Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%)
Czas w ruchu:6556:08
Średnia prędkość:26.42 km/h
Maksymalna prędkość:750.00 km/h
Suma podjazdów:2024461 m
Maks. tętno maksymalne:205 (179 %)
Maks. tętno średnie:198 (101 %)
Suma kalorii:3763302 kcal
Liczba aktywności:2724
Średnio na aktywność:64.52 km i 2h 26m
Więcej statystyk

Trening 1

Sobota, 16 lutego 2019 Kategoria Zima2019, Zima, Szosa, Samotnie, 50-100, b'Twin 2019, Trening 2019
Km: 51.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:58 km/h: 25.93
Pr. maks.: 54.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 160160 ( 82%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 957kcal Podjazdy: 310m Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy od prawie 4 miesięcy trening rowerowy. Sprzęt który na stałe jest wpięty w trenażer był jedynym na którym mogłem dzisiaj jechać. Rower który wykorzystywałem do jazdy zimą poszedł już na zasłużoną emeryturę a sprzęt wyścigowy wczoraj pojechał do serwisu i za 10 dni ma być gotowy do jazdy. Przeprowadziłem podstawowe zabiegi jak: wyczyszczenie i nasmarowanie napędu, przesmarowanie linek, wypolerowanie ramy i kół, dopompowanie powietrza do opon i sprawdzenie ewentualnych luzów na łożyskach i tak przygotowany rower musiał wystarczyć. Jednym z dylematów jakie miałem przed wyjazdem to ubiór. Ostatecznie wybrałem jesienne długie spodnie, potówkę, kurtkę zimową, cieplejsze rękawice, bandanę, chustę buff, kask z nakładką, jedną parę skarpet i letnie ochraniacze na buty. Wyjeżdżając w takim zestawie ubrań czułem się bardzo komfortowo. Jedynie spodnie okazały się trochę ciasne, moja budowa ciała trochę się zmieniła od zeszłego roku a przez większą cześć sezonu nie używałem tych spodni. Zabrałem odpowiednią ilość jedzenia i jeden bidon o pojemności 700 ml z dobrym sokiem. Ustaliłem odpowiednią trasę i w drogę. Warunki do jazdy były bardzo dobre, jeden z lepszych pogodowo dni w tym roku. Ani mocno nie wiało, nie było zimno, nie padało a normy stężenia pyłów były tylko nieznacznie przekroczone. Gdybym dzisiaj wybrał trenażer to mógłbym tego później żałować. Wybrałem niezbyt dobrą godzinę bo na drogach był spory ruch samochodowy, oczy musiałem mieć dookoła głowy i już w czasie pierwszych minut jazdy spotkały mnie dwie bardzo niebezpieczne sytuacje, podczas jednej z nich musiałem hamować gwałtownie a kierowca który to spowodował nawet nie spojrzał w moją stronę, przeciął mój tor jazdy a w dodatku rozmawiał przez telefon. Miałem ochotę skręcić za nim na stację i coś mu powiedzieć ale zrezygnowałem z tego. Gdy skręciłem w boczną drogę to pojawił się przede mną zawalidroga i znowu musiałem uważać, nie byłem pewny czy nie wykona jakiegoś gwałtownego i niebezpiecznego manewru. Takich sytuacji było później jeszcze kilkanaście ale zdążyłem się to tego przyzwyczaić. Po kilku treningach nie będę już na to zwracał uwagi a wyrobione w poprzednich latach nawyki wrócą. Początek trasy był pagórkowaty, niby prowadził cały czas lekko w dół ale pojawiały się hopki. Najpierw dwie krótkie pokonane prawie z marszu a dwa trudniejsze podjazdy w Jasienicy już dały o sobie znać. Przy sporym wachlarzu przełożeń byłem w stanie dobrać takie przełożenie aby nie przepychać i nie znajdować się w 6 strefie. Stromy odcinek spowodował, że fragment jednego z podjazdów pokonałem w 5 strefie. Tętno też wyraźnie poszło do góry, nie jest to niczym nowym, co roku przy pierwszych wyjazdach wygląda to podobnie. Nie ma na to innej recepty jak trening, kilka tygodni regularnych treningów i już powinno być lepiej. Po pokonaniu dwóch krótkich podjazdów czekał mnie długi zjazd do Międzyrzecza gdzie na jednym z zakrętów było mokro. Nie miałem błotników i wyhamowałem prawie do zera by nie zachlapać ciuchów i dalej jechało się już przyjemniej, z wiatrem. Przez pewien czas szukałem optymalnego przełożenia i nie jechałem równym tempem. Dopiero po skręcie na Bronów złapałem dobry rytm i nawet walka z wiatrem nie była taka straszna. Zaskoczeniem był wyremontowany odcinek drogi w Bronowie, w zeszłym roku była tam bardzo nierówna nawierzchnia z kilkoma wyrwami a jazda była bardzo nieprzyjemna. Skorzystałem nawet na moment z chodnika który miał nawierzchnię taką jak na większości ścieżek rowerowych. Za Bronowem skończyło się dobre i przez kilkaset metrów musiałem zmagać się z wyrwami i łatami w drodze. Na moment wjechałem na główną drogę w kierunku Strumienia ale szybo z niej zjechałem w boczną drogę do Zabrzega. Dosyć dobra nawierzchnia i mały ruch, bardzo przyjemnie się jechało. Przed Zabrzegiem minąłem się z jedynym spotkanym na trasie kolarzem, pomimo mijanki w dosyć newralgicznym momencie byłem w stanie odpowiedzieć na pozdrowienie. Wiatr w tej okolicy wiał trochę mocniej z południowego zachodu i przez kilka kolejnych kilometrów jechałem z wiatrem. Cały czas trzymałem satysfakcjonujące tempo i moc. Małym utrudnieniem był zamknięty przejazd kolejowy, przepchałem się do przodu i dzięki temu nie musiałem czekać aż wszyscy ruszą i zanim ruszyli i do mnie dojechali to zdążyłem skręcić w prawo w boczną drogę. Dobrze znaną drogą dojechałem do Ligoty. Od tego momentu jechałem pod wiatr. Nic nie zapowiadało utraty sił. Regularnie uzupełniałem zapasy energii i nawadniałem się a sił wystarczyło zaledwie na 40 kilometrów i 90 minut jazdy. Nie była to typowa bomba ale jechało się zdecydowanie gorzej, wpływ na to miało także ukształtowanie terenu, droga prawie cały czas prowadziła do góry a na trasie były dwa wymagające podjazdy. Zrobiło się cieplej i było mi trochę za ciepło, to też miało jakiś wpływ na słabszą końcówkę. Nie jest jednak źle bo podobne problemy miałem przy pierwszych jazdach w poprzednich latach. Różnica jest taka, że zwykle miało to miejsce w grudniu a w lutym byłem już solidnie rozjeżdżony i trening 2 godzinny nie był żadnym problemem.
Jestem bardzo zadowolony z dzisiejszej jazdy. Nie było gorzej niż się spodziewałem a moja jazda po płaskim wygląda nieźle, podjazdy idą jak to na początku roku bardzo topornie. Potrzeba tylko czasu aby wszystko zaczęło wyglądać coraz lepiej. Teraz trzeba skupić się na regeneracji i jutro powtórka. Wprowadzę kilka zmian, m.in. skoryguję czas pomiędzy kolejnymi dawkami jedzenia i być może zmienię coś w ubiorze aby podczas powrotu było tak samo komfortowo jak przy wyjeździe. Najważniejsze, że mój organizm nie zaprotestował i kolejne jazdy mogą stać się faktem. To była ważniejsza sprawa niż sprawdzenie formy czy zrobienie treningu.






Koniec Sezonu

Sobota, 20 października 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 14.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:37 km/h: 22.70
Pr. maks.: 48.00 Temperatura: 7.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 227kcal Podjazdy: 140m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni, krótki wyjazd w tym roku. Po kilku minutach zaczęło padać i po małej rundzie przez Jasienicę i Jaworze wróciłem do domu. Jak zwykle w ostatnim czasie nie miałem czasu na dłuższy wyjazd i mogłem wyjechać dopiero przed 14, po chwili przyszło załamanie pogody i już w deszczu wróciłem do domu. Szkoda, że tak kończę ten sezon, sezon pełny wzlotów i upadków. Muszę na spokojnie wszystko przeanalizować i wprowadzić sporo zmian. Na razie czeka mnie długa, częściowo przymusowa przerwa i będę miał masę czasu na analizę.

Roztrenowanie 11

Piątek, 19 października 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 45.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:39 km/h: 27.27
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 8.0°C HRmax: 165165 ( 84%) HRavg 128( 65%)
Kalorie: 732kcal Podjazdy: 490m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni dłuższy wyjazd w tym roku. Najgorsza pogoda od kilku dni, bardzo duża mgła i poniżej 10 stopni na termometrze. Widząc prognozę na weekend zdecydowałem, że takie warunki nie są jeszcze takie złe i pojechałem. Początkowo szło bardzo ciężko, z czasem trochę lepiej. Po dojeździe do Ustronia sprawdziłem jedną drogę, na mapie wyglądało to dużo lepiej niż w rzeczywistości. Początkowo dobra nawierzchnia zamieniła się w teren, po 200 metrach w terenie dojechałem do skrzyżowania i zawróciłem. Bałem się zjechać i sprowadziłem rower, była straszna mgła, nic nie było widać, nawet drutu kolczatego ukrytego w krzakach, rozdarłem sobie nogawkę spodni i kolano, trochę krwawiło ale mogłem jechać dalej. W tych warunkach wolałem unikać głównych dróg więc jechałem bocznymi drogami do Skoczowa. Później jechało się już lepiej i nawet brukowany podjazd był całkiem przyjemny. Znowu nie miałem zbyt dużej ilości czasu i szybko musiałem wracać. Szkoda, że ten sezon się już kończy. W ostatnich latach nie miałem zbyt dobrych końcówek sezonu, w tym roku moja forma jest lepsza. Chciałem zakończyć ten sezon jakąś fajną trasą, ale się nie udało.




Roztrenowanie 10

Środa, 17 października 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 44.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:41 km/h: 26.14
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 157157 ( 80%) HRavg 122( 62%)
Kalorie: 679kcal Podjazdy: 460m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejna krótka jazda, tym razem w nieco gorszych warunkach. Przez większość trasy drogi były mokre a momentami była lekka mgła. Pojechałem w rzadko odwiedzane rejony. Przejazd przez miasto całkiem sprawny, dalej trochę utrudnień ale nie straciłem na tym czasu. Na drodze w kierunku Żywca bardzo znikomy ruch. Nawet nie spodziewałem się, że tak mało samochodów będzie na drogach, zwykle w tym rejonie był spory ruch i dlatego omijałem go szerokim łukiem. W drugiej części trasy wiatr pomagał i powrót do Bielska był szybki. Na koniec dołożyłem kilka krótkich podjazdów, nie miałem czasu na więcej.



Roztrenowanie 9

Wtorek, 16 października 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 51.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:57 km/h: 26.15
Pr. maks.: 56.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 157157 ( 80%) HRavg 125( 64%)
Kalorie: 802kcal Podjazdy: 510m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Trzeci, ostatni tydzień roztrenowania zbiegł się z kolejnym ciężkim tygodniem w pracy. Jedną z niewielu rzeczy która zmotywowała mnie do jazdy była bardzo dobra pogoda. Nawet bardzo silny wiatr nie zniechęcił mnie do jednej z ostatnich jazd w tym roku. Do Brennej walczyłem z silnym wiatrem i było ciężko, boczne drogi były mocno zanieczyszczone żwirem co potęgowało tylko trudność trasy. Od Brennej wiatr pomagał, były to idealne warunki dla zbieraczy „KoMów”. Później sprawdziłem jeszcze jedną z nieznanych dróg i znalazłem ciekawy podjazd. Gdybym miał więcej czasu to chętnie wydłużyłbym jazdę.



Roztrenowanie 8

Niedziela, 14 października 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 91.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:16 km/h: 27.86
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 162162 ( 83%) HRavg 129( 66%)
Kalorie: 1390kcal Podjazdy: 570m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Żal było marnować kolejny dzień bardzo pięknej pogody i po 9 wyjechałem na kolejną trasę. Nie wiedziałem gdzie jechać, czy w góry czy w płaskie rejony. Po pierwszym podjeździe już wiedziałem, że w górach będę się tylko męczył i skierowałem się na Goczałkowice. Po drodze cała masa remontów i zamkniętych dróg. Jak wydostałem się z miasta to już szło lepiej. Po przejeździe przez zatłoczoną Zaporę w Goczałkowicach kolejna przygoda. Po wjeździe do Pszczyny zjechałem ze ścieżki rowerowej, już nie miałem obowiązku nią jechać bo była po przeciwnej stronie i dodatkowo jechałem dosyć szybko ale to nie wystarczyło. W Pszczynie byłem bliski zderzenia czołowego z jadącym z naprzeciwka samochodem, kierowca wyprzedzał samochód na podwójnej linii ciągłej jadąc szybciej niż dozwolone 50 km/h, dodatkowo jechał bez włączonych świateł i trąbił na mnie jakbym to ja był wszystkiemu winien. Trochę mnie to zdemotywowało do dalszej jazdy i w pewnym momencie pomyliłem drogi, pojechałem inną niż chciałem ale szybko trafiłem na właściwą drogę i dotarłem do Piasku. Dawno nie odwiedzałem tych terenów i miałem okazję przypomnieć sobie trasę przez Studzienice. Ruch na drogach był ogromny i nawet na bocznych drogach musiałem bardzo uważać, kilka razy musiałem sprawdzać na mapie czy dobrze jadę. Poznałem kilka nowych dróg w okolicy Miedźnej i odwiedziłem dobrze znane boczne dróżki w Jawiszowicach. Powrót do domu był głównie ze sprzyjającym wiatrem i szybko się jechało. Kolejne boczne drogi w okolicy Kaniowa były zupełnie puste. Większy ruch już przy dojeździe do Bielska i w samym mieście. Prawdziwy sajgon był w okolicy Zapory i tam pełno samochodów a na ścieżce rowerowej taki ruch, że zdecydowałem się jechać drogą. Ostatnie kilometry już na zupełnym luzie. Mam nadzieję, że taka pogoda utrzyma się jeszcze przez tydzień i uda się zakończyć sezon kolejną fajną trasą.





Zakończenie Sezonu 2018

Sobota, 13 października 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 77.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:41 km/h: 28.70
Pr. maks.: 71.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 189189 ( 96%) HRavg 151( 77%)
Kalorie: 1732kcal Podjazdy: 1090m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni mocny dzień w tym sezonie. Po 8 godzinach pracy, bez solidnego posiłku przed wyjazdem nie miałem co liczyć na nic szczególnego. Biorąc pod uwagę dwa ostatnie ciężkie tygodnie oraz coraz częściej dające o sobie znać problemy zdrowotne spodziewałem się, że będę tłem dla najlepszych. Dojechałem na start chwilę przed startem, zjawiło się ponad 20 osób w tym dwóch mocnych zawodników z szerokiej czołówki amatorskiej w Polsce. Ich obecność podziałała na mnie bardzo mobilizująco i postanowiłem walczyć jak lew do samej mety. Po starcie zostałem lekko z tyłu, złapałem swój rytm i pomimo cierpienia na pierwszym podjeździe byłem w około 10 osobowej czołówce na wjeździe na pierwszą pełną rundę. Na zjeździe trzymałem się z tyłu robiąc wszystko by nie odpaść, przy skręcie na główną drogę do Cieszyna miałem kilka metrów starty. Narzuciłem dosyć dobre tempo, pozwoliło mi to wyjść na czoło i dyktować swoje warunki. Grupa już trochę się przerzedziła a część osób straciła już dużo sił by się utrzymać w czołówce. Wykorzystałem okazję i przez dłuższy czas nie wychodziłem na czoło. Na podjeździe kończącym rundę narzuciłem mocniejsze tempo, Patrycjusz poprawił i zostało nas 5. Współpraca nieźle się układała, ja dawałem zmiany na podjeździe, ktoś inny na zjeździe i tak leciały kolejne kilometry. Przed Dębowcem nagle odjechał Amadeusz, nikt nie chciał gonić, ja tez nie wyszedłem przed szereg i tak zrobiło się około 30 sekund przewagi. Na podjeździe już różnica nie uległa zmianie a na zjazdach łatwiej utrzymać przewagę. Na podjeździe w Łączce dałem bardzo mocną zmianę, tempo zdołał utrzymać tylko Patrycjusz. Po skręcie w prawo lekko zwolniliśmy i znowu było nas 4. Tempo było mocne cały czas ale dogonienie Amadeusza nie było możliwe. Brakowało jednej osoby która narzuciła by mocne tempo na odcinku do Dębowca. Została nam walka o 2 miejsce. Na ostatni podjazd wjechaliśmy razem i początkowo nikt nie był skory do bardzo mocnej jazdy. Przed pierwszym zakrętem ruszyłem mocniej, szybko wyprzedził mnie Patryk i próbowałem się za nim utrzymać. Nie wiedziałem co dziej e się z tyłu, byłem bardzo zmotywowany by nie dać odjechać Patrycjuszowi. Zrobił kilka sekund przewagi i utrzymał to na ostatniej prostej. Przybliżyliśmy się do Amadeusza ale brakło kilkaset metrów podjazdu i może by kolejność na mecie była inna. Udało mi się zająć 3 miejsce i po raz 4 zwyciężyć w Końcowej Klasyfikacji. W tym roku nie było łatwo i zdołałem odeprzeć ataki Otfina depczącego mi po piętach. Ujechałem się nieźle, dałem z siebie wszystko a nawet więcej i muszę być zadowolony. Gdyby mi ktoś powiedział przed wyścigiem, ze będę się liczył w walce o podium to bym w to nie uwierzył. Po ściganiu miłe spotkanie w bufecie i powrót do domu. Powrót był ciężki, czułem w nogach mocną godzinę jazdy. Na wieczór jeszcze kolejna niespodzianka, zostałem po raz pierwszy Wujkiem.




Roztrenowanie 7

Piątek, 12 października 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 26.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:06 km/h: 23.64
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 180180 ( 92%) HRavg 130( 66%)
Kalorie: 493kcal Podjazdy: 340m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Krótki wyjazd w celu sprawdzenia możliwości organizmu przed weekendem. Przy okazji sprawdziłem rower przed Zakończeniem Sezonu. Zrobiłem kilka krótkich zrywów w celu sprawdzenia mocy. Pierwszy poszedł przeciętnie, myślałem, że więcej jestem w stanie z siebie dać. Długo dochodziłem do siebie po tym krótkim wysiłku. Drugi akcent był już dłuższy i mocniejszy. W ciągu 2 minut wygenerowałem bardzo ładną moc i to był mały promyk nadziei przed sobotą. Na koniec dołożyłem kilka podjazdów, na jednym z nich próbowałem zafiniszować i dosyć wysoką moc uzyskałem w ciągu kilku sekund. Pomimo bardzo krótkiej ale intensywnej jazdy czułem zmęczenie po tej jeździe.




Roztrenowanie 6

Środa, 10 października 2018 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 51.00 Km teren: 1.00 Czas: 02:02 km/h: 25.08
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 148148 ( 75%) HRavg 112( 57%)
Kalorie: 651kcal Podjazdy: 320m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny wyjazd po 13 godzinach w pracy, nie było innej możliwości jak zupełnie spokojna, rekreacyjna jazda. Wyjechałem z domu i znowu skierowałem się na Jaworze a dalej Jasienicę i Międzyrzecze. W Jasienicy dogoniłem jakiegoś rowerzystę i jechałem chwile przed nim, jak zaczął się podjazd to mnie minął, jechał sobie lekko i wtedy się zorientowałem, że jedzie na elektrycznym rowerze. Nie zrobił jakiejś piorunującej przewagi i chwilę po zjeździe do Międzyrzecza dogoniłem go. Złapał moje koło i tak sobie jechaliśmy, nie przeszkadzało mi to aż do ronda w Ligocie. Tam wjechałem dosyć szybko na rondo i towarzysz chciał mnie tam wyprzedzić myśląc że jadę w lewo, bardzo niebezpieczna sytuacja skończyła się szczęśliwie i od tego momentu jechałem sam. W Zabrzegu odbiłem w lewo na Czarnolesie i sprawdziłem stan nawierzchni na tym odcinku. Można go określić jednym słowem, tragedia. Dużo lepiej i swobodniej jechało się przez las do zapory niż z Zabrzega do PKP w Czarnolesiu. Po przejechaniu zatłoczonej zapory i dojeździe do Goczałkowic musiałem się zatrzymać. Takiego tłoku na deptaku w Goczałkowicach nie widziałem chyba nigdy, przeważały osoby starsze i być może było tam jakieś spotkanie emerytów. Dalej jechałem pustymi, bocznymi drogami do Mazańcowic na kontrolę remontu mostu. Remont jest już w zaawansowanym stanie i przed końcem roku powinien być koniec. Do Bielska też dosyć długo jechałem i przejechałem niedawno położonym nowym asfaltem. Fajna alternatywa, jeżdżę tam codziennie do pracy a na treningu jeszcze tam nie jechałem. Pod koniec zrobiło się już chłodno i powoli zaczynało się już ściemniać. Był to jeden z ostatnich popołudniowych wyjazdów w tym roku.



Roztrenowanie 5

Wtorek, 9 października 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 62.00 Km teren: 2.00 Czas: 02:21 km/h: 26.38
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 148148 ( 75%) HRavg 119( 61%)
Kalorie: 892kcal Podjazdy: 330m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny bardzo ciężki tydzień rozpoczęty. Po dwóch długich dniach w pracy nie miałem ochoty na jazdę. Żal było marnować pogodę i zdecydowałem się na spokojną jazdę. Pogoda niemal idealna do jazdy, ciepło i praktycznie bezwietrznie. Nie miałem innej opcji jak spokojna jazda po płaskim i idealnie do tego nadaje się runda wkoło Jeziora Goczałkowickiego. Jechało się całkiem dobrze i kilometry szybko uciekały. Po dojeździe do Chybia dołączył się do mnie jakiś kolarz i jechaliśmy razem. Gdy byłem na zmianie to w pewnym momencie towarzysz zaatakował, ja jechałem równym tempem a on po czasie nie wytrzymał i dojechałem do niego, znowu jechał chwilę na moim kole i powtórzył manewr. Tym razem wytrzymał krócej ale dojechaliśmy do Strumienia i rozdzieliliśmy się. Ja pojechałem w kierunku Pszczyny. W połowie drogi wzdłuż jeziora wyprzedził mnie traktor z jakimś kolarzem jadącym za nim. Nie podpiąłem się ale cały czas miałem traktor w zasięgu wzroku i na jednym z podjazdów w Łące traktor odjechał a kolarz nie był w stanie nawet jechać moim tempem. Na zjeździe mnie dojechał ale kolejny trudniejszy fragment sprawił, że został już na dobre, nawet jazda za traktorem niewiele mu pomogła. Po wjeździe na Zaporę w Goczałkowicach byłem zaskoczony kompletnymi pustkami i otwartymi bramkami. Pojechałem do końca wału i przez las do Czarnolesia. Skręciłem w prawo i pojechałem poszukać jakiegoś łącznika z pozostałą częścią Zabrzega. Nic takiego nie znalazłem, uruchomiłem nawigację w Garminie i znalazłem drogę , żeby się tam dostać musiałem przedostać się przez kilka torów i kawałek lasu, przy okazji znalazłem kilka grzybów które włożyłem do pustego bidonu w którym wiozłem kamizelkę którą ubrałem i przedostałem się na drogę złożoną z płyt. Odcinek płyt ciągnął się około kilometra i później już ubitą drogą dotarłem do asfaltu w Zabrzegu. Dobrze znaną drogą dojechałem do Bronowa i w coraz bardziej zapadającym zmroku skierowałem się prosto na Bielsko. W Międzyrzeczu sprawdziłem kolejny nieznany mi podjazd a w Bielsku ścieżkę rowerową która skończyła się nagle i żeby wjechać na jezdnie to musiałem przedostać się przez wysoki krawężnik.



kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 14036 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 16398 km
Evo 2 9995 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum