Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Trening 38

Piątek, 6 maja 2022 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Cube '22, Samotnie, Szosa
Km: 76.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:30 km/h: 30.40
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 14.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 1886kcal Podjazdy: 940m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Po dwóch luźnych dniach treningowych jakie sobie zafundowałem wyjechałem na dłuższy trening. Dopiero około 17 zrobiła się dobra pogoda a drogi po deszczach wyschły więc czasu nie miałem za dużo. Wpadłem na pomysł aby jechać przez Szczyrk na Salmopol i wrócić przez Wisłę, to trasa na niecałe 3 godziny jazdy więc przed zmrokiem miałem nadzieję wrócić. W Bielsku nie straciłem jednak tyle czasu ile spodziewałem się zostawić na skrzyżowaniach i już po 20 minutach byłem na skrzyżowaniu przy obwodnicy. Dopiero wtedy zacząłem jazdę treningowym tempem, jechałem z wiatrem wiec szybko uciekały kolejne kilometry drogi. Przejazd przez Buczkowice, Szczyrk nie był tak kłopotliwy jak w weekendy gdy nie da się płynnie jechać i trzeba uważnie obserwować otoczenie drogi po co chwilę pieszy pojawia się na jezdni. Obrany kierunek jazdy wydawał mi się słuszny bo przejść dla pieszych w Szczyrku jest więcej niż w Wiśle a tempo jazdy w dół szybsze a w górę wolniejsze i łatwej zareagować na ewentualne przeszkody pojawiające się w ostatniej chwili na horyzoncie. Kilka razy musiałem zwolnić ale zatrzymywałem się tylko 2 razy, z wiatrem szybko przejechałem Szczyrk i w niecałe 17 minut podjechałem od Soliska na Salmopol. Zjazd całkiem niezły jak na mnie i warunki i później dobre tempo przez całą Wisłę, trochę pogubiłem się w tunelu gdzie jest kilka dziur i nierównych łat. Turyści na weekend w Beskidy dopiero się zjeżdżali więc pieszych i samochodów w centrum Wisły prawie nie było. Aby utrzymać dobre tempo cały Ustroń objechałem obwodnicą i w podobny sposób postąpiłem przed Skoczowem i dobrze znaną mi drogą wzdłuż S52 dojechałem do starej drogi na Bielsko. W końcówce dołożyłem już niemal tradycyjnie jeden podjazd w Jaworzu i po niemal 2 i pół godziny jady byłem w domu. Był to szybki przejazd, noga całkiem nieźle podawała a warunki pozwoliły na dobrą jazdę przez cały czas. Moje treningi zaczynają wyglądać coraz lepiej i forma wyścigowa wydaje się już tylko kwestią czasu niż czymś co jeszcze jakiś czas temu wydawało się nierealne. Przed weekendem w którym być może nie siądę na rower taki trening był dla mnie bardzo ważny.

Miasto 11

Czwartek, 5 maja 2022 Kategoria 0-50, blisko domu, Miasto
Km: 15.00 Km teren: 2.00 Czas: 00:49 km/h: 18.37
Pr. maks.: 37.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 499kcal Podjazdy: 180m Sprzęt: Hercules Aktywność: Jazda na rowerze

Rozjazd 11

Czwartek, 5 maja 2022 Kategoria 0-50, Cube '22, Regeneracja, Samotnie, Szosa
Km: 31.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:15 km/h: 24.80
Pr. maks.: 52.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 129129 ( 66%) HRavg 110( 56%)
Kalorie: 417kcal Podjazdy: 350m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Lekki wyjazd przy bardzo niepewnej pogodzie. Wyjechałem na zachód ale po dojeździe do Skoczowa szybko zawróciłem i jechałem z deszczem na plecach. Udało się dojechać do domu nim lunęło.

Rozjazd 10

Środa, 4 maja 2022 Kategoria 0-50, blisko domu, Miasto, Regeneracja, Romet '22
Km: 20.00 Km teren: 4.00 Czas: 01:06 km/h: 18.18
Pr. maks.: 46.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 656kcal Podjazdy: 230m Sprzęt: Evo 2 Aktywność: Jazda na rowerze
Z powodu braku czasu i niepewnej pogody zastosowałem po raz kolejny manewr polegający na okrężnym powrocie do domu. Drogi którymi ostatnio jechałem wydawały mi się optymalne więc powtórzyłem tą samą trasę, jechało się całkiem nieźle ale głównie z jednego powodu o którym dowiedziałem się w Świętoszówce gdy zmieniłem kierunek jazdy o 180 stopni. Po prostu jechałem z wiatrem a ostatnie 8 kilometrów to już walka z przeciwnymi podmuchami wiatru. Przy zmęczeniu jakie towarzyszyło mi podczas przejażdżki na pewno nie była to czysta przyjemność.

Majówka Camp 4

Wtorek, 3 maja 2022 Kategoria 100-200, Cube '22, Góry, Majówka Camp 2022, Samotnie, Szosa
Km: 111.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:46 km/h: 23.29
Pr. maks.: 71.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 142( 72%)
Kalorie: 3371kcal Podjazdy: 3100m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatni dzień majówkowego obozu treningowego wykorzystałem na prawdziwy górski trening. Z domu wyjeżdżałem dosłownie trzy razy, pierwszy raz bez telefonu i dokumentów, drugi kiedy po kilkudziesięciu metrach zawróciłem gdy nastąpiło oberwanie chmury i trzeci gdy w końcu udało się wyjechać na trening. Planowałem zaliczyć wszystkie podjazdy w Ustroniu, w tym 4 razy Równicę różnymi wariantami początkowego odcinka ale gdy wyjechałem już 2 godziny później niż chciałem to zmieniłem zdanie i kręciłem się w okolicy Bielska by w razie deszczu szybko wrócić do domu. Na początek pojechałem pierwszy raz w tym roku na Magurkę, podjazd ten zawsze daje mi w dupę i tym razem było tak samo. W momencie dojazdu do Wilkowic na Magurkę skręcił zawodnik JBG2, nie zastanawiałem się długo i ruszyłem za nim, pilnowałem jego koła bardzo długo, nie wiedząc co się wokół dzieje, noga kręciła nieźle ale organizm był zupełnie nieprzygotowany do takiego wysiłku. Moja walka na tym podjeździe była bardzo spontaniczna i chaotyczna, nie miałem odniesienia co do czasu, wysiłku z jakim jadę, Waty wydawały mi się słabe, tętno było dosyć niskie jak na ten podjazd a kadencja umiarkowana. Gdy straciłem kontakt z kolarzem JBG2 włączyłem funkcję Lic=ve Segments of Strava i zorientowałem się, że do szczytu mam ledwie 500 metrów a czas lepszy o 50 sekund w odniesieniu do mojego najlepszego czasu. To jest dla mnie kosmos w jakim tempie pokonałem najtrudniejszy fragment podjazdu, końcówkę pojechałem już na maksa, tętno nie chciało wskoczyć na 180 bpm mimo maksymalnego już wysiłku, ostatecznie wjechałem 50 sekund szybciej niż dotychczasowy najlepszy czas. Po podjeździe niezbyt długo dochodziłem do siebie i zanim zdążyłem się wychłodzić rozpocząłem zjazd w dół. Ten nie był tak tragiczny jak zazwyczaj ale było w nim dużo asekuracji. Po zjeździe podjąłem decyzję o tym, że jadę drugi raz pod górę. Generowanie podobnej mocy jak za pierwszym razem okazało się niemożliwe więc jechałem wolniej ale na wyższym tętnie. Po drodze kilka razy musiałem zwracać uwagę pieszym na to, że idą całą szerokością drogi. W drugiej połowie podjazdu miałem lekki kryzys ale szybko minął i w niezłym tempie dojechałem do końca podjazdu. Wjazd zajął mi ponad 2 minuty więcej z 10 % niższą mocą ale i tak jestem zadowolony bo nigdy nie odważyłem się zaliczyć dwa razy Magurki tego samego dnia a tym bardziej pod rząd. Na zjeździe też było lepiej niż za pierwszym razem ale nie potrafię dobrze zjechać z tej góry, chyba będę musiał próbować na MTB lub dopiero wtedy jak będę miał rower z hamulcami tarczowymi. Po Magurce myślałem nad tym aby dwukrotnie wjechać na Górę Żar ale z kilku powodów zrezygnowałem i pojechałem w kierunku Przegibka by zaliczyć go więcej niż kilka razy. Na dojeździe do Bielska przestał mi działać prawy czujnik mocy i miernik podawał wysokie jak na warunki i tempo wartości mocy. Na podjeździe pod Przegibek pokazał 320 Wat a odczucia i inne czynniki wskazywały na to, że jechałem co najwyżej na FTP czyli w okolicy 305 Wat. Na przełęczy nie było się jak zatrzymać więc ruszyłem w dół, po trzech nieudanych próbach zawrócenia na kolejny Przegibek zrezygnowałem i zjechałem prawie do skrzyżowania. Tam szybka kalibracja miernika mocy i ogień na Nowy Świat. Do najlepszego czasu brakło kilka sekund ale podjeżdżało się całkiem fajnie, biorąc pod uwagę oczywiście fakt, jak nie lubię takich ścian gdzie nie da się jechać inaczej niż przepychając korby. Z góry fajny widok na jeziora i otaczające je góry, ze względu na to, że bateria w telefonie była już na wyczerpaniu nie zrobiłem żadnego zdjęcia. Zjazd ze ściany jak zwykle był katorgą i walką o to by nie przegrzać obręczy i zarazem bezpiecznie zjechać. Po zjeździe złapał mnie już kryzys, trzy mocne podjazdy pokonane z niską kadencją to za dużo jak na jeden raz dla mojego organizmu. Mimo kryzysu do oporu jeździłem na Przegibek na przemian z jednej i drugiej strony. Po 5 wjazdach stwierdziłem, ze wystarczy i ruszyłem do domu. Bardzo mi brakowało takich treningów, mocnych podjazdów i ponad 300 TSS w ciągu 5 godzin na rowerze. Lepszego zakończenia majówki nie mogłem oczekiwać, osiągnąłem to co chciałem czyli zgruzowałem nogi które potrzebują teraz kilku dni na regenerację.

Majówka Camp 3

Poniedziałek, 2 maja 2022 Kategoria 0-50, blisko domu, Ćwiczenia, Majówka Camp 2022, Samotnie, Szosa
Km: 49.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:46 km/h: 27.74
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Kontynuując treningi w ramach majówki na tapetę poszedł krótszy trening z mocnymi akcentami. Planowałem co prawda dwie lub trzy rundy w okolicy Rudzicy ale nie miałem za bardzo czasu na dłuższą jazdę i zdecydowałem się na zaliczenie okolicznych górek a następnie dokrętkę w 2-3 strefie mocy. Noga po solidnej dawce tlenu była trochę zamulona ale szybko udało się wskoczyć na właściwe obroty. Zaliczyłem 6 podjazdów w dobrym tempie i każdy trwał około 3 minut. Nie czułem się wyjechany po ostatnim ale więcej w planie nie miałem a wykorzystałem prawie wszystkie możliwości jakie oferuje Jaworze i musiałbym powtórzyć któryś z zaliczonych już podjazdów. Po zaliczeniu górek pojechałem przez Jasienicę, Międzyrzecze i Mazańcowice do Bielska. Miałem okazję zaliczyć jeszcze trzy podjazdy i kilka szybkich odcinków płaskich. Noga zaczyna podawać coraz lepiej, dwa czynniki zdecydowały o tym, że wszystko wyraźnie ruszyło w dobrą stronę – poprawa stanu zdrowia i pogody, temperatura coraz bardziej przypomina tą w której jeździ mi się najlepiej. Taki trening był idealną przystawką do głównego dania jakie czekało na mnie następnego dnia. Podczas jazdy testowałem nowe opony - Continental Ultra Sport w rozmiarze 28 C. Wyciągnąłem je z nowego roweru do którego kupię coś lepszego na wiosnę. Opony zdały pierwszy test, płynnie przeszedłem z sztywnych kół karbonowych z szytkami na aluminiowe z oponami.

Podsumowanie 18 tygodnia 2022

Niedziela, 1 maja 2022 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Ostatni tydzień był niezły treningowo, na pewno najlepszy pod tym względem od dłuższego czasu. Przełamałem pewną niemoc i teraz powinno już być tylko lepiej. Czasu na jazdę miałem nieco więcej niż zazwyczaj co chyba było decydującym czynnikiem który spowodował, że wszystko ruszyło w dobrą stronę. Zauważyłem poprawę wydolności organizmu, przede wszystkim odnośnie układu oddechowego. Od razu moja dyspozycja na rowerze zauważalnie wzrosła, do dobrego jeszcze daleko ale ważne, że idę we właściwym kierunku. Wiele spraw w ostatnim czasie się wyjaśniło i w pewnym stopniu mogłem już zaplanować sobie kolejne tygodnie czy miesiące pod katem wyjazdów czy startów w zawodach. W tym roku planuję ich dużo i muszę tak trenować aby zbudować jakąś sensowną formę. Postanowiłem, że będę startował głównie tam gdzie dobrze się czuję czyli czasówkach pod górę oraz tam gdzie stawiam pierwsze kroki, czyli w maratonach MTB. Na razie pogoda nie sprzyja treningom w terenie bo tonąc w błocie nie da się szlifować aspektów technicznych. Na koniec tygodnia zaplanowałem obóz treningowy mający na celu nazbierać trochę godzin treningowych i przewyższeń w górach. Pierwsze dwa dni były niezłe a co przyniosą kolejne to czas pokaże.
1.Dane o parametrach ciała:
Kolejny tydzień bez żadnych zmian wagi ani większych odchyłek od normy w innych parametrach.
2.Analiza obciążenia treningowego:
Mimo niezłych treningów nie nastąpił wzrost CTL a TSB wskazuje na to, że jestem w stanie regeneracji ale tak nie jest. Obóz w Hiszpani cały czas zaburza obraz rzeczywistości.
3.Dylematy sprzętowe:
O tym jak ważną rolę w kolarstwie odgrywa sprzęt przekonałem się już wiele razy. Pewny i działający sprzęt to podstawa aby myśleć o rywalizacji w wyścigach czy chociażby czerpaniu maksimum przyjemności z jazdy. W moim przypadku sprzęt odgrywa kluczową rolę bo zazwyczaj gdy nic się z nim nie działo to walczyłem o czołowe miejsca w wyścigach a gdy się psuł dojeżdżałem w końcu stawki lub zmuszony byłem rezygnować z dalszej jazdy.
Na dobrą sprawę nigdy nie miałem super sprzętu który by dawał mi gwarancję tego, że bezproblemowo dojadę do mety zawodów. Zazwyczaj powodem tego, że kombinowałem ze sprzętem były finanse a raczej ich brak. Wraz z biegiem czasu zacząłem coraz bardziej kombinować, a może wymienić rower na taki z karbonową ramą, później doszły koła z włókna węglowego, następnie osprzęt, stanęło na tym, że zakupiłem elektryczną wersję Ultegra R8050. Następnie pękła rama która i tak wydawała się już strasznie miękka więc znowu kupiłem ramę podobnej klasy i prawdopodobnie leżankę magazynową. Ciągle pojawiały się nowe problemy ze sprzętem, a to przerzutka nie działa jak należy obręcze pękają po kilku miesiącach eksploatacji. Po dwóch latach z Di2 oraz wyjeździe do Hiszpani zamarzył mi się nowy sprzęt, na topowym mechanicznym osprzęcie i hamulcach tarczowych więc nie zastanawiałem się długo i szybko znalazłem sprzęt który w fabrycznej wersji mi odpowiada ale znowu pojawił się problem z osprzętem którego brakuje na rynku. Obecny dylemat polega na tym, że nie wiem czy warto dokładać do wyższych grup Campagnolo czy postawić na Chorusa który występuje w takiej samej konfiguracji jak Record czy Super Record. Mimo, że Campagnolo nie jest zbyt popularne to postanowiłem, że właśnie osprzęt tej marki znajdzie się w nowym rowerze, przemawia za nim historia, unikatowość oraz trwałość. Może działanie nie jest lepsze a nawet gorsze niż sprawdzone Shimano ale chcę spróbować czegoś innego. W zależności od osprzętu rower na tarczach i karbonowych kołach pod oponę będzie ważył między 7,5 a 8 kilogramów. W fabrycznej konfiguracji rower składa się z komponentów z zaledwie 4 firm włoskich oraz kilku innych takich jak producent opon czy owijki oraz akcesoriów montowanych później. Rower Jaki wybrałem spełnia kilka warunków jakie sobie postawiłem przed wyborem:
- Niezbyt długi czas oczekiwania na rower,
- Rower w kilku wersjach osprzętowych
- Marka z historią oraz niemontowana w Chinach
- Rower najlepiej włoski
Na wstępie odpadły więc rowery które brałem pod uwagę, takie jak: Specialzied Tarmac SL7, Trek Emonda SL7, Giant Tcr Advanced Pro 0, Scott Foil 10, wszystkie na Sram Force Etap AXS. Oczekiwanie na te rowery to obecnie rok a ceny zaporowe jak na rower nawet przy ostatnich podwyżkach i braku sprzętu na rynku. Z włoskich marek w grę wchodziły: Pinarello, Willier, De Rosa, Colnago, Cipollini, Brixia czy Cinneli. Trzy pierwsze są na rynku dosyć długo, osiągnęły dużą popularność ale sporo ram produkowanych jest na Tajwanie a następnie malowanych w różne wersje kolorystyczne a dodatkowo ciężko jest dostać rower w intersującej mnie konfiguracji osprzętowej. Dwie kolejne marki oferują dobre ramy ale odstarszyła mnie w znacznym stopniu cena więc szukałem dalej. Ostatnie firmy jakie sprawdziłem oferują produkty wyłącznie chińskie więc odpadły podobnie jak poprzednie. Znalazła się jednak marka które mnie zainteresowała, wybrałem sobie model ramy znajdujący się między podstawowym a topowym modelem i osprzętem Campa. Podobnie jak większość włoskich producentów ta firma została założona przez byłego kolarza o znanym nazwisku, takim samym jak jeden ze zwycięzców m.in. Giro de Italia w 2006 i 2010 roku. Model ramy też można skojarzyć z kolei z marką samochodów – Oplem. Od momentu zamówienia rower z wszystkimi komponentami, oprócz osprzętu był do odbioru w Częstochowie po niecałych 4 tygodniach. Tyle trwała produkcja ramy i dobór komponentów. Nie spieszę się z zakupem osprzętu bo docelowo rower ma ujrzeć światło dzienne w przyszłym roku. Najważniejsze, że w tym rowerze wszystko do siebie pasuje i nie ma potrzeby tworzenia kombinacji które zaburzą pracę sprzętu. Osprzęt prędzej czy później się pojawi, czy będzie to „tylko” Chorus czy Super Record okaże się w trakcie trwania sezonu, patrząc jednak na to co dzieje się z cenami jestem zadowolony, że kupiłem rower teraz a nie za pół roku gdy ceny mogą być wyższe nawet o kilkanaście czy kilkadziesiąt %. Inflacja może być decydującym czynnikiem w wyborze grupy osprzętu. Zakup nowego roweru zarazem nie oznacza tego, że będę kontynuował moją przygodę z wyścigami, to zależy przede wszystkim od przebiegu tego sezonu który na razie zaczął się dosyć przeciętnie, jeden słaby i jeden dobry start ale wiem na co mnie stać, coraz częściej pojawiają się przebłyski naprawdę dobrej dyspozycji i jak uda się ją pokazać na zawodach to rywale nie będą mieć ze mną łatwo w tym roku.

Majówka Camp 2

Niedziela, 1 maja 2022 Kategoria Majówka Camp 2022
Km: 148.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:12 km/h: 28.46
Pr. maks.: 70.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: 160160 ( 82%) HRavg 134( 68%)
Kalorie: 3502kcal Podjazdy: 2010m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
     Na drugi dzień majówki zaplanowałem dłuższy trening w tlenie. Bardzo ciągło mnie w stronę gór więc postanowiłem po raz kolejny przejechać Pętlę Beskidzką ale z ominięciem przejazdu przez Bielsko. Możliwe to było na kilka sposobów, ja wybrałem te najbardziej oczywisty, start i meta pętli znajdowały się na rondzie w Wiśle, do tego miejsca miałem dokładnie 33 kilometry z domu więc solidna rozgrzewka przed głównym daniem. Wyjechałem już o 8 rano i dzięki temu miałem pustą drogę do Ustronia i Wisły, nawet w centrach miast samochodów i ludzi jak na lekarstwo. Zastanawiałem się czy najpierw jechać na Istebną czy Szczyrk. Z powodu pory dnia wybrałem opcję numer dwa, dzięki temu przez Szczyrk przejechałem sprawnie i nie stałem nawet w Węgierskiej Górce. Niestety nóg wystarczyło ledwie na 90 kilometrów trasy, podjazd na Ochodzitą powiedział prawdę, męczyłem się z nim dosyć długo i nawet rozważałem postój na Ochodzitej ale czekanie minimum 20 minut na kawę i deser to lekka przesada więc jechałem dalej. Podjazd na Kubalonkę również był męczący ale po nim czekały na mnie łatwe odcinki więc z ulgą przejechałem przełęcz. Po 3 godzinach byłem spowrotem w Wiśle na rondzie, w rejonie Kubalonki nieźle musiało popadać bo na drodze była rzeka i czyściutki rower w momencie był brudny a w butach woda. Jechałem spokojnie dalej i już za rondem spory korek, próbowałem minąć go przez rynek ale nic to nie dało. Później się poluzowało i szybko dojechałem do Ustronia gdzie wreszcie uzupełniłem puste bidony, ponad 10 kilometrów jechałem bez picia. Mimo walki z wiatrem sprawnie pokonywałem kolejne kilometry. W Jaworzu dołożyłem jeden podjazd i po suchym dojechałem do domu. Deszczem straszyło przez ostatnie kilkanaście minut jazdy ale naprawdę popadało dopiero późnym popołudniem. Bardzo zadowolony jestem z tej jazdy, mimo kryzysów przejechałem trasę w dobrym tempie i aktywnie spędziłem połowę dnia. 


Podsumowanie kwietnia

Sobota, 30 kwietnia 2022 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Po dwóch latach które znacznie odbiegały od normy ten zaczął się w miarę normalnie. Już w kwietniu wystartował sezon startowy i była okazja sprawdzić się w zawodach. Po bardzo udanym wyjeździe do Hiszpani oraz obiecujących treningach po powrocie do domu przystąpiłem do testów mocy. Wyniki wyszły dobre ale nie przełożyło się to na dyspozycję podczas kolejnych tygodni. Zmuszony byłem niestety znowu odwiedzić kilku lekarzy specjalistów, płuca po Covidzie nie doszły jeszcze do siebie i zdecydowałem się na zastosowanie leczenia którego dotychczas unikałem jak ognia. Poza słabymi płucami po raz kolejny odezwały się moje stawy i tutaj tez gdy zażywam lekarstwa to mogę kręcić, przy jakim kolwiek zmniejszeniu dawki lub nieregularnym przyjmowaniu leku problem wraca jak bumerang. Po niemal miesiącu leczenia płuc zauważyłem wyraźną poprawę wydolności organizmu ale stawy i ból mięśni często odbiera radość z treningu i zmienia przyjemność w męczarnię. Czas pogodzić się z wiekiem i słabym zdrowiem i odejść w zapomnienie, wiele lat jazdy ma już za sobą sygnałów dawanych przez organizm lekceważyć nie mogę i jestem pewny, że za jakiś czas lekarstwa na stawy mogą przestać działać i wtedy może być tylko gorzej. Poza problemami zdrowotnymi dużym przeciwnikiem była także pogoda, zbyt często jeździłem w zimnie, starałem się unikać deszczu ale nie zawsze się dało, kilka treningów skończyłem pod kocem z ciepłą herbatą w kubku. Kwiecień bywa kapryśny ale tak kiepski był chyba wyłącznie w poprzednim roku bo wcześniej jeździło się już nawet w letnim stroju. W pracy też nie było najlepiej, sporo problemów się pojawiło ale niemal za wszystkie odpowiada „ Zbrodniarz ze Wschodu”. Poza tym z tego świata odeszło kilka bliskich mi osób które często motywowały mnie do działania w momentach zwątpienia. Kumulacja tego wszystkiego spowodowała, że straciłem motywację do treningów i przez kilka tygodni zamiast trenować, jeździłem popierdółki. Dopiero końcem miesiąca zabrałem się do roboty i znowu zacząłem trenować na jakimś sensownym poziomie ale wówczas problem ze stawami i mięśniami wrócił do mnie rykoszetem. Z pozytywów jakie mogę znaleźć w ogólnej mizerii na pewno najważniejszy jest fakt, że pojawiłem się dwukrotnie na zawodach i treningu grupowym na rundach. W pamięci zostawiam tylko moją walkę na Bike Atelier Maraton, debiutując na maratonie pokazałem się z niezłej strony mimo wielu błędów jakie udało mi się popełnić. O Rurze na Kocierz czy treningu z TwomarkSport na runach nie ma co pisać bo pokazałem się tam ze słabej a nawet fatalnej strony. Poza tym zamówiłem już sprzęt na kolejny sezon, bez osprzętu którego brakuje na rynku i w ostatnich dniach kwietnia już odebrałem wszystkie dostępne części i mam na co patrzeć gdy motywacji do wyjścia na trening zaczyna brakować. Ogólnie chciałbym zapomnieć o takim miesiącu jak tegoroczny kwiecień, więcej w nim było złego niż dobrego i nie warto tego rozpamiętywać. Jak zwykle z optymizmem patrzę w przyszłość i mimo tego, że maj zapowiada się dla mnie mało rowerowy jestem zmotywowany do konkretnych treningów i walki podczas kolejnych zawodów. Znam swoją wartość i nawet takie problemy z jakimi zmagałem się przez ostatnie tygodnie nie mogą jej zmniejszyć.
1.Analiza parametrów ciała:

Parametry ciała były wyjątkowo stabilne w kwietniu. Nie wpłynęło to jednak na silny organizm podczas treningów, zbyt często występowały wahania dyspozycji dnia.
2.Analiza obciążenia treningowego:
Kwiecień był wyjątkowo słabym miesiącem treningowym. Nie pamiętam kiedy musiałem zadowolić się tak niską sumą TSS oraz małą ilością treningów zadaniowych. Wartości wskaźników były stabilne ale na niskim poziomie.
3.Zestawienie kwietniowych podjazdów:
Podjazdów było w tym miesiącu bardzo mało, pogoda i czas nie pozwoliły na więcej. Liznąłem też co nieco podjazdów w terenie. 
4.Plany na maj i starty w tym sezonie:
W maju sezon startowy rusza na dobre. Po obozie treningowym jaki mam nadzieję zrobić na początku miesiąca czeka mnie kilka dni odpoczynku a później mocno nieregularne treningi. Chciałbym w dalszym ciągu pracować nad techniką, nie tylko w terenie ale i na szosie. W planie mam kilka treningów z podjazdami w roli głównej, kilka typowo zadaniowych sesji treningowych oraz dłuższych tras wytrzymałościowych. Jeżeli uda się zrealizować połowę tych założeń to będę mógł już być zadowolony. Nadrzędnym celem na najbliższe tygodnie jednak będzie stabilizacja poziomu sportowego. Jeżeli się uda to wystartuję w kilku zawodach:
14 maja 2022 – jeżeli będę miał czas i możliwość startu to pojawię się na Górze Świętej Anny, cel na ten wyścig jest jeden - dobry trening, jazda w grupie, zmiany, wachlarze, itp. Za wszelką cenę nie będę robił wszystkiego aby tam wystartować.
21 maja 2022 – próba czasowa na Górę Żar. Mimo tego, że nie lubię tego podjazdu sprawdzę się na nim w trakcie zawodów, fajerwerków się nie spodziewam ale chcę dobrze przepalić nogę przed drugim startem w Bike Atelier Maraton.
22 maja 2022 – drugie podejście do maratonu MTB. W Rybniku było nieźle i chciałbym nawiązać do tego co pokazałem we wspominanym maratonie.
28 maja 2022 – powrót do tradycyjnej czasówki po ponad 2 latach. Chciałbym sprawdzić się na bardziej płaskiej trasie gdzie większą rolę odgrywa aerodynamika i zawody w Czechach – Velka Cena Frydku – Mistku to najlepsza ku temu okazja.
Trzy starty w maju będą optymalną liczbą, formy na razie nie ma i może znajdę ją na zawodach.
Ten sezon jest dla mnie czasem bardzo eksperymentalnym. Na początek pojechałem do Hiszpani na obóz treningowy a nigdy nie byłem zwolennikiem takich wyjazdów. Znudziły mi się wyścigi szosowe gdzie zwykle radziłem sobie co najwyżej przeciętnie i pewien poziom przekroczyłem ledwie kilka razy na kilkadziesiąt prób. Debiutując w maratonie MTB w cyklu Bike Atelier rozpocząłem przygodę z maratonami MTB. W tym cyklu chciałbym zaliczyć 7 edycji aby być klasyfikowanym w generalce na koniec sezonu:
24.04.2022 – Rybnik – zaliczony – 5 OPEN
22.05.2022 – Tarnowskie Góry
05.06.2022 – Racibórz
12.06.2022 – Wisła
24.07.2022 – Jeleśnia
21.08.2022 – Psary
11.09.2022 – Rzyki
01.10.2022 – Dąbrowa Górnicza – finał ( Planuję w tym terminie wyjazd zagraniczny i być może nie uda się wystartować więc nie mogę sobie pozwolić na absencję w żadnych zawodach, na pewno nie będzie mnie w Zdzieszowicach – 15.05 i Czerwionce – 25.09 a prawdopodobnie również w Trzebini 04.09 i Dąbrowie Górniczej – 01.10 ).
Ze względu na brak doświadczenia startuję w tym sezonie na dystansie MINI, gdyby się tak zdarzyło, że nie będę w stanie wystartować w 7 edycjach to w drugiej części sezonu spróbuję się na dystansie Hobby.
W ubiegłym roku wystartowałem w dwóch uphillach MTB. Jeden ze startów był kompletnie nieudany a drugi dosyć przeciętny więc w tym roku chciałbym poprawić ten bilans i pokazać, że nie tylko na szosie jestem mocny pod górę:
25.06.2022 – Uphill MTB Ostry
26.06.2022 – Uphill MTB Czantoria
30.07.2022 – Uphill MTB Błatnia
06.08.2022 – Uphill MTB Równica
Te cztery edycje składają się na cykl Uphill MTB Beskidy, chciałbym ukończyć wszystkie aby być sklasyfikowanym w klasyfikacji generalnej. Oprócz cyklu Uphill MTB Beskidy liczę na to, że odbędą się coroczne Uphille na Magurkę. W
W MTB chciałbym zaliczyć jak najwięcej startów, mam dużą motywację do tego, bo stawiam dopiero pierwsze kroki po długiej przerwie i stopniowo idzie mi coraz lepiej.
Oczywiście nie zamierzam całkowicie rezygnować z szosy, planuję kilka startów w cyklu Spac. Do wyboru właśnie tych imprez motywuje mnie przede wszystkim cena, po opłaceniu licencji i numeru startowego jeden start kosztuje 200 Koron, ponad połowę taniej niż w Polsce a organizacja na podobnym poziomie a poziom sportowy wcale nie jest niższy:
28.05. 2022 – Velka Cena Frydku Mistku
04.06.2022 – O Cenu Verge
05.06.2022 – Bystrice – Loukca ( epicki podjazd – kolizja terminu z BAM w Raciborzu – decyzja końcem maja )
07.08.2022 – Casovka na Losou Horu
03.09.2022 – Mokrolazecka 60
10.09.2022 – Kasarna ( kolizja terminu z Tatra Road Race – decyzja końcem sierpnia )
17.09.2022 – Do Vrchu Pusteven
W tym cyklu chciałbym po prostu startować, bez nastawiania się na klasyfikację generalną.
Nie od dzisiaj wiadomo, że jak ryba w wodzie czuję się w górskich czasówkach typu Uphill i nie tylko. W tym sezonie odbędzie się kilka takich imprez w Polsce:
09.07.2022 – Uphill Rownica
10.07.2022 – Uphill Zameczek
15.07.2022 – 1 Etap Nowy Targ Road Challenge
15.08.2022 – 3 Etap Road Trophy
W tych czasówkach chciałbym pokazać się z jak najlepszej strony, konkurencja w tym roku wyjątkowo liczna i mocna więc na fajerwerki się nie nastawiam.
W kalendarzu imprez prawdopodobnie znajdą się też wyścigi ze startu wspólnego:
15-17.07.2022 – Nowy Targ Road Challenge
13-15.08.2022 – Road Trophy
10.09.2022 – Tatra Road Race
Na wyścigach w tym roku nie będę walczył o dobre wyniki. Potraktuję je jako trening przed innymi zawodami.
Zapowiada się na to, że ten sezon będzie dla mnie bardzo obfity w starty w zawodach. Po raz ostatni więcej startowałem w 2018 roku. Aby wszystko miało jakieś ręce i nogi podzieliłem sezon na trzy zasadnicze części, by zrealizować założenia potrzebuję regularności w treningach a ta gdzieś się zgubiła, po tym jak znowu zdrowie zaczęło szwankować. Początek sezonu potraktowałem jako przetarcie, w połowie maja zaczynam pierwszą część sezonu startowego, która potrwa do końca czerwca. Od czasówki na Równicę zaczyna się druga część sezonu którą zakończy Road Trophy lub BAM w Psarach a pozostałe starty złożą się na kampanię wrześniową, przewiduję, że wrzesień przejadę już na oparach więc będzie to tylko bronienie pozycji wypracowanych podczas wcześniejszych startów. Najważniejsze jednak, że ponad tym wszystkim jest jeszcze jeden cel – czerpanie przyjemności z jazdy. To udaje się na razie ze zmiennym skutkiem.
Nie należę do osób u których wszystko cały czas działa i składa się w logiczną całość. U mnie liczą się detale z którymi cały czas mam problem. Raz nie działa sprzęt, innym razem nie ma nogi a jeszcze innym zdrowie odbiera możliwości walki. Cały czas pracuję nad tym aby wszystko w najważniejszych momentach grało. Już wiem co mam robić aby zdrowie nie miało wpływu na dyspozycję sportową, wiem jak przygotowywać się do startów i pilnuję regeneracji. Ze sprzętem bywa równie, liczę na to, że mój dotychczasowy rower szosowy – Cube Litening C:62 Pro wytrzyma trudy tego sezonu bo już coraz częściej mnie zawodzi. Nowy sprzęt już czeka ale światło dzienne ujrzy dopiero wiosną przyszłego roku. W MTB największy problem mam z ciśnieniem w kołach i kapciami ale i nad tym zaczynam już panować. Dzięki temu, że zainteresowałem się też MTB mam większą motywację aby utrzymać się w reżimie treningowym i walczyć z własnymi słabościami podczas zawodów w kolejnym już sezonie. Zestarzałem się już, trafiłem do mocniej kategorii wiekowej i dlatego nie mogę patrzeć na wynik sportowy bo ten nawet mimo progresu formy może być gorszy niż w poprzednich latach gdy często meldowałem się na podium. Liczy się walka, od lat walczę przede wszystkim z własnymi słabościami , zbyt często przejmowałem się tym co mówią i myślą inni. W tym momencie skupiam się na sobie, nie interesują mnie inni, nawet fakt, że nikt nie docenia mojego trudu i wysiłku wkładanego w to co robię lata mi koło nosa. Jeżeli kogoś nie stać nawet na słowo dziękuję, to moje poświecenie nie jest nic warte, nie oczekuję gratulacji od innych, bo po prostu robię swoje, nie jest to nic nadzwyczajnego ale za poświęcony czas, reprezentowanie także innych osób podczas zawodów należy się chociaż skromne słowo, dziękuję. W każdym kolejnym roku coraz bardziej przekonuję się, że nie warto nic robić dla innych i trzeba skupić się na sobie ino robić swoje, niezależnie od tego czy komuś się to podoba czy nie. Bez presji nakładanej przede wszystkim przez innych czuję się spokojniejszy i łatwiej jest mi czerpać przyjemność z tego co lubię najbardziej – jazdy na rowerze. Nie wszystkim podoba się to, że z prawdziwego sportowego dna na jakim byłem 10 lat temu doszedłem tak daleko w miejsce gdzie byłem 2 czy 3 lata temu gdy prezentowałem się najlepiej. Do tego doszedłem wyłącznie dzięki ciężkiej, wieloletniej pracy opartej na własnych błędach, doświadczeniach i przede wszystkim wielu porażkach. Dzięki temu nawet jak nie idzie jestem w stanie dawać z siebie wszystko i walczyć o realizację celów i marzeń, nie potrzebuję do tego innych osób. Jak tylko zdrowie nie będzie szwankowało to w tym roku świat kolarski jeszcze o mnie usłyszy. Jeszcze kilka miesięcy sezonu zostało, kilkanaście startów w zawodach i jestem przekonany, że trafi się dzień w którym wszystko zagra jak trzeba i pokażę pełnię swoich możliwości. Do tego właśnie będę dążył w tym sezonie, by pokazać siebie a nie naśladować innych zawodników i nie wyróżniać się spośród wielu przeciętniaków którzy robią wszystko aby udowodnić innym, że w czymś są lepsi a tak wogóle niczym się nie różnią. Przez lata trenowałem głównie indywidualnie i wszyło mi to na dobre więc pewnych schematów treningowych zmieniał nie będę, mimo braku czasu i wielu innych obowiązków cały czas znajduję czas dla siebie i to w tym momencie jest to mój mocny punkt, umiem odnaleźć się w każdej, nawet najtrudniejszej sytuacji i łatwo nie rezygnuję. Mam nadzieję, że nic się w najbliższym czasie nie zmieni i za kilka miesięcy będę mógł powiedzieć, że robiłem swoje i uzyskałem to co mi się należało.

Majówka Camp 1

Sobota, 30 kwietnia 2022 Kategoria Majówka Camp 2022, Tlen, Szosa, Samotnie, Cube '22, 50-100
Km: 75.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:46 km/h: 27.11
Pr. maks.: 73.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: HRavg 129( 66%)
Kalorie: 1850kcal Podjazdy: 1270m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy dzień długiego weekendu nie wyglądał tak jak zakładałem. Miałem dużo mniej czasu na jazdę i z ciekawej trasy musiałem zrezygnować. Ostatecznie pojechałem niemal tradycyjnie już na Przegibek, wybierając boczne drogi, wyszedłem na tym jak „Zabłocki na mydle”, zyskałem 50 metrów przewyższenia, przejechałem kilometr więcej ale do Straconki jechałem jakieś 5 minut dłużej niż głównymi przez miasto. Sam podjazd na przełęcz poszedł mi nieźle, ale to co zobaczyłem na Przegibku sprawiło, że włosy na ciele stanęły mi dęba. Tylu samochodów na drodze przed przełęczą jeszcze nie widziałem wiec nawet nie zatrzymywałem się tylko od razu jechałem w dół do Międzybrodzia, na zjeździe nie musiałem hamować ale nie przyjąłem dobrej pozycji i jechałem maksymalnie wyprostowany, to pozwoliło bez zbędnego hamowania bezpiecznie jechać za samochodami, po zjeździe ponownie bez postoju nawróciłem i drugi raz wjechałem na przełęcz, na podjeździe byłem świadkiem ciekawej sceny, najpierw wyprzedziła mnie grupa około 20 osób na jednakowych rowerach elektrycznych, gdy jednemu z nich przestał działać silnik, dwóch innych pchało go na przełęcz, nie byłoby w tym nic dziwnego gdyby nie to, że te osoby miały po góra 20 lat. Jazda na takim rowerze nie ma nic wspólnego ze sportem a sprzedawcy rowerów wychowują kolejne kaleki którym nawet pod górę nie chce się pedałować siłą własnych nóg i jeszcze na tym zarabiają więc są lepsi niż lekarze w obecnych czasach którzy bezpośrednio nie czerpią zysku z kaleczenia ludzi. Od dłuższego czasu ma w czterech literach to kto na jakim rowerze jeździ, jestem zapatrzony w siebie i mimo tego, że jestem blisko sportowej emerytury nie zamierzam przesiadać się na rower elektryczny. Po dobrym podjeździe nastąpił bardzo wolny zjazd, nie pamiętam kiedy na zjeździe musiałem hamować z 50 do 25 km/h, tak się właśnie stało jak dojechałem do samochodu który był tak dociążony, że tylny zderzak niemal dotykał nawierzchni drogi, udało się tego zawalidrogę wyprzedzić, kątem oka dostrzegłem czterech okrągłych ludzi w samochodzie którzy na Przegibek pojechali tylko po to aby się najeść a przez nich nie mogłem sobie pewnie, szybko i technicznie zjechać w dół, później jeszcze dwa samochody uniemożliwiły mi szybki przejazd ale przy niemal 10 minutowej starcie jaką miałem do średniego czasu przejazdu tej trasy nie miało to już znaczenia. Miałem jeszcze czas więc pojechałem w kierunku Wilkowic, szybki wyjazd z Bielska świadczył wyłącznie o tym, że jadę z wiatrem. W Wilkowicach znowu postałem sobie na światłach i nie byłem w stanie nic odrobić na podjeździe, na zjeździe również ponieważ znowu spadł mi łańcuch i musiałem się zatrzymać aby go założyć na kasetę. Później o dziwo było szybko i bardziej dynamicznie niż się spodziewałem, poprawiłem kilka czasów na segmentach i zaliczyłem wymagający podjazd w Słotwinie. Powrót do Bielska już pod wiatr i z przeszkodami, nie chcąc jechać ścieżką rowerową w Mikuszowicach odbiłem w Bystrej na Wilkowice, w nagrodę czekał mnie postój na przejeździe kolejowym a następnie skrzyżowaniu. Później już bez przygód ale z dokładką w postaci dodatkowego podjazdu. W mieście znowu spory ruch więc mogłem być zadowolony, że sprawnie przejechałem. Na początek weekendu musiało mi to wystarczyć, po jeździe jeszcze czekało na mnie sporo prac w ogrodzie.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 14036 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 16398 km
Evo 2 9995 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum