Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

50-100

Dystans całkowity:96036.50 km (w terenie 1710.50 km; 1.78%)
Czas w ruchu:3524:10
Średnia prędkość:26.63 km/h
Maksymalna prędkość:92.00 km/h
Suma podjazdów:1040163 m
Maks. tętno maksymalne:202 (103 %)
Maks. tętno średnie:179 (89 %)
Suma kalorii:2006710 kcal
Liczba aktywności:1405
Średnio na aktywność:68.35 km i 2h 33m
Więcej statystyk

Trening 63

Sobota, 13 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 55.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:01 km/h: 27.27
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 155155 ( 79%) HRavg 127( 65%)
Kalorie: 1165kcal Podjazdy: 860m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Dłuższego weekendu ciąg dalszy. Tym razem spokojniejsza 2 godzinna jazda. Nie miałem pomysłu na trasę wiec postanowiłem okrążyć Magurkę zaczynając od Przegibka. Dzień zaczął się nietypowo od urwanej linki tylnej przerzutki, dosyć częsta przypadłość której powodem była niesprawna klamkomanetka. Około 20 minut roboty i mogłem jechać. Byłem mocno ograniczony czasowo i nie planowałem żadnych przerw. Wyjechałem punktualnie o 7 i postanowiłem jechać najkrótszą drogą do Straconki. Na skrzyżowaniach zostałem kilka razy przytrzymany ale nie na wszystkich i nie straciłem za dużo czasu. Kilka kilometrów po mokrych drogach wystarczyło aby napęd nie pracował jak należy. Zapomniałem naoliwić łańcuch i już po kilku kilometrach piszczał. Podjazd na Przegibek poszedł bardzo sprawnie, na zjeździe również radziłem sobie nieźle. Później trzy grosze wtrącił wiatr i ciężko było jechać równym tempem. Odcinek wzdłuż jezior również był interwałowy, starałem się nie wykraczać poza 3 strefę mocy ale nie zawsze się dało. Na jednym z krótkich zjazdów musiałem się zatrzymać, samochody zablokowały drogę, jeden z nich gwałtowanie zahamował i zatrzymał się na środku drogi. Po chwili mogłem jechać dalej, z przyzwyczajenia skręciłem w prawo na Bierną i dołożyłem sobie dwa krótkie podjazdy. Dłuższy czekał mnie w Wilkowicach, na zjeździe z kolei puściłem się odważnie w dół, z wiatrem rozpędziłem się prawie do 60 km/h bez dokręcania, dobrze by było gdybym nie musiał hamować przed końcem zjazdu. Przynajmniej nie musiałem zatrzymywać się na skrzyżowaniu bo trafiłem na zielone, szybko pokonałem kilka rond i dotarłem do Bystrej gdzie już musiałem zwolnić. Do Bielska wjechałem ścieżką rowerową, jadąc traktem wyprzedziłem kilku rowerzystów korzystających z drogi. Trochę nerwów straciłem na skrzyżowaniu z łącznikiem miedzy ul. Bystrzańską a Żywiecką, zorientowałem się, że sygnalizacja nie działa jak należy i jadąc z południa można czekać sobie na zielone światło które zapali się dopiero wtedy gdy jedzie ktoś z przeciwka. Później już spokojniej ale ludzi na mieście już sporo a na zegarze dochodziła godzina 9. Kilka minut później byłem już w domu. Noga podawała całkiem nieźle ale na mocniejsze akcenty się nie zdecydowałem. Zabrakło motywacji aby wsiąść udział w rywalizacji BikesoreStravaChallenge gdzie stać mnie było na czas dający miejsce w TOP 10.

Trening 62

Piątek, 12 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 79.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:04 km/h: 25.76
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 22.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 1919kcal Podjazdy: 1080m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Wczoraj poświeciłem wyjątkowo dużo czasu na regeneracje wiec dzisiaj rano wstałem wypoczęty i zmotywowany. Miałem dużo czasu wiec wyjechałem nieco później. Do Wisły tym razem chciałem dojechać inną drogą niż zwykle. Skierowałem się na Skoczów a później bocznymi drogami do Ustronia. Dawno tam nie byłem i na kilku odcinkach zwinięto asfalt. Zamiast zaoszczędzić trochę czasu nieco nadłożyłem drogi. Liczyłem na szybki przejazd przez Ustroń. Przed wjazdem do centrum zdążyłem zrobić trzy minutowe sprinty a później straciłem dużo czasu na przejechanie Ustronia. Przed testem chciałem jeszcze przepalić nogę na podjeździe pod Tokarnie, aby wygenerować moc około 350 Wat nie musiałem się wysilać, na tak stromym podjeździe musiałem jechać z kadencją poniżej 70 i założoną moc generowałem. Zjazd wolny, asekuracyjny, wśród pieszych. Przejazd przez Wisłę to jeszcze większa walka z utrudnieniami niż w Ustroniu, duży korek w centrum ale znalazłem fragment zatłoczonej ścieżki i nie musiałem szukać luk koło samochodów. Przed skocznią zrobiłem krótki postój a później ruszyłem już w kierunku Szczyrku. Mniej więcej w tym samym miejscu co rok temu zacząłem test. Ruszyłem mocno ale nie za mocno, na łatwiejszej części trasy jechałem trochę lżej ale gdy zrobiło się stromiej to moc poszła w górę. Przy zajezdni miałem 5:20 czyli około 14:40 do szczytu, taki czas oznaczałby rekord a warunki nie były najlepsze wiec nie groziło mi to. Cały czas jechałem równo, głównie w siodle, od czasu do czasu wstając z siodełka. Ostatnie 5 minut jechałem delikatnie mocniej ale zrezygnowałem z tradycyjnego sprintu na koniec który zawyża zwykle wynik. Kończąc test brakowało mi około 200 metrów do szczytu, nie dużo patrząc na to, że cały podjazd jechałem sporo wolniej niż rok temu na teście generując zbliżoną moc. Ostatecznie wynik wyszedł nieznacznie lepszy ale uzyskany przy niższej wadze i po raz kolejny ponad 5 W/kg. Oczywiście czas mógłby być lepszy, rozpoczęcie testu około 300 metrów dalej pozwoliłoby skończyć go na szczycie Salmopola. Wtedy czas wyniósłby około 15:20 czyli 30 sekund mniej niż udało się uzyskać. Kilka lat temu cieszyłem się z czasów poniżej 17 minut a teraz są one normą a coraz częściej wjeżdżam poniżej 16 minut. Na szczycie spotkałem Patryka z którym dłuższą chwile rozmawiałem o tematach głównie rowerowych i treningowych. Nie chciało mi się jechać już na kolejne podjazdyi spokojnie zjechałem do Szczyrku, uzupełniłem bidony po czym ruszyłem w kierunku domu. Jechało się całkiem przyjemnie mimo walki z czołowym wiatrem. W domu byłem przed 13. Chwile później odebrałem nową ramę, brakuje mi jeszcze sterów i kilku innych drobiazgów aby złożyć rower i chyba dopiero po weekendzie będę mógł go przetestować.



Trening 60

Wtorek, 9 czerwca 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 50-100
Km: 57.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:06 km/h: 27.14
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 153153 ( 78%) HRavg 127( 65%)
Kalorie: 1199kcal Podjazdy: 780m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy wyjazd w tym tygodniu. Wczoraj nawet nie miałem czasu spojrzeć w kierunku roweru, dzisiaj było już więcej czasu ale musiałem trochę go poświęcić na przygotowanie roweru do jazdy. Założyłem lepsze koła do roweru treningowego, zamontowałem miernik mocy ale zapomniałem go skalibrować. Kilka rzeczy w tym rowerze wymagało jeszcze regulacji ale nie miałem na to zbytnio czasu, dało się jechać ale trochę mocy szło w gwizdek.
Wyjechałem dosyć późno bo około 17, nie była to zbyt optymalna pora Boruch na mieście spory. Udało się sprawnie przejechać przez Bielsko ale niezbyt szybko. Podjazd na Przegibek też wydawał mi się męczarnią ale sprzęt nie miał zbyt dużego znaczenia przy dobrej nodze. Z nieba zaczęło coś lecieć, drobny deszcz towarzyszył mi do końca treningu. Na zjeździe znowu odpuściłem, początkowo dało się szybko jechać a im bliżej centrum Międzybrodzia tym mocniej wiało. Nie przeszkadzało mi to bo dzięki takim warunkom byłem w stanie jechać równo i generować odpowiednią moc. Ruch na drodze do Kobiernic był duży ale wolałem jechać tą trasą niż przez Porąbkę i DK52. Później ze zmiennym szczęściem do warunków dojechałem do Kóz, momentami jechałem za mocno ale zbyt niego znaczenia to nie miało. Po wjeździe do Bielska znowu walczyłem z dużym ruchem, chciałem minąć Hałcnów ale również ulice Krakowską wiec trochę kluczyłem bocznymi drogami aby dostać się w kierunku Lotniska. Przedzierając się przez Centrum dojechał do mnie jakiś kolarz. Wspólnie przejechaliśmy kilka kilometrów, towarzysz dawał trochę za mocne zmiany, byłem w stanie się za nim utrzymać ale wychodziłem poza 3 strefę mocy. Ostatni zjazd i 1500 metrów pokonałem już w luźnym tempie. Przez całą drogę miałem włączone światła ale chyba nic to nie dało, nie czułem się bezpiecznie na drodze a kierowcy często nie zwracali na mnie uwagi i wyjeżdżali prosto pod moje koła mimo tego, że jechałem drogą z pierwszeństwem. Pogoda znowu zaczyna mieszać, mogę jeździć popołudniami gdy zwykle jest gorzej niż wtedy gdy jestem w pracy.


Trening 58

Sobota, 6 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 79.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:17 km/h: 24.06
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 2289kcal Podjazdy: 1840m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo ważny dla mnie dzień. Dzisiaj zmierzyłem się z nielubianym przeze mnie podjazdem na Żar. Wczoraj znowu miałem dużo pecha, nie udało się przepalić nogi a w dodatku miałem bliskie spotkanie z podłożem, na szczęście wyszedłem z tego tylko poobijany i obolały. Bałem się, że nie będę w stanie wsiąść na rower ale nie było tak źle, w niektórych pozycjach nie mogłem jechać dłużej, miałem problemy ze snem i nie byłem w pełni zdeterminowany do walki z czasem. Opóźniałem godzinę wyjazdu, niepotrzebnie bo później były tłumy. Przed 7 siedziałem już ostatecznie na rowerze. Początek był ciężki ale gdy się rozkręciłem to już jakoś leciało dalej. Podjazd na Przegibek potraktowałem jako rozgrzewkę która dzisiaj były schodki, od 2 do 5 strefy mocy. Trzy serie zmieściły się na kilkunasto minutowym podjeździe, szybciej bym wjechał jadąc cały czas w 3 strefie mocy ale nie to było celem. Pierwszy poważny problem jaki się pojawił to zjazdy a dokładnie fatalna dyspozycja, spory fragment w lesie był mokry a przyjęcie pozycji aero nie było możliwe bo w momencie pojawiał się duży ból. Zjechałem bezpiecznie do Międzybrodzia, w normalnej sytuacji wjechałbym na Nowy Świat, bałem się, że na takiej ścianie przesilę rękę i będę do końca zmagał się z bólem nie mogąc jechać odpowiednim tempem. Spokojnie dojechałem do początku podjazdu na Żar. Nie byłem zaskoczony tym, że znowu wieje i to z takiego kierunku, że pierwszy kilometr miałem walczyć z przeciwnym wiatrem. Ruszyłem tak jak zamierzałem z poziomu FTP i w równym tempie dojechałem do pierwszego łuku w lewo. Byłem tam po ponad 3 minutach ale sporo szybciej niż zwykle i to już był duży zysk czasowy. W tym momencie zwiększyłem moc i trzymałem się w ulubionej w ostatnim czasie strefy 5. Rok temu jechałem tempówkę na Żar i po 16 minutach byłem przed zjazdem. To dobry punkt odniesienia, jechałem już nie kalkulując mimo, że to dopiero początek podjazdu, gdy nachylenie przekraczało 10 % to i moc szła w górę, na łatwiejszych fragmentach jechałem równo. Nie lubię tego podjazdu właśnie ze względu na bardzo zmienne nachylenie. Gdy wyjechałem z osłoniętych przez wiatr terenów czułem, że wiatr jest neutralny a nawet lekko sprzyjający, to co straciłem na początku udało się odrobić przed zjazdem. Na wypłaszczeniu pojawiłem się szybciej niż rok temu o 30 sekund. Miałem jeszcze rezerwy ale musiałem je zostawić na końcówkę wspinaczki. Na zjeździe odpuściłem lekko, złapałem drugi oddech, kilka sekund straciłem na tym, że wypiął mi się blok ale znaczenia to nie miało. Za mocno zacząłem ostatni odcinek i na finisz mnie brakło. Ostatecznie poprawiłem swój czas o ponad minutę, wskoczyłem do TOP 15 na tym podjeździe i wygenerowałem lepszą moc niż na ostatnim teście FTP. Dosyć szybko doszedłem do siebie i po krótkim postoju zacząłem zjeżdżać, zjazd znów nie wyglądał dobrze ale najważniejsze, że był bezpieczny. Zastanawiałem się gdzie dalej jechać, decydującym czynnikiem było TSS, nie chciałem przekraczać 200 do którego jednak brakowało. Zdecydowałem się na najbardziej ekstremalny wariant i ruszyłem w kierunku Łodygowic a następnie Magurki. Krótki postój zrobiłem na zaporze w Tresnej, po drodze zaliczyłem znowu ulice Akacjową tym razem spokojniej niż ostatnio. Nogi już nie pracowały jak wcześniej, pagórkowaty odcinek wzdłuż jeziora pod wiatr zmęczył mnie bardzo. Jednym z powodów utraty sił było przyjmowanie zbyt małej ilości płynów, nadrobiłem to nieco ale siły nie wróciły. Jeden z najtrudniejszych podjazdów w okolicy zacząłem spokojnie, zbyt spokojnie w odniesieniu do ostatnich 2500 metrów. Po około kilometrze miałem już dosyć przepychania i dołożyłem nieco mocy, niewiele to pomogło, brakowało minimum 2 zębów z tyłu do strefy komfortu. Niestety obolała ręka dawała o sobie znać na podjeździe i w końcówce czułem już wyraźny ból. Mimo słabego początku podjazdu końcówka poszła mi nieźle, jak na to co było w nogach. Od czasu sprzed 4 tygodni urwałem ponad minutę a drugie tyle jeszcze spokojnie jest do zyskania przy jeździe na maksa. Podjazd to był pikuś w porównaniu ze zjazdem, na mokrej, stromej, miejscami dziurawej i zanieczyszczonej, wąskiej drodze po raz pierwszy od dawna bałem się o swoje zdrowie, zjazd pokonałem na 3-4 razy kontrolując stan obręczy, na szczęście nie zagrzały się na tyle aby stracić właściwości. Od Wilkowic przeklinałem siebie, że nie wyjechałem 30 minut wcześniej, spory ruch był na drogach i wiele razy musiałem hamować, zatrzymywać się i denerwować. Na jednym ze skrzyżowań dwóch kierowców przeszło samych siebie, jadąc ścieżką rowerową dojeżdżałem do skrzyżowania, przed przejściem stało dwóch pieszych z wózkiem, jeden kierowca zjeżdżając z głównej przecinał ścieżkę i chodnik, drugi wyjeżdżał z podporządkowanej, obu tak się spieszyło, że na przejeździe dla rowerów i przejściu dla pieszych zderzyli się, według wszystkich przepisów jakie w tym miejscu obowiązywały, mieli oni obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym i rowerzystom. Nikomu nic się nie stało i dlatego szybko opuściłem skrzyżowanie. Później jeszcze kilka mniejszych akcji dzięki którym odechciało mi się dalszej jazdy, do domu było blisko. Wreszcie dobra pogoda, noga dobra chociaż wiem, że nie był to mój dzień. Kolejny trening zaliczony, mam nadzieje, że kolejne będą równie dobre a niedyspozycja zdrowotna szybko minie bo jakiś wpływ na jakość tego treningu na pewno miał wczorajszy incydent. Był to również pierwszy trening gdy na dwóch podjazdach dałem z siebie wszystko, na Magurce zostały jeszcze niewielkie rezerwy a pod Żar wycisnąłem z siebiue maksa. Swoją drogą nie mam ostatnio szczęścia do ścieżek rowerowych, trzeba nimi jeździć a są coraz mniej bezpieczne i ciągle na nich coś niedobrego się dzieje.

Informacje o podjazdach:

Trening 56

Środa, 3 czerwca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 85.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:44 km/h: 31.10
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 152152 ( 77%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1802kcal Podjazdy: 620m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny trening typowo tlenowy na dosyć płaskiej trasie. Wyjechałem dosyć wcześnie bo już o 15, udało się szybko wrócić z pracy, uporać z obowiązkami i miałem prawie 3 godziny na trening co w tygodniu rzadko się u mnie zdarza, mógłbym mieć nawet więcej czasu ale wzywał mnie m.in. zarośnięty już ogródek a pogoda ostatnio zmienna i ponad godzinę musiałem poświęcić na skoszenie części trawnika. Wyjechałem najszybszą drogą z miasta i szybko pokonałem pierwszy podjazd. Później czekało mnie wiele kilometrów płaskich dróg i jak się okazało walki z czołowym lub bocznym wiatrem. Wybrałem najprostszy wariant dojazdu do Goczałkowic. Jak już rozwinąłem niezłą jak na warunki prędkość w Międzyrzeczu to utrzymałem ją do Zabrzega, tam trochę komplikacji które zabrały cenny czas ale w końcu dostałem się na Zaporę. Kilka miesięcy tam nie jechałem a dzisiaj było dosyć tłoczno, dużo ludzi również na ścieżce pieszo-rowerowej w Goczałkowicach wiec krótki odcinek do skrętu na Łąkę pokonałem jezdnią. Po zjeździe z głównej miałem delikatny kryzys, jechało się ciężko ale może to przez wiatr. Dopiero po kilku kilometrach i pokonaniu pagórków w Łące jechało się lepiej, zamiast jechać na Strumień odbiłem w prawo na Brzeźce, na kilku kilometrach walki z wiatrem nie minął mnie żaden samochód, aż dziwne w tym rejonie ze względu na remonty dróg w okolicy ten odcinek jest ważnym łącznikiem miedzy drogami 939 a 933. Liczyłem, że nie będę musiał zatrzymywać się na wahadle ale niestety złapało mnie czerwone światło i swoje musiałem odstać. Później wjechałem już na lepszej jakości szosy i jechało się dużo lepiej. Wszystkie newralgiczne miejsca na trasie pokonałem sprawnie aż do Skoczowa. Wcześniej musiałem pokonać kilka podjazdów na których dwóch gości pokazało mi jak się jeździ, na elektrykach. Wyprzedzili mnie w takim tempie, jakbym stał w miejscu. Na zjeździe do Skoczowa trochę sobie poszalałem, puściłem się odważnie w dół i gdy wjechałem na bardziej dziurawy odcinek drogi musiałem wytracić sporo prędkości. Wolno przedostałem się na drugą stronę Wisły. Ostatnie kilkanaście kilometrów z kilkoma wzniesieniami pokonałem w dobrym tempie i przed czasem pojawiłem się w domu. Mogłem wydłużyć trasę ale nie miałem zbytnio koncepcji a ruch na okolicznych drogach był spory. Noga po raz kolejny podawała i moja jazda wygląda coraz lepiej. Mimo tego, że nie lubię jazdy po płaskim, dzisiejsza trasa była przyjemna i pokonana w równym tempie.


Trening 54

Sobota, 30 maja 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 50-100
Km: 84.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:24 km/h: 24.71
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 174174 ( 89%) HRavg 143( 73%)
Kalorie: 2418kcal Podjazdy: 2240m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Konkretny, jeden z najlepszych treningów w tym roku. Pogoda bardzo niepewna, bardziej pewne było to, że będzie padać niż to, że uda się przejechać trasę na sucho dlatego zmodyfikowałem swoje plany i to dosyć znacząco. W planie miałem różne podjazdy w Beskidzie Śląskim, około 120 kilometrów i 3000 metrów w pionie. Prognozy zmieniały się co kilka godzin i ostateczną decyzje miałem podjąć rano przed wyjazdem. Nie chciało mi się wstawać i na nogach byłem dopiero po 6, w sam raz aby wyjechać po 7 i tak w niskiej temperaturze, rower po wczoraj z grubsza wyczyściłem ale niedokładnie bo wiedziałem, że w niektórych miejscach będzie mokro. Zabrałem sporo jedzenia, ciepły zestaw ubrań i kurtkę na zjazdy i ewentualny deszcz. Nie było tak źle jak wyglądało na termometrze i przez okno. Już o wyjeździe wiedziałem, że noga nie jest najgorsza i pierwszy podjazd to potwierdził. Nie byłem zdecydowany gdzie jechać i trochę krążyłem po Bielsku a następnie ruszyłem na Przegibek. Podjazd zacząłem dosyć mocno, nie było taryfy ulgowej bo chciałem nabić jak najwięcej TSS. Warunki były trudne i dlatego podjazd zajął mi ponad 10 minut a potrafiłem z tą mocą wjechać ponad 40 sekund szybciej ale nie w takiej temperaturze i przy tej sile wiatru. Przed zjazdem przerwa na ubranie kurtki i dosyć asekuracyjny zjazd do Międzybrodzia, było mokro a miejscami woda płynęła przez drogę. Sielanka nie trwała długo bo gdy dojechałem do skrzyżowania czekał mnie drugi ale dużo trudniejszy podjazd. Znowu przerwa na rozebranie kurtki i ruszyłem na Nowy Świat. Już kilka tygodni temu myślałem o tym podjeździe ale jakoś nie było okazji by tam wjechać. Podjazd dał mi w kość, do pełni komfortu brakowało 30 lub 32 zębów na kasecie i na 28 trochę przepychałem. Czas wyszedł niezły, jak na warunki bardzo dobry. Dojeżdżając do szczytu stało się to czego się obawiałem, zaczęło padać. Zatrzymałem się pod drzewami by się ubrać, zjazd w deszczu nie należał do przyjemnych, mimo asekuracji szybko znalazłem się na dole. Padało cały czas, mimo to ruszyłem w kierunku Góry Żar. Przed podjazdem wahałem się czy rozebrać kurtkę czy jechać w niej ryzykując przegrzanie. Odpowiedź przyszła sama, intensywność opadów wzrosła i pierwsza połowa podjazdu minęła pod znakiem deszczu. Po wyjeździe z lasu i fragmencie z 15 % nachyleniem przestało padać a im bliżej szczytu tym droga bardziej sucha, jechałem swoje ale zacząłem się gotować. Nie wpadłem na pomysł aby się zatrzymać i rozebrać kurtkę, bez komfortu pokonałem resztę podjazdu, czas wyszedł mocno średni ale warunki zrobiły swoje, po 3 wspinaczkach miałem już ponad 100 TSS i 1100 metrów w pionie na zaledwie 38 kilometrach. Nie padało, ludzi nie było i zatrzymałem się na moment, rozebrałem kurtkę, przyjąłem 20 gram węglowodanów i ruszyłem w dół. Po krótkim podjeździe przed dalszą częścią zjazdu ubrałem jednak kurtkę bo nie było zbyt ciepło a zjazd miał 7 kilometrów. Po zjeździe oceniłem sytuacje na niebie, nie była jednoznaczna wiec nie skierowałem się od razu w kierunku domu ale również nie oddalałem się bardziej od Bielska. Postanowiłem zaliczyć kilka lokalnych dróżek „do nikąd”, tydzień temu zaliczyłem Groniaki i zrezygnowałem z tego podjazdu ale zaliczyłem 5 innych odcinków prowadzących w górę. Pierwszy z nich znajdował się w sąsiedztwie Żaru, nigdy tam nie byłem, domyślałem się dokąd prowadzi ta droga i intuicja mnie nie zawiodła. Jadąc wzdłuż jeziora miałem do wyboru dwie drogi, z pierwszeństwem ciągnącą się wzdłuż wybrzeża lub zjazd w prawo, zjechałem z głównej i nachylenie od razu wzrosło. Momentami dochodziło do 15 %, nawierzchnia nie była najgorsza ale podjazd szybko się skończył, droga skończyła się przy dolnej stacji elektrowni szczytowo-pompowej Porąbka-Żar. Zjazd był szybki, w międzyczasie przybyło chmur na niebie, kolejne wzywania czekały mnie w Międzybrodziu Bialskim, na początek ulica Wiosenna. Podjazd o bardzo zmiennym nachylaniu, momentami około 15 ?ragmentami nawet lekko w dół. Jak to w tej okolicy bywa, droga skończyła się nagle i trzeba było zawrócić. Jechałem ten podjazd już około 2 lata temu, osiągnięty wówczas czas poprawiłem o 10 sekund, symbolicznie bo spokojnie jest jeszcze 30 do urwania. Na zjeździe trochę się zagapiłem i zamiast trzymać się drogi którą przyjechałem przestrzeliłem skrzyżowanie i zjechałem do głównej bardzo stromą drogą. Po krótkiej przerwie ruszyłem już w stronę Przegibka, po drodze jednak zauważyłem podjazd który również już mam w swojej kolekcji ale dawno tam nie byłem. To już była ściana, porównywalna do nowego Świata ale sporo krótsza. Tam również symbolicznie poprawiłem swój rekord jadąc najmocniejszym tempem z dzisiejszych podjazdów. Zanim wjechałem na przełęcz Przegibek zaliczyłem jeszcze dwie lokalne dróżki. Pierwsza z nich prowadziła do jednego z wielu szlaków na Magurkę, nachylenie dochodziło do 10 % a podjazd był krótki, trwał ledwie 3 minuty. Kolejny znajdujący się bliżej Bielska był jeszcze krótszy, miał również strome fragmenty ale trwał krócej niż 3 minuty. Po zjeździe już zaczął się najtrudniejszy odcinek podjazdu na Przegibek. Na ostatnich 3 kilometrach dałem z siebie dużo, jechałem cały czas w okolicy progu, mając już prawie 70 kilometrów i 2000 metrów pionu w nogach nogi cały czas pracowały jak należy. Na szczycie krótkie spotkanie z Jas-Kółkami spragnionymi gór których w okolicy Jastrzębia nie ma, nie było czasu na dłuższą rozmowę i każdy ruszył w swoją stronę. Przez Bielsko przejechałem już spokojniej, po względnie suchych drogach bez opadów deszczu. Uzbierało się ponad 230 TSS i kolejny trening z 2 kilometrami w pionie wpadł do kolekcji. Udało się wycisnąć sporo z tej pogody i zaliczyć wymagający trening. Koła mnie nie zawiodły, nie było problemów na zjazdach, na ściankach łatwiej było utrzymać moc, jedynie zabrakło lepszych czasów na podjazdach ale warunki nie pozwoliły na więcej, dołożenie mocy mogłoby sprawić, że na ostatnich podjazdach nie miałbym już z czego jechać. Idealnie rozłożyłem siły i dane z treningu spokojnie mógłbym porównać do któregoś z wyścigów zaliczonych w przeszłości. Po tym treningu przeznaczam ponad 48 godzin na zregenerowanie sił i w poniedziałek powtórka, znowu 200 TSS i prawie 2000 metrów przewyższenia i być może 2 ataki na rekordy na podjazdach. Wszystko będzie zależeć od dyspozycji dnia.


Informacje o podjazdach:

Trening 53

Piątek, 29 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 82.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:42 km/h: 30.37
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 149149 ( 76%) HRavg 135( 69%)
Kalorie: 1745kcal Podjazdy: 530m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Czwarty trening z rzędu. Dawno nie miałem takiej serii ale biorąc pod uwagę prognozy pogody na weekend zdecydowałem się wykorzystać moment lepszej aury. Przy okazji przetestowałem koła w kolejnych warunkach. Były już podjazdy, pagórki i mocne zrywy, tym razem przyszła kolej na warunki typowo klasyczne czyli wąskie, mokre drogi oraz bruk. Byłem znowu trochę ograniczony czasowo i wyjechałem po 16:30 ale o 19:30 już musiałem być w domu, jakbym się postarał to dałbym rade wyjechać wcześniej ale wtedy padał deszcz. Nie planowałem trasy tylko miałem jechać przed siebie obserwując niebo. Pierwszy ruch jaki wykonałem to jazda na Jaworze czyli na zachód od Bielska. Po dojeździe do głównej nad górami były ciemniejsze chmury niż na północy ale sytuacja zmieniała się szybko i za kilkanaście minut mogłoby być już inaczej. Walcząc z wiatrem dojechałem do Skoczowa, na tych kołach szło jakoś lżej, jak już się rozkulałem to dużo łatwiej utrzymywałem prędkość, zwłaszcza po zjeździe przed Skoczowem. Wiało dosyć mocno z północy i tam też pojechałem, na wietrze czułem mniejszy opór niż na kołach z oponami, sztywność roweru na tych kołach jest nie do opisania. Na dziurawych i wąskich drogach za Pierśćcem też jechałem pewniej i szybciej. Gdy zwalniałem to jakoś ciężko było się znów rozpędzić ale utrzymanie prędkości nie stanowiło już takich trudności. Różnej jakości, szerokości i trudności drogami dojechałem do głównej drogi na Strumień. Dobrze znany mi odcinek wzdłuż jeziora Goczałkowickiego znów jechałem z bocznym, momentami przeciwnym wiatrem, brakowało prędkości. Zupełnie zapomniałem o utrudnieniach w Pszczynie i zamiast skręcić w ulice Wiejską w łące pojechałem główną do Pszczyny., Ponad 500 metrowy korek udało się minąć miedzy samochodami i pustą drogą z wiatrem w plecy dojechałem do Goczałkowic. Tam kolejny test, dosyć długi odcinek brukowy. Jechałem dosyć mocno, koła radziły sobie nieźle ale z moją wagą nie był to szybki przejazd. Później musiałem się na moment zatrzymać i wtedy podjąłem decyzje o wydłużeniu trasy o kolejne boczne drogi tym razem w Zabrzegu. Raz jechałem z bocznym, raz przeciwnym, raz sprzyjającym wiatrem, na stożkach był odczuwalny ale nie na tyle abym musiał walczyć o utrzymanie optymalnego toru jazdy. Na prostce do Międzyrzecza jechałem dosyć szybko mijając po drodze peletonik Jafi jadący z przeciwka. Wybrałem dłuższy wariant powrotu przez Jasienicę, nie miałem tego w planach wiec wjechałem w ulice Spacerową. Na podjeździe jechało się ciężko i to chyba jedyny słabszy moment na trasie. Po zjeździe w kierunku Bielska przypominałem sobie, że czeka mnie kilka kilometrów ścieżką rowerową, na karbonowych kołach nie jest to nic przyjemnego i bezpiecznego wiec skręciłem w prawo i wzdłuż ekspresówki dojechałem do Jasienicy. Dołożyłem jeszcze Jaworze z kolejnym podjazdem. Zjazd już odpuściłem, na szczęście na trasie nie było nerwowych sytuacji z kierowcami, gdyby było sucho i cieplej to przyjemność byłaby większa. Koła sprawdziły się w kolejnych warunkach, z dobrą nogą w parze ciężko mi znaleźć jakieś wady. Po treningu czułem już zmęczenie, ostatnie dni były wymagające a czekał mnie jeszcze jeden, najbardziej wyczerpujący trening i test kół w warunkach typowo górskich.

Trening 51

Środa, 27 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 72.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:36 km/h: 27.69
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1679kcal Podjazdy: 1020m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy dzień lepszej i pewniejszej pogody w tym tygodniu. Szybko wróciłem z pracy i wpadłem na pomysł aby przetestować nowe koło i szytki. Przełożenie kół, wymiana klocków i ustawienie hamulców zajęło mi około 20 minut, miałem delikatny problem z dopompowaniem powietrza ale ostatecznie znalazłem inną przejściówkę która nie puszczała powietrza i napompowałem ponad 8 bar. Nie była to strata czasu, dzisiejsze warunki i zaplanowana trasa była idealna na test kół. Ubrałem się cieplej mimo słońca i wysokiej temperatury, tempo jakim miałem jechać nie było zbyt mocne i nie było mowy o przegrzaniu a dzięki temu nie musiałem zatrzymywać się przed zjazdami. Wyjechałem przed 16 na około 2 i pół godziny, później mogło znowu padać i miałem jeszcze kilka rzeczy do zrobienia. Na tych kołach nie chciałem jeździć po dziurach i bezdrożach, przez miasto też nie chciałem jechać i wybrałem dłuższą drogę bez ścieżek rowerowych i złej jakości asfaltów. Już po starcie koła przeszły pierwszy test, na jednym z łuków było mokro i wjechałem tam z dosyć dużą prędkością, później kawałek nierównego asfaltu i dosyć głęboka kałuża która musiałem wjechać. Zrobiłem to z minimalną prędkością i bezpiecznie przejechałem, pierwszy podjazd pokonałem bardzo spokojnie, szło wyraźnie lżej niż na obręczach o niskim profilu i oponach. Na zjeździe musiałem cały czas hamować, nie potrafiłem wyprzedzić wolniej jadących rowerzystów. Nie wpłynęło to na mnie de motywująco i już drugi podjazd na trasie pokonałem lepszym tempem, zjazd znowu nieudany, musiałem hamować i użerać się z niepoważnymi kierowcami. Powetowałem to sobie na kolejnym odcinku prowadzącym w dół. Całkiem sprawnie dostałem się na ulicę Górską. Podjazd na Przegibek pokonałem spokojnym tempem, trzymałem się na pograniczu 2 i 3 strefy, momentami wchodziłem na kilka sekund do 4 strefy. Na podjeździe koła sprawowały się dobrze, wiele nie zyskałem ale duży wpływ dzisiaj miał silny wiatr wiejący z północnego-zachodu. Na zjeździe nie szalałem, pierwszy fragment asekuracyjnie a później już odważniej, z wiatrem w plecy szybko zjechałem do skrzyżowania. Na głównej drodze był niewielki ruch ale im bardziej na południe tym samochodów coraz więcej. Na zaporze w Tresnej zatrzymałem się na moment. Był to jedyny postój na trasie, niepotrzebny ale złapałem na moment oddech. Znowu miałem delikatny problem z dostarczeniem odpowiedniej ilości tlenu ale myślę, że to minie za jakiś czas. Prawdziwy dramat na drodze był dopiero za Oczkowem gdy jechałem w kierunku Żywca, samochód za samochodem a przed samym szczytem jeszcze Ambulans i samochód Sanepidu. Całe szczęście, że był tam kawałek nierównego pobocza i mogłem zrobić miejsce. Na zjeździe rozpędziłem się zbyt mocno i musiałem ostro hamować, zmieściłem się miedzy samochodami i bez większych problemów pokonałem pierwsze rondo. Na kolejnych dwóch musiałem przepuścić po jednym samochodzie. Już żałowałem, że wybrałem wariant trasy przez Moszczanicę i Lipową a nie przez Rychwałd i Łodygowice. Od ronda w Żywcu do skrzyżowania wyprzedziło mnie kilka samochodów a na drodze do Lipowej nie było chwili gdyby nie mijał mnie przynajmniej jeden. Byłem zmęczony już tym ruchem i zacząłem szukać alternatywnych dróg niewydłużających trasy. Wiatr utrudniał jazdę ale nie przejmowałem się tym pilnując wskazań mocy. Jedyny odcinek który wybrałem jako alternatywny to droga przez Słotwinę omijająca centrum Godziszki. Ruch tam był niewielki a w Godziszce i Buczkowicach znowu wzmożony. Mimo tego, że jechałem głownie w dół musiałem cały czas kręcić, w innym wypadku prędkość spadała o 10 km/h. Przed wjazdem do Bielska musiałem się zatrzymać kilka razy, głównie przez nieodpowiednie manewry kierowców, którzy nic na tym nie zyskali a tylko utrudnili ruch na drodze. W Bielsku nie było z tym lepiej, na jednym ze skrzyżowań była kolizja dwóch samochodów, na szczęście ruch odbywał się normalnie. Byłem już zmęczony tym ruchem i wybrałem najkrótszą drogę do domu. Po drodze musiałem jeszcze pokonać kilka przeszkód. Gdy tylko wszedłem do domu to było krótkie oberwanie chmury, może bym nie zmoknął, rower i tak do czyszczenia mimo tego, że nie jechałem w deszczu ale zaliczyłem kilka miejsc z mokrą nawierzchnią. Dzisiaj noga była dużo lepsza niż wczoraj ale nie miałem głowy do mocnej jazdy.

Trening 49

Sobota, 23 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 96.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:52 km/h: 24.83
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 142( 72%)
Kalorie: 2744kcal Podjazdy: 2230m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy konkretny sobotni trening w tym roku. Zwykle w soboty nie jeździłem, szykowałem się na niedzielę i postanowiłem to zmienić. Najlepsza opcja jaka była to wyjazd rano i powrót przed zapowiadanymi opadami deszczu. Tak też zrobiłem, byłem gotowy na wyjazd o 7 i ruszyłem nawet kilka minut wcześniej. Na starcie mała niespodzianka, słaba bateria miernika mocy, liczyłem na to, że wytrzyma cały trening i nie wracałem się do domu po nowe baterie. Ruszyłem w dosyć niskiej temperaturze ale byłem odpowiednio ubrany i czułem się komfortowo. Po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że nie jest to mój dzień, nogi jakieś słabe i ciężko było czerpać przyjemność z jazdy. Potwierdził to podjazd na Przegibek gdzie męczyłem się strasznie, na zjeździe puściłem się odważnie, nic mi nie przeszkadzało i szybko dostałem się do Międzybrodzia. W drugiej części zjazdu walczyłem z przeciwnym ale niezbyt silnym wiatrem. Po zjeździe zacząłem myśleć o rozgrzewce która była konieczna aby wskoczyć na właściwe obroty. Gdy tylko skończył się krótki zjazd nad jeziorem to ruszyłem mocniej, mocny początek nie znalazł odzwierciedlenia w końcówce, nie utrzymałem stałej mocy, odzwyczaiłem się jazdy po płaskim i nawet mocne akcenty mi nie wychodzą gdy nachylenie terenu jest niskie. Po pierwszym postoju na trasie znowu musiałem się rozkręcić. Druga tempówka była już dużo lepsza, na stałej mocy i kadencji. Przed podjazdem dnia którym dzisiaj była Łysina musiałem zrzucić zbędne warstwy ciuchów. Temperatura była niższa niż podczas ostatnich prób czasowych, ledwie 8 stopni, zwykle nie był to mój klimat i w sumie niczego po obie nie oczekiwałem. Bałem się zostawiać w krzakach bidony czy zbędne na podjeździe rzeczy wiec jechałem ze zbędnym balastem wynoszącym około 2 kilogramy. Ruch na drodze był tak duży, że nie byłem w stanie się rozpędzić i ruszałem praktycznie z miejsca. Start był efektywny i początek wyglądał obiecująco. W głowie zapaliła się lampka i po chwili zluzowałem trochę bo takiej mocy na całym podjeździe nie byłbym w stanie utrzymać. Jechałem cały czas równo i mocno do łuku w prawo, po nim niepotrzebnie zwolniłem, blisko 20 Wat mniej generowałem przed kolejnym łukiem. Straciłem tutaj kilka sekund, niby nic a miało znaczenie. Przed krótkim zjazdem na moment zrzuciłem ząbek niżej i wróciłem do mocy rzędu 360-370 Wat, wahałem się czy wrzucać blat na zjeździe i znów kilka sekund w plecy. Niezbyt płynnie zacząłem najtrudniejszy fragment podjazdu, do budynków jechałem z delikatną rezerwą którą wykorzystałem za skrzyżowaniem. Jechałem już co mam licząc, że uda się wjechać poniżej 10 minut do wypłaszczenia. Niestety brakło kilku sekund, z poprzedniego czasu urwałem dokładnie minutę, dużo i mało. Wygenerowałem życiową moc w czasie 10 minut, okazało się, że ponad połowę podjazdu jechałem z niesprzyjającym wiatrem. Do najlepszych na segmencie straciłem ponad 30 sekund co pozostawiło drobny niedosyt. Gdybym wjechał 5 sekund szybciej to niedosyt byłby mniejszy. Zabrakło mi motywacji aby dać z siebie wszystko na ostatnich 500 metrach do punktu widokowego i ten odcinek przejechałem już spokojniej. Na drodze było pełno pieszych i nawet nie dojechałem do końca asfaltu tylko w momencie gdy droga zaczęła opadać w dół zawróciłem. Przed stromym zjazdem zatrzymałem się, złapałem oddech, uzupełniłem zapasy energii i ruszyłem w dół. Zjazd wyglądał równie dobrze jak podjazd. W głowie miałem jeszcze 3 podjazdy i chciałem je pojechać mocniejszym tempem niż w ostatnią niedziele gdy po maksymalnym tempie na podjeździe nie byłem w stanie generować dobrej mocy. Miałem dużo czasu aby trochę się zregenerować, na podjazdach odpuszczałem, wypłaszczenia i zjazdy też pokonywałem z rezerwami. Sprawnie dojechałem do Czernichowa i w gratisie zaliczyłem podjazd ul. Widokową, wjechałem tak aby tylko zaliczyć podjazd i przygotować się na Żar. Założyłem sobie, że przez 18 minut będę generował średnio 300 Wat. Początek potraktowałem ulgowo a mocniej ruszyłem dopiero za pierwszym łukiem w lewo. Wykalkulowałem, że po 18 minutach będę zaczynał zjazd i tej wersji się trzymałem, nachylenie podjazdu nie jest stałe więc i moc nie była zbyt równa. Odcinek wymierzyłem co do joty i na wypłaszczeniu przed zjazdem pojawiłem się po 18 minutach generując w tym czasie ponad 300 Wat. Na szczycie nie było zbyt dużo ludzi więc zrobiłem dłuższy postój i ruszyłem w dół z myślą o kolejnym technicznym i możliwie szybkim zjeździe. Gdy tylko wdrapałem się na pagórek puściłem hamulce. Zjazd wyglądał nieźle, udało się ominąć wszystkie dziury i technicznie pokonać zakręty, momentami mogłem jechać szybciej ale to szczegół. Czas przestał być moim sprzymierzeńcem i na planowany Nowy Świat nie byłem w stanie wjechać. W zamian za to zaliczyłem inny, krótszy ale równie trudny podjazd – Groniaki. Jechałem tam kilka razy, zawsze na maksa, dzisiaj chciałem wjechać równo w 5 strefie mocy. Udało się generować dobrą moc przez 6 minut, jechałem na bardzo niskiej kadencji, dużo na stojąco, dużego pola manewru nie miałem bo nachylenie rzędu 16-18 % trzymało na prawie 1000 metrach. To już jest Sztajfa, nie lubię takich podjazdów ale zwykle sobie na nich dobrze radze z prostego powodu, chce podjeżdżać jak najkrócej aby szybko mieć podjazd za sobą. Dzisiaj czułem się nawet nieźle ale mając kilka podjazdów w nogach zapasów nie miałem zbyt dużych ale gdybym wiedział to urwałbym około 5 sekund co dałoby rekordowy czas. Na zjeździe znów puściłem się odważnie i szybko byłem na głównej drodze. Na deser pozostał tylko Przegibek. Byłem już ujechany ale w dobrym tempie wjechałem na szczyt. Znowu plecy dały o sobie znać i zrezygnowałem z szybkiego i technicznego zjazdu. Gdy tylko znalazłem się w Bielsku to zaczęło padać, w lekkim deszczu jechałem do domu, wybrałem najkrótszą trasę, nie był to zbyt dobry wybór, na głównych drogach duży ruch i kilka razy przytrzymały mnie skrzyżowania i światła. Pozostało przedostać się przez Lotnisko gdzie też tłumy i byłem w domu. Wyrobiłem się w czasie który sobie założyłem. Za dużo straciłem na postojach przez co nie wjechałem na Nowy Świat. Dobry trening za mną a nogi zaczynają wreszcie ze mną współpracować i od razu widać efekty. Nie spodziewałem się życiowej mocy na 10 minut, po raz kolejny sam siebie zaskoczyłem. Najwyższy czas zmienić koła na lżejsze i atakować kolejne podjazdy i łamać rekordy.



Informacje o podjazdach:

Trening 47

Środa, 20 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 77.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:33 km/h: 30.20
Pr. maks.: 73.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 154154 ( 78%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1688kcal Podjazdy: 780m Sprzęt: Cross Peleton Aktywność: Jazda na rowerze
Na ten dzień miałem już gotową trasę ale wypadły sprawy które spowodowały, że musiałem skrócić trening o godzinę i zmienić trasę, skrócił się dystans ale wzrosła ilość przewyższeń ale również ilość i długość odcinków z dziurawą i nierówną nawierzchnią. Pogoda była przeciętna, niby słonecznie ale dosyć chłodno i wiatr. Ciężko było wstrzelić się w aurę z odpowiednim strojem i ostatecznie pojechałem na krótko z rękawkami i rękawiczkami w kieszeni które się nie przydały. Doszedłem już do takiego momentu w sezonie w którym już po kilku minutach jestem w stanie ocenić czy mam dobry czy zły dzień. Początek trasy prowadził pod górę, jechałem takim tempem aby nie wykraczać poza 11 strefę a na trudniejszym odcinku trzymałem się drugiej strefy. Kilka minut jazdy i jeden 300 metrowy podjazd pozwolił stwierdzić, że noga jest całkiem dobra i kreci lepiej niż we wtorek. Początek trasy prowadził głównymi drogami, dosyć szybko dojechałem do ronda w Jaworzu. Tam też ruszyłem z kopyta, ciężko było wstrzelić się w odpowiednią strefę mocy ale z czasem jechałem już głownie w strefie 2 na dosyć równej kadencji i bez skoków tętna co ostatnio było normą. Po przejechaniu przez Jasienicę skierowałem się na Skoczów ale chciałem za wszelką cenę minąć to miasto ze względu na roboty drogowe na Wiślance tworzące gigantyczne korki. Do Ustronia dojechałem bocznymi, dziurawymi, częściowo rozkopanymi drogami przez Górki Wielkie. Momentami tak trzęsło, że modliłem się aby rower się nie rozleciał. Nie było tak źle ale trochę czułem nadgarstki po kilku takich odcinkach. Praktycznie do końca trasy jechałem raz lepszą, raz gorszą drogą walcząc z zmiennym wiatrem. Sporym ułatwieniem na gorszej jakości nawierzchni ach było to, że ruch samochodów był niewielki. Mimo optymalnej temperatury nie oszczędzałem picia w bidonach i jadłem regularnie. Kilka razy musiałem mocno zwolnić, ale sytuacji w których konieczny był postój praktycznie nie było. Na koniec dołożyłem sobie podjazd i w domu pojawiłem się kilka minut przed planowanym powrotem. Po drodze dołożyłem kilka kilometrów, jechałem dobrym tempem i miałem zapas czasowy. W sumie ten trening był jednym z lepszych, równiejszych w ostatnim czasie, mimo tego, że nieźle sobie radzę w beztlenie, moja jazda podprogowa nie wyglądała zbyt dobrze ale wygląda na to, że wszystko idzie ku dobremu. Oby tak dalej i po mocnych próbach czasowych będę w stanie jeszcze przejechać w dobrym tempie kilka podjazdów z czym ostatnio był problem.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum