje i zmiany służą przede wszystkim popełnianiu i utrwalaniu błędów które nie przynoszą niczego dobrego, a w efekcie obniżają poziom sportowy na który pracowałem latami. Ciągle walczę z eliminacją starych nawyków i błędów, liczba przeszkód jaka się pojawia nie sprzyja temu a w tym tygodniu było to wyraźniej widoczne. Wciąż czekam na moment gdy wszystko złoży się w logiczną całość i będę mógł czerpać przyjemność z tego co robię a nie rozpraszać się innymi rzeczami które ciągle siedzą w mojej głowie. Gdyby nie cierpliwość już dawno rower leżałby w kącie a ja byłbym nie wiadomo gdzie bo zdecydowanie nie należę do osób którym wszystko wychodzi i mają ogromną ilość szczęścia. Do wszystkiego doszedłem ciężką pracą która i tak w znacznej części się marnuje ale nic z tym nie mogę zrobić.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

W ostatnim czasie zacząłem znów. gubić wagę ale udało się opanować ten proces i dalszego spadku raczej nie będzie.
2.Obciążenie treningowe:

Tydzień był bardzo podobny do poprzedniego, nazbierałem nieco więcej TSS ale i tak poniżej przyjętej wartości. Na ostatni tydzień przed odpoczynkiem zostało podobnie jak miesiąc wcześniej ponad 800 TSS, przy sprzyjającej pogodzie nie będzie to trudne zadanie, jak się nie uda to po prostu wartości będą niższe także od tych jakie były na początku czerwca w 2018 i 2019 roku.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym tygodniu nie atakowałem żadnych podjazdów na czas i wszystkie wartości mocy nie są maksymalne tylko byłbym w stanie je powtórzyć kilka razy podczas jednej sesji treningowej.
4.Intensywność treningów:

Treningi w tym tygodniu były zróżnicowane. Trochę pracy nad FTP, jedna sesja poświęcona na VO2Max, nieco wytrzymałości oraz jeden konkretny trening w górach. W związku z tym intensywności były różne mimo tego, że TSS wynikało również z długości a nie intensywności ćwiczeń.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Spis podjazdów:

Mało podjazdów i praktycznie wszystkie zaliczone podczas jednego treningu. Pojawiły się aż trzy nowe a na dwóch poprawiłem swoje rekordy czasowe mimo tego, że nie nastawiałem się na to. Różnice były symboliczne bo wynosiły około 10 sekund.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Wszystko zależy od pogody. Jeden trening z powtórzeniami i aż trzy w górach. Może w końcu wpadnie 3000 metrów w pionie podczas jednego treningu.
Trening 54
Sobota, 30 maja 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 50-100
| Km: | 84.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:24 | km/h: | 24.71 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 174174 ( 89%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 2418kcal | Podjazdy: | 2240m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Konkretny, jeden z najlepszych treningów w tym roku. Pogoda bardzo niepewna, bardziej pewne było to, że będzie padać niż to, że uda się przejechać trasę na sucho dlatego zmodyfikowałem swoje plany i to dosyć znacząco. W planie miałem różne podjazdy w Beskidzie Śląskim, około 120 kilometrów i 3000 metrów w pionie. Prognozy zmieniały się co kilka godzin i ostateczną decyzje miałem podjąć rano przed wyjazdem. Nie chciało mi się wstawać i na nogach byłem dopiero po 6, w sam raz aby wyjechać po 7 i tak w niskiej temperaturze, rower po wczoraj z grubsza wyczyściłem ale niedokładnie bo wiedziałem, że w niektórych miejscach będzie mokro. Zabrałem sporo jedzenia, ciepły zestaw ubrań i kurtkę na zjazdy i ewentualny deszcz. Nie było tak źle jak wyglądało na termometrze i przez okno. Już o wyjeździe wiedziałem, że noga nie jest najgorsza i pierwszy podjazd to potwierdził. Nie byłem zdecydowany gdzie jechać i trochę krążyłem po Bielsku a następnie ruszyłem na Przegibek. Podjazd zacząłem dosyć mocno, nie było taryfy ulgowej bo chciałem nabić jak najwięcej TSS. Warunki były trudne i dlatego podjazd zajął mi ponad 10 minut a potrafiłem z tą mocą wjechać ponad 40 sekund szybciej ale nie w takiej temperaturze i przy tej sile wiatru. Przed zjazdem przerwa na ubranie kurtki i dosyć asekuracyjny zjazd do Międzybrodzia, było mokro a miejscami woda płynęła przez drogę. Sielanka nie trwała długo bo gdy dojechałem do skrzyżowania czekał mnie drugi ale dużo trudniejszy podjazd. Znowu przerwa na rozebranie kurtki i ruszyłem na Nowy Świat. Już kilka tygodni temu myślałem o tym podjeździe ale jakoś nie było okazji by tam wjechać. Podjazd dał mi w kość, do pełni komfortu brakowało 30 lub 32 zębów na kasecie i na 28 trochę przepychałem. Czas wyszedł niezły, jak na warunki bardzo dobry. Dojeżdżając do szczytu stało się to czego się obawiałem, zaczęło padać. Zatrzymałem się pod drzewami by się ubrać, zjazd w deszczu nie należał do przyjemnych, mimo asekuracji szybko znalazłem się na dole. Padało cały czas, mimo to ruszyłem w kierunku Góry Żar. Przed podjazdem wahałem się czy rozebrać kurtkę czy jechać w niej ryzykując przegrzanie. Odpowiedź przyszła sama, intensywność opadów wzrosła i pierwsza połowa podjazdu minęła pod znakiem deszczu. Po wyjeździe z lasu i fragmencie z 15 % nachyleniem przestało padać a im bliżej szczytu tym droga bardziej sucha, jechałem swoje ale zacząłem się gotować. Nie wpadłem na pomysł aby się zatrzymać i rozebrać kurtkę, bez komfortu pokonałem resztę podjazdu, czas wyszedł mocno średni ale warunki zrobiły swoje, po 3 wspinaczkach miałem już ponad 100 TSS i 1100 metrów w pionie na zaledwie 38 kilometrach. Nie padało, ludzi nie było i zatrzymałem się na moment, rozebrałem kurtkę, przyjąłem 20 gram węglowodanów i ruszyłem w dół. Po krótkim podjeździe przed dalszą częścią zjazdu ubrałem jednak kurtkę bo nie było zbyt ciepło a zjazd miał 7 kilometrów. Po zjeździe oceniłem sytuacje na niebie, nie była jednoznaczna wiec nie skierowałem się od razu w kierunku domu ale również nie oddalałem się bardziej od Bielska. Postanowiłem zaliczyć kilka lokalnych dróżek „do nikąd”, tydzień temu zaliczyłem Groniaki i zrezygnowałem z tego podjazdu ale zaliczyłem 5 innych odcinków prowadzących w górę. Pierwszy z nich znajdował się w sąsiedztwie Żaru, nigdy tam nie byłem, domyślałem się dokąd prowadzi ta droga i intuicja mnie nie zawiodła. Jadąc wzdłuż jeziora miałem do wyboru dwie drogi, z pierwszeństwem ciągnącą się wzdłuż wybrzeża lub zjazd w prawo, zjechałem z głównej i nachylenie od razu wzrosło. Momentami dochodziło do 15 %, nawierzchnia nie była najgorsza ale podjazd szybko się skończył, droga skończyła się przy dolnej stacji elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar. Zjazd był szybki, w międzyczasie przybyło chmur na niebie, kolejne wzywania czekały mnie w Międzybrodziu Bialskim, na początek ulica Wiosenna. Podjazd o bardzo zmiennym nachylaniu, momentami około 15 ?ragmentami nawet lekko w dół. Jak to w tej okolicy bywa, droga skończyła się nagle i trzeba było zawrócić. Jechałem ten podjazd już około 2 lata temu, osiągnięty wówczas czas poprawiłem o 10 sekund, symbolicznie bo spokojnie jest jeszcze 30 do urwania. Na zjeździe trochę się zagapiłem i zamiast trzymać się drogi którą przyjechałem przestrzeliłem skrzyżowanie i zjechałem do głównej bardzo stromą drogą. Po krótkiej przerwie ruszyłem już w stronę Przegibka, po drodze jednak zauważyłem podjazd który również już mam w swojej kolekcji ale dawno tam nie byłem. To już była ściana, porównywalna do nowego Świata ale sporo krótsza. Tam również symbolicznie poprawiłem swój rekord jadąc najmocniejszym tempem z dzisiejszych podjazdów. Zanim wjechałem na przełęcz Przegibek zaliczyłem jeszcze dwie lokalne dróżki. Pierwsza z nich prowadziła do jednego z wielu szlaków na Magurkę, nachylenie dochodziło do 10 % a podjazd był krótki, trwał ledwie 3 minuty. Kolejny znajdujący się bliżej Bielska był jeszcze krótszy, miał również strome fragmenty ale trwał krócej niż 3 minuty. Po zjeździe już zaczął się najtrudniejszy odcinek podjazdu na Przegibek. Na ostatnich 3 kilometrach dałem z siebie dużo, jechałem cały czas w okolicy progu, mając już prawie 70 kilometrów i 2000 metrów pionu w nogach nogi cały czas pracowały jak należy. Na szczycie krótkie spotkanie z Jas-Kółkami spragnionymi gór których w okolicy Jastrzębia nie ma, nie było czasu na dłuższą rozmowę i każdy ruszył w swoją stronę. Przez Bielsko przejechałem już spokojniej, po względnie suchych drogach bez opadów deszczu. Uzbierało się ponad 230 TSS i kolejny trening z 2 kilometrami w pionie wpadł do kolekcji. Udało się wycisnąć sporo z tej pogody i zaliczyć wymagający trening. Koła mnie nie zawiodły, nie było problemów na zjazdach, na ściankach łatwiej było utrzymać moc, jedynie zabrakło lepszych czasów na podjazdach ale warunki nie pozwoliły na więcej, dołożenie mocy mogłoby sprawić, że na ostatnich podjazdach nie miałbym już z czego jechać. Idealnie rozłożyłem siły i dane z treningu spokojnie mógłbym porównać do któregoś z wyścigów zaliczonych w przeszłości. Po tym treningu przeznaczam ponad 48 godzin na zregenerowanie sił i w poniedziałek powtórka, znowu 200 TSS i prawie 2000 metrów przewyższenia i być może 2 ataki na rekordy na podjazdach. Wszystko będzie zależeć od dyspozycji dnia.


Informacje o podjazdach:



Informacje o podjazdach:

Trening 53
Piątek, 29 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 82.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:42 | km/h: | 30.37 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 149149 ( 76%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 1745kcal | Podjazdy: | 530m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Czwarty trening z rzędu. Dawno nie miałem takiej serii ale biorąc pod uwagę prognozy pogody na weekend zdecydowałem się wykorzystać moment lepszej aury. Przy okazji przetestowałem koła w kolejnych warunkach. Były już podjazdy, pagórki i mocne zrywy, tym razem przyszła kolej na warunki typowo klasyczne czyli wąskie, mokre drogi oraz bruk. Byłem znowu trochę ograniczony czasowo i wyjechałem po 16:30 ale o 19:30 już musiałem być w domu, jakbym się postarał to dałbym rade wyjechać wcześniej ale wtedy padał deszcz. Nie planowałem trasy tylko miałem jechać przed siebie obserwując niebo. Pierwszy ruch jaki wykonałem to jazda na Jaworze czyli na zachód od Bielska. Po dojeździe do głównej nad górami były ciemniejsze chmury niż na północy ale sytuacja zmieniała się szybko i za kilkanaście minut mogłoby być już inaczej. Walcząc z wiatrem dojechałem do Skoczowa, na tych kołach szło jakoś lżej, jak już się rozkulałem to dużo łatwiej utrzymywałem prędkość, zwłaszcza po zjeździe przed Skoczowem. Wiało dosyć mocno z północy i tam też pojechałem, na wietrze czułem mniejszy opór niż na kołach z oponami, sztywność roweru na tych kołach jest nie do opisania. Na dziurawych i wąskich drogach za Pierśćcem też jechałem pewniej i szybciej. Gdy zwalniałem to jakoś ciężko było się znów rozpędzić ale utrzymanie prędkości nie stanowiło już takich trudności. Różnej jakości, szerokości i trudności drogami dojechałem do głównej drogi na Strumień. Dobrze znany mi odcinek wzdłuż jeziora Goczałkowickiego znów jechałem z bocznym, momentami przeciwnym wiatrem, brakowało prędkości. Zupełnie zapomniałem o utrudnieniach w Pszczynie i zamiast skręcić w ulice Wiejską w łące pojechałem główną do Pszczyny., Ponad 500 metrowy korek udało się minąć miedzy samochodami i pustą drogą z wiatrem w plecy dojechałem do Goczałkowic. Tam kolejny test, dosyć długi odcinek brukowy. Jechałem dosyć mocno, koła radziły sobie nieźle ale z moją wagą nie był to szybki przejazd. Później musiałem się na moment zatrzymać i wtedy podjąłem decyzje o wydłużeniu trasy o kolejne boczne drogi tym razem w Zabrzegu. Raz jechałem z bocznym, raz przeciwnym, raz sprzyjającym wiatrem, na stożkach był odczuwalny ale nie na tyle abym musiał walczyć o utrzymanie optymalnego toru jazdy. Na prostce do Międzyrzecza jechałem dosyć szybko mijając po drodze peletonik Jafi jadący z przeciwka. Wybrałem dłuższy wariant powrotu przez Jasienicę, nie miałem tego w planach wiec wjechałem w ulice Spacerową. Na podjeździe jechało się ciężko i to chyba jedyny słabszy moment na trasie. Po zjeździe w kierunku Bielska przypominałem sobie, że czeka mnie kilka kilometrów ścieżką rowerową, na karbonowych kołach nie jest to nic przyjemnego i bezpiecznego wiec skręciłem w prawo i wzdłuż ekspresówki dojechałem do Jasienicy. Dołożyłem jeszcze Jaworze z kolejnym podjazdem. Zjazd już odpuściłem, na szczęście na trasie nie było nerwowych sytuacji z kierowcami, gdyby było sucho i cieplej to przyjemność byłaby większa. Koła sprawdziły się w kolejnych warunkach, z dobrą nogą w parze ciężko mi znaleźć jakieś wady. Po treningu czułem już zmęczenie, ostatnie dni były wymagające a czekał mnie jeszcze jeden, najbardziej wyczerpujący trening i test kół w warunkach typowo górskich.


Trening 52
Czwartek, 28 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 36.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:17 | km/h: | 28.05 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 175175 ( 89%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 873kcal | Podjazdy: | 430m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień gorszej pogody i wyjazd na trening do końca nie był pewny. Gdy już byłem gotowy wsiąść na trenażer pogoda się poprawiła, przestało padać. Skończyłem co zacząłem i przed 18 ruszyłem na krótki ale bardzo intensywny trening. Drugi dzień testów kół był dla mnie ważniejszy, chciałem sprawdzić jak koła sobie radzą podczas zrywów. Wyjeżdżając z domu drogi były jeszcze mokre i szytki sprawdziły się na takiej nawierzchni czego się obawiałem. Czułem, ze będzie ciężko, na pierwszych kilometrach marzłem i nie mogłem się rozgrzać. Po niecałych 10 minutach zacząłem stopniowo zwiększać tempo i zrobiło mi się cieplej. Wydłużyłem nieco rozgrzewkę i dopiero gdy byłem pewny, że jestem dobrze rozgrzany ruszyłem z właściwym treningiem. Na świeczniku znalazły się powtórzenia w 6 strefie, nie lubię takich treningów ale są potrzebne jak każde inne. Pierwsze powtórzenia nie poszły tak dobrze jak sądziłem, miedzy nimi jechałem trochę za mocno i to może być przyczyna. Niepewna pogoda skierowała mnie do Nałęża gdzie często trenuje ale podjazd nie jest zbyt długi i po 4 sprintach musiałem zawrócić. Kolejne 8 robiłem już na końcowym fragmencie podjazdu, za każdym razem oddalając się od Kaplicy. Mimo obaw przetrwałem ten trening generując niezłe moce na powtórzeniach, dawno tak mocno nie trenowałem i ujechałem się nieźle. Było już późno, nie dokładałem już dystansu ani TSS i wróciłem spokojnym tempem do domu. Drugi dzień z dobrą nogą napawa optymizmem w przeciwieństwie do pogody która w dalszym ciągu może mieć ogromny wpływ na długość i jakość kolejnych treningów. Koła spisały się rewelacyjnie, są dużo sztywniejsze i łatwiej utrzymać moc co może mieć kluczowe znaczenie np. na finiszach. Drugi dzień testów udany, tańsze szytki w testowanych sytuacjach spisały się dobrze, jak pójdzie to w parze z wytrzymałością to nie będę widział potrzeby wydawania większych pieniędzy przy zakupie kolejnych.




Trening 51
Środa, 27 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 72.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:36 | km/h: | 27.69 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1679kcal | Podjazdy: | 1020m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy dzień lepszej i pewniejszej pogody w tym tygodniu. Szybko wróciłem z pracy i wpadłem na pomysł aby przetestować nowe koło i szytki. Przełożenie kół, wymiana klocków i ustawienie hamulców zajęło mi około 20 minut, miałem delikatny problem z dopompowaniem powietrza ale ostatecznie znalazłem inną przejściówkę która nie puszczała powietrza i napompowałem ponad 8 bar. Nie była to strata czasu, dzisiejsze warunki i zaplanowana trasa była idealna na test kół. Ubrałem się cieplej mimo słońca i wysokiej temperatury, tempo jakim miałem jechać nie było zbyt mocne i nie było mowy o przegrzaniu a dzięki temu nie musiałem zatrzymywać się przed zjazdami. Wyjechałem przed 16 na około 2 i pół godziny, później mogło znowu padać i miałem jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Na tych kołach nie chciałem jeździć po dziurach i bezdrożach, przez miasto też nie chciałem jechać i wybrałem dłuższą drogę bez ścieżek rowerowych i złej jakości asfaltów. Już po starcie koła przeszły pierwszy test, na jednym z łuków było mokro i wjechałem tam z dosyć dużą prędkością, później kawałek nierównego asfaltu i dosyć głęboka kałuża która musiałem wjechać. Zrobiłem to z minimalną prędkością i bezpiecznie przejechałem, pierwszy podjazd pokonałem bardzo spokojnie, szło wyraźnie lżej niż na obręczach o niskim profilu i oponach. Na zjeździe musiałem cały czas hamować, nie potrafiłem wyprzedzić wolniej jadących rowerzystów. Nie wpłynęło to na mnie de motywująco i już drugi podjazd na trasie pokonałem lepszym tempem, zjazd znowu nieudany, musiałem hamować i użerać się z niepoważnymi kierowcami. Powetowałem to sobie na kolejnym odcinku prowadzącym w dół. Całkiem sprawnie dostałem się na ulicę Górską. Podjazd na Przegibek pokonałem spokojnym tempem, trzymałem się na pograniczu 2 i 3 strefy, momentami wchodziłem na kilka sekund do 4 strefy. Na podjeździe koła sprawowały się dobrze, wiele nie zyskałem ale duży wpływ dzisiaj miał silny wiatr wiejący z północnego-zachodu. Na zjeździe nie szalałem, pierwszy fragment asekuracyjnie a później już odważniej, z wiatrem w plecy szybko zjechałem do skrzyżowania. Na głównej drodze był niewielki ruch ale im bardziej na południe tym samochodów coraz więcej. Na zaporze w Tresnej zatrzymałem się na moment. Był to jedyny postój na trasie, niepotrzebny ale złapałem na moment oddech. Znowu miałem delikatny problem z dostarczeniem odpowiedniej ilości tlenu ale myślę, że to minie za jakiś czas. Prawdziwy dramat na drodze był dopiero za Oczkowem gdy jechałem w kierunku Żywca, samochód za samochodem a przed samym szczytem jeszcze Ambulans i samochód Sanepidu. Całe szczęście, że był tam kawałek nierównego pobocza i mogłem zrobić miejsce. Na zjeździe rozpędziłem się zbyt mocno i musiałem ostro hamować, zmieściłem się miedzy samochodami i bez większych problemów pokonałem pierwsze rondo. Na kolejnych dwóch musiałem przepuścić po jednym samochodzie. Już żałowałem, że wybrałem wariant trasy przez Moszczanicę i Lipową a nie przez Rychwałd i Łodygowice. Od ronda w Żywcu do skrzyżowania wyprzedziło mnie kilka samochodów a na drodze do Lipowej nie było chwili gdyby nie mijał mnie przynajmniej jeden. Byłem zmęczony już tym ruchem i zacząłem szukać alternatywnych dróg niewydłużających trasy. Wiatr utrudniał jazdę ale nie przejmowałem się tym pilnując wskazań mocy. Jedyny odcinek który wybrałem jako alternatywny to droga przez Słotwinę omijająca centrum Godziszki. Ruch tam był niewielki a w Godziszce i Buczkowicach znowu wzmożony. Mimo tego, że jechałem głownie w dół musiałem cały czas kręcić, w innym wypadku prędkość spadała o 10 km/h. Przed wjazdem do Bielska musiałem się zatrzymać kilka razy, głównie przez nieodpowiednie manewry kierowców, którzy nic na tym nie zyskali a tylko utrudnili ruch na drodze. W Bielsku nie było z tym lepiej, na jednym ze skrzyżowań była kolizja dwóch samochodów, na szczęście ruch odbywał się normalnie. Byłem już zmęczony tym ruchem i wybrałem najkrótszą drogę do domu. Po drodze musiałem jeszcze pokonać kilka przeszkód. Gdy tylko wszedłem do domu to było krótkie oberwanie chmury, może bym nie zmoknął, rower i tak do czyszczenia mimo tego, że nie jechałem w deszczu ale zaliczyłem kilka miejsc z mokrą nawierzchnią. Dzisiaj noga była dużo lepsza niż wczoraj ale nie miałem głowy do mocnej jazdy.
Trenażer 63
Wtorek, 26 maja 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:35 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 150( 76%) |
| Kalorie: | 1231kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj nie miałem czasu na rower, pogoda była w kratkę, raz deszcz, raz słońce i wyjeżdżając na pewno bym zmoknął i wybrudził świeżo wyczyszczony rower. Kolejny dzień zaczął się nieciekawie, od ulewy, końca dnia padało, czasami było oberwanie chmury a ledwie kilka razy przestało padać najwyżej na kilkanaście minut. Nie widziałem innej opcji niż odkurzenie trenażera. Chwile mi zajęło przygotowanie sprzętu i ustawienie miernika mocy i dopiero po 17 byłem gotowy do treningu. Nie czułem się najlepiej, odzwyczaiłem się od treningów w pomieszczeniu, zwłaszcza, że nigdy nie używam wiatraka który dzisiaj był niezbędny, płuca też ostatnio nie działają najlepiej. Mimo tylu przeszkód przystąpiłem do treningu i walczyłem do końca z przeciwnościami. Na rozgrzewce czułem się jeszcze komfortowo. Za krótko się rozgrzewałem i przez to szybko tętno skoczyło do góry po zwiększeniu obciążenia. Pierwsze 12 minut na progu jeszcze nie wyglądało źle ale tlenu brakowało, nie byłem w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości do mięśni, zacząłem się zakwaszać mimo jazdy na progu. Przed odpoczynkiem zeskoczyłem z roweru i uchyliłem drzwi garażu, to był błąd bo nie mogłem wskoczyć na obroty, nogi nie chciały współpracować. Czas odpoczynku był zbyt krótki i w ogóle się nie zregenerowałem, potwierdziły to kosmiczne wartości tętna. Drugie powtórzenie na progu wchodziło już z większym trudem, wciąż brakowało tlenu a poziom kwasu mlekowego w mięśniach rósł. Znowu zaraz po zejściu z obciążenia zwiększyłem dostęp świeżego powietrza otwierając drzwi do połowy. Podczas trzeciej tempówki już stawałem na rzęsach i z największym trudem przetrwałem 12 minut. Ostatecznie otworzyłem drzwi garażu całkowicie, w tym momencie znowu było oberwanie chmury. Zgodnie z rozpiską miałem rozpocząć 4 powtórzenie. Tak też zrobiłem ale po 4 minutach odcięło mnie i musiałem odpuścić, później zrobiłem jeszcze trzy powtórzenia, każde krótsze o minutę. Tak się ujechałem, że miałem problem z utrzymaniem się na rowerze, o trzymaniu równej kadencji i mocy nie było mowy. Zmusiłem się do kilku minut jazdy w 1 strefie. Nie pamiętam treningu który by mnie tak sponiewierał, był bardzo intensywny i mocniejszy niż wiele wyścigów jakie przejechałem wiec do końca zaskoczony nie jestem tym, że pękłem. Podczas kolejnych ewentualnych sesji n trenażerze postaram się nie popełnić tych samych błędów i nie robić już takich intensywności zwłaszcza popołudniami gdy jestem zmęczony po pracy.












