Trening 77
Środa, 8 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 41.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:40 | km/h: | 24.60 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 181181 ( 92%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 995kcal | Podjazdy: | 810m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mocniejszy trening w niskiej temperaturze. Nie bardzo mi się chciało jechać ale nigdy nie jest łatwo i trzeba być twardym. Wyjechałem znów w bardziej jesiennym niż letnim stroju. Pora dnia pozwoliła na szybki przejazd przez Bielsko łącznie z dobrą rozgrzewką. Przed podjazdem na Przegibek zatrzymałem się na moment i znów straciłem motywacje. Wiedziałem, że będzie ciężko, bardzo nie lubię treningów w krótkimi mocnymi zrywami. Postanowiłem dzisiaj spróbować robić sprinty na stojąco, zwykle jeździłem na siedząco a wtedy trudniej utrzymać moc. Po dojeździe do Straconki ruszyłem mocno, pierwszy sprint wyszedł jak należy a kolejne już nie. Większość z nich zrobiłem jednak na siedząco, nie umiałem się przestawić na stójkę i dopiero ostatnie powtórzenie w pierwszej serii pokonałem w korbach. Liczyłem na to, że uda się jeszcze złapać oddech nim zacznie się zjazd, tak się jednak nie stało i odcinek w dół musiałem odpuścić. To był czas na uzupełnienie węglowodanów i nawodnienie. Po około 10 minutach spokojnej jazdy rozpocząłem drugą i ostatnią serie sprintów. Pierwszy pokonałem w korbach a kolejne już różnie, niektóre w całości w siodle, niektóre pół na pół i dopiero 2 ostanie sprinty weszły na stojąco. Jechałem tak efektywnie, że kilku sekund brakło do rekordu, miałem takie rezerwy aby zniwelować tą różnice ale nie był to cel i nie monitorowałem czasu całego podjazdu. Na zjeździe znów starałem się jechać technicznie ale znów samochody trochę wybiły mnie z rytmu. Przejazd przez Bielsko szybki z dwoma krótkimi akcentami. Szkoda, że miałem tak mało czasu bo z chęcią bym pojeździł dłużej. Noga dosyć dobrze podawała i coraz bliżej jestem stwierdzenia, że kryzys i gorszy czas już minął.



Podjazdy:




Podjazdy:

Trening 76
Wtorek, 7 lipca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 85.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:49 | km/h: | 30.18 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 139139 ( 71%) | HRavg | 120( 61%) |
| Kalorie: | 1459kcal | Podjazdy: | 470m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy z porannych wyjazdów.
Tylko na takie mogę sobie pozwolić w tym tygodniu. Dawno nie jeździłem po
płaskim i stwierdziłem, że pojawił się odpowiedni moment. Przez ostatnie
kilkanaście dni jeździłem bez rękawków, potówki czy rękawiczek, pogoda zmieniła
się i temperatura wymusiła zaopatrzenie się w dodatkowe elementy garderoby.
Kilka dodatkowych minut na przygotowanie opóźniło nieco wyjazd ale nie miało to
absolutnie żadnego znaczenia. Na początek skierowałem się na Jaworze, na
głównej wciąż trwają prace drogowe, jest odcinek z ruchem wahadłowym i wolałem
to ominąć. Już od samego domu przez 1500 metrów miałem niemal cały czas pod górę,
to wystarczyło aby się rozgrzać i stwierdzić, że noga podaje. Po zjeździe do
ronda na Cieszyńskiej ruszyłem już w lepszym tempie, za bardzo nie miałem co się
rozpędzać bo już za moment musiałem pokonać kilka skrzyżowań. Na ostatnim z
nich sobie postałem przez kierowcę który chyba zasnął za kierownicą bo gdy
zapaliło się zielone nie ruszył się z miejsca, tylko on przejechał przed
zapaleniem się czerwonego świateł. Na szczęście zapaliła się warunkowa strzałka
i mogłem wjechać wraz z kilkoma samochodami na puste skrzyżowanie. Starty czasu
mogłem nadrobić na kolejnych szybkich kilometrach, trochę z rytmu wybiły mnie
podjazdy w Rudzicy ale później czekało mnie wiele płaskich kilometrów, aby mi się
nie nudziło musiałem zmagać się ze zmiennym wiatrem. Złapałem dobry rytm,
starałem się trzymać około 200 Wat i tak uciekały kolejne kilometry. Jedyne
urozmaicenie to skrzyżowania na których co jakiś czas musiałem się zatrzymywać.
Liczyłem na to, że w drugiej połowie trasy wiatr będzie bardziej sprzyjał. Cały
czas wiał bardziej z boku i więcej na tym traciłem niż zyskiwałem. Miałem
jeszcze sporo czasu i będąc w Goczałkowicach wybrałem dłuższą ale pełną
przeszkód drogę. Zupełnie nieznaną mi drogą dojechałem do torów w Goczałkowicach,
za tunelem zauważyłem, że zapory są zamknięte, myślałem, że wygrałem dobry los
na loterii a było zupełnie inaczej. Przyjechałem kilkanaście sekund za późno,
zapory zaczęły się podnosić i zanim dojechałem do skrzyżowania samochody na Szkolnej
już ruszyły. Musiałem czekać aż wszystkie przejadą, byłem cierpliwy czego nie
można było powiedzieć o kierowcach samochodów stojących za mną, po chwili już zaczęły
odzywać się klaksony. W końcu jednak mogłem jechać dalej w kierunku Uzdrowiska.
Chciałem minąć kostkę brukową znanym mi szlakiem. Gdy już dojeżdżałem do końca
i miałem wjechać na deptak w Goczałkowicach zatrzymała mnie blokada. Okazało się,
że teren Uzdrowiska jest odizolowany od osób trzecich i musiałem zawrócić. Nie
miałem za bardzo wyjścia i około 200 metrów pokonałem dwupasmówką. W tym czasie
jednak nie minął mnie żaden samochód wiec nie był to problem. Liczyłem na to,
że już nie będzie utrudnień ale w Czechowicach przypomniałem sobie o remoncie linii
kolejowej i występujących utrudnieniach w rejonie. Nie chciało mi się jechać
przez Czechowice i pojechałem na Zabrzeg, na drugą stronę torów dostałem się niewielkim
przejściem dla pieszych które mimo remontu jest czynne. Trochę czasu straciłem
na krążeniu po Goczałkowicach i Zabrzegu i musiałem się sprężyć. Wybrałem
najkrótszą drogę do domu, wiatr już tak nie przeszkadzał i szybko byłem w Międzyrzeczu.
Po podjeździe już zluzowałem, nawet jazda ścieżką była przyjemna. Wracając do
domu widziałem ciemne chmury nad górami, żadnego deszczu z nich jednak nie było
do popołudnia. Fajny trening zaliczony, nie zmienia to jednak faktu, że jazda
po płaskim nie należy do moich ulubionych ale czasami trzeba się pomęczyć.


Miasto 23
Poniedziałek, 6 lipca 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 80.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:37 | km/h: | 22.12 |
| Pr. maks.: | 47.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1590kcal | Podjazdy: | 1450m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rozjazd 20
Poniedziałek, 6 lipca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:28 | km/h: | 21.82 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 532kcal | Podjazdy: | 530m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny wyjazd na początek nowego tygodnia. Przed jazdą wahałem się czy jechać na Przegibek czy kręcić się po okolicy. Wychodziło na to samo, w jednym i drugim przypadku musiałem pokonać kilkanaście skrzyżowań, ciasnych zakrętów czy odcinki prowadzące ścieżką rowerową. Przekonał mnie fakt, że mogę potrenować technikę zjazdu a na to Przegibek nadaje się idealnie. Po raz pierwszy od dawna nie zabrałem opaski tętna a jedynym parametrem jaki miałem pilnować była moc. Od samego domu jechałem z wiatrem, nie czułem aby pomagał a potwierdzały to liczby na liczniku, w ogóle nie jechałem szybciej niż zwykle a wskazania mocy były bardzo porównywalne. Kilka podjazdów w Bielsku pokonałem bardzo spokojnie ale z ekstremalnie niską kadencją. Wychodziłem już ze strefy komfortu. Na jednym z odcinków ścieżki musiałem gwałtownie hamować i ustąpić pierwszeństwa samochodowi wyjeżdżającemu z posesji. Kawałek dalej musiałem zjechać na drogę bo ścieżka była zablokowana przez parkujące samochody, nie jest to pierwszy raz, było to już zgłaszane odpowiednim służbom ale wciąż się powtarza. Na kolejnym odcinku ścieżki miałem już wiele przygód z samochodami wymuszającymi pierwszeństwo i tym razem nawet na niego nie wjechałem. Droga prowadziła lekko w dół wiec szybko przejechałem. Najbardziej niebezpieczne miejsca na trasie występujące bezpośrednio po sobie pokonałem sprawnie. Trzy niebezpieczne skrzyżowania ze słabym oznakowaniem i wąski mostek zawsze podnoszą mi ciśnienie. Na szczęście później już nie było takich problemów, pomijając fakt prac porządkowych na bulwarach i samochodu zaparkowanego na ścieżce nikt nie utrudniał jazdy. Mimo wielu utrudnień w Straconce byłem nieco szybciej niż zwykle, przed podjazdem na Przegibek wiatr pomagał i jechało się lekko. Sam podjazd poszedł również sprawnie, kadencja tylko momentami spadała poniżej strefy komfortu. Starałem się jechać równo i nawet to wychodziło, czas samej wspinaczki był ponad minutę lepszy niż zwykle a dwie minuty lepszy niż najwolniejsze podjazdy. Trochę się zagapiłem i zacząłem zjeżdżać do Międzybrodzia, przed pierwszym łukiem zawróciłem, miałem niecałą minutę na uzupełnienie płynów i rozpocząłem zjazd. Od strony technicznej było nieźle, w dwóch miejscach samochody wymusiły zmianę toru jazdy, wiało dosyć mocno i nie było odpowiedniej prędkości i przez to zjazd wyszedł dosyć wolny. Wracając do domu zatrzymało mnie tylko jedno skrzyżowanie na którym straciłem trochę czasu. Mimo spokojnej jazdy byłem mocno spocony, temperatura zrobiła swoje a wiatr nie chłodził odpowiednio. Najważniejsze, że noga odpoczęła po weekendowych szaleństwach.
Podsumowanie 27 tygodnia 2020
Niedziela, 5 lipca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Bardzo ciężki to był tydzień. Po ostatnich słabszych momentach pojawiło się sporo różnych myśli w głowie, m.in. takie czy to co robię ma sens. Cały tydzień poświeciłem na wyrzucenie tych śmieci z głowy i złapanie świeżości. Cel został zrealizowany, organizm wrócił do swojego rytmu a forma powoli zaczęła wracać do normy, oczywiście jeszcze sporo pracy przede mną ale obrałem właściwy kierunek. W moim planie treningowym znalazło się miejsce na treningi tlenowe jak i mocniejsze akcenty. Najbardziej zadowolony jestem z weekendu, rozpocząłem go od ciekawej trasy pokonanej w równym tempie i wysokiej jak na ostatnie miesiące temperaturze, większych błędów nie popełniłem i nie złapałem kryzysu co często było moją bolączką. Tydzień zakończyłem sprawdzianem na podjazdach który wypadł na piątkę. Mimo mniejszej ilości treningów nie był to stracony czas. Bardzo poważnie zacząłem się zastanawiać nad tym czy jednak nie wystartować w jakimś wyścigu. Ostatecznych decyzji jeszcze nie podjąłem ale być może kilka razy sprawdzę się w mocnej obsadzie. Dużo będzie zależeć od mojej dyspozycji, nie tylko możliwości organizmu ale techniki z którą zawsze miałem mniejszy lub większy problem i przez to na wyścigach nie radziłem sobie tak dobrze jak na czasówkach.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Waga znów stabilna ale wciąż jest wyższa niż wcześniej co na tym poziomie sportowym ma kolosalne znaczenie.
2.Obciążenie treningowe:

Mimo mniejszej ilości treningów i innej intensywności udało się utrzymać wartości ATL i CTL na poziomie sprzed tygodnia.
3.Najlepsze moce:

Najlepsze wartości mocy wyszły dosyć przeciętne. Nie robiłem żadnych powtórzeń na konkretnych mocach a pojedyncze zrywy nie były tak długie jak analizowane długości odcinków.
4.Intensywność treningów:

Spośród kilku treningów tylko dwa były intensywne, sumy TSS z poszczególnych treningów nie były zbyt wysokie i szybko się regenerowałem.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Ten tydzień był nieco słabszy mimo kilku ataków na podjazdy. Nogi pracowały nieco lepiej, do pełni szczęścia zabrakło niższej wagi i może chociaż jeden rekord by wpadł.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Kolejny raz nie rozpisywałem treningów. Ten tydzień ma być jeszcze spokojny i bardziej spontaniczny a dopiero po 3 dniach odpoczynku po weekendzie ruszam z mocniejszymi treningami podporządkowanymi pod starty w dalszej części sezonu. Głownie będę ćwiczył wytrzymałość z domieszką wyższych stref. Nie planuje ataków na rekordy a może jakiś wpadnie.
8.Wstępny plan startów na lato/jesień:

Na razie wybrałem te imprezy które mnie interesują. Na razie pewne są tylko dwie czasówki. W przypadku pozostałych zadecydują czynniki ode mnie niezależne. Pierwszy raz wystartować chciałbym w Mamucie. Niewiadomą jest dystans, do wyboru mam 3 i ciężko się zdecydować. Kolejne starty będą zależeć od tego który dzień weekendu będę miał wolny. Kolejne są już tak odległe, że do tego czasu może wydarzyć się wszystko. Start w TRR raczej odpada ze względu na limity, w podobnej sytuacji jest kilkaset innych osób i dlatego istnieje opcja wystartowania w ciekawej czasówce składającej się z trzech podjazdów. Sezon chciałbym zakończyć kilkoma czasówkami, może coś się jeszcze pojawi w kalendarzu. Sezon krótki ale może uda się wystartować w kilku zawodach i pokazać z dobrej strony.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Waga znów stabilna ale wciąż jest wyższa niż wcześniej co na tym poziomie sportowym ma kolosalne znaczenie.
2.Obciążenie treningowe:

Mimo mniejszej ilości treningów i innej intensywności udało się utrzymać wartości ATL i CTL na poziomie sprzed tygodnia.
3.Najlepsze moce:

Najlepsze wartości mocy wyszły dosyć przeciętne. Nie robiłem żadnych powtórzeń na konkretnych mocach a pojedyncze zrywy nie były tak długie jak analizowane długości odcinków.
4.Intensywność treningów:

Spośród kilku treningów tylko dwa były intensywne, sumy TSS z poszczególnych treningów nie były zbyt wysokie i szybko się regenerowałem.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Ten tydzień był nieco słabszy mimo kilku ataków na podjazdy. Nogi pracowały nieco lepiej, do pełni szczęścia zabrakło niższej wagi i może chociaż jeden rekord by wpadł.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:
Kolejny raz nie rozpisywałem treningów. Ten tydzień ma być jeszcze spokojny i bardziej spontaniczny a dopiero po 3 dniach odpoczynku po weekendzie ruszam z mocniejszymi treningami podporządkowanymi pod starty w dalszej części sezonu. Głownie będę ćwiczył wytrzymałość z domieszką wyższych stref. Nie planuje ataków na rekordy a może jakiś wpadnie.
8.Wstępny plan startów na lato/jesień:

Na razie wybrałem te imprezy które mnie interesują. Na razie pewne są tylko dwie czasówki. W przypadku pozostałych zadecydują czynniki ode mnie niezależne. Pierwszy raz wystartować chciałbym w Mamucie. Niewiadomą jest dystans, do wyboru mam 3 i ciężko się zdecydować. Kolejne starty będą zależeć od tego który dzień weekendu będę miał wolny. Kolejne są już tak odległe, że do tego czasu może wydarzyć się wszystko. Start w TRR raczej odpada ze względu na limity, w podobnej sytuacji jest kilkaset innych osób i dlatego istnieje opcja wystartowania w ciekawej czasówce składającej się z trzech podjazdów. Sezon chciałbym zakończyć kilkoma czasówkami, może coś się jeszcze pojawi w kalendarzu. Sezon krótki ale może uda się wystartować w kilku zawodach i pokazać z dobrej strony.
Trening 75
Niedziela, 5 lipca 2020 Kategoria w grupie, Szosa, Samotnie, 50-100
| Km: | 90.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:19 | km/h: | 27.14 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 135( 69%) |
| Kalorie: | 2140kcal | Podjazdy: | 1300m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po kilku spokojniejszych treningach chciałem nieco przepalić
nogę i zaliczyć kilka podjazdów. Czasu nie miałem zbyt wiele i nie chciało mi
się wstawać po nocy aby zaliczyć dłuższy trening. Wyjechałem kilka minut po 7 i
skierowałem się na Jaworze. Zaliczyłem kilka pagórków i ruszyłem na Skoczów.
Dopiero w połowie drogi z Bielska do Skoczowa wjechałem na główną szosę.
Jechałem bardzo spokojnie, na skrzyżowaniu byłem o 7:50 ale dosyć długo
czekałem na zielone światło, przy niewielkim ruchu zwykle jest tam problem i
czasami zdarza się wjechać na czerwonym. Tym razem na szczęście dojechał jakiś
samochód i zapaliło się zielone. Przed wiaduktem czekały już 3 osoby. Chwila
jeszcze minęła zanim dojechała grupa. Na początku nie umiałem się odnaleźć i
dopiero po kilku minutach poczułem się pewniej w grupie. Wtedy też dołączyłem
do szyku który jechał po zmianach. Tempo było równe i dosyć spokojne, nikt nie
narzekał a kilometry szybko mijały. W Ustroniu nastąpił podział na trzy grupki,
ja znalazłem się w tej najsilniejszej z najtrudniejszym wariantem trasy. Pierwszy
podjazd z założenia miał być spokojny, ruszyłem mocniej niż trójka towarzyszy i
jako pierwszy dojechałem do skrzyżowania na którym skręcaliśmy w lewo. Na
zjeździe nieco odpuściłem ale miałem w planie krótki postój i wszystko idealnie
zgrało się z momentem w którym dojechali towarzysze. Drugi podjazd na trasie
nie był już taki łatwy, nie chciałem już kalkulować i pojechać bardzo mocno.
Ruszyłem agresywnie ale ze zbyt twardego przełożenia, później chcąc zmienić
pomyliłem guziki i jeszcze pogorszyłem swoją sytuacje, zbyt siłowa jazda
poskutkowała wypięciem się bloku z prawego buta. Musze jednak kupić nowe bloki
bo te nie trzymają zbyt dobrze mimo, że są prawie nowe. Pozostał mi krótki
spacer do wypłaszczenia, straciłem na tym kilkadziesiąt sekund. Drugą połowę
podjazdu pokonałem już mocno, trochę z rytmu wybił mnie samochód a także
zanieczyszczona nawierzchnia w końcówce podjazdu. Mimo to na tym odcinku
urwałem kilka sekund i gdyby nie ta pechowa sytuacja na początku wspinaczki
mógłbym się cieszyć z nowego rekordu bo podjazd zacząłem efektywnie i szybko.
Na zjeździe musiałem bardzo uważać i jechałem wolno ale i tak szybciej niż
trójka towarzyszy, jeden z nich miał problemy z kołem i musiał jechać bardzo
asekuracyjnie. Chwile czekałem po zjeździe a następnie poprowadziłem grupkę
bocznymi drogami aby nie jechać przez Rynek czy wahadła na głównej drodze. Na
pewno trochę czasu udało się oszczędzić i dzięki temu szybciej zaczął się podjazd
dnia. Dojazd do Malinki był dosyć mocny, koledzy nieźle pracowali na zmianach,
nie chciałem być gorszy i również dawałem dobre zmiany. Niewielką zadyszkę
dostałem przed początkiem właściwego podjazdu. Odpuściłem lekko i kryzys szybko
minął. Ruszyłem mocno ale chyba zbyt asekuracyjnie, dopiero po wypłaszczeniu na
pierwszym kilometrze dołożyłem nieco mocy. Z każdym kilometrem jechałem mocniej
i ostatni pokonałem już na maksa, nie było rezerw w nogach. Dużą motywacją
stali się wyprzedzani zawodnicy. Do końca miałem nadzieje na rekordowy czas ale
ostatecznie zabrakło 10 sekund. Rezerwa była na początku podjazdu, wtedy trochę
straciłem a później urwanie więcej niż kilku sekund nie było by możliwe. Mimo
wszystko mogę być zadowolony, moce wracają do tych sprzed 2-3 tygodni a nogi
wyraźnie lepiej kręcą. Wszystko idzie w dobrą stronę. Nagrodą za mocne podjazdy
był bufet. Po uzupełnieniu płynów ruszyłem samotnie w kierunku Bielska, miałem
jeszcze trochę czasu ale nie zdecydowałem się na kolejny podjazd. Szczyrk przejechałem
dosyć sprawnie a później wróciłem dłuższą drogą do Bielska. Dzięki temu minąłem
kłopotliwy odcinek ze ścieżką rowerową, ostatnio jak tam jeździłem zwykle
napotykałem na patrol i zjeżdżałem na ścieżkę. W domu byłem o dobrej porze i dzięki
temu miałem więcej czasu na odpoczynek.


Podjazdy:


Podjazdy:
Trening 74
Sobota, 4 lipca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 147.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:00 | km/h: | 29.40 |
| Pr. maks.: | 74.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 3297kcal | Podjazdy: | 1440m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po dwóch dniach przerwy spowodowanych głównie niepewną pogodą i frontami atmosferycznymi jakie krążyły po okolicy przynosząc opady i wyładowania atmosferyczne ruszyłem na jedną z ciekawszych tras jakie miałem okazje zaliczyć w tym roku. Idealnie pasowała na ten dzień. Zwykle w pierwszą sobotę lipca odbywała się tradycyjna Pętla Beskidzka, od kilku lat startująca z Wisły i prowadząca wieloma trasami. Objazd Beskidu Śląskiego planowałem już w zeszłym roku ale brakowało czasu, wybrałem prawie najłatwiejszy wariant który mogłem przejechać spokojnym tempem. Wyraźnie brakuje mi w tym roku wytrzymałości i nadrobienie braków w tym elemencie może wpłynąć na solidną formę w dalszej części sezonu. Już dzień wcześniej byłem przygotowany do jazdy, sprawdziłem rower, przygotowałem odpowiednią ilość jedzenia oraz napoje izotoniczne czy wszystkie potrzebne rzeczy, takie jak finanse czy dętki. Organizm działał jak w zegarku i obudziłem się minutę przed nastawionym budzikiem. Gotowy do jazdy byłem szybciej niż zamierzałem i na trasę ruszyłem 7 minut wcześniej. Gdyby była to niedziela to nie musiałbym się martwić o to, czy będzie ruch na drodze. Już w Bielsku miałem sporo utrudnień i postojów na skrzyżowaniach. Odcinek spokojnej jazdy wydłużyłem do 20 minut. Sprawdziłem prognozy pogody i miało wiać z północy wiec pierwsza połowa trasy miała być szybka. Pojawił się jeden problem, wiatru praktycznie nie było i dosyć ciężko jechało mi się przez Wilkowice. Później było więcej w dół niż w górę, ostatecznie noga się rozkręciła i przez Żywiec przejechałem bardzo szybko. Później zauważyłem pierwszy problem z rowerem, przykręcając koszyk na bidon zastosowałem za krótkie śruby które podczas ostatnich treningów na nienajlepszych nawierzchniach popuściły. Po niecałych 30 kilometrach zatrzymałem się by dokręcić koszyk, nie umiałem później złapać rytmu. W Węgierskiej Górce wydarzyło się to czego najbardziej się obawiałem czyli wjechałem w korek, na szczęście był on spowodowany samochodami które chciały skręcić w lewo i później się zluzowało. Do samej Rajczy ruch był niewielki a ja złapałem dobry rytm. Później zaczęły się schody, gorsza nawierzchnia, więcej podjazdów i samochodów. Najwięcej z nich wyprzedzało mnie tam, gdzie było najwięcej dziur. Pojawił się też delikatny kryzys który jednak szybko zażegnałem. Podjazd na Myto dłużył mi się niemiłosiernie, pilnowałem tempa aby nie jechać za mocno. Przed przekroczeniem granicy trochę podniosło mi się ciśnienie, nie wiedziałem czego się spodziewać zwłaszcza, ze zauważyłem spory tłok. Okazało się, że to tylko służby porządkowe i żadnych służb nie było. Z ulgą zjechałem na Słowacje a tak sporo ludzi w maseczkach, zastanawiałem się, czy nie powinienem zakryć twarzy ale stwierdziłem, że chyba nie jest to konieczne. Kolejne zaskoczenie pojawiło się na drodze, krótki odcinek z ruchem wahadłowym, w Polsce może bym zaryzykował i przejechał na czerwonym a poza terytorium RP grzecznie zatrzymałem się przed sygnalizatorem. Gdy zacząłem myśleć o postoju w sklepie ktoś zaczął na mnie trąbić, okazało się, że to mój znajomy wyjeżdżający na urlop. Lotny bufet uratował mi skórę i pozwolił zaoszczędzić kilka minut i nerwów bo zapomniałem zabrać Euro. Dosyć szybko jechałem w kierunku Czech ale zatrzymało mnie kolejne wahadło. Mimo to dosyć szybko pokonałem słowacki odcinek trasy i wjechałem do Cech. Tam również miałem dylemat, czy trzymać się głównej drogi czy jechać przez stacje bo znaki nie były jednoznaczne. Wybrany wariant okazał się trafny i za stacją wjechałem na starą drogę do Jabłonkowa. Był to idealny moment na kolejny postój. Niestety wjechałem w jakieś błoto które nagromadziło się miedzy widelcem a przednim hamulcem i musiałem odpiąć koło. Niezbyt dokładnie wyczyściłem ale jechało się lepiej. Podjazd w Mostach mimo że z wiatrem w twarz poszedł mi nieźle, gdy błoto trochę przyschło to odpadło i pełny komfort jazdy wrócił. Bidony to nie jest studnia bez dna i zbliżałem się do kolejnego postoju. Wolałem to zrobić w bardziej odludnym miejscu niż Jabłonków i dlatego dojechałem aż do Gródka gdzie zatrzymałem się pod sklepem. Postój był dłuższy bo poza napełnieniem bidonów wypiłem 500 ml Kofoli na miejscu i zjadłem dobrą drożdżówkę. Ruszając było już bardzo gorąco ale przeciwny wiatr przyjemnie chłodził. Jakoś znowu nie mogłem się rozruszać a kolejny kryzysowy moment trafił się przed samym wjazdem do Polski. Liczyłem, że uda się dojechać do Cisownicy bez przygód ale było inaczej. W Dzięgielowie zauważyłem pechowca z rozciętą oponą, zawsze wożę kawałek starej opony na takie sytuacje i zdecydowałem się go poratować. Pomogłem mu naprawić defekt i wspólnie ruszyliśmy dalej. Ja potrzebowałem po raz kolejny uzupełnić bidony a towarzysz pojechał w kierunku Cieszyna. Od postoju znowu jechało się lepiej, trochę czasu straciłem w kolejce do kasy i zdążyłem odpocząć. Nie sądziłem, że tak wymierzę trasę aby jazda trwała dokładnie 5 godzin. Ostatnie 15 minut już odpuściłem, całkiem nieźle noga podawała i mogę być zadowolony z tego dnia. Dawno nie przejechałem takiego dystansu, w nie najłatwiejszym terenie i w dobrym czasie. Pogoda była dobra i gdyby normalnie odbył się wyścig Pętla Beskidzka byłbym w stanie walczyć o coś więcej niż tylko dotarcie do mety. Wygląda na to, że najgorsze dni mam już za sobą. Daje sobie kolejny tydzień aby to potwierdzić.


Miasto 22
Środa, 1 lipca 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 38.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:33 | km/h: | 24.52 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 750kcal | Podjazdy: | 620m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 73
Środa, 1 lipca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 79.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:52 | km/h: | 27.56 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 30.0°C | HRmax: | 158158 ( 81%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1873kcal | Podjazdy: | 960m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nowy miesiąc, nowe nadzieje, nowe możliwości. Z taką myślą wyjechałem na ten trening. Ostatnio bardzo nie lubię jazd tlenowych, są po prostu nudne, zazwyczaj staram się je urozmaicić podjazdami lub ciekawymi drogami i staram się nie dublować tras. Dzisiaj wyrysowałem ciekawie wyglądającą trasę którą nawigacja trochę poprawiła. Po raz pierwszy od dawna wgrałem ślad i zamierzałem się nim kierować. Miało być ciekawie również ze względu na warunki atmosferyczne a konkretnie wiatr który w pierwszej części trasy miał mnie spowalniać. Na starcie byłem już zmęczony wiec było jeszcze trudniej zwłaszcza, że miałem do wyboru basen lub prażenie się na rowerze. Zwykle łatwo się nie poddaje więc ruszyłem z niewielkim opóźnieniem na trasę. Już po starcie tętno osiągnęło wysokie wartości czyli norma zwłaszcza gdy wyjeżdżam w godzinach popołudniowych. Tętno było odwrotnie proporcjonalne do nogi, ta była całkiem niezła. Nawet silny wiatr w twarz przeszkadzał mniej niż zwykle, dużo większy problem to duży ruch na pierwszych kilometrach. Na szczęście w Jaworzu zniknęły kupy żwiru i można było bezpiecznie i pewnie przejechać. Całkiem nieźle radziłem sobie w tych warunkach, jedynie picia w bidonach szybko ubywało, to dobry znak, bo często odwadniałem się w wysokich temperaturach. Niestety na drogach panował istny chaos, kierowcy wyprzedzali się na centymetry, nawet na przejściach dla pieszych, dało się normalnie jechać chociaż z dużą ostrożnością i niezbyt wysoką prędkością aż do Skoczowa gdzie zauważyłem korek. Na skrzyżowaniu z drogą na Landek była stłuczka, postanowiłem ominąć newralgicznie miejsce bocznymi drogami i w tym celu musiałem zawrócić. Później też sporo utrudnień aż do wyjazdu ze Skoczowa. Podjazdy tego dnia były jeszcze trudniejsze, ze względu na silny wiatr. Musiałem się bardzo pilnować aby nie przekraczać progu FTP. Brakowało mi przełożeń aby pokonywać podjazdy z komfortową dla mnie kadencją. Gdy dojechałem do Iskrzyczyna zacząłem zastanawiać się czy wziąłem odpowiedni rower, jakość dróg pozostawiała sporo do życzenia, do tego sporo żwiru, żałowałem, że wziąłem koła na szytki. Taka nawierzchnia towarzyszyła mi przez wiele kilometrów z niewielkimi przerywnikami. Za Kostkowicami skręciłem w zupełnie nieznaną mi drogę, momentami wyglądało, że twardsza nawierzchnia jest podbudową do wierzchniej warstwy żwiru i kamieni, koła dostały nieźle w kość. Na zjeździe jechałem niewiele szybciej niż pod górę. Dwa rwące potoki przepływające przez drogę dodały uroku trasie. Z ulgą dojechałem do centrum Zamarsk, nawigacja kierowała mnie na Cieszyn wiec udałem się w tym kierunku. Po drodze jeszcze sporo słabej jakości nawierzchni a później znów większy ruch. Dojazd nad Olzę zajął mi dokładnie 7 minut więcej niż zakładałem, zacisnąłem żeby i ruszyłem w kierunku domu. Powrót wyglądał podobnie, pierwsze kilometry za Cieszynem to znów nierówna nawierzchnia a gdy tylko robiło się lepiej to pojawiało się więcej samochodów i tak w kółko. Już myślałem, że za mało pije, zwykle już po godzinie potrzebowałem się zatrzymać a tym razem dopiero 40 minut później pojawiły się sygnały. Bałem się, że moja wydajność w tych warunkach spadnie ale nic takiego nie zauważyłem. Po 2 godzinach zatrzymałem się na moment ale wiedziałem, ze kolejna przerwa jest blisko, w bidonie już były resztki. Nie musiałem wjeżdżać do centrum Ustronia wiec szybko przedostałem się przez Lipowiec do Brennej gdzie planowana przerwa na uzupełnienie płynów. Po kilku minutach ruszyłem na ostatnie 40 minut jazdy. Noga do końca podawała nieźle, delikatny kryzysy miałem na podjeździe ale to również skutek jazdy na wysokiej kadencji za czym także poszła wyższa moc i dlatego wydawało mi się, że idzie ciężej. Zbliżając się do domu zauważyłem, że niewiele mi brakuje do 3 godzin ale nie zdecydowałem się na krążenie po okolicy w celu dołożenia około 10 minut. Trening całkiem niezły, swoje zrobiły warunki, nawierzchnia na trasie oraz sprzęt który jeszcze ze mną nie współpracuje w 100 % i stąd dłuższy o kilka minut przejazd tej trasy.


Podsumowanie Czerwca
Wtorek, 30 czerwca 2020 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Połowa roku minęła. Zwykle wiązało się to z Pętlą Beskidzką która w tym roku z wiadomych względów się nie odbędzie. Był to ważny punkt mojego sezonu i zwykle byłem w najwyższej formie. Taki paradoks się trafił, nie ma Pętli a forma słabsza niż kilka tygodni wcześniej. Miesiąc zacząłem z wysokiego C, od rekordowej mocy na 10 minut. Dzielnie walczyłem o kolejne rekordy czasowe na podjazdach. Z czasem odszedłem od planu treningowego i to był błąd. Po testach mocy gdzie osiągnąłem aż 3 życiowe moce kolejno na 1, 5 i 20 minut. Później pojawiły się schody, forma zaczęła falować, pogoda wtrącała swoje trzy grosze i trenowałem mało i chaotycznie co odbiło się na spadku dyspozycji. Zwykle taki stan pojawiał się w sierpniu lub wrześniu i zazwyczaj było tak samo, żadnych sygnałów i nagły spadek wydolności. Ciężko znaleźć drugiego zawodnika z takimi przypadłościami. Forma prezentowana na początku miesiąca była życiowa, przyjemnie pokonywało mi się wszystkie podjazdy, osiągane czasy dawały miejsca w czołówce na segmentach Strava, ważny aspekt był taki, że nazwiska w czołówce się pokrywały i na dobrą sprawę miałem tylko kilku konkurentów którzy atakowali te same podjazdy. Inni pojawiali się na co drugim lub co trzecim i kręcili podobne czasy jak ja. Rok temu zaledwie na 2,3 podjazdach byłem w stanie zbliżyć się do tych zawodników a na pozostałych odstawałem wyraźnie. To wyraźny skutek progresu jaki poczyniłem przez ostatnie miesiące. Ciężko to jednak porównywać bo w poprzednich latach regularnie startowałem w wyścigach z różnym skutkiem a w tym roku obciążenia są zupełnie inne chociaż cyferki wyglądają podobnie. Był to trudny miesiąc ale nie widzę powodu do wyraźnych zmartwień i radyklanych zmian. Jak dobrze pójdzie to w tym roku stanę na starcie oficjalnych zawodów i sprawdzę się na tle innych rywali. Może będą to tylko czasówki, wyścigi z różnych względów odpuszczam w tym roku i raczej zdania nie zmienię. W lipcu liczę przede wszystkim na stabilizacje pogody, czasu będę miał nieco więcej a reszta jakoś sama się poukłada.
1.Waga w ostatnim miesiącu:

2.Obciążenie treningowe:

Mocny początek miesiąca z życiową formą oraz wysokimi wartościami ATL i CTL a później słabszy czas i zjazd formy.
3.Najlepsze wartości mocy:

Dobrze widać, że lepiej było na początku czerwca, im dalej w las tym gorzej. Poprzeczka zawieszona jest wysoko i wyniki które rok temu były bardzo dobre w tym wydają się słabsze.
4.Intensywność treningów:

Z intensywnością było różnie, starałem się przeplatać mocne jednostki treningowe z typowymi treningami wytrzymałościowymi. Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej.
5.Dane liczbowe:

Liczbowo ten miesiąc był niezły, trochę mało przewyższeń ale nie zawsze dało się jeździć na zewnątrz a tym bardziej po górach. W poprzednim roku na tym etapie miałem mniej kilometrów i przewyższeń.
Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Mimo wielu trudności zaliczyłem sporo podjazdów. Poprawiłem kilka rekordów oraz poznałem nowe odcinki. Mimo wszystko ciężko będzie poprawić te czasy ale wciąz jest kilka podjazdów na ktorych rekordy są w zasiegu i zwłaszcza te segment bede atakował w lipcu.
1.Waga w ostatnim miesiącu:

2.Obciążenie treningowe:

Mocny początek miesiąca z życiową formą oraz wysokimi wartościami ATL i CTL a później słabszy czas i zjazd formy.
3.Najlepsze wartości mocy:

Dobrze widać, że lepiej było na początku czerwca, im dalej w las tym gorzej. Poprzeczka zawieszona jest wysoko i wyniki które rok temu były bardzo dobre w tym wydają się słabsze.
4.Intensywność treningów:

Z intensywnością było różnie, starałem się przeplatać mocne jednostki treningowe z typowymi treningami wytrzymałościowymi. Wychodziło to raz lepiej, raz gorzej.
5.Dane liczbowe:

Liczbowo ten miesiąc był niezły, trochę mało przewyższeń ale nie zawsze dało się jeździć na zewnątrz a tym bardziej po górach. W poprzednim roku na tym etapie miałem mniej kilometrów i przewyższeń.
Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Mimo wielu trudności zaliczyłem sporo podjazdów. Poprawiłem kilka rekordów oraz poznałem nowe odcinki. Mimo wszystko ciężko będzie poprawić te czasy ale wciąz jest kilka podjazdów na ktorych rekordy są w zasiegu i zwłaszcza te segment bede atakował w lipcu.







