Wpisy archiwalne w kategorii
Samotnie
| Dystans całkowity: | 175754.50 km (w terenie 3302.00 km; 1.88%) |
| Czas w ruchu: | 6556:08 |
| Średnia prędkość: | 26.42 km/h |
| Maksymalna prędkość: | 750.00 km/h |
| Suma podjazdów: | 2024461 m |
| Maks. tętno maksymalne: | 205 (179 %) |
| Maks. tętno średnie: | 198 (101 %) |
| Suma kalorii: | 3763302 kcal |
| Liczba aktywności: | 2724 |
| Średnio na aktywność: | 64.52 km i 2h 26m |
| Więcej statystyk | |
Trening 93
Piątek, 7 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 59.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 28.10 |
| Pr. maks.: | 63.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 159159 ( 81%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1380kcal | Podjazdy: | 760m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj znowu nie miałem czasu. Długo pracowałem nad ustawieniem przerzutki z nowiutkim wózkiem który jednak nie jest kompatybilny z kasetą 11x32 i będę musiał zmienić kółeczka na stare, najważniejsze, że wózek jest prosty i nie ma luzów. Szkoda mi było nowego łańcucha wiec założyłem rezerwowy i jakiś czas musi wytrzymać. Chciałem wszystko zrobić dokładnie i dlatego zajęło mi to dużo czasu i brakło go na test roweru. Nic nie stanęło na przeszkodzie aby zrobić to w piątek. Przy okazji przetestowałem również nowy kask który w międzyczasie dojechał, stary był pęknięty, spadł z wysokości 1 metra na beton i rozleciał się na kawałki, przeżył dwa upadki i spełnił swoje zadanie. Opóźniłem wyjazd o 30 minut, miałem jechać zaraz po finiszu TDP który w tym roku oglądałam w telewizji, nie było mi dane kibicować na trasie a stać w mieście mi się nie chciało. Dużo więcej było widać w telewizji. Liczyłem na to, że drogi będą już przejezdne. Przejazd przez Bielsko był spokojny, ledwie w kilku miejscach musiałem się zatrzymać. Już na pierwszych kilometrach zauważyłem, że jedzie się dużo lżej niż wcześniej, wózek z metalowymi kółkami robił dobrą robotę, aby zachowana była równowaga to moja noga nie była najlepsza. Nie przejmowałem się tym i jechałem cały czas trzymając się 2 strefy mocy. Podjazdy szły wyraźnie lżej, na zjazdach nie dokręcałem, kilka razy przerzutka nie chciała szybko zmienić przełożenia ale nic nie blokowało jak wcześniej. Warunki nie przeszkadzały mi bardzo, było gorąco i wiało ale niezbyt silnie z różnych kierunków. Picia w bidonach szybko ubywało podobnie jak drogi. Ani się obejrzałem i byłem już w Kobiernicach. Od tego momentu ruch na drogach był ogromny, cudem udawało się omijać większe dziury na trasie, kilka razy zostałem strąbiony a nawet skrytykowany przez kierowców, gdyby była inna droga dojazdowa do Międzybrodzia to może ruch by się podzielił a tak miałem równe prawo jechać drogą jak kierowcy. Duży ruch towarzyszył mi również na podjeździe pod Przegibek. Gdy tylko tam skręciłem to zauważyłem sporo śmieci pozostałych po peletonie TDP, ciekawe kto posprząta ten bajzel. Podjeżdżając czułem magie TDP, napisy na drodze dodawały kopa który jednak nie był mi potrzebny. Wjechałem w równym tempie z niezłym czasem. W końcówce dojechałem do jakiejś grupki rowerzystów, próbowali się ze mną ścigać ale ich sprint był słabszy niż moje 200-250 Wat które trzymałem na całej długości podjazdu. Na zjeździe postawiłem wszystko na jedną kartę, po wolnym początku rozwinąłem dużą szybkość, mimo dużego ruchu samochodów nie musiałem zbędnie hamować, zjazd znam już na pamięć, starałem się jak najlepiej technicznie pokonywać zakręty i jak najszybciej proste, nie dokręcałem na maksa a na dwóch łukach mogłem jechać szybciej. Te niedoskonałości jednak nie wpłynęły na całokształt i był to najszybszy i najlepszy zjazd w tym roku. Najwięcej rozczarowań spotkało mnie po zjeździe, w mieście straciłem kilka minut na skrzyżowaniach, jadąc bulwarami byłbym znacznie szybciej. Wracając było już chłodniej i bardzo przyjemnie. Noga pod koniec była nieco lepsza. W niedziele potrzebuję lepszej dyspozycji aby myśleć o realizacji postawionych przed sobą celów. Ważny to będzie sprawdzian i na trudnym podjeździe, moje atuty powinny mi pomóc ale bez dobrej dyspozycji nic nie dadzą. Dawno nie rywalizowałem na czasówce 30 minutowej i nigdy nie jechałem takiego podjazdu stricto na czas wiec będzie to nowe i cenne doświadczenie. Łysa Góra nie wybacza błędów a w połączeniu z upałem jest prawdziwą rzeźnią wśród podjazdów. To właśnie trudność tego wyzwania daje mi motywacje do wystartowania i utrzymania założonego pułapu mocy przez ponad 30 minut. Innego celu nie mam a ten jest bardzo trudny do realizacji.


Trening 92
Środa, 5 sierpnia 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 96.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:52 | km/h: | 33.49 |
| Pr. maks.: | 69.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 182182 ( 93%) | HRavg | 145( 74%) |
| Kalorie: | 2092kcal | Podjazdy: | 1100m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po ostatnim wyścigu wreszcie podjąłem decyzje o uczestnictwie w treningu grupowym. Zwykle wybitnie mi nie pasowały środy a także inne względy decydowały o tym, że nie przyjeżdżałem na te treningi. Nie byłem w stanie przygotować lepszego roweru wiec pojechałem na starym. Zwykle brakowało mi dobrej rozgrzewki i dlatego wyjechałem godzinę szybciej na dobrze znaną mi rundę w okolicy Rudzicy z kilkoma podjazdami. Rozgrzałem się naprawdę dobrze, zwykle na tej rundzie trenowałem wiosną, atakowałem wybrane podjazdy, w tym roku z wiadomych względów nie trenowałem na tej rundzie. Dużym zaskoczeniem była znacznie gorsza nawierzchnia w kilku miejscach. Rundę przejechałem szybko i miałem jeszcze sporo czasu. Pustki na rondzie sugerowały, że tłumów nie będzie, dla mnie to sprzyjająca okoliczność do realizacji postawionych celów. Czas oczekiwania na grupę minął na pogaduchach m.in. o trwającym wyścigu Tour de Pologne. Po przyjeździe grupy zapanował chaos, chwile trwało zanim towarzystwo było gotowe do jazdy. Pierwszy zjazd o dziwo był spokojny, dopiero w końcówce poszło tempo, dosyć dobrze się złożyłem i później bez problemu dołączyłem do peletonu. Pierwszym celem jaki postawiłem przed sobą to utrzymanie się w czołówce minimum do Ligoty, zwykle już w Bronowie odpadałem. Nie szachowałem sił i starałem się oszczędzać siły, w moim przypadku to rzecz prawie niemożliwa i dlatego cieszyłem się z każdej krótkiej chwili w której mogłem kręcić spokojniej. Pierwszy efekt już był, utrzymałem się do ronda w Ligocie chociaż moja jazda nie wyglądała najlepiej. Na dobrze mi znanym odcinku do Mazańcowic jechało mi się lepiej i zająłem nawet pozycje w szyku a później dałem zmianę. Przypadła ona w momencie gdy wiał silny wiatr w twarz, jechałem naprawdę mocno i dużą różnice robił fakt, że w grupie byłem zdecydowanie najlżejszy i brakowało Watów do tempa dyktowanego przez najmocniejszych. Swojej przewagi miałem szukać na podjeździe, na wydłużonej rundzie są aż dwa co powinno mi pomóc. Niestety już na pierwszym podjeździe odstałem, kilka osób odpadło a moja starta wynosiła kilka sekund, dobry zjazd w moim wykonaniu pozostawił spore nadzieje na dojechanie do czołowej grupy. Owocna współpraca na dojeździe do kolejnego wzniesienia pozwoliła doścignąć czołówkę, na podjeździe znów miałem kilka metrów straty, dawałem z siebie wszystko i po prostu mnie brakowało. Lepiej czuje się na dłuższych odcinkach i dlatego przy dobrym tempie na kolejnych kilometrach na drugą rundę wjechałem wśród najlepszych. Zjazd już był szybki, znalazłem jednak moment na zjedzenie banana i skupiłem się na utrzymaniu w grupie, po zjeździe miałem kilka metrów straty ale udało się ją zniwelować. Mimo tego, że nie czułem specjalnie mocy pod nogą starałem się cały czas utrzymać w grupie. Płaski odcinek wykorzystałem do m.in. szukania najlepszej pozycji w grupie. Nie lubię tej drogi i po raz drugi nie włączyłem się do współpracy. Moja zmiana przypadła w Mazańcowicach, tam dawałem z siebie bardzo dużo, jechałem mocno i długo trzymałem się na czele, dopiero na podjeździe zostałem zmieniony. Tym razem udało się utrzymać w grupie, przed zjazdem odpuściłem na moment ale tylko w celu bezpieczniejszej jazdy. Udało się szybko nadrobić kilka metrów różnicy i drugi podjazd na rundzie wjechałem tuż za najlepszymi, brakowało kilkunastu Wat pod nogą aby nie mieć strat. Tempo Cały czas było wysokie, mimo to kilka osób odskoczyło na parę metrów. Po dwóch rundach miałem jechać do domu ale cały czas byłem blisko czołówki i wjechałem na trzecią rundę. Na zjeździe już miałem problemy ale jakoś utrzymałem się w grupie. Płaski odcinek do Ligoty pokonałem lepiej, oszczędziłem dużo sił, lepiej wchodziłem w zakręty i przed rondem wyszedłem na zmianę. Nie była ona długa ale wystarczyło aby popełnić błąd, po zejściu ze zmiany wytraciłem zbyt dużo prędkości i nie złapałem koła grupy. Trzymałem się cały czas kilka metrów z tyłu ale nie byłem w stanie zniwelować różnicy. Na podjeździe grupka się podzieliła ale mi to nie pomogło, miałem zbyt duże straty, zjazd ponownie dobry technicznie i szybki ale grupa zjeżdżała co najmniej tak samo dobrze. Na ostatnim podjeździe złapałem dwie osoby i próbowaliśmy gonić czołówkę, bardzo mocne zmiany nie wystarczyły i zrobiło się kilkadziesiąt metrów różnicy. Nie bawiłem się w finisz, nie miałem sił na skuteczny sprint i nie było to moim celem. Podczas postoju przed powrotem do Bielska zrobiło się chłodno, nie miałem nic do ubrania i dopiero w Międzyrzeczu zrobiło się cieplej. Czułem duże zmęczenie, gdybym wracał sam to pewnie trwałoby to dłużej a tak byłem dosyć szybko w domu. Dawno się tak nie ujechałem ale było to potrzebne. Wciąż nie radze sobie najlepiej grupie ale zrobiłem krok w dobrą stronę. Potrzebne są kolejne aby na wyścigach radzić sobie lepiej, na razie nie mam nawet motywacji aby pojechać na wyścig ze startu wspólnego. Rywalizować chcę w czasówkach a jednocześnie poprawiać swoje słabe strony i takim tokiem rozumowania będę się kierował do końca sezonu.




Rozgrzewka i rozjazd
Niedziela, 2 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, avg>30km\h, 0-50
| Km: | 21.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:38 | km/h: | 33.16 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 170170 ( 87%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 349kcal | Podjazdy: | 130m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rozjazd 26
Sobota, 1 sierpnia 2020 Kategoria Szosa, Samotnie, blisko domu
| Km: | 20.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:58 | km/h: | 20.69 |
| Pr. maks.: | 51.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 425kcal | Podjazdy: | 250m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd w celu przetestowana roweru przed niedzielnymi zawodami. Przy okazji podjechałem po korony czeskie. Rower działa jak należy ale przy karbonowym Cube się chowa. Rama jest już stara, aluminium nie posiada już tych właściwości co kilka lat temu i przy każdym zrywie czuć jakby rower pływał. Chcąc coś zmienić musiałbym wymienić m.in. suport czy korbę ale wiele to by nie dało. Po niespełna godzinnej jeździe wróciłem do domu.


Trening 91
Piątek, 31 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 29.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:10 | km/h: | 24.86 |
| Pr. maks.: | 46.00 | Temperatura: | 24.0°C | HRmax: | 171171 ( 87%) | HRavg | 121( 62%) |
| Kalorie: | 581kcal | Podjazdy: | 390m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rower nie nadaje się na razie do jazdy. Musiałem przygotować rower treningowy, zajęło mi to trochę czasu i na sam trening miałem około 90 minut. Dawno nie trenowałem w wyższych strefach mocy i chciałem to nadrobić. Miałem duże problemy aby prawidłowo ustawić i skalibrować miernik mocy i nie działał poprawnie wiec wartości mocy musiałem brać z przymrużeniem oka. Już na rozgrzewce wiedziałem, że moc jest dosyć niska. Nie przejmowałem się tym zbytnio bo właściwy trening i sprinty miały dać odpowiedź na pytanie w jakiej właściwie jestem dyspozycji. Czułem się dosyć dobrze i dlatego liczyłem na to, że jeżeli miernik nie działa poprawnie to zaniża wartości. Po rozgrzewce byłem nastawiony pozytywnie. Nie chciałem robić sprintów na podjeździe wiec wybrałem drogę do Nałeża gdzie dopiero w drugiej części pojawia się wyższe nachylenie. Pierwszy sprint był słaby, na rozpoznanie, kolejne coraz lepsze, wszystko zależało od tego kiedy włączyłem i wyłączyłem okrążenie. Przy czwartym już wyglądało to całkiem dobrze technicznie ale brakowało mocy. Ostatni sprint zakończyłem wypchaniem roweru czego jeszcze nigdy nie robiłem. Przed drugą serią 5 sprintów zrobiłem ponad 10 minut przerwy. Musiałem ją wydłużyć i zaczekać aż będzie pusta droga. Technika sprintów drugiej serii wyglądała nieźle, dwa lub trzy razy wypchałem rower do przodu ale mocy znów brakowało, mogło to być spowodowane tym, że ponad 60 % mocy szło z prawej nogi a niecałe 40 % z lewej i tak cały czas. Różnica we wskazaniach to nawet 120 Wat i więcej. Nigdy nie byłem dobry w sprincie i dlatego zwisało mi jakie wartości wyszły, to na czym się skupiłem zrealizowałem i dlatego mogłem wrócić z czystą głową do domu. Idealny trening przed niedzielnym startem w zawodach.




Rozjazd 25
Czwartek, 30 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 28.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 21.00 |
| Pr. maks.: | 57.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 486kcal | Podjazdy: | 480m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po dwóch treningach dałem nogom
odpocząć. Kiedyś bym zafundował jeszcze trzeci trening pod rząd ale obecnie stawiam
na więcej odpoczynku. Długo biłem się z myślami czy jechać po raz kolejny na
Przegibek czy wybrać trasę z pagórkami i krótkimi zjazdami. Wszystkie jazdy
regeneracyjne staram się łączyć z nauką techniki zjazdu która u mnie kuleje i
zwykle wybieram Przegibek z technicznym zjazdem. Po poniedziałkowym pechowym
zjeździe liczyłem na przełamanie, wyjeżdżając z domu miałem jasną wizje zjazdu
a także chciałem na każdym odcinku w dół ćwiczyć technikę. Po pierwszym
podjeździe czułem, że jest to dobry dzień na ćwiczenie zjazdów. Już pierwszy z
nich wyglądał obiecująco i szybko, na końcu musiałem przyhamować ale niewiele
na tym straciłem. Drugi podjazd był szarpany, w połowie musiałem zjechać ze
ścieżki na jezdnie i to wybiło mnie z rytmu. Kolejne zjazdy nie były gorsze niż
ten pierwszy. Momentami brakowało szybkości i kilka razy musiałem zwalniać. Nigdy
tak szybko nie dojechałem do Straconki ale na tym kończą się pozytywy. Podjazd
na Przegibek zacząłem w dobrym tempie, później jechało się coraz ciężej. W
połowie zaczęły się problemy z napędem i w pewnym momencie łańcuch zablokował się,
pociągnął wózek który pękł ostatecznie uszkadzając hak i jazda się skończyła.
Na szczęście rama jest cała i to jedyny pozytyw. Z kołem nic się nie stało,
skróciłem łańcuch, pozbierałem wszystko oprócz resztki łańcucha i ruszyłem
dalej. Postanowiłem dojechać do końca podjazdu, zjeżdżając w dół zatrzymałem się
aby pozbierać resztki łańcucha. Po zjeździe zaczęły się dalsze problemy z napędem,
łańcuch samoczynnie wskoczył na większą zębatkę. Nie działało to najlepiej,
kilka razy zatrzymywałem się by przełożyć łańcuch. Na szczęście na trasie były
podjazdy i zjazdy wiec momentami nie musiałem kręcić. Około 3 kilometry od domu
niezbyt dobrze skuty łańcuch się urwał i postanowiłem dojść do domu pieszo niż
po raz kolejny po łepkach skuwać łańcuch. Byłem mega zły, po raz kolejny
znalazłem się na dnie, mam nadzieje, że jest ono dosyć twarde żeby szybko się z
niego odbić.


Rozjazd 24
Poniedziałek, 27 lipca 2020 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 19.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:55 | km/h: | 20.73 |
| Pr. maks.: | 58.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 331kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po niedzielnej jeździe nie byłem specjalnie zmęczony ale postanowiłem dać organizmowi więcej odpoczynku. Wciąż staram się poprawić zjazdy które u mnie wyglądają w dalszym ciągu słabo i dlatego znowu pojechałem na Przegibek. Wyjechałem nieco wcześniej niż ostatnio by sprawdzić czy ruch na mieście będzie mniejszy. Wielkiej różnicy nie było, sporo samochodów i pieszych. Już na początku musiałem kilka razy zwalniać. Później już pojawiły się większe problemy. Dojeżdżając dwa razy do Straconki dobiłem mocno przednie koło. Na szczęście nie złapałem kapcia. Nowe opony nie zawiodły, stare miały już przejechane prawie 10 tysięcy kilometrów, były już spękane, z wieloma małymi dziurami, kilka razy łatane i jedna z opon zaczęła robić się kwadratowa. To najlepszy moment za zmianę, postawiłem na zachwalane przez wszystkich Continental Grand Prix 5000. Nie były to tanie opony a nigdy nie miałem dobrej opinii o tej firmie. Chciałem się przekonać do tej firmy po raz kolejny ale nic mnie nie przekonało. Nie czułem większej różnicy w porównaniu do starych Michelinów Pro 3. Na podjeździe może jechało się lżej, na gorszych nawierzchniach komfort był porównywalny jak nie gorszy. Ostatnim sprawdzianem miał być zjazd. Po niedzielnych deszczach na drodze było pełno żwiru i luźnych kamieni, w kilku miejscach woda płynęła drogą. Nie były to najlepsze warunki ale nie w takich się jeździło. Zjazd zacząłem dosyć szybko, pierwsze zakręty niepewne a później było coraz lepiej. Na jednym z szybszych musiałem ominąć żwir i zwolniłem nieco, później jednak zjazd wyglądał całkiem dobrze. Trochę straciłem w drugiej części, dwa zakręty były bardzo zanieczyszczone ale nie tak jak jedno miejsce na ostatniej prostej przed Straconką. Jechałem bardzo pewnie i wpadłem w kupę kamieni i żwiru, od razu usłyszałem strzał i szybko zaczęło uciekać powietrza z przedniego koła. Zanim się zatrzymałem jechałem już na 2 obręczach. Wymieniłem przód podklejając dziurę łatką, okazało się, że mam dwie dobre dętki ale tylko 2 łatki, tylna opona była całkiem zniszczona, w dziurę byłem w stanie włożyć palec, próbowałem to załatać ale po chwili zauważyłem, że mimo niskiego ciśnienia dętka wychodzi na zewnątrz. Byłem mega zły, gdy walczyłem z naprawą defektów minęło mnie kilkanaście jak nie więcej kolarzy, nikt nawet nie spojrzał w moją stronę. W końcu uświadomiłem sobie, że poległem i musiałem dzwonić po wóz serwisowy. Zanim przyjechał minęło sporo czasu. Kawałek podszedłem piechotą ubijając niepotrzebnie nogi. W pewnym momencie przez nieuwagę rower się przewrócił i oczywiście pojawiło się sporo rys. Źle zaczął się ten tydzień.
Trening 88
Niedziela, 26 lipca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 145.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:20 | km/h: | 27.19 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 3495kcal | Podjazdy: | 2400m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Następny sprawdzian formy zaliczony. Dwa wcześniejsze dni odpoczywałem po czwartkowym treningu w górach i liczyłem na solidną nogę i dobry wjazd na Łysą Górę. Ten podjazd zawsze daje mocno popalić i jest najlepszą weryfikacją formy. Najlepszy czas osiągnąłem tam w maju by w czerwcu na wyścigach notować ówczesne życiowe wyniki. Później nie umiałem się zbliżyć do tego wyniku nawet na 2 minuty i ostatnie kilka wjazdów to czasy rzędu 33:50 – 35:20. Miałem dużo czasu, najpóźniej o 15 chciałem być w domu. Nie miałem innych planów na ten dzień, chciałem zaliczyć tylko Łysą a zarazem 2230 metrów w pionie których brakowało do 10 kilometrów w całym tygodniu. Z obliczeń wynikało, że dojazd i powrót najkrótszą drogą na Łysą wystarczy aby spełnić ten cel. Z różnych doświadczeń wiem, że lepiej wyjechać wcześniej niż później forsować własny organizm po to aby na określoną godzinę być np. w Dobrej. Po obserwacji prognoz pogody stwierdziłem, że deszcz ma spaść dopiero popołudniu i w okolicy Łysej również nie był prognozowany. Ciekawie przedstawiały się wykresy wiatru, do 8 miało wiać z południowego wschodu a im później tym bardziej z zachodu. Prognoza sprawdziła się , na początku jechałem z wiatrem, później z bocznym aż w końcu z przeszkadzającym. Trasa na Cieszyn była opustoszała, do Skoczowa minął mnie jeden samochód, kolejny już za rogatkami Cieszyna a w samym mieście całe 3 samochody. Więcej czasami przepuszczam aby wyjechać z placu na drogę. Jadąc spokojnie dojazd do Czech zajął mi 3 minuty więcej niż zakładałem, miałem drobny zapas wiec trzymałem się spokojnego tempa. Podjazdy za Cieszynem nieźle wchodziły w nogi mimo spokojnego tempa, ostatecznie na tym odcinku nie straciłem już tak dużo i na skrzyżowaniu przed wjazdem do Dobrej byłem po 8:20. Niespodzianką były remonty nawierzchniowe na głównej drodze i objazd, wiedziałem, że obok biegnie równoległa droga, swoje musiałem odstać i po prawie 2 minutach mogłem jechać. Objazd był dobrze oznaczony ale tylko do pierwszego skrzyżowania, znałem tą drogę wiec wiedziałem, że trzeba jechać prosto a oznakowanie mówiło o skręcie w prawo. Pewnie objazd był poprowadzony drugą drogą do Raszkowic gdzie dochodzi główna szosa z Dobrej. Nie zastanawiałem się nad tym, po drodze wypatrywałem grupy do której miałem dołączyć, nigdzie ich nie było. W stałym miejscu spotkania byłem równo o 8:30, jak się okazało sporo przed czasem. Czekałem prawie 10 minut i dojechał Norbert. Myślał, że goni grupę i nawet ja zacząłem się poważnie zastanawiać czy faktycznie nie byłem za późno a grupa już daleko z przodu. Czekaliśmy jednak dalej, w końcu dojechały dwie osoby od których dowiedzieliśmy się o kłopotach na trasie i podziale grupy. Duże zamieszanie zrobiły roboty w Dobrej, tam znów się podzieliło i kilkoma różnymi drogami towarzystwo porozjeżdżało się. W końcu jednak ktoś dojechał i w niewielkiej grupce zgodnie współpracując dotarliśmy do Raszkowic. Tam krótki postój i kolejny podział, zbliżając się do Krasnej zobaczyliśmy w oddali znajome koszulki, zrobił się chaos bo nie wszyscy dojechali i brakowało 2 osób które zgubiły się w Dobrej. Kolejne minuty mijały i w końcu wszyscy się odnaleźli. Ciężko się zgubić w tych okolicach, przy dobrej pogodzie punktem orientacyjnym jest wieża na Łysej Górze widoczna z daleka. Jadąc w jej kierunku jest duże prawdopodobieństwo, że trafi się na właściwą drogę. Zanim jednak ruszyliśmy na podjazd minęła jeszcze chwila. Mi kolejne minuty postoju różnicy już nie zrobiły i postanowiłem rozpocząć podjazd o 10, dobre 3 minuty za resztą grupy. To była dobra motywacja dla mnie ale i dla innych. Ruszyłem dosyć mocno i trzymałem tempo. Jechało się zadziwiająco lekko, liczyłem, że taką moc uda się utrzymać do końca podjazdu. Nigdy nie lubiłem początku tego podjazdu, nachylenie jest zbyt nierówne aby złapać swój rytm. Tym razem jednak nie przeszkadzało to tak bardzo. Dojeżdżając do krótkiego zjazdu miałem bardzo dobry czas, na zjeździe może nieco straciłem ale później szło dalej dobrze i w charakterystycznym dla mnie punkcie miałem dużo lepszy czas niż zwykle co nakłoniło mnie do podjęcia próby walki o nowy rekord. Jechałem równo, mocno, agresywnie starając się trzymać niższą niż preferuje kadencje. Nie wychodziło to idealnie, moc również spadła, najgorsze było dopiero przede mną, długi odcinek w słońcu z nachyleniem około 10 % zawsze mnie męczył bardziej niż inne fragmenty podjazdu. Postanowiłem nie patrzyć jednak przed siebie tylko skupiłem wzrok na przednim kole, nie był do dobry pomysł, kilka razy w ostatniej chwili minąłem wolniej jadącego kolarza czy pieszego. Za zakrętem po którym jeszcze trzeba przez blisko 400 metrów męczyć się z wysokim nachyleniem nie udało mi się ominąć pieszych. Zwolniłem bardzo, miałem do tego delikatny kryzys, brakowało mocy, motywacji. Straciłem dobre 10 sekund za nim na nowo zmotywowałem się do jazdy, przez moment jechałem tak wolno, że w liczniku włączyła się pauza, później jechałem już asekuracyjnie ale wciąż walcząc o jak najlepszy czas. Niestety duża ilość rowerów i ludzi nie pozwalała na szybkie pokonywanie zakrętów i pewnie kilka sekund straciłem. Gdy przed oczami pojawił się napis 500 metrów do końca już nie kalkulowałem, jechałem już prawie na maksa, oszcesdajć siły na finisz. Na dwóch zakrętach znów musiałem zwolnić, ten drugi był kluczowy bo do końca zostało 150 metrów. Zanim na nowo złapałem rytm było już za późno i finisz nie była tak efektowny na jaki się przygotowałem. Mimo to wygenerowałem dobrą moc, po przekroczeniu linii zapomniałem wyłączyć stoper i zrobiłem to dopiero prawie 50 metrów dalej. Autopauza zabrała ostatecznie 16 sekund, do rekordu brakło 15 wiec przy pustej drodze i równie wysokiej motywacji mogłem pokusić się o poprawę czasu z 2017 roku. Nie ma jednak co wybrzydzać i patrząc na to z innej strony, przez ostatnie 2 lata nie wjechałem tak szybko a wcale nie generowałem wyższej mocy niż wtedy a przy super dniu dołożenie 10-15 Wat na tym odcinku jest jak najbardziej możliwe. Bezpośrednio po podjeździe musiałem ochłonąć, później podziwiałem widoki a gdy większość osób dojechała poszedłem do wodopoju. Siedząc nagle zrobiło się chłodno, ubrałem wiec rękawki i kamizelkę na zjazd. Jadać w dół odpuściłem, technikę hamowania na długich i trudnych zjazdach już opanowałem i nie zagrzałem obręczy. Zbliżając się do końca zjazdu droga była coraz bardziej mokra by przy parkingu być całkiem mokrą. Nie byłem ostatni na dole co też jest jakimś delikatnym plusem. Później moje możliwości i technika jazdy w grupie została wystawiona na próbę. W pewnym momencie tempo wzrosło, większość osób zaczęła współpracować na zmianach. Ja skupiłem się na utrzymaniu koła, na zmiany nie byłem w stanie wyjść, dysponując przełożeniem 50x12 byłem skazany na pożarcie. Spory czas utrzymywałem się na końcu pociągu, później zacząłem tracić, cały czas miałem grupę w zasięgu wzroku ale widziałem jak się oddala. Na szczęście był postój po którym było spokojniej i znów mogłem pracować na czele. Tempo było niemrawe, nie było dalszych prób rozerwania grupy. Na mojej zmianie jednak wszystko się porwało, nie jechałem mocno, nie przyśpieszyłem zbyt gwałtownie a mimo to zostało nas trzech. Później ktoś doskoczył i postanowiliśmy czekać, tempo siadło i po paru kilometrach znów dołączyłem do peletoniku. Na niebezpiecznym wąskim i szybkim odcinku jechałem asekuracyjnie, trzymałem się kilka metrów za grupką, gdy zrobiło się bezpieczniej to dociągnąłem kilka osób jadących z tyłu do reszty. Na podjeździe znów delikatny zryw ale nie rozwinęło się to w poważniejszy atak. Mocne tempo zrobiło się na zjeździe i płaskim odcinku. Tam już miałem większe problemy z utrzymaniem się i świadomie odpuściłem wiedząc, ze czeka mnie jeszcze 40 kilometrów najeżonej pagórkami trasy. Po prawie 4 godzinach jazdy nie wyczuwałem żadnego kryzysu, musiałem pilnować tylko regularnego jedzenia i picia. Podjazd pod Żuków jak zwykle dał mi popalić, w słońcu i wysokiej temperaturze nie wszedł tak dobrze jak się spodziewałem. Na zjeździe nie kręciłem, skupiłem się na przybraniu jak najbardziej aerodynamicznej pozycji, na tym rowerze mam z tym duży problem i tak też było tym razem. Ostatecznie jednak zjechałem dosyć szybko do Cieszyna. Po przekroczeniu granicy pojawiła się szansa na dojazd przed 14 do domu. Jadąc z wiatrem nawet podjazdy szybko szły. Traciłem za to na zjazdach czy skrzyżowaniach. Picia w bidonach ubywało ale miałem tak wyliczone, że nie braknie. Kilka kilometrów przed Bielskiem już odpuściłem. Przewyższeń wyszło ponad 100 metrów więcej niż zakładałem, dlatego nie zdecydowałem się na powrót przez pagórkowate Jaworze tylko jechałem główną. Nawet ruch wahadłowy na krótkim odcinku mi tak bardzo nie przeszkadzał. Sporo czasu straciłem na postojach, przejechanie tej trasy zajęło mi sporo mniej niż 6 godzin. Kolejny dobry dzień, pogoda pozwoliła na dobry trening a także relaks w ogrodzie i basenie. Więcej mi nie potrzeba, nawet na urlopie. Mimo dużego obciążenia treningami nie czułem zmęczenia, umiejętnie rozplanowałem czas przeznaczony na trening i odpoczynek. Może jeszcze coś więcej uda się wycisnąć z tych nóg, utrzymanie niskiej wagi może być zbyt dużym problemem i ewentualnych rezerw trzeba szukać gdzie indziej.




Trening 87
Sobota, 25 lipca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 58.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:14 | km/h: | 25.97 |
| Pr. maks.: | 66.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 155155 ( 79%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 1287kcal | Podjazdy: | 1000m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Spokojny sobotni trening. Miałem wiele opcji na ten dzień ale ostatecznie wpadło kilka dodatkowych zadań do wykonania i zdecydowałem się na niezbyt długi i wymagający trening. Nie byłbym sobą gdybym trasy nie naszpikował podjazdami, postanowiłem sprawdzić jak wygląda droga która odchodzi w prawo podczas podjazdu na Żar. Mogłem tam dojechać kilkoma drogami ale jak tylko mogę zaliczam Przegibek i już opcja była tylko jedna. Wyjechałem już w dosyć wysokiej temperaturze i musiałem pamiętać o regularnym nawadnianiu i odżywianiu bo ostatni posiłek jadłem ponad 2 godziny przed wyjazdem gdy zwykle ten czas jest najmniej połowę krótszy. Niby to drobiazg ale może mieć kolosalne znaczenie. Na wstępie odpuściłem jazdę główną drogą i wybrałem drogi którymi zwykle jeżdżę z jedna różnicą, nie jechałem bulwarem wzdłuż rzeki w Straconce tylko zdecydowałem się na wariant z dodatkowym przejazdem kolejowym i trzema skrzyżowaniami, czasowo nie wyszło lepiej, na jednym ze skrzyżowań musiałem odstać i czekać na zielone światło. Przejazd przez Straconkę był o dziwo szybki, chyba jechałem z wiatrem, po drodze spotkałem znajomych a później dojechałem do jakiegoś kolarza który jak tylko mnie zobaczył to od razu przyśpieszył. Cały podjazd trzymałem się blisko niego, jechałem bardzo spokojnie podczas gdy on robił wszystko abym tylko go nie wyprzedził. Na zjeździe chciałem znów popracować nad techniką, pierwsza połowa technicznego zjazdu wskazywała na to, że jest dobrze. Później musiałem znów hamować i druga cześć tego zjazdu była najmniej klasę gorsza. Na ostatnich kilometrach przed Międzybrodziem walczyłem z wiatrem, nie chciało mi się dokręcać wiec jechałem spokojnie i wolno. Mimo to szybko jak na mnie byłem na skrzyżowaniu. Miałem dużo zapasu, wystarczyłoby nawet na podjazd na Żar ale już ilość pieszych i samochodów w Międzybrodziu wskazywała na to, że nie ma sensu tam jechać. Spokojnie dojechałem do Czernichowa i przejechałem przez most. Początek podjazdu na Żar zwykle mi się dłuży i tak było tym razem, przed pierwszym łukiem na którym już stały samochody czekające na to by dojechać do dolnej stacji kolejki na Żar odległej o dobre 800 metrów odbiłem w prawo. Po krótkim zjeździe droga zaczęła piąć się do góry. W lesie wzdłuż potoku panował przyjemny chłodek, podjazd nie wyróżniał się zbytnio spośród innych w okolicy, momentami nachylenie przekraczało 10 %, czasami nawierzchnia nie była najlepsza. Asfalt skończył się nagle i zawróciłem. Po dojeździe do głównej zatrzymałem się uzupełnić zapasy płynów. Trochę mało jadłem i później za to zapłaciłem ale o odwodnieniu mowy być nie mogło. Mimo dużego ruchu sprawnie dojechałem do drogi prowadzącej na Przegibek. Podjazd dłużył mi się strasznie, nogi nie kręciły i dlatego wjeżdżałem bardzo długo, tylko dwa razy w tym roku zdarzyło mi się pokonać ten podjazd wolniej. Za to zjazd wyglądał dużo lepiej, mimo tego, że dwa razy musiałem dosyć mocno hamować zjechałem dobrze technicznie i całkiem szybko. Przejazd przez Bielsko to już pestka. Po powrocie do domu zasłużony relaks w basenie a później kolejne zadania obciążające organizm.


Rozjazd 23
Piątek, 24 lipca 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:26 | km/h: | 22.33 |
| Pr. maks.: | 62.00 | Temperatura: | 26.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 520kcal | Podjazdy: | 520m | Sprzęt: Litening C:62 Pro | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny luźny wyjazd na Przegibek. Pojechałem niemal dokładnie tą samą trasą, kilkanaście minut później niż w poniedziałek. Sprawdziłem kolejną nieznaną funkcje w liczniku czyli jazda po śladzie i kontrolowałem różnice czasowe. Na początku jechałem niemal dokładnie tak samo z sekundowymi odchyłkami, później zrobiła się prawie minuta straty aby na wjeździe do Straconki było blisko 80 sekund zapasu. Podjazd na Przegibek wyglądał niemal identycznie, warunki wietrzne i temperaturowe bardzo podobne i przy tej samej mocy uzyskałem czas lepszy o 3 sekundy. Na zjeździe wreszcie miałem więcej swobody i wykorzystałem to na dobrą technicznie jazdę, przytrzymało mnie na dwóch zakrętach ale była to kwestia jadących z przeciwka samochodów a nie zjeżdżających wolniej przede mną. Na powrocie do domu zyskałem kolejną minutę mimo tego, że dłuższy odcinek niż zwykle pokonałem ścieżką rowerową. Blisko 3 minuty różnicy to sporo na tej trasie. Pozostałe parametry zbliżone i proces regeneracji przebiegał prawidłowo.









