Miasto 16
Poniedziałek, 25 maja 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 52.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:06 | km/h: | 24.76 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 10.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 565kcal | Podjazdy: | 1290m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Podsumowanie 21 tygodnia 2020
Niedziela, 24 maja 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Dobry tydzień zakończony. Powoli wracam do wcześniejszego wypracowanego rytmu życia który przez ostatnie dwa miesiące był zaburzony. Niby było więcej czasu na różne rzeczy ale te ważne którym poświęcam najwięcej uwagi były w tym czasie w zawieszeniu. Niedługo czekają mnie delikatne zmiany które jednak nie będą miały wpływu na podział czasu i obowiązków ale mogą mieć wpływ na kolejne lata i dalsze życie. Potrzebuje nieco czasu aby przyzwyczaić się do sytuacji z którą nie miałem do czynienia przez ostatnie 10 tygodni. Na razie ciężko wszystko tak poukładać aby mieć czas na to co robiłem wcześniej i niektóre czynności obecnie nieco zaniedbuje. Mam mniej czasu na trening oraz serwis sprzętu. Dodając do tego kapryśną pogodę nie jestem w optymalnym położeniu.
Przez ostatnie dni musiałem skrócić dwa treningi. Jeden został całkowicie zmodyfikowany a drugi był po prostu krótszy. Nie zrealizowałem wszystkich założeń na ten tydzień le nie były one aż tak ważne. Zwykle staram się trzymać wcześniej zaplanowanych treningów ale nie zawsze się to udaje. Mimo to, moja forma idzie w ostatnim czasie do góry. Jeszcze 2 tygodnie temu myślałem, że coś złego się ze mną dzieje, męczyłem się i nie czerpałem przyjemności z jazdy. Chwila słabości minęła, wróciła przyjemność z jazdy a z nią pojawiła się moc w nogach. Ograniczenie treningów z powtórzeniami miało zwoje złe i dobre strony. Miałem więcej luzu w głowie i mogłem więcej pojeździć po moich ulubionych górach, z drugiej strony brakowało obciążeń które dawałyby odczuwalny wzrost formy i przyjemności z jazdy. Na razie nie zamierzam nic robić w tym temacie i trzymać się tego co robiłem w ostatnich tygodniach. Przy braku konfrontacji z innymi zawodnikami, m.in. przez ograniczone do minimum kontakty z osobami walczę głownie z samym sobą na podjazdach. Na razie wygląda to bardzo dobrze, pojawiają się moce zbliżone do życiowych a nawet lepsze i przekłada się to na rekordowe czasy na podjazdach które znam wiele lat i zaliczyłem wiele razy. Jestem na dobrej drodze aby łamać kolejne rekordy, musi tylko zgrać się kilka rzeczy z których zazwyczaj co najmniej jedna szwankuje i przez to czuje niedosyt z osiąganych rezultatów.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Dobry tydzień ale do wypełnienia planu zabrakło minimum 60 TSS. W ciągu dwóch najbliższych tygodni chciałbym to nadrobić. Taka różnica nie znaczy nic ale lubię równe cyferki.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym tygodniu generowałem niezłe moce, dobry wynik minutowy, niezły na 5 minut oraz życiowy na 10 minut.
4.Intensywność treningów:

Treningi mimo, że zróżnicowane to miały podobną intensywność. Długość poszczególnych jazd również była różna, od 90 do 240 minut.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podsumowanie podjazdów:

Przez ostatnie dni zaliczyłem kilkanaście podjazdów. Wpadł jeden nowy oraz jeden rekord.

Moja rywalizacja z podjazdami wygląda coraz lepiej, poza Salmopolem który mi wybitnie nie wyszedł prezentowałem wysoki poziom, pokonywanie podjazdów z mocą oscylującą wokół 5,5 W/kg to już nie są przelewki. W poprzednich latach miałem pojedyncze przebłyski takiej mocy ale głównie w drugiej części sezonu a wiosną zwykle prezentowałem się słabiej. Kolejny podjazd będzie wymagał jeszcze większego nakładu mocy, jest łatwiejszy, krótszy ale z wyśrubowanym już czasem. Kolejne są bardzo zróżnicowane ale prezentowanie podobnego poziomu na kolejnych próbach czasowych powinno przełożyć się na nowe rekordy czasowe. Im więcej sekund urwę z najlepszych czasów tym będę bardziej pewny, że tych rekordów w przyszłości już nie ruszę.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Wymagający to będzie tydzień a i tak wyznacznikiem będzie pogoda. Podjazd na czas pojadę chyba przed weekendem. Plan zakłada nadrobienie brakujących TSS z poprzedniego tygodnia a jak czas i pogoda pozwoli to i zrobienie zaliczki przed kolejnym tygodniem.
Przez ostatnie dni musiałem skrócić dwa treningi. Jeden został całkowicie zmodyfikowany a drugi był po prostu krótszy. Nie zrealizowałem wszystkich założeń na ten tydzień le nie były one aż tak ważne. Zwykle staram się trzymać wcześniej zaplanowanych treningów ale nie zawsze się to udaje. Mimo to, moja forma idzie w ostatnim czasie do góry. Jeszcze 2 tygodnie temu myślałem, że coś złego się ze mną dzieje, męczyłem się i nie czerpałem przyjemności z jazdy. Chwila słabości minęła, wróciła przyjemność z jazdy a z nią pojawiła się moc w nogach. Ograniczenie treningów z powtórzeniami miało zwoje złe i dobre strony. Miałem więcej luzu w głowie i mogłem więcej pojeździć po moich ulubionych górach, z drugiej strony brakowało obciążeń które dawałyby odczuwalny wzrost formy i przyjemności z jazdy. Na razie nie zamierzam nic robić w tym temacie i trzymać się tego co robiłem w ostatnich tygodniach. Przy braku konfrontacji z innymi zawodnikami, m.in. przez ograniczone do minimum kontakty z osobami walczę głownie z samym sobą na podjazdach. Na razie wygląda to bardzo dobrze, pojawiają się moce zbliżone do życiowych a nawet lepsze i przekłada się to na rekordowe czasy na podjazdach które znam wiele lat i zaliczyłem wiele razy. Jestem na dobrej drodze aby łamać kolejne rekordy, musi tylko zgrać się kilka rzeczy z których zazwyczaj co najmniej jedna szwankuje i przez to czuje niedosyt z osiąganych rezultatów.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Dobry tydzień ale do wypełnienia planu zabrakło minimum 60 TSS. W ciągu dwóch najbliższych tygodni chciałbym to nadrobić. Taka różnica nie znaczy nic ale lubię równe cyferki.
3.Najlepsze wartości mocy:

W tym tygodniu generowałem niezłe moce, dobry wynik minutowy, niezły na 5 minut oraz życiowy na 10 minut.
4.Intensywność treningów:

Treningi mimo, że zróżnicowane to miały podobną intensywność. Długość poszczególnych jazd również była różna, od 90 do 240 minut.
5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Podsumowanie podjazdów:

Przez ostatnie dni zaliczyłem kilkanaście podjazdów. Wpadł jeden nowy oraz jeden rekord.

Moja rywalizacja z podjazdami wygląda coraz lepiej, poza Salmopolem który mi wybitnie nie wyszedł prezentowałem wysoki poziom, pokonywanie podjazdów z mocą oscylującą wokół 5,5 W/kg to już nie są przelewki. W poprzednich latach miałem pojedyncze przebłyski takiej mocy ale głównie w drugiej części sezonu a wiosną zwykle prezentowałem się słabiej. Kolejny podjazd będzie wymagał jeszcze większego nakładu mocy, jest łatwiejszy, krótszy ale z wyśrubowanym już czasem. Kolejne są bardzo zróżnicowane ale prezentowanie podobnego poziomu na kolejnych próbach czasowych powinno przełożyć się na nowe rekordy czasowe. Im więcej sekund urwę z najlepszych czasów tym będę bardziej pewny, że tych rekordów w przyszłości już nie ruszę.
7.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Wymagający to będzie tydzień a i tak wyznacznikiem będzie pogoda. Podjazd na czas pojadę chyba przed weekendem. Plan zakłada nadrobienie brakujących TSS z poprzedniego tygodnia a jak czas i pogoda pozwoli to i zrobienie zaliczki przed kolejnym tygodniem.
Trening 50
Niedziela, 24 maja 2020
| Km: | 62.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:17 | km/h: | 27.15 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 15.0°C | HRmax: | 157157 ( 80%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1409kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trochę inaczej wyobrażałem sobie ten dzień ale pogoda zweryfikowała plany. Zamiast kolejnej górskiej trasy wybrałem drogi którymi nie jechałem dawno, nawet ponad 10 lat. Wyjechałem w momencie gdy drogi były już suche, to był główny powód zmiany planów bo czas miałem tylko do południa a na trening ruszyłem dopiero przed 10. Mimo silnego zachodniego wiatru ruszyłem na wschód. Przez Bielsko przejechałem dosyć szybko, straciłem nieco czasu na skrzyżowaniach czy miejscach ścisku większej ilości osób ale gdy tylko wjechałem w ulice Lipnicką to utrudnienia się skończyły. Wtedy też mogłem się przekonać czy noga dzisiaj podaje. Jazda z wiatrem nie sprzyja temu ale gdy tylko nachylenie wzrosło do 10 % to czułem że jest nieźle. Cały podjazd pokonałem w równym tempie, nawierzchnia na tym odcinku była zmienna, do ekspresówki równa a później dziurawe i nierówne fragmenty przeplatały się z płatami nowej nawierzchni. Zjazd do głównej również po nienajlepszym asfalcie ale ruchu nie było i mogłem wybrać optymalny tor jazdy. Wjeżdżając na drogę krajową bałem się, że będzie duży ruch. Na całym blisko 10 kilometrowym odcinku minęło mnie ledwie kilkanaście samochodów, za Kozami gdy droga zaczęła opadać w dół dostałem wiatru w żagle. Brakowało przełożeń aby utrzymać założony pułap mocy, szybko dojechałem do ronda i skierowałem się na Czaniec. Przed właściwym skrzyżowaniem popełniłem mały błąd i chciałem skręcić w ślepą uliczkę, w ostatniej chwili jednak naprawiłem swoją pomyłkę i skręciłem w właściwą drogę. Do Porąbki chciałem dojechać przez Bukowiec, jechałem tam w zeszłym roku chyba pierwszy raz, ruch tam jest zdecydowanie mniejszy niż na głównej wzdłuż Soły. Na tym odcinku minął mnie tylko jeden rowerzysta, nie spotkałem żadnych pieszych i samochodów. Kolejnym celem był dojazd do Kozubnika gdzie nie było mnie chyba kilkanaście lat. Zupełnie nie pamiętałem tego odcinka. Obserwując zdjęcia z Kozubnika widziałem, że coś się zmieniło, zrujnowane budynki wypoczynkowe zostały częściowo odnowione, w opłakanym stanie pozostał tylko jeden znajdujący się przy głównej drodze. Początek podjazdu nie był wymagający, dopiero później pojawiło się większe nachylenie, gdy dojechałem do zrujnowanego budynku i wjechałem do lasu to nachylenie od razu wzrosło do 10 %, momentami pokazywało 15 %, w pewnym momencie miałem dylemat, do wyboru były dwie drogi, asfaltowa odbijająca w lewo lub złożona z płyt prowadząca prosto, wybrałem tą asfaltową. Podjazd skończył się nagle, droga odbiła w prawo i asfalt się skończył, nie musiałem zawracać bo zauważyłem łącznik asfaltowy którym dojechałem do drogi prowadzącej w dół. Zjeżdżając zatrzymałem się przy budynku dawnego ośrodka wypoczynkowego. Po krótkiej przerwie ruszyłem w dół i zaczęło padać, dojeżdżając do głównej już nie padało. Miałem dylemat czy wracać tą drogą która przyjechałem czy jechać na Przegibek. Nie mogłem się zdecydować i ruszyłem w kierunku Międzybrodzia gdzie jeszcze miałem pole manewru. Opcja powrotu przez Przegibek wygrała i pojechałem w tamtym kierunku, na dojeździe do skrzyżowania na którym miałem jechać w prawo kilka samochodów próbowało zepchnąć mnie z drogi, na szczęście bezpiecznie przejechałem ale to nie był koniec tego typu akcji. Na początku podjazdu pod Przegibek, na tej łatwiejszej części jeszcze kilka razy zostałem strąbiony mimo tego, że jechałem przy krawędzi jezdni. Niektórzy kierowcy chyba bardzo nie lubią rowerzystów albo się im wszędzie i zawsze śpieszy. Na przełęcz wjechałem w równym, mocno średnim tempie. Nie zatrzymywałem się na szczycie, na zjeździe nie ryzykowałem, było mokro, samochodów sporo i przeciwny wiatr. Gdy tylko wjechałem w teren zabudowany znowu spadło kilkanaście kropli deszczu, jechałem wolno, generując około 200 Wat nie byłem w stanie jechać szybciej niż 40 km/h, dawno nie walczyłem z tak silnym wiatrem, mimo wszystko nie była to męczarnia, tylko lekkie utrudnienie. Na podjeździe w Olszówce generowałem blisko 30 Wat więcej niż zwykle a czasu lepszego nie uzyskałem. Do domu wróciłem już najkrótszą drogą, szkoda, ze taka pogoda nie była od rana. Z przyjemnością zaliczyłbym kilka podjazdów w dobrym tempie bo noga na to pozwalała a gór nigdy za wiele. Może w następnym tygodniu będzie lepsza pogoda.

Informacje o podjazdach:


Informacje o podjazdach:

Trening 49
Sobota, 23 maja 2020 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa
| Km: | 96.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:52 | km/h: | 24.83 |
| Pr. maks.: | 67.00 | Temperatura: | 11.0°C | HRmax: | 183183 ( 93%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 2744kcal | Podjazdy: | 2230m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy konkretny sobotni trening w tym roku. Zwykle w soboty nie jeździłem, szykowałem się na niedzielę i postanowiłem to zmienić. Najlepsza opcja jaka była to wyjazd rano i powrót przed zapowiadanymi opadami deszczu. Tak też zrobiłem, byłem gotowy na wyjazd o 7 i ruszyłem nawet kilka minut wcześniej. Na starcie mała niespodzianka, słaba bateria miernika mocy, liczyłem na to, że wytrzyma cały trening i nie wracałem się do domu po nowe baterie. Ruszyłem w dosyć niskiej temperaturze ale byłem odpowiednio ubrany i czułem się komfortowo. Po kilku minutach jazdy stwierdziłem, że nie jest to mój dzień, nogi jakieś słabe i ciężko było czerpać przyjemność z jazdy. Potwierdził to podjazd na Przegibek gdzie męczyłem się strasznie, na zjeździe puściłem się odważnie, nic mi nie przeszkadzało i szybko dostałem się do Międzybrodzia. W drugiej części zjazdu walczyłem z przeciwnym ale niezbyt silnym wiatrem. Po zjeździe zacząłem myśleć o rozgrzewce która była konieczna aby wskoczyć na właściwe obroty. Gdy tylko skończył się krótki zjazd nad jeziorem to ruszyłem mocniej, mocny początek nie znalazł odzwierciedlenia w końcówce, nie utrzymałem stałej mocy, odzwyczaiłem się jazdy po płaskim i nawet mocne akcenty mi nie wychodzą gdy nachylenie terenu jest niskie. Po pierwszym postoju na trasie znowu musiałem się rozkręcić. Druga tempówka była już dużo lepsza, na stałej mocy i kadencji. Przed podjazdem dnia którym dzisiaj była Łysina musiałem zrzucić zbędne warstwy ciuchów. Temperatura była niższa niż podczas ostatnich prób czasowych, ledwie 8 stopni, zwykle nie był to mój klimat i w sumie niczego po obie nie oczekiwałem. Bałem się zostawiać w krzakach bidony czy zbędne na podjeździe rzeczy wiec jechałem ze zbędnym balastem wynoszącym około 2 kilogramy. Ruch na drodze był tak duży, że nie byłem w stanie się rozpędzić i ruszałem praktycznie z miejsca. Start był efektywny i początek wyglądał obiecująco. W głowie zapaliła się lampka i po chwili zluzowałem trochę bo takiej mocy na całym podjeździe nie byłbym w stanie utrzymać. Jechałem cały czas równo i mocno do łuku w prawo, po nim niepotrzebnie zwolniłem, blisko 20 Wat mniej generowałem przed kolejnym łukiem. Straciłem tutaj kilka sekund, niby nic a miało znaczenie. Przed krótkim zjazdem na moment zrzuciłem ząbek niżej i wróciłem do mocy rzędu 360-370 Wat, wahałem się czy wrzucać blat na zjeździe i znów kilka sekund w plecy. Niezbyt płynnie zacząłem najtrudniejszy fragment podjazdu, do budynków jechałem z delikatną rezerwą którą wykorzystałem za skrzyżowaniem. Jechałem już co mam licząc, że uda się wjechać poniżej 10 minut do wypłaszczenia. Niestety brakło kilku sekund, z poprzedniego czasu urwałem dokładnie minutę, dużo i mało. Wygenerowałem życiową moc w czasie 10 minut, okazało się, że ponad połowę podjazdu jechałem z niesprzyjającym wiatrem. Do najlepszych na segmencie straciłem ponad 30 sekund co pozostawiło drobny niedosyt. Gdybym wjechał 5 sekund szybciej to niedosyt byłby mniejszy. Zabrakło mi motywacji aby dać z siebie wszystko na ostatnich 500 metrach do punktu widokowego i ten odcinek przejechałem już spokojniej. Na drodze było pełno pieszych i nawet nie dojechałem do końca asfaltu tylko w momencie gdy droga zaczęła opadać w dół zawróciłem. Przed stromym zjazdem zatrzymałem się, złapałem oddech, uzupełniłem zapasy energii i ruszyłem w dół. Zjazd wyglądał równie dobrze jak podjazd. W głowie miałem jeszcze 3 podjazdy i chciałem je pojechać mocniejszym tempem niż w ostatnią niedziele gdy po maksymalnym tempie na podjeździe nie byłem w stanie generować dobrej mocy. Miałem dużo czasu aby trochę się zregenerować, na podjazdach odpuszczałem, wypłaszczenia i zjazdy też pokonywałem z rezerwami. Sprawnie dojechałem do Czernichowa i w gratisie zaliczyłem podjazd ul. Widokową, wjechałem tak aby tylko zaliczyć podjazd i przygotować się na Żar. Założyłem sobie, że przez 18 minut będę generował średnio 300 Wat. Początek potraktowałem ulgowo a mocniej ruszyłem dopiero za pierwszym łukiem w lewo. Wykalkulowałem, że po 18 minutach będę zaczynał zjazd i tej wersji się trzymałem, nachylenie podjazdu nie jest stałe więc i moc nie była zbyt równa. Odcinek wymierzyłem co do joty i na wypłaszczeniu przed zjazdem pojawiłem się po 18 minutach generując w tym czasie ponad 300 Wat. Na szczycie nie było zbyt dużo ludzi więc zrobiłem dłuższy postój i ruszyłem w dół z myślą o kolejnym technicznym i możliwie szybkim zjeździe. Gdy tylko wdrapałem się na pagórek puściłem hamulce. Zjazd wyglądał nieźle, udało się ominąć wszystkie dziury i technicznie pokonać zakręty, momentami mogłem jechać szybciej ale to szczegół. Czas przestał być moim sprzymierzeńcem i na planowany Nowy Świat nie byłem w stanie wjechać. W zamian za to zaliczyłem inny, krótszy ale równie trudny podjazd – Groniaki. Jechałem tam kilka razy, zawsze na maksa, dzisiaj chciałem wjechać równo w 5 strefie mocy. Udało się generować dobrą moc przez 6 minut, jechałem na bardzo niskiej kadencji, dużo na stojąco, dużego pola manewru nie miałem bo nachylenie rzędu 16-18 % trzymało na prawie 1000 metrach. To już jest Sztajfa, nie lubię takich podjazdów ale zwykle sobie na nich dobrze radze z prostego powodu, chce podjeżdżać jak najkrócej aby szybko mieć podjazd za sobą. Dzisiaj czułem się nawet nieźle ale mając kilka podjazdów w nogach zapasów nie miałem zbyt dużych ale gdybym wiedział to urwałbym około 5 sekund co dałoby rekordowy czas. Na zjeździe znów puściłem się odważnie i szybko byłem na głównej drodze. Na deser pozostał tylko Przegibek. Byłem już ujechany ale w dobrym tempie wjechałem na szczyt. Znowu plecy dały o sobie znać i zrezygnowałem z szybkiego i technicznego zjazdu. Gdy tylko znalazłem się w Bielsku to zaczęło padać, w lekkim deszczu jechałem do domu, wybrałem najkrótszą trasę, nie był to zbyt dobry wybór, na głównych drogach duży ruch i kilka razy przytrzymały mnie skrzyżowania i światła. Pozostało przedostać się przez Lotnisko gdzie też tłumy i byłem w domu. Wyrobiłem się w czasie który sobie założyłem. Za dużo straciłem na postojach przez co nie wjechałem na Nowy Świat. Dobry trening za mną a nogi zaczynają wreszcie ze mną współpracować i od razu widać efekty. Nie spodziewałem się życiowej mocy na 10 minut, po raz kolejny sam siebie zaskoczyłem. Najwyższy czas zmienić koła na lżejsze i atakować kolejne podjazdy i łamać rekordy.



Informacje o podjazdach:




Informacje o podjazdach:

Trening 48
Piątek, 22 maja 2020 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 35.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:25 | km/h: | 24.71 |
| Pr. maks.: | 68.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 178178 ( 91%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 875kcal | Podjazdy: | 630m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótki wyjazd dla rozruszania nóg. Ostatnio solidne przepalenie
nogi pomogło i na testowym odcinku dałem z siebie wszystko, wcześniej wyglądało
to różnie, wtedy do treningów przystępowałem wypoczęty. Wyjechałem o
nie najlepszej porze gdy na drogach było pełno samochodów i pieszych co zwykle
utrudnia mi jazdę. Pierwszy podjazd na trasie poszedł nieźle. Kolejny już
miałem pokonać mocnym tempem i zanim tam dojechałem to nie byłem odpowiednio
rozgrzany, przez dłuższą chwile nie pedałowałem i nim ruszyłem z kopyta miałem
za sobą krótki odcinek na średniej mocy. Ruszyłem trochę za późno i do końca
sztywnego podjazdu dojechałem po 50 sekundach mocnej jazdy, dokręcanie do
minuty na wypłaszczeniu nie miało sensu, więcej straciłbym na zmianie
przełożenia niż zyskał na czasie. Długo dochodziłem do siebie po tym zrywie ale
już myślałem o kolejnym. Zanim do niego przystąpiłem wjechałem jeszcze na
Przegibek. Tempo wjazdu nie miało znaczenia ale udało się wjechać nie wykraczając
zbyt często poza 2 strefę. Celem zaliczenia po raz kolejny Przegibka był zjazd.
Ruszyłem zbyt słabo i później brakowało, po pierwszej płaskiej części miałem
niezły czas ale później większy wpływ miał wiatr i o dobrym czasie mogłem
zapomnieć. Technika była poprawna, dokręcałem na prostych, szybko wchodziłem w zakręty
ale szczególnie na ostatnich kilkuset metrach brakowało prędkości. Był to
najszybszy wjazd w tym roku ale wolniejszy od najlepszych z ubiegłego roku. Po
zjeździe szybko nastał moment na drugi zryw. Ruszyłem mocno ul. Brzóski,
starałem się jechać równo ale nie było to możliwe, gdy zrobiło się stromiej trochę
mnie brakowało, nie chciałem zmieniać przełożenia aby mnie nie odcięło przed
końcem. Po przepaleniu znowu miałem trochę czasu na regeneracje, planowo miałem
jechać 1 minutę ale warunki na drodze zweryfikowały założenia. Ruszyłem później
niż zamierzałem ale dużo mocniej z myślą o 30 sekundach jazdy na maksa. Po 25
sekundach dojechałem do kolejki samochodów i musiałem spasować a zapas na 5
sekund jeszcze miałem. Ostatnie kilka kilometrów jechałem już spokojniej walcząc
z dużą liczbą pieszych. Dobre przepalenie przed weekendem, prawie jak przed
wyścigiem.






Trening 47
Środa, 20 maja 2020 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa
| Km: | 77.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:33 | km/h: | 30.20 |
| Pr. maks.: | 73.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 154154 ( 78%) | HRavg | 136( 69%) |
| Kalorie: | 1688kcal | Podjazdy: | 780m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na ten dzień miałem już gotową trasę ale wypadły sprawy które spowodowały, że musiałem skrócić trening o godzinę i zmienić trasę, skrócił się dystans ale wzrosła ilość przewyższeń ale również ilość i długość odcinków z dziurawą i nierówną nawierzchnią. Pogoda była przeciętna, niby słonecznie ale dosyć chłodno i wiatr. Ciężko było wstrzelić się w aurę z odpowiednim strojem i ostatecznie pojechałem na krótko z rękawkami i rękawiczkami w kieszeni które się nie przydały. Doszedłem już do takiego momentu w sezonie w którym już po kilku minutach jestem w stanie ocenić czy mam dobry czy zły dzień. Początek trasy prowadził pod górę, jechałem takim tempem aby nie wykraczać poza 11 strefę a na trudniejszym odcinku trzymałem się drugiej strefy. Kilka minut jazdy i jeden 300 metrowy podjazd pozwolił stwierdzić, że noga jest całkiem dobra i kreci lepiej niż we wtorek. Początek trasy prowadził głównymi drogami, dosyć szybko dojechałem do ronda w Jaworzu. Tam też ruszyłem z kopyta, ciężko było wstrzelić się w odpowiednią strefę mocy ale z czasem jechałem już głownie w strefie 2 na dosyć równej kadencji i bez skoków tętna co ostatnio było normą. Po przejechaniu przez Jasienicę skierowałem się na Skoczów ale chciałem za wszelką cenę minąć to miasto ze względu na roboty drogowe na Wiślance tworzące gigantyczne korki. Do Ustronia dojechałem bocznymi, dziurawymi, częściowo rozkopanymi drogami przez Górki Wielkie. Momentami tak trzęsło, że modliłem się aby rower się nie rozleciał. Nie było tak źle ale trochę czułem nadgarstki po kilku takich odcinkach. Praktycznie do końca trasy jechałem raz lepszą, raz gorszą drogą walcząc z zmiennym wiatrem. Sporym ułatwieniem na gorszej jakości nawierzchni ach było to, że ruch samochodów był niewielki. Mimo optymalnej temperatury nie oszczędzałem picia w bidonach i jadłem regularnie. Kilka razy musiałem mocno zwolnić, ale sytuacji w których konieczny był postój praktycznie nie było. Na koniec dołożyłem sobie podjazd i w domu pojawiłem się kilka minut przed planowanym powrotem. Po drodze dołożyłem kilka kilometrów, jechałem dobrym tempem i miałem zapas czasowy. W sumie ten trening był jednym z lepszych, równiejszych w ostatnim czasie, mimo tego, że nieźle sobie radzę w beztlenie, moja jazda podprogowa nie wyglądała zbyt dobrze ale wygląda na to, że wszystko idzie ku dobremu. Oby tak dalej i po mocnych próbach czasowych będę w stanie jeszcze przejechać w dobrym tempie kilka podjazdów z czym ostatnio był problem.


Trening 46
Wtorek, 19 maja 2020 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 50.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 25.00 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 186186 ( 95%) | HRavg | 142( 72%) |
| Kalorie: | 1398kcal | Podjazdy: | 1070m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mocny trening w ciężkim dniu. Od rana samopoczucie nie było najlepsze a przed treningiem czułem się niezbyt dobrze a w dodatku zjadłem za dużo na obiad po czym szybko wybrałem się na trening. Z tego nie mogło wyniknąć nic dobrego ale nie chciałem rezygnować już na starcie i planowo ruszyłem w kierunku Przegibka. Rozgrzewka poszła jako tako, mogło być lepiej ale tragedii też nie było. Podobnie jak dzień wcześniej przejazd przez miasto był utrudniony przez dużą liczbę pieszych, samochodów czy rowerów. Zrezygnowałem z jazdy przez bulwar w Straconce i to był dobry wybór, bo uniknąłem tłoku chociaż na krótkim odcinku. Pierwszy podjazd zacząłem nieźle ale później zaczęły się schody, męczyłem się coraz bardziej, miałem problemy z utrzymaniem tempa, jednym słowem wjechałem na limicie. Zjazd olałem całkowicie, zjadłem sporą dawkę myśląc, że to pomoże. Po zjeździe musiałem się zatrzymać na chwile a później było nieco lepiej. Dwa kolejne podjazdy poszły całkiem nieźle ale jechałem na maksa. Rezerw już nie było, dużo mnie kosztowało utrzymanie równego tempa w tym zakresie przez 8 minut. Zjazdy odpuszczałem wydłużając przez to czas odpoczynku. Wracając przez miasto znów napotkałem sporo osób, postanowiłem wrócić inną drogą. Było chyba jeszcze gorzej, do dużego ruchu doszły jeszcze dziury w drodze które trudno było omijać. Próbowałem finiszować na koniec ale nic z tego nie wyszło. Byłem ujechany po tym treningu. Przy złym samopoczuciu ciężkie treningi skutecznie masakrują organizm. Mimo to, założenia zrealizowałem w 100 %.



Informacje o podjazdach:




Informacje o podjazdach:

Miasto 17
Poniedziałek, 18 maja 2020 Kategoria Miasto
| Km: | 63.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:44 | km/h: | 23.05 |
| Pr. maks.: | 49.00 | Temperatura: | 14.0°C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 1250kcal | Podjazdy: | 1470m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rozjazd 17
Poniedziałek, 18 maja 2020 Kategoria blisko domu, 0-50
| Km: | 33.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:33 | km/h: | 21.29 |
| Pr. maks.: | 61.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 133133 ( 68%) | HRavg | 110( 56%) |
| Kalorie: | 644kcal | Podjazdy: | 570m | Sprzęt: Cross Peleton | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Standardowy poniedziałek czyli jazda regeneracyjna. Miałem kilka rzeczy do zrobienia i dopiero później wybrałem się na przejażdżkę. Wreszcie trochę cieplej i można było wyjechać w całkowicie letnim stroju. Po weekendzie nogi były zmęczone, w pracy też nie miały lekko wiec początek jazdy był ciężki. Obecnie jest dosyć trudny czas, ludzie po okresie izolacji oblegają wszystkie możliwe miejsca i cały czas jechałem w mniejszym lub większym ruchu cały czas skupiając się na bezpieczeństwie. Mimo jazdy z wiatrem w Straconce nie pojawiłem się szybciej niż wtedy gdy wieje wschodni wiatr. Podjazd na Przegibek zacząłem spokojnie, noga na podjeździe podawała całkiem nieźle, mimo całkowicie luźnego tempa wyprzedziłem kilka osób a mnie nikt nie minął. Na szczycie krótki postój na spokojne i bezpieczne zjedzenie banana co wśród ludzi i samochodów nie było możliwe. Zjazd zacząłem dosyć szybko a później przyjąłem pozycje aero i prawie cały zjazd pokonałem bez kręcenia z dobrą prędkością, brakło mnie na ostatnim kilometrze gdy ręce i ramiona już dały o sobie znać. Zluzowałem przed końcem zjazdu który i tak wyszedł najlepszy w tym roku. Droga powrotna to walka z wiatrem, dużą ilością pieszych, rowerzystów i samochodów. Udało się bezpiecznie dojechać. Sporo rowerzystów na drogach, połowa na elektrykach a pozostali głównie na szosach. Dawno podczas jazdy nie miałem tylu odcinków podczas których nie kręciłem korbami. Przez duży ruch i porę dnia straciłem pewnie kilka minut czasu.
Podsumowanie 20 tygodnia 2020
Niedziela, 17 maja 2020 Kategoria Podsumowanie Tygodnia
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | min/km: | ||
| Pr. maks.: | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | |||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | ||||
Tydzień poświęcony na odpoczynek minął szybko. W odróżnieniu od ostatnich blisko 2 miesięcy miałem znacznie mniejsze pole manewru i musiałem się trzymać wcześniej ułożonego planu, jakiekolwiek zmiany lub brak możliwości wykonania jakiejś czynności powodował, że przepadała. Odzwyczaiłem się od tego i pewnie jakiś czas musi minąć abym wrócił do wcześniej znanej rzeczywistości. Plusem było to, że był to luźniejszy tydzień i nie zaniedbałem niczego.
Mój organizm domagał się odpoczynku i muszę stwierdzić, że tydzień nie wystarczył aby w pełni zregenerować siły. Ograniczenia jakie obecnie występują spowodowały nawrót problemów z płucami, nie są tak wydajne jak być powinny i to bardzo przeszkadza. Organizm poddany ogromnemu wysiłkowi w ostatnim czasie protestuje i objawia się to m.in. przez pojawiający się co jakiś czas, w najmniej oczekiwanym momencie ból pleców. Jak pomyśle o tym jak dostały w kość to nie mam prawa się dziwić zwłaszcza, że kilka lat temu taki ból towarzyszył mi na porządku dziennym. Niby są to drobne problemy ale mają duży wpływ na wydolność organizmu.
Przez kilka luźniejszych dni znalazłem czas na przemyślenia i poddałem analizie ostatnie kilka miesięcy głównie pod kątem treningu. Ciężko porównać ten okres do jakiegokolwiek z przeszłości. W ubiegłych latach bazowałem głównie na wytrzymałości a treningi tlenowe stanowiły ponad połowę objętości treningowej. Od listopada sporo czasu trenowałem w wyższych strefach a tlenówek było stosunkowo niewiele. Mój organizm był inaczej zaprogramowany i zmiana metod i układu treningów przyniosła zarówno dobre jak i złe skutki. Dobrą stroną jest to, że bardzo dobrze radze sobie podczas wysiłków beztlenowych, nawet takie akcenty które nigdy mi nie leżały wychodzą lepiej. Moja dobra dyspozycja na podjazdach jest jeszcze lepsza i podczas wysiłków trwających do 2 godzin jestem w stanie dać z siebie wiele. Dużo czasu poświeciłem na ćwiczenie takich elementów jak rozgrzewka, start czy finisz i widać efekty. To wszystko odbyło się kosztem wytrzymałości. Dużo mniej jeździłem w tlenie i brakuje mnie przy dłuższych trasach czy powtórzeniach. Jest to do szybkiego nadrobienia ale w obecnej sytuacji nie jest to konieczność bez której nie będę skutecznie sobie radził tam gdzie czuje się najlepiej czyli w górach. Idealnym parametrem obrazującym moją dyspozycje jest tętno. Przy wysiłku tlenowym mam puls wyższy o około 10 niż dotychczas, im bliżej progu FTP tym różnica mniejsza a powyżej progu różnice tętna nie są już tak duże a maksymalna jego wartość nie uległa zmianie. Z wyższym tętnem da się jeździć a na dłuższych trasach sporo nadrabiam przez odpowiednie żywienie i nawadnianie. Wypróbowałem już dziesiątki produktów i rozwiązań z których udało się wybrać te najlepsze które mi odpowiadają i dają dużo energii podczas jazdy. Z mojego punktu widzenia w tym roku jestem mocniejszy i na podjazdach, czasówkach czy nawet dystansach do 60 kilometrów jestem w stanie dać z siebie dużo co kilka razy już w tym roku potwierdziłem.
Każdy ostatni tydzień przynosi zmiany. Zmiany nie oznaczają tego, że wszystkie poprzednie nakazy przestają obowiązywać. Jeżdżąc z zakrytą twarzą czuje się coraz dziwniej, większość osób ma to w dupie a za kilka miesięcy będzie płacz jak sytuacja sprzed paru tygodni się powtórzy i z domu będzie można wyjść tylko do pracy czy sklepu.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Czas odpoczynku wpłynął na wartości ATL, CTL i TSB. Dwa pierwsze wskaźniki nieco spadły a drugi pierwszy raz od kilku tygodni osiągnął wartości dodatnie.
3.Najlepsze moce:

W tym tygodniu osiągnąłem niezłe wartości mocy na 5 i 12 minut. Ta druga wartość jest jedną z lepszych jakie osiągnąłem w życiu.
4.Intensywność treningów:

5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Kolejny wymagający tydzień. Jak pogoda pozwoli i uda się zaliczyć wszystkie treningi to nogi będą boleć.
7.Informacje o podjazdach:

Kolejny rekord wpadł a poza tym kilka innych podjazdów w Beskidzie Małym. Był także mały jubileusz, po raz 300 wjechałem na przełęcz Przegibek. Kilku sekund brakło aby osiągnięty czas znalazł się w 100 najszybszych wjazdów na przełęcz od Straconki. Jak się postaram to być może w tym roku dojdę do 400 wjazdów.
Kalendarz czasówek na podjazdach też zaczyna nabierać już kształtów:

Wszystkie trzy czasówki przyniosły nowe rekordy. Czas na Salmopol da się jeszcze poprawić a pozostałe dwa wyszły bardzo dobre szczególnie na tle rywali którzy w tym roku zmierzyli się z tymi odcinkami. Na wszystkich trzech póki co jestem najlepszy w tym roku i liczę, że pozostanę w TOP 10 do końca sezonu. Kolejne czasówki będą zróżnicowane, na niektórych potwierdzenie poziomu np. z Kocierza wystarczy na nowy rekord a na innych trzeba będzie dołożyć. Przy mojej dosyć płaskiej krzywej mocy muszę podnieść swój poziom aby wyśrubowanie niektórych rekordów było możliwe. Na razie nie tęsknię za wyścigami a wylewanie potu i walka z podjazdami daje mi dużo satysfakcji i potwierdza dobre przygotowanie do sezonu.
Mój organizm domagał się odpoczynku i muszę stwierdzić, że tydzień nie wystarczył aby w pełni zregenerować siły. Ograniczenia jakie obecnie występują spowodowały nawrót problemów z płucami, nie są tak wydajne jak być powinny i to bardzo przeszkadza. Organizm poddany ogromnemu wysiłkowi w ostatnim czasie protestuje i objawia się to m.in. przez pojawiający się co jakiś czas, w najmniej oczekiwanym momencie ból pleców. Jak pomyśle o tym jak dostały w kość to nie mam prawa się dziwić zwłaszcza, że kilka lat temu taki ból towarzyszył mi na porządku dziennym. Niby są to drobne problemy ale mają duży wpływ na wydolność organizmu.
Przez kilka luźniejszych dni znalazłem czas na przemyślenia i poddałem analizie ostatnie kilka miesięcy głównie pod kątem treningu. Ciężko porównać ten okres do jakiegokolwiek z przeszłości. W ubiegłych latach bazowałem głównie na wytrzymałości a treningi tlenowe stanowiły ponad połowę objętości treningowej. Od listopada sporo czasu trenowałem w wyższych strefach a tlenówek było stosunkowo niewiele. Mój organizm był inaczej zaprogramowany i zmiana metod i układu treningów przyniosła zarówno dobre jak i złe skutki. Dobrą stroną jest to, że bardzo dobrze radze sobie podczas wysiłków beztlenowych, nawet takie akcenty które nigdy mi nie leżały wychodzą lepiej. Moja dobra dyspozycja na podjazdach jest jeszcze lepsza i podczas wysiłków trwających do 2 godzin jestem w stanie dać z siebie wiele. Dużo czasu poświeciłem na ćwiczenie takich elementów jak rozgrzewka, start czy finisz i widać efekty. To wszystko odbyło się kosztem wytrzymałości. Dużo mniej jeździłem w tlenie i brakuje mnie przy dłuższych trasach czy powtórzeniach. Jest to do szybkiego nadrobienia ale w obecnej sytuacji nie jest to konieczność bez której nie będę skutecznie sobie radził tam gdzie czuje się najlepiej czyli w górach. Idealnym parametrem obrazującym moją dyspozycje jest tętno. Przy wysiłku tlenowym mam puls wyższy o około 10 niż dotychczas, im bliżej progu FTP tym różnica mniejsza a powyżej progu różnice tętna nie są już tak duże a maksymalna jego wartość nie uległa zmianie. Z wyższym tętnem da się jeździć a na dłuższych trasach sporo nadrabiam przez odpowiednie żywienie i nawadnianie. Wypróbowałem już dziesiątki produktów i rozwiązań z których udało się wybrać te najlepsze które mi odpowiadają i dają dużo energii podczas jazdy. Z mojego punktu widzenia w tym roku jestem mocniejszy i na podjazdach, czasówkach czy nawet dystansach do 60 kilometrów jestem w stanie dać z siebie dużo co kilka razy już w tym roku potwierdziłem.
Każdy ostatni tydzień przynosi zmiany. Zmiany nie oznaczają tego, że wszystkie poprzednie nakazy przestają obowiązywać. Jeżdżąc z zakrytą twarzą czuje się coraz dziwniej, większość osób ma to w dupie a za kilka miesięcy będzie płacz jak sytuacja sprzed paru tygodni się powtórzy i z domu będzie można wyjść tylko do pracy czy sklepu.
1.Waga w ostatnim tygodniu:

2.Obciążenie treningowe:

Czas odpoczynku wpłynął na wartości ATL, CTL i TSB. Dwa pierwsze wskaźniki nieco spadły a drugi pierwszy raz od kilku tygodni osiągnął wartości dodatnie.
3.Najlepsze moce:

W tym tygodniu osiągnąłem niezłe wartości mocy na 5 i 12 minut. Ta druga wartość jest jedną z lepszych jakie osiągnąłem w życiu.
4.Intensywność treningów:

5.Dane liczbowe:

Czas w strefach:

Dane szczegółowe:

6.Wstępny rozpis na kolejny tydzień:

Kolejny wymagający tydzień. Jak pogoda pozwoli i uda się zaliczyć wszystkie treningi to nogi będą boleć.
7.Informacje o podjazdach:

Kolejny rekord wpadł a poza tym kilka innych podjazdów w Beskidzie Małym. Był także mały jubileusz, po raz 300 wjechałem na przełęcz Przegibek. Kilku sekund brakło aby osiągnięty czas znalazł się w 100 najszybszych wjazdów na przełęcz od Straconki. Jak się postaram to być może w tym roku dojdę do 400 wjazdów.
Kalendarz czasówek na podjazdach też zaczyna nabierać już kształtów:

Wszystkie trzy czasówki przyniosły nowe rekordy. Czas na Salmopol da się jeszcze poprawić a pozostałe dwa wyszły bardzo dobre szczególnie na tle rywali którzy w tym roku zmierzyli się z tymi odcinkami. Na wszystkich trzech póki co jestem najlepszy w tym roku i liczę, że pozostanę w TOP 10 do końca sezonu. Kolejne czasówki będą zróżnicowane, na niektórych potwierdzenie poziomu np. z Kocierza wystarczy na nowy rekord a na innych trzeba będzie dołożyć. Przy mojej dosyć płaskiej krzywej mocy muszę podnieść swój poziom aby wyśrubowanie niektórych rekordów było możliwe. Na razie nie tęsknię za wyścigami a wylewanie potu i walka z podjazdami daje mi dużo satysfakcji i potwierdza dobre przygotowanie do sezonu.







