Piotr92blog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(13)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy PiotrKukla2.bikestats.pl

linki

Rozjazd

Poniedziałek, 27 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 32.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:15 km/h: 25.60
Pr. maks.: 51.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 141141 ( 72%) HRavg 103( 52%)
Kalorie: 469kcal Podjazdy: 200m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Krótka przejażdżka w celu rozruszania nóg po najgorszym rowerowo weekendzie od dłuższego czasu. Noga kręciła zupełnie inaczej niż w sobotę. Dzienne wahania formy są w ostatnim czasie bardzo duże i niestety nic z tym na razie nie mogę zrobić. Dobrze, że do końca sezonu już blisko i muszę jakoś przetrwać ten okres a później doprowadzić swój organizm do normalnego stanu by zimowe treningi zacząć już bez żadnych problemów i wahań.
Jechało się dzisiaj bardzo dobrze i nawet wiatr tak nie przeszkadzał. Na podjazdach tętno szło do góry i musiałem się pilnować. Dzisiejszy wyjazd uspokoił mnie trochę, że z formą jest wszystko w porządku i może uda się jeszcze coś pokazać w tym sezonie. Na razie czekają mnie 3 mocne treningi. Na pierwszy ogień idą podjazdy z sumą przewyższeń dochodzącą do 2000 metrów. 
 

Trening 87

Sobota, 25 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, blisko domu, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 61.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:17 km/h: 26.72
Pr. maks.: 64.00 Temperatura: 16.0°C HRmax: 172172 ( 88%) HRavg 127( 65%)
Kalorie: 1278kcal Podjazdy: 800m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Chciałem trochę dłużej pojeździć, ale nic z tego nie wyszło. Do południa dosyć mocno padało i wyjechałem dopiero przed 15. Myślałem nad 4 godzinną jazdą i zaliczeniem podjazdów w okolicy Terllicka. Po wyjeździe już trochę zmodyfikowałem zamiary i już byłem pewny, że więcej niż 3 godziny nie będzie trwał trening. Nie czułem się dobrze, chyba jeszcze gorzej niż w czwartek i dlatego myślałem, czy w ogóle jazda ma jakiś sens. Pierwsze pagórki w Jasienicy poszły tak sobie. W Łazach chciałem pojechać mocniej. Zakładałem 40 sekundowy sprint, chciałem się dobrze rozpędzić a mało co nie wylądowałem na czyimś ogrodzeniu. W zakręt wszedłem dobrze a z przeciwka jechał mocno rozpędzony samochód którego wyrzuciło na lewo i miałem dwie opcje do wyboru, czołówka lub próba wyminięcia. Odbiłem w prawo a miałem tylko 10 cm asfaltu i około 50 pobocza i płot. Nie wiem jak się z tego uratowałem, ale zjechałem na pobocze i jakoś udało mi się wrócić na drogę. Byłem blisko zderzenia się z betonowym murkiem. Zaplanowany sprint zrobiłem ale rozpędzając się prawie od zera nie wjechałem całego podjazdu. Krótki wysiłek a spowodował, że poczułem się jeszcze gorzej. Nie byłem w stanie się zregenerować i męczyłem się bardzo. Kolejny podjazd szedł topornie. Myślałem, że się rozkręcę i będzie lepiej. Po zjeździe do Pierśćca zaczęło padać i zamiast jechać na Dębowiec skierowałem się na Rudzicę. Padało cały czas, nie na tyle by zmoknąć, ale było czuć zimno. Drugi dłuższy sprint zrobiłem na podjeździe z Roztropic. Tutaj już była klapa, słabe nogi i brak motywacji. Po zaliczeniu kilku podjazdów kolejny wysiłek nie dał znowu dobrego efektu. Trochę pokrążyłem po okolicy i znalazłem nieznaną mi drogę. Cały czas padał lekki deszcz, drogi stawały się już mokre. Na kolejnym stromym podjeździe zrobiłem ostatni tego dnia sprint. Dalej jechałem już siła woli. Jakoś udało mi się dotrwać do końca treningu. Mam nadzieję, że był to tylko gorszy dzień i moc wróci szybko.

Trening 86

Czwartek, 23 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 60.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:59 km/h: 30.25
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 23.0°C HRmax: 168168 ( 86%) HRavg 132( 67%)
Kalorie: 1229kcal Podjazdy: 310m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Kolejny przedpołudniowy trening. Przed wyjazdem dużo cieplej niż w poprzednich dniach ale samopoczucie nienajlepsze. Co prawda spałem dłużej niż w ostatnich dniach ale to nie pomogło i czułem zmęczenie. Po wyjeździe tętno bardzo niskie i to potwierdziło tylko wcześniejsze przypuszczenia. Pomimo tego jechałem tak jak zamierzałem. Chciałem zrobić 5 minutowe tempówki ponad progiem.
Nie chciałem kluczyć gdzieś bocznymi drogami i zaryzykowałem jadąc główną drogą na Strumień. Za Jasienicą droga zablokowana i drogowcy pracują w najlepsze. Nie chciano mnie puścić bo kładziono akurat warstwę ścieralną nawierzchni i dlatego nie kłócąc się ani nie przeszkadzając nikomu w pracy pojechałem przez Łazy. Za Rudzicą już nie było utrudnień i rozpocząłem pierwszą tempówkę. Nie mogłem złapać dobrego rytmu ale przecierpiałem jakoś te 5 minut. Tak się złożyło, że odpoczynek był krótszy niż wysiłek i kolejna tempówka poszła podobnie jak pierwsza. Dopiero gdy zacząłem walczyć z wiatrem w twarz to wyglądało to lepiej. Dwa kolejne 5 minutowe wysiłki były mocniejsze i z nich jestem zadowolony. Niestety ukształtowanie terenu było takie, że kolejną tempówkę musiałem zrobić dopiero po około 20 minutach spokojnej jazdy. Dwie próby jej rozpoczęcia zakończyły się porażką, najpierw z bocznej wyjechał samochód i jechał zbyt wolno a później pojawił się traktor i gdy mogłem zacząć to byłem pewny, że na przeszkodzie stanie mi rondo. Tak też się stało, brakło około 40 sekund. Ruch na rondzie był duży i jedyną opcją utrzymania tempa był skręt w prawo na Landek. Niestety i tam pojawił się zawalidroga i musiałem hamować. Gdybym miał pustą drogę to idealnie skończyłbym przed zamkniętym odcinkiem drogi a tak ostatnia tempówka nie wyszła. Od tego momentu nie chciało mi się już jechać. Spokojnym tempem dojechałem do Międzyrzecza gdzie próbując sprawdzić jedną z dróg którą jeszcze nie jechałem trafiłem na jakiś ślepy zaułek i wróciłem dobrze znaną drogą. Nie był to najlepszy dzień ale trening wyszedł niezły.

Trening 85

Środa, 22 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 70.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:23 km/h: 29.37
Pr. maks.: 52.00 Temperatura: 19.0°C HRmax: 156156 ( 80%) HRavg 122( 62%)
Kalorie: 1290kcal Podjazdy: 400m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Po wczorajszym mocniejszym treningu postanowiłem trochę pokręcić na luzie. Pojawił się silniejszy wiatr i zaplanowałem praktycznie płaską trasę. Wyjechałem nieco później niż dzień wcześniej ale nie było wcale cieplej. Początkowo było mi zimno, ale po chwili już się rozgrzałem. Udało mi się uzyskać dobre tempo i cały czas jechałem równo. W kilku momentach musiałem zwolnić a powrót do tego tempa z wiatrem wiejącym w twarz nie należał do łatwych. Najtrudniejsza była trasa do Brzeszcz, wiało tak, że jadąc w pozycji aerodynamicznej, mocno trzymając kierownicę, kilka razy prawie zostałem zdmuchnięty z drogi przez jadące z przeciwka ciężarówki. Druga część trasy była dużo łatwiejsza, wiatr nie przeszkadzał a ruch tez był niewielki. Przez miasto też przejechałem sprawnie, tylko jeden palant wymusił na mnie pierwszeństwo i wlekł się około 30 km/h na zjeździe.

Trening 84

Wtorek, 21 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 61.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:15 km/h: 27.11
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 18.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 130( 66%)
Kalorie: 1298kcal Podjazdy: 830m Sprzęt: Triban 5 Aktywność: Jazda na rowerze
Pora wrócić do mocniejszych treningów, sezon jeszcze się nie skończył i pomimo narastającego zmęczenia chciałbym jeszcze wycisnąć z siebie ile mogę. Nie zregenerowałem się w pełni po GMJ a dodatkowo przed jazdą byłem niewyspany.
Wczesny wyjazd nie zawsze dla mnie jest dobry, często dopiero pod koniec jazdy noga zaczynała podawać odpowiednio. Dawno nie byłem na Równicy i to był cel na ten dzień. Wybrałem się na starym rowerze, wymieniłem linki i chciałem sprawdzić czy wszystko działa jak należy. Po spokojnym dojeździe do Ustronia postanowiłem sprawdzić się na podjeździe na Równicę. Początek tradycyjnie odpuściłem, z każdym metrem się rozkręcałem i na kostkę wjechałem już w dobrym tempie. Od tego momentu już nie kalkulowałem i jechałem ile mogę, ostatnie kilkaset metrów jechałem już na oparach, mimo to udało się utrzymać dobre tempo. Nie był to najlepszy dzień na tego typu próbę i dlatego jestem zadowolony z czasu jaki uzyskałem. Na zjeździe odczułem chłód, widać, że zbliża się jesień i poranki w górach już są zimne. Po zjeździe przez dłuższy czas wracałem do siebie. Nogi wróciły do dobrego stanu dopiero po 40 minutach spokojniejszej jazdy.

GMJ 2018

Niedziela, 19 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, w grupie
Km: 163.00 Km teren: 0.00 Czas: 05:56 km/h: 27.47
Pr. maks.: 85.00 Temperatura: 22.0°C HRmax: 188188 ( 96%) HRavg 148( 75%)
Kalorie: 4690kcal Podjazdy: 2420m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Przyszedł dzień kolejnych Górskich Mistrzostw Jas-Kółek. Zawody traktowałem jako dobry trening i z taką myślą wyjechałem z domu. Wyjechałem trochę później niż myślałem i musiałem jechać dosyć mocno by zdążyć. Po drodze zjadłem śniadanie i wypiłem cały bidon wody. W Wiśle spotkałem dwójkę z Jafi Sport i wspólnie zaczęliśmy podjazd pod Kubalonkę. Jechałem średnim tempem i w idealnym czasie byłem na szczycie. Zjazd do Istebnej zacząłem już sam i zapomniałem o remoncie drogi na Zaolzie. Po zjeździe przelałem zabraną butelkę wody do bidonu i przedarłem się na miejsce startu.
Z kilkuminutowym poślizgiem wystartowaliśmy w 20 osobowym platoniku. Na start czekał nas podjazd na Połom, początkowo droga łagodnie wznosiła się w górę by w końcówce zaskoczyć dwucyfrowym nachyleniem. Jechałem swoim tempem które nie było za dobre i trzymałem się z tyłu. Noga nie podawała najlepiej i męczyłem się, jak zrobiło się stromiej to przesunąłem się nieco do przodu i na wzniesieniu byłem około 6 miejsca. Różnice nie były duże i na łatwiejszych fragmentach które nastały zacząłem tracić. Kilka osób pomyliło drogę i zrobiło się małe zamieszanie. Na zjeździe straciłem kontakt z kilkunastoosobowym peletonem i po skręcie w lewo miałem kilkadziesiąt metrów do odrobienia. Odrabiałem stopniowo, jechałem równym tempem i przed skrętem na Stecówkę byłem już na przodzie. Trochę mocniejsze tempo narzucone przez najsilniejszych i zostało nas 5 i tak jechaliśmy do zjazdu z Kubalonki. Na zjeździe nieco odstałem od reszty a z tyłu zaczęli się zbliżać kolejni zawodnicy. Po przejechaniu ronda w Wiśle było nas 10 a tempo nadawało 5-6 osób. Dobra, równa jazda trwała do początku podjazdu na zaporę w Czarnem. Tam znowu mocniejsze pociągnięcie i zaczęło się dzielić, czwórka odjechała a ja miałem kilka metrów starty. Jechałem swoim tempem, gdy zorientowałem się, że jadę cały czas w takiej samej odległości od czołówki to parę razy mocniej nacisnąłem i dojechałem do najlepszych. Z tyłu blisko był Marek ale nie zdołał do nas dołączyć. Pierwsza konkretna selekcja nastąpiła na podjeździe pod Zameczek. Zwycięzca z ubiegłego roku wziął sprawy w swoje ręce i narzucił takie tempo, że nikt nie był w stanie z nim jechać. Ja postanowiłem jechać swoim tempem i z dosyć dużą startą wjechałem jako 4 na szczyt. W zasięgu wzroku miałem Darka a z tyłu blisko był Otfin. Po szybkim zjeździe do Istebnej utworzyła się 4 osobowa grupka pościgowa. Nie wiedzieliśmy ile mamy starty do Patryka i dogonienie go nie było nadrzędnym celem. Podążając za Otfinem wjechaliśmy nieco łatwiejszą drogą przez Olecki. Jadąc swoim tempem zrobiłem niewielką różnicę nad współtowarzyszami i zaczekałem na nich na wypłaszczeniu. Na Kubalonce zauważyliśmy Patryka zmieniającego dętkę. Wyścig zaczął się na nowo. Zjazd zaczęliśmy w 4 i znowu się rozjechaliśmy. Zawodnik z Pressingu został z tyłu a trójka Jas-Kółek w bliskiej odległości od siebie pojawiła się na nawrocie w Wiśle. Za rondem zaczęliśmy współpracować i bardzo dobrym tempem dojechaliśmy do podnóża Kubalonki. Różnice nad pozostałymi uczestnikami były bezpieczne i wiele wskazywało na to, że Górskim Mistrzem zostanie jeden z naszej trójki. Na początku podjazdu na Kubalonkę narzuciłem dobre tempo i trzymałem go do szczytu. Nikt nie odważył się dać mi zmiany i jako pierwszy wjechałem na Przełęcz. Byłem pewny, że koledzy mnie zostawią, bo straciłem dużo sił i jedno mocniejsze pociągnięcie mogło wystarczyć bym został z tyłu. Jechaliśmy dalej razem, pagórkowaty odcinek do Stecówki był ostatnim fragmentem trasy którą przejechaliśmy razem. Na Stecówce nagle Otfin zaatakował. Dobrze zjeżdża i mógł wypracować dużą przewagę, ja nie ruszyłem za nim od razu i przez moment miałem chwilę zawahania. Spory ruch samochodów i pieszych na Stecówce spowodował, że w pewnym momencie jechałem na czołówkę z samochodem ale udało mi się wyratować. Nie patrzyłem do tyłu a Otfin a już nie było widać. Na zjeździe ze Stecówki znowu niebezpieczna sytuacja, jadący wolno rowerzysta na MTB prawie wypchał mnie z drogi. Musiałem przyhamować i straciłem kolejne sekundy. Drugą część zjazdu do Zaolzia przejechałem już bardzo dobrze. Darka nie było widać, nie jechałem na maksa ale chyba różnica była tak duża, że musiałbym całkowicie zwolnić by mnie dogonił. Jechałem więc dalej i jeszcze przed Koczym Zamkiem zobaczyłem znikającą w oddali koszulkę Otfina. Gdy zaczął się podjazd to szybko do niego dojechałem i jadąc już na maksa zacząłem budować przewagę. Przed ostatnimi stromiznami różnica była już na tyle duża, że mogłem zwolnić i spokojniej wjechać na metę. Dałem z siebie ile mogłem, nie wstając z siodełka w dobrym tempie wjechałem na metę. Pojechałem jeszcze kawałek dalej by trochę rozkręcić nogi na niższym tętnie.
Po roku przerwy znowu mogę się cieszyć z tytułu GMJ. Przed startem w ogóle o tym nie myślałem, przyjechałem tylko na trening, ale na ostatnich 20 kilometrach miałem przypływ mocy i to wystarczyło. Gdyby nie ten atak Otfina na zjeździe to rywalizacja na ostatnim podjeździe mogłaby być bardzo ciekawa. Szkoda też defektów innych zawodników bo wtedy byłoby jeszcze ciekawiej. Jestem zadowolony bo to był pierwszy dzień pod Road Trophy w którym jechało mi się dobrze. Jeszcze nie jest to optymalny poziom ale do niego już nie dużo brakuje.
Po około godzinnym postoju ruszyłem w drogę powrotną do domu. Na zjeździe do Kamesznicy musiałem hamować i nie byłem w stanie się rozpędzić do dobrej prędkości. W Kamesznicy dużo samochodów i maksymalne skupienie na każdym łuku, zakręcie by nie zderzyć się czołowo. Nogi zmęczone i ciężko się kręciło, w Milówce doszedł silny wiatr z którym walczyłem aż za Węgierską Górkę. Ruch umiarkowany i nawet przez Węgierską bez większych problemów. Jak skręciłem w prawo na Przybędzę to miałem pustą drogę aż do Lipowej a do Buczkowic wyprzedziło mnie zaledwie kilka samochodów. W Buczkowicach stanąłem nad rzeką i schłodziłem się, po tej kuracji jechało się dużo lepiej. W Bielsku znowu ścieżką rowerową i przedzieranie się przez zatłoczony rejon kąpieliska. Na koniec 10 minut zupełnie luźnej jazdy.

Trening 83

Sobota, 18 sierpnia 2018 Kategoria 50-100, avg>30km\h, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 61.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:58 km/h: 31.02
Pr. maks.: 59.00 Temperatura: 21.0°C HRmax: 152152 ( 77%) HRavg 123( 63%)
Kalorie: 1090kcal Podjazdy: 380m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Plan na ten dzień był inny. Miałem jechać na wyścig do Czech ale perspektywa spędzenia kolejnej soboty poza domem nie bardzo do mnie przemawiała, dodatkowo nie czułem się jeszcze dobrze wypoczęty, więc na tym wyścigu tylko bym się męczył więc sobie odpuściłem. Zamiast wyścigu zafundowałem sobie dwugodzinny trening. Nie planowałem żadnej trasy, chciałem jechać tak, by wracać z wiatrem i jedynym słusznym kierunkiem był Skoczów. Noga podawała lepiej niż w czwartek ale tętno dalej było niskie, za niskie. Dojeżdżając do Skoczowa miałem dylemat, jechać na Strumień czy Ustroń. Jakoś nogi same skierowały mnie na południe i najpierw jechałem z bocznym wiatrem a później wiało w plecy. Jadąc główną drogą co chwilę wyprzedzały mnie samochody z rowerami. Domyśliłem się, że w Wiśle jest maraton MTB. Po dojeździe do Wisły zawróciłem i początkowo walczyłem z silnym wiatrem. Od Ustronia już jechałem z bocznym a od Skoczowa z wiatrem w plecy. Pod koniec jechało się nawet lepiej niż na początku.

Trening 82

Czwartek, 16 sierpnia 2018 Kategoria 100-200, Samotnie, Szosa, Trening 2018
Km: 128.00 Km teren: 0.00 Czas: 04:40 km/h: 27.43
Pr. maks.: 60.00 Temperatura: 25.0°C HRmax: 160160 ( 82%) HRavg 128( 65%)
Kalorie: 1917kcal Podjazdy: 1330m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Dłuższy spokojny trening. Przejechałem już dawno planowaną pętlę wokół Beskidu Małego, wybrałem trochę łatwiejszy wariant bez sztywnych podjazdów przy jeziorze Mucharskim i nie wiem czy to nie był błąd. Na ten dzień miałem mnóstwo planów, Objazd Babiej, Trening w Beskidzie Morawsko-Śląskim czy Małej Fatrze czy zaliczenie kliku podjazdów w Beskidzie Małym.
Wyjechałem chwilę po 8 i był to duży błąd. Na drogach spory ruch a dodatkowo miałem duże szczęście i zaliczyłem wszystkie czerwone światła w mieście. Na wyjeździe z miasta dodatkowo remont mostu i ruch wahadłowy na którym straciłem kolejne minuty.
Po wydostaniu się z aglomeracji na moment był spokój, ruch wahadłowy zatrzymał samochody i do Wilkowic dojechałem bezproblemowo. Na skrzyżowaniu znowu swoje musiałem odczekać i dopiero skręciłem w lewo w kierunku Hucisk. Na podjeździe już czułem, że będzie ciężko a to był dopiero początek. Interwałowa trasa tego dnia była jeszcze bardziej odczuwalna niż zwykle i dlatego jechałem spokojniej. Po przejechaniu Tresnej na niebie pojawiła się dziwna mgła która dalej stawała się coraz gęstsza. Myślałem nawet zawrócić ale wiedziałem, że nie zapowiadali deszczu i ta mgła jest tylko przejściowa. Już za Ślemieniem wypogodziło się, ale żeby było ciekawiej to zaczęło wiać i kolejne kilometry to była droga przez mękę. Nie umiałem jechać a w Suchej Beskidzkiej pojawiło się więcej samochodów i spore utrudnienia. Krótki odcinek główną szosą też nie należał do przyjemnych i dopiero po skręcie na nieznane mi drogi w Zembrzycach uspokoiło się na tyle, że mogłem sprawdzić jak mam jechać dalej. Praktycznie pustą drogą dojechałem do skrzyżowania którego nie miałem na mapie i omyłkowo skręciłem w lewo na Wadowice a miałem jechać prosto na Stryszów. Szybko się ocknąłem bo zbliżałem się znów do głównej drogi a miałem jechać wschodnią stroną jeziora. Kiedy trafiłem na właściwą szosę to jechałem praktycznie bez ruchu samochodowego patrząc na niedawno powstały zbiornik wodny. Po krótkim czasie zrobiłem postój i stwierdziłem, że jadę prosto na Wadowice omijając podjazdy po północnej stronie jeziora. Po głowi chodziła mi jeszcze Lanckorona ale na dodatkowe około 40 kilometrów jakoś nie miałem ochoty. Powoli zaczynało brakować wody i zacząłem rozglądać się za sklepem. Po przejechaniu pagórków, na jednym ze zjazdów1) mignął mi sklep ale nie zdążyłbym się zatrzymać i dopiero po wjeździe na drogę 52 zatrzymałem się w sklepie.
Po krótkiej wizycie w sklepie zorientowałem się, że zakorkowana jest droga w kierunku Wadowic. Myślałem, że po problemach w Bielsku i Suchej dalej już przejadę bez kłopotów. Wpakowałem się jak „ Z deszczu pod rynnę”. Mogłem ominąć utrudnienia bocznymi drogami, nie wiedziałem w jakim są one stanie i zostałem przy przepychaniu się między samochodami. Dosyć sprawnie przesuwałem się do przodu, raz jezdnią, raz poboczem, po chwili już kierowcy zrobili mi pas przy krawędzi jezdni i szybko znalazłem się w Wadowicach. Cały ten korek zaczynał się na rondzie i nawet nie myślałem o jeździe przez miasto i skręciłem w prawo a tam dalszy ciąg utrudnień. Dopiero kolejne skrzyżowania i ronda stopniowo rozładowywały zakorkowaną drogę. Za Wadowicami poczułem wiatr na plecach i mogłem trochę nadrobić. Dobre nie trwało zbyt długo i w Andrychowie znowu korki. Jakoś się przedostałem na drugi koniec miasta i za miastem znowu luźniej. Dogoniłem jakiegoś młodego kolarza na MTB. Młody dzielnie dawał radę ale na podjeździe już został z tyłu. Samochody które wyprzedzałem na wjeździe do Wadowic dopiero w Kętach zdołały do mnie dojechać. Ponad 20 kilometrów przejechałem w podobnym czasie rowerem co inni samochodem.
Ostatnie 10 kilometrów do Bielska prowadziło boczną drogą bez ruchu pojazdów. W Bielsku znowu więcej samochodów i kolejny remont drogi o którym nie miałem pojęcia. Jakoś przejechałem i zaliczyłem kolejną serię czerwonych świateł. Na koniec zafundowałem sobie dużą Kofolę za solidny trening.

Rozjazd

Środa, 15 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, blisko domu, Samotnie, Szosa
Km: 21.00 Km teren: 0.00 Czas: 01:03 km/h: 20.00
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: 20.0°C HRmax: 133133 ( 68%) HRavg 103( 52%)
Kalorie: 386kcal Podjazdy: 240m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Pierwszy wyjazd po etapówce. Nogi zmęczone, tętno strasznie niskie. Przy okazji sprawdziłem rower po gruntownym czyszczeniu i smarowaniu. Wszystkie dziwne piski i zgrzyty w bębenku i korbie wyeliminowane. Trochę wody i już wszystko daje dziwne odgłosy. Założyłem też nową oponę na tył i mam nadzieję, że kapcie się skończą.
Krótki wyjazd a po jeździe druga część regeneracji w basenie.

Road Trophy 2018 Etap 4

Poniedziałek, 13 sierpnia 2018 Kategoria 0-50, Samotnie, Szosa
Km: 9.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:21 km/h: 25.71
Pr. maks.: 50.00 Temperatura: 25.0°C HRmax: 185185 ( 94%) HRavg 174( 89%)
Kalorie: 299kcal Podjazdy: 320m Sprzęt: Agree GTC SL Aktywność: Jazda na rowerze
Ostatnim etapem tegorocznego Road Trophy była jazda indywidualna na czas. Dobrze się zregenerowałem i byłem zmotywowany do jak najlepszej jazdy. Dużo przed startem wyjechaliśmy z miejsca zakwaterowania i bez problemów dojechaliśmy na miejsce startu. Pojechałem od razu sprawdzić drogę prowadzącą wzdłuż granicy i po około kilometrze nawierzchnia robiła się coraz gorsza aż w końcu przeszła w zupełny teren i zawróciłem. Przed wyjazdem na rozgrzewkę znalazł się jeszcze czas na zdjęcia i rozmowy z innymi uczestnikami. Chciałem zrobić krótką rozgrzewkę, ale nie spodziewałem się, że potrwa całe 30 sekund. Zauważyłem kolejny kapeć w tylnym kole i zamiast się rozgrzewać to musiałem wymieniać dętkę. Na szczęście miałem do dyspozycji pompkę serwisową i mogłem napompować odpowiednią ilość powietrza. Zdążyłem jeszcze około minutę pokrążyć i musiałem ustawić się na starcie. Miernik mocy nie działa poprawnie i jechałem bardzie na czucie.
Ruszyłem od razu wpinając się w pedały i nie straciłem tym razem nic na starcie. Brak rozgrzewki spowodował, że przez pierwsze dwie minuty nie umiałem złapać odpowiedniego rytmu i męczyłem się strasznie. Kiedy złapałem dobry rytm to moja jazda wyglądała już bardzo dobrze i jechałem bardzo mocno. Na dłuższych prostych widziałem zawodnika z Belgii startującego minutę przede mną. Nie byłem w stanie się do niego zbliżyć a dodatkowo po skręcie w lewo złapał mnie lekki kryzys. Udało mi się go przezwyciężyć i ostatnie 2 kilometry jechałem już ile mogłem. Nie byłem zadowolony ze swojego tempa a okazało się, że jest ono bardzo dobre i sukcesywnie wyprzedzałem zawodników. Udało się prześcignąć trzy osoby i na ostatnie kilkaset metrów wjechałem już nieźle ujechany. Względnie łatwy odcinek do mety poszedł mi średnio ale czas wyszedł niezły. Byłem pewny, że czołówka dołoży mi z 3 minuty a straciłem dużo mniej. Bardzo dobra czasówka w moim wykonaniu dała mi miejsce na podium co uratowało mi ten dosyć pechowy wyścig.
Ostatecznie zająłem 7 miejsce w kategorii wiekowej co zapewnia mi podium w Klasyfikacji Górskiej całego cyklu. Na wyścig przyjechałem przygotowany dobrze, miałem problem z regeneracją i przez to 3 etap nie poszedł mi tak jak bym chciał. Wiem co zrobiłem źle i postaram się to na następną etapówkę poprawić. Na taki stan rzeczy na pewno miało wpływ zmęczenie tym sezonem. Sporo wyścigów za mną, patrząc na czołówkę to ciężko jest tam znaleźć zawodnika z podobną ilością startów. Muszę być zadowolony, że pomimo problemów z oponami i dętkami a także odwodnieniem ukończyłem ten wyścig i to na całkiem niezłym miejscu.
Co roku jestem dobrze przygotowany do tego wyścigu i co roku mam na nim pecha. Albo łapię masę gum albo urywam linki od przerzutki. Może tak musi być i nie mogę pokazać swoich możliwości ale zaczyna mnie to już irytować. Kilka osób już mi powiedziało dlaczego towarzyszy mi taki pech i coś w tym jest. Defekty to nie zawsze moja wina a znajdą się znawcy którzy twierdzą inaczej. Najprawdopodobniej był to mój ostatni udział w Road Trophy.

kategorie bloga

Moje rowery

TCR Advanced 2 2021 12971 km
Zimówka 9414 km
Litening C:62 Pro 18889 km
Triban 5 54529 km
Astra Chorus 2022 15106 km
Evo 2 9901 km
Hercules 13228 km
Ital Bike 9476 km
Trek 17743 km
Agree GTC SL 21960 km
Cross Peleton 44114 km
Scott 9850 km

szukaj

archiwum