Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Rozjazd

Środa, 16 maja 2018 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 10.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:27 km/h: 22.22
Pr. maks.: 42.00 Temperatura: 13.0°C HRmax: 138138 ( 70%) HRavg 108( 55%)
Kalorie: 257kcal Podjazdy: 110m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze

Podhale Tour 2018 1 etap

Niedziela, 13 maja 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Wyścig
Km: 85.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:45 km/h: 30.91
Pr. maks.: 72.00 Temperatura: 22.0°C HRmax: 176176 ( 90%) HRavg 154( 78%)
Kalorie: 2439kcal Podjazdy: 1280m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Ciężki dzień, na koniec tygodniowego obozu treningowego zafundowałem sobie start w zawodach. Od początku nie układało się wszystko tak jak powinno i dopiero po kilku wskazówkach udało się znaleźć biuro zawodów. Samo załatwianie formalności poszło sprawnie i bez zastrzeżeń.
Start w tym wyścigu wcześniej wchodził w grę, ale sprzętowo nie byłem przygotowany i pojechałem na treningowym rowerze, mogłem zmienić opony ale jakoś mi się nie chciało.
Podczas rozgrzewki pojawił się promyk nadziei na dobra jazdę, noga kręciła dużo lepiej niż dzień wcześniej. Zrobiłem kilka mocniejszych akcentów i przyjechałem na start. Na linii startu chaos, żadnego sektora i ciasno, większość osób ustawiło się na trawie i po starcie oczywiście trzeba było ich puścić przodem. Ledwo ruszyliśmy i już hamowanie, było niebezpiecznie ale nie na tyle by powstała kraksa. Po wyjeździe na główną drogę trzymałem się bliżej prawej strony. Wszystko wyglądało dużo lepiej niż na ostatnich Road Maratonach, do czasu. Znowu zaczęło się zwalnianie i jedna sytuacja której nie jestem w stanie zrozumieć, tempo było równe i nie było obaw o jakieś upadki czy kraksy a jeden starszy zawodnik nagle odbił w lewo i wylądował w rowie, za nim jechały 2 osoby i musiały odbić w lewo, ja miałem wybór, wjechać w nich lub zwolnić i spróbować wjechać w lukę po lewej stronie jezdni. Wytraciłem prędkość i znalazłem się na końcu peletonu. Nie byłoby problemu gdyby nie powstające dziury i po chwili byłem już za peletonem. Noga nie szła jakoś super i nie byłem w stanie podkręcić tempa. Rozciągło się wszystko na tyle, że jadąc na czele "grupetto" miałem przed sobą około 400 metrów wolnej drogi. Chcąc współpracować z kimkolwiek musiałbym zwolnić. Zmobilizowałem się na tyle, że zacząłem się zbliżać. Pogoń zakończyłaby się sukcesem gdyby nie dwa ronda i skrzyżowanie na których musiałem się zatrzymać. Zaczynając pierwszy podjazd miałem około 50 metrów straty do zawodników którzy już na początku podjazdu odpadli. Straciłem sporo sił na pogoni a podjazd też jechałem bardzo mocno, musiałem zaryzykować by nie być zupełnym przegranym tego dnia. Nie myślałem, że będę miał kolejną czasówkę. Co prawda na podjeździe dogoniłem sporo osób ale nie takich z którymi powinienem rywalizować na równi. Kiedy zaczął się zjazd to chciałem trochę odpocząć, to był błąd, o odpoczynku nie było mowy i musiałem cisnąć ile sił. Pomimo dokręcania, wyprzedziły mnie 2 grupy i dalej jechałem sam. Dojazd do rundy też był bardzo szybki i traciłem kolejne sekundy. Początek rundy płaski a nawet lekko w dół z wiatrem w twarz. Jechałem dosyć mocno i dopiero na podjeździe zacząłem nieco odrabiać, w nogach było mniej mocy niż powinno i szło bardzo ciężko. Co prawda na podjeździe pod Budz wyprzedziłem 3 osoby ale na zjeździe mnie minęli jakbym stał. Początek drugiej rundy odpuściłem i dopiero na podjazdach zacząłem się bardziej starać. Przy bufecie kolejna niebezpieczna sytuacja która mogłaby się skończyć tragicznie, kolejny starszy zawodnik podjeżdżając zakosami prawie władował się w mój rower, jeszcze się tłumaczył, że nie słyszał mnie i nie widział którą stroną jadę. Wtedy już byłem niemal pewny, że nikogo nie dogonię i do mety dojadę sam. Na zjeździe starałem się dokręcić na tyle ile mogę i zjechałem szybciej, przed wjazdem na trzecią rundę musiałem zwolnić niemal do zera. Podkręciłem tempo i jechałem już na tyle by tym tempem dojechać do końca. Sił już brakowało i na podjazdach dawałem z siebie niemal wszystko. Wyprzedziłem kilka osób i na zjeździe nie dałem się dogonić. Po skręcie w kierunku mety byłem przekonany, że nie będzie już podjazdu i zostałem zaskoczony. Około kilometrowy podjazd pojechałem bardzo mocnym tempem, wyprzedziłem kilka osób ale moje tempo było i tak dalekie od najlepszych. Do mety gnałem już ile sił w nogach i na dziwnie usytuowaną metę wjechałem ujechany. Ja jestem zadowolony z jazdy, po 6 dniach solidnych treningów nie byłem w stanie dać z siebie więcej. Żałuję tylko tego, że po raz kolejny nie mogłem pooglądać najlepszych na trasie i zaliczyłem kolejną czasówkę.
Wiem, że nie był to mój najlepszy dzień, wiem na o mnie stać w normalnych warunkach i okolicznościach. Liczę, że kolejne starty będą już dużo lepsze i pokażą moje rzeczywiste miejsce w szeregu. Poziom prezentowany przez czołówkę jest jak dla mnie nieosiągalny, przynajmniej w najbliższym czasie. Dużo mi brakuje do najlepszych nie tylko w kwestii treningu ale także sprzętu, przygotowania organizmu do wysiłku a także gospodarowania czasem. Ten wyścig zaskoczył mnie pozytywnie, poza kilkoma małymi rzeczami które są łatwe do poprawy nie ma się do czego przyczepić, poziom na pewno wyższy niż w Road Maraton, praktycznie poza kilkoma nazwiskami wszyscy najlepsi wystartowali. Cieszy także fakt, że wygrał znowu inny zawodnik i tak powinno być, wyniki mówią same za siebie i w czołówce nie znalazł się nikt przypadkowy, nie lubię osób które osiągają dobre wyniki dzięki cwaniactwu i szczęściu. 
Po ciężkim tygodniu a nawet trzech należy się kilka dni zasłużonego odpoczynku przed kolejnymi dwoma startami w następny weekend.

Obóz Bukowina 6

Sobota, 12 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: 109.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:56 km/h: 27.71
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 158158 ( 81%) HRavg 123( 63%)
Kalorie: 2370kcal Podjazdy: 1360m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Szósty dzień obozu był dla mnie najgorszy, pomimo dobrej pogody i niezbyt trudnej trasy moja dyspozycja była daleka od oczekiwanej i męczyłem się strasznie podczas jazdy.
Wyjazd przed 10 i dobrze znany zjazd na początek, nie szalałem zbytnio i mimo faktu, że miałem małą przewagę na początku, do głównej drogi dojechałem w grupie. Na rondzie małe komplikacje, za rondem prace porządkowe na moście, wreszcie sprzątnęli cały piasek który tam zalegał od dawna. Pierwszy podjazd nastąpił już po 4 kilometrach, krótka lecz stroma wspinaczka na Czarną Górę nie wyglądała jeszcze tak źle jak dalsza jazda. Po długim zjeździe do Trybszu i skręcie w prawo w kierunku Niedzicy utworzył się szyk i zaczęliśmy jechać po zmianach. Gdy było pod górę to wszystko wyglądało nieźle a gdy zaczął się zjazd w dół do Niedzicy to miałem problemy by utrzymać się na kole. Po drodze niebezpieczna sytuacja z samochodem, byłem wtedy na zmianie i wyprzedziłem pojazd lewą stroną, nie wszyscy zdążyli przejechać i na moment się podzieliliśmy. W Niedzicy wypadł mi baton i na moment się zatrzymaliśmy. Fajny podjazd doprowadził nas do głównej drogi prowadzącej na Nowy Sącz. Droga prowadziła niemal cały czas w dół i miałem sporo problemów by jechać tempem grupy. Szybki odcinek skończył się w Tylmanowej gdzie skręciliśmy w lewo na Ochotnicę. Tam krótka przerwa i nieco spokojniejsza jazda w górę. Podjazd był łagodny i nudny, jedyną atrakcją był popis kierowcy Opla. Końcówka podjazdu była trudniejsza i tam nastąpił podział a nawet ataki ze strony innych Jas-Kółek. Ja wjechałem swoim tempem i nagrodą był długi, techniczny zjazd, dobrze mi się zjeżdżało, w szybszej jeździe przeszkodziły samochody. Po tym zjeździe już nie było ciekawie, początkowo po nie najgorszej nawierzchni a później po bocznych dróżkach. Dojechaliśmy do bufetu w Białce. Droga do Bukowiny była wesoła, ostatni podjazd do ronda każdy pojechał swoim tempem, ja odpuściłem zupełnie i z treningu wróciłem jako ostatni. Po jeździe czułem się lepiej niż rano.



Miasto 9

Piątek, 11 maja 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie
Km: 90.00 Km teren: 0.00 Czas: km/h:
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: 1790kcal Podjazdy: 1200m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Obóz Bukowina 5

Piątek, 11 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: 120.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:44 km/h: 25.35
Pr. maks.: 76.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 140( 71%)
Kalorie: 3251kcal Podjazdy: 2600m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Zdecydowanie najlepszym dniem obozu był piątek i wyjazd na Śląski Dom. Pogoda od rana bardzo dobra, pomimo prognoz mówiących o burzach i deszczach. Kieszonki były wypełnione po brzegi, prócz kurtki i rękawków, nie brakło sporej ilości jedzenia.
Wyjazd po 9:30 i od razu zjazd, dobrze już znany i chciałem sobie zjechać szybciej, w pewnym momencie przy ponad 60 km/h podbiło mi koło i ledwo się wybroniłem przed wjazdem na pobocze, do końca zjechałem już wolniej. Za rondem Andrzej łapie gumę i chwila przerwy. Gdy już ruszyliśmy to chwilę trwało zanim uformowała się współpraca i jazda po zmianach. Do pierwszego podjazdu na Słowacji dojechaliśmy wspólnie, tam się podzieliło i w 3 wjechaliśmy na szczyt, ja spokojnie ruszyłem w dół, by nie stracić za dużo na zjeździe i po kilku kilometrach mnie złapali. Gdy droga prowadziła w dół, trzymałem się z tyłu, na przód wyszedłem po skręcie w prawo w kierunku Starego Smokowca. Droga prowadziła głównie w górę i dłużyła się strasznie. Po ponad 30 minutach od skrętu w prawo dojechaliśmy do podnóża podjazdu pod Hrebienok. Krótki podjazd z dosyć dużym nachyleniem. Całkiem spokojna jazda nie wchodziła w grę, miała to być rozgrzewka przed Śląskim Domem. Od razu zjechałem w dół z postojem po drodze i tam poczekałem na wszystkich. Do podnóża podjazdu pod Śląski Dom było niedaleko, wystarczyło to jednak by rozdzielić grupę. Gdy wszyscy dojechali to zaczęliśmy podjazd. Nie wiedziałem czego się spodziewać wiec nie jechałem na 100 %. Nikt chyba nie jechał na maksymalnych obrotach i po chwili zostałem sam, z przodu był jakiś kolarz na MTB. Gdy się do niego zbliżałem to on wstawał z siodełka i odjeżdżał, tak się czarowaliśmy przez niemal połowę podjazdu. Później jadąc równym tempem zostałem sam i największą przeszkodą była nawierzchnia. Miejscami nie było asfaltu a jak był to nierówny i dziurawy. Podjazd skończył się szybko, dopiero ostatnie 300 merów pojechałem bardzo mocnym tempem. Czas wyszedł dobry. Gdybym go znał i jechał na czas to spokojnie 2-3 minuty dałoby się go poprawić. Na szczycie czas na zdjęcia, posilenie się i zaopatrzenie w wodę. Zjazd wolny i asekuracyjny, by nie złapać gumy. Kiedy wszyscy dojechali to ruszyliśmy dalej, przejeżdżając przez Stary Smokowiec korciło mnie by skręcić po raz drugi tego dnia na Hrebienok. Raczej nie byłoby więcej chętnych a samotna jazda nie bardzo mi się uśmiechała. Jazda główną drogą nie należała do przyjemnych, sporo samochodów, dziur które doprowadziły do podzielenia na dwie grupki. Po czasie na moment się to zjechało ale gdy pojawił się kolarz na elektrycznym rowerze który chciał się z nami ścigać znowu zaczęło się rozrywać. Ostatecznie podzieliliśmy się na dwie grupy, jedna pojechała najprostszą drogą do Bukowiny a osoby które czuły się jeszcze na siłach dłuższą drogą przez Łapszankę. Podjazd pod Zdiar wjechaliśmy wspólnie, na długim zjeździe do Ostruni się rozjechaliśmy a kolejny podjazd na Łapszankę zaczęliśmy wspólnie. Nachylenie było spore i każdy jechał swoim tempem. W połowie podjazdu zaczęło padać a nawet lać i gdy znalazłem kawałek suchszego miejsca to zatrzymałem się by ubrać kurtkę. Otfin mnie minął a na Tomka i Marcina nie czekałem bo wiedziałem, że się nie zgubią a nie chciałem zbyt długo stać bo później nie umiałbym jechać. Na zjeździe już przestało padać i na moment zjechaliśmy się z Grzesiem. Po dojeździe do Bukowiny gdzie Otfin mi gdzieś zniknął zatrzymałem się bz rozebrać kurtkę i ruszyłem na ostatni podjazd. Po raz pierwszy na obozie jechałem ten odcinek w górę, pierwszą ściankę pokonałem bardzo topornie a druga poszła już lepiej. Na koniec chwila rozjazdu i kolejne mycie roweru i suszenie ubrań.



Obóz Bukowina 4

Czwartek, 10 maja 2018 Kategoria 0-50, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Trening 2018, w grupie
Km: 33.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:16 km/h: 26.05
Pr. maks.: 63.00 Temperatura: 12.0°C HRmax: 152152 ( 77%) HRavg 128( 65%)
Kalorie: 826kcal Podjazdy: 540m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Dzisiejszy dzień był inny niż pozostałe. Zamiast jazdy na rowerze miała być piesza wędrówka po szlakach. Wyznaczona trasa nie była tak trudna by obawiać się o problemy z jej pokonaniem. Przejście 13 kilometrowej trasy zajęło 5 godzin i nie przeszkodziło to by wieczorem o 19 wyruszyć na krótką rundę po okolicy.
Wyjechaliśmy we 3 w kierunku Jurgowa. Równa, spokojna jazda po zmianach i szybkie pokonywanie kolejnych kilometrów. Na trasie kilka podjazdów, trudniejszy nastąpił dopiero około 20 kilometra. Jechaliśmy cały czas razem i na Głodówkę wjechaliśmy razem, dopiero na zjeździe zostałem z tyłu. Nie starałem się zjeżdżać szybko a i tak nie był to zły zjazd. Do pensjonatu dojechaliśmy przed zmrokiem.



Obóz Bukowina 3

Środa, 9 maja 2018 Kategoria 50-100, Obóz Bukowina 2018, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 73.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:55 km/h: 25.03
Pr. maks.: 71.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 187187 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 1994kcal Podjazdy: 1570m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Trzeci dzień obozu przywitał nas pochmurnym niebem z którego po jakimś czasie zaczął padać deszcz. Wspólnie podjęliśmy decyzję o wyjeździe na termy a trening miał odbyć się po południu. Czas szybko leciał i pogoda się poprawiła na tyle, że przed 15 można było wyjechać na trasę. Chciałem zrobić ten test FTP i nie wiem czy to był dobry pomysł, wybrałem najdłuższy podjazd w okolicy Bukowiny, ponad 7 kilometrowy odcinek z Białki na Głodówkę. Zrobiłem krótką rozgrzewkę i po zjeździe z Bukowiny w dół nawróciłem i zacząłem test. Ruszyłem mocno a po chwili lekko popuściłem bo tempo było za mocne. Trzymałem w miarę równy poziom i gdy zrobiło się stromiej jechałem mocniej, zapomniałem, że ten podjazd ma zmienne nachylenie i są fragmenty z nachyleniem 1-2 % a także 8-10 %. Na tym łagodniejszym odcinku miałem problem z utrzymaniem założonej mocy a prędkość przekraczała 35 km/h. Na rondzie niestety musiałem zwolnić i straciłem na tym sporo, chcąc to szybko nadrobić, straciłem dużo sił i ostatnie 5 – 6 minut testu było ciężkie, miałem jechać już ile mogę a jechałem gorzej niż w początkowej fazie podjazdu. Siłą woli dokończyłem test i wynik pokazany przez licznik wyszedł słaby, gorszy niż się spodziewałem i gorszy niż być powinien po kilku tygodniach treningów. Ostatnie 300 metrów podjazdu pojechałem już na zupełnym luzie i odzyskałem nieco sił. Po nawrocie i zjeździe do ronda na moment zwolniłem zastanawiając się czy reszta Jas-Kółek już wyjechała. Popatrzyłem na zegar i byłem niemal pewny, że są jakieś 10 minut z przodu więc zjechałem do Poronina. Nie kombinowałem już z szukaniem drogi i pojechałem objazdem i trafiłem na drogę prowadzącą do Zębu. Cały podjazd jechałem spokojnie pilnując tylko kadencji. Wahałem się, czy jechać w prawo czy prosto. Nic nie zapowiadało opadów deszczu wiec pojechałem prosto. Szybki zjazd i długi, nudny odcinek do Ratułowa. Tam odbiłem w prawo na Czerwienne i fajną drogą dojechałem do Zębu. Widząc już czarne chmury na horyzoncie postanowiłem jechać przez Gliczarów. Znalazłem ciekawą drogę i skręciłem w prawo, początek był łagodny a po łuku w prawo pojawiła się ściana, puszczenie hamulców nie wchodziło w grę a i tak ledwo zmieściłem się w zakręcie, zaraz za zakrętem sporo żwiru i fajna droga. Dalszy zjazd szybki i zjechałem do Białego Dunajca. Tam kilka znaków mówiących o objazdach i musiałem skręcić w lewo i dojechałem do głównej drogi, około 100 metrów od zjazdu na Gliczarów. Wjechałem pod górę tą samą drogą co w poniedziałek i na szczycie zaczęło padać. Ostatnie 3 kilometry to już mocna jazda, by jak najmniej jechać w deszczu. Zjazd nie należał do przyjemnych a po jeździe to co lubię najbardziej czyli czyszczenie roweru i suszenie ciuchów.



Obóz Bukowina 2

Wtorek, 8 maja 2018 Kategoria 100-200, Obóz Bukowina 2018, Szosa, Trening 2018
Km: 113.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:11 km/h: 27.01
Pr. maks.: 67.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: 168168 ( 86%) HRavg 129( 66%)
Kalorie: 2744kcal Podjazdy: 1500m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Drugi dzień obozu nie zaczął się idealnie, pogoda nie była pewna i prawdopodobieństwo, że uda się przejechać całą zaplanowaną trasę i nie zmoknąć było bliskie zera. Temperatura też nie rozpieszczała i miałem dylemat, jak się ubrać, ostatecznie wybrałem bluzę i nogawki a kurtka wylądowała w kieszeni. W planie był Test FTP ale pogoda na to nie pozwoliła.
Po pierwszym zjeździe było zimno, na szczęście dalsza droga prowadziła głównie w górę więc można było się rozgrzać. Tempo było równe i szybko dojechaliśmy do skrzyżowania za granicą. Na pierwszym podjeździe tempo wzrosło i grupka się rozerwała, ostatecznie we 3 dojechaliśmy na szczyt pierwszego trudniejszego wzniesienia. Powoli zacząłem zjeżdżać, po chwili już zaczynało padać, poczekałem na resztę i gdy się zjechaliśmy to na chwile się zatrzymaliśmy i zdecydowaliśmy, że zmieniamy trasę, w międzyczasie deszcz rozpadał się na dobre. Grupa znowu się rozerwała i ostatecznie pojechaliśmy prosto a mogliśmy skręcić w lewo i skrócić trochę trasę. Dalsza droga w strugach deszczu przebiegała ścieżką rowerową poza szosą i tak aż do Spiskiej Beli. Powoli przestawało padać a moje nogi nie chciały kręcić. Na moment zostałem za grupą i dopiero gdy nachylenie wzrosło to dołączyłem do pozostałej 8. Kiedy zaczął się podjazd podkręciłem tempo, musiałem się rozgrzać i po kilku minutach mocniejszej jazdy, jechało się dużo lepiej. Fajny podjazd szybko się skończył i zacząłem zjeżdżać. Jechałem spokojnym tempem i po kilku kilometrach dojechał do mnie Tomek i wspólnie dojechaliśmy do granicy. Kiedy wszyscy dojechali to okazało się, że Grzesiowi pękła szprycha w tylnym kole. Szybkie rozebranie się, zrobiło się za ciepło i uzupełnienie kalorii. Kiedy ruszyliśmy to Otfin został trochę z tyłu i zaczekałem na niego. Szybko dogoniliśmy grupę i skręciliśmy w zupełnie nie znane mi tereny. Droga prowadziła raz w górę, raz w dół wzdłuż jeziora Czorsztyńskiego. Na znaną mi drogę wjechaliśmy w Trybsza i na koniec czekały nas jeszcze dwa podjazdy. Najpierw dosyć długi podjazd ze stromą końcówką w Czarnej Górze. Pojechałem już na luzie i dopiero na stromym odcinku podkręciłem trochę tempo. Po zjeździe rozdzieliliśmy się, część osób pojechała prosto do pensjonatu a reszta dłuższą drogą. Po drodze postój na uzupełnienie płynów i ostatni podjazd przez Brzegi. Po tym postoju starałem się już jechać spokojnie i nie zmęczony dojechałem do Bukowiny.



Obóz Bukowina 1

Poniedziałek, 7 maja 2018 Kategoria Szosa, Trening 2018, w grupie
Km: 101.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:01 km/h: 25.15
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 183183 ( 93%) HRavg 142( 72%)
Kalorie: 2800kcal Podjazdy: 2060m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy dzień długo wyczekiwanego obozu treningowego. Po dojeździe do Bukowiny i zakwaterowaniu się przyszła pora na pierwszą jazdę. Pogoda była idealna, ciepło i słonecznie co zapewniło piękne widoki. Wyjechaliśmy w 6 osobowym składzie o różnym poziomie wytrenowania. Na dzień dobry zjazd w dół, puszczając hamulce rower szybko rozpędził się do około 60 km/h. Pierwszy podjazd zaczął się już na 5 kilometrze. Nie jechałem tam nigdy i po krótkiej wspinaczce dojechaliśmy do głównej drogi w kierunku Rzepisk. Na stromym i znanym mi podjeździe miałem problem z przednią przerzutką i musiałem wjechać na 39x25. Po wjechaniu na Łapszankę krótki postój i zjazd w kierunku słowackiej miejscowości Ostrunią. Później zaczął się długi ale widokowy podjazd na Zdiar. Początkowo jechaliśmy wspólnie, z czasem zaczęło się dzielić i przez większą część podjazdu jechałem tylko z Grzesiem. Gdy nachylenie zmalało to dojechał do nas Tomek. Na sam koniec podjazdu czekał nas trudniejszy fragment z nachyleniem prawie 10%. Pojechałem tam trochę mocniej i na szczycie byłem tuż przed Otfinem, Tomek był niewiele za nami. Fajny podjazd, poza trudniejszymi fragmentami jechałem spokojnym tempem. Zjazd do głównej drogi był trochę nierówny i dziurawy, ale krótki i dało się bezpiecznie przejechać ten odcinek. Po dojechaniu wszystkich skierowaliśmy się w kierunku Polski. Po około 300 metrowym podjeździe nastąpił długi zjazd. Nie czułem się pewnie i straciłem kontakt z grupą. Znałem drogę więc nie starałem się na siłę dogonić kolegów. Na kolejnym podjeździe dojechałem do dwójki i po chwili dołączyliśmy do reszty. Na zjeździe do przejścia granicznego w Łysej Polanie udało się utrzymać tempo kolegów. Podjazd do ronda na Głodówce zaczęliśmy razem a po czasie trochę się rozdzieliliśmy. Cały podjazd pokonałem równym tempem z 5 sekundowym finiszem przy rondzie. Moc z tych 5 sekund wyszła słaba, lepsza niż 6 tygodni temu ale nie taka jak być powinna. Na pagórkowatym odcinku do Zakopanego jechałem swoim tempem, na zjeździe mnie wszyscy minęli a na podjazdach udawało się dojechać do reszty. Po zjeździe do Zakopanego miałem około 300 metrów starty do grupy. Chciałem wyznaczyć moc minutową i zacząłem mocniej jechać, podjazd był za krótki i do tego przeszkodzili piesi którzy bez patrzenia weszli na jezdnię. Przejazd przez Zakopane bez większych problemów i kierunek Kościelisko. Kolejnym podjazdem był Butorowy Wierch. Przez problemy z przednią przerzutką musiałem jechać dosyć mocnym tempem i straciłem sporo sił. Poczekałem na Grzesia i wspólnie zjechaliśmy do Nowego Bystrego. Na podjeździe pod Ząb wyznaczyłem maksymalną moc w czasie 5 minut, byłem już mocno zmęczony i ledwo wytrzymałem cały odcinek. Moc wyszła wyższa niż wcześniej, miałem już sporo podjazdów w nogach i przez problemy z przerzutką zaczynałem już czuć ból w kolanach. Na szczycie poczekałem na Otfina i razem jechaliśmy dalej, przednia przerzutka zbuntowała się całkiem i nie chciała wchodzić na blat. Miałem problem by utrzymać tempo towarzysza i przestałem skupiać się na znakach. Wiedziałem gdzie mamy skręcić ale przegapiliśmy ten skręt i nie znając dobrze tego regionu zjechaliśmy aż do Szaflar. Tam nie myśląc już o jakiś kombinacjach skręciliśmy na Biały Dunajec. Jazda boczną drogą była przyjemna i żeby było ciekawiej to znowu przegapiłem skręt na Gliczarów. Zorientowałem się w momencie dojazdu do skrzyżowania z Zakopianką. Wyciągając telefon upuściłem go i pękła obudowa. Nie chciało mi się już nic i w końcu trafiliśmy na alternatywny podjazd na Gliczarów. Wjechałem go swoim tempem i chwilę czekałem na Grzegorza. Będąc już w Bukowinie znowu pobłądziliśmy i zadrobiliśmy kolejne 2 kilometry. Wreszcie trafiłem na właściwą drogę i po szybkim zjeździe dotarliśmy do pensjonatu. Nie wiem co mi się stało, ale dawno nie miałem takich problemów z orientacją.



Road Maraton Góra Świętej Anny

Sobota, 5 maja 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Wyścig
Km: 75.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:18 km/h: 32.61
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 165( 84%)
Kalorie: 1889kcal Podjazdy: 1000m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Wolałbym o tym wyścigu nie pisać nic, dla mnie przyniósł więcej szkody niż pożytku. Takie jest kolarstwo, ale czasami naprawdę nie warto się wysilać i starać jak organizacja startu i runda honorowa pozostawia wiele do życzenia. Przyjeżdżając pół godziny przed czasem na start i zastając pełny sektor to jest jakieś nieporozumienie. Jeszcze większym "nonsensem" był sektor dla dwudziestu najlepszych zawodników, nie wiem jaki był klucz przyznawania miejsc w tym sektorze, ale robiąc jeden sektor powinni zrobić także kolejne by wszyscy mocni zawodnicy mieli równe szanse. Jest to cykl amatorski i promowanie "Gwiazd" nie powinno mieć miejsca, większość osób wie kto zawsze wygrywa i nie trzeba tego powtarzać przy każdej najmniejszej okazji. Brak sektorów powoduje, że doświadczeni w startach zawodnicy muszą przepychać się przez turystów czy osoby które dopiero kupiły rowery za nawet pięciocyfrowe sumy, nie mające pojęcia o jeździe w grupie a tym bardziej peletonie. 
Start nastąpił z opóźnieniem i startując praktycznie z końca peletonu ruszyłem wtedy gdy czołówka miała już za sobą 200 metrów. Już po starcie nerwowo, pierwsi pechowcy nie wyjechali nawet z Leśnicy a ci którym się to udało nie wiedzieli co czeka ich kawałek za miastem. Runda niby honorowa a tempo ponad 40 km/h, to jest nieporozumienie, to nie jest promocja kolarstwa jak niby ma być tylko normalne rozciąganie peletonu które ma nastąpić po starcie ostrym. Do tego startu już nie dojechałem, około 2 kilometry od startu mając przed sobą dobrego zawodnika który mógłby mnie przeciągnąć do przodu peletonu przy prędkości 45 km/h nagle ktoś zahamował, do tego momentu czułem się bardzo pewnie w peletonie. W panice wszyscy zaczęli hamować, udało mi się zatrzymać kiedy z tyłu centralnie w moją tylną przerzutkę wjechał inny rowerzysta, sytuacja identyczna jak na ubiegłorocznej Pętli Beskidzkiej, tym razem nie miałem tyle szczęścia i poleciałem wywracając jeszcze jednego kolarza. Chwila minęła zanim wstałem, wydawało mi się, że jeszcze jedna Jas-Kółka ucierpiała ale skupiłem się na sobie. Nie wiem jak udało mi się wyjść z tego cało i na nodze mam tylko lekki szlif, niestety rower wyglądał dużo gorzej i jedną nogą byłem już w samochodzie serwisowym. Rozwalone zapięcie buta udało się jakoś zastąpić, wyprostowałem kierownicę, nałożyłem łańcuch, obejrzałem czy nie ma poważniejszych usterek i chciałem jechać dalej, okazało się, że tylne koło bije na tyle mocno, że musiałem nieco poluzować hamulec. Jak ruszyłem to miałem stratę około 4 minut na samym postoju. Nadrobić się nie dało, bo był takich ruch samochodowy, że musiałem się przeciskać między pojazdami i traciłem kolejne sekundy. Wypatrywałem strzałek na jezdni, na próżno i zaufałem intuicji i trafiłem na właściwą drogę nadrabiając przy okazji trochę dystansu. Już po przejechaniu ronda jadąc w kierunku Góry Świętej Anny minąłem ostatnią zawodniczkę. Sam podjazd też był raczej slalomem pomiędzy samochodami niż nadrabianiem czasu. Parę osób wyprzedziłem a większą grupę dogoniłem dopiero przed skrętem na kostkę. Moc z podjazdu niezła, jedyny plus tego jest taki, że straciłem mniej niż na płaskim do czołówki. Sama kostka poszła tak sobie, musiałem się przepychać przez innych i nie bardzo widziałem sens dalszej jazdy w tym "wyścigu". Na zjeździe wyszedł problem z tylną przerzutką i kolejne starty czasowe. Po zjeździe ciężko mi było się zmotywować do mocniejszej jazdy i dopiero przed bufetem ruszyłem mocniej. Od tego momentu jechałem równym tempem, jak na samotną jazdę tempo było mocne, przy jeździe w grupie byłoby bardzo słabe. Mijałem kolejnych zawodników, pojedynczo czy grupami, tylko jeden zawodnik był w stanie na parę sekund wyjść na zmianę. Pod górę jechałem dosyć mocno, nie na maksa ale dobrym tempem. Kolejne rundy wyglądały podobnie, mijałem kolejne grupki, nie zwalniałem ani na moment i jedyne momenty w których ktoś z tyłu mógł się zbliżyć to były zjazdy. Przez 4 rundy sukcesywnie doganiałem zawodników a na ostatniej to poza tymi których mijałem już 2 raz nie wyprzedziłem chyba nikogo. W połowie względnie płaskiego odcinka prowadzącego do podnóża podjazdu wyprzedził mnie Krzysiek Sikora i od razu zostałem w tyle, nie goniłem go tylko jechałem swoim tempem. Na podjeździe wyprzedziłem jeszcze 2 Jas-Kółki, zrozumiałem, że jadą już poza wyścigiem i ruszyłem mocno na ostatni podjazd. Krzyśka szybko wyprzedziłem i z mocnego finiszu nic nie wyszło z powodu sporej ilości samochodów. Na trasie to była istna plaga,nie wiem ile razy przez nich musiałem zwalniać, wiem, że czołówka nie miała takich "luksusów". Na mecie byłem około 2 minut po dużej grupie, przy obecnym poziomie wytrenowania raczej nie byłbym w stanie ich dogonić. Dałem z siebie wszystko, więcej raczej bym nie wycisnął, wynik jak na czasówkę 75 km jest niezły i przy jeździe w grupie, współpracy i tej samej mocy byłbym około 100 miejsc wyżej. Może mój dzisiejszy rezultat nie jest dobry, ale osób które będąc w mojej sytuacji i jadąc cały czas samemu byłyby w stanie pojechać takim tempem cały wyścig nie byłoby dużo. Nie mam szczęścia w tym roku i jeszcze żaden start nie potwierdził moich rzeczywistych możliwości, znawcy powiedzą, że pojechałem słabo ale nie zawsze wynik jest najważniejszy. Wożąc się na kole i kombinować to każdy potrafi a jak trzeba jechać i pracować to już robią się schody, dla niektórych nie do przejścia.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum