Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%) |
| Czas w ruchu: | 6556:08 |
| Średnia prędkość: | 26.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2024461 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3763302 kcal |
| Liczba aktywności: | 2724 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Roztrenowanie 2
Środa, 2 października 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 64.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:24 | km/h: | 26.67 |
| Pr. maks.: | 76.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 177177 ( 90%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 1193kcal | Podjazdy: | 880m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Druga typowa przejażdżka
jesienna. Pogoda i samopoczucie dużo gorsze a mimo to wybrałem się na Równice. Wiało
dosyć mocno i znowu zdecydowałem się na jazdę bocznymi drogami gdzie ten wiatr
nie był tak odczuwalny. Jechałem spokojnym tempem do momentu w którym po raz
pierwszy poczułem powiew wiatru w plecy. Nie potrafię wykorzystać w pełni wpływu
wiatru wiejącego w plecy i dlatego nie byłem zadowolony z szybkości jaką
rozwinąłem, wciąż w dużej mierze bazuje na możliwościach organizmu a z aerodynamiką
mam odczuwalny problem. Mimo to przy następnej okazji znowu próbowałem rozwinąć
jak najlepszą szybkość i także nie wyglądało to zbyt dobrze. Przez następne kilkadziesiąt
minut walczyłem z mniejszym lub mocniejszym wiatrem bocznym lub wiejącym w
twarz. Mimo starań nie byłem w stanie jechać cały czas równo i spokojnie i u
podnóża podjazdu na Równice już czułem zmęczenie. Podjazd szedł mi słabo, wysokie
tętno, niska moc i kadencja której nie lubię. Jakoś dotarłem się na szczyt
gdzie wiało jeszcze bardziej. Po krótkim postoju ruszyłem w dół. Nie wiem czy
to zasługa wiatru ale dosyć szybko zjeżdżałem zawalając techniczny aspekt
zjazdu. Za kostką nie byłem w stanie wykorzystać wiatru wiejącego w plecy i rozkręcić
roweru do wysokiej kadencji na której w ostatnim czasie czułem się dobrze. Myślałem,
że powrót do Bielska będzie przyjemny ale już po wjeździe do Ustronia musiałem
zwolnić i kilka razy się zatrzymać. Kilka osób jadących potężnymi samochodami
20 km/h przez Centrum wybiło mnie z rytmu. Lepiej było dopiero po przejechaniu
wszystkich rond. Wtedy też wpadłem na głupi pomysł i zacząłem sprint do skrzyżowania
z drogą w kierunku Brennej. Fatalna moc, uczucie miękkości roweru i słabe
możliwości spowodowały, ze ujechałem się strasznie bez żadnego efektu. To nie
był koniec głupich i złych decyzji podjętych tego dnia. Zamiast jechać lepszej
jakości drogą przez Brenną skręciłem w dziurawy i nierówny skrót do Górek gdzie
dodatkowo walczyłem z dużą ilością samochodów i pieszych. Kolejny błąd popełniłem
kilka minut później. Po podjeździe w Górkach Wielkich skręciłem w prawo w
boczną drogę tylko po to aby na kolejnym zjeździe przy maksymalnym możliwym rozpędzeniu
roweru pokazać jak słabym jestem kolarzem. Nawet z wiatrem w plecy nie potrafię
jeździć tak szybko jak inni. Chwile później po przemyśleniu sprawy
stwierdziłem, że jestem głupi i takimi rzeczami nie mogę się przejmować. Dużo
spokojniejszym tempem wróciłem do domu. Kolejny dzień pogody wykorzystany,
kolejne mają być gorsze i już chyba mogę powiedzieć, że sezon startowy mogę uznać
za zakończony.




Miasto 26
Wtorek, 1 października 2019 Kategoria 50-100, b'Twin 2019, Miasto, Samotnie, Szosa
| Km: | 57.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:25 | km/h: | 23.59 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1130kcal | Podjazdy: | 1030m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Roztrenowanie 1
Wtorek, 1 października 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 27.11 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 158158 ( 81%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 973kcal | Podjazdy: | 750m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Przełom września października zwykle u mnie oznacza początek okresu roztrenowania, nie inaczej jest w tym roku. Pierwszy luźny wyjazd bez patrzenia na cyferki i pilnowania tętna, mocy czy kadencji. Przed jazdą ustaliłem sobie jeden cel jakim była jak największa liczba przewyższeń bez wjazdu w góry. W tym celu zamiast w stronę głównej drogi skierowałem się na Jaworze. Od samego startu jechałem pod górę, godzina wyjazdu nie była najlepsza bo na drogach był spory ruch pojazdów, po przejechaniu obok przedszkola i szkoły już zrobiło się spokojniej. Po wjeździe na boczną drogę znowu więcej pojazdów ale dużego wpływu na moją jazdę to nie miało. Powoli zbliżałem się do wierzchołka z którego czekał mnie dłuższy zjazd. Po wjeździe na główną drogę zacząłem przyspieszać, wiatr wiejący w plecy pomógł w rozwinięciu niezłej prędkości której jednak nie byłem w stanie utrzymać do końca zjazdu. Po drodze musiałem bardzo uważać na samochody i pieszych wchodzących z pobocza na drogę. Chciałem uniknąć jazdy drogą Bielsko-Skoczów i wybrałem najbardziej optymalną trasę omijającą ten odcinek. Wjechałem na niego dopiero w Świętoszówce gdzie nie ma dogodnej alternatywnej drogi. Po około kilometrze znowu skręciłem w boczna drogę którą dojechałem do Górek Wielkich. Z kilku możliwych dróg prowadzących do Ustronia wybrałem tą z najmniejszym ruchem i podczas jazdy minął mnie tylko jeden samochód. Po szybkim zjeździe do Nierodzima nie wiedziałem gdzie jechać i skierowałem się na Bładnice a później Kisielów. Przegapiłem skrzyżowanie na którym miałem skręcić w lewo i pojechałem dłuższą i gorszej jakości drogą. Po odcinku prowadzącym lekko w dół wjechałem ponownie w pagórkowaty teren. Po około 10 kilometrach jazdy w zmiennym tempie i zaliczeniu kilku krótkich podjazdów dojechałem do Skoczowa gdzie zupełnie się pogubiłem i nie wiedziałem jak trafić na właściwą drogę. Ostatecznie wybrnąłem z niezręcznej dla mnie sytuacji i trafiłem na kolejne utrudnienia, najpierw spory zator przed rondem a następnie zamknięty przejazd kolejowy. Do domu wróciłem dłuższą drogą przez Bielowicko, Wieszczęta i Łazy. Po drodze jeszcze dwa razy przegapiłem drogi w które miałem skręcić, raz w porę się zorientowałem i zawróciłem a drugim razem straciłem trochę czasu. Najważniejsze, ze jazda była przyjemna a pogoda pozwoliła cieszyć się pięknymi, jesiennymi widokami.




Trening 112
Niedziela, 29 września 2019 Kategoria 100-200, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019, w grupie
| Km: | 110.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:47 | km/h: | 29.07 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 1641kcal | Podjazdy: | 1130m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po sobotniej czasówce czułem się dużo lepiej niż tydzień temu. Mimo to nie ciągło mnie w góry i postanowiłem pojechać na trening grupowy. Moja jazda w grupie wygląda krótko mówiąc słabo i musze zacząć nad tym pracować aby na wyścigach móc skutecznie rywalizować z czołówką. Zapowiadali niezłą pogodę i temperaturę dochodzącą do 20 stopni, nie bardzo chciałem wierzyć tym prognozom i ubrałem się cieplej. Na początek musiałem dojechać pod Twomark, dawno tam nie byłem i sporo się pozmieniało, dojazd pod Salon obecnie jest niemożliwy. Żeby dostać się na drugą stronę drogi gdzie czekało już kilka osób musiałem zejść z roweru, pokonać różnicę wysokości i dopiero znalazłem się na właściwej drodze. Po kilku minutach czekania i dojeździe reszty ekipy ruszyliśmy spokojnie w kierunku Jasienicy. Na początku nie umiałem się odnaleźć w grupie ale z czasem było coraz lepiej. Trzymałem się w środku grupy i nie pchałem do przodu jak to zwykle bywało. Spokojne tempo pozwalało na skupienie się na trzymaniu odpowiedniej pozycji i sygnalizacje dokładnie wszystkich manewrów. Na zjeździe przyjąłem odpowiednią pozycje i nie straciłem wiele do grupy. Na bocznych drogach trzymałem się z tyłu i dopiero w Ustroniu wyszedłem na pierwszą tego dnia zmianę. Noga się rozkręciła i po ustaleniu dogodnego dla wszystkich tempa mogłem tak jechać bardzo długo i na czele znajdowałem się aż do Goleszowa. Później schowałem się i znowu skupiłem na utrzymaniu pozycji. Na krótkim podjeździe w kierunku Dzięgielowa trochę się porozrywało, po zjeździe udało się połączyć w zwartą grupę ale na podjeździe znowu koledzy narzucili mocniejsze tempo i nie wszyscy byli w stanie je utrzymać. Na szczęście tuż za wjazdem do Czech był krótki postój na złapanie oddechu i uzupełnienie zapasów energii. Na szybkim odcinku do Cieszyna miałem już problemy z utrzymaniem pozycji w grupie. Moje braki przy dużych prędkościach są zauważalne i czeka mnie dużo pracy nad wyeliminowaniem tego, walczyłem z tym przez cały czas i momentami nawet jechałem już całkiem dobrze ale były też chwile gdy odstawałem i nie korzystałem z koła. Po wjeździe do Polski znowu zaczęło się dzielić. Kilka osób narzuciło mocniejsze tempo na podjazdach, nie zamierzałem się szarpać i jechałem z tyłu grupki. Po wyjeździe z Cieszyna znowu jechaliśmy w jednej grupie. Z wiatrem jechało się dosyć szybko, na kolejnych podjazdach znowu szło mocne tempo. Kilka osób odskoczyło a ja spokojnie prowadziłem resztę grupy. Lekko odstałem dopiero na ostatnim trudniejszym fragmencie przed Skoczowem. Po zjeździe nastąpiła krótka przerwa na kawę. Po przerwie już samotnie ruszyłem w kierunku Ustronia sprawdzić trasę Pucharu Równicy. Noga podawała całkiem nieźle i nawet jazda pod wiatr nie była taka ciężka. Gdy dojechałem do Ustronia i wjechałem na rundę wyścigu to już zaczęły się schody, na wstępie już dwie duże wyrwy w asfalcie które w połączeniu z wąską drogą jaka następuje po zjeździe z głównej drogi już mnie dyskwalifikuje na starcie bo nie wierze w to, że w ciągu niecałych dwóch tygodni droga zostanie naprawiona. Po około kilometrze dobrej jakości drogi znowu pojawia się przekop przez drogę z dużą ilością luźnych kamieni. Zjazd do głównej również nie wygląda najlepiej, dzisiaj przeszkadzały dodatkowo samochody. Na końcu zjazdu mimo niewielkiej prędkości podbiło mi rower i niewiele brakowało abym leżał. Druga część rundy wygląda lepiej ale bez szału. Już w zeszłym roku ta runda mi się nie podobała a teraz nawierzchnia jest dużo gorsza i zupełnie nic nie przekonuje mnie do startu w tym wyścigu. Po objeździe rundy skierowałem się w kierunku Bielska starając się zaliczyć jak najwięcej podjazdów. Ruch na drogach był dosyć duży i musiałem uważać na każdym zakręcie i skrzyżowaniu. Jechałem prawie cały czas z wiatrem i dosyć szybko pokonywałem kolejne kilometry. Po ostatnim podjeździe odpuściłem i ostatnie 12 minut jazdy było już całkiem luźne. Fajny trening na zakończenie dosyć ciężkiego tygodnia. Kolejny dzień dobrej pogody wykorzystany w jak najlepszy sposób. Zupełnie nie żałuje, że nie zaliczyłem żadnego dłuższego podjazdu. Jeszcze dwie wymagające trasy chciałbym przejechać w tym roku a później już odstawić rower na jakiś czas.




Rozgrzewka i rozjazd
Sobota, 28 września 2019 Kategoria 50-100, Cube 2019, Samotnie, Szosa
| Km: | 72.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:50 | km/h: | 25.41 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1430kcal | Podjazdy: | 800m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ponikiew Time Trial 2019
Sobota, 28 września 2019 Kategoria 0-50, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Zawody 2019
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:13 | km/h: | 27.69 |
| Pr. maks.: | 39.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 192192 ( 98%) | HRavg | 180( 92%) |
| Kalorie: | 191kcal | Podjazdy: | 180m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejna bardzo ciekawa i dobrze zorganizowana impreza w której miałem okazje brać udział. Po ostatnich treningach na których prezentowałem różną formę postanowiłem podejść do startu na luzie bez parcia na konkretny wynik. Byłem w biurze zawodów na tyle wcześnie, że mogłem spokojnie przejechać trasę czasówki, uzupełnić zapasy energii i przeprowadzić dobrą rozgrzewkę. Plan na rozgrzewkę spokojnie rozpisałem sobie w domu i wszystko zrobiłem idealnie. Nie byłbym sobą gdybym nie popełnił kilku błędów przed startem. Nie odrobiłem lekcji z zeszłego tygodnia i po raz kolejny wystartowałem z pompką, saszetką na narzędzia i bidonem. To były niepotrzebne rzeczy dociążające mój rower.
Przed samym startem krążyłem jeszcze w kółko utrzymując nogi w ruchu. W porę zorientowałem się, że łańcuch znajduje się na małej tarczy i szybko wrzuciłem go na blat. W tym celu musiałem jeszcze przejechać kawałek i dopiero ustawiłem się na starcie. Wystartowałem jak nigdy bardzo mocno i nie miałem problemów z wpięciem nogi i dlatego na starcie zyskałem kilka sekund. Później szukałem odpowiedniego przełożenia i chyba trochę straciłem. Starałem się trzymać równą moc ale nie wychodziło to idealnie. Odcinek prowadzący lekko w górę bardziej mnie meczy niż zupełnie płaski fragment ale łatwo skóry sprzedać nie zamierzałem. Szukałem najbardziej optymalnej pozycji, nie wiem czy lemondka na tym początkowym fragmencie by się nie sprawdziła i często zmieniałem układ rąk na kierownicy próbując ochronić się bardziej przed wpływem wiatru. Po około 2 kilometrach wyprzedziłem pierwszego zawodnika i już wtedy czułem, że pomimo obaw idzie mi całkiem nieźle. Po kilku kilometrach wiatr już nie był tak odczuwalny a dodatkowo łatwiej utrzymywałem założoną moc. Zbliżałem się do ostatniego kilometra na którym miałem pokazać pełnie swoich możliwości, znalazłem moment w którym mogłem wsiąść mały łyk z bidonu, więcej w nim i tak nie było a być może dzięki temu na ostatnim kilometrze byłem w stanie nadrobić do konkurencji kilkanaście sekund i wskoczyć na podium.
Na mecie byłem ujechany, czuje, że dałem z siebie maksimum i wszystkie rezerwy wykorzystałem na ostatnich kilkuset metrach podjazdu. Na mecie miałem 2 czas, 9 sekund starty do pierwszego. Nigdy nie byłem tak blisko zwycięzcy a biorąc pod uwagę konkurencje i moje błędy które kosztowały mnie na pewno kilka sekund to muszę być zadowolony. Pomijając moje wjazdy na Równice to nigdy nie dałem z siebie więcej na żadnej próbie czasowej. Taki wynik i starta do najlepszej dwójki z tym samym czasem zwiększają tylko moją motywacje do treningów zimą i przygotowań do następnego sezonu. Nie chce zwalać wszystkiego na błędy czy sprzęt tylko się cieszyć, że wskoczyłem na poziom który jeszcze rok temu był dla mnie abstrakcją. Pierwsze zwycięstwo OPEN przyjdzie wtedy gdy w pełni na niego zasłużę i będę miał dużo szczęścia które też jest ważne.


Przed samym startem krążyłem jeszcze w kółko utrzymując nogi w ruchu. W porę zorientowałem się, że łańcuch znajduje się na małej tarczy i szybko wrzuciłem go na blat. W tym celu musiałem jeszcze przejechać kawałek i dopiero ustawiłem się na starcie. Wystartowałem jak nigdy bardzo mocno i nie miałem problemów z wpięciem nogi i dlatego na starcie zyskałem kilka sekund. Później szukałem odpowiedniego przełożenia i chyba trochę straciłem. Starałem się trzymać równą moc ale nie wychodziło to idealnie. Odcinek prowadzący lekko w górę bardziej mnie meczy niż zupełnie płaski fragment ale łatwo skóry sprzedać nie zamierzałem. Szukałem najbardziej optymalnej pozycji, nie wiem czy lemondka na tym początkowym fragmencie by się nie sprawdziła i często zmieniałem układ rąk na kierownicy próbując ochronić się bardziej przed wpływem wiatru. Po około 2 kilometrach wyprzedziłem pierwszego zawodnika i już wtedy czułem, że pomimo obaw idzie mi całkiem nieźle. Po kilku kilometrach wiatr już nie był tak odczuwalny a dodatkowo łatwiej utrzymywałem założoną moc. Zbliżałem się do ostatniego kilometra na którym miałem pokazać pełnie swoich możliwości, znalazłem moment w którym mogłem wsiąść mały łyk z bidonu, więcej w nim i tak nie było a być może dzięki temu na ostatnim kilometrze byłem w stanie nadrobić do konkurencji kilkanaście sekund i wskoczyć na podium.
Na mecie byłem ujechany, czuje, że dałem z siebie maksimum i wszystkie rezerwy wykorzystałem na ostatnich kilkuset metrach podjazdu. Na mecie miałem 2 czas, 9 sekund starty do pierwszego. Nigdy nie byłem tak blisko zwycięzcy a biorąc pod uwagę konkurencje i moje błędy które kosztowały mnie na pewno kilka sekund to muszę być zadowolony. Pomijając moje wjazdy na Równice to nigdy nie dałem z siebie więcej na żadnej próbie czasowej. Taki wynik i starta do najlepszej dwójki z tym samym czasem zwiększają tylko moją motywacje do treningów zimą i przygotowań do następnego sezonu. Nie chce zwalać wszystkiego na błędy czy sprzęt tylko się cieszyć, że wskoczyłem na poziom który jeszcze rok temu był dla mnie abstrakcją. Pierwsze zwycięstwo OPEN przyjdzie wtedy gdy w pełni na niego zasłużę i będę miał dużo szczęścia które też jest ważne.


Trening 111
Czwartek, 26 września 2019 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
| Km: | 58.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:56 | km/h: | 30.00 |
| Pr. maks.: | 56.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 865kcal | Podjazdy: | 420m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wyjazd przy bardzo niepewnej
pogodzie i już po około minucie jazdy zaczęło padać. Postanowiłem jechać mimo
trudnych warunków bo to była ostatnia okazja do sprawdzenia nogi przed sobotnią
czasówką. Początek był pod wiatr który w połączeniu z deszczem tworzył mieszankę
której nie lubię. Mimo to noga była znacznie lepsza niż we wtorek. Po
kilkunastu minutach jazdy w deszczu przestało padać ale drogi były bardzo mokre
i śliskie. Nie forsowałem tempa i starałem się jechać w 2 strefie na płaskich
odcinkach i nie wychodzić poza 3 na podjazdach. Mimo tego, że aktualnie nie
padało to wokół były ciemne chmury i określenie najbardziej optymalnego
kierunku jazdy było niemożliwe. Kręciłem się bocznymi drogami w okolicach Skoczowa
i wtedy stwierdziłem, że najjaśniejsze niebo jest nad Ustroniem i skierowałem się
w tamtym kierunku. Sporo dróg którymi podążałem było dziurawych i nierównych
wiec wypatrzenie wszystkich przeszkód wśród niezliczonej ilości kałuż było
trudne. Przed Ustroniem wjechałem na lepszej jakości drogę ale tylko na moment
bo później znowu jechałem dużo gorszą drogą. Sytuacja na niebie zmieniała się jak
w kalejdoskopie i w tym momencie dużo lepsze niebo było nad Strumieniem wiec
skierowałem się na północ. Mimo walki z wiatrem szybko dojechałem do Skoczowa i
bez większych problemów przejechałem przez miasto. Skręciłem na Pierściec ale
duży ruch na głównej drodze bardzo mnie irytował i zjechałem w pierwszą możliwą
drogę boczną. Nieznanymi lub zapomnianymi ale zupełnie pustymi drogami
dojechałem do Pierśćca. Znowu musiałem zmagać się z gorszej jakości drogami ale
ostatnie 12 kilometrów prowadziło już po dobrej jakości drogach. W całkiem
dobrym tempie dojechałem do Bielska. Dawno nie jeździłem w deszczu, zwykle
darowałem sobie jazdę w takich warunkach nie tylko ze względów zdrowotnych ale
także konieczności czyszczenia sprzętu na co brakuje mi czasu. Noga podawała
całkiem nieźle i może uda się wykrzesać z siebie więcej na sobotniej czasówce. Będzie
to prawdopodobnie ostatni start w tym roku i chciałbym pokazać się z jak
najlepszej strony.




Trening 110
Wtorek, 24 września 2019 Kategoria 0-50, blisko domu, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
| Km: | 49.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:59 | km/h: | 24.71 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 955kcal | Podjazdy: | 970m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ciężko znaleźć motywacje do treningów zwłaszcza w sytuacji gdy pojawia się niedyspozycja zdrowotna. Cały poniedziałek źle się czułem i walczyłem z zatruciem pokarmowym. We wtorek było już lepiej ale nogi nie nadawały się do jazdy. Wiedząc, że w środę o rowerze mogę zapomnieć postanowiłem pojechać na lekką przejażdżkę. Po kilkunastu minutach spokojnej jazdy wpadłem na głupi pomysł i stwierdziłem, że to ostatnia okazja do mocniejszej jazdy przed sobotnią czasówką. Po dojechaniu do Straconki rozpocząłem rozgrzewkę którą były tradycyjne schodki. Udało się zrobić dwie serie na jednym podjeździe. Rozpocząłem z niskiego pułapu ale mimo to męczyłem się strasznie. Po trzech minutach zwolniłem do 2 strefy i kręciłem spokojnie przez 5 minut. Druga seria była nieco mocniejsza ale nie przyniosła poprawy dyspozycji i pomimo rozgrzania w nogach nie przybyło mocy. Po zimnym zjeździe do Międzybrodzia znowu musiałem rozgrzać mięśnie i ruszyłem mocniej stopniowo zwiększając tempo. Właściwe powtórzenie zacząłem od wartości 300 Wat i kolejno po 3 i 6 minutach dokładałem 30 Watów. Końcówka już na oparach, ale udało się utrzymać założoną moc. Na zjeździe znowu odpoczynek i uzupełnienie energii przed ostatnim już podjazdem. Tym razem schodki były dwuminutowe z coraz mniejszym przyrostem mocy. Zaczynałem znowu z okolic 300 Wat i zakładałem kończyć na 380. Niestety nogi nie pozwoliły na wiele i moc ponad 370 utrzymałem tylko przez 30 sekund próbując finiszować. Jeszcze niedawno byłem w stanie zrobić 5 powtórzeń w serii z mocą około 400 Wat a dzisiaj nie mogłem wygenerować takiej wartości nawet w czasie 30 sekundowego finiszu. Byłem nieco zrezygnowany i spokojnie ruszyłem w dół. Spory ruch na drogach mi przeszkadzał wiec jak tylko mogłem to uciekłem na ścieżkę rowerową a do domu wróciłem nieco okrężną drogą. Mam nadzieje, że słabsza dyspozycja jest chwilowa i gdy wrócę do sił i odpocznę to w nogach będzie więcej mocy.



Informacje o podjazdach:




Informacje o podjazdach:

Miasto 25
Poniedziałek, 23 września 2019 Kategoria 50-100, b'Twin 2019, blisko domu, Miasto, Samotnie, Szosa
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:40 | km/h: | 22.88 |
| Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1210kcal | Podjazdy: | 840m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening 109
Niedziela, 22 września 2019 Kategoria 100-200, Cube 2019, Samotnie, Szosa, Trening 2019
| Km: | 181.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 06:11 | km/h: | 29.27 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 176176 ( 90%) | HRavg | 141( 72%) |
| Kalorie: | 3341kcal | Podjazdy: | 2200m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny dzień w którym plany zmieniły się wielokrotnie. Pętla którą wybrałem chodziła mi po głowie już jakiś czas temu, zazwyczaj brakowało czasu a także motywacji i w końcu się zdecydowałem. Wyjazd na wstępie opóźniony o godzinę z powodu całkowicie rozładowanego Garmina, na szczęście ładuje się dosyć szybko i wyjeżdżałem mając 35 ?terii i power-banka w rezerwie. Pogoda była bardzo ładna, zachęcająca do długiej jazdy czego nie można było powiedzieć o nogach. W ogóle nie chciały kręcić ale zamierzałem cieszyć się widokami i czerpać przyjemność z jazdy niezależnie od tego jak szybko i mocno jadę.
Wyjechałem o 8:30 gdy termometr wskazywał 13 stopni, całe 3 więcej niż godzinę wcześniej. Początek był obiecujący ale już po kilku minutach a konkretnie pierwszym podjeździe na trasie czułem, że nie jest to ten dzień gdy w nogach jest odpowiednia ilość mocy. Jechałem dalej, na płaskim i zjazdach spokojniej, na podjazdach mocniej i jakoś dojechałem do Straconki, tutaj już miałem pierwsze chwile zwątpienia i chciałem zawracać do domu. Pilnując czasu przyjąłem pierwszą dawkę jedzenia, tak się złożyło, że miało to miejsce przed samym początkiem podjazdu na Przegibek. Miałem motywacje do mocniejszej jazdy widząc przed sobą grupkę kolarzy. Gdy zrobiło się stromiej szybko zlikwidowałem dystans nas dzielący i jadąc swoim tempem wyprzedziłem wolniej podjeżdżających kolarzy. Równym tempem wjechałem na szczyt, miałem niezły czas i nie zastanawiałem się nad niczym i ruszyłem od razu w dół. Nie skupiłem się ani na technice ani na szybkości i dosyć wolno pokonałem techniczny fragment zjazdu a kawałek dalej kolarze których minąłem na podjeździe po kolei do mnie dojeżdżali i odjeżdżali. Po zjeździe miałem małą state i doskoczyłem do grupki. Po chwili gdy czułem, że tempo narzucane przez jednego z kolarzy jest dla mnie za mocne bez wahania puściłem koło mając w głowie dystans jaki jeszcze mnie czeka. Różnica stopniowo się powiększała i dużo większa zrobiła się dopiero na Zaporze w Tresnej gdzie cudem uniknąłem zderzenia z pojazdem włączającym się do ruchu a kolejny wykonywał manewr zawracania na podwójnej ciągłej linii i wtedy straciłem kolarzy z pola widzenia. Jechałem spokojnie aż do Żywca gdzie znowu musiałem się zatrzymać na skrzyżowaniu. Ruszając mocniej zapiekły mnie nogi ale mimo to starałem się jechać dosyć mocno, sekcja hopek na trasie Żywiec-Las poszła mi całkiem nieźle biorąc pod uwagę dyspozycje dnia. We znaki dawał się duży ruch pojazdów a także nienajlepsza nawierzchnia ale najważniejsze, że bezpiecznie pokonałem ten odcinek. Zjazd wykorzystałem na krótki odcinek i przyjęcie większej dawki energii przed zbliżającym się podjazdem na Przysłop. W Stryszawie byłem szybciej niż przewidywałem i zacząłem się zastanawiać czy nie zaliczyć np. Przełęczy Zubrzyckiej zamiast Przysłopa i Krowiarek lub dołożenia podjazdu pod Beskidzki Raj. Wahając się ruszyłem w kierunku centrum Stryszawy i przełęczy Przysłop. Wiedziałem, ze początek podjazdu jest łagodny i się ciągnie, tym razem dosyć szybko zleciał a gdy zrobiło się stromiej po raz kolejny przekonałem się o dzisiejszej niemocy. Niby na najtrudniejszym fragmencie ponad 15 % byłem w stanie jechać mocno ale na łatwiejszej części podjazdu nie byłem w stanie utrzymać mocy i wtedy podjąłem decyzje o jeździe prosto na Zawoje z pominięciem Beskidzkiego Raju. Zjazd krętą, dobrej jakości drogą został skutecznie spaprany przez samochody wymuszające ciągłe hamowanie nawet na prostych odcinkach. W Zawoi było nawet spokojnie ale po chwili pojawiło się więcej samochodów i pieszych. Zacząłem rozglądać się za otwartym sklepem ale poza stacją benzynową nic nie zauważyłem. Był tak duży ruch, że próba zjazdu na stacje znajdująca się po przeciwnej stronie była bardzo trudna i niebezpieczna wiec pojechałem dalej. Baterii w Garminie powoli ubywało wiec podłączyłem power-banka. Po krótkim postoju ruszyłem dalej, dosyć szybko i sprawnie dojechałem do najtrudniejszego fragmentu podjazdu pod Krowiarki. Na dobrą sprawę nie wiem gdzie zaczyna się ten odcinek i ruszyłem chyba za wcześnie. Chciałem utrzymać 300 Wat na całym podjeździe ale nie było to łatwe, podjazd ma bardzo zmienne nachylenie i równa jazda jest bardzo trudna. Im bliżej przełęczy tym było trudniej a samochodów na poboczu więcej. Na szczycie tłum ludzi i brak wolnej przestrzeni wiec zatrzymałem się na krótką chwile i powoli ruszyłem w dół. Kolejny postój w miejscu w którym pojawił się widok na zamglone Tatry, dużo lepszy widok pojawił się po wyjeździe z lasu wiec znowu się zatrzymałem. Gdy ruszyłem to zaczął dawać się we znaki silny południowo-zachodni wiatr co nie wróżyło nic dobrego na drugą cześć trasy. Po około 10 kilometrów drogi opadającej lekko w dół zauważyłem otwarty sklep i zatrzymałem się. Postój trochę się przedłużył i to był błąd. Nie umiałem się później rozkręcić. Nogi były słabe a tętno kosmicznie wysokie. Dzielenie walczyłem z wiatrem na odcinku Jabłonka-Lipnica i zdecydowałem się na kolejny postój zaraz za wjazdem na Słowację. Podziwiałem piękne widoki na Tarty i Fatrę ale sił nie odzyskałem. Po dojeździe do skrzyżowania z drogą w kierunku Korbielowa skończyła się męczarnia z wiatrem. W dalszym ciągu męczyłem się ale z wiatrem szło zdecydowanie łatwiej. Przed wjazdem do Polski kolejny przymusowy postój tym razem z powodu remontu mostu. Po wjeździe na szczyt od razu zacząłem zjeżdżać, pojawiło się także więcej samochodów i nie mogłem całkowicie puścić klamek. W bidonie już nie było nic i musiałem znowu zatankować. Tym razem postój był szybki i sprawny i po kilku minutach ruszyłem w dalszą drogę. Do Żywca jechało się fatalnie, głównie przez samochody i nerwowych kierowców trąbiących na mnie co chwile. Przez miasto przejechałem bez większych problemów a dojazd do Bielska już był spokojniejszy. Mocy w nogach nie było czego potwierdzeniem był fakt, że do Bielska holowałem dwóch rowerzystów, jednego na góralu z bardzo szerokimi oponami a drugiego starszego gościa na rowerze trekingowym z papierosem w ustach. To było najlepsze podsumowanie mojej dyspozycji. Ostatnie kilometry już mi się dłużyły i stopniowo zmniejszałem obciążenie i ostatnie kilka minut to był już zupełny luz. Tętno nie chciało spaść do 1 strefy ale nie przejmowałem się tym.
Cieszę się, że udało mi się przejechać tą trasę. Jechałem ją już trzeci raz i udało mi się poprawić czas o około 20 minut przy nie najlepszej dyspozycji. Była to ostatnia okazja na zaliczenie takiego dystansu który był zwieńczeniem tego innego ale równie ciężkiego jak poprzednie sezonu.


Wyjechałem o 8:30 gdy termometr wskazywał 13 stopni, całe 3 więcej niż godzinę wcześniej. Początek był obiecujący ale już po kilku minutach a konkretnie pierwszym podjeździe na trasie czułem, że nie jest to ten dzień gdy w nogach jest odpowiednia ilość mocy. Jechałem dalej, na płaskim i zjazdach spokojniej, na podjazdach mocniej i jakoś dojechałem do Straconki, tutaj już miałem pierwsze chwile zwątpienia i chciałem zawracać do domu. Pilnując czasu przyjąłem pierwszą dawkę jedzenia, tak się złożyło, że miało to miejsce przed samym początkiem podjazdu na Przegibek. Miałem motywacje do mocniejszej jazdy widząc przed sobą grupkę kolarzy. Gdy zrobiło się stromiej szybko zlikwidowałem dystans nas dzielący i jadąc swoim tempem wyprzedziłem wolniej podjeżdżających kolarzy. Równym tempem wjechałem na szczyt, miałem niezły czas i nie zastanawiałem się nad niczym i ruszyłem od razu w dół. Nie skupiłem się ani na technice ani na szybkości i dosyć wolno pokonałem techniczny fragment zjazdu a kawałek dalej kolarze których minąłem na podjeździe po kolei do mnie dojeżdżali i odjeżdżali. Po zjeździe miałem małą state i doskoczyłem do grupki. Po chwili gdy czułem, że tempo narzucane przez jednego z kolarzy jest dla mnie za mocne bez wahania puściłem koło mając w głowie dystans jaki jeszcze mnie czeka. Różnica stopniowo się powiększała i dużo większa zrobiła się dopiero na Zaporze w Tresnej gdzie cudem uniknąłem zderzenia z pojazdem włączającym się do ruchu a kolejny wykonywał manewr zawracania na podwójnej ciągłej linii i wtedy straciłem kolarzy z pola widzenia. Jechałem spokojnie aż do Żywca gdzie znowu musiałem się zatrzymać na skrzyżowaniu. Ruszając mocniej zapiekły mnie nogi ale mimo to starałem się jechać dosyć mocno, sekcja hopek na trasie Żywiec-Las poszła mi całkiem nieźle biorąc pod uwagę dyspozycje dnia. We znaki dawał się duży ruch pojazdów a także nienajlepsza nawierzchnia ale najważniejsze, że bezpiecznie pokonałem ten odcinek. Zjazd wykorzystałem na krótki odcinek i przyjęcie większej dawki energii przed zbliżającym się podjazdem na Przysłop. W Stryszawie byłem szybciej niż przewidywałem i zacząłem się zastanawiać czy nie zaliczyć np. Przełęczy Zubrzyckiej zamiast Przysłopa i Krowiarek lub dołożenia podjazdu pod Beskidzki Raj. Wahając się ruszyłem w kierunku centrum Stryszawy i przełęczy Przysłop. Wiedziałem, ze początek podjazdu jest łagodny i się ciągnie, tym razem dosyć szybko zleciał a gdy zrobiło się stromiej po raz kolejny przekonałem się o dzisiejszej niemocy. Niby na najtrudniejszym fragmencie ponad 15 % byłem w stanie jechać mocno ale na łatwiejszej części podjazdu nie byłem w stanie utrzymać mocy i wtedy podjąłem decyzje o jeździe prosto na Zawoje z pominięciem Beskidzkiego Raju. Zjazd krętą, dobrej jakości drogą został skutecznie spaprany przez samochody wymuszające ciągłe hamowanie nawet na prostych odcinkach. W Zawoi było nawet spokojnie ale po chwili pojawiło się więcej samochodów i pieszych. Zacząłem rozglądać się za otwartym sklepem ale poza stacją benzynową nic nie zauważyłem. Był tak duży ruch, że próba zjazdu na stacje znajdująca się po przeciwnej stronie była bardzo trudna i niebezpieczna wiec pojechałem dalej. Baterii w Garminie powoli ubywało wiec podłączyłem power-banka. Po krótkim postoju ruszyłem dalej, dosyć szybko i sprawnie dojechałem do najtrudniejszego fragmentu podjazdu pod Krowiarki. Na dobrą sprawę nie wiem gdzie zaczyna się ten odcinek i ruszyłem chyba za wcześnie. Chciałem utrzymać 300 Wat na całym podjeździe ale nie było to łatwe, podjazd ma bardzo zmienne nachylenie i równa jazda jest bardzo trudna. Im bliżej przełęczy tym było trudniej a samochodów na poboczu więcej. Na szczycie tłum ludzi i brak wolnej przestrzeni wiec zatrzymałem się na krótką chwile i powoli ruszyłem w dół. Kolejny postój w miejscu w którym pojawił się widok na zamglone Tatry, dużo lepszy widok pojawił się po wyjeździe z lasu wiec znowu się zatrzymałem. Gdy ruszyłem to zaczął dawać się we znaki silny południowo-zachodni wiatr co nie wróżyło nic dobrego na drugą cześć trasy. Po około 10 kilometrów drogi opadającej lekko w dół zauważyłem otwarty sklep i zatrzymałem się. Postój trochę się przedłużył i to był błąd. Nie umiałem się później rozkręcić. Nogi były słabe a tętno kosmicznie wysokie. Dzielenie walczyłem z wiatrem na odcinku Jabłonka-Lipnica i zdecydowałem się na kolejny postój zaraz za wjazdem na Słowację. Podziwiałem piękne widoki na Tarty i Fatrę ale sił nie odzyskałem. Po dojeździe do skrzyżowania z drogą w kierunku Korbielowa skończyła się męczarnia z wiatrem. W dalszym ciągu męczyłem się ale z wiatrem szło zdecydowanie łatwiej. Przed wjazdem do Polski kolejny przymusowy postój tym razem z powodu remontu mostu. Po wjeździe na szczyt od razu zacząłem zjeżdżać, pojawiło się także więcej samochodów i nie mogłem całkowicie puścić klamek. W bidonie już nie było nic i musiałem znowu zatankować. Tym razem postój był szybki i sprawny i po kilku minutach ruszyłem w dalszą drogę. Do Żywca jechało się fatalnie, głównie przez samochody i nerwowych kierowców trąbiących na mnie co chwile. Przez miasto przejechałem bez większych problemów a dojazd do Bielska już był spokojniejszy. Mocy w nogach nie było czego potwierdzeniem był fakt, że do Bielska holowałem dwóch rowerzystów, jednego na góralu z bardzo szerokimi oponami a drugiego starszego gościa na rowerze trekingowym z papierosem w ustach. To było najlepsze podsumowanie mojej dyspozycji. Ostatnie kilometry już mi się dłużyły i stopniowo zmniejszałem obciążenie i ostatnie kilka minut to był już zupełny luz. Tętno nie chciało spaść do 1 strefy ale nie przejmowałem się tym.
Cieszę się, że udało mi się przejechać tą trasę. Jechałem ją już trzeci raz i udało mi się poprawić czas o około 20 minut przy nie najlepszej dyspozycji. Była to ostatnia okazja na zaliczenie takiego dystansu który był zwieńczeniem tego innego ale równie ciężkiego jak poprzednie sezonu.









