Wpisy archiwalne w miesiącu
Sierpień, 2018
Dystans całkowity: | 1749.00 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 57:58 |
Średnia prędkość: | 26.98 km/h |
Maksymalna prędkość: | 85.00 km/h |
Suma podjazdów: | 22650 m |
Maks. tętno maksymalne: | 188 (96 %) |
Maks. tętno średnie: | 175 (89 %) |
Suma kalorii: | 35576 kcal |
Liczba aktywności: | 25 |
Średnio na aktywność: | 69.96 km i 2h 31m |
Więcej statystyk |
Miasto 18
Piątek, 31 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie
Km: | 93.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | 1850kcal | Podjazdy: | 1300m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Podsumowanie sierpnia
Piątek, 31 sierpnia 2018
Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m |
Kolejny miesiąc minął, koniec sezonu zbliża się wielkimi
krokami co nie oznacza, że można spocząć na laurach. Po mało obfitym w treningi
lipcu, sierpień wyglądał już dużo lepiej. Był to miesiąc głównie treningowy,
kilka startów wypadło, czy to z przyczyn odwołania czy braku chęci ale najważniejszy
punkt drugiej części sezonu – Road Trophy pojechałem z dużą motywacją, miałem
sobie i innym coś do udowodnienia a także niewyrównane rachunki z tą etapówką.
Przygotowywałem się do tego wyścigu bardzo starannie, objechałem nieznane mi
fragmenty trasy, zadbałem o każdy szczegół mojego przygotowania. Solidnie się odżywiałem
i nawadniałem przez dwa tygodnie przed startem, przeprowadziłem masę treningów
nakierowanych na różne akcenty, ścianki, zjazdy, wąskie uliczki czy trzymanie
równej mocy przez dłuższy czas. Sprzęt po awariach na Przełomach Wisłoka też
był dokładnie sprawdzony, prze serwisowany i gotowy do jazdy. Wszystko było
dobrze zorganizowane, na etapówkę przyjechałem wypoczęty i zmotywowany do
walki. Nie miałem jakiś celów wynikowych, bardziej nastawiałem się na czasówki.
Niestety już pierwszy etap pogrzebał moje nadzieje i miał istotny wpływ na
samopoczucie, dyspozycję oraz motywację przed kolejnymi etapami. Byłem zły, że
na odcinku 5 kilometrowej jazdy na czas złapałem gumę, opona z niedużym
przebiegiem, jak dotąd bezawaryjnie spełniająca swoje zadanie nie miała szans z
ostrymi kamieniami w które musiałem wjechać. W sumie to nie musiałem ale było
to lepsze niż, zderzenie się z grupką zjeżdżających kolarzy czy wypadnięciem z
trasy przy próbie jej ominięcia. To już któryś rok z rzędu na tej czasówce jest
dozwolony zjazd w dół i zawsze przez to tracę, albo kilka sekund albo … 8
minut. Byłem bardzo zniechęcony do dalszej jazdy.

Problemy na 1 po etapie spowodowały, że na drugi etap pojechałem nieprzygotowany i nie byłem w stanie jechać z najlepszymi a moja forma była na to wystarczająca. Motywacja trochę spadła i nie przyłożyłem się całkowicie do regeneracji, do 3 etapu startowałem niezbyt wyspany i bez znacznych pokładów energii. Co prawda początkowo byłem wśród najlepszych ale niepotrzebnie dałem mocną zmianę przez którą szybko spłynąłem na tył i w momencie pierwszej selekcji byłem za daleko z tyłu. Dodatkowo miałem problem z miernikiem mocy i też nie jechałem na tyle ile bym mógł.

Później próbowałem jechać swoim tempem ale nie było to łatwe i na skutek różnych zdarzeń, na większość których miałem wpływ straciłem sporo sił i czasu. Nie był to mój dzień i już teraz wiem, że zaniedbanie nawet najmniejszego detalu sprawia, że cały mechanizm nie działa już poprawnie i pojawiają się problemy. Nie byłem przygotowany na takie warunki i dobrze, ze skończyło się tak a nie inaczej. Przed 4 etapem już się zregenerowałem jak należy, ale widocznie jeszcze miałem zbyt mało pecha i rozgrzewkę poświeciłem na kolejną wymianę dętki. Chciałem udowodnić, że moje miejsce jest gdzie indziej niż aktualnie znajduję się w klasyfikacji i pojechałem całkiem dobrą jazdę na czas. Brak rozgrzewki zaważył na słabszym początku, pomimo tego jechałem na tyle skutecznie, ze zanotowałem wynik który odzwierciedlał moje aktualne możliwości. Etapówka dla mnie nieudana ale jest to kolejna lekcja, popełniłem kilka błędów ale miał na nie wpływ głównie defekt na etapie 1.

Trochę luźniejszy okres po Road Trophy wykorzystałem na dłuższą wycieczkę. Zwiedziłem dla mnie nowy teren na wschód od Beskidu Małego, zastałem tam piękne widoki i prawie puste drogi, zahaczyłem tylko o fragment tego okręgu i wiem, ze w przyszłości tam wrócę i puszczę się bardziej na wschód. Jednym pozytywów tego miesiąca jest wywalczenie po roku przerwy tytułu Górskiego Mistrza Jas-Kółek. Wykorzystałem sprzyjający zbieg okoliczności i pomimo kilku kryzysowych momentów okazałem się najlepszy tego dnia. Miałem sporo szczęścia, dwóch mocnych rywali z którymi prawdopodobnie bym nie wygrał miało defekty i z 3 osobowej grupki byłem najbardziej skuteczny w końcówce.

Był to bardzo dobry trening, jeden z wielu, tak potrzebnych treningów. Był to początek przygotowań do wrześniowych startów. Mam o co walczyć i to mnie zmotywowało do skupienia większej uwagi na elementach jazdy w grupie, szlifowaniu technicznych elementów zjazdów czy pokonywaniu zakrętów, na razie odpuszczam treningi w górach. Wysokie miejsce w Klasyfikacji OPEN w Road Maraton a także walka o zwycięstwo w Klasyfikacji Nizinnej poskutkowała taką zmianą w moich treningach. Ten sezon jest lekkim krokiem w tył, sprintera ani specjalisty od płaskich wyścigów ze mnie nie będzie, musiałbym całkiem zmienić budowę swojego ciała i przystosować się do innego rodzaju wysiłku. To spowodowałoby, że musiałbym od podstaw zacząć trenować a to wymaga wielu lat pracy. Dokończę ten sezon ale na drugi taki już raczej się nie skuszę. Bardzo wyczerpujący sezon odbija się na moim zdrowiu, o czasie poświęconym na wyjazdy, starty i przygotowania do wyjazdów na wyścigi zajmują zbyt dużo czasu, trenuję mniej, nie jestem w stanie w pełni się przygotować na wyścigi a moja dyspozycja jest w miarę równa ale nie piorunująca a wiem, że przy regularnym treningu nakierowanym pod kilka konkretnych wyścigów byłbym w stanie wyciągnąć mój organizm na wyższy poziom.
Liczbowo ten miesiąc nie wyglądał źle:

Najlepsze moce:

Czas w strefach ( moc, zmęczenie, tętno ):

Wszystkie jazdy:

Przymierzam się do spisu podjazdów na 2018 rok. Na razie zrobiłem projekt z jednym podjazdem:

Problemy na 1 po etapie spowodowały, że na drugi etap pojechałem nieprzygotowany i nie byłem w stanie jechać z najlepszymi a moja forma była na to wystarczająca. Motywacja trochę spadła i nie przyłożyłem się całkowicie do regeneracji, do 3 etapu startowałem niezbyt wyspany i bez znacznych pokładów energii. Co prawda początkowo byłem wśród najlepszych ale niepotrzebnie dałem mocną zmianę przez którą szybko spłynąłem na tył i w momencie pierwszej selekcji byłem za daleko z tyłu. Dodatkowo miałem problem z miernikiem mocy i też nie jechałem na tyle ile bym mógł.

Później próbowałem jechać swoim tempem ale nie było to łatwe i na skutek różnych zdarzeń, na większość których miałem wpływ straciłem sporo sił i czasu. Nie był to mój dzień i już teraz wiem, że zaniedbanie nawet najmniejszego detalu sprawia, że cały mechanizm nie działa już poprawnie i pojawiają się problemy. Nie byłem przygotowany na takie warunki i dobrze, ze skończyło się tak a nie inaczej. Przed 4 etapem już się zregenerowałem jak należy, ale widocznie jeszcze miałem zbyt mało pecha i rozgrzewkę poświeciłem na kolejną wymianę dętki. Chciałem udowodnić, że moje miejsce jest gdzie indziej niż aktualnie znajduję się w klasyfikacji i pojechałem całkiem dobrą jazdę na czas. Brak rozgrzewki zaważył na słabszym początku, pomimo tego jechałem na tyle skutecznie, ze zanotowałem wynik który odzwierciedlał moje aktualne możliwości. Etapówka dla mnie nieudana ale jest to kolejna lekcja, popełniłem kilka błędów ale miał na nie wpływ głównie defekt na etapie 1.

Trochę luźniejszy okres po Road Trophy wykorzystałem na dłuższą wycieczkę. Zwiedziłem dla mnie nowy teren na wschód od Beskidu Małego, zastałem tam piękne widoki i prawie puste drogi, zahaczyłem tylko o fragment tego okręgu i wiem, ze w przyszłości tam wrócę i puszczę się bardziej na wschód. Jednym pozytywów tego miesiąca jest wywalczenie po roku przerwy tytułu Górskiego Mistrza Jas-Kółek. Wykorzystałem sprzyjający zbieg okoliczności i pomimo kilku kryzysowych momentów okazałem się najlepszy tego dnia. Miałem sporo szczęścia, dwóch mocnych rywali z którymi prawdopodobnie bym nie wygrał miało defekty i z 3 osobowej grupki byłem najbardziej skuteczny w końcówce.

Był to bardzo dobry trening, jeden z wielu, tak potrzebnych treningów. Był to początek przygotowań do wrześniowych startów. Mam o co walczyć i to mnie zmotywowało do skupienia większej uwagi na elementach jazdy w grupie, szlifowaniu technicznych elementów zjazdów czy pokonywaniu zakrętów, na razie odpuszczam treningi w górach. Wysokie miejsce w Klasyfikacji OPEN w Road Maraton a także walka o zwycięstwo w Klasyfikacji Nizinnej poskutkowała taką zmianą w moich treningach. Ten sezon jest lekkim krokiem w tył, sprintera ani specjalisty od płaskich wyścigów ze mnie nie będzie, musiałbym całkiem zmienić budowę swojego ciała i przystosować się do innego rodzaju wysiłku. To spowodowałoby, że musiałbym od podstaw zacząć trenować a to wymaga wielu lat pracy. Dokończę ten sezon ale na drugi taki już raczej się nie skuszę. Bardzo wyczerpujący sezon odbija się na moim zdrowiu, o czasie poświęconym na wyjazdy, starty i przygotowania do wyjazdów na wyścigi zajmują zbyt dużo czasu, trenuję mniej, nie jestem w stanie w pełni się przygotować na wyścigi a moja dyspozycja jest w miarę równa ale nie piorunująca a wiem, że przy regularnym treningu nakierowanym pod kilka konkretnych wyścigów byłbym w stanie wyciągnąć mój organizm na wyższy poziom.
Liczbowo ten miesiąc nie wyglądał źle:

Najlepsze moce:

Czas w strefach ( moc, zmęczenie, tętno ):

Wszystkie jazdy:

Przymierzam się do spisu podjazdów na 2018 rok. Na razie zrobiłem projekt z jednym podjazdem:

Trening 90
Czwartek, 30 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:16 | km/h: | 26.91 |
Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 179179 ( 91%) | HRavg | 132( 67%) |
Kalorie: | 1335kcal | Podjazdy: | 850m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny wartościowy trening zaliczony. Nogi jeszcze nie
doszły do siebie po środowej jeździe z Twomarkiem. Mała ilość snu spowodowała,
że nie zregenerowałem się na tyle by jeździć dłużej. Niskie tętno było
potwierdzeniem tego, że nie był to miarodajny dzień na wyciągnięcie jakiś
daleko idących wniosków.
Przy okazji pojawił się problem z niedziałającym w ostatnim czasie pomiarem mocy, najważniejsze, że miałem dane o kadencji. Miałem kilka wariantów do wyboru, dłuższe lub krótsze rundy lub trasa z podjazdami. Widząc ciemne chmury na horyzoncie wybór padł na 8 kilometrowe rundy w okolicy Bielowicka. Już po wyjeździe wiedziałem, że optymalne będzie przejechanie 5 rund. Na dojeździe walczyłem z wiatrem i kierowcami a później także z pieszymi. Pierwsza runda była typowo zapoznawcza, początek pętli dosyć dziurawy i nierówny. Najgorszy fragment czekał na mnie w Kowalach, krety, niebezpieczny zjazd a później podjazd po bardzo złej nawierzchni z nachyleniem dochodzącym do 13%. Na całej trasie jest może 200-300 metrów płaskiego a pozostała część jest bardzo interwałowa. Druga połowa trasy od Wieszcząt prowadzi już po dobrej nawierzchni. Ostatnie 2 kilometry to ciekawa alternatywna droga bez ruchu samochodów z kilkoma trudniejszymi momentami. Po zapoznaniu się z trasą na drugą rundę już wjechałem z myślą o mocnej jeździe na podjazdach. Na pierwszym zjeździe uważałem na żwirek który czekał na dwóch zakrętach a później zdecydowałem się na krótki postój bo później już nie byłoby na to czasu. Na skrzyżowaniu musiałem uważać bo nic nie było widać. Później trochę agresywniejszej jazdy i spokojny zjazd do pierwszego krótkiego podjazdu. Pojechałem tam dosyć mocno ale jak dla mnie podjazd był trochę za krótki. Na niebezpiecznym zjeździe uważałem by nie wjechać w jakąś wyrwę w drodze lub nie wypaść z trasy. Na niebezpiecznym skrzyżowaniu znowu mega uwaga i szczęśliwe ominięcie masy żwiru. Po skręcie w prawo zaczął się podjazd, ruszyłem mocno i trzymałem tempo do końca sztywnego odcinka. Na wypłaszczeniu już gorzej i po szybkim dojeździe do skrzyżowania musiałem się zatrzymać. Po spokojnym zjeździe i skręcie w prawo kolejne podkręcenie tempa. Odcinek ponad 2 kilometrowy z fragmentami dochodzącymi do 10% dał mi ostro w kość ale utrzymałem tempo do końca. Trzecią rundę pojechałem inaczej. Już na pierwszym zjeździe trochę odważniejszej jazdy, przed jednym z zakrętów musiałem ostro hamować bo z przeciwka jechał jakiś wariat i ścinał zakręt. Dalszą część zjazdu już sobie odpuściłem ale na skrzyżowaniu pojechałem bardzo odważnie i szybko a zarazem bezpiecznie skręciłem w prawo. Zjazd miał być znowu szybki, ale wyskoczył samochód i odpuściłem, krótką hopkę pod OSP Kowale wjechałem w umiarkowanym tempie a na zjeździe kolejna próba odważniejszej jazdy. Kolejny samochód mi przeszkodził ale przynajmniej na skrzyżowaniu znalazłem optymalny tor jazdy. Podjazd do Wieszcząt szedł topornie, nie jest to na szczęście długa wspinaczka więc nie męczyłem się strasznie. Tym razem skrzyżowanie miałem zupełnie puste i zjazd mogłem zacząć z dużej prędkości. Bardzo szybka jazda w dół i mało co nie przegapiłem skrętu w prawo. Kierując się w stronę końca rundy zauważyłem przy drodze młodych chłopaków którzy mnie dopingowali. Trochę dodało mi to skrzydeł i z większą motywacją wjechałem na 4 pętlę. Pierwszy zjazd spokojny i niestety zablokowane skrzyżowanie i z próby wejścia w zakręt na prędkości wyszły nici. Podjazd pod OSP pojechałem mocniej ale z jakąś rezerwą którą chciałem wykorzystać na kolejnym wzniesieniu. Bardzo dobrze wszedłem w zakręt i podjazd na Wieszczęta zacząłem mocno, udało mi się utrzymać tempo ale na najstromszym fragmencie pojawił się traktor i musiałem jechać bardzo dziurawą prawą stroną przez co wytraciłem trochę prędkości. Do skrzyżowania już nieco lżej i znowu musiałem się zatrzymać. Dwa razy szybko dojeżdżałem i dwa razy musiałem hamować. Zjazd na luzie i na 2 kilometrowym fragmencie znowu mocniej. Czułem już w nogach wcześniejsze zrywy ale kibicujący mi młodzi chłopcy dodali mi trochę mocy i ostatnie 300 metrów pojechałem już mocno, tak jakby to był finisz wyścigu. Na 5 rundę wjechałem już z myślą o spokojnej jeździe i tak też jechałem, nie szalałem na zjazdach ani na podjazdach. Na koniec został tylko 10 kilometrowy powrót do Bielska i rozjazd. Kolejny trening przed wrześniowymi wyścigami na rundach zaliczony, wiem, że będzie to walka o przetrwanie ale może uda się dojeżdżać z najlepszymi. Po kilkunastu treningach nakierowanych typowo na wyścigi w łatwiejszym terenie, zauważyłem poprawę swojej postawy. Odbija się to trochę na jeździe po górach, ale musi być coś za coś.
Jednym z plusów dzisiejszego dnia jest bark jakichkolwiek problemów żołądkowo-energetycznych które ostatnio mnie trapią systematycznie co 2-3 dni.
Przy okazji pojawił się problem z niedziałającym w ostatnim czasie pomiarem mocy, najważniejsze, że miałem dane o kadencji. Miałem kilka wariantów do wyboru, dłuższe lub krótsze rundy lub trasa z podjazdami. Widząc ciemne chmury na horyzoncie wybór padł na 8 kilometrowe rundy w okolicy Bielowicka. Już po wyjeździe wiedziałem, że optymalne będzie przejechanie 5 rund. Na dojeździe walczyłem z wiatrem i kierowcami a później także z pieszymi. Pierwsza runda była typowo zapoznawcza, początek pętli dosyć dziurawy i nierówny. Najgorszy fragment czekał na mnie w Kowalach, krety, niebezpieczny zjazd a później podjazd po bardzo złej nawierzchni z nachyleniem dochodzącym do 13%. Na całej trasie jest może 200-300 metrów płaskiego a pozostała część jest bardzo interwałowa. Druga połowa trasy od Wieszcząt prowadzi już po dobrej nawierzchni. Ostatnie 2 kilometry to ciekawa alternatywna droga bez ruchu samochodów z kilkoma trudniejszymi momentami. Po zapoznaniu się z trasą na drugą rundę już wjechałem z myślą o mocnej jeździe na podjazdach. Na pierwszym zjeździe uważałem na żwirek który czekał na dwóch zakrętach a później zdecydowałem się na krótki postój bo później już nie byłoby na to czasu. Na skrzyżowaniu musiałem uważać bo nic nie było widać. Później trochę agresywniejszej jazdy i spokojny zjazd do pierwszego krótkiego podjazdu. Pojechałem tam dosyć mocno ale jak dla mnie podjazd był trochę za krótki. Na niebezpiecznym zjeździe uważałem by nie wjechać w jakąś wyrwę w drodze lub nie wypaść z trasy. Na niebezpiecznym skrzyżowaniu znowu mega uwaga i szczęśliwe ominięcie masy żwiru. Po skręcie w prawo zaczął się podjazd, ruszyłem mocno i trzymałem tempo do końca sztywnego odcinka. Na wypłaszczeniu już gorzej i po szybkim dojeździe do skrzyżowania musiałem się zatrzymać. Po spokojnym zjeździe i skręcie w prawo kolejne podkręcenie tempa. Odcinek ponad 2 kilometrowy z fragmentami dochodzącymi do 10% dał mi ostro w kość ale utrzymałem tempo do końca. Trzecią rundę pojechałem inaczej. Już na pierwszym zjeździe trochę odważniejszej jazdy, przed jednym z zakrętów musiałem ostro hamować bo z przeciwka jechał jakiś wariat i ścinał zakręt. Dalszą część zjazdu już sobie odpuściłem ale na skrzyżowaniu pojechałem bardzo odważnie i szybko a zarazem bezpiecznie skręciłem w prawo. Zjazd miał być znowu szybki, ale wyskoczył samochód i odpuściłem, krótką hopkę pod OSP Kowale wjechałem w umiarkowanym tempie a na zjeździe kolejna próba odważniejszej jazdy. Kolejny samochód mi przeszkodził ale przynajmniej na skrzyżowaniu znalazłem optymalny tor jazdy. Podjazd do Wieszcząt szedł topornie, nie jest to na szczęście długa wspinaczka więc nie męczyłem się strasznie. Tym razem skrzyżowanie miałem zupełnie puste i zjazd mogłem zacząć z dużej prędkości. Bardzo szybka jazda w dół i mało co nie przegapiłem skrętu w prawo. Kierując się w stronę końca rundy zauważyłem przy drodze młodych chłopaków którzy mnie dopingowali. Trochę dodało mi to skrzydeł i z większą motywacją wjechałem na 4 pętlę. Pierwszy zjazd spokojny i niestety zablokowane skrzyżowanie i z próby wejścia w zakręt na prędkości wyszły nici. Podjazd pod OSP pojechałem mocniej ale z jakąś rezerwą którą chciałem wykorzystać na kolejnym wzniesieniu. Bardzo dobrze wszedłem w zakręt i podjazd na Wieszczęta zacząłem mocno, udało mi się utrzymać tempo ale na najstromszym fragmencie pojawił się traktor i musiałem jechać bardzo dziurawą prawą stroną przez co wytraciłem trochę prędkości. Do skrzyżowania już nieco lżej i znowu musiałem się zatrzymać. Dwa razy szybko dojeżdżałem i dwa razy musiałem hamować. Zjazd na luzie i na 2 kilometrowym fragmencie znowu mocniej. Czułem już w nogach wcześniejsze zrywy ale kibicujący mi młodzi chłopcy dodali mi trochę mocy i ostatnie 300 metrów pojechałem już mocno, tak jakby to był finisz wyścigu. Na 5 rundę wjechałem już z myślą o spokojnej jeździe i tak też jechałem, nie szalałem na zjazdach ani na podjazdach. Na koniec został tylko 10 kilometrowy powrót do Bielska i rozjazd. Kolejny trening przed wrześniowymi wyścigami na rundach zaliczony, wiem, że będzie to walka o przetrwanie ale może uda się dojeżdżać z najlepszymi. Po kilkunastu treningach nakierowanych typowo na wyścigi w łatwiejszym terenie, zauważyłem poprawę swojej postawy. Odbija się to trochę na jeździe po górach, ale musi być coś za coś.
Jednym z plusów dzisiejszego dnia jest bark jakichkolwiek problemów żołądkowo-energetycznych które ostatnio mnie trapią systematycznie co 2-3 dni.
Trening 89
Środa, 29 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: | 81.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:29 | km/h: | 32.62 |
Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 136( 69%) |
Kalorie: | 1668kcal | Podjazdy: | 560m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po wczorajszych problemach zastanawiałem się, czy warto jechać na grupowy trening. Czułem się lepiej i wyjechałem trochę wcześniej. Zrobiłem dobrą rozgrzewkę, zawsze to było 5-10 minut a tym razem ponad 40 minut. Kilka mocniejszych zrywów, jeden dłuższy podjazd i mały problem ze sprzętem. Przy okazji tego treningu przewietrzyłem swoją najlepszą maszynę. Po drodze przy zmianie przełożenia spadł mi łańcuch a później miałem problem z wrzuceniem dużej tarczy z przodu. Okazało się, że regulacja linki zmienia swoje położenie i linka była całkiem luźna. Wyregulowałem na tyle ile mogłem bez użycia narzędzi i nie miałem już później z tym problemów.
Po dojeździe na miejsce zbiórki byłem zdumiony, ponad 30 osób a ciągle ktoś dojeżdżał. O 18 ruszyliśmy w około 40 osobowym składzie w stronę Jasienicy. Nasz peletonik był imponujący, ale nie podobało się to kierowcom. Jazda zwartą grupą była bezpieczniejsza niż jazda jeden za drugim bo nie dawała kierowcom możliwości wyprzedzania. Przy takim ruchu jazda na trzeciego była bardzo niebezpieczna a wręcz niemożliwa więc nie było niebezpieczeństwa jakiegoś bliskiego spotkania z samochodem. Po przejechaniu Jasienicy peletonik się rozciągnął i między początkiem a końcem było około 200-300 metrów różnicy. Żeby było ciekawie to po drodze dołączały kolejne osoby. Jedyny podjazd w pierwszej części trasy który mógł trochę podzielić towarzystwo wjechaliśmy wspólnie a na końcu ruch wahadłowy. Do tego momentu jechałem bezpiecznie w środku grupy i dopiero na zjeździe zacząłem tracić, w mojej kategorii wagowej było zaledwie kilka osób i dlatego miałem problem by się utrzymać. Na wypłaszczeniu byłem jako ostatni i przy tempie około 40 km/h,dużej liczbie osób oraz ruchu pojazdów nie byłem w stanie przebić się do przodu. Co jakiś czas pojawiały się luki i wtedy przemieszczałem się do przodu. Już mogłem być zadowolony, rok czy dwa lata temu przy takiej jeździe już byłem odczepiony a tym razem bez problemu trzymałem tempo grupy i nie męczyłem się nawet zbytnio. W Chybiu chwila wytchnienia na zamkniętym przejeździe kolejowym. Za torami od razu podkręcenie tempa i gdy widziałem, ze prędkość niebezpiecznie rośnie to już mogłem przewidzieć skutki tej sytuacji. Krzyki, hamowanie i trzask. Dwie lub trzy osoby leżały na asfalcie, ten trzask oznaczał pęknięcie, na szczęście ramy a nie kości i po około 2 minutowym postoju i zorientowaniu się czy wszyscy są cali jechaliśmy dalej. Nie wiem ile osób musiało zrezygnować z jazdy a peleton i tak był duży, za duży jak dla mnie. Po tej kraksie tempo na moment było umiarkowane ale tylko po skręcie w Strumieniu na Pszczynę poszedł ogień. Dobra robota szła po zmianach, ja nie pchałem się do przodu, tam miał kto pracować. Skupiłem się na całkowitej kontroli sytuacji w grupie i gdy tylko ktoś tracił pozycje w peletonie to szybko reagowałem i dzięki temu utrzymałem się w szyku. Gdy tylko pojawiał się podjazd to przesuwałem się do przodu. Na zjazdach trochę traciłem i ostatecznie do Goczałkowic dojechałem w dużej grupie. Niewiele osób odpadło i było nas ponad 40. Luźna jazda przez wał i postój spowodowała, że większość osób odczepionych od peletonu dojechało i znowu byliśmy wszyscy razem. Od Zabrzega znowu podkręcenie tempa i startując z odległej pozycji musiałem się nieźle namęczyć by najpierw utrzymać tempo a po przyśpieszeniu za rondem w Ligocie dospawać do czołówki dzielącego się peletonu. Udało mi się wywalczyć pozycję pozwalającą wyjść mi na zmianę. Ostatni kilometr to już fajna, mocna jazda na wachlarzu i poczułem ból w mięśniach. Przez większą część treningu się oszczędzałem wiec te ostanie kilka minut mocnej jazdy fajnie weszło w nogi. Zanim dojechali wszyscy to zdążyłem już ostygnąć i później ciężko mi się jechało. Towarzystwo postanowiło się jeszcze sprawdzić na podjeździe, ja sobie odpuściłem i ze startą dojechałem do Jasienicy. Myślałem, że poczekają ale miałem 20 sekund starty które nadrabiałem ponad 3 kilometry. Dopiero 2 ostanie kilometry przejechałem w grupie. Bardzo fajny trening, warunki prawie jak na wyścigu i takiego treningu mi było potrzeba. Kilka wyścigów mnie jeszcze czeka i chcę być do nich jak najlepiej przygotowany. Ten dzień był zupełnie inny niż poprzedni, noga lepsza i brak zmęczenia. Teraz chyba przed każdym treningiem, wyścigiem będę się zastanawiał jak będzie wyglądała moja jazda. Nie mogę być pewny swojej formy i to jest dodatkowy ciężar jaki na mnie obecnie spoczywa.
Po dojeździe na miejsce zbiórki byłem zdumiony, ponad 30 osób a ciągle ktoś dojeżdżał. O 18 ruszyliśmy w około 40 osobowym składzie w stronę Jasienicy. Nasz peletonik był imponujący, ale nie podobało się to kierowcom. Jazda zwartą grupą była bezpieczniejsza niż jazda jeden za drugim bo nie dawała kierowcom możliwości wyprzedzania. Przy takim ruchu jazda na trzeciego była bardzo niebezpieczna a wręcz niemożliwa więc nie było niebezpieczeństwa jakiegoś bliskiego spotkania z samochodem. Po przejechaniu Jasienicy peletonik się rozciągnął i między początkiem a końcem było około 200-300 metrów różnicy. Żeby było ciekawie to po drodze dołączały kolejne osoby. Jedyny podjazd w pierwszej części trasy który mógł trochę podzielić towarzystwo wjechaliśmy wspólnie a na końcu ruch wahadłowy. Do tego momentu jechałem bezpiecznie w środku grupy i dopiero na zjeździe zacząłem tracić, w mojej kategorii wagowej było zaledwie kilka osób i dlatego miałem problem by się utrzymać. Na wypłaszczeniu byłem jako ostatni i przy tempie około 40 km/h,dużej liczbie osób oraz ruchu pojazdów nie byłem w stanie przebić się do przodu. Co jakiś czas pojawiały się luki i wtedy przemieszczałem się do przodu. Już mogłem być zadowolony, rok czy dwa lata temu przy takiej jeździe już byłem odczepiony a tym razem bez problemu trzymałem tempo grupy i nie męczyłem się nawet zbytnio. W Chybiu chwila wytchnienia na zamkniętym przejeździe kolejowym. Za torami od razu podkręcenie tempa i gdy widziałem, ze prędkość niebezpiecznie rośnie to już mogłem przewidzieć skutki tej sytuacji. Krzyki, hamowanie i trzask. Dwie lub trzy osoby leżały na asfalcie, ten trzask oznaczał pęknięcie, na szczęście ramy a nie kości i po około 2 minutowym postoju i zorientowaniu się czy wszyscy są cali jechaliśmy dalej. Nie wiem ile osób musiało zrezygnować z jazdy a peleton i tak był duży, za duży jak dla mnie. Po tej kraksie tempo na moment było umiarkowane ale tylko po skręcie w Strumieniu na Pszczynę poszedł ogień. Dobra robota szła po zmianach, ja nie pchałem się do przodu, tam miał kto pracować. Skupiłem się na całkowitej kontroli sytuacji w grupie i gdy tylko ktoś tracił pozycje w peletonie to szybko reagowałem i dzięki temu utrzymałem się w szyku. Gdy tylko pojawiał się podjazd to przesuwałem się do przodu. Na zjazdach trochę traciłem i ostatecznie do Goczałkowic dojechałem w dużej grupie. Niewiele osób odpadło i było nas ponad 40. Luźna jazda przez wał i postój spowodowała, że większość osób odczepionych od peletonu dojechało i znowu byliśmy wszyscy razem. Od Zabrzega znowu podkręcenie tempa i startując z odległej pozycji musiałem się nieźle namęczyć by najpierw utrzymać tempo a po przyśpieszeniu za rondem w Ligocie dospawać do czołówki dzielącego się peletonu. Udało mi się wywalczyć pozycję pozwalającą wyjść mi na zmianę. Ostatni kilometr to już fajna, mocna jazda na wachlarzu i poczułem ból w mięśniach. Przez większą część treningu się oszczędzałem wiec te ostanie kilka minut mocnej jazdy fajnie weszło w nogi. Zanim dojechali wszyscy to zdążyłem już ostygnąć i później ciężko mi się jechało. Towarzystwo postanowiło się jeszcze sprawdzić na podjeździe, ja sobie odpuściłem i ze startą dojechałem do Jasienicy. Myślałem, że poczekają ale miałem 20 sekund starty które nadrabiałem ponad 3 kilometry. Dopiero 2 ostanie kilometry przejechałem w grupie. Bardzo fajny trening, warunki prawie jak na wyścigu i takiego treningu mi było potrzeba. Kilka wyścigów mnie jeszcze czeka i chcę być do nich jak najlepiej przygotowany. Ten dzień był zupełnie inny niż poprzedni, noga lepsza i brak zmęczenia. Teraz chyba przed każdym treningiem, wyścigiem będę się zastanawiał jak będzie wyglądała moja jazda. Nie mogę być pewny swojej formy i to jest dodatkowy ciężar jaki na mnie obecnie spoczywa.
Trening 88
Wtorek, 28 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 81.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:20 | km/h: | 24.30 |
Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 141( 72%) |
Kalorie: | 2287kcal | Podjazdy: | 1680m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny bardzo trudny dzień. Od rana znowu nie najlepiej się czułem, do tego pomimo ciągłego jedzenia cały czas czułem niedobór energii w organizmie. Jak siadłem na rower to na jakiś czas było lepiej, noga podawała dosyć dobrze ale cały czas musiałem dostarczać energii do pracujących mięśni. Nie była to zbyt komfortowa sytuacja. Pomimo takich dolegliwości jechałem tak jak zamierzałem. Planowałem kilka dłuższych podjazdów i w tym celu udałem się do Ustronia. Dojazd mocno utrudniony przez sporą liczbę samochodów. Jako pierwszy podjazd zaliczyłem Poniwiec. Mając na uwadze jeszcze kolejne podjazdy nie jechałem na maksa. Początek chyba zbyt zachowawczy a po około 500 metrach już złapałem odpowiedni rytm Jedynym utrudnieniem były tabuny pieszych przez które dwa razy musiałem lekko odpuścić. Ostatnie 500 metrów jechałem już bardzo mocno i równo 10 minut zajął mi około 3 kilometrowy podjazd. To był jedyny podjazd jaki pojechałem dobrze i z którego mogę być zadowolony. Na zjeździe bardzo niebezpieczna sytuacja, na króciutkim odcinku płyt podbiło mi kierownicę i na moment straciłem panowanie nad rowerem, na szczęście udało mi się utrzymać na drodze i bezpiecznie zjechać w dół. Kolejne podjazdy to już Równica. Dobrze mi znany i lubiany odcinek dzisiaj nie należał do przyjemnych. Przed pierwszym wjazdem rozpędziłem się mocno by kawałek wjechać z rozpędu, gdy tylko zrobiło się stromiej to mnie przystopowało i tyle było z szybkiej jazdy. Na samym starcie zyskałem kilkanaście sekund w odniesieniu do poprzednich wjazdów ale nic to nie dało. Dalsza część podjazdu szła już topornie, jechałem równo i starałem się trzymać wysoką kadencję. Wydawało mi się, że podjazd zajął mi wieki, 19 minut to co prawda bardzo przeciętny wynik ale przy takiej jeździe na nic więcej liczyć nie mogłem. Po zjeździe do Jaszowca szybki nawrót i od skrętu na ul.Stromą kolejna wspinaczka na szczyt. Po 16 minutach równej jazdy po raz drugi byłem na Równicy. Po zjeździe do Skalicy i krótkim postoju ostatnia tego dnia walka z Równicą. Tempo bardzo podobne jak przy poprzednich wjazdach i niecałe 13 minut wspinaczki. Po zjeździe musiałem zatrzymać się w sklepie, bidony puste, kanapek i bananów już brakło. Wracać miałem już na luzie, ale wcale tak nie było. Przy sklepie zjadłem o jeden batonik za dużo i w efekcie po chwili szukałem już toalety. Nie miałem drobnych a nie chciano mi rozmienić gotówki a 10 złotych za toaletę płacić nie zamierzałem. Ruszyłem więc spokojnie dalej ale przed Lipowcem już nie wytrzymałem i musiałem skręcić do lasu. Od tego momentu czułem się lepiej ale moje nogi nie chciały już współpracować, powoli kulałem się w stronę domu. Jakoś dojechałem ale nie czułem żadnej przyjemności. To nie pierwszy dzień z problemami, wiem, że coś mi dolega i potwierdza to lekarz który stwierdził kompleksowe badania. Dopiero na podstawie tych wyników będę wiedział w czym tkwi problem i poznam ewentualne sposoby jego wyeliminowania
Rozjazd
Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:15 | km/h: | 25.60 |
Pr. maks.: | 51.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 141141 ( 72%) | HRavg | 103( 52%) |
Kalorie: | 469kcal | Podjazdy: | 200m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Krótka przejażdżka w celu rozruszania nóg po najgorszym rowerowo weekendzie od dłuższego czasu. Noga kręciła zupełnie inaczej niż w sobotę. Dzienne wahania formy są w ostatnim czasie bardzo duże i niestety nic z tym na razie nie mogę zrobić. Dobrze, że do końca sezonu już blisko i muszę jakoś przetrwać ten okres a później doprowadzić swój organizm do normalnego stanu by zimowe treningi zacząć już bez żadnych problemów i wahań.
Jechało się dzisiaj bardzo dobrze i nawet wiatr tak nie przeszkadzał. Na podjazdach tętno szło do góry i musiałem się pilnować. Dzisiejszy wyjazd uspokoił mnie trochę, że z formą jest wszystko w porządku i może uda się jeszcze coś pokazać w tym sezonie. Na razie czekają mnie 3 mocne treningi. Na pierwszy ogień idą podjazdy z sumą przewyższeń dochodzącą do 2000 metrów.
Jechało się dzisiaj bardzo dobrze i nawet wiatr tak nie przeszkadzał. Na podjazdach tętno szło do góry i musiałem się pilnować. Dzisiejszy wyjazd uspokoił mnie trochę, że z formą jest wszystko w porządku i może uda się jeszcze coś pokazać w tym sezonie. Na razie czekają mnie 3 mocne treningi. Na pierwszy ogień idą podjazdy z sumą przewyższeń dochodzącą do 2000 metrów.
Trening 87
Sobota, 25 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:17 | km/h: | 26.72 |
Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 172172 ( 88%) | HRavg | 127( 65%) |
Kalorie: | 1278kcal | Podjazdy: | 800m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Chciałem trochę dłużej pojeździć, ale nic z tego nie wyszło.
Do południa dosyć mocno padało i wyjechałem dopiero przed 15. Myślałem nad 4
godzinną jazdą i zaliczeniem podjazdów w okolicy Terllicka. Po wyjeździe już
trochę zmodyfikowałem zamiary i już byłem pewny, że więcej niż 3 godziny nie
będzie trwał trening. Nie czułem się dobrze, chyba jeszcze gorzej niż w
czwartek i dlatego myślałem, czy w ogóle jazda ma jakiś sens. Pierwsze pagórki
w Jasienicy poszły tak sobie. W Łazach chciałem pojechać mocniej. Zakładałem 40
sekundowy sprint, chciałem się dobrze rozpędzić a mało co nie wylądowałem na
czyimś ogrodzeniu. W zakręt wszedłem dobrze a z przeciwka jechał mocno rozpędzony
samochód którego wyrzuciło na lewo i miałem dwie opcje do wyboru, czołówka lub
próba wyminięcia. Odbiłem w prawo a miałem tylko 10 cm asfaltu i około 50
pobocza i płot. Nie wiem jak się z tego uratowałem, ale zjechałem na pobocze i
jakoś udało mi się wrócić na drogę. Byłem blisko zderzenia się z betonowym
murkiem. Zaplanowany sprint zrobiłem ale rozpędzając się prawie od zera nie
wjechałem całego podjazdu. Krótki wysiłek a spowodował, że poczułem się jeszcze
gorzej. Nie byłem w stanie się zregenerować i męczyłem się bardzo. Kolejny
podjazd szedł topornie. Myślałem, że się rozkręcę i będzie lepiej. Po zjeździe
do Pierśćca zaczęło padać i zamiast jechać na Dębowiec skierowałem się na
Rudzicę. Padało cały czas, nie na tyle by zmoknąć, ale było czuć zimno. Drugi
dłuższy sprint zrobiłem na podjeździe z Roztropic. Tutaj już była klapa, słabe
nogi i brak motywacji. Po zaliczeniu kilku podjazdów kolejny wysiłek nie dał
znowu dobrego efektu. Trochę pokrążyłem po okolicy i znalazłem nieznaną mi
drogę. Cały czas padał lekki deszcz, drogi stawały się już mokre. Na kolejnym
stromym podjeździe zrobiłem ostatni tego dnia sprint. Dalej jechałem już siła
woli. Jakoś udało mi się dotrwać do końca treningu. Mam nadzieję, że był to
tylko gorszy dzień i moc wróci szybko.
Trening 86
Czwartek, 23 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:59 | km/h: | 30.25 |
Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 132( 67%) |
Kalorie: | 1229kcal | Podjazdy: | 310m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Kolejny przedpołudniowy trening. Przed wyjazdem dużo cieplej
niż w poprzednich dniach ale samopoczucie nienajlepsze. Co prawda spałem dłużej
niż w ostatnich dniach ale to nie pomogło i czułem zmęczenie. Po wyjeździe
tętno bardzo niskie i to potwierdziło tylko wcześniejsze przypuszczenia. Pomimo
tego jechałem tak jak zamierzałem. Chciałem zrobić 5 minutowe tempówki ponad
progiem.
Nie chciałem kluczyć gdzieś bocznymi drogami i zaryzykowałem jadąc główną drogą na Strumień. Za Jasienicą droga zablokowana i drogowcy pracują w najlepsze. Nie chciano mnie puścić bo kładziono akurat warstwę ścieralną nawierzchni i dlatego nie kłócąc się ani nie przeszkadzając nikomu w pracy pojechałem przez Łazy. Za Rudzicą już nie było utrudnień i rozpocząłem pierwszą tempówkę. Nie mogłem złapać dobrego rytmu ale przecierpiałem jakoś te 5 minut. Tak się złożyło, że odpoczynek był krótszy niż wysiłek i kolejna tempówka poszła podobnie jak pierwsza. Dopiero gdy zacząłem walczyć z wiatrem w twarz to wyglądało to lepiej. Dwa kolejne 5 minutowe wysiłki były mocniejsze i z nich jestem zadowolony. Niestety ukształtowanie terenu było takie, że kolejną tempówkę musiałem zrobić dopiero po około 20 minutach spokojnej jazdy. Dwie próby jej rozpoczęcia zakończyły się porażką, najpierw z bocznej wyjechał samochód i jechał zbyt wolno a później pojawił się traktor i gdy mogłem zacząć to byłem pewny, że na przeszkodzie stanie mi rondo. Tak też się stało, brakło około 40 sekund. Ruch na rondzie był duży i jedyną opcją utrzymania tempa był skręt w prawo na Landek. Niestety i tam pojawił się zawalidroga i musiałem hamować. Gdybym miał pustą drogę to idealnie skończyłbym przed zamkniętym odcinkiem drogi a tak ostatnia tempówka nie wyszła. Od tego momentu nie chciało mi się już jechać. Spokojnym tempem dojechałem do Międzyrzecza gdzie próbując sprawdzić jedną z dróg którą jeszcze nie jechałem trafiłem na jakiś ślepy zaułek i wróciłem dobrze znaną drogą. Nie był to najlepszy dzień ale trening wyszedł niezły.
Nie chciałem kluczyć gdzieś bocznymi drogami i zaryzykowałem jadąc główną drogą na Strumień. Za Jasienicą droga zablokowana i drogowcy pracują w najlepsze. Nie chciano mnie puścić bo kładziono akurat warstwę ścieralną nawierzchni i dlatego nie kłócąc się ani nie przeszkadzając nikomu w pracy pojechałem przez Łazy. Za Rudzicą już nie było utrudnień i rozpocząłem pierwszą tempówkę. Nie mogłem złapać dobrego rytmu ale przecierpiałem jakoś te 5 minut. Tak się złożyło, że odpoczynek był krótszy niż wysiłek i kolejna tempówka poszła podobnie jak pierwsza. Dopiero gdy zacząłem walczyć z wiatrem w twarz to wyglądało to lepiej. Dwa kolejne 5 minutowe wysiłki były mocniejsze i z nich jestem zadowolony. Niestety ukształtowanie terenu było takie, że kolejną tempówkę musiałem zrobić dopiero po około 20 minutach spokojnej jazdy. Dwie próby jej rozpoczęcia zakończyły się porażką, najpierw z bocznej wyjechał samochód i jechał zbyt wolno a później pojawił się traktor i gdy mogłem zacząć to byłem pewny, że na przeszkodzie stanie mi rondo. Tak też się stało, brakło około 40 sekund. Ruch na rondzie był duży i jedyną opcją utrzymania tempa był skręt w prawo na Landek. Niestety i tam pojawił się zawalidroga i musiałem hamować. Gdybym miał pustą drogę to idealnie skończyłbym przed zamkniętym odcinkiem drogi a tak ostatnia tempówka nie wyszła. Od tego momentu nie chciało mi się już jechać. Spokojnym tempem dojechałem do Międzyrzecza gdzie próbując sprawdzić jedną z dróg którą jeszcze nie jechałem trafiłem na jakiś ślepy zaułek i wróciłem dobrze znaną drogą. Nie był to najlepszy dzień ale trening wyszedł niezły.
Trening 85
Środa, 22 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 70.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:23 | km/h: | 29.37 |
Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 156156 ( 80%) | HRavg | 122( 62%) |
Kalorie: | 1290kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Po wczorajszym mocniejszym treningu postanowiłem trochę
pokręcić na luzie. Pojawił się silniejszy wiatr i zaplanowałem praktycznie
płaską trasę. Wyjechałem nieco później niż dzień wcześniej ale nie było wcale
cieplej. Początkowo było mi zimno, ale po chwili już się rozgrzałem. Udało mi
się uzyskać dobre tempo i cały czas jechałem równo. W kilku momentach musiałem
zwolnić a powrót do tego tempa z wiatrem wiejącym w twarz nie należał do
łatwych. Najtrudniejsza była trasa do Brzeszcz, wiało tak, że jadąc w pozycji
aerodynamicznej, mocno trzymając kierownicę, kilka razy prawie zostałem
zdmuchnięty z drogi przez jadące z przeciwka ciężarówki. Druga część trasy była
dużo łatwiejsza, wiatr nie przeszkadzał a ruch tez był niewielki. Przez miasto
też przejechałem sprawnie, tylko jeden palant wymusił na mnie pierwszeństwo i
wlekł się około 30 km/h na zjeździe.
Trening 84
Wtorek, 21 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 27.11 |
Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 130( 66%) |
Kalorie: | 1298kcal | Podjazdy: | 830m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Pora wrócić do mocniejszych treningów, sezon jeszcze się nie
skończył i pomimo narastającego zmęczenia chciałbym jeszcze wycisnąć z siebie
ile mogę. Nie zregenerowałem się w pełni po GMJ a dodatkowo przed jazdą byłem
niewyspany.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.