Wpisy archiwalne w kategorii
w grupie
| Dystans całkowity: | 49822.00 km (w terenie 762.00 km; 1.53%) |
| Czas w ruchu: | 1817:20 |
| Średnia prędkość: | 27.27 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 92.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 569366 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (103 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 1041293 kcal |
| Liczba aktywności: | 549 |
| Średnio na aktywność: | 90.75 km i 3h 20m |
| Więcej statystyk | |
Trening 68
Czwartek, 15 czerwca 2017 Kategoria w grupie, Trening 2017, Szosa, Samotnie, 100-200
| Km: | 145.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:37 | km/h: | 25.82 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 180180 ( 92%) | HRavg | 138( 70%) |
| Kalorie: | 4127kcal | Podjazdy: | 3210m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiejszy trening był jednym z najlepszych w tym sezonie. Sporo podjazdów, trochę jazdy w grupie, dobra pogoda a także brak ... pecha. Nie miałem wczoraj czasu zrobić z rowerem więc wziąłem lepszy sprzęt. Różnica jest taka, że przyjemniej się podjeżdżało i bezpieczniej zjeżdżało. Wyjechałem przed 6 i pod Twomarkiem były 2 osoby. Czekaliśmy na "Młodego" i w czterech jazda dalej. Po drodze dołączyły kolejne osoby w tym Jarek i w sumie było nas 10 osób. Dosyć równa i dobra jazda po podwójnych zmianach do Szczyrku. Pierwszym podjazdem był Salmopol. Tempo nie było jakieś szaleńcze i dosyć długo jechaliśmy w 7 osób. Nie zamierzałem podkręcać tempa i jadąc równo wjechałem jako 3 na szczyt. Do rekordu brakło sporo, czas wyszedł najlepszy w tym roku. Na szczycie zimno i podczas czekania na wszystkich trochę zmarzłem. Okazało się, że "Młody" zawrócił i dalej jechaliśmy w 9. Zjeżdżałem wolno i asekuracyjnie na końcu grupy i musiałem się zatrzymać odebrać telefon. Po zjeździe do Malinki podkręciłem tempo i dogoniłem grupkę przed Zaporą w Czarnem. Drugi podjazd to Zameczek. Początek znowu razem a później kolejne osoby odpadały i na górze byłem tuż za Jankiem. Czas też wyszedł najlepszy w tym roku, jednak sporo gorszy od rekordu. Na górze chwila rozluźnienia i po dojechaniu wszystkich zjazd do Istebnej główną drogą. Tam remont drogi i korek. Po przedostaniu się przez wahadło przyszła kolej na Ochodzitą. Nie jechałem od tej strony chyba 5 lat i pomimo dosyć spokojnej jazdy rekord wpadł, wjechałem znowu w czołówce i na szczycie chwila przerwy. Grupa pojechała w stronę Milówki, ja zawróciłem i zjechałem przez Istebną do Zaolzia. Kolejny podjazd na mojej trasie to Koczy Zamek. Jechało się dosyć dobrze i ten podjazd pojechałem mocniej. Końcówka jest sztywna i bardzo mi to pasowało. Wjechałem na Ochodzitą i drugi raz zjechałem główną drogą do Koniakowa i dalej do Jaworzynki. Na rondzie skręt na Istebną i kolejny, krótki ale stromy podjazd. Do świateł dosyć spory korek i postanowiłem czekać na zielone. Kiedy w końcu się zapaliło to szybko przez zwężenie i na chwilę się zatrzymałem w okolicy Amfiteatru pod Skocznią. Zobaczyłem Wieśka, nie miał czasu by ze mną porozmawiać więc jechałem dalej. Na Kubalonkę chciałem wjechać przez Olecki, intuicja jednak mi podpowiedziała by jechać główną. Dobrze zrobiłem, bo droga na Osiedle była zablokowana i musiałbym zawrócić po podjeździe. Po spokojnym wjeździe na szczyt, zjazd pod wiatr do Wisły. Cieżko się jechało a w planie miałem jeszcze trzy podjazdy. Na pierwszy ogień poszedł niezbyt długi podjazd na tzw. Kamienną, jechałem tam bardzo dawno temu i podjazd ciekawy i nie taki łatwy. Przez większą część prowadzi po równej kostce brukowej. Szkoda tylko, że w pewnym momencie jest tablica "Teren Prywatny" I musiałem zawrócić. Zjazd nie był całkiem przyjemny i pośpiesznie przejechałem przez Centrum Wisły i skierowałem sie na Skoczów. Przed drugim podjazdem kolejowym skręciłem sobie w lewo i jechałem tak długo aż nawierzchnia nie stała się żwirowa. Podjazd ciekawy, początek łatwy a później coraz stromiej i momentami płyty. Asfalt kończy się nagle w miejscu gdzie jest 11 % i ciężko zawrócić. Uwagę moją zwróciła jeszcze jedna uliczka odchodząca w bok, następnym razem ją sprawdzę. Na deser została Równica. Myślałem wjechać od Jaszowca po kostce ale gdy zobaczyłem dużą grupę turystów zajmujących prawie całą szerokość drogi skręciłem w prawo i wjechałem asfaltowym podjazdem. Jechałem dosyć spokojnie i przed Skalicą minąłem się z Grzesiem zjeżdżającym z góry. Zwolniłem i przy skrzyżowaniu jechaliśmy już razem. Przez większą część podjazdu jechaliśmy wspólnie, później Grześ trochę odpuścił bo miał wjeżdżać jeszcze raz i samotnie wjechałem na szczyt a następnie na Skibówkę. Chwilka przerwy i wspólny zjazd w dół. Ja pojechałem do mostu a Grześ odbił w lewo na Jaszowiec. Przez Lipowiec i Górki dojechałem do drogi na Bielsko i jechałem nią do Jasienicy. Przez Jaworze dołożyłem sobie jeszcze dwa podjazdy i z przewyższeniem 3210 metrów wróciłem do domu. Na dzisiejszym treningu miałem problemy z ubiorem i jedzeniem, ubrałem się za ciepło i nie zabrałem bananów. Na taki dystans same batony i żel nie wystarczą. Jutro zasłużony dzień odpoczynku.
Podjazdy:
I. Przełęcz Salmopolska od Szczyrku 4,4 km 270 m ( 6,1 % ) 0:14:40 ( 18,0 ) 162 ( 82% )
II. Przełęcz Szarcula od Wisły Czarne 2,2 km 180 m ( 8,2 % ) 0:09:16 ( 14,2 ) 158 ( 80% )
III. Ochodzita z Istebnej 5,9 km 250 m ( 4,2 % ) 0:17:40 ( 20,0 ) 147 ( 74% ) - rekord
IV. Koczy Zamek z Rastoki przez Kliszówkę 1,9 km 120 m ( 6,3 % ) 0:06:53 ( 16,6 ) 163 ( 82% ) - rekord
V. Przełęcz Kubalonka od Istebnej 3,8 km 210 m ( 5,5 % ) 0:12:35 ( 18,1 ) 154 ( 78% )
VI. Kamienna z Wisły 1,4 km 90 m ( 6,4% ) 0:05:15 ( 16,0 ) 155 ( 78 % ) - rekord
VII. Gahura z Wisły 1,8 km 160 m ( 8,9% ) 0:06:25 ( 16,8 ) 157 ( 79% ) - rekord
VIII. Równica od Jaszowca ul. Wczasową 5,7 km 380 m ( 6,7 % ) 0:21:06 ( 16,2 ) 155 ( 78% )
Równica od Skalicy ( koniec kostki brukowej ) 3,2 km 260 m ( 8,1% ) 0:12:57 (14,8 ) 159 ( 80% )
https://www.strava.com/activities/1037557824
Podjazdy:
I. Przełęcz Salmopolska od Szczyrku 4,4 km 270 m ( 6,1 % ) 0:14:40 ( 18,0 ) 162 ( 82% )
II. Przełęcz Szarcula od Wisły Czarne 2,2 km 180 m ( 8,2 % ) 0:09:16 ( 14,2 ) 158 ( 80% )
III. Ochodzita z Istebnej 5,9 km 250 m ( 4,2 % ) 0:17:40 ( 20,0 ) 147 ( 74% ) - rekord
IV. Koczy Zamek z Rastoki przez Kliszówkę 1,9 km 120 m ( 6,3 % ) 0:06:53 ( 16,6 ) 163 ( 82% ) - rekord
V. Przełęcz Kubalonka od Istebnej 3,8 km 210 m ( 5,5 % ) 0:12:35 ( 18,1 ) 154 ( 78% )
VI. Kamienna z Wisły 1,4 km 90 m ( 6,4% ) 0:05:15 ( 16,0 ) 155 ( 78 % ) - rekord
VII. Gahura z Wisły 1,8 km 160 m ( 8,9% ) 0:06:25 ( 16,8 ) 157 ( 79% ) - rekord
VIII. Równica od Jaszowca ul. Wczasową 5,7 km 380 m ( 6,7 % ) 0:21:06 ( 16,2 ) 155 ( 78% )
Równica od Skalicy ( koniec kostki brukowej ) 3,2 km 260 m ( 8,1% ) 0:12:57 (14,8 ) 159 ( 80% )
https://www.strava.com/activities/1037557824
Trening 65
Czwartek, 8 czerwca 2017 Kategoria 100-200, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 116.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:08 | km/h: | 28.06 |
| Pr. maks.: | 56.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 137( 70%) |
| Kalorie: | 2433kcal | Podjazdy: | 1020m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny trening, w nogach czułem dwa poprzednie dni i pomimo dobrze kręcącej nogi moc nie była najwyższa. W Jastrzębiu miałem być o 17 i wyjechałem około 15:20. Po drodze jeszcze do załatwienia klika spraw. Miałem jechać przez Centrum Jaworza a odruchowo pojechałem na główną i od razu korek. Zdenerwowałem się lekko i zrobiłem sobie sprint chodnikiem. Po przejechaniu kilku kilometrów wróciłem na drogę. W Świętoszówce postój w kantorze i równym tempem do Skoczowa. Wiało jak zwykle w twarz lub bocznie, pomimo tego udało się jechać równym tempem,, w Skoczowie znowu korek i jakoś się przepchałem pomiędzy samochodami. Po wjeździe na dwupasmówkę równym spokojnym tempem zajechałem do Bąkowa. Po skręcie w lewo zwolniłem, miałem zapas czasu a stać pod McD za długo mi się nie chciało. W Bziu na moment się zatrzymałem i na miejscu byłem o 16:55. Parę minut po 17 ruszyliśmy w kierunku Marklowic Górnych. Nieznajomymi mi drogami z różnego stanu nawierzchnią i spokojnym tempem dojechaliśmy do głównej drogi. Do Petrovic już trochę szybszym tempem i tam 3 podjazdy. Pierwszy długi, o różnym nachyleniu ale nie na tyle trudny by móc się samotnie oderwać. Rozpocząłem z tyłu i już po starcie miałem sporą stratę, kiedy zrobiło się stromiej przyśpieszyłem na tyle by w krótkim czasie znaleźć się z przodu, dałem mocną zmianę ale nie udało się oderwać i później jechałem z tyłu grupy nie wysilając się zbytnio i miałem próbować na kolejnych podjazdach. Po dojechaniu wszystkich i spokojnym zjeździe przyszedł czas na drugi podjazd. Nawet zbytnio nie zauważyłem tego podjazdu, nim się na dobre nie rozpoczął to już się skończył. Odpuściłem sobie szarpaninę i nawet będąc na dobrej pozycji po podjeździe na głównej drodze zostałem wyprzedzony, lubię takie sytuacje jak widzę jak wszyscy się zaginają a ja sobie luźno jadę. Miałem plan by "pójść w trupa" na trzecim podjeździe. Podjazd też był krótki z nerwowym początkiem, sporo zakrętów i niemal płasko nie sprzyjało agresywnej jeździe. Zacząłem z tyłu i trochę straciłem na początku, gdy zrobiło się trudniej przyśpieszyłem na tyle by dogonić resztę ale podjazd się skończył i do końca było niemal płasko i wjechałem tuż za najlepszą czwórką. Fajne podjazdy, ale dla mnie za krótkie, w górach sytuacja wygląda inaczej. Po raz kolejny jestem słabszy od innych na treningu, tak już chyba musi być. W sumie wolę się wykazać na zawodach. Po tych trzech podjazdach pojechaliśmy na kofolę to knajpy. Jednak nim to nastąpiło czekał nas jeszcze jeden podjazd. Krótki i stromy, przed dojazdem do niego oczywiści mi odjechali i wjechałem jako jeden z ostatnich ale bardzo szybko i na blacie. Po półgodzinnej przerwie pojechałem z Adamem w kierunku Zebrzydowic. Po drodze mineliśmy jadącego z przeciwka Pawła. Jazda po zmianach zakończyła się w Kończycach skąd już spokojnym tempem do domu. Jutro wolne lub godzinny rozjazd i w niedzielę Bahenec. Cel to czas poniżej 17 minut.
https://www.strava.com/activities/1027140876
https://www.strava.com/activities/1027140876
Trening 64
Środa, 7 czerwca 2017 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 63.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:50 | km/h: | 34.36 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 148( 75%) |
| Kalorie: | 1217kcal | Podjazdy: | 330m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miał być fajny trening w grupie, po zmianach i nie było tak jak się spodziewałem. Początek o 18 i w planie runda prawie 80 kilometrów. Początkowo było nas 9 osób. Tempo od początku szybkie i średnia rosła z kilometra na kilometr. Właściwa jazda po zmianach rozpoczęła się w Jasienicy. Założenie było takie, że każdy daje minutową zmianę i schodzi na tył. Jeden kolega był pierwszy raz i z racji tego nie dawał zmian. Przy dobrej współpracy i organizacji w grupie nie byłoby żadnych problemów, niestety kilka osób nie potrafiła pokazywać dziur, ostrzegać przed utrudnieniami i hamowała w ostatniej chwili. Tempo też nie było równe, tylko byle szybciej i lepiej. Moja zmiana przypadła na granicy z Rudzicą i na szczęście skończyła się przed podjazdem. Na pierwszej górce nie było przyśpieszenia i udało się utrzymać koło, na drugiej niestety już trochę gorzej i jeden kolega zaczął odstawać i w porę nie przeskoczyłem do grupki i wjechałem parę sekund za resztą. Na zjeździe uparcie goniłem, ale różnica się powiększyła, dopiero po lekkim zwolnieniu w grupie do ... 45 km/h dojechałem do grupy. Mocne tempo było cały czas, spore odcinki ponad 50 km/h, w głowie siedzi dalej kraksa z marca i nie jestem w stanie jechać na kole, tylko trochę z tyłu. Wielu osobom się to nie podobało, trudno, każdy tylko potrafi krytykować, nikt nie potrafi zrozumieć. Parę razy musiałem przepuścić innych bo się pchali i przez to większość czasu wspólnej jazdy jechaliśmy na kole. Nie liczyłem ile razy wpadłem w dziurę, prawie nikt ich nie pokazywał, prostych zasad nie znają a chcą jechać szybko i agresywnie. Przestało mi się to podobać i stwierdziłem, że skracam trasę bez względu na to czy utrzymam tempo grupy czy nie. Jakoś udało się jeszcze wyjść na zmianę, jedną z niewielu równych zmian na trasie, jechałem cały czas "tylko" 45-48 km/h i to było za mało. Odpuściłem po minucie i wtedy zjeżdżając na tył wpadłem w dziurę, coś w kole zatrzeszczało, łańcuch się zaklinował i po jeździe. Tempo oczywiście wzrosło i te kilka sekund bez kręcenia korbą zrobiło około 15 metrową różnicę, już ie do odrobienia. Wściekle goniłem, ale po kilometrze stwierdziłem, że nie ma to sensu. W tym momencie miałem średnią prawie 41 km/h. Masakra, tempo jak na wyścigu, tylko kolarze jak z piaskownicy. W Pszczynie skręciłem na główną do Bielska i tak do Goczałkowic. Nogi kręciły coraz gorzej i jechałem spokojnie dalej w kierunku Czechowic ale już bocznymi drogami. Przez Mazańcowice do Międzyrzecza, chciałem mocno pojechać podjazd ale mnie brakło i już na zupełnym luzie do domu. Nie było źle, tylko szkoda, że co drugi kolarz to "gwiazdor" który myśli kim on to nie jest i co nie potrafi a przychodzi prawdziwy wyścig i "dętka" i ciągle ta sama śpiewka "nie wyszło, noga nie podawała, formy nie ma". Jutro trening z Jas-Kółkami i myślę, że tam mnie nie zostawią.
https://www.strava.com/activities/1025544113
https://www.strava.com/activities/1025544113
Rozgrzewka i rozjazd
Sobota, 3 czerwca 2017 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:50 | km/h: | 24.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 390kcal | Podjazdy: | 170m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rajcza Tour 2017
Sobota, 3 czerwca 2017 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Szosa, w grupie, Wyścig
| Km: | 90.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:47 | km/h: | 32.34 |
| Pr. maks.: | 80.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 190190 ( 97%) | HRavg | 165( 84%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | 1630m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Kolejny wyścig przejechany, mogę stwierdzić, że był to chyba najlepszy jaki przejechałem, praktycznie wszystko zagrało jak trzeba i nie miałem pecha, zabrakło jedynie trochę "cwanictwa" z mojej strony przed startem i mogłoby być jeszcze lepiej. Ogólnie to cała drużyna pojechała rewelacyjnie, wygrany wyścig OPEN wśród mężczyzn i kobiet i kilka dobrych miejsc, jednak na te lokaty pracowała cała drużyna.
Po krótkiej rozgrzewce stanąłem na starcie, ustawiłem się na samiutkim końcu i wiedziałem, że sporo będę musiał zyskać już przed podjazdem. Jeszcze przed wyjazdem z sektora już miałem minutę w plecy, zyskałem kilka miejsc i później do Milówki jazda "w stylu Masters" gaz-hamulec-gaz-hamulec... . Sporo zyskałem na tym odcinku i podjazd zaczynałem już z lepszej pozycji. Nawet byłem zaskoczony, że większość osób mnie puszczała i sukcesywnie przesuwałem się bliżej czuba. Na szczyt Kotelnicy wjechałem około 20 pozycji. Po szybkim zjeździe byłem w środku około 10 osobowej grupy, z przodu było 15 osób. Jazda w drugiej grupie, w której jechał m.in Kamil Maj już dawała do myślenia, że jest dobrze. W Tarlicznem dojechało jeszcze kilkanaście osób i była spora grupa. Jechałem kawałek na czele dyktując tempo i później schodząc ze zmiany prawie wpadłem na kolarza z MTB Pressing Team i musiałem zjechać na pobocze. Spadłem na drugi koniec grupy i tak jechałem przez cały podjazd i zjazd. Pod górę mogłem jechać ze sporą rezerwą i tak bez problemu trzymałem tempo grupy. Zjazd wzdłuż ekspresówki dał mi odpowiedź co do dyspozycji na zjazdach, nie straciłem praktycznie nic do reszty i z tego byłem zadowolony. Później dawałem jakieś zmiany na podjazdach i kolejne kilometry uciekały. Odpadło kilka osób, m.in. szalejący na zjazdach Marek Adamczyk który na każdym podjeździe odstawał mocno od reszty. Na zjeździe do Skalitego miałem problemy, jazda na wysokiej kadencji i cudem się utrzymałem w grupie, jednak muszę zmienić korbę na 52 z przodu. Odcinek dziur bez problemów, chociaż Jacek Piątek złapał gumę i selekcyjny podjazd pod granicę. Odpadło kilka osób i zostało nas około 15. Strata do czołówki oscylowała w granicach 2 minut i zdarzały się momenty, że widzieliśmy grupę. Na zjeździe do Soli znowu lekko odstałem ale nie na tyle by stracić kontakt z grupą. Odbiłem sobie na dojeździe do Kiczory dając zmianę i od tego momentu starałem się trzymać bliżej przodu grupy. Cały czas noga kręciła bardzo dobrze i nie martwiłem się niczym. Przy ekspresówce na atak zdecydował się Kamil Maj, zastanawiałem się czy jechać za nim czy nie, dobrze się czułem, ale taki stan mógł się szybko zmienić i nie reagowałem. Nikt nie gonił i przed bufetem się trochę podzieliliśmy, dwie osoby odjechały, dwie odpadły od grupy i w takim składzie dojechaliśmy do dziurawego odcinak na Słowacji. Tam niestety upadek zaliczył Bogusław Kramarczyk, na szczęście nic poważnego mu się nie stało, zwolniłem nawet ale machnął ręką, że da sobie radę i dojechałem do grupy przed podjazdem. Tam było podkręcenie tempa i dosyć mocno musiałem pracować by wjechać w grupie na szczyt. Przez Sól bardzo szybko przejechaliśmy i później wyszedłem na zmianę i dojechałem na czele do skrętu na metę. Tam nagle poszedł mocny zaciąg i 5 osób odjechało, nie chciałem ich gonić, jeszcze w niedzielę jadę czasówkę i trochę trzeba sił zaoszczędzić, jechałem swoim tempem, wiedziałem, że jeden zawodnik z mojej kategorii jedzie w tej grupce i jechałem swoim tempem, równa jazda pozwoliła wyprzedzić jeszcze 1 osobę a resztę grupy zostawiłem na ponad pół minuty. Jestem zadowolony z jazdy, formy i wyniku. Przed startem taki wynik brałby w ciemno. Najważniejsze, że zwycięzca w kategorii M2 z Radkowa przyjechał ponad 10 minut po mnie na metę.
https://www.strava.com/activities/1019360030
Po krótkiej rozgrzewce stanąłem na starcie, ustawiłem się na samiutkim końcu i wiedziałem, że sporo będę musiał zyskać już przed podjazdem. Jeszcze przed wyjazdem z sektora już miałem minutę w plecy, zyskałem kilka miejsc i później do Milówki jazda "w stylu Masters" gaz-hamulec-gaz-hamulec... . Sporo zyskałem na tym odcinku i podjazd zaczynałem już z lepszej pozycji. Nawet byłem zaskoczony, że większość osób mnie puszczała i sukcesywnie przesuwałem się bliżej czuba. Na szczyt Kotelnicy wjechałem około 20 pozycji. Po szybkim zjeździe byłem w środku około 10 osobowej grupy, z przodu było 15 osób. Jazda w drugiej grupie, w której jechał m.in Kamil Maj już dawała do myślenia, że jest dobrze. W Tarlicznem dojechało jeszcze kilkanaście osób i była spora grupa. Jechałem kawałek na czele dyktując tempo i później schodząc ze zmiany prawie wpadłem na kolarza z MTB Pressing Team i musiałem zjechać na pobocze. Spadłem na drugi koniec grupy i tak jechałem przez cały podjazd i zjazd. Pod górę mogłem jechać ze sporą rezerwą i tak bez problemu trzymałem tempo grupy. Zjazd wzdłuż ekspresówki dał mi odpowiedź co do dyspozycji na zjazdach, nie straciłem praktycznie nic do reszty i z tego byłem zadowolony. Później dawałem jakieś zmiany na podjazdach i kolejne kilometry uciekały. Odpadło kilka osób, m.in. szalejący na zjazdach Marek Adamczyk który na każdym podjeździe odstawał mocno od reszty. Na zjeździe do Skalitego miałem problemy, jazda na wysokiej kadencji i cudem się utrzymałem w grupie, jednak muszę zmienić korbę na 52 z przodu. Odcinek dziur bez problemów, chociaż Jacek Piątek złapał gumę i selekcyjny podjazd pod granicę. Odpadło kilka osób i zostało nas około 15. Strata do czołówki oscylowała w granicach 2 minut i zdarzały się momenty, że widzieliśmy grupę. Na zjeździe do Soli znowu lekko odstałem ale nie na tyle by stracić kontakt z grupą. Odbiłem sobie na dojeździe do Kiczory dając zmianę i od tego momentu starałem się trzymać bliżej przodu grupy. Cały czas noga kręciła bardzo dobrze i nie martwiłem się niczym. Przy ekspresówce na atak zdecydował się Kamil Maj, zastanawiałem się czy jechać za nim czy nie, dobrze się czułem, ale taki stan mógł się szybko zmienić i nie reagowałem. Nikt nie gonił i przed bufetem się trochę podzieliliśmy, dwie osoby odjechały, dwie odpadły od grupy i w takim składzie dojechaliśmy do dziurawego odcinak na Słowacji. Tam niestety upadek zaliczył Bogusław Kramarczyk, na szczęście nic poważnego mu się nie stało, zwolniłem nawet ale machnął ręką, że da sobie radę i dojechałem do grupy przed podjazdem. Tam było podkręcenie tempa i dosyć mocno musiałem pracować by wjechać w grupie na szczyt. Przez Sól bardzo szybko przejechaliśmy i później wyszedłem na zmianę i dojechałem na czele do skrętu na metę. Tam nagle poszedł mocny zaciąg i 5 osób odjechało, nie chciałem ich gonić, jeszcze w niedzielę jadę czasówkę i trochę trzeba sił zaoszczędzić, jechałem swoim tempem, wiedziałem, że jeden zawodnik z mojej kategorii jedzie w tej grupce i jechałem swoim tempem, równa jazda pozwoliła wyprzedzić jeszcze 1 osobę a resztę grupy zostawiłem na ponad pół minuty. Jestem zadowolony z jazdy, formy i wyniku. Przed startem taki wynik brałby w ciemno. Najważniejsze, że zwycięzca w kategorii M2 z Radkowa przyjechał ponad 10 minut po mnie na metę.
https://www.strava.com/activities/1019360030
Trening 60
Sobota, 27 maja 2017 Kategoria w grupie, Trening 2017, Szosa, 100-200
| Km: | 144.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:03 | km/h: | 28.51 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | 197197 (101%) | HRavg | 139( 71%) |
| Kalorie: | 3458kcal | Podjazdy: | 2290m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Bardzo fajny trening w 3 osobowym składzie. Wspólnie z Jarkiem i Piotrem Jasińskim zaliczyliśmy Lysą Horę. Dojazd szybki, z wiatrem, po zmianach. Nikt więcej nie był chętny więc nie czekaliśmy i jeszcze przed 9 byliśmy u podnóża podjazdu. Podjazd zacząłem spokojnie z zamiarem przyśpieszenia po zjeździe i tak też zrobiłem. Koledzy jechali od początku swoim tempem i ich nie widziałem. Całkiem inna jazda na "Karbonie" niż na zwykłym rowerze, czuć moc pod nogą. Jechałem cały czas równo i mocno, najciężejsze fragmenty też jakoś przetrwałem i nawet przymusowe zatrzymanie przez turystów mnie nie wybiło z rytmu. Ostatnie 2 kilometry pojechałem już na tyle ile umiałem i stoper zatrzymał się na 31:30, rekord poprawiony o 1:40 i w przyszłości, może za rok uda się wjechać poniżej 30 minut. Po 6 minutach czekania na górze przyjechał Piotr a chwilę za nim Jarek. Nie zabawiliśmy tam długo, było zmino, wietrznie i od razu w dół. Zjazd fatalny, bezpiecznie zjechaliśmy i po zmianach pod wiatr w powrotną drogę. Dosyć szybko jechaliśmy i z założenia mieliśmy być w Bielsku o 13 a udało się prawie godzinę szybciej. Tak szybko jeszcze tej trasy nie przejechałem a tempo jeszcze mogło być większe. Końcowe kilometry przejechałem na zmianie, trochę utrudnień było i trzeba było bardzo uważać. Całą trasę objechałem na 2 bidonach, 2 bananach i batonie. Nie odcięło mnie, pod koniec jedynie tyłek zaczął pobolewać. Za długa jazda w jednej pozycji zaszkodziła. Jutro jak się uda to wczesnym rankiem wyskoczę na godzinkę.
https://www.strava.com/activities/1007672455
https://www.strava.com/activities/1007672455
Trening 58
Środa, 24 maja 2017 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 81.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:37 | km/h: | 30.96 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 151( 77%) |
| Kalorie: | 1634kcal | Podjazdy: | 600m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Planowałem trening w grupie, za wiele z tego nie wyszło. Wyjechałem pół godziny wcześniej by trochę rozkręcić nogi. Byłem jakoś dziwnie słaby, pomimo tego faktu pojechałem pod Twomark. Pojawiło się około 10 osób. Początek znośnym tempem, w planie było ćwiczenie jazdy po zmianach. Z każdym kilometrem jechaliśmy szybciej, nikt nie mówił, że będzie się to odbywać przy prędkości ponad 40 km/h. W dalszym ciągu mam uraz po kraksie i trzymam sie trochę dalej od koła poprzednika. W Jasienicy już tempo dochodziło do 40 km./h. W Rudzicy przyszła kolej na moją zmianę, trzymałem dosyć dobrą prędkość, zaczął się pierwszy krótki podjazd, komuś się paliło i mnie wyprzedził, zjechałem na bok i podkręcenie tempa było na tyle duże, że nie byłem w stanie złapać koła schodząc ze zmiany. Przytkało mnie, noga dzisiaj kompletnie nie podawała, nie było mocy. Grupa sie oddalała a ja próbowałem gonić. Zaczął się trudniejszy podjazd i straciłem kolejne 30 sekund, na zjeździe pod wiatr nie byłem w stanie nic zyskać, na szczęście czekali na mnie w Landeku. Dałem jeszcze jedną zmianę i tyle z mojej jazdy w grupie. Nie próbowałem nawet gonić, jechałem równym tempem do Strumienia i tam lekko przyśpieszyłem. Jechałem cały czas równo i w Wiśle Wielkiej złapałem Grześka który odpadł od grupy. Od tego momentu jazda po zmianach do Łąki i na skróty omijając Pszczynę do Goczałkowic. Strata była za duża by dogonić grupę i do Międzyrzecza już lżejszym tempem. Tam się rozdzieliliśmy, Grzesiek pojechał prosto, ja w prawo na Jasienicę i jeszcze mocno pojechałem pod górę i w dół. Przez Jaworze już luźnym tempem do domu. Byłem dzisiaj słaby i tyle, nie przejmuję się głupimi komentarzami i odzywkami innych, niech spróbują wjechać poniżej 17 minut na Równicę lub przejechać 20 kilometrową czasówkę poniżej 30 minut, wtedy pogadamy. Jutro wolne a w piątek jakaś tlenowa runda. Jeżeli nogi nie wrócą do dobrego stanu do w sobotę nie jadę na Lysą Horę, nie będzie miało to sensu,a jechać by wjechać powyżej 40 minut to mi się nie chce.
https://www.strava.com/activities/1003768304
https://www.strava.com/activities/1003768304
Trening 57
Wtorek, 23 maja 2017 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 70.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:32 | km/h: | 27.63 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 17.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 133( 68%) |
| Kalorie: | 1677kcal | Podjazdy: | 973m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wyjazd dopiero o 17:30. Po ciekawym etapie Giro i przy krążących po okolicy chmurach burzowych zastanawiałem się czy jechać. Miałem nadzieję, że nie zmoknę i nie brałem nawet kurtki, było ciepło więc na krótko. Po wyjeździe nogi kompletnie nie kręciły jak powinny, niby nie bolą mnie po Radkowie w przeciwieństwie do pozostałych mięśni ale mocy jakoś mniej. Zupełnie zapomniałem o zwężeniu i robotach drogowych w Jaworzu i wkopałem się w korek. Trochę czasu straciłem i przy dużym ruchu samochodowym skręciłem w pierwszą boczną drogę w Grodźcu. Jest tam ciekawy podjazd w kierunku Górek Wielkich, niby nie długi ale 10% pokazało. Z Górek w stronę Brennej i w prawo skrótem do Lipowca. Zaczęło padać, mimo to jechałem dalej i deszcz nie popuścił aż do Ustronia. Pod Równicą też padało ale postanowiłem jechać. Rozpocząłem dosyć szybko i mocno jak na mnie i to mogło mieć wpływ na dalszą jazdę. Czas na końcu kostki był obiecujący, równe 6 minut. Później niestety było gorzej, miałem nadzieję na czas poniżej 17 minut. Nie mogłem złapać odpowiedniego rytmu i ciągle zmieniając przełożenia męczyłem się z podjazdem. W końcówce już wrzuciłem co mogłem i tragedii nie było, w sumie w maju nigdy tak szybko nie wjechałem. Na lepszym rowerze, przy świeżej nodze powinienem urwać sporo czasu. Czas wyszedł dobry, 17:03, biorąc pod uwagę niezbyt równą jazdę i niezbyt dobrze kręcącą nogę jestem zadowolony. Mogło być dużo gorzej. Na szczycie też mokro i padało, zjazd kompletnie odpuściłem i wolnym tempem dotarłem do Jaszowca. Krótka pętla na Polanie i dwupasem na Skoczów. Zorientowałem się, że będzie pod silny wiatr i chciałem równym tempem przejechać ten odcinek. Zrobiłem jeden zryw 30 sekundowy i dalej spokojnie. Za światłami dołączył do mnie jakiś kolarz i po równych zmianach jechaliśmy razem do Skoczowa. Przed wiaduktem postanowiłem zrobić sprint, akurat była moja zmiana i pomimo już dosyć długiej jazdy na czele podkręciłem tempo, po jakimś czasie udało się zerwać współtowarzysza i byłem pierwszy na wiadukcie. Zjazd do świateł i każdy w swoją stronę. Do domu dojechałem już spokojnie, po drodze zahaczając jeszcze o parę górek. Fajny trening przed jutrzejszą grupową jazdą.
https://www.strava.com/activities/1002198221
https://www.strava.com/activities/1002198221
Trening 56
Niedziela, 21 maja 2017 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2017, w grupie
| Km: | 101.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:18 | km/h: | 23.49 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 12.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 2094kcal | Podjazdy: | 1700m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zastanawiałem się czy jest sens jechać na trening. Ostatecznie pojechałem lecz trochę źle sobie obliczyłem czas potrzebny na dojazd i wyjechałem przed 8:20, jakieś 5-10 minut za późno. Jechałem najkrótszą drogą do Trzyńca, po drodze sporo podjazdów. Nie jechałem mocno i po jednym postoju po drodze na rondzie byłem o 9:35. Myślałem, że grupa jeszcze nie jechała, ale znając ich "spokojne" tempo wszystkiego się mogłem spodziewać. Jechałem dalej wolno, dwa razy się zatrzymałem po około 5 minut. Niepotrzebnie czekałem i jechałem wolno, bo tak bym ich złapał przed podjazdem. Nie miałem dużej straty, przy czasie rzędu 27 minut minęliśmy się na około 1 kilometr do szczytu. Po wjeździe na górę ubrałem się na zjazd i zjechałem, niezbyt szybko bo zimno i zanieczyszczona droga. Czekali na mnie na dole i dalej jechaliśmy razem. Przed Kozińcem się rozdzieliliśmy. Część osób pojechała na górę a część miała czekać. Ruszyłem jako jeden z ostatnich z dużą stratą do pierwszych. Jechałem tylko po to by wjechać na górę, wjeżdżając do lasu reszta była daleko z przodu. Jechałem równo i zbliżałem się do nich, wyprzedziłem trzy osoby i na szczycie byłem 4, tuż za Andrzejem, Angeliką i Marcinem. Czas 11:53. Po szybkim zjeździe jechaliśmy wolno w kierunku Trzyńca. Za rondem czekaliśmy na resztę, jak dojechali to zrobiły się 2 grupy. Jechałem na końcu 2 i w końcu się zjechaliśmy, szarpały takie osoby które były słabszymi w grupie. Jechałem cały czas na końcu grupki do Cieszyna i później już luźnym tempem do domu. Czułem w ciele wczorajszy wysiłek i gdybym miał jechać te górki mocniej to różnie mogłoby to wyglądać. Cieszy fakt, że wszyscy wokół jadą w trupa a ja swobodnie w podobnym tempie. Zeszły tydzień był luźny to w nastepnym muszę coś mocniej pojeździc. We wtorek planuję Równicę i jazdę o jak najlepszy czas.
Klasyk Radkowski 2017
Sobota, 20 maja 2017 Kategoria 100-200, Maraton, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 195.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 06:49 | km/h: | 28.61 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 13.0°C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 154( 78%) |
| Kalorie: | 4768kcal | Podjazdy: | 3550m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny start w tym sezonie. Tym razem przyszła kolej na Klasyk Radkowski. Impreza zaliczana do cyklu Pucharu Polski w Supermaratonach Szosowych 2017 oraz do Klasyfikacji Górskiej. Jestem zadowolony z formy, jazdy oraz wyniku. Największy minus to znowu brak szczęścia i dawka pecha.
Przed startem pojechałem na krótką rozgrzewkę, z rowerem wszystko w porządku i mogłem ustawić się na stracie. Przez omyłkę załączyłem licznik dwie minuty szybciej. Powinno być nas 10 ale ostatecznie w grupie startowało 9 osób. Na początku lekko zostałem z tyłu, wszystkie Jas-Kółki startowały razem. Już po starcie mocniejsze pociągnięcie i dwójka lekko odjechała. Paweł znalazł się z przodu, ja jakoś odruchowo szarpnąłem i zacząłem spawać grupę. W całym tym zamieszaniu zgubiliśmy Andrzeja i nie mógł dogonić nas. Zostało nas 5, jeden zawodnik dał jedną zmianę i spłynął i było nas 4, Zdzisław Kalinowski nie dawał zmian, ze względu na szacunek do niego nie przeszkadzało mi to i we 3 współpraca się układała dobrze. Na pierwszym podjeździe lekko odskoczyłem ale po asekuracyjnym zjeździe straciłem trochę do kolegów. Zaczął się podjazd pod Batorów, dosyć długi ze spokojnym początkiem i trudniejszą końcówką. Paweł po chwili został, wolał jechać swoim tempem niż się szarpać, Artur Paterek jakoś się trzymał. Na nieco trudniejszym fragmencie odjechałem na jakieś 30 sekund. Wypatrywałem numeru 27 lub 25 i nie zauważyłem. Na horyzoncie widziałem dwóch zawodników, nie mogłem się zbliżyć więc musieli to być Łukasz Łaszczuk i Remigiusz Ornowski. Przed końcem podjazdu powiedziano mi o niecałych 2 minutach straty do prowadzącej dwójki. Kilka sekund nadrobiłem na pierwszych 18 kilometrach. Zaczął się zjazd, jechałem wolno i asekuracyjnie. Po pierwszej sekcji dziur zauważyłem latająca klamkomanetkę, zatrzymałem się na nieco lepszej nawierzchni, szukałem imbusa w kieszeni, nie znalazłem, z mijających nikt nie posiadał i dopiero Paweł mnie poratował. Dwie minuty stałem bezczynnie. Nerwowo zabrałem się do pracy, zerwałem niepotrzebnie owijkę i zdjąłem gumę z klamkomanetki, dokręciłem i na szybko i byle jak założyłem gumę i owijkę. Zauważyłem też wyłamany koszyk na bidon, szybkie przepakowanie kieszonek i jeden bidon wylądował w kieszeni. W międzyczasie sporo osób mnie minęło. Nie zauważyłem Andrzeja, okazało sie, że złapał kapcia trochę wcześniej. Ruszyłem dalej, nie ujechałem 100 metrów i wpadłem w dziurę, podbiło mi koło i poczułem obręcz, po chwili nie było powietrza w przednim kole. Na szczęście nie jechałem szybko i mogłem się szybko zatrzymać, chwilę się mocowałem ze zdjęciem opony i szybko wymieniłem dętkę, nie było dziury w oponie i nawet bez problemów udało się założyć oponę. Miałem pompkę na naboje CO2, ale tylko z jednym nabojem, bojąc się o kolejny defekt, trochę powietrza napompowałem ręcznie i około pół naboju wykorzystałem. Oba defekty zabrały mi 15 minut. Spora strata, dwie grupy z Mega przejechały i trafiłem tak, że musiałem jechać sam. Po zjeździe było kilka spokojniejszych odcinków, nogi przez ten postój zrobiły się twarde, miałem nadzieję, że popuszczą później i nadrobię trochę czasu. Pierwsze miejsce już odjechało ale o drugim mogłem realnie myśleć, brakowało kogoś do współpracy, jeżeli do kogoś dojeżdżałem to za chwilę zostawał z tyłu, dojechałem do bufetu. Był tam wóz serwisowy i skorzystałem z pompki i dopompowałem koło. Wypiłem kubek wody i ogień dalej. Stojąc na bufecie minęła mnie 2 zawodników. Jedną koszulkę poznałem i wiedziałem, że jest to mocny zawodnik. Zjechałem do Kudowy a tam trochę inaczej poprowadzona trasa niż w ubiegłym roku. Zaczął się podjazd tzw. Drogą Stu Zakrętów w kierunku Karłowa. Pojechałem dosyć mocno i dogoniłem tych 2 zawodników a dodatkowo wyprzedziłem kilka osób. Na zjeździe zostałem, nie chciałem ryzykowac zbytnio, za duży ruch i koledzy odjechali a ja zablokowany przez samochody wlekłem się do samego Radkowa. Pierwszą rundę przejechałem w nieco ponad 2 godziny i 10 minut, dodając czas stracony na defekty i bufet było to 2:26. Najwolniejsze okrążenie, niestety byłem sam i miałem spory odcinek czasówki. W Wambierzycach zatrzymała mnie pielgrzymka. W Chocieszowie dogoniłem kogoś i chwile na kole. Na podjeździe pod Batorów dogoniłem sporą grupę i z nimi przejechałem prawie całe okrążenie. Straty na zjazdach odrabiałem na podjazdach, dałem kilka zmian by odciążyć kolegów, większość czasu spędziłem jednak z tyłu odpoczywając przed 3 okrążeniem. Przed bufetem dogoniłem Krzyśka Kubika, już miałem tylko dwie minuty straty do drugiego miejsca. Na bufecie lekko zostałem z tyłu i dopiero na podjeździe byłem w podzielonej już grupie, jechałem swoim tempem i wszyscy zostawali w tyle. W połowie góry dogoniłem Pawła, dopingował mnie i jechałem dalej. Zjazd znowu samotny i wjazd na 3 okrążenie. Jechało się dalej dobrze, trochę zaczęły boleć nogi. Na moje oko byłem gdzieś jako 10 z Giga i miałem szansę trochę podgonić. Nie jechałem za szybko, z przodu nikogo, z tyłu nikogo, w Chocieszowie ktoś się pojawił ale złapałem go dopiero na podjeździe pod Batorów. Dogoniłem Szymona Koziatka i jakoś dojechałem do szczytu. Miałem chwilowy kryzys, dobrze, że był zjazd, postanowiłem trochę ryzykować na zjazdach, najgorsze były te długie niezbyt strome odcinki, brakowało kogoś do współpracy. Dojechałem do bufetu. Podobno tylko 4 z Giga było z przodu. Trochę dychnąłem, wypiłem izo, zabrałem pół bidonu wody i dwa banany, zostawiłem drugi bidon i zbędne rzeczy z kieszonek i ruszyłem na ostatnie 23 kilometry. Już w Kudowie spory ruch, spowolnienia i strata cennego czasu. Cały podjazd wjechałem równym tempem, nie chciałem jechać na maksa, jechało się lepiej niż przez pierwszą część okrążenie, minąłem dwóję z Giga i wiedziałem, że muszę szybko zjechać by być prawdopodobnie 4 w OPEN. Dojechałem do szczytu i tam czas 6:48. Założenie było by zejść poniżej 7:05. Już przed Karłowem wlekłem się przez samochody, jeden prawie wyrzucił mnie z drogi, bez kierunkowskazu skręcił w prawo. Za Karłowem trafiłem na autobus który sobie chyba wyznaczył cel, nie jechać więcej niż 25 km/h. Długo się wlekłem za nim i w końcu nie wytrzymałem i na jedej z serpentyn go wyprzedziłem. Od tej pory już był ogień do mety. Jakieś 3 minuty straciłem na tym zjeździe i udało się dowieźć 4 miejsce w OPEN i 2 w M2. Nie byłem jakoś szczególnie zmęczony, trochę czułem w nogach dystans i przewyższenie ale byłem zadowolony. Koledzy też dobrze pojechali, Paweł pojechał równym tempem a Andrzej miał czasówkę i ostatecznie też źle nie wypadł. Może będzie okazja do rewanżu, kiedyś ktoś musi objechać Remigiusza Ornowskiego. To był jego 5 z rzędu wygrany Klasyk Radkowski. Organizacja maratonu na plus. Może kiedyś uda się polepszyć jakość dróg bo to chyba jedyna zła rzecz która mi przychodzi do głowy. Kolejny start w tym cyklu to prawdopodobnie Klasyk Kłodzki. Chciałbym być na podium OPEN w Klasyfikacji Górskiej tego cyklu w tym sezonie. W maju już więcej nie startuję, za tydzień w sobotę jest czasówka na Pradziada, w niedzielę kilka ciekawych imprez tylko wtedy nie mogę jechać, więc najbliższy start to Rajcza Tour. Z tą formą i odrobiną szczęścia jestem w stanie przyjechać bardzo wysoko.
https://www.strava.com/activities/997676391
Przed startem pojechałem na krótką rozgrzewkę, z rowerem wszystko w porządku i mogłem ustawić się na stracie. Przez omyłkę załączyłem licznik dwie minuty szybciej. Powinno być nas 10 ale ostatecznie w grupie startowało 9 osób. Na początku lekko zostałem z tyłu, wszystkie Jas-Kółki startowały razem. Już po starcie mocniejsze pociągnięcie i dwójka lekko odjechała. Paweł znalazł się z przodu, ja jakoś odruchowo szarpnąłem i zacząłem spawać grupę. W całym tym zamieszaniu zgubiliśmy Andrzeja i nie mógł dogonić nas. Zostało nas 5, jeden zawodnik dał jedną zmianę i spłynął i było nas 4, Zdzisław Kalinowski nie dawał zmian, ze względu na szacunek do niego nie przeszkadzało mi to i we 3 współpraca się układała dobrze. Na pierwszym podjeździe lekko odskoczyłem ale po asekuracyjnym zjeździe straciłem trochę do kolegów. Zaczął się podjazd pod Batorów, dosyć długi ze spokojnym początkiem i trudniejszą końcówką. Paweł po chwili został, wolał jechać swoim tempem niż się szarpać, Artur Paterek jakoś się trzymał. Na nieco trudniejszym fragmencie odjechałem na jakieś 30 sekund. Wypatrywałem numeru 27 lub 25 i nie zauważyłem. Na horyzoncie widziałem dwóch zawodników, nie mogłem się zbliżyć więc musieli to być Łukasz Łaszczuk i Remigiusz Ornowski. Przed końcem podjazdu powiedziano mi o niecałych 2 minutach straty do prowadzącej dwójki. Kilka sekund nadrobiłem na pierwszych 18 kilometrach. Zaczął się zjazd, jechałem wolno i asekuracyjnie. Po pierwszej sekcji dziur zauważyłem latająca klamkomanetkę, zatrzymałem się na nieco lepszej nawierzchni, szukałem imbusa w kieszeni, nie znalazłem, z mijających nikt nie posiadał i dopiero Paweł mnie poratował. Dwie minuty stałem bezczynnie. Nerwowo zabrałem się do pracy, zerwałem niepotrzebnie owijkę i zdjąłem gumę z klamkomanetki, dokręciłem i na szybko i byle jak założyłem gumę i owijkę. Zauważyłem też wyłamany koszyk na bidon, szybkie przepakowanie kieszonek i jeden bidon wylądował w kieszeni. W międzyczasie sporo osób mnie minęło. Nie zauważyłem Andrzeja, okazało sie, że złapał kapcia trochę wcześniej. Ruszyłem dalej, nie ujechałem 100 metrów i wpadłem w dziurę, podbiło mi koło i poczułem obręcz, po chwili nie było powietrza w przednim kole. Na szczęście nie jechałem szybko i mogłem się szybko zatrzymać, chwilę się mocowałem ze zdjęciem opony i szybko wymieniłem dętkę, nie było dziury w oponie i nawet bez problemów udało się założyć oponę. Miałem pompkę na naboje CO2, ale tylko z jednym nabojem, bojąc się o kolejny defekt, trochę powietrza napompowałem ręcznie i około pół naboju wykorzystałem. Oba defekty zabrały mi 15 minut. Spora strata, dwie grupy z Mega przejechały i trafiłem tak, że musiałem jechać sam. Po zjeździe było kilka spokojniejszych odcinków, nogi przez ten postój zrobiły się twarde, miałem nadzieję, że popuszczą później i nadrobię trochę czasu. Pierwsze miejsce już odjechało ale o drugim mogłem realnie myśleć, brakowało kogoś do współpracy, jeżeli do kogoś dojeżdżałem to za chwilę zostawał z tyłu, dojechałem do bufetu. Był tam wóz serwisowy i skorzystałem z pompki i dopompowałem koło. Wypiłem kubek wody i ogień dalej. Stojąc na bufecie minęła mnie 2 zawodników. Jedną koszulkę poznałem i wiedziałem, że jest to mocny zawodnik. Zjechałem do Kudowy a tam trochę inaczej poprowadzona trasa niż w ubiegłym roku. Zaczął się podjazd tzw. Drogą Stu Zakrętów w kierunku Karłowa. Pojechałem dosyć mocno i dogoniłem tych 2 zawodników a dodatkowo wyprzedziłem kilka osób. Na zjeździe zostałem, nie chciałem ryzykowac zbytnio, za duży ruch i koledzy odjechali a ja zablokowany przez samochody wlekłem się do samego Radkowa. Pierwszą rundę przejechałem w nieco ponad 2 godziny i 10 minut, dodając czas stracony na defekty i bufet było to 2:26. Najwolniejsze okrążenie, niestety byłem sam i miałem spory odcinek czasówki. W Wambierzycach zatrzymała mnie pielgrzymka. W Chocieszowie dogoniłem kogoś i chwile na kole. Na podjeździe pod Batorów dogoniłem sporą grupę i z nimi przejechałem prawie całe okrążenie. Straty na zjazdach odrabiałem na podjazdach, dałem kilka zmian by odciążyć kolegów, większość czasu spędziłem jednak z tyłu odpoczywając przed 3 okrążeniem. Przed bufetem dogoniłem Krzyśka Kubika, już miałem tylko dwie minuty straty do drugiego miejsca. Na bufecie lekko zostałem z tyłu i dopiero na podjeździe byłem w podzielonej już grupie, jechałem swoim tempem i wszyscy zostawali w tyle. W połowie góry dogoniłem Pawła, dopingował mnie i jechałem dalej. Zjazd znowu samotny i wjazd na 3 okrążenie. Jechało się dalej dobrze, trochę zaczęły boleć nogi. Na moje oko byłem gdzieś jako 10 z Giga i miałem szansę trochę podgonić. Nie jechałem za szybko, z przodu nikogo, z tyłu nikogo, w Chocieszowie ktoś się pojawił ale złapałem go dopiero na podjeździe pod Batorów. Dogoniłem Szymona Koziatka i jakoś dojechałem do szczytu. Miałem chwilowy kryzys, dobrze, że był zjazd, postanowiłem trochę ryzykować na zjazdach, najgorsze były te długie niezbyt strome odcinki, brakowało kogoś do współpracy. Dojechałem do bufetu. Podobno tylko 4 z Giga było z przodu. Trochę dychnąłem, wypiłem izo, zabrałem pół bidonu wody i dwa banany, zostawiłem drugi bidon i zbędne rzeczy z kieszonek i ruszyłem na ostatnie 23 kilometry. Już w Kudowie spory ruch, spowolnienia i strata cennego czasu. Cały podjazd wjechałem równym tempem, nie chciałem jechać na maksa, jechało się lepiej niż przez pierwszą część okrążenie, minąłem dwóję z Giga i wiedziałem, że muszę szybko zjechać by być prawdopodobnie 4 w OPEN. Dojechałem do szczytu i tam czas 6:48. Założenie było by zejść poniżej 7:05. Już przed Karłowem wlekłem się przez samochody, jeden prawie wyrzucił mnie z drogi, bez kierunkowskazu skręcił w prawo. Za Karłowem trafiłem na autobus który sobie chyba wyznaczył cel, nie jechać więcej niż 25 km/h. Długo się wlekłem za nim i w końcu nie wytrzymałem i na jedej z serpentyn go wyprzedziłem. Od tej pory już był ogień do mety. Jakieś 3 minuty straciłem na tym zjeździe i udało się dowieźć 4 miejsce w OPEN i 2 w M2. Nie byłem jakoś szczególnie zmęczony, trochę czułem w nogach dystans i przewyższenie ale byłem zadowolony. Koledzy też dobrze pojechali, Paweł pojechał równym tempem a Andrzej miał czasówkę i ostatecznie też źle nie wypadł. Może będzie okazja do rewanżu, kiedyś ktoś musi objechać Remigiusza Ornowskiego. To był jego 5 z rzędu wygrany Klasyk Radkowski. Organizacja maratonu na plus. Może kiedyś uda się polepszyć jakość dróg bo to chyba jedyna zła rzecz która mi przychodzi do głowy. Kolejny start w tym cyklu to prawdopodobnie Klasyk Kłodzki. Chciałbym być na podium OPEN w Klasyfikacji Górskiej tego cyklu w tym sezonie. W maju już więcej nie startuję, za tydzień w sobotę jest czasówka na Pradziada, w niedzielę kilka ciekawych imprez tylko wtedy nie mogę jechać, więc najbliższy start to Rajcza Tour. Z tą formą i odrobiną szczęścia jestem w stanie przyjechać bardzo wysoko.
https://www.strava.com/activities/997676391







