Wpisy archiwalne w kategorii
Szosa
Dystans całkowity: | 176758.50 km (w terenie 619.00 km; 0.35%) |
Czas w ruchu: | 6527:23 |
Średnia prędkość: | 26.84 km/h |
Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
Suma podjazdów: | 1954597 m |
Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
Suma kalorii: | 3659879 kcal |
Liczba aktywności: | 2604 |
Średnio na aktywność: | 67.88 km i 2h 31m |
Więcej statystyk |
Obóz Bukowina 5
Piątek, 11 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: | 120.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:44 | km/h: | 25.35 |
Pr. maks.: | 76.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 140( 71%) |
Kalorie: | 3251kcal | Podjazdy: | 2600m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Zdecydowanie
najlepszym dniem obozu był piątek i wyjazd na Śląski Dom. Pogoda od rana bardzo
dobra, pomimo prognoz mówiących o burzach i deszczach. Kieszonki były
wypełnione po brzegi, prócz kurtki i rękawków, nie brakło sporej ilości
jedzenia.
Wyjazd po 9:30 i od razu zjazd, dobrze już znany i chciałem sobie zjechać szybciej, w pewnym momencie przy ponad 60 km/h podbiło mi koło i ledwo się wybroniłem przed wjazdem na pobocze, do końca zjechałem już wolniej. Za rondem Andrzej łapie gumę i chwila przerwy. Gdy już ruszyliśmy to chwilę trwało zanim uformowała się współpraca i jazda po zmianach. Do pierwszego podjazdu na Słowacji dojechaliśmy wspólnie, tam się podzieliło i w 3 wjechaliśmy na szczyt, ja spokojnie ruszyłem w dół, by nie stracić za dużo na zjeździe i po kilku kilometrach mnie złapali. Gdy droga prowadziła w dół, trzymałem się z tyłu, na przód wyszedłem po skręcie w prawo w kierunku Starego Smokowca. Droga prowadziła głównie w górę i dłużyła się strasznie. Po ponad 30 minutach od skrętu w prawo dojechaliśmy do podnóża podjazdu pod Hrebienok. Krótki podjazd z dosyć dużym nachyleniem. Całkiem spokojna jazda nie wchodziła w grę, miała to być rozgrzewka przed Śląskim Domem. Od razu zjechałem w dół z postojem po drodze i tam poczekałem na wszystkich. Do podnóża podjazdu pod Śląski Dom było niedaleko, wystarczyło to jednak by rozdzielić grupę. Gdy wszyscy dojechali to zaczęliśmy podjazd. Nie wiedziałem czego się spodziewać wiec nie jechałem na 100 %. Nikt chyba nie jechał na maksymalnych obrotach i po chwili zostałem sam, z przodu był jakiś kolarz na MTB. Gdy się do niego zbliżałem to on wstawał z siodełka i odjeżdżał, tak się czarowaliśmy przez niemal połowę podjazdu. Później jadąc równym tempem zostałem sam i największą przeszkodą była nawierzchnia. Miejscami nie było asfaltu a jak był to nierówny i dziurawy. Podjazd skończył się szybko, dopiero ostatnie 300 merów pojechałem bardzo mocnym tempem. Czas wyszedł dobry. Gdybym go znał i jechał na czas to spokojnie 2-3 minuty dałoby się go poprawić. Na szczycie czas na zdjęcia, posilenie się i zaopatrzenie w wodę. Zjazd wolny i asekuracyjny, by nie złapać gumy. Kiedy wszyscy dojechali to ruszyliśmy dalej, przejeżdżając przez Stary Smokowiec korciło mnie by skręcić po raz drugi tego dnia na Hrebienok. Raczej nie byłoby więcej chętnych a samotna jazda nie bardzo mi się uśmiechała. Jazda główną drogą nie należała do przyjemnych, sporo samochodów, dziur które doprowadziły do podzielenia na dwie grupki. Po czasie na moment się to zjechało ale gdy pojawił się kolarz na elektrycznym rowerze który chciał się z nami ścigać znowu zaczęło się rozrywać. Ostatecznie podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna pojechała najprostszą drogą do Bukowiny a osoby które czuły się jeszcze na siłach dłuższą drogą przez Łapszankę. Podjazd pod Zdiar wjechaliśmy wspólnie, na długim zjeździe do Ostruni się rozjechaliśmy a kolejny podjazd na Łapszankę zaczęliśmy wspólnie. Nachylenie było spore i każdy jechał swoim tempem. W połowie podjazdu zaczęło padać a nawet lać i gdy znalazłem kawałek suchszego miejsca to zatrzymałem się by ubrać kurtkę. Otfin mnie minął a na Tomka i Marcina nie czekałem bo wiedziałem, że się nie zgubią a nie chciałem zbyt długo stać bo później nie umiałbym jechać. Na zjeździe już przestało padać i na moment zjechaliśmy się z Grzesiem. Po dojeździe do Bukowiny gdzie Otfin mi gdzieś zniknął zatrzymałem się bz rozebrać kurtkę i ruszyłem na ostatni podjazd. Po raz pierwszy na obozie jechałem ten odcinek w górę, pierwszą ściankę pokonałem bardzo topornie a druga poszła już lepiej. Na koniec chwila rozjazdu i kolejne mycie roweru i suszenie ubrań.


Wyjazd po 9:30 i od razu zjazd, dobrze już znany i chciałem sobie zjechać szybciej, w pewnym momencie przy ponad 60 km/h podbiło mi koło i ledwo się wybroniłem przed wjazdem na pobocze, do końca zjechałem już wolniej. Za rondem Andrzej łapie gumę i chwila przerwy. Gdy już ruszyliśmy to chwilę trwało zanim uformowała się współpraca i jazda po zmianach. Do pierwszego podjazdu na Słowacji dojechaliśmy wspólnie, tam się podzieliło i w 3 wjechaliśmy na szczyt, ja spokojnie ruszyłem w dół, by nie stracić za dużo na zjeździe i po kilku kilometrach mnie złapali. Gdy droga prowadziła w dół, trzymałem się z tyłu, na przód wyszedłem po skręcie w prawo w kierunku Starego Smokowca. Droga prowadziła głównie w górę i dłużyła się strasznie. Po ponad 30 minutach od skrętu w prawo dojechaliśmy do podnóża podjazdu pod Hrebienok. Krótki podjazd z dosyć dużym nachyleniem. Całkiem spokojna jazda nie wchodziła w grę, miała to być rozgrzewka przed Śląskim Domem. Od razu zjechałem w dół z postojem po drodze i tam poczekałem na wszystkich. Do podnóża podjazdu pod Śląski Dom było niedaleko, wystarczyło to jednak by rozdzielić grupę. Gdy wszyscy dojechali to zaczęliśmy podjazd. Nie wiedziałem czego się spodziewać wiec nie jechałem na 100 %. Nikt chyba nie jechał na maksymalnych obrotach i po chwili zostałem sam, z przodu był jakiś kolarz na MTB. Gdy się do niego zbliżałem to on wstawał z siodełka i odjeżdżał, tak się czarowaliśmy przez niemal połowę podjazdu. Później jadąc równym tempem zostałem sam i największą przeszkodą była nawierzchnia. Miejscami nie było asfaltu a jak był to nierówny i dziurawy. Podjazd skończył się szybko, dopiero ostatnie 300 merów pojechałem bardzo mocnym tempem. Czas wyszedł dobry. Gdybym go znał i jechał na czas to spokojnie 2-3 minuty dałoby się go poprawić. Na szczycie czas na zdjęcia, posilenie się i zaopatrzenie w wodę. Zjazd wolny i asekuracyjny, by nie złapać gumy. Kiedy wszyscy dojechali to ruszyliśmy dalej, przejeżdżając przez Stary Smokowiec korciło mnie by skręcić po raz drugi tego dnia na Hrebienok. Raczej nie byłoby więcej chętnych a samotna jazda nie bardzo mi się uśmiechała. Jazda główną drogą nie należała do przyjemnych, sporo samochodów, dziur które doprowadziły do podzielenia na dwie grupki. Po czasie na moment się to zjechało ale gdy pojawił się kolarz na elektrycznym rowerze który chciał się z nami ścigać znowu zaczęło się rozrywać. Ostatecznie podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna pojechała najprostszą drogą do Bukowiny a osoby które czuły się jeszcze na siłach dłuższą drogą przez Łapszankę. Podjazd pod Zdiar wjechaliśmy wspólnie, na długim zjeździe do Ostruni się rozjechaliśmy a kolejny podjazd na Łapszankę zaczęliśmy wspólnie. Nachylenie było spore i każdy jechał swoim tempem. W połowie podjazdu zaczęło padać a nawet lać i gdy znalazłem kawałek suchszego miejsca to zatrzymałem się by ubrać kurtkę. Otfin mnie minął a na Tomka i Marcina nie czekałem bo wiedziałem, że się nie zgubią a nie chciałem zbyt długo stać bo później nie umiałbym jechać. Na zjeździe już przestało padać i na moment zjechaliśmy się z Grzesiem. Po dojeździe do Bukowiny gdzie Otfin mi gdzieś zniknął zatrzymałem się bz rozebrać kurtkę i ruszyłem na ostatni podjazd. Po raz pierwszy na obozie jechałem ten odcinek w górę, pierwszą ściankę pokonałem bardzo topornie a druga poszła już lepiej. Na koniec chwila rozjazdu i kolejne mycie roweru i suszenie ubrań.


Obóz Bukowina 3
Środa, 9 maja 2018 Kategoria 50-100, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 73.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:55 | km/h: | 25.03 |
Pr. maks.: | 71.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 141( 72%) |
Kalorie: | 1994kcal | Podjazdy: | 1570m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Trzeci
dzień obozu przywitał nas pochmurnym niebem z którego po jakimś czasie zaczął
padać deszcz. Wspólnie podjęliśmy decyzję o wyjeździe na termy a trening miał
odbyć się po południu. Czas szybko leciał i pogoda się poprawiła na tyle, że
przed 15 można było wyjechać na trasę. Chciałem zrobić ten test FTP i nie wiem
czy to był dobry pomysł, wybrałem najdłuższy podjazd w okolicy Bukowiny, ponad
7 kilometrowy odcinek z Białki na Głodówkę. Zrobiłem krótką rozgrzewkę i po
zjeździe z Bukowiny w dół nawróciłem i zacząłem test. Ruszyłem mocno a po
chwili lekko popuściłem bo tempo było za mocne. Trzymałem w miarę równy poziom
i gdy zrobiło się stromiej jechałem mocniej, zapomniałem, że ten podjazd ma
zmienne nachylenie i są fragmenty z nachyleniem 1-2 % a także 8-10 %. Na tym
łagodniejszym odcinku miałem problem z utrzymaniem założonej mocy a prędkość
przekraczała 35 km/h. Na rondzie niestety musiałem zwolnić i straciłem na tym
sporo, chcąc to szybko nadrobić, straciłem dużo sił i ostatnie 5 – 6 minut
testu było ciężkie, miałem jechać już ile mogę a jechałem gorzej niż w
początkowej fazie podjazdu. Siłą woli dokończyłem test i wynik pokazany przez licznik
wyszedł słaby, gorszy niż się spodziewałem i gorszy niż być powinien po kilku
tygodniach treningów. Ostatnie 300 metrów podjazdu pojechałem już na zupełnym
luzie i odzyskałem nieco sił. Po nawrocie i zjeździe do ronda na moment
zwolniłem zastanawiając się czy reszta Jas-Kółek już wyjechała. Popatrzyłem na
zegar i byłem niemal pewny, że są jakieś 10 minut z przodu więc zjechałem do
Poronina. Nie kombinowałem już z szukaniem drogi i pojechałem objazdem i
trafiłem na drogę prowadzącą do Zębu. Cały podjazd jechałem spokojnie pilnując
tylko kadencji. Wahałem się, czy jechać w prawo czy prosto. Nic nie zapowiadało
opadów deszczu wiec pojechałem prosto. Szybki zjazd i długi, nudny odcinek do
Ratułowa. Tam odbiłem w prawo na Czerwienne i fajną drogą dojechałem do Zębu.
Widząc już czarne chmury na horyzoncie postanowiłem jechać przez Gliczarów.
Znalazłem ciekawą drogę i skręciłem w prawo, początek był łagodny a po łuku w
prawo pojawiła się ściana, puszczenie hamulców nie wchodziło w grę a i tak
ledwo zmieściłem się w zakręcie, zaraz za zakrętem sporo żwiru i fajna droga.
Dalszy zjazd szybki i zjechałem do Białego Dunajca. Tam kilka znaków mówiących
o objazdach i musiałem skręcić w lewo i dojechałem do głównej drogi, około 100
metrów od zjazdu na Gliczarów. Wjechałem pod górę tą samą drogą co w
poniedziałek i na szczycie zaczęło padać. Ostatnie 3 kilometry to już mocna
jazda, by jak najmniej jechać w deszczu. Zjazd nie należał do przyjemnych a po
jeździe to co lubię najbardziej czyli czyszczenie roweru i suszenie ciuchów.




Obóz Bukowina 2
Wtorek, 8 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Szosa, Trening 2018
Km: | 113.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:11 | km/h: | 27.01 |
Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 129( 66%) |
Kalorie: | 2744kcal | Podjazdy: | 1500m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Drugi dzień obozu
nie zaczął się idealnie, pogoda nie była pewna i prawdopodobieństwo, że uda się
przejechać całą zaplanowaną trasę i nie zmoknąć było bliskie zera. Temperatura
też nie rozpieszczała i miałem dylemat, jak się ubrać, ostatecznie wybrałem
bluzę i nogawki a kurtka wylądowała w kieszeni. W planie był Test FTP ale
pogoda na to nie pozwoliła.
Po pierwszym zjeździe było zimno, na szczęście dalsza droga prowadziła głównie w górę więc można było się rozgrzać. Tempo było równe i szybko dojechaliśmy do skrzyżowania za granicą. Na pierwszym podjeździe tempo wzrosło i grupka się rozerwała, ostatecznie we 3 dojechaliśmy na szczyt pierwszego trudniejszego wzniesienia. Powoli zacząłem zjeżdżać, po chwili już zaczynało padać, poczekałem na resztę i gdy się zjechaliśmy to na chwile się zatrzymaliśmy i zdecydowaliśmy, że zmieniamy trasę, w międzyczasie deszcz rozpadał się na dobre. Grupa znowu się rozerwała i ostatecznie pojechaliśmy prosto a mogliśmy skręcić w lewo i skrócić trochę trasę. Dalsza droga w strugach deszczu przebiegała ścieżką rowerową poza szosą i tak aż do Spiskiej Beli. Powoli przestawało padać a moje nogi nie chciały kręcić. Na moment zostałem za grupą i dopiero gdy nachylenie wzrosło to dołączyłem do pozostałej 8. Kiedy zaczął się podjazd podkręciłem tempo, musiałem się rozgrzać i po kilku minutach mocniejszej jazdy, jechało się dużo lepiej. Fajny podjazd szybko się skończył i zacząłem zjeżdżać. Jechałem spokojnym tempem i po kilku kilometrach dojechał do mnie Tomek i wspólnie dojechaliśmy do granicy. Kiedy wszyscy dojechali to okazało się, że Grzesiowi pękła szprycha w tylnym kole. Szybkie rozebranie się, zrobiło się za ciepło i uzupełnienie kalorii. Kiedy ruszyliśmy to Otfin został trochę z tyłu i zaczekałem na niego. Szybko dogoniliśmy grupę i skręciliśmy w zupełnie nie znane mi tereny. Droga prowadziła raz w górę, raz w dół wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego. Na znaną mi drogę wjechaliśmy w Trybsza i na koniec czekały nas jeszcze dwa podjazdy. Najpierw dosyć długi podjazd ze stromą końcówką w Czarnej Górze. Pojechałem już na luzie i dopiero na stromym odcinku podkręciłem trochę tempo. Po zjeździe rozdzieliliśmy się, część osób pojechała prosto do pensjonatu a reszta dłuższą drogą. Po drodze postój na uzupełnienie płynów i ostatni podjazd przez Brzegi. Po tym postoju starałem się już jechać spokojnie i nie zmęczony dojechałem do Bukowiny.


Po pierwszym zjeździe było zimno, na szczęście dalsza droga prowadziła głównie w górę więc można było się rozgrzać. Tempo było równe i szybko dojechaliśmy do skrzyżowania za granicą. Na pierwszym podjeździe tempo wzrosło i grupka się rozerwała, ostatecznie we 3 dojechaliśmy na szczyt pierwszego trudniejszego wzniesienia. Powoli zacząłem zjeżdżać, po chwili już zaczynało padać, poczekałem na resztę i gdy się zjechaliśmy to na chwile się zatrzymaliśmy i zdecydowaliśmy, że zmieniamy trasę, w międzyczasie deszcz rozpadał się na dobre. Grupa znowu się rozerwała i ostatecznie pojechaliśmy prosto a mogliśmy skręcić w lewo i skrócić trochę trasę. Dalsza droga w strugach deszczu przebiegała ścieżką rowerową poza szosą i tak aż do Spiskiej Beli. Powoli przestawało padać a moje nogi nie chciały kręcić. Na moment zostałem za grupą i dopiero gdy nachylenie wzrosło to dołączyłem do pozostałej 8. Kiedy zaczął się podjazd podkręciłem tempo, musiałem się rozgrzać i po kilku minutach mocniejszej jazdy, jechało się dużo lepiej. Fajny podjazd szybko się skończył i zacząłem zjeżdżać. Jechałem spokojnym tempem i po kilku kilometrach dojechał do mnie Tomek i wspólnie dojechaliśmy do granicy. Kiedy wszyscy dojechali to okazało się, że Grzesiowi pękła szprycha w tylnym kole. Szybkie rozebranie się, zrobiło się za ciepło i uzupełnienie kalorii. Kiedy ruszyliśmy to Otfin został trochę z tyłu i zaczekałem na niego. Szybko dogoniliśmy grupę i skręciliśmy w zupełnie nie znane mi tereny. Droga prowadziła raz w górę, raz w dół wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego. Na znaną mi drogę wjechaliśmy w Trybsza i na koniec czekały nas jeszcze dwa podjazdy. Najpierw dosyć długi podjazd ze stromą końcówką w Czarnej Górze. Pojechałem już na luzie i dopiero na stromym odcinku podkręciłem trochę tempo. Po zjeździe rozdzieliliśmy się, część osób pojechała prosto do pensjonatu a reszta dłuższą drogą. Po drodze postój na uzupełnienie płynów i ostatni podjazd przez Brzegi. Po tym postoju starałem się już jechać spokojnie i nie zmęczony dojechałem do Bukowiny.


Obóz Bukowina 1
Poniedziałek, 7 maja 2018 Kategoria Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: | 101.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:01 | km/h: | 25.15 |
Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 142( 72%) |
Kalorie: | 2800kcal | Podjazdy: | 2060m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pierwszy dzień długo wyczekiwanego obozu treningowego. Po dojeździe do Bukowiny i zakwaterowaniu się przyszła pora na pierwszą jazdę. Pogoda była idealna, ciepło i słonecznie co zapewniło piękne widoki. Wyjechaliśmy w 6 osobowym składzie o różnym poziomie wytrenowania. Na dzień dobry zjazd w dół, puszczając hamulce rower szybko rozpędził się do około 60 km/h. Pierwszy podjazd zaczął się już na 5 kilometrze. Nie jechałem tam nigdy i po krótkiej wspinaczce dojechaliśmy do głównej drogi w kierunku Rzepisk. Na stromym i znanym mi podjeździe miałem problem z przednią przerzutką i musiałem wjechać na 39x25. Po wjechaniu na Łapszankę krótki postój i zjazd w kierunku słowackiej miejscowości Ostrunią. Później zaczął się długi ale widokowy podjazd na Zdiar. Początkowo jechaliśmy wspólnie, z czasem zaczęło się dzielić i przez większą część podjazdu jechałem tylko z Grzesiem. Gdy nachylenie zmalało to dojechał do nas Tomek. Na sam koniec podjazdu czekał nas trudniejszy fragment z nachyleniem prawie 10%. Pojechałem tam trochę mocniej i na szczycie byłem tuż przed Otfinem, Tomek był niewiele za nami. Fajny podjazd, poza trudniejszymi fragmentami jechałem spokojnym tempem. Zjazd do głównej drogi był trochę nierówny i dziurawy, ale krótki i dało się bezpiecznie przejechać ten odcinek. Po dojechaniu wszystkich skierowaliśmy się w kierunku Polski. Po około 300 metrowym podjeździe nastąpił długi zjazd. Nie czułem się pewnie i straciłem kontakt z grupą. Znałem drogę więc nie starałem się na siłę dogonić kolegów. Na kolejnym podjeździe dojechałem do dwójki i po chwili dołączyliśmy do reszty. Na zjeździe do przejścia granicznego w Łysej Polanie udało się utrzymać tempo kolegów. Podjazd do ronda na Głodówce zaczęliśmy razem a po czasie trochę się rozdzieliliśmy. Cały podjazd pokonałem równym tempem z 5 sekundowym finiszem przy rondzie. Moc z tych 5 sekund wyszła słaba, lepsza niż 6 tygodni temu ale nie taka jak być powinna. Na pagórkowatym odcinku do Zakopanego jechałem swoim tempem, na zjeździe mnie wszyscy minęli a na podjazdach udawało się dojechać do reszty. Po zjeździe do Zakopanego miałem około 300 metrów starty do grupy. Chciałem wyznaczyć moc minutową i zacząłem mocniej jechać, podjazd był za krótki i do tego przeszkodzili piesi którzy bez patrzenia weszli na jezdnię. Przejazd przez Zakopane bez większych problemów i kierunek Kościelisko. Kolejnym podjazdem był Butorowy Wierch. Przez problemy z przednią przerzutką musiałem jechać dosyć mocnym tempem i straciłem sporo sił. Poczekałem na Grzesia i wspólnie zjechaliśmy do Nowego Bystrego. Na podjeździe pod Ząb wyznaczyłem maksymalną moc w czasie 5 minut, byłem już mocno zmęczony i ledwo wytrzymałem cały odcinek. Moc wyszła wyższa niż wcześniej, miałem już sporo podjazdów w nogach i przez problemy z przerzutką zaczynałem już czuć ból w kolanach. Na szczycie poczekałem na Otfina i razem jechaliśmy dalej, przednia przerzutka zbuntowała się całkiem i nie chciała wchodzić na blat. Miałem problem by utrzymać tempo towarzysza i przestałem skupiać się na znakach. Wiedziałem gdzie mamy skręcić ale przegapiliśmy ten skręt i nie znając dobrze tego regionu zjechaliśmy aż do Szaflar. Tam nie myśląc już o jakiś kombinacjach skręciliśmy na Biały Dunajec. Jazda boczną drogą była przyjemna i żeby było ciekawiej to znowu przegapiłem skręt na Gliczarów. Zorientowałem się w momencie dojazdu do skrzyżowania z Zakopianką. Wyciągając telefon upuściłem go i pękła obudowa. Nie chciało mi się już nic i w końcu trafiliśmy na alternatywny podjazd na Gliczarów. Wjechałem go swoim tempem i chwilę czekałem na Grzegorza. Będąc już w Bukowinie znowu pobłądziliśmy i zadrobiliśmy kolejne 2 kilometry. Wreszcie trafiłem na właściwą drogę i po szybkim zjeździe dotarliśmy do pensjonatu. Nie wiem co mi się stało, ale dawno nie miałem takich problemów z orientacją.




Rozgrzewka i Rozjazd
Sobota, 5 maja 2018 Kategoria Samotnie, Szosa, w grupie
Km: | 12.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:31 | km/h: | 23.23 |
Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 161161 ( 82%) | HRavg | 127( 65%) |
Kalorie: | 230kcal | Podjazdy: | 70m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Road Maraton Góra Świętej Anny
Sobota, 5 maja 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Wyścig
Km: | 75.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:18 | km/h: | 32.61 |
Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 165( 84%) |
Kalorie: | 1889kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Wolałbym o tym wyścigu nie pisać nic, dla mnie przyniósł więcej szkody niż pożytku. Takie jest kolarstwo, ale czasami naprawdę nie warto się wysilać i starać jak organizacja startu i runda honorowa pozostawia wiele do życzenia. Przyjeżdżając pół godziny przed czasem na start i zastając pełny sektor to jest jakieś nieporozumienie. Jeszcze większym "nonsensem" był sektor dla dwudziestu najlepszych zawodników, nie wiem jaki był klucz przyznawania miejsc w tym sektorze, ale robiąc jeden sektor powinni zrobić także kolejne by wszyscy mocni zawodnicy mieli równe szanse. Jest to cykl amatorski i promowanie "Gwiazd" nie powinno mieć miejsca, większość osób wie kto zawsze wygrywa i nie trzeba tego powtarzać przy każdej najmniejszej okazji. Brak sektorów powoduje, że doświadczeni w startach zawodnicy muszą przepychać się przez turystów czy osoby które dopiero kupiły rowery za nawet pięciocyfrowe sumy, nie mające pojęcia o jeździe w grupie a tym bardziej peletonie.
Start nastąpił z opóźnieniem i startując praktycznie z końca peletonu ruszyłem wtedy gdy czołówka miała już za sobą 200 metrów. Już po starcie nerwowo, pierwsi pechowcy nie wyjechali nawet z Leśnicy a ci którym się to udało nie wiedzieli co czeka ich kawałek za miastem. Runda niby honorowa a tempo ponad 40 km/h, to jest nieporozumienie, to nie jest promocja kolarstwa jak niby ma być tylko normalne rozciąganie peletonu które ma nastąpić po starcie ostrym. Do tego startu już nie dojechałem, około 2 kilometry od startu mając przed sobą dobrego zawodnika który mógłby mnie przeciągnąć do przodu peletonu przy prędkości 45 km/h nagle ktoś zahamował, do tego momentu czułem się bardzo pewnie w peletonie. W panice wszyscy zaczęli hamować, udało mi się zatrzymać kiedy z tyłu centralnie w moją tylną przerzutkę wjechał inny rowerzysta, sytuacja identyczna jak na ubiegłorocznej Pętli Beskidzkiej, tym razem nie miałem tyle szczęścia i poleciałem wywracając jeszcze jednego kolarza. Chwila minęła zanim wstałem, wydawało mi się, że jeszcze jedna Jas-Kółka ucierpiała ale skupiłem się na sobie. Nie wiem jak udało mi się wyjść z tego cało i na nodze mam tylko lekki szlif, niestety rower wyglądał dużo gorzej i jedną nogą byłem już w samochodzie serwisowym. Rozwalone zapięcie buta udało się jakoś zastąpić, wyprostowałem kierownicę, nałożyłem łańcuch, obejrzałem czy nie ma poważniejszych usterek i chciałem jechać dalej, okazało się, że tylne koło bije na tyle mocno, że musiałem nieco poluzować hamulec. Jak ruszyłem to miałem stratę około 4 minut na samym postoju. Nadrobić się nie dało, bo był takich ruch samochodowy, że musiałem się przeciskać między pojazdami i traciłem kolejne sekundy. Wypatrywałem strzałek na jezdni, na próżno i zaufałem intuicji i trafiłem na właściwą drogę nadrabiając przy okazji trochę dystansu. Już po przejechaniu ronda jadąc w kierunku Góry Świętej Anny minąłem ostatnią zawodniczkę. Sam podjazd też był raczej slalomem pomiędzy samochodami niż nadrabianiem czasu. Parę osób wyprzedziłem a większą grupę dogoniłem dopiero przed skrętem na kostkę. Moc z podjazdu niezła, jedyny plus tego jest taki, że straciłem mniej niż na płaskim do czołówki. Sama kostka poszła tak sobie, musiałem się przepychać przez innych i nie bardzo widziałem sens dalszej jazdy w tym "wyścigu". Na zjeździe wyszedł problem z tylną przerzutką i kolejne starty czasowe. Po zjeździe ciężko mi było się zmotywować do mocniejszej jazdy i dopiero przed bufetem ruszyłem mocniej. Od tego momentu jechałem równym tempem, jak na samotną jazdę tempo było mocne, przy jeździe w grupie byłoby bardzo słabe. Mijałem kolejnych zawodników, pojedynczo czy grupami, tylko jeden zawodnik był w stanie na parę sekund wyjść na zmianę. Pod górę jechałem dosyć mocno, nie na maksa ale dobrym tempem. Kolejne rundy wyglądały podobnie, mijałem kolejne grupki, nie zwalniałem ani na moment i jedyne momenty w których ktoś z tyłu mógł się zbliżyć to były zjazdy. Przez 4 rundy sukcesywnie doganiałem zawodników a na ostatniej to poza tymi których mijałem już 2 raz nie wyprzedziłem chyba nikogo. W połowie względnie płaskiego odcinka prowadzącego do podnóża podjazdu wyprzedził mnie Krzysiek Sikora i od razu zostałem w tyle, nie goniłem go tylko jechałem swoim tempem. Na podjeździe wyprzedziłem jeszcze 2 Jas-Kółki, zrozumiałem, że jadą już poza wyścigiem i ruszyłem mocno na ostatni podjazd. Krzyśka szybko wyprzedziłem i z mocnego finiszu nic nie wyszło z powodu sporej ilości samochodów. Na trasie to była istna plaga,nie wiem ile razy przez nich musiałem zwalniać, wiem, że czołówka nie miała takich "luksusów". Na mecie byłem około 2 minut po dużej grupie, przy obecnym poziomie wytrenowania raczej nie byłbym w stanie ich dogonić. Dałem z siebie wszystko, więcej raczej bym nie wycisnął, wynik jak na czasówkę 75 km jest niezły i przy jeździe w grupie, współpracy i tej samej mocy byłbym około 100 miejsc wyżej. Może mój dzisiejszy rezultat nie jest dobry, ale osób które będąc w mojej sytuacji i jadąc cały czas samemu byłyby w stanie pojechać takim tempem cały wyścig nie byłoby dużo. Nie mam szczęścia w tym roku i jeszcze żaden start nie potwierdził moich rzeczywistych możliwości, znawcy powiedzą, że pojechałem słabo ale nie zawsze wynik jest najważniejszy. Wożąc się na kole i kombinować to każdy potrafi a jak trzeba jechać i pracować to już robią się schody, dla niektórych nie do przejścia.
Start nastąpił z opóźnieniem i startując praktycznie z końca peletonu ruszyłem wtedy gdy czołówka miała już za sobą 200 metrów. Już po starcie nerwowo, pierwsi pechowcy nie wyjechali nawet z Leśnicy a ci którym się to udało nie wiedzieli co czeka ich kawałek za miastem. Runda niby honorowa a tempo ponad 40 km/h, to jest nieporozumienie, to nie jest promocja kolarstwa jak niby ma być tylko normalne rozciąganie peletonu które ma nastąpić po starcie ostrym. Do tego startu już nie dojechałem, około 2 kilometry od startu mając przed sobą dobrego zawodnika który mógłby mnie przeciągnąć do przodu peletonu przy prędkości 45 km/h nagle ktoś zahamował, do tego momentu czułem się bardzo pewnie w peletonie. W panice wszyscy zaczęli hamować, udało mi się zatrzymać kiedy z tyłu centralnie w moją tylną przerzutkę wjechał inny rowerzysta, sytuacja identyczna jak na ubiegłorocznej Pętli Beskidzkiej, tym razem nie miałem tyle szczęścia i poleciałem wywracając jeszcze jednego kolarza. Chwila minęła zanim wstałem, wydawało mi się, że jeszcze jedna Jas-Kółka ucierpiała ale skupiłem się na sobie. Nie wiem jak udało mi się wyjść z tego cało i na nodze mam tylko lekki szlif, niestety rower wyglądał dużo gorzej i jedną nogą byłem już w samochodzie serwisowym. Rozwalone zapięcie buta udało się jakoś zastąpić, wyprostowałem kierownicę, nałożyłem łańcuch, obejrzałem czy nie ma poważniejszych usterek i chciałem jechać dalej, okazało się, że tylne koło bije na tyle mocno, że musiałem nieco poluzować hamulec. Jak ruszyłem to miałem stratę około 4 minut na samym postoju. Nadrobić się nie dało, bo był takich ruch samochodowy, że musiałem się przeciskać między pojazdami i traciłem kolejne sekundy. Wypatrywałem strzałek na jezdni, na próżno i zaufałem intuicji i trafiłem na właściwą drogę nadrabiając przy okazji trochę dystansu. Już po przejechaniu ronda jadąc w kierunku Góry Świętej Anny minąłem ostatnią zawodniczkę. Sam podjazd też był raczej slalomem pomiędzy samochodami niż nadrabianiem czasu. Parę osób wyprzedziłem a większą grupę dogoniłem dopiero przed skrętem na kostkę. Moc z podjazdu niezła, jedyny plus tego jest taki, że straciłem mniej niż na płaskim do czołówki. Sama kostka poszła tak sobie, musiałem się przepychać przez innych i nie bardzo widziałem sens dalszej jazdy w tym "wyścigu". Na zjeździe wyszedł problem z tylną przerzutką i kolejne starty czasowe. Po zjeździe ciężko mi było się zmotywować do mocniejszej jazdy i dopiero przed bufetem ruszyłem mocniej. Od tego momentu jechałem równym tempem, jak na samotną jazdę tempo było mocne, przy jeździe w grupie byłoby bardzo słabe. Mijałem kolejnych zawodników, pojedynczo czy grupami, tylko jeden zawodnik był w stanie na parę sekund wyjść na zmianę. Pod górę jechałem dosyć mocno, nie na maksa ale dobrym tempem. Kolejne rundy wyglądały podobnie, mijałem kolejne grupki, nie zwalniałem ani na moment i jedyne momenty w których ktoś z tyłu mógł się zbliżyć to były zjazdy. Przez 4 rundy sukcesywnie doganiałem zawodników a na ostatniej to poza tymi których mijałem już 2 raz nie wyprzedziłem chyba nikogo. W połowie względnie płaskiego odcinka prowadzącego do podnóża podjazdu wyprzedził mnie Krzysiek Sikora i od razu zostałem w tyle, nie goniłem go tylko jechałem swoim tempem. Na podjeździe wyprzedziłem jeszcze 2 Jas-Kółki, zrozumiałem, że jadą już poza wyścigiem i ruszyłem mocno na ostatni podjazd. Krzyśka szybko wyprzedziłem i z mocnego finiszu nic nie wyszło z powodu sporej ilości samochodów. Na trasie to była istna plaga,nie wiem ile razy przez nich musiałem zwalniać, wiem, że czołówka nie miała takich "luksusów". Na mecie byłem około 2 minut po dużej grupie, przy obecnym poziomie wytrenowania raczej nie byłbym w stanie ich dogonić. Dałem z siebie wszystko, więcej raczej bym nie wycisnął, wynik jak na czasówkę 75 km jest niezły i przy jeździe w grupie, współpracy i tej samej mocy byłbym około 100 miejsc wyżej. Może mój dzisiejszy rezultat nie jest dobry, ale osób które będąc w mojej sytuacji i jadąc cały czas samemu byłyby w stanie pojechać takim tempem cały wyścig nie byłoby dużo. Nie mam szczęścia w tym roku i jeszcze żaden start nie potwierdził moich rzeczywistych możliwości, znawcy powiedzą, że pojechałem słabo ale nie zawsze wynik jest najważniejszy. Wożąc się na kole i kombinować to każdy potrafi a jak trzeba jechać i pracować to już robią się schody, dla niektórych nie do przejścia.
Przepalenie nogi
Piątek, 4 maja 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 11.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:23 | km/h: | 28.70 |
Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 115( 58%) |
Kalorie: | 233kcal | Podjazdy: | 80m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po kilkugodzinnym przygotowaniu sprzętu na które straciłem tylko czas bo na nic się nie zdało, pojechałem sprawdzić sprzęt. Wszystko działało bardzo dobrze i tradycyjnie zrobiłem dwa mocniejsze akcenty, oba trwały 30 sekund i wartości mocy napawały optymizmem przed sobotnim wyścigiem. Na koniec rozładowała się bateria w Garminie, bo dawno nie ładowałem.




Trening 48
Środa, 2 maja 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 27.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:00 | km/h: | 27.00 |
Pr. maks.: | 65.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 190190 ( 97%) | HRavg | 136( 69%) |
Kalorie: | 534kcal | Podjazdy: | 470m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Krótki, mocny trening. Nie miałem czasu na więcej i postanowiłem zrobić krótką symulację wyścigu. Nie wyszło idealnie tak jakbym chciał ale ujechałem się a o to głównie chodziło, na początek rozgrzewka, kilka krótkich podjazdów i Dolina Wapienicy na przetarcie. Przed samym testem zrobiłem jeden zryw i po raz pierwszy zobaczyłem czterocyfrowy wynik mocy na liczniku. Na trasę wybrałem niełatwą pętlę w Jaworzu. Ruszyłem od razu mocno i do zjazdu cisnąłem ile mogłem, na zjeździe lekko popuściłem a na końcu musiałem hamować. Na koniec rundy podjazd, krótki i dosyć stromy. Pierwsza runda poszła dobrze czego nie można powiedzieć o drugiej, na zjeździe musiałem cały czas hamować a na podjeździe też pojawił się problem. Trzecia runda była najmocniejsza, na zjeździe lekko zaszalałem i na końcu znowu samochód. Miałem jechać do końca podjazd ale odpuściłem na końcu rundy, pojechałem końcówkę na maksa. Bardzo duża moc wyszła z tych 3 rund. biorąc pod uwagę zjazdy gdzie nie dało się jechać tak mocno jak na podjazdach to wyszło nieźle. Dobra noga i po odpoczynku w sobotę powinno być dobrze, na zjazdach może nie będę tracił zbyt dużo a na podjazdach nie powinienem mieć dużego problemu by utrzymać tempo czołówki. Teraz skupiam się na odpoczynku.


Okrążenia:
Nazwa Czas Dystans Praca Moc Tętno Kadencja Prędkość



Okrążenia:
Nazwa Czas Dystans Praca Moc Tętno Kadencja Prędkość

Trening 47
Wtorek, 1 maja 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: | 106.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:02 | km/h: | 26.28 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 184184 ( 94%) | HRavg | 137( 70%) |
Kalorie: | 2121kcal | Podjazdy: | 1800m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny ciężki trening zaliczony. Nie wiedziałem o której wstanę i wyjadę i nie miałem konkretnego planu na trasę. Udało się wstać wcześnie rano i po spokojnej jeździe do Skoczowa dołączyłem do Jas-Kółek. Jazda do Ustronia była równa, dobre zmiany a później trochę się posypało i przy Czantorii się podzieliliśmy na dwie mniejsze grupki. Pierwsza pojechała na Kubalonkę a druga bezpośrednio na Cieńków gdzie mieliśmy się spotkać. Ja pojechałem z pierwszą grupą i spokojnym tempem dojechaliśmy do Wisły Głębce. Tam kilka osób się zatrzymało i podjazd każdy jechał swoim tempem. Mając w planie jeszcze 2-3 wjazdy na Salmopol lub Równicę wjechałem ten podjazd spokojnie. Gdybyśmy ruszali wspólnie to byłbym jako jeden z ostatnich na szczycie. Po nieco dziurawym zjeździe do Czarnego pozostał podjazd na Cieńków. Ruszyliśmy razem, początkowo jechałem dosyć spokojnie, byłem zaskoczony nową nawierzchnią, płyty zostały ale dziurawy asfalt zniknął. Drugą połowę podjazdu pojechałem już bardzo mocno i wyszedł fajny czas, lepszy o ponad minutę niż rok temu. Na szczycie dłuższa przerwa i zjazd tą samą drogą, myślałem zjechać do Malinki, innym razem sprawdzę tą dróżkę. Dalsza część treningu już samotnie, podjazdy pod Salmopol. Zdecydowałem jechać 2 razy po 20 minut. Zacząłem jeszcze przed początkiem właściwego 5 kilometrowego podjazdu i nie wiedziałem czy wjadę na szczyt przed upływem 20 minut. Początek jechałem za słabo a później mocniej a nawet za mocno i średnia moc wyszła wyższa niż moje FTP. Zjazd nawet szybki jak na ilość samochodów i drugi podjazd. Początek w tym samym miejscu i trochę równiejsza jazda, wynik niemal identyczny jak za pierwszym razem. Muszę zrobić test FTP bo strefy są już trochę zaniżone. Zjazd do Szczyrku wolny i nieprzyjemny, przejazd przez miasto też nienajlepszy i poczułem ulgę kiedy znalazłem się w Buczkowicach. Dalsza jazda już spokojniejsza i trochę zmęczony dojechałem do domu.


Podjazdy:
Nazwa Czas Dystans Praca Moc Tętno Kadencja Prędkość



Podjazdy:
Nazwa Czas Dystans Praca Moc Tętno Kadencja Prędkość

Rozjazd
Poniedziałek, 30 kwietnia 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: | 19.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:55 | km/h: | 20.73 |
Pr. maks.: | 48.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | 131131 ( 67%) | HRavg | 102( 52%) |
Kalorie: | 366kcal | Podjazdy: | 150m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Krótki rozjazd po niedzielnej jeździe. Nogi nie bolały ale jakiejś szczególnej mocy nie czułem. Godzina spokojnej jazdy i do domu. Na koniec mała awaria sprzętu.
