Wpisy archiwalne w kategorii
Trenażer
| Dystans całkowity: | 17.00 km (w terenie 5.00 km; 29.41%) |
| Czas w ruchu: | 899:18 |
| Średnia prędkość: | 16.72 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 157.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 937 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 204 (104 %) |
| Maks. tętno średnie: | 175 (89 %) |
| Suma kalorii: | 558665 kcal |
| Liczba aktywności: | 604 |
| Średnio na aktywność: | 17.00 km i 1h 29m |
| Więcej statystyk | |
Trenażer 64
Piątek, 19 czerwca 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:30 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 137137 ( 70%) | HRavg | 125( 64%) |
| Kalorie: | 1230kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Myślałem, że na początku tygodnia była zła pogoda ale to co dzieje się obecnie to jest kpina. Liczyłem że w czerwcu będzie już ciepło i pogodnie ale znów się przeliczyłem. Dzisiaj wracając z pracy co prawda nie padało ale i tak wróciłem mokry od pasa w dół, wcześniej przeszła taka ulewa, że drogi zamieniły się w rzeki i nawet błotniki nie pomogły. W minimalnym stopniu humor poprawił mi kierowca który próbował zajechać mi drogę i ściągło go przez rozmoknięte pobocze do głębokiego rowu i na 90 % uszkodził zawieszenie. Od ostatniego treningu minęły już 2 dni i na taką przerwę nie chciałem sobie pozwolić i zmusiłem się do wyciągnięcia trenażera. Nie miałem motywacji do mocnej jazdy i głowa pozwoliła na 90 minut jazdy w strefach 1-2. Noga podawała całkiem fajnie ale co z tego jak przez cały czas patrzyłem jak deszcz pada, momentami przestawało ale drobne krople ciągle z nieba leciały. Ciężko szukać pozytywów wiedząc, że w czasie kiedy będzie miał czas na więcej jazdy to pogoda będzie raczej barowa. W weekend miałem w planie zaliczyć kilka nowych podjazdów w Beskidzie Żywieckim i Makowskim m.in. Makowską Górę. W tym roku albo skracałem trasy albo zupełnie rezygnowałem z jazdy w górach. Może druga połowa roku będzie lepsza i uda się zaliczyć kilka ciekawych tras i nowe podjazdy. Wciąż mam nadzieje na chociaż jedną jazdę w weekend, jak się nie uda to spróbuje znów wsiąść na trenażer.


Trenażer 63
Wtorek, 26 maja 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:35 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 150( 76%) |
| Kalorie: | 1231kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj nie miałem czasu na rower, pogoda była w kratkę, raz deszcz, raz słońce i wyjeżdżając na pewno bym zmoknął i wybrudził świeżo wyczyszczony rower. Kolejny dzień zaczął się nieciekawie, od ulewy, końca dnia padało, czasami było oberwanie chmury a ledwie kilka razy przestało padać najwyżej na kilkanaście minut. Nie widziałem innej opcji niż odkurzenie trenażera. Chwile mi zajęło przygotowanie sprzętu i ustawienie miernika mocy i dopiero po 17 byłem gotowy do treningu. Nie czułem się najlepiej, odzwyczaiłem się od treningów w pomieszczeniu, zwłaszcza, że nigdy nie używam wiatraka który dzisiaj był niezbędny, płuca też ostatnio nie działają najlepiej. Mimo tylu przeszkód przystąpiłem do treningu i walczyłem do końca z przeciwnościami. Na rozgrzewce czułem się jeszcze komfortowo. Za krótko się rozgrzewałem i przez to szybko tętno skoczyło do góry po zwiększeniu obciążenia. Pierwsze 12 minut na progu jeszcze nie wyglądało źle ale tlenu brakowało, nie byłem w stanie dostarczyć odpowiedniej ilości do mięśni, zacząłem się zakwaszać mimo jazdy na progu. Przed odpoczynkiem zeskoczyłem z roweru i uchyliłem drzwi garażu, to był błąd bo nie mogłem wskoczyć na obroty, nogi nie chciały współpracować. Czas odpoczynku był zbyt krótki i w ogóle się nie zregenerowałem, potwierdziły to kosmiczne wartości tętna. Drugie powtórzenie na progu wchodziło już z większym trudem, wciąż brakowało tlenu a poziom kwasu mlekowego w mięśniach rósł. Znowu zaraz po zejściu z obciążenia zwiększyłem dostęp świeżego powietrza otwierając drzwi do połowy. Podczas trzeciej tempówki już stawałem na rzęsach i z największym trudem przetrwałem 12 minut. Ostatecznie otworzyłem drzwi garażu całkowicie, w tym momencie znowu było oberwanie chmury. Zgodnie z rozpiską miałem rozpocząć 4 powtórzenie. Tak też zrobiłem ale po 4 minutach odcięło mnie i musiałem odpuścić, później zrobiłem jeszcze trzy powtórzenia, każde krótsze o minutę. Tak się ujechałem, że miałem problem z utrzymaniem się na rowerze, o trzymaniu równej kadencji i mocy nie było mowy. Zmusiłem się do kilku minut jazdy w 1 strefie. Nie pamiętam treningu który by mnie tak sponiewierał, był bardzo intensywny i mocniejszy niż wiele wyścigów jakie przejechałem wiec do końca zaskoczony nie jestem tym, że pękłem. Podczas kolejnych ewentualnych sesji n trenażerze postaram się nie popełnić tych samych błędów i nie robić już takich intensywności zwłaszcza popołudniami gdy jestem zmęczony po pracy.





Trenażer 62
Środa, 6 maja 2020 Kategoria Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:28 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 141( 72%) |
| Kalorie: | 1022kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Warunki atmosferyczne dzisiaj nie zachęcały do wyjścia z domu. Wieczorem się niby wypogodziło, ale było zimno, mokro i wietrznie, w takich warunkach nie jestem w stanie zrobić efektywnego treningu wiec zdecydowałem się skorzystać z trenażera. Wystarczyło tylko przełożyć miernik mocy do drugiego roweru który od miesiąca stoi wpięty w trenażer. Nie udało się za pierwszym razem zamontować dobrze pomiaru, kalibracja niby wychodziła ale siła z jaką były przykręcone pedały nie była taka sama. Ostatecznie z lewej strony dałem podkładkę i udało się dobrze dokręcić. Cały manewr zajął mi 10 minut czyli więcej niż zwykle ale nie miało to żadnego znaczenia. Przed treningiem nic nie jadłem a na czas treningu przygotowałem w sumie 120 gram węglowodanów, przyjęcie całej dawki dałoby 80 g/h co jest jak dla mnie rekordowym wynikiem. Miałem pewne obawy przed treningiem ale wszystkie szybko się rozwiały. Odzwyczaiłem się już od jazdy w zamkniętym pomieszczeniu, z reguły nie korzystam w takich sytuacjach z wiatraka a ten trening miał być konkretny i spodziewałem się dużej ilości potu. Na rozgrzewce noga kręciła już dobrze i nawet mocne przepalenia nie były potrzebne ale nie zrezygnowałem z nich. Dwie serie tradycyjnych schodków poszły jak z płatka. W dalszej części miałem robić kolejne schodki, zaczynając od FTP, przez 5 strefę do 6 strefy. Jak na pierwszy raz zastosowałem dwie długości odcinków, pierwsze dwa były 2 minutowe a 3 trwał minutę. O dziwo nie miałem żadnych problemów z doborem przełożenia i od razu ruszyłem z odpowiednią mocą. Szło całkiem nieźle, płynnie przeskoczyłem o 30 Wat w górę a następnie zwiększyłem kadencję by jechać w 6 strefie. Spodziewałem się 20 Wat mniej ale bez problemu utrzymałem około 400 Wat. Uzyskane wyniki w pierwszej serii uznałem za miarodajne i trzymałem się nich w kolejnych. Regularnie po każdej serii przyjmowałem dokładnie 13 gram węglowodanów. Moc towarzyszyła mi do końca, dopiero kończąc ostatni mocny akcent w 6 strefie czułem, że nogi są już zmęczone. Rozkręciłem je dobrze na kadencji i po niecałych 90 minutach zszedłem z roweru. Mocny trening został w nogach, ponad 100 gram węglowodanów pomogło utrzymać założoną moc do końca. Ostatnio zaniedbałem trochę temat żywienia ale wracam już na właściwe tory i od razu mocy w nogach jest więcej. Jutro znowu trochę luzu a później trzy dni kończące kolejny cykl treningowy. 





Trenażer 60
Sobota, 18 kwietnia 2020 Kategoria Kwarantanna, Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:50 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 142142 ( 72%) | HRavg | 129( 66%) |
| Kalorie: | 1297kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po testach należał się odpoczynek a konkretnie luźny trening. Wybrałem kolejną nieznaną trasę w aplikacji i jazda. Mimo dobrej pogody zdecydowałem się na pozostanie w garażu ale otwarte drzwi miały zapewnić dostęp świeżego powietrza wiec warunki były prawie takie jak a zewnątrz.
Początek jazdy był ciężki, z każdą minutą kręciło się jednak coraz lepiej i po 20 minutach noga zaczęła podawać jak powinna. Nie miałem konkretnego planu na jazdę i postanowiłem poćwiczyć zmienną kadencje. Po 25 minutach jazdy na dosyć twardym obrocie i w 2 strefie mocy przypadało 5 minut na wysokiej kadencji i 1 strefie mocy. Udało się zrobić trzy takie serie. Na koniec skróciłem trochę jazdę bo miałem taką potrzebę. Dobra jazda przed jutrzejszym sprawdzianem na tle innych osób. Nigdy nie ścigałem się wirtualnie i 90 minut w tempie wyścigowym powinno być w sam raz jak na pierwszy raz. Przepalenie nogi dobrze mi zrobi zwłaszcza, że dzisiaj miałem być po pierwszym wyścigu o górskim profilu trasy, lepszej nogi bym na niego nie przygotował a dyspozycja rośnie z każdym tygodniem i w jakiś sposób trzeba się sprawdzić a bezproblemowo jeździć będzie można dopiero od poniedziałku i wtedy wdrażam plan B na sezon bo nawet jak będą wyścigi to przy takim zapotrzebowaniu na starty jakie będzie nie będę miał tam czego szukać.


Początek jazdy był ciężki, z każdą minutą kręciło się jednak coraz lepiej i po 20 minutach noga zaczęła podawać jak powinna. Nie miałem konkretnego planu na jazdę i postanowiłem poćwiczyć zmienną kadencje. Po 25 minutach jazdy na dosyć twardym obrocie i w 2 strefie mocy przypadało 5 minut na wysokiej kadencji i 1 strefie mocy. Udało się zrobić trzy takie serie. Na koniec skróciłem trochę jazdę bo miałem taką potrzebę. Dobra jazda przed jutrzejszym sprawdzianem na tle innych osób. Nigdy nie ścigałem się wirtualnie i 90 minut w tempie wyścigowym powinno być w sam raz jak na pierwszy raz. Przepalenie nogi dobrze mi zrobi zwłaszcza, że dzisiaj miałem być po pierwszym wyścigu o górskim profilu trasy, lepszej nogi bym na niego nie przygotował a dyspozycja rośnie z każdym tygodniem i w jakiś sposób trzeba się sprawdzić a bezproblemowo jeździć będzie można dopiero od poniedziałku i wtedy wdrażam plan B na sezon bo nawet jak będą wyścigi to przy takim zapotrzebowaniu na starty jakie będzie nie będę miał tam czego szukać.


Trenażer 59
Piątek, 17 kwietnia 2020 Kategoria Czasówka Testowa, Kwarantanna, Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:07 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 187187 ( 95%) | HRavg | 145( 74%) |
| Kalorie: | 804kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Drugi, ważniejszy test zaliczony. Po wczorajszym wyciągnąłem wnioski i dużo bardziej przyłożyłem się do regeneracji. Czułem się lepiej ale tętno wciąż było podwyższone ale nie przejąłem się tym faktem bo od tętna niewiele zależy, liczy się głowa i nogi a te były dzisiaj w dobrej formie. Rozgrzewka przebiegała spokojnie, do momentu w którym zorientowałem się, że butelka wody została w miejscu do którego nie byłem w stanie sięgnąć podczas jazdy i musiałem zejść na moment. W momencie rozpoczęcia testu nie byłem chyba odpowiednio rozgrzany, dosyć długo szukałem optymalnego przełożenia, ruszyłem z niezłego poziomu który mimo wszystko udawało się utrzymywać. W momencie w którym zwykle zaczynało się dłużyć i każda minuta dłużyła się strasznie złapałem wreszcie rytm i ostatnie 8 minut testu wyglądało już bardzo dobrze. Głowa była spokojna, nie musiałem odliczać czasu do końca a noga podawała, bałem się zwiększać tempo aby nie zaburzyć równowagi i trzymałem cały czas moc w okolicy 340 Wat. W ostatniej minucie przyśpieszałem i udało się nawet fajnie zafiniszować. Test wyglądał znów książkowo, nie zacząłem zbyt mocno, cały czas byłem w stanie utrzymywać narzucone tempo, mogłem dołożyć w końcówce ale bałem się, że mnie odetnie i nie dojadę testu do końca. Tą różnice udało się wyrównać dobrym sprintem i wzrastającą mocą w czasie ostatniej minuty. Na ten moment nie stać mnie na więcej ale wciąż mam rezerwy które przy odpowiednim treningu powinno udać się wydobyć. Jest lepiej niż wiosną 2018 i 2019 roku i o to mi chodziło. Lepsze wyniki na testach miałem tylko w czerwcu, do najlepszych pewnie brakuje ale najlepszym wyznacznikiem jest poziom jaki prezentowałem w zeszłym roku gdy radziłem sobie najlepiej a generowana moc to potwierdzała. Po teście nie musiałem przerywać jazdy ale zminimalizowałem moc i ponad 15 minut luźno kręciłem obserwując spadek tętna. Podczas testu tętno skoczyło do 187, takiej wartości nie widziałem już dawno. Strefy tętna też się zmieniły ale według nich już dawno nie trenuje i jest to raczej dodatek do treningu niż coś kluczowego. Po dwóch dniach testów pora na trochę luzu a w niedzielę chciałbym się sprawdzić w wirtualnym wyścigu, jeszcze nie wiem czy będzie to pagórkowata trasa czy jeden podjazd.



Trenażer 58
Czwartek, 16 kwietnia 2020 Kategoria Czasówka Testowa, Kwarantanna, Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:15 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 141( 72%) |
| Kalorie: | 814kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Człowiek czeka na testy, odpoczywa, przygotowuje się do nich technicznie a później coś idzie nie tak i dyspozycja dnia jest najgorsza od wielu dni a nawet tygodni. Tak właśnie było dzisiaj, od rana nie czułem się najlepiej ale mimo to zdecydowałem się na test który nie był niczym innym jak jedną wielką męczarnią. Siadając na trenażer moje tętno było wyższe niż zwykle o 30 uderzeń co mi się dawno nie zdarzyło. Mogłem już nie zaczynać nawet treningu i poczekać na lepszy dzień ale tak dawno się nie testowałem, że dłużej zwlekać już nie chciałem. Pomyślałem, raz się żyje i ruszyłem. Rozgrzewka dłużyła się strasznie, przy pierwszym przelaniu nogi już czułem pieczenie mięśni. Drugie i trzecie wyglądały podobnie, rozgrzewka mnie zmęczyła a właściwy test dopiero był przede mną. Czas próby zbliżał się nieubłaganie. Dla własnego bezpieczeństwa dobrałem dosyć twardy bieg aby kadencja nie była zbyt wysoka i tętno nie wyskoczyło poza dopuszczalne normy. Jechałem cały czas równo mocno, czas powoli biegł. Po 4 minutach stopniowo zwiększałem tempo i na końcu dałem z siebie już maksa, próba wyszła książkowo ale dokładnego wyniku nie znałem, lub nie chciałem znać. Nogi były tak ujechane, że jechałem na bardzo niskiej mocy przez kilka minut i nie byłem w stanie się zregenerować przed kolejną próbą. Puls dalej był szalenie wysoki a moc niższa już być nie mogła bo musiałabym zmniejszyć docisk rolki do opony. Zmotywowany przystąpiłem do próby 1 minutowej. Nigdy tego nie lubiłem a moje wyniki były przeciętne lub słabe. Ruszyłem dosyć mocno i miałem tylko utrzymać to tempo. Przez 40 sekund się udawało a później czułem wyraźny dyskomfort i musiałem zwiększyć kadencje. Zluzowanie obciążenia i zwiększenie kadencji oznaczało spadek mocy, udało się utrzymać równy poziom przez ostatnie 10 sekund. Wynik wyszedł w sumie niezły. Na tym etapie mogłem skończyć test ale nie dałoby mi spokoju gdybym chociaż nie spróbował sprawdzić się w sprincie. Pierwsza próba poprzedzona złym doborem przełożenia skończyła się nagłym odcięciem mocy w nogach spowodowanej bardzo wysoką kadencją której nie byłem w stanie utrzymać i po 10 sekundach spasowałem. Po krótkiej przerwie podszedłem do sprintu drugi raz. Dobrałem lepsze przełożenie, osiągnąłem po kilku sekundach moc którą byłbym w stanie utrzymać przez 15 sekund bo rytm mi pasował ale zapomniałem o luźnym bloku który się wypiął i po sprincie. Kolejne próby nie miały sensu i ograniczyłem się do prawie 20 minutowej jazdy na minimalnej mocy i kadencji około 95. Mimo fatalnego samopoczucia wyniki dwóch udanych prób wyszły bardzo dobre, zbliżone do życiowych. Jutro ważniejsza próba czyli test 20 minutowy. Może dyspozycja będzie lepsza a jazda nie będzie męczarnią. Jedyny plus tej sytuacji jest taki, że potrafiłem zagiąć się na maksa i wyznaczone moce są adekwatne do moich obecnych możliwości. Sprinterem nigdy nie byłem i dlatego te krótkie zrywy traktuje zawsze z przymrużeniem oka. Najważniejsza dla mnie jest próba 5 minutowa, wynik wyszedł bardzo dobry a rezerwy są wciąż i przekroczenie 400 Wat to tylko kwestia czasu a dokładnie rozsądnego treningu.



Trenażer 57
Wtorek, 14 kwietnia 2020 Kategoria Kwarantanna, Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:35 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 146146 ( 74%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 1102kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Nie planowałem dzisiaj żadnego wyjścia z domu a gdyby było inaczej to i tak musiałbym raczej zrezygnować. Przed bramą ponad 2 godziny stał radiowóz i wyglądało jakby na kogoś czekał. Nie interesowałem się tym widziałem tylko jak się zatrzymuje i odjeżdża a w międzyczasie zerkając przez okno widziałem co jakiś czas tworzące się zatory na wysokości okna mojego pokoju. Pogoda nie zachęcała do wyjścia na dwór, w ciągu kilku godzin były aż 3 śnieżyce a temperatura nie przekroczyła 5 stopni. Po 12 zdecydowałem się na trening w garażu. Wybrałem kolejną ciekawą trasę z zamiarem jazdy symulacyjnej. Zapomniałem o wypinającym się bloku i przypominałem sobie przed samym treningiem. Wziąłem drugą parę butów z mniej zużytymi blokami które nie wypinają się podczas jazdy. Znowu musiałem trenować w zamkniętym pomieszczeniu. Kilka dni bez dopływu świeżego powietrza jakoś da się wytrzymać. Nie czułem się zbyt dobrze, głowa była gdzie indziej i w takich warunkach ciężko się skupić na treningu. Podobnie jak w poniedziałek liczyłem na spalenie zbędnych kalorii. Zaplanowana wcześniej symulacja trasy okazała się trudna do realizacji. Nie nadążyłem zmieniać przełożeń i oporu i zazwyczaj robiłem to za późno. Jazda była strasznie szarpana, po raz kolejny przekonałem się, że strefy treningowe są już nieaktualne bo często wchodziłem do 3 strefy mocy a czułem się jakbym jechał na granicy regeneracji i tlenu. Trasa była ciekawa i żałowałem, że tak szybko się skończyła. Z drugiej strony lepiej nie przesadzać, w czwartek muszę być wypoczęty aby testy wyszły poprawnie. Na razie nie mam problemów z motywacją i jestem gotowy na dalsze treningi w domu. Im dłużej wytrzymam tym większą przyjemność sprawiać będą późniejsze szosowe treningi a zwłaszcza jazda po górach za którą tęsknię najbardziej.



Trenażer 56
Poniedziałek, 13 kwietnia 2020 Kategoria Kwarantanna, Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:26 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 118118 ( 60%) | HRavg | 108( 55%) |
| Kalorie: | 809kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po prawie dwóch dniach spędzonych w domu, bez żadnego ruchu waga poszła do góry ale w granicach rozsądku. Dawno nie jechałem w tempie regeneracyjnym które najlepiej służy spalaniu zbędnych kilogramów. Baza tras na Rouvy jest obszerna i stale wybieram nowe trasy które być może przejadę wirtualnie. Tym razem wybór padł na inny typ trasy, trasa prowadziła praktycznie cały czas bocznymi drogami, ścieżkami rowerowymi i szlakami a droga w większości lekko opadała w dół. Zakładałem godzinną jazdę ale stwierdziłem, ze warto przejechać całą trasę. Warunki do trenowania trochę utrudnione, po raz pierwszy od dawna musiałem trenować w zamkniętym pomieszczeniu, ze względu na wybitnie niesprzyjające warunki na zewnątrz uniemożliwiające nawet uchylenie drzwi garażu. Wielkiego znaczenia dla mnie to nie miało bo nie miałem w planie żadnych mocnych harcy. Przed treningiem aktualizowałem aplikacje bo nie chciała już łączyć się z wszystkimi trasami i musiałem na nowo podłączyć czujniki. Miałem z tym problem i dopiero po paru minutach się zorientowałem, że nie mam dostępu do Internetu i dopiero po podłączeniu do sieci skonfigurowałem ustawienia. Nic już nie stało na przeszkodzie wic ruszyłem, miałem problem z wpięciem lewej nogi a winny wszystkiemu był wytarty już blok który nie trzymał już tak dobrze jak powinien. Nie miało to dzisiaj znaczenia i nie zwracałem na to uwagi. Żeby jazda nie była nudna i nie dłużyła się postanowiłem zmieniać co 5 minut kadencje z jaką kręciłem. Wymagało to częstego używania manetek i zmiany przełożeń ale dzięki temu czas szybciej leciał. Noga mimo wszystko nie była zła i podawała bardzo dobrze. Zabrałem mało jedzenia ale piłem regularnie i nie było potrzeby częstszego uzupełniania energii. Znowu nie naładowałem telefonu przed treningiem i kończyłem go już na oparach baterii. Dzięki tej jeździe waga nieco spadła i do poziomu sprzed „Świąt” nie brakowało już dużo.


Trenażer 55
Sobota, 11 kwietnia 2020 Kategoria Kwarantanna, Trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:32 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 166166 ( 85%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 2006kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Ostatni przedświąteczny trening, tradycyjnie wymagający i intensywny. Dopiero po zrobieniu wszystkich ważniejszych czynności i zjedzeniu solidnego obiadu mogłem bez wyrzutów sumienia przystąpić do treningu. Wybrałem bardzo wymagającą trasę na Rouvy i wiedziałem, że nie przejadę jej w wyznaczonym czasie wiec obrałem za cel dotarcie na szczyt drugiej przełęczy na trasie. Przy okazji zdecydowałem się wreszcie na test spodenek które nabyłem jakiś czas temu. Już po kilkunastu sekundach jazdy wiedziałem, że nogi nie są takie jak np. w czwartek i nie będzie zbyt łatwo. Rozgrzewka szybko przeleciała i nastąpiło pierwsze przepalenie nogi i szukanie optymalnego przełożenia co zwykle sprawia mi dużo problemów. Jakoś udało się w miarę równo jechać przez 5 minut ale dopiero po tym czasie zorientowałem się, że powtórzenia mają być na dużo niższej kadencji i na nowo będę musiał szukać przełożenia. Po 25 minutach grzania nogi zwiększyłem dosyć wyraźnie opór i wrzuciłem twarde przełożenie. Trzymanie równej mocy nie było problemem, gorzej z kadencją, nienawidzę twardej jazdy, zwłaszcza na dłuższych odcinkach, zupełnie się od tego odzwyczaiłem i zamiast czuć moc pod nogą męczyłem się przez 16 minut. Później próbowałem rozkręcić nogę na wysokiej kadencji ale nic to nie dało i drugie powtórzenie na niskiej kadencji to jeszcze większa męczarnia. Przy trzecim już nie wytrzymałem i po około 10 minutach zwiększyłem kadencje. Moc bez problemu utrzymałem ale na twardym obrocie nie byłem w stanie wytrzymać do końca powtórzenia. Później wróciłem do „swojej” kadencji rzędu 90-95. Wole bardziej obciążyć serce i mieć wyższy puls niż męczyć się z niską kadencją. Dla mnie jest to zamulanie a nie jazda. Po powtórzeniach byłem na początku podjazdu na drugą i ostatnią przełęcz na trasie. Miałem jeszcze siły i dlatego kontynuowałem trening. Po 30 minutach trzymania wysokiej drugiej strefy rozpocząłem wychładzać organizm. Mając za sobą 2,5 godziny jazdy byłem niedaleko szczytu i jeszcze prawie 2 minuty musiałem dołożyć. Na zjeździe zakończyłem trening. Do końca trasy zostało jeszcze 13 kilometrów. Trasa była wymagająca i liczby to potwierdzają, na niecałych 50 kilometrach było do pokonania ponad 2000 metrów w pionie. Osiągnięte TSS idealnie zamknęły 3 tygodniowy cykl treningowy. Teraz czas na chwile oddechu i testy mocy. Strefy na pewno są już nieaktualne i widzę to po danych z ostatnich 2 tygodni.




Trenażer 54
Czwartek, 9 kwietnia 2020 Kategoria Trenażer, Kwarantanna
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:12 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 173173 ( 88%) | HRavg | 143( 73%) |
| Kalorie: | 1744kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Dzisiaj znowu musiałem wyjść z domu. To był przymus ponieważ już jutro nie miałbym czego do garnka włożyć, niektórym się to nie podobało, zwłaszcza to, że pod sklepem pojawiłem się zamaskowany i ubrany jakby na dworze było 10 stopni mniej. Niewiele potrzeba aby zostać przewianym i zachorować, zachowuje jak najwięcej środków bezpieczeństwa. Mało brakowało abym włączył się w ostrą dyskusje z jakimś dziadkiem który pilnie potrzebował zrobić zakupy i nie liczył się z tym, że jest kolejka. Pomijam fakt, że godzinę wcześniej miał prawo zrobić zakupy a ja nie. Wszedłem do sklepu, kupiłem co trzeba i już mnie nie było. Byłem jedyny przy kasie a osoby które weszły przede mną wciąż były na sklepie. Wracając trafiłem na korek i patrol policyjny ale bezpiecznie przejechałem. Gdyby nie to, że bez jedzenia nie da się długo przeżyć to najchętniej zostałbym w domu bo nawet na zakupach i w drodze do sklepu nie czuje się bezpieczny Niektórzy może uważają mnie za wariata i kogoś kto ma nie po kolei w głowie ale zobaczymy za kilka tygodni czyje podejście było lepsze, moje czy osób które nie liczą się z żadnymi ograniczeniami i zamiast martwić się o swój i swoich bliskich byt i bezpieczeństwo myślą o przyjemnościach bez których da się przeżyć zwłaszcza w tak trudnym dla wszystkich czasie.
Po powrocie ze sklepu powoli przygotowywałem się do treningu na który zarezerwowałem 150 minut. Później miałem jeszcze sporo rzeczy do zrobienia wiec szybko się zebrałem i przed 13:30 już siedziałem na rowerze wpiętym w trenażer. Nogi znowu były podmęczone i ciężko się kręciło. Na rozgrzewkę poświeciłem więcej czasu. Zwykle przed startem sezonu wyścigowego robię kilka treningów z mocnymi akcentami. Jeden z takich treningów nastąpił dzisiaj. W tym celu wybrałem trasę zeszłorocznego wyścigu Tatra Road Race na dystansie Hard czyli z pominięciem jednego z najlepszych podjazdów w tamtym rejonie czyli Pitoniówki. Nie jechałem całej trasy na maksa i dlatego rozgrzewkę zrobiłem już na trasie. Po pierwszym podjeździe miałem ponad 5 minut starty do wirtualnego przeciwnika jadącego około 70 miejsca OPEN. Na zjeździe nie odpuściłem całkowicie ale aby nie powiększać start to musiałem jechać bardzo mocno. Pierwszy zryw nastąpił na drugim podjeździe na trasie w Ostryszu. Nie pamiętałem dokładnie jak wygląda ten podjazd i jak jest długi i tempo jakie rozwinąłem mogło być mocniejsze. Po około 2 minutach podjazd się skończył i wykorzystałem to na złapanie oddechu przed kolejnym krótkim podjazdem – Zoki. Byłem pewny, że podjazd jest dłuższy niż poprzedni, późno się zebrałem i trzymając słabszą moc pokonałem podjazd w podobnym czasie a samej mocnej jazdy było około 2 minuty. Przed kolejnym podjazdem czekał mnie dosyć długi zjazd na którym nie forsowałem tempa. Podjazd też odpuściłem, tempo rosło stopniowo ale ostatecznie nie doszedłem nawet do progu FTP. Solidnie przepaliłem nogę na Bachledówce, noga zapiekła i o to mi chodziło. Później znów jechałem lżej, poniżej progu FTP na kolejnym podjeździe. Druga, naszpikowana podjazdami część trasy dała mi w kość, zupełnie inaczej podjeżdża się wirtualnie niż w rzeczywistości, podjazdy mnie bolą. Na kolejnym podjeździe dojechałem do wirtualnego przeciwnika do którego traciłem cały czas kilka minut. Na wypłaszczeniu i zjeździe znowu straciłem, zjazdy i wypłaszczenia w luźnym tempie nie służą szybkiemu pokonaniu trasy. Kolejny mocny akcent nastąpił na kolejnym podjeździe. Bałem się odcięcia wiec nie jechałem na maksa. Do mety pozostał już tylko jeden podjazd przed którym nastąpił bardzo krótki zjazd na którym nie dało się odpocząć. Maksymalnie przedłużyłem czas luźnej jazdy i ostatnie 4 kilometry pojechałem znowu mocno, w okolicy progu. Czułem jeszcze zapas mocy wiec na końcu podjazdu próbowałem zafiniszować, trenażer i przełożenie roweru nie pozwoliły na zbyt wiele i taki finisz jest po prostu słaby. Zjazd i odcinek dojazdowy do mety odpuściłem. Z prawie 2 minutowej przewagi nad wirtualnym przeciwnikiem zrobiły się ponad 2 minuty straty na mecie. Taka jazda dałaby około 80 miejsce OPEN na wyścigu, sporo traciłem na zjazdach, wypłaszczeniach, początku czy końcówce, na podjazdach zyskiwałem całkiem sporo ale nie tyle aby zniwelować straty na zjeździe. Potrzebowałem takiego przepalenia nogi, do formy jeszcze brakuje ale jest nieźle. Po treningu nogi były jeszcze bardziej zmęczone i dzień przerwy od roweru dobrze mi zrobi przed ostatnim treningiem w cyklu.

Po powrocie ze sklepu powoli przygotowywałem się do treningu na który zarezerwowałem 150 minut. Później miałem jeszcze sporo rzeczy do zrobienia wiec szybko się zebrałem i przed 13:30 już siedziałem na rowerze wpiętym w trenażer. Nogi znowu były podmęczone i ciężko się kręciło. Na rozgrzewkę poświeciłem więcej czasu. Zwykle przed startem sezonu wyścigowego robię kilka treningów z mocnymi akcentami. Jeden z takich treningów nastąpił dzisiaj. W tym celu wybrałem trasę zeszłorocznego wyścigu Tatra Road Race na dystansie Hard czyli z pominięciem jednego z najlepszych podjazdów w tamtym rejonie czyli Pitoniówki. Nie jechałem całej trasy na maksa i dlatego rozgrzewkę zrobiłem już na trasie. Po pierwszym podjeździe miałem ponad 5 minut starty do wirtualnego przeciwnika jadącego około 70 miejsca OPEN. Na zjeździe nie odpuściłem całkowicie ale aby nie powiększać start to musiałem jechać bardzo mocno. Pierwszy zryw nastąpił na drugim podjeździe na trasie w Ostryszu. Nie pamiętałem dokładnie jak wygląda ten podjazd i jak jest długi i tempo jakie rozwinąłem mogło być mocniejsze. Po około 2 minutach podjazd się skończył i wykorzystałem to na złapanie oddechu przed kolejnym krótkim podjazdem – Zoki. Byłem pewny, że podjazd jest dłuższy niż poprzedni, późno się zebrałem i trzymając słabszą moc pokonałem podjazd w podobnym czasie a samej mocnej jazdy było około 2 minuty. Przed kolejnym podjazdem czekał mnie dosyć długi zjazd na którym nie forsowałem tempa. Podjazd też odpuściłem, tempo rosło stopniowo ale ostatecznie nie doszedłem nawet do progu FTP. Solidnie przepaliłem nogę na Bachledówce, noga zapiekła i o to mi chodziło. Później znów jechałem lżej, poniżej progu FTP na kolejnym podjeździe. Druga, naszpikowana podjazdami część trasy dała mi w kość, zupełnie inaczej podjeżdża się wirtualnie niż w rzeczywistości, podjazdy mnie bolą. Na kolejnym podjeździe dojechałem do wirtualnego przeciwnika do którego traciłem cały czas kilka minut. Na wypłaszczeniu i zjeździe znowu straciłem, zjazdy i wypłaszczenia w luźnym tempie nie służą szybkiemu pokonaniu trasy. Kolejny mocny akcent nastąpił na kolejnym podjeździe. Bałem się odcięcia wiec nie jechałem na maksa. Do mety pozostał już tylko jeden podjazd przed którym nastąpił bardzo krótki zjazd na którym nie dało się odpocząć. Maksymalnie przedłużyłem czas luźnej jazdy i ostatnie 4 kilometry pojechałem znowu mocno, w okolicy progu. Czułem jeszcze zapas mocy wiec na końcu podjazdu próbowałem zafiniszować, trenażer i przełożenie roweru nie pozwoliły na zbyt wiele i taki finisz jest po prostu słaby. Zjazd i odcinek dojazdowy do mety odpuściłem. Z prawie 2 minutowej przewagi nad wirtualnym przeciwnikiem zrobiły się ponad 2 minuty straty na mecie. Taka jazda dałaby około 80 miejsce OPEN na wyścigu, sporo traciłem na zjazdach, wypłaszczeniach, początku czy końcówce, na podjazdach zyskiwałem całkiem sporo ale nie tyle aby zniwelować straty na zjeździe. Potrzebowałem takiego przepalenia nogi, do formy jeszcze brakuje ale jest nieźle. Po treningu nogi były jeszcze bardziej zmęczone i dzień przerwy od roweru dobrze mi zrobi przed ostatnim treningiem w cyklu.









