Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Samotnie

Dystans całkowity:175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%)
Czas w ruchu:6556:08
Średnia prędkość:26.42 km/h
Maksymalna prędkość:750.00 km/h
Suma podjazdów:2024461 m
Maks. tętno maksymalne:205 (179 %)
Maks. tętno średnie:198 (101 %)
Suma kalorii:3763302 kcal
Liczba aktywności:2724
Średnio na aktywność:64.52 km i 2h 26m
Więcej statystyk

Trening 58

Sobota, 6 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 79.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:17 km/h: 24.06
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 2289kcal Podjazdy: 1840m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo ważny dla mnie dzień. Dzisiaj zmierzyłem się z nielubianym przeze mnie podjazdem na Żar. Wczoraj znowu miałem dużo pecha, nie udało się przepalić nogi a w dodatku miałem bliskie spotkanie z podłożem, na szczęście wyszedłem z tego tylko poobijany i obolały. Bałem się, że nie będę w stanie wsiąść na rower ale nie było tak źle, w niektórych pozycjach nie mogłem jechać dłużej, miałem problemy ze snem i nie byłem w pełni zdeterminowany do walki z czasem. Opóźniałem godzinę wyjazdu, niepotrzebnie bo później były tłumy. Przed 7 siedziałem już ostatecznie na rowerze. Początek był ciężki ale gdy się rozkręciłem to już jakoś leciało dalej. Podjazd na Przegibek potraktowałem jako rozgrzewkę która dzisiaj były schodki, od 2 do 5 strefy mocy. Trzy serie zmieściły się na kilkunasto minutowym podjeździe, szybciej bym wjechał jadąc cały czas w 3 strefie mocy ale nie to było celem. Pierwszy poważny problem jaki się pojawił to zjazdy a dokładnie fatalna dyspozycja, spory fragment w lesie był mokry a przyjęcie pozycji aero nie było możliwe bo w momencie pojawiał się duży ból. Zjechałem bezpiecznie do Międzybrodzia, w normalnej sytuacji wjechałbym na Nowy Świat, bałem się, że na takiej ścianie przesilę rękę i będę do końca zmagał się z bólem nie mogąc jechać odpowiednim tempem. Spokojnie dojechałem do początku podjazdu na Żar. Nie byłem zaskoczony tym, że znowu wieje i to z takiego kierunku, że pierwszy kilometr miałem walczyć z przeciwnym wiatrem. Ruszyłem tak jak zamierzałem z poziomu FTP i w równym tempie dojechałem do pierwszego łuku w lewo. Byłem tam po ponad 3 minutach ale sporo szybciej niż zwykle i to już był duży zysk czasowy. W tym momencie zwiększyłem moc i trzymałem się w ulubionej w ostatnim czasie strefy 5. Rok temu jechałem tempówkę na Żar i po 16 minutach byłem przed zjazdem. To dobry punkt odniesienia, jechałem już nie kalkulując mimo, że to dopiero początek podjazdu, gdy nachylenie przekraczało 10 % to i moc szła w górę, na łatwiejszych fragmentach jechałem równo. Nie lubię tego podjazdu właśnie ze względu na bardzo zmienne nachylenie. Gdy wyjechałem z osłoniętych przez wiatr terenów czułem, że wiatr jest neutralny a nawet lekko sprzyjający, to co straciłem na początku udało się odrobić przed zjazdem. Na wypłaszczeniu pojawiłem się szybciej niż rok temu o 30 sekund. Miałem jeszcze rezerwy ale musiałem je zostawić na końcówkę wspinaczki. Na zjeździe odpuściłem lekko, złapałem drugi oddech, kilka sekund straciłem na tym, że wypiął mi się blok ale znaczenia to nie miało. Za mocno zacząłem ostatni odcinek i na finisz mnie brakło. Ostatecznie poprawiłem swój czas o ponad minutę, wskoczyłem do TOP 15 na tym podjeździe i wygenerowałem lepszą moc niż na ostatnim teście FTP. Dosyć szybko doszedłem do siebie i po krótkim postoju zacząłem zjeżdżać, zjazd znów nie wyglądał dobrze ale najważniejsze, że był bezpieczny. Zastanawiałem się gdzie dalej jechać, decydującym czynnikiem było TSS, nie chciałem przekraczać 200 do którego jednak brakowało. Zdecydowałem się na najbardziej ekstremalny wariant i ruszyłem w kierunku Łodygowic a następnie Magurki. Krótki postój zrobiłem na zaporze w Tresnej, po drodze zaliczyłem znowu ulice Akacjową tym razem spokojniej niż ostatnio. Nogi już nie pracowały jak wcześniej, pagórkowaty odcinek wzdłuż jeziora pod wiatr zmęczył mnie bardzo. Jednym z powodów utraty sił było przyjmowanie zbyt małej ilości płynów, nadrobiłem to nieco ale siły nie wróciły. Jeden z najtrudniejszych podjazdów w okolicy zacząłem spokojnie, zbyt spokojnie w odniesieniu do ostatnich 2500 metrów. Po około kilometrze miałem już dosyć przepychania i dołożyłem nieco mocy, niewiele to pomogło, brakowało minimum 2 zębów z tyłu do strefy komfortu. Niestety obolała ręka dawała o sobie znać na podjeździe i w końcówce czułem już wyraźny ból. Mimo słabego początku podjazdu końcówka poszła mi nieźle, jak na to co było w nogach. Od czasu sprzed 4 tygodni urwałem ponad minutę a drugie tyle jeszcze spokojnie jest do zyskania przy jeździe na maksa. Podjazd to był pikuś w porównaniu ze zjazdem, na mokrej, stromej, miejscami dziurawej i zanieczyszczonej, wąskiej drodze po raz pierwszy od dawna bałem się o swoje zdrowie, zjazd pokonałem na 3-4 razy kontrolując stan obręczy, na szczęście nie zagrzały się na tyle aby stracić właściwości. Od Wilkowic przeklinałem siebie, że nie wyjechałem 30 minut wcześniej, spory ruch był na drogach i wiele razy musiałem hamować, zatrzymywać się i denerwować. Na jednym ze skrzyżowań dwóch kierowców przeszło samych siebie, jadąc ścieżką rowerową dojeżdżałem do skrzyżowania, przed przejściem stało dwóch pieszych z wózkiem, jeden kierowca zjeżdżając z głównej przecinał ścieżkę i chodnik, drugi wyjeżdżał z podporządkowanej, obu tak się spieszyło, że na przejeździe dla rowerów i przejściu dla pieszych zderzyli się, według wszystkich przepisów jakie w tym miejscu obowiązywały, mieli oni obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym i rowerzystom. Nikomu nic się nie stało i dlatego szybko opuściłem skrzyżowanie. Później jeszcze kilka mniejszych akcji dzięki którym odechciało mi się dalszej jazdy, do domu było blisko. Wreszcie dobra pogoda, noga dobra chociaż wiem, że nie był to mój dzień. Kolejny trening zaliczony, mam nadzieje, że kolejne będą równie dobre a niedyspozycja zdrowotna szybko minie bo jakiś wpływ na jakość tego treningu na pewno miał wczorajszy incydent. Był to również pierwszy trening gdy na dwóch podjazdach dałem z siebie wszystko, na Magurce zostały jeszcze niewielkie rezerwy a pod Żar wycisnąłem z siebiue maksa. Swoją drogą nie mam ostatnio szczęścia do ścieżek rowerowych, trzeba nimi jeździć a są coraz mniej bezpieczne i ciągle na nich coś niedobrego się dzieje.

Informacje o podjazdach:

Trening 57

Czwartek, 4 czerwca 2020 Kategoria 0-50, avg>30km\h, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 45.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:30 km/h: 30.00
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 641kcal Podjazdy: 600m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Krótki ale bardzo treściwy trening. Czasu mało, pogoda wtrąciła swoje trzy grosze i wyjechałem dopiero o 18:30 po deszczu i przy mokrych drogach. Godzina była późna wiec zrezygnowałem z wyjazdu na Przegibek i pojechałem do Nałeża. Podjazd niezbyt długi i wymagający ale na krótki trening idealny. Zanim dojechałem do Jasienicy gdzie zaczyna się podjazd próbowałem się rozgrzać. Nie wyszło to tak jak powinno ale chociaż częściowo byłem rozgrzany. Pierwszy podjazd zacząłem mocno ale na złym przełożeniu i szybko doszedłem do kadencji 100 którą może bym utrzymał ale czy starczyłoby mocy na kolejne dwa podjazdy to już nie wiem. Zmieniłem przełożenie i do końca podjazdu kręciłem z kadencją 85-95. Miałem punkt odniesienia przed kolejnymi powtórzeniami. Zjazd odpuściłem mimo sprzyjającego wiatru, uzupełniłem węglowodany i zjechałem w dół do skrzyżowania. Drugi podjazd zacząłem spokojniej ale na twardszym przełożeniu, na pierwszym wypłaszczeniu wypiął mi się blok i przez kilka sekund nie kręciłem, ostatnie 5 minut pokonałem mocniej niż pierwsze 3 i zdecydowanie równiej. Na zjeździe znów odpoczywałem i jadłem. Trzeci wjazd był w moim odczuciu najlepszy i najmocniejszy. Do końca wytrzymałem obciążenie mimo tego, że miałem dość już po 6 minutach wysiłku. Wiatr w twarz zrobił dobrą robotę, tego zwykle brakowało na tym podjeździe. Do 100 TSS jeszcze brakowało wiec dołożyłem dwa podjazdy które pokonałem również na poziomie 110 % FTP. Kierunek jazdy był ten sam wiec wiatr w twarz pomagał utrzymać moc i wydłużył trochę krótkie podjazdy. Na koniec kilka minut luźnej jazdy. Zapomniałem zabrać opaskę tętna i dzięki temu łatwiej było skupić się na trzymaniu właściwej mocy. Ostatni tak intensywny trening na zewnątrz miałem w zeszłym roku. Mimo to nie byłem całkowicie ujechany, mógłbym jeszcze dołożyć TSS i kilometrów ale czasu już nie miałem. Wyszła dobra zaprawa przed weekendem mimo dużych zmian w założeniach treningowych. W weekend dam w palnik a później odpocznę przed testami mocy.


Trening 56

Środa, 3 czerwca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 85.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:44 km/h: 31.10
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 152152 ( 77%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1802kcal Podjazdy: 620m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny trening typowo tlenowy na dosyć płaskiej trasie. Wyjechałem dosyć wcześnie bo już o 15, udało się szybko wrócić z pracy, uporać z obowiązkami i miałem prawie 3 godziny na trening co w tygodniu rzadko się u mnie zdarza, mógłbym mieć nawet więcej czasu ale wzywał mnie m.in. zarośnięty już ogródek a pogoda ostatnio zmienna i ponad godzinę musiałem poświęcić na skoszenie części trawnika. Wyjechałem najszybszą drogą z miasta i szybko pokonałem pierwszy podjazd. Później czekało mnie wiele kilometrów płaskich dróg i jak się okazało walki z czołowym lub bocznym wiatrem. Wybrałem najprostszy wariant dojazdu do Goczałkowic. Jak już rozwinąłem niezłą jak na warunki prędkość w Międzyrzeczu to utrzymałem ją do Zabrzega, tam trochę komplikacji które zabrały cenny czas ale w końcu dostałem się na Zaporę. Kilka miesięcy tam nie jechałem a dzisiaj było dosyć tłoczno, dużo ludzi również na ścieżce pieszo-rowerowej w Goczałkowicach wiec krótki odcinek do skrętu na Łąkę pokonałem jezdnią. Po zjeździe z głównej miałem delikatny kryzys, jechało się ciężko ale może to przez wiatr. Dopiero po kilku kilometrach i pokonaniu pagórków w Łące jechało się lepiej, zamiast jechać na Strumień odbiłem w prawo na Brzeźce, na kilku kilometrach walki z wiatrem nie minął mnie żaden samochód, aż dziwne w tym rejonie ze względu na remonty dróg w okolicy ten odcinek jest ważnym łącznikiem miedzy drogami 939 a 933. Liczyłem, że nie będę musiał zatrzymywać się na wahadle ale niestety złapało mnie czerwone światło i swoje musiałem odstać. Później wjechałem już na lepszej jakości szosy i jechało się dużo lepiej. Wszystkie newralgiczne miejsca na trasie pokonałem sprawnie aż do Skoczowa. Wcześniej musiałem pokonać kilka podjazdów na których dwóch gości pokazało mi jak się jeździ, na elektrykach. Wyprzedzili mnie w takim tempie, jakbym stał w miejscu. Na zjeździe do Skoczowa trochę sobie poszalałem, puściłem się odważnie w dół i gdy wjechałem na bardziej dziurawy odcinek drogi musiałem wytracić sporo prędkości. Wolno przedostałem się na drugą stronę Wisły. Ostatnie kilkanaście kilometrów z kilkoma wzniesieniami pokonałem w dobrym tempie i przed czasem pojawiłem się w domu. Mogłem wydłużyć trasę ale nie miałem zbytnio koncepcji a ruch na okolicznych drogach był spory. Noga po raz kolejny podawała i moja jazda wygląda coraz lepiej. Mimo tego, że nie lubię jazdy po płaskim, dzisiejsza trasa była przyjemna i pokonana w równym tempie.


Trening 55

Poniedziałek, 1 czerwca 2020 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 87.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:30 km/h: 24.86
Pr. maks.: 65.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 182182 ( 93%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 1730kcal Podjazdy: 1800m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Niezbyt szczęśliwy początek kolejnego miesiąca. Nastawiłem się na trening w górach, w ciągu dnia kilka razy pojawiła się spora niepewność i niewiele brakowało abym w ogóle nie wyjechał z domu na trening. Wychodząc z pracy byłem jednak bardzo pozytywnie nastawiony i nawet spore opóźnienie spowodowane obowiązkami które musiałem wypełnić nim wyjechałem nie wpłynęło na moją motywacje. Wyjechałem przed 16 i pierwszy raz od miesiąca nie musiałem śpieszyć się do domu, cel miałem jeden, poprawić swój czas na Przegibek. Zanim tam dojechałem już zaliczyłem kilka wpadek i nieprzyjemnych sytuacji. Pierwsza z nich miała miejsce już kilkaset metrów od domu, wjeżdżając do lasu pojawiła się mokra nawierzchnia i kilka jezior na drodze. Pierwsze przejechałem z minimalną prędkością i praktycznie nie ubrudziłem roweru. Przy kolejnym już nie miałem tyle szczęścia, byłoby to możliwe gdyby nie zbliżający się z bardzo dużą szybkością samochód. Wybierając miedzy wybrudzeniem roweru a prysznicem z góry na dół przystałem na pierwsza opcję, przejechałem szybko przez ogromną kałuże a gdy samochód z impetem wjechał w wodę słyszałem rozprysk za sobą ale woda mnie nie dotknęła. Kolejne dwie sytuacje miały miejsce na skrzyżowaniach już w Bielsku, tam kilku kierowców znowu dawało popis szybkości i nie sygnalizowało swoich zamiarów, przekonał się o tym boleśnie jeden pieszy który musiał uciekać z jezdni i potknął się o krawężnik. Nic poważnego mu się nie stało ale jego winy nie było, przechodził prawidłowo przez przejście dla pieszych a kierowca nawet nie zwolnił. Bałem się co będzie dalej ale nie było tak źle. Jakoś się rozgrzałem przed podjazdem na Przegibek, nie chciałem się zatrzymywać przed rozpoczęciem czasówki i dlatego już w domu ubrałem się jak najlżej a cieplejsze ciuch wziąłem do kieszeni. Dosyć szybko znalazłem się w Straconce. Gdy nadeszła godzina próby to ruszyłem z kopyta. Początek wyglądał obiecująco ale na tym mógłbym zakończyć opis mojej walki z czasem na tym podjeździe. Jechałem cały czas równo, jednak czas szybko leciał. Już w połowie miałem za słaby czas jak na walkę o rekord. Walczyłem do końca ale swojego najlepszego wyniku nie poprawiłem. Nie udało się wskoczyć do TOP 10 na tym podjeździe i dla mnie to rozczarowanie. Rozczarowany jestem warunkami które po raz kolejny były niesprzyjające, marzyłem o tym aby jechać przy bezwietrznej pogodzie ale znów z tego nic nie wyszło, wiatr hulał na całym podjeździe i to on rozdawał karty. Na szczycie miałem ochotę rzucić rowerem ale w porę się opamiętałem, odechciało mi się dalszej jazdy ale nie chciałem marnować czasu bo kto wie kiedy po pracy znowu będę mógł wyskoczyć na kilka godzin w góry. Na technicznej części zjazdu do Międzybrodzia trochę sobie poszalałem ale później uszło ze mnie powietrze i już bez ciśnienia zjechałem do skrzyżowania. Nie wiedziałem gdzie jechać, Nowy Świat, Magurka, Żar czy Kocierz. Wybrałem Kocierz ale od południowej strony, po drodze chciałem jeszcze zaliczyć trzy krótsze podjazdy. Pierwszy z nich to ulica Akacjowa w Międzybrodziu Żywieckim, krótki ale stromy podjazd. Tydzień temu tam zjeżdżałem a po raz ostatni w górę jechałem tam kilka lat wcześniej. Wjechałem takim tempem na jakie pozwoliło przełożenie i kadencja którą chciałem utrzymać na poziomie minimum 70. Końcowy fragment podjazdu znajdował się w lesie gdzie było mokro, pobliski potok szumiał tak głośno, że nic poza nim nie słyszałem. Po zjeździe równie stromą ulicą Widokową do głównej drogi ruszyłem w kierunku Oczkowa. Całkiem nieźle poszedł mi podjazd po kostce ale oczekiwanie na wyjazd na główną drogę spowodowało, że siły znów odeszły. Długo zbierałem się w sobie i dopiero przed kolejnym, zupełnie mi nie znanym podjazdem zaczęło jechać się lżej. Na początku wspinaczki pod Oczków pojawił się komunikat o słabej baterii, znowu zapomniałem naładować licznik, o Di2 pamiętałem a o liczniku nie pomyślałem. Liczyłem na to, że uda się wjechać na szczyt i poszukać jakiejś zastępczej aplikacji w telefonie. Początek podjazdu wydawał mi się nudny ale później zrobiło się ciekawiej. Ostatnie kilkaset metrów było strome, nachylenie przekraczało 10 % i wrzuciłem co mam. Jechałem z rezerwą ale nie chciałem dawać z siebie wszystkiego na tym podjeździe i dlatego nie zwiększałem tempa. Na szczycie zatrzymałem się, widok był wspaniały, cały Beskid Żywiecki jak na dłoni. Znalazłem w telefonie dwie aplikacje rowerowe, Endomondo i Rouvy. Zapis trasy robiło tylko Endomondo, sygnał z Internetu był tak słaby, że niemożliwe było pobranie innej, załączyłem synchronizacje aplikacji z moim kontem i ruszyłem w dół. Cała operacja trwała kilkanaście minut i dopiero przed podjazdem Na Kocierz udało się włączyć i ustawić aplikacje, niestety nie wiedziało czujnika mocy i musiały wystarczyć dane o tętnie. System GPS w telefonie tak rzadko używałem, że nie chciało mi znaleźć sygnału. Ruszyłem spokojnie na Kocierz i po kilku minutach licznik padł. Telefon dalej nie łapał sygnału GPS i czas pomierzyłem ręcznie. W zaokrągleniu na segmencie wyszło około 13 minut, moc określiłem orientacyjnie według czasów jakie miałem tam wcześniej. Tętno mierzyło cały czas i w przybliżeniu mam dane z podjazdu, oprócz śladu na mapie i przewyższenia. Na Kocierzu wreszcie udało się złapać sygnał GPS ale nie na długo. Zjazd w dół należał do najlepszych w moim życiu, jechałem szybko, technicznie i bardzo pewnie pokonywałem kolejne zakręty. Dopiero na ostatnim musiałem hamować bo pojawiły się samochody. Kolejny podjazd na trasie to ścianka w Targanicach, wjechałem siłą woli i długi zjazd Wielką Puszczą odpuściłem. Do pokonania został mi jeszcze jeden podjazd, Przegibek. Zacząłem go bez woli walki ale na ostatnich 3 kilometrach rozkręciłem się i w dobrym tempie wjechałem na Przegibek. Od dziewczyn pokonujących podjazd dowiedziałem się o poważnym w skutkach wypadku w Wilkowicach. Nikt nie znał szczegółów i nie wiedziałem kto ucierpiał. Automatycznie odpuściłem zjazd i spokojniej przejechałem przez Bielsko. Przze problem z licznikiem i telefonem odpuściłm jeden podjazd którego brakło do 2000 metrów przewyższenia.
Wymagający to był dzień, znów brakło szczęścia, niestety nie miały go również dwie dziewczyny potrącone przez samochód. Nigdy takich informacji nie przyjmuje się dobrze i całym sercem jestem przy nich i liczę na to, że oboje wyjdą z tego. Na drogach jest niebezpiecznie a w obecnych czasach chyba jeszcze bardziej i na pewno trudniej dojść do zdrowia niż np. rok temu. Sporo ostatnio się czyta o zdarzeniach z udziałem rowerzystów i kierowców. Wina leży po obu stronach, nikt nie jest bez winy, raz zawini kierowca, innym razem rowerzysta. Brak wzajemnego szacunku i poszanowania powoduje niechęć kierowców do rowerzystów i odwrotnie. Najbardziej zaczynają denerwować mnie użytkownicy rowerów elektrycznych, wielu z nich powoduje nerwowe sytuacje i często nie potrafi dostosować prędkości do warunków panujących na drodze, napędzając rower siłami własnych mięśni spojrzenie na niektóre sytuacje jest inne niż wówczas gdy możemy skorzystać ze wspomagania. To powoli jest plaga z którą prędzej czy później trzeba będzie zacząć walczyć bo niepotrzebnych kolizji i niebezpiecznych sytuacji będzie więcej i ciężko będzie szukać winy wyłącznie u kierowców samochodów.
W domu po analizie podjazdu na Przegibek stwierdziłem, że ta moc powinna dać czas około 30 sekund lepszy. Warunki były trudne, z reguły na takie trafiam, na tym podjeździe miałem już super czas osiągnięty w zupełnie innych warunkach i sytuacji i dając z siebie wszystko nie byłem w stanie go poprawić. Kolejną próbę podejmę w momencie gdy nie będzie wiatru lub będzie bardzo słaby i wtedy gdy nie będę po 8 godzinach pracy. Idealnym podsumowaniem mojego wysiłku jest życiowa moc na 10 minut, do ostatniego wyniku dołożyłem kilka Wat. Noga się rozkręca, sezon już w pełni i być może niedługo odbędzie się jakiś wyścig. Nie będzie ich dużo w moim kalendarzu ale za to same konkretne i wymagające gdzie o wynik będzie ciężko ale dla mnie im trudniej tym lepiej. Na czasówkach na 90 % byłbym w czołówce a na wyścigach musiałbym coś dołożyć do swojej jazdy aby być konkurencyjnym. Na razie jest jeszcze czas się podciągnąć, do tego momentu będzie pewne już czy i jakie wyścigi się w tym roku odbędą. Dwa starty w Czechach są już niemal pewne, trzeci planowany jest na wrzesień, do tego kilka czasówek i krótki ale treściwy sezon zaplanowany.


Trening 54

Sobota, 30 maja 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 50-100
Km: 84.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:24 km/h: 24.71
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 174174 ( 89%) HRavg 143( 73%)
Kalorie: 2418kcal Podjazdy: 2240m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Konkretny, jeden z najlepszych treningów w tym roku. Pogoda bardzo niepewna, bardziej pewne było to, że będzie padać niż to, że uda się przejechać trasę na sucho dlatego zmodyfikowałem swoje plany i to dosyć znacząco. W planie miałem różne podjazdy w Beskidzie Śląskim, około 120 kilometrów i 3000 metrów w pionie. Prognozy zmieniały się co kilka godzin i ostateczną decyzje miałem podjąć rano przed wyjazdem. Nie chciało mi się wstawać i na nogach byłem dopiero po 6, w sam raz aby wyjechać po 7 i tak w niskiej temperaturze, rower po wczoraj z grubsza wyczyściłem ale niedokładnie bo wiedziałem, że w niektórych miejscach będzie mokro. Zabrałem sporo jedzenia, ciepły zestaw ubrań i kurtkę na zjazdy i ewentualny deszcz. Nie było tak źle jak wyglądało na termometrze i przez okno. Już o wyjeździe wiedziałem, że noga nie jest najgorsza i pierwszy podjazd to potwierdził. Nie byłem zdecydowany gdzie jechać i trochę krążyłem po Bielsku a następnie ruszyłem na Przegibek. Podjazd zacząłem dosyć mocno, nie było taryfy ulgowej bo chciałem nabić jak najwięcej TSS. Warunki były trudne i dlatego podjazd zajął mi ponad 10 minut a potrafiłem z tą mocą wjechać ponad 40 sekund szybciej ale nie w takiej temperaturze i przy tej sile wiatru. Przed zjazdem przerwa na ubranie kurtki i dosyć asekuracyjny zjazd do Międzybrodzia, było mokro a miejscami woda płynęła przez drogę. Sielanka nie trwała długo bo gdy dojechałem do skrzyżowania czekał mnie drugi ale dużo trudniejszy podjazd. Znowu przerwa na rozebranie kurtki i ruszyłem na Nowy Świat. Już kilka tygodni temu myślałem o tym podjeździe ale jakoś nie było okazji by tam wjechać. Podjazd dał mi w kość, do pełni komfortu brakowało 30 lub 32 zębów na kasecie i na 28 trochę przepychałem. Czas wyszedł niezły, jak na warunki bardzo dobry. Dojeżdżając do szczytu stało się to czego się obawiałem, zaczęło padać. Zatrzymałem się pod drzewami by się ubrać, zjazd w deszczu nie należał do przyjemnych, mimo asekuracji szybko znalazłem się na dole. Padało cały czas, mimo to ruszyłem w kierunku Góry Żar. Przed podjazdem wahałem się czy rozebrać kurtkę czy jechać w niej ryzykując przegrzanie. Odpowiedź przyszła sama, intensywność opadów wzrosła i pierwsza połowa podjazdu minęła pod znakiem deszczu. Po wyjeździe z lasu i fragmencie z 15 % nachyleniem przestało padać a im bliżej szczytu tym droga bardziej sucha, jechałem swoje ale zacząłem się gotować. Nie wpadłem na pomysł aby się zatrzymać i rozebrać kurtkę, bez komfortu pokonałem resztę podjazdu, czas wyszedł mocno średni ale warunki zrobiły swoje, po 3 wspinaczkach miałem już ponad 100 TSS i 1100 metrów w pionie na zaledwie 38 kilometrach. Nie padało, ludzi nie było i zatrzymałem się na moment, rozebrałem kurtkę, przyjąłem 20 gram węglowodanów i ruszyłem w dół. Po krótkim podjeździe przed dalszą częścią zjazdu ubrałem jednak kurtkę bo nie było zbyt ciepło a zjazd miał 7 kilometrów. Po zjeździe oceniłem sytuacje na niebie, nie była jednoznaczna wiec nie skierowałem się od razu w kierunku domu ale również nie oddalałem się bardziej od Bielska. Postanowiłem zaliczyć kilka lokalnych dróżek „do nikąd”, tydzień temu zaliczyłem Groniaki i zrezygnowałem z tego podjazdu ale zaliczyłem 5 innych odcinków prowadzących w górę. Pierwszy z nich znajdował się w sąsiedztwie Żaru, nigdy tam nie byłem, domyślałem się dokąd prowadzi ta droga i intuicja mnie nie zawiodła. Jadąc wzdłuż jeziora miałem do wyboru dwie drogi, z pierwszeństwem ciągnącą się wzdłuż wybrzeża lub zjazd w prawo, zjechałem z głównej i nachylenie od razu wzrosło. Momentami dochodziło do 15 %, nawierzchnia nie była najgorsza ale podjazd szybko się skończył, droga skończyła się przy dolnej stacji elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar. Zjazd był szybki, w międzyczasie przybyło chmur na niebie, kolejne wzywania czekały mnie w Międzybrodziu Bialskim, na początek ulica Wiosenna. Podjazd o bardzo zmiennym nachylaniu, momentami około 15 ?ragmentami nawet lekko w dół. Jak to w tej okolicy bywa, droga skończyła się nagle i trzeba było zawrócić. Jechałem ten podjazd już około 2 lata temu, osiągnięty wówczas czas poprawiłem o 10 sekund, symbolicznie bo spokojnie jest jeszcze 30 do urwania. Na zjeździe trochę się zagapiłem i zamiast trzymać się drogi którą przyjechałem przestrzeliłem skrzyżowanie i zjechałem do głównej bardzo stromą drogą. Po krótkiej przerwie ruszyłem już w stronę Przegibka, po drodze jednak zauważyłem podjazd który również już mam w swojej kolekcji ale dawno tam nie byłem. To już była ściana, porównywalna do nowego Świata ale sporo krótsza. Tam również symbolicznie poprawiłem swój rekord jadąc najmocniejszym tempem z dzisiejszych podjazdów. Zanim wjechałem na przełęcz Przegibek zaliczyłem jeszcze dwie lokalne dróżki. Pierwsza z nich prowadziła do jednego z wielu szlaków na Magurkę, nachylenie dochodziło do 10 % a podjazd był krótki, trwał ledwie 3 minuty. Kolejny znajdujący się bliżej Bielska był jeszcze krótszy, miał również strome fragmenty ale trwał krócej niż 3 minuty. Po zjeździe już zaczął się najtrudniejszy odcinek podjazdu na Przegibek. Na ostatnich 3 kilometrach dałem z siebie dużo, jechałem cały czas w okolicy progu, mając już prawie 70 kilometrów i 2000 metrów pionu w nogach nogi cały czas pracowały jak należy. Na szczycie krótkie spotkanie z Jas-Kółkami spragnionymi gór których w okolicy Jastrzębia nie ma, nie było czasu na dłuższą rozmowę i każdy ruszył w swoją stronę. Przez Bielsko przejechałem już spokojniej, po względnie suchych drogach bez opadów deszczu. Uzbierało się ponad 230 TSS i kolejny trening z 2 kilometrami w pionie wpadł do kolekcji. Udało się wycisnąć sporo z tej pogody i zaliczyć wymagający trening. Koła mnie nie zawiodły, nie było problemów na zjazdach, na ściankach łatwiej było utrzymać moc, jedynie zabrakło lepszych czasów na podjazdach ale warunki nie pozwoliły na więcej, dołożenie mocy mogłoby sprawić, że na ostatnich podjazdach nie miałbym już z czego jechać. Idealnie rozłożyłem siły i dane z treningu spokojnie mógłbym porównać do któregoś z wyścigów zaliczonych w przeszłości. Po tym treningu przeznaczam ponad 48 godzin na zregenerowanie sił i w poniedziałek powtórka, znowu 200 TSS i prawie 2000 metrów przewyższenia i być może 2 ataki na rekordy na podjazdach. Wszystko będzie zależeć od dyspozycji dnia.


Informacje o podjazdach:

Trening 53

Piątek, 29 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 82.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:42 km/h: 30.37
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 149149 ( 76%) HRavg 135( 69%)
Kalorie: 1745kcal Podjazdy: 530m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Czwarty trening z rzędu. Dawno nie miałem takiej serii ale biorąc pod uwagę prognozy pogody na weekend zdecydowałem się wykorzystać moment lepszej aury. Przy okazji przetestowałem koła w kolejnych warunkach. Były już podjazdy, pagórki i mocne zrywy, tym razem przyszła kolej na warunki typowo klasyczne czyli wąskie, mokre drogi oraz bruk. Byłem znowu trochę ograniczony czasowo i wyjechałem po 16:30 ale o 19:30 już musiałem być w domu, jakbym się postarał to dałbym rade wyjechać wcześniej ale wtedy padał deszcz. Nie planowałem trasy tylko miałem jechać przed siebie obserwując niebo. Pierwszy ruch jaki wykonałem to jazda na Jaworze czyli na zachód od Bielska. Po dojeździe do głównej nad górami były ciemniejsze chmury niż na północy ale sytuacja zmieniała się szybko i za kilkanaście minut mogłoby być już inaczej. Walcząc z wiatrem dojechałem do Skoczowa, na tych kołach szło jakoś lżej, jak już się rozkulałem to dużo łatwiej utrzymywałem prędkość, zwłaszcza po zjeździe przed Skoczowem. Wiało dosyć mocno z północy i tam też pojechałem, na wietrze czułem mniejszy opór niż na kołach z oponami, sztywność roweru na tych kołach jest nie do opisania. Na dziurawych i wąskich drogach za Pierśćcem też jechałem pewniej i szybciej. Gdy zwalniałem to jakoś ciężko było się znów rozpędzić ale utrzymanie prędkości nie stanowiło już takich trudności. Różnej jakości, szerokości i trudności drogami dojechałem do głównej drogi na Strumień. Dobrze znany mi odcinek wzdłuż jeziora Goczałkowickiego znów jechałem z bocznym, momentami przeciwnym wiatrem, brakowało prędkości. Zupełnie zapomniałem o utrudnieniach w Pszczynie i zamiast skręcić w ulice Wiejską w łące pojechałem główną do Pszczyny., Ponad 500 metrowy korek udało się minąć miedzy samochodami i pustą drogą z wiatrem w plecy dojechałem do Goczałkowic. Tam kolejny test, dosyć długi odcinek brukowy. Jechałem dosyć mocno, koła radziły sobie nieźle ale z moją wagą nie był to szybki przejazd. Później musiałem się na moment zatrzymać i wtedy podjąłem decyzje o wydłużeniu trasy o kolejne boczne drogi tym razem w Zabrzegu. Raz jechałem z bocznym, raz przeciwnym, raz sprzyjającym wiatrem, na stożkach był odczuwalny ale nie na tyle abym musiał walczyć o utrzymanie optymalnego toru jazdy. Na prostce do Międzyrzecza jechałem dosyć szybko mijając po drodze peletonik Jafi jadący z przeciwka. Wybrałem dłuższy wariant powrotu przez Jasienicę, nie miałem tego w planach wiec wjechałem w ulice Spacerową. Na podjeździe jechało się ciężko i to chyba jedyny słabszy moment na trasie. Po zjeździe w kierunku Bielska przypominałem sobie, że czeka mnie kilka kilometrów ścieżką rowerową, na karbonowych kołach nie jest to nic przyjemnego i bezpiecznego wiec skręciłem w prawo i wzdłuż ekspresówki dojechałem do Jasienicy. Dołożyłem jeszcze Jaworze z kolejnym podjazdem. Zjazd już odpuściłem, na szczęście na trasie nie było nerwowych sytuacji z kierowcami, gdyby było sucho i cieplej to przyjemność byłaby większa. Koła sprawdziły się w kolejnych warunkach, z dobrą nogą w parze ciężko mi znaleźć jakieś wady. Po treningu czułem już zmęczenie, ostatnie dni były wymagające a czekał mnie jeszcze jeden, najbardziej wyczerpujący trening i test kół w warunkach typowo górskich.

Trening 52

Czwartek, 28 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 36.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:17 km/h: 28.05
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 175175 ( 89%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 873kcal Podjazdy: 430m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny dzień gorszej pogody i wyjazd na trening do końca nie był pewny. Gdy już byłem gotowy wsiąść na trenażer pogoda się poprawiła, przestało padać. Skończyłem co zacząłem i przed 18 ruszyłem na krótki ale bardzo intensywny trening. Drugi dzień testów kół był dla mnie ważniejszy, chciałem sprawdzić jak koła sobie radzą podczas zrywów. Wyjeżdżając z domu drogi były jeszcze mokre i szytki sprawdziły się na takiej nawierzchni czego się obawiałem. Czułem, ze będzie ciężko, na pierwszych kilometrach marzłem i nie mogłem się rozgrzać. Po niecałych 10 minutach zacząłem stopniowo zwiększać tempo i zrobiło mi się cieplej. Wydłużyłem nieco rozgrzewkę i dopiero gdy byłem pewny, że jestem dobrze rozgrzany ruszyłem z właściwym treningiem. Na świeczniku znalazły się powtórzenia w 6 strefie, nie lubię takich treningów ale są potrzebne jak każde inne. Pierwsze powtórzenia nie poszły tak dobrze jak sądziłem, miedzy nimi jechałem trochę za mocno i to może być przyczyna. Niepewna pogoda skierowała mnie do Nałęża gdzie często trenuje ale podjazd nie jest zbyt długi i po 4 sprintach musiałem zawrócić. Kolejne 8 robiłem już na końcowym fragmencie podjazdu, za każdym razem oddalając się od Kaplicy. Mimo obaw przetrwałem ten trening generując niezłe moce na powtórzeniach, dawno tak mocno nie trenowałem i ujechałem się nieźle. Było już późno, nie dokładałem już dystansu ani TSS i wróciłem spokojnym tempem do domu. Drugi dzień z dobrą nogą napawa optymizmem w przeciwieństwie do pogody która w dalszym ciągu może mieć ogromny wpływ na długość i jakość kolejnych treningów. Koła spisały się rewelacyjnie, są dużo sztywniejsze i łatwiej utrzymać moc co może mieć kluczowe znaczenie np. na finiszach. Drugi dzień testów udany, tańsze szytki w testowanych sytuacjach spisały się dobrze, jak pójdzie to w parze z wytrzymałością to nie będę widział potrzeby wydawania większych pieniędzy przy zakupie kolejnych. 



Trening 51

Środa, 27 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 72.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:36 km/h: 27.69
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1679kcal Podjazdy: 1020m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy dzień lepszej i pewniejszej pogody w tym tygodniu. Szybko wróciłem z pracy i wpadłem na pomysł aby przetestować nowe koło i szytki. Przełożenie kół, wymiana klocków i ustawienie hamulców zajęło mi około 20 minut, miałem delikatny problem z dopompowaniem powietrza ale ostatecznie znalazłem inną przejściówkę która nie puszczała powietrza i napompowałem ponad 8 bar. Nie była to strata czasu, dzisiejsze warunki i zaplanowana trasa była idealna na test kół. Ubrałem się cieplej mimo słońca i wysokiej temperatury, tempo jakim miałem jechać nie było zbyt mocne i nie było mowy o przegrzaniu a dzięki temu nie musiałem zatrzymywać się przed zjazdami. Wyjechałem przed 16 na około 2 i pół godziny, później mogło znowu padać i miałem jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Na tych kołach nie chciałem jeździć po dziurach i bezdrożach, przez miasto też nie chciałem jechać i wybrałem dłuższą drogę bez ścieżek rowerowych i złej jakości asfaltów. Już po starcie koła przeszły pierwszy test, na jednym z łuków było mokro i wjechałem tam z dosyć dużą prędkością, później kawałek nierównego asfaltu i dosyć głęboka kałuża która musiałem wjechać. Zrobiłem to z minimalną prędkością i bezpiecznie przejechałem, pierwszy podjazd pokonałem bardzo spokojnie, szło wyraźnie lżej niż na obręczach o niskim profilu i oponach. Na zjeździe musiałem cały czas hamować, nie potrafiłem wyprzedzić wolniej jadących rowerzystów. Nie wpłynęło to na mnie de motywująco i już drugi podjazd na trasie pokonałem lepszym tempem, zjazd znowu nieudany, musiałem hamować i użerać się z niepoważnymi kierowcami. Powetowałem to sobie na kolejnym odcinku prowadzącym w dół. Całkiem sprawnie dostałem się na ulicę Górską. Podjazd na Przegibek pokonałem spokojnym tempem, trzymałem się na pograniczu 2 i 3 strefy, momentami wchodziłem na kilka sekund do 4 strefy. Na podjeździe koła sprawowały się dobrze, wiele nie zyskałem ale duży wpływ dzisiaj miał silny wiatr wiejący z północnego-zachodu. Na zjeździe nie szalałem, pierwszy fragment asekuracyjnie a później już odważniej, z wiatrem w plecy szybko zjechałem do skrzyżowania. Na głównej drodze był niewielki ruch ale im bardziej na południe tym samochodów coraz więcej. Na zaporze w Tresnej zatrzymałem się na moment. Był to jedyny postój na trasie, niepotrzebny ale złapałem na moment oddech. Znowu miałem delikatny problem z dostarczeniem odpowiedniej ilości tlenu ale myślę, że to minie za jakiś czas. Prawdziwy dramat na drodze był dopiero za Oczkowem gdy jechałem w kierunku Żywca, samochód za samochodem a przed samym szczytem jeszcze Ambulans i samochód Sanepidu. Całe szczęście, że był tam kawałek nierównego pobocza i mogłem zrobić miejsce. Na zjeździe rozpędziłem się zbyt mocno i musiałem ostro hamować, zmieściłem się miedzy samochodami i bez większych problemów pokonałem pierwsze rondo. Na kolejnych dwóch musiałem przepuścić po jednym samochodzie. Już żałowałem, że wybrałem wariant trasy przez Moszczanicę i Lipową a nie przez Rychwałd i Łodygowice. Od ronda w Żywcu do skrzyżowania wyprzedziło mnie kilka samochodów a na drodze do Lipowej nie było chwili gdyby nie mijał mnie przynajmniej jeden. Byłem zmęczony już tym ruchem i zacząłem szukać alternatywnych dróg niewydłużających trasy. Wiatr utrudniał jazdę ale nie przejmowałem się tym pilnując wskazań mocy. Jedyny odcinek który wybrałem jako alternatywny to droga przez Słotwinę omijająca centrum Godziszki. Ruch tam był niewielki a w Godziszce i Buczkowicach znowu wzmożony. Mimo tego, że jechałem głownie w dół musiałem cały czas kręcić, w innym wypadku prędkość spadała o 10 km/h. Przed wjazdem do Bielska musiałem się zatrzymać kilka razy, głównie przez nieodpowiednie manewry kierowców, którzy nic na tym nie zyskali a tylko utrudnili ruch na drodze. W Bielsku nie było z tym lepiej, na jednym ze skrzyżowań była kolizja dwóch samochodów, na szczęście ruch odbywał się normalnie. Byłem już zmęczony tym ruchem i wybrałem najkrótszą drogę do domu. Po drodze musiałem jeszcze pokonać kilka przeszkód. Gdy tylko wszedłem do domu to było krótkie oberwanie chmury, może bym nie zmoknął, rower i tak do czyszczenia mimo tego, że nie jechałem w deszczu ale zaliczyłem kilka miejsc z mokrą nawierzchnią. Dzisiaj noga była dużo lepsza niż wczoraj ale nie miałem głowy do mocnej jazdy.

Trening 49

Sobota, 23 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 96.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:52 km/h: 24.83
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 142( 72%)
Kalorie: 2744kcal Podjazdy: 2230m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy konkretny sobotni trening w tym roku. Zwykle w soboty nie jeździłem, szykowałem się na niedzielę i postanowiłem to zmienić. Najlepsza opcja jaka była to wyjazd rano i powrót przed zapowiadanymi opadami deszczu. Tak też zrobiłem, byłem gotowy na wyjazd o 7 i ruszyłem nawet kilka minut wcześniej. Na starcie mała niespodzianka, słaba bateria miernika mocy, liczyłem na to, że wytrzyma cały trening i nie wracałem się do domu po nowe baterie. Ruszyłem w dosyć niskiej temperaturze ale byłem odpowiednio ubrany i czułem się komfortowo. Po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że nie jest to mój dzień, nogi jakieś słabe i ciężko było czerpać przyjemność z jazdy. Potwierdził to podjazd na Przegibek gdzie męczyłem się strasznie, na zjeździe puściłem się odważnie, nic mi nie przeszkadzało i szybko dostałem się do Międzybrodzia. W drugiej części zjazdu walczyłem z przeciwnym ale niezbyt silnym wiatrem. Po zjeździe zacząłem myśleć o rozgrzewce która była konieczna aby wskoczyć na właściwe obroty. Gdy tylko skończył się krótki zjazd nad jeziorem to ruszyłem mocniej, mocny początek nie znalazł odzwierciedlenia w końcówce, nie utrzymałem stałej mocy, odzwyczaiłem się jazdy po płaskim i nawet mocne akcenty mi nie wychodzą gdy nachylenie terenu jest niskie. Po pierwszym postoju na trasie znowu musiałem się rozkręcić. Druga tempówka była już dużo lepsza, na stałej mocy i kadencji. Przed podjazdem dnia którym dzisiaj była Łysina musiałem zrzucić zbędne warstwy ciuchów. Temperatura była niższa niż podczas ostatnich prób czasowych, ledwie 8 stopni, zwykle nie był to mój klimat i w sumie niczego po obie nie oczekiwałem. Bałem się zostawiać w krzakach bidony czy zbędne na podjeździe rzeczy wiec jechałem ze zbędnym balastem wynoszącym około 2 kilogramy. Ruch na drodze był tak duży, że nie byłem w stanie się rozpędzić i ruszałem praktycznie z miejsca. Start był efektywny i początek wyglądał obiecująco. W głowie zapaliła się lampka i po chwili zluzowałem trochę bo takiej mocy na całym podjeździe nie byłbym w stanie utrzymać. Jechałem cały czas równo i mocno do łuku w prawo, po nim niepotrzebnie zwolniłem, blisko 20 Wat mniej generowałem przed kolejnym łukiem. Straciłem tutaj kilka sekund, niby nic a miało znaczenie. Przed krótkim zjazdem na moment zrzuciłem ząbek niżej i wróciłem do mocy rzędu 360-370 Wat, wahałem się czy wrzucać blat na zjeździe i znów kilka sekund w plecy. Niezbyt płynnie zacząłem najtrudniejszy fragment podjazdu, do budynków jechałem z delikatną rezerwą którą wykorzystałem za skrzyżowaniem. Jechałem już co mam licząc, że uda się wjechać poniżej 10 minut do wypłaszczenia. Niestety brakło kilku sekund, z poprzedniego czasu urwałem dokładnie minutę, dużo i mało. Wygenerowałem życiową moc w czasie 10 minut, okazało się, że ponad połowę podjazdu jechałem z niesprzyjającym wiatrem. Do najlepszych na segmencie straciłem ponad 30 sekund co pozostawiło drobny niedosyt. Gdybym wjechał 5 sekund szybciej to niedosyt byłby mniejszy. Zabrakło mi motywacji aby dać z siebie wszystko na ostatnich 500 metrach do punktu widokowego i ten odcinek przejechałem już spokojniej. Na drodze było pełno pieszych i nawet nie dojechałem do końca asfaltu tylko w momencie gdy droga zaczęła opadać w dół zawróciłem. Przed stromym zjazdem zatrzymałem się, złapałem oddech, uzupełniłem zapasy energii i ruszyłem w dół. Zjazd wyglądał równie dobrze jak podjazd. W głowie miałem jeszcze 3 podjazdy i chciałem je pojechać mocniejszym tempem niż w ostatnią niedziele gdy po maksymalnym tempie na podjeździe nie byłem w stanie generować dobrej mocy. Miałem dużo czasu aby trochę się zregenerować, na podjazdach odpuszczałem, wypłaszczenia i zjazdy też pokonywałem z rezerwami. Sprawnie dojechałem do Czernichowa i w gratisie zaliczyłem podjazd ul. Widokową, wjechałem tak aby tylko zaliczyć podjazd i przygotować się na Żar. Założyłem sobie, że przez 18 minut będę generował średnio 300 Wat. Początek potraktowałem ulgowo a mocniej ruszyłem dopiero za pierwszym łukiem w lewo. Wykalkulowałem, że po 18 minutach będę zaczynał zjazd i tej wersji się trzymałem, nachylenie podjazdu nie jest stałe więc i moc nie była zbyt równa. Odcinek wymierzyłem co do joty i na wypłaszczeniu przed zjazdem pojawiłem się po 18 minutach generując w tym czasie ponad 300 Wat. Na szczycie nie było zbyt dużo ludzi więc zrobiłem dłuższy postój i ruszyłem w dół z myślą o kolejnym technicznym i możliwie szybkim zjeździe. Gdy tylko wdrapałem się na pagórek puściłem hamulce. Zjazd wyglądał nieźle, udało się ominąć wszystkie dziury i technicznie pokonać zakręty, momentami mogłem jechać szybciej ale to szczegół. Czas przestał być moim sprzymierzeńcem i na planowany Nowy Świat nie byłem w stanie wjechać. W zamian za to zaliczyłem inny, krótszy ale równie trudny podjazd – Groniaki. Jechałem tam kilka razy, zawsze na maksa, dzisiaj chciałem wjechać równo w 5 strefie mocy. Udało się generować dobrą moc przez 6 minut, jechałem na bardzo niskiej kadencji, dużo na stojąco, dużego pola manewru nie miałem bo nachylenie rzędu 16-18 % trzymało na prawie 1000 metrach. To już jest Sztajfa, nie lubię takich podjazdów ale zwykle sobie na nich dobrze radze z prostego powodu, chce podjeżdżać jak najkrócej aby szybko mieć podjazd za sobą. Dzisiaj czułem się nawet nieźle ale mając kilka podjazdów w nogach zapasów nie miałem zbyt dużych ale gdybym wiedział to urwałbym około 5 sekund co dałoby rekordowy czas. Na zjeździe znów puściłem się odważnie i szybko byłem na głównej drodze. Na deser pozostał tylko Przegibek. Byłem już ujechany ale w dobrym tempie wjechałem na szczyt. Znowu plecy dały o sobie znać i zrezygnowałem z szybkiego i technicznego zjazdu. Gdy tylko znalazłem się w Bielsku to zaczęło padać, w lekkim deszczu jechałem do domu, wybrałem najkrótszą trasę, nie był to zbyt dobry wybór, na głównych drogach duży ruch i kilka razy przytrzymały mnie skrzyżowania i światła. Pozostało przedostać się przez Lotnisko gdzie też tłumy i byłem w domu. Wyrobiłem się w czasie który sobie założyłem. Za dużo straciłem na postojach przez co nie wjechałem na Nowy Świat. Dobry trening za mną a nogi zaczynają wreszcie ze mną współpracować i od razu widać efekty. Nie spodziewałem się życiowej mocy na 10 minut, po raz kolejny sam siebie zaskoczyłem. Najwyższy czas zmienić koła na lżejsze i atakować kolejne podjazdy i łamać rekordy.



Informacje o podjazdach:

Trening 48

Piątek, 22 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 35.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:25 km/h: 24.71
Pr. maks.: 68.00 Temperatura: °C HRmax: 178178 ( 91%) HRavg 132( 67%)
Kalorie: 875kcal Podjazdy: 630m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Krótki wyjazd dla rozruszania nóg. Ostatnio solidne przepalenie nogi pomogło i na testowym odcinku dałem z siebie wszystko, wcześniej wyglądało to różnie, wtedy do treningów przystępowałem wypoczęty. Wyjechałem o nie najlepszej porze gdy na drogach było pełno samochodów i pieszych co zwykle utrudnia mi jazdę. Pierwszy podjazd na trasie poszedł nieźle. Kolejny już miałem pokonać mocnym tempem i zanim tam dojechałem to nie byłem odpowiednio rozgrzany, przez dłuższą chwile nie pedałowałem i nim ruszyłem z kopyta miałem za sobą krótki odcinek na średniej mocy. Ruszyłem trochę za późno i do końca sztywnego podjazdu dojechałem po 50 sekundach mocnej jazdy, dokręcanie do minuty na wypłaszczeniu nie miało sensu, więcej straciłbym na zmianie przełożenia niż zyskał na czasie. Długo dochodziłem do siebie po tym zrywie ale już myślałem o kolejnym. Zanim do niego przystąpiłem wjechałem jeszcze na Przegibek. Tempo wjazdu nie miało znaczenia ale udało się wjechać nie wykraczając zbyt często poza 2 strefę. Celem zaliczenia po raz kolejny Przegibka był zjazd. Ruszyłem zbyt słabo i później brakowało, po pierwszej płaskiej części miałem niezły czas ale później większy wpływ miał wiatr i o dobrym czasie mogłem zapomnieć. Technika była poprawna, dokręcałem na prostych, szybko wchodziłem w zakręty ale szczególnie na ostatnich kilkuset metrach brakowało prędkości. Był to najszybszy wjazd w tym roku ale wolniejszy od najlepszych z ubiegłego roku. Po zjeździe szybko nastał moment na drugi zryw. Ruszyłem mocno ul. Brzóski, starałem się jechać równo ale nie było to możliwe, gdy zrobiło się stromiej trochę mnie brakowało, nie chciałem zmieniać przełożenia aby mnie nie odcięło przed końcem. Po przepaleniu znowu miałem trochę czasu na regeneracje, planowo miałem jechać 1 minutę ale warunki na drodze zweryfikowały założenia. Ruszyłem później niż zamierzałem ale dużo mocniej z myślą o 30 sekundach jazdy na maksa. Po 25 sekundach dojechałem do kolejki samochodów i musiałem spasować a zapas na 5 sekund jeszcze miałem. Ostatnie kilka kilometrów jechałem już spokojniej walcząc z dużą liczbą pieszych. Dobre przepalenie przed weekendem, prawie jak przed wyścigiem.



kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 14036 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 16398 km
Evo 2 9995 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum