Podsumowanie 13 tygodnia 2020
Niedziela, 29 marca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ostatni tydzień przyniósł dużo zmian na wielu polach. W dalszym ciągu nie mogę normalnie pracować ale ta sytuacja ma też swoje plusy. Sytuacja w kraju robi się coraz poważniejsza, dochodzą coraz bardziej restrykcyjne obostrzenia i tylko patrzeć jak wyjdzie całkowity zakaz opuszczania domów. Sytuacja jaka jest taka jest, staram się do niej dostosować i bez celu nie opuszczam terenu posesji. Na zakupach jestem raz w tygodniu, do pracy zaglądam 2 razy w tygodniu w celu wypełnienia obowiązków a tak poza tym wyjeżdżam tylko na treningi i to też nie codziennie. Na razie wśród najbliższych mi osób i współpracowników nie ma osób chorych i dlatego mam jeszcze komfort, że z domu wychodzić mogę i to jest największy plus jaki można znaleźć. Pozostałe czynności wykonuje tak jak wcześniej i nie widzę potrzeb aby coś zmieniać. Więcej czasu poświęcam na sprzątanie i robię to częściej niż zazwyczaj. Przy większej ilości czasu jaki obecnie mam nie przeznaczam więcej czasu na trening ale właśnie na porządki i drobne roboty w domu lub na działce. Stad też często nie potrafię wstrzelić się w okna z najlepszą pogodą i jeżdżę w gorszych warunkach. Jestem psychicznie gotowy na to, że sytuacja nie zmieni się w ciągu kilku tygodni lub miesięcy na lepszą chociaż bardzo na to liczę bo obecnie normalnie nie jest i sporej grupie ciężko jest zaakceptować sytuacje w której wszyscy się obecnie znajdujemy.
Ostatni tydzień pod względem treningowym był bardzo dobry. Trenowałem intensywniej niż wcześniej i zrealizowałem aż 4 intensywne jednostki treningowe. Dyspozycja z wielu powodów jest bardzo zmienna i zdarzają się dni gdy noga kreci już fajnie ale też takie gdy nie jestem w stanie jechać na odpowiedniej mocy i mecze się nawet przy jeździe w 2 strefie. Nad tym muszę popracować w najbliższym czasie. Ogólnie mój obecny poziom jest lepszy niż zakładałem, coraz lepiej idą podjazdy, nawet na ściankach których zaliczyłem w tym roku mało idzie mi lepiej niż w analogicznych okresach lat poprzednich. Nie zrobiłem ostatnio testów mocy ale czuje, że wcześniej wyznaczone strefy są już nieaktualne i dlatego robiąc powtórzenia w konkretnych strefach, trzymam się bliżej górnej granicy strefy. W tym roku również generowana moc ma lepsze przełożenie na osiągane czasy na podjazdach, w zeszłym roku przy podobnej wadze i mocy na 5 kilometrowym podjeździe osiągałem czasy nawet 2 minuty gorsze niż obecnie. Pod tym względem nie tracę dużo do najlepszych. W dalszym ciągu pojawiają się dni w których mam problem z jazdą na zmiennej kadencji. Szczególnie nie dogaduje się z jazdą siłową i muszę poszukać jakiejś recepty na to. Przez lata wypracowywałem nawyk jazdy na wysokiej kadencji i na takiej czuje się najlepiej. Dalej nie jestem koneserem średnich prędkości. W tym elemencie tracę nawet do przeciętnych i słabych kolarzy marzących o generowaniu takich mocy jak ja i o dobrych czasach na podjazdach. Nie zamierzam na siłę poprawiać tego parametru tylko trzymać się swoich utrwalonych i efektywnych metod treningowych. Jeszcze dużo pracy przede mną, ostatnio pojawiły się kolejne problemy ze sprzętem ale już sobie z nimi poradziłem. Zrobiłem wszystko aby najlepiej przygotować się do sezonu i bez względu na to jaki będzie jego przebieg zamierzam trenować dalej i robić postępy.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

3.Czas aktywności:

4.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Zapowiada się kolejny ciekawy i intensywny tydzień. Pod koniec tygodnia pogoda ma się poprawiać i jak nie będzie innych przeszkód to chciałbym trochę pośmigać po górach.
5.Podjazdy:

W tym tygodniu udało się dwa razy wyskoczyć w góry. Żadnego podjazdu nie pojechałem na maksa, dwa wjechałem średnim tempem a pozostałe na poziomie FTP. Mimo to czasy wyszły niezłe w tym jeden rekordowy.
Ostatni tydzień pod względem treningowym był bardzo dobry. Trenowałem intensywniej niż wcześniej i zrealizowałem aż 4 intensywne jednostki treningowe. Dyspozycja z wielu powodów jest bardzo zmienna i zdarzają się dni gdy noga kreci już fajnie ale też takie gdy nie jestem w stanie jechać na odpowiedniej mocy i mecze się nawet przy jeździe w 2 strefie. Nad tym muszę popracować w najbliższym czasie. Ogólnie mój obecny poziom jest lepszy niż zakładałem, coraz lepiej idą podjazdy, nawet na ściankach których zaliczyłem w tym roku mało idzie mi lepiej niż w analogicznych okresach lat poprzednich. Nie zrobiłem ostatnio testów mocy ale czuje, że wcześniej wyznaczone strefy są już nieaktualne i dlatego robiąc powtórzenia w konkretnych strefach, trzymam się bliżej górnej granicy strefy. W tym roku również generowana moc ma lepsze przełożenie na osiągane czasy na podjazdach, w zeszłym roku przy podobnej wadze i mocy na 5 kilometrowym podjeździe osiągałem czasy nawet 2 minuty gorsze niż obecnie. Pod tym względem nie tracę dużo do najlepszych. W dalszym ciągu pojawiają się dni w których mam problem z jazdą na zmiennej kadencji. Szczególnie nie dogaduje się z jazdą siłową i muszę poszukać jakiejś recepty na to. Przez lata wypracowywałem nawyk jazdy na wysokiej kadencji i na takiej czuje się najlepiej. Dalej nie jestem koneserem średnich prędkości. W tym elemencie tracę nawet do przeciętnych i słabych kolarzy marzących o generowaniu takich mocy jak ja i o dobrych czasach na podjazdach. Nie zamierzam na siłę poprawiać tego parametru tylko trzymać się swoich utrwalonych i efektywnych metod treningowych. Jeszcze dużo pracy przede mną, ostatnio pojawiły się kolejne problemy ze sprzętem ale już sobie z nimi poradziłem. Zrobiłem wszystko aby najlepiej przygotować się do sezonu i bez względu na to jaki będzie jego przebieg zamierzam trenować dalej i robić postępy.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

3.Czas aktywności:

4.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Zapowiada się kolejny ciekawy i intensywny tydzień. Pod koniec tygodnia pogoda ma się poprawiać i jak nie będzie innych przeszkód to chciałbym trochę pośmigać po górach.
5.Podjazdy:

W tym tygodniu udało się dwa razy wyskoczyć w góry. Żadnego podjazdu nie pojechałem na maksa, dwa wjechałem średnim tempem a pozostałe na poziomie FTP. Mimo to czasy wyszły niezłe w tym jeden rekordowy.
Trening 29
Niedziela, 29 marca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
| Km: | 110.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:11 | km/h: | 26.29 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 175175 ( 89%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 2860kcal | Podjazdy: | 1990m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny kluczowy moment w roku czyli zmiana czasu na letni już za nami. Teraz więcej czasu będzie na popołudniowe treningi bo dłużej będzie można jeździć za dnia, bez oświetlenia. Mimo zmiany czasu poranek był cieplejszy niż w poprzednich dniach. Zjadłem szybkie ale wartościowe śniadanie i szybko byłem gotowy do jazdy. Miałem dylemat jak się ubrać ale wybrałem chyba najbardziej optymalny zestaw ciuchów i przed 9 ruszyłem w drogę. Drogi puste, żywej duszy wiec nie musiałem przykładać zbyt dużej uwagi do obserwacji otoczenia. Po kilku minutach stwierdziłem, że noga jest całkiem niezła i zacząłem się nawet zastanawiać nad utrudnieniem trasy ale zostałem przy wcześniej ustalonym planie. Pierwszy podjazd wjechałem w niezłym tempie z dosyć niską kadencją. Przy lotnisku natknąłem się na dużą ilość biegaczy i ludzi z psami. Mimo pustej drogi zdecydowałem się na jazd ścieżką rowerową co było błędem bo musiałem uważać na zwierzęta i ludzi niepotrafiących rozróżnić ścieżki rowerowej od ciągu pieszego. Pierwszy samochód minął mnie dopiero po 4 kilometrach od wyjazdu z domu. Kolejnym był radiowóz a następnym karetka pogotowia. Ulice były niemal zupełnie puste. Nie chciałem tracić czasu na jazdę bocznymi drogami i w obecnej sytuacji zdecydowałem się na jazdę główną drogą na Szczyrk. Bardzo dziwnie czułem się jadąc tak pustymi drogami, na pewno było bezpieczniej ale jakoś tak „nienormalnie”. Przy wyjeździe z Bielska wiatr miał już duży wpływ na jazdę, wiało z kierunku w którym jechałem i byłem gotowy na wiele kilometrów walki z żywiołem. Podjazd na Piekło odpuściłem, wjechałem bardzo średnim tempem z niezbyt wysoką kadencją. Po zjeździe już jechało się ciężej, droga pięła się lekko do góry a wiatr utrudniał jazdę. Po raz pierwszy od dawna jadąc tą trasą nie wjechałem na ścieżkę rowerową biegnącą wzdłuż drogi. Przejazd przez Szczyrk to już prawdziwa walka z czołowym wiatrem. Przed Salmopolem zatrzymałem się upewnić czy na pewno zabrałem wiatrówkę aby nie zamarznąć na zjazdach. Kurtka była pod ręką wiec mogłem bez obaw ruszyć w góry. Po godzinie jazdy od domu byłem przy wyciągu w Solisku. Miałem wjechać spokojnie na przełęcz ale wyszło jak zwykle i ruszyłem mocno. Jak już ruszyłem to trzymałem stałą moc w okolicy FTP. Nieźle noga podawała, czułem komfort termiczny i nawet w końcówce podjazdu gdy było wyraźnie chłodniej nie było mi zimno. W niezłym czasie pokonałem podjazd, na szczycie więcej osób niż na trasie. Przerwa na założenie kurtki i uzupełnienie energii trochę się przedłużyła. Zjazd zacząłem wolno, asekuracyjnie, dopiero w połowie pozbierałem się i poprawiłem techniczną stronę. Mimo wiatrówki czułem przenikający chłód, długi zjazd nie pozwolił na powrót komfortu termicznego. Mimo to zatrzymałem się by zdjąć kurtkę przed kolejnym podjazdem. Według planu miałem jechać na Zameczek i tak też kierował mnie licznik. Postanowiłem jechać inną drogą, znalazłem na mapie ciekawą alternatywę i chciałem ją sprawdzić. Za bardzo zaufałem licznikowi który kazał zawrócić i tak też zrobiłem. Szukałem drogi w prawo ale jej nie było i znowu musiałem zawrócić i pojechać w kierunku ronda w Wiśle. W końcu znalazłem tą wąską dróżkę w którą chciałem skręcić. Początek nie wyglądał ciekawie, im dalej tym lepiej. Po kilkuset metrach nachylenie gwałtownie poszło do góry i pojawiły się płyty miedzy którymi był pasek nierównego asfaltu. To taki znak charakterystyczny dla tych okolic w których takich dróżek jest więcej. Nie zamierzałem „iść w trupa” i szybko wrzuciłem największą koronkę w kasecie a kadencja spadła poniżej 70 na nachyleniu dochodzącym do 18 %. Odcinek płyt nie był długi i pojawił się znowu asfalt z serpentyną. Spodziewałem się, że za zakrętem nachylenie wzrośnie a tam nie było nawet 10 %, przed końcem podjazdu pojawiły się jeszcze wie krótkie ścianki a nawet odcinek zjazdu. Za skrzyżowanie na szczycie zatrzymałem się podziwiając widoki. Widoczność była słaba i po chwili ruszyłem na południe. Dojechałem do skrzyżowana na którym mogłem odbić w lewo na ściankę lub w prawo i zjechać do głównej drogi. Moje nogi jeszcze są za słabe i nieprzygotowane do jazdy po sztajfach i wybrałem łatwiejszy wariant. Szybko znalazłem się na głównej drodze tuż przed początkiem podjazdu na Kubalonkę. Podjazd pokonałem równym tempem zbliżonym do tego jakie trzymałem podczas wspinaczki na Biały Krzyż. Wjechałem w czasie który nie bardzo odbiegał od rekordu a rezerwy jeszcze były. Zjazd tradycyjnie niezbyt szybki i podzielony na słabszą i lepszą część z tych samych powodów co poprzednio. W Istebnej znowu się zatrzymałem i rozebrałem kurtkę i ruszyłem na najdłuższy ale składający się z kilku sekcji podjazd. Próbowałem trzymać równą moc także na wypłaszczeniach ale nie było to możliwe i nawet wyższa moc niż FTP na trudniejszych fragmentach nie dała takiej średniej mocy jak na poprzednich podjazdach. Na mierzonym odcinku poprawiłem swój najlepszy czas o 2 minuty chociaż nigdy nie jechałem całego odcinka tak mocnym tempem to i tak jest nieźle. Na ostatnim odcinku zbliżyłem się do rekordu z czasu gdy będąc w wysokiej formie pokonałem go na maksa. Przy Karczmie na Ochodzitej pustki, zaraz za mną dojechał jakiś kolarz ale byłem w bezpiecznej od niego odległości. Przerwa znowu lekko się przedłużyła i po prawie 5 minutach przestoju ruszyłem na ostatnie kilka kilometrów trasy z wiatrem w plecy. Postanowiłem jechać przez Kamesznicę gdzie czekał krótszy zjazd na którym musiałem się niemal zatrzymać przez służby porządkowe robiące coś przy drodze. Pozwoliło to na rozwiniecie mniejszej prędkości przez co było bezpieczniej. Odcinek przez Kamesznicę podzielony był na dwie części, przez koło 2 kilometry wiatr wiał w plecy a na kolejnych 4 zmagałem się z bocznymi podmuchami. Ostatni postój na trasie zrobiłem w Milówce gdzie zdjąłem kurtkę, przepakowałem kieszonki aby jedzenie było pod ręką i ruszyłem na ostatnie 45 kilometrów. Do ronda w Milówce z wiatrem dojechałem szybko a później walka z żywiołem który był jedyną przeszkodą. Nogi po mocnych podjazdach też już nie pracowały tak dobrze jak wcześniej, drogi i wioski były zupełnie opustoszałe, zwykle szybki przejazd przez Węgierską Górkę był niemożliwy a teraz pokonałem cały odcinek bez zatrzymania. Czułem się jakbym był w „Innym Świecie” który niekoniecznie jest lepszy niż znany wcześniej. Przed podjazdem na głównej drodze odbiłem w lewo na Przybędzę. Zapomniałem jak stromy jest ten podjazd, nie miałem zbytnio sił na mocną jazdę wiec oszczędnie wjechałem, w połowie tylna przerzutka nie chciała mi zrzucić przełożenia ale po chwili wszystko wróciło do normy. Lekki kryzys złapał mnie w Radziechowach, wsunąłem żela energetycznego, podjazdy przemęczyłem nie mogąc złapać rytmu ale dalej szło już lepiej. Starałem się jechać równo i nawet się to udawało a większe wahania wynikały głównie ze zmian siły wiatru i ukształtowania terenu. Za rondem w Buczkowicach prawie wypuściłem bidon z ręki nie mogąc trafić do koszyka, na szczęście nic nie jechało i jadąc wzdłuż linii dzielącej pasy nie stwarzałem zagrożenia dla innych użytkowników drogi. Do Bielska dojechałem w dobrym tempie, tam trafiłem na jedynego nerwowego kierowcę który musiał mnie strąbić jak omijałem studzienkę lewą stroną. Po chwili zjechałem na ścieżkę rowerową i próbowałem nią jechać szybkim tempem ale nie było to możliwe. Do domu wróciłem dłuższą drogą mijając wiele miejsc rekreacyjnych gdzie ludzi mimo zakazów było co nie miara. Po dojeździe do lotniska odpuściłem i dobrze bo na ostatnich 2 kilometrach musiałem bardzo uważać na pieszych którzy byli wszędzie, nawet na krótkim odcinku ścieżki rowerowej mimo faktu, że obok mili do dyspozycji równie szeroki chodnik. W domu pojawiłem się szybciej niż zamierzałem mimo sporej ilości czasu straconego na postojach. Ze względu na warunki była to najtrudniejsza trasa jaką pokonałem w tym sezonie. Dyspozycja była dzisiaj zmienna, dobrze noga podawała na podjazdach, zjazdy odpuściłem a z wiatrem nie umiałem dzisiaj skutecznie walczyć i ostatnie 40 kilometrów było bardziej przemęczone niż przejechane, mam co poprawiać w swojej jeździe ale biorąc pod uwagę fakt, że dopiero kończy się marzec to moja dyspozycja jest dobra. W sumie nie liczyłem na nic więcej. Zaczynam czerpać przyjemność z jazdy i dlatego warto było pomęczyć się trochę w zimie. 

Trening 28
Sobota, 28 marca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:02 | km/h: | 28.03 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 8.0°C | HRmax: | 151151 ( 77%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 1236kcal | Podjazdy: | 640m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Poranek chociaż chłodny zachęcał do wyjścia na rower. Mogłem jechać także przed 16 ale wtedy na pewno byłbym zmęczony już przed jazdą. Szybko się zebrałem i już przed 8 byłem gotowy do jazdy. Zaplanowałem trasę z dużą ilością krótkich podjazdów i niewielkimi płaskimi odcinkami. Wyjeżdżając było mi zimno w dłonie ale wiedziałem, że temperatura ma rosnąć wiec nie brałem dwóch par rękawic tylko od razu pojechałem w cienkich. Już po wyjeździe z domu czułem, że noga podaje bardzo dobrze i zamierzałem czerpać jak najwięcej przyjemności z jazdy. Po chwili jednak zszedłem na ziemię, zapominałem już jak się jeździ wśród dużej ilości samochodów bo w ostatnim czasie ruch był znacznie mniejszy niż zwykle. Już na pierwszym kilometrze dwukrotnie wymuszono na mnie pierwszeństwo a na jednym z zakrętów prawie zderzyłem się z ciężarówką, kierowca w porę zareagował i zjechał na prawą stronę, trochę strachu się najadłem ale bezpiecznie mogłem jechać dalej. Na głównej drodze było spokojniej ale parkingi przy sklepach wypełnione po brzegi i kolejki do wjazdów i znowu musiałem jechać bardzo ostrożnie. Im dalej od Bielska tym było spokojniej. Jechało się całkiem dobrze, teoretycznie jechałem pod wiatr ale nie był on odczuwalny. Trzymałem dobre tempo, nawet na podjazdach nie jechałem dużo mocniej. Od początku trzymałem wysoką kadencje i dlatego na podjazdach łańcuch lądował na największych koronkach kasety a rytm nie schodził poniżej 85. Na zjeździe za bardzo się rozpędziłem i tętno skoczyło do góry osiągając wyższe wartości niż wcześniej na podjazdach. Szybko się opamiętałem i jechałem swoim, wcześniej założonym i wypracowanym tempem. Ukształtowanie terenu wpływało na częste zmiany przełożeń, dzięki temu różnice kadencji i mocy były stosunkowo niewielkie. Wjeżdżając do Ustronia spodziewałem się większego ruchu samochodów i pieszych ale ku mojemu zaskoczeniu było pusto i spokojnie. Szybko przejechałem przez miasto, hopki przed Goleszowem dały mi w kość, na zjeździe przyjąłem bardziej aerodynamiczną pozycje, skupiłem się na drodze i przejechałem skrzyżowanie na którym miałem odbić w lewo. Odpadł jeden wymagający podjazd ale za to musiałem przejechać przez Goleszów gdzie ludzi było więcej niż w Ustroniu. W nagrodę dostałem pustą drogę na szybkim zjeździe gdzie zadzwonił telefon. Zjechałem w boczną uliczkę i zrobiłem krótką przerwę. Nawet w sobotę musiałem załatwić jedną sprawę służbową i dlatego wolałem się zatrzymać niż podczas jazdy skupiać się na rozmowie zamiast na obserwacji drogi. Okazało się, że niecałe 200 metrów dalej jest skrzyżowanie na którym chciałem skręcić w prawo a już byłem gotowy jechać tą drogą którą wróciłbym do Goleszowa a chciałem dostać się do Ogrodzonej. Bardzo przyjemnie jechało się wąską drogą wśród pól, tak skupiłem się na podziwianiu krajobrazów, że wjechałem w jedyną dziurę na tej trasie. Na szczęście była tak mała, że nic się nie stało. Na zjeździe już nie było tak przyjemnie, droga zanieczyszczona, ciasne zakręty i słaba widoczność skłoniły mnie do zmniejszenia prędkości. Gdy wjechałem na główną drogę to musiałem wyminąć dwie duże grupy pieszych idących wzdłuż drogi. Nie umiałem złapać rytmu na krótkim podjeździe i dopiero na wypłaszczeniu szło lepiej. Kombinowałem jak ominąć Skoczów aby mieć jak najmniejszy kontakt z samochodami i pieszymi i wybrałem najbardziej optymalną trasę. Przez ponad 5 kilometrów minął mnie zaledwie jeden samochód a kolejne 3 spotkałem już w Skoczowie. Na moście nad Wisłą spotkałem 2 pieszych i na tym się skończyło. Dalsza droga mimo kilku wymagających podjazdów była przyjemna. Jedyna niebezpieczna sytuacja spotkała mnie w Grodźcu gdzie samochód którego kierowca rozmawiał przez telefon znalazł się na moim pasie i w ostatniej chwili mnie zauważył i zmienił tor jazdy. Byłem gotowy już gwałtownie zahamować a nawet wjechać do rowu. Znowu na strachu się skończyło, mimo obecnej sytuacji i wyraźnie mniejszego ruchu dalej niebezpieczne sytuacje mają miejsce i to mnie trochę denerwuje, że przez czyjąś głupotę mogą wyniknąć większe niż zwykle problemy zwłaszcza zdrowotne. Nie zniechęciłem się do dalszej jazdy. Na szczęście kolejnych podobnych zdarzeń już nie było. Przed ostatnim podjazdem zrobiło mi się już gorąco. Do domu było blisko wiec nie myślałem nawet o rozbieraniu warstwy ciuchów. W dobrym tempie dojechałem do końca wzniesienia i już luźno kręcąc dojechałem do domu. Moja dyspozycja to dalej sinusoida, zdarzają się lepsze dni ale też takie w których noga nie chce kręcić. Na razie jest tak, że zazwyczaj dobrą nogę mam wtedy gdy jadę lżejszy trening, druga rzecz jaką zauważyłem jest taka, że wtedy gdy mam czas lub chce zrobić mocniejszy trening to zazwyczaj pogoda jest mniej sprzyjająca niż w inne dni. Może za kilka tygodni pogoda się ustabilizuje i nie będzie już takich wahań i wtedy nie będę zwracał uwagi na to. 



Trening 27
Piątek, 27 marca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 83.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:14 | km/h: | 25.67 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 144( 73%) |
| Kalorie: | 2348kcal | Podjazdy: | 1640m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Czekałem na ten dzień z niecierpliwością, w końcu miała być pogoda i czas na zaliczenie konkretnego treningu na podjazdach. Poranek był chłodny ale szybko temperatura rosła i po 8 jak wyjeżdżałem to było 5 stopni i początkowo trochę marzłem. Niestety nogi dzisiaj nie były takie jak powinny. Męczyłem się nawet na płaskiej drodze z wiatrem. Wierzyłem, że po rozgrzewce nogi puszczą ale było to bardziej życzenie niż wiara we własne możliwości. Do Ustronia chciałem dojechać trzymając się możliwie daleko od miasta i dlatego wybrałem dojazd dwupasmówką która dodatkowo idealnie nadaje się na rozgrzewkę. Dosyć szybko dojechałem do tej drogi i postanowiłem sprawdzić nogę. Dosyć łatwo wskoczyłem na obroty i trzy minutowe strzały wyszły bardzo dobrze. Przed pierwszym podjazdem zatrzymałem się na moment. Zrobiło się dosyć ciepło i zdecydowałem się rozebrać kamizelkę. Nie pamiętałem dokładnie w którym miejscu mam zacząć powtórzenie aby skończyć go przed wypłaszczeniem. Coś mi świtało, że zwykle przy 15 minutowych powtórzeniach zaczynałem przed zakrętem. Tam właśnie ruszyłem mocniej a po chwili przypomniałem sobie, że wówczas byłem mocniejszy i nie zaszkodziłoby rozpocząć później. Chciałem utrzymać 300 Wat na całym odcinku, po 3 minutach, przed skrzyżowaniem z główną drogą miałem o 10 Wat więcej i postanowiłem utrzymać ten poziom do końca podjazdu. Jechałem równo trzymając kadencje 80 - 90. W jedynym miejscu w którym nawierzchnia pozostawia dużo do życzenia natrafiłem na grupkę pieszych i musiałem zwolnić i mało brakowało abym musiał się zatrzymać. Dalszą cześć podjazdu przejechałem już bez przeszkód. Do linii poboru opłat brakowało około 100 metrów w momencie gdy kończyłem pierwsze powtórzenie. Przed zjazdem zatrzymałem się tylko na momencik, ubrałem kamizelkę, wyciągnąłem coś do zjedzenia i bardzo wolno ruszyłem w dół. Tak wolno dawno nie zjeżdżałem, od strony technicznej zjazd wyglądał ja te z „najlepszych” lat. Po zjeździe znowu przerwa na rozebranie się i nawrót. Drugi wjazd wyglądał bliźniaczo podobnie do pierwszego. Zacząłem go kawałek dalej, tym razem szybciej złapałem rytm i dobrze się jechało do pierwszego łuku w prawo na którym znowu musiałem zmienić tor jazdy, tym razem przez samochód który akurat pojawił się w tym momencie. Do szczytu już bez przygód ale dosyć często zmieniałem przełożenia bo jakoś nie umiałem złapać rytmu. Przed zjazdem znowu krótki postój, ubranie kamizelki i wyciągniecie jedzenia. Zjazd chyba jeszcze gorszy niż za pierwszym razem. Ostatni podjazd zacząłem nieźle ale z czasem zaczęło brakować mocy, dłużyło się strasznie i był nawet moment, że chciałem odpuścić ale jakoś zebrałem się w sobie i dociagłem do końca w założonym tempie. Dokładnie w tym samym miejscu co wcześniej tym razem wyprzedziłem rowerzyste. Po trochę dłuższej przerwie ruszyłem w dół. Ten zjazd już miał jakieś ręce i nogi ale do dobrego mu daleko. Powrót do domu był drogą przez mękę Cały czas z wiatrem w twarz i na zmęczonych nogach, dołożyłem sobie kilka podjazdów ale chyba tylko na dobicie bo w dobrym tempie nie byłem w stanie ich wjechać. W domu byłem przed założonym czasem ale nie miałem ochoty dokręcać kilometrów. Być może to ostatni dłuższy wyjazd w tym tygodniu. Jutro czas nie pozwoli a w niedziele może już nie być odpowiedniej pogody.



Informacje o podjazdach:



Informacje o podjazdach:
Siłownia 36
Czwartek, 26 marca 2020 Kategoria Zima, Zima 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:00 | min/km: | |
| Pr. maks.: | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 120120 ( 61%) | HRavg | 76( 38%) | |
| Kalorie: | 120kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Ciężary | |||
Rozjazd 10
Czwartek, 26 marca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 26.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:04 | km/h: | 24.38 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 10.0°C | HRmax: | 139139 ( 71%) | HRavg | 116( 59%) |
| Kalorie: | 500kcal | Podjazdy: | 260m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd, musiałem podjechać w jedno miejsce i dodatkowo sprawdziłem rower. Po ostatnich problemach z łańcuchem musiałem zmienić jego długość i na nowo go skuć. Wydłużyłem go o dwa ogniwa w odniesieniu do wcześniejszej długości i spiąłem nową spinką. Spinka ciężko wchodziła i dopiero mocniejsze naciśniecie korby spowodowało, że wskoczyła na swoje miejsce. Nie miałem znów zbytnio czasu ale na godzinę udało się wyskoczyć.
Warunki lepsze niż w ostatnich dniach, noga niekoniecznie. Starałem się trzymać 1 strefy mocy, nie zawsze to było możliwe. Zdecydowałem się pojechać stałą trasą i dlatego pierwsza połowa była szybka i z wiatrem w plecy. Później zaczęły się schody. Na podjazdach wyskakiwałem znacznie poza przyjęty próg mocy, wiało w twarz i dlatego jechałem wolno i z niską kadencją, dodatkowe obciążenie nie ułatwiało zadania. Przed dwoma ostatnimi podjazdami musiałem się zatrzymać, pozbyłem się dosyć ciężkiej teczki z dokumentami i po dosyć długiej bo prawie 10 minutowej przerwie ruszyłem w kierunku domu. Noga w końcówce pracowała lepiej ale nic nie skłoniło mnie do wydłużenia jazdy bo grafik na kolejne godziny miałem dosyć napięty. Luźniejszy dzień powinien dobrze mi zrobić przed kolejnymi 3 w których czekają mnie wymagające treningi. Przed jazdą zapomniałem skalibrować licznik i z automatu pokazało, że startuje z poziomu morza a w rzeczywistości tak nie było i musiałem później kalibrować wysokości.


Trenażer 47
Środa, 25 marca 2020 Kategoria Trenażer, Zima, Zima 2020
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 166166 ( 85%) | HRavg | 134( 68%) |
| Kalorie: | 1168kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po wczorajszych przygodach nie miałem wystarczającej ilości czasu na doprowadzenie sprzętu do użytku i z dwojga złego wybrałem trenażer. Szybciej było przełożyć pomiar mocy do drugiego roweru który przystosowałem do trenażera niż bawić się w zmiany koła lub na szybko sprawdzać łańcuch. Czasu na jazdę też nie miałem dużo i nawet lepiej, że nie pojechałem na szosę bo raczej nie byłbym w stanie zrealizować wszystkich założeń treningowych. Na początku miałem drobne problemy z łącznością z czujnikami ale szybko się z tym uporałem i mogłem przystąpić bez przeszkód do treningu.
Zacząłem z wysokiej kadencji i dosyć dobrze noga podawała to utrzymywałem cały czas wysoki rytm. Musiałem jakoś rozgrzać nogę wiec po kilku minutach jazdy na stałej mocy zwiększyłem obciążenie i tak 4 razy aż doszedłem do mocy progowej. Później chwila na dostarczenie węglowodanów i byłem gotowy do pracy w 5 strefie. Chciałem trzymać kadencje w okolicy 70 ale nie byłem w stanie, zupełnie odzwyczaiłem się od niskich kadencji i nie lubię takiego przepychania, łatwiej wtedy utrzymać moc ale gorzej utrzymać koncentrację. Przedział 75-80 okazał się łatwiejszy do utrzymania. Początek to tradycyjne szukanie przełożenia na którym najlepiej utrzymać właściwą moc, po kilkudziesięciu sekundach się udało i mogłem się skupić na trzymaniu stałego tempa. Czas szybko leciał i już było po pierwszym powtórzeniu. Nie musiałem nawet zbytnio odpoczywać i do drugiego przystępowałem równie świeży jak do pierwszego. Zastosowałem lżejsze przełożenie ale większy opór trenażera i łatwiej było trzymać niższą kadencję, pod koniec odcinka już doszedłem do wyższej kadencji ale 80 nie przekroczyłem. Równie szybko jak wcześniej zregenerowałem siły przed ostatnimi 8 minutami w 5 strefie. Czas już się dłużył, obciążenie też zastosowałem większe przez co moc jaką generowałem była nieco wyższa niż podczas 2 pierwszych powtórzeń. Nie planowałem już żadnych akcentów ale brakowało mi do 100 TSS i dołożyłem dwa 60 sekundowe sprinty na bardzo wysokiej kadencji i mocy w okolicy FTP. Tętno podczas tych powtórzeń rosło dużo szybciej i różnica miedzy najniższym a najwyższym była większa niż w podczas wcześniejszych 8 minutowych prób. Kadencja ma wpływ na tętno, im wyższa tym zmiany tętna są większe. Ostatnie kilka minut to stopniowa redukcja obciążenia. Trening na papierze wyszedł mocny ale nie odczułem go zbytnio i pewnie gdybym trenował na zewnątrz obciążenie byłoby znacznie bardziej odczuwalne.

Zacząłem z wysokiej kadencji i dosyć dobrze noga podawała to utrzymywałem cały czas wysoki rytm. Musiałem jakoś rozgrzać nogę wiec po kilku minutach jazdy na stałej mocy zwiększyłem obciążenie i tak 4 razy aż doszedłem do mocy progowej. Później chwila na dostarczenie węglowodanów i byłem gotowy do pracy w 5 strefie. Chciałem trzymać kadencje w okolicy 70 ale nie byłem w stanie, zupełnie odzwyczaiłem się od niskich kadencji i nie lubię takiego przepychania, łatwiej wtedy utrzymać moc ale gorzej utrzymać koncentrację. Przedział 75-80 okazał się łatwiejszy do utrzymania. Początek to tradycyjne szukanie przełożenia na którym najlepiej utrzymać właściwą moc, po kilkudziesięciu sekundach się udało i mogłem się skupić na trzymaniu stałego tempa. Czas szybko leciał i już było po pierwszym powtórzeniu. Nie musiałem nawet zbytnio odpoczywać i do drugiego przystępowałem równie świeży jak do pierwszego. Zastosowałem lżejsze przełożenie ale większy opór trenażera i łatwiej było trzymać niższą kadencję, pod koniec odcinka już doszedłem do wyższej kadencji ale 80 nie przekroczyłem. Równie szybko jak wcześniej zregenerowałem siły przed ostatnimi 8 minutami w 5 strefie. Czas już się dłużył, obciążenie też zastosowałem większe przez co moc jaką generowałem była nieco wyższa niż podczas 2 pierwszych powtórzeń. Nie planowałem już żadnych akcentów ale brakowało mi do 100 TSS i dołożyłem dwa 60 sekundowe sprinty na bardzo wysokiej kadencji i mocy w okolicy FTP. Tętno podczas tych powtórzeń rosło dużo szybciej i różnica miedzy najniższym a najwyższym była większa niż w podczas wcześniejszych 8 minutowych prób. Kadencja ma wpływ na tętno, im wyższa tym zmiany tętna są większe. Ostatnie kilka minut to stopniowa redukcja obciążenia. Trening na papierze wyszedł mocny ale nie odczułem go zbytnio i pewnie gdybym trenował na zewnątrz obciążenie byłoby znacznie bardziej odczuwalne.


Miasto 13
Wtorek, 24 marca 2020 Kategoria 0-50, Miasto
| Km: | 35.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 23.33 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 690kcal | Podjazdy: | 740m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Trening 26
Wtorek, 24 marca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa, Zima, Zima 2020
| Km: | 38.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:26 | km/h: | 26.51 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 6.0°C | HRmax: | 173173 ( 88%) | HRavg | 140( 71%) |
| Kalorie: | 982kcal | Podjazdy: | 650m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po niedzielnym treningu skończonym w trudnych warunkach wyczyściłem dokładnie cały rower. Nasmarowałem łańcuch ale długo się wahałem czy nie wybrać jednak trenażera. Ostatecznie nie chciało mi się na szybko przystosowywać roweru i wybrałem szosę. Szybko się ubrałem, wziąłem odpowiednią ilość jedzenia i picia i w drogę. Na drogach bardzo dużo samochodów i ciężko się jechało. Nogi zastane i nie umiałem się rozkręcić. Dobrze rozplanowałem rozgrzewkę i zacząłem ją realizować, niestety trzy grosze wtrącił wiatr i musiałem minimalnie zweryfikować założenia aby nie wpaść na pełnej prędkości na niebezpieczne skrzyżowanie. Ostatecznie ilość czasu we właściwych strefach była taka jak planowałem i mogłem przystąpić do treningu. Miał to być prawdziwy test dla organizmu ale i sprzętu i jak się okazało test nie wyszedł zupełnie. Pierwsze powtórzenie to jak zwykle próba doboru przełożenia, długo szukałem optymalnego i nie mieściłem się w ramach jeżeli chodzi o moc i kadencje. Zweryfikowałem długość powtórzenia do 2 minut bo 3 w tym terenie bym nie wytrzymał na takiej kadencji i mocy. Wiedziałem, że przy drugim muszę dołożyć i zrzucić ząbek niżej. Zjechałem dosyć wolno pod lodowaty wiatr i ruszałem praktycznie z zatrzymanie od razu z grubej rury. Przy pierwszej próbie zmiany przełożenia na twardsze spadł łańcuch i musiałem się zatrzymać. Ruszyłem drugi raz, trzymałem już taką moc jaką chciałem ale po około 80 sekundach strzelił łańcuch, dokładnie w ten sam sposób co poprzednimi razami, rozpadło się ogniwo i musiałem się znów zatrzymać. Nie chcąc się bawić w skuwanie, skróciłem łańcuch o 3 ogniwa i zastosowałem spinkę tak aby dokończyć trening i wrócić do domu. Straciłem trochę czasu ale i pomyliłem się w liczeniu i zamiast 3 zrobiłem jeszcze 2 powtórzenia ale już nie na takiej mocy jak chciałem. Przez skrócenie łańcucha tylna przerzutka działała poprawnie tylko na małej tarczy z przodu i korzystałem tylko z jednego przełożenia co na odcinku o tak nierównomiernym nachyleniu oznaczało bardzo szarpaną jazdę. Po krótkim luźniejszym odcinku zrobiłem kolejne 5 powtórzeń. Nie wyszły one za dobrze i nie były tak równe jak myślałem, ale na nic innego nie pozwalał sprzęt. Gdybym przez te 2 minuty generował 10-15 Wat więcej to byłbym zadowolony, wiem, że nie dałem z siebie wszystkiego. Na koniec treningu zafundowałem sobie jeszcze jeden podjazd w 5 strefie na kadencji ponad 90. Czułem jeszcze rezerwy pod nogą i dlatego nie było satysfakcji. Do domu wróciłem walcząc z lodowatym wiatrem czołowym. Treningu nie mogę zaliczyć do udanych, lepsze to niż trenażer ale za dużo przeszkód nie pozwoliło zrealizować założeń. Z drugiej strony lepiej więcej usterek podczas jednego treningu niż po jednej na kilku jazdach z rzędu. Po drodze jeszcze małe problemy z licznikiem ale przyczyny już wyeliminowałem i przy następnym razie muszę sprawdzić kilka rzeczy przed jazdą aby potem nie wyskakiwały sprawy które utrudniają jazdę lub późniejszą analizę. Myślę, że nie był to ostatni trening na zewnątrz, na razie według wszystkich ustaleń nie ma konieczności abym musiał zostać w domu i zaprzestać samotnych treningów na szosie.




Podsumowanie 12 tygodnia 2020
Niedziela, 22 marca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Kolejny dziwny tydzień się skończył. Dla mnie był to naprawdę inny niż poprzednie czas. Nie mogłem normalnie chodzić do pracy i zmuszony byłem pracować w domu czego szczerze mówiąc nie lubię bo wówczas nie mogę się na niczym skupić. Dzięki temu jednak miałem więcej czasu na inne sprawy i nie musiałem skrupulatnie planować poszczególnych dni. Na razie nie zapowiada się na zmiany i będę musiał się do tej sytuacji przyzwyczaić. Przy tej sytuacji ciężko było wygospodarować czas na dłuższy trening i w okresie którym była najlepsza pogoda jeździłem po 1-2 godziny a gdy aura się pogorszyła to byłem w stanie przeznaczyć więcej czasu na rower. Mimo wcześniejszych założeń zrezygnowałem z testów mocy i patrząc na stan nóg w ostatnich dniach był to jedyny wybór ponieważ nie byłbym chyba w stanie dać z siebie maksimum podczas prób czasowych. Po odpoczynku nogi były strasznie zamulone, w poprzednich tygodniach objętość treningów była spora, mniej było intensywnych aktywności i przepaleń nogi. Jest to dobra podbudowa przed kolejnymi cyklami treningowymi. Udało się w ostatnim tygodniu zaliczyć górską trasę, taką jakie lubię najbardziej. Moja aktualna dyspozycja na podjazdach jest co najmniej dobra, solidny okres przygotowawczy zaczyna przynosić rezultaty. Moja forma idzie systematycznie do góry ale małymi krokami, bez dużych skoków co jest dla mnie szczególnie ważne. Testy mocy przełożyłem na kolejny tydzień odpoczynkowy który wypada za 4 tygodnie i myślę, ze wtedy wyniki wyjdą miarodajne. W moim przypadku nie można mówić o żadnym spadku motywacji, nie po to trenuje od kilku miesięcy aby teraz odpuszczać. Odwoływanie wyścigów nie wpływa na mnie negatywnie bo ta sytuacja ma także dobre strony. Wyścigi to tylko jedna z form trenowania kolarstwa, są także inne. Ja już swoje udowodniłem i nie widzę powodu dla którego miałbym przerywać treningi. Rywalizować można w inny sposób, pokonywać własne słabości, przesuwać granice wytrzymałości swojego organizmu czy pokonywać kolejne bariery które nie były wcześniej osiągalne. Jedyne co może mnie powstrzymać to całkowity zakaz jeżdżenia rowerem ale myślę, że do tego w najbliższym czasie nie dojdzie.
1.Obciążenie treningowe:

Mimo odpoczynku wartości ATL i CTL nie zmieniły się znacząco. Na koniec tygodnia CTL było wyższe niż na początku tygodnia. Wartości TSB osiągnęły bardzo niskie wartości, zdecydowanie najniższe w tym roku, pod koniec tygodnia wartości zaczęły iść do góry. Taki stan będzie się utrzymywał do momentu gdy suma TSS w każdym kolejnym tygodniu będzie zbliżona do siebie.
2.Czas aktywności:

3.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

W tym tygodniu wracam do treningów. W najbliższym trzy tygodniowym cyklu chęć pracować nad siłą, wytrzymałością siłową, Vo2Max a także nad technika pokonywania podjazdów i zjazdów. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Na razie chcę trzymać się założonych wcześniej obciążeń treningowych.
1.Obciążenie treningowe:

Mimo odpoczynku wartości ATL i CTL nie zmieniły się znacząco. Na koniec tygodnia CTL było wyższe niż na początku tygodnia. Wartości TSB osiągnęły bardzo niskie wartości, zdecydowanie najniższe w tym roku, pod koniec tygodnia wartości zaczęły iść do góry. Taki stan będzie się utrzymywał do momentu gdy suma TSS w każdym kolejnym tygodniu będzie zbliżona do siebie.
2.Czas aktywności:

3.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

W tym tygodniu wracam do treningów. W najbliższym trzy tygodniowym cyklu chęć pracować nad siłą, wytrzymałością siłową, Vo2Max a także nad technika pokonywania podjazdów i zjazdów. Wszystko zależy od rozwoju sytuacji. Na razie chcę trzymać się założonych wcześniej obciążeń treningowych.







