Rozjazd
Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 32.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:15 | km/h: | 25.60 |
| Pr. maks.: | 51.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 141141 ( 72%) | HRavg | 103( 52%) |
| Kalorie: | 469kcal | Podjazdy: | 200m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Krótka przejażdżka w celu rozruszania nóg po najgorszym rowerowo weekendzie od dłuższego czasu. Noga kręciła zupełnie inaczej niż w sobotę. Dzienne wahania formy są w ostatnim czasie bardzo duże i niestety nic z tym na razie nie mogę zrobić. Dobrze, że do końca sezonu już blisko i muszę jakoś przetrwać ten okres a później doprowadzić swój organizm do normalnego stanu by zimowe treningi zacząć już bez żadnych problemów i wahań.
Jechało się dzisiaj bardzo dobrze i nawet wiatr tak nie przeszkadzał. Na podjazdach tętno szło do góry i musiałem się pilnować. Dzisiejszy wyjazd uspokoił mnie trochę, że z formą jest wszystko w porządku i może uda się jeszcze coś pokazać w tym sezonie. Na razie czekają mnie 3 mocne treningi. Na pierwszy ogień idą podjazdy z sumą przewyższeń dochodzącą do 2000 metrów.
Jechało się dzisiaj bardzo dobrze i nawet wiatr tak nie przeszkadzał. Na podjazdach tętno szło do góry i musiałem się pilnować. Dzisiejszy wyjazd uspokoił mnie trochę, że z formą jest wszystko w porządku i może uda się jeszcze coś pokazać w tym sezonie. Na razie czekają mnie 3 mocne treningi. Na pierwszy ogień idą podjazdy z sumą przewyższeń dochodzącą do 2000 metrów.
Trening 87
Sobota, 25 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:17 | km/h: | 26.72 |
| Pr. maks.: | 64.00 | Temperatura: | 16.0°C | HRmax: | 172172 ( 88%) | HRavg | 127( 65%) |
| Kalorie: | 1278kcal | Podjazdy: | 800m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Chciałem trochę dłużej pojeździć, ale nic z tego nie wyszło.
Do południa dosyć mocno padało i wyjechałem dopiero przed 15. Myślałem nad 4
godzinną jazdą i zaliczeniem podjazdów w okolicy Terllicka. Po wyjeździe już
trochę zmodyfikowałem zamiary i już byłem pewny, że więcej niż 3 godziny nie
będzie trwał trening. Nie czułem się dobrze, chyba jeszcze gorzej niż w
czwartek i dlatego myślałem, czy w ogóle jazda ma jakiś sens. Pierwsze pagórki
w Jasienicy poszły tak sobie. W Łazach chciałem pojechać mocniej. Zakładałem 40
sekundowy sprint, chciałem się dobrze rozpędzić a mało co nie wylądowałem na
czyimś ogrodzeniu. W zakręt wszedłem dobrze a z przeciwka jechał mocno rozpędzony
samochód którego wyrzuciło na lewo i miałem dwie opcje do wyboru, czołówka lub
próba wyminięcia. Odbiłem w prawo a miałem tylko 10 cm asfaltu i około 50
pobocza i płot. Nie wiem jak się z tego uratowałem, ale zjechałem na pobocze i
jakoś udało mi się wrócić na drogę. Byłem blisko zderzenia się z betonowym
murkiem. Zaplanowany sprint zrobiłem ale rozpędzając się prawie od zera nie
wjechałem całego podjazdu. Krótki wysiłek a spowodował, że poczułem się jeszcze
gorzej. Nie byłem w stanie się zregenerować i męczyłem się bardzo. Kolejny
podjazd szedł topornie. Myślałem, że się rozkręcę i będzie lepiej. Po zjeździe
do Pierśćca zaczęło padać i zamiast jechać na Dębowiec skierowałem się na
Rudzicę. Padało cały czas, nie na tyle by zmoknąć, ale było czuć zimno. Drugi
dłuższy sprint zrobiłem na podjeździe z Roztropic. Tutaj już była klapa, słabe
nogi i brak motywacji. Po zaliczeniu kilku podjazdów kolejny wysiłek nie dał
znowu dobrego efektu. Trochę pokrążyłem po okolicy i znalazłem nieznaną mi
drogę. Cały czas padał lekki deszcz, drogi stawały się już mokre. Na kolejnym
stromym podjeździe zrobiłem ostatni tego dnia sprint. Dalej jechałem już siła
woli. Jakoś udało mi się dotrwać do końca treningu. Mam nadzieję, że był to
tylko gorszy dzień i moc wróci szybko.
Trening 86
Czwartek, 23 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 60.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:59 | km/h: | 30.25 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 23.0°C | HRmax: | 168168 ( 86%) | HRavg | 132( 67%) |
| Kalorie: | 1229kcal | Podjazdy: | 310m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Kolejny przedpołudniowy trening. Przed wyjazdem dużo cieplej
niż w poprzednich dniach ale samopoczucie nienajlepsze. Co prawda spałem dłużej
niż w ostatnich dniach ale to nie pomogło i czułem zmęczenie. Po wyjeździe
tętno bardzo niskie i to potwierdziło tylko wcześniejsze przypuszczenia. Pomimo
tego jechałem tak jak zamierzałem. Chciałem zrobić 5 minutowe tempówki ponad
progiem.
Nie chciałem kluczyć gdzieś bocznymi drogami i zaryzykowałem jadąc główną drogą na Strumień. Za Jasienicą droga zablokowana i drogowcy pracują w najlepsze. Nie chciano mnie puścić bo kładziono akurat warstwę ścieralną nawierzchni i dlatego nie kłócąc się ani nie przeszkadzając nikomu w pracy pojechałem przez Łazy. Za Rudzicą już nie było utrudnień i rozpocząłem pierwszą tempówkę. Nie mogłem złapać dobrego rytmu ale przecierpiałem jakoś te 5 minut. Tak się złożyło, że odpoczynek był krótszy niż wysiłek i kolejna tempówka poszła podobnie jak pierwsza. Dopiero gdy zacząłem walczyć z wiatrem w twarz to wyglądało to lepiej. Dwa kolejne 5 minutowe wysiłki były mocniejsze i z nich jestem zadowolony. Niestety ukształtowanie terenu było takie, że kolejną tempówkę musiałem zrobić dopiero po około 20 minutach spokojnej jazdy. Dwie próby jej rozpoczęcia zakończyły się porażką, najpierw z bocznej wyjechał samochód i jechał zbyt wolno a później pojawił się traktor i gdy mogłem zacząć to byłem pewny, że na przeszkodzie stanie mi rondo. Tak też się stało, brakło około 40 sekund. Ruch na rondzie był duży i jedyną opcją utrzymania tempa był skręt w prawo na Landek. Niestety i tam pojawił się zawalidroga i musiałem hamować. Gdybym miał pustą drogę to idealnie skończyłbym przed zamkniętym odcinkiem drogi a tak ostatnia tempówka nie wyszła. Od tego momentu nie chciało mi się już jechać. Spokojnym tempem dojechałem do Międzyrzecza gdzie próbując sprawdzić jedną z dróg którą jeszcze nie jechałem trafiłem na jakiś ślepy zaułek i wróciłem dobrze znaną drogą. Nie był to najlepszy dzień ale trening wyszedł niezły.
Nie chciałem kluczyć gdzieś bocznymi drogami i zaryzykowałem jadąc główną drogą na Strumień. Za Jasienicą droga zablokowana i drogowcy pracują w najlepsze. Nie chciano mnie puścić bo kładziono akurat warstwę ścieralną nawierzchni i dlatego nie kłócąc się ani nie przeszkadzając nikomu w pracy pojechałem przez Łazy. Za Rudzicą już nie było utrudnień i rozpocząłem pierwszą tempówkę. Nie mogłem złapać dobrego rytmu ale przecierpiałem jakoś te 5 minut. Tak się złożyło, że odpoczynek był krótszy niż wysiłek i kolejna tempówka poszła podobnie jak pierwsza. Dopiero gdy zacząłem walczyć z wiatrem w twarz to wyglądało to lepiej. Dwa kolejne 5 minutowe wysiłki były mocniejsze i z nich jestem zadowolony. Niestety ukształtowanie terenu było takie, że kolejną tempówkę musiałem zrobić dopiero po około 20 minutach spokojnej jazdy. Dwie próby jej rozpoczęcia zakończyły się porażką, najpierw z bocznej wyjechał samochód i jechał zbyt wolno a później pojawił się traktor i gdy mogłem zacząć to byłem pewny, że na przeszkodzie stanie mi rondo. Tak też się stało, brakło około 40 sekund. Ruch na rondzie był duży i jedyną opcją utrzymania tempa był skręt w prawo na Landek. Niestety i tam pojawił się zawalidroga i musiałem hamować. Gdybym miał pustą drogę to idealnie skończyłbym przed zamkniętym odcinkiem drogi a tak ostatnia tempówka nie wyszła. Od tego momentu nie chciało mi się już jechać. Spokojnym tempem dojechałem do Międzyrzecza gdzie próbując sprawdzić jedną z dróg którą jeszcze nie jechałem trafiłem na jakiś ślepy zaułek i wróciłem dobrze znaną drogą. Nie był to najlepszy dzień ale trening wyszedł niezły.
Trening 85
Środa, 22 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 70.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:23 | km/h: | 29.37 |
| Pr. maks.: | 52.00 | Temperatura: | 19.0°C | HRmax: | 156156 ( 80%) | HRavg | 122( 62%) |
| Kalorie: | 1290kcal | Podjazdy: | 400m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po wczorajszym mocniejszym treningu postanowiłem trochę
pokręcić na luzie. Pojawił się silniejszy wiatr i zaplanowałem praktycznie
płaską trasę. Wyjechałem nieco później niż dzień wcześniej ale nie było wcale
cieplej. Początkowo było mi zimno, ale po chwili już się rozgrzałem. Udało mi
się uzyskać dobre tempo i cały czas jechałem równo. W kilku momentach musiałem
zwolnić a powrót do tego tempa z wiatrem wiejącym w twarz nie należał do
łatwych. Najtrudniejsza była trasa do Brzeszcz, wiało tak, że jadąc w pozycji
aerodynamicznej, mocno trzymając kierownicę, kilka razy prawie zostałem
zdmuchnięty z drogi przez jadące z przeciwka ciężarówki. Druga część trasy była
dużo łatwiejsza, wiatr nie przeszkadzał a ruch tez był niewielki. Przez miasto
też przejechałem sprawnie, tylko jeden palant wymusił na mnie pierwszeństwo i
wlekł się około 30 km/h na zjeździe.
Trening 84
Wtorek, 21 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:15 | km/h: | 27.11 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 18.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 130( 66%) |
| Kalorie: | 1298kcal | Podjazdy: | 830m | Sprzęt: Triban 5 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pora wrócić do mocniejszych treningów, sezon jeszcze się nie
skończył i pomimo narastającego zmęczenia chciałbym jeszcze wycisnąć z siebie
ile mogę. Nie zregenerowałem się w pełni po GMJ a dodatkowo przed jazdą byłem
niewyspany.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.
GMJ 2018
Niedziela, 19 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
| Km: | 163.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:56 | km/h: | 27.47 |
| Pr. maks.: | 85.00 | Temperatura: | 22.0°C | HRmax: | 188188 ( 96%) | HRavg | 148( 75%) |
| Kalorie: | 4690kcal | Podjazdy: | 2420m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Przyszedł dzień kolejnych Górskich Mistrzostw Jas-Kółek.
Zawody traktowałem jako dobry trening i z taką myślą wyjechałem z domu.
Wyjechałem trochę później niż myślałem i musiałem jechać dosyć mocno by zdążyć.
Po drodze zjadłem śniadanie i wypiłem cały bidon wody. W Wiśle spotkałem dwójkę
z Jafi Sport i wspólnie zaczęliśmy podjazd pod Kubalonkę. Jechałem średnim
tempem i w idealnym czasie byłem na szczycie. Zjazd do Istebnej zacząłem już
sam i zapomniałem o remoncie drogi na Zaolzie. Po zjeździe przelałem zabraną
butelkę wody do bidonu i przedarłem się na miejsce startu.
Z kilkuminutowym poślizgiem wystartowaliśmy w 20 osobowym platoniku. Na start czekał nas podjazd na Połom, początkowo droga łagodnie wznosiła się w górę by w końcówce zaskoczyć dwucyfrowym nachyleniem. Jechałem swoim tempem które nie było za dobre i trzymałem się z tyłu. Noga nie podawała najlepiej i męczyłem się, jak zrobiło się stromiej to przesunąłem się nieco do przodu i na wzniesieniu byłem około 6 miejsca. Różnice nie były duże i na łatwiejszych fragmentach które nastały zacząłem tracić. Kilka osób pomyliło drogę i zrobiło się małe zamieszanie. Na zjeździe straciłem kontakt z kilkunastoosobowym peletonem i po skręcie w lewo miałem kilkadziesiąt metrów do odrobienia. Odrabiałem stopniowo, jechałem równym tempem i przed skrętem na Stecówkę byłem już na przodzie. Trochę mocniejsze tempo narzucone przez najsilniejszych i zostało nas 5 i tak jechaliśmy do zjazdu z Kubalonki. Na zjeździe nieco odstałem od reszty a z tyłu zaczęli się zbliżać kolejni zawodnicy. Po przejechaniu ronda w Wiśle było nas 10 a tempo nadawało 5-6 osób. Dobra, równa jazda trwała do początku podjazdu na zaporę w Czarnem. Tam znowu mocniejsze pociągnięcie i zaczęło się dzielić, czwórka odjechała a ja miałem kilka metrów starty. Jechałem swoim tempem, gdy zorientowałem się, że jadę cały czas w takiej samej odległości od czołówki to parę razy mocniej nacisnąłem i dojechałem do najlepszych. Z tyłu blisko był Marek ale nie zdołał do nas dołączyć. Pierwsza konkretna selekcja nastąpiła na podjeździe pod Zameczek. Zwycięzca z ubiegłego roku wziął sprawy w swoje ręce i narzucił takie tempo, że nikt nie był w stanie z nim jechać. Ja postanowiłem jechać swoim tempem i z dosyć dużą startą wjechałem jako 4 na szczyt. W zasięgu wzroku miałem Darka a z tyłu blisko był Otfin. Po szybkim zjeździe do Istebnej utworzyła się 4 osobowa grupka pościgowa. Nie wiedzieliśmy ile mamy starty do Patryka i dogonienie go nie było nadrzędnym celem. Podążając za Otfinem wjechaliśmy nieco łatwiejszą drogą przez Olecki. Jadąc swoim tempem zrobiłem niewielką różnicę nad współtowarzyszami i zaczekałem na nich na wypłaszczeniu. Na Kubalonce zauważyliśmy Patryka zmieniającego dętkę. Wyścig zaczął się na nowo. Zjazd zaczęliśmy w 4 i znowu się rozjechaliśmy. Zawodnik z Pressingu został z tyłu a trójka Jas-Kółek w bliskiej odległości od siebie pojawiła się na nawrocie w Wiśle. Za rondem zaczęliśmy współpracować i bardzo dobrym tempem dojechaliśmy do podnóża Kubalonki. Różnice nad pozostałymi uczestnikami były bezpieczne i wiele wskazywało na to, że Górskim Mistrzem zostanie jeden z naszej trójki. Na początku podjazdu na Kubalonkę narzuciłem dobre tempo i trzymałem go do szczytu. Nikt nie odważył się dać mi zmiany i jako pierwszy wjechałem na Przełęcz. Byłem pewny, że koledzy mnie zostawią, bo straciłem dużo sił i jedno mocniejsze pociągnięcie mogło wystarczyć bym został z tyłu. Jechaliśmy dalej razem, pagórkowaty odcinek do Stecówki był ostatnim fragmentem trasy którą przejechaliśmy razem. Na Stecówce nagle Otfin zaatakował. Dobrze zjeżdża i mógł wypracować dużą przewagę, ja nie ruszyłem za nim od razu i przez moment miałem chwilę zawahania. Spory ruch samochodów i pieszych na Stecówce spowodował, że w pewnym momencie jechałem na czołówkę z samochodem ale udało mi się wyratować. Nie patrzyłem do tyłu a Otfin a już nie było widać. Na zjeździe ze Stecówki znowu niebezpieczna sytuacja, jadący wolno rowerzysta na MTB prawie wypchał mnie z drogi. Musiałem przyhamować i straciłem kolejne sekundy. Drugą część zjazdu do Zaolzia przejechałem już bardzo dobrze. Darka nie było widać, nie jechałem na maksa ale chyba różnica była tak duża, że musiałbym całkowicie zwolnić by mnie dogonił. Jechałem więc dalej i jeszcze przed Koczym Zamkiem zobaczyłem znikającą w oddali koszulkę Otfina. Gdy zaczął się podjazd to szybko do niego dojechałem i jadąc już na maksa zacząłem budować przewagę. Przed ostatnimi stromiznami różnica była już na tyle duża, że mogłem zwolnić i spokojniej wjechać na metę. Dałem z siebie ile mogłem, nie wstając z siodełka w dobrym tempie wjechałem na metę. Pojechałem jeszcze kawałek dalej by trochę rozkręcić nogi na niższym tętnie.
Po roku przerwy znowu mogę się cieszyć z tytułu GMJ. Przed startem w ogóle o tym nie myślałem, przyjechałem tylko na trening, ale na ostatnich 20 kilometrach miałem przypływ mocy i to wystarczyło. Gdyby nie ten atak Otfina na zjeździe to rywalizacja na ostatnim podjeździe mogłaby być bardzo ciekawa. Szkoda też defektów innych zawodników bo wtedy byłoby jeszcze ciekawiej. Jestem zadowolony bo to był pierwszy dzień pod Road Trophy w którym jechało mi się dobrze. Jeszcze nie jest to optymalny poziom ale do niego już nie dużo brakuje.
Po około godzinnym postoju ruszyłem w drogę powrotną do domu. Na zjeździe do Kamesznicy musiałem hamować i nie byłem w stanie się rozpędzić do dobrej prędkości. W Kamesznicy dużo samochodów i maksymalne skupienie na każdym łuku, zakręcie by nie zderzyć się czołowo. Nogi zmęczone i ciężko się kręciło, w Milówce doszedł silny wiatr z którym walczyłem aż za Węgierską Górkę. Ruch umiarkowany i nawet przez Węgierską bez większych problemów. Jak skręciłem w prawo na Przybędzę to miałem pustą drogę aż do Lipowej a do Buczkowic wyprzedziło mnie zaledwie kilka samochodów. W Buczkowicach stanąłem nad rzeką i schłodziłem się, po tej kuracji jechało się dużo lepiej. W Bielsku znowu ścieżką rowerową i przedzieranie się przez zatłoczony rejon kąpieliska. Na koniec 10 minut zupełnie luźnej jazdy.
Z kilkuminutowym poślizgiem wystartowaliśmy w 20 osobowym platoniku. Na start czekał nas podjazd na Połom, początkowo droga łagodnie wznosiła się w górę by w końcówce zaskoczyć dwucyfrowym nachyleniem. Jechałem swoim tempem które nie było za dobre i trzymałem się z tyłu. Noga nie podawała najlepiej i męczyłem się, jak zrobiło się stromiej to przesunąłem się nieco do przodu i na wzniesieniu byłem około 6 miejsca. Różnice nie były duże i na łatwiejszych fragmentach które nastały zacząłem tracić. Kilka osób pomyliło drogę i zrobiło się małe zamieszanie. Na zjeździe straciłem kontakt z kilkunastoosobowym peletonem i po skręcie w lewo miałem kilkadziesiąt metrów do odrobienia. Odrabiałem stopniowo, jechałem równym tempem i przed skrętem na Stecówkę byłem już na przodzie. Trochę mocniejsze tempo narzucone przez najsilniejszych i zostało nas 5 i tak jechaliśmy do zjazdu z Kubalonki. Na zjeździe nieco odstałem od reszty a z tyłu zaczęli się zbliżać kolejni zawodnicy. Po przejechaniu ronda w Wiśle było nas 10 a tempo nadawało 5-6 osób. Dobra, równa jazda trwała do początku podjazdu na zaporę w Czarnem. Tam znowu mocniejsze pociągnięcie i zaczęło się dzielić, czwórka odjechała a ja miałem kilka metrów starty. Jechałem swoim tempem, gdy zorientowałem się, że jadę cały czas w takiej samej odległości od czołówki to parę razy mocniej nacisnąłem i dojechałem do najlepszych. Z tyłu blisko był Marek ale nie zdołał do nas dołączyć. Pierwsza konkretna selekcja nastąpiła na podjeździe pod Zameczek. Zwycięzca z ubiegłego roku wziął sprawy w swoje ręce i narzucił takie tempo, że nikt nie był w stanie z nim jechać. Ja postanowiłem jechać swoim tempem i z dosyć dużą startą wjechałem jako 4 na szczyt. W zasięgu wzroku miałem Darka a z tyłu blisko był Otfin. Po szybkim zjeździe do Istebnej utworzyła się 4 osobowa grupka pościgowa. Nie wiedzieliśmy ile mamy starty do Patryka i dogonienie go nie było nadrzędnym celem. Podążając za Otfinem wjechaliśmy nieco łatwiejszą drogą przez Olecki. Jadąc swoim tempem zrobiłem niewielką różnicę nad współtowarzyszami i zaczekałem na nich na wypłaszczeniu. Na Kubalonce zauważyliśmy Patryka zmieniającego dętkę. Wyścig zaczął się na nowo. Zjazd zaczęliśmy w 4 i znowu się rozjechaliśmy. Zawodnik z Pressingu został z tyłu a trójka Jas-Kółek w bliskiej odległości od siebie pojawiła się na nawrocie w Wiśle. Za rondem zaczęliśmy współpracować i bardzo dobrym tempem dojechaliśmy do podnóża Kubalonki. Różnice nad pozostałymi uczestnikami były bezpieczne i wiele wskazywało na to, że Górskim Mistrzem zostanie jeden z naszej trójki. Na początku podjazdu na Kubalonkę narzuciłem dobre tempo i trzymałem go do szczytu. Nikt nie odważył się dać mi zmiany i jako pierwszy wjechałem na Przełęcz. Byłem pewny, że koledzy mnie zostawią, bo straciłem dużo sił i jedno mocniejsze pociągnięcie mogło wystarczyć bym został z tyłu. Jechaliśmy dalej razem, pagórkowaty odcinek do Stecówki był ostatnim fragmentem trasy którą przejechaliśmy razem. Na Stecówce nagle Otfin zaatakował. Dobrze zjeżdża i mógł wypracować dużą przewagę, ja nie ruszyłem za nim od razu i przez moment miałem chwilę zawahania. Spory ruch samochodów i pieszych na Stecówce spowodował, że w pewnym momencie jechałem na czołówkę z samochodem ale udało mi się wyratować. Nie patrzyłem do tyłu a Otfin a już nie było widać. Na zjeździe ze Stecówki znowu niebezpieczna sytuacja, jadący wolno rowerzysta na MTB prawie wypchał mnie z drogi. Musiałem przyhamować i straciłem kolejne sekundy. Drugą część zjazdu do Zaolzia przejechałem już bardzo dobrze. Darka nie było widać, nie jechałem na maksa ale chyba różnica była tak duża, że musiałbym całkowicie zwolnić by mnie dogonił. Jechałem więc dalej i jeszcze przed Koczym Zamkiem zobaczyłem znikającą w oddali koszulkę Otfina. Gdy zaczął się podjazd to szybko do niego dojechałem i jadąc już na maksa zacząłem budować przewagę. Przed ostatnimi stromiznami różnica była już na tyle duża, że mogłem zwolnić i spokojniej wjechać na metę. Dałem z siebie ile mogłem, nie wstając z siodełka w dobrym tempie wjechałem na metę. Pojechałem jeszcze kawałek dalej by trochę rozkręcić nogi na niższym tętnie.
Po roku przerwy znowu mogę się cieszyć z tytułu GMJ. Przed startem w ogóle o tym nie myślałem, przyjechałem tylko na trening, ale na ostatnich 20 kilometrach miałem przypływ mocy i to wystarczyło. Gdyby nie ten atak Otfina na zjeździe to rywalizacja na ostatnim podjeździe mogłaby być bardzo ciekawa. Szkoda też defektów innych zawodników bo wtedy byłoby jeszcze ciekawiej. Jestem zadowolony bo to był pierwszy dzień pod Road Trophy w którym jechało mi się dobrze. Jeszcze nie jest to optymalny poziom ale do niego już nie dużo brakuje.
Po około godzinnym postoju ruszyłem w drogę powrotną do domu. Na zjeździe do Kamesznicy musiałem hamować i nie byłem w stanie się rozpędzić do dobrej prędkości. W Kamesznicy dużo samochodów i maksymalne skupienie na każdym łuku, zakręcie by nie zderzyć się czołowo. Nogi zmęczone i ciężko się kręciło, w Milówce doszedł silny wiatr z którym walczyłem aż za Węgierską Górkę. Ruch umiarkowany i nawet przez Węgierską bez większych problemów. Jak skręciłem w prawo na Przybędzę to miałem pustą drogę aż do Lipowej a do Buczkowic wyprzedziło mnie zaledwie kilka samochodów. W Buczkowicach stanąłem nad rzeką i schłodziłem się, po tej kuracji jechało się dużo lepiej. W Bielsku znowu ścieżką rowerową i przedzieranie się przez zatłoczony rejon kąpieliska. Na koniec 10 minut zupełnie luźnej jazdy.
Trening 83
Sobota, 18 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 61.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:58 | km/h: | 31.02 |
| Pr. maks.: | 59.00 | Temperatura: | 21.0°C | HRmax: | 152152 ( 77%) | HRavg | 123( 63%) |
| Kalorie: | 1090kcal | Podjazdy: | 380m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Plan na ten dzień był inny. Miałem jechać na wyścig do Czech
ale perspektywa spędzenia kolejnej soboty poza domem nie bardzo do mnie
przemawiała, dodatkowo nie czułem się jeszcze dobrze wypoczęty, więc na tym
wyścigu tylko bym się męczył więc sobie odpuściłem. Zamiast wyścigu
zafundowałem sobie dwugodzinny trening. Nie planowałem żadnej trasy, chciałem
jechać tak, by wracać z wiatrem i jedynym słusznym kierunkiem był Skoczów. Noga
podawała lepiej niż w czwartek ale tętno dalej było niskie, za niskie.
Dojeżdżając do Skoczowa miałem dylemat, jechać na Strumień czy Ustroń. Jakoś nogi
same skierowały mnie na południe i najpierw jechałem z bocznym wiatrem a
później wiało w plecy. Jadąc główną drogą co chwilę wyprzedzały mnie samochody
z rowerami. Domyśliłem się, że w Wiśle jest maraton MTB. Po dojeździe do Wisły
zawróciłem i początkowo walczyłem z silnym wiatrem. Od Ustronia już jechałem z
bocznym a od Skoczowa z wiatrem w plecy. Pod koniec jechało się nawet lepiej
niż na początku.
Trening 82
Czwartek, 16 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
| Km: | 128.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 04:40 | km/h: | 27.43 |
| Pr. maks.: | 60.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 160160 ( 82%) | HRavg | 128( 65%) |
| Kalorie: | 1917kcal | Podjazdy: | 1330m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dłuższy spokojny trening. Przejechałem już dawno planowaną
pętlę wokół Beskidu Małego, wybrałem trochę łatwiejszy wariant bez sztywnych
podjazdów przy jeziorze Mucharskim i nie wiem czy to nie był błąd. Na ten dzień
miałem mnóstwo planów, Objazd Babiej, Trening w Beskidzie Morawsko-Śląskim czy
Małej Fatrze czy zaliczenie kliku podjazdów w Beskidzie Małym.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.
Rozjazd
Środa, 15 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
| Km: | 21.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:03 | km/h: | 20.00 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 20.0°C | HRmax: | 133133 ( 68%) | HRavg | 103( 52%) |
| Kalorie: | 386kcal | Podjazdy: | 240m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwszy wyjazd po etapówce. Nogi zmęczone, tętno strasznie
niskie. Przy okazji sprawdziłem rower po gruntownym czyszczeniu i smarowaniu.
Wszystkie dziwne piski i zgrzyty w bębenku i korbie wyeliminowane. Trochę wody
i już wszystko daje dziwne odgłosy.
Założyłem też nową oponę na tył i mam nadzieję, że kapcie się skończą.
Krótki wyjazd a po jeździe druga część regeneracji w basenie.
Krótki wyjazd a po jeździe druga część regeneracji w basenie.
Road Trophy 2018 Etap 4
Poniedziałek, 13 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
| Km: | 9.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:21 | km/h: | 25.71 |
| Pr. maks.: | 50.00 | Temperatura: | 25.0°C | HRmax: | 185185 ( 94%) | HRavg | 174( 89%) |
| Kalorie: | 299kcal | Podjazdy: | 320m | Sprzęt: Agree GTC SL | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ostatnim etapem tegorocznego Road Trophy była jazda
indywidualna na czas. Dobrze się zregenerowałem i byłem zmotywowany do jak
najlepszej jazdy. Dużo przed startem wyjechaliśmy z miejsca zakwaterowania i
bez problemów dojechaliśmy na miejsce startu. Pojechałem od razu sprawdzić
drogę prowadzącą wzdłuż granicy i po około kilometrze nawierzchnia robiła się
coraz gorsza aż w końcu przeszła w zupełny teren i zawróciłem. Przed wyjazdem
na rozgrzewkę znalazł się jeszcze czas na zdjęcia i rozmowy z innymi uczestnikami.
Chciałem zrobić krótką rozgrzewkę, ale nie spodziewałem się, że potrwa całe 30
sekund. Zauważyłem kolejny kapeć w tylnym kole i zamiast się rozgrzewać to
musiałem wymieniać dętkę. Na szczęście miałem do dyspozycji pompkę serwisową i
mogłem napompować odpowiednią ilość powietrza. Zdążyłem jeszcze około minutę
pokrążyć i musiałem ustawić się na starcie. Miernik mocy nie działa poprawnie i
jechałem bardzie na czucie.
Ruszyłem od razu wpinając się w pedały i nie straciłem tym razem nic na starcie. Brak rozgrzewki spowodował, że przez pierwsze dwie minuty nie umiałem złapać odpowiedniego rytmu i męczyłem się strasznie. Kiedy złapałem dobry rytm to moja jazda wyglądała już bardzo dobrze i jechałem bardzo mocno. Na dłuższych prostych widziałem zawodnika z Belgii startującego minutę przede mną. Nie byłem w stanie się do niego zbliżyć a dodatkowo po skręcie w lewo złapał mnie lekki kryzys. Udało mi się go przezwyciężyć i ostatnie 2 kilometry jechałem już ile mogłem. Nie byłem zadowolony ze swojego tempa a okazało się, że jest ono bardzo dobre i sukcesywnie wyprzedzałem zawodników. Udało się prześcignąć trzy osoby i na ostatnie kilkaset metrów wjechałem już nieźle ujechany. Względnie łatwy odcinek do mety poszedł mi średnio ale czas wyszedł niezły. Byłem pewny, że czołówka dołoży mi z 3 minuty a straciłem dużo mniej. Bardzo dobra czasówka w moim wykonaniu dała mi miejsce na podium co uratowało mi ten dosyć pechowy wyścig.
Ostatecznie zająłem 7 miejsce w kategorii wiekowej co zapewnia mi podium w Klasyfikacji Górskiej całego cyklu. Na wyścig przyjechałem przygotowany dobrze, miałem problem z regeneracją i przez to 3 etap nie poszedł mi tak jak bym chciał. Wiem co zrobiłem źle i postaram się to na następną etapówkę poprawić. Na taki stan rzeczy na pewno miało wpływ zmęczenie tym sezonem. Sporo wyścigów za mną, patrząc na czołówkę to ciężko jest tam znaleźć zawodnika z podobną ilością startów. Muszę być zadowolony, że pomimo problemów z oponami i dętkami a także odwodnieniem ukończyłem ten wyścig i to na całkiem niezłym miejscu.
Co roku jestem dobrze przygotowany do tego wyścigu i co roku mam na nim pecha. Albo łapię masę gum albo urywam linki od przerzutki. Może tak musi być i nie mogę pokazać swoich możliwości ale zaczyna mnie to już irytować. Kilka osób już mi powiedziało dlaczego towarzyszy mi taki pech i coś w tym jest. Defekty to nie zawsze moja wina a znajdą się znawcy którzy twierdzą inaczej. Najprawdopodobniej był to mój ostatni udział w Road Trophy.
Ruszyłem od razu wpinając się w pedały i nie straciłem tym razem nic na starcie. Brak rozgrzewki spowodował, że przez pierwsze dwie minuty nie umiałem złapać odpowiedniego rytmu i męczyłem się strasznie. Kiedy złapałem dobry rytm to moja jazda wyglądała już bardzo dobrze i jechałem bardzo mocno. Na dłuższych prostych widziałem zawodnika z Belgii startującego minutę przede mną. Nie byłem w stanie się do niego zbliżyć a dodatkowo po skręcie w lewo złapał mnie lekki kryzys. Udało mi się go przezwyciężyć i ostatnie 2 kilometry jechałem już ile mogłem. Nie byłem zadowolony ze swojego tempa a okazało się, że jest ono bardzo dobre i sukcesywnie wyprzedzałem zawodników. Udało się prześcignąć trzy osoby i na ostatnie kilkaset metrów wjechałem już nieźle ujechany. Względnie łatwy odcinek do mety poszedł mi średnio ale czas wyszedł niezły. Byłem pewny, że czołówka dołoży mi z 3 minuty a straciłem dużo mniej. Bardzo dobra czasówka w moim wykonaniu dała mi miejsce na podium co uratowało mi ten dosyć pechowy wyścig.
Ostatecznie zająłem 7 miejsce w kategorii wiekowej co zapewnia mi podium w Klasyfikacji Górskiej całego cyklu. Na wyścig przyjechałem przygotowany dobrze, miałem problem z regeneracją i przez to 3 etap nie poszedł mi tak jak bym chciał. Wiem co zrobiłem źle i postaram się to na następną etapówkę poprawić. Na taki stan rzeczy na pewno miało wpływ zmęczenie tym sezonem. Sporo wyścigów za mną, patrząc na czołówkę to ciężko jest tam znaleźć zawodnika z podobną ilością startów. Muszę być zadowolony, że pomimo problemów z oponami i dętkami a także odwodnieniem ukończyłem ten wyścig i to na całkiem niezłym miejscu.
Co roku jestem dobrze przygotowany do tego wyścigu i co roku mam na nim pecha. Albo łapię masę gum albo urywam linki od przerzutki. Może tak musi być i nie mogę pokazać swoich możliwości ale zaczyna mnie to już irytować. Kilka osób już mi powiedziało dlaczego towarzyszy mi taki pech i coś w tym jest. Defekty to nie zawsze moja wina a znajdą się znawcy którzy twierdzą inaczej. Najprawdopodobniej był to mój ostatni udział w Road Trophy.







