Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Podsumowanie 33 tygodnia 2020

Niedziela, 30 sierpnia 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Najbardziej intensywny tydzień od czerwca. Sporo czasu poświeciłem na trening ale brakowało go na inne w tym ważne sprawy. Moja dyspozycja przypominała sinusoidę. Po lepszym dniu następował słabszy i tak chronologicznie przez kilka kolejnych dni. Nie wiem dlaczego tak się działo, wcześniej zazwyczaj słabszy okres trwał kilka dni i następował po nim lepszy, była stabilizacja. Idąc tym tropem nie wiem czego spodziewać się za kilka dni a wciąż mam po co trenować. Udało się zaliczyć bardzo trudną trasę najeżoną trudnymi podjazdami oraz kilka wymagających treningów. Forma lepsza niż kilka tygodni temu co również można zaliczyć do plusów. Nagromadzone zaległości może uda się szybko nadrobić. Kolejny raz nie udało się pogodzić wszystkich spraw ale chcąc wszystko zrobić dobrze ciężko jest idealnie rozplanować czas zwłaszcza jak cały czas zdarzają się nieprzewidziane sytuacje. Jak kiedyś znowu będzie podobna sytuacja to z czegoś będę musiał zrezygnować i być może będzie to trening i przygotowanie do coraz bardziej niebezpiecznych wyścigów.
  • 1.Waga w ostatnim tygodniu:

Brak dużych zmian jest niewątpliwym plusem, w poprzednich latach było z tym różnie.
  • 2.Obciążenie treningowe:

Wzrost obciążenie treningowego, liczby TSS spowodował zmiany ATL, CTL i TSB. Dwie pierwsze poszły do góry a TSB znów spadło poniżej zera. Na razie nie odczuwam zmęczenia na jakie wskazują wartości tego parametru.
  • 3.Najlepsze moce:

Brak dobrych mocy jeszcze o niczym nie świadczy. W ostatnim tygodniu treningi opierałem głównie na powtórzeniach, każda z osiągniętych mocy daleka jest od życiowej ale na tym etapie sezonu i przy tym na czym się skupiałem te wartości nie wyszły najgorsze.
  • 4.Intensywność treningów:

Duża różnorodność treningów znalazła swoje odzwierciedlenie w wartościach parametrów. Tak naprawdę każdy trening był inny, od jazdy regeneracyjnej, przez tlenową, spokojny i mocny trening grupowy po wymagającą jazdę w górach czy powtórzenia na Vo2Max. Suche dane niewiele mówią ale na ich podstawie idzie wyciągnąć masę wniosków. Zrobiłem kawał dobrej roboty której efekty widoczne będą za kilkanaście dni.
  • 5.Dane liczbowe:

  • Czas w strefach:

  • Dane szczegółowe:

  • 6.Podjazdy:

Spora ilość podjazdów ale żadnego rekordu.
  • 7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Ostatni tydzień z planem treningowym. Postanowiłem wprowadzić pewne zmiany i przynajmniej jeden nowy trening. 

Trening 106

Niedziela, 30 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, 100-200
Km: 136.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:48 km/h: 23.45
Pr. maks.: 66.00 Temperatura: 3922.0°C HRmax: 178178 ( 91%) HRavg 139( 71%)
Kalorie: 22kcal Podjazdy: 3500m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo wymagający trening. Tą trasę planowałem już dawno, miałem kilka nieudanych podejść ale w końcu musiało się udać. Nocna burza i deszcz nie były w stanie przeszkodzić i wyjechałem co prawda z opóźnieniem ale zaplanowanym szlakiem. Na trasie znajdowało się 7 podjazdów w tym kilka bardzo trudnych i 3 krótkie ścianki. W sumie prawie 3500 metrów w pionie na około 135 kilometrach, było gdzie dołożyć dystansu i przewyższenia ale nie zdecydowałem się na taki krok. Jak wyjeżdżałem to było chłodno, pochmurno a drogi były mokre, z każdą chwilą miało być ładniej i cieplej wiec nie brałem dodatkowych warstw ubrań i na początku nie było zbyt komfortowo. Po chwili miałem brudny rower, ciuchy, buty itp. Jak na porę dnia to na drogach i chodnikach było tłoczno, zwykle w niedziele lubiłem jeździć wcześnie rano ze względu na puste drogi. Na kilku skrzyżowaniach musiałem swoje odstać ale mimo to sprawnie wyjechałem z Bielska. Remonty w obrębie ulicy Żywieckiej spowodowały, że wolałem jechać przez Bystrą. Dokładnie 30 minut zajął mi dojazd do Wilkowic gdzie zaczynał się pierwszy podjazd dnia. Dojazd do właściwej wspinaczki zajął mi dodatkowe kilka minut. Bałem się tego podjazdu a konkretnie stanu nawierzchni, przy ładnej pogodzie leży na drodze sporo kamieni a liczba dziur stale rośnie. Miał to być też prawdziwy test dla opon. Chcąc trzymać się założeń zdecydowałem się rozpocząć podjazd spokojnym tempem, tak też było, jedynie na trudniejszych fragmentach z nachyleniem ponad 15 ?wałem z siebie więcej. Dużo dało mi przełożenie 34x32, ani na moment nie musiałem wstawać z siodełka. Chciałem wjechać w około 20 minut, udało się około 50 sekund szybciej. Tak spokojnie jeszcze nigdy nie pokonałem Magurki ale dzięki temu zachowałem sporo sił na kolejne podjazdy. Zjazd jak zwykle wolny, momentami robiło się niebezpiecznie, dobrze, że było mało ludzi i mogłem skupić się tylko na sobie. Po zjeździe do Wilkowic złapałem wiatr w żagle i szybko dostałem się do Łodygowic. Odcinek wzdłuż jeziora pokonałem spokojnie, zbliżając się do Góry Żar znów czułem jakby siły odchodziły. Krótki podjazd przed Żarem niewiele mi powiedział. Najdłuższy podjazd na trasie zacząłem znów spokojnie, na trudniejszych fragmentach dociskałem. Nie czułem żadnych oznak kryzysu ale nie byłem zadowolony ze swojej dyspozycji na podjeździe. Na Górze sporo ludzi jak na wczesną porę. Na zjeździe chciałem poćwiczyć technikę, na początku musiałem coś zjeść ale później już skupiłem się na założeniach. Połowa zjazdu wyglądała dobrze a druga dużo słabiej, jest nad czym pracować. Po zjeździe znów zaliczyłem krótką ściankę, na najtrudniejszym fragmencie po raz pierwszy wstałem z siodełka, tylne koło w momencie straciło przyczepność na mokrej i śliskiej nawierzchni. Dalej jechałem już w siodle. Miałem za sobą ponad 50 kilometrów i 1400 metrów w pionie. Czułem się nieźle wiec ruszyłem w kierunku kolejnego podjazdu. Po drodze planowałem uzupełnić prawie puste już bidony. Niestety nie znalazłem otwartego sklepu. Podjazd na Łysinę rozpoczynałem z resztką picia które przyjąłem w końcówce podjazdu. Znowu nie szalałem z tempem ale szczególnie wolno nie podjeżdżałem. Na ostatniej ściance dałem z siebie nieco więcej ale w granicach rozsądku. Nie przypuszczałem, że przez najbliższe 20 minut będę walczył z kryzysem, doga prowadziła głównie w dół ale brak wody doskwierał bardzo. Zjadałem w tym czasie żela i wypiłem magnez czyli zestaw na kryzysowy moment został w momencie wyczerpany. Wiele to nie dało i słabłem do momentu aż trafiłem na otwarty sklep przed podjazdem na Kocierz. Podjąłem decyzje o odpuszczeniu Widokowej i wjeździe główną bo później czekało na mnie jeszcze kilka podjazdów w tym dwa bardzo trudne. Kupiłem dużo wody, sporo wypiłem na poczekaniu, dobrałem też jedzenia i po około 10 minutach ruszyłem w dalszą drogę. Nie umiałem się rozkręcić, męczyłem się cały podjazd próbując złapać swój rytm. Nie udało się i miałem mieszane uczucia po podjeździe. Na Kocierzy sporo samochodów i ludzi, nie zabawiałem tam długo, zjazd znowu w połowie dobry a w połowie słaby technicznie. Złożyło się na to kilka elementów, m.in. przyjmowanie jedzenia czy żwir na niektórych fragmentach zjazdu. Kolejny podjazd był krótki ale następował szybko po zjeździe z Kocierza. Podobnie jak na poprzednich krótkich sztajfach trzymałem na podjeździe moc w okolicy progu FTP. Cały czas czułem rezerwy mocy ale nie zdecydowałem się ich użyć, nie zatrzymując się zjechałem wolnym tempem w stronę Wielkiej Puszczy. Tam męczyłem się szukając żela w kieszeni i ostatecznie postanowiłem się zatrzymać. W końcu wydobyłem żela na absolutnie czarną godzinę i ruszyłem dalej. Na zjeździe do Porąbki jechałem najwolniej jak się da, na tym odcinku zostawiłem dobre 2 minuty ale przynajmniej maksymalnie zregenerowałem siły przed trzema ostatnimi podjazdami. Tam chciałem dać z siebie maksymalnie dużo. Na początek Hrobacza Łąka czyli około 2 kilometrowy ciężki podjazd. Jeżdżę tam niezwykle rzadko ale jeszcze nigdy nie podjeżdżałem mając prawie 100 kilometrów w nogach. Na początku zablokował mnie samochód, mało brakowało abym musiał się zatrzymać. Wybiło mnie to z rytmu, trochę zrezygnowany pokonywałem pierwszy fragment podjazdu, później wrzuciłem 34x32 i na tym przełożeniu jechałem resztę podjazdu, tam gdzie nachylenie spadało malała także moc, ostatecznie wjechałem jednak z dobrą mocą średnią, kadencją oraz w niezłym czasie. Znowu czułem, że nie jechałem na maksa. Tym razem nie zatrzymywałem się przed zjazdem, postanowiłem sprawdzić drogę która dochodzi do podjazdu na pierwszym łuku. Dojechałem do drogi na Żarnówkę i chwile później byłem na głównej. Minąłem niebezpieczne skrzyżowanie z ostrym skrętem w prawo, znowu brakowało wody i ostatnie tankowanie na trasie miało miejsce w Międzybrodziu przed dwoma ostatnimi podjazdami na trasie. Po prawie 110 kilometrach czułem już nogi a Nowy Świat błędów nie wybacza wiec zacząłem zachowawczo, gdy tylko zrobiło się stromo to wrzuciłem 34x32 i jechałem swoje. Bałem się wstawać z siodełka oraz wydobywać z siebie więcej mocy i trzymałem poziom jaki prezentowałem na Hrobaczej Łące. W końcówce pojawiło się więcej pieszych i musiałem kilka razy odpuszczać, jakoś dojechałem do końca w nie najgorszym czasie i od razu szukałem cienia. Zrobiło się gorąco, było południe i temperatura prawie 30 stopni. Zbyt długo jednak nie odpoczywałem i zacząłem zjazd. Ten zjazd olałem totalnie, popełniłem jeden karygodny błąd który mógł zakończyć przedwcześnie trening. Udało się bezpiecznie wyjść z opresji ale trochę strachu miałem. Ostatni podjazd to dobrze znany Przegibek. Nie należy do najtrudniejszych ale po takim wysiłku jaki miałem w nogach wydawał się dużo trudniejszy. Na ostatnich 3 kilometrach chciałem dać z siebie wszystko, oczywiście niewiele z tego wyszło, nie umiałem dobrać przełożenia pozwalającego na równą i efektywną jazdę. Na łukach musiałem zwalniać, miałem dużo szczęścia, że na każdym trafiałem na wolniej jadących rowerzystów lub kolarzy i samochody z przeciwka co nie pozwalało na wyprzedzanie. Liczyłem na czas poniżej 10 minut ale musiałem się zadowolić o 10 sekund gorszym. Mimo to byłem zadowolony, zwykle w takich warunkach, na takim dystansie ostatnie podjazdy jechałem już resztką sił a tym razem było inaczej. Najwięcej dawałem z siebie na 3 ostatnich górach. Nie było czasu na myślenie bo zaczął się zjazd, mijałem sporo kolarzy, czując już zmęczenie po ciężkiej trasie i tak wyglądałem chyba lepiej niż większość mijanych kolarzy. Zjazd znów był dobry technicznie, nie hamowałem przed łukami, dopiero w końcówce gdy pojawiło się więcej samochodów musiałem zwolnić. W mieście sporo samochodów ale jakoś przedostałem się przez newralgiczne miejsca. Na koniec dołożyłem kilka podjazdów aby przewyższenie przekroczyło 3500 metrów. Nogi już odmawiały posłuszeństwa ale nie dziwiłem się, zdecydowanie zbyt rzadko jeżdżę trasy dłuższe niż 5 godzin. Był to kolejny test przed Tatra Road Race i zaliczyłem go na 5. Myślę, że byłbym w stanie dołożyć 10-15 Wat na każdym podjeździe, dużo szybciej i lepiej zjeżdżać i przede wszystkim efektywniej pokonywać odcinki miedzy podjazdami gdzie odpuszczałem najbardziej. W końcu zaliczyłem Koronę Beskidu Małego, zwykle brakowało jednego podjazdu, najdłuższe zrobiłem na początku ale w końcówce były dwa trudne które po 100 kilometrach dały mi nieźle w kość. Takiej trasy nie da się jechać na czas, wystarczy przesadzić na początku i później braknie sił i wiary na ostatnie podjazdy. Być może to ostatni tak trudny trening w tym roku, coraz bliżej ulubiony okres roztrenowania na który czekam cierpliwie.

Trening 105

Sobota, 29 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, avg>30km\h, 50-100
Km: 59.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:53 km/h: 31.33
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 151151 ( 77%) HRavg 131( 67%)
Kalorie: 1150kcal Podjazdy: 500m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Po pierwszej roboczej sobocie w tym roku pojechałem nieco rozkręcić nogi przed niedzielą. Wybrałem bardzo łatwą trasę z długim, nudnym, płaskim odcinkiem. Wyjazd na świeżo wyczyszczonym rowerze był bardzo przyjemny, nie chciałem się męczyć ścieżką rowerową i szybko dojechałem do granicy Bielska unikając ścieżki. Udało się bez przygód i dyskusji z kierowcami. Trochę martwił mnie zmienny wiatr który mógł znacznie utrudniać jazdę na tej trasie. Pierwszy podjazd skończył się tak szybko jak zaczął i nawet go nie zauważyłem. Zjazd za to wolny, za kilkoma samochodami, kolejny szybki odcinek pokonałem w podobnym tempie jak samochody, dopiero gdy wiatr zaczął wiać w twarz straciłem dystans. Mimo wiatru jechało mi się dobrze, nie robił on na mnie wrażenia, noga podawała znów lepiej niż w piątek. Żeby było ciekawiej i trudniej zapomniałem drugiego bidonu i zabrałem za mało jedzenia. Zawsze jestem przygotowany na wizytę w sklepie wiec nie zmartwiłem się tym faktem. Wody w bidonie ubywało i z obliczeń wynikało, że zatankować będę musiał po godzinie jazdy. Na drogach nie było zbyt dużo samochodów i jedynym niebezpieczeństwem były dziury w nawierzchni na około 2 kilometrowym odcinku. Później już jazda pod dywanie. Momentami jechałem bardzo szybko, wówczas miałem problem z doborem przełożenia. Założenia treningowe udało się realizować, jechałem równym tempem z założoną mocą i kadencją. Na wjeździe do ustronia zabrakło wody i zatrzymałem się w sklepie. Kupiłem też coś do zjedzenia i ruszyłem w dalszą drogę. Na ostatnich 20 kilometrach było kilka podjazdów i tam czułem się lepiej i pewniej niż na płaskim. Zbliżając się do domu miałem ochotę na dłuższą jazdę ale czas mi nie pozwalał. Mimo wszystko był to dobry trening, może nie ilościowy ale jakościowy.

Rozjazd 30

Piątek, 28 sierpnia 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 34.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:27 km/h: 23.45
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 25.0°C HRmax: 141141 ( 72%) HRavg 117( 60%)
Kalorie: 694kcal Podjazdy: 540m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Lekki wyjazd po trzech dniach treningowych. Trasa ta sama co zwykle i cele również. Warunki na trasie znowu inne niż dzień wcześniej, nogi również pracowały gorzej. Starałem się jechać spokojnie skupiając się na technice pokonywania zakrętów czy zjazdów. Początek jazdy pod tym względem był dobry ale później zbyt dużo rzeczy mnie rozpraszało i z kilku fragmentów trasy zadowolony być nie mogę, zbyt niepewnie wchodziłem w zakręty na ulicy Gościnnej a ta droga nie jest trudna technicznie. Dużo lepiej wyglądała już jazda na kolejnych odcinkach. Dojeżdżając do najbardziej niebezpiecznego odcinka na trasie zdecydowałem się pojechać inną drogą, nigdy w tym miejscu nie widziałem tylu samochodów i na dostanie się na właściwą drogę musiałbym dłuższą chwile poczekać. Nawet sygnalizacja świetlna nie zatrzymała mnie na zbyt długo i nie straciłem za dużo czasu. Później wróciłem na utarty szlak i jechałem swoje. Bardzo sprawnie manewrowałem miedzy pieszymi do momentu jak dostałem się na ścieżkę rowerową. Tam znów sporo ludzi z hulajnogami i pieszych, gdy tylko mogłem zjechałem z traktu i dalej poruszałem się drogą. Na podjeździe nie umiałem złapać rytmu, męczyłem się praktycznie przez całe 4 kilometry. Tym razem nie zapomniałem o jedzeniu i nie musiałem nadrabiać zaległości na zjeździe. Zjazd rozpocząłem wolno ale już w pierwszy zakręt wszedłem pewnie i bez hamowania, kolejne łuki pokonywałem równie dobrze, nie dokręcając na prostych. Pierwszy raz od dawna nie użyłem hamulców i wszystkie zakręty pokonałem szybko i dobrze technicznie, dokręcając na prostych zjechałabym jeszcze szybciej ale źle nie było. Powrót do domu wyglądał podobnie jak dojazd do Przegibka, wróciłem dokładnie tą samą drogą, momentami moja jazda wyglądała dobrze technicznie a momentami słabo. Cały czas mam nad czym pracować.


Trening 104

Czwartek, 27 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 57.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:06 km/h: 27.14
Pr. maks.: 65.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 155155 ( 79%) HRavg 122( 62%)
Kalorie: 1083kcal Podjazdy: 890m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny grupowy trening, tym razem na bardziej sprzyjającej mi trasie i w spokojniejszym tempie. Znowu czas nie był moim sprzymierzeńcem i nie byłem w stanie wyjechać wcześniej wiec wyjechałem tylko z lekkim zapasem aby w przypadku jakiegoś defektu nie spóźnić się na miejsce zbiórki. Po dwóch mocnych treningach powinienem być ujechany a czułem się naprawdę nieźle, dużo lepiej niż w poprzednich dniach. Na miejsce zbiórki dojechałem w spokojnym tempie. Byłem przed czasem i chwile czekaliśmy aż dojadą wszyscy chętni na trening. Było chłodno ale byłem przygotowany na takie warunki, chmury na niebie pozwoliły twierdzić, że może padać ale żadne prognozy nie mówiły o opadach. Trochę się zastałem i nie mogłem się rozkręcić. Zanim jazda w grupie zaczęła się układać minęło trochę czasu, kilka minut wystarczyło abym złapał swój rytm. Po kilku minutach przeszyła pora na moją zmianę, jechałem podobnym tempem jak inni, w górnej granicy tego co sobie założyłem, po kilku minutach kiedy zauważyłem, że kilka osób oczekuje dużo mocniejszego tempa odpuściłem i trzy osoby swobodnie odjechały. Ja jechałem z pozostałymi, później jeszcze jedna osoba odjechała, jechałem cały czas równo, w końcówce nawet to nie wystarczyło i zostałem sam za grupą. Założenia miałem takie a nie inne i nie chciałem ich zmieniać. Na Przegibku chwila przerwy i zjazd, jechałem na tyłach grupki ale nie traciłem dystansu, zjeżdżałem przynajmniej tak samo dobrze jak inni, brak mocnego tempa na dojeździe do głównej drogi wzdłuż jezior pozwolił swobodnie utrzymać się w grupie. Tego mi brakowało dzień wcześniej. Później współpraca w grupie nie układał się już tak dobrze, próby ataków, odcinki bardzo luźnego tempa i ostatecznie grupka się podzieliła na podjeździe pod Huciska. Powrót do Bielska już w zapadających ciemnościach. Po szybko zapadającym zmierzchu widać, że jesień jest coraz bliżej. Po środowym treningu byłem nieco podłamany swoją słabością ale kolejny dzień podbudował mnie psychicznie i znowu motywacja poszła do góry.

Trening 103

Środa, 26 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 72.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:20 km/h: 30.86
Pr. maks.: 66.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 181181 ( 92%) HRavg 139( 71%)
Kalorie: 1568kcal Podjazdy: 750m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Drugi tegoroczny trening z grupą TwomarkSport. Na rozgrzewkę wyjechałem później niż zamierzałem o jakieś 20 minut. Wystarczyło to jednak aby dobrze się rozgrzać. Nie obyło się bez problemów, gdy poszedłem sprawdzić rower zauważyłem brak powietrza w tylnym kole. Szybko zmieniłem koła na aluminiowe z oponami. Byłem bardzo zmotywowany do działania i chciałem znów walczyć z własnymi słabościami a konkretnie pracować nad techniką jazdy w grupie. Na treningu zjawiło się nieco więcej osób niż ostatnim razem, warunki wietrzne były zupełnie inne niż 3 tygodnie temu. Wiało z zachodu co oznaczało szybki początek rundy. Na zjeździe zauważyłem, że łańcuch nie współpracuje z dwoma ostatnimi zębatkami na kasecie. To w połączeniu z korbą kompaktową wróżyło tylko kłopoty z utrzymaniem w grupie. Tak też było, na najszybszym fragmencie zjazdu próbowałem przybrać pozycję aero ale nie wyszło to najlepiej, szybko znalazłem się na końcu grupki. Na prostce z trudem się utrzymałem na tyle grupy, w zakręt wszedłem szybko ale później nie miałem w sobie tyle mocy aby rozkręcić rower i doskoczyć do końca grupki, najpierw traciłem metr, dwa później coraz więcej. Zagiąłem się, przez moment odległość jakby się zmniejszała ale aby nadrobić musiałbym generować około 500 Wat przez kilkadziesiąt sekund co było niemożliwe, ponad 45 km/h było sporo wolniejsze niż tempo grupy. Pogodziłem się z faktem, że dzisiaj w grupie nie pojeżdżę i zacząłem realizować założenie numer dwa czyli mocne tempo. Jechałem równo cały czas, łapałem osoby odpadające od peletonu. Przed rondem miałem poważny dylemat czy skręcić w prawo i spróbować dołączyć do peletonu gdzieś przed Rudzicą. Nie miałem w sobie motywacji bo brak przełożeń dyskwalifikował mnie z szybkiej jazdy i pewnie drugi raz bym od grupy opadł na zjeździe. Jechałem wiec dalej przyjętym tempem aż do podjazdu. Tam dawałem z siebie maksimum, po zjeździe złapałem kilka osób z peletonu ale nie czekałem na reakcje tylko jechałem dalej swoje. Drugi podjazd już poszedł mi słabiej a później walka z wiatrem. Pierwsze okrążenie przejechałem blisko 2 minuty wolniej niż w grupie. Czułem już zmęczenie ale chciałem pojechać w podobnym tempie jeszcze jedną rundę. Już zjazd i pierwszy płaski odcinek były sporo wolniejsze. Do podjazdu dojechałem w dobrym tempie i znów dałem z siebie maksimum na wzniesieniu. Po zjeździe już nie zregenerowałem się w pełni i drugi podjazd na rundzie już odpuściłem. Dogoniłem Wojtka który jechał jednak sporo wolniej i najpierw chciałem na niego czekać ale później gdy zauważyłem, że sporo traci podkręciłem tempo i w końcówce dałem z siebie wszystko. Na trzecią rundę nie starczyło już sił i czasu. Spokojnym tempem dojechałem do domu, po drodze myślałem sporo o tym, że znów się nie ułożyło, ostatnio zrobiłem krok do przodu, teraz do tyłu i kolejny znowu powinien być w dobrą stronę. Do przyszłego roku daje sobie czas na poprawę jazdy w grupie. Kiedyś w końcu musi nastąpić przełom, gdybym w to nie wierzył, nie traciłbym czasu na takie treningi i przygotowywał się tylko i wyłącznie do czasówek. Znowu wróciłem do domu ujechany, przynajmniej jeden cel został osiągnięty.

Miasto 28

Wtorek, 25 sierpnia 2020 Kategoria Miasto
Km: 90.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:55 km/h: 22.98
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 3240kcal Podjazdy: 1630m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 102

Wtorek, 25 sierpnia 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 48.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:54 km/h: 25.26
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 179179 ( 91%) HRavg 133( 68%)
Kalorie: 1181kcal Podjazdy: 1000m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy trening w nowym tygodniu. Po sobotniej wymagającej trasie byłem w stanie szybko się zregenerować. Na tapecie miałem jeden z moich ulubionych ale równocześnie bardzo wymagających treningów czyli powtórzenia w 5 strefie na podjeździe. Byłem bardzo zmotywowany i od strony fizycznej przygotowany. Liczyłem, że płuca pozwolą przyjąć więcej tlenu niż ostatnio, bałem się tylko o bezpieczeństwo na drogach i słusznie. Rozgrzewki nie udało się dokończyć. Pierwsza cześć wyglądała nieźle ale później gdy robiłem ostatnie przepalenie samochód wymusił na mnie pierwszeństwo i musiałem odpuścić 10 sekund szybciej. Wcześniej też było kilka podbramkowych sytuacji i cudem uniknąłem przynajmniej jednego bliskiego spotkania z asfaltem. Taki urok popołudniowej jazdy w pogodny dzień po mieście. W jednym kawałku dojechałem do Straconki, znowu mocno wiało a Przegibek to bardzo zależny od wiatru podjazd i gdy wieje to wydaje się, że z każdego kierunku. Ruszyłem mocno i dopiero po chwili złapałem rytm, chciałem jechać na zmiennej kadencji ale nie układało się to, odruchowo cały czas wrzucałem przełożenie pozwalające na miękką, efektywną jazdę. Cały podjazd wyprzedzałem rowerzystów i kolarzy na wszelakich rowerach, w połączeniu z samochodami było to bardzo uciążliwe ale nie wpłynęło na jakość. Pod koniec podjazdu zauważyłem coś bardzo dziwnego, zwykle po 8 minutach pierwszego podjazdu w tym tempie już czułem nogi a tym razem nic, zacząłem zachowawczo ale bałem się, że padnę po pierwszym podjeździe. Znowu zapomniałem o jedzeniu i całkowicie odpuściłem zjazd aby nadrobić zaległości. Po zjeździe tradycyjnie chwila przerwy i około 2 minuty luźnego kręcenia. Podczas drugiego podjazdu dołożyłem nieco mocy ale w końcówce na wypłaszczeniu nieco spadła wartość średnia. Podjazd pokonałem w czasie zbliżonym do rekordu. Ostatni podjazd tradycyjnie był najmocniejszy. Źle rozłożyłem siły, bardzo mocny początek, słabszy środek i mocna końcówka. Generowałem dokładnie 4 Waty więcej co przełożyło się na 4 sekundy lepszy czas. Założenia zrealizowałem, trzy dobre powtórzenia ze zmiennym rytmem. Ujechałem się nieźle ale taki był cel. Ostatni zjazd dnia również nieco odpuściłem, tym razem wszystkie łuki i zakręty pokonałem dobrze technicznie i bez zbędnego hamowania ale bez wyraźnej szybkości. Wracając do domu zmotywowałem się do mocnego sprintu. Przez 30 sekund wycisnąłem z siebie maksa. Potwierdziło to moje słabe a nawet beznadziejne możliwości sprinterskie. Później zjechałem jeszcze na lody i spokojnie wróciłem do domu.

Podsumowanie 32 tygodnia 2020

Niedziela, 23 sierpnia 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Ostatni tydzień był wymagający ale najlepszy od jakiegoś czasu. Wszystko znów zaczęło się układać, poukładałem wszystko tak aby mieć czas na efektywny trening i inne obowiązki. Wcześniej było wszystkiego za dużo i nie potrafiłem tego pogodzić. Gdy pojawiły się kolejne cele znalazłem w sobie determinację aby wrócić do podejścia jakie miałem wiosną. Nie wystartowałem w żadnych zawodach ale zaliczyłem trzy konkretne treningi, takiej serii nie miałem już dawno. Mimo drobnych kryzysów nie zauważyłem gwałtownego spadku mocy co zdarzało się kilkakrotnie przez ostatnie miesiące. Nie zrobiłem postępu w technice ani innych aspektach ale nie pojawił się też regres. Był to też pierwszy tydzień od jakiegoś czasu kiedy nie miałem problemów ze sprzętem, wyłączając padniętą baterie w mierniku mocy. Aby było ciekawiej miałem kilka różnych przygód i kolejne 20 aktywności z lat 2017-2020 zostało oflagowanych, ktoś dalej się bawi a na mnie nie robi to już wrażenia, w moich zapiskach, nogach i wspomnieniach te treningi pozostają i biorąc pod uwagę tylko ten rok udowodniłem, że czasy jakie osiągam od lat na podjazdach nie są przypadkowe. Przypadkiem można zdobyć „KOMa” na płaskim, z wiatrem ale nie pod górę. Pomijam jawne oszustwa ze stosowaniem silników czy rowerów elektrycznych. Może nie jestem lubianym wśród „kolarzy” i powszechnie uważany za „słabego” ze względu na braki w technice czy innych elementach ale predyspozycje do jazdy po górach mam, można mi zazdrościć ale nie jestem w stanie zrozumieć tego, że jak jestem niepokonany w sportowej walce to próbuje się mnie wykończyć w inny sposób. Nie prowadzę trybu życia w którym rower jest najważniejszy i dobrze mi z tym , po raz kolejny mówię, ze jak komuś się to nie podoba to proszę przestać się interesować moją osobą a bardziej zająć się sobą i zastanowić czy własne zachowanie i postawa są w porządku. Jak sytuacja się będzie powtarzać to nie zrezygnuje z dalszego trenowania tylko wszytko zostawię dla siebie, przestane prowadzić blog, wrzucać treningi na Stravę, na ten moment nie mam nic do ukrycia i wszystko staram się podawać do wiadomości publicznej. Po dogłębnej analizie ostatnią rzeczą o którą można mnie posądzić to oszustwa. Z reguły jestem człowiekiem spokojnym ale jak już się zdenerwuje to nie ma ze mną lekko.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Duża dawka treningu i spora ilość TSS wpłynęła na wzrost wartości ATL i CTL oraz spadek TSB.
3.Najlepsze wartości mocy:

Kilka mocnych jednostek treningowych wpłynęło na dobre wartości mocy ale do najlepszych brakuje sporo.
4.Intensywność treningów:

Intensywność treningów wzrosła ale dużego odzwierciedlenia w wartościach poszczególnych parametrów to nie znalazło.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Wróciłem na dobre tory, zaliczyłem 10 podjazdów i poprawiłem jeden rekord.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Kolejny wymagający tydzień. Chciałbym go zwieńczyć trasą do której przymierzam się już jakiś czas. Być może wpadnie rekordowa dzienna ilość przewyższeń.

Trening 101

Niedziela, 23 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 85.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:52 km/h: 29.65
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 25.0°C HRmax: 148148 ( 75%) HRavg 130( 66%)
Kalorie: 1747kcal Podjazdy: 900m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Spokojny trening na koniec tygodnia. Wydłużyłem jazdę do 3 godzin. Przez ostatnie dni jeździłem wyłącznie po górach, kiedyś trzeba od nich odpocząć. Nie lubię jazdy po płaskim wic pojechałem na zajeżoną pagórkami trasę jakich w okolicy da się wyznaczyć nieskończoną ilość. Wyjechałem w momencie gdy drogi były już suche. Nie zdążyłem jeszcze ruszyć a już zaczepił mnie kolarz który nie miał pompki, użyczyłem mu swoją stacjonarną aby nie męczył się małą ręczną. Po ujechaniu kilkuset metrów trafiłem na kolejnego pechowca, tym razem bez dętki, bez zastanowienia się dałem mu swoją, mając blisko do domu wróciłem się po drugą. Ten kolarz był bardziej przygotowany i miał przynajmniej pompkę i nie musiałem się zatrzymywać kolejny raz. Po kilometrze od domu zorientowałem się, że nie włączyłem licznika, szybko nadrobiłem braki i mogłem skupić się na realizacji celów jakie sobie postawiłem. Cały czas się coś działo i nie umiałem się skupić na trzymaniu określonych parametrów. Już na rondzie zmieniłem trasę i zamiast jechać na Międzyrzecze pojechałem w kierunku Jasienicy. Zmyliły mnie samochody uprzywilejowane znajdujące się na wiadukcie. Spory ruch był na drogach, już wiem dlaczego w weekendy staram się jeździć rano bo wtedy jest spokojniej. Po kilku minutach zacząłem łapać dobry rytm, przez kilka kilometrów jechałem z wysoką kadencją i wiedziałem, że takiej nie utrzymam. Po dobrej rozgrzewce już w Jasienicy zacząłem realizować kolejny cel a było nim trzymanie +/- 200 Wat w jak najdłuższym czasie. Również w tym przypadku przez pierwsze kilka kilometrów trzymałem założony poziom, później zaczęły się schody. Gdy tylko pojawiły się gorsze nawierzchnie moc zaczęła spadać, przez wiele kilometrów walczyłem z utrudnieniami, dużą ilością rowerzystów, warunkami, samochodami, było tego sporo i dlatego zanotowałem spadek mocy. Później stopniowo zacząłem nadrabiać, im bliżej Cieszyna tym więcej ciemnych chmur na niebie. W pewnym momencie spadło nawet kilka kropel ale na tym się skończyło. Było chłodniej niż wczoraj ale i tak litr wody na odcinku niespełna 40 kilometrowym wypiłem. W sprawdzonym miejscu uzupełniłem bidony i ruszyłem dalej by walczyć z kolejnymi utrudnieniami. W Cieszynie wiele razy zatrzymałem się aby przepuścić pieszych czy rowerzystów, nie spieszyło mi się a czasami warto zrobić coś dobrego a nie być zapatrzonym tylko na siebie i własne korzyści. Za Cieszynem trafiłem na dużą grupę rowerzystów którą wyprzedzałem na odcinku prawie kilometra. Następnie wjechałem na odcinek ze ścieżką rowerową, od pewnego czasu staram się jeździć ścieżkami nawet wtedy gdy za bardzo nie nadają się do jazdy. Dawno nie jechałem tą drogą i układ komunikacyjny trochę się zmienił, około 2 kilometrowy odcinek prowadził chodnikiem oddzielonym barierką od drogi, bez problemu dało się jechać 30 km/h, na plus na pewno fakt, że co kilkadziesiąt metrów nie było nierównych zjazdów do posesji. Zamyśliłem się trochę i przegapiłem zjazd w nieznaną mi drogę prowadzącą wzdłuż granicy do Lesznej. Pojechałem znaną mi główną drogą. Noga cały czas podawała, trzymałem się czasów które wyznaczyłem na jedzenie i regularnie się nawadniałem. Czegoś jednak brakowało i na kolejnych podjazdach nie umiałem złapać rytmu i jechałem ze zbyt niską kadencją. Wiatr tez nie pomagał w takim stopniu jak się spodziewałem. Cały czas musiałem być skupiony bo kilka razy musiałem się wykazać szybką reakcją na zachowania innych użytkowników dróg. Ciemne chmury mnie goniły wiec miałem motywacje do szybkiej jazdy. Brakowało kilku kilometrów które miały być na początku i dlatego pokonałem trasę szybciej niż założone trzy godziny. Celów nie zrealizowałem ale mimo to mogę być zadowolony, noga podawała, dobrze zakończyłem tydzień i mogę z optymizmem wkroczyć w kolejny. Znów zrobiłem sporo dobrego dla innych nie mając z tego żadnej korzyści to coraz rzadziej spotykane zachowanie wśród kolarzy i coraz mniej doceniane, bardzo mnie ten fakt martwi ale nic z tym zrobić nie mogę.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum