Trening 63
Niedziela, 8 lipca 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 108.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:46 | km/h: | 28.67 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 165165 ( 84%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 2150kcal | Podjazdy: | 1020m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wyjazd bardzo
wcześnie rano, później nie miałem czasu a chciałem zrobić przynajmniej 3
godzinny trening. Największy plus tej sytuacji to niemal zerowy ruch na
drogach. Nie wiedziałem jak się ubrać i przez to wyjechałem 5 minut później.
Już po starcie problem z licznikiem, bateria w czujniku prędkości przestała
działać i przy przełączeniu na prędkość z GPS coś poszło nie tak i pomimo tego,
że widziałem wszystkie dane to po zapisaniu ich nie było. Nie jestem
niewolnikiem liczb, ale zaliczyłem fajną trasę z kilkoma nie jechanymi jeszcze
odcinkami.


Trening 62
Sobota, 7 lipca 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 102.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:30 | km/h: | 29.14 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 167167 ( 85%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 2378kcal | Podjazdy: | 680m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po kilku
spokojnych jazdach, najwyższa pora wrócić do treningów. Na początek kilka
treningów tlenowych, wytrzymałościowych a później dopiero mocniejsze treningi.
Nie miałem czasu jechać rano i dopiero po 15 byłem w stanie wyjechać z domu. Nie
miałem ustalonej trasy, chciałem jeździć przynajmniej 3 i pół godziny. Po
wyjechaniu z domu trasa ustaliła się sama, dawno nie byłem w niektórych
miejscowościach i pojawiły się miejsca z robotami drogowymi, przy sobocie udało
się przejechać bez postojów. Przed Kaczycami znowu fragment nowej nawierzchni,
po takich drogach to można jeździć. Jak wjechałem do Czech to szybko wjechałem
na ścieżkę rowerową i te kilka kilometrów „Za Olzą” przejechałem ścieżkami
rowerowymi. Noga się rozkręciła i dosyć dobrym tempem przejechałem aż do
Pruchnej. Tam spore utrudnienia, dużo pieszych i kilka razy musiałem zwalniać.
W bidonach zrobiło się sucho i postój w sklepie był konieczny. Obrałem kierunek
Goczałkowice i nawet przeciwny wiatr nie był aż taką dużą przeszkodą. W
Pszczynie wjechałem na ścieżkę rowerową, szybko zrezygnowałem z jazdy ciągiem
pieszo-rowerowym, ciągłe hamowanie i przedzieranie się przez tabuny pieszych
nie sprzyjało równej jeździe. Mogłem jechać przez zaporę, ale pojechałem przez
Centrum. Nie był to najlepszy pomysł i trafiłem na zamknięty przejazd kolejowy,
czekałem kilka minut na przejazd, zawracać mi się nie chciało a za mną był
radiowóz i nie chciałem mijać zamkniętych rogatek. Za Goczałkowicami wreszcie
trochę luźniej i tak się rozluźniłem, że skręciłem o jedną drogę za wcześnie i
musiałem zawrócić. Później już bez problemów mogłem jechać dalej. Na koniec
jeden podjazd i kolejna niespodzianka. Krótki odcinek zupełnie nowej drogi i
dużo bezpieczniejsza jazda niż wcześniej z niewidocznym skrzyżowaniem na którym
trzeba było ustąpić pierwszeństwa. Pod koniec już mnie brakowało.








Odpoczynek 3
Czwartek, 5 lipca 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:37 | km/h: | 22.93 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 28.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 116( 59%) |
| Kalorie: | 1069kcal | Podjazdy: | 590m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trzeci wyjazd
regeneracyjny. Pogoda wręcz upalna i tym razem bufet był już w połowie
treningu. Żeby na niego zasłużyć pojechałem do końca drogi asfaltowej w
Brennej. Nie czułem nachylenia jadąc w górę, dopiero na zjeździe jak się
rozpędziłem to zobaczyłem, że końcówka podjazdu jest dosyć stroma. W centrum
Brennej zasłużony postój i odpływ sił. Powrót do domu był ciężki, zwłaszcza
podjazdy szły bardzo topornie. Po drodze niespodzianka, nowa nawierzchnia w
Górkach Wielkich, przybywa wyremontowanych dróg. Tętno z każdą jazdą wyższe, byłem jednak mocno zmęczony treningami i taki tydzień luzu dobrze mi zrobił.








Odpoczynek 2
Środa, 4 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 47.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 22.74 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 135135 ( 69%) | HRavg | 102( 52%) |
| Kalorie: | 879kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Druga jazda
typowo regeneracyjna, wyjazd dwie godziny wcześniej i przy innej pogodzie.
Kilka stopni cieplej i więcej słońca, dlaczego takiej pogody nie było na Pętli
Beskidzkiej, byłoby na pewno ciekawiej. Trasa trochę dłuższa, tempo podobne a
na koniec napój regeneracyjny i powrót do domu.






Odpoczynek 1
Wtorek, 3 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 33.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:29 | km/h: | 22.25 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 131131 ( 67%) | HRavg | 97( 49%) |
| Kalorie: | 637kcal | Podjazdy: | 290m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Połowa sezonu
minęła, przyszła pora na odpoczynek. Zwykle o tym zapominałem i prędzej czy
później przychodziło zmęczenie i ostatnie kilka tygodni sezonu były ciężkie a
dyspozycja poniżej oczekiwań. W tym roku postanowiłem to zmienić, luka w
kalendarzu startów i trochę mniej czasu na trening idealnie się z tym zgrały.
Pierwszy tydzień typowo regeneracyjny. Jazda na zupełnym luzie, bez patrzenia na licznik. Po drodze sporo utrudnień, chciałem sprawdzić jedną drogę która na mapie wyglądała obiecująco. Jak tylko wjechałem w nieznany teren to pojawiły się płyty i spore nachylenie, po około 100 metrach dałem sobie spokój i wróciłem na znaną drogę. 90 minut jazdy minęło szybko, po powrocie czułem się lepiej niż przed wyjazdem.



Pierwszy tydzień typowo regeneracyjny. Jazda na zupełnym luzie, bez patrzenia na licznik. Po drodze sporo utrudnień, chciałem sprawdzić jedną drogę która na mapie wyglądała obiecująco. Jak tylko wjechałem w nieznany teren to pojawiły się płyty i spore nachylenie, po około 100 metrach dałem sobie spokój i wróciłem na znaną drogę. 90 minut jazdy minęło szybko, po powrocie czułem się lepiej niż przed wyjazdem.



Podsumowanie czerwca
Niedziela, 1 lipca 2018
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Ciężki miesiąc
dobiegł końca. Sporo startów, ciężkich treningów i małe problemy zdrowotne
które w jakimś stopniu wpłynęły na moją formę sportową. Pierwszy wyścig etapowy
w sezonie już za mną. Dobra jazda na czas i fatalna w peletonie dały słaby
wynik.

Dobry trening i nic więcej, przy problemach z moją jazdą w peletonie nie mogło być inaczej. Po krótkiej przerwie w startach i doszlifowaniu umiejętności, trafiłem ze szczytem formy na drugą połowę miesiąca. Wszystko wyszło zgodnie z planem i na weekend do Wilczyc przyjechałem w gotowości do walki o najwyższe cele. Podczas sobotniej jazdy wszystko zagrało i pomimo niezbyt dobrych odczuć podczas jazdy pojechałem bardzo dobrze i zająłem najwyższe miejsce w historii moich występów. Do najlepszego czasu sporo brakło ale dużo lepiej pojechać nie mogłem.

Wyścig ze startu wspólnego poszedł już gorzej, parę chwil słabości i jazda indywidualna na czas przez niemal połowę trasy dały solidny rezultat, chociaż mogło być lepiej.


Po dobrej czasówce w Wilczycach kolejna już nie była tak udana, trudne jak dla mnie warunki, niezbyt dobra jazda i w sumie niezły wynik. Niedosyt pozostał i chciałem pokazać się z dobrej strony na Pętli Beskidzkiej. Wieńczący pierwszą cześć sezonu weekend w Wiśle miał być pokazem moich możliwości i na kilka dni przed startem jeszcze nic się nie działo. Im bliżej weekendu, tym gorzej się czułem, pojawił się katar, problemy z żołądkiem i zamiast walczyć na długim dystansie podjąłem decyzje o zmianie na krótki, szansa na ukończenie była większa. Sam start oceniam dobrze, pierwsze kilka kilometrów było tragiczne w moim wykonaniu, nie umiałem jechać swoim rytmem, męczyłem się, tłok, szarpane tempo i w pewnym sensie pogoda spowodowały, że przegrałem już na rundzie honorowej. Tak to bywa w tym sporcie, bez dobrej pozycji startowej nie jestem w stanie nic zrobić, nie lubię tłoku i nie czuje się pewnie w peletonie.

Dalszą część wyścigu już przejechałem dużo lepiej a ostatnie 20 kilometrów na tyle dobrze, że samotnie dojechałem do mety. Na mecie czułem się lepiej niż przed startem i czekałem już na niedzielną czasówkę. Jazda na czas poszła mi dużo lepiej. Co prawda warunki nie sprzyjały, jak dla mnie było za zimno, mimo to dałem z siebie wszystko i zanotowałem super czas. Idealne zwieńczenie bardzo intensywnej części sezonu. Teraz czas na odpoczynek, podreperowanie zdrowia i trening przed drugą częścią sezonu. Planuje mniej startów a szczególną uwagę i najlepszą formę szykuję na Road Trophy. Układ tras odpowiada mi całkowicie i pozostaje tylko przygotować dobrą nogę. Oprócz Trophy zamierzam pojechać kilka czasówek o różnym profilu i około 4-5 jednodniowych wyścigów. Mam nadzieje, że wystarczy sił, w poprzednich latach różnie z tym bywało i często kończyło się przemęczeniem.
Podsumowanie liczbowe:

Najlepsze moce:

Czas w strefach ( moc ):

Czas w strefach ( tętno ):

Wszystkie jazdy:

Plan startów na drugą część sezonu:


Dobry trening i nic więcej, przy problemach z moją jazdą w peletonie nie mogło być inaczej. Po krótkiej przerwie w startach i doszlifowaniu umiejętności, trafiłem ze szczytem formy na drugą połowę miesiąca. Wszystko wyszło zgodnie z planem i na weekend do Wilczyc przyjechałem w gotowości do walki o najwyższe cele. Podczas sobotniej jazdy wszystko zagrało i pomimo niezbyt dobrych odczuć podczas jazdy pojechałem bardzo dobrze i zająłem najwyższe miejsce w historii moich występów. Do najlepszego czasu sporo brakło ale dużo lepiej pojechać nie mogłem.

Wyścig ze startu wspólnego poszedł już gorzej, parę chwil słabości i jazda indywidualna na czas przez niemal połowę trasy dały solidny rezultat, chociaż mogło być lepiej.


Po dobrej czasówce w Wilczycach kolejna już nie była tak udana, trudne jak dla mnie warunki, niezbyt dobra jazda i w sumie niezły wynik. Niedosyt pozostał i chciałem pokazać się z dobrej strony na Pętli Beskidzkiej. Wieńczący pierwszą cześć sezonu weekend w Wiśle miał być pokazem moich możliwości i na kilka dni przed startem jeszcze nic się nie działo. Im bliżej weekendu, tym gorzej się czułem, pojawił się katar, problemy z żołądkiem i zamiast walczyć na długim dystansie podjąłem decyzje o zmianie na krótki, szansa na ukończenie była większa. Sam start oceniam dobrze, pierwsze kilka kilometrów było tragiczne w moim wykonaniu, nie umiałem jechać swoim rytmem, męczyłem się, tłok, szarpane tempo i w pewnym sensie pogoda spowodowały, że przegrałem już na rundzie honorowej. Tak to bywa w tym sporcie, bez dobrej pozycji startowej nie jestem w stanie nic zrobić, nie lubię tłoku i nie czuje się pewnie w peletonie.

Dalszą część wyścigu już przejechałem dużo lepiej a ostatnie 20 kilometrów na tyle dobrze, że samotnie dojechałem do mety. Na mecie czułem się lepiej niż przed startem i czekałem już na niedzielną czasówkę. Jazda na czas poszła mi dużo lepiej. Co prawda warunki nie sprzyjały, jak dla mnie było za zimno, mimo to dałem z siebie wszystko i zanotowałem super czas. Idealne zwieńczenie bardzo intensywnej części sezonu. Teraz czas na odpoczynek, podreperowanie zdrowia i trening przed drugą częścią sezonu. Planuje mniej startów a szczególną uwagę i najlepszą formę szykuję na Road Trophy. Układ tras odpowiada mi całkowicie i pozostaje tylko przygotować dobrą nogę. Oprócz Trophy zamierzam pojechać kilka czasówek o różnym profilu i około 4-5 jednodniowych wyścigów. Mam nadzieje, że wystarczy sił, w poprzednich latach różnie z tym bywało i często kończyło się przemęczeniem.
Podsumowanie liczbowe:

Najlepsze moce:

Czas w strefach ( moc ):

Czas w strefach ( tętno ):

Wszystkie jazdy:

Plan startów na drugą część sezonu:

ITT Czarna Wisełka 2018
Niedziela, 1 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:14 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 321kcal | Podjazdy: | 240m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po sobotnim
wyścigu, w niedziele czekała na zawodników czasówka na zmienionej trasie, dłuższej
i ciekawszej niż Zameczek. Czułem się lepiej niż w sobotę, ale warunki do jazdy
były jeszcze mniej sprzyjające niż dzień wcześniej. Podczas rozgrzewki temperatura
spadła nawet do 6 stopni, było tak zimno, że nogi nie chciały kręcić. Kilka
mocniejszych akcentów rozgrzało mnie i mogłem rozebrać część ubrań i ustawić się
na starcie. Ruszyłem mocno, nie miałem problemów z wpięciem się i nie straciłem
na tym nic. Nie zabrałem opaski tętna i bazowałem tylko na mocy. Po mocnym
początku trochę popuściłem i trzymałem równe tempo przez pierwsze dwa
kilometry. Po skręcie w prawo na najtrudniejszy fragment dałem z siebie dużo więcej,
bardzo mocna jazda pozwoliła mi sporo zyskać i wyprzedziłem jedną osobę a drugi
zawodnik był blisko z przodu. Dobry czas przeczuwałem już przy schronisku na
Stecówce. Ostatni fragment czasówki to już typowo interwałowy odcinek.
Wrzuciłem na dużą tarcze z przodu i jechałem już ile mogłem, miałem dwa momenty
słabości ale jakoś je przezwyciężyłem i z dobrym czasem minąłem linię mety. Nie
wiedziałem jak pojadą rywale i czekałem z niecierpliwością na dojazd wszystkich
do mety. Nie wszyscy wystartowali i mój czas dał wysokie 6 miejsce OPEN i 3 w
mojej kategorii wiekowej, nie tak dużo
brakło by być wyżej, ale tego dnia nie byłem w stanie dać z siebie więcej i
jestem bardzo zadowolony. Wreszcie przełamałem passę czasówek z miejscami 4-6,
na kilkanaście czasówek jakie pojechałem w ostatnich latach, 2 razy udało się wygrać
a pozostałe to najczęściej były miejsca 4-6 stąd to 3 miejsce cieszy jeszcze
bardziej. Biorąc pod uwagę małe problemy zdrowotne to taki wynik przed startem
brałbym w ciemno. Był to kolejny bardzo dobry weekend startowy wieńczący
pierwszą, bardzo intensywną część sezonu. Początek sezonu był pechowy ale gdy
pech odpuścił to poniżej pewnego poziomu nie zszedłem i wiem co muszę poprawić
przed dalszą częścią sezonu. Planuje przerwę w startach ale być może treningowo
gdzieś wystartuje, najbliższe ważniejsze starty to Przełomy Wisłoka i czasówka
w Rymanowie.






Rozgrzewka i Rozjazd
Niedziela, 1 lipca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 12.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:28 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 55.00 | Temperatura: | 7.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 230kcal | Podjazdy: | 160m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pętla Beskidzka 2018
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 86.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:51 | km/h: | 30.18 |
| Pr. maks.: | 85.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 165( 84%) |
| Kalorie: | 2693kcal | Podjazdy: | 1650m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Już połowa roku
minęła, więc przyszedł czas na Pętlę Beskidzką. Ten maraton zawsze dla mnie był
sentymentalny, od tego maratonu w 2009 roku zacząłem amatorsko startować w
imprezach amatorskich i nie wiem czy bym w ogóle wrócił do startów gdyby nie
ten maraton.
Kilka razy szykowałem najlepszą formę na ten dzień i nie inaczej było w tym roku. Jak się nastawiałem na wynik to zawsze coś stawało na przeszkodzie, w tym roku znowu nie wszystko zagrało jak powinno. Od dłuższego czasu miałem problemy ze zdrowiem. Przy dłuższym mocniejszym wysiłku brakowało mnie, nie był to problem z mocą a z oddechem, brakowało mi tlenu. Jest to skutek nieco zmienionych w ostatnim czasie warunków pracy a także zmiennych warunków atmosferycznych i słabej regeneracji. Wizyta u lekarza potwierdziła wszystko i zalecono mi oszczędzanie się i zmniejszenie wysiłku.
Nie miałem zamiaru rezygnować ze startu w Pętli ale w dzień startu miałem spory dylemat. Rano czułem się źle, nie byłem w stanie zjeść normalnego śniadania a temperatura powietrza nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Jedyną słuszną decyzją była zmiana dystansu na jedną rundę, bałem się, że nie podołam dłuższej trasie a 6 godzin w ciągu dnia w tym roku jeszcze nie jechałem. Była to chyba słuszna decyzja i wcale jej nie żałuję.
Na rozgrzewce nic nie wskazywało na dobrą jazdę i jedynym światełkiem w tunelu był fakt, że zjadłem normalny posiłek przed startem. Po kilku decyzjach o ubiorze zdecydowałem się na krótki strój i rękawki. Na start przyjechałem dosyć późno i nie miałem dobrej pozycji startowej. W moim przypadku to jest kluczowe, nie jestem w stanie przepychać się do przodu a jadąc na czele peletonu jestem w stanie utrzymać w miarę równe tempo. Udało mi się wystartować z nieco lepszej pozycji ale po starcie już zacząłem tracić i kilka razy było niebezpiecznie, im bliżej startu ostrego tym więcej było zrywów i kilka razy trzeba było hamować, te stary honorowe są bardzo niebezpiecznie i nie wiem czy lepi nie byłoby od razu puścić peletonu i zacząć ściganie dużo wcześniej. Pierwszy krótki podjazd przed zaporą poszedł mi fatalnie, w ogóle nie byłem w stanie kręcić swoim tempem i nic nie zyskiwałem. Przed Zameczkiem byłem już za peletonem i nie bardzo wierzyłem w to, że zaliczę dobry wyścig. Na początku Zameczka zacząłem nadrabiać, spory tłum trochę to utrudnił ale później stopniowo szło coraz lepiej, czas wyszedł bardzo przeciętny ale nadrobiłem sporo. Czołówka była daleko z przodu ale do drugiej grupy załapać się mogłem. Na zjeździe oczywiście straciłem, ale nie dużo i dogoniło mnie tylko kilka osób. Po zjeździe do Istebnej jechaliśmy we 4 a zmiany dawałem tylko ja i Marcin Wróbel. Przed Koniakowem pracowaliśmy we trzech ale to nic nie dało i dogoniło nas sporo osób. Nie wiem ile nas było dokładnie, trzymałem się z przodu i tak dojechaliśmy do Koczego Zamku. Niecałą minutę przed nami była spora grupa, ale dogonić nie było szans. Jechałem dosyć mocno i udało mi się zrobić niewielką przewagę na podjeździe. Na stromym zjeździe nie straciłem wiele i miałem zapas. Po około 2 kilometrach musiałem wyhamować z około 50 km/h do 20, nie wiem jakim cudem uniknąłem zderzenia z wjeżdżającym z pobocza dostawczakiem i wtedy dogoniła mnie grupa i jakimś cudem złapałem koło. Trzymałem się środka i jakoś jechałem. Im bliżej Milówki tym spływałem do tyłu i na rondo wjechałem na ostatniej pozycji. Zaczął się znienawidzony przeze mnie odcinek do Węgierskiej Górki . Tutaj wyszła cała prawda o poszczególnych zawodnikach. Współpracy nie było a jazda po zmianach była szarpana i chaotyczna. Ja starałem się jechać na tyle mocno jak potrafię ale nie wychodziło to tak jak powinno. Za bufetem znowu towarzystwo się rozluźniło i prowadziliśmy praktycznie we dwóch, w okolicy Lipowej zaczynałem trochę tracić, na zjazdach zostawałem za grupą, na podjazdach dojeżdżałem i tak aż do Buczkowic. Tam siłą woli zjadłem żela i widząc, że tempo jest niemal wycieczkowe przesunąłem się na przód. Po wjeździe na główną drogę w Szczyrku podkręciłem nieco tempo, nie było one na tyle mocne, że mogliśmy nadrobić cokolwiek do czołówki. Jakoś nikt nie był chętny do współpracy i jechałem cały czas na przodzie grupy aż do Soliska. Jak zaczął się podjazd na Salmopol to nie podkręciłem tempa i jeszcze grupa była w całości. Po kilkuset metrach zrobiła się przerwa, dojechał do mnie jeden zawodnik i wspólnie wjechaliśmy na szczyt. Blisko było kilka osób a reszty grupy nie było widać. Początek zjazdu nie należał do najszybszych, sporo samochodów przez które nie można było jechać z dobrą prędkością, druga część zjazdu już dużo szybsza, o dziwo nikt mnie nie wyprzedził. Dopiero w Wiśle Malince dojechały do mnie 3 osoby i po zmianach jechaliśmy na tyle ile się dało. Przed Zameczkiem wyprzedziliśmy dwie osoby które odpadły z lepszej grupy. Ostatni podjazd wjechałem już na 90 %, wiedziałem, że nikogo już nie dogonię, a towarzysze jechali kilka metrów za mną. W równym tempie dojechałem do mety. Nie wiedziałem dokładanie jak mi poszło, po sprawdzeniu wyników okazało się, że bardzo dobrze pojechałem, nieduża starta do najlepszych i dobre miejsce. Biorąc pod uwagę, fakt, że nie byłem w pełni sił a warunki nie należały do moich ulubionych oraz słaby początek to lepiej być nie mogło. Poziom który prezentowałem przez ostatni miesiąc utrzymany i kolejny start bez pecha, oby tak dalej.




Kilka razy szykowałem najlepszą formę na ten dzień i nie inaczej było w tym roku. Jak się nastawiałem na wynik to zawsze coś stawało na przeszkodzie, w tym roku znowu nie wszystko zagrało jak powinno. Od dłuższego czasu miałem problemy ze zdrowiem. Przy dłuższym mocniejszym wysiłku brakowało mnie, nie był to problem z mocą a z oddechem, brakowało mi tlenu. Jest to skutek nieco zmienionych w ostatnim czasie warunków pracy a także zmiennych warunków atmosferycznych i słabej regeneracji. Wizyta u lekarza potwierdziła wszystko i zalecono mi oszczędzanie się i zmniejszenie wysiłku.
Nie miałem zamiaru rezygnować ze startu w Pętli ale w dzień startu miałem spory dylemat. Rano czułem się źle, nie byłem w stanie zjeść normalnego śniadania a temperatura powietrza nie zachęcała do wyjścia na zewnątrz. Jedyną słuszną decyzją była zmiana dystansu na jedną rundę, bałem się, że nie podołam dłuższej trasie a 6 godzin w ciągu dnia w tym roku jeszcze nie jechałem. Była to chyba słuszna decyzja i wcale jej nie żałuję.
Na rozgrzewce nic nie wskazywało na dobrą jazdę i jedynym światełkiem w tunelu był fakt, że zjadłem normalny posiłek przed startem. Po kilku decyzjach o ubiorze zdecydowałem się na krótki strój i rękawki. Na start przyjechałem dosyć późno i nie miałem dobrej pozycji startowej. W moim przypadku to jest kluczowe, nie jestem w stanie przepychać się do przodu a jadąc na czele peletonu jestem w stanie utrzymać w miarę równe tempo. Udało mi się wystartować z nieco lepszej pozycji ale po starcie już zacząłem tracić i kilka razy było niebezpiecznie, im bliżej startu ostrego tym więcej było zrywów i kilka razy trzeba było hamować, te stary honorowe są bardzo niebezpiecznie i nie wiem czy lepi nie byłoby od razu puścić peletonu i zacząć ściganie dużo wcześniej. Pierwszy krótki podjazd przed zaporą poszedł mi fatalnie, w ogóle nie byłem w stanie kręcić swoim tempem i nic nie zyskiwałem. Przed Zameczkiem byłem już za peletonem i nie bardzo wierzyłem w to, że zaliczę dobry wyścig. Na początku Zameczka zacząłem nadrabiać, spory tłum trochę to utrudnił ale później stopniowo szło coraz lepiej, czas wyszedł bardzo przeciętny ale nadrobiłem sporo. Czołówka była daleko z przodu ale do drugiej grupy załapać się mogłem. Na zjeździe oczywiście straciłem, ale nie dużo i dogoniło mnie tylko kilka osób. Po zjeździe do Istebnej jechaliśmy we 4 a zmiany dawałem tylko ja i Marcin Wróbel. Przed Koniakowem pracowaliśmy we trzech ale to nic nie dało i dogoniło nas sporo osób. Nie wiem ile nas było dokładnie, trzymałem się z przodu i tak dojechaliśmy do Koczego Zamku. Niecałą minutę przed nami była spora grupa, ale dogonić nie było szans. Jechałem dosyć mocno i udało mi się zrobić niewielką przewagę na podjeździe. Na stromym zjeździe nie straciłem wiele i miałem zapas. Po około 2 kilometrach musiałem wyhamować z około 50 km/h do 20, nie wiem jakim cudem uniknąłem zderzenia z wjeżdżającym z pobocza dostawczakiem i wtedy dogoniła mnie grupa i jakimś cudem złapałem koło. Trzymałem się środka i jakoś jechałem. Im bliżej Milówki tym spływałem do tyłu i na rondo wjechałem na ostatniej pozycji. Zaczął się znienawidzony przeze mnie odcinek do Węgierskiej Górki . Tutaj wyszła cała prawda o poszczególnych zawodnikach. Współpracy nie było a jazda po zmianach była szarpana i chaotyczna. Ja starałem się jechać na tyle mocno jak potrafię ale nie wychodziło to tak jak powinno. Za bufetem znowu towarzystwo się rozluźniło i prowadziliśmy praktycznie we dwóch, w okolicy Lipowej zaczynałem trochę tracić, na zjazdach zostawałem za grupą, na podjazdach dojeżdżałem i tak aż do Buczkowic. Tam siłą woli zjadłem żela i widząc, że tempo jest niemal wycieczkowe przesunąłem się na przód. Po wjeździe na główną drogę w Szczyrku podkręciłem nieco tempo, nie było one na tyle mocne, że mogliśmy nadrobić cokolwiek do czołówki. Jakoś nikt nie był chętny do współpracy i jechałem cały czas na przodzie grupy aż do Soliska. Jak zaczął się podjazd na Salmopol to nie podkręciłem tempa i jeszcze grupa była w całości. Po kilkuset metrach zrobiła się przerwa, dojechał do mnie jeden zawodnik i wspólnie wjechaliśmy na szczyt. Blisko było kilka osób a reszty grupy nie było widać. Początek zjazdu nie należał do najszybszych, sporo samochodów przez które nie można było jechać z dobrą prędkością, druga część zjazdu już dużo szybsza, o dziwo nikt mnie nie wyprzedził. Dopiero w Wiśle Malince dojechały do mnie 3 osoby i po zmianach jechaliśmy na tyle ile się dało. Przed Zameczkiem wyprzedziliśmy dwie osoby które odpadły z lepszej grupy. Ostatni podjazd wjechałem już na 90 %, wiedziałem, że nikogo już nie dogonię, a towarzysze jechali kilka metrów za mną. W równym tempie dojechałem do mety. Nie wiedziałem dokładanie jak mi poszło, po sprawdzeniu wyników okazało się, że bardzo dobrze pojechałem, nieduża starta do najlepszych i dobre miejsce. Biorąc pod uwagę, fakt, że nie byłem w pełni sił a warunki nie należały do moich ulubionych oraz słaby początek to lepiej być nie mogło. Poziom który prezentowałem przez ostatni miesiąc utrzymany i kolejny start bez pecha, oby tak dalej.




Rozgrzewka i Rozjazd
Sobota, 30 czerwca 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 23.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:50 | km/h: | 27.60 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 174174 ( 89%) | HRavg | 131( 67%) |
| Kalorie: | 450kcal | Podjazdy: | 120m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||







