Wpisy archiwalne w miesiącu
Październik, 2019
Dystans całkowity: | 1109.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 49:58 |
Średnia prędkość: | 23.24 km/h |
Maksymalna prędkość: | 76.00 km/h |
Suma podjazdów: | 15390 m |
Maks. tętno maksymalne: | 188 (96 %) |
Maks. tętno średnie: | 170 (87 %) |
Suma kalorii: | 21206 kcal |
Liczba aktywności: | 27 |
Średnio na aktywność: | 46.21 km i 1h 51m |
Więcej statystyk |
Podsumowanie 43 tygodnia 2019
Niedziela, 20 października 2019 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Okres roztrenowania dobiegł
końca, przez ostatnie trzy tygodnie nie realizowałem żadnych założeń
treningowych a jedyne na czym się skupiałem to doskonalenie techniki. Bardzo
dobra pogoda pozwoliła jeździć równie często jak w poprzednich miesiącach.
Poznałem kilka nowych dróg, niektóre nadają się do jazdy szosówką, inne mniej.
Jeździłem zarówno w terenie płaskim, pagórkowatym jak i górskim. Stopniowo
schodziłem z obciążeń treningowych co skutkowało większymi wahaniami
dyspozycji. Dwa razy sprawdziłem się w zawodach i pomimo dużo gorszej formy niż
we wrześniu spisałem się bardzo dobrze m.in. dzięki technice. Jeszcze w zeszłym
roku nie potrafiłem dobrze zjeżdżać, finiszować, miałem problem z jazdą w
grupie a o skutecznym ataku mogłem tylko marzyć. Lepszego zakończenia sezonu
nie mogłam oczekiwać, zwycięstwo po solowej jeździe i zdecydowanie
najskuteczniejszym finiszu w żaden sposób nie może być podważalne. W ostatnich
latach sezon kończyłem w słabym stylu, nie udawało się w ostatnim tygodniu
zaliczyć dłuższej jazdy na ciekawej trasie. Tym razem było inaczej i w ostatnim
dniu przejechałem ciekawą trasę z trzema wymagającymi pojazdami. Dopisała
pogoda a także noga co pozwoliło czerpać przyjemność. Takiego okresu
roztrenowania nie pamiętam, zwykle moje aktywności w tym czasie były bardzo chaotyczne,
regularność a także brak większych wahań pozwoliły zakończyć sezon na niezłym
poziomie sportowym.
Udało się utrzymać wagę pomimo
wcześniejszych wahań. Monitorowanie wagi jest dla mnie bardzo ważne i nawet w
okresie bez treningowym nie mogę z tego zrezygnować.

Początek tygodnia przyniósł stopniowy spadek zarówno CTL jak i ATL ale intensywny weekend przywrócił te wartości do tych z początku tygodnia.

Udało się zanotować jedną z lepszych mocy godzinnych, pozostałe wyniki też wyszły niezłe chociaż sporo gorsze o najlepszych.

Nie skupiałem się na intensywności i zależała ona głównie od dnia i tego co działo się podczas każdej jazdy.
5. Dane liczbowe:
5.1. Podsumowanie z programu Golden Cheetach:
5.1.1. Dane ogólne:

5.1.2. Dane szczegółowe:

5.1.3. Czas w strefach:

5.2. Wstępny rozpis na 44 tydzień 2019:
Najbliższy tydzień będzie zupełnie luźny. Jak czas pozwoli to pojawi się kilka aktywności służących jako wprowadzenie do siłowni i marszobiegów które w najbliższym czasie będą przodować w moim planie treningowym.
5.3. Podsumowanie podjazdów:

Udało się zaliczyć trasę z ciekawymi podjazdami i na sam koniec sezonu poprawić czas na podjeździe na Budzin. Nie było to trudne bo ostatni raz podjeżdżałem tam 8 lat temu prezentując kilka klas gorszy poziom.
6. Podsumowanie sezonu:
Na podsumowanie sezonu przyjdzie czas tradycyjnie na koniec roku, na razie tylko kilka zdań na gorąco.
Zakończony sezon był inny niż poprzednie. Kosztował mnie bardzo dużo sił, najpierw nad powrotem do zdrowia, następnie nad budową i utrzymaniem formy. Bardzo dużo czasu poświęciłem na poprawę techniki i pod tym względem zrobiłem duży postęp. Forma także poszła do góry ale nie było to całkowicie zauważalne ze względu na ogólny wzrost poziomu sportowego. Ograniczyłem znacznie ilość startów co przyczyniło się do lepszych rezultatów. W znacznym stopniu opuścił mnie pech co było jednym z czynników decydujących o tym że był to jeden z najlepszych sezonów w moim wykonaniu. Osiągnąłem poziom który daje nadzieję na zrobienie kolejnych kroków w kierunku czołówki. Masa wyciągniętych wniosków z poprzednich lat pozwoliła stwierdzić , że muszę jak najlepiej przepracować zimę a w sezonie trenować mniej na wyższej intensywności i startować w takich zawodach do których mam predyspozycje, na ten moment są to czasówki i wyścigi nie trwające dłużej niż 3 godziny w trudnym terenie. Ogólny plan pracy już mam prawie gotowy, najważniejszym okresem będzie dla mnie koniec maja, czerwiec i początek lipca. Głównym celem na zimę jest zwiększenie masy mięśniowej, praca nad siłą, szybkością i Vo2Max. Szykuje się kilka mniejszych lub większych zmian które na pewno będą mieć wpływ na jakość treningów. Między innymi dlatego jak najlepsze przepracowanie zimy jest takie ważne. Jestem bardzo zmotywowany do ciężkiej pracy i nowe bodźce treningowe powinny pomóc w utrzymaniu motywacji do wiosny a także w kolejnym sezonie. Moje motto na najbliższe miesiące i sezon 2020 jest takie: „ Nie siła a technika zrobi z ciebie zawodnika”.
Cały sezon uznaje za udany bez względu na osiągnięcia. Rok temu niewiele wskazywało na to, że będę w stanie regularnie jeździć na średnim poziomie a tymczasem udało się osiągnąć poziom wyższy niż rok wcześniej, mimo dużych problemów zdrowotnych a także konieczności dysponowania czasem i dzielenie go pomiędzy kilka ważnych aspektów życia udało się regularnie trenować, zaliczyć ponad 500 godzin treningowo-startowych i nie zaniedbać pracy czy innych obowiązków jak to miało miejsce w 2018 roku. Często bierze się za przykład kolarzy prezentujących najlepszy poziom sportowy nie zdając sobie sprawy jak wygląda ich życie i plan dnia poza rowerem. Ja w tym roku dałem przykład, że pracując na etacie, dbając także o dom czy inne sprawy z powodzeniem można trenować i osiągnąć wysoki poziom. Pomijam już aspekty zdrowotne w wyniku których zaczynałem rok z dużo niższego pułapu sportowego jak inni.
- 1.Waga w ostatnim tygodniu:
- 2.Obciążenie treningowe:

Początek tygodnia przyniósł stopniowy spadek zarówno CTL jak i ATL ale intensywny weekend przywrócił te wartości do tych z początku tygodnia.
- 3.Najlepsze wartości mocy:

Udało się zanotować jedną z lepszych mocy godzinnych, pozostałe wyniki też wyszły niezłe chociaż sporo gorsze o najlepszych.
- 4.Intensywność treningów:

Nie skupiałem się na intensywności i zależała ona głównie od dnia i tego co działo się podczas każdej jazdy.
5. Dane liczbowe:
5.1. Podsumowanie z programu Golden Cheetach:
5.1.1. Dane ogólne:

5.1.2. Dane szczegółowe:

5.1.3. Czas w strefach:

5.2. Wstępny rozpis na 44 tydzień 2019:
Najbliższy tydzień będzie zupełnie luźny. Jak czas pozwoli to pojawi się kilka aktywności służących jako wprowadzenie do siłowni i marszobiegów które w najbliższym czasie będą przodować w moim planie treningowym.
5.3. Podsumowanie podjazdów:

Udało się zaliczyć trasę z ciekawymi podjazdami i na sam koniec sezonu poprawić czas na podjeździe na Budzin. Nie było to trudne bo ostatni raz podjeżdżałem tam 8 lat temu prezentując kilka klas gorszy poziom.
6. Podsumowanie sezonu:
Na podsumowanie sezonu przyjdzie czas tradycyjnie na koniec roku, na razie tylko kilka zdań na gorąco.
Zakończony sezon był inny niż poprzednie. Kosztował mnie bardzo dużo sił, najpierw nad powrotem do zdrowia, następnie nad budową i utrzymaniem formy. Bardzo dużo czasu poświęciłem na poprawę techniki i pod tym względem zrobiłem duży postęp. Forma także poszła do góry ale nie było to całkowicie zauważalne ze względu na ogólny wzrost poziomu sportowego. Ograniczyłem znacznie ilość startów co przyczyniło się do lepszych rezultatów. W znacznym stopniu opuścił mnie pech co było jednym z czynników decydujących o tym że był to jeden z najlepszych sezonów w moim wykonaniu. Osiągnąłem poziom który daje nadzieję na zrobienie kolejnych kroków w kierunku czołówki. Masa wyciągniętych wniosków z poprzednich lat pozwoliła stwierdzić , że muszę jak najlepiej przepracować zimę a w sezonie trenować mniej na wyższej intensywności i startować w takich zawodach do których mam predyspozycje, na ten moment są to czasówki i wyścigi nie trwające dłużej niż 3 godziny w trudnym terenie. Ogólny plan pracy już mam prawie gotowy, najważniejszym okresem będzie dla mnie koniec maja, czerwiec i początek lipca. Głównym celem na zimę jest zwiększenie masy mięśniowej, praca nad siłą, szybkością i Vo2Max. Szykuje się kilka mniejszych lub większych zmian które na pewno będą mieć wpływ na jakość treningów. Między innymi dlatego jak najlepsze przepracowanie zimy jest takie ważne. Jestem bardzo zmotywowany do ciężkiej pracy i nowe bodźce treningowe powinny pomóc w utrzymaniu motywacji do wiosny a także w kolejnym sezonie. Moje motto na najbliższe miesiące i sezon 2020 jest takie: „ Nie siła a technika zrobi z ciebie zawodnika”.
Cały sezon uznaje za udany bez względu na osiągnięcia. Rok temu niewiele wskazywało na to, że będę w stanie regularnie jeździć na średnim poziomie a tymczasem udało się osiągnąć poziom wyższy niż rok wcześniej, mimo dużych problemów zdrowotnych a także konieczności dysponowania czasem i dzielenie go pomiędzy kilka ważnych aspektów życia udało się regularnie trenować, zaliczyć ponad 500 godzin treningowo-startowych i nie zaniedbać pracy czy innych obowiązków jak to miało miejsce w 2018 roku. Często bierze się za przykład kolarzy prezentujących najlepszy poziom sportowy nie zdając sobie sprawy jak wygląda ich życie i plan dnia poza rowerem. Ja w tym roku dałem przykład, że pracując na etacie, dbając także o dom czy inne sprawy z powodzeniem można trenować i osiągnąć wysoki poziom. Pomijam już aspekty zdrowotne w wyniku których zaczynałem rok z dużo niższego pułapu sportowego jak inni.
Roztrenowanie 13
Niedziela, 20 października 2019 Kategoria 100-200, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 112.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:23 | km/h: | 25.55 |
Pr. maks.: | 75.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 180180 ( 92%) | HRavg | 137( 70%) |
Kalorie: | 1946kcal | Podjazdy: | 2050m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Ostatni wyjazd przed planowaną przerwą regeneracyjną. Korzystając z wolnego dnia pospałem dłużej i wstałem dopiero po 8:30. Zjadłem zbyt lekkie śniadanie i godzinę później już byłem gotowy do jazdy. Ubrałem się podobnie jak wczoraj biorąc dodatkowo do kieszonki kamizelkę. Chciałem zakończyć sezon jakąś fajną trasą i wiedząc co działo się np. w zeszłą sobotę na Równicy zdecydowałem się wybrać na Czechy. W tym roku nie byłem jeszcze na Jaworowym i Kozińcu i taki był plan.
Wyjechałem tradycyjnie już w kierunku Jaworza i trzymałem się jak najbliżej gór. Noga podawała całkiem nieźle od samego początku co zapowiadało bardzo przyjemną jazdę. Dobrze znaną drogą dojechałem do Grodźca i Górek gdzie po raz pierwszy poczułem mocniejszy podmuch wiatru w twarz. Najbardziej we znaki dawały się tłumy ludzi przy kościołach których na około 10 kilometrowym odcinku mijałem aż cztery. Uspokoiło się dopiero w Ustroniu gdzie z kolei pojawiło się więcej rowerzystów którzy w połączeniu ze wzmożonym ruchem samochodowym wymuszali częste używanie hamulców. Na poprawę sytuacji musiałem czekać do wjazdu do Czech. Pogoda była wyborna i wszystkie ważniejsze szczyty Beskidu Śląsko-Morawskiego były widoczne jak na dłoni. Nie mogłem cieszyć się szybkim zjazdem na którym karty rozdawał wiatr, później nie był już tak odczuwalny a ruch samochodowy był tak niewielki, że bez problemów przedostałem się przez Trzyniec. Zdecydowałem, że najpierw wjadę na Koziniec. Zmartwiła mnie ogromna liczba samochodów zaparkowanych przy głównej drodze ale nie po to jechałem 40 kilometrów aby nie zaliczyć żadnego podjazdu. Na podjeździe nie było dużego ruchu, minęły mnie tylko dwa samochody a dużo większym utrudnieniem były liście i inne zanieczyszczenia na drodze. Na podjeździe nie jechałem na maksa, dawałem z siebie tyle na ile pozwoliło przełożenie przy kadencji 75-85. Całkiem nieźle poszedł mi podjazd na szczycie którego nie było ani jednego wolnego miejsca postojowego. Trochę czasu straciłem na ubranie się na zjazd, założyłem tylko rękawki które zdjąłem przed podjazdem. Zjazd był bardzo asekuracyjny i wolny. Na zanieczyszczonej drodze łatwo było o kapcia lub wywrotkę i liczyło się tylko bezpieczeństwo. Po zjeździe podjąłem decyzje o odpuszczeniu Jaworowego i zaliczenia odjazdu na Luczkę. Była to chyba dobra decyzja, na Jaworowym były pewnie tłumy a nawierzchnia na podjeździe nie zachęcała do jazdy. Dosyć sprawnie dojechałem do podnóża podjazdu przed którym znowu zdjąłem rękawki. Już na początku wspinaczki we znaki dawał się bardzo silny południowy wiatr znacznie utrudniający jazdę. Starałem się jechać spokojnie i tak mniej więcej wyglądały pierwsze 3 kilometry podjazdu. Zabawa zaczęła się w momencie zwężenia drogi. Nachylenie gwałtownie wzrosło, łańcuch szybko znalazł się na 32 z tyłu. Ten podjazd zdecydowanie był za trudny jak na moją obecną formę. Nie lubię ścianek na których trzeba przepychać korbę a ponad połowa końcowej części wspinaczki na Luczkę właśnie tak wyglądała. Tutaj już wielkich rezerw nie byłem w stanie zachować. Dodatkowy urok dawała zanieczyszczona droga wśród drzew i dużych objętości liści, momentami ciężko było stwierdzić gdzie jechać i czy jest tam pod spodem droga. Męczyłem się strasznie ale w końcu znalazłem się na szczycie. Ładne widoki wynagrodziły trudy wspinaczki i nie żałowałem, ze wybrałem ten podjazd. Na szczycie dużo ludzi i nie zabawiłem tam długo. Przed zjazdem ubrałem rękawki i kamizelkę która przydała się na długim zjeździe. Jazda wyglądała jeszcze gorzej niż na poprzednim zjeździe. Robiłem wszystko aby jak najbezpieczniej zjechać nie przegrzewając obręczy. Udało się i zatrzymałem się na moment sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na szerokim zjeździe puściłem się odważniej, na dwóch zakrętach spanikowałem i wytraciłem dużo prędkości, za to na ostatnim kilometrze z wiatrem w plecy dokręciłem na maksa. Kamizelka powodowała zbyt duży opór i nie jechałem tak szybko jakbym mógł. Po zjeździe stwierdziłem, że zasłużyłem na postój. Wstąpiłem do cukierni z myślą o Kofoli. Niestety nie było i musiałem zadowolić się sokiem owocowym. Wiedziałem, że Kofoli napiję się przy granicy Czesko-Polskiej i po uzupełnieniu bidonu w pobliskim sklepie ruszyłem w dalszą drogę. Z wiatrem leciało się naprawdę fajnie i szybko. Chcąc ominąć Trzyniec skręciłem w boczną drogę i do przejścia granicznego w Lesznej dojechałem odcinkiem który dotąd jechałem tylko w przeciwną stronę. Krótki postój i mała Kofola dały mi jeszcze motywacje na zaliczenie jeszcze jednego, bardzo nielubianego przeze mnie podjazdu na Budzin od strony Lesznej. Na podjeździe o mocy w dużej mierze decydowało przełożenie i kadencja. Starałem się trzymać ponad 70 obr./min. ale nie wychodziło to idealnie. W drugiej części podjazdu sporo samochodów i pieszych wymuszających kilkukrotne hamowanie. Widoki wynagrodziły trudy wspinaczki ale podobnie jak na poprzednich szczytach duża liczba turystów nie zachęcała do dłuższego postoju. Ubrałem szybko rękawki i ruszyłem na kolejny znienawidzony odcinek – zjazd do Cisownicy. Skupiłem się wyłącznie na bezpieczeństwie i nawet dużo czystsza droga nie zachęciła mnie do puszczenia klamek. Po technicznej części zjazdu odetchnąłem z ulgą i przez Cisownicę przejechałem szybko i sprawnie. Do domu zdecydowałem się wrócić tą samą drogą która dojechałem do Ustronia. W nogach już czułem spory jak na październik dystans ale wiatr wiejący w plecy pozwalał na spokojniejszą jazdę. Wszelkie mocne zrywy już sobie podarowałem i powoli kulałem się w stronę Bielska. Dojeżdżając do Jaworza stwierdziłem, że nie warto pchać się w stronę gór i już najprostszą drogą wróciłem do domu. Nie spodziewałem się tak przyjemnego końca sezonu, w ostatnim czasie już czułem zmęczenie sezonem i myślę, że jest to idealny moment na odpoczynek, przedłużanie sezonu na siłę nie ma sensu. Ostatnio już miałem kilka niebezpiecznych sytuacji które mogły skończyć się tragicznie a każdy incydent mógłby wpłynąć na moją motywacje i znacznie wpłynąć na technikę którą z niezłym skutkiem staram się poprawić. Najważniejsze, że sezon kończę z tarczą, zupełnie inaczej niż trzy poprzednie.
Wyjechałem tradycyjnie już w kierunku Jaworza i trzymałem się jak najbliżej gór. Noga podawała całkiem nieźle od samego początku co zapowiadało bardzo przyjemną jazdę. Dobrze znaną drogą dojechałem do Grodźca i Górek gdzie po raz pierwszy poczułem mocniejszy podmuch wiatru w twarz. Najbardziej we znaki dawały się tłumy ludzi przy kościołach których na około 10 kilometrowym odcinku mijałem aż cztery. Uspokoiło się dopiero w Ustroniu gdzie z kolei pojawiło się więcej rowerzystów którzy w połączeniu ze wzmożonym ruchem samochodowym wymuszali częste używanie hamulców. Na poprawę sytuacji musiałem czekać do wjazdu do Czech. Pogoda była wyborna i wszystkie ważniejsze szczyty Beskidu Śląsko-Morawskiego były widoczne jak na dłoni. Nie mogłem cieszyć się szybkim zjazdem na którym karty rozdawał wiatr, później nie był już tak odczuwalny a ruch samochodowy był tak niewielki, że bez problemów przedostałem się przez Trzyniec. Zdecydowałem, że najpierw wjadę na Koziniec. Zmartwiła mnie ogromna liczba samochodów zaparkowanych przy głównej drodze ale nie po to jechałem 40 kilometrów aby nie zaliczyć żadnego podjazdu. Na podjeździe nie było dużego ruchu, minęły mnie tylko dwa samochody a dużo większym utrudnieniem były liście i inne zanieczyszczenia na drodze. Na podjeździe nie jechałem na maksa, dawałem z siebie tyle na ile pozwoliło przełożenie przy kadencji 75-85. Całkiem nieźle poszedł mi podjazd na szczycie którego nie było ani jednego wolnego miejsca postojowego. Trochę czasu straciłem na ubranie się na zjazd, założyłem tylko rękawki które zdjąłem przed podjazdem. Zjazd był bardzo asekuracyjny i wolny. Na zanieczyszczonej drodze łatwo było o kapcia lub wywrotkę i liczyło się tylko bezpieczeństwo. Po zjeździe podjąłem decyzje o odpuszczeniu Jaworowego i zaliczenia odjazdu na Luczkę. Była to chyba dobra decyzja, na Jaworowym były pewnie tłumy a nawierzchnia na podjeździe nie zachęcała do jazdy. Dosyć sprawnie dojechałem do podnóża podjazdu przed którym znowu zdjąłem rękawki. Już na początku wspinaczki we znaki dawał się bardzo silny południowy wiatr znacznie utrudniający jazdę. Starałem się jechać spokojnie i tak mniej więcej wyglądały pierwsze 3 kilometry podjazdu. Zabawa zaczęła się w momencie zwężenia drogi. Nachylenie gwałtownie wzrosło, łańcuch szybko znalazł się na 32 z tyłu. Ten podjazd zdecydowanie był za trudny jak na moją obecną formę. Nie lubię ścianek na których trzeba przepychać korbę a ponad połowa końcowej części wspinaczki na Luczkę właśnie tak wyglądała. Tutaj już wielkich rezerw nie byłem w stanie zachować. Dodatkowy urok dawała zanieczyszczona droga wśród drzew i dużych objętości liści, momentami ciężko było stwierdzić gdzie jechać i czy jest tam pod spodem droga. Męczyłem się strasznie ale w końcu znalazłem się na szczycie. Ładne widoki wynagrodziły trudy wspinaczki i nie żałowałem, ze wybrałem ten podjazd. Na szczycie dużo ludzi i nie zabawiłem tam długo. Przed zjazdem ubrałem rękawki i kamizelkę która przydała się na długim zjeździe. Jazda wyglądała jeszcze gorzej niż na poprzednim zjeździe. Robiłem wszystko aby jak najbezpieczniej zjechać nie przegrzewając obręczy. Udało się i zatrzymałem się na moment sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Na szerokim zjeździe puściłem się odważniej, na dwóch zakrętach spanikowałem i wytraciłem dużo prędkości, za to na ostatnim kilometrze z wiatrem w plecy dokręciłem na maksa. Kamizelka powodowała zbyt duży opór i nie jechałem tak szybko jakbym mógł. Po zjeździe stwierdziłem, że zasłużyłem na postój. Wstąpiłem do cukierni z myślą o Kofoli. Niestety nie było i musiałem zadowolić się sokiem owocowym. Wiedziałem, że Kofoli napiję się przy granicy Czesko-Polskiej i po uzupełnieniu bidonu w pobliskim sklepie ruszyłem w dalszą drogę. Z wiatrem leciało się naprawdę fajnie i szybko. Chcąc ominąć Trzyniec skręciłem w boczną drogę i do przejścia granicznego w Lesznej dojechałem odcinkiem który dotąd jechałem tylko w przeciwną stronę. Krótki postój i mała Kofola dały mi jeszcze motywacje na zaliczenie jeszcze jednego, bardzo nielubianego przeze mnie podjazdu na Budzin od strony Lesznej. Na podjeździe o mocy w dużej mierze decydowało przełożenie i kadencja. Starałem się trzymać ponad 70 obr./min. ale nie wychodziło to idealnie. W drugiej części podjazdu sporo samochodów i pieszych wymuszających kilkukrotne hamowanie. Widoki wynagrodziły trudy wspinaczki ale podobnie jak na poprzednich szczytach duża liczba turystów nie zachęcała do dłuższego postoju. Ubrałem szybko rękawki i ruszyłem na kolejny znienawidzony odcinek – zjazd do Cisownicy. Skupiłem się wyłącznie na bezpieczeństwie i nawet dużo czystsza droga nie zachęciła mnie do puszczenia klamek. Po technicznej części zjazdu odetchnąłem z ulgą i przez Cisownicę przejechałem szybko i sprawnie. Do domu zdecydowałem się wrócić tą samą drogą która dojechałem do Ustronia. W nogach już czułem spory jak na październik dystans ale wiatr wiejący w plecy pozwalał na spokojniejszą jazdę. Wszelkie mocne zrywy już sobie podarowałem i powoli kulałem się w stronę Bielska. Dojeżdżając do Jaworza stwierdziłem, że nie warto pchać się w stronę gór i już najprostszą drogą wróciłem do domu. Nie spodziewałem się tak przyjemnego końca sezonu, w ostatnim czasie już czułem zmęczenie sezonem i myślę, że jest to idealny moment na odpoczynek, przedłużanie sezonu na siłę nie ma sensu. Ostatnio już miałem kilka niebezpiecznych sytuacji które mogły skończyć się tragicznie a każdy incydent mógłby wpłynąć na moją motywacje i znacznie wpłynąć na technikę którą z niezłym skutkiem staram się poprawić. Najważniejsze, że sezon kończę z tarczą, zupełnie inaczej niż trzy poprzednie.
Zakończenie sezonu z Jas-Kółkami
Sobota, 19 października 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 84.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:53 | km/h: | 29.13 |
Pr. maks.: | 70.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 188188 ( 96%) | HRavg | 148( 75%) |
Kalorie: | 1599kcal | Podjazdy: | 1060m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Każdy sezon kiedyś się kończy, jednym
z wydarzeń kończących umownie ten okres jest tradycyjny wyścig na Zakończenie
sezonu z Jas-Kółkami. W tym roku nie przywiązywałem dużej wagi do przygotowania
a samą rywalizacje chciałem potraktować jako zabawę. Nie miałem nawet ochoty na
rozgrzewkę i z domu wjechałem o takiej porze aby na starcie w Dębowcu być około
10-15 minut przed startem. Pogoda była bardzo dobra, dosyć ciepło ale żeby było
ciekawiej to wiało. Ubrałem rękawki które miałem zamiar zdjąć przed startem.
Nie wziąłem za dużo jedzenia ale miało to wystarczyć, zapomniałem o magnezie i
o mały włos aby się przydał.
Spokojnym tempem dojechałem do Dębowca. Prawie cały czas jechałem z wiatrem i to pozwoliło dosyć szybko dojechać do celu. Na starcie zabrakło kilku mocnych zawodników ale mimo to zjawiło się około 20 osób. Start opóźnił się o kilka minut i nie było mocnego tempa na początku. Po chwili ruszył Marek, można powiedzieć, że tradycyjnie, podobnie wyglądał start GMJ i Rajdu z Metą na Równicy. Odtwarzając sobie w głowie poprzednie edycje wyścigu na których Marek po mocnym początku był w stanie wygrać wyścig, nie mogłem odpuścić. Jadąc równym tempem zacząłem przesuwać się do przodu, po około kilometrze byłem już na kole Marka, wyszedłem na czoło ale po chwili zmienił mnie Patryk. Nie wiedziałem co dzieje się z tyłu i ruszyłem mocniej, przed zjazdem jechałem z Patrykiem po zmianach a później na czoło wyszedł Marek i odjechał. Na zjeździe pod wiatr odstałem, Patryk również tracił dystans ale wszystko było do nadrobienia. Po wjeździe na główną drogę znowu znalazłem się na czele, jechałem dosyć mocno, nie wiedziałem ile osób jest na moim kole. Lekko obróciłem się do tyłu i zobaczyłem, że jestem sam. Nie wiem co się stało, ale Patryka nie było widać, Marek miał już kilka sekund starty a za nim kilkuosobowa grupka. Nie zastanawiałem się długo i ruszyłem mocno nie kalkulując. Będąc świadomym tego, że w tych warunkach nie mam większych szans na samotną ucieczkę i dojechanie do mety. Cisnąłem ile mogłem, na zjeździe zawahałem się na zanieczyszczonym liśćmi łuku i pewnie straciłem kilka sekund. Druga cześć zjazdu już dużo lepsza i dzięki temu z rozpędu wjechałem krótki podjazd do główniejszej drogi. Na zakrętach ryzykowałem, dawałem z siebie wszystko, dobrą moc udało się utrzymać na całym podjeździe w Kostkowicach. Dobre predyspozycje do jazdy na czas dodały mi skrzydeł na szybkim, prowadzącym lekko w dół odcinku do Dębowca. Na drugą rundę wjechałem w dobrym tempie nie oglądając się za siebie. Byłem bardzo zmotywowany do walki i dzięki temu dawałem z siebie jeszcze więcej, jechałem na 100 %. Miałem dużo szczęścia i na każdym skrzyżowaniu nie musiałem hamować. Nie zauważyłem spadku sił i postanowiłem jechać mocno aż do odcięcia. Wolałem padnąć na trasie po walce niż po raz kolejny jechać w grupce i czaić się na finisz jak to zwykle bywało. Zjazdy na drugiej rundzie wyglądały bardzo dobrze a na podjazdach nie brakowało mocy. Bałem się, że dobra współpraca w grupce goniącej pozwoli na zlikwidowanie mojej przewagi na odcinku do Dębowca. Cisnąłem tam ile mogłem, chwile wcześniej wziąłem żela który miał mi dodać energii na decydującą fazę wyścigu. Podjazd kończący drugą rundę ciągnął mi się a w dodatku zacząłem odczuwać zbliżające się skurcze w nogach. Na zjeździe do drogi Skoczów-Cieszyn rozluźniłem się trochę i prawie wypadłem z drogi, na podjeździe jechałem już na maksa i za zakrętem zobaczyłem zbliżającego się Patryka. Moja przewaga nie była duża i jedyną nadzieją na utrzymanie prowadzenia było zachowanie przewagi do początku finałowego podjazdu. Od tego momentu już nie kalkulowałem, jechałem na maksa mimo zbliżających się skurczy. Byłem już nieźle ujechany, znowu szczęście dopisało i miałem pustą drogę aż do Dębowca. Minął mnie tylko jeden samochód ale jechał za szybko by próbować się za niego złapać. Agresywnie wszedłem w ostatni newralgiczny zakręt na trasie, rozpędziłem się ile mogłem. Nie oglądałem się już za siebie, znalazłem jeszcze rezerwy mocy i ostatnie 3 minuty były bardzo mocne i równe. Podjazd bardzo mi spasował. Już w połowie byłem niemal pewny, że jak się nic nie wydarzy to zwycięstwo mam w kieszeni. Mimo to nie odpuściłem na chwile i linie mety minąłem jako pierwszy zawodnik. Zwycięstwo było zasłużone i zdecydowane. Na dobrą sprawę miałem tylko jednego rywala któremu tym razem nie dopisało szczęście. Lepszego zakończenia sezonu nie mogłem sobie wymarzyć. Przewaga nad kolejnymi zawodnikami była bardzo wyraźna. Warunki na trasie były trudne, niesprzyjające samotnej jeździe i dlatego to zwycięstwo jest dla mnie cenniejsze, to nagroda za ciężką prace wykonaną w tym roku na treningach a także zwieńczenie bardzo udanej końcówki sezonu.
Po wyścigu już spokojniejszym tempem wróciłem do domu. Sił już nie miałem ale wiatr się odwrócił i znowu pomagał.
Spokojnym tempem dojechałem do Dębowca. Prawie cały czas jechałem z wiatrem i to pozwoliło dosyć szybko dojechać do celu. Na starcie zabrakło kilku mocnych zawodników ale mimo to zjawiło się około 20 osób. Start opóźnił się o kilka minut i nie było mocnego tempa na początku. Po chwili ruszył Marek, można powiedzieć, że tradycyjnie, podobnie wyglądał start GMJ i Rajdu z Metą na Równicy. Odtwarzając sobie w głowie poprzednie edycje wyścigu na których Marek po mocnym początku był w stanie wygrać wyścig, nie mogłem odpuścić. Jadąc równym tempem zacząłem przesuwać się do przodu, po około kilometrze byłem już na kole Marka, wyszedłem na czoło ale po chwili zmienił mnie Patryk. Nie wiedziałem co dzieje się z tyłu i ruszyłem mocniej, przed zjazdem jechałem z Patrykiem po zmianach a później na czoło wyszedł Marek i odjechał. Na zjeździe pod wiatr odstałem, Patryk również tracił dystans ale wszystko było do nadrobienia. Po wjeździe na główną drogę znowu znalazłem się na czele, jechałem dosyć mocno, nie wiedziałem ile osób jest na moim kole. Lekko obróciłem się do tyłu i zobaczyłem, że jestem sam. Nie wiem co się stało, ale Patryka nie było widać, Marek miał już kilka sekund starty a za nim kilkuosobowa grupka. Nie zastanawiałem się długo i ruszyłem mocno nie kalkulując. Będąc świadomym tego, że w tych warunkach nie mam większych szans na samotną ucieczkę i dojechanie do mety. Cisnąłem ile mogłem, na zjeździe zawahałem się na zanieczyszczonym liśćmi łuku i pewnie straciłem kilka sekund. Druga cześć zjazdu już dużo lepsza i dzięki temu z rozpędu wjechałem krótki podjazd do główniejszej drogi. Na zakrętach ryzykowałem, dawałem z siebie wszystko, dobrą moc udało się utrzymać na całym podjeździe w Kostkowicach. Dobre predyspozycje do jazdy na czas dodały mi skrzydeł na szybkim, prowadzącym lekko w dół odcinku do Dębowca. Na drugą rundę wjechałem w dobrym tempie nie oglądając się za siebie. Byłem bardzo zmotywowany do walki i dzięki temu dawałem z siebie jeszcze więcej, jechałem na 100 %. Miałem dużo szczęścia i na każdym skrzyżowaniu nie musiałem hamować. Nie zauważyłem spadku sił i postanowiłem jechać mocno aż do odcięcia. Wolałem padnąć na trasie po walce niż po raz kolejny jechać w grupce i czaić się na finisz jak to zwykle bywało. Zjazdy na drugiej rundzie wyglądały bardzo dobrze a na podjazdach nie brakowało mocy. Bałem się, że dobra współpraca w grupce goniącej pozwoli na zlikwidowanie mojej przewagi na odcinku do Dębowca. Cisnąłem tam ile mogłem, chwile wcześniej wziąłem żela który miał mi dodać energii na decydującą fazę wyścigu. Podjazd kończący drugą rundę ciągnął mi się a w dodatku zacząłem odczuwać zbliżające się skurcze w nogach. Na zjeździe do drogi Skoczów-Cieszyn rozluźniłem się trochę i prawie wypadłem z drogi, na podjeździe jechałem już na maksa i za zakrętem zobaczyłem zbliżającego się Patryka. Moja przewaga nie była duża i jedyną nadzieją na utrzymanie prowadzenia było zachowanie przewagi do początku finałowego podjazdu. Od tego momentu już nie kalkulowałem, jechałem na maksa mimo zbliżających się skurczy. Byłem już nieźle ujechany, znowu szczęście dopisało i miałem pustą drogę aż do Dębowca. Minął mnie tylko jeden samochód ale jechał za szybko by próbować się za niego złapać. Agresywnie wszedłem w ostatni newralgiczny zakręt na trasie, rozpędziłem się ile mogłem. Nie oglądałem się już za siebie, znalazłem jeszcze rezerwy mocy i ostatnie 3 minuty były bardzo mocne i równe. Podjazd bardzo mi spasował. Już w połowie byłem niemal pewny, że jak się nic nie wydarzy to zwycięstwo mam w kieszeni. Mimo to nie odpuściłem na chwile i linie mety minąłem jako pierwszy zawodnik. Zwycięstwo było zasłużone i zdecydowane. Na dobrą sprawę miałem tylko jednego rywala któremu tym razem nie dopisało szczęście. Lepszego zakończenia sezonu nie mogłem sobie wymarzyć. Przewaga nad kolejnymi zawodnikami była bardzo wyraźna. Warunki na trasie były trudne, niesprzyjające samotnej jeździe i dlatego to zwycięstwo jest dla mnie cenniejsze, to nagroda za ciężką prace wykonaną w tym roku na treningach a także zwieńczenie bardzo udanej końcówki sezonu.
Po wyścigu już spokojniejszym tempem wróciłem do domu. Sił już nie miałem ale wiatr się odwrócił i znowu pomagał.
Roztrenowanie 12
Piątek, 18 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 34.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:19 | km/h: | 25.82 |
Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | 130( 66%) |
Kalorie: | 611kcal | Podjazdy: | 520m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny krótki wyjazd bez planu
na trasę. Nie chciało mi się po raz kolejny jechać na Przegibek wiec pojechałem
na objazd wiosek. Początek standardowy, jak najbliżej gór co oznaczało prawie 3
kilometry wspinaczki na start. Pozwoliło to rozgrzać dobrze nogi przed
pierwszym zjazdem. Korzystając z bardzo silnego południowego wiatru postanowiłem
jak najszybciej pokonać około 1500 metrowy odcinek. Wydłużyłem go sobie o 200
metrów służących rozwinięciu prędkości. Jechałem naprawdę mocno i udało się poprawić
najlepszy czas na tym odcinku. Nie oznaczało to wcale przypływu mocy bo z
wiatrem to nawet śmieci lecą szybko. Po tym epizodzie nie planowałem już
mocniejszych pociągnięć. W pewnym momencie zmieniłem zdanie i będąc rozpędzonym
chciałem zaatakować mocno podjazd pod kościół w Łazach. Znacznie przeliczyłem się
z siłami i w połowie podjazdu po 20 sekundach mocnej jazdy odcięło mnie i musiałem
odpuścić. To tylko potwierdziło brak formy i już nie miałem ochoty na
sprawdzanie nogi na kolejnych podjazdach. Umiarkowanym tempem pokonałem kolejne
kilometry głównie walcząc z wiatrem. W Grodźcu niepotrzebnie odbiłem w boczną,
całkowicie przykrytą liśćmi drogę i nie zauważyłem kilku dziur w które wpadłem z
impetem. Na szczęście nic się nie stało i bezpiecznie skończyłem najkrótszą w
tym tygodniu przejażdżkę.
Roztrenowanie 11
Czwartek, 17 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 41.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:35 | km/h: | 25.89 |
Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 127( 65%) |
Kalorie: | 698kcal | Podjazdy: | 540m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Dzień wolny nie wpłynął zbyt korzystnie na moją dyspozycję. Gdyby
nie pogoda to pewnie nie ruszałbym się z domu ale jednak pojechałem. W nogach
totalna pustka, nie byłem w stanie czerpać przyjemności z jazdy i po drodze
przyszło mi do głowy kilka głupich pomysłów. Wyjechałem dosyć późno gdy było
zaledwie kilka stopni cieplej niż rano i trochę żałowałem, że nie wyjechałem z
samego rana. Wybrałem się w rejon Wilkowic więc czekał mnie przejazd przez
miasto. Nie był on bezproblemowy, trafiłem na kilku nerwowych kierowców którzy
niezbyt dobrze radzili sobie na drodze i przez to straciłem trochę czasu.
Myślałem, że z czasem noga będzie lepsza ale przełomu nie było i mając jakiś
zapas czasowy tylko patrzyłem jak go ubywa. Już w pierwszej części trasy
straciłem za dużo czasu i nie bardzo miałem gdzie nadrobić. Na zjeździe z
Wilkowic chciałem szybciej zjechać ale cały zjazd był wolny. Gdy tylko się rozpędziłem
to wyprzedzał mnie autobus i po chwili hamował i tak kilka razy. Jedną z
przyczyn złego samopoczucia na początku był fakt, że do tego momentu walczyłem
z przeciwnym wiatrem. Druga część trasy miała być szybsza ale czekało na mnie
jeszcze kilka podjazdów. Korzystając z okazji sprawdziłem nową, jeszcze nie
otwartą drogę z Rybarzowic do Buczkowic. Być może ta droga odciąży trochę
pozostałe drogi w okolicy. Droga jest także bardzo widokowa ale nie miałem
zbytnio czasu na oglądanie i musiałem skupić się na jak najszybszym pokonaniu
tego odcinka by nikt z robotników mnie nie przegonił. Na szczęście nikt mnie nie zatrzymał i
bezpiecznie dojechałem do Buczkowic. Czując wiatr wiejący w plecy wpadłem na
głupi pomysł i zacząłem rozpędzać rower z górki. Rozwinąłem niezłą prędkość ale nie podobało
się to kierowcom którzy postanowili mnie spowolnić co im się udało. Miałem
nauczkę a wpadnięcie w kratkę ściekową mogło skończyć się tragicznie ale
skończyło się dosyć szczęśliwie. Od tego momentu jechałem już spokojnie. W
Bielsku zaliczyłem jeszcze kilka podjazdów dokładając ponad 100 metrów w
pionie. Lepiej jechało się tylko dlatego, że jechałem z wiatrem. Przerwa między
sezonowa zbliża się wielkimi krokami i ostatnie dni pogody chciałbym jak najlepiej
wykorzystać.
Roztrenowanie 10
Wtorek, 15 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 39.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:34 | km/h: | 24.89 |
Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 121( 62%) |
Kalorie: | 619kcal | Podjazdy: | 510m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny dzień pogody ale także małej ilości czasu i musiałem
wyjechać dosyć wcześnie by móc zaliczyć chociaż 90 minut jazdy. Ubrałem się za
grubo i podczas jazdy byłem zmuszony zrzucić zbędne warstwy. Nie miałem znowu
planu na trasę ale na Przegibek nie chciało mi się jechać więc skierowałem się
na Jaworze. Noga nie była tak dobra jak dzień wcześniej co było odczuwalne
zwłaszcza na podjazdach. Po przejechaniu przez Jaworze pojawił się silniejszy
wiatr z południa co zapowiadało ciekawą jazdę. Trzymając się możliwie bocznych
dróg dojechałem do Górek Wielkich a następnie Brennej. Wiatr rozdawał karty i
raz jechało się szybko i lekko by za chwilę walczyć z czołowymi podmuchami. Będąc
w Ustroniu wpadłem na pomysł sprawdzenia kilku bocznych dróg. Pierwszą z nich był
ciekawie wyglądający łącznik Lipowca z Krzywańcem. Żeby trafić na właściwą
drogę pobłądziłem i aż trzy razy szukałem odpowiedniego skrętu. Gdy już trafiłem
na właściwy szlak to moim oczom ukazał się ładny widok na góry a także położone
na zboczach budynki mieszczące się w Górkach czy Brennej. Zwykle ten widok był zasłonięty
przez zabudowania czy pola kukurydzy na równoległych drogach, nie było czasu aby
podziwiać widoki i drogą lekko w dół dojechałem do znanego mi odcinka łączącego
Lipowiec z Zalesiem. Nie jechałem długo tą drogą bo po chwili odbiłem w prawo w
kolejną boczną dróżkę. Nie był to długi łącznik i szybko znalazłem się na
drodze prowadzącej do ronda w Górkach Wielkich. Miałem jeszcze jedną możliwość
urozmaicenia trasy i po kilkuset metrach znowu skręciłem w prawo w kolejną
boczną drogę. Znowu ten odcinek nie był długi i po około 2 minutach znalazłem
się już na dobrze znanej drodze którą dojechałem do ronda. Postanowiłem wrócić
do domu tą samą drogą którą przyjechałem z jednym szybkim zjazdem. Myślałam o
jak najszybszej jeździe w dół ale trochę się przeliczyłem. Najpierw pojawił się
samochód z przeciwka wymuszając hamowania później wiatr nie pozwolił na
rozwinięcie odpowiedniej prędkości przed zakrętem i dosyć długo się
rozpędzałem. Boczny wiatr nie pozwolił na wiele i udało się poprawić czas o 1
sekundę. Dalsza droga już spokojna, bez żadnych prób mocniejszej jazdy. Mimo
dosyć spokojnej jazdy czułem zmęczenie, zwłaszcza w nogach.
Miasto 28
Poniedziałek, 14 października 2019 Kategoria b'Twin 2019, blisko domu, Miasto, Samotnie, Szosa
Km: | 81.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:35 | km/h: | 22.60 |
Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1590kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Roztrenowanie 9
Poniedziałek, 14 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 38.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:31 | km/h: | 25.05 |
Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 126( 64%) |
Kalorie: | 672kcal | Podjazdy: | 710m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pogoda w dalszym ciągu zaskakuje i aż żal siedzieć w domu
więc wyskoczyłem na kolejne 90 minut. Nie miałem pomysłu na trasę więc wybrałem
się znowu na Przegibek. Jednym z czynników jakie zdecydowały był fakt że w tym
roku byłem na tej przełęczy już 69 razy i miałem okazję poprawić ten wynik.
Noga tego dnia była całkiem niezła, najlepsza od wielu dni i w połączniu z
piękną pogodą przyjemność z jazdy była ogromna. W mieście sporo samochodów ale
udało się bezpiecznie i szybko przedostać do Straconki. Podjazd na Przegibek
poszedł gładko czego nie można powiedzieć o zjeździe. Miałem zamiar technicznie
zjechać ale już na samym początku pojawił się zawalidroga którego udało się
wyprzedzić dopiero w połowie zjazd, stąd druga część zjazdu wyraźnie lepsza
technicznie i szybsza. Po zjeździe zatrzymałem się na moment i ruszyłem w
powrotną drogę. Znowu przyjemnie się podjeżdżało, zapomniałam nawet o tym że
jestem bez formy i starałem się jechać równo co tym razem wychodziło. To co nie
udało się na pierwszym zjeździe zrobiłem na kolejnym. Co prawda ruszyłem dosyć
spokojnie i w pierwszej części zjazdu nie miałem odpowiedniej szybkości.
Później przy bardzo dobrej technice pojawiła się szybkość, ponad połowa zjazdu
była prawie idealna ale później na jednym z łuków pojawił się samochód wyprzedzający
podjeżdżającego kolarza i wytraciłem za dużo prędkości i musiałem zmienić
pozycję. Ponowne ułożenie się zajęło za dużo czasu i dopiero na samej końcówce
zjazdu zyskałem kilka sekund. Był to jeden z najlepszych moich zjazdów ale
widoczne są rezerwy i jest jeszcze co poprawiać. Najchętniej wjechałbym jeszcze
raz na szczyt w celu powtórzenia zjazdu ale nie miałem już czasu i skierowałem
się na zachód. Sprawnie przedostałem się przez miasto by na samym końcu trafić
na ciężarówkę blokującą drogę. Dobrze wykorzystałem ten dzień i nauka zebrana
na zjeździe powinna pomóc w doskonaleniu tego elementu układanki.
Podsumowanie 42 tygodnia 2019
Niedziela, 13 października 2019 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Miniony tydzień przebiegł pod znakiem roztrenowania a także zmiennej aury. Jeździłem głownie z myślą o zbliżającej się przerwie od roweru, nie planowałem już żadnych startów i decyzje o wystartowaniu w Pucharze Równicy podjąłem bardzo spontanicznie i bez żadnego przygotowania stanąłem na starcie. To, że formy już nie ma potwierdziło się już na samym początku wyścigu gdzie na początku podjazdu zaczęli mnie wyprzedzać zawodnicy walczący o TOP 10 od końca. Dałem z siebie wszystko na co było mnie stać tego dnia, na trasie było wszystko, dynamiczne podjazdy nie na moją aktualną formę, szybkie i techniczne zjazdy na których radziłem sobie bardzo dobrze, silny i zmienny wiatr pozwalający szlifować różne techniki jazdy w grupie, były chwile zwątpienia, skurcze oraz wieńczący rywalizacje podjazd na Równicę. Była to dla mnie ważna lekcja i zbieranie kolejnych doświadczeń. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony ze swojej postawy. Po 8 edycjach tego wyścigu podczas których działy się różne, najczęściej złe dla mnie rzeczy udało się odczarować ten wyścig i wpisać go na listę tych które udało się ukończyć w najlepszej 20 OPEN. Ostatni podjazd na Równice to zawsze była walka z samym sobą a tym razem udało się bez większych chwil słabości wjechać na Równice i nawet zafiniszować z samym sobą. Był to na pewno ostatni start w tym roku i najlepsze zakończenie sezonu od 4 lat kiedy byłem w formie i ostatni wyścig ją potwierdził, ostatnie 3 lata to albo brak formy, defekty lub typowa „bomba” w ostatnim wyścigu sezonu. Po wyścigu zacząłem także układać już plan pracy na najbliższe miesiące, pracuje także nad aktualizacją Rankingu Podjazdów i spisem wyścigów które mnie interesują i z których wybiorę te w jakich chciałbym wystartować w 2020 roku. Przewiduje starty zarówno w czasówkach jak i wyścigach jednodniowych, nad etapówkami pomyśle ale w pierwszej części sezonu nie przewiduje startów w wielodniowych imprezach i na siłę nie będę szukał etapówek. Dużym plusem kończącego się tygodnia była poprawa pogody pozwalająca myśleć nad zakończeniem sezonu kilkoma krótkimi przejażdżkami i jakąś dłuższą bardziej wymagającą trasą czego brakowało w poprzednim roku.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po tym jak już po raz kolejny moja forma rozpadła się jak domek z kart a ja starałem się utrzymać wagę na zbliżonym poziomie stwierdziłem, że musze spróbować zmienić nawyki żywieniowe. Od połowy września stopniowo wycofywałem z piramidy żywieniowej niepotrzebne składniki i zastępowałem je innymi, bardziej potrzebnymi do zarówno utrzymania wagi jak i dostarczenia większej ilości energii. Z czasem pojawiły się korzyści takie jak redukcja tkanki tłuszczowej niosąca za sobą także spadek wagi poniżej wcześniej określonego minimum. Zmiany wagi spowodowały także duże wahania dyspozycji dnia ale warto poświecić jakiś czas na takie zmiany aby w przyszłym roku nie musieć się przejmować waga, ilością dostarczanej energii i robić to z automatu. Złe odżywianie miało także wpływ na zupełny brak przełożenia dyspozycji treningowej na wyścigową. Przez problemy z wagą spadek dyspozycji jest znacznie bardziej odczuwalny dla mojego organizmu.
2.Obciążenie treningowe:

W tym tygodniu obciążenie treningowe miało już być mniejsze. Początkowo tak było ale udział w wyścigu spowodował, że wartości ATL i CTL osiągnęły podobne wartości jak wcześniej. Utrzymujący się już jakiś czas dodatni TSB świadczy o tym, że mój organizm nie jest już poddawany dużym obciążeniom i każdy mocniejszy akcent jest odczuwalny.
3.Najlepsze wartości mocy:

Osiągnięte na wyścigu wartości mocy są dużo niższe niż moje maksymalne. Innym łatwym do stwierdzenia faktem jest to, że nie byłem w stanie powtórzyć wyniku w kolejnym powtórzeniu. Kolejne próby np. na 2 minuty były już słabsze o 20-30 Wat.
4.Intensywność treningów:

Nie zwracałem uwagi na intensywność poszczególnych aktywności. Podczas wyścigu byłem w stanie pojechać na 80 % FTP co jest wynikiem przeciętnym zwłaszcza, że wysiłek trwał niecałe 2 godziny a takie a nawet lepsze wyniki wcześniej miałem nawet na 4 godzinnych wyścigach.
5.Podsumowanie liczbowe:
5.1.Dane z programu Golden Cheetach:
5.1.1.Dane ogólne:

5.1.2.Czas w strefach:

5.1.3.Dane szczegółowe:

5.2.Wstępny rozpis na 43 tydzień 2019:
Ostatni tydzień roztrenowania ma być pogodny wiec chciałbym jak najwięcej razy skorzystać z aury i pojeździć. Na koniec sezonu planuje trasę z górskimi podjazdami w Czechach lub Beskidzie Małym.
5.3.Podsumowanie podjazdów:

1.Waga w ostatnim tygodniu:

Po tym jak już po raz kolejny moja forma rozpadła się jak domek z kart a ja starałem się utrzymać wagę na zbliżonym poziomie stwierdziłem, że musze spróbować zmienić nawyki żywieniowe. Od połowy września stopniowo wycofywałem z piramidy żywieniowej niepotrzebne składniki i zastępowałem je innymi, bardziej potrzebnymi do zarówno utrzymania wagi jak i dostarczenia większej ilości energii. Z czasem pojawiły się korzyści takie jak redukcja tkanki tłuszczowej niosąca za sobą także spadek wagi poniżej wcześniej określonego minimum. Zmiany wagi spowodowały także duże wahania dyspozycji dnia ale warto poświecić jakiś czas na takie zmiany aby w przyszłym roku nie musieć się przejmować waga, ilością dostarczanej energii i robić to z automatu. Złe odżywianie miało także wpływ na zupełny brak przełożenia dyspozycji treningowej na wyścigową. Przez problemy z wagą spadek dyspozycji jest znacznie bardziej odczuwalny dla mojego organizmu.
2.Obciążenie treningowe:

W tym tygodniu obciążenie treningowe miało już być mniejsze. Początkowo tak było ale udział w wyścigu spowodował, że wartości ATL i CTL osiągnęły podobne wartości jak wcześniej. Utrzymujący się już jakiś czas dodatni TSB świadczy o tym, że mój organizm nie jest już poddawany dużym obciążeniom i każdy mocniejszy akcent jest odczuwalny.
3.Najlepsze wartości mocy:

Osiągnięte na wyścigu wartości mocy są dużo niższe niż moje maksymalne. Innym łatwym do stwierdzenia faktem jest to, że nie byłem w stanie powtórzyć wyniku w kolejnym powtórzeniu. Kolejne próby np. na 2 minuty były już słabsze o 20-30 Wat.
4.Intensywność treningów:

Nie zwracałem uwagi na intensywność poszczególnych aktywności. Podczas wyścigu byłem w stanie pojechać na 80 % FTP co jest wynikiem przeciętnym zwłaszcza, że wysiłek trwał niecałe 2 godziny a takie a nawet lepsze wyniki wcześniej miałem nawet na 4 godzinnych wyścigach.
5.Podsumowanie liczbowe:
5.1.Dane z programu Golden Cheetach:
5.1.1.Dane ogólne:

5.1.2.Czas w strefach:

5.1.3.Dane szczegółowe:

5.2.Wstępny rozpis na 43 tydzień 2019:
Ostatni tydzień roztrenowania ma być pogodny wiec chciałbym jak najwięcej razy skorzystać z aury i pojeździć. Na koniec sezonu planuje trasę z górskimi podjazdami w Czechach lub Beskidzie Małym.
5.3.Podsumowanie podjazdów:

Roztrenowanie 8
Niedziela, 13 października 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa
Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:28 | km/h: | 21.82 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 9.0°C | HRmax: | 139139 ( 71%) | HRavg | 114( 58%) |
Kalorie: | 439kcal | Podjazdy: | 500m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Udało się znaleźć czas na rower. Do 9:00 spokojnie mogłem jeździć i długość jazdy zależała głównie od godziny wyjazdu. Około 7:30 byłem gotowy do wyjazdu co oznaczało 90 minut czasu. Nie miałem najmniejszej ochoty na mocną jazdę więc wybrałem się regeneracyjnym tempem w kierunku Przegibka. Już po paru minutach zauważyłem wysokie tętno ale nie przyjąłem się tym i jechałem dalej. Ruch na drogach był mały ale było kilka sytuacji w których musiałem się zatrzymać. W powietrzu czuć już było jesień a kolorowy krajobraz i masa liści tylko to potwierdziła. Do Straconki dojechałem w idealnym czasie i spokojnie zacząłem się wspinać na Przegibek. Nie wjeżdżało się już tak swobodnie jak kilka tygodni temu ale tragedii nie było. Na szczycie nie było potrzeby zatrzymania się i od razu ruszyłem w dół. Na zjeździe skupiłem się na technice i pozycji aerodynamicznej. Pomimo dużego wpływu wiatru i braku dokręcania na prostych zjechałem dosyć szybko i bardzo dobrze technicznie. Pozycja aero wyglądała lepiej ale moje ciało jeszcze jakiś czas odczuwało skutki jazdy w nienaturalnej pozycji. Do domu wróciłem już bez żadnych przygód niemal idealnie mieszcząc się w ramach czasowych. Dobrana trasa i tempo okazały się idealne na ten dzień.