Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Miasto 19

Poniedziałek, 8 czerwca 2020 Kategoria Miasto
Km: 65.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:04 km/h: 21.20
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 609kcal Podjazdy: 940m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Podsumowanie 23 tygodnia 2020

Niedziela, 7 czerwca 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Ciężki i pechowy to był tydzień, pogoda nieco lepsza ale i tak wtrąciła swoje trzy grosze i weryfikowała plany. Już poniedziałek był trudnym dniem, wyjeżdżając na trening byłem zmotywowany, później nie szło ale po treningu cieszyłem się, że wróciłem do domu co dwóm dziewczynom się nie udało. Wybierając trasę biegnącą przez Wilkowice to ja mógłbym być na miejscu tych dziewczyn, jak zaczął się tydzień tak wyglądał w dalszej części. W środę znajomy cudem wyszedł cało ze spotkania z tirem który znalazł się na jego pasie. W piątek zaliczyłem upadek na ścieżce rowerowej a przyczyną był nieduży pies który wybiegł z bardzo niewidzialnego zaułku, miałem za mało czasu na reakcję i zdążyłem tylko zminimalizować straty, zdarty łokieć, obite żebra i kilka mniejszych obtarć, gdyby nie kask mogło być gorzej. Poza tym pęknięty telefon i złamany błotnik w rowerze, to nie koniec przygód, w niedziele znowu padłem ofiarom bezmyślnego kierowcy który wyjeżdżając z bocznej drogi nie zauważył mnie i z dwojga złego zaryzykowałem uszkodzenie sprzętu niż uderzenie w samochód, lot przez kierownice i obrażenia ciała, rower niestety dosyć poważnie uszkodzony ale mi się nic nie stało, przy tak dużym ruchu na drogach takich sytuacji jest coraz więcej i wiem, że sporo winy leżało po mojej stronie bo jechałem dosyć szybko. Po raz pierwszy od dawna musiałem dzwonić po wóz serwisowy, starty w sprzęcie spore, szprycha i centrowanie koła to nic przy uszkodzonym mocowaniu haka w ramie, już raz miałem taki defekt i to oznacza, że rama nadaje się na śmietnik. Wciąż brakuje mi szczęścia a wtedy gdy noga naprawdę zaczyna podawać to zazwyczaj coś się wydarzy i nic z tego nie ma. Mimo sporej ilości nieszczęść mogę znaleźć pozytywy. Jednym z nich jest fakt, że miałem nieco więcej czasu i udało się zrobić jeden trening ponad 4 godzinny, spotkać ze znajomymi i trochę odpocząć nie zawalając innych obowiązków. Oznaką tego, że mój organizm jest silny jest fakt, że po dwóch dniach od piątkowego upadku nie czuje już żadnego bólu a szlify na łokciu goją się w szybkim tempie. Mimo skrócenia kilku treningów solidny to był tydzień. Zaczął się od życiowej mocy na 10 minut, później poprawiłem kilka czasów na podjazdach, m.in. na Żar oraz zaliczyłem nowy podjazd w Beskidzie Małym. Mimo tego, że m.in. zapomniałem naładować licznik przed jednym z treningów czy zakończyłem przedwcześnie niedzielny wyjazd w góry to mogę być zadowolony z tego tygodnia. Miesiąc temu na początku tygodnia regeneracyjnego byłem zajechany, forma falowała wraz z wagą i samopoczuciem a teraz jest zupełnie inaczej. W czerwcu zwykle jeździ mi się lekko i przyjemnie i również w tym roku wygląda to podobnie z tym, że moje parametry są nieco lepsze niż zwykle ale to wypadkowa wkładu pracy i czasu jaki poświęciłem w ciągu ostatnich 7 miesięcy na treningi. Po niedzielnym treningu znalazłem kolejny pozytyw z braku wyścigów. Za pieniądze których nie wydałem na starty mogę kupić nową ramę, taki zakup planowałem dopiero zimą ale siła wyższa zdecydowała inaczej. Nie szukałem długo i znalazłem podobnej geometrii ramę do tej co mam przystosowaną do Di2 i zwykłych hamulców, niby jest z 2017 roku ale mi to nie przeszkadza, na razie zostawię ten sam widelec a później go zmienię aby pasował kolorystycznie do ramy. Bałem się, że poszukiwania potrwają długo i znowu kilka tygodni będę bez lepszego sprzętu a ten czas skróci się do tygodnia, przy okazji założę nowy łańcuch, stery i suport aby starego nie wyciągać z tamtej ramy. Dobrze jeździło mi się na tamtej ramie ale pęknicie dokładnie w tym samym miejscu co ostatnio nie daje dużych szans na skuteczną naprawę, to miejsce jest już osłabione a przy pracy jaką wykonuje rama w tym punkcie jest to niedopuszczalne bo sytuacje takie jak niedzielna mogą zdarzać się częściej a szkoda zarówno przerzutki jak i koła które również ucierpiało, w momencie zablokowania koła miałem ledwie 600 Wat ale to wystarczyło aby narobić tak dużych szkód i tak są mniejsze niż ewentualny uszczerbek na zdrowiu które jest bezcenne wiec ten nieprzewidziany wydatek traktuje jako kolejną zapłatę za przyjemności. Może po wymianie ramy wszystkie dziwne usterki w rowerze znikną i będę mógł cieszyć się jazdą i poza regularnym serwisem i czyszczeniem nie musieć kręcić przy rowerze.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

To był najtrudniejszy tydzień w tym roku. Najwyższa suma TSS wpłynęła na najlepsze wartości ATL i CTL w tym roku.
3.Najlepsze wartości mocy:

Kolejny tydzień z rekordową mocą na 10 minut, przy niższej wadze poprawiłem swój wcześniejszy wynik o 3 Waty. Osiągnąłem również najlepszą moc 20 minutową w tym roku mimo, że nie jechałem na 100 %.
4.Intensywność treningów:

W tym tygodniu dominowały intensywne treningi. Trzy razy byłem w górach, tylko raz jechałem w płaskim terenie i dwa razy po pagórkach. Zróżnicowane to były treningi i wartości mocy znormalizowanej mimo, że podobne to osiągnięte w różny sposób.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podjazdy:

Zaliczyłem znowu sporo podjazdów. Poprawiłem trzy swoje czasy oraz zaliczyłem dwa nowe odcinki. Na kilku kolejnych osiągnąłem najlepsze czasy w tym roku a na większości uzyskałem dobre i satysfakcjonujące mnie czasy które jeszcze kilka lat temu były dla mnie nieosiągalne lub osiągałem je z dużym trudem.

W tym tygodniu zaatakowałem aż dwa podjazdy na czas. Podczas pierwszego nie udało się poprawić najlepszego czasu z 2017 roku, wtedy jechałem w warunkach bezwietrznych i ponad połowę po zmianach z innym kolarzem, wówczas byłem też bardzo zdenerwowany i w ten sposób rozładowałem swój stres. Tegoroczny przebieg jazdy na tym podjeździe to głównie walka z wiatrem i nawet życiowa moc na 10 minut nie pozwoliła zbliżyć się do tamtego czasu. Drugi podjazd to Góra Żar, nigdy nie lubiłem tego wzniesienia, do niedawna zwykle łapałem tam bombę i męczyłem się z tym podjazdem. Poprawiłem swój czas dosyć znacznie i mogę być zadowolony. Po pierwszych 6 podjazdach mam mieszane uczucia co do swojej dyspozycji, poprawiłem 5 czasów na 6 prób, tylko na Salmopol spisałem się słabo i tam były rezerwy w nogach, mimo to udało się poprawić swój czas. Na kilku odcinkach wciąż mam najlepsze czasy w tym roku, a na innych przegrywam wyłącznie z zawodnikami ze sportową przeszłością lub przyszłością lub takimi którzy poświęcają dużo więcej czasu i uwagi do treningów al.\bo od kilku lat są czołowymi amatorami w kraju. Żadnych przypadkowych nazwisk tam nie ma a porównując czasy do tych którzy są za moimi plecami, mogę stwierdzić, że w ubiegłym roku traciłem do nich sporo czasu. Kolejne ataki na rekordy dopiero w lipcu.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Kilka dni odpoczynku a dokładnie trzy i testy mocy na aluminiowym rowerze co oznacza, że nie przełoży się to na dobry czas na podjeździe pod Salmopol. Po teście znowu spokojniejsza jazda i kolejna górska wyrypa tym razem m.in. w Beskidzie Żywieckim gdzie mnie w tym roku jeszcze nie było. Jak warunki będą sprzyjające to przy zmotywowaniu spróbuje się na segmencie Przegibek od Międzybrodzia. W kolejnych tygodniach wprowadzę małe modyfikacje do treningów a mocniejsze jednostki wrócą w lipcu gdy już będę wiedział jak będzie wyglądać druga część sezonu.

Trening 59

Niedziela, 7 czerwca 2020 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa
Km: 109.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:19 km/h: 25.25
Pr. maks.: 66.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 174174 ( 89%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 2903kcal Podjazdy: 2510m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Słodko-gorzki dzień. Zaczął się dosyć przyjemnie, mimo niepewnej aury byłem zdecydowany na trening w górach. Wyjechałem o podobnej jak wczoraj porze, wokół krążyły chmury deszczowe ale przedpołudnie miało być pogodne wiec liczyłem, że objadę na sucho. Noc dobrze przespałem, ręka nie dawała już o sobie znać, zregenerowałem się po wczorajszym intensywnym dniu, niczego nie brakowało. Wczoraj zrobiłem delikatny przegląd roweru, łańcuch już kwalifikował się do wymiany i miał to być ostatni trening przed zmianą, zdecydowałem się na karbonowe koła mimo obaw o zjazdy. Miałem moment zawahania i zastanawiałem się czy jechać czy odpuścić ale dawno nie miałem tyle czasu na rower i nie mogłem tego zmarnować. Po raz pierwszy od miesiąca wybrałem się w Beskid Śląski, główny powód dla którego tam nie jeździłem to remonty dróg w Wiśle. Wczesny wyjazd ma dużo plusów, jednym z nich są zupełnie puste drogi, podczas przejazdu przez Bielsko spotkałem ledwie 5 samochodów. Trochę większy ruch był na drodze w kierunku Szczyrku, miejscami było mokro, nie padało ale rower znów nadawał się do czyszczenia. W końcu dojechałem do pierwszego podjazdu. Ilekroć jadę na Orle Gniazdo to mam wrażenie, ze nawierzchnia jest w coraz gorszym stanie. Nieco lepiej jest na ostatnim kilometrze chociaż zdarzają się momenty z dużo gorszą nawierzchnią. Początek podjazdu pokonałem równym tempem a ostanie 1100 metrów w okolicy progu FTP. Jechało się nieźle ale czas wyszedł przeciętny, liczyłem na 15 minut ale średni początek zabrał sporo sekund. Zjazd był podobnie jak wczoraj fatalny, dopiero w końcówce zacząłem sobie przypominać o tym jak się zjeżdża. Ludzi i samochodów przybyło i przejazd przez Szczyrk w kierunku Wisły nie był już tak przyjemny. Podjazd na Salmopol pokonałem podobnym tempem jak Orle Gniazdo i w końcówce też dołożyłem trochę Wat. Tym razem 15 minut złamane ale też nie był to jakiś wybitny czas nawet przy tym tempie. Przed zjazdem ubrałem się cieplej i ruszyłem w dół, w drugiej części rozkręciłem się i moja jazda wyglądała już nieźle, powoli wracałem do tego co prezentowałem jeszcze tydzień temu. Ze względu na to, że nie byłem pewny, że kolejny zjazd będzie równie dobry odpuściłem kolejny podjazd którym miał być Cieńków. Podjazd to pikuś ale trzeba jakoś zjechać a wąskie, kręte i strome drogi wybitnie mi nie poodchodzą w tym względzie. Zamiast tego podjazdu po raz kolejny przejechałem przez Groń, na stromej części wspinaczki przepaliłem nieco nogę i poprawiłem poprzedni czas o blisko 30 sekund. Po zjeździe i krótkim postoju ruszyłem w kierunku Istebnej. Pod Kubalonkę jechałem nieco mocniej niż pod Salmopol i cały czas równo, z tego czasu byłem zadowolony bo wiedziałem ile brakuje do rekordu zarówno pod względem czasu jak i mocy. Kolejnym wyzwaniem miał być Zameczek ale jak zobaczyłem ile samochodów czeka w kolejce do wjazdu na zwężenie zrezygnowałem i zjechałem główną drogą do Istebnej. Na tym zjeździe nie skupiałem się na technice i jechałem dosyć wolno. Kolejny podjazd to mało znana droga na Bystre Górne. Jechałem tam około dwa lata temu, nie pamiętałem tego podjazdu a okazał się całkiem przyjemny. Początek był wymagający a później dosyć szybkie fragmenty były przedzielane krótkimi odcinkami z wyższym nachyleniem. Cały odcinek ma ponad 5 kilometrów a na końcu jest szlaban i kilka budynków. Swój czas z 2018 roku poprawiłem o prawie 2 minuty a jeszcze sporo jest do urwania. Tempo jakim jechałem było zbliżone do tego z poprzednich podjazdów. Nie chciałem się pchać w głąb Trójwsi i postanowiłem wracać zwłaszcza, że miałem już wystarczająco TSS a i dystans miał wyjść najdłuższy od miesiąca. Podjazd na Kubalonkę zacząłem drogą którą nie jechałem 10 lat. Nachylenie momentami było spore ale duża ilość wypłaszczeń zaniżyła mocno średnią jego wartość. Ostatnie 1800 metrów podjazdu prowadziło jednak główną drogą, wjechałem w nieco słabszym tempie niż wcześniejsze góry by na szczycie zdecydować się jechać jednak Zameczek. Najpierw musiałem zjechać w dół. Od Kubalonki do Czarnego przejechałem aż trzy wahadła a nawierzchnia spokojnie może już konkurować z Orlim Gniazdem, dziur znacznie więcej niż rok temu. Podjazd zacząłem w momencie gdy było zielone światło, jechałem nieco mocniej ale równo. Podjazd jest wymagający i przy tym tempie osiągnięty czas uznałem za dobry. Przed zjazdem zatrzymałem się na moment, najwięcej z wielu mijanych znajomych spotkałem właśnie w okolicy Kubalonki, wśród nich był także duet Jas-Kółkowy. Nie miałem jednak czasu aby zawrócić i przejechać z nimi kawałka trasy, pierwsza część zjazdu wyglądała bardzo dobrze do momentu w którym dojechałem do samochodów, nie było szans ich wyprzedzić, nie ryzykowałem jazdy pod prąd i cierpliwie jechałem za samochodami bo i tak musiałem zatrzymać się w sklepie, w bidonach już panowała susza. Nie traciłem czasu na przejazd przez rondo w Centrum Wisły i przejechałem przez Groń. Krótki podjazd był wymagający, nachylenie doszło do 20 %, gdybym przejechał skrzyżowanie to taki gradient towarzyszyłby mi na znacznie dłuższym odcinku. Sprawnie dostałem się do drogi w kierunku Malinki. Od skoczni walczyłem z wiatrem i mimo dobrej mocy na podjeździe znów czas wyszedł średni. Zjazd pokonałem pewnie i dosyć szybko. Przejazd przez Szczyrk dosyć szybki i bez utrudnień. Te pojawiły się w Buczkowicach gdzie na rondzie zakończyłem jazdę w niespodziewany sposób. Kilka rzeczy wydarzyło się w tym samym czasie i niestety finał był tragiczny w skutkach. Miałem ułamki sekundy na reakcje, hamować czy depnąć i wjechać na rondo. Bałem się zablokowania koła i lotu przez kierownice i dla bezpieczeństwa chciałem zmienić przełożenie aby móc dynamicznie przejechać rondo i szybko z niego zjechać, zamiast zrzucić na małą tarcze z przodu omyłkowo przytrzymałem nie ten guzik na tylnej klamkomanetce, w efekcie zablokowało mi łańcuch, próbując przekręcić korbą urwałem hak, przerzutka skasowała szprychę. Byłem mega wkurzony, dwa dni temu gleba na ścieżce nie z mojej winy, teraz uszkodzony sprzęt. Mam dużo mocy w nogach ale bez przesady, napęd od czasu do czasu szwankował ale liczyłem, że objadę ten trening po którym miałem wymienić łańcuch, koszty jakie będę musiał ponieść będą dużo większe. Na pierwszy rzut oka nie widziałem urwanej szprychy i myślałem, że skrócenie łańcucha i wyciągniecie przerzutki pomoże, kilkanaście minut walczyłem z rowerem i gdy chciałem ruszać to okazało się, że jedna szprycha jest urwana i koło nie mieści się w widelcu. Zmuszony byłem dzwonić po wóz serwisowy, tak piękny to był dzień ale zakończył się dużym pechem, nie wiem kiedy uda się naprawić usterkę i chyba w najbliższym czasie będę musiał korzystać z roweru na aluminiowej ramie.


Trening 58

Sobota, 6 czerwca 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
Km: 79.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:17 km/h: 24.06
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 186186 ( 95%) HRavg 141( 72%)
Kalorie: 2289kcal Podjazdy: 1840m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo ważny dla mnie dzień. Dzisiaj zmierzyłem się z nielubianym przeze mnie podjazdem na Żar. Wczoraj znowu miałem dużo pecha, nie udało się przepalić nogi a w dodatku miałem bliskie spotkanie z podłożem, na szczęście wyszedłem z tego tylko poobijany i obolały. Bałem się, że nie będę w stanie wsiąść na rower ale nie było tak źle, w niektórych pozycjach nie mogłem jechać dłużej, miałem problemy ze snem i nie byłem w pełni zdeterminowany do walki z czasem. Opóźniałem godzinę wyjazdu, niepotrzebnie bo później były tłumy. Przed 7 siedziałem już ostatecznie na rowerze. Początek był ciężki ale gdy się rozkręciłem to już jakoś leciało dalej. Podjazd na Przegibek potraktowałem jako rozgrzewkę która dzisiaj były schodki, od 2 do 5 strefy mocy. Trzy serie zmieściły się na kilkunasto minutowym podjeździe, szybciej bym wjechał jadąc cały czas w 3 strefie mocy ale nie to było celem. Pierwszy poważny problem jaki się pojawił to zjazdy a dokładnie fatalna dyspozycja, spory fragment w lesie był mokry a przyjęcie pozycji aero nie było możliwe bo w momencie pojawiał się duży ból. Zjechałem bezpiecznie do Międzybrodzia, w normalnej sytuacji wjechałbym na Nowy Świat, bałem się, że na takiej ścianie przesilę rękę i będę do końca zmagał się z bólem nie mogąc jechać odpowiednim tempem. Spokojnie dojechałem do początku podjazdu na Żar. Nie byłem zaskoczony tym, że znowu wieje i to z takiego kierunku, że pierwszy kilometr miałem walczyć z przeciwnym wiatrem. Ruszyłem tak jak zamierzałem z poziomu FTP i w równym tempie dojechałem do pierwszego łuku w lewo. Byłem tam po ponad 3 minutach ale sporo szybciej niż zwykle i to już był duży zysk czasowy. W tym momencie zwiększyłem moc i trzymałem się w ulubionej w ostatnim czasie strefy 5. Rok temu jechałem tempówkę na Żar i po 16 minutach byłem przed zjazdem. To dobry punkt odniesienia, jechałem już nie kalkulując mimo, że to dopiero początek podjazdu, gdy nachylenie przekraczało 10 % to i moc szła w górę, na łatwiejszych fragmentach jechałem równo. Nie lubię tego podjazdu właśnie ze względu na bardzo zmienne nachylenie. Gdy wyjechałem z osłoniętych przez wiatr terenów czułem, że wiatr jest neutralny a nawet lekko sprzyjający, to co straciłem na początku udało się odrobić przed zjazdem. Na wypłaszczeniu pojawiłem się szybciej niż rok temu o 30 sekund. Miałem jeszcze rezerwy ale musiałem je zostawić na końcówkę wspinaczki. Na zjeździe odpuściłem lekko, złapałem drugi oddech, kilka sekund straciłem na tym, że wypiął mi się blok ale znaczenia to nie miało. Za mocno zacząłem ostatni odcinek i na finisz mnie brakło. Ostatecznie poprawiłem swój czas o ponad minutę, wskoczyłem do TOP 15 na tym podjeździe i wygenerowałem lepszą moc niż na ostatnim teście FTP. Dosyć szybko doszedłem do siebie i po krótkim postoju zacząłem zjeżdżać, zjazd znów nie wyglądał dobrze ale najważniejsze, że był bezpieczny. Zastanawiałem się gdzie dalej jechać, decydującym czynnikiem było TSS, nie chciałem przekraczać 200 do którego jednak brakowało. Zdecydowałem się na najbardziej ekstremalny wariant i ruszyłem w kierunku Łodygowic a następnie Magurki. Krótki postój zrobiłem na zaporze w Tresnej, po drodze zaliczyłem znowu ulice Akacjową tym razem spokojniej niż ostatnio. Nogi już nie pracowały jak wcześniej, pagórkowaty odcinek wzdłuż jeziora pod wiatr zmęczył mnie bardzo. Jednym z powodów utraty sił było przyjmowanie zbyt małej ilości płynów, nadrobiłem to nieco ale siły nie wróciły. Jeden z najtrudniejszych podjazdów w okolicy zacząłem spokojnie, zbyt spokojnie w odniesieniu do ostatnich 2500 metrów. Po około kilometrze miałem już dosyć przepychania i dołożyłem nieco mocy, niewiele to pomogło, brakowało minimum 2 zębów z tyłu do strefy komfortu. Niestety obolała ręka dawała o sobie znać na podjeździe i w końcówce czułem już wyraźny ból. Mimo słabego początku podjazdu końcówka poszła mi nieźle, jak na to co było w nogach. Od czasu sprzed 4 tygodni urwałem ponad minutę a drugie tyle jeszcze spokojnie jest do zyskania przy jeździe na maksa. Podjazd to był pikuś w porównaniu ze zjazdem, na mokrej, stromej, miejscami dziurawej i zanieczyszczonej, wąskiej drodze po raz pierwszy od dawna bałem się o swoje zdrowie, zjazd pokonałem na 3-4 razy kontrolując stan obręczy, na szczęście nie zagrzały się na tyle aby stracić właściwości. Od Wilkowic przeklinałem siebie, że nie wyjechałem 30 minut wcześniej, spory ruch był na drogach i wiele razy musiałem hamować, zatrzymywać się i denerwować. Na jednym ze skrzyżowań dwóch kierowców przeszło samych siebie, jadąc ścieżką rowerową dojeżdżałem do skrzyżowania, przed przejściem stało dwóch pieszych z wózkiem, jeden kierowca zjeżdżając z głównej przecinał ścieżkę i chodnik, drugi wyjeżdżał z podporządkowanej, obu tak się spieszyło, że na przejeździe dla rowerów i przejściu dla pieszych zderzyli się, według wszystkich przepisów jakie w tym miejscu obowiązywały, mieli oni obowiązek ustąpić pierwszeństwa pieszym i rowerzystom. Nikomu nic się nie stało i dlatego szybko opuściłem skrzyżowanie. Później jeszcze kilka mniejszych akcji dzięki którym odechciało mi się dalszej jazdy, do domu było blisko. Wreszcie dobra pogoda, noga dobra chociaż wiem, że nie był to mój dzień. Kolejny trening zaliczony, mam nadzieje, że kolejne będą równie dobre a niedyspozycja zdrowotna szybko minie bo jakiś wpływ na jakość tego treningu na pewno miał wczorajszy incydent. Był to również pierwszy trening gdy na dwóch podjazdach dałem z siebie wszystko, na Magurce zostały jeszcze niewielkie rezerwy a pod Żar wycisnąłem z siebiue maksa. Swoją drogą nie mam ostatnio szczęścia do ścieżek rowerowych, trzeba nimi jeździć a są coraz mniej bezpieczne i ciągle na nich coś niedobrego się dzieje.

Informacje o podjazdach:

Trening 57

Czwartek, 4 czerwca 2020 Kategoria 0-50, avg>30km\h, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 45.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:30 km/h: 30.00
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: 15.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 641kcal Podjazdy: 600m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Krótki ale bardzo treściwy trening. Czasu mało, pogoda wtrąciła swoje trzy grosze i wyjechałem dopiero o 18:30 po deszczu i przy mokrych drogach. Godzina była późna wiec zrezygnowałem z wyjazdu na Przegibek i pojechałem do Nałeża. Podjazd niezbyt długi i wymagający ale na krótki trening idealny. Zanim dojechałem do Jasienicy gdzie zaczyna się podjazd próbowałem się rozgrzać. Nie wyszło to tak jak powinno ale chociaż częściowo byłem rozgrzany. Pierwszy podjazd zacząłem mocno ale na złym przełożeniu i szybko doszedłem do kadencji 100 którą może bym utrzymał ale czy starczyłoby mocy na kolejne dwa podjazdy to już nie wiem. Zmieniłem przełożenie i do końca podjazdu kręciłem z kadencją 85-95. Miałem punkt odniesienia przed kolejnymi powtórzeniami. Zjazd odpuściłem mimo sprzyjającego wiatru, uzupełniłem węglowodany i zjechałem w dół do skrzyżowania. Drugi podjazd zacząłem spokojniej ale na twardszym przełożeniu, na pierwszym wypłaszczeniu wypiął mi się blok i przez kilka sekund nie kręciłem, ostatnie 5 minut pokonałem mocniej niż pierwsze 3 i zdecydowanie równiej. Na zjeździe znów odpoczywałem i jadłem. Trzeci wjazd był w moim odczuciu najlepszy i najmocniejszy. Do końca wytrzymałem obciążenie mimo tego, że miałem dość już po 6 minutach wysiłku. Wiatr w twarz zrobił dobrą robotę, tego zwykle brakowało na tym podjeździe. Do 100 TSS jeszcze brakowało wiec dołożyłem dwa podjazdy które pokonałem również na poziomie 110 % FTP. Kierunek jazdy był ten sam wiec wiatr w twarz pomagał utrzymać moc i wydłużył trochę krótkie podjazdy. Na koniec kilka minut luźnej jazdy. Zapomniałem zabrać opaskę tętna i dzięki temu łatwiej było skupić się na trzymaniu właściwej mocy. Ostatni tak intensywny trening na zewnątrz miałem w zeszłym roku. Mimo to nie byłem całkowicie ujechany, mógłbym jeszcze dołożyć TSS i kilometrów ale czasu już nie miałem. Wyszła dobra zaprawa przed weekendem mimo dużych zmian w założeniach treningowych. W weekend dam w palnik a później odpocznę przed testami mocy.


Trening 56

Środa, 3 czerwca 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
Km: 85.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:44 km/h: 31.10
Pr. maks.: 62.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 152152 ( 77%) HRavg 136( 69%)
Kalorie: 1802kcal Podjazdy: 620m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny trening typowo tlenowy na dosyć płaskiej trasie. Wyjechałem dosyć wcześnie bo już o 15, udało się szybko wrócić z pracy, uporać z obowiązkami i miałem prawie 3 godziny na trening co w tygodniu rzadko się u mnie zdarza, mógłbym mieć nawet więcej czasu ale wzywał mnie m.in. zarośnięty już ogródek a pogoda ostatnio zmienna i ponad godzinę musiałem poświęcić na skoszenie części trawnika. Wyjechałem najszybszą drogą z miasta i szybko pokonałem pierwszy podjazd. Później czekało mnie wiele kilometrów płaskich dróg i jak się okazało walki z czołowym lub bocznym wiatrem. Wybrałem najprostszy wariant dojazdu do Goczałkowic. Jak już rozwinąłem niezłą jak na warunki prędkość w Międzyrzeczu to utrzymałem ją do Zabrzega, tam trochę komplikacji które zabrały cenny czas ale w końcu dostałem się na Zaporę. Kilka miesięcy tam nie jechałem a dzisiaj było dosyć tłoczno, dużo ludzi również na ścieżce pieszo-rowerowej w Goczałkowicach wiec krótki odcinek do skrętu na Łąkę pokonałem jezdnią. Po zjeździe z głównej miałem delikatny kryzys, jechało się ciężko ale może to przez wiatr. Dopiero po kilku kilometrach i pokonaniu pagórków w Łące jechało się lepiej, zamiast jechać na Strumień odbiłem w prawo na Brzeźce, na kilku kilometrach walki z wiatrem nie minął mnie żaden samochód, aż dziwne w tym rejonie ze względu na remonty dróg w okolicy ten odcinek jest ważnym łącznikiem miedzy drogami 939 a 933. Liczyłem, że nie będę musiał zatrzymywać się na wahadle ale niestety złapało mnie czerwone światło i swoje musiałem odstać. Później wjechałem już na lepszej jakości szosy i jechało się dużo lepiej. Wszystkie newralgiczne miejsca na trasie pokonałem sprawnie aż do Skoczowa. Wcześniej musiałem pokonać kilka podjazdów na których dwóch gości pokazało mi jak się jeździ, na elektrykach. Wyprzedzili mnie w takim tempie, jakbym stał w miejscu. Na zjeździe do Skoczowa trochę sobie poszalałem, puściłem się odważnie w dół i gdy wjechałem na bardziej dziurawy odcinek drogi musiałem wytracić sporo prędkości. Wolno przedostałem się na drugą stronę Wisły. Ostatnie kilkanaście kilometrów z kilkoma wzniesieniami pokonałem w dobrym tempie i przed czasem pojawiłem się w domu. Mogłem wydłużyć trasę ale nie miałem zbytnio koncepcji a ruch na okolicznych drogach był spory. Noga po raz kolejny podawała i moja jazda wygląda coraz lepiej. Mimo tego, że nie lubię jazdy po płaskim, dzisiejsza trasa była przyjemna i pokonana w równym tempie.


Rozjazd 18

Wtorek, 2 czerwca 2020
Km: 32.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:30 km/h: 21.33
Pr. maks.: 58.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 132132 ( 67%) HRavg 109( 55%)
Kalorie: 584kcal Podjazdy: 550m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Wczoraj wykorzystałem czas maksymalnie jak mogłem. Dzisiaj już nie miałem możliwości dłuższego treningu i pojechałem tradycyjny rozjazd na Przegibek. Początek wyjazdu wyglądał podobnie jak wczoraj, przez kilka kałuż w lesie przejechałem wolno a przez ostatnią musiałem szybko się przedostać bo zbliżał się z dużą szybkością samochód. Później już było spokojniej, do Straconki dojechałem w dobrym czasie i bez większych problemów. Podjazd na Przegibek poszedł sprawnie, poza tym, że znów wiało to nic nie zakłóciło przyjemności z jazdy. Na szczycie zatrzymałem się na moment, ubrałem się cieplej na zjazd, nie było szans na szybką jazdę wiec skupiłem się tylko i wyłącznie na technice, poza jednym zakrętem nie można było się do niczego przyczepić. Gdyby na tym zakręcie było sucho i czysto to może pojechałbym lepiej. Powrót do domu to walka ze zmiennym wiatrem i dużą ilością rowerzystów na elektrykach. Po drodze spadło kilka kropel deszczu ale obyło się bez oberwania chmury. Noga cały czas kręciła dobrze i taki wyjazd nie był nawet potrzebny ale lepsza krótka jazda niż jej brak.

Miasto 18

Poniedziałek, 1 czerwca 2020 Kategoria Miasto
Km: 77.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:22 km/h: 22.87
Pr. maks.: 49.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: HRavg
Kalorie: 1530kcal Podjazdy: 1290m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze

Trening 55

Poniedziałek, 1 czerwca 2020 Kategoria Samotnie, Szosa
Km: 87.00 Km teren: 0.00 Czas: 03:30 km/h: 24.86
Pr. maks.: 65.00 Temperatura: 17.0°C HRmax: 182182 ( 93%) HRavg 138( 70%)
Kalorie: 1730kcal Podjazdy: 1800m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Niezbyt szczęśliwy początek kolejnego miesiąca. Nastawiłem się na trening w górach, w ciągu dnia kilka razy pojawiła się spora niepewność i niewiele brakowało abym w ogóle nie wyjechał z domu na trening. Wychodząc z pracy byłem jednak bardzo pozytywnie nastawiony i nawet spore opóźnienie spowodowane obowiązkami które musiałem wypełnić nim wyjechałem nie wpłynęło na moją motywacje. Wyjechałem przed 16 i pierwszy raz od miesiąca nie musiałem śpieszyć się do domu, cel miałem jeden, poprawić swój czas na Przegibek. Zanim tam dojechałem już zaliczyłem kilka wpadek i nieprzyjemnych sytuacji. Pierwsza z nich miała miejsce już kilkaset metrów od domu, wjeżdżając do lasu pojawiła się mokra nawierzchnia i kilka jezior na drodze. Pierwsze przejechałem z minimalną prędkością i praktycznie nie ubrudziłem roweru. Przy kolejnym już nie miałem tyle szczęścia, byłoby to możliwe gdyby nie zbliżający się z bardzo dużą szybkością samochód. Wybierając miedzy wybrudzeniem roweru a prysznicem z góry na dół przystałem na pierwsza opcję, przejechałem szybko przez ogromną kałuże a gdy samochód z impetem wjechał w wodę słyszałem rozprysk za sobą ale woda mnie nie dotknęła. Kolejne dwie sytuacje miały miejsce na skrzyżowaniach już w Bielsku, tam kilku kierowców znowu dawało popis szybkości i nie sygnalizowało swoich zamiarów, przekonał się o tym boleśnie jeden pieszy który musiał uciekać z jezdni i potknął się o krawężnik. Nic poważnego mu się nie stało ale jego winy nie było, przechodził prawidłowo przez przejście dla pieszych a kierowca nawet nie zwolnił. Bałem się co będzie dalej ale nie było tak źle. Jakoś się rozgrzałem przed podjazdem na Przegibek, nie chciałem się zatrzymywać przed rozpoczęciem czasówki i dlatego już w domu ubrałem się jak najlżej a cieplejsze ciuch wziąłem do kieszeni. Dosyć szybko znalazłem się w Straconce. Gdy nadeszła godzina próby to ruszyłem z kopyta. Początek wyglądał obiecująco ale na tym mógłbym zakończyć opis mojej walki z czasem na tym podjeździe. Jechałem cały czas równo, jednak czas szybko leciał. Już w połowie miałem za słaby czas jak na walkę o rekord. Walczyłem do końca ale swojego najlepszego wyniku nie poprawiłem. Nie udało się wskoczyć do TOP 10 na tym podjeździe i dla mnie to rozczarowanie. Rozczarowany jestem warunkami które po raz kolejny były niesprzyjające, marzyłem o tym aby jechać przy bezwietrznej pogodzie ale znów z tego nic nie wyszło, wiatr hulał na całym podjeździe i to on rozdawał karty. Na szczycie miałem ochotę rzucić rowerem ale w porę się opamiętałem, odechciało mi się dalszej jazdy ale nie chciałem marnować czasu bo kto wie kiedy po pracy znowu będę mógł wyskoczyć na kilka godzin w góry. Na technicznej części zjazdu do Międzybrodzia trochę sobie poszalałem ale później uszło ze mnie powietrze i już bez ciśnienia zjechałem do skrzyżowania. Nie wiedziałem gdzie jechać, Nowy Świat, Magurka, Żar czy Kocierz. Wybrałem Kocierz ale od południowej strony, po drodze chciałem jeszcze zaliczyć trzy krótsze podjazdy. Pierwszy z nich to ulica Akacjowa w Międzybrodziu Żywieckim, krótki ale stromy podjazd. Tydzień temu tam zjeżdżałem a po raz ostatni w górę jechałem tam kilka lat wcześniej. Wjechałem takim tempem na jakie pozwoliło przełożenie i kadencja którą chciałem utrzymać na poziomie minimum 70. Końcowy fragment podjazdu znajdował się w lesie gdzie było mokro, pobliski potok szumiał tak głośno, że nic poza nim nie słyszałem. Po zjeździe równie stromą ulicą Widokową do głównej drogi ruszyłem w kierunku Oczkowa. Całkiem nieźle poszedł mi podjazd po kostce ale oczekiwanie na wyjazd na główną drogę spowodowało, że siły znów odeszły. Długo zbierałem się w sobie i dopiero przed kolejnym, zupełnie mi nie znanym podjazdem zaczęło jechać się lżej. Na początku wspinaczki pod Oczków pojawił się komunikat o słabej baterii, znowu zapomniałem naładować licznik, o Di2 pamiętałem a o liczniku nie pomyślałem. Liczyłem na to, że uda się wjechać na szczyt i poszukać jakiejś zastępczej aplikacji w telefonie. Początek podjazdu wydawał mi się nudny ale później zrobiło się ciekawiej. Ostatnie kilkaset metrów było strome, nachylenie przekraczało 10 % i wrzuciłem co mam. Jechałem z rezerwą ale nie chciałem dawać z siebie wszystkiego na tym podjeździe i dlatego nie zwiększałem tempa. Na szczycie zatrzymałem się, widok był wspaniały, cały Beskid Żywiecki jak na dłoni. Znalazłem w telefonie dwie aplikacje rowerowe, Endomondo i Rouvy. Zapis trasy robiło tylko Endomondo, sygnał z Internetu był tak słaby, że niemożliwe było pobranie innej, załączyłem synchronizacje aplikacji z moim kontem i ruszyłem w dół. Cała operacja trwała kilkanaście minut i dopiero przed podjazdem Na Kocierz udało się włączyć i ustawić aplikacje, niestety nie wiedziało czujnika mocy i musiały wystarczyć dane o tętnie. System GPS w telefonie tak rzadko używałem, że nie chciało mi znaleźć sygnału. Ruszyłem spokojnie na Kocierz i po kilku minutach licznik padł. Telefon dalej nie łapał sygnału GPS i czas pomierzyłem ręcznie. W zaokrągleniu na segmencie wyszło około 13 minut, moc określiłem orientacyjnie według czasów jakie miałem tam wcześniej. Tętno mierzyło cały czas i w przybliżeniu mam dane z podjazdu, oprócz śladu na mapie i przewyższenia. Na Kocierzu wreszcie udało się złapać sygnał GPS ale nie na długo. Zjazd w dół należał do najlepszych w moim życiu, jechałem szybko, technicznie i bardzo pewnie pokonywałem kolejne zakręty. Dopiero na ostatnim musiałem hamować bo pojawiły się samochody. Kolejny podjazd na trasie to ścianka w Targanicach, wjechałem siłą woli i długi zjazd Wielką Puszczą odpuściłem. Do pokonania został mi jeszcze jeden podjazd, Przegibek. Zacząłem go bez woli walki ale na ostatnich 3 kilometrach rozkręciłem się i w dobrym tempie wjechałem na Przegibek. Od dziewczyn pokonujących podjazd dowiedziałem się o poważnym w skutkach wypadku w Wilkowicach. Nikt nie znał szczegółów i nie wiedziałem kto ucierpiał. Automatycznie odpuściłem zjazd i spokojniej przejechałem przez Bielsko. Przze problem z licznikiem i telefonem odpuściłm jeden podjazd którego brakło do 2000 metrów przewyższenia.
Wymagający to był dzień, znów brakło szczęścia, niestety nie miały go również dwie dziewczyny potrącone przez samochód. Nigdy takich informacji nie przyjmuje się dobrze i całym sercem jestem przy nich i liczę na to, że oboje wyjdą z tego. Na drogach jest niebezpiecznie a w obecnych czasach chyba jeszcze bardziej i na pewno trudniej dojść do zdrowia niż np. rok temu. Sporo ostatnio się czyta o zdarzeniach z udziałem rowerzystów i kierowców. Wina leży po obu stronach, nikt nie jest bez winy, raz zawini kierowca, innym razem rowerzysta. Brak wzajemnego szacunku i poszanowania powoduje niechęć kierowców do rowerzystów i odwrotnie. Najbardziej zaczynają denerwować mnie użytkownicy rowerów elektrycznych, wielu z nich powoduje nerwowe sytuacje i często nie potrafi dostosować prędkości do warunków panujących na drodze, napędzając rower siłami własnych mięśni spojrzenie na niektóre sytuacje jest inne niż wówczas gdy możemy skorzystać ze wspomagania. To powoli jest plaga z którą prędzej czy później trzeba będzie zacząć walczyć bo niepotrzebnych kolizji i niebezpiecznych sytuacji będzie więcej i ciężko będzie szukać winy wyłącznie u kierowców samochodów.
W domu po analizie podjazdu na Przegibek stwierdziłem, że ta moc powinna dać czas około 30 sekund lepszy. Warunki były trudne, z reguły na takie trafiam, na tym podjeździe miałem już super czas osiągnięty w zupełnie innych warunkach i sytuacji i dając z siebie wszystko nie byłem w stanie go poprawić. Kolejną próbę podejmę w momencie gdy nie będzie wiatru lub będzie bardzo słaby i wtedy gdy nie będę po 8 godzinach pracy. Idealnym podsumowaniem mojego wysiłku jest życiowa moc na 10 minut, do ostatniego wyniku dołożyłem kilka Wat. Noga się rozkręca, sezon już w pełni i być może niedługo odbędzie się jakiś wyścig. Nie będzie ich dużo w moim kalendarzu ale za to same konkretne i wymagające gdzie o wynik będzie ciężko ale dla mnie im trudniej tym lepiej. Na czasówkach na 90 % byłbym w czołówce a na wyścigach musiałbym coś dołożyć do swojej jazdy aby być konkurencyjnym. Na razie jest jeszcze czas się podciągnąć, do tego momentu będzie pewne już czy i jakie wyścigi się w tym roku odbędą. Dwa starty w Czechach są już niemal pewne, trzeci planowany jest na wrzesień, do tego kilka czasówek i krótki ale treściwy sezon zaplanowany.


Podsumowanie Maja

Niedziela, 31 maja 2020 Kategoria Podsumowanie Miesiąca
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: min/km:
Pr. maks.: Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m
Wyjątkowo kapryśny maj był w tym roku. Po ciężkim kwietniu który minął pod znakiem pandemii Korona wirusa w maju cześć ograniczeń została zniesiona ale za to pogoda dodała swoje trzy grosze, było chłodno, wiało i często padało, zupełnie jak jesienią a nie wiosną. Pogoda miała duży wpływ na moje samopoczucie i często wymuszała zmiany w moim napiętym planie dnia, najczęściej zmiany te wpływały negatywnie, nie wyrabiałem się ze wszystkim i zdarzały się momenty, że na odpoczynek przeznaczałem zbyt mało czasu. Myślę, że maj był ostatnim miesiącem w którym musiałem bardzo kombinować aby np. wyjechać na dłuższy trening czy wyjść domu gdzieś dla relaksu a nie po to by załatwić sprawę czy ważną potrzebę. Również ja odczułem skutki epidemii, zwłaszcza obowiązek zakrywania twarzy do którego się bezwzględnie stosowałem wpłynął negatywnie na moje zdrowie i samopoczucie. Ten obowiązek wprowadzony był na wyrost ponieważ jakby maski miały faktycznie chronić musiałyby być wykonane ze specjalnego materiału i mieć specjalne certyfikaty których zwykłe produkty za kilka złotych nie miały. Wszystko co działo się w Polsce przez ostatni czas to zwykła Polityka od której staram się trzymać jak najdalej. Części rozwiązań można było uniknąć ale niektóre były niezbędne dla bezpieczeństwa, lepiej zrobić coś źle niż wcale i dlatego jednoznaczne obwinianie Rządu za wszystkie podjęte decyzje jest niepoważne zwłaszcza że wirus wciąż jest wśród nas i pewnie długo jeszcze będzie i możliwe ograniczenie kontaktu z innymi jest wskazane zwłaszcza w sytuacjach które nie są niezbędne dla poprawnego funkcjonowania. Imprezy masowe za którymi wszyscy tęsknią pewnie wkrótce będą organizowane tylko nie wiadomo na jakich zasadach, w wielu przypadkach wymogi bezpieczeństwa okażą się nie do przeskoczenia a bez ich zastosowania nie będzie zgody na organizacje żadnej imprezy masowej. Ten rok jest trudny, inny niż wszystkie, dla wielu to okazja aby przemyśleć swoje zachowanie i zrozumieć co jest ważne, bez niektórych rzeczy da się żyć, ale są takie których brak znacząco pogorszy jakość życia i to na ich zapewnieniu powinno się teraz skupić aby sytuacja wróciła do normy. Za parę lat będziemy wspominać ten rok, szczególnie te osoby które w większy sposób zostały dotknięte przez epidemie, wiele ludzi na Świecie marzy o takim dostatku w jakim żyją m.in. Polacy i dlatego te kilka miesięcy ograniczeń np. brak usług rozrywkowych czy imprez masowych powinno się traktować jako coś co może się wydarzyć i liczyć się z tym, że taka sytuacja może występować częściej, w wielu krajach ludzie nie mają co jeść, nie mówiąc już o ubraniach na zmianę, pracy czy nawet domu przy tym brak rozrywek jest niczym. Wszystko zależy od podejścia, dla jednych ważne są rozrywki, dla drugich bezpieczeństwo, dla trzecich zaspokojenie codziennych potrzeb. Trzeba zrozumieć co w życiu jest najważniejsze i wówczas z każdą sytuacją łatwiej się pogodzić.
Zwykle w maju dużo trenuję i forma dochodzi do szczytowej. W tym roku było z tym różnie, głównie ze względu na pogodę dwa razy skorzystałem z trenażera. Treningi pod dachem w maju wymagają zwykle więcej cierpliwości, na obciążeniach jakie narzuciłem pierwszy ledwo przetrwałem a podczas drugiego musiałem zweryfikować założenia aby jakoś dotrwać do końca. Treningi na szosie były bardzo zróżnicowane jednak nie dłuższe niż 4 godziny, na tyle pozwalał czas i to zazwyczaj w weekendy. Nie był to problem ale przez to trenowałem mocniej i krócej a później poświęcałem dużo czasu na odpoczynek, wahania formy cały czas występowały ale im bliżej końca miesiąca tym były mniejsze i na koniec miesiąca pojawiła się większa przyjemność z jazdy. Jeszcze bardziej polubiłem podjazdy i poprawiłem kilka swoich nawet wyśrubowanych rekordów co jest najlepszą zapłatą za prace na treningach. Na konfrontacjach z konkurentami na podjazdach wypadam nieźle a na inną rywalizacje będę musiał poczekać przynajmniej do lipca. Chciałem wypracować życiową formę na ten sezon i jestem od tego o krok.
1.Waga w ostatnim miesiącu:

Przez pierwsze dwa tygodnie walczyłem ze zmienną wagą, później waga była stała a nawet lekko spadała ale krytycznej wartości minimalnej nie osiągnęła.
2.Obciążenie treningowe:

Wartości ATL i CTL rosły z każdym tygodniem, w porównaniu do poprzednich lat są trochę niższe ale różne przyczyny nie pozwoliły na większą ilość treningów.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym miesiącu osiągnąłem życiowe moce w czasie 10 i 12 minut. Nie są to wyniki dużo lepsze niż te w poprzednich latach ale osiągnięte przy nieco niższej wadze i w innym momencie roku.
4.Intensywność treningów:

Treningi w maju były zróżnicowane, najmocniejsze dochodziły do 85 % FTP ale były też takie na poziomie 50 % progu oraz jazdy regeneracyjne poniżej tej wartości.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Spis wszystkich podjazdów:

Był to dobry miesiąc. Zaliczyłem sporo podjazdów, kilka nowych. Udało się poprawić kilka rekordów a większość czasów było dobrych lub bardzo dobrych nawet wtedy gdy nie poprawiłem rekordów czasowych. To nie jest moje ostatnie słowo w tym temacie w obecnym sezonie.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum