Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Wpisy archiwalne w kategorii

Szosa

Dystans całkowity:187286.50 km (w terenie 620.00 km; 0.33%)
Czas w ruchu:6907:58
Średnia prędkość:26.88 km/h
Maksymalna prędkość:750.00 km/h
Suma podjazdów:2094254 m
Maks. tętno maksymalne:205 (179 %)
Maks. tętno średnie:198 (101 %)
Suma kalorii:3940603 kcal
Liczba aktywności:2748
Średnio na aktywność:68.15 km i 2h 32m
Więcej statystyk

Rozjazd 1

Środa, 10 marca 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa, Zima, Zima 2021, Cube '21
Km: 25.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:06 km/h: 22.73
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 3.0°C HRmax: 131131 ( 67%) HRavg 108( 55%)
Kalorie: 419kcal Podjazdy: 270m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy wyjazd na lepszym sprzęcie w tym roku. Nie chciało mi się montować miernika mocy który podczas jazdy regeneracyjnej nie jest do niczego potrzebny. Zamontowałem uchwyt na licznik i lampki bez których się nie ruszam ale zapomniałem o torebce podsiodłowej z zapasową dętką i narzędziami. Nie chciałem odjeżdżać zbyt daleko od domu wiec pojechałem na standardowy objazd wiosek. Drogi którymi jechałem były niesamowicie zanieczyszczone piaskiem który strasznie mnie drażnił. Już po chwili stwierdziłem, że rower jest niesamowicie sztywny, po wymianie korby, mostka czy kierownicy przyśpiesza jeszcze lepiej. Nie miałem za bardzo okazji sprawdzić go na wysokich mocach, gwałtownych przyśpieszeniach czy dłuższym podjeździe ale wrażenia jak najbardziej pozytywne. Po raz pierwszy w tym roku czułem, że moc faktycznie idzie w korby a nie w powietrze. Czerpałem maksymalnie przyjemność z jazdy ale warunki były trudne, kilka razy cudem uniknąłem bliskiego spotkania z samochodem mimo tego, że nie złamałem żadnego przepisu ruchu drogowego po drodze. Po godzinie wróciłem do domu ale przynajmniej pierwsza jazda na topowym sprzęcie zaliczona. Może w weekend uda się go zabrać na dłuższą trasę zanim zacznę na nim robić bardziej intensywne treningi.

Trening 11

Wtorek, 9 marca 2021 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
Km: 100.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:35 km/h: 27.91
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 2.0°C HRmax: 160160 ( 82%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 2404kcal Podjazdy: 720m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Miałem okazję wyjechać nieco wcześniej i zaliczyć dłuższy trening i ją wykorzystałem. Myślałem, że uda się wyjechać nieco wcześniej ale wyjechałem dopiero po 13. Dosyć szybko się zebrałem, ale czas jaki zaoszczędziłem straciłem na przejeździe przez miasto. Nie miałem ochoty kolejny raz jechać tymi samymi drogami i wybrałem inny kierunek ale w obecnej sytuacji to był błąd. W Bielsku straciłem kilka minut, momentami było naprawdę nerwowo i z treningowego punktu widzenia był to czas stracony. Dopiero po wyjeździe z Bielska wskoczyłem na właściwe obroty. Warunki na trasie były co najmniej dziwne, wiało z różnych kierunków, niezbyt mocno ale jednak, samochodów było cały czas dużo a okresami nawet się korkowało. Wybrałem prosty wariant dojazdu do Oświęcimia aby nie wjeżdżać do miasta i uniknąć zwężeń na trasie. W pewnym momencie trafiłem na zupełnie nieznaną mi drogę, wyglądała ciekawie ale ruch na tym odcinku był spory i być może na innej drodze byłoby spokojniej. W Oświęcimiu na teoretycznie najgłówniejszej drodze na trasie było całkiem spokojnie, później wjechałem na ścieżkę rowerową. To spowodowało tylko wybicie z rytmu i kolejne straty czasowe. Za Oświęcimiem znów na moment zrobiło się spokojniej. Po 2 godzinach jazdy już tradycyjnie tętno skoczyło do góry i utrzymywało się na poziomie około 145. Nie jest to jeszcze krytyczny poziom ale wyższy niż być powinien. Wjeżdżając znów do Oświęcimia liczyłem, ze uda się sprawnie przejechać, poza kilkoma idiotami trąbiącymi bez powodu i utrudniającymi później jazdę było całkiem znośnie. Na trasie zatrzymałem się tylko raz bez przymusu i postój trwał kilka minut. Od tego momentu jechałem równym tempem na założonej kadencji. Wiatr cały czas mieszał szyki ale radziłem sobie z tym całkiem nieźle. Kolejne utrudnienia pojawiły się w Czechowicach, najpierw skrzyżowania a później przejazd kolejowy. To jednak nie ostatni postój na trasie. Musiałem się znów zatrzymać na kolejnym wahadle w Zabrzegu. Później już jechałem prosto do domu. Noga cały czas podawała i po raz kolejny jedyny czynnik który nie pasował do reszty to tętno. Mimo przeciwnego wiatru jechałem równym tempem z założoną kadencją. Pod względem treningowym to był kolejny dobry dzień, ogólnie niezbyt dobrze radzę sobie w niskich temperaturach, tym razem wracając do domu temperatura była najniższa. Wyjeżdżając w 5 stopniach było przyjemnie a wracając w okolicy 0 już marzłem. Na szczęście cieplejsze dni nadchodzą i wówczas problemy z regulacją temperatury znikną, najlepiej czuję się w temperaturach powyżej 15 stopni.

Trening 10

Niedziela, 7 marca 2021 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
Km: 112.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:10 km/h: 26.88
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 6.0°C HRmax: 159159 ( 81%) HRavg 137( 70%)
Kalorie: 2800kcal Podjazdy: 900m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Standardowo w niedzielę wybrałem się na dłuższy trening wytrzymałościowy. Rano temperatura była mało zachęcająca, do tego mocno wiało ale bezchmurne niebo i piękne słońce spowodowało, że chciało się wyjść z domu. Postanowiłem jechać na szosie, po ostatniej jeździe gdy cudem uniknąłem gleby na zjeździe zmieniłem koła na lepsze i miałem do dyspozycji dwie większe koronki. Dosyć długo się zbierałem z domu, zabrałem spory zapas jedzenia jakby jazda się przedłużyła i postanowiłem jechać w masce ze specjalnym filtrem. Wyjechałem kilka minut po 9 i już wiedziałem, że łatwo nie będzie, przez pierwsze 40 kilometrów miałem jechać pod silny wiatr. Spodziewałem się dużego dyskomfortu wywołanego przez maskę ale było całkiem przyjemnie, dużo lepiej niż w tradycyjnych maskach jednorazowych. Jechało się ciężko, trzymałem założoną moc i kadencję ale szybkości nie było, wlekłem się. Momentami szło lżej ale zatrzymywały mnie wszystkie możliwe miejsca, sygnalizacje świetlne czy przejazdy kolejowe. Warunki skutecznie zweryfikowały moje zapędy i zamiast jechać przez Pruchną jechałem najkrótszą drogą przez Zbytków do Golasowic. Miałem jednak zapas czasowy i dołożyłem kilka kilometrów przez Libowiec i Ruptawę. Mimo walki z wiatrem nie czułem zmęczenia ale mogło pojawić się później gdyż miałem za sobą dopiero 40 % trasy. Po raz pierwszy miałem w tym roku jechać w grupie więc odrobina adrenaliny się pojawiła, brakowało mi tego bardzo. Nie pojawiło się dużo osób ale był czas na pogawędki, poznanie nowych dróg i jazdę po zmianach. W większym gronie przejechaliśmy około 20 kilometrów a następnie zostaliśmy we dwóch. Nasz poziom był wyrównany i po równych zmianach przejechaliśmy kolejne 30 kilometrów. Ostatnie 12 przejechałem już sam na narastającym zmęczeniu. Tętno prawie cały dystans było wysokie więc nie może być mowy o kryzysie. Noga po wczorajszym dniu nie podawała najlepiej ale wystarczająco aby być zadowolonym. Nie miałem problemów z utrzymaniem kadencji około 95 już podczas kolejnego treningu, to dobry znak.

Trening 9

Czwartek, 4 marca 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima 2021
Km: 49.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:04 km/h: 23.71
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 8.0°C HRmax: 167167 ( 85%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1325kcal Podjazdy: 1080m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pogoda już nico gorsza niż dzień wcześniej ale wciąż zachęcała do jazdy na zewnątrz. Wyjechałem o podobnej porze ale obrałem zupełnie inny kierunek. Po raz pierwszy wybrałem się na Przegibek w celu zrobienia konkretnego treningu. Przejazd przez miasto oczywiście z problemami i stratą czasu na skrzyżowaniach. Próbowałem się odpowiednio rozgrzać ale nie wyszło to najlepiej. Wybrałem trudniejszy wariant dojazdu do Straconki. Dodatkowy podjazd pokonałem w dobrym tempie ale na zjeździe musiałem hamować ponieważ trafił się wolno jadący samochód a nawierzchnia bardziej przypominała ser szwajcarski niż cokolwiek innego. Byłem ciekawy jak pójdą mi podjazdy, zwykle w górach pojawiałem się nieco później, mając więcej kilometrów w nogach. Pierwszy podjazd zacząłem zbyt mocno, później zredukowałem przełożenie i jechałem za lekko, dopiero po kilku minutach ustabilizowałem moc na założonym poziomie. Chciałem trzymać się kadencji 80-90 i momentami brakowało przełożenia. Nie byłem zadowolony z podjazdu, jednak ze względu na okoliczności mogło być nawet gorzej i trzeba cieszyć się z tego co jest. Przed zjazdem nie chciało mi się ubierać kurtki, zjechałem jednak szybciej niż myślałem i trochę zmarzłem. Podjazd od Międzybrodzia poszedł mi lepiej ale jechałem odrobinę za mocno. Przed zjazdem do straconki zatrzymałem się i ubrałem kurtkę aby się nie wychłodzić po raz kolejny. Przy okazji coś zjadłem i postój był dłuższy niż planowałem. Zjazd był wolny i asekuracyjny co było najlepszym rozwiązaniem o czym później się przekonałem. Po zjeździe znów musiałem się zatrzymać, rozebrałem kurtkę i ruszyłem po raz kolejny na Przegibek. Tym razem jechałem już równiejszym tempem niż wcześniej i urwałem kilkanaście sekund z pierwszego wjazdu. Zjeżdżając postanowiłem puścić się odważniej w dół, od strony technicznej zjazd wyglądał całkiem nieźle, wiało dosyć mocno, nie dokręcałem szczególnie na prostych ale nie wytracałem prędkości na łukach. Dopiero ostatni łuk wyjaśnił moje zapędy, uślizg koła napędził mi stracha, mam już duże doświadczenie i udało się wyratować, wyprostowałem w momencie rower, miałem sporo miejsca po prawej stronie i utrzymałem się na szosie. Oczywiście się od razu zatrzymałem i odruchowo sprawdziłem zaciski kół ale wszystko było w porządku. Droga w tym miejscu była mokra i widocznie śliska i dlatego tak się stało, stwierdziłem, że nie ma co ryzykować i spokojnie pokonałem ostatni fragment zjazdu. Do domu wróciłem już spokojnym tempem i szybko zapomniałem o tej przygodzie. Moja dyspozycja na podjazdach może niepokoić ale jest sporo przyczyn które wyjaśniają ten stan. W poprzednim roku pierwsze podjazdy nie wyglądały wiele lepiej, w sezonie wraz z rowerem ważyłem 73-74 kilogramy a teraz prawie 82, grube ciuchy, ekwipunek i wyższa masa ciała zrobiły swoje, rower też nie działa jak należy i kilka Wat idzie w powietrze. Kolejne wyjazdy w góry już na pewno będą łatwiejsze, moc pod nogą jest a inne elementy powoli poskładam do kupy aby maszyna działała jak należy.


Trening 8

Środa, 3 marca 2021 Kategoria Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima 2021, 50-100
Km: 76.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:38 km/h: 28.86
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 1783kcal Podjazdy: 510m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Po bardzo chłodnym poranku temperatura szybko zaczęła rosnąć i wyjechałem już po 9 bo miałem wyraźnie ograniczony czas. Ubrałem się tak, że na początku trochę marzłem ale na koniec było mi za ciepło. Ciężko wybrać odpowiedni strój na dzień w którym występuje duża amplituda temperatury, zwłaszcza jak można jeździć tylko w konkretnych godzinach nie mając żadnego marginesu. Mimo tego, że miałem wszystko przygotowane wcześniej dosyć długo zbierałem się do jazdy. Stwierdziłem, że pogoda jest idealna na test nowych okularów które nabyłem już jakiś czas temu. W poprzednich pękła mi soczewka której nie da się już dokupić więc jedynym rozwiązaniem był zakup nowych. Jedyna opcja jaką brałem pod uwagę to fotochromy które najlepiej spełniały moje oczekiwania. Okulary świetnie leżą na twarzy i co najważniejsze pasują do kasku. Wszystkie czynniki jakie brałem pod uwagę spełniały Ekoi PersoEvo 7. Postanowiłem nie brać bidonów i zabrałem plecak z bukłakiem dzięki czemu miałem picie cały czas pod ręką i w zasadzie nie musiałem odrywać rąk od kierownicy. Przed jazdą przyjąłem większą ilość węglowodanów aby po 2 godzinach nie pojawiły się pierwsze oznaki kryzysu. Jednak nic to nie dało i znów po 2 godzinach równej jazdy tętno poszło wyraźnie do góry, szczególnie na podjazdach. Trasę wybrałem niezbyt dobrą i szybką, po drodze 7 miejsc z ruchem wahadłowym. Na każdym musiałem się zatrzymać i nie tylko traciłem czas ale i wypadałem z rytmu. Na całej trasie niewiele było odcinaków z wiatrem w plecy, z reguły wiało w twarz lub z boku. Próbując utrzymać stałą moc i założoną kadencję musiałem często zmieniać przełożenia ale jakoś dawałem sobie z tym radę. W pewnym momencie musiałem zmienić trasę z powodu zamknięcia kolejnej drogi w okolicy Międzyrzecza. Musiałem zaliczyć trudniejszy podjazd na którym brakowało mi przełożenia, 36x25 to jednak za mało nawet na krótkie podjazdy w okolicy. Nie chciało mi się wracać ścieżką rowerową i pojechałem inną drogą. Na koniec rozładował mi się licznik. Noga całkiem nieźle podawała ale czegoś brakowało abym był w stu procentach zadowolony.


Trening 7

Niedziela, 28 lutego 2021 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
Km: 92.00 Km teren: 2.00 Czas: 03:35 km/h: 25.67
Pr. maks.: 51.00 Temperatura: 2.0°C HRmax: 159159 ( 81%) HRavg 143( 73%)
Kalorie: 2560kcal Podjazdy: 530m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Na koniec miesiąca zafundowałem sobie wymagającą trasę na rowerze zimowym. Pogoda była do tego idealna, po deszczu, zimno i ciężkie chmury na niebie. Sporo czasu straciłem na próbie wgrania trasy na licznik, ostatecznie się nie udało i jechałem bardziej na oko. Przed wyjazdem jeszcze sprawdziłem rower aby potem nie było niespodzianek na trasie, zrobiłem to chyba niezbyt dokładnie. Brak możliwości przykręcenia koszyka na bidon spowodował, że miałem jeden dylemat mniej, musiałem wybrać plecak z bukłakiem dzięki czemu miałem cały czas ciepłą wodę do picia. Wyjechałem w sumie z ponad 30 minutowym opóźnieniem ale nie byłem ograniczony czasowo na tyle aby skracać trasę. Wziąłem więcej jedzenia jakby do głowy przyszedł mi pomysł o wydłużeniu jazdy do 4 godzin. W sumie bardzo dużo czasu straciłem na przygotowanie do jazdy. To chyba najbardziej nielubiany przeze mnie element kolarskiej układanki, nawet latem zajmuje to pewną ilość czasu i nie należy do przyjemności. Przed wyjazdem załączyłem światła w rowerze aby być bardziej widocznym przy tej niepewnej pogodzie. Przez chwilę myślałem, że źle dobrałem ciuchy ale już po kilku kilometrach doszedłem do wniosku, że na tym polu błędów żadnych nie popełniłem. Co nie znaczy, że nie pojawiły się inne. Początek jazdy wyglądał obiecująco, noga całkiem nieźle podawała. Na głównej drodze było trochę samochodów ale gdy zjechałem w bardziej boczne drogi przez wiele kilometrów nie minął mnie żaden samochód. Miałem okazję powspominać stare czasy gdy na drogach było mniej samochodów. Jedynym przerywnikiem jaki się pojawił to problemy z łańcuchem, nie chciało mi się regulować przedniej przerzutki i musiałem z wyczuciem operować manetką z czym czasami był problem. Kilka razy miałem problem z nawigacją i musiałem modyfikować trasę, jeden skręt przegapiłem ale nie wpłynęło to na długość trasy. Kolejne dwie modyfikacje były łatwiejsze do wyłapania ale popełniłem tam błędy. Na trasie było sporo bardzo dziurawych odcinków i miejsc z dużą ilością wody. Rower w takich sytuacjach sprawdził się na medal. Kilka razy musiałem się awaryjnie zatrzymać. Pierwszy raz na przejeździe w Chybiu, kolejny przed Zabrzegiem. Po około 2 godzinach tętno osiągało wyraźnie wyższe wartości, już kolejny raz powtarza się ten problem. Mimo tego trzymałem założoną moc i próbowałem utrzymać kadencję co nie do końca mi wyszło. W Czechowicach omyłkowo musiałem w niebezpiecznym miejscu przekroczyć dwupasmówkę, ruch był na szczęście niewielki i bez problemu przejechałem przez drogę. Za wszelką cenę nie chciałem znaleźć się na ulicy Mazańcowickiej ale tak się stało. Na tej drodze doszło do dwóch bardzo niebezpiecznych sytuacji, raz prawie wylądowałem w rowie a drugi na czyimś płocie. Jazda główną drogą też nie była przyjemna. Wtedy też zorientowałem się, że nie mam już jedzenia i picia, miałem zapas nawet na dodatkową godzinę. Typowej bomby głodowej nie było ale musiałem się oszczędzać. Tętno już było bardzo wysokie ale nie przejmowałem się tym. W najbardziej nieodpowiednim miejscu gdy przedzierałem się przez błotnistą drogę musiałem minąć się z samochodem na łuku. Niewielki błąd mógł skończyć się upadkiem. Dojechałem jednak bezpiecznie do drogi asfaltowej. Ostatnie kilometry już spokojniejsze ale tętno nie chciało spaść do strefy pierwszej. Był to dobry trening ale zasiał ziarno niepewności przed sezonem.

Trening 6

Czwartek, 25 lutego 2021 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
Km: 41.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:27 km/h: 28.28
Pr. maks.: 55.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 167167 ( 85%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 973kcal Podjazdy: 530m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy trening zadaniowy na szosie. Po pracy możliwe szybko się zebrałem ale uznałem, że za wcześnie na Przegibek, perspektywa przedzierania się przez całe miasto również nie była kusząca. Wybrałem więc sprawdzoną opcję czyli ulica Cisowa łącząca Jasienicę i Jaworze. Podjazd niby nie długi, niezbyt trudny ale w warunkach jakie panowały to wystarczyło aby zrobić efektywny i dobrze wchodzący w nogi trening. Tym razem wybrałem już typowo letni strój i samo przygotowanie do jazdy nie trwało już tak długo. Gdy ruszyłem to okazało się, że niezbyt dokładnie oczyściłem rower z błota po wczorajszej błotnej jeździe. Przekonałem się o tym gdy musiałem awaryjnie hamować przed skrzyżowaniem, sporo suchego już błota wypadło z hamulców i opon. Na rozgrzewce męczyłem się i nie umiałem utrzymać założonej kadencji, gdy dojechałem do Nałęża, przekonałem się jak mocno wieje. Nie umiałem jechać pod ten wiatr, przez 2 minuty mocnej jazdy oscylującej wokół 5 W/kg przejechałem znacznie mniej niż zazwyczaj, masa czynników na to się złożyła i początkowo myślałem, że jestem po prostu słaby ale nie do końca tak było. Gdy zjechałem do skrzyżowania niemałe bez kręcenia musiałem się zatrzymać i przepuścić cały sznur samochodów. Podobnie w sumie wyglądał cały trening, ciągłe przedzieranie się przez samochody których na tej drodze było całkiem sporo. Standardowo na początku treningu a raczej powtórzenia na określonej mocy szukałem optymalnego przełożenia. Założyłem, że każde kolejne powtórzenie będzie na innej kadencji. Zacząłem od 80, nie było to łatwe do utrzymania wraz z mocą więc starałem się nie przekraczać 90. Ciąg z południa był konkretny więc pilnowałem się by nie jechać za mocno, byłem zaskoczony z jaką lekkością wchodziły moce ponad 330 Wat. Z każdym kolejnym powtórzeniem szło o dziwo łatwiej. Problemy z doborem przełożenia powtarzały się, każde kolejne było na innej kadencji, kolejno 60-70, 90-100 oraz 70-80. Z ostatniego powtórzenia zrezygnowałem i postanowiłem zastąpić go innym ćwiczeniem. Najpierw jednak czekało mnie 10 minut spokojnej jazdy. Źle oceniłem warunki, sądziłem, że południowy wiatr jest słabszy i na skrzyżowaniu gdzie zawracałem byłem po 8 minutach, jedną minutę wykorzystałem na przygotowanie do ćwiczenia i ruszyłem szybciej. Znowu ruszyłem za mocno i wszedłem w 7 strefę, pierwszy 20 sekundowy zryw tak właśnie wyglądał. Każdy kolejny był bardziej dokładny i w zasadzie dopiero 2 ostatnie były w całości w 6 strefie. Po tym ćwiczeniu miałem już planowaną ilość TSS i mogłem wrócić do domu. Tętno odpadało powoli ale jechałem odrobinę za mocno więc gdybym nie wychodził poza 1 strefę tętno szybciej by osiągnęło niskie wartości a tak stało się to dopiero pod domem. Mimo drobnych problemów z doborem przełożenia i ustabilizowaniem mocy na powtórzeniach był to całkiem dobry trening. Gdyby taka noga była końcem marca byłbym zadowolony, nigdy nie myślałem, że już w lutym będę w stanie bez problemu wykręcać takie moce. Jednak aby nie było tak różowo, na wadze jest za dużo o 2 kilogramy które chciałbym zgubić do połowy kwietnia kiedy rusza sezon startowy. Innym pozytywnym akcentem tego treningu jest to, że nie musiałem czyścić roweru po jeździe bo nie miałem gdzie go zbrudzić. Szkoda, że na weekend zapowiada się załamanie pogody i szosa chyba zostanie w garażu a w ruch pójdzie rower z błotnikami.


Trening 5

Środa, 24 lutego 2021 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
Km: 61.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:06 km/h: 29.05
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 155155 ( 79%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 1359kcal Podjazdy: 400m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Po najdłuższym tegorocznym dniu w pracy który trwał 13 godzin nie miałem siły na nic, specjalnej ochoty na trening nie było ale pogoda zachęcała do jazdy więc po obiedzie podjąłem decyzję o tym by jednak jechać. Zaplanowałem jedną ze standardowych tras zahaczającą o Chybie czy Pierściec ale już po wyjeździe musiałem ją wyraźnie skorygować. Wybrałem dosyć ciepły strój mimo wysokich wskazań temperatury która jednak o tej porze roku jest bardzo zdradliwa i lepiej przegrzać się niż zmarznąć. Ostatecznie wybrany zestaw ciuchów okazał się bardzo optymalny na panujące warunki. Po raz kolejny przekonałem się, że popołudniowe wyjazdy mają coraz mniejszy sens ze względu na dużą ilość samochodów na drogach i spore utrudnienia które wpływają w dużym stopniu na bezpieczeństwo. Już po pierwszym kilometrze zdecydowałem się na zmianę trasy, kolejny raz wprowadzono ruch wahadłowy na ulicy Cieszyńskiej i utworzył się spory korek więc postanowiłem od razu skręcić w boczną drogę co oznaczało zmianę trasy. Przez moment miałem trochę spokoju ale po około minucie już pojawiło się kilka samochodów. Boczne dróżki bywają strasznie zdradliwe i w dwóch miejscach trafiłem na spore kałuże i mimo zwolnienia ubrudziłem rower. Po kilku kilometrach bocznych i mniej głównych dróg znalazłem się na trasie w kierunku Strumienia. Tutaj dało się już jechać szybciej a samochody mimo dużej ilości nie były uciążliwe. Podjazd przy wyższej wadze szedł znowu bardzo topornie ale do połowy udało się wjechać z rozpędu po zjeździe. Następnie mimo odczuwalnego, przeszkadzającego wiatru jechało się całkiem przyjemnie, nie miałem problemów z utrzymaniem kadencji, moc momentami była za niska, momentami za wysoka ale starałem się opanować ten problem i ustabilizować wskazania na poziomie 190 – 210 Wat. Nieco szczęścia miałem w Chybiu gdzie trafiłem na otwarty przejazd kolejowy czego się nie spodziewałem. Zatrzymał mnie za to sygnalizator przed mostem na Wiśle w Strumieniu. Kiedyś tam wahadła nie było ale od tego czasu jest kilka razy więcej samochodów na drogach i pewnie nie jedna kolizja by miała tam miejsce gdyby nie sygnalizacja świetlna. Postój nie trwał jednak zbyt długo, ruszyłem spokojnie i wolno ponieważ jechałem za radiowozem który jednak w Strumieniu skręcił w lewo a ja skierowałem się na Pszczynę. Nie planowałem tej trasy ale jakoś samo tak wyszło. Czułem , że jadę z wiatrem więc momentami było bardzo szybko. Zauważyłem, że ścięte drzewa przy drodze powoli znikają ale prace postępują wolno i takim tempem to sprzątanie tego pobojowiska potrawa dłużej niż miesiąc. Gdzieś po drodze wyłączyło mi się myślenie i zamiast jechać przez rondo w Pszczynie i tamę w Goczałkowicach skręciłem w boczną drogę przez pola w Łące która okazała się być rzeką. Mimo wolnej jazdy cały byłem brudny a dodatkowo trafiłem na sporą ilość samochodów. Na ścieżce w Goczałkowicach musiałem użerać się z wolno jadącymi rowerzystami do których nie trafiały żadne uwagi i dopiero po 300 metrach udało się ich wyprzedzić. Miałem spory zapas czasowy wiec postanowiłem jechać przez centrum Goczałkowic, w tym celu skręciłem w pierwszą ulicę w lewo i trafiłem na kolejne miejsca z dużą ilością wody. Byłem już cały brudny więc specjalnie nie zwalniałem. Trochę żałowałem, że wybrałem akurat tą drogę ale gdy dojechałem do tunelu pod torami i przedostałem się na drugą stronę to zauważyłem, że przejazd kolejowy jest zamknięty i musiałbym czekać a tak mogłem jechać dalej. Chyba jedyny plus jaki przyniosła wyższa waga to lepsza niż zwykle jazda po kostce brukowej. Szybko i pewnie pokonałem cały 500 metrowy odcinek, gdyby na końcu dostawczak nie wymusił na mnie pierwszeństwa a później nie wlekł się 20 km/h to byłoby naprawdę dobrze. Jeszcze mało głupich rzeczy zrobiłem tego dnia więc dołożyłem kolejną. Zamiast cierpliwie czekać na otwarcie przejazdu kolejowego skręciłem w boczną drogę która przechodzi pod torami. Zapomniałem o jednym, że w zeszłym roku cała linia kolejowa była remontowana a znak droga bez przejazdu nie dał mi do myślenia. Wpakowałem się po uszy, nie chciało mi się wracać i postanowiłem krótki odcinek bez asfaltu pokonać pieszo. Gdy podniosłem rower aby nie nabiło się błota we wszystkie newralgiczne miejsca w rowerze, zanurzyłem się na kilka centymetrów w błocie, momentami było lepiej ale musiałem prowadzić rower aby błoto i woda nie wlały mi się do butów od góry. Musiałem się zatrzymać po pokonaniu tego toru przeszkód, chwilę trwało oczyszczenie bloków abym w ogóle mógł się wpiąć. Nowy smar do łańcucha spowodował, że jechałem dużo wolniej a sama jazda była toporna. Liczyłem na to, że uda się przejechać trasę w 2 godziny. Niestety zabrudzony sprzęt oraz wymagający podjazd na trasie skutecznie mi to utrudniły ale z całej jazdy mogę być zadowolony. Pierwsze oznaki wiosny wykorzystane w możliwy sposób, pracując po 12 godzin już któryś tydzień z rzędu ciężko znaleźć motywację do treningów w domu i taki przerywnik sprawdził się idealnie.



Trening 4

Wtorek, 23 lutego 2021 Kategoria 0-50, blisko domu, Szosa, Zima, Zima 2021, Trening 2021
Km: 26.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:04 km/h: 24.38
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 150150 ( 76%) HRavg 126( 64%)
Kalorie: 608kcal Podjazdy: 270m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Krótki wyjazd po 12 godzinach pracy. Żal było marnować pogodę i mimo tego że nie planowałem wybrałem się na rundkę po okolicznych drogach. Rower po niedzieli wyczyściłem ale zupełnie niepotrzebnie bo już po paru minutach wyglądał podobnie jak przed czyszczeniem. Ostatnio chyba zapoczątkowałem nową tradycję bo znowu zaliczyłem odcinek bez asfaltu. Miałem problem z przejazdem i ugrzęzłem w kilku centymetrowej warstwie błota. Rower przestał działać płynnie i jazda była jeszcze mniej przyjemna. Liczyłem na to że zaznam trochę spokoju ale przy tym co działo się na drogach było to niemożliwe. Nie było dłuższego odcinka niż 100 metrów na którym nie minęło mnie przynajmniej kilka samochodów. Trochę zrekompensowały to skrzyżowania gdzie w większości przypadków nie musiałem się zatrzymywać. Większy ścisk przy dwupasmówce minąłem ładując się na ścieżkę rowerową. Ostatni odcinek nieco spokojniejszy ale nie na tyle aby całkowicie wyłączyć głowę. Nie żałuję że pojechałem bo nawet taka jazda jest lepsza niż jej brak.



Trening 3

Niedziela, 21 lutego 2021 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2021, Zima, Zima 2021
Km: 100.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:22 km/h: 29.70
Pr. maks.: 54.00 Temperatura: 6.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 2429kcal Podjazdy: 590m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy od 7 tygodni trening na szosie. Dzień wcześniej przygotowałem dwa rowery do jazdy, stalowy z błotnikami oraz aluminiową szosę czekającą co prawda na wiosenny przegląd ale jej stan pozwala na normalną jazdę. Długo zastanawiałem się który rower wybrać, piękne słońce i suche drogi wokół domu przekonały mnie aby wyjechać na „szybszym rowerze”. Już zapomniałem ile czasu potrzeba na przygotowanie się do jazdy. Świadomie zrezygnowałem z bidonu zabierając plecak z bukłakiem, jedzenia zabrałem na maksymalnie 3 godziny jazdy i nie planowałem postojów po drodze. Wybór ubrania zajął chwilę ale już jego zakładanie trwało dłużej. Gdy w końcu byłem gotowy zorientowałem się, że nie zabrałem pompki. Musiałem się po nią wrócić bo nigdy nie wyjeżdżam nieprzygotowany. Podczas ostatniego sprawdzania roweru przed jazdą załączyłem tylną lampkę dla bezpieczeństwa. Gdy ruszyłem to żałowałem, że wybrałem ten rower bo drogi nie wyglądały tak dobrze jak widać to było z okna. Po kilku minutach zorientowałem się, że zapomniałem zmienić kasetę w kole i na niektórych koronkach łańcuch przeskakuje. Nie przeszkadzało mi to ani nie wpływało na jakość jazdy. Kolejny rok z rzędu potwierdziło się zjawisko które trwa już wiele lat. Z każdym rokiem przybywa samochodów na drogach i nawet w tym trudnym czasie nic się w tej kwestii nie zmieniało. Kiedyś w niedzielę można było spokojnie pojeździć na szosie w bardzo małym ruchu a obecnie takiej opcji nie ma. Szybko pogodziłem się z myślą, że spokojnie nie będzie i bezpieczeństwo jest najważniejsze. Zapomniałem o tym, że na drogach miejscami jest woda i po kilku kilometrach rower był już do mycia. Po drodze wydarzyło się jeszcze kilka niecodziennych sytuacji. Jedną z nich było zaskoczenie po widoku jaki zobaczyłem na drodze przed Pszczyną. Ponad 20 drzew rosnących przy drodze zostało wykopanych z korzeniami, krajobraz jak pobojowisku, niestety to coraz częsty obraz w naszym jakże pięknym kraju. Nie wiem czemu ma to służyć, jedyne co przychodzi mi do głowy to modernizacja drogi. Gdyby nie remont drogi 933 to w ogóle bym tamtędy nie jechał i nie widział tego. Planując maksymalnie trzy godzinną jazdę, każda zmiana trasy oznaczała kombinowanie aby szybciej nie wrócić do domu. Nie byłem przygotowany na dłuższą trasę ale coraz częściej wydłużam trasy i później cierpię z tego powodu. Tym razem typowej bomby głodowej nie było, jedyna oznaka zbliżającego się kryzysu to podwyższone tętno oraz problemy z utrzymywanie wysokiej kadencji. Wydłużając trasę trafiłem na odcinek bez asfaltu, na tym krótkim fragmencie trasy jeszcze bardziej wybrudziłem rower. Mimo wydłużenia trasy zakładałem, ze uda się być w domu o 13. Dojechałem nawet z lekkim zapasem który na wjeździe do miasta wynosił 5 minut. Jak na pierwszy wyjazd oraz zważając na to, ze jest dopiero luty to noga całkiem solidnie podawała. Każdy kolejny wyjazd u mnie jest zwykle coraz lepszy więc jestem spokojny o sezon mimo tego, że czasu w tym roku mam znacznie mniej. Na trasie spotkałem wielu rowerzystów lub kolarzy, niewielu z nich odwzajemniło pozdrowienia a tylko jeden już blisko domu jako pierwszy zawołał „cześć”. Wzajemny szacunek wśród kolarzy zanika, czasy są trudne ale nie można zamykać się w sobie i we własnych myślach

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 15170 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 17496 km
Evo 2 10004 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum