Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Trening 12

Poniedziałek, 14 marca 2022 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2022
Km: 105.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:49 km/h: 27.51
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 11.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 2712kcal Podjazdy: 1290m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Mając nieco więcej czasu postanowiłem go wykorzystać na dłuższy trening tlenowy. Długo się nie zastanawiałem i postanowiłem jechać w kierunku Wisły z jednego ważnego powodu, na tym etapie sezonu nie nawiedzę wracać pod wiatr a mocny ciąg z południa wykluczał inne kierunki jazdy. Wyjechałem kilka minut przed 9 w bardzo przyjemnej temperaturze ale ubrany na warunki jakie panują w górach i z dodatkowymi elementami ubioru w kieszeni. Od początku jechało się bardzo lekko i przyjemnie, do momentu aż zjechałem z głównej drogi przed Skoczowem, tam zaczęły pojawiać się silne podmuchy bocznego wiatru a nawierzchnia wyglądała jak szwajcarski ser, jeden, chyba najbardziej dziurawy odcinek sobie odpuściłem i skorzystałem z równej, asfaltowej =ścieżki nad Wisłą, aby na nią wjechać musiałem pokonać trudniejszy technicznie odcinek i to się udało, na MTB gdzie kierownica jest szersza byłoby znacznie trudniej. Po powrocie na główną drogę w Ustroniu walczyłem już z czołowym wiatrem, wiał raczej ze stałą prędkością więc dobrałem przełożenie i pilnowałem kadencji, równym tempem dojechałem do Wisły. Po weekendzie ruch na drogach był mniejszy i sprawnie przejechałem przez Wisłę. Podjazd na Kubalonkę okazał się zmarszczką, zwykle męczyłem się podczas pierwszych podjazdów w sezonie a po hiszpańskich wojażach gdzie dobrze radziłem sobie z podjazdami nie mam żadnych problemów na własnym podwórku. Na przełęczy jeszcze sporo śniegu i bardziej odczuwalny wiatr więc założyłem co mam i spokojnie zjechałem do Istebnej. Tam popełniłem błąd nie zdejmując kurtki, rozpiąłem ją tylko ale to nic nie dało i trochę się spociłem w słońcu wspinając się na Ochodzitą. Po raz pierwszy odczułem brak 32 zębów z tyłu, na 28 momentami przepychałem ale w miarę równym tempem pokonałem najtrudniejsze fragmenty podjazdu. Były jednak miejsca na drodze, gdzie przez brak słońca znajdował się lód. Udało się ominąć wszystkie tego typu pułapki i podziwiać widoki spod karczmy na Ochodzitej. Widoczność była na tyle dobra, że w oddali dojrzałem Tatry. Chwilę rozkoszowałem się widokami ale czekał mnie zjazd więc ruszyłem zanim moje ciało się całkiem wychłodziło. Dziwnie zjeżdżało się główną drogą bez kostki, ten odcinek bruku miał symboliczne znaczenie dla tej drogi ale to już historia. Na zjeździe nie nastawiłem się na szybkość ale bezpieczeństwo, w drugiej części pojawiło się sporo dziur i miejmy nadzieję, że drogowcy coś z tym zrobią na wiosnę. W Milówce już nie miałem picia więc zatrzymałem się przy sklepie, uzupełniłem bidony i energię, wypiłem ciepłą herbatę i ruszyłem w kierunku Bielska. Czasu już nie miałem zbyt dużo więc zrezygnowałem z górek i jechałem przez Żywiec, po drodze kilka spowolnień ale też moment, że leciałem po 40 km/h na płaskim. Zakładałem, że przejadę tą trasę w 4 godziny netto a udało się urwać z tego ponad 10 minut. Po raz kolejny sam siebie zaskoczyłem, dobrze pamiętam czasy gdy ta trasa była najtrudniejszą w sezonie i po jej przejechaniu byłem zmęczony a przejechanie jej zajęło mi więcej czasu. Tym razem zarówno trasa jak i tempo nie zrobiły na mnie wrażenia, obrany jesienią kierunek przygotowań do sezonu okazał się prawidłowy i już teraz mam dobrą nogę, przynajmniej na dłuższe jazdy tlenowe a nieraz z tym był problem. Nie radzę sobie z niskimi temperaturami i w tym roku odczuwam to bardziej i stosuję jedną warstwę ciuchów więcej niż w poprzednich latach a komfortu termicznego i tak nie odczuwam. Oczywiście czeka mnie sporo pracy nad zjazdami czy innymi elementami kolarskiej układanki ale bazę do rozwoju przygotowałem naprawdę solidną więc z optymizmem patrzę na kolejne treningi i początek sezonu który już coraz bliżej.

Podsumowanie 12 tygodnia 2022

Niedziela, 13 marca 2022 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Tydzień o powrocie z Calpe przeznaczyłem na odpoczynek i adaptację do warunków atmosferycznych jakie panują w Polsce. Z roku na rok coraz trudniej mi przyzwyczaić się do niskich temperatur i mój organizm znosi je fatalnie, nie mówiąc już o tym, że w tych warunkach nie jestem w stanie jeździć tak wydajnie jak w optymalnych dla mnie temperaturach między 15 a 30 stopni. Nie miałem za bardzo czasu by myśleć o treningach czy nawet więcej uwagi poświęcić na stosowanie nawyków żywieniowych jakie wyrobiłem sobie w Hiszpani. Udało się jednak płynnie wrócić do rzeczywistości i z nową energią przystąpić do pracy i nawet domowe i inne obowiązki nie są już tak uciążliwe jak wcześniej, byłem już tym bardzo zmęczony i odskocznia była potrzebna. Znalazłem jednak czas na serwis roweru którym mogłem już wyjechać na szosy a do przygotowania jeszcze zostały mi koła. Ciekaw jestem jak będą spisywać się nowe koła karbonowe na topowych szytkach i stare treningowe na nowych łożyskach i po centrowaniu. Na razie jest to rezerwa jaką mogę później wykorzystać. Warto było zrobić dłuższą przerwę od szosy i teraz przyjemność z jazdy jest jeszcze większa niż wcześniej. Jednak męczenie się na trenażerze przez całą zimę, topornym MTB oraz pożyczonym rowerze w Calpe miało jakiś ukryty sens. Statystycznie jestem w podobnym miejscu jak w poprzednich latach, teraz jednak odczucia są zupełnie inne, czuję, że jest lepiej, jestem mocniejszy, waga jest niższa i już bliska startowej a sprzęt działa chyba sprawniej bo przy podobnych mocach jestem w stanie jeździć szybciej niż wcześniej. Muszę jednak jeszcze dopracować pewne detale aby w sezon wejść bardzo dobrze i utrzymać poziom na jaki pracowałem całą zimę a podkłady pod to budowałem przez całe lata regularnych treningów. Na tym etapie, bez większych przerw utrzymywanie pewnego poziomu jest dużo łatwiejsze ale trudniej jest zrobić wyraźny krok naprzód. Muszę jeszcze się sprawdzić w warunkach wyścigowych aby dowiedzieć się czy zrobiłem postęp w tym nad czym pracowałem. Po Hiszpani już udało się wrócić na właściwe tory w kontekście kadencji, utrzymywanie wysokiej przy stałej mocy nie stanowi dla mnie najmniejszego problemu. Kolejne aspekty pozostają pewną niewiadomą i następny tydzień będzie kluczowym testem dyspozycji przedsezonowej. Czuję jednak, że jeżeli coś nie będzie zgodnie z moimi oczekiwaniami to tylko na plus. Na tym etapie sezonu mogę powiedzieć, że zrobiłem wszystko, jestem przygotowany chyba najlepiej w życiu, mimo tego, że nie raz nie miałem głowy do treningów i pracowałem po kilkanaście godzin dziennie i godziłem pracę jeszcze z innymi obowiązkami którymi przeciętny kolarz nie zaplątuje sobie głowy. Poprzednie dwa lata były dla mnie różne pod wieloma względami a ten zapowiada się do pewnego momentu normalnie i warto rozpocząć go możliwie wcześnie i z grubej „Rury”.
1.Dane o parametrach ciała:
Udało się utrzymać wagę i inne parametry na właściwym poziomie.
2.Analiza obciążenia treningowego:
Obciążenie spadło wiec zmieniły się także wartości ATL, CTL oraz TSB. Na razie czekam na stabilizację wartości na poziomie a później jak ruszą wyścigi to znów pojawią się wahania bo inaczej się nie da.

Trening 11

Niedziela, 13 marca 2022 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2022
Km: 73.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:31 km/h: 29.01
Pr. maks.: 61.00 Temperatura: 9.0°C HRmax: 159159 ( 81%) HRavg 129( 66%)
Kalorie: 1903kcal Podjazdy: 510m Sprzęt: Litening C:62 Pro Aktywność: Jazda na rowerze
Jak powiedziałem tak też zrobiłem, pojechałem przewietrzyć rower szosowy po przerwie zimowej. Przed jazdą miałem kilka dylematów i ostatecznie wybrałem koła aluminiowe ze starymi już oponami i kasetą która nie dogadywała się z nowym łańcuchem, lepsza kaseta z górskimi przełożeniami czeka już z nowymi kołami na pierwszą jazdę. Rower gotowy był już na piątek ale wtedy pojechałem na MTB i dwa dni czekałem na ten bardzo przyjemny moment. Wyjechałem dopiero późnym popołudniem po powrocie z Krakowa, wyjazd był niepewny do końca bo wracać miałem dopiero wieczorem ale nieoczekiwanie miałem wolne już w południe więc wszystko się dobrze ułożyło. Na pierwszy raz zaplanowałem zupełnie płaską trasę aby sprawdzić rower który na pierwszy rzut oka działał poprawnie. Po kilku minutach gdy konieczna była częsta zmiana przełożeń pojawiły się problemy z przeskakującym łańcuchem. Obserwując wskazania mocy byłem zaskoczony jak skaczą Waty na wietrze, może to norma a może oznaka kończącego swój żywot miernika mocy. Trzymałem jednak wysoką kadencję i nawet pod wiatr jechałem całkiem szybko. Przyjemność z jazdy była ogromna i nie zepsuł jej nawet przejazd przez Czechowice gdzie straciłem sporo czasu i nerwów przez nieuważnych kierowców. Nie odmówiłem sobie przyjemności przejazdu przez Kaniówek, nie wiem dlaczego ale bardzo lubię tam jeździć. Za Jaszowicami znowu miałem kryzys, ostatnio taka norma, że słabość łapie mnie po 75 minutach jazdy. Na szczęście chwilę później jechałem już z wiatrem, podjąłem próbę jazdy ścieżką rowerową ale dwa razy byłem bliski bliskiego spotkania z samochodami więc wróciłem na jezdnię gdzie czułem się bezpieczniej. Po dojeździe do Kęt zatrzymałem się na moment, tłumy ludzi na rynku jednak szybko zmotywowały mnie do dalszej jazdy. Powrót główną droga do Bielska miał swoje plusy i minusy, szybko jednak przejechałem przez wioski i tylko trochę czasu straciłem w Bielsku gdzie popisałem się naprawdę dobrą technicznie jazdą, w pewnym momencie jadąc sobie jednokierunkowa drogą pojawił się z przeciwka samochód i już widziałem jak ląduję na jego masce ale wykorzystując słabe umiejętności z MTB wskoczyłem na chodnik i zmieściłem się na centymetry między lusterkiem samochodu a grupką pieszych stojących na chodniku. Dalej już bez przygód ale z coraz gorszym komfortem termicznym. Chyba nigdy nie polubię jazdy w niskich temperaturach, mój organizm nie pracuje wtedy optymalnie ale patrząc na to, jak jest teraz to w bardziej optymalnych warunkach może być tylko lepiej. Bałem się bardzo tego przejścia z trenażera, roweru MTB czy wyższych hiszpańskich temperatur na szosowe jazdy w Polsce a okazało się, że mimo problemów jakie mam jest całkiem nieźle. Popracować muszę jeszcze tylko nad optymalizacją sprzętu i można już budować formę startową. Już tylko 4 tygodnie do pierwszego startu zostały a formy startowej na razie nie widać.

Trening 10

Piątek, 11 marca 2022 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa, teren, Trening 2022, Zima, Zima 2022
Km: 47.00 Km teren: 4.00 Czas: 02:03 km/h: 22.93
Pr. maks.: 46.00 Temperatura: 1.0°C HRmax: 147147 ( 75%) HRavg 116( 59%)
Kalorie: 959kcal Podjazdy: 370m Sprzęt: Evo 2 Aktywność: Jazda na rowerze
Po tygodniu odpoczynku i spokojnych jazd, pora ruszyć tyłek i pojechać na normalny trening. Warunki do jazdy typowo marcowe, czyli zimno i wietrznie więc postawiłem po raz kolejny na rower MTB i miałem nieco większe pole manewru w wyborze dróg jakimi mogłem się poruszać. Postawiłem jednak na główne szosy z łącznikami w postaci słabych nawierzchni czy delikatnego terenu. Wiatr był strasznie uciążliwy a jego kierunek, siła i odczucie jakie powodował wskazywało na jedno, że wieje od strony Syberii. W ostatnim czasie zwłaszcza, z tego kierunku nic dobrego nie przywiało więc pojechałem naprzeciw temu draniowi. Po kilku minutach słabo kręcącej nogi pojawił się trudniejszy podjazd gdzie się odblokowałem i już jechało się lżej. Pod wiatr, mimo jazdy w dół nie jechałem szczególnie szybko, remont dróg w okolicy spowodował większy ruch w Międzyrzeczu i ciężarówki z urobkiem na drodze z obciążeniem do 7,5 tony, odkształcenia nowej nawierzchni sugerowały, że ciężki transport porusza się tą drogą już dłuższy czas. Jako pracownik resortu budownictwa jestem bardzo uczulony na to i w głowie zaczynają pojawiać się różne myśli, czy coś w projekcie lub wykonawstwie poszło nie tak i dlatego droga wygląda jak wygląda ale niewłaściwe użytkowanie ma również wyraźny wpływ na proces niszczenia dróg. Kiedyś wjeżdżając w boczne drogi miedzy Bronowem a Zabrzegiem mogłem liczyć na to, że samochody będą pojawiać się tam bardzo rzadko a teraz było ich całkiem sporo. Trochę znudziła mi się jazda po asfalcie na terenowych oponach z niskim ciśnieniem i ogromnymi oporami toczenia więc skręciłem w teren i lasem dojechałem do zapory w Goczałkowicach. Tam wiatr był najbardziej odczuwalny i miałem delikatny kryzys który minął dopiero po postoju i przejechaniu przez centrum Goczałkowic. Wtedy też podjąłem decyzję o powrocie przez Czechowice i centrum Bielska. Remont linii kolejowej trwa w najlepsze i wszystkie okoliczne drogi są rozkopane lub nieprzejezdne więc wydawało mi się to rozsądnym wyjściem. Nie przewidziałem tylko jednego, wiatr który utrudniał mi jazdę w pierwszej części, w miastach był mniej odczuwalny i jego pomoc była znikoma. Udało się jednak sprawnie przejechać przez Czechowice i Bielsko, dawno nie jechałem tą drogą, zwykle wracałem albo przez Bestwinę albo Ligotę. W Bielsku znowu złapał mnie kryzys ale do domu było już blisko i sprawnie dojechałem. Chyba pora wyciągnąć szosę z garażu, 5 miesięcy od ostatniej polskiej jazdy to wystarczający czas, widząc jak noga kręci po obozie w Hiszpani przyjemność z jazdy będzie ogromna.

Rozjazd 5

Czwartek, 10 marca 2022 Kategoria blisko domu, Miasto, Zima, Zima 2022, Regeneracja
Km: 21.00 Km teren: 2.00 Czas: 01:10 km/h: 18.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: 5.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 568kcal Podjazdy: m Sprzęt: Evo 2 Aktywność: Jazda na rowerze
Zamiast czekać na powrót z pracy do domu i znowu wyjeżdżać w trasę pojechałem dłuższą drogą do domu. Pojechałem więc w kierunku Jasienicy i Świętoszówki a wróciłem przez Jaworze, trzymałem się raczej bocznych dróg. Mimo zmęczenia po 10 godzinach pracy umysłowej jechało się całkiem nieźle. Ciężko się będzie zmotywować do treningów po pracy, na trenażerze jakoś było łatwiej bo mogłem trenować wieczorem a obecnie gdy trenażer schowałem już do szafy i muszę walczyć z niekorzystnymi dla mnie warunkami atmosferycznymi, nawet lekkie jazdy męczą mnie bardziej niż normalne treningi w sezonie letnim.

Miasto 3

Środa, 9 marca 2022 Kategoria Miasto
Km: 23.00 Km teren: 2.00 Czas: 01:07 km/h: 20.60
Pr. maks.: 44.00 Temperatura: 3.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 717kcal Podjazdy: 280m Sprzęt: Hercules Aktywność: Jazda na rowerze

Rozjazd 4

Wtorek, 8 marca 2022 Kategoria blisko domu, Samotnie, teren, Zima, Zima 2022, Regeneracja
Km: 23.00 Km teren: 2.00 Czas: 01:18 km/h: 17.69
Pr. maks.: 38.00 Temperatura: 1.0°C HRmax: 130130 ( 66%) HRavg 105( 53%)
Kalorie: 461kcal Podjazdy: 210m Sprzęt: Evo 2 Aktywność: Jazda na rowerze
W dalszym ciągu pogoda jest kapryśna więc po raz kolejny skorzystałem z roweru MTB i pojechałem na luźną przejażdżkę po bezpośredniej okolicy. Podobnie jak 2 dni wcześniej pokręciłem spokojnie do bezpośredniej okolicy szukając poprawy techniki jazdy. Muszę powiedzieć, że coś udało się zrobić, bo jeden ciasny zakręt przed którym zawsze panikowałem udało się wreszcie przejechać a na jednej z kilku niewygodnych dla mnie kładek dla pieszych również utrzymałem dobrą prędkość a zdarzało mi się, że przed wjazdem na nią schodziłem z roweru. Wyjazd miał charakter regeneracyjny więc poza akcentami technicznymi nie kombinowałem z tempem czy innymi aspektami.

Podsumowanie 10 tygodnia 2022

Niedziela, 6 marca 2022 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Po powrocie z Hiszpani wróciły stare obowiązki i problemy ale po solidnej pracy wykonanej w Hiszpani i odpoczynku psychicznym nie było to dla mnie takim wyzwaniem jakim zwykle. Podczas pobytu w Hiszpani znalazłem wiele swoich słabych stron nad którymi chciałbym popracować w najbliższym czasie. Kilka z nich już w Calpe udało się poprawić i miało to bardzo duży wpływ na dyspozycję podczas treningów, muszę na nowo wyrobić sobie nawyki, zarówno żywieniowe jak i treningowe co zaniedbałem bardzo w poprzednim roku. Wróciłem cały do domu i z tego mogę być zadowolony. Co prawda zastałem tutaj inną rzeczywistość i trochę przypomina to 2020 rok gdy też wiosną doszło do wyraźnych zmian ale wówczas byłem w niezłej dyspozycji sportowej, podobnie jak teraz. Oczywiście wyjazd do Hiszpani ma na to pośredni wpływ, równie dobrze mógłbym wziąć wolne w pracy i próbować trenować w kraju ale nie byłoby takiego samego efektu, zmiana otoczenia ma wyraźny wpływ na to, jak reaguje organizm na bodźce i obciążenia treningowe. Tak intensywnych 10 dni jak w Hiszpanii nie miałem nigdy a nieraz odczuwałem znacznie większe zmęczenie. Wśród wielu czynników kluczowe dla mnie znaczenia ma fakt, że muszę mieć czas aby poświecić go tylko pasji i nie myśleć o problemach życia codziennego, w obecnej sytuacji w jakiej się znajduję takich chwil jest bardzo mało i wyjeżdżając z kraju zapewniłem sobie znacznie więcej czasu na realizację tej pasji, Czy będę startował w wyścigach i walczył o jakieś cele jest to już sprawa drugorzędna, czerpałem z jazdy przyjemność i nawet teraz, gdy czasu mam mało i wiele spraw na głowie w ten sposób spoglądam na jazdę na rowerze. Może nie mogę nazywać się kolarzem, nie walczę o KOMY na Stravie, jeżdżę znacznie wolniej od innych, jestem słaby technicznie i bardzo chimeryczny. Daję z siebie wszystko tylko wtedy kiedy trzeba, większość czasu jeżdżąc spokojnie, mam swoje mocne ki słabe strony, jak każdy kolarz i momenty w których ciężko mnie pokonać ale przede wszystkim liczy się przyjemność jaką daje mi jazda na rowerze. Będąc w Hiszpani jeszcze bardziej to zrozumiałem, tam byłem przy innych turystą, mimo mocnej jazdy na podjazdach nie mieściłem się nawet w 1/3 stawki na segmentach, jeździłem bardzo wolno, wszyscy mnie wyprzedzali a mimo to czerpałem z tego przyjemność. Ktoś powie, że jestem nienormalny i mam niezdrowe podejście ale lepsze to, niż podporządkowanie wszystkiego rowerowi, jazda na wynik i frustracja po zajęciu 4 czy 5 miejsca w wyścigu. Ja już swoje udowodniłem, pokazałem, ze potrafię wygrać zawody czy plasować się regularnie w czołówce a wiele osób którzy nastawiają się na wynik nie mają takich osiągnieć w sporcie. W ostatnim czasie jeszcze bardziej zrozumiałem jak ważna jest praca nad sfera mentalną. Z roku na rok coraz więcej poświęcam na to czasu, coraz mniej przejmuję się gwiazdami, hejetrami i tymi co przyczyn swoich słabych wyników szukają u innych osób. Wraz z tym moje wyniki na rowerze, mimo braku formy i ciągłych problemów zdrowotnych wciąż są dobre a ja potrafię cieszyć się drobnostkami nie nastawiając na duże rzeczy. Jeszcze 2 lata temu miałem zupełnie innej podejście do sportu i treningów czego efektem był fakt, że przestało mnie to cieszyć. Nawet jakbym był hegemonem, wygrywał wszystkie wyścigi to i tak nie dałoby to pożądanego efektu, kolarstwo i sport mogą dla człowieka być tylko zabawą, pasją, odskocznią od problemów i nie da się z nich żyć. Przez całe życie goniłem za wykształceniem by teraz pozwolić sobie na różnego typu zabawy i wydatki które sprawiają mi przyjemność ale nie dają po kieszeni. Praca w budownictwie jest dla mnie taką samą pasją jak kolarstwo a daje mi dużo więcej niż jazda na rowerze. Cały czas zamierzam robić swoje, bazuję na własnym doświadczeniu które w mniejszym lub większym stopniu procentuje.
1. Dane o parametrach ciała:

Solidne treningi wpłynęły także na duże wahania parametrów ciała które jednak nie wyszły poza przyjęte normy.
2. Analiza obciążenia treningowego:
Najbardziej intensywny okres treningowy w moim życiu poskutkował wysokimi wskaźnikami ATL i CTL oraz rekordowo niskim TSB. Treningi przeprowadzone teraz zaczną przynosić efekty za kilka tygodni i mogą być solidną podstawą pod kolejne treningi. Pierwszy raz jestem w takiej sytuacji i muszę nieco zluzować aby organizm mógł nieco odpocząć co zmienjszy ryzyko przetrenowania. 

Rozjazd 3

Niedziela, 6 marca 2022 Kategoria blisko domu, Samotnie, Szosa, teren, Regeneracja
Km: 23.00 Km teren: 4.00 Czas: 01:18 km/h: 17.69
Pr. maks.: 45.00 Temperatura: 1.0°C HRmax: 139139 ( 71%) HRavg 111( 56%)
Kalorie: 529kcal Podjazdy: 220m Sprzęt: Evo 2 Aktywność: Jazda na rowerze
Po powrocie z Hiszpani postawiłem na tygodniowy odpoczynek od treningów. Aby nogi nie zapomniały jak się kręci pojechałem na spokojną rundkę wokół domu na rowerze MTB. Duży szok przeżyłem próbując na nowo zaadaptować się do warunków zimowych. Mimo grubych ciuchów i wielu warstw marzłem i po kilkudziesięciu minutach stwierdziłem, że dalsza jazda nie ma sensu wiec wróciłem do domu.

Calpe Trening Camp - Podsumowanie wyjazdu

Sobota, 5 marca 2022 Kategoria Calpe Trening Camp 2022
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Podsumowując wyjazd do Calpe nie mam czego żałować. Spędziłem bardzo miło czas, odpocząłem od obowiązków i miałem okazję sporo pojeździć na rowerze i przede wszystkim jeść o regularnych porach z czym był ostatnio wyraźny problem. Zdrowie podczas wyjazdu próbowało wtrącić swoje trzy grosze ale nie dałem się chorobie. Z wyjazdu mam zarówno dobre jak i złe wspomnienia, te pierwsze postaram się jak najdłużej zachować w pamięci a drugie jak najszybciej wyrzucić. Wyjazd do Calpe dał mi sporo odpowiedzi na pytania a także sprawił, że już teraz myślę o powtórce za rok. Warunki do jazdy były bardzo dobre, najczęściej suche drogi, słońce i wiatr jak to na wybrzeżu. Temperatura przyjemna, od 10 do ponad 20 stopni, tylko nieco niższa od tej przy której zaczynam funkcjonować normalnie a moja dyspozycja na rowerze rośne.
Kilka statystyk z wyjazdu:

Przez 8 dni przejechałem ponad 1000 kilometrów z przewyższeniem ponad 17 kilometrów. Ponad 40 godzin treningowych w 8 dni to było chyba trochę za dużo ale wiem jak będą wyglądać u mnie kolejne tygodnie i solidna zaliczka jest mi potrzebna.
Zestawienie podjazdów zaliczonych w kolejności chronologicznej:
Zaliczyłem sporo podjazdów, w tym kilka takich jakich u nas nie ma czyli dłuższych niż 8 kilometrów. Wiele z nich pokonałem spokojnym tempem ale znalazły się też takie na których nieco przepaliłem nogę.
Zestawienie podjazdów uszeregowanych pod względem miejsca w rankingu:
W sumie udało się zaliczyć ponad 40 różnych podjazdów, z czego jednak tylko 17 można uznać za podjazdy górskie. Wśród nich wyróżnić należy Porty de Tudons. Coll de Rates czy bardzo wymagający i sztywny Subida Candi.
Wnioski z wyjazdu:
O swojej formie i dyspozycji dowiedziałem się wiele i mogę jednoznacznie stwierdzić, że od formy sportowej jestem daleki. Jakaś moc w nogach drzemie, dobrze sobie radzę pod górę i na dłuższych dystansach a także w miarę szybki proces regeneracji po treningach ale na tym koniec pozytywnych wniosków.
Źle wyglądała moja jazda w grupie, miałem spore problemy by utrzymać tempo towarzyszy i dopiero ostatniego dnia udało się nieco poprawić ten element.
Zły rozmiar ramy roweru nie pozwalał na przyjęcie odpowiedniej pozycji aerodynamicznej na zjazdach przez co traciłem sporo i od strony technicznej prezentowałem się fatalnie.
Nie umiałem złapać swojego rytmu i jeździłem ze zbyt niską kadencją co dopiero odbiło się po powrocie do Polski gdy zaczął mi doskwierać ból kości i stawów co oznacza, że przeszarżowałem i zbyt mocno obciążyłem swój organizm.
Wyciągnąłem też wiele wniosków organizacyjnych z tego wyjazdu:
Po pierwsze, następnym razem jak będę się wybierał do Calpe lub w inne miejsce jadę już z własnym rowerem, cenowo wyjdzie na to samo a odpada wiele problemów takich jak przystosowywanie się do innego sprzętu, siodełka, itd.
Po drugie, zbyt mocno przyzwyczaiłem się do transakcji bezgotówkowych a nie zawsze były warunki aby płacić kartą czy wypłacać pieniądze z bankomatu mimo tego, że na karcie walutowej miałem wystarczającą ilość środków pieniężnych.
Po trzecie, dowiedziałem się jakich potrzebnych rzeczy nie zabrałem a które okazały się zbędne.
Po czwarte już wiem jak przygotowywać się do lotu samolotem. Ostatni raz leciałem jeszcze w czasach przed pandemicznych i wiele procedur odpadło i podczas kolejnych formalności byłem nieco zestresowany szukając dokumentów które były konieczne a nie miałem ich pod ręką.
Po piąte, wyjazd okazał się dla mnie zbawienny pod wieloma względami. Zwykle na przełomie zimy i wiosny łapie mnie zniechęcenie, czekam na poprawę pogody i dłuższe dni. W Hiszpanii dostałem to na co w Polsce czekałbym jeszcze kilka tygodni, naładowałem akumulatory energią, odpocząłem przed kolejnymi 4 ciężkimi miesiącami jakie mnie czekają. Niegdyś kuchnia śródziemnomorska była dla mnie obca, nie byłem skłonny aby jej skosztować a rzeczywistość okazała się jednak inna, jedzenie było zarówno smaczne jak i dawało potrzebną energię.
Aby jednak nie rozpieszczać siebie zbyt bardzo na następny wyjazd treningowy na południe poczekam przynajmniej rok. Latem wybiorę albo inny kierunek zagraniczny albo polskie góry gdzie będą warunki zarówno do spacerów jak i treningów rowerowych.
Z wyjazdu zachowuję wyłącznie dobre wspomnienia, fotografie nawet w połowie nie oddają tego, co można zobaczyć i przeżyć na miejscu. Każdemu polecam taki wyjazd, w dzisiejszych czasach jest to spory wydatek ale moim zdaniem wart tych pieniędzy. Przez ostatnie kilka lat przymierzałem się do takiego wyjazdu ale zwykle coś stawało na przeszkodzie. Uważałem, że nie jest mi to do szczęścia potrzebne ale gdy zasmakowałem tego miodu niewątpliwie zmieniłem zdanie na ten temat i mój stosunek do wyjazdów w ciepłe kraje początkiem roku zmienił się o 180 stopni. Do pełni szczęścia zabrakło mi własnego roweru na miejscu i doświadczeń z poprzednich wyjazdów. Teraz już takie mam i następnym razem będzie łatwiej zorganizować wszystkie kwestie.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 14036 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 16398 km
Evo 2 9995 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum